Archiwa tagu: seniorka

Starzeć się trzeba z godnością!

„Niech nikt nie pozbawia mnie zmarszczek z czoła uzyskanych przez zachwyt nad pięknem życia, ani tych z moich warg, które pokazują, ile się śmiałam i ile całowałam, ani worków pod oczami – w nich jest pamięć o tym, ile płakałam. Należą do mnie i są piękne”

Meryl Streep

Obraz może zawierać: 1 osoba, zbliżenie

Bardzo spodobała mi się wypowiedź słynnej i bardzo dobrej aktorki, którą uwielbiam w każdym jej filmie.

Tak sobie pomyślałam, że mogłabym pomajstrować przy swojej twarzy, bo pieniądze by się znalazły, ale właściwie po co?

Mąż nigdy mi nie powiedział, że powinnam coś poprawić, zmienić, ostrzyknąć się i skoro podobam mu się taka jaka jestem i to jak się starzeję, to nie ma sensu nad tym się zastanawiać.

Pamiętam aktorki, które teraz są już seniorkami i były piękne bez tych poprawek.

Teraz w dobie medycyny estetycznej kobiety zamiast być naturalnie piękne mimo upływającego czasu, to się oszpecają.

Starzeć trzeba się umieć z godnością i każda zmarszczka ma swoją wartość i żeby nie było, to popieram delikatną ingerencję medycyny estetycznej, ale niektóre panie jak zaczną, to nie wiedzą kiedy skończyć i zamieniają się monstum, co widać na pierwszy rzut oka.

Pamiętam piękną Sofię Loren, czy też Claudię Cardinale, albo naszą cudowną Polę Raksę i wiele innych pań, które są piękne, bo są po prostu sobą!

Rozumiem, że można sobie coś poprawić, bo na przykład garbaty nos, czy wypełnić  delikatnie usta, ale każda przesada powoduje, że te wszystkie, zwłaszcza młode kobiety są do siebie podobne, jakby operował je ten sam chirurg.

Kobiety robią sobie nowe piersi i funkcjonują z tym sztucznym coś, kiedy te implanty często trzeba poprawiać, bo się przemieszczają i tu rozumiem plastykę piersi u kobiety, która pierś straciła z powodu raka, albo z powodów dysproporcji, co zakłóca kobiecie życie seksualne.

Podobno wszystkie kobiety są piękne, ale wiele jest niedoinwestowanych – tak się powiada.

Wiele kobiet  hurtem jadą do Tajlandii, aby w sposób urogający higienie, za małe pieniądze, robią sobie tam wszystko, a zaraz po zabiegu muszą sobie radzić same z bólem, a często z infekcją.

Czego to teraz kobieta nie zrobi dla siebie, aby wyglądać jak mumia z ostrzyknętą twarzą, z wystającymi policzkami, czy też nieruchomym czołem, co widać na poniższych zdjęciach.

 

Znalezione obrazy dla zapytania ostrzyknięte

 

Znalezione obrazy dla zapytania ostrzyknięte aktorki

Znalezione obrazy dla zapytania ostrzyknięte aktorki

 

Znalezione obrazy dla zapytania szulim ostrzyknięta

Znalezione obrazy dla zapytania siwiec ostrzyknięta

Reklamy

Ja też tak „kcem” :)

Jaka babcia, taka wnuczka
Profesjonalna makijażystka Tea Flego malując swoją babcię Livię, ściągnęła na siebie uwagę internautów. Jej konto na Instagramie śledzi  25 tysięcy osób. 🙂
Ja też tak „kcem” i może nie codziennie, ale na jakąś następną imprezę bym może była nie do poznania i by się dziwili, że osoba nie zaproszona się zjawiła ha ha.
       

Kochajmy starsze panie, panie :)

Wszystko się zaczęło od generałowej Jaruzelskiej, która podejrzewała swojego męża, już wiekowego o romans z gospodynią domową. Mówiła w brukowcach, że jej mąż to jest Amoroso i ona się z nim rozwiedzie. Nie zdążyła, bo generał Jaruzelski zmarł.

