Archiwa tagu: żałoba

Nie powinno się odchodzić 1 listopada!

Myślałam że zawsze będziemy młodzi, że świat poczeka. Nic nie poczekało.. Nie odkładajcie na później ani piosenek, ani egzaminów, ani dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości. (Agnieszka Osiecka)

1 listopada to jest takie święto, że spotykamy się ze swoją rodziną mieszkającą z dala od nas i nie tylko przy grobach, ale jakże często przy wspólnym stole.

Ugotowałam obiad dla moch bliskich, którzy zjechali na groby, aby kolejny raz oddać im swoją pamięć, zapalając symboliczne znicze.

Zapaliłam w domu świece na znak pamięci o bliskich, gdyż dziś nie wybrałam się na cmentarz, bo nie lubię tego tłumu i spotkania się z ludźmi, którzy przychodzą na cmentarz raz w roku, aby się pokazać. Nie znoszę hipokryzji, bo ja swoich umarłych noszę w sercu cały rok.

Pójdę jutro, kiedy rozjadą się samochody i zniknie tłum i tak w ciszy Zaduszek, będę odwiedziała groby i sobie nad nimi powspominam i podumam.

Miałam pójść na cmentarz wieczorem, który pośród ciemności wygląda zjawiskowo, ale zauważyłam u siebie fobię przed wyjściem z domu w ciemności.

Tak mam na stare lata, że tych fobii mam coraz więcej, z którymi staram się walczyć, ale tym razem poległam.

Poprosiłam Męża, aby poszedł wieczorem na cmentarz i zrobił mi kilka zdjęć, bo okropnie, pięknie cmentarze wyglądają wieczorową porą.

Wyposażyłam Męża w aparat i nastawiłam na funkcję – nocą, a za chwilę odebrałam telefon od Męża, który płakał mi w słuchawkę.

Właśnie wieczorem, na cmentarzu otrzymał wiadomość, że umarł Jego najbliższy przyjaciel na zawał – w takim dniu! Był w pracy i sobie umarł! 😦

W moim domu pali się świeca za kolegę Męża, który był młodszy od niego.

Mamy w sercu żałobę, bo nie powinno się umierać 1 listopada?

Nigdy nie wiemy, kiedy widzimy się i rozmawiamy  z kimś ostatni raz.

Darku żegnaj! Wspaniały przyjacielu mojego Męża!

Rodzinie, którą znam składam najszczersze kondolencjie z pytaniem – dlaczego tak wcześnie!

Obraz może zawierać: noc, niebo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: noc, niebo i na zewnątrz

 

Reklamy

Nigdy nie jest dobra pora na odchodzenie, a w maju, to już wcale!

Zdj ?? cie użytkownika Artur Szuba.

Przychodzimy na ten świat, niewinni i czyści jak biała kartka papieru.

Wchodzimy w dorosłość i zaczynamy walczyć!

Wychodzi to czasami lepiej, a czasami gorzej.

Bywa  tak, że trzeba walczyć z plotkami, szantażem, oszustwem, nieszczerością i się martwimy  i mamy żal do losu – dlaczego?

Życie, to jest wieczna walka z kimś, albo z czymś i mało komu udaje się przebrnąć jak po różanych płatkach.

Każdy z nas miał przykre sytuacje, które go niszczyły i doprowadzały nawet do depresji i samobójstwa!

Optyka patrzenia na wszystko się zmienia, kiedy zapadamy na najgorszą chorobę, czyli raka.

Wówczas zaczynamy walkę o siebie i wszystko inne idzie precz.

W małych miasteczkach nic się nie ukryje.

Cztery godziny temu dowiedziałam się, że  mój osiedlowy znajomy odszedł, który zachorował w tym samym terminie jak moja Mama.

Mama nie zgodziła się na leczenie chemią, bo czuła, że ​​ta chemia Ją zabije i jest ciągle z nami.

Mój sąsiad – zaledwie 50 letni, przyjął bardzo szybko chemię i potrzebował dużo pieniędzy i sama brałam udział w akcji charytatywnej na jego  leczenie.

Mój sąsiad,  to nie byle kto, bo artysta, muzyk i poeta.

