Archiwa tagu: blog

5 lat mojego blogowania!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

6 czerwca 2013 roku w godzinach porannych postanowiłam pisać bloga.

Tak, tak to już pięć lat minęło i mówię Wam, że nie wiem kiedy ten czas zleciał.

Na początku nie miałam na bloga pomysłu i pisałam bardzo nieśmiało i oszczędnie, ale z czasem się ośmieliłam i to pisanie wychodziło mi raz lepiej, a raz gorzej, ale nie zniechęcałam się.

Blog założyłam na Onecie i tam była taka przyjemna tradycja, że ciekawe wpisy były publikowane na stronie głównej, na którą sporo razy się załapałam, co automatycznie podnosiło statystykę na blogu.

Było to bardzo miłe, kiedy ludzie wchodzili i komentowali oraz dyskutowali na temat poniesionego tematu.

Pisanie bloga zaczęło mi sprawiać przyjemność, bo mogłam pisać na różne tematy, które w danym dniu przyszły mi do głowy, a także częściej niż teraz – pisałam opowiadania.

Jednak przez pisanie i na tematy polityczne doznałam nie lada przykrości, bo hejterka zrobiła zrzut z mojego wpisu i poleciała z tym do organów ścigania.

Zrobiła mi właściwie reklamę, bo mojego bloga zaczęli czytać miejscowi, kiedy Policja przyszła do mojego domu z nakazem i zarekwirowała mi dwa komputery.

Nic mi nie zrobiono, bo wpis opierał się na cytacie, a nie były to moje osobiste myśli.

Hejterka myślała, że wsadzi mnie za kraty i stanę się więźniem politycznym, ale Policja po 6 tygodniach zwróciła mi mój sprzęt i nic na mnie nie znaleziono!

Ten fakt tylko mnie napędzał i nie przestraszyłam się, bo nic nie miałam na sumieniu i pisałam sobie spokojnie dalej jeszcze bardziej zdeterminowana i nakręcona.

Kto pisał na Onecie ten pamięta jak nas poinformowano, że Onet likwiduje swoją stronę blogową i zostaliśmy z reką w nocniku.

To też mnie nie zniechęciło i zaczęłam myśleć o tym – gdzie znaleźć bezpieczne miejsce do dalszego pisania i aby nie stracić treści pisanych na Onecie.

Udało się pokonać barierę językową i jestem od ponad 7 miesięcy na WordPress i nie żałuję tego, że się uparłam i piszę dalej.

Jak to się mówi, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i to tu – na WP poznałam nowych, wspaniałych ludzi, którzy wchodzą do mnie, a ja do nich i sobie dyskutujemy i komentujemy.

Poznałam wspaniałych ludzi takich jak Stanisław, anzai, gabunię, szarąbajkę, świechnę, Tatula, Czarownicę z bagien, thaftaniuka, zlepek klepek i wielu, wielu innych, pozytywnych i inteligentnych ludzi.

Skąd czerpię tematy?

Z życia czerpię i każdego dnia coś mnie poruszy, zainteresuje, wzruszy i o tym piszę, a dzisiejszy wpis jest nr 2239 popełniony przez 5 dobrych dla mnie lat, w których doznałam od życia więcej dobrego niż złego.

Staram sie być ciekawa dla czytelnika, ale przede wszystkim szczera, bo czytelnik wyczuje każdą nieszczerość i może się zrazić, a mnie zależy na serdecznej atmosferze na blogu, ale nie taką pitu pitu, a konkretną – taką do merytorycznej dyskusji na rożnorodne tematy.

Dopóki zdrowie mi pozwoli, to pisać będę i w tym dniu dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają, a ja bardzo staram się to odwzajemnić!

Kochani jest tyle pięknych piosenek w płytotece polskiej, że nie wiem jaką Wam piosenkę zadedykować, ale zdecydowałam się na Mirosława Bregułę:

 

Znalezione obrazy dla zapytania rocznica 6 lat

Moje miasto kiedy biegłam do fotografa, bo emerytce Dowód Osobisty stał się nieważny, a w telewizji mówili, że za nieważny DO grozi 5 tysięcy kary.

Sprawdźcie ważność swoich  DO!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Reklamy

Ja to mam szczęście, że w tym momencie!

Znalezione obrazy dla zapytania email

W sieci uczestniczę chyba z 10 lat.

Pamiętam kiedy kupiłam moim Córkom pierwszy komputer i to był taki monitor z dupką  jak telewizory i z małym ekranem.

Ten zakup był bardzo udany, bo przydał się choćby do pisania prac magisterskich i drukowania na własnej drukarce.

Kiedy Dzieci poszły na swoje, to ten sprzęt mi zostawiły i to wtedy uczyłam się serfować drogą prób i błędów. Byłam uparta i dałam radę założyć sobie skrzynkę pocztową.

Uczyłam się znaczeń – co to jest login, hasło, tag, blog i takie tam te wszystkie!

Sama założyłam sobie stronę na Facebooku i na Twitterze i w zasadzie jestem samodzielna, bo nawet jak mi się coś zepsuje w komputerze, to często sama sobie radzę z naprawą.

Nauczyłam się wstawiać zdjęcia i pojęłam, co to jest hosting.

Na samym początku surfowania myślałam, że ludzie w sieci są szczerzy i dobrzy, ale potem dostałam boleśnie w twarz.

Zaufałam trzem kobietom na komunikatorze Gadu – Gadu i napisałam o sobie za dużo, za szczerze, co wkrótce odczułam bardzo boleśnie!

