Archiwa tagu: Mąż

Andrzej Rodan!

Jest to okładka do książki – biografii pisarza Andrzeja Rodana, którą napisał jego przyjaciel – Bogdan Gadomski, który odszedł z tego świata w dziwnych okolicznościach dotąd do końca niewyjaśnionych.

W tej książce jest jeden wpis z mojego bloga „Lustro codzienności”

Jest to taki mój malutki sukces.

Oczywiście zostałam zapytana, czy autor książki może pobrać mój wpis, a ja się zgodziłam.

Pisałam, że ludzie starsi zawsze mają szansę na miłość, jeśli tylko znajdą swoją drugą połowę.

Pan Andrzej Rodan poznał śpiewaczkę o ciekawym głosie – Bogumiłę Pawłowską i oni się w sobie zakochali i pobrali.

Kim jest Andrzej Rodan:


KIM JEST?

„Jest absolwentem wydziału filozoficzno-historycznego Uniwersytetu Łódzkiego, pisarzem, filozofem, historykiem i publicystą. Napisał 54 książki historiozoficzne i powieści, ponad tysiąc artykułów i felietonów prasowych oraz ok. dwóch tysięcy felietonów i postów na portalach społecznościowych, w tym Facebook”

Kiedy założyłam konto na Facebooku – może 12 lat temu, to od razu spodobała mi się grupa dyskusyjna na FB pod patronatem Andrzeja.

Weszłam w to i do tej pory jestem na FB tylko w tej grupie, która mnie nie zwiodła, a raczej ciągnęła do dyskusji politycznych, ale nie tylko.

Andrzej jest mistrzem w sumowaniu tego, co w Polsce się wyprawia i w swoich felietonach o tym pisze.

Niestety, ale przyszedł PiS i Administracja FB wiele razy go blokuje, bo jest niewygodny i ma cięty jęzor nie owijając nic w bawełnę.

Wiele razy dostawał bana, a ja i inni czekaliśmy na jego powrót – często nawet miesiąc.

Była kiedyś taka audycja w radio „Kocham pana – panie Sułku” a ja strasznie lubię Rodana choćby dlatego, że urodził się w Łodzi tak jak moi rodzice i urodziny ma w tym samym dniu, co moja śp. mama.

To nas jakoś złączyło, choć nigdy nie spotkaliśmy się w realu.

Jednak warto uwierzyć, że można kogoś polubić ot tak – wirtualnie, co trwa już tyle lat.

Nigdy w komentarzu nie nazwał mnie Elą, a zawsze byłam Elką, co mnie rozbawia i imponuje, bo Andrzej jest sobą.

A teraz wyjaśnię dlaczego o tym piszę.

Nie ma Andrzeja na FB i myślałam, że znowu dostał baba.

Delikatnie się pytałam żony Andrzeja – Bogusię ile mu jeszcze zostało tego braku kontaktu z nami.

Andrzej jest chory, gdyż dostał udaru i leży w szpitalu.

Rodzina walczy – lekarze walczą, a mnie kuźwa jest tak smutno.

Wierzę, że wyjdzie z tego, a myślami od kilku dni jestem z jego żoną i chorutkiem!

Posłuchajcie Panią Bogusię – cudo!

Moje drugie pelargonie o zupełnie innych kolorach!

Białe małżeństwo!

Bożena i Krystyna od 5 lat pracowały w jednym dziale, dużej korporacji w księgowości.

Nigdy nie były jakoś ze sobą blisko i w zasadzie niewiele się sobie zwierzały – ot były tylko koleżankami.

Nigdy nie spotykały się po pracy na damskich pogaduchach w kawiarni, czy retauracji.

Każda z nich po pracy biegła do domu, bo obie będąc mężatkami z małymi dziećmi spełniały się jako żony i matki, bo rodzina była dla nich bardzo ważna.

Pewnego dnia szef ogłosił, że w związku z podpisaniem intratnego kontraktu z bogatą firmą – organizuje wyjazd integracyjny i nie ma mowy, aby ktoś z tego się wymigał.

Wyjazd do ekskluzywnego hotelu z basenem i SPA miał trwać 3 dni i dwie noce.

Na początku była wytrawna kolacja z dobrym winem, a potem tańce przy mocniejszym alkoholu, a wszystko po to, aby załoga się bliżej poznała.

Zabawa była naprawdę wesoła, bo po wypitym alkoholu było, że panowie proszą panie, a także, że panie proszą panów do tańca.

Zabawa skończyła się około północy i wszyscy zaczęli rozchodzić się do swoich pokoi.

Bożena i Krystyna miały pokój tylko we dwie i zamówiły jeszcze po dwa drinki, bo buzie się im rozwiązały.

Bożena ośmielona alkoholem zadała Krystynie pytanie, czy byłaby ona zdolna do zdrady męża w takich frywolnych okolicznościach.