Zachorował i jeździł ze szpitala do szpitala w całej Polsce.

Przyjął hektolitry tego świństwa.

I tu powstaje pytanie, czy?

Czy koncerny znają sposób na leczenia raka, ale to ukrywają?

Ludzkość lata w kosmos, a nie opracowała tej pory skutecznego leku na raka i jaka jest prawda?

Czy ktoś nas oszukuje i ciągnie z ludzkości ogromną kasiorę!

Mój sąsiad odszedł, ale pozostawił po sobie teledyski i swoją poezję, bo człowiek musi coś po sobie zostawić, bo to świadczy o tym, że życie przeżyliśmy z sensem.

Warto zostawić swoje myśli, spisane na blogu chociażby,  dla bliskich, dla rodziny i dlatego ja piszę bloga!

 

Jego muzyka!

Mój sąsiad miał dane wsparcie w Rodzinie i jej składam swoje kondolencje i życzę siły w żałobie!

Jego wiersz!

moje palce
jak najdelikatniej
wspinają się
po udach twoich
powoli
powolutku coraz wyżej
po brzuchu
po piersiach
do ust drżących
nie śpieszą się
by nie spaść
by zdobyć
szczyt niezdobyty
Rytuał

 

Nikt nie powinien umierać na wiosnę!

29 kwietnia 2018 roku, w godzinach porannych dotarła do mnie wiadomość z dobrego żródła, że odszedł od nas – nasz Starosta!

Od razu na swoim fan – page poinformowałam naszych mieszkańców i z okolic, że oto bardzo niespodziewanie w mieście będziemy mieli żałobę.

Informacja ta dotarła do mieszkańców bardzo szybko i na dzień dzisiejszy mam ponad 9 tysięcy odsłon mojej informacji.

Nasz Starosta, to był człowiek bardzo prawy i pojawiło się sporo komentarzy pisanych z wielkim smutkiem i z kondolencjami dla rodziny.

Nie powinno się tak wcześnie umierać, gdyż nasz Starosta był stosunkowo młodym człowiekiem, ale jak to się mówi – choroba nie wybiera i zbiera swoje żniwo!

Pogrzeb odbył się wczoraj z uroczystym wyprowadzeniem trumny z kościoła i z przejściem kondutu ulicą główną, a ludzi była cała masa i wszyscy smutni i w żałobie.

Nie byłam na pogrzebie, gdyż miałam dyżur u mojej chorej Mamy.

Na pogrzeb wybrał się mój Mąż i oboje ubolewamy, że coraz częściej zakłada garnitur na pogrzeby, aniżeli na wesela. 😦

Kiedy pracowałam w Urzędzie Miasta, to Pan Adam, jako zastępca Burmistrza podpisywał dość często moje dostarczone dokumenty i odbierałam go jako bardzo miłego i uśmiechniętego człowieka.

Potem  został Starostą i był lubiany przez naszą społeczność, bo to czytałam w komentarzach, gdzie ludzie wyrażali swój żal.

W związku z tak przykrym zdarzeniem w mieście odwołano wszelkie imprezy rozrywkowe i w ciągu tych majówkowych dni byliśmy wycieszeni.

Właśnie kończy się majówka i moje dzieci się rozjechały, a ja z Mężem wybraliśmy się w teren, aby nasycić się kolorami pięknej wiosny.

Dopiero dziś zobaczyłam jak cudnie jest na świecie i nie mogłam się nadziwić, że w końcu wiosna na zachodzie wystrzeliła wprost i wszystko na nowo odżywa.

Drzewa owocowe kwitną na różne kolory, a także w końcu zakwitły bzy i kasztany, a na polach na żółto kusi rzepak – jest cudnie i w takim czasie nie powinno się umierać.

Troszę pobawiłam się opcjami mojego aparatu, bo wciąż się uczę.

Mąż zerwał mi do wazonu kiście bzu jako w „Nocach i dniach”   Józef Toliboski rwał nenufary. 😀

„Wiosna w połowie więc plany na maj:

  1. Kupić wazon.
  2. Zerwać bez.
  3. Wstawić bez w wazon.
  4. Patrzeć.

Niczego więcej od siebie nie wymagać.” 

