Archiwa tagu: żałoba

A jednak istnieje jeszcze ludzka życzliwość!

Po rozwodzie moich rodziców mój ojciec kompletnie sobie nie radził!

Wpadł w jeszcze większy alkoholizm, a pijaczki drobne go okradali dosłownie ze wszystkiego.

Znalazłam mu Dom Opieki, w czym mi pomógł pewien ordynator szpitala i tam ojca umieściłam!

Dom ten był świeżo po remoncie i naprawdę ojciec miał tam świetne warunki, łącznie z pokojem tylko dla siebie z telewizorem!

Myślałam, że tam siebie odnajdzie i będzie miał dobrą opiekę, wyżywienie, ubrania i tak też było, bo dość często go tam odwiedzałam!

Nigdy nie odnalazł tam siebie i stał się odludkiem!

Był w tym domu 7 lat, ale pewnego dnia, będąc w pracy otrzymałam telefon, że ojciec skoczył z drugiego piętra na płytki chodnikowe.

Kiedy przyjechało pogotowie, to jeszcze żył, a my pojechaliśmy do szpitala w Gryficach i wydawało się, że ojciec to przeżyje.

Niestety, ale dwa dni później umarł z powodu niewydolności oddechowej!

Wysłałam po ojca karawan, ale go prokuratura cofnęła, gdyż badała, czy nie było w tym nieszczęściu osób trzecich!

Trzeba było szykować pogrzeb, kiedy prokuratura wykluczyła podejrzenia!

Postawiłam ojcu pomnik i znalazłam ładne jego zdjęcie, kiedy był jeszcze pełen życia i marzeń!

Na pogrzebie wygłosiłam swoją mowę, którą mam zapisaną do dziś w zeszycie, a brzmiała:

„Zasiadając do obiadu w intencji po zmarłym ojcu Henryku, pragnę zacytować moje motto podsumowujące ziemskie życie zmarłego:

„Na świcie jest tak wiele smutku i naszym smutkiem było cierpienie naszego ojca, męża, brata, dziadka, teścia i szwagra!

Mógł w życiu wiele osiągnąć , ale wieloletnia choroba nie pozwoliła mu na to!

Dlatego proszę wszystkich bliskich, by mu wybaczyli, że nie mógł być z nami naprawdę!

Mam głęboką wiarę, że o zmarłym zostanie w naszych sercach wieczna pamięć”

Tak bardzo jestem na tym zdjęciu podobna do ojca, że nigdy by mnie się nie wyparł!

Za chwilę minie dwa lata, kiedy odeszła moja mama i trzeba było zmienić pomnik, bo ją złożono z ojcem!

Zostały więc zmienione także zdjęcia, ale ja w tym udziału nie brałam!

Stary pomnik po ojcu znalazł się na gruzowisku wraz ze zdjęciem!

Dzisiaj ktoś zapukał do moich drzwi i wręczył mi stare zdjęcie ojca i powiedział, że nie może tak być, że ktoś nie zachował pamięci o zmarłym!

Delikatnie podważył zdjęcie i otrzymałam je w całości!

Stanęłam jak osłupiała ze łzami w oczach, bo pomyślałam sobie, że są jeszcze na tym świecie dobrzy ludzie – empatyczni ludzie!

Długie chwile gładziłam zdjęcie w dłoniach!

Wspomnienia wróciły – no cóż, bo te dobre i złe, ale liczy się ludzka życzliwość!

Obraz może zawierać: 1 osoba

Odeszła Ewa Demarczyk – pomału scena wielkich pustoszeje [*]

Dzisiaj dotarła do nas bardzo smutna wiadomość!

Oto w wieku 79 lat opuściła nas wielka postać sceny – Ewa Demarczyk.

Pamiętam jej występy w telewizji, choć byłam młodą dziewczyną, ale Jej twórczości artystycznej nie dało się nie zauważyć.

Frapowała mnie jej postać, bo taka zawsze była tajemnicza, ubrana na czarno, a do tego ten jej głos!

Odeszła ze świata artystycznego w 1972 roku, kiedy ja rozpoczynałam szkołę średnią, ale nigdy Jej nie zapomnę mimo, że wycofała się ze świata sceny i tak trudno było potem do Niej dotrzeć!

Odsunęła się i nie udzielała żadnych wywiadów i tak jakby została pustelnicą, żyjącą tylko w swoim świecie.

Wielu próbowało do Niej dotrzeć – namówić na powrót, ale tak naprawdę nikomu się to nie udało!

Pozostała więc wielką zagadką dla Jej wielbicieli, słuchaczy, odbiorców, dziennikarzy i wszystkich mediów!

Istnieją różne hipotezy dlaczego odeszła i jedni mówią, że straciła swój, charyzmatyczny głos – zaś inni mówią, iż chciała założyć własny teatr, ale ze względów finansowych, to się Jej nie udało!

Nie wiemy o Niej prawie nic, bo nic o Jej życiu prywatnym, ale najważniejsze, że pozostawiła po sobie cudowną poezję śpiewaną i jak dotąd nikt jej nie dorównał.

Pozostanie w naszej pamięci tą jedyną, która  zostawiła nam cudowne pieśni w mistrzowskim wykonaniu.

Dla mnie ten dzień był bardzo smutny, a kiedy w telewizji było o Niej wspomnienie, to tak po ludzku się zryczałam,  bo oto odchodzi moja młodość i fascynacja!