Krystyna się trochę zamyśliła i zdumiała pytaniem, ale po krótkiej chwili odparła, że ona z mężem po prostu nie uprawiają seksu.

W tym momencie Bożena zaniemówiła, no bo jak to – nie uprawiają seksu.

  • Ale macie przecież dziecko, a więc skąd się ono wzięło.
  • A wiesz Bożeno, bo kiedyś się upiliśmy i poszliśmy na całość, a ja po prostu zaszłam w ciążę.
  • Obiecaliśmy sobie, że nigdy więcej tego nie zrobimy, gdyż oboje się seksu brzydzimy i uważamy to – za niehigieniczne.

Ale przecież musicie jakoś się zaspokajać spytała Bożena.

  • Nie moja droga, boja nie lubię być dotykana, a mój mąż to rozumie, bo i on taki jest.
  • Wystarczą nam nasze wspólne pasje, prowadzenie domu, wychowywanie dziecka, obowiązki i jesteśmy w tym szczęśliwi.
  • Wiemy, że spędzimy ze sobą całe życie, bo bardzo się kochamy, a ja wiem, że mój mąż nigdy mnie nie zdradzi.

Bożena zamilkła, bo trudno było jej pojąć taki model relacji między kobietą i mężczyzną, ale zadała pytanie – gdzie się poznali.

Krystyna chętnie odpowiedziała, że w grupie zamkniętej „Białe małżeństwo” na Facebooku i najpierw długo ze sobą pisali i od razu sobie wyjaśnili, że nie lubią seksu, a za rok wzięli ślub.

Zdradziła, że śpią osobno, a poranny buziak im zupełnie wystarcza i ona i on czują się szczęśliwi w takim układzie.

Mają zamiar być ze sobą na zawsze i ona nie boi się, że mąż ją zdradzi, bo wie, że i on brzydzi się seksem.

Po tej integracji obie kobiety się zaprzyjaźniły, bo Bożena zrozumiała, że Krystyna jej zaufała, a nikt w firmie się nie dowie jak ona żyje.

Spotykają się od czasu do czasu na kawie i lampce i Krystyna zdradza, że jej wieczory z mężem często wyglądają tak, że wymieniają opinie o wspólnie obejrzanym filmie, albo o przeczytanej książce i są w tym całkowicie spełnieni!

Los tak chciał!

Najładniejszy budynek w moim mieście po remoncie.

Do mojego miasta przybyłam z rodzicami w 1963 roku i była to zima dość ostra.

Miałam 7 lat i zamieszkaliśmy w dwuklatkowym budynku, tuż przy jednostce wojskowej.

W tym samym budynku, tylko w drugiej klatce zamieszkał z rodzicami i bratem pewien chłopiec o rok starszy ode mnie.

Kompletnie się nie znaliśmy i jako dzieci nigdy na siebie nie wpadliśmy, choć było tam jedno, wspólne podwórko.

W 1965 roku przenieśliśmy się do miasta, które jeszcze odczuwało wojenne czasy i powoli zaczęto je odbudowywać.

Zamieszkałam z rodzicami w nowo wybudowanym bloku – tym razem trzyklatkowym.

Miałam bardzo blisko do szkoły, a nowinką było, że mieliśmy na nowym miejscu gaz i ciepłe ogrzewanie z kotłowni.

W poprzednim domu tego nie było i trzeba było palić w piecu i gotować na kuchni opalanej węglem.

Minęło wiele lat i znowu nic nie wiedziałam o chłopcu mieszkającym obok mnie!

Ten budynek, który pokazałam stał na zupełnie innej ulicy i nie był taki piękny jak dzisiaj.

Był zbudowany z czerwonej cegły i po latach popadł w ruinę kompletną, gdyż zdewastowali go menele.

Po wielu latach dowiedziałam się, że do 15 roku życia mieszkał tam ten chłopak, którego nie znałam.

Przy budynku było duże podwórko, a na nim szopy gospodarcze, w których jego rodzice hodowali różne zwierzaki, a ten chłopiec z bratem właśnie tam dorastali.

Były też psy i koty i podwórko tętniło życiem, co znam z opowieści – później.

Na początku lat 70-tych do mojej klatki – piętro niżej sprowadziła się rodzina z dwoma synami.

Ja miałam 15 lat, a ten chłopak 16 i z początku żadne nie zwracało na siebie uwagi, choć chodziliśmy do ostatniej klasy w tej samej szkole.

Chłopak ten powtarzał klasę, a wiec rocznikowo oboje kończyliśmy jednakowo szkołę i pewnego dnia pojechaliśmy na wycieczkę do Poznania pociągiem.

Zwiedziliśmy Poznań, byliśmy na „Halce” Moniuszki i jeszcze jakąś oranżerię.

Kiedy wracaliśmy z powrotem stałam przy nim w korytarzu pociągu i oboje wyglądaliśmy przez okno.

