Archiwa tagu: łzy

Złość, łzy i wzruszenia!

 

Mój dzisiejszy dzień się rozpoczął o godzinie ósmej i w te pędy do łazienki wziąć prysznic i szybkie się ubieranie oraz pakowanie drobiazgów – modemu do laptopa, okularów, komórki i kluczy i sybko do chorej Mamy.

Nie będę opisywała Jej stanów, bo kto miał styczność z chorą osobą na raka w najwyższym stadium, to wie jak to wygląda.

Kiedy Mama troszkę podypia, to odpalam laptopa i buszuję  po sieci.

Zaczęłam przeglądać Facebooka i natrafiłam na clip z programu rozrywkowego na Polsacie pt. „Twoja twarz brzmi znajomo” i zdębiałam i się wzruszyłam – spłakałam.

Filip Lato tak wiernie odzorował Czesława Niemena, że wprost brakuje słów – odsłuchajcie sobie i też będziecie zaskoczeni niesamowitym podobieństwem.

Inny wpis na Facebooku znowu łzawy i cholernie trafił w moje wrażliwe serducho – przeczytajcie, a następnie wklejam list matki, która opiekuje się niepełnsoprawnym dzieckiem i niech to sobie przeczyta gnida Żalek!

Tak więc dziś się posiłkuję cudzymi tekstami, które radują, złoszczą, wzruszają i skłaniają do przemyśleń.

Znalezione obrazy dla zapytania linie gify

– Po ile te piękne bukiety? – zapytałem starszej pani, która sprzedawała kwiaty w Krakowie.
– 5 zł – odpowiedziała
– A który Pani zdaniem jest najładniejszy?
– Wszystkie sama zrywałam i układałam
– No, a który Pani się najbardziej podoba?
– Ten jest ładny – powiedziała wyciągając jeden z wody.
– A jak ma Pani ma imię? – zapytałem z uśmiechem płacąc za bukiet
– Ja? – odparła zdziwiona – Maria
– Pani Mario, to dla Pani.
Pisnęła ze zdziwienia i ekscytacji.
– Nie, nie. Proszę Pana, ja nie mogę.
– Ależ oczywiście, że Pani może. Chciałbym by Pani się uśmiechnęła i…

Jak widzicie na zdjęciu, uśmiechnęła się…

Pani Maria obiecała odmówić zdrowaśkę za zdrowie moje i Pani fotograf (Anetki), a ja odchodząc czułem, że w moim sercu płonie żar. Żar radości i ten jej uśmiech, który zapamiętam do końca życia.

Pamiętajcie o starszych. Nie wszyscy mają godną emeryturę i niestety niektórzy mimo podeszłego wieku muszą cały czas zarabiać by wrzucić coś do garnka.

Zdjęcie użytkownika Autostopem w świat sportu.

 

Znalezione obrazy dla zapytania linie gify

 

w związku z wypowiedzią posłanki PiS Bernadetty Krynickiej postanowiłam, że zmuszę Jędrzeja do pracy.
Już i tak jestem wyrodną matką (wyrodnymi rodzicami), że hodujemy Go 20 lat – zmuszamy do jedzenia, picia, ubieramy, wozimy do OREW (ośrodek edukacyjny, w którym Jędrek realizuje edukację). Więc the end!
W telewizji mówią, że może pracować – to niech robi!
Po kolei:
Mężczyzna lat 20, 165 cm wzrostu i 45 kilo w ubraniu – szuka pracy. 
Kocha książki i zwierzęta. Idealnie nadaje się do pracy w sklepie zoologicznym – może pilnować rybek w aquarium, godzinami!
aaaa jeszcze: nie gryzie, więc pracodawca powinien podać rozdrobnione drugie śniadanie. (i dobrze wyczyścić zęby, sam nie da rady, a ma aparat ortodontyczny w związku z wrodzoną wadą twarzoczaszki).
Obiad o godzinie 13 – dużo sosu i kefir – problemy z gryzieniem część dalsza (nie zapominamy o czyszczeniu zębów!!).
Nie jest pampersowany – więc trzeba pomóc w WC (łącznie z wytarciem doopki 🙂 )
aaaa i jeszcze: wózek – jest wart w chuj pieniędzy, co prawda przy pomocy dobrych ludzi i datków 1% mamy już prawie na drugi (cena ok 10 tysięcy! tak, tak!), ale jednakowoż ten jeszcze musi nam posłużyć, więc ostrożnie z nim! z wózkiem, nie Jędrzejem!
chyba tyle – gdyby ktoś słyszał o pracy w sklepie zoologicznym za średnią krajową – przypominam o warunkach szczególnych pracownika – to proszę o kontakt. 🙂

no i jeszcze wypada dodać: nie, nie potrzebujemy skierowań. nie, nie potrzebujemy do lekarza bez kolejki – i tak się zawsze wpychamy 🙂 – poza tym, żeby „bez kolejki” ze specjalistami miało sens to NFZ musiałby płacić extra za wizyty osób niepełnosprawnych, a przecież limitów nikt nie zniósł!! więc heloł!
nie, nie potrzebujemy w aptece bez kolejki – w aptece nie ma kolejek 🙂

