Archiwa tagu: Mąż

Kobieta – kobiecie!

 

Znalezione obrazy dla zapytania romans w pracy

Dziwnym trafem na moją skrzynkę mejlową otrzymałam list i się po jego przeczytaniu zapowietrzyłam, że ten list trafił do mnie.
Pomyślałam sobie, że osoba to pisząca się po prostu pomyliła i przez niefrasobliwość wysłała go do mnie.
Jednak zaznaczyła, że czyta bloga, ale nie napisała, że mojego, a więc byłam i jestem całkowicie skołowana.
List dla mnie jest bulwersujący i oczywiście nie odpowiedziałam na niego od razu, ale jego treść sobie zachowałam, choćby na potrzeby mojego bloga.
Takie niespodzianki na skrzynce nie zdarzają się często, gdyż więcej jest reklam i spamu, a nie ludzkich dramatów i ludzkich spraw, a więc czytałam sobie.
„Nie wiem co zrobić, dlatego do ciebie piszę. Ponad miesiąc temu zatrudniono w miejsce innego pracownika męża mojej, dobrej koleżanki. Pracuję z nim razem i jesteśmy w jednym pokoju. Koleżanka pracuje w innym dziale. Naturalnie, znałam go już wcześniej, ale nigdy wcześniej nie miałam okazji być z nim w tak bezpośrednich kontaktach. Od razu przełamaliśmy wszelkie lody i właściwie każdego dnia od rana do końca pracy śmiejemy się, a tematy nam się nie kończą. Jest wręcz cudownie i fantastycznie! Dzięki niemu mam znowu po co chodzić do pracy, a po każdym wyjściu nie mogę się doczekać powrotu do biura. Wiem od niego, od niej po części też, że im tak sobie się układa. Wracają do domu i nie mają o czym rozmawiać, że wieje nudą, a ona jest ciągle zmęczona i nic się jej nie chce. Nie wiem, gdybym ja miała takiego faceta, a jestem sama, to bym była mega szczęśliwa. Nie rozumiem jak ona może tego nie dostrzegać? A może oni nie pasują do siebie? Nam razem jest świetnie, rozumiemy się bez słów, chyba stanowimy najlepszą, tak zgraną teraz parę w pracy. Ostatnio nawet klient pomyślał, że jesteśmy małżeństwem – uznał widać po tym jak ze sobą rozmawiamy i się dogadujemy. 
Co powinnam zrobić, czy drążyć dalej tą skałę, bo to facet pisany dla mnie i inny taki już mi się w życiu nie trafi, czy zostać starą, samą do końca życia bez sensownego faceta?
Proszę doradź mi, bo ja codziennie usycham z tęsknoty za nim i nie śpię, bo się zakochałam i jestem zdolna do odbicia go mojej koleżance, bo nie widzę świata bez niego. Wyobrażam sobie jak się kochamy i on zasypia przy mnie i przy mnie się budzi, choć on o rozwodzie jeszcze nigdy nie wspomniał”.
Puściłam list do kosza, ale kilka dni nie dawał mi on spokoju.
Chodził mi po głowie i drążył jak kropla skałę i postanowiłam anonimowej desperatce odpowiedzieć:
„Droga, młoda damo. Otrzymałam list na mojej skrzynce i sądzę, że zaszła wielka pomyłka, bo nie do mnie chyba jest on adresowany.
Mam swojego bloga, to fakt, ale niby dlaczego jako Seniorka mam prowadzić Cię przez życie, skoro dzieli nas pokoleniowa przepaść, a jednak przeczytaj, co mam Ci do powiedzenia:
Chcesz rozwalić cudze małżeństwo, a zwłaszcza małżeństwo bliskiej koleżanki, to rozwalaj.
Masz świetną okazję, by nawiązać doskonały romans z jej mężem.
Przecież siedzicie w jednym biurze, a więc wystarczy Twoja dobra wola, że facet się skusi i pokusi, bo w naszej tradycji najlepiej by było, aby każdy mężczyzna miał możliwość mieć co najmniej dwie kobiety – legalnie.
Gdyby tak było wolno, zdrady by poszły w zapomnienie i wszyscy byli by szczęśliwi, a sądy nie miałby nic do roboty.
Skuś go i zacznijcie się umawiać w hotelach na seks, a potem on będzie wracał z podkulonym ogonem do żony, bo przecież nie mówił nigdy, że chce się rozwieść. Słyszysz od niego to, co chcesz słyszeć, że wcale ze sobą nie śpią i takie tam. Wierzysz w to, bo chcesz wierzyć i nie bierzesz pod uwagę tego, że facet koloryzuje z lekka, aby się przypodobać, a w rzeczywistości, to żona najlepiej dla niego gotuje i jest im świetnie w łóżku.
Statystyki są bezlitosne i podobno, co drugi facet zdradza swoją żonę, ale to nie znaczy wcale, że się, co drugi rozwodzi.
Każdy, który pragnie skoczyć w bok będzie prawił banały, że żona jest do niczego i jego małżeństwo, to tylko już papierek.
Chcesz w to wierzyć, to wierz naiwna istotko, ale kiedy otrzymasz pierwszego smsa, że nie może się z Tobą spotkać, bo właśnie jedzie z żoną na zakupy, a co gorsza zabiera ją na wakacje, bo musi, to już poczujesz paskudny nastroj, bo oto zdasz sobie sprawę z tego, że jesteś tylko zwykłą kochaną, która z rozpaczy będzie obgryzała pazury w samotności.
Będziesz tylko dodatkiem do nudnego życia faceta, który sprzedał Ci bajeczkę, aby zaliczyć kolejną kobietę, a potem podkuli ogon i przestanie odbierać od Ciebie telefony.
Jeśli ta Twoja miłość ma tak wyglądać, a będzie tak wyglądać, kiedy odbijesz koleżance męża, to szczerze Ci współczuję, kiedy na tym świecie jest tylu, fajnych menów – wolnych.
Mam nadzieję, że otworzyłam Ci oczy, ale tylko od Ciebie zależy, czy chcesz mieć na sumieniu ten związek i pamiętaj, że na cudzym nieszczęściu nie buduje się swojego, gdyż zwykle kończy się w psychiatryku, albo na kanapie ze stertą chusteczek.
Pozdrawiam i życzę rozwagi w budowaniu swojego życia uczuciowego, ale uczciwego.
Odpowiedzi już nie było – może zrozumiała!
Reklamy

Nie wierz nigdy mężczyźnie – dobrą radę ci dam!

Znalezione obrazy dla zapytania seniorzy zakochani

W małym miasteczku pojawiła się nowa para, choć już niemłoda.

