Archiwa tagu: trauma

Trauma!

Ja nigdy o tym na blogu nie pisałam, a bloga piszę 7 lat i każdego dnia ukazuje się nowa notka i jest ich 2593!

 

Znalezione obrazy dla zapytania gwałt

Dziś miałam miły telefon i sobie pogadałyśmy, ale w pewnym momencie zostałam zapytana dlaczego mnie tak mało jest w przestrzeni publicznej, czyli jak to się mówi – na mieście.

Wiele osób mi mówi – wyjdź z domu, bo wiemy, że żyjesz jak samotnica i tak jakbyś się zamknęła na świat.

Odpowiadam wówczas, że jestem domatorką i tak mi jest najlepiej, choć wiem, że sporo tracę, a życie mi ucieka przez palce.

Nikt nie wie ile mnie koszytuje każde wyjście z domu i ile barier muszę w sobie pokonać.

Nawet kiedy idę w miasto na zdjęcia, to mam trumę!

Nikomu o tym nie opowadam, bo to było traumatyczne przeżycie, które stygmatyzuje mnie jako dziwaczkę.

Miałam może 33 lata i to był cudowny letni wieczór.

Mąż naprawiał silnik do motorówki w miejscowym WOPR i kiedy położyłam dzieci spać, postanowiłam iść po Męża w ramach spaceru we dwoje.

Na wysokości plaży czterch 18 latków zagrodziło mi drogę, a byli to młodzi ludzie z Niemiec, którzy przyjechali do naszego miasta na zawody sportowe.

W pewnym momencie ogrodzili mnie i zawlekli do miejscowego parku i tam zaczęła się moja walka o przetrwanie.

Zerwali ze mnie ubranie…

Na szczęście nasza Policja patrolowała suką ten park i ci ludzie mnie zostawili i uciekli.

Miałam na tyle siły, że pobiegłam na komisariat, który był blisko tego ataku i zgłosiłam napaść.

Bardzo szybka reakcja nastąpiła i trafiłam z policją na miejsce zakwaterowania chłopaków.

Nie zdążyli się nawet rozebrać i udawać, że śpią, a moja pamieć wskazała ich wszytkich.

Po tym ataku miałam wyrwane palce z dłoni i wyleciały mi kolczyki z uszu, a ja długo dochodziłam do siebie i nigdy się z tym nie pogodziłam i nie zapomniałam.

Za niedługo otrzymałam pismo, że ci chłopcy zostali skazani przez niemiecki sąd na 1,5 roku więzienia.

Dostałam więc ten telefon z pytaniem, co aktualnie robię?

Odpowiedziałam, że oglądam telewizor i znowu zostałam zganiona, że siedzę w czterech ścianach.

Boję się tak po po prostu, gdyż przeżyłam jeszcze jednen atak gwałtu, o którym już nie chcę pisać nawet.

Wolę więc być bezpieczna w swoim, własnym domu, ale nikt nie wie dlaczego mam traumę i zachowuję się tak, jak się zachowuję.

Dziś więc oglądałam z przyjemnością program muzyczny na Polsacie pt. „Twoja twarz brzmi znajomo”.

Jakże się cieszę, że mamy w Polsce tylu utalentowanych ludzi, którzy wcielają się w wielkie sławy piosenki polskiej i zagranicznej – jakże mnie  to cieszy, że charakteryzacja przybliża ich wizerunkowo i oni pokazują swoje, cudowne talenty.

Ten muzyczny program sprawia mi ogromną radość, bo wygrana osoba przekazuje pieniądze na cele charytatywne i proszę posłuchajcie Niemena, którego zaśpiewał Filip Lato – mistrzostwo świata.

Mimo, że mam 63 lata i już żaden zwyrodnialec się na mnie nie rzuci, to mam traumę do końca swoich dni i niech się nikt nie dziwi, że wolę mój, bezpieczny świat.

 

 

Dlaczego nic nie zauważyła przez tyle lat?

Halina biegła ulicą jak oszalała. Biegła jakby na oślep i łzy strumieniem płynęły jej po twarzy zasłaniając wszystko w około. Biegła, potykając się o kostki chodnika i kiedy zatrzymał ją na chwilę obcy mężczyzna i spytał czy może jej w czymś pomóc, to go odepchnęła i kazała się nie wtrącać, a sama za chwilę uklękła na chodniku i zaniosła się płaczem, aż mężczyzna się zaniepokoił i chciał wzywać karetkę pogotowia, bo nie potrafił jej pomóc.

Padał ulewny deszcz, a ona tak dłuższą chwilę siedziała na chodniku, a deszcz i łzy zmyły jej makijaż. Było już ciemno i w końcu udało się obcemu mężczyźnie lekko ją uspokoić i  dała się odprowadzić do domu.

