Archiwa tagu: 艂zy

Z艂o艣膰, 艂zy i wzruszenia!

 

M贸j dzisiejszy dzie艅 si臋 rozpocz膮艂 o godzinie 贸smej i w te p臋dy do 艂azienki wzi膮膰 prysznic i szybkie si臋 ubieranie oraz pakowanie drobiazg贸w – modemu do laptopa, okular贸w, kom贸rki i kluczy i sybko do chorej Mamy.

Nie b臋d臋 opisywa艂a Jej stan贸w, bo kto mia艂 styczno艣膰 z chor膮 osob膮 na raka w najwy偶szym stadium, to wie jak to wygl膮da.

Kiedy Mama troszk臋 podypia, to odpalam laptopa i buszuj臋聽 po sieci.

Zacz臋艂am przegl膮da膰 Facebooka i natrafi艂am na clip z programu rozrywkowego na Polsacie pt. „Twoja twarz brzmi znajomo” i zd臋bia艂am i si臋 wzruszy艂am – sp艂aka艂am.

Filip Lato tak wiernie odzorowa艂 Czes艂awa Niemena, 偶e wprost brakuje s艂贸w – ods艂uchajcie sobie i te偶 b臋dziecie zaskoczeni niesamowitym podobie艅stwem.

Inny wpis na Facebooku znowu 艂zawy i cholernie trafi艂 w moje wra偶liwe serducho – przeczytajcie, a nast臋pnie wklejam list matki, kt贸ra opiekuje si臋 niepe艂nsoprawnym dzieckiem i niech to sobie przeczyta gnida 呕alek!

Tak wi臋c dzi艣 si臋 posi艂kuj臋 cudzymi tekstami, kt贸re raduj膮, z艂oszcz膮, wzruszaj膮 i sk艂aniaj膮 do przemy艣le艅.

Znalezione obrazy dla zapytania linie gify

– Po ile te pi臋kne bukiety? – zapyta艂em starszej pani, kt贸ra sprzedawa艂a kwiaty w Krakowie.
– 5 z艂 – odpowiedzia艂a
– A kt贸ry Pani zdaniem jest naj艂adniejszy?
– Wszystkie sama zrywa艂am i uk艂ada艂am
– No, a kt贸ry Pani si臋 najbardziej podoba?
– Ten jest 艂adny – powiedzia艂a wyci膮gaj膮c jeden z wody.
– A jak ma Pani ma imi臋? – zapyta艂em z u艣miechem p艂ac膮c za bukiet
– Ja? – odpar艂a zdziwiona – Maria
– Pani Mario, to dla Pani.
Pisn臋艂a ze zdziwienia i ekscytacji.
– Nie, nie. Prosz臋 Pana, ja nie mog臋.
– Ale偶 oczywi艣cie, 偶e Pani mo偶e. Chcia艂bym by Pani si臋 u艣miechn臋艂a i…

Jak widzicie na zdj臋ciu, u艣miechn臋艂a si臋…

Pani Maria obieca艂a odm贸wi膰 zdrowa艣k臋 za zdrowie moje i Pani fotograf (Anetki), a ja odchodz膮c czu艂em, 偶e w moim sercu p艂onie 偶ar. 呕ar rado艣ci i ten jej u艣miech, kt贸ry zapami臋tam do ko艅ca 偶ycia.

Pami臋tajcie o starszych. Nie wszyscy maj膮 godn膮 emerytur臋 i niestety niekt贸rzy mimo podesz艂ego wieku musz膮 ca艂y czas zarabia膰 by wrzuci膰 co艣 do garnka.

Zdj臋cie u偶ytkownika Autostopem w 艣wiat sportu.

 

Znalezione obrazy dla zapytania linie gify

 

w zwi膮zku z wypowiedzi膮 pos艂anki PiS Bernadetty Krynickiej postanowi艂am, 偶e zmusz臋 J臋drzeja do pracy.
Ju偶 i tak jestem wyrodn膮 matk膮 (wyrodnymi rodzicami), 偶e hodujemy Go 20 lat – zmuszamy do jedzenia, picia, ubieramy, wozimy do OREW (o艣rodek edukacyjny, w kt贸rym J臋drek realizuje edukacj臋). Wi臋c the end!
W telewizji m贸wi膮, 偶e mo偶e pracowa膰 – to niech robi!
Po kolei:
M臋偶czyzna lat 20, 165 cm wzrostu i 45 kilo w ubraniu – szuka pracy.聽
Kocha ksi膮偶ki i zwierz臋ta. Idealnie nadaje si臋 do pracy w sklepie zoologicznym – mo偶e pilnowa膰 rybek w aquarium, godzinami!
aaaa jeszcze: nie gryzie, wi臋c pracodawca powinien poda膰 rozdrobnione drugie 艣niadanie. (i dobrze wyczy艣ci膰 z臋by, sam nie da rady, a ma aparat ortodontyczny w zwi膮zku z wrodzon膮 wad膮 twarzoczaszki).
Obiad o godzinie 13 – du偶o sosu i kefir – problemy z gryzieniem cz臋艣膰 dalsza (nie zapominamy o czyszczeniu z臋b贸w!!).
Nie jest pampersowany – wi臋c trzeba pom贸c w WC (艂膮cznie z wytarciem doopki聽馃檪聽)
aaaa i jeszcze: w贸zek – jest wart w chuj pieni臋dzy, co prawda przy pomocy dobrych ludzi i datk贸w 1% mamy ju偶 prawie na drugi (cena ok 10 tysi臋cy! tak, tak!), ale jednakowo偶 ten jeszcze musi nam pos艂u偶y膰, wi臋c ostro偶nie z nim! z w贸zkiem, nie J臋drzejem!
chyba tyle – gdyby kto艣 s艂ysza艂 o pracy w sklepie zoologicznym za 艣redni膮 krajow膮 – przypominam o warunkach szczeg贸lnych pracownika – to prosz臋 o kontakt.聽馃檪

no i jeszcze wypada doda膰: nie, nie potrzebujemy skierowa艅. nie, nie potrzebujemy do lekarza bez kolejki – i tak si臋 zawsze wpychamy聽馃檪聽– poza tym, 偶eby „bez kolejki” ze specjalistami mia艂o sens to NFZ musia艂by p艂aci膰 extra za wizyty os贸b niepe艂nosprawnych, a przecie偶 limit贸w nikt nie zni贸s艂!! wi臋c helo艂!
nie, nie potrzebujemy w aptece bez kolejki – w aptece nie ma kolejek聽馃檪

To pami臋tajcie – jakby jaka艣 praca to odzywajcie si臋!
Doros艂y niech robi, a ja w ko艅cu dychn臋 chwil臋聽馃檪
Pozdrawiamy Was Mama i Ukwia艂, nie ma inaczej聽馃槮

Zdj臋cie u偶ytkownika Kasia B艂oszko Piela.

