Archiwa tagu: rak

Bez obciążenia!

Romantyczne zdjęcia starszych par udowadniają, że miłość się nie starzeje - Kobieta.pl

Jan i Janina obchodzili 50 rocznicę swojego ślubu!

Ich dzieci przyjechały na tę rocznicę z zagranicy, gdzie wyjechały zaraz po studiach i tam założyły swoje rodziny!

Syn i Córka nie bali się zostawić w kraju swoich rodziców, bo zawsze wiedzieli, że ich rodzice zawsze się kochali i o siebie dbali.

Uroczystość była piękna, bo byli bliscy, znajomi, przyjaciele i oczywiście kwiaty, szampan, tort i dużo życzeń, oraz miłości!

Jan był zaledwie tylko jeden rok starszy od swojej żony i kiedy przeszli oboje na emeryturę, to szukali sobie zajęcia, by na tej emeryturze się nie nudzić.

Całe swoje życie przepracowali i ogromnie się starali, aby dzieci porządnie wychować i wykształcić, a dzieci były  bardzo zdolne i chętne do nauki!

Na emeryturze kupili piękną działkę i tam od wiosny do jesieni spędzali razem czas, co dawało im wiele radości.

Ona specjalizowała się w uprawianiu kwiatów, a on zajmował się warzywami, truskawkami, pomidorami uprawianymi w namiocie, a w wolnych chwilach przesiadywali na działce, korzystając ze spokoju i świeżego powietrza.

Zimą natomiast lubili czytać książki siedząc przed kominkiem w towarzystwie kota i psa i to była ich taka sielanka małżeńska.

Z dziećmi komunikowali się przez Internet, ale w każde święta spotykali się przy wspólnym stole z bliskimi, ale także oczywiście z wnukami!

Zawsze ze sobą współpracowali i on robił zakupy, a ona gotowała obiady i zajmowała się domem i wiedzieli, że nie mogą bez siebie żyć!

Jakoś 7 miesięcy po uroczystości Janina dostała wielkich boleści i Jan wezwał karetkę.

Po dogłębnych badaniach okazało się, że Janina ma raka wątroby i jest już za późno na operację, bo lekarze stwierdzili, że życie Janiny jest zagrożone, a choroba będzie szybko postępować.

Jan wziął żonę do domu i opiekował się nią jak najlepiej umiał, a więc podawał leki, gotował posiłki i nieba by żonie uchylił!

Pewnego wieczora wyjął wszystkie albumy i razem na kanapie przeglądali zdjęcia zrobione podczas ich życia i małżeństwa.

Zrobił to w dwa miesiące po diagnozie choroby żony, ale nie tylko!

Jan był na profilaktycznych badaniach i z nich wyszło, że ma raka trzustki  i to jest kwestia czasu, bo może zostało mu pół roku życia!

Powiedział o tym żonie, bo zawsze był z nią szczery!

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia i ponownie przyjechały dzieci i wnuki, które kompletnie nie znały sytuacji!

Dzieci tylko zauważy, że rodzice schudli, ale brano to na karb wieku i rzekomo nowej, uzdrawiającej diety, gdyż tak im powiedzieli rodzice.

Po świętach, bo w Nowy Rok Jan i Janina wsiedli do szybkiego, swojego samochodu!

Jan wybrał trasę, przy której rosną mocne drzewa blisko szosy!

Samochód nabrał potężnej prędkości i uderzył w drzewo.

Przyjechały służby i z  samochodu nie było, co zbierać!

Jan i Janina zostawili list w domu na stole do dzieci z wielkimi przeprosinami!

Napisali, że nie chcieli ich obarczać opieką i nie chcieli być rozdzieleni w domach opieki, czy w hospicjach!

Do listu została dołączona fotografia z ostatniej Wigilii, na której wszyscy się uśmiechali!

Poprosili, aby zająć się ich kotem i psem, a także dołączone były wszelkie sprawy spadkowe, które Jan zdążył załatwić!

Zdjęcie

Eutanazja powinna być legalna!

Jack, jakiego nie znacie - Film w Interia.pl

Niedawno obejrzałam film bardzo smutny, ale i potrzebny na temat eutanazji!

Film nosi tytuł „Jack jakiego nie znacie” i w roli lekarza amerykańskiego wcielił się Al Pacino – rewelacyjny!

Film zrealizowano na faktach i opowiada o lekarzu Jacku Kevorkianu, który przez lata walczył w Ameryce o prawo do eutanazji nazywanej jako samobójstwo wspomagane.

Zgłaszali się do niego ludzie nieuleczalnie chorzy, którzy z powodu bólu, cierpienia nie chcieli dalej żyć!

Lekarz działał niezgodnie z amerykańskim prawem, ale dokonał 130 razy tzw. samobójstw wspomaganych i w sądach tłumaczył, że nie jest zabójcą, a jedynie robił usługę medyczną!

Przed eutanazją robił dokumentację i wszystkie osoby chore, proszące o przerwanie im męki nagrywał jako dowód.

Nagrywał, aby  mieć dowód na to, że działał w imię empatii w stosunku do ludzi śmiertelnie i nieodwracalnie chorych!

Sam skonstruował urządzenie do podawanie leku – najpierw usypiającego, a potem zatrzymującego akcję serca.

Chorzy nie cierpieli, a odchodzili spokojni i przed podaniem leków mogli się pożegnać z bliskimi – a wszystko było nagrywane!

Niestety, ale w Ameryce nie został zrozumiany i w konsekwencji skazano go na 8 lat więzienia mimo, że sam był człowiekiem już wiekowym!

Walczył do końca o prawo do eutanazji, gdyż uważał, że każdy chory ma prawo do godnej śmierci, kiedy cierpi i wyje z bólu, a także jest ciężarem dla bliskich!

Po obejrzeniu tego filmu doszłam do wniosku, że chciałabym mieć taki wybór i nie chciałabym nigdy stać się ciężarem, kiedy będę robiła w pampersy, a ból nie będzie niwelowała nawet morfina!

Moja chora na raka matka prosiła mnie o żyletkę, bo miała dość cierpienia!

Mam bardzo niski próg znoszenia bólu i naprawdę chciałabym odejść godnie bez obciążania bliskich, bo oni mają prawo do swojego życia!

Cd. niżej  – o dramatach, kiedy to współmałżonek dokonuje wyboru i sam dokonuje eutanazji w domowych warunkach ze względu na brak innego wyjścia i tak qurwa nie powinno być!

Oglądałam też film o zamordowaniu swojej, bardzo chorej żony dla przez męża dla, której nie było żadnego ratunku!

