Archiwa tagu: Mąż

A życie kołem się toczy!

Wyjrzałam dzisiaj przez okno i zauważyłam, że moja ukochana wierzba się już zazieleniła.

Ujrzałam małe, soczyste, zielone listki i to się stało dosłownie z dnia na dzień, kiedy temperatura poskoczyła do 16 stopni!

Zrobiłam więc poniższe zdjęcie i zawsze jak patrzę na tę wierzbę, to przypomina mi się bardzo smutna historia z nią związana.

Jakieś 10 metrów dalej rośnie jej siostra i obie zostały posadzone na oko licząc –  jakieś 35 lat temu.

Posadził je mój sąsiad wówczas jeszcze młody człowiek!

W moim bloku mieszkało w następnej klatce bardzo udane małżeństwo.

Mieli dwóch synów, a kiedy dorośli, to wyprowadzili się i tych dwoje radziło sobie mając już swoje lata i siebie!

Mąż  zawsze prowadził żonę pod rękę, gdyż miała problemy z chodzeniem z powodu tuszy.

Wszędzie razem na zakupy i do kościoła i widać było po nich, że są małżeństwem szczęśliwym.

Czas płynął  bardzo szybko i pewnego dnia on zmarł, zostawiając żonę samą na tym świecie, bo dzieci były daleko i te wierzby!

Ona nie radziła sobie zupełnie bez męża, a także targała nią tęsknota i w miasto poszła straszna wiadomość.

Napełniła wannę ciepłą wodą i w niej poderżnęła sobie gardło nożem i tak odeszła.

Jej syn przyjechał w celu organizacji pogrzebu matki, ale pamiętam, że stał na balkonie i odpalał papieros od papierosa.

Nie potrafił znieść tego, a ja tak patrząc na te drzewa za każdym razem przypominam sobie tę tragedię.

Piszę o tym dlatego, że każdy z nas potrzebuje wsparcia od ukochanej osoby, a kiedy go brakuje, to kończy się to różnie.

Jedni są mocni psychicznie i sobie radzą ze stratą, a inni się poddają.

Idą Święta Wielkanocne i w takich momentach się spotykamy przy wspólnych stołach, ciesząc się sobą!

Jestem ciekawa jak to będzie wyglądało w tym roku, kiedy koronawirus się rozprzestrzenia i może w nas uderzyć najbardziej w czasie świąt, a to już za niecały miesiąc!

Nie wiadomo jakie będą rządowe zalecenia, bo może być tak, że nadal mamy zostać w domach unikając dużych zbiorowisk.

Czy będziemy się spotykać za pomocą portali społecznościowych i video?

Każdego ranka się budzę z nadzieją, że to się skończyło do chwili włączenia mediów!

Ten stan zawieszenia sprawia, że coraz bardziej tęsknię do świątecznych spotkań, ale zapowiadają, że pandemia dopiero się rozkręca!

We Włoszech podczas doby umiera 500 osób!

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo i na zewnątrz

Moje miasto w okresie kwarantanny – smutno mi!

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz

Historia małżeńska!

Weronika i Marek pobrali się w bardzo młodym wieku, gdyż zakochali się w sobie bez pamięci.

Skromny ślub, bo nie mieli pieniędzy, a potem ich rodzice wybudowali dla nich skromny domek, w którym zamieszkali i zaczęli go dla siebie urządzać.

Domek stał w urokliwej okolicy blisko lasu i pięknego jeziora i chętnie razem po nim spacerowali, łowili ryby w jeziorze i celebrowali swoją miłość często z kieliszkiem wina patrząc wysoko na gwiazdy przy rozpalonym ognisku!

Weronika była piękną kobietą, bo dość wysoką o dużych, brązowych oczach i wielu ludziom mogłoby się wydawać, że tych dwoje jest rodzeństwem, bo tak idealnie do siebie pasowali.

Nie wychodzili czasami z łóżka, bo tak ich rozpalała namiętność i oboje myśleli, że ta miłość przetrwa długie lata, aż do śmierci.

Z tej miłości najpierw na świecie pojawiła się śliczna córka, a za trzy lata syn, który był bardzo podobny do ojca, jak zdarta skóra z niego.

Ona miała zajęcie, bo wychowywała dzieci, kiedy Marek pracował  w geodezji, a ona w tym czasie uprawiała przydomowy ogródek, aby dzieci jadły tylko zdrowe warzywa z jej ogrodu.

Ich życie kwitło i tych dwoje się nigdy nie kłócili, a sporne sprawy załatwiali przez spokojną i wyważoną rozmowę.

Kiedy dzieci podrosły, to Weronika także poszła do pracy i była pracownikiem biurowym w dziale księgowości i naprawdę dobrze zarabiała.