Dostałam lekcję na całe życie, że nie powinno się w sieci pokazywać wszystkiego ze swojego życia.

Te kobiety okazały się zwykłymi kanaliami i choć ja też sporo o nich wiem, to nigdy tego nie wykorzystałam przeciwko, bo tak nie wolno!

Dostałam kolejną, bolesną lekcję życia, ale w tym nieszczęściu znalazłam wielkie szczęście.

Czytałam na jedym z forum wypowiedzi pewnej kobiety i Ona mnie zafascynowała swoją szczerością i prawdomównością.

Zaczepiłam Ją, choć należę do osób bardzo nieśmiałych, ale zrobiłam bardzo dobry ruch w sieci!

Piszemy ze sobą przez pocztę i codziennie wymieniamy ze sobą po dwie wiadomości, a trwa to już chyba 3 lata – i tak codziennie.

Mogę śmiało napisać, że jest moją przyjaciółką, choć nigdy nie widziałyśmy się w realu! – Nigdy!

Nasza korespondencja, to kilka zdań o tym, co się u nas dzieje i zawsze mogę na Nią liczyć i myślę, że Ona na mnie także!

Nie od razu kogoś nazywam przyjaciółką, ale nasze szczere pisanie sprawia, że odnalazłam w sieci diament.

Zawsze mogę na Nią liczyć i zawsze mnie wesprze, a ja staram się Ją.

Kiedy mam teraz chorą Mamę, to mam w Niej ogromne wsparcie.

Połączyły nas bardzo podobne doświadczenia życiowe i jesteśmy na tym samym etapie wiekowym i za to dziękuję losowi, że przyjęła moje zaproszenie do korespondencji.

Napiszę jeszcze coś, co mnie ogromnie cieszy!

Tak bardzo się bałam, że utracę swojego bloga na Onet i nie umiałam go długo przenieść na WP!

Uparta jestem i się udało i nie żałuję, bo tu poznałam wspaniałych ludzi, z którymi wymieniam komentarze i tak dziękuję Stanisławowi, Gabuni, Tatulowi, Teresie, Czarownicy, Elżbiecie i wielu, wielu innym, że tworzymy fajną społeczność i się nawzajem czytamy.

Motto: Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło!

Pozdrawiam wszystkich i Tobie „A” będę dozgonnie wdzięczna za wszytko, co dla mnie robisz.

O Bogowie – bloga piszę już 5 lat i kiedy to minęło?

Mojej kochanej „A” dedykuję piosenkę. 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Urodziłam się za wcześnie!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Coś mi w życiu umknęło i to dzisiaj wpadłam na taką myśl.

Urodziłam się za wcześnie, bo nie w dobie Internetu i my Seniorzy dopiero od kilku lat dowiadujemy się o tym, jaką on ma moc i ile możliwości.

Tupię nogą i jestem zła, że nie miałam takiej możliwości jak – zatrzymane w kadrze – opisane, czy też utrwalone na kamerze.

W sieci są tysiące blogów poświęconych dorastaniu pociech, a więc są tam zdjęcia, opowieści o dzieciach i cały ten cykl przez dzieciństwo, aż do wczesnej młodości swoich Dzieci.

Mnie nie dana była taka technologia!

A i owszem, bo mam dużo zdjęć, ale jakże często my rodzice z tamtych lat zapomnieliśmy ten moment, w którym były one zrobione i jakie emocje temu towarzyszyły.

Owszem – mamy kilka kaset VHS, gdzie utrwalone jest dzieciństwo, ale, jakże często nie mamy już sprzętu, aby je odtworzyć.

Potem były już profesjonalne kamery i tam znajdują się wesela moich córek, ale jak je oglądać, kiedy Dzieci wybyły z domu – tylko chyba w święta.

Utrwalone są ważne momenty, a jednak nadal żałuję, że nie było Internetu i nie mogłam założyć zahasłowanego bloga!

Brakuje mi wspomnień napisanych własnoręcznie o tym –  jak to pokazał się pierwszy ząbek u malucha i kiedy padło pierwsze słowa – mama, czy tata, a może babcia.

Ludzka pamięć jest zawodna i jakże często takie szczegóły wylatują nam z pamięci – niestety.

Mogłam pisać ręcznie w osobistym dzienniku, ale tego nie zrobiłam i bardzo tego żałuję.

Może dopiero na starość robimy się bardziej romantyczni i myślimy o tym jak nam życie przeleciało niczym kometa, a my nie zadbaliśmy o wspomnienia.

Gdybym wtedy miała taki rozum jak dziś – taki refleksyjny, to taki dziennik by powstał.

Dopiero teraz sobie wyobrażam, jak siedzę pod wiekowym drzewem na biwaku i opisuję mijający dzień nad jeziorem z Dziećmi w tle – na laptopie!

Napisałabym, że kąpały się w ciepłym jeziorze i jadły rybne kotlety, a w zasadzie wcinały.

Napisałabym, że się ślicznie opaliły i wieczorem padły jak muchy po intensywnym dniu.

Pewnie nie jedna Matka w moim wieku ma osobiste zapiski z dzieciństwa swoich pociech oraz ma w kopercie pierwszy loczek, ale to za mało.

Gdybym prowadziła systematycznie mojego bloga wspomnieniowego, to bym sobie go wydrukowała i każda z Córek na 18 by go dostała.

Szkoda, szkoda, że urodziłam się za wcześnie!