Byli z Jerzym 30 lat po ślubie. Szybko mieli dwoje, udanych dzieci, które właśnie wyfrunęły z domu w świat. Halina cierpiała z tego powodu, bo dzieci to był jej cały majątek i wielkie dla niej szczęście. Była dumna, że nigdy nie musiała się wstydzić za swoje dzieciaki, które dobrze się uczyły i zdawały kolejne klasy z wyróżnieniem. Duma ją rozpierała i dzieci zawsze przedkładała nad pieniądze i majątek, bo wolała mieć układne dzieci, niż piękne meble, dobry samochód, czy też zagraniczne wakacje. Wszystkie pieniądze inwestowała w dzieci, zdając sobie sprawę z tego, że kiedyś im to zaprocentuje i znajdą dobrą pracę i ułożą sobie dobre życie.

Ludzie w mieście szeptali po cichu, że nie ma tak dobrego małżeństwa jakie stanowili i nie mogli się nadziwić, że Halina trafiła na tak wspaniałego i troskliwego męża. Wszędzie razem pod rękę szli na zakupy, czy też do kina. Jerzy wyprostowany i bardzo przystojny szedł z nią dumny niczym paw, a ona ze szczerym uśmiechem odpowiadała ludziom na pozdrowienia. Ona prała i wieszała na podwórkowych sznurkach, a on trzepał chodniki i dywany. Ona myła okna, a on zakładał firany i ludzie to widzieli, że byli nierozłączną parą z długoletnim stażem i gadali, że taka miłość się nie zdarza.

Nagle zawisła nad ich małżeństwem smutna powinność, bo umarła ukochana matka Haliny, którą ogromnie kochała. Miała z matką niesamowitą więź i ludzie chwalili Halinę i Jerzego, że nie zaniedbywali starszej pani i zawsze byli na jej zawołanie bardzo pomocni.

Starsza pani zapisała im swoje mieszkanie w razie śmierci, a było to bardzo piękne mieszkanie w zabytkowej kamienicy z trzema, dużymi pokojami, gdzie każdy architekt miałby z czym poszaleć, bo mieszkanie było z wysokim sufitem, wielką kuchnią i korytarzem.

Mieli je sprzedać, ale w końcu stanęło na tym, że zostawią je dla któregoś z dzieci, jeśli zajdzie taka kiedyś potrzeba i faktycznie starszy syn wyraził gotowość, że za rok, po skończeniu studiów wróci do miasta rodziców i zamieszka w mieszkaniu po babci tym bardziej, że chciał się zaraz żenić.

Mieli rok czasu, a więc odświeżyli mieszkanie nadając mu odrobinę innego wyglądu, tak, aby było bardziej już nowocześnie. Usunęli rzeczy po babci, ale meble zostawili, bo były wciąż niespotykane i bardzo piękne i świetnie zadbane. Zostawili wspaniałe kwiaty w wielkich donicach, bo babcia je kochała i nie wyobrażali sobie, aby tych roślin się pozbyć, tym bardziej, że nadawały one specyficznego charakteru i wspaniale komponowały się ze starymi meblami.

Halina była szczęśliwa, że w mieszkaniu babci zamieszka jej ukochany syn i wkrótce synowa, którą poznała i bardzo polubiła. Była szczęśliwa, że jej życie układa się wciąż jak po maśle, że omijały ją w życiu większe kataklizmy, a jeśli się pojawiały, to z mocą męża byli w stanie szybko je pokonać i lądowali na spokojnym brzegu życiowego oceanu.

Pewnego dnia, kiedy miała urlop, spokojnym krokiem, po słonecznej ulicy wybrała się do mieszkania babci, by podlać ukochane jej rośliny. Raz w tygodniu, sama osobiście je podlewała, kiedy Jerzy nie miał o tym zielonego pojęcia, gdyż mężczyznom takie babskie detale zwykle umykają. Czasami mu mówiła, że była podlać kwiaty i przewietrzyła mieszkanie, ale jemu to wpadało tylko w jedno ucho, a drugim wylatywało i nie przyjmował tej wiadomości za bardzo.

Weszła do mieszkania i usłyszała jakiś głos, jakby grała cichutko muzyka, co ją zdziwiło i pomyślała, że może syn się tu zjawił i chciał być po prostu sam. Obeszła mieszkanie, weszła do kuchni, potem stanęła w korytarzu, ale nikogo nie było. Muzyka płynęła w najmniejszego pokoju zwanym sypialną.

Otworzyła drzwi i zastała w łóżku swojego męża z kolegą z pracy, którego doskonale znała, bo bywał w ich domu na różnych uroczystościach od 30 niemal lat, a Jerzy przedstawiał go jako najlepszego kumpla, jakiego miał w swoim życiu, a Halina niczego przez te 30 lat nie zauważyła! Wyła w parku na samotnej ławce do wieczora i nijak nie rozumiała. Gdzie miała oczy, gdzie on miał serce!

