Archiwa tagu: wspomnienia

Moje miasto, a w nim!

Obraz może zawierać: góra, na zewnątrz, przyroda i woda

Na powyższym zdjęciu jest moje miasto z lotu ptaka, czy raczej drona.

Zawsze piszę, że mamy w środku miasta cudne jezioro, które kanałem połączone jest jeszcze z dwoma, dużymi jeziorami.

Mieszkam więc w ładnym, latem zielonym otoczeniu, a zimą smog nie jest tak dokuczliwy jak to się dzieje w innych miejscowościach, choć jest śladowo oczywiście.

Piszę to dlatego, że zakochana w moim mieście założyłam na Facebooku 6 lat temu stronę poświęconą właśnie mojemu miastu, w którym wyszłam za mąż i tu urodziły się moje dzieci, tu pracowałam i tu umrę,  a więc mam do niego ogromny sentyment, bo to jest moje miejsce do życia.

Moja strona nazywa się Choszczno i okolice w obiektywie i tam mam ponad 6 tysięcy zdjęć, które są mojego autorstwa i tak promuję moje miasto w sieci.

Pracowałam na stronie systematycznie i w końcu została ona zauważona i jest śledzona przez 1520 osób, co mnie cieszy, ale wiecie co, mnie najbardziej cieszy?

Odzywają się ludzie, którzy tu kiedyś mieszkali, ale los pognał ich w inne strony i dziś dostałam taką wiadomość od osoby, która wspomina miasto z rozrzewnieniem i czytamy:

„Urodziłam się w tym mieście w 1956 roku w tym dużym pięknym szpitalu ,mieszkaliśmy wtedy róg Mickiewicza a Kościuszki 35,mając 2 lata rodzice wyjechali do Aleksandrowa Łódzkiego i więcej Choszczna na żywo nie oglądałam.W tym pięknym kościele byłam ochrzczona,mam kilka starych fotek z parku.Pozdrawiam serdecznie ,myślę że kiedyś tam zajadę i odwiedzę Choszczno.😀😀

Bardzo się ucieszyłam, że strona wzbudza jakieś, ludzkie emocje i skłania do wspomnień sprzed lat.

Naprawdę wiele czytam, bo ludzie piszą, iż w tym mieście spotkało ich wiele dobrego i wspominają to miasto z serca zapisanego na zawsze we wspomnieniach i ja im to umożliwiam, a daje mi to dużo radości.

Zawsze robiłam zdjęcia mojego miasta i poniższe zdjęcia ma 13 lat, które cyknęłam na szybko, z doskoku, ale uchwyciłam zimę jakiej już teraz nie ma.

Zdjęcie ogląda bardzo dużo osób, bo nawet 3 tysiące za każdym razem, kiedy je prezentuję i piszą ludzie, że już teraz takich zim nie ma!

Wydaje mi się, że każdy z nas mieszkając latami w swojej wiosce, miasteczku, mieście ma do tego miejsca  ogromny sentyment, choć mogę się mylić!

Jak jest z Wami? Kochacie swoje miejsce na Ziemi?

Obraz może zawierać: niebo, drzewo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: niebo, chmura i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, dom, chmura, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, chmura i na zewnątrz

Książka, która ma 50 lat!

Pamiętam czasy w głębokiej komunie, kiedy posiadać w  domu książkę kucharską i encyklopedię powszechną czuliśmy się dumni.

Nie było wszak Internetu i takie pozycje na półce sprawiały, że nie byliśmy pozbawieni wiedzy.

Dziś spojrzałam na moją półkę z książkami i mój wzrok padł właśnie na książkę kucharską, do której nie zaglądałam odkąd obyłam się z Internetem, w którym jest dosłownie wszystko.

Książka nosi tytuł „Kuchnia polska” i została wydana w 1970 roku przez Wydawnictwo Ekonomiczne w Warszawie.

Teraz mamy taki komfort, że jeśli szukamy przepisu jakiegoś, to klikamy w sieci, a jakże często zapominamy, że nasze babcie i mamy korzystały tylko z książek kucharskich, oraz przepisów drukowanych w gazetach.

Pamiętam, że moja Teściowa zabrała moją Córkę do rodziny mieszkającej w ZSRR i tam zakupiła za moje wymienione pieniądze „Encyklopedię”, a ja cieszyłam się jak głupia.

Rozkładałam moją Encyklopedię i razem z nią rozwiązywałam krzyżówki, a dzieci także z niej korzystały!

Kiedy wyszłam za mąż, to nie umiałam za bardzo gotować i ratowała mnie właśnie opasła, moja książka kucharska, z której uczyłam się rzemiosła.

Dziś do książki zajrzałam – już za chwilę 50-letniej i znalazłam w niej bardzo wiele przepisów pisanych na luźnych karteczkach, a także przepisy wycinane z gazet.

Nie tylko moje, bo i zbierane od znajomych np. w pracy!

Zrobiło się więc „wspomnieniowo” i sentymentalnie, gdyż wróciły wspomnienia z mojej młodości, kiedy to stawałam się gospodynią domową także.

Wyszukałam w sieci od kiedy w Polsce powstał Internet, a więc:

„Początek internetu w Polsce przyjmuje się na rok 1991, kiedy wysłano pierwszego maila z Uniwersytetu Warszawskiego do Kopenhagi. Po uruchomieniu przez Telekomunikację Polską numeru telefonicznego umożliwiającego połączenie z internetem, trafił on do gospodarstw domowych w naszym kraju”.

Jak żyliśmy więc bez Internetu?

Kupowaliśmy prasę, z której czerpaliśmy wiadomości i naprawdę wówczas Polacy dużo czytali, by być bliżej ciekawych wiadomości.

Ja kupowałam „Przekrój”, „Ekran”, „Film”, „Radar” i „Przyjaciółkę”.

Lubiłam usiąść w kuchni z herbatą i czytałam, czytałam, a także nawet raz napisałam do kącika porad w „Przyjaciółce”, gdzie opisałam swój jakiś życiowy kłopot i otrzymałam listowną odpowiedź.

Wracając jednak do mojej książki kucharskiej, to ją dokładnie obejrzałam i dostrzegłam kartki lekko już oberwane, bo swoje przeszła, ale kiedy ją powąchałam, to wciąż pachnie farbą drukarską, a Internet nie pachnie.

