Archiwa tagu: rak

A kiedy rodzice odchodzą.

Podobny obraz

Kto mnie czyta, to wie, że mam umierającą Mamę, która właśnie w otoczeniu bliskich za chwilę odda ostatnie tchnienie.

Być może przetrwa tę noc, a o poranku wejdziemy wszyscy w żałobę i organizowanie pogrzebu.

Nie rozpaczam póki co, bo już nie mogłam patrzeć na jej mękę i zmaganie się z chorobą, ale pewnie dopadnie mnie rozpacz, kiedy będzie po wszystkim, a w głowie zacznie się analizowanie tej przykrej sytuacji i będę musiała się bronić przed różnymi emocjami.

Kiedy odchodzi Matka, to umiera w nas jakaś czątka i coś się na zawsze skończy i nic z tym nie da się zrobić, a jedynym wyjściem będzie pogodzenie się z odejściem.

Nie mam siły więcej pisać, bo jestem rozedrgana, niespokojna i w domu palą się świece, aby dać wyraz temu, że całym sercem ją żegnam – na zawsze.

Jakże różne są stosunki z matkami i polecam poniższy artykuł znaleziony w sieci, mówiący o tym jak bardzo bywają skomplikowane relacje między córkami, synami z matkami, ojcami, rodzicami.

Polecam i może ktoś się do artykułu odniesie, a może wspomni o swojej mamie i relacjach z nią.

Czy jesteś cokolwiek winna matce, które cię nie kochała?

Córki, które doświadczyły zdrowego przywiązania w dzieciństwie, od mam odpowiadających na ich potrzeby, wyrastają na kobiety dostępne emocjonalnie, czułe, ufne, spontanicznie, pozostające w kontakcie z emocjami.

Córki, które nie doświadczyły bezpiecznej więzi z mamami, będą dorosłymi niedostępnymi emocjonalnie, odrzucającymi innych, niezdolnymi do spontanicznych reakcji emocjonalnych (odpowiedzialnych za budowanie bliskości). Mogą nabyć te umiejętności w toku terapii. Nadal stoją przed dylematem, czy podtrzymywać relację z matką, która nie była zdolna obdarzyć miłością i celowo rani.

Niekiedy córka próbuje chronić się myślą, że może jej matka w ogóle nie jest zdolna do okazywania uczuć, ale często okazuje się, że potrafi to, na przykład w relacji z synem.

Wiele córek niekochających matek nie tylko musi sobie poradzić z brakiem ich miłości, wsparcia i akceptacji, ale też z presją społeczeństwa na podtrzymywanie relacji, która stoi w sprzeczności z prawem do chronienia siebie przed jej destrukcyjnym wpływem.

Zerwanie relacji z własną matką jest piętnem, z którego córki są surowo rozliczane i z miejsca oceniane jako winne, niezależnie od tego, jak wiele okrucieństwa doświadczyły i jak wiele razy próbowały pojednania. Nikt nie wierzy, jak naprawdę wygląda ta relacja, ponieważ matki przy ludziach zachowują się zupełnie inaczej niż sam na sam z córkami. Jeśli nie rozmawiasz z własną matką, inni z miejsca wydają werdykt: coś z tobą jest nie tak, bo nikt normalny się na to nie decyduje. Zawsze świadczy to o tobie, nigdy o matce. Dlatego osoby z najbliższego otoczenia będą wywierać presję na dorosłej córce, by utrzymywała kontakt z matką, jakby podtrzymywanie tej więzi było jedynym słusznym i zdrowym wyborem.

Nawet kobiety, które zdecydowały się zerwać więź, często stoją przed ponownym dylematem spotkania, gdy matka jest umierająca.

O swoim doświadczeniu opowiada pisarka i terapeutka Peg Streep, która przez ostatnich 10 lat przed śmiercią jej matki, nie miała z nią kontaktu, a gdy zadzwonił brat, że to ostatnia chwila na pożegnanie, musiała stoczyć kolejną wewnętrzną walkę…

„Pewnego poranka, w lutym 2001, zadzwonił brat: „Mama umiera. Pomyślałem, że może chciałabyś przyjechać i się z nią po raz ostatni zobaczyć.” Nie widziałam się z nią, ani nie rozmawiałam przez ostatnie 10 lat, nie wiedziałam nawet, że jest chora.

„Czy chciała się ze mną zobaczyć, to z jej inicjatywy ten telefon?” – zapytałam. Brat zamilkł, odchrząknął i odpowiedział: „Nie.”

„Czy kiedykolwiek wspominała o mnie przez ostatnie miesiące, lata?” Zapytałam. Brat znów zamilkł, po czym odpowiedział: „Nie.” Po chwili dodał: „Pomyślałem, że może, mimo wszystko chciałabyś się pożegnać. To jej ostatnie chwile, jest nieprzytomna.”

Podziękowałam mu za telefon, życzyłam powodzenia i powiedziałam, że muszę to przemyśleć i do niego oddzwonię.

Zadzwoniłam do przyjaciół, krewnych, terapeutki i wszyscy doradzali: „Powinnaś jechać. Jesteś jej to winna, ponieważ cię urodziła, a takie spotkanie pozwoli ci zamknąć pewien etap.”

