Archiwa tagu: trauma

Gwa艂t – bo ona sama tego chcia艂a!

Korwin-Mikke o ofierze gwa艂tu: Je艣li nie krzyczy, to wida膰 tego chce.

Tak si臋 wypowiedzia艂 polski polityk w sprawie gwa艂tu na kobietach!

Mia艂am jakie艣 30 lat!

Ju偶 by艂am 偶on膮 i matk膮 i jednego, letniego wieczoru postanowi艂am i艣膰 na spacer w stron臋, gdzie M膮偶 naprawia艂 motor贸wk臋 z my艣l膮, 偶e do domu wr贸cimy razem!

Dzieci akurat spa艂y u mojej Te艣ciowej, a wi臋c wybra艂am si臋 alejk膮 nad jeziorem, by mie膰 romantyczny spacer z M臋偶em!

W pewnym momencie drog臋 mi zagrodzi艂o czterech 17/18 latk贸w i zacz臋艂o si臋!

Powalili mnie na piaskow膮 skarp臋 i ja sama nie mia艂am szans!

Zacz臋艂a si臋 walka moja z ca艂ych si艂, taka, 偶e z uszu wylecia艂y mi kolczyki, a ubranie mia艂am podarte i gdyby nie przypadek, to dosz艂o by do gwa艂tu zbiorowego, kt贸rego mog艂abym nie prze偶y膰!

Oni zobaczyli, 偶e alejk膮 jedzie patroluj膮ca suka z milicj膮 i mnie pu艣cili, a sami udali si臋 biegiem do domk贸w wypoczynkowych, gdzie mieszkali jako zawodnicy wodni z Niemiec!

Nie pami臋tam jakim cudem uda艂o mi si臋 zatrzyma膰 tych milicjant贸w i wykrzycza艂am im, 偶e oto sta艂a mi si臋 wielka krzywda.

Uda艂o si臋 milicji ich pojma膰 i to milicja w贸wczas聽 – prowadzi艂a moj膮 spraw臋.

Za jaki艣 czas otrzyma艂am t艂umaczone pismo procesowe, 偶e ka偶dy z nich w Niemczech otrzyma艂 po 1.5 roku bezwzgl臋dnego wi臋zienia!

Po latach spotka艂a mnie powt贸rka z tego horroru, o kt贸rym ju偶 nie chc臋 pisa膰 ze szczeg贸艂ami, bo wci膮偶 boli, a wysz艂am z tego z powyrywanymi palcami u r膮k, bo tak si臋 broni艂am.

Typa nie zna艂am, a wi臋c nie posz艂am z tym na policj臋!

Nie mia艂am si艂y na zg艂aszanie, dochodzenie i spraw臋 s膮dow膮!

Le偶a艂am tydzie艅 po tym w 艂贸偶ku, abym jako艣 upora艂a si臋 z depresj膮!

Nikt mi nie pom贸g艂 z rodziny, a tylko m贸j M膮偶 i moje dzieci, kt贸re ok艂ada艂y moje d艂onie kapust膮, aby zniwelowa膰 b贸l!

Kobiety zazwyczaj boj膮 si臋 przyznawa膰, 偶e zosta艂y zgwa艂cone oboj臋tnie przez kogo, gdy偶 budzi si臋 w nich poczucie winy, 偶e mo偶e kobieta sama tego chcia艂a, ale ja si臋 nie wstydz臋!

To nie ja zrobi艂am komu艣 krzywd臋, a krzywd臋 wyrz膮dzono mi – kobiecie przez bydlak贸w, kt贸rzy w mojej psychice zapisali si臋 na zawsze!

Ja za ka偶dym razem krzycza艂am ty gnoju Korwin – Mikke, a uraz zosta艂 we mnie na ca艂e 偶ycie!

Tego dra艅stwa nie zapomina si臋 w biegiem lat i nic si臋 nie zaciera w m贸zgu, a wr臋cz odwrotnie!

