Archiwa tagu: Mąż

Lepiej poźno, niż wcale!

Podobny obraz

Irena i Janusz poznali się kiedy byli na studiach, mając po 21 lat.

Ich miłość wybuchła mocno i nagle i sami byli nią zdziwieni.

Już na samym początku znajomości wiedzieli, że chcą być razem na całe życie, gdyż nie wyobrażali sobie życia bez siebie.

Pod koniec studiów Irena zaszła w ciążę i oczywiście wzięli ślub, na który zaprosili rodzinę i wszystkich swoich znajomych.

Byli przeszczęśliwi, kiedy urodziła im się pierwsza córka, a potem Irena urodziła jeszcze dwie dziewczynki i całkowicie była pochłonięta ich wychowaniem.

Janusz miał pracę w instytucie naukowym i nie zarabiał wiele, ale dorabiał korepetycjami i jakoś im się w miarę żyło.

Kiedy Irena odchowała z Januszem dzieci, postanowiła poszukać pracy, aby postawić budżet domowy na przyzwoitym poziomie.

Nie miała doświadczenia zawodowego i na początek otrzymała pracę w dużej firmie i krok po kroku pięła się po szczeblach kariery, aż do stanowiska bardzo odpowiedzialnego i prestiżowego.

Szefostwo ją docenilo, bo była zdolna i ambitna i naprawdę zarabiała duże pieniądze.

Było ją stać wziąć kredyt na budowę większego domu i z czasem przeprowadzili się z niewielkiego mieszkania do swojego, własnego domu jednorodzinnego.

Robiła karierę i z czasem jej uczucie do męża zaczęło wygasać.

Nie raz mu wypomniała, że to ona nosi spodnie w tym małżeństwie i to ona utrzymuje ten dom i rodzinę.

Wypominała Januszowi, że jest mało ambitny i za mało się stara, a jego pensja przynosi ujmę i stwierdziła, że jest mało zapobiegwczy i usiadł na laurach.

W łóżku też im się nie układało, bo mąż przestał ją pociągać i nie raz wypomniała mu, że jest nieudacznikiem i ciapciakiem.

Janusz miał świetne relację z córkami, ale te młodsze słysząc matkę nabijały się z ojca, że na niczym się nie zna i jest nudny jak flaki z olejem.

Matka słysząc takie przytyki do męża nie strofowała córek, a wszystkie nim poniewierały i śmiały się z jego uległości i to wykorzystywały, wołając coraz więcej pieniędzy na ubrania i kosmetyki.

Irena nie raz mówiła do swoich córek, że żadna kobieta nie spojrzy nawet na jej męża, bo która by chciała takiego ciamajdę i niemotę, ale stało się coś dziwnego.

Irenę w pracy podrywał macho, z którym wyobrażała siebie w łóżku, bo pragnęła tego, czego nie dawał jej własny mąż.

Pewnego dnia jedna z córek zauważyła swojego ojca na ulicy z inną, młodszą i ładną kobietą.

Spytała wówczas matkę, czy jest zazdrosna o ojca, a Irena odpowiedziała, że ojciec nigdy nie znajdzie drugiej kobiety, bo po prostu tego nie potrafi, i która by go zechciała.

Córka zaczęła grzebać w dokumentach ojca i znalazła rachunki za opłatę drugiego mieszkania w innej dzielicy i wtedy było dla niej jasne, że ojciec ma kochanę.

Córka długo nie utrzymała w tajemnicy, że wie o tym, iż ojciec spotyka się z inną w drugim mieszkaniu i podała matce  adres i Irenie zapaliła się natychmiast czerwona lampka, że może stracić męża.

Zdała sobie sprawę z tego, że wciąż go kocha i zrozumiała, że bardzo go raniła.

Pobiegła pod podany adres i waliła z impetem w drzwi mieszkania z nadzieją, że złapie męża na zdradzie.

Janusz jej powiedział, że jedzie na konferencję, a ukrywał się w tym mieszkaniu od czasu do czasu, aby odpocząć od domowego babińca, które go terorryzowało.

To w tym mieszkaniu miał czas na swoją pracę naukową, z której się śmiały jego kobiety i wtedy Irena zrozumiała, że ma najwspanialszego faceta za męża, który jej nie zdradzał, a uciekał od niej, gdyż go w pewnym momencie odsunęła i poniżyła.

Kiedy Irena zrozumiała, że postąpiła podle – przysięgła sobie, że nigdy więcej nie zwątpi w męża, gdyż kobieta na ulicy przy jego boku, to była jego studentka, której pomóg wyjść z depresji.

