Archiwa tagu: kościół

Filmoteka arcydzieł!

Dawno nic nie pisałam o obejrzanych filmach, gdyż jakoś tak trafiałam na pozycje nie zbyt ciekawe i nie warte żadnej wzmianki.

Dziś się postarałam i obejrzałam dwa filmy, które zamieszczam  w całości na blogu, a są znalezione na YT!

Pierwszy film pt. „Fabryka zła” opowiada o tym jak w hitlerowskich Niemczech powstawały szkoły dla młodych chłopców, gdzie szkolono ich na rasowych Niemców.

Takich szkół podczas wojny w Niemczech powstało 149 i w nich tresowano wręcz młodych chłopców, aby po takiej szkole trafiali do dowództwa Niemiec i museli być świetnie wyszkoleni na rasowych aryjczyków!

Niemcy – rok 1942, kiedy młody chłopak, utalentowany w boskie, pochodzący z rodziny robotniczej zostaje zaproszony przez niemieckiego, byłego boksera do elitarnej szkoły.

Ojciec chłopca nie zgadza się na to, ale ten ucieka z domu, gdyż widział w tym swoją sznasę na przyszłość i spore pieniądze.

Spędza w szkole rok czasu i w tym okresie jego słabsi koledzy popełniali samobójstwa, a z czasem sam zaczyna dostrzegać zakłamanie i dużo i fałszu, co całkowicie zmienia jego postawę i niszczy marzenia o dobrym życiu.

Film jest dramatyczny i uważam, że powinien być bardziej propagowany w szkołach, aby młodzież sama wyciągnęła wnioski o tym, czym był nazizm i ideologia Hitlera.

Ci chłopcy ze szkół pod koniec wojny trafiali na front i statystyki mówią, że co drugi z nich poległ na polu chwały.

 

Drugi film w bardzo podobnym klimacie do pierwszego pt. „Chłopcy od Świętego Wincentego” opowiada o sierocińcu dla chłopców w różnym wieku, prowadzonym przez księży.

Ten sierociniec miał doskonałą renomę wśród mieszkańców miasta, ale pewnego razu wychodzą na jaw sprawy molestowania i krzywdzenia tych dzieci przez księży.

Wkracza do sprawy Policja, która skrupulatnie przesłuchuje chłopców, którzy byli skrzywdzeni i ogromnie cierpieli.

Z pedofilią w kościele jeszcze nikt na tym świecie nie wygrał i tak też stało się w tym filmie.

Władze miasta za bardzo były związane z kościołem. Każdy miał w tym interes i robiono wszystko, aby te draństwa zamieść pod dywan.

Film wstrząsający, który na zawsze pozostanie w mojej psychice.

Znalezione obrazy dla zapytania fabryka zła

Znalezione obrazy dla zapytania chłopcy wincenta

Reklamy

Katolicy i polityka!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Nasz kościół przechodzi gruntowny remont fasady.

Od maja jest stawiane rusztowanie i odbywa się piaskownie cegieł jedna po drugiej.

Nie wiem dokładnie na czym, to polega, ale z pewnością nasz kościół odzyska swój blask.

W związku z tym wierni z ambony są przez Proboszcza nagabywani, aby wpłacać coraz więcej na ten remont i wpływa im na ambicję i manipuluje, że jeśli nie wpłacą, to spotka ich to, albo tamto, czyli będą żyli w grzechu!

Wiem to od pewnej osoby, z którą rozmawiałam i powiedziała mi, że ludziom nie chce się chodzić na msze, bo Proboszcz gada tylko o kasie i gani swoich wiernych, że tych pieniędzy jest wciąż za mało.

Tylko czekać, kiedy wierni ubędą z kościołów, tak jak zniknęły dzieci z podwórek i nastanie pustka.

Owy Proboszcz sobie wyliczył, że każda rodzina w mieście i w gminie powinna wpłacić na kościół 1 tysiąc złotych i niezależnie, czy to jest młoda rodzina, czy rodzina Seniora, który tyle pieniędzy dostaje emerytury za ciężkie lata pracy!

Po co ludzie chodzą do kościoła?

Chodzą po to by móc się pomodlić i usłyszeć słowa otuchy, wsparcia i rozgrzeszenia.

Jeśli tego nie otrzymują, to się zrażają i modlą się w swoich domach, bo ponoć Bóg jest wszędzie.

Jednak najgorsze jest to, że kościół brata się z politykami, co  jest bardzo widoczne i nagminne od 2015 roku, kiedy PiS doszedł do władzy.

08.07.2108 roku na Jasną Górę zjechali niemal wszyscy politycy PiS, a Premier Morawiecki zawierzył Polskę Czarnej Madonnie!

Politycy PiS robią sobie kampanię wyborczą w kościołach i wygadują takie androny, że nawet katolikom, to się nie podoba.

Szymon Hołownia streścił to, co wydarzyło się w Częstochowie i potępił te polityczne praktyki.

Ja się zgadzam z nim bardzo!

 

Nie wiem, czy ktoś kto to już dziś z katostrony powiedział głośno, jeśli tak – to sorry, ale ja też powiem.

Ależ oczywiście, że do kościoła może przyjść każdy. Prostytutka, dziennikarz, prezydent, rzeźnik i przedszkolanka – każdy ma prawo czuć się tu, jak u siebie w domu.

Nie zapominając, rzecz jasna, że jest to również dom innych. A przede wszystkim Boga, który (patrz historia z wywracaniem straganów) chyba nie bardzo lubi być traktowany jak scenografia dla różnych sprzedawców cudów na kijaszku.

Bo to po prostu nie jest ta branża. To wspaniałe, że premier rządu, chrześcijanin jak ty i ja, chodzi do kościoła. To jednak ciężka patologia, gdy premier – jako premier – w tym kościele przemawia. Premier, prezydent, minister, poseł, sprzedawca wycieczek, akwizytor śmiejżelków. Morawiecki, Komorowski, ludowiec czy kukizowiec, nie ma znaczenia. Bo w polityce partyjnej – a taką mamy i kochamy – polityk to zawsze sprzedawca. I w kościele nie głosi kerygmatu, a przemawia do elektoratu. Głosi nie Zmartwychwstałego, a swoją partię, jej ideologię i siebie. A ja idąc na Eucharystię, idę do Jezusa, nie do salonu sprzedaży, na partyjny event, na państwowe akademie. Świat nim nie jest (a szkoda), ale tu jest rezerwat Ewangelii.