To pamiętajcie – jakby jakaś praca to odzywajcie się!
Dorosły niech robi, a ja w końcu dychnę chwilę 🙂
Pozdrawiamy Was Mama i Ukwiał, nie ma inaczej 😦

Zdjęcie użytkownika Kasia Błoszko Piela.
Reklamy

Gdzieś jest – Być może lepszy świat!

Szymborska Wisława

Terrorysta, on patrzy.

Bomba wybuchnie w barze trzynasta dwadzieścia. 
Teraz mamy dopiero trzynastą szesnaście. 
Niektórzy zdążą jeszcze wejść. 
Niektórzy wyjść.

Terrorysta już przeszedł na drugą stronę ulicy. 
Ta odległość go chroni od wszelkiego złego 
no i widok jak w kinie:

Kobieta w żółtej kurtce, ona wchodzi. 
Mężczyzna w ciemnych okularach, on wychodzi. 
Chłopaki w dżinsach, oni rozmawiają. 
Trzynasta siedemnaście i cztery sekundy. 
Ten niższy to ma szczęście i wsiada na skuter, 
a ten wyższy to wchodzi.

Trzynasta siedemnaście i czterdzieści sekund. 
Dziewczyna, ona idzie z zieloną wstążką we włosach. 
Tylko że ten autobus nagle ją zasłania.

Trzynasta osiemnaście. 
Już nie ma dziewczyny. 
Czy była taka głupia i weszła, czy nie, 
to sie zobaczy, jak będą wynosić.

Trzynasta dziewiętnaście. 
Nikt jakoś nie wchodzi. 
Za to jeszcze wychodzi jeden gruby łysy. 
Ale tak, jakby szukał czegoś po kieszeniach i 
o trzynastej dwadzieścia bez dziesięciu sekund 
wraca po te swoje marne rękawiczki.

Jest trzynasta dwadzieścia. 
Czas, jak on się wlecze. 
Już chyba teraz. 
Jeszcze nie teraz. 
Tak, teraz. 
Bomba, ona wybucha.

Dzień dobry. 🙂

Dochodzę do siebie po Francji, choć trudno mi wciąż!

Szukam dla siebie czegoś takiego, co by mnie oderwało od myśli złych o świecie, który się zmienia i idzie w złą stronę.

Nie jest łatwo przejść do porządku, jakby się nic właściwie nie stało! Bardzo trudno powstrzymywać łzy, które towarzyszą mi od dwóch dni.

Nie jest łatwo, ot tak sobie zapomnieć, ale szukam czegoś dla siebie pogodnego, by oderwać się od mediów i portali społecznościowych, gdzie toczą się przeróżne dyskusje, a nawet już kłótnie.

Nie chcę w tym uczestniczyć i się wciąż nakręcać.

Posłuchajcie mojego odkrycia muzycznego w wykonaniu Magdy Steczkowskiej. Cudna piosenka, która daje skrawek nadziei, że gdzieś jest, być może lepszy świat!

Miłej niedzieli kochani. 🙂

https://www.youtube.com/watch?v=c27C2NUnVrY

TEKST PIOSENKI

MAGDA STECZKOWSKA: GDZIEŚ BEZ NAS (FEAT. KUBA MOLĘDA)

Beze mnie nie potrafisz nic
Bo nie wiesz, czego chcesz
Cierpliwa jak twój wierny widz
Jestem potrzebna ci jak tlen
Dopiero kiedy stracisz mnie
Może usłyszysz wtedy głos
On powie jak naprawdę jest
Kiedy się traci cośGdzieś jest
Być może lepsze gdzieś
To jedno najwspanialsze z miejsc
Nie wiadomo jednak gdzie
Na pewno bez nas nie
Gdzieś jest
Być może lepszy świat
Bez problemów i bez wad
Nigdy go nie znajdziesz sam
A ze mną szanse maszBez ciebie nie potrafi nic
Nasz w sobie wielki dar
Potrafisz wytłumaczyć mi
Jak mam oswoić w sobie strach
Dopiero kiedy nie ma cię
To czuje że mi czegoś brak
Bo gorzej to nie znaczy źle
To tylko próbny czasGdzieś jest
Być może lepsze gdzieś
To jedno najwspanialsze z miejsc
Nie wiadomo jednak gdzie
Na pewno bez nas nie
Gdzieś jest
Być może lepszy świat
Bez problemów i bez wad
Nigdy go nie znajdziesz sam
A ze mną szanse masz
AUTOR TEKSTU: Marek Kościkiewicz

Clipy z sieci – wyciskacze łez

Idę dziś trochę na skróty, ale proszę Was, abyście obejrzeli te clipy, bo moim zdaniem nie wolno przejść obojętnie nad nimi. Jestem wrażliwcem i właśnie te dwa clipy odcisnęły na mnie swoje piętno i dały dużo do myślenia. 