Spacerują  sobie razem, trzymając się za ręce i ludzie mówią, że dobrze, iż się spotkali, bo oboje są po życiowych przejściach i na stare lata należy im się odrobina szczęścia.

Ona zazwyczaj trzyma go pod pachą i widać, że  jest ogromnie zakochana, a i u niego widać błysk w oku.

Robią razem zakupy i można wnioskować, że razem ze sobą zamieszkali i chcą jeszcze zaznać na starość odrobinę miłości i ludzie im kibicują oczywiście, gdyż w małych miasteczka ukryć się nic nie da!

Ona wyszła za mąż bardzo młodo, bo zakochała się w mężczyźnie sporo od siebie starszym i to jej imponowało.

Z tego związku urodziło się dwoje dzieci i wychowanie spadło tylko na nią, bo męża miała pracowitego, ale i trunkowego.

Pił, choć nie zaniedbywał pracy i mając własny interes mógł pić, bo nikt go nie kontrolował.

Ona nie pracowała, bo wiodło im się znakomicie i zajmowała się przeważnie domem i dziećmi.

Kiedy dzieci podrosły, to ich ojciec zmarł w końcu z tego przepica, a interes wziął w swoje ręce dorosły syn, a ona prowadziła domową księgowość i tak było przez parę lat.

Teraz o nim:

On ożenił się bardzo wcześnie z piękną kobietą i zamieszkali w niewielkim domu z ogrodem.

Żona urodziła mu czterech synów, bardzo udanych i wszystkie te ciąże nie odebrały jej urody, tak jakby była stworzona do rodzenia, bo zachowała urodę i piękną figurę.

Wyszła za przystojnego mężczynę i wiedziała, że kobietom się jej mąż podoba, ale była o niego spokojna, gdyż pracował na rodzinę i co niedzielę  szli z dziećmi do kościoła.

Jej mąż często upominał swoich kolegów zdradzających swoje żony, argumentując, że można żyć z jedną kobietą i można być szczęśliwym.

W wolnych chwilach oboje zajmowali się ogrodem, a to było bardzo dobre dla ich dzieci, bo miały zawsze świeże warzywa i owoce, a więc małżeństwo idealne.

Ich synowie byli wszyscy niesamowicie utalentowani i świetnie się uczyli, co cieszyło rodziców.

Jeden z synów kształcił się muzycznie, drugi w kierunku komputerów, trzeci był świetnym polonistą, a czwarty kształcił się w kierunku reżyserii.

Pewnego dnia ktoś jej powiedział, że jej ukochany mąż ją zdradza.

Miał ku temu okazję, bo jako kierowca znalazł sobie cycatą blondynę w innym mieście i się w niej kompletnie zatracił, myśląc oczywiście, że to się nigdy nie wyda.

Wydało się i jego żona zrobiła rachunek w aktach notarialnych i wywaliła go z domu na zbity pysk, bo to silna kobieta była.

Nie płakała, a szybko się pozbierała i wzięła sprawy w swoje ręce i facet został z ręką w nocniku, a i blondynie się szybko znudził i został kompletnie sam.

Latami pomieszkiwał u swojego ojca, który mieszkał w ciasnej kawalerce, a pracę podjął na tirach i jeżdził po całej Europie – opuszczony i samotny.

Poderwał więc wdowę, która przyjęła go pod własny dach i można by mniemać, że ci dwoje odnaleźli swoje szczęście na starość, ale tak nie jest do końca.

Wdowa pewnie nie wie, co jej ukochany opowiada swoim kolegom, a opowiada w szczegółach, że wdowa dawno nie miała faceta i jest spragniona i się nieźle bzyka!

Taki z niego jest drań, który nic nie zrozumiał ze swojej, życiowej porażki!

Cierpliwość!

Przeglądam z nostalgią dość często nasze, rodzinne zdjęcia.

Siedzę sobie w wolnej chwili i pochylam się nad wspomnieniami i analizuję każde zdjęcie przypominając sobie momenty, kiedy to było i w jakich okolicznościach zdjęcie zostało zrobione.

Zawsze dbałam, jako kobieta, aby zapisać wszystko w zdjęciach i zawsze starałam się uwiecznić wszelkie święta, imprezy, wyjazdy, aby potem to wywołać i mieć na pamiątkę.

Nazbierało się więc tego dużo i naprawdę oglądania jest na kilka godzin!

Bardzo mnie wzruszają zdjęcia moich, małych Dzieci, które teraz mają swoje, osobiste życie i patrzę z rozrzewnieniem na fotografie naszych Rodziców, kiedy byli w pełni sił, a teraz ciężko chorują!

Odwróciły się role, bo to teraz my – dzieci musimy dbać o swoich Rodziców, choć jesteśmy już sami  wiekowi i następni w kolejce na tamtą stronę!

Dziś pokazałam mojemu Mężowi poniższe zdjęcie, zrobione chyba w 1975 roku przez kogoś przypadkowego, który nam to zdjęcie wręczył!

To był 1 maja 1975 roku, w latach słusznie minionych i na zdjęcu jestem ja z moim przyszłym Mężem, choć tego jeszcze nie wiedziliśmy.

Oboje jesteśmy ubrani w białe koszule na znak ważności tego święta i trzymamy się za ręce.

Już wtedy Go kochałam okropnie i czułam, że to jest ten jedyny na wieki!

Kto nas nie znał w tamtym czasie jako parę, to uważał, że jesteśmy rodzeństwem, bo tak byliśmy do siebie podobni.

Na zdjęciu uwidoczniony jest nasz kościół i wojskowy samochód „Star”, bo tak wyglądały obchody 1 Maja w tamtych czasach.

Pokazałam dziś to zdjęcie mojemu Mężowi i zaskoczył mnie swoją refleksją, bo rzekł, że gdyby miał rozum, taki jak dzisiaj, to wiele by zaoszczędził mi trosk!

Oniemiałam!

Jesteśmy ze sobą 43 lata za chwilę i faktycznie przeżyłam wiele obok tego mężczyzny, ale starość mam piękną, bo Mąż skacze koło mnie i wynagradza wszystkie swoje błędy popełnione!

Jestem szczęśliwa!

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją i w budynku

Zdrada!

Byli małżeństwem z 20 letnim stażem. Maria i Ryszard uchodzili za wzorową parę, tylko wszyscy im współczuli, że nie mogli mieć dzieci.

Maria leczyła się długie lata, ale bez efektu, a na adopcję nie miała odwagi. Bała się, że nie zdoła pokochać adoptowanego dziecka. Ryszard bardzo był za dziećmi, lecz los tak mu się ułożył, że dzieci mieć nie będą. Mieli psa i to on zastępował im to upragnione dziecko.

