Archiwa tagu: m艂odo艣膰

Odesz艂a Ewa Demarczyk – poma艂u scena wielkich pustoszeje [*]

Dzisiaj dotar艂a do nas bardzo smutna wiadomo艣膰!

Oto w wieku 79 lat opu艣ci艂a nas wielka posta膰 sceny – Ewa Demarczyk.

Pami臋tam jej wyst臋py w telewizji, cho膰 by艂am m艂od膮 dziewczyn膮, ale Jej tw贸rczo艣ci artystycznej nie da艂o si臋 nie zauwa偶y膰.

Frapowa艂a mnie jej posta膰, bo taka zawsze by艂a tajemnicza, ubrana na czarno, a do tego ten jej g艂os!

Odesz艂a ze 艣wiata artystycznego w 1972 roku, kiedy ja rozpoczyna艂am szko艂臋 艣redni膮, ale nigdy Jej nie zapomn臋 mimo, 偶e wycofa艂a si臋 ze 艣wiata sceny i tak trudno by艂o potem do Niej dotrze膰!

Odsun臋艂a si臋 i nie udziela艂a 偶adnych wywiad贸w i tak jakby zosta艂a pustelnic膮, 偶yj膮c膮 tylko w swoim 艣wiecie.

Wielu pr贸bowa艂o do Niej dotrze膰 – nam贸wi膰 na powr贸t, ale tak naprawd臋 nikomu si臋 to nie uda艂o!

Pozosta艂a wi臋c wielk膮 zagadk膮 dla Jej wielbicieli, s艂uchaczy, odbiorc贸w, dziennikarzy i wszystkich medi贸w!

Istniej膮 r贸偶ne hipotezy dlaczego odesz艂a i jedni m贸wi膮, 偶e straci艂a sw贸j, charyzmatyczny g艂os – za艣 inni m贸wi膮, i偶 chcia艂a za艂o偶y膰 w艂asny teatr, ale ze wzgl臋d贸w finansowych, to si臋 Jej nie uda艂o!

Nie wiemy o Niej prawie nic, bo nic o Jej 偶yciu prywatnym, ale najwa偶niejsze, 偶e pozostawi艂a po sobie cudown膮 poezj臋 艣piewan膮 i jak dot膮d nikt jej nie dor贸wna艂.

Pozostanie w naszej pami臋ci t膮 jedyn膮, kt贸ra聽 zostawi艂a nam cudowne pie艣ni w mistrzowskim wykonaniu.

Dla mnie ten dzie艅 by艂 bardzo smutny, a kiedy w telewizji by艂o o Niej wspomnienie, to tak po ludzku si臋 zrycza艂am,聽 bo oto odchodzi moja m艂odo艣膰 i fascynacja!

Kt贸偶 mo偶e o Niej wi臋cej wiedzie膰 – jak nie Tomasz Raczek, kt贸ry tak J膮 dzisiaj wspomnia艂!

„Tomasz Raczek
2 godz.