Książka kucharska podzielona jest na działy, bo są przepisy z mięsa, mąki, warzyw, zupy, drugie dania itp.

Chyba wrócę do tej książki i będę z nią gotowała, jeśli czegoś nie będę wiedziała.

 

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Ja pamiętam czasy PRL-u!

Wpis ten dedykuję ludziom starszym i także młodym.

Starszym by sobie przypomnieli jak żyliśmy w Polsce za czasów PRL-u, a młodszym chcę pokazać jakie to były czasy Waszych Rodziców!

Pamiętam rok 1963, kiedy to z Rodzicami przyjechałam do mojego, małego miasta.

Pamiętam, że Ojciec otrzymał mieszkanie bardzo ładne, bo z dużym przedpokojem i dużą kuchnią, a także z dwoma sporymi  pokojami oraz dużą łazienką.

Niestety, ale to były czasy, kiedy w każdym pokoju stał piec, w którym paliło się węglem, a aby nagrzać wodę do kąpieli trzeba było napalić także w kotle stojącym w łazience.

Aby Mama mogła ugotować obiad, to także rozpalała piecyk na fajerki i dopiero można było coś ciepłego ugotować.

Mieszkaliśmy blisko jednostki wojskowej i my dzieci z podwórka byliśmy wpuszczani do tej jednostki po fanty.

Dostawaliśmy od kucharzy kawę z cukrem w kostkach i wojskowe suchary – ale to była pycha!

Taka była rzeczywistość i z pewnością wielu z Was, to pamięta  i sporo zdjęć poniżej!

Trzeba tu oddać hołd naszym Rodzicom, że dawali radę i przeprowadzili swoje dzieci ku lepszemu i wygodniejszemu  życiu.

Ojciec ponownie dostał mieszkanie już w nowych blokach.

Na tamte czasy to były nowoczesne mieszkania i jak się wszyscy cieszyliśmy, że wszędzie były już kaloryfery, a także kuchenka do gotowania na gaz.

O ile dobrze pamiętam, to za czasów PRL, każdy dorosły musiał pracować, bo inaczej służby sprawdzały zatrudnienie, a niepracującego nazywano „niebieskim ptakiem.

Na rynku nie było za dużo do wyboru i wszystkie rodziny miały prawie tak samo urządzone mieszkania w bardzo podobne sprzęty i akcesoria.

Płace były także jednakowe, bo wg. wykonywanej profesji wszyscy pracujący mieli te same pieniądze.

Wszystkie księgowe miały taką samą stawkę i także np. sprzątaczki i było sprawiedliwie!

Pytanie mam do ludzi nobliwych – jakie są Wasze wspomnienia z tamtych lat?

A teraz coś o dzieciakach z tamtych czasów:

Tekst z netu:

„Jak my to przeżyliśmy?

O urodzonych przed Rokiem Pańskim 1980

Jeśli jako dzieci albo młodzi ludzie żyliście w latach 50-, 60-, 70-tych XX wieku, nie możecie dzis uwierzyć, że w ogóle ten czas mogliście przeżyć!
Dlaczego? A dlatego, że:

-jako dzieci siedzieliśmy w samochodach bez pasów bezpieczeństwa i poduszek powietrznych
-nasze łóżeczka pomalowane były farbami o krzykliwych kolorach, pelnymi kadmu i ołowiu (o rozpuszczalnikach nie wspomnę…)
-buteleczki z lekarstwami i innymi (nie)bezpiecznymi chemikaliami z “Wyborową” na czele dały się bez trudu otworzyć, a ciekawość to przecież cecha dzieci i młodzieży, prawda?
-drzwi i szafki w kuchni i łazience były stałym niebezpieczeństwem dla każdego z nas, zwłaszcza że nikt nie słyszał o zamkach antydziecięcych…
-do jazdy na rowerze nikt w życiu nie wkładał kasku ochronnego (podobnie na nartach albo wrotkach)
-wodę piło się z kranu, a nie hermetycznych butelek i temu podobnych…
-pierwsze samochody budowało się z pudeł albo skrzynek po kartoflach, i podczas jazdy z górki stwierdzało się, że się zapomniało o hamulcach…
-rano wychodziliśmy z domu, by pojść się pobawić, a musieliśmy wrócić wtedy, kiedy zapalały się pierwsze latarnie
-nikt nie wiedział, gdzie nas nosi, bo nikt nie miał przy sobie komórki, a sprawne budki telefoniczne można było policzyc na palcach jednej ręki (zresztą i tak nikt nie nosił grosza przy sobie…)
-człowiek się kaleczył, łamał kości, wybijał zęby i nikt nikogo z tego powodu
nie skarżył do sądu; sami byliśmy sobie winni…
-jedliśmy keksy, czekoladę (też czekoladopodobną), chleb grubo posmarowany masłem, kiełbasę, kartofle, skwarki i Bóg wie jeszcze co – i co? – i nikt nie był przesadnie gruby…
-piliśmy w grupie z jednej butelki i nikt od tego nie umarł…
n-ie mieliśmy: playstation, nintendo, x-box, gier video, 60 programow w telewizji, kaset video, dvd, surround sound, własnego telewizora, komputera, internetu, a mieliśmy świetnych kolegów i koleżanki!
-po prostu wychodziliśmy z domu i spotykaliśmy ich na ulicy, bez telefonowania i umawiania się, bez wiedzy rodzicow (oni nie musieli nas przywozić i odwozić) – jak to było możliwe?
-wymyślaliśmy zabawy z kijem i kamieniem, jedliśmy ziemię, dżdżownice i temu podobne – i co?- przepowiednie też się nie sprawdziły. Robaki nie żyły w naszych żołądkach, a kijami nie wyłupiliśmy rówieśnikom zbyt wielu oczu…
-niektórzy z nas nie byli tak sprytni i przepadali na egzaminach albo
powtarzali klasę i nikt nie zwoływał z tego powodu kryzysowych nauczycielskich narad
-jeździło się autostopem i nikomu nie przyszło do głowy, że coś takiego może się bardzo marnie skończyć…

Ewa i Dawidek (01.09.2003)”

https://www.rodzice.pl/temat/jak-my-to-przezylismy/

 

Obraz może zawierać: napój i tekst

Obraz może zawierać: 2 osoby, tekst

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: tekst

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi i tekst

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: 1 osoba, sypialnia i w budynku

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: deser i jedzenie

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Obraz może zawierać: jedzenie

Obraz może zawierać: tekst

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: tekst

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: tekst i jedzenie

Obraz może zawierać: 2 osoby, mem i tekst

Znalezione obrazy dla zapytania telewizor neptun

Sezon grzybowy!