Lubię takie produkcje, gdyż wieje z nich dobro dla ludzkości i obyśmy wszyscy potrafili dostrzec ich piękno i przesłania.

Miłego oglądania. 🙂

 

 

O kobiecie, której zdrada wyszła na dobre!

Kiedy Karol wrócił z tygodniowej delegacji nie za bardzo ucieszył się z widoku żony i trójki dzieci. Po obiedzie położył się spać, gdyż twierdził, że jest kompletnie wykończony i musi odpocząć. Krysia, bo tak na imię miała jego żona trochę się zdziwiła, że tak się zachował, jakby do tego domu  wcale nie zatęsknił, ale zabrała się za swoje babskie czynności i czekała, aż mąż się obudzi i z nią porozmawia czulej.

Obudził się, wziął prysznic i po tym wyjął walizki z pawlacza i zaczął się pakować. Wrzucił do walizek kilka czystych koszul, spodnie i zebrał z łazienki swoje przybory toaletowe i kiedy Krystyna zorientowała się co się dzieje, usłyszała tylko jego jedno słowo – odchodzę!

Jak to odchodzisz, dokąd odchodzisz – spytała zdziwiona uważając postępek męża za kiepskiej jakości żart. Kiedy się zorientowała, że on nie żartuje już nie było go w domu.

Zbiegła za nim po schodach i chwyciła za kurtkę żądając wyjaśnień. Szarpnął ją z impetem i wycedził, że już nie kocha jej, a na dzieci będzie płacił alimenty. Ma mu pozwolić odejść, ale się zakochał w innej kobiecie i chce się z nią zestarzeć. Ma dosyć kręcącej się po domu żony wiecznie zapracowanej  w wyciągniętych dresach i krzyknął, że to koniec ich związku i od czasu do czasu będzie przychodził, by odwiedzić dzieci, bo dzieci kocha, a jej już nie!

Nie wierzyła w to usłyszała i nie mogła się pogodzić z tym, że tak raptem przekreślił ich dziesięcioletni związek. Nie zamierzała mu tak odpuścić i musiała dowiedzieć się, co to za baba była tak lepsza od niej. Milion myśli przewaliło się jej przez głowę, kiedy zrozpaczona wróciła do domu. Dzieci pytały o ojca, a ona nie potrafiła nic sensownego im powiedzieć. Płakała, a raczej wpadła w dziką rozpacz i nie wyobrażała sobie dalszego życia bez niego.

Mijały dni, a ona nie potrafiła podnieść się z łóżka. Nie obchodziły ją dzieci i czy są czyste, czy nie są głodne. Nie potrafiła zebrać myśli, a w głowie kołatały się jej setki pytań, na które nie znajdowała odpowiedzi. Telefon od matki ją nieco postawił na nogi, ale poprosiła, by zajęła się dziećmi, bo ona nie jest w stanie i tylko szlochała do słuchawki i matka przyjechała by zająć się zdezorientowanymi dziećmi, które czuły, że stało się coś strasznego.

Krystyna zawsze wiedziała, że jest słaba psychicznie i zawsze przeżywała wszystko bardziej niż inne kobiety. Nie wstawała z łóżka i nic nie jadała, aż matka jej kazała się zebrać do kupy i wysłała ją do psychiatry, bo już nie miała sił tak patrzeć jak cierpi jej córka.

Resztkami sił zwlokła się z łóżka i kiedy pokonywała drogę do lekarza z jednej bramy wychodził jej mąż i się wszystko wyjaśniło w jej skołowanej głowie. W tym domu mieszkała jej koleżanka, która była od niej osiem lat starsza. Starsza, ale ładniejsza, a do tego bez męża, taka typowa singielka. Zawsze zadbana i mocno stąpająca po ziemi, czyli taki mocny charakter, który nie raz stawiał Krystynę na nogi, kiedy się spotkały. Krystyna opowiadała, że trójka dzieci to nie lada wyzwanie, a ta zawsze utwierdzała ją w przekonaniu, że da radę i niechaj się nie żali, bo dzieci to wielki skarb.

