Archiwa tagu: internet

Ja to mam szczęście, że w tym momencie!

Znalezione obrazy dla zapytania email

W sieci uczestniczę chyba z 10 lat.

Pamiętam kiedy kupiłam moim Córkom pierwszy komputer i to był taki monitor z dupką  jak telewizory i z małym ekranem.

Ten zakup był bardzo udany, bo przydał się choćby do pisania prac magisterskich i drukowania na własnej drukarce.

Kiedy Dzieci poszły na swoje, to ten sprzęt mi zostawiły i to wtedy uczyłam się serfować drogą prób i błędów. Byłam uparta i dałam radę założyć sobie skrzynkę pocztową.

Uczyłam się znaczeń – co to jest login, hasło, tag, blog i takie tam te wszystkie!

Sama założyłam sobie stronę na Facebooku i na Twitterze i w zasadzie jestem samodzielna, bo nawet jak mi się coś zepsuje w komputerze, to często sama sobie radzę z naprawą.

Nauczyłam się wstawiać zdjęcia i pojęłam, co to jest hosting.

Na samym początku surfowania myślałam, że ludzie w sieci są szczerzy i dobrzy, ale potem dostałam boleśnie w twarz.

Zaufałam trzem kobietom na komunikatorze Gadu – Gadu i napisałam o sobie za dużo, za szczerze, co wkrótce odczułam bardzo boleśnie!

Dostałam lekcję na całe życie, że nie powinno się w sieci pokazywać wszystkiego ze swojego życia.

Te kobiety okazały się zwykłymi kanaliami i choć ja też sporo o nich wiem, to nigdy tego nie wykorzystałam przeciwko, bo tak nie wolno!

Dostałam kolejną, bolesną lekcję życia, ale w tym nieszczęściu znalazłam wielkie szczęście.

Czytałam na jedym z forum wypowiedzi pewnej kobiety i Ona mnie zafascynowała swoją szczerością i prawdomównością.

Zaczepiłam Ją, choć należę do osób bardzo nieśmiałych, ale zrobiłam bardzo dobry ruch w sieci!

Piszemy ze sobą przez pocztę i codziennie wymieniamy ze sobą po dwie wiadomości, a trwa to już chyba 3 lata – i tak codziennie.

Mogę śmiało napisać, że jest moją przyjaciółką, choć nigdy nie widziałyśmy się w realu! – Nigdy!

Nasza korespondencja, to kilka zdań o tym, co się u nas dzieje i zawsze mogę na Nią liczyć i myślę, że Ona na mnie także!

Nie od razu kogoś nazywam przyjaciółką, ale nasze szczere pisanie sprawia, że odnalazłam w sieci diament.

Zawsze mogę na Nią liczyć i zawsze mnie wesprze, a ja staram się Ją.

Kiedy mam teraz chorą Mamę, to mam w Niej ogromne wsparcie.

Połączyły nas bardzo podobne doświadczenia życiowe i jesteśmy na tym samym etapie wiekowym i za to dziękuję losowi, że przyjęła moje zaproszenie do korespondencji.

Napiszę jeszcze coś, co mnie ogromnie cieszy!

Tak bardzo się bałam, że utracę swojego bloga na Onet i nie umiałam go długo przenieść na WP!

Uparta jestem i się udało i nie żałuję, bo tu poznałam wspaniałych ludzi, z którymi wymieniam komentarze i tak dziękuję Stanisławowi, Gabuni, Tatulowi, Teresie, Czarownicy, Elżbiecie i wielu, wielu innym, że tworzymy fajną społeczność i się nawzajem czytamy.

Motto: Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło!

Pozdrawiam wszystkich i Tobie „A” będę dozgonnie wdzięczna za wszytko, co dla mnie robisz.

O Bogowie – bloga piszę już 5 lat i kiedy to minęło?

Mojej kochanej „A” dedykuję piosenkę. 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Złość, łzy i wzruszenia!

 

Mój dzisiejszy dzień się rozpoczął o godzinie ósmej i w te pędy do łazienki wziąć prysznic i szybkie się ubieranie oraz pakowanie drobiazgów – modemu do laptopa, okularów, komórki i kluczy i sybko do chorej Mamy.

Nie będę opisywała Jej stanów, bo kto miał styczność z chorą osobą na raka w najwyższym stadium, to wie jak to wygląda.

Kiedy Mama troszkę podypia, to odpalam laptopa i buszuję  po sieci.

Zaczęłam przeglądać Facebooka i natrafiłam na clip z programu rozrywkowego na Polsacie pt. „Twoja twarz brzmi znajomo” i zdębiałam i się wzruszyłam – spłakałam.

Filip Lato tak wiernie odzorował Czesława Niemena, że wprost brakuje słów – odsłuchajcie sobie i też będziecie zaskoczeni niesamowitym podobieństwem.

Inny wpis na Facebooku znowu łzawy i cholernie trafił w moje wrażliwe serducho – przeczytajcie, a następnie wklejam list matki, która opiekuje się niepełnsoprawnym dzieckiem i niech to sobie przeczyta gnida Żalek!

Tak więc dziś się posiłkuję cudzymi tekstami, które radują, złoszczą, wzruszają i skłaniają do przemyśleń.

Znalezione obrazy dla zapytania linie gify

– Po ile te piękne bukiety? – zapytałem starszej pani, która sprzedawała kwiaty w Krakowie.
– 5 zł – odpowiedziała
– A który Pani zdaniem jest najładniejszy?
– Wszystkie sama zrywałam i układałam
– No, a który Pani się najbardziej podoba?
– Ten jest ładny – powiedziała wyciągając jeden z wody.
– A jak ma Pani ma imię? – zapytałem z uśmiechem płacąc za bukiet
– Ja? – odparła zdziwiona – Maria
– Pani Mario, to dla Pani.
Pisnęła ze zdziwienia i ekscytacji.
– Nie, nie. Proszę Pana, ja nie mogę.
– Ależ oczywiście, że Pani może. Chciałbym by Pani się uśmiechnęła i…

Jak widzicie na zdjęciu, uśmiechnęła się…

Pani Maria obiecała odmówić zdrowaśkę za zdrowie moje i Pani fotograf (Anetki), a ja odchodząc czułem, że w moim sercu płonie żar. Żar radości i ten jej uśmiech, który zapamiętam do końca życia.