Do oka wpadł mi kamyczek z węgla i ten chłopiec pomógł mi chusteczką pozbyć się bolesnej zadry.

Drugiego dnia poszliśmy na randkę nad nasze, cudne jezioro i tak randkowaliśmy 4 lata, aż pewnego dnia się pobraliśmy i tak oto „pykło” nam 46 lat.

Uważam, że los tak nami kręcił i manipulował, jakby specjalnie chciał, byśmy byli ze sobą na zawsze razem.

Minęło 46 lat razem, ale byłabym nieszczera, że nasze małżeństwo zawsze było sielanką, bo nie było w pewnych momentach.

Nie wolno się jednak poddawać i trzeba zawsze walczyć do końca i próbować naprawiać, a nie wyrzucać!

Gdybym miała drugi raz wybierać – wybrałabym tak samo!

Zdjęcie zrobione 1 Maja w 1974 roku – nie pamiętam autora.

46 lat minęło!

Nowy Rok się zaczął, a więc od nowa obchodzimy wszyscy swoje uroczystości i świętowania.
Dzisiaj, tj. 24 stycznia przypada nasza Rocznica Ślubu – to już 46 lat razem.
24 stycznia 1976 roku, to była piękna, słoneczna zima – taka, którą chyba wszyscy lubią!
Był mróz, a ja biegłam od fryzjera podziwiając oszronione, pięknie drzewa.
Z tej okazji dostałam od M skromne kwiatki i od Córki taki oto wiersz:
 
 
Już wiele lat idziecie razem,
Obrączki złote podrapał czas,
Tyle spotkało Was różnych zdarzeń,
Lecz przecież miłość trwa dalej w was.
Czasami burze, czasami deszcze,
To znowu tęcza kolorem lśni,
Wiele przed Wami tych chwil jest jeszcze,
Wiele przed Wami słonecznych dni.
Więc idźcie dalej tą wspólną drogą,
bo przecież
Wasze marzenia tak wiele mogą,
Nawet gdy czasem brakuje sił.
 
Wszystko się w tym wierszu zgadza, bo jak każde małżeństwo z długim stażem musiało przejść przez różne fazy jego trwania.
I u nas raz świeciło słońce, kwitły kwiaty, ale także były burze i gromy z jasnego nieba.
Myślę, że wszystko w życiu jest po coś i jeśli były burze i gromy, to dlatego by nauczyć się od nich uciekać, łagodzić i dążyć do tego, aby żyć w przyjaźni i zgodzie, bo lata lecą tak szybko, że na naprawę może być za późno!
Jesteśmy spełnionym małżeństwem, bo wychowaliśmy dwie wspaniałe Córki – mamy Wnuki i najbardziej mnie dziwi, że patrząc na moje Dzieci nie widzę tego, że są już po 40 – tce.
Dla mnie to są wciąż tamte – małe dziewczynki!
Był w naszym życiu taki epizod, że wniosłam sprawę do sądu o rozwód – niestety!
Pani Sędzina z sali rozpraw zaprosiła nas do swojego gabinetu i powiedziała, że nie udzieli nam rozwodu, bo jesteśmy dla siebie stworzeni i mamy się po prostu dogadać.
Tak było i dość często zastanawiam się jakby nasze życie wyglądało gdybyśmy się rozwiedli?
Teraz takie długoletnie związki są chyba niemodne i ludzie się rozstają dość wcześnie, ale ja nie będę moralizowała, bo ja wygrałam swoje życie przy boku faceta, który jest dla mnie w tej chwili wszystkim i wydaje się na odwrót – bo zmądrzeliśmy oboje i wiemy, że bez siebie nigdy nie mogliśmy żyć!
Od Córki na nową kuchnię dostaliśmy nowe garnki, a stare spakowałam i oddałam potrzebującym.
Czego sobie życzę i mojemu M – tylko zdrowia i tego abyśmy dalej się ze sobą nie nudzili!

Życie z pracoholikiem!

Sklep Kama „Po schodkach”

Nikt im nie powie, że są pracowici i zaradni, a tyko my – dwie żony o imieniu Elżbieta!

Nie powie im o tym ich ojciec, który od dawna nie żyje, a także ich mama, która zawsze była skupiona na swoim zdrowiu bardziej!

Dwaj bracia, a jeden jest moim mężem do wszystkiego, co mają doszli swoją, ciężką pracą.

Każdy z nich działa w innej dziedzinie, ale nie można im odebrać pracowitości i uporu.

Nie potrafią przede wszystkim odpoczywać, bo są pracoholikami i spowolnienie powoduje u nich wyrzuty sumienia.

Muszą być w ruchu i wciąż coś robić, a weekendy i święta są dla nich torturą.

Mam takiego w domu i widzę, co się dzieje, kiedy nagle musi się zatrzymać!