Zmar艂a EWA DEMARCZYK, najwi臋ksza interpretatorka polskiej piosenki aktorskiej. By艂a tak skoncentrowan膮 doskona艂o艣ci膮, 偶e jej piosenki mo偶na by艂o smakowa膰 latami, bez obawy 偶e utrac膮 swoj膮 si艂臋 i intensywno艣膰. Je藕dzi艂em za ni膮 po Polsce, byle tylko dosta膰 si臋 na jej koncert. Bywa艂o, 偶e siedzia艂em na scenie, wpuszczony przez ni膮 za kulisy.
Pisa艂em o niej wielokrotnie. Raz nawet mia艂em zaszczyt podpisywa膰 razem z ni膮 swoj膮 ksi膮偶k臋 „Karuzela z madonnami”, w kt贸rej by艂 po艣wi臋cony jej rozdzia艂. Podpisywa艂a go, bo uzna艂a, 偶e uda艂o mi si臋 uchwyci膰 prawd臋 o niej. To by艂 wspania艂y moment – we Wroc艂awiu. Dosta艂em wtedy tak偶e od niej numer telefonu, jej p艂yty z autografem i obietnic膮, 偶e si臋 kiedy艣 jeszcze spotkamy, nagramy d艂ugi wywiad, mo偶e film dokumentalny. Ale tak si臋 nie sta艂o. Dzwoni艂em, pr贸bowa艂em. Moment min膮艂 a Ewa Demarczyk 艣wiadomie pogr膮偶a艂a si臋 w odm臋tach zapomnienia.
Dzi艣 zn贸w wszyscy o niej m贸wi膮. Tak bywa w chwili 艣mierci. Dop贸ki chcecie si臋 jeszcze czego艣 o niej dowiedzie膰, przypominam m贸j tekst o niej z ksi膮偶ki. Ten tekst, kt贸ry sama uzna艂a za sprawiedliwy wobec jej sztuki.
Ciemno艣膰. Po chwili punktowiec o艣wietla drobn膮, kobiec膮 sylwetk臋 przy mikrofonie. Demarczyk stoi skupiona, w czarnej prostej sukni bez 偶adnych ozd贸b. Za ni膮 o艣miu muzyk贸w ubranych w czarne garnitury, pod much膮, dyskretnie eleganckich. Pierwsze d藕wi臋ki. Stare piosenki mieszaj膮 si臋 z nowymi. S艂owa polskich wierszy – z obcymi, czasem odbieranymi tylko emocjonalnie, bez rozumienia tre艣ci.
Demarczyk 艣piewa poemat Goethego „N盲he des Geliebten”, a za chwil臋 pi臋kny wiersz niezwyk艂ego poety z Salzburga, Georga Trakla („Muzyka w Ogrodzie Mirabel”). Ciep艂e i pi臋kne rosyjskie „Do babuni” Mariny Cwietajewej granicz膮 o moment tylko z rytmem „Ognia nocy 艣w. Jana” chilijskiej laureatki Nagrody Nobla, Gabrieli Mistral. Wreszcie delikatne, nierzeczywiste s艂owa rodem jakby z jakiego艣 niespokojnego snu, poezji Roberta Desnosa. Wszystko to dociera do nas jednym strumieniem niezwyk艂o艣ci.
Na scenie: czarne kotary, na czarno ubrani muzycy i w czarnej, prostej sukni Ewa Demarczyk. Muzyka jest gdzie艣 mi臋dzy nimi, r贸wnie elegancka jak oni i tak偶e pogr膮偶ona w mroku. Kilka reflektor贸w czasem tylko rozjarzy si臋 rosn膮c膮 emocj膮. Ale twarz Ewy Demarczyk jest przez ca艂y czas wyra藕na: wykrzywione w grymasie usta i nieprzytomne oczy szalonej spirytystki. To za jej spraw膮 w naszych my艣lach pojawiaj膮 si臋 r贸偶noj臋zyczni bohaterowie nieszcz臋艣liwych mi艂o艣ci.
Rebeka. Twarz Demarczyk opowiada smutn膮 histori臋 偶ydowskiej dziewczyny. Zahipnotyzowani, wpatrujemy si臋 w jej oczy, a tam 鈥 stara studnia, zrozpaczona kochanka i.. odje偶d偶aj膮ca limuzyna. Tylko chwila ca艂kowitej ciemno艣ci oddziela ten obraz od nast臋pnego. Znowu punktowiec o艣wietla twarz Demarczyk i znowu odczytamy z niej inn膮 opowie艣膰: o dawnym balu, „Grand Valse Brillante”.
W jej 艣piewie nie s艂ycha膰 wysi艂ku. Obrazy malowane s膮 p贸艂g艂osem; tylko w kulminacjach piosenek Demarczyk pozwala sobie na wykorzystanie jego ca艂ej mocy. Wtedy (poemat Goethego, „Taki pejza偶”) s艂ycha膰 jak wspania艂y to g艂os i z jak膮 maestri膮 si臋 nim pos艂uguje. Rozumie si臋 ka偶de s艂owo, co ja m贸wi臋 鈥 ka偶d膮 sylab臋, w najtrudniejszych, nawet najbardziej karko艂omnych piosenkach („Karuzela z madonnami”). „Taki pejza偶” to wr臋cz 艣piewanie poszczeg贸lnych fonem贸w; koncert d藕wi臋k贸w, kt贸re nie maj膮 ju偶 prawie znaczenia s艂贸w. Taki pejza偶.
Zn贸w ciemno艣膰. Publiczno艣膰 bije brawo i brzmi to jak niedelikatno艣膰. By艂 sobie skrzypek鈥 Muzyka staje si臋 tak sentymentalna, 偶e a偶 nie mo偶na si臋 przed ni膮 obroni膰. Demarczyk patrzy przed siebie: jakby wspomina czy rozmawia z kim艣, potem oddala si臋 a ko艂o nas pojawia si臋 skrzypek Sercowicz. Metr dalej prawdziwy skrzypek wykonuj膮 swoj膮 parti臋. Kierownik zespo艂u muzycznego i zarazem kompozytor wi臋kszo艣ci piosenek, Andrzej Zarycki, podchodzi do piosenkarki. Razem z ni膮 za艣piewa o „Ogniu w noc 艣w. Jana” i za ka偶dym razem w refrenie powita go 艣piewny u艣miech Ewy.
„Tomasz贸w”, „Pie艣艅 nad pie艣niami”, „Sur le Pont d’Avignon”, „Wiersze Baczy艅skiego”, „Cyganka”. A potem Demarczyk gwa艂townie odwraca si臋 i zbiega ze sceny. U szczytu muzycznej emocji. Pozostaje nienasycone apogeum, kt贸re zamiera. Na sali elektryczno艣膰. Mi臋dzy scen膮 i widowni膮 jest takie napi臋cie, 偶e mo偶na by zapali膰 偶ar贸wk臋. Oklaski trwaj膮 d艂ugo, ale nie ma bisu. Tych mi艂osnych „Dziad贸w”; teatru, w kt贸rym muzyka spe艂nia rol臋 medium wywo艂uj膮cego duchy kochank贸w, nie da si臋 powt贸rzy膰. Demarczyk uk艂oni si臋 sztywno i zbiegnie ze sceny. Seans sko艅czony. Niech nienasycenie czyni legend臋. Niech wraca wspomnienie nie powt贸rzonego.
Kiedy艣 uda艂o mi si臋 podejrze膰 Ew臋 Demarczyk podczas pr贸by. Ze zdumieniem s艂ucha艂em znanych sobie piosenek, 艣piewanych zupe艂nie „na zimno”, bez emocji. Nie by艂o napi臋cia, nie by艂o oprawy, tylko misternie uk艂adane d藕wi臋ki. Spokojnie i dok艂adnie. Podczas koncertu wydawa艂o si臋 to takie naturalne, niesamowite samo przez si臋. Ale przecie偶 to inscenizacja, teatr.
Ten efekt Demarczyk starannie wypracowa艂a. Najpierw posiad艂a technik臋 aktorsk膮 i muzyczn膮 (szko艂a teatralna i muzyczna). Do niej doda艂a intuicj臋, dzi臋ki kt贸rej potrafi艂a zaprojektowa膰 nieomylnie trafn膮 inscenizacj臋 ka偶dego utworu. Wiedzia艂a kiedy wzmocni膰 艣wiat艂o reflektor贸w, kiedy si臋 odwr贸ci膰 i wreszcie kiedy 鈥 wykorzystuj膮c emocj臋 chwili 鈥 nag艂ym ruchem, nieoczekiwan膮 ucieczk膮 ze sceny podkre艣li膰 jej wymow臋. 艢piewane przez ni膮 wiersze czasem by艂y wyrafinowane a czasem banalne jak s艂owa jarmarcznej piosenki. Wy艂aniaj膮ce si臋 z nich chmurne postacie, rysowane g艂osem i nastrojem, z艂o偶y艂y si臋 na sp贸jn膮 wizj臋 pos臋pnego 艣wiata, pe艂nego daremnej tkliwo艣ci, samotno艣ci, buntu i nie艣mia艂ej nadziei. To nieprawda, 偶e Demarczyk by艂a Czarnym Anio艂em polskiej piosenki. Ona ca艂kiem 艣wiadomie gra艂a rol臋 Czarnego Anio艂”.

