Archiwa miesięczne: Listopad 2014

To tylko łoś, tak mówisz – Tylko łoś. A ja Ci powiem, że łoś to czasem więcej jest niż człowiek

Wszyscy krzyczą z plakatów i bilbordów wyborczych – „Wybierz mnie, to ja sprawię, że będzie się wam lepiej żyło, bo mam program wyborczy doskonały. Wybierz mnie i koniecznie postaw krzyżyk przy moim nazwisku, bo jak czarodziejską różczką sprawię, że Polska, albo powiat, czy też gmina zamieni się w krainę mlekiem i miodem płynącą”.

Aż tu nagle samochód potrąca łosia, a sprawca ucieka i nie powiadamia nikogo o wypadku. Zbiega z miejsca i udaje, że nic się nie stało i całkiem spokojnie sobie śpi. Ten człowiek nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności i zostawia ranne zwierzę na poboczu.

Łoś resztkami sił doczłapał się do lasu, ale ten las to teren prywatny i tam pada, zaklinowując się między drzewami przez 4 dni i tu zaczyna się polska „spychologia”, bo nagle nikt nie poczuwa się, aby zwierzęciu pomóc i zaczyna się odbijanie piłeczki od starosty do burmistrza. Nagle obserwujemy niemoc urzędniczą, bo tu chodzi o kasę, której nie mają, aby zwierzaka przetransportować w celu ratowania mu życia.

Nie ma pieniędzy, a chodziło o kwotę 2 tys. Nie ma pieniędzy, bo muszą być w urzędach na najlepszą kawę i ciasteczka dla urzędasów podczas sesji i innych posiedzeń. Muszą być pieniądze na wielkie wiązanki kwiatów z okazji imienin i urodzin, a może i nawet dla miejscowego księdza, który zjawia się, by poświęcić nową inwestycję. Musi być kasa na nowe mebelki i najlepsze komputery, aby urzędnikowi w biurze było ciepło i przyjemnie.

Tak to wygląda drodzy Państwo – niestety i dopiero kiedy wkracza zwykły, szary Obywatel, który nie ma serca w de…, to jest ratunek, że ranny łoś z tego wyjdzie i stanie na nogi.

Pan Franciszek, który zaopiekował się rannym zwierzakiem stał się dla mnie „miernikiem” polskiej bezduszności urzędniczej i z tego wynika, że sloganami wyborczymi możemy podetrzeć sobie de…

Jakie to smutne!

 

Reklamy

Kiedy kobieta kocha za bardzo!

Ewa była ładną kobietą i mogłaby mieć wiele miłości, bo podobała się mężczyznom. Dość wysoka blondynka o gibkiej kibici i ładnych nogach. Oglądali się za nią, kiedy biegła do pracy, a była bardzo punktualna. Nie lubiła się spóźniać i zawsze była pierwsza. Mimo, że miała dwoje, malutkich dzieci starała się być zadbana i nigdy nie pozwoliła sobie, aby biec do pracy bez makijażu.

Zakochała się na umór w żołnierzu zawodowym, strasznie przystojnym facecie i za nim oglądały się też babki, ale ona mu ufała bez granic. On wyjeżdżał często do innego garnizonu i zostawił ją na długie tygodnie, a czasami na miesiące. Radziła sobie świetnie, bo była ogromnie zorganizowana, młoda i silna. Tylko kiedy kładła się zmęczona wieczorem, brakowało jej bardzo męża. Kochała go do szaleństwa, ale nie wiedziała, że:

W małym miasteczku, gdzie stacjonował jej mąż,  urzędowały  w jednym z mieszkań, panie miłe i młode i bardzo rozkoszne, które prowadziły dom otwarty i każdego wieczora odbywały się w nim alkoholowe libacje. Panie uważały się za otwarte i bezpruderyjne, a więc po mieście poszła fama, że można tam wstąpić i dobrze się zabawić. Nie było przepustek i żadnych ograniczeń, a więc panowie lgnęli tam jak pszczoły do ula.

O tej melinie dowiedzieli się dwaj panowie, którzy byli żołnierzami zawodowymi i mieszkali w koszarach, choć w innym mieście czekały na nich spragnione i tęskniące żony z dziećmi. Panowie korzystali z przepustek i zachodzili, zresztą bardzo chętnie do młodych dam, rozrywkowych dam i tam często i gęsto budzili się o poranku, po mocno zakrapianej nocy, a potem wracali do swoich zajęć w jednostce.

Wszystko ładnie i pięknie się układało i panowie dobrze z paniami się bawili, bo zawsze to była jakaś rozrywka w ich monotonnym i stresującym życiu. Wracali od żon, gdzie pobawili się ze swoimi dziećmi, a po powrocie do koszar, rozrywka z paniami była nad wyraz znów  pociągająca i nie chcieli z tego rezygnować. Panie były wesołe i dobrze się z nimi spędzało puste wieczory.

Jedna z pań, a było jej na imię Grażynka zakochała się w jednym z nich, czyli w mężu Ewy.  Pasowali do siebie, bo ona brunetka z niebieskimi oczyma, a on przystojny, śniady mężczyzna, który wpadł w oko Grażynie. Miał to coś w sobie, a więc urodę i niesamowite poczucie humoru. Grażynie nie przeszkadzał fakt, że facet ma w domu żonę i dwie śliczne córki. Ubzdurała sobie, że musi go mieć za wszelką cenę i odbierze go żonie, która gdzieś tam na męża czekała.