Widzę, że wiele młodych matek wrzuca bezrefleksyjnie zdjęcia swoich pociech na Facebooku i nic z tego nie wynika oprócz lajków!

Udostępnione zdjęcia swoich pociech na publicznym statusie mogą trafić wszędzie i o to mogą mieć żal kiedyś ich dzieci.

Osobisty blog, to jest doskonała forma spełnienia dla współczesnych matek, aby kiedyś te zapiski stały się skarbem rodzinnym.

To taka cicha podpowiedź dla współczesnych matek, które często piszą, że się nudzą na urlopie macierzyńskim i same sobie wmawiają, że macierzyństwo  je wpędziło w poczucie niskiej wartości, a to nie tak!

Trzeba mieć pomysł na siebie, a my Seniorki nie miałyśmy takich możliwości i dlatego wiele chwil poleciało w zapomnienie.

Starsza pani sama zmodyfikowała swojego bloga!

Znalezione obrazy dla zapytania senior i laptop

W związku z koniecznością ucieczki z Blog.pl zaniedbałam prawie wszystko!

Zaniedbałam Facebooka, Twittera, forum dyskusyjne i telewizję!

Siedzę w wolnym czasie i robię na drutach jakby skarpetkę, czego nigdy nie nauczyłam się.

Dłubię, zmieniam motywy i poznaję nowe opcje, aby to „nowe dziecko” jakoś stworzyć i aby przystosować pod siebie!

Zastanawiam się jakiego chcę bloga i doszłam do wniosku, że będzie tutaj na biało i bez żadnych fruwających i latających opcji, aby nic czytelnika nie rozpraszało.

Jako tako już to wygląda, ale sądzę, że dalej będę bloga poprawiała i zmieniała, aby w końcu siebie zadowolić.

Pragnę coś ogłosić i otóż na nowy blog przeniosłam ponad 2 tysiące moich wpisów i to już jest dżungla nie do pokonania.

Wiecie co? Jestem dumna, że podczas 4 lat prowadzenia tamtego bloga obejrzałam na emeryturze sporo, wartościowych filmów, o których pisałam na tamtym blogu.

 

Jakie filmy więc oglądałam? – Dramaty z wysokiej półki,  bo kocham dobre kino.

Nie jestem fanką horrorów, ani łzawych obyczajowych, a lubię konkretne kino, które wnosi jakieś wartości i daje do myślenia i takie filmy pamięta się na zawsze.

Zachęcam więc do odwiedzenia tagu – film, kino, a może sobie coś na święta wybierzecie.

Myślę, że mam dobry gust i się nie zawiedziecie.

Polecam też inne tagi, gdzie pisałam o rodzinie, małżeństwie, dzieciach i wnukach.

Idą święta, a więc coś trzeba szykować i modyfikację bloga zostawiam na po świętach.

Jestem zresztą zmęczona dłubaniem, ale i tak jestem z siebie dumna, bo wszystko zrobiłam sama, ale kosztowało mnie to sporo czasu i teraz muszę odpocząć, bo oczy wyjdą mi z orbit! 😀

 

Onet pokazał nam środkowy palec!

 

Jak to się mówi, że najbezpieczniej jest pisać do szuflady, ale w ten sposób nie podzielimy się naszymi przemyśleniami, wierszami, opowiadaniami, czy napisaną książką.

Ludzie uwierzyli w szczerość platformy na Onet i latami poświęcali swoje, wolne chwile na pisanie bloga na tej platformie.

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o kasę.

Gdyby nie Czarownica z bagien, to bym nic nie wiedziała, bo rzadko zaglądam na pocztę, gdzie aktywowałam bloga.

Dziękuję Ci Czarownico za troskę.

Co teraz? Teraz wielkie sprzątanie starego bloga – przegrywanie, co podobno jest mozolne i wgranie treści na nowego bloga, aby ich nie utracić.

Stracimy wszyscy statystykę starego bloga i możemy stracić zdjęcia i komentarze!

Jest mi bardzo przykro i wielu innym użytkownikom, którzy też dostali kopa w de… od szumnie brzmiącego Onetu.

Może zamieszczę tutaj jeszcze kilka notek, a jest ich ponad 2 tysiące!

Szkoda wielka, że tak postąpiono z tak wielką, rzeszą uczciwych ludzi, którzy uwierzyli, że światem nie rządzi kasa!

Pozdrawiam wszystkich moich czytelników i powoli ewakuuję się w nowy, nieznany jeszcze świat.

Wesołych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia.

Podaję nowy adres do mojego, jeszcze, dziewiczego miejsca!

https://lustrocodziennoscikalinaxy.blogspot.com/

Nie mogę już o wszystkim pisać – cenzura!

Powyższe zdjęcie zrobiłam z okna naszego szpitala.

Mama znowu trafiła na oddział i w związku z tym codziennie będę miała pewien odcinek miasta do pokonania.

Na zdjęciu miasteczko pokazałam jakby od podszewki i nie wygląda to za pięknie, ale każde miasto ma swoje niezbyt ładne zakątki.

Kiedy tylko wylezę ze swojego gniazda z laptopem w roli głównej do realu, to stykam się z czymś tak zaskakującym i nie wiarygodnym, oraz podłym, że faktycznie lepiej siedzieć dupskiem w swoim mieszkaniu i nie stykać się z życiem realnym – tak jest bezpieczniej! Mówię Wam, a może tylko ja mam takiego pecha!

Do dzisiaj nie mogę zapomnieć chęci adopcji pieska ze schroniska, gdyż chcieliśmy na stare lata dać pieskowi dom.

