Archiwa tagu: wspomnienia

Pracowite nasze babki i matki!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Jestem obserwatorką i nawet będąc na świeżym powietrzu za przyczyną, że mam malutki balkon, to coś mi tam zawsze wpadnie w kadr aparatu foto.

Dziś zauważyłam, że na świeżym powietrzu suszy się czyjeś paranie.

Tak fajnie sobie majtało poruszane przez lekki wiaterek i napewno po zdjęciu będzie ślicznie pachniało świeżością zefirku i słońca.

U nas przy każdym bloku  – na trawnikach wkopane są słupki, na których zawiązuje się sznurki i można wieszać ubrania i pościel.

Niestety, ale to już jest naprawdę rzadki widok, bo prawie każdy z nas ma pralkę – automat, który tak wiruje, że wieszamy pranie na domowych suszarkach, albo na balkonach.

Pamiętam czasy, kiedy moja Mama piorąc lnianą pościel najpierw ją prała we „Frani”, a potem gotowała w kotle i raz się bardzo mocno oparzyła w rękę.

Potem to trzeba było wypłukać, krochmalić i po wysuszeniu oczywiście wyprasować.

Naprawdę to była ciężka robota i sama pamiętam, że też tak robiłam w pralni jaką mieli lokatorzy bloku w piwnicy.

Pranie więc nieraz trwało bardzo długo, bo kobiety miały w genach, że przyzwoita pościel, to taka na blachę, bielusieńka i pachnąca krochmalem.

Pamiętam swoją radość, kiedy kupiliśmy pierwszy automat – rosyjską „Wiatkę” i kiedy nauczyłam się ją obsługiwać, to siedziałam przed bębnem i gapiłam się jak to tam się pranie wiruje.

To było ogromne ułatwienie – tym bardziej, że pościel lnianą zastąpiły inne tkaniny jak kora i nie trzeba było tego krochmalić i nawet prasować.

Wystarczyło porządne złożenie i to wszystko.

Współczesne kobiety często mówią, że zrobiły pranie, a to nie jest prawda, bo automat robi pranie i trzeba tylko je potem rozwiesić.

Gdyby spytały się swoich babek i matek jak kiedyś to wyglądało, to by im tylko współczuły, gdyż kiedyś to była cała ceremonia i tamte kobiety miały też dzieci, a jednak to ogarniały.

Reklamy

Mój świętej pamięci Ojciec!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Dziś obchodziliśmy „Dzień Ojca” i automatycznie włączyły mi się wspomienia z mojego dzieciństwa.

Nie da się w takim dniu nie wspominać swojego dzieciństwa, gdyż te wspomnienia same pojawiają się w głowie i nijak je odtrącić, czy też wyrzucić.

Z traumy dzieciństwa  leczyłam się sama przez, co najmniej 30 lat po wejściu w dorosłość i rozdrapywałam rany, które wryły się w moją psychikę.

Nie mogłam zrozumieć, że facet najpierw płodzi dzieci, a potem się nad nimi systematycznie znęca.

Przez Ojca byłam wiele lat wycofana, nieśmiała i czułam się po prostu gorsza.

Byłam smutna w szkole i byłam smutna w pracy, bo wyprał ze mnie poczucie własnej wartości bijąc mnie i rodzinę, a także wyzywał od najgorszych.

Mijały lata, a ja analizowałam dlaczego był tak złym człowiekiem, który nie potrafił się cieszyć, że ma kochającą go żonę i dobrze poukładane dzieci, z którymi nie było żadnych problemów.

Obie z Siostrą uczyłyśmy się bardzo dobrze, mimo, że w domu nie było do tego warunków, bo wszystko było rozbite w drobny mak, a w drzwiach nie było szyb.

W domu – w swoim pokoju założył sobie fermę kur i jakiegoś innego drobiu, a smród rozchodził się na całe mieszkanie.

Ojciec był słaby psychicznie i z tego po latach zdałam sobie sprawę.

Był oficerem LWP w stopniu kapitana i naprawdę doszedł daleko, a mimo to był w życiu nieporadny i kiedy zaczął zaglądać do kielicha, to w domu było tylko gorzej.