Żartowała sobie, że gdyby z nią został, to ona z pewnością urodzi mu syna, o którym tak zawsze mówił między jednym kieliszkiem, a drugim. Śmiała się, że kiedy będzie pełnia księżyca, to ona zwabi go do alkowy i tak poczną wymarzonego syna, o  którym on w żartach mówił, że chciałby przedłużyć swoje nazwisko, a córki tego mu nie gwarantowały. Utwierdziła go, że widocznie żonka jest do niczego, skoro rodzi mu same baby.

Tak bardzo wzięła sobie to do serca, że pewnego wieczora, kiedy była pełnia księżyca, a ona miała dni płodne, podlała mu sporo alkoholu i zwabiła do drugiego pokoju, wijąc się przed nim, aby tylko doszło do kontaktu seksualnego i faktycznie doszło, czego on na drugi dzień kompletnie nie pamiętał.

To był początek lat 80-tych, kiedy nikt nie słyszał jeszcze o Internecie, mejlach i wiadomościach na Facebooku. Pisano listy, które szły dość długo i do Ewy przyszedł właśnie taki list od anonimowego adresata, podpisany – życzliwa.

Ewa dowiedziała się o romansie męża i ciąży jego kochanki. Oczywiście mąż się wszystkiego wyparł jak to zwykle bywa. Wsiadła w pociąg i odnalazła ową Grażynkę, która też się wyparła, ale po urodzeniu córki podała męża Ewy do sądu o alimenty, a więc dla Ewy sprawa była jasna. Mąż Ewy wciąż się wypierał i zaklinał, a więc kazała mu zrobić badania. Nie było przecież badań DNA, a jedynie badanie z krwi. Okazało się, że jej mąż może, ale nie musi być ojcem.

Ewa jednak uwierzyła, że jej mąż jest ojcem tego dziecka i kompletnie się rozsypała. Mimo, że była silną kobietą, to ją to wszystko psychicznie wessało i nie dawała sobie kompletnie z tym rady. Pewnego razu pojechała do tego miasteczka i widziała jak ulicą przechadza się kochanka jej męża z ich wspólnym dzieckiem. Nie mógł się wywinąć, bo mała była jak zdjęta skóra z jej męża.

Ten widok ją dobił i sięgnęła po alkohol. Zapijała swój smutek i te wszystkie niedopowiedzenia między nią, a jej mężem. Piła, ale nie zaniedbywała domu i dzieci. Nie zaniedbywała też pracy i sama nie wiedziała jak to wszystko była w stanie ciągnąć, ale wszystko było do czasu.

Wkradły się tabletki między alkohol i tak to wszystko mieszała. Nie miała siły na sprawę rozwodową, bo wciąż kochała jak wariatka tego faceta. Uciekała od myśli, które ją drążyły, a wyobraźnia pracowała.

Mąż Ewy dbał o nią i dzieci i ona to widziała, bo starał się jak tylko mógł, aby dodać jej sił i by zapomniała o tym wszystkim, co złego jej zrobił. Odrzuciła więc alkohol, który wciągał ją w przepaść, ale biegała do lekarzy, aby tylko mieć wciąż przy sobie zapas tabletek na uspokojenie. Łykała je przed pracą, po pracy i przed snem i tak minęło jej 20 lat życia.

W pewnym momencie tabletki wmanewrowały ją w potężną depresję i przestała kompletnie radzić sobie ze wszystkim. Poddała się i sama przed sobą się przyznała, że musi brać coraz większe dawki, bo inaczej pociąg życia ją wysadzi i zostanie na bocznym torze.

Zwierzyła się swojemu lekarzowi, że bierze coraz więcej leków, a ten natychmiast skierował ją na oddział psychiatryczny na odtrucie kategoryczne od tego leku.

Pojechała, choć bała się piekielnie, co dalej i jak będzie żyła jeśli lekarze zaznaczą w karcie na czerwono, że nikt, ale to nikt nie może już jej wypisać tego leku.

W szpitalu przeszła piekło w swojej głowie. Coś jej się waliło na głowę, a mózg wywracał się na drugą stronę i z wielkim hukiem dawał jej znać, że albo przeżyje, albo zwariuje. Nikomu się nie skarżyła, że w jej psychice zapalił się wulkan i leje się lawa, a tylko leżała dniami i nocami skulona jak pies i wyła wewnętrznie. Brakowało jej sił i już myślała, że nigdy nie wróci do domu, a jeśli wróci, to nikt jej nie pozna i nie będzie wiedziała jak dalej ma żyć.

Kiedy lekarze stwierdzili, że już jest gotowa, z klauzulą, że zaszyły zmiany w mózgu, które kwalifikują ją na dozgonną rentę, to się załamała, ale zdawała sobie sprawę, że mają rację. Wiedziała, że nigdy już nie wróci do pracy. Wiedziała, że wszystko nadal ją przeraża, a depresja rozganiana przez antydepresanty będą jej towarzyszyły do końca jej żywota. Bez nich popadała w stany lęku i paniki. Bez nich nie sypiała i  była drażliwa, a więc dziękowała lekarzom, że dobrali jej dobre leki dzięki którym jako tako mogła funkcjonować.

Mąż Ewy wciąż był przy niej i był na każde jej zawołanie. Woził po lekarzach i czekał cierpliwie w kolejkach do nich. Zmienił się i bił się w piersi, że tak bardzo zniszczył jej życie.