Przez tych drani do dzisiaj boj臋 si臋 wychodzi膰 z domu sama, a kiedy si臋 zdecyduj臋, to prze偶ywam emocjonaln膮 m臋k臋, bo wyobra偶am sobie, 偶e jestem naznaczona swoj膮 osob膮 takim聽 zbydl臋ceniem!

Jestem seniork膮 i pewnie nikt by mnie ju偶 nie chcia艂 zgwa艂ci膰, ale wyobra偶am sobie, 偶e zostaj臋 uderzona, powalona, by zabra膰 mi torebk臋, czy aparat fotograficzny, kt贸ry zawsze mam przy sobie!

Nigdy nie wyzb臋d臋 si臋 ju偶 tego strachu!

A jak wypowiadaj膮 si臋 zboki siedz膮cy w polityce o gwa艂cie na kobietach – czytamy:

O艣rodek Monitorowania Zachowa艅 Rasistowskich i Ksenofobicznych

 

„GWA艁CI膯 TRZEBA TAK 呕EBY NIE ZG艁OSI艁A” – OBRZYDLIWE KOMENTARZE CZ艁ONK脫W PARTII KORWIN

„Ja w og贸le uwa偶am, 偶e gwa艂t mo偶e by膰 przyjemny ostatecznie. Najpierw m贸wi, 偶e nie chce i si艂膮 trzeba, a potem zadowolona i zaskoczona” – pisze Jakub Kulozik, cz艂onek m艂odzie偶贸wki Partii Korwin oraz radny m艂odzie偶owej Rady Miasta Katowice.

„Gwa艂ci膰 trzeba tak 偶eby tego nie zg艂osi艂a. Wtedy ona jest szcz臋艣liwa i Ty” – odpowiada mu Kamil Jablo艅ski, tak偶e cz艂onek m艂odzie偶贸wki oraz sekretarz okr臋gu Partii Korwin.

Dziwicie si臋? Przecie偶 tylko ma艂puj膮 swojego prezesa. To Janusz Korwin Mikke m贸wi艂, 偶e „kobiety zawsze si臋 troch臋 gwa艂ci”.

Na Facebooku znalaz艂am 艣wiadectwo dziewczyn, kt贸re zosta艂y zgwa艂cone i w tym kraju nikt ich nie broni, a ja wiem, 偶e ich trauma b臋dzie w nich do ko艅ca 偶ycia!

