Archiwa tagu: groźby

Boję się fanatyków!

Kto się nie boi, to niech otworzy klip u góry i posłucha, co już jest postanowione w sprawie naszego kraju! Będziemy zmieceni z powierzchni ziemi i wiecie co? Drugi raz po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce – poważnie się przestraszyłam.

Kiedy był stan wojenny najbardziej wystraszyłam się chodzących żołnierzy w mroźną zimę, uzbrojonych po zęby. Miałam małe dzieci przecież, a nie można było przewidzieć, jakie będą odgórne rozkazy i czy dojdzie do wystrzeliwania ludzi na ulicach. Bałam się jak diabli doniesień, że gdzieś tam otworzono ogień do strajkujących i krew się polała. Nie było w domu męża, bo też został zmobilizowany. Wówczas, jako młoda żona i matka, drżałam jak inne matki w naszym kraju i drżałam o swoją rodzinę. Na szczęście wszystko skończyło się na wielkim strachu, bo żyjemy już 25 lat w wolnej Polsce, ale…

Rosja się zbroi na potęgę, a ja zaczynam poważnie się bać. Parę dni temu powiedziałam do męża, że boję się o nasze wschodnie granice, bo Putin niebezpiecznie się do nich zbliża, ale po wypowiedzi rosyjskiego fanatyka Żyrinowskiego,  że naloty dywanowe zmiotą nasz kraj z powierzchni ziemi, jestem wysoce zaniepokojona. To nie są słowa rzucone ot, tak – na wiatr! Widocznie w komnatach Kremla o tym się mówi, a żeby dotarło w świat, wysyła się clowna, który straszy mój naród. 

Uważam, że mamy prawo się bać, bo jakiś inny fanatyk może odbezpieczyć jakąś tajną broń i wylecimy w powietrze, ani się obejrzymy. Nie wierzę takim ludziom jak Putin i jego zaślepionej świcie. Nie wierzę i już, bo kiedy prawie bezkrwawo wzięli sobie Krym pod przykrywką żołnierzy ufoludków, to dlaczego nie mieli by chrapki na Polskę?

Nienawidzę koloru khaki, na który pomalowane są te wszystkie złowrogie maszyny wojenne i  jakby Putin odgadł moje myśli, bo wysłał pomoc humanitarną na Ukrainę. Ciężarówki pomalowane na biało i znów nie wierzę w tę pomoc, bo Rosja potrafi tylko zabierać, a dawać raczej nie potrafi. 

Nigdy nie myślałam, że będę musiała się obawiać o mój kraj i moją rodzinę i nie chcę nikogo straszyć, ale jesteśmy w dużym niebezpieczeństwie, którego lekceważyć nie powinniśmy. Mieszkam na zachodzie, ale skoro mają być naloty dywanowe, to i o zachód zahaczą, bo wariatów w polityce nie brakuje – naszej też!

Reklama

Chowam się wciąż i unikam odłamów i śmierdzących odprysków!

Mój blog ma już ponad rok i dwa miesiące, tak coś około i stwierdziłam, że jest mi teraz o wiele trudniej, a dlaczego?

Kiedy postanowiłam, że będę pisała w sieci, nie byłam świadoma, że wcześniej, czy później, blog trafi między ludzi. Nie starałam się o ekstra promocję, bo fan – page założyłam chyba trzy miesiące temu i to za namową Blog.pl. Pomyślałam sobie, a dlaczego by nie, bo w końcu Onet polecił już kilka moich notek, a więc piszę o czymś w końcu.

Z czasem poznałam wirtualnie kilku blogierów, czy  blogierek i dodałam ich do ulubionych i tak jakoś się to rozkręciło. O moim blogu, na początku nie wiedziała moja rodzina, a więc pisałam sobie bezpiecznie, najczęściej o mnie i moich sprawach, ale kiedy się zdradzili, że mnie czytają, to pomyślałam, że muszę ważyć bardzo dokładnie każde słowo i zdanie, aby nie powstały z tego jakieś niedopowiedzenia, albo gorzej, oskarżenia, że piszę nierzetelnie i tendencyjnie. Zdałam sobie sprawę, że jestem czytana nie tylko przez rodzinę, ale i przez miejscowych obywateli mojego miasteczka, którzy jakimś cudem tutaj dotarli.