Ewa powoli wracała do równowagi, ale potrzebowała poczucia wielkiego bezpieczeństwa i stabilności i to po latach szarpaniny dał  jej mąż. Powoli wracała do siebie i mimo potwornych przeżyć zaczęła się uśmiechać, choć schowała się w swojej skorupie i mało wychodziła do ludzi. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że mimo wszystko ludzie w mieście , którzy kiedyś ją potępiali, że się nie rozeszła, teraz ją podziwiają i uśmiechają się do niej. Pamiętają, jaka była uprzejma w pracy, ale najważniejsze usłyszała od swoje lekarki po latach.

– Pani Ewo, jest pani piękną wewnętrznie kobietą i silną. Mam pacjentki, które nigdy sobie nie poradziły z alkoholem i tabletkami i wciąż trwają w swojej matni i przeżywają swoje demony, a pani dała radę. Gratuluję. 

Po tych słowach swojej lekarki szła do domu, a łzy zasłaniały jej drogę. Nikt jej tak nie pochwalił po latach heroicznej walki o swoje małżeństwo i miłość.

Ewa na zawsze znienawidziła imię Grażyna! Mąż po ponad dwudziestu latach zaproponował, że jest w stanie zrobić badania DNA, ale Ewa zabroniła, gdyż nie chciała krzywdzić jego ewentualnej córki!

Wciąż żyją razem, a ludzie mówią, że są wspaniałym małżeństwem. Ewa mimo, że schowała się przed światem, okazała się silną i mądrą kobietą, ale tylko ona wie, ile za tę miłość zapłaciła!

Odchodzą od nas nasi idole

Dzisiejszy, wczesny poranek. Ktoś tam wstawał do pracy, a ktoś inny dopiero się kładł, a ja pewnie przewracałam się na drugi bok, bo nigdzie mi już niespieszno. Dzisiejszego poranka odszedł od nas Stanisław Mikulski, lat 85 po krótkiej, ale intensywnej chorobie.

Włączam komputer i znów się dowiaduję, że ktoś ważny dla mnie odchodzi, pozostawiając po sobie mgiełkę wspomnień, kiedy to z wypiekami na twarzy czekało się na kolejny odcinek „Stawki większej niż życie”, bo tym serialem najbardziej mi utkwił w pamięci ten przemiły aktor i człowiek.

Kto nie pamięta w moim wieku cytatu – „Bruner ty świnio”, czy też „Nie ze mną te numery Bruner”. Kto w moim wieku nie pamięta przystojnego aktora, na którym mundur leżał jak ulał, a jego aksamitny głos czarował kobiety.

Tak, powoli wykruszają się z naszych wspomnień ludzie, którzy w naszej młodości dawali tak wiele emocji i czekaliśmy na nich przed swoimi telewizorami.

J – 23 odszedł, pozostawiając po sobie wiele ról filmowych i teatralnych, choć nie każdy je wszystkie pamięta, ponieważ Hans Kloss najbardziej utkwił nam w pamięci.

Żegnamy dziś niedocenioną przez reżyserów legendę, a dlaczego niedocenioną? Stanisław Mikulski miał wielki potencjał aktorski, który moim zdaniem nie został całkowicie doceniony.

Dopiero dziś dowiadujemy się, że był to człowiek o wielkiej skromności w codziennym, zwykłym  życiu. Dowiadujemy się, że mieszkał też skromnie i lubił ogromnie czytać książki. Był lubianym człowiekiem, któremu uśmiech nie schodził z twarzy.

Szkoda wielka, że dopiero po śmierci dowiadujemy się jakim człowiekiem był nasz idol i tu brakuje mi programu promującego sylwetki osób z ekranu i desek teatru, jakby pozwalające przybliżyć ich życie i dokonania artystyczne.

Wklejam tu, dla potomności role Pana Stanisława. Może były to nie wielkie role, ale moim zdaniem Stanisław Mikulski nie zawsze był tylko Hansem Klossem.

Niech spoczywa w pokoju. J -23 przestał nadawać, ale kto wie, czy tam gdzieś nie rozprawi się z jakąś tajną siatką zwiadowczą. [*]

 