Z takim osobnikiem jest ciężkie życie naprawdę, bo nie potrafi się ogarnąć, odpocząć, położyć i widzę jak się męczy!

Jednak życie z takim osobnikiem ma pozytywne znaczenie, bo ja nigdy nie musiałam się nikogo prosić, by pomógł nam w remoncie, naprawie czegoś, czy też wymianie czegokolwiek, bo takich ludzi cechuje zaradność i są „złotymi rączkami”

Brat mojego Męża ma tak samo, choć działa na innym polu, a więc sam wybudował dom, zasadził wiele drzew i spłodził dwóch synów.

Potem wybudował sam sklep i zajął się handlem i tak, aby go utrzymać, co drugi dzień jedzie po towar w trasę, aby w sklepie niczego nie brakowało.

I nie brakuje, bo my się tam zaopatrujemy i jest wszystko!

To naprawdę jest tyrka i mimo już starszego wieku nie ustaje, bo nie umie po prostu.

Ja wiem, że oni obaj będą pracować dotąd, aż nie daj losie im zabraknie zdrowia.

Wariaci po prostu, ale taki jest ich urok, że wszystko, co robią, to robią przede wszystkim dla rodziny!

Jak napisałam na początku, to tylko my dwie – żony widzimy ile oni robią – dla rodziny, ale także dla własnej satysfakcji, ale także wiedzą, że mają ogromny szacunek otoczenia!

Nie potrafią odmówić pomocy jeśli ktoś się o taką zwraca i ja to wiem najlepiej, bo w moim domu telefon się urywa!

Podsumowując – życie z pracoholikiem nie jest nudne, gdyż ciągle się coś dzieje.

Od rana idzie po zakupy dla swojej ponad 80 letniej mamy.

Trzy raz dziennie pilnuje, aby brała leki i zanosi jej obiad, a w między czasie załatwia dziesiątki, zawodowych spraw, a ja wiem, że ta aktywność trzyma go przy życiu.

Moja rola, to pomaganie i wspieranie i tak razem ten wózek pchamy!

Zerwanie się ze smyczy!

 

Zaprzysiężenie Andrzeja Dudy. Łukasz Schreiber tłumaczy krytykę w stronę PO

Żony polityków PiS chyba zaczynają się stawiać w tym homofobicznym kraju i próbują  wychodzić przed szereg – gwałcąc cnoty niewieście głoszone przez ich mężów.

I oto żona Łukasza Schreibera bez jego kompletnej wiedzy – jako męża,  zgłosiła się do programu „Top Model” realizowanego do tego przez znienawidzone TVN, a w  jury siedzi trzech gejów!

Pobiega sobie po wybiegu na pół naga, bo przecież te kobitki też chcą być dostrzeżone, a nie tylko stłamszone ha ha.

Tu trzeba sobie pytanie na ile zaszkodziła swojemu mężowi, będącym, mocno w polityce?

I czytamy za Onet:

Marianna Schreiber, małżonka ministra Łukasza Schreibera z PiS, zgłosiła się do popularnego show modowego Top Model. Jak przyznała na wizji – zrobiła to bez jego wiedzy – informuje TVN.

Top Model. Do programu zgłosiła się żona ministra Schreibera
  • Uczestniczka programu wyjaśniła jurorom, że jej udział w show jest sprzeczny ze spojrzeniem jej męża na obraz rodziny
  • Polityk nie chciał skomentować występu swej żony. Napisał nam jedynie SMS-a: „Miłego dnia życzę”
  • Marianna Schreiber trzy lata temu przyciągnęła uwagę mediów opublikowanym na Twitterze zdjęciem dziewczyny w autobusie, która na kolanach trzymała tęczową torebkę
  • Teraz całą sprawę określa „fake newsem”. Zapewnia, że ma wśród znajomych i przyjaciół wiele osób LGBT.

Jak wyznała Marianna Schreiber jurorom Top Model, jest zestresowana, bo na casting do programu przyszła sama. – Mąż nic nie wie – przyznała. Pytana o to wyjaśniła, że jej zgłoszenie do programu jest sprzeczne ze spojrzeniem małżonka na obraz rodziny. Pomimo różnicy zdań kobieta chce zostać modelką i postanowiła spróbować swoich sił w reality show.

  • Uczestniczka programu wyjaśniła jurorom, że jej udział w show jest sprzeczny ze spojrzeniem jej męża na obraz rodziny
  • Polityk nie chciał skomentować występu swej żony. Napisał nam jedynie SMS-a: „Miłego dnia życzę”
  • Marianna Schreiber trzy lata temu przyciągnęła uwagę mediów opublikowanym na Twitterze zdjęciem dziewczyny w autobusie, która na kolanach trzymała tęczową torebkę
  • Teraz całą sprawę określa „fake newsem”. Zapewnia, że ma wśród znajomych i przyjaciół wiele osób LGBT.

