Archiwum dnia: 28 listopada, 2014

Kiedy kobieta kocha za bardzo!

Ewa by艂a 艂adn膮 kobiet膮 i mog艂aby mie膰 wiele mi艂o艣ci, bo podoba艂a si臋 m臋偶czyznom. Do艣膰 wysoka blondynka o gibkiej kibici i 艂adnych nogach. Ogl膮dali si臋 za ni膮, kiedy bieg艂a do pracy, a by艂a bardzo punktualna. Nie lubi艂a si臋 sp贸藕nia膰 i zawsze by艂a pierwsza. Mimo, 偶e mia艂a dwoje, malutkich dzieci stara艂a si臋 by膰 zadbana i nigdy nie pozwoli艂a sobie, aby biec do pracy bez makija偶u.

Zakocha艂a si臋 na um贸r w 偶o艂nierzu zawodowym, strasznie przystojnym facecie i za nim ogl膮da艂y si臋 te偶 babki, ale ona mu ufa艂a bez granic. On wyje偶d偶a艂 cz臋sto do innego garnizonu i zostawi艂 j膮 na d艂ugie tygodnie, a czasami na miesi膮ce. Radzi艂a sobie 艣wietnie, bo by艂a ogromnie zorganizowana, m艂oda i silna. Tylko kiedy k艂ad艂a si臋 zm臋czona wieczorem, brakowa艂o jej bardzo m臋偶a. Kocha艂a go do szale艅stwa, ale nie wiedzia艂a, 偶e:

W ma艂ym miasteczku, gdzie stacjonowa艂 jej m膮偶, 聽urz臋dowa艂y 聽w jednym z mieszka艅, panie mi艂e i m艂ode i bardzo rozkoszne, kt贸re prowadzi艂y dom otwarty i ka偶dego wieczora odbywa艂y si臋 w nim alkoholowe libacje. Panie uwa偶a艂y si臋 za otwarte i bezpruderyjne, a wi臋c po mie艣cie posz艂a fama, 偶e mo偶na tam wst膮pi膰 i dobrze si臋 zabawi膰. Nie by艂o przepustek i 偶adnych ogranicze艅, a wi臋c panowie lgn臋li tam jak pszczo艂y do ula.

O tej melinie dowiedzieli si臋 dwaj panowie, kt贸rzy byli 偶o艂nierzami zawodowymi i mieszkali w koszarach, cho膰 w innym mie艣cie czeka艂y na nich spragnione i t臋skni膮ce 偶ony z dzie膰mi. Panowie korzystali z przepustek i zachodzili, zreszt膮 bardzo ch臋tnie do m艂odych dam, rozrywkowych dam i tam cz臋sto i g臋sto budzili si臋 o poranku, po mocno zakrapianej nocy, a potem wracali do swoich zaj臋膰 w jednostce.

Wszystko 艂adnie i pi臋knie si臋 uk艂ada艂o i panowie dobrze z paniami si臋 bawili, bo zawsze to by艂a jaka艣 rozrywka w ich monotonnym i stresuj膮cym 偶yciu. Wracali od 偶on, gdzie pobawili si臋 ze swoimi dzie膰mi, a po powrocie do koszar, rozrywka z paniami by艂a nad wyraz zn贸w 聽poci膮gaj膮ca i nie chcieli z tego rezygnowa膰. Panie by艂y weso艂e i dobrze si臋 z nimi sp臋dza艂o puste wieczory.

Jedna z pa艅, a by艂o jej na imi臋 Gra偶ynka zakocha艂a si臋 w jednym z nich, czyli w m臋偶u Ewy. 聽Pasowali do siebie, bo ona brunetka z niebieskimi oczyma, a on przystojny, 艣niady m臋偶czyzna, kt贸ry wpad艂 w oko Gra偶ynie. Mia艂 to co艣 w sobie, a wi臋c urod臋 i niesamowite poczucie humoru. Gra偶ynie nie przeszkadza艂 fakt, 偶e facet ma w domu 偶on臋 i dwie 艣liczne c贸rki. Ubzdura艂a sobie, 偶e musi go mie膰 za wszelk膮 cen臋 i odbierze go 偶onie, kt贸ra gdzie艣 tam na m臋偶a czeka艂a.

呕artowa艂a sobie, 偶e gdyby z ni膮 zosta艂, to ona z pewno艣ci膮 urodzi mu syna, o kt贸rym tak zawsze m贸wi艂 mi臋dzy jednym kieliszkiem, a drugim. 艢mia艂a si臋, 偶e kiedy b臋dzie pe艂nia ksi臋偶yca, to ona zwabi go do alkowy i tak poczn膮 wymarzonego syna, o聽kt贸rym on w 偶artach m贸wi艂, 偶e chcia艂by przed艂u偶y膰 swoje nazwisko, a c贸rki tego mu nie gwarantowa艂y. Utwierdzi艂a go, 偶e widocznie 偶onka jest do niczego, skoro rodzi mu same baby.