Ale, ale, jak do tej pory nie wstydzę się swojego pisania i nie mam sobie nic do zarzucenia, bo staram się w każdej notce być obiektywną i sprawiedliwą. To są moje myśli i odczucia przelewane na klawiaturę i tutaj, w tym moim miejscu, mam do tego prawo. Po to są blogi, aby na nich wylewać, to, co nas gnębi, boli, cieszy, irytuje, cieszy, wzburza, wkurza itd. To na blogu mamy prawo napisać najbardziej intymne nasze sprawy i oczekujemy komentarzy, które nas zganią, bądź podniosą na duchu. Blog, to nasz dziennik i pamiętnik, na którym wylewamy radość i łzy, a także dzielimy się optymizmem, a w gorszych dniach pesymizmem. Ktoś to wymyślił i ludzie podjęli rękawicę i stąd w sieci funkcjonuje tyle blogów, które lubimy bardziej, lub mniej,

Pewnie, że można pisać do szuflady, ale w dzisiejszym świecie to jest takie niemodne przecież i czytając inne blogi, dochodzę do wniosku, że dobrze się stało, że przez blogi się poznajemy, ale jest u mnie jedno ale…

Pisałam już tutaj, że należałam swego czasu do użytkowników forum Cafe Senior, gdzie zostałam zbanowana na wieki, choć dalej twierdzę, że niesłusznie, bo jedna użytkowniczka odważyła się o mnie po roku nieobecności napisać tak: „Pamiętasz jak Scarlet założyła wątek ”Polska bez kompleksów” i jak tam pięknie pisała ona i kilka innych osób o Polsce i jej zakątkach i o tym jak pięknieje i się rozwija,ale to było nie wygodne. Szczególnie takiej jednej zardzewiałej.
Szkoda wątku ,szkoda Scarlet, ale niech tam, bo inna miała odwagę odpisać, że widocznie Admin miał takie życzenie, a ja się  pytam, czy Admin to nieomylny Bóg jest do cholery?  Nie tęsknię do tej społeczności, tym bardziej, że forum opanowały osoby, mocne w gębie i mnie to mierzi i doskwiera, że nie ma równości nawet na forach, bo w Polsce z reguły liczą się mocniejsi w gębie, a delikatni, choć  mądrzejsi,  muszą usunąć się na bok i czekać, aż wymrze pokolenie betonu, ale to jeszcze trochę potrwać musi, bo beton jest twardy i może długo jeszcze funkcjonować w przestrzeni publicznej. Beton jest niezniszczalny, bo beton wychował następne pokolenie betonu, ale miejmy nadzieję, że delikatni i mądrzejsi,  kiedyś do głosu dojdą.

Otrzepuję się wciąż z tego forum, które nad wyraz za mną tęskni, bo jednostki, co rusz docierają na mego bloga i straszą mnie prokuratorem, a za co? Za pisanie prawdy o forum, ogarnięte przez beton pisowski najbardziej. Nie szkodzi, że beton pisowski nie wspiera seniora. Nie szkodzi, że beton poniża seniora i nie szkodzi, że każe seniorowi zmieniać pampersy i zbierać kupy z podłogi ze strachu przed Kaczyńskim!

Nie szkodzi, że panie mieszkające poza granicami kraju, którego zupełnie go już nie znają, śmieją się z polskiego seniora, że ma małe emerytury i brakuje im na leki, a one opływają w dobra tego świata i tu nóż w kieszeni się otwiera, bo Polak swoją dumę jednak ma! Otwiera się nóż w kieszeni, bo w końcu nikt nie będzie nam mówił jak mamy żyć i nie ubolewamy, że w odpowiedniej chwili nie wyjechaliśmy na saksy, by gdzieś tam płacić podatki. Zostaliśmy tutaj, a jeśli, to niech nikt szpili nam nie wpycha, bo sami sobie damy radę – zrozumiano Polonio!