Zajmowali się po pracy ogrodem działkowym, który był dla nich alternatywą na zapełnienie tej istotnej dla nich luki. Oboje kochali kwiaty i wiele pracy wkładali w uprawę własnych warzyw i owoców. Tak leciały im wspólne lata.

Pewnego wieczoru Ryszard przyszedł do domu dobrze wstawiony. Był z kolegami na piwie i Maria tolerowała te jego koleżeńskie wypady. Sama w tym czasie lubiła obejrzeć dobre kino w samotnym przeżywaniu.

Ryszard wrócił bardzo zmarnowany i szybko położył się spać ku uciesze Marii, która nie lubiła jego wywodów filozoficznych pod wpływem.

Krzątając się jeszcze w kuchni usłyszała dźwięk smsa w kieszeni kurtki Ryszarda. Zdziwiło ją, że ktoś o tak późnej nocy wysyła wiadomości. Podeszła do wieszaka i wyjęła komórkę z kieszeni kurtki męża.

Nigdy tego nie robiła, bo nie czuła takiej potrzeby, aby sprawdzać telefon swojego mężczyzny. Ufała mu bezgranicznie i brzydziła się inwigilacją jaką stosowały inne kobiety. Wiedziała, że jej koleżanki z pracy sprawdzają komórki swoich życiowych partnerów, a także ich komputery kiedy tylko nadarzy się taka okazja. Nie czuła takiej potrzeby, ale tym razem dźwięk komórki ją zafrapował.

Trochę trwało, kiedy zorientowała się, jak odczytać wiadomość i kiedy mąż pochrapywał na kanapie, Maria przeczytała:

– Kochanie, musimy to powtórzyć. W mojej lodówce już chłodzi się wino na następny raz – twoja kochająca cię Paula.

Maria myślała, że to jest jakiś absurd i kobieta o imieniu Paula się pomyliła, śląc wiadomość do jej męża. Wzięła komórkę, zapaliła więcej światła w kuchni i usiadła na kuchennym taborecie. Postanowiła bliżej przyjrzeć się telefonowi i odczytała wszystkie wiadomości.

Było ich w telefonie bardzo wiele. Miłosne wyznania, a także terminy i miejsca spotkań. Słowa tęsknoty i zapewnienia, że wkrótce powiadomi ją o tym, że odchodzi do żony.

Maria odłożyła komórkę i podeszła do lodówki, aby nalać sobie sporą ilość schłodzonej wódki. Wpiła trzy kieliszki jeden za drugim, aż poczuła w żołądku przyjemne ciepło. Nie docierało do niej, że jej ukochany i dobry mąż ma w pobliskiej miejscowości inną kobietę, z którą już sobie zaplanował dalsze życie.

Ośmielona wypitym alkoholem postanowiła wycisnąć numer do tej jego Pauli. Czekała chwilę, aż tamta odbierze. W końcu była już noc i najzwyczajniej ją obudziła.

– Proszę jutro przygotować miejsce w szafie na ciuchy mojego męża – cichym i spokojnym głosem oznajmiła jednym tchem.

– Ale… Nie ma żadnego ale, dobrej nocy i wyłączyła rozmowę.

Gdzie ja mam te walizki, chwilę się zastanawiała i poszła do garderoby, aby spakować jego rzeczy. Robiła to na chłodno i z rozmysłem. Jednak kiedy pakowała jego przybory toaletowe, które stały w toalecie obok jej, nagle się załamała. Spojrzała na pustą półkę, spojrzała w lustro na swoje odbicie i łzy zalały jej twarz. 

Nie spała tej nocy. Nie mogła, bo właśnie rozsypał się jej poukładany świat. Nie mogła skojarzyć faktów, kiedy spotykał się z tamtą kobietą. A więc te wszystkie jego wyjazdy na ryby były doskonałą przykrywką do tajemnych randek i uniesień. A więc skąd były te wszystkie trofea, czyżby kupione w sklepie? Oszukiwał ją cały czas i ciekawa była kim jest tamta kobieta? Lepsza, ładniejsza i pewnie mogąca urodzić mu dzieci? Myśli jej się kłębiły jak szalone, a świat zawalił w jednej chwili.

Kiedy o poranku Ryszard jak zwykle chciał sobie zrobić kawę, potknął się o wystawione w korytarzu walizki. Jego zdziwienie było wielkie, kiedy zauważył, że już tutaj za chwilę nie będzie mieszkał. Rozstanie odbyło się prawie bez słów. Obmył tylko twarz i włożył ubranie, aby znieść swoje rzeczy do samochodu.

Maria stanęła przy oknie i ostatni raz widziała swojego męża, który właśnie rozpoczął swoją nową drogę życia. Nie mogła sobie poradzić z rozstaniem. Zamknęła się w domu i wzięła długie zwolnienie z pracy. Nie chciała z nikim rozmawiać i nikomu niczego tłumaczyć. Zwinęła się jak kot i leżała dniami i nocami bez ruchu, bez emocji, jakby życie z niej uleciało. Nie odbierała telefonów od nikogo i w końcu wyłączyła całkowicie aparat, a tylko ukradkiem przed znajomymi wymykała się na spacer z psem, który tylko jej został. Nie malowała się i nie dbała o posiłki. Niczego już nie chciała od życia.

Pewnego dnia, zaniepokojone koleżanki z pracy tak mocno pukały do drzwi, że musiała je otworzyć. Zobaczyły rozgrzebane łóżku, a obok stos zapłakanych chusteczek.

– Nie możesz tak żyć, paplały jedna przez drugą. – Ogarnij się i wracaj do życia, do nas – nie dawały za wygraną. 

Wyprosiła je, dziękując za troskę, ale oznajmiła, że musi sama przeżyć to, co się wydarzyło i chce zostać sama. Nie przyjmowała żadnych rad i pocieszeń. Nie chciała wracać do życia, co bardzo zmartwiło jej znajome z pracy. Odpuściły i dały jej dwa tygodnie na pozbieranie się i powrót do pracy. Przysięgła, że się pozbiera, ale niech już sobie idą.

Minęły 3 lata od rozstania. Przez ten czas nie widziała ani razu Ryszarda. Ostatni raz, tylko na rozprawie rozwodowej, która przebiegła bez komplikacji z orzeczeniem o  winie jej męża. Przez ten czas wiodła spokojne i monotonne życie. Praca, dom, spacer, działka. Chwile samotne zapełniała sobie udziałem na forum, gdzie takich porzuconych kobiet było więcej. Szukała tam pocieszenia i wsparcia, a i sama udzielała rad innym, świeżo porzuconym. Była na tyle silna już, że stać było ją już na pisanie, iż ból jest wciąż silny, ale da się z nim żyć, bo bardzo ją wzbogacił wewnętrznie i nauczył pokory. Pisała, że bardziej siebie poznała i  wierzy, iż dała sobie radę ze zdradą.