Gdzie艣 jest – By膰 mo偶e lepszy 艣wiat!

Szymborska Wis艂awa

Terrorysta, on patrzy.

Bomba wybuchnie w barze trzynasta dwadzie艣cia.聽
Teraz mamy dopiero trzynast膮 szesna艣cie.聽
Niekt贸rzy zd膮偶膮 jeszcze wej艣膰.聽
Niekt贸rzy wyj艣膰.

Terrorysta ju偶 przeszed艂 na drug膮 stron臋 ulicy.聽
Ta odleg艂o艣膰 go chroni od wszelkiego z艂ego聽
no i widok jak w kinie:

Kobieta w 偶贸艂tej kurtce, ona wchodzi.聽
M臋偶czyzna w ciemnych okularach, on wychodzi.聽
Ch艂opaki w d偶insach, oni rozmawiaj膮.聽
Trzynasta siedemna艣cie i cztery sekundy.聽
Ten ni偶szy to ma szcz臋艣cie i wsiada na skuter,聽
a ten wy偶szy to wchodzi.

Trzynasta siedemna艣cie i czterdzie艣ci sekund.聽
Dziewczyna, ona idzie z zielon膮 wst膮偶k膮 we w艂osach.聽
Tylko 偶e ten autobus nagle j膮 zas艂ania.

Trzynasta osiemna艣cie.聽
Ju偶 nie ma dziewczyny.聽
Czy by艂a taka g艂upia i wesz艂a, czy nie,聽
to sie zobaczy, jak b臋d膮 wynosi膰.

Trzynasta dziewi臋tna艣cie.聽
Nikt jako艣 nie wchodzi.聽
Za to jeszcze wychodzi jeden gruby 艂ysy.聽
Ale tak, jakby szuka艂 czego艣 po kieszeniach i聽
o trzynastej dwadzie艣cia bez dziesi臋ciu sekund聽
wraca po te swoje marne r臋kawiczki.

Jest trzynasta dwadzie艣cia.聽
Czas, jak on si臋 wlecze.聽
Ju偶 chyba teraz.聽
Jeszcze nie teraz.聽
Tak, teraz.聽
Bomba, ona wybucha.

Dzie艅 dobry. 馃檪

Dochodz臋 do siebie po Francji, cho膰 trudno mi wci膮偶!

Szukam dla siebie czego艣 takiego, co by mnie oderwa艂o od my艣li z艂ych o 艣wiecie, kt贸ry si臋 zmienia i idzie w z艂膮 stron臋.

Nie jest 艂atwo przej艣膰 do porz膮dku, jakby si臋 nic w艂a艣ciwie nie sta艂o! Bardzo trudno powstrzymywa膰 艂zy, kt贸re towarzysz膮 mi od dw贸ch dni.

Nie jest 艂atwo, ot tak sobie zapomnie膰, ale szukam czego艣 dla siebie pogodnego, by oderwa膰 si臋 od medi贸w i portali spo艂eczno艣ciowych, gdzie tocz膮 si臋 przer贸偶ne dyskusje, a nawet ju偶 k艂贸tnie.

Nie chc臋 w tym uczestniczy膰 i si臋 wci膮偶 nakr臋ca膰.

Pos艂uchajcie mojego odkrycia muzycznego w wykonaniu Magdy Steczkowskiej. Cudna piosenka, kt贸ra daje skrawek nadziei, 偶e gdzie艣 jest, by膰 mo偶e lepszy 艣wiat!

Mi艂ej niedzieli kochani. 馃檪

https://www.youtube.com/watch?v=c27C2NUnVrY

TEKST PIOSENKI

MAGDA STECZKOWSKA: GDZIE艢 BEZ NAS (FEAT. KUBA MOL臉DA)

Beze mnie nie potrafisz nic
Bo nie wiesz, czego chcesz
Cierpliwa jak tw贸j wierny widz
Jestem potrzebna ci jak tlen
Dopiero kiedy stracisz mnie
Mo偶e us艂yszysz wtedy g艂os
On powie jak naprawd臋 jest
Kiedy si臋 traci co艣Gdzie艣 jest
By膰 mo偶e lepsze gdzie艣
To jedno najwspanialsze z miejsc
Nie wiadomo jednak gdzie
Na pewno bez nas nie
Gdzie艣 jest
By膰 mo偶e lepszy 艣wiat
Bez problem贸w i bez wad
Nigdy go nie znajdziesz sam
A ze mn膮 szanse maszBez ciebie nie potrafi nic
Nasz w sobie wielki dar
Potrafisz wyt艂umaczy膰 mi
Jak mam oswoi膰 w sobie strach
Dopiero kiedy nie ma ci臋
To czuje 偶e mi czego艣 brak
Bo gorzej to nie znaczy 藕le
To tylko pr贸bny czasGdzie艣 jest
By膰 mo偶e lepsze gdzie艣
To jedno najwspanialsze z miejsc
Nie wiadomo jednak gdzie
Na pewno bez nas nie
Gdzie艣 jest
By膰 mo偶e lepszy 艣wiat
Bez problem贸w i bez wad
Nigdy go nie znajdziesz sam
A ze mn膮 szanse masz
AUTOR TEKSTU:聽Marek Ko艣cikiewicz

Clipy z sieci – wyciskacze 艂ez

Id臋 dzi艣 troch臋 na skr贸ty, ale prosz臋 Was, aby艣cie obejrzeli te clipy, bo moim zdaniem nie wolno przej艣膰 oboj臋tnie nad nimi. Jestem wra偶liwcem i w艂a艣nie te dwa clipy odcisn臋艂y na mnie swoje pi臋tno i da艂y du偶o do my艣lenia.聽

Lubi臋 takie produkcje, gdy偶 wieje z nich dobro dla ludzko艣ci i oby艣my wszyscy potrafili dostrzec ich pi臋kno i przes艂ania.