I tak mi piszą w komentarzach, że mnie zadenuncjują do Admina portalu, i wsadzą mnie do więzienia, bo piszę prawdę. I tak mi dokopują i straszą prokuraturą, a ja się wciąż otrzepuję jak od mrówek, os, zaskrońców i innych gadów i owadów. Wzdrygam się z drgawkami od tego forum, które teraz mi śmierdzi i czuję niesmak. Otrząsam się i uchylam jak od odłamków z granatu, nie wchodząc wcale na pole minowe, a jednak mnie tu dopadają, za moim Facebookiem, a ja spuszczam to szambo i żyję dalej i piszę! I będę pisała, mimo, że już cztery megiery zbanowałam. Powietrze jest lżejsze – do jutra kochani!

A kiedy powiesz sobie dość!

Edyta weszła właśnie w wiek emerytalny po 40 latach pracy. Nie musiała jeszcze, ale chciała. Chciała odpocząć i mieć już czas tylko dla siebie. Była po ciężkim rozwodzie z mężem, który znalazł sobie młodszy model, a ponieważ zawsze świetnie zarabiał na kierowniczym stanowisku, to młodszy model nie miał żadnych obaw i skrupułów, to  właśnie udało się mu rozbić małżeństwo z 30 letnim stażem.

Edyta bardzo to przeżyła, aż tak bardzo, że musiała przez rok przeleżeć na kozetce u psychologa. Pomogło i odzyskała wiarę w siebie. Ponownie chciało jej się żyć i uśmiechać do losu, no bo któż tam wie, co zdarzyć się jeszcze może. Była otwarta na nowe znajomości, ale się nie spieszyła. Jeśli ma przyjść jakaś odmiana, to się zjawi.

Postanowiła na zasłużonej emeryturze dużo jeździć na wczasy, bo było ją na to stać. Odwiedzała muzea i galerie. Pragnęła chłonąć swoją wrodzoną wrażliwością – życie. Zawsze była otwarta na dobre kino i książkę, a więc sobie nie żałowała smakować sztukę.

Dzieci były za granicą, a więc kontakt z nimi rzadki, trochę ją smucił, ale od czego są w końcu telefony? Tak, są telefony, ale stały się one coraz rzadsze od koleżanek i znajomych z pracy. Nie chciała się narzucać i z czasem poczuła się osamotniona. Na początku znosiła to i nie było jej smutno, ale z czasem zaczynała jej ta samotność doskwierać. Lubiła swój dom, a więc przybyło w nim więcej kwiatów i zdecydowała się na zmianę wystroju. Kupiła nowe meble, zmieniła zasłony i po remoncie postanowiła być szczęśliwa. Remont trwał dość długo, ale zakupy nowych kafelek i innych towarów potrzebnych – sprawiało jej przyjemność. Nie miała czasu myśleć.

Pewnego poranka obudziła się, a za oknem już świeciło poranne słońce. Promienie skradały się nieśmiało otulając jej pościel i ją. Powinno to sprawić, że zacznie przyjemnie kolejny dzień, a jednak nie chciało jej się wstać. – Może jestem przemęczona, pomyślała i postanowiła ten dzień poświęcić na słodkie lenistwo z książką przez cały dzień. Zrobiła sobie śniadanie i wskoczyła ponownie do łóżka. Wieczorem obejrzała dobry film i tak minął jej dzień na nic nie robieniu.

Następnego poranka oblał ją smutek i znów nie chciało jej się wstać, tak jakby uleciało z niej życie. – Co jest ze mną – zaniepokoiła się. – Muszę zacząć normalnie żyć i z ledwością  wygramoliła się z pościeli.

Usiadła na fotelu i zastanowiła się dlaczego tak dziwnie się czuje. – Może to samotność i ta wszechobecna cisza tak ją zwaliły z nóg – zgadywała.

W telewizorze była pogadanka o seniorach, którzy uczą się obsługiwać komputery i z nich korzystać. Zaciekawił ją temat i po szybkim prysznicu postanowiła iść do sklepu i dowiedzieć się jaki sprzęt komputerowy będzie dla niej łatwy w obsłudze.

Za dwie godziny ustawiła swoje cacko tuż przy oknie na biurku. Była ciekawa tego świata tam, w tym niepozornym okienku. Nie była taka zielona, bo w pracy korzystała z programu komputerowego potrzebnego jej do wykonywania paru czynności. Wiedziała czego chce poszukać i wpisywała frazy w wyszukiwarkę i nagle znalazła się na portalu randkowym.