Kiedy gwa艂ci艂 mnie A., nie krzycza艂am. Mia艂am 17 lat, nie wiedzia艂am, co si臋 dzieje i nie dowierza艂am, 偶e ten mi艂y sympatyczny ch艂opak naprawd臋 robi mi krzywd臋. By艂am sparali偶owana. Nie by艂am w stanie powiedzie膰 ani s艂owa, nie by艂am w stanie si臋 ruszy膰. Przecie偶 dos艂ownie kilka godzin wcze艣niej rozmawiali艣my o tym, 偶e jestem dziewic膮 i nie jestem gotowa na seks, a on chwali艂 to, 偶e jestem taka dojrza艂a. Fakt, 偶e kiedy wszyscy inni obecni w mieszkaniu poszli spa膰, on przewr贸ci艂 mnie na 艂贸偶ko, przydusi艂 do niego i zacz膮艂 zdziera膰 to, co mia艂am na sobie, ca艂kowicie mnie sparali偶owa艂. Nie by艂am w stanie ani m贸wi膰, ani ruszy膰 si臋. Kiedy parali偶 min膮艂, wyrwa艂am si臋 i uciek艂am. I nadal nie by艂am w stanie m贸wi膰, kiedy obudzona przyjaci贸艂ka zapyta艂a mnie, co si臋 sta艂o. Po prostu zasn臋艂am obok niej, trz臋s膮c si臋. Pierwszy raz wspomnia艂am o tym wydarzeniu rok p贸藕niej i nadal nie by艂am gotowa na u偶ycie s艂owa 鈥瀏wa艂t鈥. To zaj臋艂o lata. A potem wstydzi艂am si臋, 偶e nie by艂am w stanie si臋 obroni膰. A przecie偶 odci臋cie si臋 to jedna z reakcji na traum臋. Tak pod艣wiadomo艣膰 chroni si臋 przed krzywd膮.
Kiedy gwa艂ci艂 mnie D., nie wiedzia艂am nawet, 偶e to gwa艂t, bo praktycznie nie kontaktowa艂am. By艂am pijana. Przed chwil膮 wypi艂am drinka, do kt贸rego dola艂 mi czystego spirytusu, kiedy nie patrzy艂am. Zach艂ysn臋艂am si臋, zacz臋艂am wymiotowa膰, alkohol przez to uderzy艂 mi do g艂owy mocniej. Wywlok艂am si臋 z toalety i pad艂am na 艂贸偶ko. Praktycznie nie wiedzia艂am, co si臋 wok贸艂 mnie dzieje, chcia艂am tylko zasn膮膰. Wtedy wszed艂 na mnie i wcisn膮艂 mi penisa do gard艂a. Nawet gdybym mia艂a si艂臋 krzycze膰, i tak kneblowa艂 mi usta penisem. Pami臋tam, 偶e my艣la艂am o tym, jakie to strasznie 偶enuj膮ce, wpycha膰 fiuta w zarzygane gard艂o. Nie mia艂am do niego pretensji, bo przecie偶 nie powiedzia艂am nie. Po prostu nie chcia艂am mie膰 z nim nic wsp贸lnego. Dopiero potem zrozumia艂am, 偶e 鈥瀞eks鈥 z osob膮, kt贸ra nie jest w stanie wyrazi膰 zgody, bo jest prawie nieprzytomna, to gwa艂t. Zawsze, ale jeszcze bardziej dobitnie, je艣li podst臋pem upi艂o si臋 t臋 osob臋.
Kiedy gwa艂ci艂 mnie M., nie krzycza艂am. Chwil臋 wcze艣niej skatowa艂 mnie brutalnie, siniaki goi艂y si臋 miesi膮c. By艂am zamkni臋ta z nim w pomieszczeniu, kt贸rego nie da艂o otworzy膰 si臋 od 艣rodka, a jedyny klucz by艂 w jego kieszeni. Mia艂 furi臋 w oczach. Wrzeszcza艂 na mnie i kaza艂 mi b艂aga膰 o wybaczenie. B艂aga艂am, bo ba艂am si臋, 偶e mnie zabije.
Kiedy 26-letni m臋偶czyzna gwa艂ci艂 14-latk臋, ta szarpa艂a si臋 i wyrywa艂a, ale nie krzycza艂a. S膮d uzna艂, 偶e gwa艂tu nie by艂o. Skaza艂 gwa艂ciciela na rok w zawieszeniu tylko z powodu wieku ofiary. To oznacza, 偶e je艣li b臋dzie dobrze si臋 sprawowa艂, nie sp臋dzi w wi臋zieniu ani dnia. 14 lat to wiek, w kt贸rym zgodnie z polskim prawem nie mo偶na wyrazi膰 艣wiadomej zgody, wi臋c ka偶dy 鈥瀞eks鈥 jest gwa艂tem, nawet taki, kt贸rego 14-latka by chcia艂a. Ta nie chcia艂a. Wyrywa艂a si臋 m臋偶czy藕nie starszemu o ponad 10 lat. Wyrywa艂a si臋, ale s膮d uzna艂, 偶e to nie wystarczy, bo powinna krzycze膰.
Powiedzmy sobie szczerze, nie chodzi wam o krzyk. Chodzi o obron臋 gwa艂cicieli. Wi臋c krzycz臋 teraz: Pierdolcie si臋 wszyscy, kt贸rzy macie w dupie przemoc wobec kobiet! Pierdolcie si臋, obro艅cy gwa艂cicieli! Pierdolcie si臋, gnoje, przez kt贸re kultura gwa艂tu w Polsce kwitnie, ofiary ko艅cz膮 zaszczute, a gwa艂ciciele maj膮 si臋 艣wietnie! PIERDOLCIE SI臉! Ten krzyk s艂yszycie?
Australia. 5-latek zgwa艂cony przez dzieci w wieku od 10 do 13 lat - Wiadomo艣ci

 

Trauma!