Mama wystąpiła w końcu o rozwód i myślała, że będąc sam w końcu zdejmie z siebie tą opowiedzialność za rodzinę i się otrzepie, a więc zacznie żyć już tylko dla siebie.

Jednak tak się nie stało, bo było tylko gorzej i gorzej, że kompletnie się załamał i zadał  z mętami, które go okradały z dość dużych pieniędzy.

Mój Ojciec nie potrafił żyć z nami i nie potrafił żyć sam!

Nie będę się dalej wgłębiała w temat, bo od 5 lat w końcu doszłam ze sobą do porozumienia i po prostu mu wybaczyłam, że tak skopał życie mojej całej rodzinie.

Ojciec sam odebrał sobie życie równo 20 lat temu i obiecuję sobie, że to będzie ostatni wpis na temat trudnego dzieciństwa, bo takie rozdrapywanie ran nie robi mi dobrze.

Wystarczy, że zapalę mu światełko kilka razy w roku i wspomnę, ale już nic nie napiszę.

Znalezione obrazy dla zapytania ty panie tyle czasu masz

 

Piłka nożna – to se ne vrati!

Znalezione obrazy dla zapytania piłka lata 70

Nie jestem kibicem, czy raczej kibicką piłkarską, ale jako, tako się orientuję!

Pamiętam mecz naszych sokołów, herosów w Monachium, kiedy rozgrywali go w totalnym deszczu i błocie i wygraliśmy.

To były chyba lata 70-te i jeśli coś pokręciłam to przepraszam.

To były inne czasy i piłkarze nie pchali się na afisz!

Chłopaki z krwi i kości – tacy, o których się mówi, że mają jaja!

Długowłosi i nie stylizowani żelem przez najlepszych w świecie fryzjerów, tak jak to się dzieje teraz.

Mam dość relacji z przygotowań się polskiej drużyny do meczu w Rosji!

Naprawdę nie mogę tego cackania się nad nimi znieść.

Ja wiem, że opłacają sobie sami te wszystkie Juraty, Arłamowy i ten wielki przepych i uważam to za wielkie przegięcie.

Te masaże, te baseny, te siłownie i cała ta otoczka tylko mnie zniechęca i czuję się zniesmaczona szczerze.

Kolanko zaboli, ścięgno się naciągnie, to płaczą nad takim piłkarzem media, dziennikarze sportowi i biadolą i się rozpływają, jakby taki piłkarz był jakimś królem.

Kiedy nasza drużyna przegra ten mecz, to usłyszymy, że za mało trenowali i za mało mieli determinacji i te ich kobiety uwieszone na ich ogromnej, obrzydliwej kasie!

Pewnie się naraziłam! Trudno – tak to widzę – wymoczków i mięczaków rozpuszczonych  widzę!

Człowiek wytwarza zło, jak pszczoła miód. Autor: William Golding

Podczas mojego życia miałam dwie działki warzywno – owocowe.
Pierwszą uprawiałam razem z Teściami, od których dostaliśmy połowę działki
i na tym poletku miałam wszystkie świeże warzywa i owoce, a więc szczypiorek, cebulę, czosnek, rzodkiewkę, sałatę, pietruszkę, pory, selery, dynie, patisony, kabaczki, ogórki,  trochę truskawek i w końcu największe wyzwanie – swoje pomidory!
Potem poszliśmy na swoje i od nowa pani Janowa. Był to teren pełen trawy i chwastów i trzeba było to przystosować pod uprawy. Stanęła nawet altanka i naprawdę lubiłam grzebać w ziemi!
W jedyny, wolny dzień od pracy – czyli w niedzielę jechałam rowerem 3 kilometry, aby popielić na swojej działce, by zasiane rośliny mogły mieć swobodę.
Pamiętam wieczorne podlewanie, kiedy ciśnienie wody było mocniejsze, a zachodzące słońce kryło się za horyzontem i szkliło się w kroplach wody – uwelbiałam ten widok.
Kiedy zbierało się plony, to trafiały one do kuchni i trzeba było to wszystko przetowrzyć, zawekować i pamiętam, że z zebranych ogórków robiłam słoiki z mizerią na zimę! Nie pamiętam przepisu, ale to była przyjemność zjeść zimą mizerię ze śmietaną.
Robiłam własne soki pomidorowe i mroziłam warzywa do zupy i nie musiałam wiele kupować w sklepach,
Wydaje mi się, że tamte wiosny i lata były bardziej słoneczne, co sprzyjało wegetacji roślin i żaden grad i nadmierny deszcz ich nie niszczył – tak jak to się dzieje obecnie.
Nikt nie myślał nawet o podsypywaniu roślin chemią, bo pamiętam, że z Mężem jechaliśmy z przyczepą do zaprzyjaźnionych rolników po nawóz naturalny, aby zasilić naszą ziemię.
A co dzieje się teraz?
Rolnicy sypią nawozy bez opamiętania, a w konsekwencji giną najważniesze owady na tym Świecie – czyli pszczoły.
Ubolewam nad tym, bo jeśli ludzkość się nie opamięta, to zginie z głodu zabijając pszczoły.
Kochani – to już się dzieje i tak wstrząsnął mną wpis Ilony Łebkowskiej, która bije na alarm!
Mam w rodzinie pszczelarzy i jestem z tego dumna!
Przeczytajcie!

