Archiwa tagu: konwencja

Posłanko Kempa, posłanko Wróbel – szkoda, że nigdy nie miałyście oko fiolo!

Pierwszy raz uderzył ją na ich własnym weselu, kiedy znikła na dłużej, bo z wrażenia dostała miesiączkę i nie była na to kompletnie przygotowana. Zadzwoniła do koleżanki, aby przywiozła jej podpaski i to trochę musiało potrwać, a sama była przerażona, że pobrudzi sobie ślubną sukienkę. Dorwał ją w ciemnym kącie i uderzył  w twarz, bo z pewnością się z kimś umówiła i chciała go od razu zdradzić.

Po tym policzku długo zbierała się w sobie i płakała w kącie, ale poprawiła makijaż i wróciła na salę, gdyż nie chciała rozwalać wesela i martwić rodziców i gości.

Przepraszał w noc poślubną rzecz jasna i błagał o wybaczenie klęcząc i się tłumacząc, że go poniosło, że tak ją strasznie kocha i nie zniesie nigdy zdrady, a wie, że jest pękną kobietą, która podoba się jego kolegom i na jej widok się ślinią.

Przebaczyła i pomyślała sobie, że skoro tak bardzo kocha, to może i go poniosło, choć uraz w głowie został na wiele tygodni. Po ślubie zasypywał ją kwiatami, urządzał im gniazdko, troszczył się z całej siły, aby niczego jej nie zabrakło.

Incydent poszedł w niepamięć i ona powoli zapominała ten pierwszy policzek, bo nie brakowało jej przy nim niczego. Robił zakupy, a od niej wymagał, aby tylko leżała i pachniała dla niego. Była szczęśliwa, że spotkała na swojej drodze tak dobrego męża i przyjaciela.

Zaszła w ciążę i pewnego dnia lekarz podczas kolejnego badania oznajmił im, że będą bliźnięta, a więc muszą przygotować wszystko X 2.

Cieszyli się ogromnie, bo za jednym zamachem będę mieli dwoje dzieci, tak jak planowali rozmawiając o swoim przyszłym potomstwie. Urodził się chłopiec i bliźniaczo podobna córeczka jak dwie krople wody. Mieli przygotowany pokój dla swoich dzieci pomalowany na dwa kolory, bo na różowo i na niebiesko i było jak bajce, a ona uczyła się swojego macierzyństwa też x 2.

Pracy przy maluchach było moc, bo na zmianę jedno płakało, a drugie spało, albo jedno chciało jeść, a drugie miało kolkę. On w dzień pracował, a ona sama przez cały dzień z maluchami krążąca między pokojem maluchów, a kuchnią. Mieszała i podgrzewała pokarm, bo z nerwów straciła bardzo szybko pokarm matki. Przewijała dzieciaki, bujała do snu, bo źle zasypiały, a wiec wymagały usypiania na rękach i głaskania dzień i noc. Padała na twarz, tak była zmęczona, a mąż domagał się seksu w nocy, a kiedy zasypiała ze zmęczenia – obrażał się. Dzieci w nocy często płakały, to stwierdził, że ludzie w Oświęcimiu spali więcej, niż on we własnym domu. Pewnej nocy nie wytrzymał i uderzył ją w głowę, w kuchni, kiedy podgrzewała kolejne butelki dla ich  dzieci.

Upadła na ziemię, a mleko maluchów się rozlało na podłodze. Długo nie mogła się pozbierać, ale zacisnęła zęby i wytrzymała do rana.

O poranku poszła na policję, aby zgłosić przemoc w swoim domu, a policjant spisujący protokół kazał jej pokazać ślady tego pobicia, ale nie potrafiła, bo jej mąż tak ją uderzył, że śladów nie było widać, gdyż siniak  pojawił się we włosach. Ona na siniaki nie ma obdukcji i tak sprawę umorzono, bo nie znaleziono żadnych symptomów pobicia i nie ważne, że w chwili ciosu straciła na chwilę świadomość, ale jak to niby miała udowodnić?