1950: Pierwszy start − jako junak Franek Mazur
1955: Godziny nadziei − jako porucznik Jan Basior
1956: Kanał − jako „Smukły”
1956: Cień − jako „Blondyn”, członek organizacji podziemnej
1957: Ewa chce spać − jako policjant Piotr
1958: Zamach − jako akowiec „Jacek”
1959: Sygnały − jako taksówkarz Janek
1959: Biały niedźwiedź − jako Michał Pawlicki
1960: Historia współczesna − jako lotnik Henryk Rak
1961: Dwaj panowie N − jako sierżant Janek Dziewanowicz
1961: Odwiedziny prezydenta − jako Paweł Guziński
1963: Skąpani w ogniu − jako kapitan Sowiński
1963: Ostatni kurs − jako Henryk Kowalski
1963: Yokmok − jako porucznik UB
1964: Barwy walki − jako Ludwik Pociecha „Klinga”, zastępca dowódcy oddziału AK
1964: Spotkanie ze szpiegiem − jako porucznik Baczny
1965: Popioły − jako żołnierz
1965: Podziemny front − jako Stefan, żołnierz AL (odc. 7)
1965: Na melinę − jako porucznik
1966: Powrót na ziemię − jako Stefan
1966: Bicz Boży − jako Paweł Raszewicz funkcjonariusz MO
1967-1968: Stawka większa niż życie − jako Hans Kloss
1969: Ostatni świadek − jako doktor Olszak
1970: Pogoń za Adamem − jako Adam Witecki
1970: Morderca jest w domu − jako kapitan Timar
1971: Samochodzik i templariusze − jako Tomasz – Pan Samochodzik
1972: Opętanie − jako Karol, mąż Marii
1972: Dziewczyny do wzięcia − we własnej osobie
1972: Łuk tęczy − jako goprowiec Adam
1974: Zaczarowane podwórko − jako Stanisław August Poniatowski
1976: Polskie drogi − jako kapitan Rogalski (odc. 1)
1977: Dziewczyna i chłopak (serial) − jako ojciec Tomka i Tosi
1977: Żołnierze wolności − jako Józef Małecki
1978: Życie na gorąco − jako Max Steber, członek organizacji „W” (odc. 2)
1978: 07 zgłoś się − jako on sam – aktor wysiadający z pociągu na dworcu Łódź Fabryczna (odc. 7)
1979: Tajemnica Enigmy − jako pułkownik Zakrzewski (odc. 4)
1979: Sekret Enigmy − jako pułkownik Zakrzewski
1980: Tylko Kaśka − jako ojciec Kaśki
1980: Dziewczyna i chłopak − jako ojciec Tomka i Tosi
1980: Miś − jako porucznik MO Lech Ryś („Wujek Dobra Rada”)
1981: Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy − jako minister Helmut von Gerlach (odc. 13)
1982: 3 + jedna − jako inżynier Rutkowski
1983: Katastrofa w Gibraltarze − jako Edward Raczyński, ambasador Polski w Wielkiej Brytanii
1983: Magiczne ognie − jako Piasecki
1983: Tsigni pitsisa
1984: Europejska historia − jako Gamelin
1985: Kwestia wyboru
1994: Bank nie z tej ziemi − jako Jan Kloc (odc. 12)
1997: Dom − we własnej osobie (odc. 17 i 18)
1998: 13 posterunek − jako historyk (odc. 32)
1999: Całe zdanie nieboszczyka − jako pułkownik Jedlina
2001: Córka marnotrawna − jako „Szalony Max”
2002−2010: Samo Życie − jako Zygmunt Żmuda
2004: Dywersant
2005: Na dobre i na złe − jako Włodzimierz Borowiec (odc. 229)
2005−2008: Kryminalni − jako Jan Zawada, ojciec komisarza Adama Zawady
2005: Klinika samotnych serc − jako Henryk Kuc (odc. 12-14)
2006: Kryminalni: Misja śląska − jako Jan Zawada, ojciec komisarza Adama Zawady
2007−2010: Złotopolscy − jako Stanisław Gwis
2008: Niania − jako strażnik Stanisław Mikulski (odc. 92)
2010: Duch w dom − jako Grzegorz, przyjaciel babci Oli (odc. 5)
2012: Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć − jako kapitan Hans Kloss oraz Stanisław Kolicki

oraz w 80 rolach teatralnych.

W dzisiejszych czasach przemoc domowa nie ma płci!

Nowa kampania przeciwko przemocy w domu i widzimy trzy aktorki na plakatach, które zostały pobite, a ja się pytam w takim razie, dlaczego nie ma ani jednego plakatu pobitego mężczyzny?

Mamy niestety nowe zjawisko, że od wielu lat wzrasta przemoc domowa wobec mężczyzn, która rośnie zastraszająco. Mężczyźni także są bici w swoich czterech ścianach, tylko jakoś dziwnie to umyka mediom, bo mniej się skarżą i temat zamiatany jest pod dywan, a nie powinien.

Dziś do programu śniadaniowego zaproszono policjantkę, która miała sporą wiedzę na temat pomocy ofiarom przemocy domowej, ale ani słowem nie zająknęła się, że mężczyźni też są bici, choć tego tak bardzo nie nagłaśniają z prostej przyczyny – bo się wstydzą, że baby okładają ich w domu. Przyczyny bicia mężczyzn są takie same, jak przyczyny bicia kobiet, tylko, że kobiety częściej wychodzą ze swoim problemem, a mężczyźni milczą. Wstydzą się tego, że dają się bić i chowają się w swojej skorupce cierpiąc, bo też często nie wiedzą do kogo mogą się zgłosić po poradę i wskazówki by zaprzestać i uciąć ową przemoc.

Nie mówi się o tym w mediach i nie robi się żadnej kampanii, by świat się dowiedział, że kobiety często są gorsze od mężczyzn i robią im w życiu istne piekło.

Piszę o tym dlatego, bo ja lubię mieć w swojej głowie jasność, że jeśli podejmuje się kampanią jakiś ważny temat i problem, to niech to będzie na 100% prawdziwe. Mnie wnerwia takie stawianie sprawy i było by mi lżej na duszy, gdyby jakiś sławny, polski aktor był na plakacie z rozkwaszoną twarzą przez kobietę, a tak bawimy się w półprawdy!

Jak wyprostować „leminga” ?

Wpadł mi w oko taki oto wpis matki do syna umieszcziny na portalu, którego ja nie czytam, ale skoro wpis zrobił furorę w sieci, to go tu wklejam, a potem się odniosę jak ja to rozumiem. Nie wydaje mi się, że ten wpis to ściema, bo portal Niezależna pl. poświęcił mu sporo miejsca:

http://niezalezna.pl/61699-moj-syn-byl-lemingiem-chcial-glosowac-na-po-wyleczylam-go-opowiesc-matki

Po przeczytaniu tego wpisu zastanowiłam się więc, na kogo zagłosuje syn tej mamy? Jeśli zrezygnował z bycia lemingiem, to może zagłosuje w następnych wyborach na pana Prezesa Kaczyńskiego, który 13 grudnia wyprowadza Rodaków na ulice Warszawy, łudząc się, że wreszcie, po latach, zostanie internowany, bo za młodu się spóźnił. Może zagłosuje na pana, który nigdy nie założył rodziny, nie ma konta w banku i prawa jazdy. Nie potrafi sam niczego zrobić, bo zawsze robiła to za niego śp. matka, a teraz robi ochrona itp.

