Archiwa tagu: wspomnienia

Chyba Was zanudzam!

Może jestem monotematyczna, ale dziś ponownie oglądałam zdjęcia i zeszło mi na to trzy godziny.

Karton po butach i chyba ponad tysiąc zdjęć, a ile wspomnień się pojawiło, że chyba będzie mi się to śniło.

Zdjęcia z młodych lat, dzieci malutkich i potem starszych. Zdjęcia ze świąt, spacerów, wycieczek, wyjazdów, naszych pupili domowych i takiego zwykłego życia jak gotowanie posiłków i bycia we własnym domu z dziećmi.

Wędrówka po domowych remontach, a więc zmian mebli, tapet, wystroju domu.

Wpadły mi w ręce dawno zapomniane zdjęcia z najfajniejszych, moich wakcji.

Moja Mama i przyszła Teścowa ( jeszcze wówczas o tym nie wiedziałam), zabrały nas na wieś do zaprzyjaźnionej Pani Danuty chyba, która wraz z mężem prowadziła gospodarstwo rolne na wsi oddalonej od naszego miasta jakieś 30 kilometrów.

Mama zabrała mnie i moją Siostrę, a także naszą koleżankę – Elę, a niedoszła Teściowa swoich synów i ich kolegę – Marka, który już bardzo dojrzale grał na gitarze –  Hey Joe.

Byliśmy tam chyba tydzień i spaliśmy na sianie w stodole, a nasze Mamy szykowały nam wiejskie posiłki.

Młode ziemniaczki, rosół z wiejskiej kury, mizera, buraczki, zsiadłe mleko i pachnący chleb.

Ja chyba miałem jakieś 13 lat, a moja Siostra i Ela liczyły sobie chyba po 11 .

Nie mieliśmy komórek, tabletów, komputerów, ale naprawdę nie pamiętam jak my spędzalismy całe dnie.

Pamiętam, że włóczyliśmy się po lesie z piosenką Czerwonych Gitar pt. „Droga, którą idę”.

Kąpalismy się w jeziorze, a rano robilismy toaletę przy pompie wiejskiej, co widać na zdjęciu.

Wymyślaliśmy scenki rodzajowe jak na zdjęciu, gdzie stoję z łopatą i wyglądało to groźnie, ale pomysł powstał chyba z jakiegoś filmu dla młodzieży, bo może to były „Wakacje z duchami”.

Kiedy wspominam swoje dzieciństwo i wakacje, to na pierwszym miejscu jest właśnie ten pobyt na wsi, gdzie uciekłam z Mamą od toksycznego ojca i tam naprawdę wypoczęłam.

Jeszcze raz namawiam – budujcie wspomnienia z rodzinnych zdjęć.

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 2 osoby, na zewnątrz

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Reklamy

Matki PRL-u

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, drzewo, roślina, tabela, na zewnątrz i przyroda

Żar się z nieba leje i u mnie na zachodzie było chyba najgoręcej w Polsce, a temparatury strzeliły na ponad 30 stopni.

Opuściłam w pokojach „aluzje”, aby było trochę cienia, gdyż nie sposób to wytrzymać, bez uszczerbku na zdrowiu, bo w końcu swoje lata mam.

Na chwilkę wyszłam na balkon, aby podlać kwiaty i w oczy mi się rzuciły sznurki, na których ktoś wywiesił starannie pranie.

Cyknęłam więc zdjęcie – powyżej!

Taki widok jest coraz rzadszy, bo wszyscy, prawie mamy w domach automatyczne pralki i swoje pranie wieszamy najczęściej na domowej suszarce, bądź jeśli ktoś ma, to na balkonie.

My Babcie jednak dostałyśmy po kościach, bedąc młodymi mamami, bo prałyśmy w pralce o nazwie „Frania”, a potem to się  wyżymało, płukało i dopiero wieszało.

Pamiętam, że tetrowe pieluszki dzieci gotowałam w metalowym kotle z dodatkiem mydła szarego, a potem się je płukało i wieszało. Były bielutkie, ale jeśli na początku dziecko potrzebowało mieć w wyprawce 30 pieluch tetrowych i z dziesięć flanelowych, to było roboty po kokardy.