Szczęście rodziny kwitło, bo oni mieli pracę, a dzieci uczyły się świetnie, choć ich życie seksualne przygasło, bo mijali się często w drzwiach z powodu różnych godzin pracy.

Mijały lata nie wiedzieć kiedy i ich dzieci wyfrunęły z domu na swoje, a oni zostali tylko we dwoje.

Czas tak szybko przeleciał, że oboje przeszli na emeryturę i wiedli życie tylko we dwoje, gdyż dzieci z racji swoich obowiązków coraz rzadziej odwiedzali rodziców, którzy mieli już po 60-tce.

Nagle Marek się rozchorował i zaczynał mu dokuczać kręgosłup, a więc lekarz wystawił mu skierowanie do sanatorium w celu rehabilitacji!

Żona bardzo dokładnie go spakowała, aby niczego mu nie brakowało w walizce.

Maż na pożegnanie obdarzył ją buziakiem i pojechał.

To był początek jesieni, a więc ona na spokojnie zbierała z ogrodu warzywa i owoce i wpadła w ich przetwarzanie na zimę.

Postanowiła też, że będzie się rozpieszczała dłużej sypiając, a także przygotowała sobie sporą porcję książek do przeczytania w ulubionym fotelu!

Czuła się szczęśliwa, że po wielu latach harówki w końcu ma czas tylko dla siebie i się dopieszczała ufając całkowicie mężowi.

Ani razu nie przeszła jej przez głowę zła myśl, bo przecież on nie mógł jej skrzywdzić.

Zbliżał się jego powrót i akurat była ich 40 rocznica ślubu!

Upiekła pyszną szarlotkę, którą on uwielbiał i także schłodziła sampana, by wspólnie uczcić ich rocznicę.

Wyglądała niecierpliwie przez okno,czy już on wraca.

Wrócił i niedbale postawił walizkę w korytarzu i od progu oznajmił jej, że się zakochał i odchodzi.

Na początku nie rozumiała jego słów i wzięła to jako żart!

Spakował jeszcze trochę swoich rzeczy i całując ją w usta rzekł, że musi zmienić coś w swoim życiu, a potem zamówił taksówkę i odjechał!

Ona się tak załamała, że znalazła się u psychiatry, by pomógł jej przetrwać!

Przyjechały dzieci, aby ją wyrwać z tej rozpaczy, ale do niej nic nie docierało.

Leżała pół roku w łóżku, brała leki, które nie przynosiły żadnej ulgi, gdyż stwierdziła, że przegrała swoje życie!

Pewnego dnia on wrócił do niej i przepraszał mówiąc, że to była pomyłka, że tamtej chodziło tylko o pieniądze i został wykorzystany!

I znowu to była jesień, a ona wzięła wszystkie swoje leki i szurając na ścieżce pośród jesiennych liści siadła na kładce i pod wpływem leków wpadła do głębokiej i zimnej wody i się utopiła!

 

Znalezione obrazy dla zapytania: kbieta nad jeziorem

Domowe rewolucje!

 

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Pamiętam doskonale, kiedy mój śp. Teść zawsze wszystko w domu naprawiał i potrafił samodzielnie remontować dom.

To były czasy socjalizmu, kiedy z częściami zamiennymi było krucho, ale Teść potrafił sobie poradzić i sam dorabiał potrzebne elementy.

Ja pamiętam, że miałam już swój dom i za czasów socjalizmu w sklepach nic nie było!

Nie było tapet, farb, bo podobno wszystko szło do Związku Radzieckiego!

Pamiętam, że jeździłam do innego miasta, do takiego małego sklepiku, bo tam były tapety.

Targałam je z daleka – pociągiem, aby tylko zrobić w domu remont!

Mój Teść szlifował, piłował, lutował i pamiętam jak siedział przy stole w kuchni i zawsze coś reperował, bo tak była z Niego „złota rączka”.

A to naprawił żelazko, a to radio, albo starą maszynę do szycia!

Jeśli ktoś z sąsiadów potrzebował naprawy, to Teść brał na siebie taką robotę.

Tego bakcyla połknęli Jego synowie, a więc mój Mąż i jego Brat, który sam wybudował dom dla swojej rodziny.

Nigdy na czas remontu mieszkania nie braliśmy pomocników z zewnątrz, bo zawsze robiliśmy to sami, gdyż Mąż potrafi prawie wszystko zrobić, czy naprawić!

W gospodarstwie domowym jest czasami tak, że coś się prosi o remont, odnowienie, reparację i tak dziś prawie cały dzień nam zeszło na wymianie kabiny prysznicowej.

Naprawdę nie jest to łatwe zadanie, bo dość czasochłonne, aby dopasować do siebie te wszystkie elementy!