Może, to chłopakowi pomoże?

– Kaczyński narzucił nam swój scenariusz, a my gramy tak, jak on nam pozwala. Na czele z mediami, które tylko nakręcają tę spiralę. Zamach i Smoleńsk już się znudziły, więc potrzebne było nowe paliwo, aby rozwalać państwo. No i jest: teza, że sfałszowano wyniki wyborów – mówi Władysław Frasyniuk, opozycjonista w PRL, polityk Unii Wolności, przedsiębiorca.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,17021758,Frasyniuk__Ludzie__nie_grajcie_w_teatrzyku_Kaczynskiego.html#ixzz3K5DKFbFC

A może zagłosuje na Janusza Korwin Mikke, który jasno zaznacza, że kobieta zgwałcona sama jest sobie winna i, że : „Każda kobieta udaje, że stawia jakiś opór”

A może zdecyduje się na Janusza Palikota, co to po telewizjach biegał z wibratorem i świńskim łbem robiąc szum wokół swojej osoby i spektakularne show.

A może na pana Millera w końcu – szefa SLD,  który ma ostatnio ciągotki do PiS, zgodnie ze swoim życiowym motto, że nie ważne jak mężczyzna zaczyna, ale ważne jak kończy.

Jakie to jeszcze mamy w swoich zasobach partie, bo chyba został chłopakowi PSL, które to nie rządzi i nie ma na nic wpływu, ale świetnie się przykleja i wciąż o dziwo trwa, a przewodniczący owej partii niespodziewanie stał się poetą.

A może chłopak zdecyduje się na wyjazd za granicę, gdzie polonusi tak nas postrzegają? 

 
Mar-Basia's Avatar
XXX Mar-Basia jest offline
Stały bywalec
Domyślnie

XXX, te wszystkie goloslowne gadki i bredzenie, ze to i owo na temat „niewypalu” wyborowego …pana Prezydenta i innych tuzow politycznych, swiadcza tylko o ich ignorancji spraw, o ktorych byli i sa doskonale poinformowani.Nie wyobrazam sobie prezydenta, obojetnie jakiego kraju, ze nie ma w kazdym kacie swego „donosiciela” czytaj ucha i oka.A tak miedzy nami, pobili i pewnie beda jeszcze raz bili rekordy kazdego cyrku.Moze, my zagraniczne Polonusy jestesmy „tlukami” jak nas ciagle nazywa pewna banda bezzebnych i wylysialych komandosow z marginesu spolecznego …to jednak mamy swoj rozum i potrafimy trzezwo patrzec na sytuacje.
Ich blabla o wiezowcach ze szkla, autostradach, mostach..lotniskach, niesamowitym dobrobycie…i sam Pan Bog wie co…wszystko to jest do bani, kiedy ludzie nie maja co jesc, nie moga wykupic zapisanych lekarstw z braku funduszy…..lista dluga. Jednym slowem cosik tu nie gra !Kurcze, kiedy Polacy sie obudza i zaczna myslec, ze nalezy wybierac ludzi, ktorzy zrobia cos dla nich…nie podwina ogona i wezma 4 litery w troki, wiedzac, ze za pare minut bedzie katastrofa. Naturalnie wyborcza.Dobrze, ze piszesz o tych wszystkich przekretach. Chocby dla rownowagi.
__________________

http://www.klub.senior.pl/polityka/t-quo-vadis-polsko-xxx-cz.co-z-ta-polska-page12-15128.html

Dla Polonii jesteśmy głupim, nie wykształconym i zaniedbanym Narodem. Postrzegają nas jako ignorantów i śmierdzieli bezzębnych, a do tego z marginesu społecznego. Naród z oddali widziany oczami pewnej pańci, która siedzi sobie gdzieś tam w ciepłym kraju i robi nawijkę, oceniając nas tak z daleka i zapewniam, że nie jest odosobniona, ale na szczęście jesteśmy wciąż Narodem dumnym i sami potrafimy wyciągać wnioski na temat, jacy są nasi rządzący i sami sobie z tym radzimy. Nie trzeba nam tu uciekinierów, którzy urządzili się gdzieś tam i za diabła niczego nie pojmują, gdyż są oderwani od polskiej rzeczywistości.

Kończąc ten wpis stwierdzam, że chłopak ma ciężki orzech do zgryzienia i nie zazdroszczę mu dzielnej mamusi.

Moje mokre oczy :)

Lubię w telewizji śniadaniowej taki kącki, w którym prezentują odkrycia w świecie artystycznym i dziś poznałam tą drogą wspaniałą, francuską piosenkarkę. Dziewczynę o dźwięcznym głosie i tak delikatnym jak powiew majowego wiatru. Zakochałam się w jej głosie i jej clipach, które opowiadają o czymś, a moje oczy robią się szkliste, bo tak się wzruszam. 🙂 

Przedstawiam na moim blogu Proszę Państwa – oto Indila zaśpiewa dla Was i nie wierzę, że też się nie zakochacie w niej i jej piosenkach. Tak mało we współczesnym świecie jest teraz takich barwnych ptaków, które swoim głosem zaczarowują, że nie chce się przestać słuchać, a więc: Oto Ona 🙂

Za Wikipedią:

„Indila, właściwie Adila Sedraïa (ur. 26 czerwca 1984 w Paryżu) – francuska piosenkarka pochodzenia indyjskoalgierskokambodżańskoegipskiego[1]. W 2013 roku wydała debiutancki singiel „Dernière danse”, który osiągnął drugie miejsce na francuskiej liście przebojów i przyniósł jej popularność”