To zaskakujące, że w XXI wieku trzeba to jeszcze komuś tłumaczyć. Kościół jako taki próbuje się przed tym jakoś bronić (patrz cytowana przeze mnie do znudzenia instrukcja „Redemptionis Sacramentum” wyraźnie zabraniająca łączenia celebracji Eucharystii ze „sprawami świeckimi”), ale widać niektórzy jego przedstawiciele nie mogą się oprzeć przed myślą, że ołtarz to ich prywatne ranczo, na które mogą zaprosić bohaterów swoich ulubionych seriali, zrobić sobie z Eucharystii domówkę dla fanów.

Idąc do kościoła – któregokolwiek, gdziekolwiek – nie chcę się zastanawiać, czy akurat dziś spotkam tam politycznego domokrążcę, wpadnę w pole rażenia nawiedzonego kibola (nawet jeśli ubrał sutannę). Czy dajmy na to gościa z truchłem jakiegoś stworzenia, przekonanego, że Dobra Nowina (którą Jezus nakazał głosić „całemu stworzeniu”), nakazuje zabijać lisy i przynosić je Panu i On się wtedy cieszy, bo nic go tak nie cieszy jak dobrze strzelony, martwy lisek (On jest takim miłośnikiem życia, że tylko przez przypadek tych lisów od razu nie stworzył martwych). Bo ja na przykład wolę lisy żywe i widok takich umajonych truchełek w kościele obraża moje uczucia religijne bardziej niż siedem Nergali, bo nie szydzi z Ewangelii, co ją wypacza.

Nikt nie stawia granic tym profanacjom, biskup Dydycz dalej swawolnie wygaduje bzdury. Nikt nie rozumie, że tu nie chodzi o to, by komuś zabraniać wstępu do kościoła, ale o to by nie zanieczyszczać Ewangelii naszymi politycznymi czy hobbystycznymi partykularyzmami (jakiekolwiek są), bo jak się ją raz zanieczyści, jak się raz zdogmatyzuje swoje własne fantazje (czy obsesje), to to – a nie Ewangelia – może kogoś odstraszyć od Jezusa. A to się nazywa zgorszenie, a za to Ewangelia proponuje kamień u szyi i etc.

Nie dziwię się ludziom, którzy widząc takie herezje rezygnują z uczęszczania do kościoła, ja nie rezygnuję, bo na szczęście znam w nim miejsca, w których serwowana jest czysta Ewangelia, dam sobie radę. Tylko ludzi mi szkoda i Kościoła mi szkoda. Bo Kościół – tysięczny raz to piszę – który bierze ślub z jakąś partią zostaje wdową po następnych wyborach (albo po jeszcze następnych, to nie ma znaczenia. Kościół, który dogmatyzuje czyjeś dziwne hobby to parodia Kościoła. Tego ślubu nie braliście w moim imieniu, nie wierzę w te wasze dogmaty. Idźcie z tym sobie gdzie indziej i nie róbcie z wiecie czego wiecie czego.

Dziękuję za uwagę. 🙂

Na zdjęciach: Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę oraz Pielgrzymka Myśliwych do Sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej.

Fot. TV Trwam.
Fot. Łowiec Tarnowski.

Zdjęcie użytkownika Szymon Hołownia.
Zdjęcie użytkownika Szymon Hołownia.

 

Jak ja mam się przekonać do polskiego kościoła?

Dzisaj – w zwykłą 33 niedzielę, Kościół na całym świecie obchodził „Dzień Ubogich”. Dzień ten ustanowił Papież Franciszek..

Nie odbiło się to szerokim echem w polskich mediach i nie była to pomoc na miarę Orkiestry Owsiaka.

Ot, gdzieś tam wydano ileś tam  talerzy z grochówką oraz przygotowano jakieś tam paczki i o innych działaniach nie wiem.

W Polsce podobno żyje ponad 300 tysięcy ludzi ubogich i bezdomnych, ale co to polski kościół obchodzi.

Kościół liczy kasę na siebie, a księża na wypasione fury i bryki!

Polski kościół zamyka usta mądrym i zdroworozsądkowycm księżom, którzy chcą naprawić polski kościół i wypowiadają się wbrew zapotrzebowaniom tegoż kościoła.

Po raz drugi zamknięto usta księdzu Adamowi Bonieckiemu, bo pochylił się nad śmiercią Zwykłego, Szarego Człowieka.

Poniższy tekst jest cytatem, aby nie było donosicielko!

  

RYDZYK NIE DOSTAJE NAKAZU MILCZENIA.
KNEBLEWSKI NIE DOSTAJE.
NAWET NA MIĘDLARA KOŚCIÓŁ JUŻ NIE REAGUJE.
ALE BONIECKI STAŁ SIĘ DLA KOŚCIOŁA NIEBEZPIECZNY.
MA MILCZEĆ…
=================================================
CZYTAJCIE , BO TO TEKST JUŻ PRZEZ KOŚCIÓŁ .. ZAKAZANY!!
Obrazek

Co się dzieje ?! To naprawdę jest groźne dla Polski!
Tych kilku mądrych,przyzwoitych księży jest skutecznie zagłuszanych!
Polski Kościół faszyzujący ??!!!!!

Wypowiedzi ks. Bonieckiego nie przynoszą korzyści materialnych dla kościoła dlatego jest niewygodny i trzeba go uciszyć. Zbyt dużo prawdy mówi w oparciu o ewangelię. Papieżowi też zamkną usta?
Hipokryci!

 

 

 

Z katolickimi fanatykami trzeba rozmawiać krótko!

Uczestniczę w pewnym forum, gdzie odbywają się różne dyskusje, na tematy wszelakie.

Rozmawiamy też tam na tematy światopoglądowe i oczywiście lecą pióra jak na każdym forum zresztą.

Dziś przeczytałam wypowiedź zagorzałej zwolenniczki PiS-u i  katoliczki.

Wypowiedź tej pani brzmi:

„Ja tylko stwierdziłam fakt, że życie bez ślubu (w KK) to cudzołóstwo i chyba nikt temu nie zaprzeczy”.

No kurza twarz, ale się wkurzyłam, bo ci fanatycy widzą źdźbło w cudzym oku, a nie widzą belki w swoim.

Dlaczego oni są tacy zakłamani i nie potrafią przyznać się do tego, że w ich katolickich szeregach są osoby, które katolikami nie powinni się nazywać, bo sami łamią wszelkie, kościelne przykazania!