Spójrzcie do tego powyższego wiaderka!

Całe wiaderko prawdziwków, a zdjęcie dostałam od mojego Zięcia!

Dziwię się, że w lesie jest dość sucho, a jednak prawdziwki się pojawiły.

Oczywiście każdy grzybiarz ma swoje, niezawodne miejsca i nikomu nie chce ich zdradzić!

Pamiętam czasy, kiedy byliśmy piękni i młodzi i w okresie grzybobrania nie odpuszczaliśmy.

Wstawaliśmy o 6 rano i szykowaliśmy wałówkę, aby jak najszybciej znaleźć się w lesie!

Mąż miał Gaza – 69 i to nim całą rodzinką jechaliśmy na piknik połączony ze zbieraniem grzybów.

Jechaliśmy do lasu nawet 2 godziny, ale zawsze się opłacało, a do domu wracaliśmy wieczorem.

Najczęściej grzyby były przeznaczone na susz, a suszyliśmy je na sitach nastawianych na kuchenkę gazową!

Pamiętam czas spędzony w samym lesie, kiedy wypożyczyliśmy wóz camping i tak mieszaliśmy 2 tygodnie.

Chodziłam sama do lasu i zebrałam bardzo dużo grzybów, a je suszyłam u znajomego i po ważeniu okazało się, że suszu było dwa i pół kilo.

Nie ususzone sprzedawałam hurtownikom, którzy przyjeżdżali pod wiejski sklep i skupowali świeże grzyby i płacili, a więc  udało mi się trochę zarobić.

Kiedy się suszy grzyby w domu, to jest nieziemski zapach, który uwielbiam, a w kuchni dość często sięgam po zapasy.

Najwięcej schodzi mi suszu na Święta Bożego Narodzenia, bo robię sporo sosu do racuchów drożdżowych, które moja rodzina uwielbia.

Ze zbieraniem grzybów wiąże się opowieść, kiedy mój Teść znawca tematu zostawił pełen koszyk z grzybami pod drzewem i tak się zakołował, że ten koszyk mu zginął.

Musieliśmy wszyscy udać się na poszukiwania, które skończyły się powodzeniem.

Innym razem mój Mąż poleciał za grzybem w las i się też zagubił, a my baliśmy się, że coś mu się stało.

Mąż doszedł do jakieś malutkiej wioski i przy pomocy dobrego człowieka odnalazł nas i samochód.

Jednym zdaniem w lesie trzeba się bardzo pilnować, bo łatwo się zakręcić i stracić orientację!

W związku z grzybami przypomina mi się też coś, kiedy miałam osiem lat.

Jednostka Wojskowa mojego Ojca zorganizowała wypad na grzyby.

Pamiętam, że jechałam wojskowym samochodem „Lublin” i przypominam sobie, że za Ojcem weszłam do brzydkiego lasu – zagajnika, w którym drzewa uschły.

W tym zagajniku znaleźliśmy ponad 200 cudnych, pachnących borowików i tu muszę oddać hołd Ojcu, że nauczył mnie zbierać grzyby i je nazywać!

Jedna Ukrainka nauczyła mnie jak smażyć większe kapelusze borowików, a więc trzeba je naciąć w kratkę i obtoczyć w cieście naleśnikowym i smażyć na patelni z dwóch stron – niech schabowy się chowa!

Umówiłam się dziś z Mężem, że we wtorek wybierzemy się do lasu i obyśmy mieli dobry dzień w zbieraniu grzybów i wrócą nam wspomnienia z młodości!

Zdjęcia poniższe są moje!

Obraz może zawierać: jedzenie

Obraz może zawierać: przyroda

Śladami Ojca!

 

Obraz może zawierać: góra, na zewnątrz, przyroda i woda

Ukradłam zdjęcie ze strony mojego Burmistrza i chcę Wam pokazać moje miasto z lotu drona!

Uważam, że mieszkam w pięknym, przyrodniczo miejscu! Jezioro w środku miasta, które kanałami jest połączone jeszcze z dwoma innymi.

A teraz o czym innym!

W moim pokoju komputerowym na ścianie wisi zdjęcie mojego Ojca, kiedy był młodym mężczyzną.

Spojrzałam  dziś na nie i dostałam olśnienia!

Kiedy się urodziłam, to wszyscy stwierdzili, że jestem czysty Ojciec – skóra zdarta wręcz!

Nie zauważałam tego będąc dzieckiem oczywiście, ale kiedy się zrobiłam seniorką, to więcej dostrzegam.

Przystawiłam swoje zdjęcie do zdjęcia Ojca i faktycznie – jestem kalką swojego Ojca.

Te same rysy twarzy, te same oczy i brwi, a także kolor włosów i kształt ust .

Pamiętam jakie Ojciec miał paznokcie i mam identyczne, a więc nie ma to tamto – jestem czysty Ojciec.

Prześledziłam Ojca życiorys i mój jest prawie podobny, bo szłam zawodowo prawie w te same miejsca pracy, a więc także realizowałam się w wojskowości w tych samych budynkach, w których pracował mój Ojciec.

To był bardzo przykry budynek, bo pracowali w nim oficerowie żyjący w strachu, gdyż to były służby specjalne, a ja pracowałam jako pracownik kancelarii.

Praca była strasznie stresująca, a w gabinetach pachniało alkoholem, bo tak się bali oficerowie i parli do kariery wojskowej.

Mój kolega z kancelarii zmarł na zawał serca, a ja się automatycznie zwolniłam, a tak też postąpił mój Ojciec!

Po Ojcu też odziedziczyłam dość słaby, psychicznie charakter, gdyż on też chorował na depresję, choć w tamtych czasach był to nieznajomy termin jednostki chorobowej.

Leżał w psychiatryku, a ja musiałam w życiu skorzystać z psychoterapii, a więc i taki etap nas łączy.