Tak jak zostaliśmy potraktowani – my miłośnicy zwierząt przez kierowniczkę – na zawsze zabiło w nas chęć adopcji psiaka ze schroniska.

Piesek był obiecany komu innemu, a nam się dostało znienacka, mocno, wstrętnie.

Nie mam pojęcia, co się z ludżmi porobiło, że potrafią tak bezczelnie uderzyć i nie ma żadnej reflekcji, aby przeprosić.

Świat chamieje na potęgę i ludzie chamieją, a dlaczego tak się dzieje, to ja tego nie wiem!

Wydaje mi się, że w związku z dojściem do władzy PiS  – coś się ze społeczeństwem stało i każdy się boi.

Jesteśmy zastraszeni na każdym odcinku i strach się odezwać, bo lepiej milczeć, aby nie narazić się nikomu i nie wejść w jakiś konflikt.

Dlaczego tak piszę?

Ano dlatego, że mam w głowie masę tematów, o których mam chęć napisać, ale mojego bloga czyta wielu miejscowych i w związku z tym nie mogę pisać prawdy.

Nie jestem nikim ważnym, a jednak proszą mnie niektórzy, abym nie poruszała pewnych tematów – prawdziwych tematów z życia wziętych!

Dziś dziennikarz – Wojtek Bojanowski otrzymał nagrodę za rzetelne dziennikarstwo, ale ja nie jestem Bojanowski.

Mam na końcu jęzora tematy, które  budzą mój sprzeciw i nie godzę się na taką rzeczywistość, ale niestety przyszły czasy, że „morda w kubeł”.

Jestem osobą na celowniku i represjonowaną, a więc będę pisała, ale na tematy bezpieczne, a więc kuchnia, kwiatki i rabatki.

Skutecznie zamknięto mi buzię!

Dziś wędując po moim mieście zauważyłam wielu ludzi o kulach, laskach i balkonikach. 

Stajemy się społeczeństwem starzejącym się i to widać na ulicy.

Mimo 500+ ludzie się nie rozmnażają jak króliki i w 2080 roku podobno będzie nas tylko 29 milionów!

Ludzie dają dyla z Polski i jest bardzo niski przyrost naturalny.

Teraz na emeryta pracują 4 osoby, a za chwilę będą tylko 2!

To widać już w moim  miasteczku kiedy idąc potykałam się o starość!

Smutne to, bo za chwilę i ja będę łaziła o lasce i trafię do szpitala może, gdzie pielęgniarka mi pomoże, albo i nie!

Dziś napisałam takie coś w związku z pobytem w szpitalu:

Dziećmi i dorosłymi jesteśmy tylko raz.
Potem staniemy się tylko starymi ludźmi, którymi się pogardza!

Wzięłam aparat i tak sobie cykałam, to moje, ciche, starzejące się miasteczko!

 

 

 

 

Życie pisze samo scenariusze – do wpisów na blogu!

Na swoim Facebooku Małgorzata Kalicińska – polska powieściopisarka – moja rówieśniczka, zostawiła bardzo romantyczny wpis.

Ukradłam go, gdyż bardzo mi się spodobał i doceniam Jej miłość do swojego męża, o którym pisze tak:

Małgorzata Kalicińska

„Za oknem robi się jasno, ale to nie jest już wczesnojesienna jasność. Dzisiaj chyba pada.
Antek śpi – oddycha równo, spokojnie. Leży do mnie tyłem. Ma krótkie siwiejące z tyłu włosy. Z przodu już zupełnie mlecznobiałe. Ogorzałą i pomarszczoną szyję i spore uszy. Teraz widzę jego lewe. Między muszlą ucha, a włosami jest taki pasek skóry z dwiema podłużnymi zmarszczkami. Dotykam ich opuszkiem palca bo to taka nieważna część ciała, widoczna tylko dla mnie. Nie wiem czemu wzrusza mnie to jego ucho. Jest ciepłe i to miejsce którego dotykam takie mięciutkie…”
(„Trzymaj się, Mańka”)

Co kochacie w swoich mężach?
Marianna kocha jego uszy. Ja zawsze ciepłe dłonie i „tak w ogóle” – oczywiście, że kochamy „w ogóle”, ale ja pytam o szczegóły, bo każdy je ma.
Mają Wasi panowie jakieś ukochane cechy? Zmarszczki „uśmiechowe”, szczególny zarys nosa? Zawsze ciepłe stopy w łóżku? Powiedzonko? Albo to, że gdy przytula wszystkie strachy uciekają?
Bo przecież kochamy tych naszych mężów. Jesteśmy razem i zapewne oni też nas kochają choć nie umieją o tym mówić. 🙂

Pod tym wpisem posypały się komentarze jej wielbicielek i okazuje się, że każda kobieta, żyjąca w zgodnym od lat związku ma swoje ulubione cechy w swoim mężczyźnie życia.

Ważne jest to w związkach, aby się nie tylko kochać, ale i umieć dostrzec w drugim człowieku to coś – co pociąga i tworzy w tym związku ogromną więź.

****************************************************

Dziś był przepiękny, jesienny dzień. Cała Polska tonęła w słońcu, które przedzierało się między kolorową jesienią.

Mój Mąż zaproponował mi coś, co mnie  ucieszyło, a powiedział – ” Szykuj się żono, bo jedziemy w plener łapać jesień w obiektyw.

Od razu przypomniała mi się piosenka Zdzisławy Sośnickiej pt. „Bez ciebie jesień”.