Ja nigdy o tym na blogu nie pisa艂am, a bloga pisz臋 7 lat i ka偶dego dnia ukazuje si臋 nowa notka i jest ich 2593!

 

Znalezione obrazy dla zapytania gwa脜聜t

Dzi艣 mia艂am mi艂y telefon i sobie pogada艂y艣my, ale w pewnym momencie zosta艂am zapytana dlaczego mnie tak ma艂o jest w przestrzeni publicznej, czyli jak to si臋 m贸wi – na mie艣cie.

Wiele os贸b mi m贸wi – wyjd藕 z domu, bo wiemy, 偶e 偶yjesz jak samotnica i tak jakby艣 si臋 zamkn臋艂a na 艣wiat.

Odpowiadam w贸wczas, 偶e jestem domatork膮 i tak mi jest najlepiej, cho膰 wiem, 偶e sporo trac臋, a 偶ycie mi ucieka przez palce.

Nikt nie wie ile mnie koszytuje ka偶de wyj艣cie z domu i ile barier musz臋 w sobie pokona膰.

Nawet kiedy id臋 w miasto na zdj臋cia, to mam trum臋!

Nikomu o tym nie opowadam, bo to by艂o traumatyczne prze偶ycie, kt贸re stygmatyzuje mnie jako dziwaczk臋.

Mia艂am mo偶e 33 lata i to by艂 cudowny letni wiecz贸r.

M膮偶 naprawia艂 silnik do motor贸wki w miejscowym WOPR i kiedy po艂o偶y艂am dzieci spa膰, postanowi艂am i艣膰 po M臋偶a w ramach spaceru we dwoje.

Na wysoko艣ci pla偶y czterch 18 latk贸w zagrodzi艂o mi drog臋, a byli to m艂odzi ludzie z Niemiec, kt贸rzy przyjechali do naszego miasta na zawody sportowe.

W pewnym momencie ogrodzili mnie i zawlekli do miejscowego parku i tam zacz臋艂a si臋 moja walka o przetrwanie.

Zerwali ze mnie ubranie…

Na szcz臋艣cie nasza Policja patrolowa艂a suk膮 ten park i ci ludzie mnie zostawili i uciekli.

Mia艂am na tyle si艂y, 偶e pobieg艂am na komisariat, kt贸ry by艂 blisko tego ataku i zg艂osi艂am napa艣膰.

Bardzo szybka reakcja nast膮pi艂a i trafi艂am z policj膮 na miejsce zakwaterowania ch艂opak贸w.

Nie zd膮偶yli si臋 nawet rozebra膰 i udawa膰, 偶e 艣pi膮, a moja pamie膰 wskaza艂a ich wszytkich.

Po tym ataku mia艂am wyrwane palce z d艂oni i wylecia艂y mi kolczyki z uszu, a ja d艂ugo dochodzi艂am do siebie i nigdy si臋 z tym nie pogodzi艂am i nie zapomnia艂am.

Za nied艂ugo otrzyma艂am pismo, 偶e ci ch艂opcy zostali skazani przez niemiecki s膮d na 1,5 roku wi臋zienia.

Dosta艂am wi臋c ten telefon z pytaniem, co aktualnie robi臋?

Odpowiedzia艂am, 偶e ogl膮dam telewizor i znowu zosta艂am zganiona, 偶e siedz臋 w czterech 艣cianach.

Boj臋 si臋 tak po po prostu, gdy偶 prze偶y艂am jeszcze jednen atak gwa艂tu, o kt贸rym ju偶 nie chc臋 pisa膰 nawet.