Kiedy ten obcy mężczyzna ją podprowadził pod dom, ochłonęła i szybko się spakowała. Spakowała swoje najpotrzebniejsze rzeczy, trochę kosmetyków i poszła do hotelu i wynajęła pokój na kilka tygodni. Złożyła sprawę o rozwód, a w między czasie sprzedała mieszkanie po mamie, bo bardzo były jej potrzebne pieniądze. Syn zrozumiał i córka zrozumiała, że matka musi się pozbierać po traumie i wspierali ją z całych sił jednocześnie wyrzekli się ojca i nie chcieli z nim mieć nic do czynienia. Nie zrozumieli nigdy, dlaczego ich ojciec żył przez tak wiele lat w kłamstwie.

Wyjechała w Bieszczady, które gdzieś tam kiedyś pokochała, kiedy była za dobrych czasów z rodziną. Kupiła niewielki domek, bez wygód. Kupiła farby i pędzle i dużo płótna i malowała obrazy do utraty tchu. Zawsze miała talent, a jej obrazy wspaniale się podobały i sprzedawały, że zarabiała dobre pieniądze, ale najbardziej jej chodziło o to by odzyskać równowagę psychiczną, a pejzaże były jak tabletki na uspokojenie. Wykreśliła Jerzego ze swojego życia raz na zawsze jednym, zdecydowanym machnięciem pędzla. Zawsze była silną kobietą!

Udało się jej 🙂

Nie wszyscy się podnoszą!

Jakieś 40 lat temu On i Ona stanęli na ślubnym kobiercu i przyrzekli sobie miłość, aż do śmierci. Ta przysięga magiczna jak zawsze, kiedy dwoje ludzie postanawia się związać i razem ciągnąć ten wózek, bo samemu jest źle, a czasami ciężko. Tak jesteśmy instynktem stworzeni, że nie lubimy samotności i życia w pojedynkę, choć są wśród nas wyjątki.

Minął rok od ślubu i urodziła się im dziewczynka. Śliczna blondyneczka i na szczęście zdrowa. Mama zajęła się wychowaniem dziecka, a tata chodził do pracy. Żyli skromnie, ale mieli swoje mieszkanie, choć nie wielkie.

Minęły dwa lata i mama powiła drugą córeczkę, a więc przybyło im obowiązków. Mama bardzo troskliwie zajmowała się swoimi dziećmi, które rosły jak na drożdżach. Widać było kobietę z wózkiem, kiedy robiła zakupy w pobliskich sklepikach. Często siedziała z dziewczynkami na ławce przy piaskownicy, kiedy maluchy bawiły się z innymi dziećmi. Kiedy było lato, zabierała prowiant i szła z dziećmi na cały dzień – na plażę, aby się wyszalały do woli. Opalone dzieciaki codziennie były na świeżym powietrzu, a tata wciąż pracował, aby zapewnić im godne życie.

Kiedy dziewczynki podrosły, ich mama poszła do pracy i było im coraz lepiej. Kupili samochód i wynajęli garaż blisko domu. Ludzie widzieli, jak często pakowali do samochodu sprzęt i prowiant i wyjeżdżali z dziećmi nad jeziora biwakować, albo na parę dni nad morze. Sąsiedzi nie posiadali się ze zdziwienie jaka to fajna rodzinka, a dziewczynki takie radosne. Każdemu się kłaniały, bo matka zadbała o ich dobre wychowanie.

Kiedy poszły do szkoły nie sprawiały rodzicom żadnych kłopotów. Były pilne i bardzo zdolne. Nie widać już było ich na podwórku, bo lubiły się dużo uczyć. Każda wywiadówka, to była czysta przyjemność dla matki.

Pewnego dnia, kiedy Ona wróciła do domu z pracy zastała swojego męża w łazience. Otworzyła drzwi, aby się przywitać i nagle ugięły się pod nią nogi. Jej ukochany mąż powiesił się w ich łazience, na rurze wystającej ze ściany.

Sąsiedzi usłyszeli rozpaczliwy krzyk, ale było już za późno. Jej świat nagle się zawalił i długo nie mogła się otrząsnąć z traumy. Wszyscy okoliczni sąsiedzi byli w szoku, bo tam za ścianą nie było nigdy słychać żadnych awantur. Nic nie wskazywało, że może wydarzyć się taka tragedia. Chodziły słuchy, że mężczyzna miał kłopoty z hazardem i w pewnym momencie go to przerosło, ale do dzisiaj nikt nie wie – dlaczego, a minęło już parę lat.

Kiedy dziewczynki wyszły już z domu i założyły swoje rodziny, był to następny cios dla kobiety. Nigdy nie stanęła już na nogi i teraz widać ją często, jak codziennie pokonuje drogę na sztywnych nogach, pochyloną i zaniedbaną –  z domu do monopolowego. Jak długo to potrwa?