Lekarza przepisał jej leki na uspokojenie i skierował do psychologa, ale Krystyna nie brała leków, bo bała się otumanienia i całkowitego oderwania od świata. Chodziła do lekarza i każdą receptę wykupowała, ale leki zbierała by mieć je na zapas, bo po głowie chodziło jej samobójstwo. Tak, chciała umrzeć, bo wciąż kochała Karola tak bardzo, że nie wyobrażała sobie bez niego życia. Umierała z miłości i jednocześnie z upodlenia jakie jej zafundował.

Na to wszystko nie mogła już patrzeć matka Krystyny. Widziała jak cierpi i to, że schudła dwadzieścia kilo i leciała psychicznie w przepaść. Poszła osobiście do psychiatry i powiedziała, że już nie ma siły, bo mimo leków córka wciąż się nie może pozbierać i tu psychiatra wypisała skierowanie na psychoterapię i namawiała do szybkiego zgłoszenia się do szpitala, gdzie co najmniej przez pół roku Krystyna musi poddać się leczeniu.

Nie chciała jechać za żadne skarby. Płakała, bo co z dziećmi, a matka jej wykrzyczała, że i tak jej nie ma dla dzieci, a ona się nimi zajmie, ale do cholery niech coś zacznie ze sobą robić, bo ona wiecznie nie będzie przecież żyła.

Krystyna wsiadła w autobus i pojechała do szpitala oddalonego o sto  kilometrów. Po drodze była kompletnie nieprzytomna, ale poradziła sobie na izbie przyjęć i zakwaterowano ją w pokoju z czterema innymi kobietami, które już tam od jakiegoś czasu były i wprowadziły ją we wszystko, a najważniejsze otoczyły opieką i troską.

Nie wiedziała, co się stanie jutro, ale pierwszą noc przespała spokojnie, a rano zaprosił ją na rozmowę psycholog i rozpisał grafik jej codziennych zajęć. Poczuła się bardziej spokojna, że komuś zależy by wyszła na prostą.

Mijały dni, a ona czuła się w tym gronie ludzi z problemami coraz lepiej. Nagle zauważyła, że nie jest jedyna na tym świecie, którą mąż porzucił i zdradził. Nagle poczuła, że ktoś chce jej coś wytłumaczyć, że na tym byle jakim związku nie kończy się świat i warto żyć mimo wszystko.

Minął miesiąc psychoterapii i zauważyła, że kręci się wokół niej mężczyzna o imieniu Adam, którego zdradziła żona. On  też nie mógł się z tym pogodzić, bo zdradzała go od trzech lat, a on o niczym nie wiedział. Kiedy się dowiedział, to także nie mógł się pozbierać, bo kochał ją nad życie. Próba samobójcza i znalazł się w szpitalu by się na nowo odnaleźć. Krystyna i Adam zaczęli bywać ze sobą coraz częściej. Zapraszał ją na wspólne spacery i opowiadali sobie o swoim bólu, aż pewnego razu objął ją i pocałował.

Nie od razu do niego coś poczuła, ale on był uparty i zabiegał o jej względy. Dobrze im się rozmawiało, a on opowiadał, że jego żona nie mogła mieć dzieci, a on tak bardzo jest za dziećmi i  zawsze chciał mieć ich dużo.

Kiedy Krystyna wróciła do domu, mocno postawiona na nogi, to Adam ją od czasu do czasu odwiedzał. Widziała, że ma świetny kontakt z jej dziećmi, co jej bardzo zaimponowało, a z czasem lubiła go coraz bardziej. Dbał o nią i kiedy tylko się zjawiał zawsze miał dla niej kwiaty, a dla dzieci prezenty, co bardzo podobało się Krystynie, która chyba na nowo zaczęła kochać mężczyznę.

Minął rok ich znajomości i zamieszkali razem, choć Krystyna nie miała jeszcze rozwodu, ale postanowiła zaufać Adamowi. Coraz bardziej jej na nim zależało. Dzieciaki zakochały się też w Adamie, który miał wyjątkowy stosunek do dzieci i je autentycznie pokochał.

Była niedziela i Adam zabrał dzieci na spacer, a Krystyna została w domu, by ugotować niedzielny obiad i raptem usłyszała, że  ktoś zapukał do drzwi.

Zdjęła kuchenny fartuszek i poszła otworzyć zdziwiona, że któż to może być. Otworzyła drzwi a w nich stał Karol zarośnięty i zaniedbany, woniejący alkoholem i wydukał, że przeprasza i chce do niej i do dzieci wrócić. Nie zastanawiała się długo i go przeprosiła, że nie wpuści go do domu, bo już ułożyła sobie życie na nowo i trzasnęła mu drzwiami przed nosem.