Wol臋 wi臋c by膰 bezpieczna w swoim, w艂asnym domu, ale nikt nie wie dlaczego mam traum臋 i zachowuj臋 si臋 tak, jak si臋 zachowuj臋.

Dzi艣 wi臋c ogl膮da艂am z przyjemno艣ci膮 program muzyczny na Polsacie pt. „Twoja twarz brzmi znajomo”.

Jak偶e si臋 ciesz臋, 偶e mamy w Polsce tylu utalentowanych ludzi, kt贸rzy wcielaj膮 si臋 w wielkie s艂awy piosenki polskiej i zagranicznej – jak偶e mnie聽 to cieszy, 偶e charakteryzacja przybli偶a ich wizerunkowo i oni pokazuj膮 swoje, cudowne talenty.

Ten muzyczny program sprawia mi ogromn膮 rado艣膰, bo wygrana osoba przekazuje pieni膮dze na cele charytatywne i prosz臋 pos艂uchajcie Niemena, kt贸rego za艣piewa艂 Filip Lato – mistrzostwo 艣wiata.

Mimo, 偶e mam 63 lata i ju偶 偶aden zwyrodnialec si臋 na mnie nie rzuci, to mam traum臋 do ko艅ca swoich dni i niech si臋 nikt nie dziwi, 偶e wol臋 m贸j, bezpieczny 艣wiat.

 

 

Dlaczego nic nie zauwa偶y艂a przez tyle lat?

Halina bieg艂a ulic膮 jak oszala艂a. Bieg艂a jakby na o艣lep i 艂zy strumieniem p艂yn臋艂y jej po twarzy zas艂aniaj膮c wszystko w oko艂o. Bieg艂a, potykaj膮c si臋 o kostki chodnika i kiedy zatrzyma艂 j膮 na chwil臋 obcy m臋偶czyzna i spyta艂 czy mo偶e jej w czym艣 pom贸c, to go odepchn臋艂a i kaza艂a si臋 nie wtr膮ca膰, a sama za chwil臋 ukl臋k艂a na chodniku i zanios艂a si臋 p艂aczem, a偶 m臋偶czyzna si臋 zaniepokoi艂 i chcia艂 wzywa膰 karetk臋 pogotowia, bo nie potrafi艂 jej pom贸c.

Pada艂 ulewny deszcz, a ona tak d艂u偶sz膮 chwil臋 siedzia艂a na chodniku, a deszcz i 艂zy zmy艂y jej makija偶. By艂o ju偶 ciemno i w ko艅cu uda艂o si臋 obcemu m臋偶czy藕nie lekko j膮 uspokoi膰 i 聽da艂a si臋 odprowadzi膰 do domu.

Byli z Jerzym 30 lat po 艣lubie. Szybko mieli dwoje, udanych dzieci, kt贸re w艂a艣nie wyfrun臋艂y z domu w 艣wiat. Halina cierpia艂a z tego powodu, bo dzieci to by艂 jej ca艂y maj膮tek i wielkie dla niej szcz臋艣cie. By艂a dumna, 偶e nigdy nie musia艂a si臋 wstydzi膰 za swoje dzieciaki, kt贸re dobrze si臋 uczy艂y i zdawa艂y kolejne klasy z wyr贸偶nieniem. Duma j膮 rozpiera艂a i dzieci zawsze przedk艂ada艂a nad pieni膮dze i maj膮tek, bo wola艂a mie膰 uk艂adne dzieci, ni偶 pi臋kne meble, dobry samoch贸d, czy te偶 zagraniczne wakacje. Wszystkie pieni膮dze inwestowa艂a w dzieci, zdaj膮c sobie spraw臋 z tego, 偶e kiedy艣 im to zaprocentuje i znajd膮 dobr膮 prac臋 i u艂o偶膮 sobie dobre 偶ycie.