Pamiętajcie o starszych. Nie wszyscy mają godną emeryturę i niestety niektórzy mimo podeszłego wieku muszą cały czas zarabiać by wrzucić coś do garnka.

Zdjęcie użytkownika Autostopem w świat sportu.

 

Znalezione obrazy dla zapytania linie gify

 

w związku z wypowiedzią posłanki PiS Bernadetty Krynickiej postanowiłam, że zmuszę Jędrzeja do pracy.
Już i tak jestem wyrodną matką (wyrodnymi rodzicami), że hodujemy Go 20 lat – zmuszamy do jedzenia, picia, ubieramy, wozimy do OREW (ośrodek edukacyjny, w którym Jędrek realizuje edukację). Więc the end!
W telewizji mówią, że może pracować – to niech robi!
Po kolei:
Mężczyzna lat 20, 165 cm wzrostu i 45 kilo w ubraniu – szuka pracy. 
Kocha książki i zwierzęta. Idealnie nadaje się do pracy w sklepie zoologicznym – może pilnować rybek w aquarium, godzinami!
aaaa jeszcze: nie gryzie, więc pracodawca powinien podać rozdrobnione drugie śniadanie. (i dobrze wyczyścić zęby, sam nie da rady, a ma aparat ortodontyczny w związku z wrodzoną wadą twarzoczaszki).
Obiad o godzinie 13 – dużo sosu i kefir – problemy z gryzieniem część dalsza (nie zapominamy o czyszczeniu zębów!!).
Nie jest pampersowany – więc trzeba pomóc w WC (łącznie z wytarciem doopki 🙂 )
aaaa i jeszcze: wózek – jest wart w chuj pieniędzy, co prawda przy pomocy dobrych ludzi i datków 1% mamy już prawie na drugi (cena ok 10 tysięcy! tak, tak!), ale jednakowoż ten jeszcze musi nam posłużyć, więc ostrożnie z nim! z wózkiem, nie Jędrzejem!
chyba tyle – gdyby ktoś słyszał o pracy w sklepie zoologicznym za średnią krajową – przypominam o warunkach szczególnych pracownika – to proszę o kontakt. 🙂

no i jeszcze wypada dodać: nie, nie potrzebujemy skierowań. nie, nie potrzebujemy do lekarza bez kolejki – i tak się zawsze wpychamy 🙂 – poza tym, żeby „bez kolejki” ze specjalistami miało sens to NFZ musiałby płacić extra za wizyty osób niepełnosprawnych, a przecież limitów nikt nie zniósł!! więc heloł!
nie, nie potrzebujemy w aptece bez kolejki – w aptece nie ma kolejek 🙂

To pamiętajcie – jakby jakaś praca to odzywajcie się!
Dorosły niech robi, a ja w końcu dychnę chwilę 🙂
Pozdrawiamy Was Mama i Ukwiał, nie ma inaczej 😦

Zdjęcie użytkownika Kasia Błoszko Piela.

Kiedy myślisz, że ludzie z reguły są dobrzy – w sieci też!

Na moim blogu często pisałam o Seniorach, którzy przechodząc na zasłużoną emeryturę nagle mają za dużo czasu i są zagubieni w tej wolności!

Pisałam, aby nie dali się samotności i wskoczyli do sieci, a więc znaleźli swoje miejsce blisko sympatycznych i życzliwych ludzi.

Jeśli Senior nie miał styczności z komputerem w pracy zawodowej, to porusza się często w sieci jak we mgle – boi się, że coś zepsuje!

Jakże często, aby wejść w arkana Internetu pomagają wnuki, lub po prostu rodzina i nagle się okazuje, że nie taki diabeł straszny jak go malują!

Jakże często rodzina zakłada Seniorowi konto na Facebooku, albo na forum dyskusyjnym dla jego grupy wiekowej.

Jeśli chodzi o forum dyskusyjne dla Seniora, to proszę nie zakładać konta na forum Cafe Senior! Kiedyś to było wspaniałe forum do pisania i poznania wspaniałych ludzi. Teraz jest to forum bandycie, partyjne za przyzwoleniem Admina. Omijacie to miejsce!

Senior się uczy, a sieć wciąga, bo jest to alternatywa jakże często na samotność, lub na urozmaicenie sobie życia.

Jakże często Senior nie świadomy zagrożeń pisze w sieci o swoim życiu i zdradza pewne epizody z niego.

Jakże często wstawia osobiste zdjęcia i obnaża tym samym siebie, rodzinę i inne wspomnienia oraz przeżyte życie, które nie zawsze było usłane różami.

Na początku Senior nie ma pojęcia o tym, że w sieci może trafić na złych ludzi, bo Senior jest ufny i myśli sobie, że jest w świecie dobrych i empatycznych ludzi, którzy mu tylko dobrze życzą.

Jest tak teraz, że od kiedy PiS wygrał wybory, to okazało się jak bardzo jesteśmy podzielonym Narodem.

Nie było to tak widoczne przez ostatnie 27 lat, a teraz robactwo wypełzło w przestrzeń publiczną i pojawili się psychopaci, którzy w sieci mają się dobrze i płatni trolle.

Seniorze apeluję! Bądź ostrożny, bądź uważny komu się zwierzasz i piszesz o sobie, bo sieć naszpikowana jest różnymi ludźmi, którzy tylko czyhają na Ciebie i mają z tego pożywkę.

Tak też wpadają młodzi ludzie, którzy zawiązują w sieci sztuczne relacje, a potem są obiektem znęcania się nad nimi, co często prowadzi do psychoz, a nawet do samobójstwa.

Ja jako Seniorka proszę ludzi w słusznym wieku, aby byli ostrożni i nigdy nie zostali wzięci na widelec przez psychopatę – proszę – bądźcie uważni i tu podaję rysopis psychopatycznego zachowania ludzi, którzy tylko żyją po to, aby komuś latami dokopać. To jest psychopaty paliwo!