Wszystkie kobiety Janusza w jednej chwili zrozumiały, że mają wspaniałego męża i ojca i żyli długo i szczęśliwie.

Reklamy

Witaj Wiosno – witajcie święta!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Oj niemłoda ja już – niemłoda i dziś kolejny raz sobie przypomniałam, że już jestem niemłoda!

Wstałam o poranku i zrobiłam sobie kawencję, bo przy niej przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły, bo kofeina robi swoje.

Rozejrzałam się po moim domu – spojrzałam w kalendarz i automatycznie mnie naszło, że czas robić porządki świąteczno – wiosenne, bo jeśli nie dziś, to kiedy?

Coraz bliżej święta, a ja byłam z ręką w nocniku, że mam tyle do zrobienia.

Nie szkodzi, że sprząta się na bieżąco, ale zimą, kiedy dni są krótkie, robimy to mniej dokładnie, gdyż tego kurzu tak nie widać ha ha.

Pod siedzeniem przy tej kawie coś mnie drapało i gadało – zrób to dzisiaj, zrób to dzisiaj!

Ubrałam się więc cieplej i wlazłam na drabinkę i zaczęłam ściągać firany. Wydawały się czyste na pozór, ale były brudne. Wpakowałam je do pralki na opcję – firany.

Kiedy się prały obleciałam okna, meble, przydasie, bibeloty, wazony, obrazy, książki i albumy.

Miałam to szczęście, że Mąż miał dzisiaj wolne i jak mi obiecał – odsunął graty i tam porządnie mi odkurzył i zmył na mokro podłogi.

Skończyliśmy sprzątać w okolicach godziny 17 i ja padłam na kanapę – bo już jestem niemłoda!

Kiedy trochę złapałam odpoczynku – wzięłam po robocie prysznic i tak sobie znowu usiadłam z kawą, ale piłam ją z wielką przyjemnością – nie nerwowo, a to dlatego, że kolejny raz daliśmy radę.

Teraz pozostała mi tylko lista zakupów i spokojne pitraszenie na święta.

Lubię ten swój, spokojny byt i to, że mam dla kogo wciąż żyć.

Na całe szczęście mam do umycia tylko trzy okna i na szczęście nigdy nas z Mężem nie podkusiło, aby się wybudować!

Kiedyś rozmawialiśmy ze starszym od nas małżeństwem, które już odeszło i oni stwierdzili, że po co się budować i mieć do mycia 10-12 okien.

Jest tak dobrze, bo nie trzeba palić w piecu, a woda w kranie jest ciepła i zimna, a więc po co się skazywać na większe wydatki w celu ogrzania mieszkania i inne niedogodności, kiedy miasto zapewnia ciepłe kaloryfery.

W naszym niewielkim mieszkaniu wychowaliśmy dwoje Dzieci, a teraz jesteśmy tylko we dwójkę i w naszym wieku utrzymanie mieszkania w czystości, to już jest dość duży wysiłek.

Tak, tak jestem już niemłoda, ale cieszę się, że kolejny raz dałam radę!

Witaj Wiosno!

 

Podobny obraz

 

Kochajcie starszych panów – mądre dziewczyny!

Coś mi się dzisiaj przypomniało i wielkie dzięki, że mi się przypomniało.

Będąc młodą mężatką w czasach słusznie minionych, byłam sumienną Polką i regularnie oglądałam  Teatr Telewizji na kanale nr 1, bo wtedy mieliśmy do wyboru tylko dwa kanały.

Mieliśmy dwa kanały, ale wieczory zapełnione, bo w każdy poniedziałek był teatr, a w czwartki teatr kryminalny „Kobra”.

Jeśli coś pokręciłam, to mnie starsze pokolenie niech poprawi.

W inne dni, w każdy wieczór puszczano filmy, najczęściej to było kino rosyjskie i europejskie, oraz nasze rodzime.

Dzisiaj szukałam dla siebie filmu, ale trafiłam na najnowszy Teatr Telewizji, bo z marca 2018 roku.

Napiszę, że warto żyć dla takiego teatru i dla tak mistrzowskiej gry naszych, polskich aktorów.

Maria Pakulnis, Jan Frycz, Olga Bołądź, Michalina Łabacz, to jest najwyższa półka i o tych aktorach nie przeczytamy nic na „Pudelku”, bo ci aktorzy siebie szanują i szanują swoją prywatność, co ogromnie mi się podoba.

Spektakl Ewy Pytki oparty jest na tekście Joanny Murray-Smith i nosi tytuł „Victoria”.