Tak mijały jej dni, ale była zadowolona, że ten wewnętrzny spokój zaczął się jej podobać. Radziła sobie z obowiązkami i czuła się coraz bardziej silniejsza. Postanowiła, że kupi nowy komputer i zajmie się pisaniem książki. W głowie miała jej zarys i chciała spróbować, co z tego by jej wyszło. Tak tylko dla siebie i nie koniecznie o sobie. Pragnęła umieścić swoich bohaterów na ciepłej wyspie i otoczyć ich wspaniałymi sąsiadami, co wiązało się z przeróżnymi zabawnymi i mniej zabawnymi historiami. Jak zaplanowała, tak zrobiła i pisała wieczorami przy filiżance aromatycznej herbaty. Czasami schodziło jej do północy, kiedy zatraciła się w swojej wyobraźni i budowaniu fabuły.

Była wreszcie szczęśliwa, bo miała coś tylko swojego, a była to jej powstająca książka. Budziła się i kładła z głową zaprzątniętą pomysłami i była z siebie bardzo zadowolona.

To była długa majówka i chciała ją spędzić ze swoją książką, ale jej plany popsuł niespodziewany dzwonek do drzwi, a więc w szlafroku poszła zobaczyć kto też zakłóca jej spokój. Kiedy je uchyliła, zdębiała. Ryszard stał w drzwiach niczym zbity pies. Nie ogolony i nie świeży. Widziała, że się bardzo postarzał i zaniedbał. Nigdy nie widziała go w takim stanie. 

– Witaj Mario, możemy porozmawiać chwilę. – Proszę poświęć mi swój czas, bo… ja już tak nie mogę żyć – wymamrotał.

– Wejdź, skoro już jesteś – serce jej mocno zabiło i nie wiedziała, czy dobrze robi wpuszczając go do mieszkania.

Usiadł w pokoju na dużej sofie, a Maria oddaliła się w kierunku okna, z dala od niego. Czekała na dalszy rozwój tej jakże dziwnej sytuacji.

– Mario, chcę do ciebie wrócić, bo ja już nie chcę z nią. Mam dość trzech etatów, bo wiecznie jej mało i mało. Tych wiecznych awantur o pieniądze, o jej dzieci,które wszystko muszą mieć. Tylko praca, praca, by zaspokoić jej potrzeby stało się ponad moje siły. Ja wiem, że ciebie skrzywdziłem i wiem, że możesz mnie za chwilę wyprosić ze swojego domu i będziesz miała słuszną rację i powiem ci tylko, że zdałem sobie sprawę, jak bardzo ciebie kochałem i wciąż kocham. Nie chcę żebrać o uczucie, ale musisz wiedzieć, że to, iż odszedłem to był mój wielki błąd. Daj mi drugą szansę Mario.

W pokoju zapanowała cisza, iż słyszała jak mocno bije jej serce. Nie wiedziała jak ma się zachować i była na niego zła, że burzy jej ponownie poukładany świat, na który pracowała trzy lata.

– Jak sobie to wyobrażasz – spytała. Mam cię przyjąć i udawać, że nic się nie stało? Jesteś dorosłym człowiekiem i mniemam, że odpowiedzialnym, a więc wracaj skąd przyszedłeś. Ja choć wciąż cię także kocham, nie zbuduję już z tobą swojego życia. Nie po to upadałam i się podnosiłam, aby znowu upaść. Nie, nie, nie – oznajmiła jak na bezdechu.

– Mario, ale jednego ci nie powiedziałem – jestem chory na raka!

To nie jest mydlana opowieść!

 

Znalezione obrazy dla zapytania zdradza

Zawsze się zastanawiam z czego żyją kobiety rozwiedzione, które nigdy w życiu nie parały się pracą?

Mają mieszkania i mają dzieci zrodzone z przygodnych związków, które opuścili kolejni partnerzy, którzy jakieś tam pieniądze musieli na swoje dziecko płacić.

Sądzę jednak, że były to niewysokie kwoty, płacone dość nieregularnie, a jednak te kobiety, matki nie kwapiły się, aby iść do pracy, aby swoim dzieciom zapewnić byt i opierunek.

Znam w swoim otoczeniu dwie, takie kobiety, które mają już dorosłe dzieci, a więc alimenty odpadają, a one nadal nie podejmują żadnej roboty i żyją!

Każda mieszka w bloku i za mieszkanie trzeba średnio płacić, jakieś 400 złotych miesięcznie.

Dochodzą do tego media i rachunki za gaz i światło, co może wynosić jakieś 300 złotych i wciąż się zastanawiam skąd mają pieniądze, aby to wszystko opłacić?

Każda z nich pali nałogowo papierosy, co w skali miesiąca wynosi jakieś 450 złotych.

Obie chodzą dobrze ubrane i gustują w markowych ciuchach, a do tego mają na sobie więcej złota od kobiety, która całe życie uczciwie pracuje.

Rozumiem kobiety, które są w związkach i często, to ich mężowie nie pozwalają żonom pracować, bo wolą, aby siedziały w domu i zajmowały się tylko domem, a oni zarabiają na ten dom.

Jest wcale nie mała ilość takich małżenstw, że tylko mężczyzna zarabia na rodzinę.

Jednak nie pojmuję skąd samotne kobiety nie pracujące całe życie – trwają!

Skąd mają pieniądze na kosmetyki, rachunki, ubrania, domową chemię itp.

Znam taką jedną z tej półki, niepracującą całe życie, która urodziła dziecko w bardzo młodym wieku, a ten gość ją zostawił w ciąży.

Kiedy urodziła, to pewnie płacił jej jakieś alimenty i trwała, ale chyba nie za bardzo, bo jej rodzice wzięli na wychowanie jej dziecko i wychowywali je do uzyskania pełnoletności, a więc jedno miała z głowy!.

Poczuła wolnośc i wiatr w żagle, że zaczęła organizować w swoim mieszkaniu balangi na skalę miasta i tam zawędrował facet żonaty z dwojgiem dzieci.

Balował i dobrze się bawił za plecami żony i w końcu spłodził tamtej kobiecie kolejne dziecko.

Sprawa się wydała i jak zwykle żona dowiedziała się ostatnia, kiedy miasto kipiało od plotek.

Zaraz po skandalu wzięła ślub z facetem, który spłodził jej dwójkę dzieci, a potem zaraz zostawił, bo ciągnęła od niego kasę! Miał dość i odszedł do innej kobiety!