„Oczyszczenie” – moje kino

Poświęciłam swoją niedzielę częściowo na leżenie na kanapie, wygodnie pod kocem z laptopem pod nosem i wtopiłam się w film, jaki poleciła Elżbieta z bloga: 

http://szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl/

pt. „Oczyszczenie”

Elu dziękuję Ci ślicznie za ten film, ponieważ mnie nie jest nigdy żal czasu na dobre kino, które wbija człowieka w kanapę i nie pozwala ani na troszkę się oderwać od ekranu. Nie było mi łatwo znaleźć ten film, ale dziś mi się udało. Dziękuję więc i polecam każdemu, komu nie są obojętne losy ludzi, którzy na tym świecie łatwo nie mieli i nie mają. Polecam każdemu, kto szuka prawdziwego kina z rewelacyjną grą aktorską.

Nie będę opowiadała filmu, ale zdradzę tylko, że jest to film opowiadający o dwóch, bardzo odległych pokoleniach kobiet, które połączyło bardzo wiele.

Film jest lepszy od tych wszystkich amerykańskich produkcji i dziwię się dlaczego tak rzadko telewizje sięgają po filmy wyprodukowane bliżej nas, a jest to produkcja finlandzko – estońska bardzo prawdziwa i wstrząsająca.

Polecam ten film, choć jest to kino nie łatwe, ale bardzo wartościowe.

Metalowe „ptaki” na mojej ziemi

Dzień dobry.

Wczoraj mnie nie było, bo miałam gości, czyli wnuczęta i ich rodziców, a więc nie było za wiele czasu, by tu zajrzeć i cokolwiek napisać. Bliscy są ważniejsi, a ja zawsze zdążę, by cokolwiek tu skrobnąć. 😀

Jednak włączając telewizor dowiedziałam się, że! No właśnie:

Wyobraźcie sobie malutką, senną wioseczkę w jesiennym i uśpionym nastroju. Wiadomo, że o tej porze roku ludzie już powoli szykują się do zimy i zajmują  swoimi sprawami, a tu jak grom z jasnego nieba na ich pole lądują jakieś wielkie, zielone maszyny. Okazuje się, że na ich udeptanej ziemi, bardzo blisko mojej miejscowości lądują amerykańskie helikoptery Apache, ponieważ z przyczyn pogodowych to lądowanie nastąpiło. 

Ludzie jak się dowiedzieli, to zrobili oczy jak pięć złotych i tak: Ludzie młodzi zjawili się na lądowisku, aby zrobić sobie zdjęcia z amerykańskimi żołnierzami, a ludzie starsi, ale bardziej kobiety z Koła Gospodyń Wiejskich nakarmiły żołnierzy i poczęstowały gorącą i czarną kawą na znak polskiej gościnności. 

Piszę o tym, ponieważ nie codziennie Amerykanie lądują na ziemiach zachodnich, a więc jest to swego rodzaju taka ciekawostka, którą uwieczniam na blogu. 😀

 

Dzisiaj pozwoliłam sobie obejrzeć film dokumentalny pt. „Rosyjskie więzienia” Jestem ciekawa tego kraju może dlatego, co dzieje się na Ukrainie. Może dlatego, że ciekawi mnie psychika możnowładcy Putina i jego dyktatura w rządzonym przez siebie kraju.

Jeśli chcecie też się czegoś dowiedzieć o Rosji, to zachęcam do obejrzenia tego dokumentu:

http://vod.pl/filmy-dokumentalne/rosyjskie-wiezienia/pcqg3#0

Dowiedziałam się, że 30% więźniów w rosyjskich więzieniach, to są zupełnie niewinni ludzie, którzy zajmowali się biznesem i przedsiębiorcy. Dowiedziałam się, że klucze do wszystkich więzień w Rosji znajdują się w rękach Putina, który bezceremonialnie zgadza się na zamykanie ludzi w więzieniach, którzy odnoszą sukces w prowadzeniu swoich biznesów. Putin boi się ludzi mądrych i wykształconych, a więc ich usuwa ze swojej drogi. 99% spraw sądowych kończy się skazaniem i zamknięciem w więzieniu i jest to wyższy procent niż za rządów Stalina.

Taka polityka wymiaru sprawiedliwości budzi bezwzględny sprzeciw Narodu i domagają się usunięcia Putina ze stołka. Zawiązują się stowarzyszenia, w których uczestniczą bardzo często kobiety, których mężowie odbywają niesłuszne kary i w podziemiu robią wszystko, aby sprawy nabrały jawności, by świat się dowiedział jaką politykę stosuje Putin.

Jest to bardzo mocy dokument obnażający chory system sprawiedliwości, z którego możemy się wiele dowiedzieć o kraju, z którym graniczymy.

Kłamstwo, które uratowało pewne małżeństwo!

 

Malutka, przytulna kawiarenka, gdzie dyskretne światło pozwalało ukryć twarze gości i gdzieś tam wydobywająca się klimatyczna muzyka, to było miejsce spotkań zakochanych i tych, którzy chcieli na chwilę schować się przed światem w oparach aromatycznej kawy i lekkiego zapachu wina.

Takie miejsce na spotkanie z dawno nie widzianą koleżanką ze studiów wybrała Elwira. Pragnęła porozmawiać z Joanną i telefonicznie się umówiły. Były najlepszymi koleżankami przez wiele lat, ale w pogoni za karierą i w codziennych sprawach nie spotykały się tak często, jak by sobie tego życzyły.