Psychopata w sieci

 

Mało kto zaglądając na portale społecznościowe ma świadomość, że spotka tam szczególnie wielu psychopatów. Bo – zdaniem uczonych – właśnie Internet stał się dla psychopatów tym, czym dla małych dzieci plac zabaw.

Psychopata za sprawą powieści i filmów kojarzy się najczęściej z mordercą. To jednak skrajne przypadki, bo większość takich osób stara się panować nad złymi skłonnościami. Jest jednak miejsce, gdzie szczególnie łatwo spotkać psychopatę dającego upust swym instynktom. To portale społecznościowe. Każdy, kto korzysta z takiej wirtualnej formy kontaktu, miał do czynienia z hejterami i trollami, a widząc ich zachowania, zachodził w głowę, skąd tacy ludzie się biorą. Naukowcy już to ustalili. Z hejterem różnie bywa, ale troll to psychopata, do tego sadysta.Hejter wpisuje negatywne, obraźliwe komentarze pod postami, zdjęciami lub filmami innych internautów. Im bardziej znana osoba, tym więcej hejterów na niej się wyżywa. Wiele badań wykazało, że hejterami często są osobnicy sfrustrowani i znaczący procent stanowią hejterzy jednodniowi, którzy po wyładowaniu frustracji znów są osobami przyjaznymi dla otoczenia. Reasumując, hejter zwykle napaskudzi i znika. Inaczej jest z trollem internetowym, który działa podstępnie i potrafi naprawdę dokuczyć.Troll internetowy z zasady jest aspołeczny. Przenika na fora, włącza się w prowadzone tam dyskusje i umieszcza komentarze, mające zakłócić wymianę zdań. Troll będzie kłamał, obrażał i ośmieszał dopóki nie zostanie dostrzeżony, dopóki nie uzyska odpowiedzi od zaczepianych użytkowników serwisu społecznościowego. Im bardziej merytoryczna rozmowa prowadzona jest na forum i im więcej osób bierze w niej udział, tym większą satysfakcję przynosi trollowi „rozwalenie” tego wirtualnego spotkania.Takie doświadczenia miała też grupa uczonych z Kanady, więc postanowili oni przeanalizować problem od strony naukowej. Wyniki ich pracy opublikował w połowie września tego roku serwis naukowy „Psychology Today”.

Dr Erin E. Buckels, dr Paul D. Trapnell i dr Delroy L. Paulhus z Uniwersytetu Toronto poddali analizom zachowania i osobowość ponad 1200 osób, które codziennie korzystają z internetowych portali społecznościowych. Kanadyjczycy sprawdzali, czy istnieje związek pomiędzy internetowymi hejterami i trollami, a ciemną stroną ludzkiej psychiki: narcyzmem, skłonnością do sadyzmu i psychopatią.

– Nasze badania wykazały, że występuje zaskakująco silny związek między sadyzmem a trollingiem internetowym – stwierdza dr Paul D. Trapnell. – Troll internetowy to po prostu psychopata o sadystycznych skłonnościach. Taki osobnik cieszy się, jeśli kogoś urazi i sprowokuje do reakcji. Im bardziej zaatakowana osoba denerwuje się i angażuje odpisując trollowi na internetowym forum, tym lepiej bawi się troll. Internet daje większe poczucie bezkarności, niż świat realny, dlatego właśnie stał się placem zabaw dla psychopatów o sadystycznych skłonnościach. Kolokwialnie sprawę ujmując, internetowi trolle to naprawdę okropni ludzie i lepiej ich unikać.

Kanadyjscy uczeni radzą wszystkim korzystającym z serwisów społecznościowych, by pamiętali, że trollowi sprawia przyjemność cierpienie innych ludzi, więc najlepszym rozwiązaniem jest ignorowanie zaczepek takiego osobnika.

Jak działa mroczny umysł trolla psychopaty? Dotychczas zakładano, że psychopata nie wie, co to empatia. Jednak – jak wynika z opublikowanych w sierpniu tego roku wyników badań zespołu kierowanego przez dr. Christiana Keysersa z Uniwersytetu w Groningen – psychopata nie tyle jest pozbawiony zdolności do empatii, co może ją dowolnie włączać i wyłączać.

Dr Keysers z współpracownikami przebadał zachowania 18 skazanych psychopatycznych przestępców oraz dużej grupy mężczyzn, określonych jako jednostki przeciętne. Część materiału badawczego uzyskano badając mózgi uczestników programu za pomocą skanera do funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI).

– U psychopatów występuje zmniejszona spontaniczna aktywność neuronów lustrzanych, które wyładowują się zarówno podczas samodzielnego wykonywania jakiejś czynności, jak i podczas obserwowania czyichś działań – wyjaśnia dr Keysers. – W pewnych jednak sytuacjach psychopaci potrafią zapanować nad taką reakcją i naśladując zachowania otoczenia okazują empatię.

Okazuje się więc, że internetowy troll zachowuje się paskudnie, nie dlatego, że jest genetycznie i psychologicznie upośledzony, ponieważ nie potrafi okazać i odczuć empatii. Troll jest wredny, bo po prostu lubi, gdy inni cierpią.

Fakty

Stwory internetowe

– Hejter – „hater” – wywodzi się z angielskiego słowa „hate”, czyli nienawiść. Określenie troll internetowy powstało z połączenia takich pojęć jak angielski termin „trolling for fish”, czyli „łowienie ryby na haczyk” oraz troll – nieprzyjemny stwór z germańskich mitów.

– Netykieta to zbiór dobrych manier obowiązujący w sieci, ignorowany przez trolli internetowych.

#METOO, czyli „Ja też”

W światowym Internecie powstał bardzo ważny hasztag – #METOO, czyli „Ja też”.

Chodzi o wielką akcję dotyczącą Kobiet! Kobiet zgwałconych, molestowanych, nagabywanych, obłapianych przez mężczyzn.