Owa katoliczka napisała też, że Donald Tusk cudzołożył ze swoją żoną Małgorzatą przez 27 lat, a potem wzięli ślub kościelny. Do głowy jej nie przyszło, że ludzie z wiekiem dorastają do pewnych spraw i podejmują takie, a nie inne decyzje. Ileż jest takich małżeństw, które po latach idą do kościoła w celu zalegalizowania związku, bo się  nawracają.

Ile  ludzi chorych śmiertelnie przyjmuje sakrament, choć całe życie nie chodzili do kościoła i mają do tego prawo. Ja takich ludzi rozumiem i nie potępiam.

Zatkałam dzioba tej kobiecie, bo spytałam, co myśli o polskiej katoliczce – córce Lecha i Marii Kaczyńskich, czyli o Marcie Kaczyńskiej.

Czy życie Marty Kaczyńskiej jest wzorem dla innych katolików? Wątpię, bo Marta Kaczyńska młoda już nie jest, a jej całe dotychczasowe życie, to jeden, wielki grzech!

Oszukała pierwszego męża, że to jego dziecko, na które ten łożył i wychowywał, a kiedy się zorientował, to z hukiem kobietę zostawił.

Potem związała się z Dubienieckim, który okradł osoby niepełnosprawne i siedział za to w kiciu. Nawet nie wiem dlaczego cwaniaczek jest na wolności, ale czuję tu rękę Jarosława Kaczyńskiego.

Następną zdobyczą Marty Kaczyńskiej jest facet, który z inną ściskał się na plaży i pił z nią alkohol!

Martę to nie przeraziło i z owym cwaniaczkiem się pokazuje i z nim sypia – bez ślubu!

Na jej rozwiązłe życie patrzą jej córki i tak oto matka wpaja swoim dzieciom wiarę katolicką. Jakie to typowe w tym, politycznym, katolickim światku, że modlą się pod figurą, a diabła mają za skórą.

I tak oto tej pani wbiłam szpilę, że ani „a”, ani ‚be”.

Może Marta Kaczyńska będzie polską Liz Taylor – czyli siedem ślubów i siedem rozwodów. 😀

Kurtyna!

 

Idźcie w pokoju Chrystusa. Bogu niech będą dzięki!

Wielu księży, których spotkałem, żyło z kobietami. Oficjalnie nazywali je kuzynkami. Przyjeżdżały na plebanię same, czasem z dziećmi, ale nigdy z mężami – opowiada Tadeusz Wojtkiewicz, były ksiądz.

Tadeusz Wojtkiewicz: Byłem księdzem trzy lata, na początku lat 80. Służyłem w kilku parafiach, wszędzie było tak samo. Zetknąłem się z wszechobecną hipokryzją, kłamstwem i obłudą. Męczyłem się, nie mogłem tego wytrzymać.

Czego konkretnie?
— Chociażby celibat. Był fikcją. Wielu księży, których spotkałem, żyło z kobietami. Oficjalnie nazywali je kuzynkami. Przyjeżdżały na plebanię same, czasem z dziećmi, ale nigdy z mężami. Początkowo byłem naiwny, ale z czasem zacząłem rozumieć, że to nie są żadne kuzynki. Później okazywało się, że jeden ksiądz ma dziecko, drugi – dwójkę, a jeszcze inny – czwórkę. Dla mnie to był szok!

Po mszy przychodziły mężatki, rozwódki, starsze panie. Zagadywały, całowały po rękach, przychodziły na plebanię. Zakochiwały się, jedna była zazdrosna o drugą. Komedia.

Może trafił pan na zdemoralizowaną parafię?
— Ojciec był organistą i wychowywałem się na plebanii. Zmienialiśmy parafię sześciokrotnie. Wszędzie były kuzynki, chociaż wtedy nie rozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi. Nie jest dla mnie problemem to, że ksiądz żyje z kobietą, bo celibat już dawno powinien zostać zniesiony. Problemem jest oszustwo, obłuda. To dotyczy z resztą nie tylko celibatu. Jakiś czas temu odwiedziłem znajomego księdza. Przyjechałem, akurat odprawiał mszę. Mówił ludziom, jak mają żyć. Później zaprosił mnie na zakrystię. Mimo, że był to piątek na stole był litr wódki i kabanosy! Brat księdza siedział podpity, drugi ksiądz ledwo trzymał się na nogach. Przekonałem się, że choć od mojego odejścia minęło wiele lat, niewiele się zmieniło.

Było więcej rozczarowań?
— Po seminarium wydelegowano mnie do parafii w Chojnie. Miło wspominam tamten czas, ale szybko przekonałem się, że dla księży najważniejsza jest kasa. Nie wolno nam było udzielić sakramentu bez pieniędzy. Kiedyś zastępowałem proboszcza, który był na urlopie, udzieliłem chrztu i nie wziąłem od rodziny ani grosza. Znałem ich, wiedziałem, że w domu się nie przelewa. Ale do zeszytu trzeba było wpisać jakąś kwotę. Zapłaciłem ze swoich. Wiedziałem, że jeśli tego nie zrobię, po powrocie proboszcza nie będę miał czego tutaj szukać.

Na innych parafiach było podobnie?
— Później przenieśli mnie do dużej parafii w Szczecinie. Tam to dopiero był przepych… Były dni, kiedy mieliśmy po 6 – 7 pogrzebów. Ludzie pchali nam pieniądze do kieszeni nawet za poświęcenie trumny. Będąc wikarym, przez rok zarobiłem 400 tys. zł. Maluch kosztował wtedy 60 tys. zł.

Może to specyfika dawnych czasów?
— Być może kiedyś ludzie przychodzili do kościołów chętniej i chętniej dawali na tacę, ale reszta się nie zmieniła. Za intencje, chrzty, śluby czy pogrzeby trzeba płacić. Kiedyś było „co łaska”, teraz są cenniki.

Uważa pan, że księża powinni żyć skromniej?
— To swoją drogą, ale nie to jest największym problemem, bo jeśli ludzie dają im pieniądze, niech mają. Bardziej raziła mnie chciwość i szachrajstwo. Raz w miesiącu taca była przekazywana na cel społeczny, na przykład na Katolicki Uniwersytet Lubelski albo Caritas. Nigdy nie zdarzyło się, żeby całość zebranej kwoty poszła na wskazany cel. Jeśli szła połowa, to i tak było dobrze. Tak samo było z pieniędzmi zebranymi po kolędzie. Określona część miała iść dla biskupa. Zmieniałem parafie kilkukrotnie i nigdy nie trafiłem na proboszcza, który byłby uczciwy wobec biskupa.