Druga generałowa Kiszczakowa stała się na naszych oczach najdroższą szafiarką w Polsce, która za 90 tysięcy chciała opylić papiery i tu podkreślam, że nie tylko na Wałęsę. Poczuła wiatr w żagle i kiedy generał Kiszczak zmarł – to ewidentnie zaszalała i kto wie, ale może zmieniła bieg historii polskiej.

I tu dochodzimy do innej starszej pani, która za czasów naszej młodości umilała nam telewizyjny czas. Była śliczna i miło się ją odbierało, a teraz kiedy Kurski robi telewizję Narodową, to pani Wander zapragnęła powrotu do telewizji. Twierdzi, że skoro ma burzę, swoich włosów i wciąż swoje zęby, to chętnie przyjmie propozycję, by na nowo zaistnieć w telewizji. 😀 Pani Wander jest zapewniana przez znajomych, że wciąż wygląda świetnie. Ja bym radziła, aby znajomych zmieniła na bardziej szczerych. 😀

Jednym słowem nigdy nie wiadomo, co kobiecie na starość do głowy przyjdzie. 😀 Aż się boję o siebie. 😀

Bogumiła Wander też chce wrócić do telewizji. „Znajomi mówią mi, że dobrze wyglądam!”

 

 

 
Nowi szefowie TVP postanowili powrócić do kilku pomysłów sprzed lat, które, ich zdaniem, sprawdzą się w nowej, „narodowej” telewizji. Po latach przerwy mają zostać przywrócone takie programy jak magazyn kulturalny PegazTeleranek oraz popularnonaukowa Sonda. Toczą się także negocjacje w sprawie powrotu Wielkiej Gry, jednak prowadząca program Stanisława Ryster odmawia, w obawie, że program będzie robiony byle jak.

Swoją szansę w odświeżaniu starych formatów dostrzegła też dawna prezenterka Bogumiła Wander. Mimo że skończyła już 72 lata, szykuje się do powrotu na antenę.

Nie utyłam, nie mam braków w uzębieniu i wszystkie zęby mam swoje – reklamuje się wFakcieGęste włosy też są moje. Nie mam sklerozy, dobrze się czuję. Przyjaciele i znajomi powtarzają mi, że dobrze wyglądam. Nie czuję się ograniczona wiekiem.

Wander pracowała w TVP od 1970 roku. W 2002 roku złożyła wymówienie, bo czuła się odsuwana na boczny tor. Jak zapewnia w Fakcie, nie straciła kontaktu z telewizją, więc na pewno szybko przypomni sobie dawne obowiązki.

Często bywam w telewizji śniadaniowej jako gość – wyjaśnia w tabloidzie.

Myślicie, że uda jej się jeszcze wrócić do TVP?

 

 

 

Co Senior może zrobić jeszcze dla świata?

Dzisiaj zastanowię się nad tym, co dzieje się z seniorem odchodzącym na emeryturę, albo na rentę zdrowotną z jakiś tam przyczyn. Emerytura, to wiadomo, że kończy się pewien etap w życiu i czas przejść na nią  -wyczekiwaną bardziej, lub mniej.

Piszę o seniorach, bo jest to blog bardziej dla seniorów,chociaż i młodzi zaglądają. Obiecujemy sobie, że na wytęsknionej emeryturze nadrobimy wszystkie swoje marzenia i oddamy się im bez reszty. Inaczej jest z seniorami odchodzącymi z powodu renty, bo choroba nie wybiera i w związku z nią są pewne ograniczenia zdrowotne. Wszystkim, którzy już nic nie muszą, marzy się spełnienie tego na co nie było czasu. Oto jesteśmy wolni i nie musimy już każdego poranka wstawać i pędzić do pracy, mniej lub bardziej lubianej.

Obiecujemy sobie, że zapełnimy  swój czas i jedni chcą wreszcie pisać wiersze, a jeszcze inni chcą napisać powieść, albo oddać się ulubionemu malarstwu. Inni kochają swoje ogrody i od wiosny znikają na nich, a więc sadzą i pielą oraz uprawiają kwiaty i warzywa.