Mi艂ego ogl膮dania. 馃檪

 

 

O kobiecie, kt贸rej zdrada wysz艂a na dobre!

Kiedy Karol wr贸ci艂 z tygodniowej delegacji nie za bardzo ucieszy艂 si臋 z widoku 偶ony i tr贸jki dzieci. Po obiedzie po艂o偶y艂 si臋 spa膰, gdy偶 twierdzi艂, 偶e jest kompletnie wyko艅czony i musi odpocz膮膰. Krysia, bo tak na imi臋 mia艂a jego 偶ona troch臋 si臋 zdziwi艂a, 偶e tak si臋 zachowa艂, jakby do tego domu 聽wcale nie zat臋skni艂, ale zabra艂a si臋 za swoje babskie czynno艣ci i czeka艂a, a偶 m膮偶 si臋 obudzi i z ni膮 porozmawia czulej.

Obudzi艂 si臋, wzi膮艂 prysznic i po tym wyj膮艂 walizki z pawlacza i zacz膮艂 si臋 pakowa膰. Wrzuci艂 do walizek kilka czystych koszul, spodnie i zebra艂 z 艂azienki swoje przybory toaletowe i kiedy Krystyna zorientowa艂a si臋 co si臋 dzieje, us艂ysza艂a tylko jego jedno s艂owo – odchodz臋!

Jak to odchodzisz, dok膮d odchodzisz – spyta艂a zdziwiona uwa偶aj膮c post臋pek m臋偶a za kiepskiej jako艣ci 偶art. Kiedy si臋 zorientowa艂a, 偶e on nie 偶artuje ju偶 nie by艂o go w domu.

Zbieg艂a za nim po schodach i chwyci艂a za kurtk臋 偶膮daj膮c wyja艣nie艅. Szarpn膮艂 j膮 z impetem i wycedzi艂, 偶e ju偶 nie kocha jej, a na dzieci b臋dzie p艂aci艂 alimenty. Ma mu pozwoli膰 odej艣膰, ale si臋 zakocha艂 w innej kobiecie i chce si臋 z ni膮 zestarze膰. Ma dosy膰 kr臋c膮cej si臋 po domu 偶ony wiecznie zapracowanej 聽w wyci膮gni臋tych dresach i krzykn膮艂, 偶e to koniec ich zwi膮zku i od czasu do czasu b臋dzie przychodzi艂, by odwiedzi膰 dzieci, bo dzieci kocha, a jej ju偶 nie!

Nie wierzy艂a w to us艂ysza艂a i nie mog艂a si臋 pogodzi膰 z tym, 偶e tak raptem przekre艣li艂 ich dziesi臋cioletni zwi膮zek. Nie zamierza艂a mu tak odpu艣ci膰 i musia艂a dowiedzie膰 si臋, co to za baba by艂a tak lepsza od niej. Milion my艣li przewali艂o si臋 jej przez g艂ow臋, kiedy zrozpaczona wr贸ci艂a do domu. Dzieci pyta艂y o ojca, a ona nie potrafi艂a nic sensownego im powiedzie膰. P艂aka艂a, a raczej wpad艂a w dzik膮 rozpacz i nie wyobra偶a艂a sobie dalszego 偶ycia bez niego.

Mija艂y dni, a ona nie potrafi艂a podnie艣膰 si臋 z 艂贸偶ka. Nie obchodzi艂y j膮 dzieci i czy s膮 czyste, czy nie s膮 g艂odne. Nie potrafi艂a zebra膰 my艣li, a w g艂owie ko艂ata艂y si臋 jej setki pyta艅, na kt贸re nie znajdowa艂a odpowiedzi. Telefon od matki j膮 nieco postawi艂 na nogi, ale poprosi艂a, by zaj臋艂a si臋 dzie膰mi, bo ona nie jest w stanie i tylko szlocha艂a do s艂uchawki i matka przyjecha艂a by zaj膮膰 si臋 zdezorientowanymi dzie膰mi, kt贸re czu艂y, 偶e sta艂o si臋 co艣 strasznego.

Krystyna zawsze wiedzia艂a, 偶e jest s艂aba psychicznie i zawsze prze偶ywa艂a wszystko bardziej ni偶 inne kobiety. Nie wstawa艂a z 艂贸偶ka i nic nie jada艂a, a偶 matka jej kaza艂a si臋 zebra膰 do kupy i wys艂a艂a j膮 do psychiatry, bo ju偶 nie mia艂a si艂 tak patrze膰 jak cierpi jej c贸rka.

Resztkami si艂 zwlok艂a si臋 z 艂贸偶ka i kiedy pokonywa艂a drog臋 do lekarza z jednej bramy wychodzi艂 jej m膮偶 i si臋 wszystko wyja艣ni艂o w jej sko艂owanej g艂owie. W tym domu mieszka艂a jej kole偶anka, kt贸ra by艂a od niej osiem lat starsza. Starsza, ale 艂adniejsza, a do tego bez m臋偶a, taka typowa singielka. Zawsze zadbana i mocno st膮paj膮ca po ziemi, czyli taki mocny charakter, kt贸ry nie raz stawia艂 Krystyn臋 na nogi, kiedy si臋 spotka艂y. Krystyna opowiada艂a, 偶e tr贸jka dzieci to nie lada wyzwanie, a ta zawsze utwierdza艂a j膮 w przekonaniu, 偶e da rad臋 i niechaj si臋 nie 偶ali, bo dzieci to wielki skarb.

Lekarza przepisa艂 jej leki na uspokojenie i skierowa艂 do psychologa, ale Krystyna nie bra艂a lek贸w, bo ba艂a si臋 otumanienia i ca艂kowitego oderwania od 艣wiata. Chodzi艂a do lekarza i ka偶d膮 recept臋 wykupowa艂a, ale leki zbiera艂a by mie膰 je na zapas, bo po g艂owie chodzi艂o jej samob贸jstwo. Tak, chcia艂a umrze膰, bo wci膮偶 kocha艂a Karola tak bardzo, 偶e nie wyobra偶a艂a sobie bez niego 偶ycia. Umiera艂a z mi艂o艣ci i jednocze艣nie z upodlenia jakie jej zafundowa艂.