Moja terapeutka, którą podziwiałam, była kategoryczna, mówiąc mi, że mogę sobie nigdy nie wybaczyć, jeśli nie pojadę. Przyjaciele przekonywali, że poczuję się dobrze sama ze sobą, dokonując tego aktu ostatecznego obowiązku wobec matki. Nawet, jeśli moja matka była wobec mnie okrutna, takim gestem udowodnię, że w sprawach fundamentalnych, nie jestem ani trochę jak ona.

Wszyscy starali się być pomocni, mili i życzyli mi, bym była zadowolona ze swojego wyboru. Wiem, że mieli dobre intencje. Ale żadne z nich nie miało takiego dzieciństwa jak ja, ani takiej matki i nie mogli mnie zrozumieć.

Scena jaką ujrzałam w swoich wyobrażeniach, daleka była od zakończeń rodem z Holywood. Zobaczyłam siebie stojącą przy jej łóżku, mówiącą do niej, i jak podczas każdej innej rozmowy, okazałaby się niezdolna, by mnie wysłuchać, choć tym razem z innej przyczyny, finał byłby boleśnie znajomy. Stałabym tam ze łzami w oczach, zadając to samo od lat pytanie: „Dlaczego mnie nie kochałaś?”

Tym razem jej milczenie rozciągnęłoby się na wieki. A mała dziewczynka wewnątrz mnie znów zachowałaby nadzieję i modliła się z całego serca, że tym razem mama okaże jej miłość.

Nie pojechałam i nigdy tego nie żałowałam. Zignorowałam rady wszystkich, wybrałam z całą świadomością kosztów, jakie przyjdzie mi ponieść.

„Ludzie są wolni w podejmowaniu decyzji, ale nie są wolni od konsekwencji tych decyzji.”

To nie jest historia, którą ktokolwiek chce usłyszeć, ale jest to historia, która musi być usłyszana, w obliczu wszystkich historii przebaczenia i pojednania. Każda z tych historii świadczy na swój sposób o tym, co się dzieje, gdy matka nie potrafi kochać swojej córki.”

Marta Szyszko

fragmenty książki: „Mean Mothers. Overcoming the Legacy of Hurt” Peg Streep.

mean-mothers

http://niedoskonalamama.pl/jestes-cokolwiek-winna-matce-ktore-cie-kochala/mean-mothers/

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Wyznaczyć sobie datę śmierci!

Znalezione obrazy dla zapytania samobójstwo tabletki

Kiedy się tak siedzi godzinami z chorą Mamą i obserwuje, czy jeszcze żyje, czy oddycha.

Kiedy jesteś na telefonie i każdy dźwięk przeraża, że może właśnie umarła.

Kiedy budzisz się ze strachem takim, że serce chce od rana wyskoczyć z piersi.

Kiedy opada stres i nagle wszystkie członki wiotczeją i nagle chce się spać, bo napięcie spada.

Kiedy się tak siedzi obok chorej, to do głowy napływa setki pytań o tym czy chciałabym tak leżeć miesiącami i być zdaną na pomoc rodziny, Córek, hospicjum

Dlaczego hospicjum, a no dlatego, że każdy ma swoje życie, swoje zmartwienia i dlatego mogę zostać oddana w obce ręce.

W opiekę nad moją Mamą włączone jest pięć osób i się wymieniamy, ale przez te 28 miesięcy padamy na twarz – zmęczeni i okradzeni z własnego życia – zrezygnowani, ale walczymy, choć łykam prochy na serce.

W pewnym momencie znika współczucie dla chorej, bo przecież ile można, a co dzieje się w innych przypadkach, kiedy opieka spada tylko na jedną osobę – lepiej sobie nie wyobrażać, a jeśli jest osobą pracującą, to jest wielki dramat.

Jestem na antydepresantach i postanowiłam z każdego opakowania zatrzymać dla siebie, na przyszłość – listek z tabletkami na wszelki wypadek, abym miała wyjście.

Może uda mi się zebrać nawet 100 sztuk!

Nie zniosę jak moja Mama tego bólu, bo mam bardzo na ból – niską odporność.

Nie zniosę sadzenia kup w pampers, aby moje Dzieci to robiły i tej całej ceremonii, aby mi ulżyć morfiną!

W Polsce nie ma żadnej pomocy dla rodzin obarczonych opieką nad śmiertelnie chorymi i to rodziny są obarczone przeżywaniem w odchodzeniu, opieką, kiedy nie ma się sumienia oddać bliskiego do hospicjum.

Nikt nie poleci opiekunki na godziny, aby rodzina mogła odpocząć i złapać oddech, a te opiekunki trzeba szukać we własnym zakresie.

Moja Mama, to stara,  przedwojenna osoba  – zahartowana, ale to, co wyrabia z tym apetytem na życie jest już przesadą i sama nie wiem, czemu to służy i co chce nam wszystkim udowodnić?

Nasze życie jest podporządkowane bycia z Nią, ale padamy na pysk i nie okłamujmy się, ale czekamy na koniec.

Umierała kilka razy, a na drugi dzień była żywa jak żywczyk, a nam opadały kopary.

Jeśli zachoruję na raka, to nie przyjmę chemii wzorem mojej Mamy, którą chemia by dawno zabiła.

Wezmę te tabletki i odejdę w cichości, robiąc przestrzeń rodzinie, która odetchnie, że nie zabiorę jej cennego życia, bo życie jest piękne, a rodzina nie będzie obarczona kupami w pampers.