Taka kabina jest w paczce i w niej wszystkie potrzebne śrubki, zatyczki, wkręty i to wszystko trzeba do siebie dopasować, a więc czasu trzeba, by zbudować konstrukcję!

Mąż jest kapitanem, a ja służę jak pomocnica do przytrzymania i podawania potrzebnych narzędzi.

Nadreptaliśmy się dzisiaj, ale efekt jest już i cieszy mnie, że jeszcze sobie – my seniorzy radzimy!

Kobiety chyba lubią takich facetów! 😀

Ja kocham!

Znalezione obrazy dla zapytania złota rączka

Popełnione błędy!

Kiedy miałam dość swojego ojca, który jak to się potocznie mówi – pił i bił, to jak najszybciej chciałam zwiać z  rodzinnego domu.

Poznałam chłopka, w którym od pierwszego wejrzenia się zakochałam i wymyśliłam sobie, że się z nim zestarzeję i będziemy żyli długo i szczęśliwie.

Już w wieku nastolatki byłam romantyczką i wierzyłam, że mi się uda stworzyć modelowe małżeństwo i rodzinę.

Nie chciałam żyć w kłamstwie rodzinnym i dlatego dążyłam do tego, aby mi się udało być szczęśliwą i kochaną.

Pobraliśmy się, a ja urodziłam pierwsze dziecko, kiedy mąż był dwa lata w wojsku.

Sama więc wychowywałam dziecko przy pomocy mojej matki i czekałam cierpliwie na powrót męża na łono domowego ogniska.

Wychowywałam dziecko i biegałam do roboty, aby zarobić na potrzebne rzeczy dla swojej córeczki.

Nie było lekko, ale starałam się, gdyż zależało mi, aby dziecku niczego nie brakowało na tamte, chude czasy.

Po trzech latach pojawiła się druga córka i doszły więc nowe obowiązki, ale ja zawsze chciałam mieć dwoje dzieci, bo zawsze twierdziłam, że w razie co – mam swoje dwie ręce i będę miała jak je ochronić.

Nigdy o tym nie pisałam, ale kiedy moja starsza córka szła do komunii, to w tym dniu dowiedziałam się, że mąż będzie miał dziecko z inną kobietą!

Kobietą, która w swoim życiu nie przepracowała ani jednego dnia, a każde dziecko pochodziło z innego związku!

Miała ich czwórkę i tak zagięła parol, że mój mąż się dał uwieść jak to młody byczek.

Mój świat runął!

Nie wytrzymałam tego, że tak kochając zostałam zdradzona!

Wzięłam za dużo tabletek, bo chciałam odejść i nie myślałam w tamtym momencie o moich dzieciach.

Rodzina się wypięła i nawet nie próbowała mnie ratować.

Nabrali wody w usta i zostawili mnie samą z wielką, moją tragedią!

Mój anioł czuwał i lekarze mnie uratowali, a kiedy doszłam jako, tako do siebie, to kazałam mężowi wybierać, bo albo ja i dzieci, albo ona.

Został przy mnie i tak jesteśmy ze sobą już 43 lata.

Poszłam kiedyś to niej i spytałam dlaczego mi to zrobiła, a ona, że się zakochała i było jej wszystko jedno, czy rozbije moją rodzinę!

Tamte przeżycia tkwią we mnie przez ponad 30 lat i choć staram się o tym nie mówić, nie rozdrapywać, to wryły się tak mocno, że od czasu do czasu demony mnie atakują w cichości mojej duszy.

Nikt o tym nie wie, bo nawet mąż, gdyż nie wracam  do tamtego czasu, ale ja mam w sobie wciąż ten ból, to odrzucenie i poniżenie tylko za to, że kochałam i kocham za bardzo.

Kiedy tylko spotkałam jakiś rodzaj sztuki nazwany przeze mnie – tylko w dwoje, które mam do dzisiaj, to mi przypomina jak cholernie pragnęłam miłości! – zdjęcia poniżej!

Udało się nam to wszystko posklejać, choć minęły lata i teraz kiedy mąż do mnie mówi, że szkoda, iż nie miał takiego rozumu jak teraz, to by się to zło nigdy nie wydarzyło.

Jesteśmy teraz tacy, że się cholernie kochamy i żadne z nas nie umie żyć bez siebie.

Jesteśmy małżeństwem,  przyjaciółmi i wspieramy się na każdym kroku i tamte wypadki sprawiły, że rozumiemy się bez słów.

Teraz jestem szczęśliwa jak nigdy nie byłam.

Ta smutna historia zakończyła się happy – endem!

Tylko, teraz jest tak, że boję się kto, kogo zostawi i odejdzie pierwszy!