Żona tego mężczyzny nie mogąc się pogodzić ze  zdradą – targnęła się na swoje życie, gdyż nie mogła się pogodzić ze zdradą męża.

Pewnego, jesiennego poranka połknęla wszystkie prochy jakie miała w domu i wyszła z domu.

Szła jesienną aleją, nad jeziorem  z zamiarem, że kiedy tabletki zaczną działać, to usiądzie na kładce i w czasie utraty świadomości wpadnie do wody i się utopi.

W ostatnim stadium świadomości zeszła z kładki i upadła nieprzytomna w parku obok, gdzie znalazł ją przypadkowy przechodzień.

Trafiła szybko do szpitala i tam zaczęło się ratownie jej życia.

Mąż był przy niej cały czas i choć leczyła się latami z traumy, to ją wspierał i przepraszał za swój błąd życiowy.

Minęło tak wiele lat i teraz uchodzą za udane małżeństwo i tylko tamta kobieta wiąż nie pracuje, a świetnie jej się żyje i nie ma żadnych wyrzutów sumienia, że komuś zniszczyła życie!

 

Alkoholiczka!

 

Zadzwonił budzik jak każdego poranka, nastawiony wieczorem przez Hanię. Niestety, czas wstawać pomyślała, ale postanowiła poleżeć jeszcze pięć minut. Pięć minut przeciągnęło się do piętnastu i Hania wystraszona, że spóźni się do pracy jak katapulta wyskoczyła z łóżka.

Prysznic i te wszystkie zabiegi kobiece, obowiązkowe każdego poranka miała opracowane do perfekcji. Kiedy skończyła makijaż, przypomniała sobie, że wieczorem wywiesiła na balkon upraną bluzkę, a więc poszła, aby ją zdjąć i przeprasować lekko żelazkiem.

To był moment, kiedy rzuciła okiem dalej niż wisząca jej ulubiona bluzka i stanęła jak wryta. Zauważyła w zaułku oddalonego budynku, między jedną, a drugą klatką, swoją koleżankę z pracy – Beatę.  Siedziały w jednym pokoju w urzędzie. Znały się od roku i bardzo polubiły, a tu taki widok.

Widziała bardzo wyraźnie, że Beata odkręciła małą buteleczkę i wypiła jej zawartość jednym haustem. Postała jeszcze chwilę i wzięła głęboki wdech, a za chwilę odwinęła gumę do życia i skierowała się w stronę miejsca pracy.

Beata przeważnie pierwsza była w pracy i tłumaczyła innym współpracownikom, że cierpi na bezsenność i dlatego jako pierwsza rozpoczynała dzień w urzędzie, robiąc przy okazji wszystkim poranną kawę.

Wszyscy się do tego już przyzwyczaili i pytań było coraz mniej, bo Beata po prostu tak ma i już!

Hania niewiele wiedziała o Beacie, ale ta raz jej się zwierzyła, że jej mąż jest bardzo wymagający i wręcz obsesyjnie perfekcyjny, kiedy ona sama nie przywiązuje wagi do wielu detali i dlatego żyje z mężem jak pies z kotem.

Mąż Beaty wymagał od niej bezwzględnej czystości w domowych kątach i zwracał jej na każdym kroku uwagę, a więc na tym tle dochodziło do ostrych spięć.

Beata nie skarżyła się nikomu, że jej małżeństwo to czyste piekło, z którego nie wiedziała jak się uwolnić, gdyż mąż zawsze twierdził, że nigdy nie da jej rozwodu i jest skazana na niego do końca życia.

Hania zaczęła obserwować Beatę i zauważyła, że jej koleżanka z pracy często wychodzi z torebką do toalety po czym czuła od Beaty zapach alkoholu, tłumiony cukierkami miętowymi.

Hania wiedziała już wszystko – Beata pociąga alkohol przed pracą i w pracy. 

Minęło kilka dni, a Beata wciąż przychodziła do pracy pod wpływem i tylko Hania to już wiedziała na pewno. 

Nie wiedziała, co ma zrobić z tą wiedzą, bo żal było jej koleżanki, która była bardzo dobrą pracownicą i wykonywała swoje obowiązki najlepiej jak umiała.

Petenci ją szanowali za kompetencje, a ona była dla nich zawsze miła i bardzo pomocna, a więc nikt się nie domyślał, że Beata ma problem.

Hania pewnego razu zdobyła się na odwagę i prosto w oczy powiedziała Beacie, że wie o jej problemie.

Rozmowa odbyła się w pokoju, kiedy innych współpracowników w nim nie było.

Beata zrobiła się czerwona, a jej oczy zalały się łzami. Nie wiedziała jak ma się zachować, ale poprosiła, aby Hania nikomu o tym nie mówiła, a ona zrobi wszystko, aby się takie sytuacje więcej nie zdarzyły. 

Hania czuła, że Beata ma poważny problem w swoim życiu, ale uwierzyła koleżance, że stanie na wysokości zadania i więcej do tematu nie wracała, gdyż czuła, że Beacie jest bardzo z tym źle.

Nie chciała jej zdemaskować, choćby ze względu na to, że jak dotąd Beata była świetnym pracownikiem.

Przyszedł okres, kiedy Beata stwierdziła, że musi zostać dłużej w pracy, gdyż musi dokończyć sprawozdanie, aby je przedłożyć nazajutrz przełożonemu.

Wszyscy już wyszli z pracy, a Beata została, ale nikogo to nie dziwiło, gdyż Beata miała takie okresy w swojej pracy, wymagające godzin nadliczbowych.

Nagle w mieście rozległy się syreny karetki jadącej na sygnale w godzinie dość już późnej, a do Hani zadzwonił kolega z pracy, że Beata wpadła pod samochód i jest bardzo ciężko ranna, a najgorsze jest to, że była kompletnie pijana i to była jej wina, że pod ten samochód wpadła.

Hania zamarła po tym telefonie i na drugi dzień wybrała się do szpitala, aby dowiedzieć się jaki jest stan jej koleżanki.

Lekarze nie chcieli z nią rozmawiać, ale po znajomości dowiedziała się, że Beata jeśli przeżyje i wybudzą ją ze śpiączki, już nigdy nie stanie na własnych nogach.

Czeka ją wózek i prawdopodobnie rehabilitacja nie przyniesie oczekiwanej poprawy.

Mijały miesiące i Beata otrzymała grupę inwalidzką. Zniknęła wszystkim z oczu i zapadła się jakby pod ziemię i tylko Hania wie, że mąż Beaty złożył pozew o rozwód i ją zostawił z tym nieszczęsnym wózkiem!