Długo by tu wymieniać i mimo tego, że w pracy miało się znajomych, którzy obiecywali, że nigdy nie zapomną i będą chociaż dzwonić, to po pewnym czasie te telefony milkną i zostajemy sami. Próbujemy odświeżać znajomości, ale z czasem i my się poddajemy. W końcu zadajemy sobie pytanie – co ja mogę jeszcze z siebie dać dla siebie i dla świata, by o mnie pamiętali.

Jedni idą w wolontariat, inni w podróże, jeśli oczywiście finanse pozwalają i zdrowie. Jeszcze inni zapisują się do różnych kółek zainteresowań, oczywiście jeśli takie w ich miejscowościach funkcjonują, ale duża grupa siedzi w Internecie.

Piszą na forach i wiem to na pewno, że całe dnie siedzą w sieci i tak mija im każdy niemal dzień.

Co robić, aby nie dać zabić się samotności i co robić, by mieć chociaż w sieci z kim porozmawiać i nie czuć się wykluczonym i ja nie ukrywam, że kocham siedzieć w sieci.

Jestem z pokroju samotniczek i jeśli te telefony umilkły i nikt już nie pyta, o to jak ja się czuję i czy żyję, to musiałam zbudować sobie swój świat.

Mąż się śmieje, że zawsze zabieram ze sobą aparat fotograficzny, ale On nie zdaje sobie z tego sprawy, że robienie zdjęć moich okolic sprawia mi radość. Dopiero niedawno zrozumiał, że lubię robić zdjęcia i dlatego często zabiera mnie w plener, bym sobie cyknęła kilka ujęć. Chociaż w ten sposób pozostawię po sobie oprócz bloga – migawki tego, jak widzę ten nasz piękny świat w czterech porach roku. Niby nie wiele, a jednak mam dość dobrze hulającą swoją stronę na Facebooku i tak sobie myślę, że skoro sprawia mi to przyjemność i uśmiecham się, to jest już coś.

Tak jest – niby nie wiele, ale zawsze coś! Jak to z Wami jest na tej emeryturze? Podzielcie się swoimi przemyśleniami.

A może Seniorko zrobisz coś szalonego?

Bo z dziewczynami nigdy nie wie się, oj nie wie się, co jest dobre, a co złe, tak jakoś mówią słowa piosenki i jeszcze, że najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny, a jak jest naprawdę, jeśli chodzi o kobiety i tu przytaczam taką klasyfikację naszego całego życia, bo:

Kiedy ma 5 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi księżniczkę.

Kiedy ma 10 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi Kopciuszka.

Kiedy ma 15 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi obrzydliwą siostrę przyrodnią Kopciuszka: Mamo, przecież tak nie mogę pójść do szkoły!

Kiedy ma 20 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste, ale mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 30 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste, ale uważa, że teraz nie ma czasu, żeby się o to troszczyć i mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 40 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste, ale mówi, że jest przynajmniej czysta i mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 50 lat:
Ogląda się w lustrze i mówi: Jestem sobą– i idzie wszędzie.

Kiedy ma 60 lat:
Patrzy na siebie i wspomina wszystkich ludzi, którzy już nie mogą na siebie spoglądać w lustrze. Wychodzi z domu i zdobywa świat.

Kiedy ma 70 lat:
Patrzy na siebie i widzi mądrość, radość i umiejętności. Wychodzi z domu i cieszy się życiem.

Kiedy ma 80 lat:
Nie troszczy się o patrzenie w lustro. Po prostu zakłada liliowy kapelusz i wychodzi z domu, żeby czerpać radość i przyjemność ze świata.

Dopiero kiedy się ma 80 lat jesteśmy na tyle odważne, by założyć liliowy kapelusz i czerpiemy radość z życia, ale tak się zastanowić, to dlaczego nie wcześniej?

Ano chyba dlatego, że biegnąc przez życie z pracy do domu ten kapelusz w pośpiechu by nam po prostu spadał, a więc ubierałyśmy się na tyle bezpiecznie i wygodnie, aby wyglądać wśród ludzi, ale bez żadnej ekstrawagancji.