Piotr piszesz bloga o zdradach i proszę Ciebie – przestań zdradzać swoją żonę!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Kobieta w Polsce!

Dwa lata temu Pani Karolina Piasecka upubliczniła  w sieci straszne nagranie.

Nagrała taśmę jak to jej mąż – Radny PiS w Bydgoszczy znęcał się nad nią okrutnie latami.

W wielu domach jest przemoc, ale chyba społeczeństwo oczekuje tego, że w szeregach tej partii są ludzie krystalicznie czyści skoro służą społeczeństwu i prawdziwi katolicy!

Jakże często to  katolicy biją swoje żony i je zdradzają tak po katolicku?

Wychodzą z kościoła i biją swoje kobiety za to, że rosół jest za słony!

Oni mówią wciąż, że są dla nas, dla ludzi, a mimo to nawet Ziobro nic nie zrobił, by faceta odpowiednio ukarać – tak ku przestrodze, że w ich partii są sami znakomici dyplomaci.

PiS w zasadzie nie lubi kobiet i zabiera kobietom podstawowe ich prawa, co pokazały marsze „czarnych parasolek”.

PiS obiecywał, że sprawy sądowe będą rozpatrywane szybko, skutecznie, kiedy ja od złożenia pozwu w bardzo prostej sprawie czekam już 8 miesiąc i być może nie dożyję do wyroku.

Pani Karolina czekała na wyrok dwa, długie lata i wiecie co?

Ten damski bokser, ten cham, życiowa ciapa zamiast się rozwieść, to katował żonę i ją poniżał i za to dostał – UWAGA-jakieś prace społeczne.

Wyrok o tych pracach społecznych zapadł parę dni temu i  wyobrażam sobie jak czuje się ta kobieta, która była bita i dręczona.

On sobie może pozamiata ulice, a ona do końca życia będzie żyła z traumą po przemocowcu i ich dzieci także.

Nie jesteśmy jakimś krajem trzeciego świata, gdzie kobiety nie mają żadnych praw.

My żyjemy w kraju dotąd praworządnym, a tylko od 4 lat kobiety są traktowane instrumentalnie i za chwilę zabiorą nam wszystkie, nasze dotąd wywalczone prawa.

To się robi straszny kraj, w którym kobiety już mało znaczą, choćby dlatego, że każe się zgwałconej kobiecie rodzic dziecko z gwałtu.

Jeśli PiS przegra wybory, to trzeba będzie to wszystko okręcić, naprawić tak, aby kobiety czuły się w Polsce na równi z mężczyznami i mogły decydować o sobie i o swoim życiu!

Poniżej jest stenogram o tym, co działo się w tym domu!

Ta szuja powinna trafić do więzienia i w tym więzieniu poczuć takie samo traktowanie!

„UWAGA DRASTYCZNE: Sąd zaprezentował wstrząsające nagrania z byłym radnym PiS. Zabije cię. „Jeszcze raz, k***a, piśniesz, to ci tak wy***ię, że ci nos złamię.

Rafał P. to były radny PiS z Bydgoszczy i wielki kłopot tego ugrupowania. Deklarujący się jako gorliwy katolik, stosował w domu przemoc wobec żony. Trwa właśnie jego proces, a ujawnione na ostatniej rozprawie nagrania przerażają.

Nie piszcz, bo cię zaię, rozumiesz? Zabije cię. (…) Jeszcze raz, ku*wa, piśniesz, to ci tak wyjię, że ci nos złamię – krzyczał do żony były radny PiS. Zapier***j po kwiata! To był kwiat, który kupiłem dla ciebie szmato.

Szmato pier****a, rozumiesz? Masz to wszystko w de. Nawet nie powiedziałaś „dziękuję”, ch jeb***” – słychać na nagraniu wrzaski polityka. Jego żona prosi, by jej nie bił.

Nie zasługujesz na nic. Rzygam tobą. Pierdolę cię. Jeta jesteś. Spij, ka. Rozk***ię cię w chj. Po prostu cię pobiję – krzyczy.

Ale nie tylko to szokuje. Prokuratura zażądała dla Rafała P. … prac społecznych. Skąd taka kara i pobłażliwe traktowanie? Czyżby dlatego, że Rafał P. współpracował blisko z wysoko postawionymi działaczami PiS?”

źródło: Fakt

 

Postanowiłam być szczęśliwą!

Dziś mnie olśniło z samego rana, że mam już prawo do tego, by być w końcu szczęśliwą.

Zajęło mi to całe, moje dotychczasowe życie, a jest tych lat już sporo.

Moje życie nie było usłane różami, a wręcz przeciwnie – musiałam zmagać się z wieloma draństwami wystosowanymi w moją, bardzo skromną osobę.