Wszystko się zaczęło od aktorek zależnych od amerykańskiego producenta filmów – Harveya Weinsteina.

Amerykańskie aktorki przerwały zmowę milczenia i jedna po drugiej przyznają, że za otrzymanie dobrej roli w filmie musiały się facetowi rewanżować, a jak – wiadomo!

Na całym, naszym globie miliony kobiet w jakiś tam sposób były i są krzywdzone przez mężczyzn z różnych powodów.

Jakże często są krzywdzone przez własnych mężów, przez szefów w pracy, przez konkubentów, oraz przypadkowo spotkanych na swojej drodze – gwałcicieli.

Akcja ta jest bardzo potrzebna, bo wielu mężczyzn może to przemyśli, że pewne zachowania wobec kobiet są niestosowne, choćby zwracanie uwagi na strój kobiety. Może pukną się w głowę, że nie wszystkie kobiety chcą robić karierę przez łóżko, co było stosowane od zawsze.

Akcja jest głośna i dobrze, bo czas przeciąć zmowę milczenia i potępiać takie zachowania.

Stajemy się kobietami coraz bardziej dumnymi i pragniemy być szanowane, a nie gwałcone, molestowane i bite.

Wiele kobiet zgadza się z hasztagiem, ale nie opisują swoich doświadczeń w tej sprawie, bo wciąż się boją, że ktoś je osądzi na zasadzie, że sama sobie jest winna i sama tego chciała. Tak, tak się dzieje, czyli jest kompletny brak zrozumienia tego, co kobieta przeżywa po takich zachowaniach.

I ja podpinam się pod #METOO, ale nie opiszę tego, bo  jak powiedziała Monika Olejnik, że zaraz powstanie drugi film pt. „Seksmisja”.

To co przeżyłam kilka razy w swoim życiu pozostawię tylko dla siebie i jeno napiszę, że z tych draństw leczyłam się miesiącami i one spowodowały, że do dzisiaj mam uraz/ traumę na wychodzenie, samotne z domu.

Taką traumę mi zafundowali obcy faceci.

Mam tylko jedną satysfakcję, że 4 wsadziłam do niemieckiego więzienia i odsiedzieli po 2 lata!

Stalking – boję się o swoje życie!

 

Jestem zwolenniczką jedynego, rzetelnego programu w telewizji pt. „Czarno na białym” w TVN 24.

Uważam, że jest to dobre i solidne dziennikarstwo, które pokazuje polskie sprawy takimi jakimi są.

Właśnie wczoraj ten program pokazał piekło młodej, ślicznej i utalentowanej kobiety, przed którą świat stał otworem.

Kobieta ta miała marzenia i dążyła z całych sił, by je realizować zgodnie ze swoimi zainteresowaniami.

W programie zobaczyłam kobietę zasłoniętą okularami, po wielu przeszczepach skóry i operacjach.

11 lat gnębił ją psychopata. Gnębił ją sms-ami, by zmusić ją, aby drania pokochała.

Wystawał pod jej oknem, groził i złorzeczył, bo kobieta nie była skłonna pokochać psychopatę.

W końcu kobieta zdecydowała się ze swoim prawnikiem postawić go w stan oskarżenia, bo policja była bezradna – przez 11 lat  nic nie zrobiła, aby drania odizolować z przestrzeni publicznej.

Stało się! Kobieta siedziała przed salą rozpraw i nagle psychopata wylewa na nią kwas siarkowy!

Pracował nad stężeniem tego kwasu przez rok, aby był jak najbardziej zabójczy.

Wszystkie składniki kupował w Internecie i udało mu się wnieść taką substancję na teren sądu! Nikt nie zauważył, że psychol ma taką miksturę ze sobą. Nikt go nie sprawdził.

Oblał kobietę i tym jednym ruchem zmienił życie kobiety w piekło!

Teraz ja się pytam organów ścigania w Polsce!

Dlaczego musi dojść do takiej tragedii, aby psychopata stanął przed sądem dopiero po tak wielkiej, ludzkiej tragedii?

To jest tak niepojęte, że nie da się tego sensownie wytłumaczyć.

Ileż ludzi w Polsce i nie tylko jest gnębionych na różne sposoby i nie ma na gnębicieli rady.

Jakże często ofiary podają dane osobowe swoich oprawców, a mimo to  organy ścigania nie radzą sobie z problemem.

Nikt nie wie, co czuje taka osoba nagabywana, straszona, poddana presji i zastraszana latami.

Często się tak zdarza, że organy ścigania posądzają osobę gnębioną, że może prowokowała i tego sama chciała.

Osoba tak gnębiona  boi się! Boi się wyjść z domu i nabywa się lęków i depresji. Boi się o własne życie i często rezygnuje z życia – zamyka się w domu i izoluje.

Kto nie przeżył stalkingu, nie zdaje sobie sprawy z tego, co przeżywa ofiara.

Jestem ofiarą hejtu w Internecie, a to trwa już pięć lat.

Moja sprawa wniesiona do sądu się ślimaczy, bo tak w Polsce traktuje się hejt i stalking.

Nikt w naszym kraju nie bierze tego zjawiska na poważnie, a często zdarza się tak, że ofiara posądzona jest o prowokowanie i tak zamykane są bardzo poważne ludzkie dramaty.

Obława na moją osobę, a także fakt, że stalkierka zna mój adres domowy wyciągnięty z sieci – sprawia, że ja się też boję!.

Kto wie, czy ta osoba nie zechce odwiedzić mojego miasta i mnie odnaleźć, by potraktować mnie kwasem solnym, albo innym dziadostwem.

Mam fobię i idąc ulicą – rozglądam się uważnie, czy pani M.P. z Krakowa, nie stoi za rogiem, albo za drzwiami, aby mnie po swojemu ukarać – za to, że żyję, a także za to, że mam udaną rodzinę i bloga!

Przetrwałam tylko dzięki Mężowi, który mnie wciąż wspiera, ale wiem, że ta osoba ciągle się na mnie czai, by wysmarować kolejny paszkwil ma mój temat, a nawet mnie unicestwić. Tak mnie nienawidzi!