Ludzie w mie艣cie szeptali po cichu, 偶e nie ma tak dobrego ma艂偶e艅stwa jakie stanowili i nie mogli si臋 nadziwi膰, 偶e Halina trafi艂a na tak wspania艂ego i troskliwego m臋偶a. Wsz臋dzie razem pod r臋k臋 szli na zakupy, czy te偶 do kina. Jerzy wyprostowany i bardzo przystojny szed艂 z ni膮 dumny niczym paw, a ona ze szczerym u艣miechem odpowiada艂a ludziom na pozdrowienia. Ona pra艂a i wiesza艂a na podw贸rkowych sznurkach, a on trzepa艂 chodniki i dywany. Ona my艂a okna, a on zak艂ada艂 firany i ludzie to widzieli, 偶e byli nieroz艂膮czn膮 par膮 z d艂ugoletnim sta偶em i gadali, 偶e taka mi艂o艣膰 si臋 nie zdarza.

Nagle zawis艂a nad ich ma艂偶e艅stwem smutna powinno艣膰, bo umar艂a ukochana matka Haliny, kt贸r膮 ogromnie kocha艂a. Mia艂a z matk膮 niesamowit膮 wi臋藕 i ludzie chwalili Halin臋 i Jerzego, 偶e nie zaniedbywali starszej pani i zawsze byli na jej zawo艂anie bardzo pomocni.

Starsza pani zapisa艂a im swoje mieszkanie w razie 艣mierci, a by艂o to bardzo pi臋kne mieszkanie w zabytkowej kamienicy z trzema, du偶ymi pokojami, gdzie ka偶dy architekt mia艂by z czym poszale膰, bo mieszkanie by艂o z wysokim sufitem, wielk膮 kuchni膮 i korytarzem.

Mieli je sprzeda膰, ale w ko艅cu stan臋艂o na tym, 偶e zostawi膮 je dla kt贸rego艣 z dzieci, je艣li zajdzie taka kiedy艣 potrzeba i faktycznie starszy syn wyrazi艂 gotowo艣膰, 偶e za rok, po sko艅czeniu studi贸w wr贸ci do miasta rodzic贸w i zamieszka w mieszkaniu po babci tym bardziej, 偶e chcia艂 si臋 zaraz 偶eni膰.

Mieli rok czasu, a wi臋c od艣wie偶yli mieszkanie nadaj膮c mu odrobin臋 innego wygl膮du, tak, aby by艂o bardziej ju偶 nowocze艣nie. Usun臋li rzeczy po babci, ale meble zostawili, bo by艂y wci膮偶 niespotykane i bardzo pi臋kne i 艣wietnie zadbane. Zostawili wspania艂e kwiaty w wielkich donicach, bo babcia je kocha艂a i nie wyobra偶ali sobie, aby tych ro艣lin si臋 pozby膰, tym bardziej, 偶e nadawa艂y one specyficznego charakteru i wspaniale komponowa艂y si臋 ze starymi meblami.

Halina by艂a szcz臋艣liwa, 偶e w mieszkaniu babci zamieszka jej ukochany syn i wkr贸tce synowa, kt贸r膮 pozna艂a i bardzo polubi艂a. By艂a szcz臋艣liwa, 偶e jej 偶ycie uk艂ada si臋 wci膮偶 jak po ma艣le, 偶e omija艂y j膮 w 偶yciu wi臋ksze kataklizmy, a je艣li si臋 pojawia艂y, to z moc膮 m臋偶a byli w stanie szybko je pokona膰 i l膮dowali na spokojnym brzegu 偶yciowego oceanu.

Pewnego dnia, kiedy mia艂a urlop, spokojnym krokiem, po s艂onecznej ulicy wybra艂a si臋 do mieszkania babci, by podla膰 ukochane jej ro艣liny. Raz w tygodniu, sama osobi艣cie je podlewa艂a, kiedy Jerzy nie mia艂 o tym zielonego poj臋cia, gdy偶 m臋偶czyznom takie babskie detale zwykle umykaj膮. Czasami mu m贸wi艂a, 偶e by艂a podla膰 kwiaty i przewietrzy艂a mieszkanie, ale jemu to wpada艂o tylko w jedno ucho, a drugim wylatywa艂o i nie przyjmowa艂 tej wiadomo艣ci za bardzo.