Film pt. „Milość” opowiada właśnie o tym, że z braku dostępu do eutanazji mąż dusi poduszką swoją żonę i po tym zgłasza się na policję!

Eutanazja powinna być legalna, a nie, że ludzie umierają w boleściach w hospicjach – często samotni!

Takie powinno być prawo starości!

Zdj. ilustracyjne /JOE GIDDENS /PAP/EPA

Zdj. ilustracyjne/JOE GIDDENS /PAP/EPA

92-latek udusił ciężko chorą żonę, z którą był od 70 lat. „Nie mogłem znieść, jak cierpi”

​92-latek został w Niemczech skazany za zabójstwo swojej żony, z którą był przez 70 lat. Mężczyzna tłumaczył, że był już całkowicie wyczerpany psychicznie i fizycznie opieką nad swoją ciężko chorą małżonką!

Julius S. i Margarethe z Gemuenden am Main w Bawarii byli małżeństwem przez 70 lat. Tworzyli spokojny związek, nie mieli dzieci. Na starość pojawiły się jednak problemy – kobieta zaczęła chorować. Przez problemy związane ze stawami nie mogła się poruszać oraz zaczęła jej towarzyszyć demencja.

Julius przez lata opiekował się kobietą. Jak jednak tłumaczył w sądzie, zajmowanie się ciężko chorującą żoną wyczerpywało go fizycznie i psychicznie. Zaczął sam cierpieć na depresję. Twierdził, że nie widział innego sposobu rozwiązania sytuacja, jak pozbawienie małżonki życia.

Między nami była wspaniała harmonia. Szanowaliśmy się, wspólnie decydowaliśmy o wszystkim. Dlatego nie mogłem znieść, jak cierpiała moja żona – tłumaczył 92-latek. Musiałem ją uwolnić od demencji i wszystkich innych problemów – mówił.

Do zbrodni doszło na początku listopada 2019 roku. Oglądaliśmy telewizję, chociaż ona nic już nie rozumiała. Potem dałem jej tabletki nasenne, nie miała pojęcia, co się wokół niej dzieje. Usiedliśmy na łóżku, wypiliśmy razem kieliszek wina, a potem udusiłem ją kocem – powiedział. Zdaniem ekspertów, śmierć była szybka i bezbolesna.

92-latek przygotował instrukcje dotyczące pogrzebu, napisał listy pożegnalne i przygotował umowy dla firm ubezpieczeniowych, by nikt potem nie musiał niczego szukać. Następnie przyznał się do przestępstwa.

Sąd skazał mężczyznę na dwa lata więzienia. Musi także zapłacić wybranej organizacji non-profit 10 tysięcy euro. Tłumaczono, że to łagodny wyrok, bo Julius S. „nie działał ze złością, ale w rzekomym interesie ofiary”

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-92-latek-udusil-ciezko-chora-zone-z-ktora-byl-od-70-lat-nie-,nId,4850955

 

Chemia nie pokona raka!

 

Od świechny, mojej blogowej znajomej dostałam tytuł filmu pt. „Dowcip” w której rolę główną zagrała Emma Thomson – coś niesamowitego!

Film jest o tym, że:

„Profesor Vivian Bearing to uniwersytecka specjalistka od siedemnastowiecznej poezji, kobieta uparta, pewna siebie. Pewnego dnia dowiaduje się, że ma raka w zaawansowanym stadium, a jedyną nadzieją pozostaje eksperymentalna chemioterapia pewnego wybitnego medyka. Rozpoczyna się 8 miesięcy terapii, podczas których Vivian będzie musiała w rzeczywistości pogodzić się z faktem, że wkrótce umrze.”

Ona umarła po inwazyjnej chemioterapii w kompletnym osamotnieniu i naprawdę tym razem nie polecam nikomu tego filmu, który oglądającym wypruwa falki i wpędza w okropną depresję!

Ja ryczę od rana do wieczora!

Po obejrzeniu tego filmu jestem rozbita na kawałki mojego jestestwa i gdybym usłyszała taką diagnozę, to nigdy bym się nie podała chemioterapii, bo po niej się po prostu umiera o wiele szybciej, niż bez niej!

Nie jest nikt ocalony w wyroku rak, że chemioterapia pokona tą chorobę i ten film uświadomił mi to, że lepiej umierać w boleściach wspomaganych morfiną, aniżeli rzygać po chemii i trząść się z zimna w katorżniczej niemocy!

Ten film uzmysłowił mi, że lekarze na chorych na raka stosują swoje metody w walce z chorobą i jak dotąd żaden z nich nie wynalazł sposobu, aby chorobę pokonać!

Wszyscy chorzy na raka są królikami doświadczalnymi i jeśli ja zachoruję, to nigdy nie poddam się chemioterapii, która zabija!

Jeśli ktoś zna osobę wyleczoną przez chemię, to niech napisze jej świadectwo wyzdrowienia, ale wiem, że takich osób jest garstka!

Dowcip – Kinoblog

Onkologia w Polsce leży na łopatkach!

Kiedy Tom obciął włosy swojej żonie Joan, gdyż zaczynały jej wypadać po chemii – rozłożyło mnie na łopatki, gdyż wiem, że mój Mąż tak samo by postąpił.
Dwoje ludzi w średnim wieku było ze sobą sporo już lat i stanowili naprawdę świetną parę, która już na końcówce życia była dla siebie nie tylko małżeństwem, ale i wielkimi przyjaciółmi.

Spędzali ze sobą każdą wolną chwilę, siedząc w wygodnych kanapach i kiedy on sączył piwo, to ona lubiła z nim żartować i prowadzili ze sobą humorystyczne dialogi!

Kochali się bardzo i tej miłości nie zniszczyła nawet śmierć jedynej ich córki!

On jej nie odstępował, a ona dbała o niego i oboje cieszyli się swoją obecnością.

Wszystko jednak się zmieniło, kiedy Joan wieczorem poszła wziąć prysznic i nagle wyczuła w jednej z piersi jakiś guzek!

Oczywiście powiedziała o tym mężowi, a on, że jutro zawiezie ją do lekarza i tak też się stało!

Pierwsze badanie i lekarz uspokajał, że to może być tylko cysta, ale zlecił badania dalsze i okazało się, że Joan ma raka!

Piszę o filmie brytyjskim pt. „Ordinary Love”, który został zrealizowany w 2019 roku!

W filmie zagrał świetną rolę Liam Neeson, a jego żonę Lesley Manville!

Nie wiem dlaczego ten film jest pominięty w polskiej kinematografii i przeszedł bez echa prawie, kiedy to jest tak bardzo wartościowe kino, tak świetnie nakręcony obraz o tym, że każda z kobie z kobiet, ale i mężczyźni mogą na raka zachorować!