Kiedy jestem sama – zamykam się w domu, bo licho nie śpi!

Psychopata jest zdolny do wszystkiego!

Jak się zakończyła wirtualna znajomość?

Kto mnie czyta, to wie, że żyję sobie w małym miasteczku i nie mam szczególnej styczności ze światem, gdyż Senior żyjący na emeryturze jest jakby na aucie.

Nie lubię przesiadywać na ławeczkach w parku z innymi Seniorami, bo mi to kompletnie nie leży i nie odpowiada.

Kocham Internet i to z niego wiem, co na świecie się dzieje i to mi zupełnie wystarcza.

Nie pamiętam kiedy zostałam przyjęta przez Pana Andrzeja Rodana do grona znajomych, ale nigdy nie byłam zawiedziona  tą znajomością. Chyba jesteśmy znajomymi jakieś 7 lat – nie pamiętam.

Bardzo mi pasuje poczucie humoru Jegomościa Rodana, który jest znanym pisarzem, a Wiki podaje, że urodził się w 1945 roku, a więc jest ode mnie starzy o 11 lat.

http://www.andrzejrodan.pl/

Nie będę tu wymieniała dorobku mojego Znajomego, bo to wszystko jest w sieci. Najważniejsze jest to, że nasze dyskusje w grupie Rodana są na poziomie i bardzo wartościowe, a mnie dają wiele satysfakcji.

Nie pamiętam kiedy Pan Andrzej Rodan spotkał się w realu z dwoma kobietami poznanymi w sieci! Maszerowali wesoło przez miasto Łódź żartując sobie i filmując eskapadę. Naprawdę było to zabawne i ze smakiem.

Jedną z tych wirtualnych kobiet była Pani Bogusia – śpiewaczka o krystalicznym głosie, której klipy można znaleźć na YT. Dwa z nich wkleiłam na końcu wpisu. Jestem zauroczona Jej talentem. Pani Bogusia jest piękną kobietą do tego, a i Pan Andrzej jest „piękna menszczyzna” 😀

Mistrz Rodan często pisał, że jest zmęczony, bo ta kobieta – demon seksu tak go wykończyła. 😀 Myślałam sobie, że tak sobie straszy Pan fantazjuje, aż do dzisiaj!

Oto dzisiaj Pan Andrzej Rodan zawarł związek małżeński z Panią Bogusią – śpiewaczą!

 

Miłość zrodzona w sieci dziś została zalegalizowana prawnie i niech im się wiedzie. Niech im zdrowia starczy na długie lata w wielkim szczęściu.

Niech mi nikt nie mówi, że nie można zakochać się  i do tego w tak zacnym wieku. 🙂

  

https://www.youtube.com/watch?v=hceC4p8USPU

https://www.youtube.com/watch?v=sCuLs2ZF_QY

 

Zły Internet dla dzieci i młodzieży!

Joasia będąc dzieckiem, zachorowała na tajemniczą chorobę, która odebrała jej władzę w jednej nodze.

Chodziła, ale kulała, bo jedna noga nie nadążała za drugą.

Rodzice otoczyli ją większą opieką niż pozostałe rodzeństwo i dawali z siebie wszystko, aby dziewczynka nie odczuwała tak bardzo swojej ułomności, gdyż rehabilitacja nie dawała spodziewanej poprawy.

Joasia nie miała za wiele koleżanek, gdyż po prostu za nimi nie nadążała. Przyzwyczaiła się do swojej choroby i żyła w swoim wymyślonym świecie. Dużo czytała książek i tym sposobem odpychała od siebie samotność i brak koleżanek.

Kiedy podrosła i stała się nastolatką, zainteresował się nią chłopak ze szkoły. Spędzali ze sobą dużo czasu i ta znajomość z chłopcem dodała jej pewności siebie. Zabierał ją na spacery i był cierpliwy, że Joasia chodzi wolniej od niego. Wspólna pasja do książek jeszcze bardziej ich do siebie zbliżyła. Joasia bezgranicznie mu zaufała i uważała chłopaka za dobrego przyjaciela.

Tuż przed maturą zorientowała się, że jest w ciąży! Chłopak zwiał, bo nauka, bo studia i jeśli tylko będzie zarabiał, to zobowiązał się do płacenia alimentów.

Joasia została z problem sama, choć nie do końca, gdyż jak zawsze rodzice stanęli na wysokości zadania.

Kupili jej małe mieszkanko i na własny koszt je wyremontowali, by Joasia miała swój, niezależny kąt dla siebie i da dziecka.

Urodziła zdrową dziewczynkę, ale jej choroba się pogłębiła i nie było szans, by poszła do pracy.

I tu znowu rodzice wspomagali ją finansowo, co miesiąc i dostała także należną dla siebie rentę oraz wpływały alimenty od ojca dziewczynki.

Mijały lata i córeczka otoczona matczyną opieką i dziadków rosła zdrowa, a kiedy przyszedł czas – rozpoczęła naukę w szkole muzycznej w sekcji skrzypiec.

Uczyła się pilnie gry na skrzypcach i dużo ćwiczyła. Joasia jeździła z nią na dziecięce konkursy i była bardzo z córki dumna.

Jednak dobra passa w wychowywaniu córki się skończyła. Pewnego dnia usłyszała, że wszystkie dzieci w klasie mają komputery, telefony, tablety i ulega.

Nie chciała by jej córka była gorsza i kupiła jej komputer i smartfona, ale nie przewidziała, że na swoją zgubę.

Zaczęło się piekło Joasi, gdyż córka przestała się uczyć. Niechętnie chodzi na lekcje skrzypiec i robi Joasi dzikie awantury, kiedy ta próbuje odciągnąć ją od wirtualnego świata.

Często słyszy z ust swojego, ukochanego dziecka, że jest kuternogą i to, że ona się jej wstydzi, bo koleżanki ze szkoły piszą, że ma kaleką matkę!

Trwa walka między matką, a córką i często sąsiedzi słyszą jak Joasia jest lżona przez córkę, w której pokładała takie nadzieje.