Niebo z艂ote ci otworz臋,
w kt贸rym ciszy bia艂a ni膰
jak ogromny d藕wi臋k贸w orzech,
kt贸ry p臋knie, aby 偶y膰
zielonymi listeczkami,
艣piewem jezior,
zmierzchu graniem,
a偶 uka偶e j膮dro mleczne ptasi 艣wit.
Jeno wyjmij mi z tych oczu
szk艂o bolesne – obraz dni,
kt贸re czaszki bia艂e toczy
przez p艂on膮ce 艂膮ki krwi.
Jeno odmie艅 czas kaleki,
zakryj groby p艂aszczem rzeki,
zetrzyj z w艂os贸w py艂 bitewny,
tych lat gniewnych
czarny py艂.Kto mi odda moje zapatrzenie
i m贸j cie艅, co za tob膮 odszed艂?
Ach, te dni jak zwierz臋ta mrucz膮c,
jak ro艣liny s膮 – coraz m艂odsze.I nied艂ugo ju偶 – tacy male艅cy,
na 艂upinie z orzecha stoj膮c,
pop艂yniemy porom na opak
jak na przek贸r wodnym s艂ojom.i tak w wod臋 si臋 chyl膮c na przemian
pop艂yniemy nieostro偶nie w zapomnienie,
tylko p艂aka膰 b臋d膮 na ziemi
zostawione przez nas nasze cienieZiemi臋 tward膮 ci przemieni臋
w mlecz贸w mi臋kkich p艂ynny lot,
Wyprowadz臋 z rzeczy cienie,
kt贸re pr臋偶膮 si臋 jak kot,
Futrem iskrz膮c zwin膮 wszystko
W barwy burz,
w serduszka listk贸w,
w deszczu siwy splot.Jeno wyjmij mi z tych oczu
szk艂o bolesne – obraz dni,
kt贸re czaszki bia艂e toczy
przez p艂on膮ce 艂膮ki krwi.
Jeno odmie艅 czas kaleki,
zakryj groby p艂aszczem rzeki,
zetrzyj z w艂os贸w py艂 bitewny,
tych lat gniewnych
czarny py艂.
D艂uga wij膮c膮 si臋 wst臋g膮 g艂os ciep艂y w powietrzu stygnie,
a偶 jego dosi臋gnie w zmroku i szept przy ustach us艂yszy.
„Kochany” – szumi piosenka i g艂ow臋 owija mu, dzwoni
jak w艂os贸w mi臋kkich smug膮, lilie z niej pachn膮 tak mocno,
偶e on, pochylony nad 艣mierci膮, zaciska palce na broni,
i wstaje i jeszcze czarny od py艂u bitwy – czuj臋,
偶e skrzypce graj膮 w nim cicho, wi臋c idzie ostro偶nie powoli,
jakby po nici 艣wiat艂a, przez morze szumi膮ce zmroku
i coraz bli偶sza jest mi臋kko艣膰 podobna do bia艂ych ob艂ok贸w,
a偶 si臋 dope艂nia przestrze艅 i czuje jej g艂os mi臋kki
stoj膮cy w ciszy olbrzymiej na wyci膮gniecie r臋ki.
„Kochany” – szumi piosenka, wi臋c wtedy obejm膮 ramionaLas noc膮 ro艣nie.
Otch艂a艅 otwiera聽
usta ogromne, ch艂onie i ssie.Przeszli, przepadli; dym tylko dusi
i krzyk wysoki we mgle, we mgle.Jeno wyjmij mi z tych oczu
szk艂o bolesne – obraz dni,
kt贸re czaszki bia艂e toczy
przez p艂on膮ce 艂膮ki krwi.
Jeno odmie艅 czas kaleki,
zakryj groby p艂aszczem rzeki,
zetrzyj z w艂os贸w py艂 bitewny,
tych lat gniewnych
czarny py艂.
K.K Baczy艅ski
Obraz mo偶e zawiera膰: 1 osoba, noc i zbli偶enie

Sezon grzybowy!

Sp贸jrzcie do tego powy偶szego wiaderka!

Ca艂e wiaderko prawdziwk贸w, a zdj臋cie dosta艂am od mojego Zi臋cia!

Dziwi臋 si臋, 偶e w lesie jest do艣膰 sucho, a jednak prawdziwki si臋 pojawi艂y.

Oczywi艣cie ka偶dy grzybiarz ma swoje, niezawodne miejsca i nikomu nie chce ich zdradzi膰!

Pami臋tam czasy, kiedy byli艣my pi臋kni i m艂odzi i w okresie grzybobrania nie odpuszczali艣my.

Wstawali艣my o 6 rano i szykowali艣my wa艂贸wk臋, aby jak najszybciej znale藕膰 si臋 w lesie!