Sama wyznaczę sobie datę śmierci i piszę o tym śmiertelnie poważnie.

Choruje na nowotwór, sama wybrała datę śmierci. „Rak nie zrobi ze mnie niewolnicy”

Kiedy u 29-letniej Brittany Maynard zdiagnozowano raka mózgu, dawano jej kilka lat życia. Prognoza się jednak zmieniła – lekarze powiedzieli, że przeżyje pół roku. Chora jednak postanowiła inaczej. – Umrę pierwszego listopada – powiedziała Maynard, która walczy, by nieuleczalnie chorzy mogli zadecydować, kiedy chcą umrzeć.

W poniedziałek na YouTube zostało zamieszczone wideo, w którym 29-letnia Maynard opowiada swoją historię i mówi o planowanej dacie śmierci. – Po miesiącach badań, nadszedł bolesny moment dla mnie i mojej rodziny. Dowiedziałam się, że nie istnieje żadna metoda leczenia, która mogłaby uratować moje życie – mówi.

Diagnoza jak wyrok

U kobiety w styczniu zdiagnozowano raka mózgu. Na początku lekarze dawali jej kilka lat życia, jednak po szczegółowych badaniach okazało się, że jej stan się pogarsza i przeżyje najwyżej pół roku. – Rak się rozwija, zaczyna doprowadzać do bólu, którego nic nie jest w stanie uśmierzyć. Mam młode, zdrowe ciało, ale nowotwór zaczyna je zjadać. Musiałabym iść do hospicjum na kilka tygodni, może nawet miesięcy, a moja rodzina musiałaby oglądać moje cierpienie – mówi.

Trudna decyzja

By zrealizować swoje plany, Brittany razem z mężem i rodziną przeprowadziła się z Kalifornii do stanu Oregon, w którym dopuszcza się stosowanie środków przyspieszających śmierć.

Kobieta datę śmierci zaplanowała na 1 listopada, kilka dni po urodzinach swojego męża. Zaznacza jednocześnie, że nie jest to samobójstwo, że bardzo chciałaby żyć, ale nie ma dla niej lekarstwa. – Czuje ulgę, wiedząc, że mam możliwość umrzeć na własnych warunkach i chcę, aby inni w podobnej sytuacji również mieli tę opcję – mówi.

– Rak nie zrobi ze mnie niewolnicy – podkreśla. Głosy poparcia i sprzeciwu

Wideo z wyznaniem chorej na raka 29-latki zostało wyświetlone już ponad 6,5 mln razy. I jak zwykle bywa przy tak kontrowersyjnych tematach – wzbudziło zainteresowanie mediów, a także pobudziło do zagorzałej dyskusji zwolenników i przeciwników stosowania leków pozwalających przyspieszyć śmierć.

Bioetyk Arthur Caplan uważa, że przypadek Brittany Maynard ma potencjał, aby zmienić sposób, w jaki wielu ludzi – zwłaszcza młodych Amerykanów – postrzega ten problem. – Wielu z nich śledzi teraz tę historię i zastanawia się, dlaczego ich stan nie dopuszcza możliwości skorzystania z takich leków. Decyzja Brittany ma duży wpływ na to, co będzie się dalej działo w sprawie legalizacji tych środków – powiedział.

Z kolei Matt Walsh, dziennikarz „The Blaze”, jest „przerażony wizją debaty publicznej na temat dostępu do środków przyspieszających śmierć”. – Nie chce myśleć, że moje dzieci będą dorastać w kulturze, która otwarcie pozwala na samobójstwo. Jeśli uważasz, że to godne i odważne dla chorego na raka, który decyduje się zabić, to ciekawe, co mówisz o tych, którzy decydują się z tym żyć – zapytał Walsh.

https://www.tvp.info/17213869/choruje-na-nowotwor-sama-wybrala-date-smierci-rak-nie-zrobi-ze-mnie-niewolnicy

Powinna być eutanazja +

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą i w budynku

Rozmowa nr 1:

  • masz żyletkę może?
  • nie mam, a po co Ci żyletka?
  • chciałabyś wiedzieć.

Rozmowa nr 2:

  • zabij mnie
  • a jak mam Ciebie zabić?
  • są różne sposoby!
  • czy chcesz aby mnie zamknęli do więzienia?

Moja Mama ma dość choroby i najchętniej chciałaby już umrzeć i takimi życzeniami w czasie odzyskiwania świadomości nas informuje, że chce odejść.

Nie chce już być ciężarem i ma dość swojej choroby i bycia na tym łez padole.

Zdjęcie powyżej zrobiłam zaraz po lekarskiej diagnozie – rak i wygląda na nim całkiem zdrowo i korzystnie, ale wszyscy wiedzieliśmy, że z miesiąca na miesiąc będzie tylko gorzej.

Teraz nie ma jej połowy i leży w łóżku jak malutka kukiełka, trzcinka, maleńka laleczka, całkowicie od nas uzależniona.

Trzeba wszystko w łóżku, a więc karmić, myć i przewijać, bo kompletnie utraciła siły, czego bardzo się wstydzi, bo w przebłyskach świadomości zdaje sobie sprawę ze swojej choroby i z tego jakim jest obciążeniem.

Za chwilę zasypia na parę minut i dziś się obudziła i poprosiła bym trzymała Ją za rękę.