Widać często Joasię z ciężką tobą z zakupami, która co rusz przystaje, by te zakupy donieść do domu – wszystko dla swojego dziecka!

Nienawiść w ludziach! Nienawiść w sieci!

Nieustannie dziwię się ludziom młodym, starszym i bardzo starszym, iż nie pojmują wciąż Internetu!

Dziwię się, że piszą takie słowa, zdania, które na wieki w tym Internecie zostaną!

Nawet kiedy się zreflektują, że palnęli straszną głupotę i usuną swój profil z Facebooka, Twittera, czy też swoje zdjęcie, to Internet wszystko takie coś błyskawicznie wychwytuje i to zaczyna żyć swoim życiem poprzez błyskawiczną reakcję Internautów.

Po pozostawieniu w sieci takiego paszkwilu trzeba się liczyć z tym, że takie chlapnięcie będzie się ciągnęło za nazwiskiem, osobą przez całe życie.

Ludzie nie rozumieją wcale tego, że Internet nie zapomina i Internet pamięta – wszystko!

Ludzie nie zdają sobie sprawy też z tego, że ich profile są podglądane i analizowane np. przez pracodawców!

Ludzie nie wiedzą, że kiedy zmienią się rządy, a się zmienią, to ich niefortunne wypowiedzi, często nienawistne mogą być rozliczane przez inną polityczną koniunkturę!

W Internecie mamy prawo krytykować, spierać się, dyskutować, ale niechaj do licha to będzie w ramach dobrego wychowania i wielkiego wyczucia, że nie krzywdzą nikogo i nie obrażają w sposób wulgarny – pisany językiem nienawiści.

Ludzie w sieci, a zwłaszcza młode matki wystawiają swoje pociechy na golasa i nie zadają sobie pytania do czego ich dziecko może być wykorzystane. Potem zostaje tylko płacz, jeśli ich pociecha trafi w łapy pedofila.

Dziś zmroziła mnie wypowiedź młodego człowieka, który ma już jasno sprecyzowane poglądy i uznałam, że czas chyba umierać!

Ja już nie rozumiem młodego pokolenia, które ma wyprany mózg przez półtora roku przez nowe nauczanie w kościele, a może i w szkole!

I czytamy, co młody człek do mnie pisze!

 

Te słowa padły z mównicy sejmowej, które skierowane zostały do przeciętnego Polka, a miała być dobra zmiana, pokora i poszanowanie!

Nie udało się – nie po raz pierwszy!

Pani Beata o cudownie polskim nazwisku – Nowosielska – Dyrektor Departamentu Edukacji i Komunikacji w Ministerstwie Środowiska Beata Nowosielska napisała na Facebooku, że Donald Tusk powinien zostać przywitany w Polsce „kajdankami i szubienicą”. Dziś pracownica MŚ zrezygnowała z pełnionych funkcji.

Zlikwidowała konto na Facebooku i Twitterze, ale to hula po sieci i hulać będzie! Wstyd do końca życia! Matka dwóch córeczek i żona, tak sobie zafajdała życiorys!

Warto było?

Pisałam na blogu, że nasza Rodzina straciła dwóch Wnuków i to podłapała taka jedna, bo napisała w sieci  coś, co dotyczy mnie bezpośrednio, a wymazać się z sieci tego nie da – autorko z Krakowa!

Kwalifikuje się pod Art. KK , ale niech sobie paniusia poszuka!

[17.10.2016] 19:34
/-/
co ci do tego pijaczko (16.10.2016.15 17:27):
pilnuj swoich zdechlaków na cmentarzu! zaraz znicze im zapalisz pier..dolnięty swirze.
(Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [22482348]

 

 

 

Czytam coś ekstra w sieci i chcę mieć to na blogu!

http://natemat.pl/205567,juz-nie-te-czasy-zeby-ptaki-dokarmiac-i-listy-zbierac-7-pieknych-zwyczajow-naszych-dziadkow-ktore-odejda-wraz-z-nimi

 

Już nie te czasy, żeby ptaki dokarmiać i listy zbierać. 7 pięknych zwyczajów naszych dziadków, które odejdą wraz z nimi.

 

Pamiętacie wieczory spędzone z babcią nad albumami pełnymi starych zdjęć? Czarno-białych, często z pofalowanymi brzegami? Albo niezwykłe opowieści dziadka z wakacji, których bohaterami byli wasi rodzice w wieku przedszkolnym? Magiczne to były czasy… Kiedy pieniądze na Gwiazdkę dostawało się zawsze wsunięte w czekoladę, a starsi sąsiedzi wchodzili do nas bez pukania, by podzielić się skarbami „prosto z działeczki”.

Kiedy wspominamy naszych dziadków zawsze w pierwszej kolejności na myśl nasuwają nam się te ich zwyczaje, które nie przystają do współczesności. Które jako nastolatkowie uznawaliśmy za dziwne, a dziś wspominamy je z sentymentem, bo to właśnie te przeurocze „dziwactwa” tworzyły świat naszego dzieciństwa. Zebraliśmy 7 zwyczajów naszych dziadków i znajomych seniorów, które pełne są magii, a niekontynuowane, niestety odejdą razem z nimi.

Dokarmianie ptaków dziadka Janka
Już od pierwszych chwil wizyty w mieszkaniu dziadka Janka wiadomo, że lubi przyrodę. Na oknie całe mnóstwo paprotek i fikusów, na półkach równo poukładane książki – od atlasu ptaków polskich po „ABC działkowca”. Jest nawet zegar z kukułką, a na ścianie wiszą oprawione trzy stare ryciny przedstawiające (chyba) sikorki. Jednak kiedy spoglądam przez firankę i szybę zauważam coś więcej. Za oknem jest duży karmnik! – Dziadek cały czas dokarmia ptaki? – A jak można nie dokarmiać? – odpowiada ze zdziwieniem. – Przecież ptaki zimą mają tak samo mało pożywienia jak miały wiele dekad temu, w ich świecie niewiele się zmieniło – dodaje.
Okazuje się, że dziadek oprócz swojego karmnika ma kilka miejsc w mieście, które regularnie odwiedza i uzupełnia zapasy. – Wieszam słoninę, zostawiam ziarna tam gdzie wiem, że to ma sens. Gdzie większych ptaków jest mniej i te mniejsze mają szansę się najeść. Dokarmianie ptaków jest dla dziadka elementem jego rutyny, która dziś wydaje nam się albo zdziecinniała (instrukcje dokarmiania ptaków pamiętam tylko z elementarzy z pierwszych klas szkoły podstawowej), albo zbędna (z jakiegoś powodu zakładamy, że ponieważ nam się powodzi lepiej, to i dzikim zwierzętom żyje się łatwiej tylko ze względu na fakt, że mogą przylecieć do miasta…).