Kiedyś kobiety białą pościel gotowały w garach, potem płukały i krochmaliły i na koniec to wszystko prasowały na blachę.

Pamiętam, że w latach 60-tych i dalszych na moim osiedłu, w każdym bloku była w piwnicy pralnia i suszarnia.

Kobiety rozpalały pod piecem i gotowały pościel płócienną, a po wypraniu wieszały pranie w suszarni i nie raz trzeba było szukać włascicielki prania, by swoje, suche zdjęła i dała miejsce na sznurach następnej.

Takie to były czasy, że jakże często kobiety pracujące musiały także uporać się ze skomplikowanym  procesem prania, bo tak wówczas myślałyśmy, że pościel wykrochmalona na blachę, to był szczyt pedanterii.

Jedno zdjęcie, a tyle wspomnień i pamiętam pojawienie się w domu pralki marki „Wiatka” – rosyjskiej i tak sobie siedziałam na podłodze i śledziłam proces prania w niej, a oczy wychodziły mi z orbit z podziwu nad postępem.

Stare suszarnie i pralnie w blokach zamieniły się w biura, zakłady fryzjerskie, a nawet w studia tatuażu i tak pożegnaliśmy relikt PRL-u.

Teraz młode gospodynie narzekają, że muszą wychowywać dzieci i roboty przy nich jest bez liku, tylko, że wyjdą do miasta i zakupią wszystko potrzebne dziecku, a więc pampersy, gotowe zupki, kaszki i itp.

Nigdy by się nie chciały z nami – kobietami  z tamtych lat, zamienić na role, bo pamiętam, że każdą zupkę dla Córek gotowałam samodzielnie!

W stanie wojennym nie miałam bardzo często czym swoje dzieci karmić i pamiętam polowanie z kartkami na mleko w proszku, budyń, ksiel, herbtniki i łzy z oczu płynęły, kiedy udało się kupić kaszę mannę!

Kurtyna!

 

List do Joli!

Obraz może zawierać: niebo, chmura, drzewo i na zewnątrz

Dzisiaj jest niedziela, a więc pospałam sobie nieco dłużej i pierwsze, co robię po przebudzeniu, to kawa, a potem włączam komputer, aby sprawdzić, co dzieje się na świecie, w moim kraju i na moim blogu.

Pierwszy łyk kawy i nagle czytam taki komentarz zostawiony przez Jolę, dawną koleżankę i myślałam, że dostanę zawału, bo jak to się stało, że mieszkając 30 lat w Kandzie odnalazła mnie w sieci i skojarzyła fakty z mojego opowiadania pt. „Byłam nastolatką”.

Po przeczytaniu komentarza wyszłam na balkon, aby zaczerpnąć świeżego powietrza, a w głowie miałam jedno zdanie, że to nie może być prawdą!

Elu,czytajac twoje opowiadanie ciarki przeszly Po calym moim ciele.To ja jestem ta kolezanka ktora cie zranila tak dawno temu.Przepraszam,ale jak piszesz nie mialam o tym pojecia. Chce ci tylko powiedziec ze przez wszystkie te lata zawsze o tobie myslalam i wspominalam ciebie.Mieszkam od 30 lat w Kanadzie.Jaki zbiegokolicznosci.Wlasciwie to szukalam ciebie na internecie przez wiele lat”.

Minęło 30 lat, a Ty Jolu wyjechałaś najpierw do Bydgoszczy i pamiętam, że w latach 70-tych, będąc na kursie w tym mieście i ja Ciebie odnalazłam i piłyśmy u Ciebie w domu kawę.

Zobacz jaką moc ma Internet, że mnie odnalazłaś i ciekawi mnie jak trafiłaś na bloga, bo chyba przez moje udostępnianie na Facebooku.

Ja sobie piszę skromnego bloga, a tu taka niespodzianka, że wręcz niemożliwa.

Jeśli tu ponownie zajrzysz, to chcę Ci napisać, co pamiętam jeszcze z naszych dziecinnych czasów.