Brunetka i blondynka

Znalezione obrazy dla zapytania kobiea w bieliźnie

Myślała, że zwariuje, kiedy odczytała sms – a, o treści:

– Myślałam, że jemu na pani nie zależy i ciągnęłam ten romans 4 lata.

On obiecywał, że się z panią rozwiedzie, a teraz zostawił mnie, bo ma już inną!

Chcę się z panią spotkać, aby obnażyć jego w pani oczach. Mam nadzieję, że nie wybaczy mu pani tego i ja się zemszczę. Proszę o kontakt.

Przeczytała i ugięły się pod nią nogi. A więc to tak!

Te wszystkie delegacje, wyjazdy, kiedy ona siedziała na wychowawczym z ich dwiema córeczkami.

Była taka cierpliwa i podsuwała po nos wszystko, co najlepsze, bo przecież jest przemęczony i pracuje ciężko na ich rodzinę.

Odpisała, że zgadza się na spotkanie i chce wiedzieć wszystko!

Do kawiarni weszła wysoka i zgrabna brunetka, całkiem ładna, gdy ona była rasową blondynką, jego ukochaną blondynką.

Dowiedziała się, że obiecał się rozwieźć i pozostawić rodzinę, bo żyć bez brunetki nie może, a do tego ten seks nieziemski, jakiego żona mu nigdy nie dała.

Obiecywał kupić mieszkanie i zamieszkać z brunetką, a na dzieci będzie płacił alimenty.

Brunetka naciskała na rozwód, ale on zwlekał i w końcu powiedziała – dość, bo wciąż się tłumaczył, a ona nie chciała kolejny raz spędzać samotnie świąt.

 Okazało się, że on wciąż kocha żonę i jakoś trudno mu rozstać się z dziećmi.

Dość! I niech pani pogoni mu kota, bo zdradzał panią z każdą nadarzającą się okazją.

Umawiali się w hotelach, a także jeździła z nim w delegacje namiętnie spędzane.

Obsypywał ją prezentami i na nic jej nie żałował. Brunetce nie zamykała się buzia, bo w ciągu krótkiej chwili chciała opowiedzieć swój czteroletni romans z mężem blondynki.

Już wszystko wiem – rzekła blondynka i dopiwszy resztkę kawy odeszła od stolika.

Nie wiedziała, co ma powiedzieć brunetce. Nie wiedziała, czy powinna plunąć jej w twarz, czy też odejść bez słowa.

Zakręciło jej się w głowie i na chwilę straciła świadomość i trzeźwe myślenie. Nie wiedziała jak znalazła się na ruchliwej ulicy i nagle klakson jadącego samochodu ją otrzeźwił.

Nie wiedziała jak doszła do swojego domu i co z dziećmi, bo przecież nie mogą jej zobaczyć w takim stanie.

Poprosiła, aby córki spakowały kilka rzeczy i mogą iść do ukochanej babci, mieszkającej na tej samej ulicy.

Musiała w samotności dojść do siebie.

Kiedy została sama, wyjęła z barku butelkę wódki i piła jeden kieliszek za drugim.

Musiała znieczulić się i chciała zapomnieć.

Chciała, aby było tak, jak przed kilku godzinami. Nie wyobrażała sobie dalszego życia przy boku męża. 

Co robić, myślała już podchmielona, a kiedy w butelce pokazało się dno, sięgnęła po następną butelkę. 

Nagle drzwi się otworzyły i usłyszała – cześć kochanie, jak minął ci dzień?

Wrócił zadowolony jak zawsze, ale kiedy zauważył ją pijaną mina mu zrzedła.

Kochanie, napiłam się, bo mam dziś zły dzień – bełkotała.

Położył ją do łóżka nie pytając o nic i niczego się nie domyślając.

Kiedy obudziła się rano z wielkim bólem głowy, męża już w domu nie było.

Wszystko wróciło do niej, ten cały koszmar, ale postanowiła, że da mu odpowiednią nauczkę.

Kupiła sobie bardziej seksowną bieliznę na gorący wieczór z mężem.

Chciała mu pokazać, że też potrafi być pociągająca i zrobi wszystko, aby miał na nią ochotę.

Włożyła więcej pracy w perfekcyjny makijaż i fryzurę i obejrzała się w lustrze.

Była o wiele ładniejsza i zgrabniejsza od brunetki i choć łzy lały jej się po twarzy i zanosiła się z rozpaczy, postanowiła, że się opanuje i zrobi swój chytry plan.

Wieczorem zachęciła go do łóżka i swoimi sztuczkami go rozpaliła.

Kiedy był gotowy i miało dojść do miłosnej igraszki, wcisnęła guzik w telefonie.

Usłyszał to, czego by nigdy usłyszeć nie chciał. Kochanka go zdradziła i wyśpiewała wszystko w tej przeklętej kawiarni.

Zbladł i spytał tylko, co teraz? 

Blondynka długo podnosiła się z traumy i musiała skorzystać z porady psychologa, ale się opłaciło, a i dzieci trzymały ją przy życiu. 

Od czasu, do czasu przechodząc przez miasto, mija załamanego i pijanego mężczyznę, który stracił w jednej chwili wszystko.  To jest jej były mąż!

Alkohol i polityka!

 

Obraz może zawierać: jedzenie

Drogie kobietki i nie ważne, czy jesteście mężatkami, czy też żyjecie w związkach nie formalnych ileś tam lat , a o mężczyznach chcę pisać.

Każdy mężczyzna, choć są wyjątki, od czasu do czasu musi się napić z kumplami, bo inaczej by usechł u boku wybranki jak kaktus nie podlewany.

Zgadują się na takie sjesty potajemnie, tak aby  kobieta nic, a nic nie wiedziała, bo na co im te babskie gadanie. 😀

Spotykają się w pubach, bo niby będą oglądali fascynujący mecz, choć Polska zazwyczaj przegrywa, ale mają nadzieję.

Spotykają się w garażach, bo akurat trzeba coś naprawić w samochodzie, a tylko jakiś tam kumpel jest od tego specem.

Spotykają się na rybach i na grzybach, ale szukają niepijącego, który do chaty bezpiecznie ich odwiezie.

Spotykają się, aby obgadać to i tamto, a często w tle jest flaszka.

To są bardzo poważne, męskie spotkania i kobieta raczej nie jest mile widziana, bo nie mieści się w męskiej konwencji, bardzo poważnych rozmów.

Oni przy flaszce mają swoją bajkę i traktują to wszystko śmiertelnie poważnie.