– To, że wiele ptaków żyje w mieście nie oznacza, że korzystają z jego wygód – dodaje z uśmiechem dziadek, zupełnie jakby czytał w moich myślach. – Właściwie jednym z najważniejszych miejskich przywilejów ptaków jest właśnie to, że ktoś im na zimę zbuduje karmnik i nasypie ziarna. Więc to robię, żeby się mogły sikorki i wróble cieszyć wielkomiejskim życiem – śmieje się. Dopijamy kawę-plujkę z bardzo cienkich szklanek w koszyczkach, zegar wybija, a raczej „kuka”, południe. W mojej głowie rodzi się pytanie, które wypowiadam na głos – Ile jeszcze istnieje takich „dziadkowych” zwyczajów, które dziś wydają się nam-młodym przedziwne, a tak naprawdę są przecież bardzo mądre? – O-ho ho, całe mnóstwo – słyszę w odpowiedzi. Jedź do babci Zdziśki, ona na przykład to wszystkie listy, pocztówki i stare zdjęcia zbiera. Całe szuflady tego ma! Czuję się wystarczająco zachęcona. Jadę!

 

Pocztówki, listy i stare zdjęcia babci Zdziśki
– Był tu u nas przez chwilę nawet taki antykwariat na osiedlu, w którym oprócz książek i starych płyt można było kupić zwykłe zdjęcia nieznanych ludzi, nawet sprzed stu lat – mówi babcia, wyciągając z szafki dwa ciężkie, przekładane bibułą albumy fotograficzne. – Zdjęcia obcych ludzi? – pytam nie dowierzając. – Tak, zwykłe zdjęcia z wakacji czy ze spotkań przy stole, albo ze ślubu jakichś różnych, nieznanych osób. Przekopywałam te zdjęcia pasjami, nie mogłam się oderwać – opowiada babcia. Choć nie znalazłam na nich nikogo znajomego, to udało mi się trafić na kilka zdjęć z czasów wczesnego PRL-u, czyli zanim się tu przyprowadziłam, ulicy, na której mieszkam – dodaje podając mi dwa niemal identyczne zdjęcia zrujnowanych kamienic, które według mnie mogłyby obrazować każdą ulicę w którymkolwiek mieście w powojennej Polsce. – Skąd wiesz, że to Kączkowskiego? – dopytuję. – A zobacz – mówi babcia pokazując mi w tle dwa kominy. – To jest stara mleczarnia, tak wyglądała, ty jej nie możesz pamiętać, ale te kominy z tej perspektywy tylko z Kączkowskiego można było zobaczyć, bo inaczej to je las zasłaniał.

Nie mogę w to uwierzyć. Prawie 90-letnia babcia niczym Sherlock Holmes potrafi wnioskować ze starych niewyraźnych fotografii odtwarzając w ten sposób obrazy, których prawie nikt już nie pamięta… Zaczynamy przeglądać listy. Ponieważ babcia jest polonistką wiele z nich, jak stare księgi, zaczyna się pięknie wykaligrafowaną wielką literą. W niektórych kopertach są zasuszone kwiaty. – A tego nie mogę ci pokazać, bo to są listy, które sobie z dziadkiem pisaliśmy, jak wyjeżdżał – mówi wyraźnie zawstydzona. – Ale te sobie przejrzyj. Dostaję całe pudełko wyblakłych i czarno-białych pocztówek wysyłanych ze wszystkich możliwych okazji – Wielkiejnocy, Bożego Narodzenia, wakacji, wizyty w sanatorium, wycieczki szkolnej…

Przy okazji zdjęć i listów babcia zaczyna opowiadać. – Ooo na tych wakacjach na Węgrzech twój tata wpadł do fontanny, a tu jak byliśmy u cioci Wiesi krowy na łące pożarły mi suknię, a kąpałyśmy się z Wieśką w stawie i musiałam przez wieś do domu w samych majtkach wracać – opowiada zaśmiewając się do łez. Historie mnożą się, wraz z kolejnymi wspomnieniami wyciąganymi z pudełek w formie przepięknych archiwalnych obrazków i kartek. Te szuflady wypełnione babci życiem, epizodami i historiami, które są dla niej ważne mniej lub bardziej to jakby metafora jej pamięci, którą w symboliczny sposób przechowuje w materialnej formie. I właśnie dzięki temu wszystkie te obrazy, słowa i emocje wciąż z nią są, żywe i silne jakby zdarzyły się wczoraj.

Niedzielne butów pastowanie pana Gienia
– Wszystkie wspomnienia o moim ojcu stają się żywe, gdy tylko czuję zapach pasty do butów. Ale takiej prawdziwej, mocnej, czarnej – mówi pani Gosia, moja 56-letnia sąsiadka. – Przejdź się po klatce (mieszkamy w bloku – przyp. red.) i popytaj sąsiadów, każdy ci powie, że jak niedziela do południa to tylko kawa na schodach z moim ojcem. I wszyscy te buty pastowali razem z nim! Młodzi i starzy, siadali w domowych lumpach, brali buty i przed wyjściem do kościoła pucowali. A śmierdziało tą pastą! Aż mdliło – opowiada.