Właśnie skończyłam słuchać w samochodzie audiobook „Historia pszczół” aut. Maja Lunde. Powieść dziejąca się w trzech planach czasowych, z których najbardziej dramatyczna jest opowieść z przyszłości, dziejąca się w Chinach. Świat umiera z głodu z powodu wyginięcia pszczół. Nie ma kto zapytać roślin, pszczoły zginęły z powodu stosowania pestycydów i monokultur w rolnictwie. Nie ma więc owoców, warzyw, pastwisk. Nie ma bydła. Ludzie próbują sobie radzić zapylając drzewka owocowe… ręcznie. Armia robotnic tygodniami wędruje po gałęziach drzew nanosząc pracowicie na każdy kwiat gruszy czy jabłoni pyłek…
To nie jest utopia. Pszczoły są niezbędne, byśmy mieli co jeść, a giną coraz częściej.
Polecam lekturę „Historii pszczół” każdemu, komu bliska jest ekologia, ale przede wszystkim tym, którzy kompletnie o niej nie myślą.
A poza tym sadźmy kwiaty przyciągające pszczoły, wysiewajmy kwietnie łąki zamiast trawników z rolki i myślmy, zanim doszczętnie opryskamy chemią nasz świat.
A dzikim pszczołom i innym pożytecznym owadom zawieśmy w zacisznym miejscu „Insekt hotel”, żeby miały gdzie odpocząć po pracy…

Znalezione obrazy dla zapytania insekt hotel

Zdjęcie użytkownika Ilona Łepkowska.

Już za rok Matura!

 

Znalezione obrazy dla zapytania liceum ekonomiczne stargard 1975

Och – te wspomnienia dopadają mnie coraz częściej! Chyba naprawdę się starzeję.

Na powyższym zdjęciu jest moja klasa z roku 1974!

Uczęszczałam do Liceum Ekonomicznego w Stargardzie Szczecińskim – w klasie samych dziewcząt.

Na zdjęciu mnie nie ma, bo kiedy je zrobiono, to ja byłam wówczas chora!

W klasie było nas 32 dziewczyny – wybrane, najlepsze ze zdanego egzaminu do szkoły średniej i wymagano od nas więcej!

W dzienniku figurowałam na trzeciej pozycji z nazwiskiem na literę „B”.

Mam masę wspaniałych wspomnień z tego okresu, bo należałam do kółka sportowego i grałam dobrze w kosza, a także do chóru szkolnego!

Przez pierwszy rok mieszkałam w Internacie, ale źle się tam czułam i potem przez następne 3 lata dojeżdżałam codziennie do szkoły – pociągiem.

W pociągach traciłam czas, bo 2 x po 45 minut, co w ciągu trzech lat zamieniało się na szmat czasu!

Spójrzcie na zdjecie i zobaczcie jak my byłyśmy ubrane?

Fartuszki z białymi kołnierzykami i raz w tygodniu mogłyśmy przyjść ubrane na kolorowo, a był to piątek ha ha i wtedy była widoczna rewia mody!