Usiadłam na stołeczku i trzymałam, gładziłam jednocześnie obserwując Jej oczy, które błądziły gdzieś po suficie i chciała coś powiedzieć, ale już i mowa zawodzi.

Przyszłam do domu i opowiedziałam Mężowi, a On, że muszę być silna i wszyscy musimy być silni, bo nie ma innego wyjścia.

Rozmawiałam z opiekunką do osób umierających, która mi powiedziała, że Mama ma raka i owszem, ale przy tym jest zdrowa, gdyż ma bardzo silne serce i prawidłowe o dziwo ciśnienie krwi i dlatego wciąż się broni przed śmiercią.

Od czasu do czasu odzyskuje świadomość i ma wolę umrzeć, ale polskie prawo zabrania eutanazji, a powinno być tak, że w obliczu takiego życzenia, lekarz powinien podać zgodnie z prawem ostateczny zastrzyk!

Mam w smartfonie zdjęcie umierającej, ale nigdy tego zdjęcia nie zamieszczę na blogu z szacunku do Niej i Jej choroby, bo tak nie wolno!

14 stycznia Mama ma Urodziny i skończy 87 lat, ale któż to może wiedzieć, czy doczeka?

Po tych żyletkach ryczę cały wieczór i sądzę, że kiedy Mama odejdzie, to rozsypię się na kawałki nie z powodu zmęczenia psychicznego, ale z powodu, że pierwszy raz w swoim życiu poprosiła mnie o trzymanie ją za rękę.

W mojej rodzinie urodziły się dwa istnienia, bo na świat przyszła Wnuczka mojej Siostry – Pola, a w rodzinie Męża urodził się Julian, a więc to są następne pokolenia, a my będziemy odchodzić i w tym momencie kolejny raz życzę sobie eutanazji w przypadku ciężkiej i nieuleczalnej choroby, bo nie chcę być dla nikogo ciężarem i nikomu nie chcę obierać jego życia.

Nie chcę by moje Dzieci obmywały mnie z śmierdzącego, ale w obliczu prawa w Polsce będę zmuszona do takiego upokorzenia!

W ilu domach odbywa się podobny dramat, a wszelkie rządy są na to głuche i ślepe, a więc w wielu domach są wielkie tragedie, a państwo nie robi z tym nic i ceduje opiekę nad śmiertelnie chorych tylko na rodziny, bo za hospicjum trzeba płacić krocie!

Wchodzić w Nowy Rok – 2019

 

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Nigdy nie robiłam z wejściem w Nowy Rok żadnych postanowień, bo znając siebie żadnego bym nie dotrzymała, a więc po co się katować!

Dziś pierwszy raz od dwóch lat się spłakałam, kiedy moja Mama leży w łóżku jak warzywo.

Przepraszam, że ja tak ciągle o tym, ale zdałam sobie sprawę z tego, że te dwa lata Jej choroby upłynęły mi na pstryk palcami i wszystkie dni mi się zlały w jeden dzień i stanowią jedną całość, a nie żaden miks przeżytych dni.

Przepraszam, że wypłakuję się Wam w rękaw, ale tak naprawdę mogę tylko na blogu się wykrzyczeć i opisać swoje emocje związane z chorobą Matki.

Ludzie się cieszą z nadejścia Nowego Roku, a ja jestem jednym wielkim smutkiem, bo w każdej chwili Mama może umrzeć, a więc takie czekanie jest bardzo wyczerpujące i wyniszczające.

Kiedy rano ktoś do nas zadzwoni, to umieram, bo może to być decydująca wiadomość i tak jest przez cały dzień, kiedy wsłuchuję się w telefon.

Uspokoję się wówczas, kiedy Mama odejdzie, bo to ciągłe napięcie mnie zabija i nie potrafię się cieszyć ze zwykłych, codziennych zdarzeń.

Sprzątam w napięciu, gotuję w napięciu, odpoczywam w napięciu i wciąż towarzyszy mi potężny stres, powodujący arytmię serca i rozdrażnienie.

Im jestem starsza, tym mniej mnie cieszy Sylwester i wchodzenie w Nowy Rok, bo zdaję sobie sprawę z tego, że ten Nowy Rok jest wielką niewiadomą i może stać się wszystko!

Mogę ja się rozchorować, albo mój Mąż, bo nie jesteśmy już młodzieniaszkami.

Moja Teściowa też już wiekowa i może być różnie, albo nie daj Boże może stać się coś złego moim bliskim!

Wiem, sama się nakręcam, ale każdy nowy dzień niesie niespodzianki nie zawsze przyjemne i nie zawsze optymistyczne.

Piszę właśnie o dziwnym dniu jaki przeżyłam tuż przed Wigilią!

Zadzwoniła do mnie koleżanka, której nie widziałam 25 lat, bo była w Ameryce.

Wróciła do Polski i przypomniała sobie o mnie.

Spotkałyśmy się i wydawało się, że jest mi życzliwa, tak jak kiedyś.

Zadzwoniła z życzeniami wesołych świąt i nagle spytała, co u mnie!

Odpowiedziałam, że mam chorą Mamę i te święta absolutnie mnie nie cieszą i nagle ona się rozłączyła nie z powodu braku zasięgu, bo oddzwoniła i skończyła swoje życzenia!