Pamiętam, że lubiłyśmy zakładać buty naszych mam na obcasach i odgrywałyśmy, że jesteśmy dorosłe.

Pamiętam, że masz Imieniny 17 września, ale muszę to sprawdzić.

Wiele razy opowiadałam swoim Córkom, że miałam taką koleżankę, ale straciłam z Nią kontakt.

W 1976 roku wyszłam za mąż za Leszka i wiesz gdzie mieszkamy?

Mieszkamy w bloku obok naszego, na którego podwórku grasowali nasi wrogowie i nas dzieci z bloku wojskowego nie lubili.

To w tym mieście pracowałam, urodziłam Dzieci i dotrwałam do emerytury i tak zaczęłam pisać bloga, aby jakoś zaznaczyć swoje życie i zapisywać ważne z niego momenty.

U mnie tak się stało, że zaczęłam wspominać, przeglądać zdjęcia i  chyba na te starsze lata wszyscy tak mamy.

Jak wygląda nasze miasto Jolu?

Nie wiele się zmieniło, ale trochę się zmieniło i szarość miasta zamieniła się w kolorowe bloki, ocieplone kolorem, a więc nie jest już tak ponuro.

Jak pamiętasz, to mamy w środku miasta jezioro i bardzo dużo zieleni na każdym kroku.

Miło się tu mieszka, bo miasto jest spokojne, wyciszone, a więc w sam raz dla emeryta.

Prowadzę fan-page mojego miasta i możesz sobie za pomocą moich zdjęć je zwiedzić:

https://www.facebook.com/pg/Choszczno-i-okolice-w-obiektywie-369684939841459/photos/?tab=album&album_id=369685596508060

Jest tam ponad 6 tysięcy zdjęć, a więc jest co oglądać.

Jolu jeśli tu jeszcze kiedyś zajrzysz, to wiedz, że Ty też zawsze byłaś w mojej pamięci, a ostatnie zdjęcie, to jest nasz blok, w którym mieszkałyśmy

Mam jeszcze pytanie, czy Twoi Rodzice żyją, bo ja swoich już nie mam.

Mama umarła 1 lutego 2019 roku, a Ojciec popełnił samobójstwo w 1998 roku.

Pozdrawiam Ciebie serdecznie.

Odezwij się 🙂

 

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, roślina, chmura i na zewnątrz

Obraz może zawierać: chmura, niebo, drzewo, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, niebo, trawa, na zewnątrz i przyroda

Dzieciaki z jednej klatki!

 

Obraz może zawierać: 2 osoby, zbliżenie

Dzisiaj świętujemy Dzień Dziecka jak, co roku zresztą, a ja tak między jedną robotą, a drugą sobie tak myślę, że już 44 lata jestem z tym chłopcem ze zdjęcia – po prawej.

Po lewej jest Męża brat!

Dzisiaj zrobiłam bardzo dużo, bo uprałam firany i je powiesiłam, odkurzyłam podłogi i je zmyłam, ugotowałam zupę i usmażyłam kotlety mielone, a także przyrządziłam mus z tuskawek.  Jak na Seniorkę, to dałam czadu! 😀

Na poniższym zdjęciu jestem cała ja, przed którą było tyle niewiadomych,  bo co jej życie przyniesie?

Ten chłopak po prawej zawsze mieszkał w tym samym mieście, a ja z rodzicami byłam napływowa i zamieszkałam tutaj w 1963 roku, kiedy miałam zaledwie 7 lat.

Czas tak skroił nasze losy, że się zbieły i ja i ten chłopak z fotografii ,  zamieszkaliśmy z rodzicami w tej samej klatce i tak powoli się poznawaliśmy, a apogeum było, gdy ukończyliśmy 15 lat i trafiła nas strzała amora.

Chodziliśmy do tej samej Szkoły Podstawowej i pojechaliśmy na wycieczkę do Poznania, a po tej wycieczce była nasza pierwsza randka.

Wracaliśmy z tego Poznania i wyglądaliśmy przez okno, a mnie do oka wpadł okruch.

Pomógł mi sie z tym uporać i tak spojrzałam na niego jednym okiem i się zakochałam!