Akcja filmu rozgrywała się w Irlandii i w filmie pokazano wzorową wręcz służbę onkologiczną, kiedy ludzie nie siedzą w kilometrowych kolejkach po pomoc!

Niedawno rozmawiałam ze swoją Córką, która opowiedziała mi o chorej na raka znajomej.

Opowiadała, że lekarz onkolog spytał się pielęgniarki ile ma na dziś chorych i dowiedział się, że to jest 90 osób tylko do jednego lekarza, a zapisanych na badania było ponad 500 osób!

Takie mamy czasy, że ten cholerny rak nas dziesiątkuje i coraz częściej atakuje nasze organizmy, a lekarze załamują ręce, bo system służby zdrowia w Polsce jest niewydolny i strasznie nieporadny, a przede wszystkim niedofinansowany!

Obecny rząd wolał przelać 2 miliardy złotych na telewizję Kurskiego zamiast na onkologię, a ludzi chorych na raka przybywa w zastraszającym tempie!

Jak może być wydolna onkologia skoro kolejny minister zdrowia odchodzi z resortu, bo się nachapał tyle kasy, że teraz się boi, że dobiorą mu się do dupy!

Filmowa Joan nie musiała tygodniami czekać na kolejne badania, bo miała je rozpisane krok po kroku i w odpowiednim czasie otrzymała serię chemii i badania tomograficzne!

U nas możemy liczyć tylko na Jurka Owsiaka, któremu nasze zdrowie jest ważne, a rząd niech go szlag trafi!

Każda z nas w Polsce może zachorować i każdy z nas, ale leczyć się w tym kraju to droga przez mękę i spodziewam się samobójstw wśród chorych, bo tu się leczyć nie da, tak jak w cywilizowanych krajach, w których życie i zdrowie obywateli jest najważniejsze!

Ordinary Love

Review: Ordinary Love - Cineuropa

I've never seen a film like it: Ordinary Love reviewed | The ...

Liam Neeson's film gets special screening for cancer charity ...

Film Ordinary Love (2019) - Gdzie obejrzeć | Netflix | HBO GO ...

Mój ból jest większy niż twój!

Kiedy siostra mi napisała, że moim zasranym obowiązkiem było opiekowanie się mamą, którą się opiekowałam, to wróciły do mnie demony z przeszłości – automatycznie!

W tym stwierdzeniu poczułam się jak zdeptany, nic nie znaczący karaluch, robal, który w zasadzie nikomu nie jest potrzebny w normalnym życiu ludzkim bo może tylko w lesie!

Zaczęłam analizować swoje życie i doszłam do wniosku, że od bliskich nie otrzymałam w dorosłym życiu żadnego szacunku i zostałam oceniona jak samo zło – jakiś dziwoląg!

Wygląda na to, że byłam w tej rodzinie przezroczysta i nikomu nie potrzebna!

A ja piszę, że dość znęcania się nade mną, która była siedem razy hospitalizowana!

Dość znęcania się nade mną, która cztery razy targała się na życie, a ani ty siostro, ani matko nie reagowałyście, a tylko słyszałam – weź rozwód, ale żadnych konkretów i musiałabym z dziećmi zamieszką po mostem!

Matka za swojego życia nie zrobiła nic, aby mnie i siostrę zjednać ku sobie i abyśmy zakopały topór wojenny!

Nie zareagowała kiedy sprzedałam siostrze  swój pamiątkowy pierścionek, bo potrzebowałam pieniędzy na rozwód, a kiedy chciałam go odkupić – odmówiono mi!

Jestem w małżeństwie ponad 40 lat i matka nigdy nie ugotowała obiadu, aby zaprosić nas – dwie córki z rodzinami, abyśmy w końcu na nowo się porozumiały!

Przecież musiała widzieć, że nie rozmawiałam z siostrą ponad 20 lat i nie zrobiła z tym nic!

Zapraszałam ją na święta, ale wytrzymywała godzinę i meldowała się przy świątecznym stole u siostry, bo tam było było bardziej wesoło z wiadomych przyczyn.

Było mi z tego powodu bardzo przykro, a moje dzieci też to bolało, że ich babcia woli inne klimaty!

Tak, widząc to –  odsunęłam się od rodziny, bo mnie nie chcieli i ja nie chciałam pchać się tam, gdzie nie byłam mile widziana.

Zostałam nawet wyproszona z domu siostry przez szwagra!

Kochałam mamę i bolało mnie to, że byłam dla niej mniej ważna i sama podzieliła swoje dzieci!

Dostałam w pracy pożyczkę i poszłam do sklepu wybrać dla niej elegancki płaszcz, bo wiedziałam, że nigdy sobie nie kupi czegoś eleganckiego z marnej emerytury.

Zawsze miałam dla niej prezent na imieniny, czy też urodziny, bo zawsze pamiętałam, że mnie urodziła i byłam jej wdzięczna za pomoc na początku mojego małżeństwa.

Moje prezenty stoją teraz w witrynie mojej siostry, a jest to porcelanowy gołąb i mądra sowa i to jest oznaką, że starałam się robić mamie prezenty estetyczne!

Czy mam prawo czuć ból, że mnie wymazała z aktu notarialnego, tak jakby miała jedno dziecko – tak czuję ból i naprawdę nie chodzi tu o pieniądze!

To boli,  bo przypominam sobie ojca, który mając dwie córki lał tylko mnie jak mokre żyto, a młodszą oszczędzał, bo to był dla niego „czerwony karmazynek”.

Ja dużo sobie w głowie przez lata poukładałam, ale brzmią mi w głowie napisane słowa, że moim zasranym obowiązkiem i to odbieram jako policzek, który piecze mnie od paru dni.

Muszę sobie to poukładać, by nie wpaść w rozpacz i oto z cudownego dziecka mojej matki i ojca wyszła słoma z butów!

Muszę z tym jakoś żyć i to jest mój blog, a więc  mam prawo na nim pisać, co mną targa!

A teraz zmieniam temat, bo mnie pytają dlaczego tak jestem za Polską?

Jestem, bo to mój kraj i pragnę dla niego jak najlepiej, bo przez ostatnie 5 lat działo się tylko samo zło.