Któż może o Niej więcej wiedzieć – jak nie Tomasz Raczek, który tak Ją dzisiaj wspomniał!

„Tomasz Raczek
2 godz.

Zmarła EWA DEMARCZYK, największa interpretatorka polskiej piosenki aktorskiej. Była tak skoncentrowaną doskonałością, że jej piosenki można było smakować latami, bez obawy że utracą swoją siłę i intensywność. Jeździłem za nią po Polsce, byle tylko dostać się na jej koncert. Bywało, że siedziałem na scenie, wpuszczony przez nią za kulisy.
Pisałem o niej wielokrotnie. Raz nawet miałem zaszczyt podpisywać razem z nią swoją książkę „Karuzela z madonnami”, w której był poświęcony jej rozdział. Podpisywała go, bo uznała, że udało mi się uchwycić prawdę o niej. To był wspaniały moment – we Wrocławiu. Dostałem wtedy także od niej numer telefonu, jej płyty z autografem i obietnicą, że się kiedyś jeszcze spotkamy, nagramy długi wywiad, może film dokumentalny. Ale tak się nie stało. Dzwoniłem, próbowałem. Moment minął a Ewa Demarczyk świadomie pogrążała się w odmętach zapomnienia.
Dziś znów wszyscy o niej mówią. Tak bywa w chwili śmierci. Dopóki chcecie się jeszcze czegoś o niej dowiedzieć, przypominam mój tekst o niej z książki. Ten tekst, który sama uznała za sprawiedliwy wobec jej sztuki.
Ciemność. Po chwili punktowiec oświetla drobną, kobiecą sylwetkę przy mikrofonie. Demarczyk stoi skupiona, w czarnej prostej sukni bez żadnych ozdób. Za nią ośmiu muzyków ubranych w czarne garnitury, pod muchą, dyskretnie eleganckich. Pierwsze dźwięki. Stare piosenki mieszają się z nowymi. Słowa polskich wierszy – z obcymi, czasem odbieranymi tylko emocjonalnie, bez rozumienia treści.
Demarczyk śpiewa poemat Goethego „Nähe des Geliebten”, a za chwilę piękny wiersz niezwykłego poety z Salzburga, Georga Trakla („Muzyka w Ogrodzie Mirabel”). Ciepłe i piękne rosyjskie „Do babuni” Mariny Cwietajewej graniczą o moment tylko z rytmem „Ognia nocy św. Jana” chilijskiej laureatki Nagrody Nobla, Gabrieli Mistral. Wreszcie delikatne, nierzeczywiste słowa rodem jakby z jakiegoś niespokojnego snu, poezji Roberta Desnosa. Wszystko to dociera do nas jednym strumieniem niezwykłości.
Na scenie: czarne kotary, na czarno ubrani muzycy i w czarnej, prostej sukni Ewa Demarczyk. Muzyka jest gdzieś między nimi, równie elegancka jak oni i także pogrążona w mroku. Kilka reflektorów czasem tylko rozjarzy się rosnącą emocją. Ale twarz Ewy Demarczyk jest przez cały czas wyraźna: wykrzywione w grymasie usta i nieprzytomne oczy szalonej spirytystki. To za jej sprawą w naszych myślach pojawiają się różnojęzyczni bohaterowie nieszczęśliwych miłości.
Rebeka. Twarz Demarczyk opowiada smutną historię żydowskiej dziewczyny. Zahipnotyzowani, wpatrujemy się w jej oczy, a tam – stara studnia, zrozpaczona kochanka i.. odjeżdżająca limuzyna. Tylko chwila całkowitej ciemności oddziela ten obraz od następnego. Znowu punktowiec oświetla twarz Demarczyk i znowu odczytamy z niej inną opowieść: o dawnym balu, „Grand Valse Brillante”.
W jej śpiewie nie słychać wysiłku. Obrazy malowane są półgłosem; tylko w kulminacjach piosenek Demarczyk pozwala sobie na wykorzystanie jego całej mocy. Wtedy (poemat Goethego, „Taki pejzaż”) słychać jak wspaniały to głos i z jaką maestrią się nim posługuje. Rozumie się każde słowo, co ja mówię – każdą sylabę, w najtrudniejszych, nawet najbardziej karkołomnych piosenkach („Karuzela z madonnami”). „Taki pejzaż” to wręcz śpiewanie poszczególnych fonemów; koncert dźwięków, które nie mają już prawie znaczenia słów. Taki pejzaż.
Znów ciemność. Publiczność bije brawo i brzmi to jak niedelikatność. Był sobie skrzypek… Muzyka staje się tak sentymentalna, że aż nie można się przed nią obronić. Demarczyk patrzy przed siebie: jakby wspomina czy rozmawia z kimś, potem oddala się a koło nas pojawia się skrzypek Sercowicz. Metr dalej prawdziwy skrzypek wykonują swoją partię. Kierownik zespołu muzycznego i zarazem kompozytor większości piosenek, Andrzej Zarycki, podchodzi do piosenkarki. Razem z nią zaśpiewa o „Ogniu w noc św. Jana” i za każdym razem w refrenie powita go śpiewny uśmiech Ewy.
„Tomaszów”, „Pieśń nad pieśniami”, „Sur le Pont d’Avignon”, „Wiersze Baczyńskiego”, „Cyganka”. A potem Demarczyk gwałtownie odwraca się i zbiega ze sceny. U szczytu muzycznej emocji. Pozostaje nienasycone apogeum, które zamiera. Na sali elektryczność. Między sceną i widownią jest takie napięcie, że można by zapalić żarówkę. Oklaski trwają długo, ale nie ma bisu. Tych miłosnych „Dziadów”; teatru, w którym muzyka spełnia rolę medium wywołującego duchy kochanków, nie da się powtórzyć. Demarczyk ukłoni się sztywno i zbiegnie ze sceny. Seans skończony. Niech nienasycenie czyni legendę. Niech wraca wspomnienie nie powtórzonego.
Kiedyś udało mi się podejrzeć Ewę Demarczyk podczas próby. Ze zdumieniem słuchałem znanych sobie piosenek, śpiewanych zupełnie „na zimno”, bez emocji. Nie było napięcia, nie było oprawy, tylko misternie układane dźwięki. Spokojnie i dokładnie. Podczas koncertu wydawało się to takie naturalne, niesamowite samo przez się. Ale przecież to inscenizacja, teatr.
Ten efekt Demarczyk starannie wypracowała. Najpierw posiadła technikę aktorską i muzyczną (szkoła teatralna i muzyczna). Do niej dodała intuicję, dzięki której potrafiła zaprojektować nieomylnie trafną inscenizację każdego utworu. Wiedziała kiedy wzmocnić światło reflektorów, kiedy się odwrócić i wreszcie kiedy – wykorzystując emocję chwili – nagłym ruchem, nieoczekiwaną ucieczką ze sceny podkreślić jej wymowę. Śpiewane przez nią wiersze czasem były wyrafinowane a czasem banalne jak słowa jarmarcznej piosenki. Wyłaniające się z nich chmurne postacie, rysowane głosem i nastrojem, złożyły się na spójną wizję posępnego świata, pełnego daremnej tkliwości, samotności, buntu i nieśmiałej nadziei. To nieprawda, że Demarczyk była Czarnym Aniołem polskiej piosenki. Ona całkiem świadomie grała rolę Czarnego Anioł”.