Znów przepraszał, że go poniosło, ale kiedy  uderzył ją kolejny raz, krytykując jej kilogramy po ciąży i powiedział, że wygląda jak krowa, to zabrała dzieci, kiedy go nie było i wyniosła się z dziećmi z powrotem do rodziców, aż do sprawy rozwodowej. Za żadne skarby już nie była zdolna do życia z przemocowcem i nie wyobrażała sobie z nim dalszego bycia razem.

Cierpiała, a po rozwodzie zapisała się na psychoterapię, aby zrozumieć dlaczego była bita, za to, że starała się być dobrą żoną i matką jego dzieci. Na psychoterapii poznała 30 letnią Danusię, która była psychicznie wykańczana przez swojego męża, ale nie miała dokąd odejść, gdyż była całkiem sama na tym świecie. Nie miała rodzeństwa, a rodzice umarli. Kompletnie skazana na męża, który wykańczał ją psychicznie i wmawiał, że jest brzydka i nic nie warta, że nigdy w życiu nic się jej nie uda i nikt inny jej nie zechce. Przyszła na psychoterapię, aby uwierzyć w siebie.

Poznała też Krystynę – 35 letnią, której mąż był na wysokim stanowisku – nie pił i nie palił, ale zostawiał razy na jej twarzy tak od czasu do czasu, dla zdrowotności, aby wiedziała gdzie jest jej miejsce w szeregu i zagroził, że jeśli ucieknie, to i tak ją znajdzie. Na policji nikt jej nie uwierzył, że taki szanowany mąż nie może bić własnej żony.

Poznała też Marię, 40 letnią kobietę, która bita była kiedy do domu wrócił mąż alkoholik i bił ją i bił dzieci, a kiedy wytrzeźwiał zamieniał się w pokornego aniołka, a ona wciąż wierzyła w jego przemianę. Też nie miała dokąd uciec ponieważ straciła nagle pracę i bez męża nie miałaby co wsadzić do gara.

Takich bitych kobiet jest tysiące w naszym kraju. Tysiące też jest wpisów na forach o przemocy, pełnych łez i wołaniem o pomoc jakąkolwiek i tu mam apel do posłanek z prawej strony, sprzeciwiających się podpisaniu konwencji o przemocy wobec kobiet. Niech wejdą na te fora i może spadną im klapki z oczu!

Burza w szklance wody, a ja oj naiwna, naiwna, naiwna

Kiedy usłyszałam, że będą w Sejmie debatowali nad ratyfikacją konwencji w sprawie przemocy wobec kobiet, to się ucieszyłam, że wreszcie dojdzie w naszym państwie do sytuacji, że kobiety bite przez swoich mężów, partnerów, konkubentów będą miały odpowiednią ochronę i będą miały się do kogo zwrócić ze swoją traumą i nie będą nie chronione. Jakże się pomyliłam, że ten jakże prosty przekaz, który powinien iść do realizacji w trybie natychmiastowym wywołał taką awanturę w naszym Sejmie, że ciarki miałam na ciele i sobie pomyślałam, że jestem mimo mojego wieku wciąż naiwna, naiwna, naiwna.

Dzisiaj w Sejmie padało wiele przyzwoleń ze strony prawicowej, że bicie kobiet wcale nie jest złe, a konwencja uderza w chrześcijaństwo i tradycyjne rodziny katolickiej i nie tylko. Wpleciono w to ideologię gender ( tego nie pojmuję kompletnie), a i kościół utrzymuje, że babę należy lać, kiedy przesoli zupę, albo zostawi zmarszczkę na koszuli męża, który ma ją prawo walnąć za źle wykonaną robotę.