Jest to psychologiczna opowieść o małżeństwie z 32 letnim stażem.

On wzięty i uznany pisarz, a ona w czasach młodości nagradzana poetka.

Do ich domu wkroczyła młoda dziennikarka w celu przeprowadzenia wywiadu z pisarzem – piekielnie inteligentna i wywraca życie tego małżeństwia.

Gorąco polecam ten spektakl, a nie chcę zdradzać wszystkiego, ale jest to widowisko tak wartościowe, że zachęcam do obejrzenia wszystkich wrażliwych!

Mój morał po tym spektaklu jest taki, że mężczyźni porzucający swe doświadczone i piękne żony ze zmarszczkami, a którzy myślą, że życie z młodszą o 30 lat kobietą to wielkie szczęście – przeważnie kończą z ręką w nocniku! 😀

 

Znalezione obrazy dla zapytania VIXTORIA TEATR TELEWIZJI

Znalezione obrazy dla zapytania VIXTORIA TEATR TELEWIZJI

Znalezione obrazy dla zapytania VIXTORIA TEATR TELEWIZJI

 

Znalezione obrazy dla zapytania VIXTORIA TEATR TELEWIZJI

Spotkanie po 20 latach!

Dzisiaj prędzej Diabła bym się spodziewała w moim domu – niż:

Ale od początku zacznę.

W swoim życiu miałam jedyną koleżankę, z którą rozumiałyśmy się bez słów.

Nie pamiętam jak się poznałyśmy, ale chyba przez naszych mężów i ta znajomość była dla mnie bardzo cenna.

Kiedy miałam życiowe kłopoty – bardzo mocne, to mogłam zawsze się Jej w rękaw wypłakać i jako jedyna na tym świecie mnie wspierała.

Sama nie miała lekko i może dlatego tak bardzo się rozumiałyśmy, bo wspólne doświadczenia życiowe sprawiły, że jedna drugą podtrzymywała na duchu.

Dość często spotykałyśmy się na kawie i to, o czym rozmawiałyśmy nigdy nie wypłynęło do osób trzecich, a to było dla mnie i dla niej bardzo ważne.

Pewnego, wiosennego dnia Jej Mąż miał wypadek samochodowy i zginął na miejscu.

Po przebytej żałobie Ona pojechała na zaproszenie rodziny – do Ameryki.

Z początku pobytu tam, pisała do mnie i o tym jakie  spotkało Ją szczęście.

Poznała przystojniaka – Polaka i się pobrali, a nasz kontakt osłabł, bo każda z nas miała zapędzone życie.

Oboje mieli wielkie marzenie, że na starsze lata wrócą do Polski i tak w Ojczyźnie się razem zestarzeją.

Niestety, ale po powrocie do Polski Jej Mąż ciężko zachorował i w wieku zaledwie 56 Ją zostawił.

Ona jest silna i wiem, że sobie z żałobą poradzi, ale jest Jej bardzo ciężko.

Kiedy dziś przyszłam od chorej Mamy – ktoś zadzwonił na domofon i spytał mnie, czy pamiętam „W”.

Dlatego piszę, że prędzej bym się spodziewała Diabła, aniżeli po 20 latach moją „W”.

Wpadłyśmy  sobie w ramiona, a ja taka zdziwiona, że o mnie – skromnej osobie – nie zapomniała.

Rozmawiałyśmy ponad dwie godziny tak – jakby nie minęło tych 20 lat, a mogłybyśmy wspominać i przez całą dobę.

Swoją wizytą odmieniła moją codzienność – dość rutynową i moje drzwi są zawsze dla Niej otwarte.

Mieć taką osobę w swoim życiorysie, to wielka wartość!

Opowiadała o swoim drugim Mężu z taką miłością, że to Jej dedykuję ten wiersz poniżej, bo kochała Go nad życie i dał Jej mnóstwo szczęścia!

Będąc w Polsce zauważyła ogrodzone osiedla i to, że ludzie przestali się ze sobą spotykać. Odgrodzili się od siebie, kiedy tam mieszkając miała szczęście, bo niezależnie od koloru skóry i wyznania sąsiedzi troszczyli się o innych.

Mam takie skromne pytanie czy mieliście kiedyś tak serdeczną osobę, która o Was pamiętała i miała Was w sercu po tak długiej rozłące?

Na zdjęciu to, Ona ze swoją miłością!

 

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Samotność Seniora!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Pędziłyśmy, my kobiety przez życie swoje jak szalone, bo trzeba było zarabiać na chleb, kiedy na świecie pojawiły  się dzieci, a my kobiety nie chciałyśmy być gorsze od mężczyzn.