Joanna strasznie się ucieszyła na to spotkanie i na fakt, że na trochę wyrwie się z domu, gdzie jej mąż ostatnio trochę ją denerwował, gdyż wolał sport w telewizji, niż czas spędzony z nią. Wkradła się w ich małżeństwo rutyna i takie wyjście dobrze jej zrobi.

Elwira wyszła za mąż jeszcze na studiach, bo zakochali się z Jackiem jak szaleni i nie chcieli dłużej czekać. Uważano ich za parę roku na studiach, gdyż nigdy się ze sobą nie rozstawali i nie widzieli poza sobą świata. Postanowili szybko wziąć ślub i zamieszkali w wynajętym pokoju, ale nie narzekali, bo mieli siebie i byli bardzo szczęśliwi i szaleńczo w sobie zakochani.

Po ukończeniu studiów oboje od razu dostali pracę, bo Elwira dostała zatrudnienie w korporacji, zajmującej się czasopismem dla kobiet, a Jacek dostał kontrakt w Afryce, gdyż był bardzo utalentowanym inżynierem i tam były świetne pieniądze, które były im bardzo potrzebne. Marzyli o budowie domu kiedyś tam, ale na to trzeba było zarobić, gdyż nie chcieli zaciągać wysokiego kredytu.

Przed wyjazdem Jacek nalegał na dziecko, bo strasznie chciał mieć dziecko. Kochał dzieci od zawsze i miał z nimi świetny kontakt, ale Elwira była – na nie.

Chciała się piąć po szczeblach kariery i prosiła Jacka, by nie nalegał na razie, bo ona chce się spełnić w pracy, która daje jej duże pokłady satysfakcji, a więc Jacek się spakował i wyjechał, a ona wiedziała, że miłość ich jest tak wielka, że żadna odległość im nie zagrozi.

Jacek przylatywał do niej dwa razy w roku, a ona była w siódmym niebie, kiedy odbierała go z lotniska. Tęskniła, ale praca pochłaniała ją bez reszty i trochę tę tęsknotę zagłuszała. Brakowało jej bliskości i przytuleń Jacka i kiedy był w domu, nie wychodzili z łóżka. Porywał ją w piękne miejsca, aby zrekompensować swoją nieobecność i obiecywał, że jak tylko nazbiera więcej pieniędzy, to wróci i zaczną jakby nowe życie. Jacek nalegał na dziecko, mając nadzieję, że kiedy wróci, to on zajmie się budową domu, a ona będzie szczęśliwą mamą, ale Elwira miała inny plan i decyzję o macierzyństwie odwlekła do czasu, kiedy Jacek będzie już na stałe przy niej.

Odlatywał na cały rok, bo miał tyle pracy, że nie mógł sobie pozwolić na częste przyloty. Odwiozła go na lotnisko i długo się żegnali ze łzami w oczach. Przysięgali sobie miłość i wierność i to, że nikt i nic ich nigdy nie rozdzieli, ale jeszcze trochę i będą na zawsze razem.

Elwira tęskniła i często rozmawiali ze sobą przy pomocy komunikatora. Okropnie za sobą tęsknili, ale byli pewni, że ich miłość przezwycięży wszystko.

Do pracy Elwiry przyjęto nowego pracownika, a był to wzięty projektant z bardzo dużym doświadczeniem zawodowym. Jakoś od razu sobie wpadli w oko i zaczęli ze sobą nadawać na tej samej fali. Tadeusz, bo tak było mu na imię, to mężczyzna wysoki i strasznie przystojny, a więc taki, że babki za nim szalały. Inteligentny i elokwentny, mocny mężczyzna.

Elwira od razu zauważyła, że Tadeusz inaczej na nią patrzy i poczuła dziwne trzepoty w sercu i coś się w niej zmieniło, choć broniła się przed dziwnymi ukuciami w sercu.

Tadeusz zapraszał ją na lunch i wspólne wypicie kawy. Proponował kino, a więc z nim szła nie uważając tego za jakąś zdradę. Mogli ze sobą rozmawiać godzinami i zawsze mieli wspólne tematy, aż Elwira się tego wystraszyła.

Zaczęła ubierać się szykowniej, choć nie przyznawała się w duszy, że jej na Tadeuszu zależy, ale chciała mu się podobać i kiedy pewnego dnia założyła czerwone szpili i pończochy, to zauważył i przycisnął ją namiętnie do ściany dając do zrozumienia, że chce ją mieć.

Umawiali się w hotelach i kochali jak szaleni. Tadeusz był wytrawnym kochankiem i znał wszystkie sztuczki działające na kobiety. Elwira zatraciła się w tym romansie i biegła na każdą randkę w czerwonych szpilach jak nastolatka. Odebrał jej całkowicie zdolność racjonalnego myślenia, bo odjął  jej rozum swoją namiętnością i sprytem doświadczonego mężczyzny. Niby ganiła się za ten romans, a jednak namiętność zwyciężała.

Przyszedł dzień, że Tadeusz powiedział jej, że musi wyjechać nagle, ale nie na długo, a Elwira dowiedziała się, że jest żonaty i właśnie urodziło mu się dziecko. Była załamana, ale miała czas na to, by otrzeźwieć i wrócić myślami do Jacka, choć motyle w brzuchu nie dawały zapomnieć o Tadeuszu. Cierpiała strasznie, a kiedy zorientowała się, że jest w ciąży, to znajomy ginekolog dał jej zwolnienie do rozwiązania i kazał na siebie uważać. Bała się, że dowie się Jacek i jakie szczęście, że nikt nie znał jej męża i nikt nie doniósł, że jest na zwolnieniu.