Włóczyliśmy się na tych randkach prawie 4 lata i to ja pierwsza, w pewnym momencie go pocałowałam i choć byli inni, to tylko istniał dla mnie ten chłopak z fotografii.

Rodzimy się, rośniemy, dojrzewamy i nie wiadomo, co z czasem nas pcha w ramiona drugiej osoby. To się podobno nazywa miłość .  🙂

Nigdy więcej nie zakochałam się w innym mężczyźnie i bywało, że walczyłam jak lwica o swoje małżeństwo, bo było różnie , ale nie żałuję, gdyż oboje doszliśmy do punktu, że zawsze byliśmy dla siebie stworzeni.

Dzieciaki z jednej klatki!

Obraz może zawierać: 1 osoba

Niech żyją wakacje!

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, na zewnątrz, przyroda i woda

Na poniższych zdjęciach jest pokazany skromny ośrodek wypoczynkowy w miasteczku oddalonym od mojego o jakieś 20 minut jazdy – Drawno w woj. zach. – pom.

Można tu wynająć sobie domek i spędzić czas w lesie,  nad cudnym jeziorem.

Można tu wędkować, pływać kajakiem, oraz dużo spacerować w ciszy i spokoju.

Każdy z nas w czasie wakacji gdzieś wyjeżdżał z małożonkiem, czy też z całą rodziną, aby zmienić środowisko i złapać promienie słoneczne oraz odpocząc tak zwyczajnie.

Ja parę razy byłam na wczasach i pierwszy raz zakwaterowano nas w murowanym budynku, ale to mi się średnio podobało.

Następnym razem prosiliśmy o domek kampingowy i to było to, co mi przypadło do gustu – spokój z dala od ludzkich oczu!

Nigdy nie miałam zapędów, aby jechać do innego kraju – do ekskluzywnego domu wypoczynkowego z basenem. Jakoś nigdy mnie nie ciągnęło do tegu typu odpoczywania.

Najlepiej wypoczywało się nam na zorganizowanym biwaku z namiotami w tle i takie wakacje wspominam najmilej.

Zabieraliśmy ze sobą namioty, koce, poduchy, materace, gary, łodzie, wędki i inne akcesoria i tak koczowaliśmy przez wiele dni.

Cały dzień był zapełniony, bo trzeba było samemu sobie gotować na gazowych palnikach i przerobić złowoną rybę.

Gotowaliśmy dania jednogarnkowe, mieliliśmy ryby i robilismy z nich kotlety rybne, a złapane, małe okonie szły do octu z cebulą – pycha.

Mieliśmy intenenta, który przywoził nam potrzebne produkty Gazem-69.

Dzieci były z nami i się wcale nie nudziły, a także jakoś kleszczy nie było i wszyscy byliśmy zdrowi.

Tamte lata się już nie powtórzą, ale najważniejsze jest to, że mam co wspominać, bo tych odpoczynków pod namiotem było więcej, aniżeli w luksusach z podaniem jedzenia przez kelnera.

Ciekawa jestem jak Wy lubicie wypoczywać i jakie macie wspomnienia z wakacji!

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, drzewo, trawa, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, dom, na zewnątrz i przyroda

Dobry kabaret nie jest zły!

Znalezione obrazy dla zapytania laskowik i smoleń

Ta notka powstała z tego powodu, że wczoraj, wieczorem w Sopocie, wystąpił Jerzy Kryszak i odśpiewał bardzo smutny song na to, co się w Polsce, politycznie dzieje.

Łzy same płynęły, a  występ Jerzego Kryszaka wkleiłam z tekstem, bo może komuś nie będzie się chciało otworzyc i posłuchać.

Aby odsłuchać song poprzedzony monologiem, należy suwak nastawić na 2 minuty i 45 sekud!

„Oglądasz życie w telewizji i tylko tyle o świecie wiesz.
A speców sztab od hipokryzji, jak pionka w szachach ustawia cię.
Za ciebie wszystko się ocenia, wyboru wolność to tylko mit.
A w twe okienko od patrzenia, profesjonalny wciskają kit.

