Archiwa tagu: strość

„Cała sala śpiewa z nami” – jest zakochany :)

My ludzie już niezbyt młodzi lubimy wracać do swoich młodych lat. 🙂

Wspominamy, to wszystko, co nas cieszyło w czasach słusznie minionych, bo były to czasy niełatwe, ale zawsze się coś znalazło, co nas jednak cieszyło.

Teraz wszyscy celebryci robią wszystko, by było o nich głośno, a raczej bardzo głośno. Stoją na ściankach i plotą androny, których nie chce się słuchać, gdyż nie mają o sobie niczego, ciekawego do powiedzenia.

Opowiadają o dietach, modzie i jest to targowisko próżności, a więc tym milej mi przedstawić tą parę, o której nie piszą media, gdyż to są ludzie z klasą i wiedzą jak się w tym świecie próżności ukryć ze swoją miłością.

Ja to tym nie wiedziałam, a Wy?

Wszystkiego najlepszego i wielkiej miłości w tym dojrzałym wieku. 🙂

Jerzy Połomski. Nie mamy ślubu, ale nie możemy bez siebie żyć.

 

Jerzy Połomski (83 l.) nigdy nie ukrywał, że nie jest stworzony do stałych związków. Mimo, że nie założył rodziny, to jednak od wielu lat znakomicie dogaduje się z Edytą Wojtczak (80 l.), dawną gwiazdą telewizji. Z którą łączy go do dziś wyjątkowa więź.

Parę przyjaciół można regularnie spotkać na przykład w warszawskich teatrach, gdzie wspólnie chodzą na spektakle. Od lat wspierają się nawzajem, bo obydwoje żyją samotnie. Jakiś czas temu nawet łączono ich w parę i plotkowano, że szykują się do ślubu. Co na to Jerzy Połomski?

– Zawsze miałem z Edytą najszczersze i najcieplejsze uczucia, jednak nie myśleliśmy wcale o ślubie. Między nami jest ciepłe koleżeństwo i to już od wielu lat. Nie chcę jej co prawda za bardzo zamęczać swoją osobą, ale nie ukrywam, że jak się nie widujemy, to jesteśmy ze sobą często na telefonie – tłumaczy w rozmowie z Faktem wokalista.

Artysta wciąż gra koncerty i czuje się świetnie, ale już nie obchodzi urodzin. – Ja już nie piję alkoholu, żyję sobie bardzo spokojnie, cenię umiar w życiu i nie daję się ponieść – opowiadał nam. Za to publiczność nie pozwala mu zejść ze sceny  – Nadal jeżdżę i występuję, bo ludzie chcą mnie jeszcze słuchać.  Mam swoją publiczność, która mnie kocha. Wspominamy dawne czasy, rozmawiamy. Jak się okazuje, to jeszcze nie czas na pożegnanie i czekam na rozwój wypadków – dodaje.

http://www.fakt.pl/kobieta/plotki/jerzy-polomski-od-wielu-lat-przyjazni-sie-edyta-wojtczak/ezptp8k

 

Reklama

Za młodzi na sen za starzy na grzech – polecam norweskie kino

Kiedy mąż Lili po wielu udarach stał się roślinką,  ona postanowiła razem z nim zamieszkać w domu spokojnej starości. Uważała, że tylko ona jest w stanie opiekować się nim najlepiej.

Jedyna córka Lili i Maksa nie miała warunków by opiekować się swoimi rodzicami, bo miała zbyt małe mieszkanie i wiele zawodowych obowiązków, a więc zgodnie wszyscy postanowili, że Lili zamieszka z mężem i będzie z nim do końca jego dni.

Biedna Lili nie wiedziała, że ma początki starczej demencji, ale wiedziała o tym jej córka, która ukryła przed matką tę diagnozę.

Lili w domu opieki była w najlepszej formie. O poranku, kiedy się budziła, włączała ich ulubioną melodię i wyjmowała koszulę dla Maksa na cały dzień. Dbała o to by był czysty i zadbany. Siedziała przy mężu i dużo do niego mówiła, wierząc, że on wszystko słyszy i doskonale ją rozumie.

I tak było każdego dnia, że mąż był sadzany na wózek inwalidzki i zabierała go na zajęcia z muzyki, a także cieszyła się kiedy rodzina ich odwiedzała. Była podekscytowana, że Maks spędzi parę godzin z córką, zięciem i dwiema wnuczkami. Specjalnie go stroiła na takie okazje. Była mu szczerze oddana i całkowicie swoje życie w domu spokojnej starości poświęciła swojemu mężowi.