Na to wszystko nie mog艂a ju偶 patrze膰 matka Krystyny. Widzia艂a jak cierpi i to, 偶e schud艂a dwadzie艣cia kilo i lecia艂a psychicznie w przepa艣膰. Posz艂a osobi艣cie do psychiatry i powiedzia艂a, 偶e ju偶 nie ma si艂y, bo mimo lek贸w c贸rka wci膮偶 si臋 nie mo偶e pozbiera膰 i tu psychiatra wypisa艂a skierowanie na psychoterapi臋 i namawia艂a do szybkiego zg艂oszenia si臋 do szpitala, gdzie co najmniej przez p贸艂 roku Krystyna musi podda膰 si臋 leczeniu.

Nie chcia艂a jecha膰 za 偶adne skarby. P艂aka艂a, bo co z dzie膰mi, a matka jej wykrzycza艂a, 偶e i tak jej nie ma dla dzieci, a ona si臋 nimi zajmie, ale do cholery niech co艣 zacznie ze sob膮 robi膰, bo ona wiecznie nie b臋dzie przecie偶 偶y艂a.

Krystyna wsiad艂a w autobus i pojecha艂a do szpitala oddalonego o sto 聽kilometr贸w. Po drodze by艂a kompletnie nieprzytomna, ale poradzi艂a sobie na izbie przyj臋膰 i zakwaterowano j膮 w pokoju z czterema innymi kobietami, kt贸re ju偶 tam od jakiego艣 czasu by艂y i wprowadzi艂y j膮 we wszystko, a najwa偶niejsze otoczy艂y opiek膮 i trosk膮.

Nie wiedzia艂a, co si臋 stanie jutro, ale pierwsz膮 noc przespa艂a spokojnie, a rano zaprosi艂 j膮 na rozmow臋 psycholog i rozpisa艂 grafik jej codziennych zaj臋膰. Poczu艂a si臋 bardziej spokojna, 偶e komu艣 zale偶y by wysz艂a na prost膮.

Mija艂y dni, a ona czu艂a si臋 w tym gronie ludzi z problemami coraz lepiej. Nagle zauwa偶y艂a, 偶e nie jest jedyna na tym 艣wiecie, kt贸r膮 m膮偶 porzuci艂 i zdradzi艂. Nagle poczu艂a, 偶e kto艣 chce jej co艣 wyt艂umaczy膰, 偶e na tym byle jakim zwi膮zku nie ko艅czy si臋 艣wiat i warto 偶y膰 mimo wszystko.

Min膮艂 miesi膮c psychoterapii i zauwa偶y艂a, 偶e kr臋ci si臋 wok贸艂 niej m臋偶czyzna o imieniu Adam, kt贸rego zdradzi艂a 偶ona. On 聽te偶 nie m贸g艂 si臋 z tym pogodzi膰, bo zdradza艂a go od trzech lat, a on o niczym nie wiedzia艂. Kiedy si臋 dowiedzia艂, to tak偶e nie m贸g艂 si臋 pozbiera膰, bo kocha艂 j膮 nad 偶ycie. Pr贸ba samob贸jcza i znalaz艂 si臋 w szpitalu by si臋 na nowo odnale藕膰. Krystyna i Adam zacz臋li bywa膰 ze sob膮 coraz cz臋艣ciej. Zaprasza艂 j膮 na wsp贸lne spacery i opowiadali sobie o swoim b贸lu, a偶 pewnego razu obj膮艂 j膮 i poca艂owa艂.

Nie od razu do niego co艣 poczu艂a, ale on by艂 uparty i zabiega艂 o jej wzgl臋dy. Dobrze im si臋 rozmawia艂o, a on opowiada艂, 偶e jego 偶ona nie mog艂a mie膰 dzieci, a on tak bardzo jest za dzie膰mi i 聽zawsze chcia艂 mie膰 ich du偶o.

Kiedy Krystyna wr贸ci艂a do domu, mocno postawiona na nogi, to Adam j膮 od czasu do czasu odwiedza艂. Widzia艂a, 偶e ma 艣wietny kontakt z jej dzie膰mi, co jej bardzo zaimponowa艂o, a z czasem lubi艂a go coraz bardziej. Dba艂 o ni膮 i kiedy tylko si臋 zjawia艂 zawsze mia艂 dla niej kwiaty, a dla dzieci prezenty, co bardzo podoba艂o si臋 Krystynie, kt贸ra chyba na nowo zacz臋艂a kocha膰 m臋偶czyzn臋.

Min膮艂 rok ich znajomo艣ci i zamieszkali razem, cho膰 Krystyna nie mia艂a jeszcze rozwodu, ale postanowi艂a zaufa膰 Adamowi. Coraz bardziej jej na nim zale偶a艂o. Dzieciaki zakocha艂y si臋 te偶 w Adamie, kt贸ry mia艂 wyj膮tkowy stosunek do dzieci i je autentycznie pokocha艂.

By艂a niedziela i Adam zabra艂 dzieci na spacer, a Krystyna zosta艂a w domu, by ugotowa膰 niedzielny obiad i raptem us艂ysza艂a, 偶e 聽kto艣 zapuka艂 do drzwi.

Zdj臋艂a kuchenny fartuszek i posz艂a otworzy膰 zdziwiona, 偶e kt贸偶 to mo偶e by膰. Otworzy艂a drzwi a w nich sta艂 Karol zaro艣ni臋ty i zaniedbany, woniej膮cy alkoholem i wyduka艂, 偶e przeprasza i chce do niej i do dzieci wr贸ci膰. Nie zastanawia艂a si臋 d艂ugo i go przeprosi艂a, 偶e nie wpu艣ci go do domu, bo ju偶 u艂o偶y艂a sobie 偶ycie na nowo i trzasn臋艂a mu drzwiami przed nosem.