Czy homoseksualizm wśród księży i kleryków to powszechne zjawisko?
— To środowisko przyciąga osoby homoseksualne. Wiadomo było, kto jest homo, a kto hetero. Księża mieli ksywki, które zdradzały ich orientację. Na tych homo mówiło się na przykład „laluś”. Ksiądz Krzysztof Charamsa, o którym było głośno w kontekście homoseksualizmu, z pewnością nie jest wyjątkiem. Osobiście znam księdza, który żyje dziś z partnerem. Ten drugi mieszka z nim na plebanii, oficjalnie jest panem „złota rączka”.

Pojechałem kiedyś z kolegą klerykiem w okolice Bydgoszczy, to były jego rodzinne strony. Odprawiał tam prymicje, czyli swoją pierwszą mszę. Spaliśmy na plebanii u księdza dziekana. Ja w łóżku, on po drugiej stronie na tapczanie. W nocy ksiądz dziekan wszedł do nas po cichutku i wskoczył koledze do łóżka. Wybiegliśmy przerażeni na korytarz. Ksiądz dziekan powiedział nam później, że to była pomyłka.

Było więcej takich pomyłek?
— Też miałem adoratora. Był taki starszy ksiądz, który ciągle się do mnie przybliżał. Któregoś razu chwycił mnie za genitalia. W seminarium nikt nie mówił ani o homoseksualizmie, ani o pedofilii, dlatego moja pierwsza myśl była taka, że ten ksiądz najprawdopodobniej zaraz mnie zamorduje. Uciekłem.

Wiele lat później odwiedził mnie ksiądz, który miał słabość do ministrantów. Siedział u mnie i płakał, że jest pedofilem. Był księdzem na małej wiosce. Ludzie wiedzieli o jego skłonnościach, ale nie donosili, bo wiele osób wspierał materialnie. Próbowałem jakoś mu pomóc. Zadzwoniłem do biskupa i poprosiłem, żeby przenieśli go w jakieś bezpieczne miejsce, na przykład do sióstr zakonnych. Biskup oddzwonił i powiedział, że tamten ksiądz jest zdrowy i że nie trzeba go nigdzie przenosić. Po jakimś czasie problem rozwiązał się sam, bo ksiądz pedofil zmarł na marskość wątroby. Ale ile osób zdążył skrzywdzić? Do dziś mam żal do tamtego biskupa.

Nie boi się pan o tym wszystkim mówić?
— Nie, bo mówię prawdę. Mam prawo ocenić to, czego doświadczyłem.

Niektórzy powiedzieliby, że lepiej o takich rzeczach nie mówić.
— Właśnie dlatego mówię, bo razi mnie ta obłuda. Boli mnie, że kiedy media piszą o księdzu pedofilu z Tylawy, podnosi się wrzawa, że to atak na Kościół. Nie ma refleksji nad tym, co się stało, nie ma wyciągania wniosków. Uważam, że im więcej będzie się mówić o patologiach Kościoła, tym lepiej dla wszystkich.

Nigdy nie żałował pan odejścia z kapłaństwa? 
— Pół roku po rezygnacji spotkałem profesora z seminarium. Powiedział mi tak: „Tadziu, przecież mogłeś być księdzem i mieć dziewczynę”. Byłem w szoku, bo ten człowiek, uczył mnie teologii moralnej. Od tamtej pory nie miałem wątpliwości, że podjąłem słuszną decyzję. Poza tym, szybko się ożeniłem. Mam syna, córkę, trzech wnuków i dwie wnuczki. Nie zamieniłbym ich na nic innego.

Łatwo być w Polsce byłym księdzem? 
— Najgorsze były początki. Nie mogłem znaleźć pracy, żyłem z oszczędności, ale przyszedł czas, kiedy nie miałem co włożyć do garnka. W końcu trafiłem na starszą panią, która wysłała mnie do ośrodka szkolno-wychowawczego dla dzieci upośledzonych w Tanowie koło Polic. Dyrektorem ośrodka był zawzięty komunista, ale był dobrym człowiekiem, przyjął mnie do pracy. Prawie trzydzieści lat pracowałem w oświacie, byłem nauczycielem klas specjalnych. Skończyłem studia podyplomowe, byłem terapeutą alkoholowym, kuratorem sądowym przy Sądzie Rejonowym w Kołobrzegu. Byłem też radnym, wójtem gminy Rymań, dyrektorem zakładu komunalnego. Teraz pracuję w uzdrowisku. Zostało mi jeszcze kilka lat do emerytury. Radzę sobie. Ale wiem, że nie wszyscy mieli tyle samo szczęścia.

 http://www.newsweek.pl/polska/kobiety-homoseksualizm-pieniadze-celibat-wyznania-bylego-ksiedza,artykuly,380424,1.html

Jeżeli Bóg jest wszędzie, to się dziś zdenerwował!

Właśnie telewizje relacjonują wielki pożar, który zajął Katedrę w Gorzowie Wielkopolskim.

Dziś Gorzów obchodził swoje święto i oto w ten dzień nastąpiła taka tragedia dla mieszkańców i dla zabytku naszej kultury!

Dlaczego się zapaliło, to z pewnością będzie badane, ale czasami sobie myślę, że to jest kara boska za to, co w chrześcijańskim kościele wyprawiają hierarchowie.

Ludzie jadą do Watykanu i płaczą na Placu św, Piotra i nie wiedzą, co dzieje się na zapleczu – a dzieje się draństwo, pedofilia, narkomania!

Za Jackiem Pałasińskim wiem, że to jest wielka obłuda i nie uronię ani jednej łzy, bo dumna z kościoła katolickiego nie jestem!

Nic tego nie zmieni jeśli czytam ile zła tam jest i patologi, a ja się nie godzę z tym, że księża na najwyższych stanowiskach w kościele gwałcą dzieci!

I dlatego kościoły stają w płomieniach i biją na alarm!