Jak wyznała Marianna Schreiber jurorom Top Model, jest zestresowana, bo na casting do programu przyszła sama. – Mąż nic nie wie – przyznała. Pytana o to wyjaśniła, że jej zgłoszenie do programu jest sprzeczne ze spojrzeniem małżonka na obraz rodziny. Pomimo różnicy zdań kobieta chce zostać modelką i postanowiła spróbować swoich sił w reality show.REKLAMA

– Kim jest twój mąż? Czym się zajmuje, że to przeczy jego spojrzeniu na rodzinę czy na to, że jesteś w naszym programie? – zapytał Dawid Woliński. – Jest politykiem – odpowiedziała. – Ten minister? – dopytał juror i uzyskał twierdzącą odpowiedź.

  • Uczestniczka programu wyjaśniła jurorom, że jej udział w show jest sprzeczny ze spojrzeniem jej męża na obraz rodziny
  • Polityk nie chciał skomentować występu swej żony. Napisał nam jedynie SMS-a: „Miłego dnia życzę”
  • Marianna Schreiber trzy lata temu przyciągnęła uwagę mediów opublikowanym na Twitterze zdjęciem dziewczyny w autobusie, która na kolanach trzymała tęczową torebkę
  • Teraz całą sprawę określa „fake newsem”. Zapewnia, że ma wśród znajomych i przyjaciół wiele osób LGBT.

Jak wyznała Marianna Schreiber jurorom Top Model, jest zestresowana, bo na casting do programu przyszła sama. – Mąż nic nie wie – przyznała. Pytana o to wyjaśniła, że jej zgłoszenie do programu jest sprzeczne ze spojrzeniem małżonka na obraz rodziny. Pomimo różnicy zdań kobieta chce zostać modelką i postanowiła spróbować swoich sił w reality show.REKLAMA

– Kim jest twój mąż? Czym się zajmuje, że to przeczy jego spojrzeniu na rodzinę czy na to, że jesteś w naszym programie? – zapytał Dawid Woliński. – Jest politykiem – odpowiedziała. – Ten minister? – dopytał juror i uzyskał twierdzącą odpowiedź.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideohttps://pulsembed.eu/p2em/5kD0rsVl3/

Kim jest Łukasz Schreiber? „Mały premier”

Łukasz Schreiber to poseł PiS i minister w rządzie Mateusza Morawieckiego. Ma 34 lata, pochodzi z Bydgoszczy i jest synem innego polityka, Grzegorza Schreibera.

Schreiber junior uważany jest za jednego z najbliższych współpracowników premiera. Jest przewodniczącym Stałego Komitetu Rady Ministrów, sekretarzem Rady Ministrów i przewodniczącym zespołu ds. programowania prac rządu. Z tego powodu określa się go „małym premierem”, odpowiedzialnym za ustawy, którymi zajmuje się rząd.

Schreiber nie chciał skomentować występu swej żony. Napisał nam jedynie SMS-a: „Miłego dnia życzę”.

Kim jest Marianna Schreiber?

Marianna Schreiber przedstawia się w mediach społecznościowych jako magister pedagogiki, przyszła doktorantka oraz nauczyciel/terapeuta.

Marianna Schreiber: wcale nie chcielibyście być na moim miejscu

Marianna Schreiber po ujawnieniu jej udziału w Top Model odniosła się do tej sprawy. W udostępnionej relacji w mediach społecznościowych stwierdziła: – Nie macie pojęcia, czy w tym jest jakiś procent prawdy. Wy się nad tym nawet nie zastanawiacie. Nie pytacie, nie chcecie wiedzieć. Ważne, że jest napisane i nie ważne, czy zostało to stworzone na potrzeby tego, aby na przykład dopiec mojemu mężowi – powiedziała do użytkowników, którzy ją obserwują.

– Czy to, że jestem żoną ministra z PiS to znaczy, że ja myślę tak samo, czy myślę w ten sam sposób, czy mam te same poglądy? Nie, wy nawet się nad tym nie zastanawiacie i myślę, że wcale nie chcielibyście być na moim miejscu, bo jest to bardzo trudne, kiedy nie masz możliwości powiedzieć prawdy i wytłumaczyć się z czegoś, co jest fake newsem – stwierdziła.

W kolejnej relacji Marianna Schreiber zapewniła, że ma wśród znajomych i przyjaciół wiele osób LGBT oraz „popiera wiele rzeczy, które promuje LGBT”. – Oni dobrze to wiedzą, że ja w ten sposób nie myślę i tak tego nie czuję, jak zostało to napisane w internecie – dodała.

Żródło: Onet

Wyprawa i wspomnienia

Może być zdjęciem przedstawiającym jezioro i przyroda

Każdego poranka po obudzeniu się, zadaję sobie pytanie – jaki to będzie dzień i co się w nim wydarzy!