Niebo złote ci otworzę,
w którym ciszy biała nić
jak ogromny dźwięków orzech,
który pęknie, aby żyć
zielonymi listeczkami,
śpiewem jezior,
zmierzchu graniem,
aż ukaże jądro mleczne ptasi świt.
Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne – obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.Kto mi odda moje zapatrzenie
i mój cień, co za tobą odszedł?
Ach, te dni jak zwierzęta mrucząc,
jak rośliny są – coraz młodsze.I niedługo już – tacy maleńcy,
na łupinie z orzecha stojąc,
popłyniemy porom na opak
jak na przekór wodnym słojom.i tak w wodę się chyląc na przemian
popłyniemy nieostrożnie w zapomnienie,
tylko płakać będą na ziemi
zostawione przez nas nasze cienieZiemię twardą ci przemienię
w mleczów miękkich płynny lot,
Wyprowadzę z rzeczy cienie,
które prężą się jak kot,
Futrem iskrząc zwiną wszystko
W barwy burz,
w serduszka listków,
w deszczu siwy splot.Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne – obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.
Długa wijącą się wstęgą głos ciepły w powietrzu stygnie,
aż jego dosięgnie w zmroku i szept przy ustach usłyszy.
„Kochany” – szumi piosenka i głowę owija mu, dzwoni
jak włosów miękkich smugą, lilie z niej pachną tak mocno,
że on, pochylony nad śmiercią, zaciska palce na broni,
i wstaje i jeszcze czarny od pyłu bitwy – czuję,
że skrzypce grają w nim cicho, więc idzie ostrożnie powoli,
jakby po nici światła, przez morze szumiące zmroku
i coraz bliższa jest miękkość podobna do białych obłoków,
aż się dopełnia przestrzeń i czuje jej głos miękki
stojący w ciszy olbrzymiej na wyciągniecie ręki.
„Kochany” – szumi piosenka, więc wtedy obejmą ramionaLas nocą rośnie.
Otchłań otwiera 
usta ogromne, chłonie i ssie.Przeszli, przepadli; dym tylko dusi
i krzyk wysoki we mgle, we mgle.Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne – obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.
K.K Baczyński
Obraz może zawierać: 1 osoba, noc i zbliżenie

Moja Mama odeszła!

 

Obraz może zawierać: 3 osoby, uśmiechnięci ludzie, ludzie siedzą i w budynku

Przez 85 lat moja Mama nie chorowała poważnie nie licząc zapalenia wyrostka robaczkowego i długo po tym, poważnej infekcji układu moczowego.

W młodszym wieku miała operację tarczycy i to chyba wszystko, co związane było ze służbą zdrowia.

Serce jak dzwon!

Myślała, że jest mocna i niezniszczalna, bo w zasadzie taka była, aż zjawił się rak -niespodziewanie.

Do końca, nawet leżąc już w łóżku broniła się z całych sił przed śmiercią i wciąż myślała, że się jej nie da i ona Jej nie pokona, bo przecież tyle razy dała radę.

Będąc już w agonii nagle się podniosła i złapała moją Córkę za sweter, aby dać kolejny raz sprzeciw zbliżającej się śmierci.

Nie chciała odchodzić za żadne skarby i tak bardzo się tego bała, że pielęgniarka widząc jej proces odchodzenia powiedziała, że czegoś takiego nigdy w swojej pracy nie widziała.

Zawsze czułam, że Ona odejdzie w jakąś ważną datę dla rodziny, albo w jakieś ważne święta w kalendarzu.