Wesz艂a do mieszkania i us艂ysza艂a jaki艣 g艂os, jakby gra艂a cichutko muzyka, co j膮 zdziwi艂o i pomy艣la艂a, 偶e mo偶e syn si臋 tu zjawi艂 i chcia艂 by膰 po prostu sam. Obesz艂a mieszkanie, wesz艂a do kuchni, potem stan臋艂a w korytarzu, ale nikogo nie by艂o. Muzyka p艂yn臋艂a w najmniejszego pokoju zwanym sypialn膮.

Otworzy艂a drzwi i zasta艂a w 艂贸偶ku swojego m臋偶a z koleg膮 z pracy, kt贸rego doskonale zna艂a, bo bywa艂 w ich domu na r贸偶nych uroczysto艣ciach od 30 niemal lat, a Jerzy przedstawia艂 go jako najlepszego kumpla, jakiego mia艂 w swoim 偶yciu, a Halina niczego przez te 30 lat nie zauwa偶y艂a! Wy艂a w parku na samotnej 艂awce do wieczora i nijak nie rozumia艂a. Gdzie mia艂a oczy, gdzie on mia艂 serce!

Kiedy ten obcy m臋偶czyzna j膮 podprowadzi艂 pod dom, och艂on臋艂a i szybko si臋 spakowa艂a. Spakowa艂a swoje najpotrzebniejsze rzeczy, troch臋 kosmetyk贸w i posz艂a do hotelu i wynaj臋艂a pok贸j na kilka tygodni. Z艂o偶y艂a spraw臋 o rozw贸d, a w mi臋dzy czasie sprzeda艂a mieszkanie po mamie, bo bardzo by艂y jej potrzebne pieni膮dze. Syn zrozumia艂 i c贸rka zrozumia艂a, 偶e matka musi si臋 pozbiera膰 po traumie i wspierali j膮 z ca艂ych si艂 jednocze艣nie wyrzekli si臋 ojca i nie chcieli z nim mie膰 nic do czynienia. Nie zrozumieli nigdy, dlaczego ich ojciec 偶y艂 przez tak wiele lat w k艂amstwie.

Wyjecha艂a w Bieszczady, kt贸re gdzie艣 tam kiedy艣 pokocha艂a, kiedy by艂a za dobrych czas贸w z rodzin膮. Kupi艂a niewielki domek, bez wyg贸d. Kupi艂a farby i p臋dzle i du偶o p艂贸tna i malowa艂a obrazy do utraty tchu. Zawsze mia艂a talent, a jej obrazy wspaniale si臋 podoba艂y i sprzedawa艂y, 偶e zarabia艂a dobre pieni膮dze, ale najbardziej jej chodzi艂o o to by odzyska膰 r贸wnowag臋 psychiczn膮, a pejza偶e by艂y jak tabletki na uspokojenie. Wykre艣li艂a Jerzego ze swojego 偶ycia raz na zawsze jednym, zdecydowanym machni臋ciem p臋dzla. Zawsze by艂a siln膮 kobiet膮!

Uda艂o si臋 jej 馃檪

Nie wszyscy si臋 podnosz膮!

Jakie艣 40 lat temu On i Ona stan臋li na 艣lubnym kobiercu i przyrzekli sobie mi艂o艣膰, a偶 do 艣mierci. Ta przysi臋ga magiczna jak zawsze, kiedy dwoje ludzie postanawia si臋 zwi膮za膰 i razem ci膮gn膮膰 ten w贸zek, bo samemu jest 藕le, a czasami ci臋偶ko. Tak jeste艣my instynktem stworzeni, 偶e nie lubimy samotno艣ci i 偶ycia w pojedynk臋, cho膰 s膮 w艣r贸d nas wyj膮tki.