 

 

Jeszcze nie przebrzmiało echo oskarżenia kard. George’a Pella o przemoc seksualną na nieletnich, a już Stolicą Apostolską wstrząsa kolejny skandal. Próbowano go ukrywać przez kilka miesięcy, ale sprawa się wydała i znów zajmuje czołówki światowych mediów.
Mniej więcej dwa miesiące temu żandarmeria watykańska wkroczyła do apartamentów sekretarza jednego z Bardzo Ważnych Monsignorów, jednego z najbliższych współpracowników papieża. W apartamencie znaleziono kokainę. Jak wyznał aresztowany sekretarz, używał jej podczas gejowskich party, jakie organizował w budynku Sant’Uffizio, czyli Kongregacji Doktryny Wiary, tej samej, na której czele stał przez lata emerytowany papież Joseph Ratzinger – Benedykt XVI, lider konserwatywnego skrzydła Kościoła.
Na szczęście, zamiast do więzienia ksiądz sekretarz trafił na odwyk do rzymskiej kliniki. Po kilku tygodniach postanowiono, by nie powracał do Watykanu i wysłano go do klasztoru na „okres refleksji i reedukacji”.
Niestety, tym klasztorem okazała się stolica świętego Benedykta, Patrona Europy, czyli klasztor na Monte Cassino. Kilkanaście miesięcy temu opat tego klasztoru, Pietro Vittorelli, został aresztowany, za sprzeniewierzenie ponad pół miliona euro, przeznaczonych na dobroczynność. Pieniędzy tych użył na podróże po świecie, głównie do Brazylii, w poszukiwaniu uciech homoseksualnych. Klasztor zdobył złą sławę właśnie ze względów obyczajowych.
(Dygresja: nowy przeor wydał zezwolenie na postawienie wesołego miasteczka pod klasztorem, na drodze prowadzącej do Cmentarza Żołnierzy Polskich. Mimo protestów organizacji polonijnych wesołe miasteczko stało tam przez wiele miesięcy; teraz przeor planuje pobierać opłaty za przejazd drogą, prowadzącą do klasztoru i Cmentarza Polskiego)
Nic więc dziwnego, że nieszczęsny ksiądz, zamiast „wrócić do siebie” w klasztorze w Monte Cassino znów wpadł kłopoty i to na tyle ciężkie, że odbiło się to bardzo poważnie na jego zdrowiu i obecnie przebywa w Poliklinice Gemelli.
http://www.ilmessaggero.it/…/papa_francesco_lobby_gay_cocai…
Oczywiście media włoskie zadają teraz różne niewygodne pytania: dlaczego ta afera była ukrywana przed papieżem przez dwa miesiące?
Dlaczego Bardzo Ważny Monsignore, którego sekretarz był kokainomanem i aktywnym gejem, wykorzystującym pomieszczenia kurialne do orgietek, w ogóle „niczego nie zauważył”, mimo, że, jak oświadczył, „często pracowali razem do późna”.
Co się dzieje w Stant’Uffizio, dawnej inkwizycji? Najpierw ksiądz Krzysztof Charamsa, b. sekretarz Międzynarodowej Komisji Teologicznej w Kongregacji Doktryny Wiary i teraz ów ksiądz i jego mało spostrzegawczy przełożony?
https://www.ilfattoquotidiano.it/…/vaticano-fermat…/3691426/
Kuria rzymska miała być zreformowana? No tak, ale do reformy jej finansów wybrano kard. Pella, choć o jego ambiwalentnej postawie w aferach pedofilskich w Kościele australijskim (1 ksiądz na 7 okazał się pedofilem, wg. oficjalnych danych Komisji Federalnej).
Papież Benedykt XVI skarżył się na potężne „lobby homoseksualne” w Watykanie, ale nie powiedział, kto je tam zaprowadził i otaczał opieką.
Jak więc widać przed papieżem Franciszkiem stoi jeszcze wiele wyzwań. Po każdej kolejnej aferze mnożą się pytania, czy im podoła.

 Z ostatniej chwili Jacek Pałasiński donosi!:

Kiedy rano pisałem o skandalu w Kongregacji Doktryny Wiary nie spodziewałem się, że tego samego dnia po południu papież zareaguje tak stanowczo.

Kardynał Gerhard Ludwig Müller, Niemiec, nie jest już prefektem tej kongregacji, nie jest już teologicznym „numerem drugim” Stolicy Apostolskiej.

Na jego miejsce został mianowany hiszpański jezuita, Luis Ladaria Ferrer.

Wcześniej abp. Ferrer był profesorem teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie i sekretarzem Międzynarodowej Komisji Teologicznej. W 2008 r. Benedykt XVI mianował go sekretarzem Kongregacji Doktryny Wiary.

Kard. Müllerowi do emerytury brakowało jeszcze 5 lat. Ostatnimi czasy widać było wyraźnie, że on i papież Franciszek nadawali na zupełnie różnych falach. Tak sensacyjnej akcji dyscyplinarnej w Watykanie nie było w ciągu ostatnich dziesięcioleci.

http://www.huffingtonpost.it/…/il-papa-licenzia-il-prefett…/

http://www.repubblica.it/…/svolta_all_ex_sant_uffizio_papa…/

http://www.ilfoglio.it/…/papa-francesco-gerhard-ludwig-mul…/

http://www.lastampa.it/…/monsignor-ladaria-nuov…/pagina.html

http://roma.corriere.it/…/cambio-vertice-dell-ex-sant-uffiz…

Zdjęcie użytkownika Jacek Palasinski.

Kościół to wreszcie z siebie wydusił!

Polski song w sprawie uchodźców!

https://www.youtube.com/watch?v=3Xtgz9sGB7M

Biskupi w Boże Ciało: o wierze, kłamstwie, uchodźcach i wolnej niedzieli.

Abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski: Świat niewiary to także nasz świat

Podążając w procesji Bożego Ciała, dajemy wyraz tej wierze, która została nam przekazana – począwszy od czasów biskupa Jordana – przez ten wielki ponad tysiącletni łańcuch dziejów Kościoła w naszej Ojczyźnie. Jesteśmy integralną częścią tego ciągu dziejów, i podobnie jak nasi przodkowie tak i my chcemy przekazywać dalej tę wiarę, „aby świat uwierzył”.

[Niewierzący] nie tylko nie poznają Prawdy w sensie intelektualnym, ale przede wszystkim nie doświadczają Jej. Nie widzą ani nie znają Ducha Prawdy. Sprzeciwiają się Bogu i nienawidzą Chrystusa.

Świat niewiary to nie jest wyłącznie świat ateizmu, czy bałwochwalstwa. Jest to także nasz świat, świat ludzi wierzących, którzy pogrążeni są w złu.

Przypominanie o tych sprawach jest dzisiaj konieczne także z powodu kryzysu prawdy, jaki przeżywamy. We współczesnej kulturze często występuje tendencja do przyjmowania za jedyną prawdę tej, która jest związana z techniką i nauką. Prawdziwe – uważamy – jest tylko to, co człowiek potraf doświadczyć i zmierzyć. Tylko to, co jest widzialne i dotykalne.