Była chora i myślałam, że może odejdzie w Wigilię, a potem, że może w Nowy Rok.

Potem, że może w swoje urodziny, albo w moją rocznicę ślubu, ale nie!

Odeszła w urodziny mojej Wnusi, bo tak zawsze pilnowała dat, aby nie zapomnieć o nikim i zrobić choć malutki prezent ze swojej niewielkiej emerytury.

Te ostatnie dwa lata Jej choroby upłynęły mi dosłownie na „pstyk” i nawet nie wiem kiedy dosłownie.

Wszystkie dni zlały się w jakąś całość, tak jakby w jeden dzień i nie pamięta się, co było przedtem i ile razy odgrzewało się dla Niej obiad i ile razy podało pić, zmieniło się pampersa.

Stanęłam tak dziś nad Nią, kiedy już nic nie czuła i się zapadłam w sobie, bo zdałam sobie sprawę z tego, że już nigdy nie zaniosę Jej  ulubionego rosołu!

Wiem jedno, bo siebie znam, że będę pamiętała tę chwilę, kiedy stało się, że już nigdy  nie porozmawiamy o polityce, którą się interesowałaś żywo i nigdy już nie zjesz mojej galarety,  którą chwaliłaś.

Zawsze Ciebie kochałam, choć obie byłyśmy oszczędne w wynurzeniach, bo słowo kocham prawie nie padało z żadnej ze strony.

Przez te dwa lata przeczołgałaś nas wszystkich i wystawiłaś na próbę i nas bardzo zmęczyłaś i do końca swojego życia będę się zastanawiała po co?

Koniec, finito i jakoś trzeba się pozbierać i jakoś trzeba żyć dalej, choć wiem, że nie jeden raz z policzka spłynie łza.

Żegnam Ciebie moja ukochana Mamo!

 

 

Mama czekała na wiatr, co rozgoni

Ciemne skłębione zasłony

Stanęła dzisiaj na „RAZ!”

Z Bogiem – twarzą w twarz. 

11.50 / 01.02.2019 [*]

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, niebo, drzewo, roślina i na zewnątrz

Żałoba

Obraz może zawierać: 7 osób, tekst

 

Urodziłam się w Gdańsku – Oliwie i dlatego, to miasto jest mi bliskie, choć byłam w nim tylko raz, bo los zepchnął mnie bliżej granicy zachodniej.

Kiedy w dokumentach pisałam miejsce urodzenia, to zawsze roznosiła mnie duma, że to w Gdańsku się właśnie urodziłam – w mieście powstania „Solidarności”.

Zamordował szaleniec bestialsko Włodarza tego, jakże pięknego miasta – Pawła Adamowicza – Ojca, Męża, Prezydenta..

Człowiek, który miał świra na punkcie tego miasta i tak dużo dla niego zrobił, a miał plany na więcej, zginął z rąk polskiego terrorysty, który nauczył się jak skutecznie zadawać ciosy nożem.

Matka mordercy ostrzegała organa, że jej syn jest niebezpieczny, bo miał chore wizje, ale w Polsce procedury są tak nieprecyzyjne, popsute przez Ministra Sprawiedliwości, że nikt się ostrzeżeniem nie przejął i stał się dramat.

Za rządów tego nierządu można z powodzeniem wieszać zdjęcia polityków na szubienicy, publikować akty zgonu i można maszerować z gestem – Heil Hitler i w obecnym czasie tym ludziom nie spadł włos z głowy, bo ten rząd daje przyzwolenie na te draństwa.

Zamordowanego Prezydenta żegnał cały Gdańsk nie godzący się na tę zbrodnię.

Zamordowanego Prezydenta żegnali normalni, zdrowi na umyśle Polacy, których ta zbrodnia przeraziła i odebrała im oddech, a pojawił się wielki, wielki smutek i ból.

Siedzę z Mężem i śledzimy uroczystości i chlipiemy i nie jesteśmy w stanie pojąć jak mogło do tego dojść.

Mój Mąż nawet płacze więcej, bo solidaryzuje się z Prezydentem, gdyż tak samo kocha ludzi i ogromnie lubi im pomagać!

Jesteśmy w wielkim współczuciu dla Rodziny Prezydenta i gdańszczan.

Polska Policja pod rządami tego nierządu jest tam, gdzie wychodzą ludzie z białymi różami, a zabrakło jej by choć minimalnie ochraniać WOŚP, a więc po co Polsce taka Policja upolityczniona.

To wasza wina PiS-e, że mając wszystko w łapach sprawiliście, że Polska jest krajem niezabezpieczonym i wrogim zwykłym Obywatelom.

Wiedziałam, że na pogrzeb Prezydenta przyjdzie wielu mieszkańców miasta, ale nie spodziewałam się takiego zrywu Polaków udręczonych tą straszną zbrodnią.

Podobno dziś żegnało Prezydenta 53 tysiące ludzi! Ogromna siła, ogromna moc i wiele łez, oraz zadumy i bólu.

W tym kondukcie żałobnym szli też ludzie, których przekupiliście 500+, a więc sami widzicie, że to przestało działać i ludzie przejrzeli na oczy!

Siedzicie tam politycy PiS i trzęsiecie gaciami, bo ten mord zabrał wam suwerena, który nigdy nie zagłosuje na was, a ilu jest nas milionów, że was nienawidzą za to, że z Polski zrobiliście kraj nienawiści i wzbudziliście w psychopatach mordercze instynkty.