Tak bardzo wzi臋艂a sobie to do serca, 偶e pewnego wieczora, kiedy by艂a pe艂nia ksi臋偶yca, a ona mia艂a dni p艂odne, podla艂a mu sporo alkoholu i zwabi艂a do drugiego pokoju, wij膮c si臋 przed nim, aby tylko dosz艂o do kontaktu seksualnego i faktycznie dosz艂o, czego on na drugi dzie艅 kompletnie nie pami臋ta艂.

To by艂 pocz膮tek lat 80-tych, kiedy nikt nie s艂ysza艂 jeszcze o Internecie, mejlach i wiadomo艣ciach na Facebooku. Pisano listy, kt贸re sz艂y do艣膰 d艂ugo i do Ewy przyszed艂 w艂a艣nie taki list od anonimowego adresata, podpisany – 偶yczliwa.

Ewa dowiedzia艂a si臋 o romansie m臋偶a i ci膮偶y jego kochanki. Oczywi艣cie m膮偶 si臋 wszystkiego wypar艂 jak to zwykle bywa. Wsiad艂a w poci膮g i odnalaz艂a ow膮 Gra偶ynk臋, kt贸ra te偶 si臋 wypar艂a, ale po urodzeniu c贸rki poda艂a m臋偶a Ewy do s膮du o alimenty, a wi臋c dla Ewy sprawa by艂a jasna. M膮偶 Ewy wci膮偶 si臋 wypiera艂 i zaklina艂, a wi臋c kaza艂a mu zrobi膰 badania. Nie by艂o przecie偶 bada艅 DNA, a jedynie badanie z krwi. Okaza艂o si臋, 偶e jej m膮偶 mo偶e, ale nie musi by膰 ojcem.

Ewa jednak uwierzy艂a, 偶e jej m膮偶 jest ojcem tego dziecka i kompletnie si臋 rozsypa艂a. Mimo, 偶e by艂a siln膮 kobiet膮, to j膮 to wszystko psychicznie wessa艂o i nie dawa艂a sobie kompletnie z tym rady. Pewnego razu pojecha艂a do tego miasteczka i widzia艂a jak ulic膮 przechadza si臋 kochanka jej m臋偶a z ich wsp贸lnym dzieckiem. Nie m贸g艂 si臋 wywin膮膰, bo ma艂a by艂a jak zdj臋ta sk贸ra z jej m臋偶a.

Ten widok j膮 dobi艂 i si臋gn臋艂a po alkohol. Zapija艂a sw贸j smutek i te wszystkie niedopowiedzenia mi臋dzy ni膮, a jej m臋偶em. Pi艂a, ale nie zaniedbywa艂a domu i dzieci. Nie zaniedbywa艂a te偶 pracy i sama nie wiedzia艂a jak to wszystko by艂a w stanie ci膮gn膮膰, ale wszystko by艂o do czasu.

Wkrad艂y si臋 tabletki mi臋dzy alkohol i tak to wszystko miesza艂a. Nie mia艂a si艂y na spraw臋 rozwodow膮, bo wci膮偶 kocha艂a jak wariatka tego faceta. Ucieka艂a od my艣li, kt贸re j膮 dr膮偶y艂y, a wyobra藕nia pracowa艂a.

M膮偶 Ewy dba艂 o ni膮 i dzieci i ona to widzia艂a, bo stara艂 si臋 jak tylko m贸g艂, aby doda膰 jej si艂 i by zapomnia艂a o tym wszystkim, co z艂ego jej zrobi艂. Odrzuci艂a wi臋c alkohol, kt贸ry wci膮ga艂 j膮 w przepa艣膰, ale biega艂a do lekarzy, aby tylko mie膰 wci膮偶 przy sobie zapas tabletek na uspokojenie. 艁yka艂a je przed prac膮, po pracy i przed snem i tak min臋艂o jej 20 lat 偶ycia.

W pewnym momencie tabletki wmanewrowa艂y j膮 w pot臋偶n膮 depresj臋 i przesta艂a kompletnie radzi膰 sobie ze wszystkim. Podda艂a si臋 i sama przed sob膮 si臋 przyzna艂a, 偶e musi bra膰 coraz wi臋ksze dawki, bo inaczej poci膮g 偶ycia j膮 wysadzi i zostanie na bocznym torze.

Zwierzy艂a si臋 swojemu lekarzowi, 偶e bierze coraz wi臋cej lek贸w, a ten natychmiast skierowa艂 j膮 na oddzia艂 psychiatryczny na odtrucie kategoryczne od tego leku.