Dzisiaj wydaje się, że jedyną prawdą pewną jest tzw. prawda naukowa, którą możemy się podzielić z innymi. Tymczasem wiedza naukowa, choć niezwykle ważna dla życia człowieka, sama w sobie nie wystarcza. Potrzebujemy nie tylko chleba materialnego, ale także miłości, sensu, nadziei, solidnego fundamentu, które pomogłyby nam żyć z sensem także w czasach kryzysu, w ciemnościach, w trudnościach związanych z codziennymi problemami. A to właśnie daje nam wiara.

Wiara nie jest zwykłą intelektualną zgodą człowieka na szczególne prawdy dotyczące Boga. Ona jest aktem, przez który – w sposób wolny – powierzam się Bogu, który mnie kocha. Na Krzyżu Jezus z Nazaretu, Syn Boży ukazuje nam, jak daleko posuwa się ta miłość – aż do daru z siebie, aż do całkowitej ofiary. Wiara jest uwierzeniem w tę miłość Boga, która nie słabnie w obliczu niegodziwości człowieka, w obliczu zła i śmierci, ale jest zdolna do przekształcania wszelkiej formy zniewolenia, dając możliwość zbawienia.

Abp Wojciech Polak, prymas Polski: Eucharystia nikogo nie wyklucza

Eucharystia zawiera naprawdę wszystko, co jest życiem człowieka i jego zbawieniem. W Niej jest wszystko, co nam jest naprawdę w życiu potrzebne. Ona jest przecież darem przekraczającym nasze najśmielsze oczekiwania i pragnienia. Eucharystia jest także sercem naszego życia wiary. Jest sercem, które nas ożywia. Jest sercem, które napełnia nas radością. Jest sercem, które prawdziwie łączy. Eucharystia jest więc sakramentem jedności. Sakrament ten nikogo nie wyklucza.

Nie niesiemy w monstrancji jakiejś magicznej mocy, reklamowanego produktu, który będzie panaceum na wszelkie trudne sytuacje i ludzkie problemy. Niesiemy Boga, którego obecność pod postacią chleba – a więc także obecność w nas, gdy Go przyjmujemy – jest nie tylko wielką łaską i darem, ale również ogromnym zobowiązaniem, by teraz poprzez życie i wiarę ukazywać Go innym.

Czy więc my, przez naszą obecność i nasze życie, jesteśmy tymi, którzy mówią i ukazują innym obecność Jezusa? Czy Jego moc, Jego miłość, Jego przebaczenie, Jego łaska, Jego otwarcie na drugiego człowieka, Jego wyjście do biednych i ubogich, do odtrąconych przez ludzi, do uchodźców i przybyszów, jest teraz również i naszą postawą? On żyje w nas, a my z Nim i przez Niego. Czy jednak żyjemy tak, jak On?

Kard. Kazimierz Nycz: Zaczynajmy od przygarniania z ulicy

Chcemy być Kościołem dla wszystkich ludzi dobrej woli, zwłaszcza gdy przychodzą pokusy osłabienia jedności, bądź niebezpieczeństwa podziałów i wykluczenia.

Słowa Jezusa: „aby byli jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty mnie posłał” to też jest misja, z jaką Bóg nas posyła dziś na ulicę. Procesja do Pana, procesja z Panem, jest równocześnie procesją ku sobie nawzajem. Aby w takiej procesji ku sobie nawzajem uczestniczyć szczerze, potrzeba pokonywać uprzedzenia, ograniczenia, wszelkie blokady i zawsze iść za Nim i z Nim.

Jezuita Karl Rahner pisał: „Poprzez procesję Bożego Ciała mówimy sobie, że jesteśmy pielgrzymami, którzy nie mają tutaj trwałego miejsca. Procesja jest świętym ruchem ludzi, rzeczywiście ze sobą związanych, łagodną falą spokoju i majestatu, pochodem z kornie złożonymi dłońmi, a nie gorzko zaciśniętymi pięściami. Pochodem, który nikomu nie zagraża, nikogo nie wyklucza i błogosławi nawet tym, co stoją zdziwieni i patrzą, niczego nie pojmując. Jest to ruch, co niesie ze sobą wszystko, co święte i wieczne, który ma w sobie pokój i jedność. A idzie z nimi Pan dziejów”.

Ewangelie czytane i rozważane przy każdym ołtarzu pomagają nam zrozumieć istotę kultu Eucharystii, wręcz istotę chrześcijaństwa, której nie można zamknąć tylko w oderwanej od życia pobożności. Do tej istoty należy misja, ewangelizacja, świadectwo. Do tej istoty należy życie chrześcijańskie w duchu Ewangelii i udział w przemianie świata, zawsze rozpoczynanej od siebie. To dlatego w procesji wchodzimy w środek codziennego życia człowieka i w środek ludzkich problemów. Mocnym symbolem tej obecności w środku ludzkich spraw są tegoroczne ołtarze, z tłem różnych monstrancji używanych przez wieki w Kościele i na Boże Ciało. Przecież nie chodzi tylko o promowanie sztuki sakralnej, ale o pokazanie jak Chrystus w Eucharystii towarzyszy Kościołowi w czasach dawnych, ale też kapłanom w obozie koncentracyjnym w Dachau oraz całkiem współcześnie.

Nie przez przypadek słyszymy podczas procesji ewangelię o rozmnożeniu chleba. Odczytujemy ją nie tylko jako zapowiedź Eucharystii, ale konkretne zaproszenie do dzielenia się chlebem z tymi, którzy go nie mają, bądź mają go znacząco mniej niż my. Chleb, tak jak to rozumiał patron roku św. brat Albert, kiedy mówił: „trzeba być dobrym jak chleb”, jest symbolem tego, co mamy do zrobienia jako uczniowie Chrystusa. On, św. brat Albert, podobnie jak inni, Matka Teresa z Kalkuty, nie zaczynali od ewangelizacji i praktyk pobożnych. Zaczynali od przygarniania z ulicy, od im dania chleba, schronienia, szukania dróg powrotu do społeczeństwa. To była skuteczna droga przywracania godności, a także droga ewangelizacji.

Abp Henryk Hoser: Profanacja ewangelii jest faktem codziennym

Wiara, religia to nie jest tylko sprawa prywatna, która celebrujemy przy zamkniętych drzwiach swoich wewnętrznych pomieszczeń, ale to jest również fakt publiczny; to jest również element, który kształtuje i powinien kształtować społeczeństwo.