Na was głosowało zaledwie 5 milionów Polaków, a reszta tj. – 35 milionów dziś opłakiwało mord na dobrym człowieku, który służył Polsce!

Przyjdzie wam za to zapłacić, a to będzie tak, że postawi się was przed sądy, bo za winy należy się kara i wy już o tym wiecie!

Przez trzy lata zastanawiałam się nad tym, co musi się w Polsce wydarzyć, by odsunąć ten nierząd od władzy i stał się ten mord.

To będzie wasz gwóźdź do trumny – jesteście już politycznym trupem.

To dziś uwolniło się dobro od ludzi i bezinteresowne działania, bo czytamy:

Zadzwoniła teściowa z Gdańska. Człowieku, który masz warsztat w okolicach Europejskiego Centrum Solidarności i przez cały wczorajszy dzień rozdawałeś gorącą herbatę ludziom czekającym na zimnie, by pożegnać Prezydenta. Ukłony w pas dla Ciebie!

BĄDŹMY DLA SIEBIE BLISCY BO NAS ROZDZIELAJĄ
Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają
I co chwila nam ziemia pęka pod stopami
A te okrawki
Kraju na którym stoimy 
Z hukiem od siebie w ciemność odpływają

Bądźmy dla siebie bliscy kiedy się boimy
Gdy byle kamyk może poruszyć lawiny
Bądźmy dla siebie bliscy kiedy ciemne góry
Odpychają nas nagle swoim ciałem zimnym

Bądźmy dla siebie wierni kiedy rosną mury
Bo tyle w nas jest siebie ile ciepła tego
Które weźmiemy od kogoś drugiego
A drugi od nas weźmie i w sobie zatai

Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają

Ernest Bryll

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, noc i tłum

To ten rząd jest odpowiedzialny za mord w Gdańsku!

Znalezione obrazy dla zapytania kaczyński w sejmie

Ostrzegam kochanych blogerów, że nie jesteśmy bezpieczni w sieci, bo jesteśmy czytani przez naprawdę różne osoby i w związku z tym narażeni jesteśmy na donosy na Policję i Prokuraturę.

Ta tendencja wzrosła po mordzie na Prezydencie Gdańska, zabitego na oczach Narodu Polskiego i czytajcie:

Lila's Avatar
Stały bywalec
Zarejestrowany: Feb 2007
Miasto: Polska
Posty: 46 695
Domyślnie

Cytat:
Polska Policja
‏@PolskaPolicjaW ostatnim czasie odnotowujemy większą ilość nieodpowiedzialnych
wpisów w sieci odnoszących się do różnych osób z różnych środowisk i opcji.
Apelujemy o rozwagę i odpowiedzialność‼️Nikt w sieci nie jest anonimowy. Działamy w każdym przypadku konsekwentnie.

Nareszcie.
Zgłaszać tych co obrażają polskich polityków,
także na blogach i fb.
A tam będzie duuuużo pracy.

Wiem, że mojego bloga owa Lila czyta, ale akurat tej osobie nie będzie się chciało, ale czytają nas inni i jest w gronie tych ludzi wiele osób mściwych i żądnych sensacji!

Dlatego uważajcie na słowa w swoich wpisach blogowych, bo robi się coraz groźniej i zwykły, szary człowiek może być w każdej chwili wezwany.

Ja to już przeżyłam, kiedy Policja zapukała do mojego domu i skonfiskowała mi komputery i dlatego Was ostrzegam, abyście ważyli każde słowo.

Po śmierci Prezydenta Gdańska lawinowo wzrośnie liczba sygnalistów i donosicieli, którzy będą donosić z podaniem nazwy bloga, profilu na Facebooku, linku i tak dalej!

Dorastałam w czasach PRL-u i nawet wtedy nie stosowano nienawistnego języka w stosunku do Narodu, a  upłynęło zaledwie 3 lata rządów PiS i ja jako Polka i Wy jako Polacy zostaliśmy znieważeni przez partię rządzącą do granic niewiarygodnych -czytajcie niżej!

Zamordowano Prezydenta Gdańska i można zadać sobie pytanie dlaczego do tego doszło?

Doszło dlatego, że ludzie młodzi „Wszechpolacy” wystawili Prezydentowi Gdańska  -akt zgonu.

Dlatego doszło do tej zbrodni, że młodzi ludzie ośmieleni słownictwem partii rządzącej w głowach tworzą sobie zbrodnicze wizje i zabijają.

Ja jestem Polką z krwi i kości i tak wychowałam swoje Dzieci i nigdy nie wkładałam im do głowy, że Polska, to jest złe miejsce do życia. Nigdy!

Jednak współczesna młodzież, kiedy czyta jak poniższe – zabija z premedytacją i nienawiścią.