Nie planowaliśmy dzisiaj nic szczególnego, ale Mąż zaproponował, że skoro jest tak ładny dzień – niezbyt gorący, to wybierzemy się na przejażdżkę łódką po naszym jeziorze i przedostaniemy się kanałem na jezioro drugie – tak jak za dawnych, młodzieńczych lat.

I tak się właśnie stało i choć kanał w takie pogody jest dość płytki, to udało nam się zwiedzić oba jeziora i stąd są moje zdjęcia.

Kiedyś była możliwość przepłynięcia drugim kanałem na cudowne, trzecie jezioro, ale po latach kanał stał nie niedrożny i można tam popłynąć tylko kajakiem.

Wiele razy pisałam, że to właśnie na trzecim jeziorze spędzaliśmy ze znajomymi i dziećmi wakacje i to jest piękne wspomnienie.

Płynęliśmy w kilka motorówek, które były po brzegi zapakowane namiotami, polowymi łóżkami, materacami, garnkami i tak mogliśmy siedzieć w ciszy nad jeziorem nawet dwa tygodnie.

To se ne vrati, gdyż wielu naszych znajomych już odeszło, a druga sprawa spędzanie wakacji jak za czasów PRL-u poszło już w niebyt i mało kto rezygnuje z wygody wykupując wczasy w domach wczasowych!

Dzisiaj na naszej wyprawie wspominaliśmy z Mężem tamte, fajne czasy.

Wspominaliśmy przyjaciół, których z nami już nie ma!

Nad trzecim jeziorem jest taki półwysep, na którym właśnie biwakowaliśmy.

Nie tylko wypoczywaliśmy, ale to była także ekipa, która gotowała posiłki i absolutnie nie byliśmy głodni.

Wszystkie dania gotowaliśmy na kuchenkach gazowych w szybkowarach, a panowie łapali ryby.

Jeśli było dużo leszczy, to po oczyszczeniu ich mieliśmy je przez maszynkę do mięsa i tak powstawały pyszne, rybne kotlety.

Kiedy było więcej okonków, to szły do octu z cebulą i nawet dzieci lubiły podjadać.

Były także płocie i węgorze, a więc jedzenia nam nie brakowało, a do szybkowaru wkładaliśmy warzywa, mięso, fasolę i tak powstawały dania jednogarkowe.

Wieczorami, kiedy dzieci zmęczone szły spać, to my dorośli siadaliśmy pod rozłożystym bukiem przy piwie i rozmawialiśmy, marzyliśmy, planowaliśmy.

Nie da się zapomnieć tamtych chwil i dziś nam się to wszystko przypomniało.

To był cudowny dzień!

Może być zdjęciem przedstawiającym jezioro
Może być zdjęciem przedstawiającym przyroda i jezioro
Może być zdjęciem przedstawiającym zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym ptak brodzący, przyroda i zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym ptak, przyroda i zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym jezioro i przyroda
Może być zdjęciem przedstawiającym jezioro, niebo i przyroda
Może być zdjęciem przedstawiającym jezioro i przyroda
Może być zdjęciem przedstawiającym przyroda, drzewo i jezioro
Może być zdjęciem przedstawiającym przyroda, drzewo i jezioro
Może być zdjęciem przedstawiającym łabędź, przyroda i zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym kwiat, przyroda i zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym kwiat, przyroda i zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym przyroda, zbiornik wodny i drzewo
Może być zdjęciem przedstawiającym na świeżym powietrzu i drzewo
Może być zdjęciem przedstawiającym drzewo i przyroda
Może być zdjęciem przedstawiającym zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym przyroda i zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym co najmniej jedna osoba, ludzie stoją, na świeżym powietrzu i ceglany mur
Może być zdjęciem przedstawiającym kwiat, zbiornik wodny i przyroda
Może być zdjęciem przedstawiającym kwiat, przyroda i zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym zbiornik wodny i przyroda
Może być zdjęciem przedstawiającym zbiornik wodny i przyroda
Może być zdjęciem przedstawiającym zbiornik wodny i przyroda
Może być zdjęciem przedstawiającym na świeżym powietrzu
Może być zdjęciem przedstawiającym kwiat, przyroda i zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym drzewo i zbiornik wodny

I to i sio dzisiaj!

Może być zdjęciem przedstawiającym jedzenie

Ile jest gospodarstw domowych, to tyle jest rosołów, bo każdy gotuje go po swojemu!

Mój rosół pyrkocze na najmniejszym gazie nawet do 8 godzin, a dlatego, by wydobyć ze składników wszystkie smaki!

Tym razem zmodyfikowałam go trochę, bo dodałam jako wkładkę żołądki kurze i serduszka, a do tego szponder i skrzydło indyka!

Warzywa to marchew, pietruszka, seler, por, kawałek białej kapusty, dwie gałązki świeżej magii i to zasypałam suszonymi warzywami, które mają ciekawy smak!