Pojecha艂a, cho膰 ba艂a si臋 piekielnie, co dalej i jak b臋dzie 偶y艂a je艣li lekarze zaznacz膮 w karcie na czerwono, 偶e nikt, ale to nikt nie mo偶e ju偶 jej wypisa膰 tego leku.

W szpitalu przesz艂a piek艂o w swojej g艂owie. Co艣 jej si臋 wali艂o na g艂ow臋, a m贸zg wywraca艂 si臋 na drug膮 stron臋 i z wielkim hukiem dawa艂 jej zna膰, 偶e albo prze偶yje, albo zwariuje. Nikomu si臋 nie skar偶y艂a, 偶e w jej psychice zapali艂 si臋 wulkan i leje si臋 lawa, a tylko le偶a艂a dniami i nocami skulona jak pies i wy艂a wewn臋trznie. Brakowa艂o jej si艂 i ju偶 my艣la艂a, 偶e nigdy nie wr贸ci do domu, a je艣li wr贸ci, to nikt jej nie pozna i nie b臋dzie wiedzia艂a jak dalej ma 偶y膰.

Kiedy lekarze stwierdzili, 偶e ju偶 jest gotowa, z klauzul膮, 偶e zaszy艂y zmiany w m贸zgu, kt贸re kwalifikuj膮 j膮 na dozgonn膮 rent臋, to si臋 za艂ama艂a, ale zdawa艂a sobie spraw臋, 偶e maj膮 racj臋. Wiedzia艂a, 偶e nigdy ju偶 nie wr贸ci do pracy. Wiedzia艂a, 偶e wszystko nadal j膮 przera偶a, a depresja rozganiana przez antydepresanty b臋d膮 jej towarzyszy艂y do ko艅ca jej 偶ywota. Bez nich popada艂a w stany l臋ku i paniki. Bez nich nie sypia艂a i 聽by艂a dra偶liwa, a wi臋c dzi臋kowa艂a lekarzom, 偶e dobrali jej dobre leki dzi臋ki kt贸rym jako tako mog艂a funkcjonowa膰.

M膮偶 Ewy wci膮偶 by艂 przy niej i by艂 na ka偶de jej zawo艂anie. Wozi艂 po lekarzach i czeka艂 cierpliwie w kolejkach do nich. Zmieni艂 si臋 i bi艂 si臋 w piersi, 偶e tak bardzo zniszczy艂 jej 偶ycie.

Ewa powoli wraca艂a do r贸wnowagi, ale potrzebowa艂a poczucia wielkiego bezpiecze艅stwa i stabilno艣ci i to po latach szarpaniny da艂 聽jej m膮偶. Powoli wraca艂a do siebie i mimo potwornych prze偶y膰 zacz臋艂a si臋 u艣miecha膰, cho膰 schowa艂a si臋 w swojej skorupie i ma艂o wychodzi艂a do ludzi. Nie zdawa艂a sobie sprawy z tego, 偶e mimo wszystko ludzie w mie艣cie , kt贸rzy kiedy艣 j膮 pot臋piali, 偶e si臋 nie rozesz艂a, teraz j膮 podziwiaj膮 i u艣miechaj膮 si臋 do niej. Pami臋taj膮, jaka by艂a uprzejma w pracy, ale najwa偶niejsze us艂ysza艂a od swoje lekarki po latach.

– Pani Ewo, jest pani pi臋kn膮 wewn臋trznie kobiet膮 i siln膮. Mam pacjentki, kt贸re nigdy sobie nie poradzi艂y z alkoholem i tabletkami i wci膮偶 trwaj膮 w swojej matni i prze偶ywaj膮 swoje demony, a pani da艂a rad臋. Gratuluj臋.聽

Po tych s艂owach swojej lekarki sz艂a do domu, a 艂zy zas艂ania艂y jej drog臋. Nikt jej tak nie pochwali艂 po latach heroicznej walki o swoje ma艂偶e艅stwo i mi艂o艣膰.

Ewa na zawsze znienawidzi艂a imi臋 Gra偶yna! M膮偶 po ponad dwudziestu latach zaproponowa艂, 偶e jest w stanie zrobi膰 badania DNA, ale Ewa zabroni艂a, gdy偶 nie chcia艂a krzywdzi膰 jego ewentualnej c贸rki!

Wci膮偶 偶yj膮 razem, a ludzie m贸wi膮, 偶e s膮 wspania艂ym ma艂偶e艅stwem. Ewa mimo, 偶e schowa艂a si臋 przed 艣wiatem, okaza艂a si臋 siln膮 i m膮dr膮 kobiet膮, ale tylko ona wie, ile za t臋 mi艂o艣膰 zap艂aci艂a!