Nagle przez 3 lata dowiedziałam się, że jestem:

rowerzyści, wegetarianie, absolutny establishment, łże-elity, ciemny lud, lemingi, element animalny, ukryta opcja niemiecka, element antypatriotyczny, nie-naród polski, mający krępującą przeszłość, ci, którzy utracili władzę, przywileje i wpływy, ludzie finansowani przez żydowską finansjerę, odspawani od stołków, ludzie którzy mają niesprawne głowy, ludzie posiadający gen zdrady, nie naród polski, popiskujący, nie mający nic wspólnego z tradycyjnymi, polskimi wartościami, ludzie oderwani od koryta, ci którzy w ostatnim czasie wiele stracili, uprawiający politykę wstydu, gestapowcy, obrońcy korupcji, gardzący polskością, dzicz, faszyści, komuniści i złodzieje, oszuści, kolaboranci, konfidenci, targowiczanie, zdrajcy, oprawcy z UB, gorszy sort, ubeckie wdowy, lewackie świnie, esbeki, hołota, zwyrodnialcy, koderaści, kodomici, lewaccy ekoterroryści, element animalny, Targowica, łotry, lumpy polityczne, awanturnicy, bojówki KOD, mordy zdradzieckie, kanalie, kawiorowe protesty, establishment, wymuskane twarzyczki, lewaki, zdrajcy, ubeki, esbecy, UBywatele ubeckie wdowy, mainstream, bolszewicy, grupa ludzi w Polsce, którzy nie cieszą się z tego, że Polska jest niepodległa, broniący „układu”, donosiciele, szmalcownicy, bydło, swołocz, konfidenci, ścierwo ubeckie, folksdojcze, warchoły, hałastra, chuligani, ludzie pragnący by Polska stała jak najniżej, ci którzy się dali uwieść propagandzie, otumanieni, depczący wszystko co dla Polaków święte, ci, którzy utracili władzę, przywileje i wpływy, ludzie finansowani przez żydowską finansjerę, świnie, łajdaki, mendy, kreatury, ci którzy stoją tam, gdzie stało ZOMO, ubeckie szmaty, resortowe dzieci. lewactwo.
10 listopada 2017
Marszałek Joachim B. prosił o przykłady kiedy posłowie PiS zachowywali się niegrzecznie.
Proszę bardzo. Tak na szybko. Łącznie z jego własnymi.
– Ty głupku, zjeżdżaj stąd. – Ryszard Terlecki, PiS
– Ty pajacu! – Ryszard Terlecki, PiS
– Gościu, chcesz się doigrać? – Iwona Arent, PiS
– Dzieckiem się zajmij, kobieto! – Beata Mazurek, PiS
– Tak naprawdę zebrał się zespół kolesi…- Beata Mazurek, PiS o sędziach Trybunału Konstytucyjnego
– Dyktatura kobiet! – Marek Suski, PiS
– Sejmowi chuligani, Schleswig-Holstein typu Deutschland. – Krystyna Pawłowicz, PiS
– Nie drzyj się! – Krystyna Pawłowicz, PiS
– Zjeżdżaj stamtąd, Rysiek! Won! Zjeżdżaj już! – Krystyna Pawłowicz, PiS
– Zamknijcie mordy, tak jak prezes powiedział, zdradzieckie mordy. – Krystyna Pawłowicz, PiS
– Spierdalaj. – Krystyna Pawłowicz, PiS
– Zapraszam Cię na solo bydlaku! – Dominik Tarczyński, PiS (do Lecha Wałęsy)
– Zamknąć gęby! – Dominik Tarczyński, PiS
– Won! – Dominik Tarczyński, PiS
– Komuniści i złodzieje. – Joachim Brudziński, PiS
– Ten lubelski błazen… – Joachim Brudziński, PiS
– Od jednego śmiesznego posła usłyszałem… – Joachim Brudziński, PiS
– Jeżeli to jest naród, to rozumiem, że to jest ten naród, który miał krępującą przeszłość w SB i UB. Ale to nie jest naród polski. – Żalek
– Mam apel do tej części sali lewej, żeby opanowała chamstwo lewackie swojej przedstawicielki, która bez obrażania kogokolwiek nie potrafi po prostu mordy swojej otworzyć. – Krystyna Pawłowicz
– Zamknij się, targowico! – Krystyna Pawłowicz
– Nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata! Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami! – Jarosław Kaczyński, PiS
– Jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami, w przeciwieństwie do niektórych. – Jarosław Kaczyński
– To my jesteśmy ludźmi pierwszej kategorii. – Andrzej Duda
– Olać to mogę twoją matkę. – Dominik Tarczyński
Uzupełnione o kilka wypowiedzi tzw. dziennikarzy i tzw. satyryków:
– Właśnie widziałem w tv p. Annę Dryjańską. Ty wyjątkowa czelność że pyskuje pod domem Jaro, sama jest zdeformowana a jednak ją mama urodziła – Ziemkiewicz
– Ładne laski idą na dyskotekę, a brzydkie, których nikt nie chce bzykać, to idą na demonstracje. I mówię: ta? O Jezus, o Boże. Tak stałem i myślałem i doszedłem do wniosku: kto to rucha? Doszedłem do wniosku, że nikt. I dlatego idą w tej manifestacji. – Roman Sklepowicz
– To są ameby, sklonowane owce, które porównują Marsz Niepodległości i banda skończonych jełopców śmie porównywać marsz patriotów z spędem feminazistek, z jakimś dziadostwem intelektualnym. Wieszakowate pasztety z wąsem. – Marcin Rola.
– Jego naturalne środowisko ekologiczne to wszy, mendy, gnidy, pluskwy, muchy plujki, żuki gnojniki. I to jest również jego elektorat. – Jan Pietrzak
– O ciągnięciu Pani pewnie wie lepiej ode mnie – Ryszard Czarnecki
– Podczas II Wojny Światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein. – Czarnecki

Moje światełko dla śp. Prezydenta Gdańska – łzy leją się strumieniami z oczu moich i Męża!

Nie potrafimy się pogodzić z tym mordem!