Jesteśmy na emeryturze i mogłybyśmy już poszaleć z modą, ale do diaska, aby zamienić się na starsze lata w kolorowego ptaka, trzeba mieć pieniądze, a druga sprawa i odwagę, a trzecia, to ja nie wiem gdzie takie kolorowe ciuchy kupić.

Polska to nie Paryż, ani żaden Nowy Jork i aby kupić oryginale ciuszki pewnie trzeba siedzieć mocno w sieci i je po prostu wyszukiwać.

W moim skromnym miasteczku Seniorki są bardzo zachowawcze i ubierają się latem w kolorowe bluzki, ale nie widziałam żadnej w kapeluszu, czy z fantazyjnie zaplątaną apaszką. My polskie Seniorki lubimy klasykę i modę bardzo bezpieczną, aby nikt palcami nas nie wytykał, że się staruszka wymodziła niestosownie i poszła tak ubrana do kościoła.

A na świecie starsze Panie szaleją, szaleją  jak kolorowe planety i preferują modę odważną. Malują włosy na róż, albo zieleń pod kolor paznokci. Zakładają dużo, mocnej biżuterii i w ten sposób podkreślają, że jeszcze nie umierają i nie mają takiego zamiaru.

Cudne to jest i odważne to jest, ale jak wcześniej napisałam, trzeba mieć na te wszystkie ubrania i dodatki pieniądze, a gdy się ich nie ma, to szuka się ciekawych ciuszków w lumpeksach, jeśli chce się wyróżnić z tłumu.

Ja jestem Seniorką zachowawczą i nie lubię się wyróżniać, ale nie mam nic przeciwko, jeśli w moim mieście pojawi  się taki kolorowy ptak, w wieku 60+. Chętnie bym jej zrobiła zdjęcie i wstawiła na bloga.

A jak jest z Wami Drogie Panie? Na ile jesteście odważne, by eksperymentować z modą?

Niech młodzi nie zabierają Babciom marzeń

Pani Jadwiga już miała przechodzić na zasłużoną emeryturę kiedy spadł na nią grom z jasnego nieba. Pewnego dnia zapadła diagnoza, że jej mąż Jurek ma raka jelita grubego i rokowania są niestety, ale bardzo słabe i lekarze nie dawali mężowi większej nadziei.

Postanowili walczyć z całych sił i jeździli po prywatnych lekarzach, a także uzdrowicielach, aby tylko choróbsko pokonać, ale niestety. Minęły dwa lata i mąż Jadwigi zmarł po morderczej walce.

Długo nie mogła się pozbierać, bo  tak się stało jakby ktoś odłączył Jadwigę od tlenu i oddychała na zwolnionych obrotach. Przeszła na emeryturę i nie wiedziała jak ma dalej pokierować swoim życiem, aby mogła się na nowo nim cieszyć. Szukała czegoś takiego, co było by balsamem na schorowaną i obolałą jej duszę.

Syn, jedynak pewnego razu zadzwonił i oznajmił jej, że jego żona, którą Jadwiga średnio lubiła jest w ciąży i tu zapaliło się Jadwidze światełko, że może to jeszcze nie narodzone dziecko stanie się dla niej ratunkiem.

I faktycznie tak było, ponieważ sama zaproponowała, aby synowa jak najszybciej wróciła do pracy, a ona zajmie się maleństwem, bo czuje się na siłach. Pani Jadwiga mimo zbliżającej się sześćdziesiątki trzymała się świetnie i była w dobrej formie, a więc opieka nad maluchem nie będzie stanowiła żadnego problemu.

Synowa przyklasnęła, bo każdy rok przerwy w pracy oddalał ją od wymarzonego awansu w szkole, a bardzo jej zależało, aby zrobić nauczyciela mianowanego i w związku z tym jej finanse znacznie by się poprawiły.

Kiedy urodził się wnuczek od razu się w nim zakochała i wzięła na siebie obowiązek pilnowania malucha, aby nie musiał chodzić do żłobka i nie łapał wszelkich wirusów od innych zakatarzonych maluchów. Wnusiu rósł jak należy i tak też się rozwijał, a Jadwiga doskonale radziła sobie z obowiązkami. Kiedy maluch spał, to gotowała dla syna i synowej obiad, aby zawsze po pracy mieli na stole  ciepłą strawę.