Mam bardzo poważną wadę, że nie potrafiłam i chyba nadal nie potrafię być osobą asertywną i nie umiem wykłócać się o swoje, choć jestem pewna, że mam rację i postępuję po ludzku, aby nie ranić nikogo.

Moje życie było bardzo często na rozdrożu – między życiem, a śmiercią, bo było parę razy tak, że żyć nie chciałam i tylko Anioły chyba zachowały mnie przy życiu, jeśli istnieją.

Bardzo długo pracowałam nad tym, abym w końcu mogła żyć w spokoju i miłości i to co mam teraz, to jest moja ogromna praca, choćby nad związkiem, bo to ja uratowałam swoje małżeństwo i wiem ile mnie to kosztowało!

Nikt na tym świecie nie może nawet się domyślić ile mnie to kosztowało, abym mogła już na stare lata żyć w zgodzie ze sobą, Mężem kiedy nasze dzieci wiodą już swoje życie, do którego ja się nie wtrącam.

Oni są dorosłymi ludźmi i niech żyją po swojemu i nie potrzebują interwencji z mojej strony –  jako matki i teściowej.

Z pewnością bym wkroczyła, gdyby działo się coś niepokojącego, ale jak na razie wszystko jest chyba w porządku.

Moja dobra koleżanka po klawiaturze napisała mi, że w naszym wieku czas odpoczywać od zabieganego życia i postawić na siebie – dla własnego dobra.

Dziś więc mnie olśniło, że mój każdy kolejny dzień, będzie dniem szczęśliwym o ile zdrowie jeszcze jako tako dopisuje.

Mam problemy z sercem, ale jeśli tylko się nie denerwuję, to tabletki robią dobrą robotę.

Postanowiłam więc, że jeśli ktoś nie ma czasu by mnie odwiedzić i ze mną porozmawiać, to ja się tym przejmować nie będę.

Jeśli ktoś przychodzi do mnie raz na ruski rok, aby tylko zagłuszyć swoje sumienie, a ja to wyczuję, to także nie będę się tym przejmowała, bo być może kiedy odejdę, a ten ktoś doświadczy wyrzutów sumienia.

Jeśli ktoś nie ma odwagi ze mną porozmawiać dlaczego matka tak mnie potraktowała przed śmiercią, to po wielu miesiącach doszłam do tego, że komuś w tej rodzinie zabrakło odwagi, aby mnie oświecić i oczyścić atmosferę.

Przez ponad 700 dni byłam na telefon do opieki nad matką i nie dostałam za to ani złotówki, ale powtarzam, że mogła mi powiedzieć dlaczego w akcie notarialnym darowała po sobie schedę, tylko dla jednej córki.

Ja się pogodziłam w ciągu paru miesięcy i nie będę już zabijać się myślami, że nie byłam dla matki ważna, bo tu chodzi o moje szczęście, a reszta to parszywa, nieczysta gra!

Jestem na etapie, że się z tym pogodziłam, a ta kasa niech im służy, bo ja za wiele od życia nie chcę, a tylko zdrowia chcę i dalszego życia z moim Mężem, który żałuje, że kiedyś nie miał takiego rozumu, jak ma teraz!

Przepraszam, ale na końcówce życia stałam się egoistką i nie wstyd mi!

Meryl  Streep napisała i ja się z tym identyfikuję i lubię mądre kobiety świata!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Powrót do przeszłości!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Mąż nad wodą odpoczywa, a ja jako, że unikam upałów grzebię w starociach, czyli różnych pudłach i szukam przeszłości.

Mam dużo czasu na emeryturze, a więc oddaję się wspomnieniom i  dziś odnalazłam swój stary pamiętnik, który ma już 45 lat.

Będąc młodą dziewczyną pisałam pamiętnik przez dwa lata w dwóch zeszytach i kiedy czytam to dziś – na stare lata, to nie wierzę, że to ja pisałam!

Moje pamiętniki, to była moja, wielka tajemnica, ale wiem, że czytała je moja mama, gdyż chciała wiedzieć, co piszę o swoim chłopaku, jak to kiedyś się określało.

Dowiedziała się więc, że uciekłam w ramiona chłopaka, który mnie przytulał, a nie bił jak ojciec!

Mogła spytać wprost, czy już współżyjemy, ale tego nie zrobiła!

Chowałam zeszyty w sekretnym miejscu, ale przed matką nic się nie ukryje.

Miałam dziadowskie dzieciństwo, bo ojciec pił i bił i to w tych pamiętnikach opisywałam swój stan odnośnie wielkiego bólu, bo mi ojciec ten ból zadawał.