Nie chciała słuchać przykrych wiadomości – przygnębiających i dlatego jest tak, że swoje bolączki zatrzymuję dla siebie, bo ludzie chcą żyć w świecie tylko dobrych wiadomości i nie lubią cudzych opowieści o tym, że coś ich trapi i spędza sen z oczu.

A teraz coś innego w temacie balów Sylwestrowych, bo pasuje świetnie do mnie!

Sylwestrowe porady Michela Houellebecqa:

„Wystarczy zaplanować zabawę, aby mieć pewność, że się człowiek śmiertelnie wynudzi. Kilka poniższych rad powinno pozwolić na uniknięcie najgorszego:
– Z góry mieć świadomość, że zabawa skończy się fiaskiem. Przypomnieć sobie przykłady poprzednich porażek. Pogodzenie się ze zbiorową katastrofą, pokornie i z uśmiechem, może pozwolić na sukces, przekształcając nieudaną zabawę w banalnie przyjemne przeżycie.
– Zawsze zakładać, że będzie się wracać taksówką i samotnie.
– Przed zabawą: napić się.
– Podczas zabawy napić się, ale zmniejszając dawki. Lepiej we właściwym momencie wziąć pół pastylki lexomilu. Można się spodziewać szybkiego zapadnięcia w drzemkę, co jest stosowną chwilą to wezwania taksówki. Dobra zabawa to krótka zabawa.
– Po zabawie zadzwonić z podziękowaniami.
I na koniec pocieszająca perspektywa: wraz z wiekiem mija poczucie obowiązku zabawy, a zwiększa się potrzeba samotności. Prawdziwe życie bierze górę”.

Cytat dzięki Justyna Sobolewska
(Interwencje 2, przeł. Beata Geppert)

Do siego roku wszyscy, którzy tu zabłądzili, a poznaliśmy się dokładnie rok temu, kiedy na WP przeniosłam mojego bloga!

Cieszę się, że Was poznałam i dziękuję za komentarze i wspólną konwersację!

I jeszcze chcę napisać, że w każdego Sylwestra i przed – cierpiałam z moją suczką, której nie ma już z nami dwa lata, ale każdy Sylwester był dla niej traumą mimo środków uspokajających.

Tylko durnie i pajace odpalają race!

Obraz może zawierać: w budynku

Chcę jeszcze napisać, że ten Nowy Rok będzie fatalny dla polskiej polityki i na ulicę wyjdą wszystkie grupy społeczne i będą domagać się swojego, ale co ja tam wiem!

Dziś dotarła do Polaków wiadomość, że narodowiec dostał stanowisko w Ministerstwie Cyfryzacji, a to oznacza, że mogą nam zamknąć portale społecznościowe!

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Podsumowanie mijającego roku!

Podobny obraz

Życzenia

Idź Nowy Roku… 

tak mówi Rok Stary i znika…

z łezką w oku. 
Z ostatnią kartką kalendarza zerwijmy złe nastroje, 
zapomnijmy o wszystkich nieudanych dniach, 
przekreślmy niewarte pamięci chwile
 i wejdźmy w Nowy Rok

 jak wchodzi się na najwspanialszy bal świata!

Tego życzę bywalcom mojego bloga:))

Jaki był dla mnie, ten mijający rok?

Nie mógł być dobry, kiedy Mama kolejny rok przeleżała w łóżku z różnymi stanami, koło której wciąż trzeba chodzić i się opiekować, a to jest coraz większym wyzwaniem.

Umierała w jeden dzień, a na drugi zmartwychwstała  i tak było wiele razy ku naszemu zdumieniu.

Nie powinno się tak umierać przez – już 26 miesięcy, bo wszyscy padli na pysk i żyjemy w wiecznym stresie, gdyż z dnia na dzień trzeba pokonywać tytaniczną robotę.

Nawet nie wiem kiedy mi z przed nosa uciekły te dwa ponad lata, bo każdy dzień podobny jest do poprzedniego, a więc ciągła gotowość i wysłuchiwanie telefonu, bo trzeba pomóc, zastąpić, wziąć dyżur.

W pewnym momencie wysiadłam na maksa i ogłosiłam, że nie dam rady, że potrzebuję kilka dni na odpoczynek, wyciszenie i uspokojenie mojego skołatanego serca.

Musiałam to ogłosić, bo bym umarła prędzej niż moja Mama, gdyż nawet tabletki na serce przestały działać, a moja nerwica odezwała się na nowo.

Podobno wszystko jest po coś na tym świecie i w naszym życiu, ale nie umiem sobie wytłumaczyć tego, że po co Mama tak nas katuje i nie chce spokojnie odejść, abyśmy wszyscy odzyskali swoje życie, a do tego sądzę, że ta Jej katorga nie pogodzi zwaśnionych!

Spytałam Męża, czy mógł by się bawić na balu Sylwestrowym, a On mi odpowiedział szczerze, że w obliczu chorej, mojej Matki jest to wykluczone i ja tak samo uważam.

Nasi, starsi znajomi i odrobinę młodsi, będą balować, a my będziemy w domu, bo na żadne tańce nie mamy ochoty.

Nie mamy ochoty w obliczu umierania skakać do melodii –  te oczy zielone, czy ona tańczy dla mnie!

Mój Mąż pomagał w oporządzeniu mojej Mamy ze śmierdzącego i za to Mu bardzo dziękuję i podziwiam  za to, że co wieczór idzie ze swoją Mamą – staruszką na spacer, która jest po zabiegu na sercu.