To są ich strasznie ważne tajemnice, a więc wyjątkowo żadna kobita im nie  jest potrzebna w tym czasie. 😀

Mężczyzna napije się różnie, a zazwyczaj na dwa sposoby, bo na wesoło i gorzej jak na smutno.

Na wesoło to jest tak, że przychodzi do swojej czekającej kobiety i mamrocze, że kocha ją nad życie i jest ona jedyną miłością jego życia, aż po grób.

Twierdzi, że znalazł diament i cieszy się, że ma takie fajne cycki itd. 😀

Chce się z nią na” tentychmiast” kochać, bo ona go rozpala do czerwoności i ciężko takiego faceta jest zgasić, kiedy całuje każdą cząstkę i miejsce swojej wybranki, dopóki nie padnie w swoim łóżku.

Kobieta gasi więc światło i zmęczona gadaniem kładzie się obok, albo w zupełnie innym miejscu, bo zaraz słyszy potężne chrapanie. 😀

Jeśli facet upija się na smutno, to robi wywód, że on tak ciężko pracuje, ale nie przestanie dopóki nie zapewni jej i dzieciom wszystkiego.

Skarży się, a jednocześnie zapewnia, że nie ustanie i będzie pracował, aby ją zabrać wszędzie.

Gada tak i gada i żali się i płacze, ileż to go zdrowia kosztuje, ale nie żałuje, bo pracuje, a ma dla kogo.

Kocha ją nad życie i niech będzie cierpliwa, bo jeszcze rok, najwyżej dwa – mamrocze i nagle zasypia jak zmęczony niedźwiadek i też chrapie. 😀

Oj, takich przykładów jest mnóstwo i co pijany facet, tyle scenariuszy, a jak jest u mnie?

Jestem najpiękniejszą i najmądrzejszą żoną i kiedy wytrzeźwieje, zdania nie zmienia i ma szczęście. 😀

Czego mi do szczęścia więc trzeba, a do tego  mam wypracowany sposób, aby mój niedźwiedź szybko zasnął i nie marudził, uf! 😀

Ciekawa jestem jak to u innych kobiet wygląda i jakie sposoby mają na umiarkowanie i bezpieczne pozbycia się natręta hi hi . 🙂

Ale dziś było inaczej i Mąż się przyznał, że chce się spotkać ze swoimi kolegami – dinozaurami i poprosił mnie, abym przygotowała jakąś zakąskę na szybko.

Spojrzałam do lodówki i zobaczyłam jajka i wyprodukowałam im jajka w majonezie z moją osobistą kombinacją. Chyba nie porzygają się ha ha.

A teraz nie byłabym sobą, abym nie zahaczyła o politykę.

Obchodziliśmy dzisiaj 38 rocznicę Porozumień Sierpniowych, w których przewodnią rolę pełnił Lech Wałęsa, który wielkim długopisem te porozumienia podpisywał.

Jestem dużą dziewczyną i pamiętam tamte czasy, kiedy działa się wielka historia Polski i pamiętam jak powoli wchodziliśmy w stan transformacji otrzepując się spod rosyjskiego buta i budowaliśmy naszą tożsamość.

Byłam dumna jako zwykła Obywatelka i tysiące ludzi działających w „Solidarności”.

Dzisiaj powieszono na bramie w Gdańsku portret Wałęsy i innych działaczy, które zostały zdjęte przez dzisiejszą „Solidarność” pod wodzą niejakiego Dudy, który sprzedał się PiS-owi – drań nad dranie, a nawet chłystek polityczny.

Wysłuchałam płomiennego przemówienia Adriana – drugiego chłystka, który w kościele świętej Brygidy nie wspomniał ani razu od Lechu Wałęsie, a Mazowiecki, Bujak, Borusiewicz nie przeszło mu przez garło.

Płakałam, bo uważam, że prawda jest tylko jedna, a wszystko, co Adrian powiedział w kościele, to jest gówno prawda.

Kochani uczcie swoje dzieci, wnuki prawdziwej historii i opowiadajcie jaka była prawda!

Posłuchajcie! Łzy leją się u mnie strumieniami i dziwię się rodzicom Adriana, że wpoili mu do głowy takie szambo!

Jeszcze Polska nie zgnięła, a kiedy moje Wnuki będą na tyle dorosłe, to Im opowiem o prawdzie tamtych dni!

Adrian, może dożyję chwili, że staniesz przed Trybunałem Stanu za wychwalanie komunistycznego prokuratora – Piotrowicza i łamanie Konstytucji, która jest święta draniu!

Liczą się drobne, malutkie gesty!

Podobny obraz

Mąż wrócił z kilkugodzinnej delegacji i od progu mi mówi, że coś dla mnie kupił.

Ucieszyłam się, a jakże i rozglądłam się za jakąś torebką, pakunkiem, a tu nic z tego!

Wyjął ze swojej saszetki swój portfel i wyjął z niego malutką, złotą wsuwkę z kwiatkiem z małymi diamencikami – oczywiście sztucznymi.

Od jakiegoś czasu próbuję zapuścić włosy do długości, lekko za ucho i chcę by grzywka zrównała się i poszła właśnie lekko za ucho.

Od jakiegoś czasu, kiedy coś robiłam, to ta grzywka właziła mi w oczy i spinałam ją zwykłą wsuwką i to Mąż zauważył. Oznajmił mi, że kupi mi ładniejszą, ale ja o tym zapomniałam.

Taki malutki gest z Jego strony ucieszył mnie bardzo, a kiedy sam mi tą nową wsuwką zapiął grzywkę, to pojawił się między nami gest miłości i zrobiło się tak bardzo miło.

Zawsze miałam nadzieję, że po życiowych zawirowaniach w naszym małżeńskim życiu, to na stare lata zmądrzejemy na tyle, że będziemy chcieli się ze sobą zestarzeć i zdaje się, że jesteśmy już na 100% na tym etapie, a rozłączy nas tylko śmierć!

Jesteśmy ze sobą już 42 lata i wcale nie ma między nami nudy, a wręcz odwrotnie, bo mamy sobie coraz więcej do powiedzenia i ostatnio Mąż mi oznajmił, że bardzo żałuje, że w pewnym okresie swojego życia popełnił tyle głupstw i za to mnie przeprosił. Tak sam z siebie, bo ja nie wracam w rozmowach do przykrych chwil.

Staram się żyć chwilą obecną i nie rozdrapuję ran, bo uważam, że ważniejsze są te nasze, dobre chwile teraz.

Mąż wciąż pracuje, mimo, że jest już na emeryturze i choć z tego powodu jestem często sama, to nie przeszkadzam, nie marudzę, bo wiem ile ta praca dla Niego znaczy.