Nikt od stołu Bożego nie powinien odchodzić głodny. Eucharystia jest największym skarbem Kościoła. Spożywanie tego chleba jest gwarancją życia wiecznego; bez niego życia wiecznego osiągnąć nie sposób.

Warto sobie uświadomić, jak bardzo jesteśmy w oddaleniu od właśnie tej prawdy, która ma nas budować, a nie rujnować; że kłamstwo stało się faktem społecznym coraz bardziej zajmującym przestrzeń naszą duchową, jak również umysłową.

Kłamstwa używa się bardzo świadomie, jest ono perfidne, ubrane często w pozory prawdy. Poprawność polityczna należy również jakże często do kłamliwych postaw, które musimy rozpoznać na czas, by jej nie ulegać i za nią nie iść. W przestrzeń medialną wpuszczane są fałszywe wiadomości po to, żeby stały się narzędziem walki, najczęściej walki o władzę i pieniądze.

Nic zatem dziwnego, że Kościół broni Eucharystii, broni przed świętokradztwem, broni przed profanacją. Ta obrona jest konieczna dlatego, że świętokradztwo, profanacja ewangelii jest faktem codziennym; jest faktem również publicznym; jest faktem podtrzymywanym przez pewne nurty. Nie sposób nie wspomnieć o obrazoburczych, profanacyjnych sztukach teatralnych, które stały się ostatnio modne.

Kultura areligijna jest kulturą zanikową, jest kulturą marnienia i podlenia; i to historia nam już niejednokrotnie udowodniła.

Musimy z tym walczyć, gdyż kłamstwo jest m.in. uderzeniem w jedność narodu. Nie dziwmy się, że jesteśmy świadkami, często bezsilnymi, takiego teatru kłamstw, histerycznych coraz bardziej, które nas bulwersują i które nie dają nam drugiej ważnej, potrzebnej cechy społecznej, jaką jest zaufanie.

Tracimy zaufanie między sobą; do tych, którzy występują na scenie publicznej; którzy odgrywają różne sztuki; którzy powodują teatralizację naszego życia i którzy lekceważą prawdę, lekceważą człowieka, jego godność; depczą to, co jest najwyższe i ściągają na bardzo niskie poziomy.

Abp Marek Jędraszewski: Niedziela Boża i nasza

Nie wolno nam lekceważyć trzeciego przykazania Dekalogu, które nakazuje „Dzień święty święcić”. Jest to sprawa, która dotyczy nie tylko osób wierzących, ale całego naszego społeczeństwa. Chodzi bowiem o to, aby w imię solidaryzmu społecznego wszystkim zapewnić możliwość niedzielnego odpoczynku, który pozwala na godne przeżycie niedzieli w kręgach rodzinnych i przyjacielskich. Wiele dzieci cierpi z tego powodu, że ich rodzice nie mają dla nich czasu nawet w świąteczne dni.

Podejmując to ważne zagadnienie, pragniemy z całą mocą przyłączyć się dzisiaj do tych wielorakich głosów, które jednoczącą się we wspólnym wołaniu: „Niedziela Boża i nasza”. Niedziela będzie naprawdę nasza, jeśli – jako ludzie wierzący – uczynimy wszystko, aby przede wszystkim była ona Boża.

Musimy być i czuć się odpowiedzialnymi za życie każdego człowieka – w tym za życie dzieci jeszcze nienarodzonych, które żyją pod sercami swych matek i które oczekują przede wszystkim od nich serca przepełnionego miłością. Odnosi się to także do tych dzieci, które są dotknięte biologicznymi wadami. W imię eugeniki nie wolno nikogo pozbawiać życia! To sprawa nie tylko wrażliwości społecznej, ale państwa, które musi jednoznacznie stanąć w ich obronie, a rodziców tych dzieci wspierać w ich trudach rodzicielskich i wychowawczych.

Abp Wiktor Skworc: Zaproszenie – również do migrantów i uchodźców

W liturgii uroczystości Ciała i Krwi Pańskiej wyraża się sposób istnienia, relacja Kościoła do świata. Procesja Bożego Ciała to nie widowisko, nie manifestacja, a ręka Kościoła z chlebem na dłoni, wyciągnięta do wszystkich, zaproszenie skierowane do każdego człowieka, do migrantów i uchodźców również.

Każdy musi się przyczyniać do rozwoju dojrzałej kultury otwartości, która ma na uwadze jednakową godność każdej osoby i należytą solidarność z najsłabszymi, domaga się uznania podstawowych praw każdego migranta. Do władz publicznych należy sprawowanie kontroli nad ruchami migracyjnymi, z uwzględnieniem wymogów dobra wspólnego. Przyjmowanie migrantów winno zawsze odbywać się w poszanowaniu prawa, a zatem – gdy to konieczne – towarzyszyć mu ma stanowcze tłumienie nadużyć.

 http://laboratorium.wiez.pl/2017/06/15/biskupi-w-boze-cialo-o-wierze-klamstwie-uchodzcach-i-wolnej-niedzieli/

„Karygodny” – to film o tuszowaniu pedofilii w kościele!

Zawsze oburzał mnie i oburzać będzie zły dotyk wobec dziecka.

Fizycznie i psychicznie mnie to boli, bo nikt nie ma prawa robić tego dziecku.

Ani ojciec, ani matka, a tym samym obca osoba nie może krzywdzić dziecka.

Za takie działania powinny być najwyższe kary i wieloletnie więzienie i nie obchodzi mnie, że pedofile w więzieniu są gnębieni.

Krzyczę więc – ręce precz od dzieci!

Dorosła osoba, która dopuszcza się tak nikczemnego czynu nie zdaje sobie sprawy z tego, że już na starcie nie tylko gwałci dziecko, ale gwałci jego psychikę na całe życie.

Piszę o tym dlatego, że mnie to tak mierzi i boli, iż jakoś ostatnio trafiam na filmy o krzywdzie zadanej dziecku.

Dziś obejrzałam dobre, solidne kino niemieckie, a film nosi tytuł „Karygodny”.

Nie wiedzieć czemu, ale ten film przeszedł niezauważony, a ja uważam, że jest bardzo ważny.

Opowiada on o molestowaniu chłopców w niemieckim kościele i oczywiście ukrywanie przez kościół takich zachowań.

Ksiądz pedofil może się w kościele czuć bezpieczny, bo kościół nie ujawnia takich czynów, a pedofila kryje.