Oboje, my starsi już ludzie uwikłani jesteśmy w starość 20 lat później i musimy na co dzień zmagać się z chorobami naszych Matek, ale jakie mamy inne wyjście?

Za chwilę i aż się boję sobie wyobrażać, kiedy to my będziemy potrzebowali pomocy ze strony naszych Dzieci i co one postanowią w razie naszej niedołężności?

Może oddadzą nas do domu seniora, a może do hospicjum – któż to wie?

Wciąż piszę na moim blogu, że każdy chory, nieuleczalnie powinien mieć prawo do eutanazji na swoje, wyraźne życzenie – koniec i kropka.

Ja sobie nie życzę, aby moje Dzieci uprzątały spode mnie to śmierdzące!

W obliczu tego, co nas z Mężem dotyka, rozmawiamy dość często o przemijaniu i mój Mąż pracoholik podkreśla, że jeśli nie będzie mógł pracować, to umrze z nudów, zgorzknieje i zdziwaczeje, a ja będę miała z Nim nie lada kłopot i już się boję takiego stanu!

Odchodząc od trosk z umieraniem chcę też podkreślić, że ten rok był fatalny dla naszej Polski.

Ludzie, którzy teraz rządzą krajem, to wyjątkowi kłamcy, dranie i może w następnym roku w Polsce coś się takiego stanie, że Polacy przejrzą na oczy i pokażą im czerwoną kartkę!

Na Twitterze przeczytałam dość ciekawy wpis, bo:

Z Twittera wzięte!

Jack‏ @zKaszebe

Coraz częściej nachodzi mnie perwersyjna myśl by w wyborach parlamentarnych zagłosować na PiS. Niech wygrają i zmierzą się z kryzysem gospodarczym, drożyzną, wzrostem bezrobocia, strajkami itd. Będzie ciekawie i będzie się działo.

Może Wigilia przyniesie wybawienie!

Znalezione obrazy dla zapytania rak choroba

Obudziłam się dziś już o 6 rano, cała zdrętwiała i zdenerwowana.

Bosze zaraz przyjdzie czas szykować święta, a ja trochę jestem w lesie – pomyślałam.

Poranna kawa i myślę, co muszę zrobić na teraz, już, szybko, bo telefon noszę ze sobą po całym mieszkaniu, aby usłyszeć wezwanie do zmiany pampersa.

Spokojnie – gadam do siebie, że w takiej sytuacji niech szlag trafi te święta, kiedy Mama leży na łożu śmierci i ważniejsza jest opieka nad Nią, aniżeli te cholerne kurze i niedoróbki w domu.

Niech szlag trafi listę zakupów na kartce dla Męża, aby pomógł mi zgromadzić potrzebne produkty.

Spinam się i robię listę zakupów, a potem zmuszam się do zmiany pościeli, bo choć nie brudna, to wypada na święta.

Kiedy mam już wszystkie zakupy w domu, to wcale się nie uspokajam, bo czekam na telefon i jest!

Trzeba przyjść, bo znowu, a więc zakładam byle jakie laczki, zarzucam kurtkę  –  lecę i o bogowie szczęście, że jest blisko.

Okej udało się z pomocą założyć leżącej pampersa po uprzątnięciu i na nowo mogę myśleć, co mam jeszcze do zrobienia.

Na szybko pucuję witrynki, gdzie zgromadzone są jakieś kieliszki do wina, miseczki, talerzyki  – uf, ale wciąż gapię się na telefon i znowu jest!

Lecę na złamanie karku, bo nie chcę, by Mama leżała w nieczystościach.

Podnosimy ją pewnym sposobem, aby umyć, co trzeba i podłożyć tego cholernego pampersa.

Nie jest łatwo, bo nikt z nas nie jest pielęgniarzem, ale musimy temu podołać, a ja się spieszę, bo każdy ruch budzi u Mamy ogromy ból, a mnie się ręce trzęsą, aby szybciej ułożyć ją w normalnej pozycji.

Mama krzyczy, że wszystko Ją boli, ale nie możemy już delikatniej, choć się strasznie staramy.

Po zmianie pampersa wróciłam do domu na drewnianych nogach i z bolącym kręgosłupem  padłam na kanapę kompletnie bez sił, a tu za 15 minut telefon, że znowu!

Lecę choć serce wali jak młot. Zmieniamy pampersa, który się rozdarł, a więc na nowo przekładamy Mamę i próbujemy powtórnie, a za 10 minut trzeba było zrobić to jeszcze raz.

Karmię Mamę lekką zupką ciesząc się, że zjadła 10 małych łyżeczek, bo od trzech dni nie chciała nic jeść, bo nam odleciała.

I tak nagle słyszę – wrzućcie mnie do Wisły i zaczęła płakać.

Wygłaskałam, wycałowałam, ale kurwa, nigdy nie zapomnę tych łez w tych bladych oczach, pozbawionych blasku!

My 60 – latkowie mający swoje schorzenia, w czwórkę z pomocą młodszej osoby, a więc jest nas piątka tego umierania mamy po kokardy, ale walczymy!

Może Wigilia przyniesie wybawienie!

 

 

Prawo do eutanazji, ale nie w katolickim zaścianku!