Może teraz kobiety mają lżej, bo po urodzeniu dziecka przysługuje im roczny urlop macierzyński, kiedy dawniej po 3.5 miesiąca trzeba było wrócić do pracy, a dzieci oddać do żłobka.

Musiałyśmy pogodzić pracę z wychowywaniem dzieci i prowadzeniem domu, a wieczorem padałyśmy ze zmęczenia, by rano ponownie rozpocząć gonitwę przez życie.

Kiedy opowiedziałam swoim Córkom, że do rozwiązania ciąży pracowałam, to przetarły oczy ze zdumienia, bo teraz kobiety całą ciążę mogą spędzić na zwolnieniu, bo takowe im przysługuje.

Tak więc pędziłyśmy tak przez życie, aż tu nagle pewnego dnia zaczyna nam przysługiwać emerytura i z tego powodu jesteśmy bardzo szczęśliwe, że w końcu będziemy miały tylko dla siebie ten czas i w końcu przystopujemy i zajmiemy się tylko sobą, by zająć się swoimi pasjami, hobby, życiem w spokoju.

Jednak ta euforia szybko mija, bo nagle telefony milczą, a kontaktów z drugim człowiekiem coraz mniej.

Kiedy pracowałyśmy, to były kontakty z innymi i myślałyśmy, że to przetrwa.

To wszystko też dotyczy mężczyzn oczywiście, którzy często na emeryturze wkładają ciepłe kapcie i leżą na kanapie z pilotem w ręku.

Obserwuję emerytów na moim osiedlu i stwierdzam, że są pozamykani w swoich domach i mało ich widać.

Kiedyś przed domami były ławeczki, gdzie schodzili się starzy ludzie i jedli ciasto – popijając kompotem i prowadzili swoje rozmowy – tego już nie ma!

Osiedla są pozamykane szlabanami, że karetce trudno wjechać, aby udzielić pomocy  choremu.

Tamte czasy zniknęły i w związku z tym staliśmy się samotnikami – może na własne życzenie.

Moja Mama kiedy była zdrowa, to spotykała się z innym emerytkami na ławeczce przy fontannie, gdzie sobie prowadziły różne rozmowy.

Kiedy zachorowała, to żadna z tych kobiet nawet się nie spyta, co u mojej Mamy i czy może Ją odwiedzić.

Tacy się zrobiliśmy bez empatii i zrozumienia dla drugiego człowieka. Jesteśmy lodowaci bez względu na wiek.

Ludzie są różni, bo jedni znoszą swoją samotność, a nawet jej pragną, ale są tacy, którym kontakt z drugim człowiekiem jest potrzebny jak tlen do życia,

Ja mam Męża i na emeryturze żyję dla Niego i to mi zupełnie wystarcza do życia.

Mój Mąż, to odmienny gatunek i musi być otoczony znajomymi, kolegami, bo inaczej by usechł po prostu.

Dzisiaj właśnie poszedł na koleżeńskie spotkanie z wódeczką, a ja zrobiłam starszym panom zakąskę w postaci galerety – tzw. „zimne nóżki”.

Niech sobie panowie pogadają, a wszyscy są na emeryturze, ale czynni wciąż zawodowo.

Cieszy mnie to, że Mąż jest wciąż aktywny i kocha ludzi i to trzyma go w pionie.

Dopóki trwa przy mnie, to mnie trzyma przy życiu i żadne „kolegówny” nie są mi do niczego potrzebne, bo my się świetnie uzupełniamy.

Kiedy Męża w domu nie ma, to wiem, że wróci, a ja staram się i On się stara.

Jak robię galaretę?

Może ktoś podpowie mi inny przepis, a ja opiszę swój:

  • do szybkowara wlewam litr wody, dodaję liście laurowe, ziele angielskie, oraz łyżkę jarzynki,
  • wkładam dużą golonkę, dwie świńskie nogi, oraz skrawki gulaszowego indyka,
  • gotuję godzinę z minutami, aż mięso odejdzie od kości.
  • do miski dodaję groszek z marchewką, pokrojone jajka ugotowane na twardo i duże zmiażdżone ząbki czosnku i ozdobiłam jajkiem na twardo i zieloną pietruszką,
  • czekam, aż wszystko zastygnie i uważam, że moja galareta jest smaczna.

Kto robi inaczej, to niech da mi znać – proszę!

Oto rysunek naszej Wnusi jak nas widziała na Dniu Babci i Dziadka, a także zdjęcie naszych kochanych, dla których warto żyć.