Opiszcie ja spędziliście te ważna dla Polski dni!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

 

 

„Jesteś moją kokainą. Planetą mocy bez dna”! – Soyka

Celebryci, ci prawdziwi – z osiągnięciami artystycznymi w tym roku odchodzą hurtowo!

Tak się zastanawiam dlaczego odchodzą w tak młodym wieku i często nie dożywają prawdziwej starości?

Mają wszystko, bo mają sławę, uwielbienie fanów, wielkie pieniądze, domy, jachty, samoloty, baseny i stać jest ich praktycznie na wszystko najwartościowsze na tym świecie, a jednak są ludźmi nieszczęśliwymi.

Wpadają w narkotyki, by się napędzać. Wpadają w alkoholizm, by poradzić sobie ze sławą i odchodzą dużo za wcześnie.

Pewnie jest to nieumiejętność radzenia sobie ze sławą i przez używki uciekają od realnego życia i świata.

Zwykle kończy się to tragicznie i jak błyskawica obiega świat informacja, że już więcej dla nas nie zaśpiewa, nie zatańczy i nie zagra w żadnym filmie.

To wielka strata, kiedy przychodzi się rozstać z ulubionym wokalistą, czy aktorem.

Zawsze wyobrażamy sobie, że właśnie ci ludzie będą wieczni, a jakże często jest zupełnie inaczej, bo odchodzą niespodziewanie.

W święto Bożego Narodzenia odszedł od nas George Michael.

Lubiłam jego ciepły, chłopięcy głos i jego twórczość bardzo mi odpowiadała. 

Wielka szkoda! Miał zaledwie 53 lata. 

Heroina, kokaina zabiera ludzi z tego świata, gdyż serce w pewnym momencie się sprzeciwia. Nie daje rady!

 

https://www.youtube.com/watch?v=E8gmARGvPlI

Już jej z nami nie ma! :(

 Dziś – 29.09.2016 roku, o godzinie 15 odeszła na zawsze nasza Sunia „Diana”

Mimo intensywnego leczenia nie udało się. 😦

Jaka była?

Była jak prawdziwa księżna Diana. Pełna wyrozumiałości, cierpliwości, inteligencji, wyczucia. 

Dała nam wielkie pokłady miłości i radości.

W sercu pozostał smutek i szok, że choroba tak szybko nam ją zabrała.

Niech tam po drugiej stronie będzie tak samo szczęśliwa, a My będziemy mieli ją do końca naszych dni w pamięci.

Tak bardzo piesku Cię kochaliśmy.

 

Życie choć piękne, tak kruche jest – opowieść prawdziwa!

Pisanie bloga jest przyjemnością – przynajmniej dla mnie.

Jednak istnieje prawdopodobieństwo, że bloger napisał już wszystko i nagle brakuje mu tematów, albo straci wenę.

Jeśli tak się zdarzy, że nagle odczuwamy, coś w rodzaju wypalenia, to mam radę!

Koniecznie trzeba wyjść z domu, a zaręczam, że temat spadnie nam z nieba. Trzeba tylko umiejętnie patrzeć na świat i słuchać ludzi.

Trzeba być spostrzegawczym i od razu zapisywać sobie w głowie temat na następną notkę, a najlepiej mieć ze sobą notes i długopis, aby w zarysie zanotować, to – co nas zaciekawiło i jest warte uderzeniom w klawiaturę.

Wyszłam z domu wczoraj i po pół godzinie miałam temat na nowy wpis (cholernie smutny) – tak więc o tym, co zasłyszałam.

W naszym mieście jest przedszkole, połączone z grupą żłobkową. Bardzo ludzie sobie chwalą to przedszkole, bo dużo się w nim dzieje. Panie opiekunki są bardzo profesjonalne i swoją pracę wykonują z wielkim serduchem.

Ostatnio zorganizowały wspaniały czas dla dzieci i ich rodziców, a była to „Zielona Noc”. Oznacza to, że dzieci spędziły noc w przedszkolu, a figlom nie było końca. Było to wielkie przeżycie dla tych maluchów i rodziców oczywiście też.