Obraz może zawierać: świeczki i w budynku

 

http://wyborcza.pl/7,95891,24241265,barbarzynstwo-i-grubianstwo-czyli-kto-szarancza-wojuje-od.html

Nie powinno się odchodzić 1 listopada!

Myślałam że zawsze będziemy młodzi, że świat poczeka. Nic nie poczekało.. Nie odkładajcie na później ani piosenek, ani egzaminów, ani dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości. (Agnieszka Osiecka)

1 listopada to jest takie święto, że spotykamy się ze swoją rodziną mieszkającą z dala od nas i nie tylko przy grobach, ale jakże często przy wspólnym stole.

Ugotowałam obiad dla moch bliskich, którzy zjechali na groby, aby kolejny raz oddać im swoją pamięć, zapalając symboliczne znicze.

Zapaliłam w domu świece na znak pamięci o bliskich, gdyż dziś nie wybrałam się na cmentarz, bo nie lubię tego tłumu i spotkania się z ludźmi, którzy przychodzą na cmentarz raz w roku, aby się pokazać. Nie znoszę hipokryzji, bo ja swoich umarłych noszę w sercu cały rok.

Pójdę jutro, kiedy rozjadą się samochody i zniknie tłum i tak w ciszy Zaduszek, będę odwiedziała groby i sobie nad nimi powspominam i podumam.

Miałam pójść na cmentarz wieczorem, który pośród ciemności wygląda zjawiskowo, ale zauważyłam u siebie fobię przed wyjściem z domu w ciemności.

Tak mam na stare lata, że tych fobii mam coraz więcej, z którymi staram się walczyć, ale tym razem poległam.

Poprosiłam Męża, aby poszedł wieczorem na cmentarz i zrobił mi kilka zdjęć, bo okropnie, pięknie cmentarze wyglądają wieczorową porą.

Wyposażyłam Męża w aparat i nastawiłam na funkcję – nocą, a za chwilę odebrałam telefon od Męża, który płakał mi w słuchawkę.

Właśnie wieczorem, na cmentarzu otrzymał wiadomość, że umarł Jego najbliższy przyjaciel na zawał – w takim dniu! Był w pracy i sobie umarł! 😦

W moim domu pali się świeca za kolegę Męża, który był młodszy od niego.

Mamy w sercu żałobę, bo nie powinno się umierać 1 listopada?

Nigdy nie wiemy, kiedy widzimy się i rozmawiamy  z kimś ostatni raz.

Darku żegnaj! Wspaniały przyjacielu mojego Męża!

Rodzinie, którą znam składam najszczersze kondolencjie z pytaniem – dlaczego tak wcześnie!

Obraz może zawierać: noc, niebo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: noc, niebo i na zewnątrz

 

Nigdy nie jest dobra pora na odchodzenie, a w maju, to już wcale!

Zdj ?? cie użytkownika Artur Szuba.

Przychodzimy na ten świat, niewinni i czyści jak biała kartka papieru.

Wchodzimy w dorosłość i zaczynamy walczyć!

Wychodzi to czasami lepiej, a czasami gorzej.

Bywa  tak, że trzeba walczyć z plotkami, szantażem, oszustwem, nieszczerością i się martwimy  i mamy żal do losu – dlaczego?

Życie, to jest wieczna walka z kimś, albo z czymś i mało komu udaje się przebrnąć jak po różanych płatkach.

Każdy z nas miał przykre sytuacje, które go niszczyły i doprowadzały nawet do depresji i samobójstwa!

Optyka patrzenia na wszystko się zmienia, kiedy zapadamy na najgorszą chorobę, czyli raka.

Wówczas zaczynamy walkę o siebie i wszystko inne idzie precz.

W małych miasteczkach nic się nie ukryje.

Cztery godziny temu dowiedziałam się, że  mój osiedlowy znajomy odszedł, który zachorował w tym samym terminie jak moja Mama.

Mama nie zgodziła się na leczenie chemią, bo czuła, że ​​ta chemia Ją zabije i jest ciągle z nami.

Mój sąsiad – zaledwie 50 letni, przyjął bardzo szybko chemię i potrzebował dużo pieniędzy i sama brałam udział w akcji charytatywnej na jego  leczenie.

Mój sąsiad,  to nie byle kto, bo artysta, muzyk i poeta.

Zachorował i jeździł ze szpitala do szpitala w całej Polsce.

Przyjął hektolitry tego świństwa.

I tu powstaje pytanie, czy?

Czy koncerny znają sposób na leczenia raka, ale to ukrywają?

Ludzkość lata w kosmos, a nie opracowała tej pory skutecznego leku na raka i jaka jest prawda?

Czy ktoś nas oszukuje i ciągnie z ludzkości ogromną kasiorę!

Mój sąsiad odszedł, ale pozostawił po sobie teledyski i swoją poezję, bo człowiek musi coś po sobie zostawić, bo to świadczy o tym, że życie przeżyliśmy z sensem.

Warto zostawić swoje myśli, spisane na blogu chociażby,  dla bliskich, dla rodziny i dlatego ja piszę bloga!

 

Jego muzyka!

Mój sąsiad miał dane wsparcie w Rodzinie i jej składam swoje kondolencje i życzę siły w żałobie!

Jego wiersz!

moje palce
jak najdelikatniej
wspinają się
po udach twoich
powoli
powolutku coraz wyżej
po brzuchu
po piersiach
do ust drżących
nie śpieszą się
by nie spaść
by zdobyć
szczyt niezdobyty
Rytuał

 

Nikt nie powinien umierać na wiosnę!