Piszę o tym dlatego, że kocham w swoim Mężu spontaniczność, którą mnie porywa do działania i daje kopa do większej aktywności i jestem Mu za to wdzięczna!

Odpowiadam więc Małgorzacie Kalicińskiej w te oto słowa, które pasują do wszystkich pór roku, bo nie tylko do jesieni.

Kocham w swoim Mężu radość życia, a także to, że śmieje się z mojego poczucia humoru, który jest często sarkastyczny, prześmiewczy, dobitny, ale Jego to bawi.

Jesteśmy ze sobą 41 lat i było różnie, bo na noże, ale na stare lata potrafiliśmy zbudować coś bardzo mocnego i tylko śmierć nas rozłączy.

A teraz moja piosenka dedykowana mojemu Mężowi:

W błękicie mamy swój dom na wyspie słońca
W błękicie mamy swój ląd zwyczajnych spraw
Jesteś mój, czemu więc
Tak często myślę, że

Bez Ciebie jesień dogoni mnie
Bez Ciebie marzeń oduczę się
Bez Ciebie pasjans nie wyjdzie mi w pochmurne dni
Bez Ciebie zmartwi mnie byle co
Bez Ciebie nic nie będzie mi szło
Bez Ciebie na zawsze schowam się na serca dnie

Jeszcze wciąż jest tyle słońca
Jeszcze nam nie płynie czas
Jesteś mój, czemu więc
Tak często myślę, że

Bez Ciebie wino utraci smak
Bez Ciebie nigdy nie powiem,”tak”
Bez Ciebie drogi zasypie wiatr popiołem z gwiazd
Bez Ciebie smuci mnie każdy wiersz
Bez Ciebie nie przychodzi sen
Bez Ciebie w jesień zapadnie świat na tysiąc lat

Bez Ciebie jesień dogoni mnie
Bez Ciebie marzeń oduczę się
Bez Ciebie pasjans nie wyjdzie mi w pochmurne dni
Bez Ciebie zmartwi mnie byle co
Bez Ciebie nic nie będzie mi szło
Bez Ciebie na zawsze schowam się na serca dnie

Bez Ciebie jesień…

Oto Pani Małgosia ze swoim mężem:

 

 

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=-XnVeTed0QA&list=RD-XnVeTed0QA&t=32

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mała rocznica mego bloga!

 

9 czerwca 2013 roku, w godzinach porannych założyłam sobie bloga.

Dziś stuknęło właśnie 4 lata!

Nie było dnia, abym nie miała czasu, aby dodać nową notkę.

Piszę przeważnie wieczorem i jest to dla mnie czysta przyjemność.

Tematy są zróżnicowane i w zasadzie zawsze jest o czym napisać.

Obserwuję i słucham, a także robię zdjęcia i tematy jakoś same do głowy przychodzą.

Piszę dla siebie, a może i dla Wnucząt, które kiedy dorosną znajdą bloga babci w sieci.

Lubię dobre kino i jeśli film mi się podobał, to go na blogu rekomenduję też.

Jest dużo tematów politycznych, które też mnie interesują i czasami politycznie się wyżyję na klawiaturze!

Mam opublikowanych 1921 wpisów i sama nie wiem jak to się stało! 😀

Codziennie bloga odwiedza około 100 osób i to też mnie cieszy oczywiście, choć jeśli jest mniej, to nie drę szat.

Czasami mam wenę i napiszę nieudolny wiersz, ale skoro dusza krzyczy o rymy, albo nie rymy, to coś tam się stworzy.

Miałam momenty załamania, że chciałam bloga zamknąć raz na zawsze, ale potem ten zły humor mi mijał. 😀

Nie wiem ile czasu jeszcze będę pisała, bo to zależy od tego jak mi zdrowie pozwoli, ale jak na razie nie zanosi się na nic złego.

Pozdrawiam przyjaciół bloga i nieprzyjaciół też. Macham wiosennie!

Ale dziś też nie spocznę na laurach i wstawię tekst „cudzy” tym razem, bo jutro mamy kolejną miesięcznicę katastrofy smoleńskiej i już się boję, bo wydarzyć się może coś niepokojącego.

Pocieszające jest to, że kończy się paliwo w obchodach tej katastrofy na Krakowskim Przedmieściu.

A więc:

http://crowdmedia.pl/wysychajaca-zyla-zlota-miesiecznic-smolenskich/

Wysychająca żyła złota miesięcznic smoleńskich.

 

Aż 74% uczestników sondażu przeprowadzonego przez Instytut Badań Pollster uważa, że Prawo i Sprawiedliwość powinno skończyć z organizacją miesięcznic smoleńskich. Nie sądzę, żeby ktoś z organizatorów przejął się tym badaniem. Niemniej jednak jest to jasny sygnał oraz obraz skali upadku całej otoczki towarzyszącej od siedmiu lat katastrofie smoleńskiej. Jeżeli dodamy do tego spadek liczby osób wierzących w zamach, to otrzymujemy egzemplifikację nieskuteczności całej narracji.

d momentu przejęcia władzy wybitnie nie idzie PiS-owi wyjaśnianie katastrofy smoleńskiej. Odzyskanie wraku miało być czymś prostym i czymś tak banalnym w sztuce, że minister Waszczykowski jeszcze przed objęciem urzędu zapewniał, że jest to tylko kwestia dobrej dyplomacji. Dzisiaj przekaz partyjny snuje się w starym dobrym stylu. Po ponad roku rządów niemożność odzyskania wraku jest winą Platformy Obywatelskiej. Siedem lat szukania bomby i wybuchów miało swój finał 10 kwietnia, gdy Wacław Berczyński ogłosił, że na pokładzie samolotu z Lechem Kaczyńskim nastąpiła eksplozja ładunku termobarycznego. Po miesiącu nie ma ani bomby na pokładzie oraz teorii o wysadzonym w powietrze prezydencie, ani samego przewodniczącego podkomisji smoleńskiej, który swoim nazwiskiem firmował te rewelacje. Takie niespełnione obietnice i szemrany ucieczkowicz na pewno nie pozostały bez swojego odbicia na ostatnich badaniach opinii publicznej.