Znalezione obrazy dla zapytania eutanazja

Jakieś 10 lat temu poznałam młodego człowieka w wieku 30 lat.

Młody, przystojny mężczyzna, który cierpiał na potworną depresję i żadne leki mu nie pomagały.

Cierpiał duchowe katusze, bo tak go bolało wszystko i nie umiał sobie z tym poradzić latami.

Opowiadał, że różnymi drogami zbierał psychotropy i powiedział mi, że jeśli w Polsce nie ma eutanazji, czyli zgody na  dobrą śmierć, to on to zrobi sobie sam.

Powiedział mi, że ma zgromadzone 10 fiolek z mocnym lekiem, a w każdej jest 60 tabletek, a jeśli popije to alkoholem, to nie ma siły, aby go uratowano.

Myślałam, że to tylko takie gadanie, ale po trzech latach dotarła do mnie wiadomość, że to zrobił!

W Europie jedynymi krajami, które dopuszczają czynną eutanazję, są Holandia, Belgia i Luksemburg.

Muszą być mocne argumenty, aby dokonać eutanazji i nie jest to decyzja hop siup, a każda  musi mieć mocne przesłanki rozpatrywane komisyjnie.

W Polsce możemy zapomnieć o wprowadzeniu takiego prawa, bo Polska mocno związana jest z kościołem, a więc kiedy ja zamienię się w warzywo nie będę miała prawa do osobistej decyzji, aby nie być istnieniem uciążliwym dla swoich bliskich, którzy też mogą mieć swoje jednostki chorobowe z racji wieku!

To my mając 60 lat, często jeszcze pracując, obarczeni jesteśmy opieką nad chorym rodzicem, albo rodzicami i takich domów jest bardzo dużo.

Medycyna pozwala żyć dłużej nawet leżącemu i my dzieci jesteśmy umordowani do granic wytrzymałości, ale staramy się pchać ten wózek, chociaż po obrobieniu chorego ze śmierdzącego – padamy na pysk.

Nie chcę tak! Nie godzę się na to, aby moje Dzieci wymiatały z pod mojego tyłka śmierdzące.

Dlatego jestem za skróceniem mi życia, ale może być, to moje pobożne życzenie, bo w tym kraju nie szanuje się umierających i odbiera im się godność, a opiekunów sprowadza się do maszynek i zabiera im się resztki  życia, kiedy by mogli godnie przeżywać wchodzenie w swoją starość.

A tak bierzesz papier, chusteczki nasączone, piankę do mycia, podkład i  usuwasz śmierdzące, ale nie rzygasz, bo to twoja Matka, Ojciec, Dziadek, Babcia i tak to wygląda!

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i niektórzy radzą sobie inaczej, aby choroba bliskiej osoby absolutnie nie była przeszkodą w obchodzeniu tych rodzinnych, natchnionych świąt i czytamy:

MARIANNA FIJEWSKA, 17 grudnia 2018

„Mam w d..ie matkę. Czekam, aż umrze”. Świąteczny koszmar w szpitalach.

Pielęgniarka: „Zapytałam tej kobiety, czy dawała mamie jeść i pić, choć dobrze wiedziałam, że pacjentka od jakichś dwóch dni nie miała nic w ustach. Spojrzała na mnie ze złością i powiedziała: „Co mi pani sugeruje?”.

Marianna Fijewska, Wirtualna Polska: W jaki sposób bliscy pozbywają się najstarszych członków rodziny na Święta Bożego Narodzenia?

Justyna, pielęgniarka ze szpitala publicznego pod Warszawą: „Nie wiem, co się dzieje! Mamusia gorzej wygląda!”, „Tato ma biegunkę „, „Babcia nie chce jeść” – każdy powód jest dobry, a prawda jest taka, że oni sami przyczynili się wcześniej do pogorszenia stanu zdrowia pacjenta. Starszy człowiek jest jak dziecko, jeśli przez dwa dni nie dostanie leków, picia, czy jedzenia , natychmiast się odwodni. Następstwem odwodnienia jest najczęściej zagęszczenie moczu, które wywołuje zapalenie układu moczowego. Gdy pacjent trafia na oddział, pobieramy mukrew i widzimy, że ma stan zapalny . W takiej sytuacji nie możemy odmówić przyjęcia.

Od kiedy zaczęło się to masowe przywożenie najstarszych pacjentów do szpitala?

Przez cały rok zdarzają się takie sytuacje, ale od piątku rozpoczął się istny koszmar. W tym momencie na oddziale internistycznym na 40 pacjentów mamy 15 leżących, jeszcze wczoraj było ich 17, ale w nocy dwóch zmarło. Wiemy, że to się dopiero zaczyna. Tak naprawdę najgorsze czeka nas w nadchodzącym tygodniu. W ubiegłym roku po 20 grudnia nie było miejsc na oddziale, więc ci staruszkowie leżeli na korytarzu, jeden obok drugiego.

Ile czasu potrzeba, żeby wyleczyć odwodnionego starszego pacjenta?