M膮偶 mia艂 Gaza – 69 i to nim ca艂膮 rodzink膮 jechali艣my na piknik po艂膮czony ze zbieraniem grzyb贸w.

Jechali艣my do lasu nawet 2 godziny, ale zawsze si臋 op艂aca艂o, a do domu wracali艣my wieczorem.

Najcz臋艣ciej grzyby by艂y przeznaczone na susz, a suszyli艣my je na sitach nastawianych na kuchenk臋 gazow膮!

Pami臋tam czas sp臋dzony w samym lesie, kiedy wypo偶yczyli艣my w贸z camping i tak mieszali艣my 2 tygodnie.

Chodzi艂am sama do lasu i zebra艂am bardzo du偶o grzyb贸w, a je suszy艂am u znajomego i po wa偶eniu okaza艂o si臋, 偶e suszu by艂o dwa i p贸艂 kilo.

Nie ususzone sprzedawa艂am hurtownikom, kt贸rzy przyje偶d偶ali pod wiejski sklep i skupowali 艣wie偶e grzyby i p艂acili, a wi臋c聽 uda艂o mi si臋 troch臋 zarobi膰.

Kiedy si臋 suszy grzyby w domu, to jest nieziemski zapach, kt贸ry uwielbiam, a w kuchni do艣膰 cz臋sto si臋gam po zapasy.

Najwi臋cej schodzi mi suszu na 艢wi臋ta Bo偶ego Narodzenia, bo robi臋 sporo sosu do racuch贸w dro偶d偶owych, kt贸re moja rodzina uwielbia.

Ze zbieraniem grzyb贸w wi膮偶e si臋 opowie艣膰, kiedy m贸j Te艣膰 znawca tematu zostawi艂 pe艂en koszyk z grzybami pod drzewem i tak si臋 zako艂owa艂, 偶e ten koszyk mu zgin膮艂.

Musieli艣my wszyscy uda膰 si臋 na poszukiwania, kt贸re sko艅czy艂y si臋 powodzeniem.

Innym razem m贸j M膮偶 polecia艂 za grzybem w las i si臋 te偶 zagubi艂, a my bali艣my si臋, 偶e co艣 mu si臋 sta艂o.

M膮偶 doszed艂 do jakie艣 malutkiej wioski i przy pomocy dobrego cz艂owieka odnalaz艂 nas i samoch贸d.

Jednym zdaniem w lesie trzeba si臋 bardzo pilnowa膰, bo 艂atwo si臋 zakr臋ci膰 i straci膰 orientacj臋!

W zwi膮zku z grzybami przypomina mi si臋 te偶 co艣, kiedy mia艂am osiem lat.

Jednostka Wojskowa mojego Ojca zorganizowa艂a wypad na grzyby.

Pami臋tam, 偶e jecha艂am wojskowym samochodem „Lublin” i przypominam sobie, 偶e za Ojcem wesz艂am do brzydkiego lasu – zagajnika, w kt贸rym drzewa usch艂y.

W tym zagajniku znale藕li艣my ponad 200 cudnych, pachn膮cych borowik贸w i tu musz臋 odda膰 ho艂d Ojcu, 偶e nauczy艂 mnie zbiera膰 grzyby i je nazywa膰!

Jedna Ukrainka nauczy艂a mnie jak sma偶y膰 wi臋ksze kapelusze borowik贸w, a wi臋c trzeba je naci膮膰 w kratk臋 i obtoczy膰 w cie艣cie nale艣nikowym i sma偶y膰 na patelni z dw贸ch stron – niech schabowy si臋 chowa!

Um贸wi艂am si臋 dzi艣 z M臋偶em, 偶e we wtorek wybierzemy si臋 do lasu i oby艣my mieli dobry dzie艅 w zbieraniu grzyb贸w i wr贸c膮 nam wspomnienia z m艂odo艣ci!

Zdj臋cia poni偶sze s膮 moje!

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: jedzenie

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: przyroda

Nie wr贸c膮 te lata, te lata szalone!

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: 2 osoby, ludzie stoj脛聟 i w budynku

 

Tacy byli艣my jeszcze wczoraj i kiedy ten czas nam przeleci艂, 偶e oto tak szybko stali艣my si臋 Seniorami.

Nie mam zbyt wielu zdj臋膰 z czasu, kiedy by艂am panienk膮, a m贸j przysz艂y m膮偶 – kawalerem.

Je艣li je mam, to by艂y robione przez naszych znajomych, kt贸rzy gdzie艣 nas uchwycili na randce.

Je艣li takie zdj臋cia znajduj臋 w albumie, to traktuj臋 je jak wielki skarb!

Nie mieli艣my kom贸rek, smartfon贸w i nie robili艣my sobie selfie, a to co zosta艂o uwiecznione na kliszy by艂o wywo艂ywane w zak艂adach fotograficznych.

Ludzie na 艣wiecie dalej robi膮 zdj臋cia wszystkiego, ale te zdj臋cia najcz臋艣ciej trafiaj膮 do sieci i moje ostatnie tak偶e, bo to jest najkr贸tsza droga, by podzieli膰 si臋 nimi z innymi, a albumy s膮 teraz passe.

Wi臋cej rodzinnych zdj臋膰 powsta艂o w贸wczas, kiedy dost臋pne by艂y aparaty fotograficzne, do kt贸rych zak艂ada艂o sie klisz臋 i mo偶na by艂o zrobi膰 bodaj偶e tylko 36 zdj臋膰, ale to by艂a frajda, kiedy si臋 je wywo艂a艂o i potem ogl膮da艂o!