Różnię się jednak od Ojca tym i zdałam sobie sprawę z tego zakładając rodzinę, że nie wolno rodziny krzywdzić i on mnie lał jak mokre żyto, a ja tego nie robiłam, bo wiedziałam jak to boli.

Nie potrafił uratować rodziny, a ja o swoją walczyłam jak lwica i mi się udało!

Mimo fizycznego podobieństwa i prawie takiej samej drogi zawodowej, potrafiłam wyciągnąć wnioski, że rodzina jest najważniejsza, czego nie rozumiał mój Ojciec, bo gdyby rozumiał, to bym go szanowała, a tak miałam okresy, że go nienawidziłam.

Z czasem mu przebaczyłam i kiedy po rozwodzie rodziców sobie nie radził, to umieściłam go w Domu Opieki Społecznej, gdzie przeżył 7 lat, ale z powodu samotności – odebrał sobie  życie.

Wybiegam więc myślami w przyszłość i tak się zastanawiam, co się ze mną stanie, kiedy mój Mąż mnie opuści pierwszy?

Czy dzieci umieszczą mnie w jakimś domu, bo nie będą miały czasu się mną zajmować?

Mój Ojciec żył bardzo krótko, bo miał zaledwie 67 lat, a więc czy i ja powielę to, kiedy stanę się samotna, bezwolna, opuszczona?

Może Mąż mnie przeżyje i jakie to są trudne tematy, kiedy jest bliżej niż dalej!

Jak sobie On poradzi, a może kogoś nowego spotka na stare lata – będę zazdrosna w grobie!

Kilka lat temu w moim bloku stał się dramat.

Starsze małżeństwo, które się nie opuszczało i wszędzie chodzili we dwoje za rękę.

On nagle umiera, a za parę tygodni ona nalewa wodę do wanny i podrzyna sobie gardło, bo podobno w wodzie tak nie boli.

Inne małżeństwo przez ścianę!

Ona umiera nagle, a za parę tygodni umiera on!

Dlaczego życie jesteś tak okrutne!

Na razie jest tak, że:

Carpe diem czyli cieszę się chwilą i skoro na razie nic nie boli i budzę się każdego poranka w miarę zdrowa, to na cholerę się dobijam.

Jednak myślę, że każdego Seniora od czasu do czasu takie refleksje dopadają i nijak od tego uciec!

Moje życie z rodzicami było pokręcone, bo Ojciec bił,a Matka przed śmiercią mnie wydziedziczyła i skierowała roszczenia do Sądu, a nic złego w życiu jej nie zrobiłam!

Moje życie to ciągła walka!

Obraz może zawierać: 3 osoby, dziecko i niemowlę

Uśmiechnijmy się!

Obraz może zawierać: niebo, chmura, drzewo, roślina, trawa, dom, na zewnątrz i przyroda

Na zdjęciu mojego autorstwa przedstawiam moje podwórko z lat dziecięcych.

Nie było 50 lat temu jeszcze tych budynków, ale plac istniał i na tym placu toczyło się życie dzieciaków mieszkających z rodzicami w dwóch blokach, których na zdjęciu nie widać.

Czasami tak patrzę z balkonu na plac i sobie przypominam małą dziewczynkę, która na tym właśnie placu szlifowała naukę jazdy na czerwonym rowerze, a także widzę, w którym miejscu grałam z koleżankami w gumę, klasy i w dwa ognie.

Pamiętam imiona koleżanek i kolegów i naprawdę to są strasznie miłe wspomnienia.

Dzieciaki z kluczem na szyi dawały radę!

Piszę to dlatego, ponieważ w sieci znalazłam świetny, wspominkowy wpis z tamtych czasów.

Przepraszam, że autorka zawarła dużo wulgaryzmów, ale czasami się nie da napisać tak dosadnie i przekląć trzeba!

Potem kiedy stałam się mamą i moje dzieci dorosły, to także okupowały ten sam plac z rówieśnikami.

Znalazłam ten wpis na FB i stwierdziłam, że autorka ma dobrą pamięć i mnie nawet rozśmieszyła.

Nie zawsze trzeba pisać o polityce, bo czasami życiu trzeba nadać inny, weselszy wymiar:

Teresa-Renata Żmuda-Krasek
Wizualny narrator · 30 min
Miałam już dzisiaj nic nie pisać ale się wkurwiłam jak nigdy!
Muszę odreagować.
Sorry za błędy i ogólny chaos, ale mam to w dupie. Niech to ch.j strzeli, jebany dr Oetker! No co mnie k….a podkusiło, żeby kupić budyń z tej zajebanej firmy? Siedziałam sobie w domu, czytałam to i tamto, aż mnie nagle złapała ochota na budyń. A z pięć lat już tego gówna nie jadłam. No i się wziąłam ubrałam, pobiegłam do sklepu. Poproszę budyń. Proszę. Dziękuję. Szybki powrót do domu.
Na opakowaniu napisane, że gotować mleko, potem wsypać, bla, bla, bla. Zrobiłam jak kazali. I co? I wyszło mi kakao! Rzadkie jak sraczka. Tego się nie da jeść. Jak te pieprzone chamy mogą nazywać to coś budyniem i jeszcze chwalić się nową recepturą?
Mam tego dość. Dość jebanej demokracji, kapitalizmu i całego tego ścierwa, które weszło do nas po ’89. Chce takich budyniów jak za komuny! W brzydkich opakowaniach, ale gęstych z takimi wkurwiającymi grudkami!
I kisieli też chcę! Niedawno na własne oczy widziałam jak moja znajoma PIŁA kisiel! Jak k….a można pić kisiel? Czy nasze dzieci już nie będą pamiętały, że to należy wyjadać łyżeczką, do której wszystko się lepi i na koniec trzeba oblizać?
Kto mi zabrał szklane litrowe butelki z koka kolą? Komu one przeszkadzały? I mleko w butelkach i śmietana, które kwaśniały bo były prawdziwe! A teraz po tygodniu stania na kaloryferze dalej jest ‚świeże’ – co to k…..a za mleko? A dzieci myślą, że
to mleczarnia mleko daje a krowa jest fioletowa.
A te butelki takie fajne kapsle miały, skoble do strzelania w dupę się z nich robiło!… A gumki się z szelek wyciągało Gdzie teraz takie szelki?
Dlaczego teraz nawet wafelki prince polo są w tych cudnych opakowaniach zachowujących świeżość przez pięćset lat? Ja chce wafelków w sreberkach! I nie tylko prince polo ale i Mulatków! Jaki dziad sk….ł się zachodnią technologią, dzięki której teraz wszystkie cukierki rozpływają się w ustach, a nie tak jak kiedyś, trzeba je gryźć było, tak normalnie jak ludzie!?
No pytam się, no!
Pierdolę mieć do wyboru setki rodzajów lodów i nie móc zdecydować się, na jaki mam ochotę!
Kiedyś były tylko bambino w czekoladzie i wszyscy byli szczęśliwi, a jak rzucili casatte to ustawiała się kolejka na pół kilometra.
Czy ktoś pamięta jak smakuje prawdziwa bułka? Nie, k….a, nie tak jak w waszych pierdolonych sklepach, napompowane powietrzem kruche gówna.
Prawdziwe bułki są twardawe, wyraziste w smaku, a najlepiej z prawdziwym masłem, które wyjęte z lodówki jest niemożliwe do rozsmarowania! O margarynie za komuny można było tylko pomarzyć, a jak była, to taka chujowa, chyba Palma się nazywała.
Wielkie p……..e koncerny wyjebały na amen z rynku moją ukochaną oranżadę, którą za młodu gasiłam pragnienie, a mordę przez pięć godzin miałam czerwoną. I jej młodszą siostrę – oranżadkę w proszku, której nikt nigdy nie rozpuszczał w wodzie, Bo służyła do wyjadania oblizanym palcem.
Nawet ukochane parówki mi zajebali, dziś już nie robi się takich dobrych jak kiedyś…
W telewizji dwa kanały, na każdym nic do oglądania. Teraz mamy sto kanałówi też nic nie ma. Możemy wpierdalać pomarańcze, banany i mandarynki, a kiedyś jak przyszedłeś z czymś takim do szkoły, to cię szefem nazywali.
Fast foodów też nie było i każdy żywił się w drewnianych budach i żarliśmy z aluminiowych talerzy i jakoś nikt sraczki nie dostał, a śmieci wokoło nie było bo nie było zasranych jednorazówek. A jak chcieliśmy ameryki to żywiliśmy się
zapiekankami z serem i pieczarkami i hod-dogami nabijanymi na metalowe pale. Buła, parówa, musztarda! Nic więcej do szczęścia nie potrzebowaliśmy.
Spierdalaj zasrana Ameryko. A taką k….a miałam ochotę na budyń

Czasami trzeba oczyścić się z czasów PRL!

 

Å»ony mundurowych zdradzają, jak wygląda ich życie. „Z pozoru miły, a w domu piekło”

Znalazłam w sieci poniższy felieton o kobietach bitych,  maltretowanych przez swoich ojców, mężów, którzy służą Polsce i bronią jej w wojskowych mundurach.

To skłoniło mnie do wspomnień jak to było w mojej rodzinie, kiedy dorastałam.

Ojciec mój wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego w latach 50-tych jeszcze przed moimi narodzinami.

W 1954 roku pobrali się z moją mamą i tak za dwa lata na świecie pojawiłam się ja.

Ojciec naprawdę szybko awansował i był człowiekiem ambitnym, a więc piął się po szczeblach kariery wojskowej.

Wiązało się to z przenoszeniem go po różnych zielonych garnizonach, co było udręką dla mojej matki, która załatwiała to logistycznie, bo ojciec nie miał na to czasu.

Kiedy następna przeprowadzka osadziła nas w Ustce, a ja miałam 5 lat – ojciec został oddelegowany do Warszawy i tam współpracował ze znanym Kiszczakiem, który był szefem kontrwywiadu w Polsce.

Pamiętam jak ojciec przyjeżdżał z Warszawy na przepustki i długo w nocy z mamą rozmawiał i płakali. Miałam siedem lat, ale wówczas nie rozumiałam wszystkiego.

Musieliśmy się znowu przeprowadzać i w 1963 roku zamieszkaliśmy w pipidówce, jaką było moje miasto, w którym mieszkam do dziś.

Ojciec  w randze kapitana rozsypał się na drobny mak i utopił się w alkoholu, a to wiązało się z końcem kariery wojskowej.

W domu zaczął się horror, gdyż pod wpływem szalał i bił mnie, siostrę,  matkę i cały stres wyładowywał na rodzinie.

Fruwało w domu wszystko, bo meble, szkło w drzwiach, ataki na nas w nocy, kiedy drzwi były podparte krzesłami, a ja spałam na łóżku polowym.

Oberwałam po głowie pałąkiem i czym się dało, a nawet miał zamiar dźgnąć mnie nożem w plecy i tu uratowała mnie matka.

Zamarzył sobie hodowlę kur w domu i w drugim pokoju stworzył kurnik, a ja ze względu na smród nie mogłam do siebie nikogo zaprosić, bo tak się wstydziłam!

Przeszłam piekło i chyba każda z nas przeżyła horror, bo to wszystko nie było normalne.

W końcu matka wzięła rozwód, ale ojciec kompletnie sobie nie radził i w pewnym momencie znalazł się w psychiatryku, bo tak zniszczył go alkohol i samotność,

Postarałam się i ordynator szpitala pomógł mi znaleźć dla niego Dom Pomocy Społecznej i tak uratowałam go na 7 bezpiecznych lat!

Pewnego dnia dostałam telefon, że ojciec skoczył z okna i za parę dni zmarł.

Co mnie to nauczyło?

Nauczyło mnie bardzo wiele, bo chociażby to, że dzieci są świętością i nie wolno ich bić i należy tak  postępować, aby nikt nie płakał przeze mnie.

W życiu coś mi się udało, a może coś spieprzyłam, ale wciąż pracuję nad sobą, by po mojej śmierci nikt nie miał żalu, a jeśli, to niech mi wybaczy, bo każdy z nas ma prawo do błędu, ale i każdemu należy dać drugą szansę!

1 Lutego 2019 roku zmarła mama i spoczęła w jednym grobie z ojcem!

Mam nadzieję, że w końcu się pogodzili i zjednali!

Mam Męża, który przeżył w domu rodzinnym prawie to samo, bo jego ojciec także wylewał swoje wojskowe frustracje na rodzinie.