Jeśli nie zapomnę, to opalam nad gazem cebulę w łupince i także dodaję!

W rosole muszą być liście laurowe i ziele angielskie, a ja nie solę go solą, a jarzynką!

Marzy mi się rosół z kury z wolnego wybiegu, której w markecie nie kupimy, a więc jeszcze nie odważyłam się ugotować takiego rosołu z kury naszpikowanej antybiotykami!

Miałam w kuchni za dużo koperku zielonego i magii, a więc wówczas mrożę na zimę po trochu!

Inni zasypują koperek solą i tak przechowują, ale często się to psuje i trzeba wyrzucić!

Magii dodaję do wielu zup, bo podkręca ich smak!

Mamy sezon na truskawki, które w tym roku są bardzo drogie, ale witamin nie możemy sobie odmawiać.

Nie są one za słodkie, a więc je traktuję mikserem z maślanką, kefirem, zsiadłym mlekiem i dodaję do nich odrobinę cukru trzcinowego i waniliowego, a do tego świetnie pasują naleśniki!

Tego nauczyłam się od swojej Teściowej i staram się te smaki powtarzać, bo Mąż lubi z domu rodzinnego!

Odniosę się do ostatniego zdjęcia, które zrobiłam dzisiaj!

Będąc na balkonie obserwuję młodego tatę, który bardzo często bawi się ze swoją córeczką i bardzo mnie rozczula!

Jak miło patrzeć, kiedy siedzi z nią w piaskownicy i razem robią piaskowe babki, a dziś grał z nią w kometkę!

Jest taki cierpliwy i opiekuńczy i widzę, że daje odpocząć od dziecka swojej żonie, która opiekuje się dzieckiem tak samo z troską!

Takie obrazki wzruszają, bo widać, że oboje kochają swoje dziecko i robią wszystko, aby było szczęśliwe.

Jakże często się zdarza, że ojciec i owszem – spłodził dziecko, a potem całą robotę spycha na kobietę!

Uważam, że pomoc mężczyzny w obowiązkach domowych, a także w opiece nad dziećmi nie odbiera facetowi męskości, a wręcz odwrotnie!

Nie tak dawno byłam w towarzystwie, gdzie były dzieci i widziałam takich panów, którzy sączyli po posiłku piwo, a ich żony krążyły wokół dzieci – jeszcze małych!

Żaden z nich nie odciążał swojej żony, aby ta mogła spokojnie dokończyć obiad, a potem wypić kawę!

To był naprawdę smutny widok!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Może być zdjęciem przedstawiającym drzewo i na świeżym powietrzu

Mąż

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Może być zdjęciem przedstawiającym 5 użytkowników, w tym Karol Modrzejewski, ludzie siedzą i w budynku

Otworzono gastronomię w końcu i dlatego Mąż w dniu swoich imienin zaprosił swoich kolegów do restauracji!

Robi tak każdego roku, choć w ubiegłym koledzy się nie spotkali z powodu pandemii!

Ja jako żona bardzo się cieszę, że wciąż się spotykają, gdyż z racji wieku jest tych kolegów coraz mniej i nie wiadomo kto znowu odejdzie.

W restauracji jest świetne jedzenie i można posiedzieć przy drinku, wspominając zeszłe lata, a wspominać jest co i mają o czym rozmawiać!

Wiele razy pisałam na blogu, że w moim mieście – w samym środku miasta mamy piękne jezioro, które kanałami jest połączone z dwoma innymi jeziorami!

Kiedy byliśmy młodzi, to często pokonywaliśmy te kanały i płynęło się jak przez Amazonkę!

Moim zdaniem najpiękniejsze jest jezioro trzecie, bo prawie nie jest tknięte ręką człowieka!

Płynęliśmy więc na trzecie jezioro, bo tam znajduje się mały półwysep idealny na biwaki i tam spędzaliśmy czasami nawet dwa tygodnie!

Z całym wyposażeniem biwakowicza załadowanym na łodzie jak namioty, materace, garnki przeprawialiśmy się przez te kanały i wspominam to z sentymentem!

Potem kanały stały się niedrożne, bo był niski poziom wody, a także zawadzały połamane drzewa, a więc nikt tam się już nie zapuszcza!

Mąż się spiął i pewnego dnia usunął zwalone drzewo i tym sposobem pokonał kanał i po 30 latach znalazł się na drugim jeziorze łodzią!

Planujemy więc wyprawę wspomnieniową, aby ponownie przepłynąć kanałami na trzecie jezioro powspominać!

Można tam dojechać samochodem, ale to nie to samo!

Moja zachodniopomorska ziemia jest piękna i zapraszam do jej zwiedzania!