Bicie jest złe, bo bicie to jest ludzka słabość i nie radzenie sobie z emocjami, ale obrona tego prawa dla oprawcy to jest koniec ludzkiego gatunku. Biją osoby słabe. Biją i kobiety swoich partnerów i bite są dzieci i to wszystko jest złe i karygodne, ale bronienie oprawców, bo tak zrozumiałam z dzisiejszego posiedzenia Sejmu, to jest podłość nad podłościami. Nikt nie może nikogo bić posłanko Kempa, Wróbel i inne panie i tu paradoks, że to kobiety bronią oprawców, ale widocznie nigdy w mordę nie dostały, bo gdyby dostały raz i drugi, to by inaczej śpiewały, a kościół?

Kościół chce mieć poddańcze społeczeństwo, słabo wykształcone i nie myślące, a owieczki będą pokornie rzucały na tacę i tu kościół boi się wyzwolonych kobiet, inteligentnych kobiet, które znają swoje prawa i dlatego tak Biskupi się rzucają, jak wesz na grzebieniu.

Chcę wierzyć, a nawet pragnę, aby powstały nowe infolinie dla katowanych kobiet, a także nowe ośrodki i wszelka pomoc dla pokrzywdzonych kobiet bitych latami w swoich czterech ścianach. Kobiet nie mających do kogo się zwrócić, ponieważ przemoc domową jest bardzo trudno udowodnić i dlatego policja tak wiele spraw umarza. Pragnę, aby kobiety były świadome, że mają ochronę prawną i państwa i nie bały się zgłaszać przemoc, a także nauczyły się dokumentować przejawy agresji  i dlatego piszę to, aby ta cała konwencja nie była tylko burzą w szklance wody świadczącej o tym, która partia postawiła na swoim i tak powinno być jak w przedstawionym, clipie, gdzie dyspozytor domyślił się, że kobieta zamawiająca pizzę prosi o interwencję i pomoc. 

Ale nie zbadane są wyroki boskie i dzisiaj Papież Franciszek ogłosił światu i wszystkim katolickim rodzinom, że dziecko czasami potrzebuje skarcenia, ale nie wolno bić dziecka w twarz, gdyż to odbiera mu poczucie bycia człowiekiem, czy jakoś tak. Rodzic według Papieża ma prawo maznąć dziecku po tyłku, aby postawić je do pionu i tu mam pytanie do katolików? Dopuszczacie walenie kobiety w twarz i zrobienie jej śliwki po okiem, a dzieci według słów Papieża możecie bezkarnie sprać tyłek, bo się smarkacz nie słucha dorosłych.

Pamiętam bardzo dobrze, że sama byłam nie bita, a katowana przez swojego ojca i w zasadzie za nic, gdyż szanowałam swoją matkę i ojca i nie sprawiałam żadnych wychowawczych kłopotów, a dostawałam za to, że wstawiałam się za bitą matką. Nie były to niewinne klapsy, a walenie po moim młodym łbie tym, co popadnie. Naprawdę byłam grzecznym dzieciakiem i potem nastolatką, ale miałam mieć przyjemność ojca psychopatę i tego Papież nie wziął pod uwagę i to jest smutne. Dał katolikom przyzwolenie na bicie swoich dzieciaków po dupie pasem, ręką, sznurem od żelazka?

Z ręką na sercu przyznaję, że sama dokonałam przemocy w postaci klapsa wobec swoich dzieci i kurcze. Może One tego nie pamiętają już, ale pamiętam ja! Matka, która nie zapanowała nad swoimi emocjami i zamiast tłumaczyć posunęłam się do klapsa i do dzisiaj pluję sobie w brodę. Nie wolno bić dzieci, trzeba im tłumaczyć, a jeśli nie zrozumieją znów tłumaczyć, bo klaps świadczy o nas dorosłych! Dzieci pamiętają, a kiedy dorosną nie mają ochoty pielęgnować swoich starych i niedołężnych rodziców, którzy kiedyś ich skrzywdzili i tak odbija się pałeczka dla naszych zachowań. karma wraca!

Ciekawa jestem co powie polski kościół na to, że Papież sam strzelił sobie w stopę.