Samotność nam nie grozi!

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

To już 42 lata – razem!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Dzisiaj u mnie – w zachodniej części Polski była prawie wiosna.

Wyszło słońce i stopniały resztki śniegu, a ludzie rozpinali płaszcze i kurtki.

Jeszcze więcej takiej pogody, a przyrodzie się pomiesza wszystko.

Pamiętam w 1976 roku – 24 stycznia, kiedy w moim mieście była siarczysta zima, taka skąpana w słońcu i było pięknie.

Miałam 20 lat i biegłam przez pół miasta do fryzjera, bo w tym właśnie dniu sobie przysięgaliśmy miłość i wierność – taką do końca życia.

No i dziś nam skoczyło 42 lata wspólnego życia, choć z tą miłością i wiernością było różnie – to udało nam się ocalić nasz związek.

Mamy z tego związku dwie cudne Córki i troje cudownych Wnuków!

Jesteśmy szczęściarzami!

Dziś robiliśmy sobie drobne przyjemności i od Męża dostałam prezent, a ja buszowałam w kuchni, bo do mego Męża trafia – przez żołądek do serca.

Zrobiłam dla Męża tatar z wołowiny wg. przepisu Magdy Gessler!  😀

Wyszedł smaczny, choć z dekoracją mam zawsze kłopoty.

Wieczorem Mąż mi zadedykował disco – polo – „żono moja” i tak kończymy nasze, małżeńskie święto!  😀

Może uda się dożyć następnej – może!

We wpisie mogą być błędy, bo mi tłumaczy tekst na angielski!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Cham w garniturze!

Podobny obraz

Na moim osiedlu obserwuję młodego mężczyznę – żonatego z jednym dzieckiem.

Obserwuję go z wielkim podziwem, bo choć jest tylko zwykłym budowlańcem, to widzę jaki z niego jest dobry człowiek.

Zauważyłam, że lubi, to co robi, a także to, iż jest niezwykle dokładny.

Właśnie remontuje swoje mieszkanie, które dostali od rodziców jego żony i tak małymi kroczkami buduje swoje, rodzinne, przytulne gniazdo.

Sam wygładził ściany, położył podłogi i płytki według swojego uznania i aby podobało się żonie.

Latem nie raz widziałam jak bawił się ze swoim dzieckiem i wyprowadzał psa swoich teściów, a także mnie się kłania choć praktycznie się nie znamy.

Ktoś by powiedział, a co to za partia – taki zwykły budowlaniec, a ja bym powiedziała, ale z klasą i do tego złota rączka!

Piszę o tym dlatego, że ileż jest chamów w garniturach i to przeważnie w partii rządzącej!

Wykorzystują swoje żony do pijaru na bilbordach, bo taki obrazek pomaga im się dostać do polityki.

Potem żona pakuje walizkę, wiąże kochanemu krawat, prostuje go i poprawia biały kołnierzyk i mąż wybywa w wielki świat polityki.

Ona się poświęca i zajmuje się domem, oraz dziećmi, bo mężuś poświęca się dla Polski i jej służy.

Kiedy taki mężuś zarobi trochę grosza i tak wsiąknie w tę politykę i tak się zachłyśnie i sprawi sobie kochankę – to żona staje się zbędna i zaczyna się domowa przemoc!

Taki mężuś dowartościowany przez swoją partię zaczyna niszczyć to, co wcześniej zbudował i leje żonę jak mokre żyto i niszczy rodzinę i matkę swoich dzieci.

To jest najgorszy gatunek faceta, który będąc najczęściej katolikiem, znęca się nad żoną i nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego żona jest na tyle sprytna, iż nagra domową przemoc i chama w garniturze powiezie i zniszczy doszczętnie!

 

 

Niech ten małżeński tandem trwa na wieczność!

Mimo choroby Mamy, to ja i mój Mąż powolutku pchamy przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia!

Tak sobie myślę, że może i dobrze, że jest taka tradycja, aby przygotować dom do świętowania.

W środku jestem bardzo smutna, bo Mama coraz bardziej słabnie, ale z drugiej strony nie umiem usiąść i nic nie robić.

Nie można się poddać i nie można usiąść i płakać, bo to niczego nie zmieni.

Jak to się potocznie mówi – trzeba żyć dalej, bo nikt za mnie, ani za mojego Męża nie zrobi tego, co powinno być choć symboliczne zrobione.

Byłoby mi jeszcze bardziej ciężko gdybym była sama, ale na szczęście Mąż włącza się w tym czasie do sprzątania i za to mu dziękuję.