A ja pragnę i pytasz mnie:

Pytasz mnie, co właściwie Cię tu trzyma
Mówisz mi, że nad Polską szare mgły
Pytasz mnie, czy rodzina, czy dziewczyna
I cóż ja, i cóż ja odpowiem Ci

Może to ten szczególny kolor nieba
Może to tu przeżytych tyle lat
Może to ten pszeniczny zapach chleba
Może to pochylone strzechy chat

Może to przeznaczenie zapisane w gwiazdach
Może przed domem ten wiosenny zapach bzu
Może bociany, co wracają tu do gniazda
Coś, co każe im powracać tu

Mówisz mi, że inaczej żyją ludzie
Mówisz mi, że gdzieś ludzie żyją lżej
Mówisz mi, krótki sierpień, długi grudzień
Mówisz mi, długie noce, krótkie dnie

Mówisz mi, słuchaj stary jedno życie
Mówisz mi, spakuj rzeczy, wyjedź stąd
Mówisz mi, wstań i spakuj się o świcie
Czy to warto, tak pod góre, tak pod prąd

Może to przeznaczenie zapisane w gwiazdach
Może przed domem ten wiosenny zapach bzu
Może bociany, co wracają tu do gniazda
Coś, co każe im powracać tu

Może to zapomniana dawno gdzieś muzyka
Może melodia, która w sercu cicho brzmi
Może mazurki, może walce Fryderyka
Może nadzieja doczekania lepszych dni

Może to zapomniana dawno gdzieś muzyka
Może melodia, która w sercu cicho brzmi

Andrzej Rosiewicz

Zdjęcia są mojego autorstwa!

 

Obraz może zawierać: niebo, roślina, drzewo, chmura, trawa, na zewnątrz i przyroda

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

 

O samotności w rodzinie!

Obraz może zawierać: 3 osoby, dziecko

Oto moje zdjęcie zrobione w 1957 roku bodajże, a na nim mogłam mieć jakieś osiem miesięcy.

Siedzę między swoimi rodzicami i wyglądam na szczęśliwą, bo oczy i buzia mi się śmieje i widać z tego zdjęcia, że byłam pogodnym dzieckiem.

Oczywiście nikt z nas nie pamięta swojego dzieciństwa  w tym wieku i tylko jeśli mamy zdjęcia z tego czasu, to możemy się domyślać jak to wówczas było.

Na zdjęciu są moi rodzice tak bardzo młodzi i piękni i wydawałoby się szczęśliwi, a ja jeszcze nie wiedziałam, że przyjdzie mi przejść przez piekło!

Wiele razy pisałam, że ojciec mnie bił, a mama trzymała wszystko w garści, ale przez całe życie nie powiedziała mi – kocham ciebie.

Wykonywała zadania matki i żony, ale nie pamiętam by wzięła mnie na kolana i pogłaskała po głowie, przytuliła!

Bardzo się starała, abym miała wszystko w miarę możliwości, ale w moim domu nie mówiło się wcale o uczuciach i tego nie umiała mama, a także ojciec!

Bardzo mi pomogła, kiedy urodziłam pierwsze dziecko, bo biegałam na noce do pracy, a wówczas opiekowała się moim dzieckiem i za to jej dziękuję.

Myślałam, że sobie więcej powiemy kiedy zachorowała na raka, ale tak się nie stało!

Byłam przy niej przez ostanie dwa lata i  usłyszałam tylko, że jestem dobrą dziewczyną i to by było na tyle.

Kiedy mama umarła od reszty rodziny nie usłyszałam, że dziękujemy za to, iż włączyłaś się w opiekę i nam pomogłaś, a są to ci, którzy wiedzieli już, że mama darowała im mieszkanie!

Za to usłyszałam, abym  wzięła mamę do siebie na pół roku i tak chcieli jej się pozbyć jak stary mebel nie mówiąc nic o tym, że zgarną kasę za sprzedane mieszkanie!

Tak chcieli mnie wyrolować!

Idzie o zachowek i wczoraj moja rodzona siostra napisała mi na Facebooku tak:

„To byl Twoj zasrany obowiązek aby opiekowac sie matką”.

Potem padły jeszcze ostrzejsze słowa i zostałam wyśmiana, że całe moje dorosłe życie leczę się na depresję i dlatego mieszam fakty!

Dano mi w twarz i poczułam się po tym jak mnie potraktowała  własna siostra, bo jak śmiecia i jak Murzyna, który zrobił swoje i może odejść!

Poczułam, że mimo mojego strasznie burzliwego życia, naszpikowanego wieloma tragediami ona mnie traktuje jak bym nic nie znaczyła, a moim zasranym obowiązkiem było opiekowanie się  matką, która mi po sobie nie zostawiła złamanego grosza.

Naprawdę nie chodzi mi tu o kasę, ale o to, że dla niej nic nie znaczę i może mnie bezpardonowo obrażać.

Jakie to jest smutne i dziś cały dzień myślałam jak mnie odtrąciła i wiecie jaka najgorsza jest samotność?

Najgorsza samotność jest w rodzinie, czego nikomu nie życzę!

Ja na szczęście mam dwie kochające Córki oraz Męża i oni mnie szanują i nie wytykają mi mojej skłonności do depresji, a mnie chronią, bo jestem ta słabsza w rodzinie.

My się kochamy i wspieramy się, ale są złe osoby, które mnie wyszydzają i krytykują, a ja na to nie zasłużyłam.

Jest takie powiedzenie, że karma wraca!

Wydaje mi się, że jest to ostatni wpis na ten temat, chyba, że spadną na mnie kolejne obrazy!

Czy jest jakiś rodzaj samotności, który może nas wyjątkowo mocno boleć?

Najgorsza jest samotność w rodzinie. Dlatego, że dotyczy to osób z naszego najbliższego otoczenia. Bywa, że w rodzinie dzieje się coś takiego, że powstało dużo niechęci, przykrości, chłód i dystans między ludźmi. Człowiek mimo, iż ma w koło siebie bliskich to jest niezwykle osamotniony i nie za bardzo wie, co z tym zrobić.

„Samotność ma wiele twarzy

Jaka jest samotność? Przykra, potrzebna, a może… cudowna? Jedno słowo, a tak dużo odczuć.

Psycholog Elżbieta Zubrzycka w rozmowie z Alicją Samolewicz Jeglicką podkreśla, że samotność to bardzo złożone zjawisko..

Czy w dzisiejszych czasach, kiedy mamy takie multimedialne możliwości jak smsy, telefony, skype, facebook… Czy w dobie tego wszystkiego – samotność jest możliwa?

Elżbieta Zubrzycka: Samotność jest absolutnie możliwa, bo ona wynika z wielu rzeczy. Jedne kontakty nam łatwiej nawiązywać, inne trudniej właśnie przez to, że zamieniliśmy je na elektroniczne. Bardziej szanujemy indywidualizm niż życie towarzyskie.