Kiedy Joanna weszła do kawiarni, zauważyła w kącie bardzo smutną Elwirę, która pustym wzrokiem patrzyła się w okno.

– Witaj kochana i rzuciły się w sobie w ramiona. – Czego się napijesz – zapytała Elwira i obie zamówiły dwie kawy i jedno wino dla Joanny, bo Elwira zamówiła sok.

– Jestem w ciąży, nagle bez wstępu wypaliła Elwira i mam dla Ciebie propozycję. Jacek wróci do mnie za kilka miesięcy i zdążę do tego czasu urodzić.Chcę to dziecko urodzić Joanno dla Ciebie, bo tyle lat się staracie o dziecko, a ja muszę uratować moje małżeństwo z Jackiem, a więc czekam na odpowiedź. Porozum się z mężem i daj mi znać, bo ja tego dziecka nie zaakceptuję i  tu opowiedziała historię swego romansu.

Kiedy Jacek wrócił do domu, Elwira jak zawsze wyjechała po niego i rzuciła mu się z płaczem na szyję.

Jacek nigdy się nie dowiedział prawdy, bo Joanna wyjechała z mężem i synem Tadeusza na drugi koniec Polski.

Jacek przyjechał na stałe do kraju i zaczął budować dom dla niej, a ona zaszła z nim w ciążę i urodziła śliczną córeczkę i tylko w chwilach, kiedy Jacek nie wdział rozpaczała i tęskniła za synem, ale była świetną aktorką.

 

Mam do Was pytanie, a więc sonda

Dzień dobry 🙂

Mam nadzieję, że wszystko u Was gra i jakoś sobie radzicie z dniami, które ledwo wstaną, by za chwilę zgasnąć, ponieważ po godzinie 15 już zapada zmrok, jakby dzień chciał nam powiedzieć, że pora iść z powrotem spać. Trudno, musimy to jakoś przeżyć i czerpmy światło dane nam o poranku.

Mam do Was małą sondę i pytam, czy lubicie zimę. Jeśli chcecie się wyżyć, że jej nie lubicie i wcale na nią nie czekacie, to kliknijcie, jako i ja klikam, że nie lubię zimy i jej nigdy nie pokocham. Owszem, tak, jest ona piękna, ale wówczas, kiedy jest 20 stopni na minusie i śnieg szkli się niczym malutkie diamenty. W mieście zima jest brzydka zazwyczaj i w związku z tym jej nie lubię i nie polubię, bo jak można polubić coś, co jest brzydkie.

Brakuje mi kolorów w zimowej porze i dlatego dałam swój upust w sondzie. 🙂

Postanowiłam zrobić sałatkę warzywną, bo swoja nigdy mnie nie zawodzi. Niedawno mąż kupił sałatkę w sklepie, bo miał na nią ochotę, ale niestety dodają do niej jakieś świństwa, aby przedłużyć jej żywotność i jest nie jadalna. Wykrzywia twarz podczas konsumpcji, a więc wyszłam mężowi na przeciw i dzięki maszynce do krojenia za 20 minut miałam gotową. Wszystkim polecam ową maszynkę, bo dzięki niej oszczędzasz dużo czasu.

 

Kroję i patrzę, jak nasze panie sprzątaczki, codziennie walczą z liśćmi i szczerze im współczuję. Ja zadzieram głowę na konary drzew obok bloków i patrzę ile im jeszcze zostało tego grabienia. Zima do mnie jeszcze nie zawitała, a więc upajam się jeszcze barwami liści i resztką jesieni.

Ten wpis, to taki misz masz, ale tak wygląda moje życie, złożone z malutkich przyjemności i obserwacji, a teraz chciałabym polecić Wam film, moim zdaniem dobry film pt. „Klątwa Edgara” Można go obejrzeć pod linkiem na VOD.

http://vod.pl/filmy/klatwa-hoovera/v38zm#0

Wszyscy płakali, cała Ameryka płakała, kiedy zabito Prezydenta Stanów Zjednoczonych Kennedy’go. Rozpacz była wielka i w zasadzie do dzisiaj nie pojmano morderców. Po obejrzeniu tego filmu wywnioskowałam, że Prezydent nie był wart ani jednej łzy, ponieważ nie był ani dobrym Prezydentem, ani dobrym człowiekiem, ani dobrym mężem i ojcem. Był zwyczajną miernotą i według :

Johna Edgara Hoovera, który był szefem FBI w latach 1924-1972, należącym do potężnej i wpływowej szarej eminencji za rządów m.in. Roosevelta, Trumana, Eisenhowera, Kennedy`ego, Johnsona i Nixona. Hoover przyjaźnił się, a nawet ponoć sypiał  z Clyde Tolsonem, który napisał książkę, w której  zdradza tajemnice największych spisków i głośnych śledztw. Poznajemy dzięki książce i filmowi, kulisy działania komisji McCarthy`ego, procesu Rosenbergów, kariery Kennedy`ego-ojca oraz prezydentury Johna Kennedy`ego – jego seksoholizm, pomyłki polityczne, tragedię w Zatoce Świń i spisek przeciwko Fidelowi Castro, rzekomo „cudowne” małżeństwo Kennedych, zabójstwo Marylin Monroe, wreszcie kulisy spisku, który doprowadził do zabójstwa prezydenta, a potem jego brata, i nieudolnego śledztwa w sprawie tego zamachu – aż po niechlubny koniec prezydentury Nixona.

Miłego dnia i tyle, co dzieje się u mnie 🙂