Oprócz pracy jest w zarządzie naszej wspólnoty mieszkaniowej i jeśli coś jest nie tak, to zawsze pomoże, naprawi, zorganizuje i tak mamy nowy stojak na rowery i blokowy kosz na śmieci.

Sadzi nowe drzewa i dba o nasze obejście i co najważniejsze ludzie Go lubią!

A ja co mu daję od siebie? Jestem przy Nim i spełniam Jego zachcianki kulinarne i ostatnio dość często gotuję mu budyń, bo jak dziecko się dopomina i twierdzi, że tylko ja taki dobry gotuję, choć to jest proste jak drut.

Staram się aby codziennie miał świeży obiad i dogadzam, bo mam motywację, że On jest dobry dla mnie!

Ja zajmuję się domem, choć mam takie ułatwienie, że to Mąż robi wszystkie zakupy i o co tylko  poproszę, to zaraz mam produkty w domu i mogę spełniać się kulinarnie.

Mąż wie, że piszę bloga, ale go nie czyta i może i dobrze.

Miałam fazę, że chciałam bloga zamknąć, bo hejterka nie dawała mi żyć, ale się sprzeciwił temu, abym się nie poddała i nie pokazała swojej niemocy – prosił bym pisała dalej, bo wie, że sprawia mi to radość.

Dziękuję mu za wiele, bo za to, że stać jest nas prawie na wszystko, a najważniejsze, że stać nas jest na godne życie na emeryturze i na leki i nie musimy wybierać między jedzeniem, a medycyną.

Na razie nie rozmawiamy za często o odchodzeniu i śmierci, która nas rozłączy, ale oboje w sobie wyczuwamy – strach przed rozstaniem, ale ja chyba bardziej, bo ja chyba kocham Go bardziej, kiedy Mąż mówi, że mnie kocha taką, jaką niedoskonałą jestem!

Może nie wytrzymam w zapuszczaniu włosów i w cholerę obetnę je na krótko, ale wsuwkę przechowam w pudełeczku z biżuterią.

 

Lepiej poźno, niż wcale!

Podobny obraz

Irena i Janusz poznali się kiedy byli na studiach, mając po 21 lat.

Ich miłość wybuchła mocno i nagle i sami byli nią zdziwieni.

Już na samym początku znajomości wiedzieli, że chcą być razem na całe życie, gdyż nie wyobrażali sobie życia bez siebie.

Pod koniec studiów Irena zaszła w ciążę i oczywiście wzięli ślub, na który zaprosili rodzinę i wszystkich swoich znajomych.

Byli przeszczęśliwi, kiedy urodziła im się pierwsza córka, a potem Irena urodziła jeszcze dwie dziewczynki i całkowicie była pochłonięta ich wychowaniem.

Janusz miał pracę w instytucie naukowym i nie zarabiał wiele, ale dorabiał korepetycjami i jakoś im się w miarę żyło.

Kiedy Irena odchowała z Januszem dzieci, postanowiła poszukać pracy, aby postawić budżet domowy na przyzwoitym poziomie.

Nie miała doświadczenia zawodowego i na początek otrzymała pracę w dużej firmie i krok po kroku pięła się po szczeblach kariery, aż do stanowiska bardzo odpowiedzialnego i prestiżowego.

Szefostwo ją docenilo, bo była zdolna i ambitna i naprawdę zarabiała duże pieniądze.

Było ją stać wziąć kredyt na budowę większego domu i z czasem przeprowadzili się z niewielkiego mieszkania do swojego, własnego domu jednorodzinnego.

Robiła karierę i z czasem jej uczucie do męża zaczęło wygasać.

Nie raz mu wypomniała, że to ona nosi spodnie w tym małżeństwie i to ona utrzymuje ten dom i rodzinę.

Wypominała Januszowi, że jest mało ambitny i za mało się stara, a jego pensja przynosi ujmę i stwierdziła, że jest mało zapobiegwczy i usiadł na laurach.

W łóżku też im się nie układało, bo mąż przestał ją pociągać i nie raz wypomniała mu, że jest nieudacznikiem i ciapciakiem.

Janusz miał świetne relację z córkami, ale te młodsze słysząc matkę nabijały się z ojca, że na niczym się nie zna i jest nudny jak flaki z olejem.

Matka słysząc takie przytyki do męża nie strofowała córek, a wszystkie nim poniewierały i śmiały się z jego uległości i to wykorzystywały, wołając coraz więcej pieniędzy na ubrania i kosmetyki.

Irena nie raz mówiła do swoich córek, że żadna kobieta nie spojrzy nawet na jej męża, bo która by chciała takiego ciamajdę i niemotę, ale stało się coś dziwnego.

Irenę w pracy podrywał macho, z którym wyobrażała siebie w łóżku, bo pragnęła tego, czego nie dawał jej własny mąż.

Pewnego dnia jedna z córek zauważyła swojego ojca na ulicy z inną, młodszą i ładną kobietą.

Spytała wówczas matkę, czy jest zazdrosna o ojca, a Irena odpowiedziała, że ojciec nigdy nie znajdzie drugiej kobiety, bo po prostu tego nie potrafi, i która by go zechciała.

Córka zaczęła grzebać w dokumentach ojca i znalazła rachunki za opłatę drugiego mieszkania w innej dzielicy i wtedy było dla niej jasne, że ojciec ma kochanę.

Córka długo nie utrzymała w tajemnicy, że wie o tym, iż ojciec spotyka się z inną w drugim mieszkaniu i podała matce  adres i Irenie zapaliła się natychmiast czerwona lampka, że może stracić męża.

Zdała sobie sprawę z tego, że wciąż go kocha i zrozumiała, że bardzo go raniła.

Pobiegła pod podany adres i waliła z impetem w drzwi mieszkania z nadzieją, że złapie męża na zdradzie.

Janusz jej powiedział, że jedzie na konferencję, a ukrywał się w tym mieszkaniu od czasu do czasu, aby odpocząć od domowego babińca, które go terorryzowało.

To w tym mieszkaniu miał czas na swoją pracę naukową, z której się śmiały jego kobiety i wtedy Irena zrozumiała, że ma najwspanialszego faceta za męża, który jej nie zdradzał, a uciekał od niej, gdyż go w pewnym momencie odsunęła i poniżyła.

Kiedy Irena zrozumiała, że postąpiła podle – przysięgła sobie, że nigdy więcej nie zwątpi w męża, gdyż kobieta na ulicy przy jego boku, to była jego studentka, której pomóg wyjść z depresji.

Wszystkie kobiety Janusza w jednej chwili zrozumiały, że mają wspaniałego męża i ojca i żyli długo i szczęśliwie.