Min膮艂 rok od 艣lubu i urodzi艂a si臋 im dziewczynka. 艢liczna blondyneczka i na szcz臋艣cie zdrowa. Mama zaj臋艂a si臋 wychowaniem dziecka, a tata chodzi艂 do pracy. 呕yli skromnie, ale mieli swoje mieszkanie, cho膰 nie wielkie.

Min臋艂y dwa lata i mama powi艂a drug膮 c贸reczk臋, a wi臋c przyby艂o im obowi膮zk贸w. Mama bardzo troskliwie zajmowa艂a si臋 swoimi dzie膰mi, kt贸re ros艂y jak na dro偶d偶ach. Wida膰 by艂o kobiet臋 z w贸zkiem, kiedy robi艂a zakupy w pobliskich sklepikach. Cz臋sto siedzia艂a z dziewczynkami na 艂awce przy piaskownicy, kiedy maluchy bawi艂y si臋 z innymi dzie膰mi. Kiedy by艂o lato, zabiera艂a prowiant i sz艂a z dzie膰mi na ca艂y dzie艅 – na pla偶臋, aby si臋 wyszala艂y do woli. Opalone dzieciaki codziennie by艂y na 艣wie偶ym powietrzu, a tata wci膮偶 pracowa艂, aby zapewni膰 im godne 偶ycie.

Kiedy dziewczynki podros艂y, ich mama posz艂a do pracy i by艂o im coraz lepiej. Kupili samoch贸d i wynaj臋li gara偶 blisko domu. Ludzie widzieli, jak cz臋sto pakowali do samochodu sprz臋t i prowiant i wyje偶d偶ali z dzie膰mi nad jeziora biwakowa膰, albo na par臋 dni nad morze. S膮siedzi nie posiadali si臋 ze zdziwienie jaka to fajna rodzinka, a dziewczynki takie radosne. Ka偶demu si臋 k艂ania艂y, bo matka zadba艂a o ich dobre wychowanie.

Kiedy posz艂y do szko艂y nie sprawia艂y rodzicom 偶adnych k艂opot贸w. By艂y pilne i bardzo zdolne. Nie wida膰 ju偶 by艂o ich na podw贸rku, bo lubi艂y si臋 du偶o uczy膰. Ka偶da wywiad贸wka, to by艂a czysta przyjemno艣膰 dla matki.

Pewnego dnia, kiedy Ona wr贸ci艂a do domu z pracy zasta艂a swojego m臋偶a w 艂azience. Otworzy艂a drzwi, aby si臋 przywita膰 i nagle ugi臋艂y si臋 pod ni膮 nogi. Jej ukochany m膮偶 powiesi艂 si臋 w ich 艂azience, na rurze wystaj膮cej ze 艣ciany.

S膮siedzi us艂yszeli rozpaczliwy krzyk, ale by艂o ju偶 za p贸藕no. Jej 艣wiat nagle si臋 zawali艂 i d艂ugo nie mog艂a si臋 otrz膮sn膮膰 z traumy. Wszyscy okoliczni s膮siedzi byli w szoku, bo tam za 艣cian膮 nie by艂o nigdy s艂ycha膰 偶adnych awantur. Nic nie wskazywa艂o, 偶e mo偶e wydarzy膰 si臋 taka tragedia. Chodzi艂y s艂uchy, 偶e m臋偶czyzna mia艂 k艂opoty z hazardem i w pewnym momencie go to przeros艂o, ale do dzisiaj nikt nie wie 鈥 dlaczego, a min臋艂o ju偶 par臋 lat.

Kiedy dziewczynki wysz艂y ju偶 z domu i za艂o偶y艂y swoje rodziny, by艂 to nast臋pny cios dla kobiety. Nigdy nie stan臋艂a ju偶 na nogi i teraz wida膰 j膮 cz臋sto, jak codziennie pokonuje drog臋 na sztywnych nogach, pochylon膮 i zaniedban膮 – 聽z domu do monopolowego. Jak d艂ugo to potrwa?