Opisywałam więc traumę, kiedy to załamywałam się i chciałam odejść z tego świata, bo tak mi dopiekał – nie do wytrzymania.

Na kartach pamiętnika wylewałam więc swój żal, że ojciec mnie nie kocha, ale i opisywałam, że to ja kocham kogoś.

Pamiętam, że wielu chłopców do mnie „zarywało”, ale ja pokochałam chłopaka z tej samej klatki, który mieszkał piętro niżej i tak jest do dzisiaj.

W pamiętnikach pisałam o szkole, koleżankach ze szkoły, o troskach, szczęściu, łzach, wyjazdach, ale najwięcej miejsca poświęcałam mojemu „chodzeniu” z wybranym chłopakiem.

Nie zawsze była to sielanka, bo się docieraliśmy, kłóciliśmy, rozstawaliśmy, a mimo to jesteśmy ze sobą już 43 lata.

Jak dobrze się stało, że nie zniszczyłam tych pamiętników, bo sama jestem zdziwiona ile uczuć, złości, emocji i zawodu wówczas przeżywałam.

Działo się tak dużo i to wszystko zapisane jest na kartach mojego „Raptularza”, bo tak nazywałam swoje pamiętniki.

Co to znaczy „Raptularz”?

  • zbiór notatek w formie dziennika lub pamiętnika

Każdy wpis był opatrzony wierszem wziętym z tygodnika dla młodzieży „Radar” – może ktoś pamięta?

Nie zniszczę pamiętników,  tym bardziej, bo może moje Wnuki kiedyś przeczytają o tym jak ich babcia mocno kochała i uratowała swoje małżeństwo – bo uratowała je sposobem, mądrością, sztuką wybaczania i tym, że kochała zawsze za bardzo!

Opłacało się walczyć!

Dn. 21.05.1974 r.

Tak już dawno nie zaglądałam do mojego pamiętnika, bo po prostu w jakimś czasie się zniechęciłam.

Jednak znów mam ochotę na pisanie chociaż miałam zniszczyć ten pamiętnik, ale chyba szkoda i na to może przyjdzie czas.

Można go jednak zachować na stare lata.

Już dwa tygodnie chodzę z koleżankami na praktykę i tak naprawdę,  to jest bardzo przyjemnie i i na luzie.

Jeśli chodzi o mojego „L”, to kocham go bardziej niż zwykle, bo bardzo się stara zabiegać o mnie.

Zmieniłam trochę swoje życie i chodzę na działkę pomagać mamie.

Jestem zadowolona, że mam takiego chłopaka, bo inny może by ze mną nie wytrzymał.

Kocham go ponad życie, bo kocham tego śniadego chłopaka i kocham jego imię też.

Ja po prostu nie wiem jak wyrazić słowami swoją miłość do niego!

Dn. 23.07.1974 r.

Dwa miesiące minęły, aż ponownie postanowiłam sięgnąć po ten zeszyt.

Już myślałam, że skończę z tym pamiętnikiem, ale szkoda by było.

Zawsze jednak się przyda, bo myślę o ciężkich chwilach, kiedy potrzeba wyżalenia się jest bardzo potrzebna i to tutaj się wyżalam.

To są moje ostatnie wakacje, bo na następne już idę do pracy, czego bardzo się boję.

Z „L” wszystko w porządku. Ostatnio bardzo mało się kłócimy i jestem szczęśliwa.

Kocham go jeszcze bardziej.

Mamy rok 2019 i u mnie lato w pełni, a Mąż odpoczywa, bo lato mamy cudowne!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą, na zewnątrz i woda

Ja Seniorka cieszę się drugim kwitnieniem moich pelargonii!

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Radości i smutki!

W naszym mieście mocno działa Związek Emerytów i Rencistów z byłej pracy mojego Męża.

Spotykają się od czasu do czasu, a także wspólnie wyjeżdżają na różne wycieczki po Polsce.

Naprawdę są w tym związku ludzie, którym wciąż zależy na relacjach między sobą i dbają o te spotkania.

Mój Mąż działa na zasadzie logistyka, a więc robi zakupy, organizuje grilla, orkiestrę i tak się staruszki bawią.

Co jakiś czas spotykają się na cmentarzu, bo ktoś odszedł z nich!

Takie jest niestety życie!

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie siedzą

Tak niedawno urodziły się moje Wnuki, a tu rach ciach już jeżdżą na obozy harcerskie, a do babci zdjęcia spływają.

Na tych obozach są odcięte od telefonów i mają autentyczny detoks od technologii, co mnie cieszy i ich rodziców także.

Młodsza Córka pojechała z rodzinką do Wrocławia, aby zwiedzić to piękne miasto.