Ksiądz pedofil nawet po ujawnieniu się ofiary, może liczyć na kaucję, by mógł wyjść z więzienia i dalej zajmować się kapłaństwem.

Na ten temat powstało już wiele filmów, ale i one nie wygrają ze skostniałym i nieczułym kościołem na całym świecie.

Dalej robią te draństwa i robić będą!

 

 

 

Coraz bliżej święta!

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia.

To cudny czas będzie jak zawsze spędzony z Rodziną.

Oczywiście będzie choinka, światełka, nakryty stół, ozdoby i koniecznie musi być dobra atmosfera, gdyż to jest podstawą świętowania. Tak więc żadnych tematów politycznych przy stole, a tylko prezenty, spożywanie świątecznego jadła, kolędy.

Nie jestem zgorzałą katoliczką, ale traktuję te święta, jako święto rodzinne, które powinno zostać w pamięci wszystkich, aż do następnych świąt spędzonych w gronie rodzinnym. To jest dla mnie priorytetem, a oprawa świąteczna jest dla mnie cudnym dodatkiem, który cieszy oko.

Uwielbiam polskie kolędy, a najbardziej „Lulajże Jezuniu, moja perełko”.

Uważam, że polskie kolędy są najpiękniesze na świecie i cieszą moje uwrażliwione na muzykę uszy.

Zawsze szybciej chwytałam melodię od treści piosenek, a muszę się pochwalić, że kiedyś dość ładnie śpiewałam w sopranie. 🙂

Czasami, a może nawet często rozmawiam sama ze sobą i zadaję sobie pytanie – dlaczego jestem tak z dala od kościoła? Dlaczego mam awersję do księży? Dlaczego nie potrafię pokochać Boga?

Odpowiedź nie jest prosta, ale wynika to chyba z tego, że kościół skrzętnie ukrywa pedofilię.

Już Papież Jan Paweł II wiedział, co w kuluarach kościoła się dzieje, a jednak przymykał na to oko i nic z tym nie zrobił. Przyjmował u siebie założyciela Legionów Chrystusa, który gwałcił notorycznie dzieci i miał żonę i dzieci. Nazywał się  Marcial Maciel i można o nim poczytać w sieci na Wikipedii. Niestety, ale nie był jedynym, który krzywdził dzieci. Ich jest tysiące!

Obejrzałam film na Vod pt. „Kościół za zamkniętymi drzwiami”, z którego dowiedziałam się o wielkich draństwach w kościele i zmroziło mnie po raz kolejny!

To nie powinno tak być, że w kościele na całym świecie gwałcone są tysiące dzieci, którym łamie się życie i życie ich rodzin.

Właśnie Papież Benedykt zrezygonował z papiestwa, bo nie potrafił sobie z tym procederem poradzić. Wolał odejść, kiedy różne środowiska antypedofilskie dobierały się mu do skóry.

Nie godzę się na to i dlatego moje święta są dalekie od kościoła. Uważam dziecko za świętość i żadna pseudoświętośc nie powinna go krzywdzić.

To tyle moich rozważań, ale od jutra szykuję dom na rodzinne święta.

Obejrzycie najpiękniejsze rekamy świąteczne 2016 roku i wysłuchajcie cudownej kolędy w wykonaniu męża Oli Kwaśniewskiej – Pana Badacha 🙂

O moja Polsko! Cóż oni ci robią?

Kiedy ponad rok temu toczyły się rozmowy, na kogo by tu oddać głos w wyborach ostrzegałam kogo tylko mogłam.

Czułam, że kiedy PiS dojdzie do władzy to zrobią w kraju armagedon na skalę światową. 

Wiedziałam, że te ich rządy do niczego dobrego nie doprowadzą, ale nie wiedziałam tylko, że nastąpi to tak szybko.

Już minął ponad rok tego nierządu, a Polska zamienia się w ruinę. 

Nie byłoby to takie bolesne, jeśli nie przeżyło się 25 lat z hakiem w miarę normalnym kraju.

Teraz przecieram oczy ze zdumienia każdego dnia z powodu draństwa, niekompetencji, mściwości tych ludzi, którzy do władzy się dorwali.

Boję się o moje Wnuki, bo czytam w sieci różne kwiatki.

To nie są zmyślone tematy, bo staram się czytać ludzi mądrych, których ta destrukcja boli tak samo jak mnie.

Przeczytajcie!

 

ppłk Adam Mazguła – pisze:

Młodzież nie ma swoich bohaterów i wzorców wartości!
Dwa ostatnie dni spędziłem wśród młodzieżowych liderów organizacji pozarządowych. Opowieści ze szkoły zatrważają!
Przekazała mi pewna nauczycielka informację, że na lekcji szkolnej w gimnazjum, omawiano bohaterów narodowych. Młodzież burzyła wszystkie autorytety narodowe. Okazało się, że Tadeusz Kościuszko to zdrajca bo walczył z biskupami, za co Polska popadła w niewolę. Lech Wałęsa to komunistyczny „Bolek” , a Józef Piłsudski to lewak, który na dodatek zorganizował przewrót majowy. Skąd więc ta wiedza spytacie? Od pani katechetki z lekcji religii. 
To nie odosobniony przypadek. Młodzież jest zagubiona. Politycy, których jest najwięcej w mediach udowadniają, że kłamstwo się opłaca, a oszustwo pozostaje bez konsekwencji. Opluwa się autorytety, niszczy wartości. W domach, na podwórkach szkolnych i w kościołach karmi się dzieci propagandą podziału społecznego i walki z wszystkimi i o wszystko. 
Młodzież ucieka w świat wirtualny. Wartością stały się pokemony, wzorcem bohaterowie kreskówek, czy gier wojennych. Wojna stała się grą przygodową w zabijanie. Słabsi uciekają w dopalacze i narkotyki. 
To się dzieje naprawdę. 
To my dorośli odpowiadamy za upadek wzorców naszych wartości, co w konsekwencji powoduje, że młodzież wzrasta obok społeczeństwa. 
Jak się bronić? Polecam zaangażowanie w harcerstwo, w kluby sportowe, muzykę, koła naukowe. Wszystko to, co odciągnie uwagę dzieci od telewizora i ulicznych staczy w bramach. Na uspokojenie nastrojów społecznych i modę na odpowiedzialność za czyny i słowa, które to, mogły by stać się wzorcem dla młodzieży, w obecnym czasie nie liczę! . 
I jeszcze jedno ! Musimy pogonić ze szkoły katechetów, którzy niszczą dziecięce umysły.