Min膮艂 czas nie widomo kiedy i nagle po latach spogl膮damy w lustro i widzimy zupe艂nie inne twarze – staro艣膰 nie rado艣膰 – widzimy!

Je艣li tylko zdrowie jako tako dopisuje, to i staro艣膰 mo偶e by膰 interesuj膮ca i nie straszne s膮 zmarszczki i siwe w艂osy.

Gapi臋 si臋 cz臋sto na mego M臋偶a i widz臋 jego siwizn臋, cho膰 kiedy艣 by艂 kruczo – czarny, a on pewnie gapi si臋 na mnie i m贸wi – ufarbuj ju偶 w艂osy! S艂odkie to z jego strony, bo mi sam t臋 farb臋 kupuje.

Uzupe艂niamy si臋 na starsze czasy i strach my艣le膰, co b臋dzie za tydzie艅, miesi膮c, rok!

W艂a艣nie na te strasze lata w艂膮czaj膮 si臋 przypominajki i wspominamy, to jak nam to 偶ycie up艂yn臋艂o i kim byli艣my w tym jedynym, danym nam 偶yciu?

Jacy byli艣my i jakie pope艂nili艣my b艂臋dy i co by艣my zmienili, poprawili, naprawili je艣li by by艂a taka mo偶liwo艣膰?

 

http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107881,18093098,kazdy-z-nas-patrzac-w-lustro-widzi-siebie-z-mlodosci-te-zdjecia.html

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: 2 osoby, ludzie stoj脛聟 i w budynku

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: 2 osoby, ludzie stoj脛聟 i w budynku

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: 1 osoba, siedzi i w budynku

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: 1 osoba, stoi i w budynku

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: 2 osoby, u脜聸miechni脛聶ci ludzie, ludzie stoj脛聟, garnitur i w budynku

 

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: 1 osoba, siedzi i w budynku

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: 2 osoby, u脜聸miechni脛聶ci ludzie, ludzie siedz脛聟 i w budynku

 

 

Pami臋tnik wyci膮gni臋ty z sekretnego miejsca!

Znalezione obrazy dla zapytania pami脛聶tnik

Kiedy mia艂am 16 -17 lat, jako nastolatka pisa艂am bardzo systematycznie sw贸j, osobisty pami臋tnik.

To by艂o bardzo dawno, bo 45 lat temu i mam go ci膮gle schowanego w sekretnym miejscu.

Nie wiedzie膰 czemu – dzi艣 sobie o tym przypomnia艂am i wyci膮gn臋艂am go na 艣wiat艂o dzienne.

Usiad艂am na balkonie i zacz臋艂am czyta膰 o tym, co dzia艂o si臋 w moim 偶yciu 45 lat temu, a nie dzia艂o si臋 dobrze.

Pisa艂am bardzo systematycznie i zawiera艂am w swoim pami臋tniku swoje my艣li, prze偶ycia i pisa艂am o jedynej mi艂o艣ci jak膮 ju偶 prze偶ywa艂am.

Du偶o pisa艂am o szkole, o nauczycielach w szkole 艣redniej i o kole偶ankach.

Pisa艂am bardzo szczerze i nie wybiela艂am siebie, a cz臋sto gani艂am i mia艂am wyrzuty sumienia, kiedy wydawa艂o mi si臋, 偶e postapi艂am 藕le i nagannie.

W pami臋tniku s膮 wci膮偶 bilety do kina, czy do Teatru w Szczecinie, czy Poznaiu i wiersze wyczytane w gazetach, bo przecie偶 Intenetu nie by艂o.

Te dwa lata nie by艂y rodzinnie dobre, bo si臋 du偶o dzia艂o z艂ych rzeczy za przyczyn膮 ojca alkoholika i jest w pami臋tniku wszystko, co mn膮 w贸wczas targa艂o.

W jednym wpisie napisa艂am, 偶e pewnie b臋d臋 si臋 艣mia艂a ze swojego pami臋tnika, kiedy b臋d膮 doros艂膮 kobiet膮, kt贸ra jako nastolatka – dramatyzowa艂a.

Jednak dzi艣 si臋 tak nie sta艂o, bo pisa艂am bardzo obrazowo i przenios艂am si臋 w moje mroczne czasy dzieci艅stwa i okaza艂o si臋, 偶e na nowo to wszystko prze偶ywa艂am. W pami臋tniku nie by艂o koloryzowania, a jest brutalna prawda.

Od艣wie偶y艂am sobie pami臋膰 odno艣nie mojego charakteru pisma i okaza艂o si臋 dzi艣, 偶e by艂o bardzo schludne, proste i dostojne oraz bardzo czytelne. Dzi艣 ju偶 tak schludnie nie pisz臋, bo pisz臋 na klawiaturze!

Jako nastoletnia dziewczyna wiedzia艂am i przewidzia艂am, 偶e m贸j ojciec pope艂ni samob贸jstwo i tak te偶 si臋 sta艂o.

Obserwowa艂am zachowanie mojego ojca i przeczuwa艂am, 偶e sko艅czy 藕le i taki oto dow贸d mam na to, ze swojego pami臋tnika, co przytaczam:

Znalezione obrazy dla zapytania linie gify

 

„24.03.1973 r.

Jest sobota, na kt贸r膮 tak d艂ugo czeka艂am.

Posz艂am na upragnion膮 randk臋 i zn贸w jestem bardzo nieszcz臋艣liwa.

Tak bardzo pragn臋 mi艂o艣ci, ale nasze randki trwaj膮 tylko trzy godziny.

Jakie to 偶ycie jest okrutne, a los uwzi膮艂 si臋 na mnie.

Jestem rozbita jak statek na burzliwym morzu.

Gdy fala mocniej uderzy, to bardziej si臋 rozsypuj臋.