Przemyśl to sam, jeszcze własne zdanie wolno mieć póki możesz, póki chcesz

Cóż w takich czasach żyć nam przyszło, że mogą zrobić, co tylko chcą.
Gdy znów powraca marna przeszłość, kłamliwa śpiewka powraca z nią.
A przecież miało być inaczej, i sprawiedliwie też miało być.
Prawdy są dzisiaj tak fałszywe, że przyzwoitość nie znaczy nic.

Nie wystarczy parę złotych dać, nie wystarczy tylko brać.”

Z tej przyczyny automatycznie przypomniały mi się czasy socjalizmu, kiedy to na festiwalach brylował Zenon Laskowik i Bogdan Smoleń i wielu innych, którzy jeśli zostali przepuszczeni przez cenzurę, to dawali nam dobry, inteligeny kabaret, taki jaki lubię!

Już chyba miałam w domu kolorowy telewizor „Rubin” i się chłonęło wszystko jak gąbka, a potem znało się teksty i piosenki na pamięć.

Te kabarety dawały nam chwilę wytchnienia od skostniałych czasów.

Uwielbiam wracać do piosenki wyśpiewanej przez Bogdana Smolenia, o ludzich smutnych w tramwajach.

Chyba wciąż jesteśmy takim smutnym narodem!

1.
Coś się z narodem dzieje niedobrego,
Nie ma za grosz poczucia humoru ludowego,

Ja was widziałem o świcie w tramwaju,
Bo powracałem luźno sobie z balu,

Zawsze myślałem, że rano w tych tramwajach,
Jest wesoluśko, że radość was upaja,
A tu Garbary, szare mary Tuchobole Zdrój,
Dlaczego? Ludu ty Mój?

To wycie syren i ranne bicie dzwonów,
To najpiękniejsze odgłosy tego domu,
Przez 8 godzin wylegania w tych pierzynach już dość,
Więc skąd ta poranna złość? Tym bardziej, że…

Ref.
Za oknami świta,
Widać, że rozkwita,
Rosną domy z prawej,
Z lewej beton też…

Przecie to jest nasza,
Duma pospolita,
A wy jacyś tacy…
Toż to przecie grzech.

2.
Przez chwilę myślałem: „Może coś się stało?”,
Ale to by nasze polskie radio dawno już podało,

Pisałaby by prasa we wszystkich gazetach na pierwszych stronicach,
No bo jakaż z tego byłaby… tajemnica?

I tak podniecony, już nie wytrzymałem.
Razem z motorniczym, kumplem z partyzantki, tramwaj zatrzymałem.
I jak ten natchniony poeta Horacy zawołałem…
LUDZIE!!! KOCHANI… COŚCIE TACY SMUTNI???
PRZECIE JEDZIECIE DO PRACY!!!

Ref.
Patrzcie…
Za oknami świta,
Widać, że rozkwita,
Rosną domy z prawej,
Z lewej beton też…

Przecie to jest nasza,
Duma pospolita,
A wy jacyś tacy…
Toż to przecie grzech.

Autor: Zenon Laskowik

 

 

 

 

Wspomnienia!

Pierwsze zdjęcie poniżej, to ja przy wózku z moją pierworodną.

To były czasy, że takich zdjęć więcej nie mam i tu ubolewam.

Byłam zaledwie 18- latką, kiedy się szczeniaki w sobie zakochały na zabój i z tego zakochana się urodziła.

Zimny maj, tak  śpiewała nieodżałowana Kora, a ja mam w takie dni czas wspomnieniowy.

Moje albumy na zdjęcia pękają w szwach, a więc nie da się tego wszystkiego obejrzeć w jeden dzień.

Mam zdjęcia też nie posegregowane i leżą sobie w pudełkach po butach i chyba tak sobie będą leżeć, bo takie nie segrowane są za każdym zdjęciem – niespodzianką.

Na zachodzie Polski pada od czterch dni i dopiero dzisiaj zrobiła się dziura w chmurach i wyszło słońce, a ja po zrobieniu czegoś tam w domu, przysiadłam ze zdjęciami i zaczęłam wspominać.