Dlatego tak świetnie się rozumiemy i we dwoje pragniemy, aby nasze dzieci nam wybaczyły małżeńskie błędy, które po latach doprowadziły nas do zgody i miłości, bo lepiej późno, niż wcale!

„Żony mundurowych zdradzają, jak wygląda ich życie. „Z pozoru miły, a w domu piekło”.

Jak wygląda życie z „wojskowym”? Czy faktycznie „za mundurem panny sznurem” i nic więcej się nie liczy? W Internecie można przeczytać wiele historii kobiet, które nie tak wyobrażały sobie życie z mężem mundurowym. Zamiast poczucia bezpieczeństwa czują w domu strach. Zamiast pomocnej dłoni mają pięść przy twarzy. Te, które przeżywają w domu podobne piekło, odważyły się napisać o tym publicznie.

Czy faktycznie prawdą może być to, że mężczyźni, którzy na co dzień są żołnierzami, policjantami, czy strażakami, mogą siłowe rozwiązania przenosić do domu?

O tym przekonały się te kobiety, które nie bały się powiedzieć o swoich historiach:

Z pozoru na zewnątrz bardzo miły, a w domu istne piekło. W większości przypadków z takimi ludźmi życie jest niemożliwe. Są dwa wyjścia, albo udawać, że nic się nie dzieje, albo go zostawić.

Niestety bardzo łatwo znaleźć takie historie, w których z pozoru spokojni mundurowi, którzy w sferze publicznej uchodzą za wzór cnót, na co dzień, za zamkniętymi drzwiami są oprawcami swoich żon.

Ja jestem dopiero 2 lata po ślubie niestety… Tyran, tyran i jeszcze raz tyran! Dzień w dzień alkohol w domu i awantury. Nie mogę mieć żadnych koleżanek, bo boi się, że będę gadała o nim, z żadnym facetem nie mogę rozmawiać, bo jest zazdrosny i robi mi wojnę, że się wtedy k…! Łamie mi hasła na komputerze czy próbuje na maile wchodzić, nie wspomnę już o sprawdzaniu telefonu. On jest najlepszy we wszystkim, o wszystkim wie, najlepiej zarabia, pracuje itp. Wszyscy wokół są głupkami i biedakami. Za kogo ja wyszłam??

Mój mąż odkąd pracuje w mundurówce, zmienił się diametralnie, alkohol i koledzy są zawsze na pierwszym miejscu. Imprezy wielogodzinne, ciągi alkoholowe, godziny nadliczbowe – to moja smutna codzienność. To prawda, że mundur zmienia ludzi, może nie wszystkich, bo nie można generalizować. Wierzę, że są mundurowi, którzy po powrocie do domu są normalnymi mężami. Mój taki nie jest. Praca w mundurówce odsłoniła jego koszmarne oblicze. Mundur uruchomił w mózgu mojego męża jakiś impuls, bo on przychodząc do domu – mentalnie wciąż w tym mundurze jest. Na razie wyprowadziłam się z domu, bo nie wierzę w żadną zmianę. Tyle razy obiecywał.

A propos wojskowych. Byłą żoną nie jestem, ale córką. Dużo jest prawdy w tym co, kobiety, piszecie 🙂 Mój ojciec ma wiele cech o których wspominacie. Jest despotyczny i nie znosi sprzeciwu. Po pracy często się na nas wyżywa (na moich siostrach i mamie). Nie pije, ale zdarzało mu się często bić mnie i moje siostry. Powodów nie było albo były błahe. A kiedy byłyśmy małe w domu musiała panować grobowa cisza. Nie mogłyśmy się bawić, słuchać muzyki itd. Mamy, mam nadzieję, nigdy nie uderzył. Moja przyjaciółka też ma ojca wojskowego. I to już jest pełna patologia. Pije, zdradza, bije itd. No i koleżanka z klasy. Jej ojciec jest „porządny”. Taki, wiecie, wyprasowany, wypachniony, elegancki. W domu błysk, zawsze pyszny obiad. Jego żona nie pracuje, więc robi wszystko w domu. Wszystko by było super, gdyby nie to, że moja przyjaciółka (19 lat) nie może sobie sama nawet ciuchów sama wybrać. Wszystko kontroluje ojciec – pułkownik. Krój, kolor itd. można powiedzieć: wojskowa dyscyplina. A, no i jeszcze sąsiadka ma męża wojskowego. On jest lekarzem wojskowym. Cóż, nie pije, chodzi do kościoła itd. ale robi łaskę, że daje pieniądze na cokolwiek, trzeba mu usługiwać na każdym kroku bo jaśnie pan nie potrafi sobie herbaty sam zalać, wszyscy wokół to hołota nie warta powiedzenia „dzień dobry”. Aha, no i też bije swoje dzieci, ot tak, żeby się za głośno nie śmiały.

„U mnie też nie można w własnym domu być szczęśliwym. Jak słucham muzyki albo bawię się z dzieckiem i głośno się śmiejemy to od razu szuka zaczepki, żeby tylko była kłótnia”.

Wtedy… idę dziecko położyć spać i sama kładę się przy nim i udaję, że śpię, żeby tylko się odczepił. Obiad o 15.30 podany na stół już musi stać jak „pan i władca”, jak chce mi zrobić na złość to nie zje go, bo nie jest głodny, a jak obiadu nie zrobię to jestem leniwą k… Jak wychodzę gdzieś z domu, muszę dokładnie co do minuty określić o której będę z powrotem, sprawdza mi paragony, telefon, łamie hasła. Ostatnio zabronił mi na studia jechać, bo tam nie wiadomo co robię… Jednym słowem żyję terroryzowana.

Oczywiście nie wszyscy tacy są, czego dowodem był ten wpis przepełniony miłością i szacunkiem.

Współczuję wam dziewczyny, ja mam zupełnie inne obserwacje związane z wojskowymi – mój śp. Tata (starszy chorąży sztabowy): cudowny, ciepły i rodzinny człowiek, jeśli przynosił jakieś problemy z pracy do domu, to po prostu rozmawiali z mamą, zero awantur, dyscypliny, alkoholu – oprócz normalnego „używania” podczas np. imprez rodzinnych, Sylwestra itp. Mój brat – major (bardzo stresująca i odpowiedzialna praca, wielu podwładnych pod sobą, odpowiedzialność za życie pilotów): udana rodzina, dwie dorosłe już córki (brat starszy ode mnie o całe pokolenie), podobnie rodzinny i kochający (chociaż mnie wkurza na każdym kroku z powodu odmiennych poglądów na życie), alkohol okazyjnie, wielu przyjaciół.