Ojciec si臋 w艣cieka i m贸wi takie rzeczy, kt贸re ca艂kowicie wypaczaj膮 m贸j charakter.

Czasami my艣l臋, 偶e聽 on jest bliski tego, aby pope艂ni膰 samob贸jstwo.

Mo偶e to, o czym pisz臋 jest okrutne, ale naprawd臋 nie ma w moim sercu dla niego lito艣ci”

Wieki ca艂e nie by艂o mojej nie rymowanki :)

 

Mocno o艣wietlam lustro
i przed nim staj臋.
Przygl膮dam si臋 i wcale si臋 nie dziwi臋.
Na mej twarzy s膮 zmarszczki do zniesienia聽i s膮 艂adne.

Palcami grzebi臋 we w艂osach szukaj膮c siwizny.
Jest na skroniach jeszcze nie pomalowana,
ale farba czeka na u偶ycie.
Patrz臋 na szyj臋 i widz臋, 偶e nie jest ju偶 艂ab臋dzia,
ale nie sp臋dza mi to z oczu snu.
Polecia艂y te lata szalone i czas zrobi艂 swoje,
co nie znaczy, 偶e tam g艂臋boko w duszy
nie mam wci膮偶 osiemnastu lat.
Nie dziwcie si臋, 偶e moje serce i dusza
si臋 nie zestarza艂y, cho膰 dziwi臋 si臋 sama i ja.

Wybaczcie mi dzieci i wybacz m臋偶u, 偶e nie jestem

nobliw膮 matron膮, ale mo偶e si臋 tak膮 stan臋, gdy

umiera膰 przyjdzie mi.

Jak m艂odzi widz膮 Senior贸w :) Du偶e zaskoczenie :)

Kampania AARP, w kt贸rej zapytano m艂ode pokolenie o to jak wygl膮da „staro艣膰”, a p贸藕niej pokazano im prawdziwych „starych” ludzi.聽
Film w ci膮gu pierwszego tygodnia obejrza艂o przesz艂o 10 milion贸w odbiorc贸w.

MA艁呕E艃STWO

呕e tak im by艂o dane
zestarze膰 si臋 jak 艣wi膮tkom przy drodze
tak samo spr贸chniali
tak samo
poorani mrozem i zawiej膮

呕e tak im dozwolono
i艣膰 serce w serce
biodro w biodro
zmarszczka w zmarszczk臋

呕e tak im darowano
istnie膰 w sobie podw贸jnie
i milcze膰 wzajemnie

呕e tak im dopuszczono
by nawet w sen wchodzili razem
on j膮 obejmowa艂 na poduszce
by o kamie艅 snu nie zrani艂a stopy

呕e tak ich wys艂uchano
aby to on
czerwone jab艂ko ni贸s艂 jej do szpitala
i ukl膮k艂 w jej ostatniej 艂zie

Anna Kamie艅ska

Kochajmy starsze panie, panie :)

Wszystko si臋 zacz臋艂o od genera艂owej Jaruzelskiej, kt贸ra podejrzewa艂a swojego m臋偶a, ju偶 wiekowego o romans z gospodyni膮 domow膮. M贸wi艂a w brukowcach, 偶e jej m膮偶 to jest Amoroso i ona si臋 z nim rozwiedzie. Nie zd膮偶y艂a, bo genera艂 Jaruzelski zmar艂.

Druga genera艂owa Kiszczakowa sta艂a si臋 na naszych oczach najdro偶sz膮 szafiark膮 w Polsce, kt贸ra za 90 tysi臋cy chcia艂a opyli膰 papiery i tu podkre艣lam, 偶e nie tylko na Wa艂臋s臋. Poczu艂a wiatr w 偶agle i kiedy genera艂 Kiszczak zmar艂 – to ewidentnie zaszala艂a i kto wie, ale mo偶e zmieni艂a bieg historii polskiej.

I tu dochodzimy do innej starszej pani, kt贸ra za czas贸w naszej m艂odo艣ci umila艂a nam telewizyjny czas. By艂a 艣liczna i mi艂o si臋 j膮 odbiera艂o, a teraz kiedy Kurski robi telewizj臋 Narodow膮, to pani Wander zapragn臋艂a powrotu do telewizji. Twierdzi, 偶e skoro ma burz臋, swoich w艂os贸w i wci膮偶 swoje z臋by, to ch臋tnie przyjmie propozycj臋, by na nowo zaistnie膰 w telewizji. 馃榾 Pani Wander jest zapewniana przez znajomych, 偶e wci膮偶 wygl膮da 艣wietnie. Ja bym radzi艂a, aby znajomych zmieni艂a na bardziej szczerych. 馃榾

Jednym s艂owem nigdy nie wiadomo, co kobiecie na staro艣膰 do g艂owy przyjdzie. 馃榾 A偶 si臋 boj臋 o siebie. 馃榾

Bogumi艂a Wander te偶 chce wr贸ci膰 do telewizji. „Znajomi m贸wi膮 mi, 偶e dobrze wygl膮dam!”

 

Nowi szefowie TVP postanowili powr贸ci膰 do kilku pomys艂贸w sprzed lat, kt贸re, ich zdaniem, sprawdz膮 si臋 w nowej, „narodowej” telewizji. Po latach przerwy maj膮 zosta膰 przywr贸cone takie programy jak magazyn kulturalny聽Pegaz,聽Teleranek聽oraz popularnonaukowa聽Sonda. Tocz膮 si臋 tak偶e negocjacje w sprawie powrotu聽Wielkiej Gry, jednak prowadz膮ca program聽Stanis艂awa Ryster聽odmawia, w obawie, 偶e program b臋dzie robiony byle jak.