Mam taką swoją ulubioną kanapę i to na niej otwieram kolejne albumy i przypominam sobie jak to kiedyś było i dziwię się, że ten czas tak szybko leci, że oglądam zdjęcia w samotności, bo dzieci mają już swoje dzieci i żyją własnym życiem.

Zawsze lubiłam fotografować i to właściwie dzięki mnie na kliszach zostało tyle chwil uwiecznionych, ale za to Mąż kamerował rodzinne chwile i mamy masę taśm na pamiątkę.

Zdarza się, że oglądamy je rodzinnie, podczas świąt i jest niezła zabawa.

Myślę, że nawet kiedy kobieta odnosi sukcesy w pracy, czy na innym polu, to i tak największym sukcesem kobiety jest rodzina, którą stworzyła – jeśli oczywiście chce mieć rodzinę.

Tak jest i ze mną, bo moja rodzina jest moim sukcesam, a tym bardziej, że moje dzieci nigdy mi nie wywinęły żadnego numeru i nigdy się za nie nie wstydziłam.

Mam więc pytanie do Was – co jest dla Was sukcesem i czym się szczycicie w swoim życiu?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: 1 osoba

Obraz może zawierać: 3 osoby

Obraz może zawierać: 2 osoby

Obraz może zawierać: 2 osoby

Obraz może zawierać: 3 osoby

Obraz może zawierać: 3 osoby

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie

Obraz może zawierać: 3 osoby, uśmiechnięci ludzie

 

Nie jestem sama!

Obraz może zawierać: 1 osoba, roślina i w budynku

Mąż wrócił z wycieczki wieczorem i kupił mi małe prezenty.

Dostałam aniołka, aby mnie chronił i malutki obrazek malowany ręcznie, a na nim moje ukochane magnolie.

Na odwrocie jest dla mnie dedykacja od samej malarki – Grażyny Dziedzic.

Bardzo się ucieszyłam, że dostałam pamięć o mnie od ukochanego mężczyny mojego życia.

Nie było Męża 4 dni, ale dałam radę przetrwać i choć tęskniłam, to cieszyłam się, że On coś zwiedza, bo byli w Poznaniu, Gnieźnie i Kórniku.

Zwiedzali kościoły, muzea, wystawy, a w Kórniku zobaczyli wspaniałe powozy.

Kiedy Męża nie było, to spałam do oporu i dziś wstałam o 10.30.

Nie wiem, co mi się stało, że ostatnio tak długo śpię – widocznie się wyciszyłam i uspokoiłam po trudach życia.

Teraz napiszę coś bardzo dziwnego, bo znacie mnie, że nie oglądam telewizji reżimowej, a zwłaszcza wiadomości.

Jednak mogę pochwalić TV2 za wznowienie „Szansy na sukces”, którą kiedyś prowadził Wojciech Mann, a po latach zastąpił go Artur Orzech.

Jestem seniorką, ale gust muzyczny mi się nie zmienił i wciąż mam ucho do dobrych wykonań i trafiam w punkt, kto ten program wygra.

Odpoczywam też podczas oglądania muzycznego programu „Jaka to melodia” i choć nowy prowadzący mnie drażni, a chodzi o Norbiego, to ćwiczę swoje ucho i także sprawia mi to przyjemność.

Innym programem, który po latach powrócił na antenę, to jest „Koło fortuny” i w tym programie ćwiczę swój mózg i zgaduję sobie hasła w domowym zaciszu.

Ubolewam nad tym, że TVN nie ma tak dobrych programów muzycznych i produkuje sam chłam nie do zniesienia jak np. „Szkoła”, „Agent gwiazdy” czy jakoś tam!

Na Polsace z kolei uwielbiam program muzyczny „Twoja twarz brzmi znajomo”, bo ja zawsze uwielbiałam słuchać muzyki i się powtarzam, że odpoczywam przy muzie, która nie drażni mojego ucha, a jest w moim guście.

Mąż ma filmiki z wycieczki, kiedy podczas grilla tańcowały Jego koleżanki z byłej pracy w wieku 70/80 lat.

Obejrzałam i jakie to urocze jest.

Przypomniałam sobie swoje młode lata, kiedy chodziliśmy z Mężem na dyskoteki, na których królowały stare przeboje – nasze przeboje.