Ta noc była ostatnią porą, kiedy dzieci i opiekunki spędziły ze sobą czas przed wakacjami.

Pani Dyrektor, super kobieta, bardzo profesjonalna, zaproponowała wszystkim pracownikom wieczór pożegnalny, by mogły ze sobą pobyć na luzie – tuż przed zasłużonym urlopem.

Osobiście zajęła się wyborem restauracji i pilnowała, by wszystko było zapięte na ostatni guzik.

Wszystkie pracownice się oczywiście wystroiły i zjawiły  punktualnie na swoim babskim wieczorze.

Odrobina alkoholu, dużo śmiechu i pogawędek, jak to bywa podczas luźnych, babskich spotkaniach. Kobiety wszystkie bardzo się lubią, co zdarza się rzadko, ale o atmosferę w miejscu pracy też dba Pani Dyrektor i każdą sprzeczkę, czy niedomówienie gasi w zarodku.

Pracownice bardzo ją lubią i jej niezmiernie ufają, a więc to spotkanie miało być czasem mile spędzonym ze sobą.

Nagle Pani Dyrektor odbiera telefon.

Nie chce psuć atmosfery, a więc wychodzi na zewnątrz, by ten telefon odebrać.

Za chwilę wraca, ale bystrzejsze kobiety widzą, że coś jest nie tak, bo ich Pani Dyrektor nagle stała się blada, jak kartka papieru.

Pani Dyrektor mimo widocznego zdenerwowania jednak nakłada uśmiech na swoją twarz i wypowiada zdanie w kierunku wszystkich, że najważniejsza w życiu jest miłość i wzajemny szacunek człowieka do człowieka i na końcu pada – kochajmy się, bo życie to tylko chwilka!

Telefon dotyczył jednej z jej pracownic, ale Pani Dyrektor od razu nic jej nie powiedziała. Pomyślała sobie, że to powinna załatwić policja, albo rodzina.

Młody chłopak jechał samochodem i wpadł w poślizg. Zarzuciło go na drugą połowę jezdni i zaczął koziołkować. Z naprzeciwka jechał rozpędzony motocyklista i wpadł prosto pod lecący samochód. Dwa trupy na miejscu!

W końcu ktoś powiadomił, nic nie wiedzącą matkę i oto przyjemne spotkanie zamieniało się w stypę!

Spalcie w kominie moje buty i płaszcz. Zróbcie sobie miejsce?

Od dwóch dni chodzę do tyłu i nie tylko z powodu upału, który wciąż u nas doskwiera. Chodzę do tyłu, ponieważ od niedzieli dręczę się i właściwie zastanawiam nad sensem życia.

Niedziela. Otrzymałam dwa telefony, czy to prawda, że moja sąsiadka przez ścianę nie żyje? Konsternacja, bo nie wiem. Nie byliśmy ze starszym państwa tak blisko, mimo, że mamy obok siebie balkony. Tak wyszło, że nie złożyło się tak, abyśmy bliżej się poznali oprócz grzecznościowego dzień dobry.

Dzwonimy po znajomych, czy może coś wiedzą, ale też nie wiedzą, gdyż sąsiadka umarła nagle, bez leżenia w szpitalu, a więc była to śmierć niespodziewana i nagła. Można tylko pozazdrościć.

Byli takim zabawnym, choć sympatycznym małżeństwem. Ona malutka, drobnymi kroczkami podążała za wysokim mężem podpierającym się ostatnio laską. Zawsze za rękę, choćby szli z marketu z zakupami. Miło było na nich patrzeć i zawsze mieli na balkonie dorodne pelargonie, a teraz któż to wie jak będzie, bo czy starszy Pan sobie poradzi. Mają troskliwe dzieci, a więc zatroszczą się o Ojca.

Druga śmierć teściowej brata mojego męża była poprzedzona ciężką i długotrwałą chorobą, a rodzina się tego od dawna spodziewała, choć opiekę od nich miała wzorcową.

Dwie kobiety w wieku po 80-tce i niby jak to się mówi już swoje przeżyły, ale na śmierć nigdy nie jest w czas i to wiedzą ci, którzy kochają, a więc najbardziej dzieci.