Nie pamiętam jaki miałam temat na Maturze z Języka Polskiego, ale chyba coś z Kraszewskiego i skoro poszło mi nieźle, to i przedmiot zaliczyłam.

Dziś polska młodzież zdawała Maturę z Języka Polskiego i tematy były wg. mnie dość łatwe, bo:

„Na maturze z języka polskiego w 2018 roku maturzyści mogli napisać rozprawkę na temat: „Tęsknota – siła niszcząca, czy budująca ludzkie życie? Uzasadnij swoje zdanie odwołując się do fragmentu „Lalki” i wybranego tekstu kultury”.

Jeśli jednak maturzyści nie zdecydowali się na wybranie tego tematu, mogli podjąć się interpretacji wiersza Ernesta Brylla „Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają”.
Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,156046,23355336,matura-2018-zakonczyl-sie-egzamin-z-jezyka-polskiego-znamy.html

Gdybym dziś miała pisać, to wybrałabym interpretację wiersza Ernesta Brylla, bo wydaje mi się, że poeta w swoim wierszu zawarł ponadczasowe, nasze borykanie się z historią.

Miałabym używanie na polityczne tematy i to, co dzieje się w Polsce od 2.5 roku pod rządami PiS.

Tego bym się uczepiła i pojechała po PiS-e – nie pomijając transformacji w Polsce!

 

Ps. 25 lat po zdaniu Matury wiele dziewcząt przyjechało na spotkanie klasowe – już wtedy się nie poznałyśmy, a teraz wszystkie jesteśmy babciami – jak ten czas zleciał.

Napiszcie swoje wspomnienia z tamtego czasu – powspominajcie! 🙂

Znalezione obrazy dla zapytania szlaczki ozdobne gify

Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają (wiersz klasyka)

Ernest Bryll

Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają
I co chwila nam ziemia pęka pod stopami
A te okrawki
Kraju na którym stoimy
Z hukiem od siebie w ciemność odpływają

Bądźmy dla siebie bliscy kiedy się boimy
Gdy byle kamyk może poruszyć lawiny
Bądźmy dla siebie bliscy kiedy ciemne góry
Odpychają nas nagle swoim ciałem zimnym

Bądźmy dla siebie wierni kiedy rosną mury
Bo tyle w nas jest siebie ile ciepła tego
Które weźmiemy od kogoś drugiego
A drugi od nas weźmie i w sobie zatai

Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają

12 V 1985

Pamiętnik wyciągnięty z sekretnego miejsca!

Znalezione obrazy dla zapytania pamiętnik

Kiedy miałam 16 -17 lat, jako nastolatka pisałam bardzo systematycznie swój, osobisty pamiętnik.

To było bardzo dawno, bo 45 lat temu i mam go ciągle schowanego w sekretnym miejscu.

Nie wiedzieć czemu – dziś sobie o tym przypomniałam i wyciągnęłam go na światło dzienne.

Usiadłam na balkonie i zaczęłam czytać o tym, co działo się w moim życiu 45 lat temu, a nie działo się dobrze.

Pisałam bardzo systematycznie i zawierałam w swoim pamiętniku swoje myśli, przeżycia i pisałam o jedynej miłości jaką już przeżywałam.

Dużo pisałam o szkole, o nauczycielach w szkole średniej i o koleżankach.

Pisałam bardzo szczerze i nie wybielałam siebie, a często ganiłam i miałam wyrzuty sumienia, kiedy wydawało mi się, że postapiłam źle i nagannie.

W pamiętniku są wciąż bilety do kina, czy do Teatru w Szczecinie, czy Poznaiu i wiersze wyczytane w gazetach, bo przecież Intenetu nie było.

Te dwa lata nie były rodzinnie dobre, bo się dużo działo złych rzeczy za przyczyną ojca alkoholika i jest w pamiętniku wszystko, co mną wówczas targało.

W jednym wpisie napisałam, że pewnie będę się śmiała ze swojego pamiętnika, kiedy będą dorosłą kobietą, która jako nastolatka – dramatyzowała.

Jednak dziś się tak nie stało, bo pisałam bardzo obrazowo i przeniosłam się w moje mroczne czasy dzieciństwa i okazało się, że na nowo to wszystko przeżywałam. W pamiętniku nie było koloryzowania, a jest brutalna prawda.