Moje mokre oczy :)

Lubię w telewizji śniadaniowej taki kącki, w którym prezentują odkrycia w świecie artystycznym i dziś poznałam tą drogą wspaniałą, francuską piosenkarkę. Dziewczynę o dźwięcznym głosie i tak delikatnym jak powiew majowego wiatru. Zakochałam się w jej głosie i jej clipach, które opowiadają o czymś, a moje oczy robią się szkliste, bo tak się wzruszam. 🙂 

Przedstawiam na moim blogu Proszę Państwa – oto Indila zaśpiewa dla Was i nie wierzę, że też się nie zakochacie w niej i jej piosenkach. Tak mało we współczesnym świecie jest teraz takich barwnych ptaków, które swoim głosem zaczarowują, że nie chce się przestać słuchać, a więc: Oto Ona 🙂

Za Wikipedią:

„Indila, właściwie Adila Sedraïa (ur. 26 czerwca 1984 w Paryżu) – francuska piosenkarka pochodzenia indyjskoalgierskokambodżańskoegipskiego[1]. W 2013 roku wydała debiutancki singiel „Dernière danse”, który osiągnął drugie miejsce na francuskiej liście przebojów i przyniósł jej popularność”

Specyficzna miłość męża!

Przyparł ją do okna, mocno ścisnął za gardło i zasyczał – spierdalaj!

Pobrali się dwa miesiące temu, bo byli w sobie bardzo zakochani. Cała rodzina przyklasnęła na ten ich ślub, gdyż uważali, że pasują do siebie idealnie. Wesele było huczne i zjechała się cała rodzina, która bawiła się do białego rana pośród biało – różowych baloników. Orkiestra wynajęta, najlepsza w okolicy grała najlepsze, weselne kawałki.

Po weselu wprowadzili się do własnego mieszkania, które dostali w prezencie od rodziców – żyć, kochać się i nie umierać. Młoda kobieta czuła się wspaniale, mogąc zająć się urządzaniem domu, aby jej dom był przytulny i robiła to dla nich. On wnosił te wszystkie sprzęty i meble zadowolony, że na starcie mają prawie wszystko.

Oboje pracowali, a więc nie powodziło im się źle i mogli pozwolić sobie na więcej, niż inne młode pary, które dorabiają się od łyżki i talerza.

Wrócił zmęczony do domu i ona podała mu obiad. Ugotowała mu to, co lubi, a wiedziała od swojej teściowej, czym uraczyć jego podniebienie.

– Co za świństwo mi tu podałaś – krzyczał z nad talerza, który za chwilę wylądował z jedzeniem na podłodze.

Przestraszyła się, ale nie pojęła, o co mu chodzi.

– Nie gotujesz jak moja matka i jesteś do niczego – nie ustawał w pretensjach.

Poszła do pokoju i łzy nie chciały przestać lecieć. Przecież tak bardzo się starała, a więc nie wie, o co mu właściwie chodzi.

Na drugi dzień przyniósł bukiet kwiatów i ją przeprosił, obiecując, że więcej nie zrobi jej żadnych wymówek.

Kwiaty przyjęła i się uspokoiła, gdyż taki jednorazowy wybryk nie powinien zakłócić ich szczęścia. Postara się bardziej przykładać, aby tylko więcej się to nie powtórzyło. Zrobi wszystko, aby go zadowolić, bo kocha go nad życie.

Minęło parę miesięcy i pewnego dnia, wybiegł z łazienki zarzucając jej, że wanna jest brudna i on nie będzie tego tolerował, bo w syfie mieszkać nie będzie.

– Przepraszam, nie zdążyłam – próbowała się tłumaczyć, kiedy nagle dostała pięścią w twarz, aż odbiła się od szafek kuchennych i spadła kolanami na podłogę pod wpływem ciosu.

– Ty cholerny brudasie, ty wywłoko, ty niedorajdo – wrzeszczał, że z niczym sobie nie radzi i zmarnowała mu życie, że ją spotkał na swojej drodze. – Nigdy nie dorównasz mojej matce – i zaczął wyliczać przymioty swojej rodzicielki.

Kiedy się pozbierała, zagroziła, że go opuści i wyjedzie do rodziców, a na jej twarzy pojawił się wielki siniak i podbite oko, co widziała w lustrze przez morze łez.

– Spierdalaj i szybko pakuj manatki, żebym cię tu nie widział – wrzeszczał na całą kamienicę.

Nie wyjechała, bo nie chciała pokazać się rodzicom w takim stanie.

Nadeszła noc, a on klęczał przy ich łóżku i błagał o przebaczenie. Płakał, że nie wie dlaczego tak się zachował i przysięgał, że nigdy więcej nie podniesie na nią ręki. Płakała i ona z żalu, że tak ją potraktował, choć tak bardzo się stara, aby nie dać mu powodów do rozdrażnienia i aby dorównać jego matce, bo tak bardzo go kocha.