 

Jak w naszym życiu może pojawić się samotność?

Jej rodzajów jest bardzo wiele. Jeden z typów samotności wiąże się z przykrymi wydarzeniami w życiu. Często towarzyszy chorobom. Ludzie boją się i unikają chorych. Samotność towarzyszy również w depresji. To bardzo ciężkie kiedy człowiek chory czuje się samotny. Oczywiście towarzyszy ona również żałobie, kiedy stracimy kogoś naprawdę bliskiego. Ale nie tylko. Samotność może wynikać też z okoliczności zewnętrznych – przyjeżdżamy z małego miasta do dużego. Jeszcze nie stworzyliśmy żadnych relacji z ludźmi, jeszcze nie poznaliśmy ludzi podobnych do nas… Często również osoby, które pozostały w małych miastach zostały same – bo wszyscy ich znajomi wyjechali na przykład za pracą. Tu można też mówić o imigrantach i emigrantach – im również na początku bywa trudno.

 

To są zewnętrzne czynniki. A czy my sami też potrafimy stworzyć ścianę i coraz bardziej wchodzić w samotność…?

Istnieją również powody nasze wewnętrzne, osobowościowe. Może jesteśmy nieufni, nieśmiali, spotkaliśmy się z dużą ilością krytyki albo wyszydzania w życiu. To powoduje, że możemy bać się wejść między ludzi. Po prostu boimy się ponownego zranienia. W jakimś sensie to my sami mamy trudności z wejściem w nową grupę i stworzeniem nowego środowiska. Powód? Nosimy w sobie lęki, nieśmiałość, strach i przez to nie umiemy z ludźmi nawiązać relacji.

 

NV0eHnNkQDHA21GC3BAJ_Paris Louvr

Samotność widzimy głównie w negatywnym świetle. Da się na nią jakoś spojrzeć pozytywnie?

Słowo samotność ma wiele znaczeń. Osoba samotna bywa także z wyboru, bo tak jej się podoba. Czasem samotność jest wręcz miła i pożądana. Każdy z nas przeżywa samotność w różnych sytuacjach życiowych, często nie mając na nie wpływu. Są jednak momenty, kiedy chcemy samotności. Poszukujemy jej w przyrodzie, chodzimy sami do lasu, spacerujemy w pojedynkę po plaży w zimie. Taka samotność jest higieną umysłową. Odrywamy się od tłumu, od ludzi, od spraw. Samotność może być antidotum na przemęczenie.

Można się pokusić na stwierdzenie, że samotność jest raz na jakiś czas potrzebna?

Tak – jest wręcz konieczna. Pozwala na przemyślenia: czy praca, którą wykonujemy jest tą, którą chcemy; czy nasze relacje są takie, jakie chcemy. W tej samotności możemy zapytać samych siebie: kim jesteśmy, co robimy i czy to jest dla nas dobre czy coś musimy zmienić. W wielu religiach osoby wchodzące na wyższy poziom religii są samotne. Kontakt z Bogiem, rozwój duchowy wiąże się z samotnością. Jak widać samotność ma pozytywne aspekty. Trzeba na nią patrzeć na bardzo złożone zjawisko – przykre, potrzebne, cudowne. Mamy jedno słowo na bardzo różne odczucia.

Najbardziej samotni czujemy się w trzech momentach życia - Focus.pl

Złamas, a nie prezydent!

Tak mi cholernie przykro, że oto na naszych oczach, chorym na raka zgotowano wczoraj holokaust!

Podpisał ustawę o przekazanie 2 miliardów na pornografię medialną Kurskiego!

Obejrzałam dzisiaj film „Polityka” – Patyka Vegi i kompletnie nic tam nie jest przerysowane, a jest sama prawda o tym, dlaczego ludzie pchają się do polityki, a zwłaszcza do PiS.

Idą tam, aby się zwyczajnie nachapać pieniędzy, aż do „porzyganienia” i ciągle im mało!

Film podzielony jest na części i najlepsza część była o Antku Macierewiczu i jego ukochanym Misiewiczu, z którym wciągał kokę, a potem Antek macał łydkę ukochanego i obdarzył go namiętnym pocałunkiem.

Vega pokazał bardzo wyraźnie, kto rządzi tym krajem, a rządzi Rydzyk i cwaniacy, którzy poza polem widzenia kamer mają kochanki, chodzą do klubów gejowskich, wciągają kokę i zajmują się korupcją, aby napchać kieszenie milionami!

Można zadać sobie pytanie dlaczego Adrian miałby być politykiem samodzielnym skoro otacza go taka zgraja degeneratów i prezes ze swoją wizją Polski, która tonie w odmętach narkotycznych oparach, palonej marychy w hotelach sejmowych!

I jeszcze Adrian okłamał naród, że na szczujnię przekazuje 2 miliardy skoro te transze będą wypłacane w takiej kwocie do 2025 roku, a więc wyjdzie z tego 10 miliardów zabranych polskiej służbie zdrowia, a zwłaszcza onkologii!

Nie kłamię, bo o tym napisane jest tutaj:

https://natemat.pl/301625,duda-podpisal-ustawe-tvp-i-polskie-radio-dostana-nie-2-mld-a-10-mld-zl?_ga=2.260098061.1601092756.1583583045-1708128235.1499283888&fbclid=IwAR3hogtSMEuF1My047LFMTSriRzdFcOVRulXMU-aM6YyMbjuYbzz3e5xGT4

Adrian jakim trzeba być złamasem, aby podpisać taką ustawę skazującą Polaków chorych na raka na śmierć!

Chore kobiety polskie na raka piersi muszą miesięczną kurację opłacić sobie w kwocie 6 tysięcy złotych, bo te leki w Polsce są nierefundowane.

Jakim trzeba być złamasem, aby rodzice dzieci chorych na raka musieli żebrać na jakiś zrzutkach o każdy grosz!

Jakim trzeba być złamasem jeśli chory Kacpy musi dostać najdroższy lek na świecie i ty złamasie jesteś na to ślepy!

Jakim trzeba być złamasem, aby bać się prezesika i bać się wyjść na samodzielność, ale to przewidziała córka Adriana i dała dyla z Polski tam, gdzie nikt jej nie zna!

Oczywiście 8 miliomów innych złamasów na niego zagłosuje, a ja mam apel do czytających!

Zastanówcie się, czy nadal chcecie mieć za prezydenta – takiego tchórza bez jaj, bo ja nie!

Obraz może zawierać: tekst

 

Wierszyki

Znalezione obrazy dla zapytania: adrian duda

W Polsce ludziom chorym na raka – ten rząd pokazuje „faka”!