Moje mokre oczy :)

Lubi臋 w telewizji 艣niadaniowej taki k膮cki, w kt贸rym prezentuj膮 odkrycia w 艣wiecie artystycznym i dzi艣 pozna艂am t膮 drog膮 wspania艂膮, francusk膮 piosenkark臋. Dziewczyn臋 o d藕wi臋cznym g艂osie i tak delikatnym jak powiew majowego wiatru. Zakocha艂am si臋 w jej g艂osie i jej clipach, kt贸re opowiadaj膮 o czym艣, a moje oczy robi膮 si臋 szkliste, bo tak si臋 wzruszam. 馃檪聽

Przedstawiam na moim blogu Prosz臋 Pa艅stwa – oto Indila za艣piewa dla Was i nie wierz臋, 偶e te偶 si臋 nie zakochacie w niej i jej piosenkach. Tak ma艂o we wsp贸艂czesnym 艣wiecie jest teraz takich barwnych ptak贸w, kt贸re swoim g艂osem zaczarowuj膮, 偶e nie chce si臋 przesta膰 s艂ucha膰, a wi臋c: Oto Ona 馃檪

Za Wikipedi膮:

„Indila, w艂a艣ciwie聽Adila Sedra茂a聽(ur.聽26 czerwca1984聽w聽Pary偶u) 鈥撀francuskapiosenkarka聽pochodzenia聽indyjskoalgierskokambod偶a艅skoegipskiego[1]. W 2013 roku wyda艂a debiutancki singiel聽鈥Derni猫re danse鈥, kt贸ry osi膮gn膮艂 drugie miejsce na francuskiej li艣cie przeboj贸w i przyni贸s艂 jej popularno艣膰”

Specyficzna mi艂o艣膰 m臋偶a!

Przypar艂 j膮 do okna, mocno 艣cisn膮艂 za gard艂o i zasycza艂 – spierdalaj!

Pobrali si臋 dwa miesi膮ce temu, bo byli w sobie bardzo zakochani. Ca艂a rodzina przyklasn臋艂a na ten ich 艣lub, gdy偶 uwa偶ali, 偶e pasuj膮 do siebie idealnie. Wesele by艂o huczne i zjecha艂a si臋 ca艂a rodzina, kt贸ra bawi艂a si臋 do bia艂ego rana po艣r贸d bia艂o – r贸偶owych balonik贸w. Orkiestra wynaj臋ta, najlepsza w okolicy gra艂a najlepsze, weselne kawa艂ki.

Po weselu wprowadzili si臋 do w艂asnego mieszkania, kt贸re dostali w prezencie od rodzic贸w – 偶y膰, kocha膰 si臋 i nie umiera膰. M艂oda kobieta czu艂a si臋 wspaniale, mog膮c zaj膮膰 si臋 urz膮dzaniem domu, aby jej dom by艂 przytulny i robi艂a to dla nich. On wnosi艂 te wszystkie sprz臋ty i meble zadowolony, 偶e na starcie maj膮 prawie wszystko.

Oboje pracowali, a wi臋c nie powodzi艂o im si臋 藕le i mogli pozwoli膰 sobie na wi臋cej, ni偶 inne m艂ode pary, kt贸re dorabiaj膮 si臋 od 艂y偶ki i talerza.

Wr贸ci艂 zm臋czony do domu i ona poda艂a mu obiad. Ugotowa艂a mu to, co lubi, a wiedzia艂a od swojej te艣ciowej, czym uraczy膰 jego podniebienie.

– Co za 艣wi艅stwo mi tu poda艂a艣 – krzycza艂 z nad talerza, kt贸ry za chwil臋 wyl膮dowa艂 z jedzeniem na pod艂odze.

Przestraszy艂a si臋, ale nie poj臋艂a, o co mu chodzi.

– Nie gotujesz jak moja matka i jeste艣 do niczego – nie ustawa艂 w pretensjach.

Posz艂a do pokoju i 艂zy nie chcia艂y przesta膰 lecie膰. Przecie偶 tak bardzo si臋 stara艂a, a wi臋c nie wie, o co mu w艂a艣ciwie chodzi.

Na drugi dzie艅 przyni贸s艂 bukiet kwiat贸w i j膮 przeprosi艂, obiecuj膮c, 偶e wi臋cej nie zrobi jej 偶adnych wym贸wek.

Kwiaty przyj臋艂a i si臋 uspokoi艂a, gdy偶 taki jednorazowy wybryk nie powinien zak艂贸ci膰 ich szcz臋艣cia. Postara si臋 bardziej przyk艂ada膰, aby tylko wi臋cej si臋 to nie powt贸rzy艂o. Zrobi wszystko, aby go zadowoli膰, bo kocha go nad 偶ycie.

Min臋艂o par臋 miesi臋cy i pewnego dnia, wybieg艂 z 艂azienki zarzucaj膮c jej, 偶e wanna jest brudna i on nie b臋dzie tego tolerowa艂, bo w syfie mieszka膰 nie b臋dzie.

– Przepraszam, nie zd膮偶y艂am – pr贸bowa艂a si臋 t艂umaczy膰, kiedy nagle dosta艂a pi臋艣ci膮 w twarz, a偶 odbi艂a si臋 od szafek kuchennych i spad艂a kolanami na pod艂og臋 pod wp艂ywem ciosu.

– Ty cholerny brudasie, ty wyw艂oko, ty niedorajdo – wrzeszcza艂, 偶e z niczym sobie nie radzi i zmarnowa艂a mu 偶ycie, 偶e j膮 spotka艂 na swojej drodze. – Nigdy nie dor贸wnasz mojej matce – i zacz膮艂 wylicza膰 przymioty swojej rodzicielki.

Kiedy si臋 pozbiera艂a, zagrozi艂a, 偶e go opu艣ci i wyjedzie do rodzic贸w, a na jej twarzy pojawi艂 si臋 wielki siniak i podbite oko, co widzia艂a w lustrze przez morze 艂ez.

– Spierdalaj i szybko pakuj manatki, 偶ebym ci臋 tu nie widzia艂 – wrzeszcza艂 na ca艂膮 kamienic臋.

Nie wyjecha艂a, bo nie chcia艂a pokaza膰 si臋 rodzicom w takim stanie.

Nadesz艂a noc, a on kl臋cza艂 przy ich 艂贸偶ku i b艂aga艂 o przebaczenie. P艂aka艂, 偶e nie wie dlaczego tak si臋 zachowa艂 i przysi臋ga艂, 偶e nigdy wi臋cej nie podniesie na ni膮 r臋ki. P艂aka艂a i ona z 偶alu, 偶e tak j膮 potraktowa艂, cho膰 tak bardzo si臋 stara, aby nie da膰 mu powod贸w do rozdra偶nienia i aby dor贸wna膰 jego matce, bo tak bardzo go kocha.