Chodzę do tyłu i się zastanawiam kiedy przyjdzie pora na mnie, na mojego męża, którego strasznie kocham i zaczynam się coraz bardziej bać nieuchronnego.

Jeszcze parę lat temu na wieść o czyjeś śmierci reagowałam zupełnie inaczej, to znaczy też emocjonalnie jeśli to był ktoś znany, ale teraz wszystko się zmieniło. Od dwóch dni trochę w siebie się zapadłam, a w gardle rośnie gula i ściska. Uczucie gniecenia i nie mogę znaleźć sobie miejsca. Narasta strach o siebie, o bliskich i kotłują się myśli, że jak to będzie gdyby? Wyobraźnia pracuje i tworzą się w głowie czarne obrazy, a więc wkrada się po prostu strach.

Spojrzałam w lustro, w swoją twarz i niby tych zmarszczek jeszcze nie ma za wiele. Spojrzałam na męża i widzę wciąż blask w jego oczach i nagle się przytulamy, bo oboje myślimy o tym samym.

Oboje się zaczynamy bać i oboje czujemy, że z każdym dniem to się zbliża.

Otworzyłam szafę i stwierdziłam, że w razie czego będą mieli mnie w co ubrać, ale mąż powinien kupić nowy garnitur, bo lekko przytył.

Trzeba pomyśleć o liście do bliskich, bo jest tak mało chwil, aby im powiedzieć jak bardzo ich kochamy i jak bardzo są dla nas ważni zawsze i wciąż.

Trzeba pozamykać sprawy w miarę i pozapisywać piny, puki, hasła i numer konta w razie – żegnaj świecie!

Czy kiedy ja odejdę pierwsza, to mam prawo być zazdrosna o następczynię? Może tak być, choć nie będzie jej dobrze, bo będę ją straszyła nocami. 😀

Mój mąż zawsze mi mówi, że tylko ja go tak potrafię rozśmieszyć i za to mnie kocha! Może ta druga będzie lepsza, ale wątpię! 😀

Poprosił tylko, by podlewała kwiaty!

Kiedy pan Jan otrzymał skierowanie do sanatorium, na które czekał dwa, długie lata, to bardzo się ucieszył. Potrzebował podratować swój kręgosłup i układ kostny, bo często z bólem nie dawał sobie rady.

Kupił kilka nowych rzeczy i wrzucił to wszystko do walizki, a także niezbędne przybory toaletowe. Jechał w nieznane miejsce i trochę się obawiał, czy się tam odnajdzie i czy pozna kogoś ciekawego, Miał obawy, gdyż nigdy nie należał do osób towarzyskich. Zawsze odpowiadało mu przebywanie ze swoją, ukochaną żoną, z którą był najszczęśliwszym facetem na świecie.

Była dla niego całym światem i kochał ją tak bardzo, że kiedy odeszła 7 lat temu, to długo nie potrafił się pozbierać i kompletnie stracił chęć do życia. Tęsknił tak bardzo i gdyby nie córka, to może skończyłoby się to dla niego bardzo źle. Po śmierci żony zamknął się w domu i wychodził tylko po zakupy, aby nie umrzeć z głodu.

To córka Marta zachęcała go, aby starał się o to sanatorium, ponieważ miała nadzieję, że może ojciec pozna jakąś kobietę, którą jeśli nie pokocha, to przynajmniej polubi. Miała nadzieję, że w związku z tym zmieni się jego sytuacja i stanie się odrobinę szczęśliwszym człowiekiem. Marta bardzo kochała ojca, bo przekazał jej najpiękniejsze wartości i zawsze tłumaczył, że w życiu nie kariera i pieniądze są najważniejsze, a najważniejsza jest miłość i rodzina.

Przyszedł czas wyjazdu i Marta podwiozła ojca na dworzec, a ten oddał jej klucze od domu i poprosił, by dbała o kwiaty, które tak kochała jego żona. Tylko o tyle poprosił córkę. Kiedy pociąg odjechał – Marta odetchnęła z ulgą, że w końcu udało się gdzieś ojca wysłać i zabrała się do pracy.