Nie dokładała się do rachunków, bo syn zawsze się z nią rozliczał, a więc była w stanie zaoszczędzić dla siebie trochę pieniędzy, bo najadała się razem z młodymi.

Mijały lata i się nie obejrzeli wszyscy, kiedy wnuczkowi trzeba było kupić wyprawkę do szkoły. Przyszła już pora na szkołę, a więc pewnego dnia Jadwiga zagadnęła, że w związku z tym nie będzie  już tak bardzo potrzebna i młodzi sobie dadzą już świetnie radę.

Kochała oglądać w telewizji programy podróżnicze i zawsze marzyła, aby zwiedzić jeszcze kawałek świata. Nie czekała długo na realizację swojego marzenia, bo wykupiła wycieczkę do Włoch, aby zwiedzić Rzym, a potem jeszcze Hiszpanię i Portugalię. Miała oszczędności, a więc nic nie powinno stanąć jej na przeszkodzie.

Zadzwoniła do syna, że właśnie się pakuje i za tydzień rusza w świat i oznajmiła, że jest tak bardzo szczęśliwa, że na stare lata spełni swoje marzenie.

Myślała, że syn się ucieszy razem z nią, ale tak się nie stało. Po godzinie wpadła do niej synowa z pretensjami, że chyba zwariowała, że chyba jej odbiło, bo ona wciąż jej potrzebuje, bo kto jej syna odprowadzi do szkoły i przyprowadzi i kto ugotuje im obiad skoro oni do domu wracają dopiero po 17, a więc niech sobie wybije z głowy te swoje urojone marzenia, bo jej miejsce jest przy wnuku i rodzinie i niech pokaże zaświadczenie od psychologa i psychiatry, że jest zdrowa na umyśle to będzie cud, bo stare kobiety siedzą w domu i mają obowiązek pomagania swoim dzieciom, a nie tam jakieś szlajanie się po świecie – wykrzyczała na jednym tchu.

Tak wrzeszczała na Jadwigę, że ta w końcu zwątpiła w swoje marzenie i prawie uwierzyła synowej, że faktycznie chyba jej odwaliło, że zachciało jej się wojaży. Bolało ją, że syn nie chciał się narazić żonie i nie chciał się narazić matce, a więc dziwnie zamilkł i schował się, bo chciał być niewidzialnym w tym sporze.

Minęła bezsenna noc i Jadwiga biła się z myślami. Nie potrafiła sobie wytłumaczyć, że w oczach swojego syna i synowej jest już wrakiem i nie wolno jej marzyć, a więc swoją wycieczkę nie odwołała, ale przesunęła na inny termin, co było dość trudne, ale się udało.

Poszła do psychologa prywatnie, za co zapłaciła 200 zł, ale za kilka dni rzuciła synowej przed oczy opinię, że jest całkowicie zdrowa na umyśle i pojechała tam gdzie sobie wymarzyła, a kiedy wróciła z poznanym panem z wycieczki była na nowo szczęśliwa, ale tym się młodym nie pochwaliła, a z ukochanym kupili działkę, na której przebywali od wczesnej wiosny, do późnej jesieni.

A młodzi? Poradzili sobie znakomicie.

 „Dorota Wellman (skończyła 54 lata): Nie wiedzieć czemu, mężczyznom wiek dodaje doświadczenia i mądrości. Kobietom wieku się nie wybacza”

„Najczęściej kobieta po 50-tce słyszy, że takiej jak ona „starej wiedźmie”, „starej pudernicy”, w najlepszym razie „dzidzi piernik” nie wypada tego, czy tamtego”

http://http://stylzycia.newsweek.pl/dyskryminacja-kobiet-w-polsce-polki-po-50-tce,artykuly,358571,1.html

Senior i Seniorka klika – często z psychiatryka!