Jechali ze Szczecina pociągiem razem z dziećmi, a potem chcą dotrzeć do Szklarskiej Poręby.

Zorganizowali piękny wypad, aby pokazać dzieciom, a moim Wnukom cudną Polskę!

Raduje się moje serce.

Poniższe zdjęcie przysłała mi starsza Córka, która z Mężem wybrała się do Zakopanego i mam zdjęcie z Tatr, a raczej widok z ich okna.

Cieszę się, kiedy bliscy  są szczęśliwi i korzystają z uroków wakacji!

To tyle o sobocie, która upłynęła spokojnie, choć nie do końca.

Policja znalazła ciało 5 letniego Dawida, którego własny ojciec zamordował, a cała Polska szukała dziecka.

Stała się niesłychana zbrodnia, bo dziecko zostało unicestwione w tle rozgrywek między rodzicami.

Tak trudno się z tym pogodzić!

Do końca miałam nadzieję, że dziecko żyje, ale się pomyliłam, bo ojciec psychopata pokazał żonie, że nigdy już nie będzie szczęśliwa.

Smutek okropny!

 

Depresja!

Znalezione obrazy dla zapytania depresja

 

Co to jest depresja, a więc garstka wiedzy z netu!

Depresja
Depresja to temat mało wdzięczny i mało medialny, dlatego nieczęsto się o niej mówi. A szkoda, bo zdaniem lekarzy depresja jest jak grypa: może się zdarzyć każdemu.
Depresja to zaburzenie psychiczne wymagające specjalistycznego leczenia. Charakterystyczne jest dla niej występowanie objawów i ich utrzymywanie się przez dłuższy czas. Powodem do niepokoju jest nie tyle przygnębienie, a jego wpływ na codzienne życie, które nagle zostaje zaburzone. Osoby z depresją przez cały czas odczuwają smutek, który z dnia na dzień zaczyna ich coraz bardziej zmieniać. Przygnębienie to często nie ma konkretnej przyczyny. Tak po prostu nasze życie zaczyna być szare, pozbawieni zostajemy energii życiowej, występują kłopoty z najprostszymi czynnościami, myśleniem i emocjami. Również ważne dotychczas ambicje i sukcesy zawodowe/życiowe przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Osoby zmagające się z depresją zasypiają szybko, lecz budzą się bardzo wcześnie rano.
http://www.medonet.pl/psyche/choroby-psychiczne,depresja—objawy-i-leczenie,artykul,1677658.html
Nie boję się przyznać, że kilka razy w swoim życiu doznałam tego paskudnego stanu, że grunt mi się usuwał i nie wiedziałam, w którą stronę mam iść.
Ojciec bił mnie jak mokre żyto za nic i już w tym momencie czułam się gorsza, beznadziejna, nic nie warta!
Wyśmiewał mnie, kiedy zaczęłam dojrzewać, a mnie brunetce pokazał się nad górną wargą – wąsik.
Czułam się bardzo niekomfortowo i źle, bo tak mnie traktował.
Potem w życiu zdarzały się momenty, że byłam źle traktowana w pracy, bo spotkał mnie mobbing i nie umiałam sobie z tym poradzić.
Nie spałam po nocach i budziłam się o 4 rano cała zestresowana, że muszę znowu iść do tych ludzi, którzy niezasłużenie mnie źle traktowali.
Był taki dzień, że nie potrafiłam sobie poradzić z obowiązkami służbowymi i i lekarz skierował mnie na półroczne zwolnienie lekarskie.
Położyłam się do łóżka, bo nic mi się nie chciało.
Byłam okrutnie zmęczona życiem i nawet leki mi nie pomagały.
Odcięłam się od rodziny, koleżanek i cierpiałam we własnym sosie, w którym nie znajdowałam sensu życia.
Czułam się źle, a w głowie pojawiały się myśli samobójcze.
W końcu to zrobiłam i żałowałam, że mnie odratowali – strasznie żałowałam.
Znalazłam się w szpitalu, gdzie podawali mi leki, po których czułam się jeszcze bardziej rozbita, bo były nie trafione.
Od rodziny słyszałam, że mam się wziąć w garść, bo nikt nie wczuł się w mój stan, bo nikt na deprechę nie zachorował, a tylko ja – wrażliwiec!
Byłam w depresji kilka lat i raz się podnosiłam, a za chwilę znowu traciłam poczucie własnej wartości.
Mąż płakał widząc mnie w takim stanie.
W końcu moja lekarz wypisała mi skierowanie na trzymiesięczną psychoterapię!
Nie chciałam tam jechać, bo z góry sobie założyłam, że to głupota i nic mi to nie pomoże.
Spakowali mnie i na siłę wsadzili do samochodu.
150 kilometrów i byłam na miejscu, a w czasie podróży nie odezwałam się do Męża ani słowem, bo taka byłam zła.
Dostałam na miejscu swoje łóżko, szafkę i półkę w szafie.
Nie odzywałam się do ludzi i stałam się samotnicą.
Na zajęciach z psychoterapii milczałam przez miesiąc wysłuchując zwierzeń innych ludzi, aż w końcu dostałam olśnienia, że się otworzyłam i poleciało!
Nawiązałam tam wspaniałe przyjaźnie i było dużo spacerów i nagle się odnalazłam, a ludzie mnie polubili.
Na początku terapii dzwoniłam do Męża, aby mnie stamtąd zabrał, a pod koniec nie chciałam wyjeżdżać, bo tak dobrze się tam poczułam.
Odnalazłam tam siebie  – mądrą, lojalną, uczciwą i szczęśliwą.
Wróciłam do domu inna ja!
Ten stan mój trwa już 10 lat i cieszę się, że na tej psychoterapii uwierzyłam w siebie.
Każdemu polecam taką formę leczenia, bo trzeba szukać drogi do siebie!