 
Kawa i napiwek dla listonosza
– Najbardziej lubię jak schodzą emerytury – opowiada pan Tomasz, listonosz na moim osiedlu. – Pani kochana, ja to w te dni wcześniej wychodzę i później wracam, bo u każdego, co emeryturę niosę, to kawę muszę wypić! – A napiwki pan dostaję? – pytam. – Ano jasna sprawa.
Goszczenie listonosza w dzień emerytury przypomina nieco przyjmowanie wspomnianego księdza po kolędzie. Emerytki w mojej okolicy pieką na ten dzień ciasto, czekają, mają posprzątane… – Bardzo to jest miłe i nie mówię tak, bo kasa dodatkowa, tylko to są jedyne osoby, które ze mną w pracy rozmawiają – opowiada pan Tomasz. Taki listonosz jak ja, co do kilkudziesięciu mieszkań puka, to wydawać by się mogło, na samotność nie narzeka. Co chwilę się z kimś spotyka, bo do kogoś do domu zagląda. A to mit, pani kochana. Ludzie to tylko gdzie parafkę złożyć pytają, czasem to nawet słowa z nikim nie zamienię, bo ci młodzi to traktują listonosza nie jak człowieka, tylko jakiegoś gołębia pocztowego – żali się.
Rzeczywiście, dopóki pan Tomasz nie zapytał mnie po co mi te wszystkie książki, kiedy któryś raz z rzędu musiał wnieść dla mnie paczkę z wydawnictwa na czwarte piętro po prostu zaczęliśmy rozmawiać i poznaliśmy się, nie mogłabym sobie przypomnieć jego twarzy. – Nic gorszego pani kochana, jak tylko ciągle widzieć ludzi i taki chłód od nich czuć. A jak coś niosę do którejś „swojej” emerytki to aż się cieszę, bo w końcu mogę się poczuć normalnie.
Pieniądze w czekoladzie i przepisy z „Naj” od babci Emilii
Zastanawialiście się dlaczego kiedyś prezenty pod choinką były jakby ładniejsze, bardziej kolorowe i intrygujące? Przecież nie chodzi tylko o to, że byliśmy dziećmi więc wspominamy to z rozrzewnieniem. Zawsze dostawało się i zabawki, i słodycze, i pieniądze, czyli właściwie tak jak dziś (tylko rodzaj zabawek się zmienił), a jednak odpakowywanie prezentów miało w sobie coś niezwykłego. Otóż jedną z magicznych sztuczek naszych babć i dziadków było wkładanie banknotów nie do oficjalnych kopert, lecz czekolad! – Taki prosty patent, a tyle radochy – mówi moja znajoma, 30-letnia Emilia. – Gdy byłam nastolatką cieszył mnie sam banknot, a dziś Święta osładza nie sam prezent, lecz właśnie ten gest, to „opakowanie”. Automatycznie przywołuje dziecięce czasy! – dodaje.
A propos przywoływania przeszłości – Emilia odziedziczyła po babci gruby, 60-kartkowy zeszyt, który służy za książkę kucharską. Nie, nie ma w nim odręcznych notatek. To książka kucharska, której forma mogła zostać wymyślona wyłącznie w latach 90. w Polsce – kiedy internet nie był jeszcze powszechny, a polskie gospodynie zaczytywały się w „Naj” i „Pani domu”. – Moja babcia wycinała co ciekawsze przepisy z prasy kolorowej i przyklejała je do kolejnych stron zeszytu tworząc w ten sposób unikalny zestaw receptur na każdą kieszeń. I przyznam szczerze, że sięgam do niego znacznie częściej niż po współczesne książki kucharskie czy blogi kulinarne. Nie ma tu żadnych trudno dostępnych i drogich składników! – mówi dziewczyna.
Skarby „prosto z działeczki”
– Dla Witusia jajeczka świeże przyniosłam i marchewki, prosto z działki – słyszę, zanim orientuję się, że ktoś bez pukania wszedł do mieszkania moich rodziców. Pani Kozłowska robi tak od lat. Witek to mój syn, ale tak samo postępowała, kiedy ja i mój brat byliśmy mali, a gdy chwilowo w domu moich rodziców zabrakło dzieci do karmienia, pani Kozłowska karmiła moich rodziców, przekazując na ręce mojej mamy świeży żurek i cudem zdobyty wiejski chleb.
Z dzieciństwa pamiętam też kalendarze adwentowe, które dostawaliśmy co roku od innej sąsiadki, pani Kalinowskiej. Niedostępne w latach 90. słodycze pani Kalinowska dostawała od swojej córki z Niemiec i w jej zamówieniu zawsze widniały dwa kalendarze specjalnie dla nas. Choć dostawaliśmy je do czasu wyprowadzki na studia, to w dzieciństwie czekaliśmy na nie zawsze z wielkim zniecierpliwieniem. Działało na nas odliczanie do Świąt w formie otwierania codziennie jednego okienka i zjadanie tylko jednej czekoladki. Jakoś lepiej smakowały niż dziś nawet cała tabliczka najdroższej czekolady…

Dzisiejsze smaczki polityczne!

Przyszły takie czasy, że na blogach nie mogą ludzie pisać o polityce, gdyż można dostać wezwanie na Policję, albo do Prokuratury! 

Naprawdę trzeba uważać na słowa i na to, gdzie się je wypowiada i do kogo!

Dlatego przyjmuję zasadę,  że będę się posiłkować materiałami z sieci jeno, zebranymi tylko w danym dniu, a jest tego codziennie bardzo dużo.

Afera goni aferę, a pewien procent Narodu nie wytrzymuje nerwowo i daje sobie upust w sieci właśnie.

Posiłkuję się więc wypowiedziami zebranymi dzisiaj i tak:

Przed chwilą w programie ”Tak Jest” (TVN24) rozmowa o dniu modlitwy za ofiary pedofilii w kościele katolickim

ks. Andrzej Kobyliński stwierdził:

”Relacje seks między dorosłymi, a dziećmi były w różnych epokach różnie oceniane. Dzisiaj nie ma jasności, co jest niedozwolone!!!!!!?????

 

 

 

 

 

 

 W Polsce jest już tak ciemno, że nawet
kiedy świeci słońce, to jest ciemno!