Odświeżyłam sobie pamięć odnośnie mojego charakteru pisma i okazało się dziś, że było bardzo schludne, proste i dostojne oraz bardzo czytelne. Dziś już tak schludnie nie piszę, bo piszę na klawiaturze!

Jako nastoletnia dziewczyna wiedziałam i przewidziałam, że mój ojciec popełni samobójstwo i tak też się stało.

Obserwowałam zachowanie mojego ojca i przeczuwałam, że skończy źle i taki oto dowód mam na to, ze swojego pamiętnika, co przytaczam:

Znalezione obrazy dla zapytania linie gify

 

„24.03.1973 r.

Jest sobota, na którą tak długo czekałam.

Poszłam na upragnioną randkę i znów jestem bardzo nieszczęśliwa.

Tak bardzo pragnę miłości, ale nasze randki trwają tylko trzy godziny.

Jakie to życie jest okrutne, a los uwziął się na mnie.

Jestem rozbita jak statek na burzliwym morzu.

Gdy fala mocniej uderzy, to bardziej się rozsypuję.

Ojciec się wścieka i mówi takie rzeczy, które całkowicie wypaczają mój charakter.

Czasami myślę, że  on jest bliski tego, aby popełnić samobójstwo.

Może to, o czym piszę jest okrutne, ale naprawdę nie ma w moim sercu dla niego litości”

Dawnych wspomnień czar

Chyba każdy z nas ma swój ulubiony gatunek muzyczny i często wraca do swoich pozycji z lat młodości.

Ja dość często mam takie chwile, kiedy przypominam sobie dawno nie słyszane piosenki – te z moich młodych lat.

Jeśli piosenka jest melodyjna i można ją sobie pod nosem zanucić i wpada szybko w ucho – to jest już moja!

Wracam do starych przebojów, gdyż współczesne piosenki rzadko mi się podobają ze względu na infantylne teksty – bez większej głębi.

Już prawie nikt nie śpiewa w Polsce jak Irena Santor, Zdzisława Sośnicka, czy też Michał Bajor i można tak wymieniać tych wspaniałych, utalentowanych wykonawców z duszą!

Niestety, ale powoli Oni od nas odchodzą i na szczęście zostawiają swój dorobek artystyczny.

7 stycznia 2018 roku odeszła od nas francuska piosenkarka – France Gall, której piosenki uwielbiam.

Niech spoczywa w spokoju i szkoda, wielka szkoda! [*]

 

Nie żyje France Gall, zwyciężczyni Eurowizji w 1965 r. Miała 70 lat. Na zdjęciu – clip z roku 1964.

Nie żyje France Gall, zwyciężczyni Eurowizji w 1965 r. Miała 70 lat. Na zdjęciu – clip z roku 1964. Fot. screen ze strony YouTube.com/ Narek Tiraturyan.

1965 roku wygrała Konkurs Piosenki Eurowizji – zwycięski utwór napisał dla niej Serge Gainsbourg. Po długiej walce z chorobą, w wieku 70 lat, zmarła France Gall, jedna z najważniejszych piosenkarek we Francji. Jej piosenki są doskonale znane na całym świecie, także w Polsce.

Ten przebój zaśpiewała w roku 1987, gdy miała 40 lat. Piosenkę „Ella, elle l’a” znają chyba wszyscy – nie tylko we Francji, w Polsce też.

Tę piosenkę, która podbiła listy przebojów w całej Europie, dla France Gall napisał jej mąż, również piosenkarz, Michel Berger. Z kolei utwór „Poupée de cire, poupée de son”, z którym w 1965 r. wygrała w Neapolu Konkurs Piosenki Eurowizji, napisał dla niej sam Serge Gainsbourg. France Gall miała wówczas zaledwie 18 lat! Reprezentowała wtedy jednak nie Francję, lecz Luksemburg.

France Gall zmarła w niedzielę, 7 stycznia 2018 w Paryżu. Przyczyną śmierci wokalistki były komplikacje po zakażeniu spowodowanym chorobą nowotworową. Kondolencje po śmierci piosenkarki złożył prezydent Francji Emmanuel Macron, dziękując za jej wszystkie piosenki.