Minęły dwa lata ich małżeństwa i na świat przyszło  dziecko. Ciężko znosiła tę ciążę, gdyż była zagrożona i musiała dużo leżeć, aby tę ciążę utrzymać. Wiele miesięcy leżała w szpitalu, a on o nią dbał najtroskliwiej jak tylko można sobie wyobrazić. Codziennie przychodził do szpitala, przynosząc świeże owoce i soki. Obsypywał ją kwiatami, aż wszystkie kobiety w szpitalu zazdrościły jej tak kochanego i troskliwego męża, a i jej imponowało, że tak o nią dba. Była szczęśliwa, że dziecko przyszło na świat zdrowe i dała mu upragnionego syna.

Chłopczyk rósł jak na drożdżach i był oczkiem w głowie całej rodziny, a dziadkowie rozchwytywali go, jako pierwszego wnuka i nie posiadali się z radości, a ona była taka dumna, że w końcu wszystko jest tak, jak sobie wymarzyła.

Pewnego dnia wyszła z synem na spacer i nie wiedzieć kiedy, mały się przewrócił i nabił sobie guza na czole. Nic mu się nie stało i nie groziło, ale kiedy jej mąż to zobaczył, wyciągnął swoje łapy po nią, okładając pięściami tak, że nie poznała się w lustrze. Bił mocno i długo, aby sobie zapamiętała, że dzieci należy pilnować, a nie rozglądać się nie wiadomo za czym i dał jej do zrozumienia, że nie nadaje się na matkę i ma się to więcej nie powtórzyć, bo ją zabije.

Chwyciła dziecko w ramiona i w chwili nieuwagi oprawcy, wybiegła na ulicę taka posiniaczona. Pobiegła na policję i zgłosiła pobicie, robiąc od razu obdukcję.

Postanowiła, że nigdy więcej jej nie uderzy i nie pozwoli na zmarnowanie ich dziecka. Nie pozwoli, aby ten tyran był jej mężem, bo sobie niczym nie zasłużyła, aby ktoś zrobił z jej życia – piekło.

Doprowadziła do sprawy rozwodowej, mieszkając kątem u swoich rodziców dochodząc do siebie po latach bólu i strachu u boku nieobliczalnego człowieka.

Usiadła do komputera i wydrukowała dziesiątki ogłoszeń, w których zawarła jego imię i nazwisko, datę urodzenia, jego wizerunek i napisała, że oto jest człowiek, który bije kobiety i pewnej nocy tymi plakatami obwiesiła całe miasto, mając nadzieję, że długo w tym mieście żadna kobieta na zwiąże się z psychopatą!

Nie jestem przecież z kamienia :)

Po wczorajszej burzy ponownie słońce przedziera się przez chmury i wraca upał. Poranek był o niebo chłodniejszy, a więc można było odpocząć na chwilę od morderczych upałów. Synoptycy zapowiadają, że sierpień będzie jednak bardzo ciepły, a potem powoli wkraczać będzie już pani jesień. Mimozy już kwitną i za chwilę będą żółkły liście na drzewach, ale póki co, cieszymy się, że lato tego roku dopisało wszystkim wyjeżdżającym na wakacje zdobywać nowe szlaki. Ja siedzę w domu, bo już nie dla mnie ten sznur samochodów. 😀

Muszę Wam napisać, co mnie dziś naszło. Otóż mam w swoim repertuarze takie piosenki, które nie ma mowy, aby nie spowodowały, że zaraz szklą mi się oczy. Kiedy chcę sobie odświeżyć oczęta, wymienione pozycje skutecznie zadziałają. 

Myślę, że każdy z nas ma takie pozycje, czy to piosenki, czy wiersze, albo ulubione filmy, które powodują, że natychmiast się wzruszamy i jesteśmy w innym wymiarze. Pewnie każdy ma swój ulubiony film, który oglądany setny raz, wzrusza i za to go kochamy i pamiętamy do końca swoich dni. Przecież nikt z nas nie jest z kamienia i nikt nie ma serca zamkniętego, na wszelkie bodźce, powodujące, iż miękniemy i nie ma na to mocnych.

Długo przygotowywałam się do tego wpisu, przypominając sobie te pozycje, zgromadzone we mnie na przestrzeni lat i oto powstała taka osobista play lista. Lista Eli. Muszę stwierdzić, że piosenki patriotyczne bardzo mnie wzruszają, ale nie tylko, bo ostatnia pozycja jest dla dzieci i tę piosenkę pokazała mi moja wnusia i od razu się w niej zakochałam. 