Mój kolega – lekarz wojskowy – super facet, ma świetną żonę, udane życie, synka, niezwykle uczynny wobec znajomych – kiedy mój tata ciężko zachorował, ten nieba by mu przychylił, choć nie musiał… Musiałyście bardzo pechowo trafić, ja miałam szczęście i cudowne dzieciństwo, ale wiem i widzę, jak wokół mnie (sąsiedzi to niemalże sami wojskowi) wielu z nich, zwłaszcza wojskowych starszej daty strasznie stoczyło się przez alkohol.

Jakie Wy macie doświadczenia?

https://www.popularne.pl/mundurowi-w-domu-sa-tyranami/?utm_source=facebook&utm_medium=Fanpage&utm_campaign=olap&fbclid=IwAR3Q_ChG-QhRKboDAbVEvxnKTyWHHmQJD-mCiwHvvYK2W61mQBbU-4yy4Sc

Wiekowa matka, żona, babcia, teściowa!

Obraz może zawierać: roślina, tabela i w budynku

Nie lubię w roku miesiąca sierpnia, a tylko dlatego, że mam w sierpniu urodziny!

Chyba nikogo w starszym wieku, to nie cieszy, kiedy z roku na rok robimy się starsi i bliżej nam – niż dalej!

Urodziny mam za trzy dni i najchętniej bym się schowała do jakieś nory, by tylko ich nie obchodzić!

Jednak się nie da, bo bliscy pamiętają i już dziś otrzymałam w prezencie cudnego, niewinnego storczyka!

Muszę się zapoznać jak nim się opiekować, bo to są naprawdę trudne kwiaty do prowadzenia, aby zawsze były piękne i pełne nowych pąków!

Może ktoś podpowie?

Jeśli jesteśmy stosunkowo młodzi, to nie zastanawiamy się i nie martwimy, że jesteśmy o kolejny rok starsi i wydaje się nam, że mamy jeszcze kupę lat do przeżycia.

Inaczej jest, kiedy jesteśmy w wieku seniora, a wówczas w dzień urodzin robimy podsumowanie swojego życia i ja tak mam!

Mam tak, że pamiętam ludzi, którzy mi źle życzyli, albo odepchnęli, ale sobie z tym poradziłam!

Oliwa zawsze na wierzch wypływa i karma wraca!

Tylko mądrością życiową można pokonać ludzi chytrych, zawziętych i nieszczerych!

Sumuje się swoje życie i drąży, oraz analizuje, bo co nam w życiu wyszło, a gdzie spotkała nas totalna klęska, z którą sobie lepiej lub gorzej poradziliśmy.

Włączają się automatycznie wspomnienia niestety!

Sięgam więc do albumów ze zdjęciami i analizuję każde ze zdjęć,  na których zapisana była młodość i dość dobre życie.

Z biegiem dni – z biegiem lat wsłuchuję się w mój organizm i każdy ból sprawia, że oto odzywa się choroba, a może nawet rak!

Moja Mama dostała boleści w ciągu paru minut i w szpitalu okazało się, że ma raka, a więc uwrażliwiłam się , że może spotkać mnie to samo!

Póki co zdrowie jako tako dopisuje, choć mogłoby być lepiej!

Mieszkam z Mężem od 60 lat w tym samym miasteczku, pełnym zieleni i ścieżek spacerowych, gdzie jest spokój i cisza, a w środku miasta znajduje się  przepiękne jezioro.

Dla młodych ludzi to jest nuda, ale dla starszych, to raj na ziemi!

Jakże często robię zdjęcia i wstawiam na bloga i mojego fan – page!

Nie nudzę się jako emerytka!

Jedyne co mnie martwi, to to, że Polską rządzi grupa przestępcza, która w tej dumnej Polsce zepsuła wszystko, a tak bym chciała, by moje Wnuki żyły w mądrej Polsce!

Dzieci i Wnuki  są zdrowe i są szczęśliwe, a więc mimo upływu lat i ja staram się być szczęśliwa i cieszę się z małych rzeczy, drobnostek, z Męża a także nabywam nowej filozofii życia, co sprawia, że jestem mądrzejsza niż kiedy byłam młoda!

 

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz

Powrót do przeszłości!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Mąż nad wodą odpoczywa, a ja jako, że unikam upałów grzebię w starociach, czyli różnych pudłach i szukam przeszłości.

Mam dużo czasu na emeryturze, a więc oddaję się wspomnieniom i  dziś odnalazłam swój stary pamiętnik, który ma już 45 lat.

Będąc młodą dziewczyną pisałam pamiętnik przez dwa lata w dwóch zeszytach i kiedy czytam to dziś – na stare lata, to nie wierzę, że to ja pisałam!

Moje pamiętniki, to była moja, wielka tajemnica, ale wiem, że czytała je moja mama, gdyż chciała wiedzieć, co piszę o swoim chłopaku, jak to kiedyś się określało.

Dowiedziała się więc, że uciekłam w ramiona chłopaka, który mnie przytulał, a nie bił jak ojciec!

Mogła spytać wprost, czy już współżyjemy, ale tego nie zrobiła!

Chowałam zeszyty w sekretnym miejscu, ale przed matką nic się nie ukryje.

Miałam dziadowskie dzieciństwo, bo ojciec pił i bił i to w tych pamiętnikach opisywałam swój stan odnośnie wielkiego bólu, bo mi ojciec ten ból zadawał.

Opisywałam więc traumę, kiedy to załamywałam się i chciałam odejść z tego świata, bo tak mi dopiekał – nie do wytrzymania.

Na kartach pamiętnika wylewałam więc swój żal, że ojciec mnie nie kocha, ale i opisywałam, że to ja kocham kogoś.

Pamiętam, że wielu chłopców do mnie „zarywało”, ale ja pokochałam chłopaka z tej samej klatki, który mieszkał piętro niżej i tak jest do dzisiaj.

W pamiętnikach pisałam o szkole, koleżankach ze szkoły, o troskach, szczęściu, łzach, wyjazdach, ale najwięcej miejsca poświęcałam mojemu „chodzeniu” z wybranym chłopakiem.