France Gall a traversé le temps grâce à sa sincérité et sa générosité. Elle laisse des chansons connues de tous les Français et l’exemple d’une vie tournée vers les autres, ceux qu’elle aimait et ceux qu’elle aidait.

Wspomnienia mojej Mamy!

U mojej, chorej Mamy stał sobie na parapecie kuchennym malutki grudnik, który bardzo dawno nie kwitł i w tym roku mu się też nie chciało.

Zrobiłam eksperyment i 3 tygodnie temu przestawiłam go w inne miejsce i oto tadam – pojawił się mały Albinos.

Tak też robię z moim grudnikiem, który zakwitł mi na parapecie po jego przestawieniu.

To taka mała porada ogrodnicza dla tych, którym kwiatek odmawia kwitnienia.

Ale zmierzam do innego tematu – ważniejszego.

Dzisiaj zapakowałam swojego laptopa w specjalną walizkę do przenoszenia laptopów i powędrowałam do leżącej Mamy.

Pomyślałam sobie, że powspominamy miejsce Mamy urodzenia i dorastania w mieście Łódź.

Mama tam się urodziła i tam przeżyła II Wojnę Światową.

Wyjechała z Łodzi za swoją miłością kiedy miała 20/21 lat i potem podczas swojego życia odwiedziła swoje miasto dwa razy.

Kiedy tak oglądałyśmy zdjęcia zamieszczone w sieci, to Mamie włączyły się wspomnienia i dziś mi wiele opowiedziała, czego nigdy od Niej nie słyszałam.

Nie było Jej lekko, bo w wieku 14 lat musiała podjąć pracę, aby pomóc swoim rodzicom. Wstawała bardzo wcześnie i 15 minut szła na tramwaj i przez godzinę jechała do pracy. Kiedy po skończonej pracy ponownie jechała godzinę do domu, oraz kiedy zjadła jakoś obiad, to jechała z kolei do szkoły. Wracała późnym wieczorem i tak codziennie przez parę lat.

Widziała trupy w Radogoszczy, kiedy to Niemcy zabili w 1945 roku – 1500 osób, tuż przed przybyciem Rosjan do miasta.

Opowiedziała też jak zdobywali żywność, aby przeżyć, a także jak musiała prowadzić handel wymienny, aby zdobyć na wsi coś do zjedzenia.

Uśmiałam się, kiedy opowiedziała jak ludzie ze wsi pomagali przemycić prosiaka! Upijali go i kiedy spał słodkim snem – wkładali go do worka, aby Niemcy niczego ruszającego się nie zauważyli!

Dziś się dowiedziałam, że Ojciec mojej Mamy był wielkim czytelnikiem literatury historycznej, chociaż był zwykłym szewcem.

Dobrze zrobiłam, że wzięłam tego laptopa, bo Mama się otworzyła i dużo mi przekazała ze swojego życia.

Dla mnie te Jej wspomnienia, to są jak perełki i może kiedyś uda mi się je opowiedzieć moim Wnukom – kiedy dorosną do takich tematów – jeśli  będą pytać o życie ich Prababci.

Takie obrazy widziała moja Mama będąc dziewczynką!

W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku rozegrała się największa tragedia w całej historii Łodzi. Uciekający Niemcy zamordowali około 1500 więźniów, osadzonych w więzieniu na Radogoszczu. Większość zginęła od kul strażników i w płomieniach, uratowało się zaledwie kilkudziesięciu.

Wspomnienia Matki Polki!

40 lat temu urządzałam pokój dziecinny dla moich Córek.

Pamiętam dokładnie, że wyboru nie było żadnego.

Poszliśmy z Mężem do sklepu meblowego i kupiliśmy dwa sermiężne biurka, bo wybierać nie było z czego!

Stał w sklepie tylko jeden model, a więc się taki brało i już!

Jakie szczęście nas spotkało, kiedy w drugim sklepie stało tylko jedno łóżko piętrowe bez materaców.

Materace kazaliśmy sobie uszyć na wymiar i to był wyczyn jak na tamte PRL-owskie czasy.