Min臋艂y dwa lata ich ma艂偶e艅stwa i na 艣wiat przysz艂o 聽dziecko. Ci臋偶ko znosi艂a t臋 ci膮偶臋, gdy偶 by艂a zagro偶ona i musia艂a du偶o le偶e膰, aby t臋 ci膮偶臋 utrzyma膰. Wiele miesi臋cy le偶a艂a w szpitalu, a on o ni膮 dba艂 najtroskliwiej jak tylko mo偶na sobie wyobrazi膰. Codziennie przychodzi艂 do szpitala, przynosz膮c 艣wie偶e owoce i soki. Obsypywa艂 j膮 kwiatami, a偶 wszystkie kobiety w szpitalu zazdro艣ci艂y jej tak kochanego i troskliwego m臋偶a, a i jej imponowa艂o, 偶e tak o ni膮 dba. By艂a szcz臋艣liwa, 偶e dziecko przysz艂o na 艣wiat zdrowe i da艂a mu upragnionego syna.

Ch艂opczyk r贸s艂 jak na dro偶d偶ach i by艂 oczkiem w g艂owie ca艂ej rodziny, a dziadkowie rozchwytywali go, jako pierwszego wnuka i nie posiadali si臋 z rado艣ci, a ona by艂a taka dumna, 偶e w ko艅cu wszystko jest tak, jak sobie wymarzy艂a.

Pewnego dnia wysz艂a z synem na spacer i nie wiedzie膰 kiedy, ma艂y si臋 przewr贸ci艂 i nabi艂 sobie guza na czole. Nic mu si臋 nie sta艂o i nie grozi艂o, ale kiedy jej m膮偶 to zobaczy艂, wyci膮gn膮艂 swoje 艂apy po ni膮, ok艂adaj膮c pi臋艣ciami tak, 偶e nie pozna艂a si臋 w lustrze. Bi艂 mocno i d艂ugo, aby sobie zapami臋ta艂a, 偶e dzieci nale偶y pilnowa膰, a nie rozgl膮da膰 si臋 nie wiadomo za czym i da艂 jej do zrozumienia, 偶e nie nadaje si臋 na matk臋 i ma si臋 to wi臋cej nie powt贸rzy膰, bo j膮 zabije.

Chwyci艂a dziecko w ramiona i w chwili nieuwagi oprawcy, wybieg艂a na ulic臋 taka posiniaczona. Pobieg艂a na policj臋 i zg艂osi艂a pobicie, robi膮c od razu obdukcj臋.

Postanowi艂a, 偶e nigdy wi臋cej jej nie uderzy i nie pozwoli na zmarnowanie ich dziecka. Nie pozwoli, aby ten tyran by艂 jej m臋偶em, bo sobie niczym nie zas艂u偶y艂a, aby kto艣 zrobi艂 z jej 偶ycia – piek艂o.

Doprowadzi艂a do sprawy rozwodowej, mieszkaj膮c k膮tem u swoich rodzic贸w dochodz膮c do siebie po latach b贸lu i strachu u boku nieobliczalnego cz艂owieka.

Usiad艂a do komputera i wydrukowa艂a dziesi膮tki og艂osze艅, w kt贸rych zawar艂a jego imi臋 i nazwisko, dat臋 urodzenia, jego wizerunek i napisa艂a, 偶e oto jest cz艂owiek, kt贸ry bije kobiety i pewnej nocy tymi plakatami obwiesi艂a ca艂e miasto, maj膮c nadziej臋, 偶e d艂ugo w tym mie艣cie 偶adna kobieta na zwi膮偶e si臋 z psychopat膮!

Nie jestem przecie偶 z kamienia :)

Po wczorajszej burzy ponownie s艂o艅ce przedziera si臋 przez chmury i wraca upa艂. Poranek by艂 o niebo ch艂odniejszy, a wi臋c mo偶na by艂o odpocz膮膰 na chwil臋 od morderczych upa艂贸w. Synoptycy zapowiadaj膮, 偶e sierpie艅 b臋dzie jednak bardzo ciep艂y, a potem powoli wkracza膰 b臋dzie ju偶 pani jesie艅. Mimozy ju偶 kwitn膮 i za chwil臋 b臋d膮 偶贸艂k艂y li艣cie na drzewach, ale p贸ki co, cieszymy si臋, 偶e lato tego roku dopisa艂o wszystkim wyje偶d偶aj膮cym na wakacje zdobywa膰 nowe szlaki. Ja siedz臋 w domu, bo ju偶 nie dla mnie ten sznur samochod贸w. 馃榾

Musz臋 Wam napisa膰, co mnie dzi艣 nasz艂o. Ot贸偶 mam w swoim repertuarze takie piosenki, kt贸re nie ma mowy, aby nie spowodowa艂y, 偶e zaraz szkl膮 mi si臋 oczy. Kiedy chc臋 sobie od艣wie偶y膰 ocz臋ta, wymienione pozycje skutecznie zadzia艂aj膮.聽

My艣l臋, 偶e ka偶dy z nas ma takie pozycje, czy to piosenki, czy wiersze, albo ulubione filmy, kt贸re powoduj膮, 偶e natychmiast si臋 wzruszamy i jeste艣my w innym wymiarze. Pewnie ka偶dy ma sw贸j ulubiony film, kt贸ry ogl膮dany setny raz, wzrusza i za to go kochamy i pami臋tamy do ko艅ca swoich dni. Przecie偶 nikt z nas nie jest z kamienia i nikt nie ma serca zamkni臋tego, na wszelkie bod藕ce, powoduj膮ce, i偶 mi臋kniemy i nie ma na to mocnych.