Jeśli zechcecie się podzielić ze mną swoimi wzruszeniami, to będzie mi bardzo miło. 🙂

W domach dzieje się różnie

Często czytamy, że gdzieś tam dzieci doświadczają przemocy ze strony dorosłych. Często czytamy, że gdzieś tam za drzwiami dzieci są bite i poniewierane i odziera się je z ludzkiej godności, no bo to tylko dziecko i można je prać z myślą, że to jest jedyny sposób, by wychować prawego człowieka. Jest akcja – słyszysz, widzisz – reaguj, tylko, że mało kto ma ochotę iść na policję i zgłosić zło jakie dzieje się obok. Jesteśmy w tym temacie tchórzami, bo nie lubimy gdy ciąga się nas po sądach. O przemocy fizycznej stosowanej na dziecku łatwiej jest zawiadomić organy ścigania, ale istnieje też przemoc psychiczna, trudniejsza do rozpoznania, która dzieje się w zaciszu domowym, ukrywana skrzętnie, której nie widać.

Jakże często rodzina z osiedla wydaje się być wzorową, bo mama i tata idąc trzymają się za ręce, a ich dzieci są zadbane i niczego z pozoru im nie brakuje. Tylko to są właśnie pozory, takie na pokaz, żeby pokazać innym ludziom, że wszystko gra, a jednak nie gra. Dzieci dręczone psychicznie chowają się w swoich skorupkach i boją się wyjawić prawdę, bo kto by im uwierzył, że dla własnych rodziców są baranami, osłami i nieudacznikami. Takich epitetów jest bardzo wiele – do wyboru, do koloru. Dzieci te tracą grunt pod nogami i zaczynają wierzyć w wmówione im, czasami przez lata przez bliskich epitety. Pewnie się zastanawiają dlaczego nic nie znaczą dla swoich rodziców i są wewnętrznie rozdarte, wypłakując swój żal w poduszkę, która wie najwięcej o ich bólu.

Ja sama jestem ofiarą takiego gwałtu na mojej psychice i wiem najlepiej jak smakują z tego powodu łzy. Byłam bita i krzywdzona przez własnego Ojca, o czym staram się codziennie zapominać i nie rozdrapywać starych ran, gdyż już do niczego nie są mi one potrzebne. Z wiekiem potrafię sobie wytłumaczyć, że Ojciec swoje piekło psychiczne przelewał na rodzinę, a demony jakie w nim siedziały, uwalniał w prostacki sposób. Ale to już było i nie wróci więcej i do czego zmierzam?

Pewien mieszkaniec Wrocławia, Adam, który obecnie ma 29 lat – rozpoczął precedensowy proces skierowany przeciwko swoim rodzicom, za zaniedbania jakich się dopuścili wobec niego w okresie dzieciństwa. Zaniedbania dotyczą braku opieki nad nim, co skutkuje, że jest teraz bardzo ciężko chorym człowiekiem. Rodzice go nie leczyli, co objawia się obecnie w wielu schorzeniach i dużej depresji. Matka nigdy nie poszła z nim do dentysty, co spowodowało, iż ratowanie uzębienia kosztowało Pana Adama 17 tys. złotych. Żąda od rodziców 150 tys. zadośćuczynienia i ciekawa jestem jak potoczy się ta sprawa.

Tak sobie myślę, że Pan Adam otworzył puszkę Pandory i takich pozwów będzie coraz więcej i mam nadzieję, iż być może dorośli ludzie zastanowią się, iż nie sztuką jest dziecko spłodzić, a sztuką je wychować bez strachu i psychicznego bólu, ale to chyba są moje tylko marzenia, bo głupich ludzi nie brakuje na tym łez padole!

Jeśli masz słabe nerwy – nie oglądaj tego!!!!

Nie było ani jednej szczerej łzy!

Miałam nie pisać o tym, ale nie mogę sobie z tematem poradzić od momentu podania do publicznej wiadomości, że to on podpalił swój dom pod osłoną nocy, w wyniku czego zgładził swoją rodzinę. Podpalił w sześciu miejscach, zaciągnął zewnętrzne żaluzje i zrobił dla swojej rodziny komorę gazową i  spokojnie wyszedł z domu zamykając na klucz drzwi wyjściowe. Kiedy się zaczęło palić, on spokojnie to obserwował z nie wielkiej odległości. Starannie zaplanowana akcja w pozbyciu się rodziny. Starannie uknuty plan, pozbawił życia czworo dzieci i żony, którzy zaczadzili się w tej twierdzy. I niech nikt mi nie mówi, że to zrobił psychopata i wariat. Nie uwierzę w to, ponieważ wariaci w szpitalach psychiatrycznych się raczej nie zabijają. Czy ktoś słyszał o takim fakcie, że wariat zabił drugiego człowieka? Ja nie słyszałam, bo media by o tym skutecznie trąbiły, a politycy rzucili by się do ataku jak chronić bezpieczeństwo w szpitalach psychiatrycznych i zrobił by się medialny szum, a więc starannie zaplanowany mord to był koniec i kropka.