Potem trafił nam się dywan w orientalne wzory – całkiem ładny i duża szafa na ubrania oraz dwa segmenty na drobiazgi naszych Córek.

Oczywiście z czasem zniknęło łóżko piętrowe, a meble zostały potraktowane okleiną, aby zmienić wystrój pokoju.

Co jakiś czas robiliśmy remont i na ścianach pojawiały się inne tapety, a także mały telewiozor produkcji radzieckiej – (czerwony).

Piszę o tym dlatego, że oto moja Wnuczka doczekała się w swoim domu osobnego pokoju.

Do tej pory mieszkała z rodzicami,  aż tu nagle wielki remont, w którym zamieszka 6 latka.

Byłam niedawno w sklepie meblowym i zobaczyłam cudowne, prześliczne zestawy do pokoju dziecinnego.

Dostałam oczopląsu od białych łóżek i mebli z jaskarawymi dodatkami i doszłam do wniosku, że jeśli ma się pieniądze, to można teraz pokój dziecięcy urządzić na milion sposobów.

Wystarczy też wejść do sieci i przejrzeć propozycje – istny kosmos – ludzie kochani.

Ile mebli, łóżek, puf, dywaników i lampek i ważne jest to, żeby dzieciaki umiały docenić to, co im dają obecne czasy.

Dawniej dzieci cieszyły się z każdej nowości, a teraz zdaje się, iż uważają, że wszystko im się należy, że mało kosztuje i bierze się znikąd! 

Gdzie się podziały tamte prywatki?

Jestem w tym już wieku, kiedy coraz częściej wracam do przeszłości.

Nie rozdrapuję dawnych ran, bo takie były w każdym, prawie małżeństwie.

Sięgam po to, co było w moim życiu dobre, a takich momentów jest całe mnóstwo.

Wspominam czasy w PRL-u, bo przecież nasza młodość w tych czasach się zamknęła.

W czasach kiedy byliśmy piękni i młodzi i mieliśmy w sobie wielką ochotę na życie.

W tamtych czasach, kiedy się dorabialiśmy i wychowywaliśmy swoje potomstwo, to wydaje mi się, że jako społeczeństwo, byliśmy radośni i otwarci na drugiego człowieka.

Częściej mieliśmy okazję, by spotkać się ze znajomymi, by potańczyć i się oderwać od dość mrocznych czasów.

Pracowaliśmy wszyscy, ale zawsze znalazła się okazja, aby  potańczyć na balu sylwestrowym, czy też na weselu u znajomych, a nawet na biwaku przy tzw. tranzystorze!

Wydaje mi się, że ludzie bardziej do siebie lgnęli i byli spragnieni swojego towarzystwa.

Niestety, ale wszystko, co piękne kiedyś się kończy i przychodzi nieuchronna starość.

Nie ma już okazji na wyjście, by chociaż potańczyć. W małych miasteczkach to już jest całkowicie zamknięta sprawa i Seniorzy z reguły są odizolowani od wszelkich imprez, a włodarze miasta wymazali Seniorów z pamięci.

Przykre to bardzo, ale nastały takie, właśnie skostniałe czasy i Seniorzy są pozamykani w swoich, małych mieszkankach i tylko ratuje ich kontakt z drugim człowiekiem w poczekalni do lekarza.

Dość często zaglądam do rodzinnych albumów i przypominam sobie jak to dawniej było, a było wiele momentów bardzo przyjemnych i miło się je wspomina.

Do tego wpisu skłoniła mnie wczorajsza, wieczorna sytuacja, kiedy z Mężem w domowych pieleszach tańczyliśmy w kapciach – jak za dawnych lat.

Bawiliśmy się we dwoje w rytm – tak, tak – disco polo i tego wieczoru nie zapomnę nigdy.

Piosenki – „Żono moja” i „Te oczy zielone” sprawiły, że było szaleństwo.

Nie można się poddać i zdziadzieć, bo trzeba jeszcze choć czasem w tańcu wyznać sobie miłość.

Trzeba będzie to powtórzyć, ale dobrze, że tego szaleństwa nie oglądały nasze Dzieci – he, he.

 

https://www.youtube.com/watch?v=J8t9d4TIVHQ