Zaledwie 14% utożsamia się z miesięcznicami smoleńskimi. Z jednej strony to dużo, ponieważ nadal istnieje znacząca – z punktu widzenia finansowego – grupa ludzi, którą można strzyc jak barany na różnego rodzaju pamiątkach jak płyty dvd, zdjęcia, książki czy nawet raporty smoleńskie, które swego czasu można było kupić za jedyne 60 złotych. O tym jak ogromny jest to biznes, można było przeczytać w książce byłego dziennikarza Gazety Polskiej, Leszka Misiaka pod tytułem „Prawicowe dzieci czyli blef IV RP”.

„(…)Nasze śledztwo to była żyła złota dla Gazety Polskiej. (…) Spółka NWP (Niezależne Wydawnictwo Polskie przyp. autora) zarabiała, jak twierdziła w rozmowie ze mną sekretarka, miliony. Takiego samego sformułowania (o milionach) użył potem rozmawiając ze mną Antoni Macierewicz, a gdy zdziwiłem się, potwierdził: „tak, tak, miliony”. Po tragedii smoleńskiej prywatny koncern rósł w siłę finansową. Uruchomił portal internetowy niezalezna.pl, telewizję VOD, a później Gazetę Polską Codziennie. Płyty, gadżety, wszystko przynosiło dochód ogromny.(…) W redakcji żartowano na korytarzu mówiąc o ludziach wydających media „strefy wolnego słowa”: „rodzina Soprano”, co może było nadużyciem, ale kontekst nie pojawił się przypadkowo(…)”.

„(…) O finansowej motywacji Tomka Sakiewicza i Katarzyny Hejke dotyczącej Smoleńska przekonałem się, gdy w GPC pojawiły się czołówki w stylu „Tupolew został zestrzelony”, niewiele ponad rok po katastrofie, bez żadnego merytorycznego uzasadnienia, co było ewidentną nadinterpretacją. (…) Tomasz Sakiewicz nakręcał ten interes. A to płyty, nachalnie dołączane do GP i podwyższanie jej ceny z 3,90 zł na 6.90 zł. Tłoczenie płyt to koszta niewielkie w stosunku do narzuconej ceny, o tym zresztą mówiło się w redakcji. (…) Te płyty, które „żarły”, jak mówiło się w redakcji (czyli wyjątkowo dochodowe) powielano w kolejnych wersjach. A trzeba podkreślić, że czytelnicy GP to w dużej mierze emeryci, którzy nie mają nawet odtwarzaczy DVD, więc Sakiewicz, który zdaje sobie z tego przecież sprawę, wiedział, że „nie dotrze pod strzechy” i że są to ludzie w większości ubodzy. Ale są tak głęboko patriotyczni, ufający Sakiewiczowi, że wydadzą „ostatnią” złotówkę, by kupić gazetę, choćby z płytą z filmem, którego prawdopodobnie nie obejrzą(…)”.

Od strony politycznej 14% to jest połowa elektoratu Prawa i Sprawiedliwości i tak jak pisałem na początku, jest to generalnie porażka obozu rządzącego. Na zdrowy rozum, gdy dochodzi się do władzy i ma się wszelkie narzędzia, żeby udowodnić swoją wersję, a do tego wmawia się przez 8 lat całej opinii publicznej, że jest się lepszym od reszty świata, to ten wynik powinien być conajmniej razy dwa. Jeżeli jednak spojrzymy na liczby bezwzględne, to owe 14% jest nadal około milionem głosów. Albo inaczej. Nie milionem głosów, tylko milionem portfeli do wyczyszczenia z gotówki, które za bardzo nie obchodzą w kontekście Smoleńska Jarosława Kaczyńskiego, ale są bardzo pożądane przez Tomasza Sakiewicza i orbitujące wokół PiS-u środowiska lub stowarzyszenia, które wyrosły na katastrofie smoleńskiej.

Myślicie, że Tomasz Sakiewicz ze spokojem przyjął deklarację prezesa – w wywiadzie dla Onetu – że koniec miesięcznic będzie wtedy, gdy zostaną wybudowane pomniki i pojawią się wstępne konkluzje dotyczące śledztw smoleńskich? Moim zdaniem był bliski zawału pomimo 6 milionów złotych, które wydusił z Ministerstwa Środowiska na prawicową organizację ekologiczną. Miesięcznice smoleńskie już na zawsze wpisały się w krajobraz naszego kraju i będą organizowane nawet wtedy, gdy społeczeństwo będzie mówiło w badaniach „precz z miesięcznicami”. Będą uskuteczniane nawet wtedy, gdy Jarosław Kaczyński powie dość, bo kasa Tomaszowi Sakiewiczowi musi się zgadzać.

 

Mówisz, że to tylko rok, a ja ci powiem, że ten rok, to więcej niż tysiąc lat w dewastacji Polski!