Pisząc bloga dłuższy czas sprawia, że poznajemy w ten sposób ciekawych ludzi.

Ludzi mądrych, wyważonych, szczerych, kulturalnych i przyjaznych.

Obejrzałam konwencje na prezydenta i jestem w kropce, gdyż do dzisiaj nie wiem na kogo zagłosuję tak, aby nie zagłosować na Dudę.

Piękne padły słowa i okrągłe zdania z ust Małgorzaty Kidawy – Błońskiej, Władysława Kosiniaka – Kamysza i dzisiejsze –  Roberta Biedronia.

Wszyscy krzyczą, że zwyciężą, a ja się pytam skąd oni wezmą pieniądze, aby ten kraj naprawić, a potrzeb i napraw jest bardzo dużo,

Budżet jest na minusie, bo tak ten nierząd zadłużył Polskę, a więc jak nowy prezydent upora się z pieniędzmi na minusie z gigantycznym długiem!

W ciągu ostatnich 5 lat rządów PiS zobaczyłam jak jesteśmy podzieleni!

Babcie robią zlecenia stałe, by przelewać swoją marną część emerytury na Rydzyka.

Jeśli deklaruję głośno, że nie zagłosuję na Dudę, to mogą mi wydrapać oczy, opluć i poszarpać, a nawet zabić.

Nie wiedziałam, że Polacy są takimi prostakami, że dadzą się pokroić za Dudę, który notorycznie kłamie i łamie polską Konstytucję, a pierwsza dama jest niemową i nie staje za problemami kobiet w Polsce! Wyglądać, to za mało!

Ale do rzeczy:

Rozmawialiśmy w komentarzach o leczeniu raka w Polsce i o tym, że PiS chce przekazać 2 miliardy złotych na reżimową telewizję zamiast na polską onkologię!

W Polsce ci bogatsi po wyroku – rak zabierają swoje rodziny za granicę, by tam się leczyć, bo u nas leki na raka nie są refundowane.

Biedniejsi siedzą w długich kolejkach i wg. polityki polskiego rządu mogą umierać, bo w tym kraju nikomu z rządzących nie zależy na zwykłym człowieku.

Woland napisał mi w komentarzu jak leczy się chorych w Irlandii i chylę czoła, że zechciał się podzielić swoja wiedzą i czytamy słowa kogoś, kogo poznałam dzięki prowadzenia bloga!

„Skoro już zostałem wywołany do tablicy, to zwięźle w punktach o tym, jak traktowani są pacjenci onkologiczni w Irlandii:
1. Ekstremalnie grzecznie, ze zrozumieniem, bez dowcipkowania, ironii, złośliwości.
2. Wykrycie nowotworu automatycznie uruchamia ekspresową kolejkę. Czekanie na diagnostykę i zabiegi zredukowane do minimum.
3. Na dzień dobry do chorego uwięzionego na oddziale przychodzi pracownik socjalny oferujący pomoc w rozwiązaniu problemów formalnych związanych z chorobą (praca, zwolnienie, renta, sprawy bankowe, mieszkalne), to pracownik socjalny informuje o tym o co może się chory ubiegać, nawet zaopatruje go w odpowiednie formularze, a w wypadku cięższych spraw, reprezentuje chorego w korespondencji.
4. Chory w szpitalu dostaje wystarczającą ilość jedzenia, by być sytym. W polskim szpitalu, gdyby chory był jedynie na kuchni szpitalnej, zmarłby z niedożywienia.
5. Anestezjolodzy pracują z chorym dopóki nie uda się ustabilizować bólu.
6. Lekarze tłumaczą diagnozę, przedstawiają możliwości i konsekwencje leczenia, po czym pytają pacjenta, co wybiera.
7. Lekarzowi nie tylko nie przejdzie przez myśl sugestia łapówki, ale także nie sugeruje przejścia do prywatnej kliniki, której jest udziałowcem. Żadnych „jest taka nowa terapia, ale robimy ją tylko prywatnie”. Lekarz ze swoim zespołem przychodzi na obchód, mówi co ma być zrobione, pielęgniarka i lekarze uczący się zapisują wszystko u siebie, po czym to robią.
8. Polakom bardzo przeszkadza, że nie dostają do dyspozycji wyników badań, ale uwierz mi, to dla dobra pacjenta. Pacjentom się często w dupach przewraca i uważają, że lepiej wiedzą, jak się leczyć, więc żeby im nie przychodziły głupoty do głowy, po prostu informuje się ich o tym, co wynika z testów, żeby uniknąć straty czasu na tłumaczenie, że to iż przeczytał coś w internecie nie oznacza, że jest to fakt naukowy.
9. Nad pacjentami, którzy wymagają specjalnej diety, czuwa dietetyk. I podobnie jak anestezjolog, dietetyk odwiedza pacjenta codziennie, dopóki się nie uda ustabilizować posiłków tak, by pacjent miał siły do walki z chorobą.
To takie pierwsze uwagi, które mi przyszły do głowy, spisane na gorąco, bez specjalnego przygotowania”.

A ja dziękuję Tobie Wolandzie i życzę wszystkiego dobrego i dużo, dużo szczęścia przy boku mądrej i pięknej kobiety!

Wolandzie w Polsce ludziom chorym na raka pokazuje się” faka”!

Znalezione obrazy dla zapytania: onkologia w polsce

 

Polska, to nie jest kraj dla chorych ludzi!

„Eżbieta Witek skomentowała informację o nagrodach przyznanych pracownikom Kancelarii Sejmu, w tym szefowej kancelarii. Agnieszka Kaczmarska dostała łącznie 45 tys. zł.  Przyznałam pracownikom Kancelarii Sejmu, w  tym minister Agnieszce Kaczmarskiej, nagrody z funduszu nagród. Praca, jaką wykonywali przez poprzednie cztery lata, była wyjątkowo ciężka – mówiła marszałek Sejmu Elżbieta Witek”

https://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/6447669,nagroda-pieniadze-kaczmarska-witek-kancelaria-sejmu-krs-listy.html

Otrzymała za to, że przez dwa lata miała pod kluczem listy do KRS!

Dostała nagrodę za lojalność partyjną i wobec Kaczyńskiego!

Oni wiedzą jak wydoić kasę z budżetu i dlatego tak się upodlają, bo kasa nie śmierdzi!

W swojej kampanii się darli, że wystarczy nie kraść, a potem Szydło wrzeszczała w Sejmie, że te pieniądze im się po prostu należały, a więc doją ile się da.

Nie mogę się nadziwić ich pazerności, kiedy ogłosili, że 2 miliardy złotych przeznaczą na propagandę Kurskiego, aby promował kampanię Adriana, a w Polsce olali społeczeństwo i mają w tyle chorych ludzi na raka!