D艂ugo przygotowywa艂am si臋 do tego wpisu, przypominaj膮c sobie te pozycje, zgromadzone we mnie na przestrzeni lat i oto powsta艂a taka osobista play lista. Lista Eli. Musz臋 stwierdzi膰, 偶e piosenki patriotyczne bardzo mnie wzruszaj膮, ale nie tylko, bo ostatnia pozycja jest dla dzieci i t臋 piosenk臋 pokaza艂a mi moja wnusia i od razu si臋 w niej zakocha艂am.聽

Je艣li zechcecie si臋 podzieli膰 ze mn膮 swoimi wzruszeniami, to b臋dzie mi bardzo mi艂o. 馃檪

W domach dzieje si臋 r贸偶nie

Cz臋sto czytamy, 偶e gdzie艣 tam dzieci do艣wiadczaj膮 przemocy ze strony doros艂ych. Cz臋sto czytamy, 偶e gdzie艣 tam za drzwiami dzieci s膮 bite i poniewierane i odziera si臋 je z ludzkiej godno艣ci, no bo to tylko dziecko i mo偶na je pra膰 z my艣l膮, 偶e to jest jedyny spos贸b, by wychowa膰 prawego cz艂owieka. Jest akcja – s艂yszysz, widzisz – reaguj, tylko, 偶e ma艂o kto ma ochot臋 i艣膰 na policj臋 i zg艂osi膰 z艂o jakie dzieje si臋 obok. Jeste艣my w tym temacie tch贸rzami, bo nie lubimy gdy ci膮ga si臋 nas po s膮dach. O przemocy fizycznej stosowanej na dziecku 艂atwiej jest zawiadomi膰 organy 艣cigania, ale istnieje te偶 przemoc psychiczna, trudniejsza do rozpoznania, kt贸ra dzieje si臋 w zaciszu domowym, ukrywana skrz臋tnie, kt贸rej nie wida膰.

Jak偶e cz臋sto rodzina z osiedla wydaje si臋 by膰 wzorow膮, bo mama i tata id膮c trzymaj膮 si臋 za r臋ce, a ich dzieci s膮 zadbane i niczego z pozoru im nie brakuje. Tylko to s膮 w艂a艣nie pozory, takie na pokaz, 偶eby pokaza膰 innym ludziom, 偶e wszystko gra, a jednak nie gra. Dzieci dr臋czone psychicznie chowaj膮 si臋 w swoich skorupkach i boj膮 si臋 wyjawi膰 prawd臋, bo kto by im uwierzy艂, 偶e dla w艂asnych rodzic贸w s膮 baranami, os艂ami i nieudacznikami. Takich epitet贸w jest bardzo wiele – do wyboru, do koloru. Dzieci te trac膮 grunt pod nogami i zaczynaj膮 wierzy膰 w wm贸wione im, czasami przez lata przez bliskich epitety. Pewnie si臋 zastanawiaj膮 dlaczego nic nie znacz膮 dla swoich rodzic贸w i s膮 wewn臋trznie rozdarte, wyp艂akuj膮c sw贸j 偶al w poduszk臋, kt贸ra wie najwi臋cej o ich b贸lu.

Ja sama jestem ofiar膮 takiego gwa艂tu na mojej psychice i wiem najlepiej jak smakuj膮 z tego powodu 艂zy. By艂am bita i krzywdzona przez w艂asnego Ojca, o czym staram si臋 codziennie zapomina膰 i nie rozdrapywa膰 starych ran, gdy偶 ju偶 do niczego nie s膮 mi one potrzebne. Z wiekiem potrafi臋 sobie wyt艂umaczy膰, 偶e Ojciec swoje piek艂o psychiczne przelewa艂 na rodzin臋, a demony jakie w nim siedzia艂y, uwalnia艂 w prostacki spos贸b. Ale to ju偶 by艂o i nie wr贸ci wi臋cej i do czego zmierzam?

Pewien mieszkaniec Wroc艂awia, Adam, kt贸ry obecnie ma 29 lat – rozpocz膮艂 precedensowy proces skierowany przeciwko swoim rodzicom, za zaniedbania jakich si臋 dopu艣cili wobec niego w okresie dzieci艅stwa. Zaniedbania dotycz膮 braku opieki nad nim, co skutkuje, 偶e jest teraz bardzo ci臋偶ko chorym cz艂owiekiem. Rodzice go nie leczyli, co objawia si臋 obecnie w wielu schorzeniach i du偶ej depresji. Matka nigdy nie posz艂a z nim do dentysty, co spowodowa艂o, i偶 ratowanie uz臋bienia kosztowa艂o Pana Adama 17 tys. z艂otych. 呕膮da od rodzic贸w 150 tys. zado艣膰uczynienia i ciekawa jestem jak potoczy si臋 ta sprawa.

Tak sobie my艣l臋, 偶e Pan Adam otworzy艂 puszk臋 Pandory i takich pozw贸w b臋dzie coraz wi臋cej i mam nadziej臋, i偶 by膰 mo偶e doro艣li ludzie zastanowi膮 si臋, i偶 nie sztuk膮 jest dziecko sp艂odzi膰, a sztuk膮 je wychowa膰 bez strachu i psychicznego b贸lu, ale to chyba s膮 moje tylko marzenia, bo g艂upich ludzi nie brakuje na tym 艂ez padole!

Je艣li masz s艂abe nerwy – nie ogl膮daj tego!!!!

Nie by艂o ani jednej szczerej 艂zy!

Mia艂am nie pisa膰 o tym, ale nie mog臋 sobie z tematem poradzi膰 od momentu podania do publicznej wiadomo艣ci, 偶e to on podpali艂 sw贸j dom pod os艂on膮 nocy, w wyniku czego zg艂adzi艂 swoj膮 rodzin臋. Podpali艂 w sze艣ciu miejscach, zaci膮gn膮艂 zewn臋trzne 偶aluzje i zrobi艂 dla swojej rodziny komor臋 gazow膮 i 聽spokojnie wyszed艂 z domu zamykaj膮c na klucz drzwi wyj艣ciowe. Kiedy si臋 zacz臋艂o pali膰, on spokojnie to obserwowa艂 z nie wielkiej odleg艂o艣ci. Starannie zaplanowana akcja w pozbyciu si臋 rodziny. Starannie uknuty plan, pozbawi艂 偶ycia czworo dzieci i 偶ony, kt贸rzy zaczadzili si臋 w tej twierdzy. I niech nikt mi nie m贸wi, 偶e to zrobi艂 psychopata i wariat. Nie uwierz臋 w to, poniewa偶 wariaci w szpitalach psychiatrycznych si臋 raczej nie zabijaj膮. Czy kto艣 s艂ysza艂 o takim fakcie, 偶e wariat zabi艂 drugiego cz艂owieka? Ja nie s艂ysza艂am, bo media by o tym skutecznie tr膮bi艂y, a politycy rzucili by si臋 do ataku jak chroni膰 bezpiecze艅stwo w szpitalach psychiatrycznych i zrobi艂 by si臋 medialny szum, a wi臋c starannie zaplanowany mord to by艂 koniec i kropka.