Moja walka w PRL-u

W 1976 roku urodziła nam się pierwsza Córka.

Na zdjęciu widać bardzo młodych rodziców, bo mieliśmy zaledwie po 21 lat!

Szczeniaki się zakochały i trzeba było myśleć co dalej?

Po urodzeniu Córki mieszkałam 8 miesięcy u mojej Mamy, a Mąż odbywał służbę wojskową, a więc wiele spadło na mnie, choć Mama dużo mi pomagała!

Mąż był zameldowany u swojej babci, mieszkającej blok dalej i po jej śmierci automatycznie mogliśmy zamieszkać w jej mieszkaniu.

Była to skromna kawalerka, składająca się z pokoju, dużej wnęki, kuchni i łazienki.

Jak na początek, to był dla nas luksus, a były to czasy PRL-u przecież.

Bałam się babci Męża, bo była bardzo krytyczna do wszystkiego, ale kiedy zobaczyła moją Córkę czyściutko ubraną i bielutkie pieluchy, to złapałam u niej punkty i żałuję, że tak krótko ją znałam.

Mąż wrócił z wojska i zabraliśmy się za remont naszego mieszkanka.

Wzięliśmy jakiś tam kredyt, a kiedyś się mówiło pożyczkę i zabraliśmy się do roboty.

Mąż zamurował wnękę, a od przedpokoju wybił drzwi i tak tym sposobem mieliśmy dwa pokoje. Jeden dla nas, a drugi dla dziecka.

Wytapetowaliśmy pokoje, kuchnię i łazienkę, bo taka to była moda i w tych polepszonych warunkach mieszkaliśmy przez rok, aż:

Piętro niżej – na dwóch pokojach mieszkały dwie seniorki – matka z córką i pewnego dnia przyszły do nas, czy byśmy chcieli się zamienić na mieszkania, bo tym sposobem płaciłyby niższy czynsz.

Zgłosiłam to do urzędu miasta i otrzymałam odpowiedź negatywną!

Dla mnie ta zamiana, to byłby los wygrany na loterii, bo za chwilę miałam mieć drugie dziecko.

Dowiedziałam się pokątnie, że mieli staruszki wepchnąć do jakieś nory, a to mieszkanie miało iść po znajomości.

Nie mogłam do tego dopuścić i w domu chwyciłam pierwszy, lepszy długopis o zielonym wkładzie i napisałam pismo do wyższych władz w Warszawie!

Już nie pamiętam do jakiego wydziału, ministerstwa – kompletna pustka!

Opisałam dokładnie jak sprawy się mają i czekałam na odpowiedź.

W tamtych czasach trzeba było napisać pismo, włożyć do koperty, nakleić znaczek i czekać, bo nie było elektronicznej korespondencji przecież.

Może po miesiącu dostałam pismo z naszego urzędu, że mam przyjść i podpisać protokół zamiany mieszkań.

Urzędniczka była bardzo niezadowolona, a ja wniebowzięta, gdyż wygrałam i wyszłam na swoje.

Mieszkamy w tym lokalu, który jest naszą własnością już 43 lata i to w nim wychowały się nasze dzieci, które odleciały z domu mając po 30 lat.

Ile się w tym mieszkaniu wydarzyło, to tylko ściany wiedzą, zdjęcia i moja pamięć, która sprawia, że pod koniec życia wciąż wspominam i przelewam na słowa.

Na zdjęciu mam krótkie włosy, które ścięłam z długich, bo mi się wydawało, że tak będzie bardziej higienicznie w opiece nad dzieckiem.

Nadgorliwa  ja w czasach PRL-u.