Zaplanował usunięcie swoich bliskich dla pieniędzy przecież i tylko nie przewidział, że korzystanie z telefonu komórkowego w jego przypadku, stało się motywem do podejrzeń. Nie pomogła mu mysz z kablem w pysku, jakieś żółwie, żelazko w prasowalni, ale pomogli mu reporterzy, którym w tej, jakże tragicznej sprawie, coś zgrzytało.

Ja nie mogę sobie poradzić z wytłumaczeniem, jakim trzeba być człowiekiem, aby dopuścić się takiej zbrodni. Nie pojmuję jak można dać komuś życie, aby za parę lat je odebrać! Jakim człowiekiem trzeba być, aby o takiej stracie opowiadać w mediach bez emocji i bezdusznie jak wyuczoną regułkę i w takich przypadkach jestem za karą śmierci!

Niechaj Ci, co zginęli z rąk własnego ojca i męża spoczywają w spokoju {*}, a oprawca niech zgnije w więzieniu do końca swoich dni!

Nie wysłany list – łzy na śniegu w Soczi

Panie Prezydencie Putin. Piszę  z Polski i jestem zwykłym szaraczkiem w moim kraju. Jedną z miliona jednostką. Mam do Pana ogromne pretensje z powodu organizacji Olimpiady Zimowej w Soczi. Obejrzałam wczoraj bardzo obiektywny dokument w naszej nowej telewizji – Biznes i Świat, który mi pokazał jakie draństwa dzieją się wokół organizacji i przygotowań na przyjęcie na dwa tygodnie sportowców i gości z całego świata. Gdzieś tam piszą, że jest Pan najbogatszym politykiem na świecie. Podobno Pana samoloty, helikoptery i samochody są na miliardowe sumy, choć w oświadczeniu majątkowym posiada Pan dwa samochody, mieszkanie i garaż!  Żyje sobie Pan dostatnio i bezpiecznie i wybił się Pan ponad przeciętność. Nie zapowiadało się, że będąc zwykłym dzieckiem, uda się Panu sięgnąć tak wysoko i będzie Pan Prezydentem wielkiego i bogatego w złoża naturalne kraju. Rosja to przepiękny kraj, zróżnicowany kraj pod względem geologicznym jak i etnicznym. Trzeba wielkiego samozaparcia, aby zapanować nad tą wielkością i różnorodnością. Zawsze chcieliście być największym, najmądrzejszym i najbogatszym Narodem i Pan ma taką wizję, aby pokazać całemu światu, że jesteście niezniszczalni i potężni. Nie ujmuję Panu umiejętności w rządzeniu Narodem, który jest  Narodem dzielnym i podporządkowanym, bo jednak wynik wyborów sam mówi za siebie.

Nie czepiam się, że jako rasowy mężczyzna, co nie jednokrotnie widziałam na zdjęciach, sportowiec i hardy człowiek, opuścił Pan swoją żonę Ludmiłę, którą skutecznie, przez wiele lat Pan bił, bo Panu przeszkadzała w licznych romansach i robieniu kariery politycznej i pięcia się po szczeblach kariery, ale może to tylko plotki!

Co mnie to obchodzi, że w końcu, w cywilizowany sposób, ogłosił Pan, że rozstaje się z długoletnią partnerką, a legalizuje Pan związek z młodszą kobietą, bo co młode ciałko to młode, a więc  niezaprzeczalnie jest smakowitsze. Takie rzeczy się zdarzają, choć ja sobie nie wyobrażam, aby Prezydent mojego kraju robił sobie takie chocki klocki.

No więc wracam do tego dokumentu, po którym stwierdziłam, że nie będę oglądała Olimpiady Zimowej w Soczi. Przygotowujecie się od 2007 r. i od tego czasu, ludzie zamieszkujący ten teren, Wam potrzebny, żyją w uwłaczających warunkach. Wysiedliliście ludzi ze swoich domów i teraz jakże często mieszkają w norach, nie nadających się do godnej egzystencji, bez wody i prądu, a także na metrażu wbrew ludzkim potrzebom. Pokazano mi pracowników, którzy przyjechali do Soczi, aby budować tę Pana dumę, ale Oni muszą miesiącami czekać w barakach, też bez wody i prądu na wypłatę i nie mają pieniędzy, aby wesprzeć swoje rodziny czekające na zarobiony grosz w najdalszych zakątkach Pana kraju. Ja wiem, że Pan chce pokazać Soczi od najpiękniejszej strony, bo nawet trawa będzie zielona i gościom nie zabraknie ptasiego mleka. Telewizja pokaże tylko te miejsca,  dopracowana i zapięte na ostatni guzik. Będzie cudnie i Pan będzie z dumy wypinał się jak paw, ale ja wiem już, że Olimpiada odbędzie się na łzach biednych ludzi i to mnie mierzi i ja się na to nie godzę. Mamy XXI w, a mimo to w Pana kraju człowiek jest niczym.