Po cichu
po wielkiemu cichu
idu sobie ku miastu na zwiadu
i idu i patrzu

[Na ulicach cichosza
na chodnikach cichosza
nie ma Komorowskiego
i nie ma Tuska. 😀

Wyszłam sobie dziś na spacer trochę przymusowo. Za oknem aura raczej na spacer nie zapraszała, bo zimno i mgliście, ale jak mus, to mus.

Szłam sobie tak i po drodze robiłam zdjęcia, bo coś się jednak w małym miasteczku działo.

Ekipa remontowa uszczelniała jakąś pękniętą rurę. Na trawniku porażająca ilość buteleczek po małpeczkach w jednym miejscu. W okół ładnego bloku dużo zieleni, co znaczy, że mieszkańcom tego budynku zależy na estetyce.

Ot takie przemyślenia po drodze zawsze mi się włączają, kiedy wychodzę z domu. Lubię obserwować małomiasteczkową rzeczywistość, ale do rzeczy.

Wystarczy słuchać ludzi i zapamiętywać, co mówią, a trochę mówią, co faktycznie dzieje się w moim miasteczku. Myślę, że tak dzieje się teraz w całej Polsce, bo i na wsi i w dużych miastach.

W moim miasteczku nie ma przemysłu już wcale. Jeśli ludzie pracują, to przede wszystkim w urzędach, szkołach, sądzie, w służbie zdrowia i tej roboty trzymają się rękoma i nogami. Jak wszyscy chcą żyć, ale niestety w mieście moim zapanował wielki strach. Ludzie lada chwilę mogą stracić swoją pracę, bo szemrze się o tym w kuluarach. Mają się dobierać do Wójtów, Burmistrzów i Prezydentów, a co się z tym wiąże – wiadomo, bo roszady.

Boją się nauczyciele i boją się urzędnicy. Boją się ludzie pracujący w sądach i szpitalach, gdyż walec PiS nie oszczędzi nikogo.

W moim mieście ludzie zamilkli i boją się wypowiadać na temat obecnej linii partyjnej. Ludzie są zastraszeni i to się czuje w rozmowach z nimi. Padł na ludzi blady strach, że nawet małżeństwa pracujące w oświacie mogą nagle stracić robotę. Oboje!

Jeśli walec będzie wyrównywał wszystko, to ludzie zaczną masowo wyjeżdżać z Polski i moje miasto stanie się miejscem starych ludzi, gdzie tylko kościół w środku miasta będzie na nich czekał.

Ileż młodzieży wyjechało z Polski, bo nie mieli tu perspektyw, a teraz wyjedzie ich jeszcze więcej,  bo walec wyrówna wszystko i nie będzie się liczyło żadne wykształcenie, a znajomości w tej machinie niszczącej.

Wystarczy przyłożyć ucho gdzie trzeba, by usłyszeć szmer strachu i widzieć zdziwione oczy, że nie spodziewali się tego, co robią teraz z Polską. 

Ciekawe czasy nastały i będzie o czym pisać, choć niektórzy zadają mi pytanie – na co mi ten blog. Po co właściwie piszę?

Owszem, jestem w wieku seniora, ale czy to oznacza, że mam nie zabierać głosu w sprawach arcyważnych? 

Mam siedzieć w fotelu i szydełkować skarpety dla wnucząt, których nigdy nie założą? Mam dziergać swetry dla nich, których też nie założą?

Piszę bo lubię, bo mnie interesuje, bo się buntuję, bo myślę jeszcze, bo się wściekam, bo mnie dziwi i ćwiczę swój mózg i pobudzam go do aktywności, a więc dajcie mi spokój.

Chcę pozostawić po sobie coś i choć nie raz denerwuję kogoś, to pisać będę do czasu, kiedy mi zdrowie dopisze.

Kiedyś zamilknę!

 

 

 

 

 

 

Nie dam się zastraszyć!

Mój blog zatacza coraz szersze kręgi i ludzie mnie czytają, ale kompletnie bez zrozumienia.

Jeśli coś piszę, to nie po to, by kogoś urazić, ale są tematy, o których aż chce się pisać i życie dostarcza ich coraz więcej.  Jednak ludzie różnie moje słowa interpretują i jedna pani drugiej pani w małomiasteczkowym środowisku przekazuje i jest to powód do plotek.

Ludzie zawsze kochali ploteczki i czerpią je zewsząd, aby tylko coś się działo i było o czym rozmawiać przy kawie, albo w pracy – tzw. ciotki klotki, a ja nie cierpię plotek!

Muszę więc cedzić słowa i dlatego więcej na blogu będzie kopiuj – wklej, niż moich osobistych przemyśleń. Jednak sobie myślę, że nie należy dać się zastraszyć!

Szkoda, że tak mi się zamyka buzię i może czas zamknąć tego bloga, by otworzyć innego – mniej popularnego? Trzeba to przemyśleć, choć „Lustro codzienności” jest mi bardzo drogie i ja wytrwam!

Trudno też w dzisiejszych czasach pisać o polityce, bo robi się w kraju coraz groźniej i już zamykają ludzi za poglądy i przeszłość. Mogą zamknąć i mnie!

Robi się jak w Korei i niedługo brat będzie donosił na brata i w końcu dojdzie do walki bratobójczej!

Każdego dnia w obecnej rzeczywistości, czyta się od rana o strasznych postanowieniach tego rządu, które godzą w naszą wolność słowa i nie tylko.

Dziś przeczytałam, że za handel w niedzielę sprzedawcy będą zamykani do więzienia, ale to nie wszystko, bo kupujący też pójdzie do więzienia.