Swoj膮 szans臋 w od艣wie偶aniu starych format贸w dostrzeg艂a te偶 dawna prezenterka聽Bogumi艂a Wander. Mimo 偶e sko艅czy艂a ju偶 72 lata, szykuje si臋 do powrotu na anten臋.

Nie uty艂am, nie mam brak贸w w uz臋bieniu i wszystkie z臋by mam swoje聽– reklamuje si臋 wFakcie.聽G臋ste w艂osy te偶 s膮 moje. Nie mam sklerozy, dobrze si臋 czuj臋. Przyjaciele i znajomi powtarzaj膮 mi, 偶e dobrze wygl膮dam. Nie czuj臋 si臋 ograniczona wiekiem.

Wander pracowa艂a w TVP od 1970 roku. W 2002 roku z艂o偶y艂a wym贸wienie, bo czu艂a si臋 odsuwana na boczny tor. Jak zapewnia w聽Fakcie, nie straci艂a kontaktu z telewizj膮, wi臋c na pewno szybko przypomni sobie dawne obowi膮zki.

Cz臋sto bywam w telewizji 艣niadaniowej jako go艣膰聽– wyja艣nia w tabloidzie.

My艣licie, 偶e uda jej si臋 jeszcze wr贸ci膰 do TVP?

 

 

 

Seniorze nie b贸j si臋 policzy膰 zmarszczek na swojej twarzy :)

Dzie艅 dobry w dniu wybor贸w. 馃檪

Czas biegnie jak szalony i chyba wszyscy odczuwamy, a mo偶e najbardziej w wieku Seniora, 偶e dni uciekaj膮, cho膰 my ju偶 nic nie musimy przecie偶.

Zrobili艣my w swoim 偶yciu, to co by艂o do zrobienia, a teraz przyszed艂 czas na zas艂u偶ony odpoczynek i ju偶 tylko 偶y膰 i nie umiera膰.

Ale to nie jest takie proste, bo wystarczy spojrze膰 w lustro, by zauwa偶y膰 jak bardzo nas to 偶ycie zmieni艂o. Kiedy艣 mieli艣my d艂ugie, mocne w艂osy. Dziewcz臋ta zaplata艂y cudne warkocze, a panowie nosili na g艂owie g臋st膮 czupryn臋. Kiedy艣 by艂y艣my 艣liczne, szczup艂e, pe艂ne 偶ycia i u艣miechu, a panowie silni i m臋scy i 偶adne g贸ry do przenoszenia nie by艂y im straszne, bo kochani – byli艣my po prostu m艂odzi!

Nie wiadomo kiedy si臋 bardziej starzejmy, bo czy ten proces nast臋puje w ci膮gu dnia, a mo偶e kiedy 艣pimy i nie zauwa偶amy, 偶e si臋 zmieniamy sukcesywnie i nieub艂aganie.

Nagle nasze cia艂a si臋 zmieniaj膮 i z j臋drnych, zamieniamy si臋 w pomarszczone osobniki i zaczyna si臋 tu i tam starze膰 nasze cia艂o. Jeszcze do tego dochodz膮 r贸偶ne choroby, kt贸re daj膮 si臋 we znaki, gdy偶 tu i tam boli i strzyka i po tym rozpoznajemy te偶, 偶e co艣 si臋 zaczyna ko艅czy膰. Zauwa偶amy, 偶e jest nam ju偶 bli偶ej, ni偶 dalej i je艣li si臋 tak wg艂臋bi膰 w swoje my艣li zaczynamy si臋 z lekka ba膰, tego co niestety, ale nadejdzie.

By艂am u swojej Mamy w odwiedzinach i cho膰 moja Mama nie skar偶y si臋 na swoje zdrowie, to jednak od czasu do czasu zdarza si臋 jej stwierdzi膰, 偶e staro艣膰 si臋 Panu Bogu nie uda艂a, a jak ja mog臋 wesprze膰 swoj膮 Mam臋, kiedy doskonale j膮 rozumiem, bo i mnie dopadaj膮 ju偶 wszelkie schorzenia. Coraz bardziej sobie one we mnie poczynaj膮. Mo偶emy obie tylko stwierdzi膰 jednoznacznie, 偶e tak, to prawda, 偶e staro艣膰 bywa okrutna i nie ma przed ni膮 ucieczki, ale mo偶e warto przyj膮膰 ten proces z odrobin膮 u艣miechu, aby nie sta膰 si臋 gderliwym, niechcianym staruchem, bo je艣li co艣 boli, to znaczy, 偶e jeszcze si臋 偶yje.

Oczywi艣cie ten u艣miech nie dotyczy os贸b, kt贸re cierpi膮 na chroniczny, nieuleczalny b贸l, bo to by by艂o poni偶ej pasa z mojej strony.

Mi艂ego dnia kochani i sp贸jrzcie na swoje zdj臋cia z m艂odych lat i wr贸膰cie do tych najpi臋kniejszych, kiedy nic nam strasznym nie by艂o. Sp贸jrzcie w lustro i nie b贸jcie si臋 policzy膰 swoich zmarszczek, bo ka偶da z nich o czym艣 opowiada. Opowiada histori臋 z naszego 偶ycia i jest map膮 wyj膮tkow膮 i niepowtarzaln膮.

Mi艂ego dnia.

聽JAK SIE CZUJ臉

Kiedy kto艣 zapyta, jak si臋 dzi艣 czuj臋

Grzecznie mu odpowiem, 偶e dobrze, dzi臋kuj臋.

To, 偶e mam artretyzm to, jeszcze nie wszystko,

Astma, serce mi dokucza i m贸wi臋 z zadyszk膮.