Mają nas w dupie – te wszystkie dzieci potrzebujące pomocy psychiatrycznej  i dorośli też!

Służba Zdrowia jest niedofinansowana, a oni take kwoty przeznaczają na partyjniactwo, bo chcą dalej kraść bez opamiętania, a także wspomagają Rydzyka, bo żadnego ojca, a złodzieja.

Gdyby nie Jurek Owsiak, to szpitale nie miały by pomp, inkubatorów, aparatów do rezonansu i tomografów!

Ta łachudra Kaczyński bez żadnego trybu,  kiedy kolano zabolało został od razu obsłużony i nawet mu kule do domu dostarczyli, kiedy ludzie żebrzą na jakiś „Zrzutkach” zbierając pieniądze na leczenie siebie, albo chorych dzieci.

Na Facebooku można znaleźć świadectwa ludzi chorych na raka i oni opisują jak są w Polsce traktowani, gdyż są traktowani tragicznie, bo rządzący kradną na potęgę i mają w tyle nasze, zwykłych ludzi problemy! i czytamy:

„Franz Maurer
18 lutego o 11:54
Cześć 😀😎😁🤪,
mam na imię Marcin. Mam 40 lat. Od 5 września 2018 roku jestem osobą chorującą na raka. Chciałbym opowiedzieć Wam pewną historię i przybliżyć choć w małym stopniu z jakimi historiami, My chorzy na raka musimy sobie radzić.

Tak jak napisałem powyżej wszystko zaczęło się właśnie 5 września 2018 w CWZ Canisius-Wilhelmina Ziekenhuis w Nijmegen w jednym z gabinetów lekarskich. Wtedy to właśnie zostałem poinformowany o tym, że na jednym z organów, pojawił się guz, duży, z czopem nowotworowym do żyły głównej. Pierwsze pytanie jakie zadałem lekarzowi brzmiało ile zostało mi czasu. Spokojnym i opanowanym głosem odpowiedział mi, żebym się uspokoił. W zasadzie w tej chwili, wbrew logice i wbrew okolicznościom, byłem wyjątkowo spokojny pomimo informacji, która powinna była mnie zmiażdżyć. Lekarz przedstawił mi plan działania, ale zaznaczył, że w związku z czopem nowotworowym operacja będzie trudna. Zapytałem o skalę trudności od 1 do 10, było 8!!! Hmmm… całkiem grubo… Poinformował mnie również o tym, że komplet dokumentacji zostaje przesłany do innej jednostki ze względu na brak możliwości przeprowadzenia tegoż zabiegu w CWZ. Następne pytanie brzmiało czy zgadzam się wstępnie na operację, odpowiedziałem, że potrzebuję 24h na podjęcie decyzji, co mam zrobić dalej, czy zostać i operować się w Holandii czy wracać do Polski…
Po kilku telefonach i burzy mózgów podjąłem decyzję, że wracam do Polski bo rodzina, bo znajomi, bo u siebie…
Następnego dnia rano dostałem telefon z pytaniem o podjętej przeze mnie decyzji. Poinformowałem lekarza, że jadę do Polski. Życzył mi zdrowia i dużo siły, po czym podał mi swój prywatny numer telefonu i poprosił mnie, żebym go poinformował jak będę po operacji, co oczywiście zrobiłem…
Szczęściem w nieszczęściu było to, że znam język angielski biegle więc nie miałem problemu w rozmowie, tłumaczeniu mi wszystkich tych zawiłych rzeczy związanych z sytuacją i zadawaniu pytań.

I tutaj chciałbym zrobić małą pauzę i komuś podziękować. Mojej Mamie, dlatego, że ganiała mnie pasem, kijem, pałą na korepetycje z angielskiego… Mamo❤️, dzięki…

10 września byłem już w Polsce. Początkowo nic nikomu nie mówiłem tylko zacząłem działać. Trafiłem do lekarza, którego polecił mi znajomy, jest ordynatorem jednego z oddziałów, bardzo dobrym lekarzem i świetnym człowiekiem. Po ustaleniu terminu na badanie CT na CITO pomimo posiadania takowego z Holandii, Pan doktor potwierdził dokładnie to samo i postawił sprawę jasno. Panie Marcinie tej operacji nie jestem w stanie przeprowadzić u siebie. Dostałem skierowanie do kliniki specjalizującej się w trudnych przypadkach tego typu… Zacząłem więc szukać dojścia do Pana profesora, kierownika tejże kliniki. Na szczęście znalazłem, zostałem przyjęty przez niego i po kilku dniach bylem przyjęty na oddział. Pan profesor człowiek orkiestra, miły, zabawny, rzeczowy i bardzo ciekawy… Powiedział no to trzeba się skurwiela pozbyć…
Po dwóch dniach na oddziale i kilku dodatkowych badaniach, przyszedł ten dzień… Dzień pozbycia się skurwiela…
Z tego dnia niezbyt dużo pamiętam, oczywiście po operacji… Natomiast całkiem dużo przed…
Panie pielęgniarki zawiozły mnie na salę operacyjną… Wooowww… Mega… Robi wrażenie…
Tym samym pozdrawiam serdecznie i gorąco wszystkie Panie pielęgniarki… Na sali operacyjnej po ogólnym rozejrzeniu się i zauważeniu sztabu lekarzy, przesympatyczna Pani anestezjolog przedstawiła mi cały plan i zapytała mnie czy mam ochotę może na jakąś muzyczkę przed operacją. Wybrałem Caruso – Andrea Bocellego i Brothers In Arms – Dire Straits… Zanim Pani anestezjolog włączyła wybrany przeze mnie repertuar, życzyłem całemu sztabowi powodzenia… Bo to przecież oni go bardziej potrzebowali ode mnie… Żeby wszystko się udało… Muzyczka się włączyła, a ja zasnąłem…
Operacja trwała ok. 7 godzin…
Po operacji trafiłem na salę intensywnego nadzoru… A dzień później już na normalną…
2 dni po operacji Pan profesor kazał mi wstać z łóżka, a na 3 dzień kazał już powoli chodzić…
Poinformowany zostałem, że wycięte zostało wszystko i czekamy na wynik histopatologii…
I tak po 19 dniach wróciłem do domu z zaleceniami co i jak robić… W wyniku okazało się, że jest to rak jasnokomórkowy…
I tak spędziłem jakiś czas, zdołowany całą sytuacją i bez chęci do czegokolwiek. Nic nie miało sensu, życie kręciło się tylko w trybie zero-jedynkowym, dzień-noc… Nic więcej…
Nie chciało mi się żyć… Ale dzięki pewnej „pszczółce” jakoś powoli się pozbierałem, ale dalej nie do końca…
Po pewnym czasie zrobiłem badania kontrolne, zlecone przez moją Panią doktor rodzinna, którą bardzo szanuje i bardzo lubię…
Okazało się, że muszę stawić się w poradni onkologicznej i przystąpić do programu leczenia…