29 kwietnia 2018 roku, w godzinach porannych dotarła do mnie wiadomość z dobrego żródła, że odszedł od nas – nasz Starosta!

Od razu na swoim fan – page poinformowałam naszych mieszkańców i z okolic, że oto bardzo niespodziewanie w mieście będziemy mieli żałobę.

Informacja ta dotarła do mieszkańców bardzo szybko i na dzień dzisiejszy mam ponad 9 tysięcy odsłon mojej informacji.

Nasz Starosta, to był człowiek bardzo prawy i pojawiło się sporo komentarzy pisanych z wielkim smutkiem i z kondolencjami dla rodziny.

Nie powinno się tak wcześnie umierać, gdyż nasz Starosta był stosunkowo młodym człowiekiem, ale jak to się mówi – choroba nie wybiera i zbiera swoje żniwo!

Pogrzeb odbył się wczoraj z uroczystym wyprowadzeniem trumny z kościoła i z przejściem kondutu ulicą główną, a ludzi była cała masa i wszyscy smutni i w żałobie.

Nie byłam na pogrzebie, gdyż miałam dyżur u mojej chorej Mamy.

Na pogrzeb wybrał się mój Mąż i oboje ubolewamy, że coraz częściej zakłada garnitur na pogrzeby, aniżeli na wesela. 😦

Kiedy pracowałam w Urzędzie Miasta, to Pan Adam, jako zastępca Burmistrza podpisywał dość często moje dostarczone dokumenty i odbierałam go jako bardzo miłego i uśmiechniętego człowieka.

Potem  został Starostą i był lubiany przez naszą społeczność, bo to czytałam w komentarzach, gdzie ludzie wyrażali swój żal.

W związku z tak przykrym zdarzeniem w mieście odwołano wszelkie imprezy rozrywkowe i w ciągu tych majówkowych dni byliśmy wycieszeni.

Właśnie kończy się majówka i moje dzieci się rozjechały, a ja z Mężem wybraliśmy się w teren, aby nasycić się kolorami pięknej wiosny.

Dopiero dziś zobaczyłam jak cudnie jest na świecie i nie mogłam się nadziwić, że w końcu wiosna na zachodzie wystrzeliła wprost i wszystko na nowo odżywa.

Drzewa owocowe kwitną na różne kolory, a także w końcu zakwitły bzy i kasztany, a na polach na żółto kusi rzepak – jest cudnie i w takim czasie nie powinno się umierać.

Troszę pobawiłam się opcjami mojego aparatu, bo wciąż się uczę.

Mąż zerwał mi do wazonu kiście bzu jako w „Nocach i dniach”   Józef Toliboski rwał nenufary. 😀

„Wiosna w połowie więc plany na maj:

  1. Kupić wazon.
  2. Zerwać bez.
  3. Wstawić bez w wazon.
  4. Patrzeć.

Niczego więcej od siebie nie wymagać.” 

Opiszcie ja spędziliście te ważna dla Polski dni!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

 

 

„Jesteś moją kokainą. Planetą mocy bez dna”! – Soyka

Celebryci, ci prawdziwi – z osiągnięciami artystycznymi w tym roku odchodzą hurtowo!

Tak się zastanawiam dlaczego odchodzą w tak młodym wieku i często nie dożywają prawdziwej starości?

Mają wszystko, bo mają sławę, uwielbienie fanów, wielkie pieniądze, domy, jachty, samoloty, baseny i stać jest ich praktycznie na wszystko najwartościowsze na tym świecie, a jednak są ludźmi nieszczęśliwymi.

Wpadają w narkotyki, by się napędzać. Wpadają w alkoholizm, by poradzić sobie ze sławą i odchodzą dużo za wcześnie.

Pewnie jest to nieumiejętność radzenia sobie ze sławą i przez używki uciekają od realnego życia i świata.

Zwykle kończy się to tragicznie i jak błyskawica obiega świat informacja, że już więcej dla nas nie zaśpiewa, nie zatańczy i nie zagra w żadnym filmie.

To wielka strata, kiedy przychodzi się rozstać z ulubionym wokalistą, czy aktorem.

Zawsze wyobrażamy sobie, że właśnie ci ludzie będą wieczni, a jakże często jest zupełnie inaczej, bo odchodzą niespodziewanie.

W święto Bożego Narodzenia odszedł od nas George Michael.

Lubiłam jego ciepły, chłopięcy głos i jego twórczość bardzo mi odpowiadała. 

Wielka szkoda! Miał zaledwie 53 lata. 

Heroina, kokaina zabiera ludzi z tego świata, gdyż serce w pewnym momencie się sprzeciwia. Nie daje rady!

 

https://www.youtube.com/watch?v=E8gmARGvPlI

Już jej z nami nie ma! :(

 Dziś – 29.09.2016 roku, o godzinie 15 odeszła na zawsze nasza Sunia „Diana”

Mimo intensywnego leczenia nie udało się. 😦

Jaka była?

Była jak prawdziwa księżna Diana. Pełna wyrozumiałości, cierpliwości, inteligencji, wyczucia. 

Dała nam wielkie pokłady miłości i radości.

W sercu pozostał smutek i szok, że choroba tak szybko nam ją zabrała.

Niech tam po drugiej stronie będzie tak samo szczęśliwa, a My będziemy mieli ją do końca naszych dni w pamięci.

Tak bardzo piesku Cię kochaliśmy.