Muszę po pewnych refleksjach i obserwacji napisać, że gdyby nie Internet, to nie miałabym zielonego pojęcia o wielu sprawach. Prawdą jest, że komputer podłączony do sieci, stanowi wielgachne okno na świat, przez które można zobaczyć nie tylko swoje poletko za domem, ale i inne krajobrazy i można wyczytać dosłownie wszystko.

Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę daną frazę i wyskakują linki, wiele linków i tym sposobem można wyczytać jak pozbyć się niechcianej plamy, jak wychowywać dziecko, jak pozbierać się po stracie bliskiej osoby itd. Wchodzimy do Internetu, aby sprawdzić jak objawia się depresja, czy też nerwica i wszystkie choroby świata. To pudełeczko powie nam wszystko, co w danej chwili nas interesuje.

Możemy posłuchać muzyki, obejrzeć film, ściągnąć dostępne programy do malowania i grafiki, czy też pograć z innymi w brydża, czy jakieś tam literaki. Można zapisać się na forum i wymieniać z innymi poglądy i tam zamieszkać na lata.

Kiedy poruszałam się w realnym świecie, bo z komputerem jestem jakieś pięć lat, wierzyłam w człowieka i jego ludzkie odruchy i zachowania. Byłam i jestem otoczona dobrymi i prawymi ludźmi, a jeśli miałam wrogów, bo któż ich nie ma, już dawno spisałam takie osoby na straty i wywaliłam z pamięci, jako prymitywy i zamknęłam rozdział.

Zmierzam do tego, że czytając np. na Facebooku komentarze tam zamieszone pod artykułem, czy felietonem, rzuca się w oczy obrzydliwe hejterstwo i gnój jaki można przeczytać. Włos się jeży na głowie, że ludzie potrafią być tak podli bez grama empatii i zrozumienia. Nie jest tak, że to tylko młodzież i gównażeria się tak zachowuje – oj nie!

Zachowują się też tak Seniorzy, których nigdy o hejt bym nie podejrzewała. Zachowują się jak świry w sieci i wylewają na wszystko swoje frustracje pomieszane z fekaliami i śmierdzi okropnie. Seniorzy się nienawidzą i skaczą sobie do oczu i wiecie co? Oni są gorsi od gimbazy, która nie ma jeszcze sprecyzowanych poglądów na życie i w dupsko im się jeszcze nie nalało. Jestem w stanie zrozumieć gówniarza, który nie ma pojęcia, co to jest prawdziwe życie, bo jeszcze go nie przeżył i dopiero zbiera życiowe doświadczenia, ale Senior?  Wydawałoby się, że Senior brzmi dumnie. Wydawałoby się, że życie nauczyło go wyrozumiałości, taktu i tych różnych życiowych mądrości, ale się bardzo zawiodłam i wiecie co? Ubolewam nad stanem umysłowym tych ludzi i zastanawiam się jacy byli, kiedy jeszcze pracowali i obracali się między ludźmi. Jacy byli, kiedy byli mężami i żonami i wychowywali swoje potomstwo. Jacy byli, kiedy trzeba było pracować między ludźmi i się z nimi komunikować z najróżniejszymi sprawami? Niepojęte, że na starość tak można się zmienić i dokopywać sobie wirtualnie. Niepojęte, że starość kiedy dopada człowieka zamienia go w wampira.

Moi drodzy czytelnicy. Nie generalizuję, że wszystkie starsze osoby takie są. Przecież czytam wiele blogów, fantastycznych blogów, prowadzonych przez Seniorów i sama należę do tej grupy, ale jest pewna grupa taka, która w sieci potrafi tylko zrzędzić, obrażać, kląć, wyzywać i mieszać z błotem i wiem, co piszę, gdyż z racji wieku poruszam się w rejonach, gdzie piszą w moim wieku i mogłabym tutaj wkleić setki, dosłownie setki przykładowych wpisów Seniorów – świrów, którym zamiast dowodu powinni zabrać dostęp do komputerów.

Nie zaśmiecę swojego bloga takimi wpisami, bo wstydzę się za ludzi w moim wieku. Niektórzy kwalifikują się, że ten i owa klika i – powinno się zamknąć ich  do psychiatryka i na tym zakończę brutalnie ten wpis. Zniesmaczona Ela!