Miała podpisane dwa tygodnie urlopu i wkroczyła z ekipą remontującą do mieszkania ojca. Natychmiast rozpoczęło się wielkie malowanie i sprzątanie mieszkania ojca. Ekipa malowała ściany, a inna odświeżała kanapy i dywany. Jeszcze inna ekipa robiła w kuchni meble na wymiar i szybko mieszkanie ojca nabierało nowego wyglądu i świeżości.

Pomierzyła okna, aby kupić ojcu nowe firany i zasłony, a także zmieniła narzuty na kanapy, oraz wymieniła poduchy, aby wszystko ze sobą współgrało i naprawdę zrobiła to z wielkim gustem i wyczuciem estetycznym.

Spakowała do kartonów ubrania mamy, której już tak długo nie było z nią i ojcem, a do innych kartonów spakowała stare firany i to wszystko na razie wyniosła do piwnicy z myślą, że kiedyś to wszystko odda potrzebującym.

Śpieszyła się bardzo z tymi pracami, bo ojciec za tydzień miał już wracać. Cieszyła się tak bardzo, że udało się jej stworzyć na nowo gniazdko dla swego ukochanego taty. Z dumą oglądała swoje dzieło i była strasznie z siebie dumna i zadowolona.

Pojechała po ojca na dworzec, a ten się spytał, czy zadbała o kwiaty mamy, bo bał się, że o nich zwyczajnie zapomniała.

Kiedy wszedł do domu, to myślał, że się pomylił. To nie było jego mieszkanie, w którym tyle lat spędził ze swoją żoną w szczęściu i w zgodzie.

Usiadł i zaczął płakać. Miał żal do córki, że to mu zrobiła i pozbyła się zapachu ubrań ukochanej żony. Kiedy ochłonął, kazał, a właściwie rozkazał, żeby wszystko wróciło na swoje miejsce, łącznie z firanami i zasłonami. Zażądał kategorycznie, aby ubrania żony znalazły się na tych samych półkach. Zagroził Marcie, że jeśli tego nie uczyni, to przestanie się do niej odzywać do końca swoich dni.

Stanowcze Nie islamistom w Polsce!

Bo to jest tak, że budzimy się rano i nie mamy pojęcia, co nam dzień przyniesie. Robimy sobie poranną kawę i spokojnie wykonujemy codzienne czynności, które są niezbędne, by przeżyć kolejny dzień. Gotujemy obiad dla rodziny, wstawiamy pranie, sprzątamy, a kto musi jeszcze idzie do pracy.

Ja już nie pracuję, a więc mój rytm codzienny jest nieśpieszny i jeśli czegoś nie zrobię dziś, to machnę ręką, bo przecież mogę zrobić to spokojnie sobie jutro.

Włączam telewizor i obserwuję, co na świecie się dzieje i co dzieje się w moim kraju. Bywa, że się na coś porządnie wkurzę i bywa, że coś mnie rozśmieszy, choć staram się przyjmować wszelkie wiadomości bez specjalnych emocji i tak też staram się, by polityka nie wpędziła mnie w fanatyczne nań spojrzenie.

Ale dziś nie daję rady. Dziś cały dzień emitowane są wiadomości, że Islamiści zabijają niewinnych ludzi na świecie. Paryż, Kuwejt i Tunezja i tam trup ściele się gęsto i ręce mi opadają. Fanatycy wybierają miejsca do swoich celów i bez mrugnięcia okiem pokazują światu, że życie ludzkie jest dla nich nie warte funta kłaków.

Nie interesowałam się tamtą religię, bo i mało się w mediach o niej mówi, albo ja nie słucham odpowiednich mediów, ale kiedy zobaczyłam obrazy, że ci fanatycy kilofami rozbijają kulturę świata i wiertarkami niszczą wielowiekowe dobra narodowe, to już wiedziałam z kim mam do czynienia i się nie pomyliłam. Boję się takich ludzi i nie toleruję i już wiedziałam, że są zdolni do wszystkich zbrodni. 

Dziś strzelali na plaży w Tunezji do ludzi, jak do dzikich kaczek, a w Paryżu ucięli głowę niewinnemu człowiekowi jak indorowi. W Kuwejcie zabili i ranili masę ludzi i świat wobec tych bestialstw jest bezradny. Zapowiadają i wiem, że spełnią i takich ataków będzie coraz więcej, a Europa chce ich do siebie przyjmować, bo Europa pochyla się nad uciekinierami z terenów wojny.