My – jako młodzi ludzie zabieraliśmy dzieci nad nasze jeziora i to tu – na tej ziemi spędzaliśmy wakacje – w lasach i nie straszne były wówczas komary i kleszcze!

Macie swoje ulubione miejsca, które wspominacie czule?

I tak jeszcze na koniec politycznie!

Na Białorusi dzieje się tragedia, a drugi człowiek w Polsce Terlecki na butaprenie napisał na TT skandaliczny wpis i za to powinien wylecieć na pysk, ale nie wyleci!

Może być zrzutem ekranu z Twittera przedstawiającym tekst „Ryszard Terlecki @RyszardTerlecki Jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce i występować na mityngu Trzaskowsiego, to niech szuka pomocy w Moskwie, a my popierajmy taką białoruską opozycję, która nie staje po stronie naszych przeciwników. Translate Tweet 5:45pm 4 Jun 2021 Twitter for Android”

Może być zdjęciem przedstawiającym drzewo, przyroda i zbiornik wodny
Może być zdjęciem przedstawiającym jezioro i przyroda

Wiosenne porządki

Może być zdjęciem przedstawiającym w budynku

Dzisiaj u mnie w zachodniej Polsce znowu była cudowna, słoneczna pogoda.

Wstaliśmy o 9 godzinie i po śniadaniu zabraliśmy się za wiosenne porządki, bo przy takiej pogodzie pojawiła się wena do sprzątania.

Ja jestem logistykiem, a Mąż po kolei spełnia moje polecenia.

Działamy wspólnie i świetnie się dogadujemy i napiszę szczerze, że sama już bym nie dała rady tego wszystkiego ogarnąć, bo wiek robi swoje.

Najpierw zdjęliśmy wszystkie firany do prania na delikatny program, a potem zaczęło się odsuwanie mebli i odkurzanie, a także mycie podłóg i górę mebli.

Niby się codziennie sprząta, ale kiedy zajrzy się głębiej, to widać, że kurz lubi wejść wszędzie i nie zawsze go się dostrzega.

Ja pomyłam wszystkie szkła w serwantkach, a także wazony i bibeloty, a potem Mąż wziął się za okna, kiedy ja umyłam wszystkie ramy!

Kiedy ja myłam szyby, to tratowałam je płynem do szyb, ale walczyłam ze smugami i to mnie bardzo denerwowało.

Mąż kupił myjkę do szyb, podobną do tej jaką pokazuję niżej i powiem Wam, że to jest rewelacja.

Potrzebna jest tylko ciepła woda w niewielkiej misce i do tego kilka kropel płynu do naczyń, a my używamy „Ludwika”

Wystarczy myjkę zamoczyć w tym roztworze i gąbką rozprowadzić na szybie, a ostrym kantem ściągać wodę w dół i przetrzeć papierem.

Tym sposobem myje się jedno okno po prostu 5 minut, a szyby błyszczą jak kryształ i nie trzeba walczyć ze smugami, bo ich po prostu nie ma.

Jest to wielka oszczędność czasu, a efekt jest rewelcyjny.

Kiedy okna już były umyte, to zostało nam tylko zawieszenie firan, a potem umyliśmy żyrandole i kinkiety i to by było na tyle.

Sprzątaliśmy bardzo dokładnie i zeszło nam na to, 6 godzin, a potem oboje padliśmy jak kawki, ale miło jest być w odświeżonym domu.

Od jutra mogę myśleć o gotowaniu już na święta, ale nie będę szalała.

Dzisiaj oglądałam dokument w przelocie podczas sprzątania, w którym pokazano jak ludność meksykańska wieje do USA, a przede wszystkim rodzice opłacają przemyt swoich dzieci za ogromne pieniądze.

Zmartwiło mnie to, że świat jest taki okrutny i pomyślałam sobie i powiedziałam do Męża, że trzeba się cieszyć z tego, co się ma i być szczęśliwym, gdyż kiedy jest własny kąt, to niczego mi do szczęścia nie brakuje.

Na świecie jest tyle zła i w Polsce jest tyle zła, a my mamy gdzie mieszkać i co jeść i nigdy nie marzyłam o własnym domu z basenem, gdyż nigdy nie byłam zaborczą materialistką!

Już na dniach, bo może jeszcze przed świętami będę sadziła kwiatki na balkon i tak się toczy, to nasze życie!

Dobrej nocy Wam życzę!

A i jeszcze:

Adrian złożył Polakom i Polkom na Twitterze tak beznadzieje życzenia, że znowu się za niego wstydzę!

Ani słowa o pandemii i, że dzisiaj umarło ponad 600 osób, a napisał tak:

„Prezydent @AndrzejDuda: Życzę Państwu spokojnych świąt Wielkiej Nocy, aby były one w rzeczywistości odrodzeniem: duchowym i fizycznym – dla nas i całej Ojczyzny”

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Może być zdjęciem przedstawiającym perfumy, kosmetyki i w budynku