Zaplanowa艂 usuni臋cie swoich bliskich dla pieni臋dzy przecie偶 i tylko nie przewidzia艂, 偶e korzystanie z telefonu kom贸rkowego w jego przypadku, sta艂o si臋 motywem do podejrze艅. Nie pomog艂a mu mysz z kablem w pysku, jakie艣 偶贸艂wie, 偶elazko w prasowalni, ale pomogli mu reporterzy, kt贸rym w tej, jak偶e tragicznej sprawie, co艣 zgrzyta艂o.

Ja nie mog臋 sobie poradzi膰 z wyt艂umaczeniem, jakim trzeba by膰 cz艂owiekiem, aby dopu艣ci膰 si臋 takiej zbrodni. Nie pojmuj臋 jak mo偶na da膰 komu艣 偶ycie, aby za par臋 lat je odebra膰! Jakim cz艂owiekiem trzeba by膰, aby o takiej stracie opowiada膰 w mediach bez emocji i bezdusznie jak wyuczon膮 regu艂k臋 i w takich przypadkach jestem za kar膮 艣mierci!

Niechaj Ci, co zgin臋li z r膮k w艂asnego ojca i m臋偶a spoczywaj膮 w spokoju {*}, a oprawca niech zgnije w wi臋zieniu do ko艅ca swoich dni!

Nie wys艂any list – 艂zy na 艣niegu w Soczi

Panie Prezydencie Putin. Pisz臋聽 z Polski i jestem zwyk艂ym szaraczkiem w moim kraju. Jedn膮 z miliona jednostk膮. Mam do Pana ogromne pretensje z powodu organizacji Olimpiady Zimowej w Soczi. Obejrza艂am wczoraj bardzo obiektywny dokument w naszej nowej telewizji – Biznes i 艢wiat, kt贸ry mi pokaza艂 jakie dra艅stwa dziej膮 si臋 wok贸艂 organizacji i przygotowa艅 na przyj臋cie na dwa tygodnie sportowc贸w i go艣ci z ca艂ego 艣wiata. Gdzie艣 tam pisz膮, 偶e jest Pan najbogatszym politykiem na 艣wiecie. Podobno Pana samoloty, helikoptery i samochody s膮 na miliardowe sumy, cho膰 w o艣wiadczeniu maj膮tkowym posiada Pan dwa samochody, mieszkanie i gara偶! 聽呕yje sobie Pan dostatnio i bezpiecznie i wybi艂 si臋 Pan ponad przeci臋tno艣膰. Nie zapowiada艂o si臋, 偶e b臋d膮c zwyk艂ym dzieckiem, uda si臋 Panu si臋gn膮膰 tak wysoko i b臋dzie Pan Prezydentem wielkiego i bogatego w z艂o偶a naturalne kraju. Rosja to przepi臋kny kraj, zr贸偶nicowany kraj pod wzgl臋dem geologicznym jak i etnicznym. Trzeba wielkiego samozaparcia, aby zapanowa膰 nad t膮 wielko艣ci膮 i r贸偶norodno艣ci膮. Zawsze chcieli艣cie by膰 najwi臋kszym, najm膮drzejszym i najbogatszym Narodem i Pan ma tak膮 wizj臋, aby pokaza膰 ca艂emu 艣wiatu, 偶e jeste艣cie niezniszczalni i pot臋偶ni. Nie ujmuj臋 Panu umiej臋tno艣ci w rz膮dzeniu Narodem, kt贸ry jest聽 Narodem dzielnym i podporz膮dkowanym, bo jednak wynik wybor贸w sam m贸wi za siebie.

Nie czepiam si臋, 偶e jako rasowy m臋偶czyzna, co nie jednokrotnie widzia艂am na zdj臋ciach, sportowiec i hardy cz艂owiek, opu艣ci艂 Pan swoj膮 偶on臋 Ludmi艂臋, kt贸r膮 skutecznie, przez wiele lat Pan bi艂, bo Panu przeszkadza艂a w licznych romansach i robieniu kariery politycznej i pi臋cia si臋 po szczeblach kariery, ale mo偶e to tylko plotki!

Co mnie to obchodzi, 偶e w ko艅cu, w cywilizowany spos贸b, og艂osi艂 Pan, 偶e rozstaje si臋 z d艂ugoletni膮 partnerk膮, a legalizuje Pan zwi膮zek z m艂odsz膮 kobiet膮, bo co m艂ode cia艂ko to m艂ode, a wi臋c 聽niezaprzeczalnie jest smakowitsze. Takie rzeczy si臋 zdarzaj膮, cho膰 ja sobie nie wyobra偶am, aby Prezydent mojego kraju robi艂 sobie takie chocki klocki.

No wi臋c wracam do tego dokumentu, po kt贸rym stwierdzi艂am, 偶e nie b臋d臋 ogl膮da艂a Olimpiady Zimowej w Soczi. Przygotowujecie si臋 od 2007 r. i od tego czasu, ludzie zamieszkuj膮cy ten teren, Wam potrzebny, 偶yj膮 w uw艂aczaj膮cych warunkach. Wysiedlili艣cie ludzi ze swoich dom贸w i teraz jak偶e cz臋sto mieszkaj膮 w norach, nie nadaj膮cych si臋 do godnej egzystencji, bez wody i pr膮du, a tak偶e na metra偶u wbrew ludzkim potrzebom. Pokazano mi pracownik贸w, kt贸rzy przyjechali do Soczi, aby budowa膰 t臋 Pana dum臋, ale Oni musz膮 miesi膮cami czeka膰 w barakach, te偶 bez wody i pr膮du na wyp艂at臋 i nie maj膮 pieni臋dzy, aby wesprze膰 swoje rodziny czekaj膮ce na zarobiony grosz w najdalszych zak膮tkach Pana kraju. Ja wiem, 偶e Pan chce pokaza膰 Soczi od najpi臋kniejszej strony, bo nawet trawa b臋dzie zielona i go艣ciom nie zabraknie ptasiego mleka. Telewizja poka偶e tylko te miejsca, 聽dopracowana i zapi臋te na ostatni guzik. B臋dzie cudnie i Pan b臋dzie z dumy wypina艂 si臋 jak paw, ale ja wiem ju偶, 偶e Olimpiada odb臋dzie si臋 na 艂zach biednych ludzi i to mnie mierzi i ja si臋 na to nie godz臋. Mamy XXI w, a mimo to w Pana kraju cz艂owiek jest niczym.