Teraz takiej muzy nie ma i odsłuchajcie je w clipie wklejonym na końcu wspisu.

Młodzi niech nam zazdroszczą, że bawiliśmy się ekstra i taka muzyka wryła się w nas na zawsze.

 

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją, niebo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: ludzie siedzą

Kuchnia i wspomnienia!

Właściwie mogłabym nie gotować obiadów, ponieważ w mieście można sobie zamówić codzienny catering z dostawą do domu.

Wielu ludzi w mieście z tego korzysta, a zwłaszcza ludzie starsi i samotni, albo zagonione, młode rodziny.

Póki mam jeszcze siły, to gotuję w domu, bo lubię gotować i nie chcę spocząć na laurach oraz iść na łatwiznę.

Jesteśmy z Mężem już Seniorami, a więc już dużo nie jemy i gotuję tylko jedno dane, bo to nam zupełnie wystarcza.

Codziennie, rano planujemy zakupy i dziś padło na bigos z białej kapusty z wędzoną kiełbasą.

Co jest potrzebne więc:

  • duża, biała kapusta,
  • dwie duże cebule,
  • kilka grzybów boczniaka,
  • cztery marchewki,
  • kilka listków laurowych,
  • kilka ziaren ziela angielskiego,
  • 1,5 łyżki jarzynki,
  • pęczek zielonej piertuszki,
  • pęczek zielonego koperku,
  • słoiczek przecieru pomidorowego,
  • 4 pętka kiełbasy wędzonej,
  • odrobina papryki słodkiej, majeranku, lubczyku,
  • dwie duże łyżki mąki,
  • odrobina oleju.

I tak po kolei:

  • poszatkowałam kapustę i wstawiłam w dużej ilości wody, gdyż biała kapusta lubi być gorzkawa, a więc wodę ową wylałam i ponownie zalałam gorącą, aby kapusta się ugotowała,
  • w międzyczasie podsmażyłam cebulę pokrojoną w paski i boczniaki,
  • na drugiej patelni podsmażyłam kiełbasę i to wszystko dodałam do kapuchy,
  • następnie dodałam przyprawy, jarzynkę i gotowałam bigos do miękkości,
  • starłam merchewkii dodałam też do bigosu,
  • na koniec podsmażyłam na suchej patelni mąkę na złoty kolor, a po ostygnięciu zalałam zimną wodą i taką substancję dodałam do bigosu, aby go odrobinę zagęścić,
  • na koniec poszedł przecier pomidorowy podsmażony też na patelni i w końcu do garnka wsypałam pokrojoną zieleninę, czyli pietruszkę i koperek.

Bigos wyszedł bardzo smaczny, tylko chyba mamy go za dużo, a więc jutro podzielimy się z chorym sąsiadem i moją Teściową – starszą panią!

A traz coś innego chcę napisać:

Dzisiejszej nocy zmarł kolejny kolega z grona mojego Męża.

Oczywiście, to jest zawsze smutek i zastanowienie się nad naszym życiem, a to był jeszcze dość młody człowiek, ale rak nie wybiera!

Zaczęliśmy go więc wspominać i mi się przypomniało, że kiedy byłam dzieckim i on także w wieku 7 lat, to mieszkaliśmy na tej samej ulicy w blokach wojskowych, tuż przy jednostce.

Jesteśmy z Mężem już razem 43 lata, ale nigdy się nie zgadaliśmy, że kiedy z Ojcem przybyliśmy do naszego miasta, a Ojciec dostał wojskowe mieszkanie, to wcześniej tam mieszkał mój ha ha – nedoszły Mąż wraz z rodzicami – w tym samym mieszkaniu.

Oni się wyprowadzili w 1963 roku, a zaraz ja z rodzicami zamieszkałam tam na trzy lata.

Czy to nie dziwne, że kiedy wyprowadzilismy się ponownie na inne mieszkanie, to mój niedoszły Mąż też tam zamieszkał – w tym samym bloku i w tej samej klatce.

Kiedy to odkryliśmy buchneliśmy śmiechem, że los chciał, abyśmy byli razem na zawsze.