Ileż ludzi jest na tym świecie, poszukujących drugiej połówki – pomyślała. Zaczęła czytać ich oferty i wymagania i często się uśmiechała pod nosem, jakie to ludzie umieszczali wpisy, aby się zareklamować. Wszyscy bez  wad i niezmiernie rodzinni oraz wrażliwi. Akurat!

Drogą prób i błędów wgrała na portal randkowy swoje zdjęcie. Wyglądała na nim bardzo szykownie, w małej czarnej i w czerwonych szpilkach. Edyta była bardzo apetyczną kobietą i zawsze się podobała  płci przeciwnej.

Była ciekawa co z tego wyniknie i za kilka godzin miała na swoim profilu 15 ofert, którym pilnie się przyjrzała. Na kilka odpowiedziała, resztę ominęła jako nic nie znaczące. Cieszyła się, że jej profil wzbudził zainteresowanie.  – Może spotka jeszcze szykownego pana, który potowarzyszy jej w wędrówce przez dalsze życie – nieśmiało marzyła.

Pewnego dnia, kiedy odkryła swój profil, ktoś napisał, że jest bezwstydną, starą babą polującą na facetów. Wiadomość zawierała obraźliwe słowa i pisał to ktoś, kto ją zna. Nie wzięła sobie tego bardzo do serca, bo wiedziała już, że sieć rządzi się swoimi prawami i wywaliła komentarz na zawsze. Niestety, ale wpisy były coraz bardziej brutalne, naszpikowane wymysłami i obelgami. Ktoś miał bardzo rozbudowany słownik i skutecznie ją zaszczuł. Usunęła profil i już nigdy więcej tam nie zajrzała.

Korzystała dalej z Internetu, ale bardzo zachowawczo, jako obserwatorka bardziej, niż dyskutantka.

Pewnego dnia w jej skrzynce na listy znalazła list w kopercie bez adresu. List został przez kogoś włożony, a napisany był na klawiaturze, tak aby nie można było poznać charakteru pisma. List był z groźbami i wymyślonymi historiami, jakoby Edyta narobiła przekrętów w pracy księgowej, a także przekazania owych materiałów do prokuratury.

Nie miała nic na sumieniu, a więc list porwała na drobne kawałki wyrzucając do kosza. Zrobiła sobie kawę i włączyła telewizor, aby opadły ją emocje. Nie chciała już o tym myśleć, ale czuła, że ktoś chce ją zniszczyć i oczernić w miejskim środowisku.

Pewnego razu idąc ulicą po zakupy, zauważyła duży plakat na drzewie z napisem, że Edyta ta i ta z nazwiska jest złodziejką i okradła zakład pracy i sobie teraz dobrze żyje.

Zdjęła plakat nerwowym ruchem i skierowała się na policję. Okazało się, że takich plakatów w mieście było więcej i policja już o tym wiedziała. Obiecali jej, że zajmą się sprawą, ale na to trzeba czasu.

Uspokojona wróciła do domu, ale kiedy podeszła pod drzwi mieszkania, zauważyła, że jej drzwi oblane są śmierdząc mazią i zostawiono kartkę – zniszczę cię, to tylko kwestia czasu! Kolejny dowód trafił na policję i znów usłyszała, że sprawą się zajmą, ale muszą mieć więcej czasu.

Poczuła się zastraszona i zamykała się w domu na wszystkie możliwe zamki. Pozamykała wszystkie okna i zaciągnęła rolety, aby nie widzieć świata. Wyłączyła telefon, bo wciąż przychodziły sms-y z groźbami i wulgaryzmami. Zaszczutą Edytę widziano jak ukradkiem przemierza ulice, aby kupić sobie coś do zjedzenia. Policja milczała i poczuła się w tym wszystkim osamotniona.

Kiedy pewnego poranka zauważyła, że ma porysowaną karoserię samochodu, zgniecioną kamieniem maskę i przebite wszystkie opony, wzięła z samochodu linkę i….. – powiesiła się w piwnicy.

Po jej pogrzebie policja odkryła IP osoby winnej i namierzyła jej telefon. Okazało się, że sprawczynią tej tragedii był młodszy model, który był bity i katowany przez męża Edyty!