Już mam pomyte okna, a Mąż zdjął mi brudne firany i założył czyste, abym nie spadła z drabinki!

Jakoś nam się rozpanoszyły kable w domu, a więc je pięknie ukrył i w końcu nie będzie na nich siadał kurz, tak trudny do usunięcia.

Odkręcił też klosze od żyrandoli, abym je w końcu umyła.

Naprawił mój zegarek, który się zepsuł.

Oboje zdecydowaliśmy, że trzeba pozbyć się staruszka komputera liczącego sobie prawie 20 lat, a był tylko dla Wnucząt, aby mogły się bawić w ubieranki i aby mogły oglądać bajki. Na oczyszczonym biurku pojawił się laptop, który też czeka na Wnuki. Zrobiło się przestronniej i bardziej cywilizowanie. 😀

Ja zrobiłam listę zakupów, ale to Mąż mi wszystko przytacha do domu.

O cokolwiek poproszę, to mogę liczyć na Męża i tak stanowimy małżeński tandem i za to memu Mężowi dziękuję.

Zawsze twierdzę, że chwilo trwaj! Jestem szczęśliwa, a przygotowania do świąt jeszcze bardziej mnie w tym utwierdzają, bo On mi pomaga!

Podczas porządków oczywiście słucham polityki, bo lubię. Mąż mniej!

Dziś pozbyli się Beaty Szydło i Kaczyński wywalił Ją jak zbitego psa i  bardzo jest mi Jej żal!

Beato wracaj do Męża i tu dedykuję Ci piosenkę. Wracaj do Męża, bo pryncypał potraktował Ciebie jak ścierę!

Jak się czuję


Kiedy ktoś zapyta, jak ja się dziś czuję,
grzecznie mu odpowiadam, że „dobrze, dziękuję”.
To, że mam artretyzm, to jeszcze nie wszystko,
astma, serce mi dokucza i mówię z zadyszką,
puls słaby, krew w cholesterol bogata…
lecz dobrze się czuję, jak na moje lata.
Bez laseczki chodzić teraz już nie mogę,
choć zawsze wybieram najłatwiejszą drogę.
W nocy przez bezsenność bardzo się morduję,
ale przyjdzie ranek… i znów dobrze się czuję.
Mam zawroty głowy, pamięć „figle” płata
lecz dobrze się czuję jak na swoje lata.Z wierszyka mojego ten sens się wywodzi,
że kiedy starość i niemoc nareszcie przychodzi,
to lepiej się zgodzić ze strzykaniem kości
i nie opowiadać o swojej starości.
Zaciskając zęby z tym losem się pogódź
i wszystkich dookoła chorobami nie nudź!

Powiadają, że starość okresem jest złotym,
i kiedy spać się kładę, zawsze myślę o tym…
„Uszy” mam w pudełku, „zęby” w wodzie studzę,
„oczy” na stoliku zanim się obudzę…
Jeszcze przed zaśnięciem ta myśl mnie nurtuje:
Czy to wszystkie są części, które się wyjmuje?”

Za czasów młodości (mówię bez przesady)
łatwe były biegi, skłony i przysiady.
W średnim wieku jeszcze tyle sił mi pozostało,
żeby bez zmęczenia przetańczyć noc całą…
A teraz na starość czasy się zmieniły,
spacerkiem do sklepu, z powrotem bez siły…

Dobra rada dla tych, którzy się starzeją
Niech zacisną zęby i z życia się śmieją.
Niech wstaną rano, „części” pozbierają,
Niech rubrykę zgonów w prasie przeczytają,
Jeśli ich nazwiska tam nie figurują,
To znaczy, że są ZDROWI I DOBRZE SIĘ CZUJĄ.

Józefa Jucha

https://www.youtube.com/watch?v=3RM2qgywHKI

Chory Mąż w domu, to inny Mąż!

Wczoraj usłyszałam z ust osobistego Męża –  to słynne – nie mów do mnie teraz!

Aha – pomyślałam – chory się czuje!

Głos faktycznie zmieniony jakby się coś w gardle działo, a do tego nerwowy jak diabli.

Zmierzył temperaturę i wyskoczyło – 36,9 – masakra jak ja to przeżyję?

Poradziłam aby wybrał się do lekarza, bo żartów nie ma – idzie sezon grypowy w końcu i Jego choroby lekceważyć nie mogę.

Zamieniłam się w kobietę o wielkiej cierpliwości, bo kiedy chłop chory, to kobieta ma przekichane.