Puls s艂aby, krew moja w cholesterol bogata…

Lecz dobrze si臋 czuj臋 jak na moje lata.聽

Bez laseczki teraz chodzi膰 ju偶 nie mog臋,

Cho膰 zawsze wybieram najlatwiejsz膮 drog臋.

W nocy przez bezsenno艣膰 bardzo si臋 morduj臋,

A przyjdzie ranek… zn贸w si臋 dobrze czuj臋.

Mam zawroty glowy, pami臋膰 „figle” p艂ata,

Lecz dobrze si臋 czuj臋 jak na swoje lata.

Z wierszyka mojego ten sens si臋 wywodzi.

偶e kiedy staro艣c i niemoc przychodzi,

To lepiej zgodzi膰 si臋 ze strzykaniem ko艣ci

I nie opowiada膰 o swojej staro艣ci.

Zaciskaj膮c z臋by z tym losem si臋 pog贸d藕

J wszystkich wko艂o chorobami nie nud藕!

Powiadaj膮:”Staro艣膰 okresem jest zlotym”.

Kiedy spa膰 si臋 k艂ad臋 zawsze my艣l臋 o tym

„Uszy” mam w pudelku, „z臋by” w wodzie studz臋.

„Oczy” na stoliku, zanim si臋 obudz臋…

Jeszcze przed za艣ni臋ciem ta my艣l mnie nurtuj臋:

„Czy to wszystkie cz臋艣ci kt贸re si臋 wyjmuje?”

Za czas贸w m艂odo艣ci (m贸wi臋 bez przesady)

艁atwe by艂y biegi, skoki i przysiady.

W 艣rednim wieku jeszcze聽tyle si艂 zosta艂o,

偶eby bez zmeczenia przeta艅czy膰 noc ca艂膮…

A teraz na staro艣膰 czasy si臋 zmieni艂y,

Spacerkiem do sklepu, z powrotem bez si艂y.

Dobra rada dla tych, kt贸rzy si臋 starzej膮:

Niech zacisn膮 zeby i z zycia si臋 艣miej膮.

Kiedy wstan膮 rano, „cz臋艣ci” pozbieraj膮,

Niech rubryk臋 zgon贸w w prasie przeczytaj膮.

Je艣li ich nazwiska tam nie figuruj膮,

To znaczy, 偶e zdrowi i si臋 dobrze czuj膮.

聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽J贸zefa 聽 聽Juchta

Ju偶 nie ma dzikich pla偶?

Do tej notki sk艂oni艂o mnie zdj臋cie z hiszpa艅skiej pla偶y, gdzie ludziska maj膮 swoje, co najwy偶ej metr kwadratowy do wypoczynku i p艂awieniu si臋 w morskiej bryzie i promieniach s艂onecznych. Z tego zdj臋cia mo偶na wywnioskowa膰, 偶e ludzie s膮 ssakami stadnymi i bardzo boj膮 si臋 samotno艣ci, a wi臋c lgn膮 do siebie jak stadne pingwiny ha ha

Na pewno gdzie艣, par臋 kilometr贸w jest pusta pla偶a, gdzie mo偶na swobodnie i bez skr臋powania si臋 po艂o偶y膰 na ciep艂ym piasku i odda膰 聽kontemplacji, a jednak ludzie wol膮 by膰 w gromadach, cho膰 nie ma gdzie wcisn膮膰 palca. Ka偶dy wypoczywa jak chce i 聽mnie si臋 w zwi膮zku z tym przypomnia艂y nasze m艂ode lata, kiedy to ka偶dego roku, latem nasz dom by艂 zamkni臋ty na klucz, bo nie by艂o nas w domu.

Od rana trwa艂o pakowanie potrzebnych rzeczy, a wi臋c picie i jedzenie i wyruszali艣my nad nasze jezioro. Sp臋dzali艣my tam ca艂e dnie z dzie膰mi, albo wyje偶d偶ali艣my na biwaki, zabieraj膮c naprawd臋 spory 艂adunek namiot贸w, materacy, poduszek, garnk贸w, no dos艂ownie mieli艣my wielk膮 wpraw臋 w pakowaniu. Wyje偶d偶ali艣my na tydzie艅, albo dwa i kto by si臋 tam ba艂 komar贸w i kleszczy. Nie z艂ego nikomu si臋 nie wydarzy艂o i potrafili艣my tak sp臋dza膰 wakacje z dzie膰mi, albo jechali艣my nad morze, na wczasy, kiedy dzieci ju偶 podros艂y i przemierza艂y wakacyjne 艣cie偶ki ze swoimi r贸wie艣nikami.聽

To by艂y wspania艂e czasy, a najbardziej na fakt, i偶 byli艣my m艂odymi lud藕mi i nie straszne by艂y nam gor膮ce lata i kilometry do przejechania, czy te偶 przej艣cia daleko, brzegiem morza. Uwielbia艂am ten wakacyjny czas i t膮 s艂odk膮 chwil臋, sp臋dzan膮 na gor膮cym pisaku, a kiedy byli艣my na wczasach, komfort, 偶e jedzenie poddane pod nos, sprawia艂o, 偶e o nic nie trzeba by艂o si臋 martwi膰.聽

Niestety czas szybko zlecia艂, a lekarz zabroni艂 przebywania na nas艂onecznionych pla偶ach, a wi臋c zostaje balkon z parasolem i lektura i te偶 s艂odkie lenistwo. Niech to b臋dzie dzi艣 dla mnie namiastka szerokiej i piaszczystej pla偶y, pod palmami 馃檪

Wszystkim wypoczywaj膮cym, 偶ycz臋 wspania艂ego weekendu, a ja czekam tak偶e na moje wnuki, kt贸re ju偶 korzystaj膮 z urok贸w naszego jeziora.