Niech się Europa zastanowi kogo chce wpuścić pod swoje niebo, aby Europa nie miała wielkiego kłopotu, bo nie każdy gość przybywa do nas jak przyjaciel. W każdym stadzie znajdzie się czarna owca i Polska powinna o tym pamiętać.

Wobec tych tragedii na moim blogu piszę, że nie chcę mieć Islamistów w Polsce i nie boję się tego napisać!

 

Odszedł bardzo charyzmatyczny człowiek!

Wszyscy umrzemy niestety i na każdego przyjdzie ten czas pożegnania ziemskiego padołu. Umierają zwykli ludzie i umierają ludzie, którzy coś znaczą i znaczyć będą, bo swoim całym życiem przyczynili się do tego, że się o nich mówi za życia i mówić się będzie po śmierci. Wpisali się w naszą historię po porostu.

Wczoraj odszedł od nas prof. Władysław Bartoszewski i w godzinach wieczornych ta smutna wiadomość zalała media i Internet. Dziennikarze i zaproszeni goście wspominali tego, jakże zasłużonego człowieka dla naszej demokracji. Człowieka, który całe swoje życie poświęcił, by mówić i pisać, abyśmy nie zapomnieli skąd jesteśmy i chciał byśmy zmierzali w dobrym kierunku, Byśmy byli godnym narodem i aby Polska w świecie zaczęła się liczyć, a świat nas widział jako kraj po przejściach, zmierzający w stronę – do wolności.

Nie jestem historykiem, bo jestem zwykłą seniorką, ale zdolna jestem do samodzielnego myślenia i takich ludzi jak Władysław Bartoszewski, kiedy odchodzą powinniśmy szanować ze wszech miar. Odchodzą tytani i jest ich coraz mniej. Odchodzą ludzie z wielkimi życiorysami, których dokonania można przeczytać choćby w Wikipedii i tam dzisiaj zajrzałam. Zobaczyłam szeroki wachlarz, jaki Bartoszewski oferował jako człowiek posługujący się językiem szybszym niż karabin maszynowy. Pisał książki i artykuły. Wykładał, uczył, dzielił się swoimi przemyśleniami i walczył o Polskę.

W okresie swoich 93 lat miał jeszcze wielkie plany, ale nawet taki tytan jak Bartoszewski nie  obronił się przed śmiercią.

Taka jest kolej rzeczy, że śmierć dopada nie wiadomo kiedy i jak szybko żył, tak szybko, w biegu umarł i pozostawił po sobie wyrwę nie do zapełnienia.

Dziennikarze zastanawiają się w niektórych miejscach, czy nie powinien być pochowany na Wawelu, jako zasłużony Polak, a ja pod jednym z nich napisałam, że prof. Bartoszewski za bardzo kochał ludzi, by go wyalienowano w ciemnych murach.

Prof. powiedział, że warto być przyzwoitym i w tych trzech słowach zawarta jest cała filozofia życia i ja tak staram się żyć, aby po mojej śmierci ktoś, choć jeden człowiek mnie wspomniał, że to była przyzwoita osoba.

Jednak prof. naraził się wielu i nie minęło kilka godzin, by w Internecie przeczytać słowa niepochlebne i kierowane wprost, kiedy prof. Bartoszewski jeszcze nie ostygł.

Jeśli ktoś wejdzie na fan-page kandydata na Prezydenta – Janusza Korwin Mikke, to natknie się na szaleństwo hejtu na profesora i daję poniżej tylko jeden wybrany komentarz z całej dyskusji i włos się jeży na głowie, że ludziom takie słowa, tak łatwo wychodzą spod klawiatury!

Bartoszewski? Polski inteligent, nie żartujmy. Antypolska gnida.

Ludzie zapominają o tym, że po śmierci wszyscy będziemy sądzeni, a co zostawimy w sieci, to zostanie na zawsze, a więc ściek i plugastwo także.

Warto być przyzwoitym!