Zatraciła się w tym wszystkim i straciła kompletnie rachubę i nie potrafiła policzyć ile czasu oboje znajdują się w tym domu. Nie wiedziała, że jej choroba też postępuje. Jednak była dzielna i wciąż bardzo aktywna.

Miała przecież córkę i miała rodzinę, a więc to dawało jej siłę do działania. Dbała o siebie i codziennie nakładała na twarz makijaż mając nadzieję, że taką ładną widzi ją jej mąż.

Pewnego dnia usłyszała dźwięk trąbki roznoszący się po domu opieki, do którego dołączył przystojny, starszy pan o imieniu Eryk, zwany pilotem, gdyż całe życie nim był.

Zwiedził kawał świata i zaliczył wiele miłości, ale starość i choroba Parkinsona zmusiła go do decyzji, że ktoś musi się nim już opiekować.

Za niedługo jakby zaiskrzyło między żywotną Lili i ciekawym człowiekiem grającym na trąbce.

Siadali razem przy lampce wina i Eryk jej opowiadał o Wenecji, Istambule, a ona zdradziła mu, że zawsze marzyła o tym, by spędzić chociaż kilka dni w Paryżu.

Eryk ujął ją jeszcze bardziej i obiecał, że do tego Paryża ją kiedyś zabierze, a Lili była taka szczęśliwa, że w końcu spełni swoje marzenie.

Wróciła do pokoju i wzięła rękę swojego męża, która opadła bezwładnie na pościel i poczuła się strasznie samotna.

Jak nastolatka pobiegła do Eryka i rzuciła mu się na szyję. Zaczęli się całować tak delikatnie i krucho, jak kruche było już ich życie.

Eryk zaprosił ją do łóżka i kochali się namiętnie nie widząc u siebie zmarszczek i żadnych oznak starości. To było dla Lili coś nowego, bo jej mąż nigdy nie dał jej tyle namiętności i ciepła, co dał jej Eryk, jej wielka miłość, bo  oboje w sobie się zakochali.

Oboje zrozumieli, że się znaleźli dopiero w domu opieki i w dodatku na stare lata, a pasowali do siebie jak dwie połówki jabłka. Ona całe życie pełna marzeń, a on mógłby je spełnić. Szalone, zakazane uczucie, bo przecież mąż Lili wciąż żył.

Przyszła Wigilia i Lili przyszykowała męża na to świąteczna spotkanie. Było miło jak to na Wigilię, ale w pewnym momencie Lili oznajmiła córce, że jest zakochana w Eryku.

Nie myślała, że córka zareaguje agresją i wytknie jej, że ojciec wciąż przecież żyje, ale w Lili coś pękło i oznajmiła córce, że jej ojciec nie dał jej nigdy takiej namiętności jaką dał jej Eryk. Wykrzyczała, że zawsze krążyła wokół męża jak satelita i spełniała każdą jego zachciankę, a do tego sypiali w osobnych łóżkach, bo mąż jej był egoistą i cenił sobie przede wszystkim wygodę. Wykrzyczała, że dopiero teraz czuje się kochana i dopieszczona.

Mąż Lili zaraz po świętach odszedł cichutko, a ona nie za wiele rozpaczała, gdyż była przygotowana na jego odejście. Zaproponowała córce, że chętnie z nią zamieszka i będzie jej gotowała i sprzątała, ale córka nie miała na to ochoty, gdyż zdawała sobie sprawę z tego, że choroba matki się pogłębia.

Kupiła przez Internet dwa bilety do Paryża i kiedy o tym powiedziała Erykowi – ten zmarkotniał i powiedział wprost, że jest tak bardzo zmęczony życiem i chorobą, że nie pojedzie z Lili do Paryża. Wściekła się jak mała dziewczynka i obtłukła Eryka kijem. Pogniewała się na niego, że jej obiecał, a teraz ją oszukał.

Spytała wprost, dlaczego nie chce spełnić jej marzenia, a Eryk się przyznał, że wie o jej chorobie i miał nadzieję, iż Lili zapomni.

Spakowała się, zamówiła taksówkę, by ta ją zawiozła na lotnisko. Miała bilet i postanowiła samotnie lecieć do Paryża, by spełnić swoje marzenie.

Wsiadła do taksówki i dopiero po wielu kilometrach zdała sobie sprawę z tego, że w domu opieki zostawiła swoją największą miłość życia. Wróciła i razem z Erykiem zamieszkali w jej pokoju – złączyli swoje łóżka!

I tak opisałam całkowicie dobrowolnie piękny, norweski film pt. „Klucz,  dom. Lustro”.

Miałam chęć opisać ten film, który sprawił, że podczas oglądania miałam cały czas „gulę” w gardle, bo starość i do mnie biegnie lotem błyskawicy.