Poszłam do kuchni i zrobiłam biedakowi syrop na zwiększenie odporności i wywalenie z Niego wirusa – z powietrza pewnie! 😀

– na tarce strałam 5 centymetów imbiru,

– wycisnęłam sok z dwóch cytryn,

– dodałam 4 łyżki miodu

i to zalałam litrem schłodzonej wody, aby nie zabić właściwości zdrowotnych składników!

Pomerdałam i odstawiłam, aby się przegryzło!

Podaję od wczoraj i o dziwno dziś Mąż poczuł się prawie zdrowy.

Dogadzam chorutkowi i na śniadanie zdobiłam mu jajka sadzone inaczej! 😀

Zdrowieje i humor wraca!

I jeszcze taka opowiastka z sieci!

Jak to jest, że faceci tak celebrują swoje chorowanie a kobiety nie robią z tego problemu?
Wczoraj Marek poczuł się źle, bóle brzucha, temperatura itp.
Położył sie do łóżka i leży.
– Kotuś – woła – przyniesiesz mi herbatki?
Podaje herbatę + coś na bule brzucha. Za chwilę:
– Moze bym coś zjadł. Kotuś zrób mi kanapkę ale tylko z masłem.
Podaje kanapkę + witaminki i Gripex. Zwracam mu uwagę że nie wypił poprzedniego lekarstwa. To po co mu dałam?
– Dlaczego zawsze jak jestem chory to jesteś taka niedobra?- po chwili – to ja bym zjadł jeszcze jedną kromke z masłem

itd, potem była jeszcze prośba o :
– gazetkę
– telefon
– przyniesienie drzewa do kominka
– przestawienie samochodów na podwórku
– sprawdzenie czy ma zimne stopy (!!!!!!!!! )
JEZU ! Oszaleję! A przecież jest jeszcze Ania i muszę wszystko sama przy niej zrobić, bo jeszcze się czymś zarazi od Marka.
Na dobranoc słysze news dnia: jutro przywiozą zmywarkę! Wszystke marudzenia mojego męża ida w zapomnienie. Zmywarka – znienawidzone mycie stosów garów to przeszłość.

Pozdrawiam wszystkie żony marudnych mężów i nie tylko.

Aga i Ania (6 3/4 miecha)

Carpe diem – chwytaj dzień!

Jestem Seniorką już niestety i z tej racji dużo miejsca poświęcam na blogu właśnie tematowi o strości, o samotności ludzi starszych, a także o ich bezradności – kiedy zostają całkiem sami na tym świecie.

W Polsce ludzie starsi przeszkadzają, co często widać w szpitalach, kiedy traktuje się Seniora jak potencjalnego trupa i nie warto koło niego chodzić i się o niego troszczyć. Wiem coś o tym, bo sama bywałam ostatnio w szpitalu u mojej Mamy i obserwowałam zniecierpliwienie personelu. Nie było to tak bardzo rażące, ale się zdarzyło złe traktowanie i niedopilnowanie. Gdyby nie rodzina, to byłoby jeszcze gorzej.

Rządzący też mają w nosie ludzi starszych, którzy pobierają głodowe emerytury i nie ma żadnych szans na ich podwyżkę, bo by nie starczyło na 500+.

Jestem szczęściarą, że wciąż żyję pod jednym dachem z moim Mężem – już, a może dopiero 43 lata i tu opowiem coś, co dało mi do myślenia.

Przed wczoraj Mąż został obudzony w nocy przez swoją Mamę, bo ta poczuła się źle.

Nie słyszałam tego telefonu i nie obudziłam się w momencie, kiedy Mąż wychodził w nocy z domu.

Obudziłam się jednak i macając – zorientowałam się, że Męża nie ma w domu. Przeczuwałam, że jest u Matki i powinnam być spokojna, ale tak nie było!

Pomyślałam sobie, a gdyby tak było każdej nocy, że pozostawałabym samotna w ciemnej ciszy i w ciągu dnia też, to co by ze mną było!

Przestraszyłam się swoich myśli i do rana nie zmrużyłam oka – czekając na powrót Męża.

Wiem jedno, że gdyby go mi zabrakło, to szybko bym za nim powędrowała – z tęsknoty.

Wiem jedno, że bym nie jadła i nie żyła, a tęsknota bym mnie pokonała.

Bardzo szanuję ludzi starszych, którzy mimo samotności trwają i są to bohaterowie codzienności.

A teraz opowiadanie, które może wywołać łezkę w oku, bo ktoś zrobił tak mało, ale w dzisiejszej znieczulicy – tak dużo:

„Panie, wożę czasami taką babcię. 94 lata” – opowieść taksówkarza wzruszyła tysiące osób.