Płakać się chce z tego powodu, że oni mogą zrobić z nami wszystko, bo mają większość i będą nas każdego dnia straszyli. Nie wyjdziemy na ulicę demonstrować, bo wejdzie zakaz zgromadzeń!

A teraz przyszedł czas na wklejkę, choć jak pisałam nie dam się zastraszyć!

Ciekawe jak się czują Ci, którzy przy urnach nie myśleli!

Moje państwo chce, bym stąd wyjechał

29 listopada 2016 | 14:42
Mój list jest wyrazem bezsilności wobec rzeczywistości, która jeszcze niedawno zdawała mi się mnie nie dotyczyć.

Postanowiłem napisać, ponieważ przeczytałem artykułyWojciecha Czuchnowskiego dotyczące obniżenia emerytur „pracownikom państwa totalitarnego”. 

Mój list jest wyrazem bezsilności wobec rzeczywistości, która jeszcze niedawno zdawała mi się mnie nie dotyczyć. Nie potrafię powiedzieć, czego spodziewam się po tej korespondencji. Nie wiem, czy mogę czegokolwiek… 

Jestem 33-letnim, starszym synem 57-letniego, emerytowanego oficera policji w stopniu nadkomisarza. Mój ojciec po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął studia na wymarzonym Wydziale Lotnictwa Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie. 
Ze względów zdrowotnych zmuszony był do ich przerwania na trzecim roku nauki. 
Ukończył kurs nauczycielski, przez jakiś czas pracował w szkole podstawowej (uczył WF-u i PO). Dyrektorem tej szkoły była moja babcia, członkini PZPR; można zatem powiedzieć, że ojciec był lokalnym „dzieckiem resortowym” :-). 

Ukończył cywilne studia pedagogiczne ze stopniem magistra. W 1987 roku rozpoczął pracę w milicji w niewielkim, dziś powiatowym mieście w środkowej Polsce. Następnie przeszedł pozytywną weryfikację i przez kolejnych 18 lat pełnił służbę dla III RP.
Przez cały ten czas z dumą i szacunkiem nosił mundur, w klapę którego była wpięta dęblińska odznaka spadochroniarza. Był uczciwym, zasadniczym policjantem i dobrym człowiekiem, czym zyskiwał szacunek i zaufanie ludzi. Był silnym mężczyzną, który często powtarzał swoim synom, jak ważna jest Ojczyzna. 

Jest świadomym patriotą, pasjonatem historii, który z szacunkiem odnosi się do przeszłości, kultury i dziedzictwa naszego kraju. Zarówno on, jak i jego mama wychowywali nas w poczuciu godności, dumy z historii i przynależności do Wspólnoty – Polski. Ze świadomością ofiary, jakiej wymagała wolność. Zawsze dbał o szacunek dla instytucji policji i o honor funkcjonariusza. Jest uczciwym obywatelem. Płaci podatki, nie jeździ na gapę, dokarmia zwierzęta, nie wyrzuca śmieci do lasu. 

Kilka dni temu dowiedział się, że jest nikim 

Patrzę na Niego i jest mi przykro. I nie dowierzam, do czego skłonne jest państwo prawa, aby w imię poklasku gawiedzi, zadowolenia kościelnych hierarchów pozbawić swoich małych, ale szlachetnych (a może po prostu uczciwych, oddanych) obywateli godności, przekreślić ich dokonania, uczciwy wkład w kształtowanie nowej Polski w tamtych przecież trudnych, niejednoznacznych czasach przełomu, choćby nawet był on, zachowując proporcje, niewielki. 

Patrzę i jest mi wstyd, że żyję w takim kraju. Chciałbym mojemu ojcu jakoś pomóc. A nie mam pojęcia jak. Wiem, że w 2009 roku był podobny projekt ustawy, który przepadł w Trybunale Konstytucyjnym. Ale teraz… 

Mój młodszy brat od kilku lat służy w policji. Od dziecka marzył o mundurze… 

Ja jestem lekarzem 

 Pracuję w dużym ośrodku szpitalnym w Trójmieście. I chociaż to już wątek na inną historię, chcę go rozwinąć. Poza publicznym pracuję w sektorze prywatnym, spędzam w sumie ponad 300 godzin każdego miesiąca, pracując, aby zapewnić odpowiedni poziom życia sobie i swojej rodzinie. 
Do tej pory nie obciążałem państwa swoimi potrzebami. Spłacam kredyt mieszkaniowy, moje dziecko wraz z żoną zaszczepiliśmy prywatnie, chodzi do prywatnego przedszkola, ma prywatnego pediatrę. Nie odebraliśmy „becikowego”. Nie obciążamy systemu. I do tej pory jedyne, czego oczekiwałem od państwa, to to, żeby mi i mojej rodzinie nie przeszkadzało.

Okazało się, że to jednak oczekiwania wygórowane 

Moje państwo chce bowiem obciążyć moją działalność gospodarczą podatkiem, który ma rzucić mnie na kolana i zrównać z kolegami z dzieciństwa, którzy zamiast uczciwej, opodatkowanej pracy utrzymują się z nielegalnego zatrudnienia, dzięki czemu utrzymują prawo do otrzymywania zasiłku „500 plus”. 
  
Moje państwo zwraca się przeciwko mnie. Moje państwo chce, bym stąd wyjechał. 

Jest mi z tym źle. 

http://wyborcza.pl/7,95891,21046900,moje-panstwo-chce-bym-stad-wyjechal.html