I tutaj właśnie chciałbym pokazać Wam ile trwało zakwalifikowanie mnie do programu leczenia od momentu pierwszej wizyty w poradni…
Na pierwszą wizytę czekałem 14 dni…
W trakcie pierwszej wizyty dostałem skierowanie na CT…
Kolejne 14 dni na kolejną wizytę…
Druga wizyta z opisem CT i wyznaczenie kolejnej wizyty… z tym, że miałem czekać na telefon do 10 dni roboczych w celu poinformowaniu mnie o następnej wizycie… Chodziło o konsylium lekarskie i zakwalifikowaniu mnie do programu leczenia… Po 10 dniach roboczych brak telefonu. Dzwonię, zostaję poinformowany, że moje papiery są na konsylium i proszę czekać na telefon. Następnego dnia telefon i wyznaczenie terminu za 14 dni…
3 wizyta skierowanie na scyntygrafię kości… i wskazówki od Pani doktor co mam dalej zrobić z wynikami…
Po otrzymaniu wyników udałem się do sekretariatu bo takie były wskazówki… I co? I wyznaczenie terminu na za 14 dni… I wtedy szlag mnie trafił i mnie trochę poniosło… Nagle dało się wyznaczyć termin na NASTĘPNY DZIEŃ!!!
I teraz proszę sobie policzyć ile trwało zakwalifikowanie mnie do programu… Prawie 3 miesiące!!! Tłumaczenie zawsze było jedno bo nie ma lekarzy…

Więc co nasi rządzący pier…olą, że tak ułatwiają życie Nam chorym? Zacznijcie q…rwa słuchać ludzi i wychodzić naprzeciw ich potrzebom bo stosowanie metod propagandy sukcesu, ch…ja daje… Proponuję ruszenie tych przyrosłych do ław poselskich dup, przejechaniu się po ośrodkach i obejrzenie jak wyglądają poczekalnie w szpitalach i przychodniach, a przede wszystkim porozmawiać z pacjentami… Niech włodarze ruszą tymi pustymi q…rwa łbami i wreszcie zaczną dofinansowywać onkologię tak, żeby pacjenci nie musieli szukać środków poza systemem… Pamiętajcie, że My chorzy, jesteśmy tyle samo warci co zdrowi i o wiele więcej od was, oszołomy z Wiejskiej bo w przeciwieństwie do was, wiemy jak działa ten system i jak dużo Nas to kosztuje!!!
Nie piszę tego, żeby coś od kogoś chcieć… Chcę tylko pokazać, że jesteście bandą idiotów, pławiących się w sukcesie waszych kłamstw i naginaniu rzeczywistości… Dajcie więcej 🖕🖕🖕Kurskiemu to podkręci wam propagandę, a to dno 🖕🖕🖕Lichocka następnym razem niech włoży sobie palec głęboko w dupę… Życzę serdecznie tej pani, nauczenia się empatii w stosunku do ludzi, o których tu piszę… Empatii w stosunku do Nas, „ONKOLOGICZNYCH”… Nawet nie zdaje sobie sprawy ta dama, co My przeżywamy z każdym badaniem i z każdą wizytą…

I nie chce mi się pisać o waszym budżecie i ile to pieniędzy na służbę zdrowia jest w nim ujętych… Bo to też naginanie… Wystarczy znać się odrobinę na ekonomii i wiedzieć cokolwiek o inflacji czy zmianach cen świadczonych usług czy nowych terapii lub sprzętu… Ale co tam, dalej karmcie patologię dając im 500+ bo My mamy was w dupie, a oni na was zagłosują… Chory nie znaczy martwy, proszę o tym pamiętać…

P.S. A od profesora Grodzkiego to się serdecznie odpier…niczcie bo w przeciwieństwie do was, ciule z PiS, PO, CZARNI, W KROPKI, zna ten system od skalpela… Jakby co to nie byłem pacjentem profesora Grodzkiego, żeby nie było… Mało tego nawet nie byłem w Szczecinie…
Przypomniałem sobie jeszcze o jednej wyjątkowo parszywej rzeczy… Przestańcie wreszcie finansować tego pasożyta z Torunia… I całą resztę tych purpurowych byków…

Pozdrawiam
Marcin vel Franz Maurer

Dziękuję wszystkim dobrym ludziom, których spotkałem na swojej drodze podczas tych złych dni i którzy zawsze są…
Mojej Mamie❤️, Wełnie, Alicji, Ani, Gosi, Beacie D., Irminie, Samancie, dwóm pszczółkom N&J, Grigowi – twardy gość i zna życie jak mało kto, mój taki brat, Kamilowi, Tomkowi, Danielowi, Kamilowi, Dzięciołowi, Pani doktor rodzinnej, Panu lekarzowi w Holandii, Panu ordynatorowi, Panu profesorowi, Paniom pielęgniarkom z oddziału, Paniom salowym, Paniom i Panu onkologom z przychodni, Paniom pielęgniarkom z przychodni(oprócz jednej, wkurzyła mnie tekstem) i wielu innym ludziom, których z imienia lub opisu nie wymieniam… I mojemu durnowatemu piesełowi, który mnie wkur…za jak mam zły humor… 🙂
A przepraszam jednej Pani onkolog wyjątkowo dziękuję za jedno zdanie, którym obudziła we mnie znowu słońce🌞… To dla Pani ❤️…

I DODATKOWO WSZYSTKIM, ALE TO WSZYSTKIM TYM, KTÓRYCH SPOTYKAM NA KORYTARZACH PRZYCHODNI I SZPITALA, WSPIERAJĄCYCH SIĘ JAK TYLKO MOGĄ… 3MAJCIE SIĘ… 💪💪💪DAMY RADĘ!!!💪💪💪

Chciałbym jeszcze tak na koniec wspomnieć tych, których już nie ma i którzy przegrali…
😢Mojego Tatę, 😢Małego – mojego najlepszego przyjaciela i 😢Pana Jurka – takiego trochę wujka…

Dziękuję za przeczytanie…🙂

Jeżeli chcecie, możecie udostępnić, a jeżeli nie to nie… 😊😁🤪😎”.

Znalezione obrazy dla zapytania: onkologia klejki