 

Czemu ta historia tak poruszyła ludzi? Bo dowiodła, że istnieje jeszcze coś takiego jak bezinteresowność.

Samotność starszych osób, które nie mają rodziny, jest trudna. Gdy zabraknie partnera, dzieci, czy wnuków, ciężko jest czasem poradzić sobie z trudnościami dnia codziennego. Zwłaszcza gdy ma się 94 lata. Wiele takich osób może wyłącznie liczyć na wsparcie i opiekę obcych osób i to od ich dobroci serca zależy, jak upłyną ostatnie dni ich życia.

Historia, którą podzielił się Witold Szablowski, została opowiedziana przez taksówkarza o wielkim sercu. Dla samotnej kobiety, której rodzina zginęła w Powstaniu, każdy ludzki i pełen empatii odruch, jest na wagę złota. Dziś niestety ciężko o szacunek dla starszych i osoby, które nie założyły rodziny, spotykają się zazwyczaj z niechęcią i poczuciem, że są „zbędne”. Tym bardziej opowieść pana Witolda daje nadzieję, że można trafić na bezinteresowność i spotkać człowieka, dla którego pieniądze są ważne, ale na pewno nie najważniejsze.

WITOLD SZABLOWSKI

Facebook

Jedna z piękniejszych historii, jakie usłyszałem od taksówkarza. Właściwie to najpiękniejsza.
 Bayer taxi, kilka dni temu. Pan w okolicach pięćdziesiątki, ogolony na łyso, wielki, z wyblakłym już nieco tatuażem na przedramieniu.

 

„Panie, wożę czasami taką babcię. 94 lata. Samotna, mieszka na Woli, cała rodzina zginęła w Powstaniu. Raz przyjechałem do niej na wezwanie, jakoś mnie polubiła, powiedziała, że zawsze już po mnie będzie dzwonić. Dzwoni raz — Panie Irku, na zakupy jedziemy. Jadę, babcia wychodzi, a tu sernik upieczony. Dla córki. Zapamiętała, że mam córkę i upiekła, specjalnie dla niej.

Myślę sobie: jak ona w ten sposób, to ja też. I następnym razem, jak zadzwoniła, że jedziemy do przychodni, to przyjechałem z szarlotką. Woziłem ją potem nie raz i nie dwa. W domu u mnie była. Ja u niej. Kilka razy jej pomagałem zakupy wnieść. Zaprosiła na herbatę. Albumy pokazała „Wszyscy oni już nie żyją’ – popłakała się. No sama babcia. Jak palec. Fajnie się z nią rozmawia, dużo opowiada. Zaprzyjaźniliśmy się bardzo.

 

Zeszłego lata wybieraliśmy się z rodziną nad morze. Urlop zaklepany, zadatek zapłacony. I dwa dni przed wyjazdem dzwoni babcia. Że ma operację. I żeby ją zawieźć. I płacze. Że się boi. Pytam żonę, co robić. A żona: przecież dobrze wiesz, co. No wiem.

Panie, zawiozłem rodzinę do Ustki. Przenocowałem i następnej nocy, o północku, ruszyłem do babci. Podjechałem pod kamienicę, zdążyłem się jeszcze chwilę zdrzemnąć, i 7:30 dzwonię, że jestem. Słowa jej nie powiedziałem, że przyjechałem z Ustki. Myślała, że jestem normalnie w pracy. Kurs wyszedł 32,40. Mam w domu paragon na pamiątkę, bo przecież to szaleństwo było, no sam pan powiedz. Za darmo bym ją zawiózł, ale babcia by się nie zgodziła. Ona zawsze płaci więcej, niż się należy. Taka jest.

Zaprowadziłem babcię na oddział, przytuliłem. No jakbym kogoś z rodziny odprowadzał, mówię panu. I jak już ją wzięli, to w auto — i z powrotem do Ustki. Babcia wyszła po tygodniu, cała i zdrowa. Urlop mi się skończył, więc ją odebrałem już normalnie. Do dzisiaj nie wie, że wtedy specjalnie dla niej z Ustki leciałem”.

 

Smutne trochę, że taki prosty odruch staje się dziś bohaterskim czynem, bo każdy powinien umieć się tak zachować. Niestety ludziom brakuje czasu, by rozejrzeć się wokół, dostrzec potrzeby innych ludzi. Oby więcej takich taksówkarzy jeździło po polskich drogach!

http://mamadu.pl/131797,opowiesc-taksowkarza-wzruszyla-tysiace-osob-samotnosc-starosc