Jeśli doszło do zapalenia, starszy człowiek musi przejść kurację antybiotykową, bo inaczej może dostać sepsy i umrze. Taka kuracja trwa siedem dni. Jeśli do zapalenia nie doszło, tylko jest chwilowe pogorszenie stanu zdrowia, pacjent może wyjść ze szpitala po trzech lub czterech dobach, ale po tym czasie rodziny i tak się nie zjawiają. Przestają odbierać telefony i nie ma żadnej możliwości, żeby się z nimi skontaktować. A zgodnie z prawem nie możemy wypisać pacjenta, który nie jest samodzielny. Więc leży na oddziale, aż do momentu, w którym rodzina łaskawie się zjawi. Niech pani sobie wyobrazi, że ci pacjenci przyjeżdżają do nas zapakowani jak na wycieczkę. Mają w torbach ubrania na dwa tygodnie, a do tego świąteczne małe choineczki albo światełka. Rodziny pakują staruszków z pełną świadomością, że nie odbiorą ich przed Świętami, ani nawet przed Sylwestrem.

Jak się tłumaczą, gdy już się pojawiają?

Wymyślają najróżniejsze historie. Że byli w pracy, że sami zachorowali, że mąż był w delegacji i nie mieli jak odebrać pacjenta. Tylko kto jeździ w delegacje na Święta? Czasem też pojawiają się w drugi dzień Świąt, żeby odwiedzić pacjenta. Są to zazwyczaj kobiety – wnuczki albo córki. Przychodzą same i użalają się nad leżącym: „Oj biedna mama, tak mi jej szkoda!”. A jak mówimy, że możemy już wypisać pacjenta, to nagle zmieniają narrację. Wymyślają, że nie mogą dzisiaj zabrać go do domu, bo pracują przez całe Święta, albo datego, że dziecko zachorowało nazapalenie płuc i istnieje ryzyko zarażenia. Później w pośpiechu opuszczają szpital i pojawiają się dopiero po Nowym Roku.

Pani zawsze widzi po rodzinach, gdy udają?

Im bardziej płaczą, że coś złego dzieje się z pacjentem, tym bardziej wiadomo, że to szopka i sami przyczynili się do pogorszenia stanu zdrowia. Jako personel medyczny mamy związane ręce. Mamy pewność, że rodzina zaniedbała pacjenta, ale nie ma na to twardych dowodów. W piątek kobieta przywiozła 67-letnią mamę w stanie wegetatywnym. Powiedziała: „Nie wiem, co się stało, mama jeszcze trzy dni temu chodziła”. Zapytałam, czy dawała jej jeść i pić, choć dobrze wiedziałam, że pacjentka od jakichś dwóch dni nie miała nic w ustach. Ta kobieta spojrzała na mnie ze złością i powiedziała: „Co mi pani sugeruje?”. Zamilkłam, nie mogę nic zrobić, nie mając twardych dowodów.

A zdarza się, że ktoś mówi wprost: „Nie zajmę się mamą, babcią czy dziadkiem, bo nie mogę. Bo nie mam siły”?

Dwa miesiące temu przyszła dziewczyna i powiedziała wprost: „Mam w d..ie matkę. Czekam, aż umrze”. Myślałam, że się przesłyszałam. Spojrzałam na nią, jak na wariatkę, ale co mogłam powiedzieć? Pacjentka zmarła wczorajszej nocy. Dziś rano córka przyszła na oddział uśmiechnięta i szczęśliwa. Chciała tylko odebrać rzeczy.

Tak postępuje najbliższa rodzina?

Starsi pacjenci to nie są miłe osoby. Robią pod siebie, śmierdzą, budzą się w nocy , gdy coś ich boli, dostają ataków furii – krzyczą, plują i gryzą. Tak naprawdę wymagają całodobowej opieki, której rodzina ze względów finansowych i organizacyjnych nie jest w stanie im zapewnić. W końcu przychodzą Święta i taka rodzina pragnie, z całego serca, mieć trochę spokoju, więc pozbywa się pacjenta w jedyny możliwy sposób. Na miejsce w państwowych domach opieki dla seniorów czeka się czasem dwa lata, prędzej można umrzeć, niż doczekać. A poza tym oddanie bliskiej osoby jest przyznaniem się do pewnej porażki.

Czy po tych starszych ludziach widać smutek?

Oni są w większości w stanie wegetatywnym, ale nie wszyscy. Miesiąc temu trafił do nas dziadek ewidentnie zaniedbany przez syna. Zapytałam go wprost: „Czy syn pana głodził?”. Rękami i nogami zapierał się, że absolutnie nie, że syn się starał, że go karmił, że był dla niego bardzo dobry. W końcu przyznał: „Ze dwa razy mnie nie nakarmił, bo tak ciężko pracuje, że zapomniał”. Oni mają wdrukowane w głowie, że ich bliscy są dobrzy i kochani. Kłamią, jak z nut, żeby chronić swoje dzieci.

Chronić, bo szpital mógłby wnieść oskarżenie?

Nie. Oni ich chronią sami dla siebie. Bardzo potrzebują mieć dobry obraz bliskich. Wmawiają sobie, że rodzinie na nich zależy. Ja się z nimi nie kłócę – myślę, że to często ostatnia rzecz, która w ogóle trzyma ich przy życiu. Święta na internie, to najsmutniejsze Święta, jakie można sobie wyobrazić.

https://kobieta.wp.pl/mam-w-die-matke-czekam-az-umrze-swiateczny-koszmar-w-szpitalach-6328514414717057a?amp=1&__twitter_impression=true&fbclid=IwAR1t0tczO5H817IMrZn728ls77-yrmMIfEqBDW98O2i4KNeWW9lNOfgIsZ0