Nie zawsze była to sielanka, bo się docieraliśmy, kłóciliśmy, rozstawaliśmy, a mimo to jesteśmy ze sobą już 43 lata.

Jak dobrze się stało, że nie zniszczyłam tych pamiętników, bo sama jestem zdziwiona ile uczuć, złości, emocji i zawodu wówczas przeżywałam.

Działo się tak dużo i to wszystko zapisane jest na kartach mojego „Raptularza”, bo tak nazywałam swoje pamiętniki.

Co to znaczy „Raptularz”?

  • zbiór notatek w formie dziennika lub pamiętnika

Każdy wpis był opatrzony wierszem wziętym z tygodnika dla młodzieży „Radar” – może ktoś pamięta?

Nie zniszczę pamiętników,  tym bardziej, bo może moje Wnuki kiedyś przeczytają o tym jak ich babcia mocno kochała i uratowała swoje małżeństwo – bo uratowała je sposobem, mądrością, sztuką wybaczania i tym, że kochała zawsze za bardzo!

Opłacało się walczyć!

Dn. 21.05.1974 r.

Tak już dawno nie zaglądałam do mojego pamiętnika, bo po prostu w jakimś czasie się zniechęciłam.

Jednak znów mam ochotę na pisanie chociaż miałam zniszczyć ten pamiętnik, ale chyba szkoda i na to może przyjdzie czas.

Można go jednak zachować na stare lata.

Już dwa tygodnie chodzę z koleżankami na praktykę i tak naprawdę,  to jest bardzo przyjemnie i i na luzie.

Jeśli chodzi o mojego „L”, to kocham go bardziej niż zwykle, bo bardzo się stara zabiegać o mnie.

Zmieniłam trochę swoje życie i chodzę na działkę pomagać mamie.

Jestem zadowolona, że mam takiego chłopaka, bo inny może by ze mną nie wytrzymał.

Kocham go ponad życie, bo kocham tego śniadego chłopaka i kocham jego imię też.

Ja po prostu nie wiem jak wyrazić słowami swoją miłość do niego!

Dn. 23.07.1974 r.

Dwa miesiące minęły, aż ponownie postanowiłam sięgnąć po ten zeszyt.

Już myślałam, że skończę z tym pamiętnikiem, ale szkoda by było.

Zawsze jednak się przyda, bo myślę o ciężkich chwilach, kiedy potrzeba wyżalenia się jest bardzo potrzebna i to tutaj się wyżalam.

To są moje ostatnie wakacje, bo na następne już idę do pracy, czego bardzo się boję.

Z „L” wszystko w porządku. Ostatnio bardzo mało się kłócimy i jestem szczęśliwa.

Kocham go jeszcze bardziej.

Mamy rok 2019 i u mnie lato w pełni, a Mąż odpoczywa, bo lato mamy cudowne!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą, na zewnątrz i woda

Ja Seniorka cieszę się drugim kwitnieniem moich pelargonii!

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Wspomnienia z dawnych lat!

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją i na zewnątrz

Chyba każdy z nas w sercu nosi jakąś osobę – niekoniecznie z rodziny, którą się zapamiętało na zawsze.

Pracowałam przez 7 lat z dwoma kobietami w Jednostce Wojskowej – w księgowości i zapamiętałam na zawsze moje można powiedzieć – koleżanki.

Ela, moja imienniczka była starsza ode mnie o 10 lat, a Krystyna o 7 i to ją zapamiętałam  z tego okresu najbardziej.

One pracowały już w księgowości, a ja dobiłam jako trzecia w 1979 roku.

Byłam już mężatką i matką jednej Córeczki, a drugą nosiłam pod sercem.

W obu ciążach pracowałam do rozwiązania, bo kiedyś lekarze niechętnie wysyłali kobiety w ciąży na zwolnienia.

Dlaczego zapamiętałam tak dokładnie Krystynę, ano dlatego, że była piękną kobietą, która była niesłychanie zaradna.

Wysoka blondynka o długich nogach!

Faceci się o nią bili, ale ona długo nie miała zamiaru się wiązać, albo trafiała na dupków.

Bardzo dbała o swój wizerunek, bo sama sobie z niczego szyła ubrania, a drutami i szydełkiem śmigała tworząc cudeńka.

Jakoś zdobywała niemiecką „Burdę” i stamtąd czerpała swoje pomysły i zawsze była modna i inna!

W jej towarzystwie czułam się onieśmielona, bo wydawało mi się, że urodą jej do pięt nie dorastam, choć także dbałam o siebie.

Było tak, że mając dwójkę dzieci wstawałam o 5 rano. Brałam prysznic, robiłam makijaż i włosy, a potem budziłam dzieci, aby je nakarmić  i rowerem zawieźć do przedszkola.

Krystyna mieszkając na wsi oddalonej o 10 kilometrów od miejsca pracy jechała autobusem i najczęściej spóźniała się.

Kiedy Ela i Krysia docierały, to ja w tym czasie robiłam dla nich kawę i pewnego razu Krystyna spojrzała na mnie i spytała:

  • Jak ty Ela to robisz, że mając małe dzieci jesteś pierwsza w pracy i jesteś taka ładna i nie wyglądasz na zmęczoną?

Po tych słowach zaczerwieniłam się i pamiętam, że miałam na sobie bluzkę pluszową z małym golfem, a do tego spódnicę w kratkę. Miałam długie, lekko skręcone włosy i mój makijaż, to lekki tusz na rzęsach, a usta pociągnięte  pomadką.

Zbliżyłyśmy się do siebie, a kiedy jednostka oferowała tanie wczasy w Zakopanym, to zabrałam Męża i z Krystyną spędziliśmy bardzo przyjemny czas – zimą.

Dostałam propozycję pracy w innej jednostce i tak się rozstałyśmy na zawsze, bo w końcu Krystyna trafiła na dużo starszego mężczyznę – dość bogatego i wyjechała, a kontakt się urwał.

Teraz ma na pewno około 70-ki i nawet nie wiem czy żyje, bo doszły mnie słuchy, że zachorowała na raka, ale w mojej pamięci zostanie na zawsze.

Macie w pamięci kogoś takiego, kto wrył się w pamięć na zawsze?

Ten wpis oznacza to, że wciąż siedzę w zdjęciach i wspominam.