Już od dzieciństwa deptaliśmy sobie po piętach! 🙂

 

 

Obraz może zawierać: jedzenie

Byłam nastolatką!

W 1963 roku wraz z rodzicami przyjechałam do mojego miasta i tutaj osiadłam na stałe.

To w tym mieście wydarzyło się wszystko w moim życiu i nie od razu czułam to miasto, a dopiero niedawno je zaakceptowałam, decydując się na robienie zdjęć ze swojego miejsca zamieszkania.

Ale od początku:

Zamieszkaliśmy w budynku należącym do wojska, bo ojciec był wojskowym, ale trzeba było mieszaknie ogrzewać węglem i mama rozpalała piec, by gotować posiłki, a by się wykąpać też trzeba było napalić węglem w baku na wodę.

Po jakiś trzech latach dostał ojciec mieszkanie w nowym bloku, gdzie było już c.o., a także był   podłaczony gaz i to była ulga dla nas wszystkich.

W tym bloku zamieszkała dziewczynka, z którą chodziłam do jednej klasy w szkole podstawowej i polubiłyśmy się.

Często odwiedzałyśmy się w naszych domach, a także odrabiałyśmy wspólnie zadania domowe i tak to trwało parę lat.

Wygupiałyśmy się zakładając buty naszych mam i robiłyśmy sobie makijaż, a także wkładałyśmy mamine pończochy! Chciałyśmy byś dorosłe.

Jej mama szyła, a więc i ja miałam ubrania spod jej igły  i wydawało mi się, że się z koleżanką przyjaźnimy.

Wszystko na to wskazywało, bo razem z innymi rówieśnikami bawiłyśmy się na podwórku grając w piłkę, czy też w inne dziecięce zabawy.

Lubiłam jej urodę, jakże odmienną od mojej, bo ja rasowa brunetka, a ona zwiewna, delikatna blondynka, dość wysoka o lekko falujących się włosach, czego jej bardzo zazdrościłam, bo moje były proste jak druty.

Lubiłam jej towarzystwo i cieszyłam się bardzo na to, że nasze mamy wysłały nas obie na kolonie w Dziwnowie.

Myślałam, że to będą super wakacje i miałam nadzieję, że przy niej będę zadowolona z pobytu nad morzem.

Stało się jednak inaczej, bo ona na tych wakacjach mnie zostawiła samą i „zakolegowała” się z innymi dziewczynkami, a na mnie  kompletnie nie zwracała uwagi.

Kiedy szliśmy w parach na plażę, to ona mnie opuszczała i świetnie się bawiła w gronie nowych koleżanek.

Te wakacje pamiętam do dziś, bo mnie bardzo zraniła i poczułam się zdradzona i jak opuszczony, samotny byt.

Obie miałyśmy chyba po 14 lat i po powrocie z tych wakacji byłam smutna, cierpiąca, ale się od niej odunęłam, a ona chyba nigdy się nie domyśliła tego, jak mnie zraniła.

Nasze drogi się rozeszły na zawsze, kiedy wyprowadziła się z rodzicami do innego miasta, a ja na długo zapamiętałam jej obojętnosć, ale z czasem oczywiście wszystko się zabliźniło.

Historię tę przypomniałam sobie dzisiaj, po obejrzeniu francuskiego filmu z 2014 roku pt. „Oddychaj”.

Jest to  historia strasznie podobna do mojej, a powinny ten film obejrzeć wszystkie nastolatki na świecie.

Film opowiada o przyjaźni Charlie i Sarah, które spędziły razem udane wakacje, ale po powrocie wszystko się zmieniło i zauroczona koleżanką Charlie krok po kroku zostaje upokorzona przez Sarah i —– obejrzyjcie sami.

Ciekawa jestem, czy moi czytelnicy też w młodości przeżyli takie odsunięcie, zniewagę, upokorzenie, zdradę przez rówieśnika, któremu zawierzyliście i myśleliście, że to jest na zawsze, a okazło się nic nie wartą przyjaźnią i został tylko ból.

Znalezione obrazy dla zapytania oddychaj film

Podobny obraz

Podobny obraz