Archiwa tagu: seks

Nie bądźmy pruderyjni!

Jasne, seks to podstawa krążenia wokół Słońca naszej zapełnionej ludźmi planety, bo gdyby nie seks, Ziemia byłaby bezludna.

Od trzech lat rządów tego nierządu stało się coś, co mnie ogromnie ucieszyło, ale nie to, że nastąpił właśnie moment, że ten nierząd wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej i dąży do POLEXITU.

Ucieszyła mnie nowiutka książka o erotyce z pod pióra Anji Rubik, naszej medalowej modelce pt. „#sexedpl” traktująca o dojrzewaniu, miłości i seksie.

Ja jako seniorka uważam, że książka – poradnik jest bardzo potrzebny polskiej młodzieży i niech zrobi dobrą robotę w temacie zamiatanym pod dywan i ukrywany za czarną kurtyną.

Mamy wszak XXI wiek i mamy Internet, ale w temacie seksualności z ledwością schodzimy z drzewa i czasami w sieci czytam tak nieprawdopodobne niedoinformowanie wśród dzieci i młodzieży, że włos się jeży ze zdumnienia.

Od trzech lat żyjemy w Polsce konserwatywnej, w którym kościół jest wszędzie, bo nawet w szkołach.

Młodzież i dzieci mają w tygodniu wiele lekcji religii, a lekcji o ludzkiej rozrodczości „O”.

Jakże często rodzice nie potrafią rozmawiać o tym temacie ze swoimi dziećmi, bo sami nie mają dostatecznej wiedzy, albo się wsydzą i mówią, że jakoś to będzie i sądzą, że ich dziecko jakoś z tematem sobie poradzi.

Ja sama pamiętem moje szkoły kończone w czasach PRL-u, w których nie edukowano nas wcale, a pod ławką dziewczynki czytały książkę, jedyną na rynku pt. „O dziewczętach dla dziewcząt”, a te starsze „Sztukę kochania” – Wisłodzkiej.

To była jedyna metoda, aby dowiedzieć się czegoś o własnym ciele, kiedy wchodziło się w dorosłe życie.

Anja Rubik napisała swoją książkę po wielu spotkaniach ze specjalistami w dziedzinie i odbyła wiele spotkań na warsztatach z młodzieżą.

Nie jest to jej moralizowanie, a wiedza oparta na wielu pytaniach i wątpliwościach zebranych podczas spotkań.

Cieszę się, że taka pozycja się ukazała i jeśli ta książka zapobiegnie jednej niechcianej ciąży to brawo!

Jestem babcią i mam trójkę Wnucząt, które za chwilę staną się nastolatkami i ogromnie cieszę się, że będą mogły wejść w dorosłe życie jako osoby świadome i uświadomione!

Nie ma się doprawdy czego wstydzić i dziwię się, że szkoły się boją, a także rodzice, którzy nie rozumieją, że gdyby nie seks, to nie było by nas na tej kuli ziemskiej i zwierząt też!

 

Znalezione obrazy dla zapytania anja rubik

Reklamy

PiS twierdzi, że polskie kobiety nie zasługują na seks!

Na świecie się gada i robi rankingi o tym, które kobiety są najpiękniejsze?

Ponoć na pierwszym miejscu, to są Brazylijki i faktycznie na karnawale w Brazylii tańczą sambę takie sztuki, że tylko podziwiać.

Piękne są Japonki, Hiszpanki, Czeszki, Ukrainki, Szwedki i Polki, które podziwiane są za słowiańską, delikatną urodę.

PiS doszedł do władzy i nagle taki podstarzały poplecznik tej partii twierdzi, że Polkę, to on by kijem nawet nie dotknął i nie bzyknął,  bo są brzydkie i odpychające. Zauważył to na „Czarnym Marszu”.

Spójrzcie na tego Casanowę, któremu się Polki nie podobają!

Która z Was chciałaby pójść do wyrka z owym panem, kiedy cycki ma już starcze, brzuch piwny i w spodenkach prawie zero, a na szyi różaniec nosi jak biżuterię!

Taki język za rządów PO był nie do pomyślenia, a teraz od dwóch lat, wylazło, to robactwo ciepiące na niedopchnięcie i sprawdza się przysłowie, że krowa, która dużo ryczy – daje mało mleka!

Ten zadufany typ obraził jednocześnie polskich mężczyzn, którzy biorą sobie za żony Polki, które nie zasługują na ruchanie!

Kabaret kochane kobiety – piękne, polskie kobiety – młode i te dojrzałe!

 

 

 

– Ładne laski idą na dyskotekę, a brzydkie, których nikt nie chce bzykać, to idą na demonstracje – mówił w internetowej telewizji „wRealu24” prawnik Roman Sklepowicz, który jeszcze niedawno występował jako ekspert w TVP Info. Dalej było jeszcze gorzej.

Roman Sklepowicz nie tylko postawił tezę, że uczestniczki kobiecych manifestacji w ramach „Czarnego Wtorku” nie chcą być „bzykane”. Jak stwierdził, sam stał i oceniał, którą z nich by „bzyknął”. – I mówię: ta? O Jezus, o Boże. Tak stałem i myślałem i doszedłem do wniosku: kto to rucha? Doszedłem do wniosku, że nikt. I dlatego idą w tej manifestacji – przekonywał Sklepowicz, na co jego kolega ze studia, Marcin Rola, wybuchnął śmiechem.

http://natemat.pl/219329,nic-gorszego-dzis-nie-zobaczysz-ekspert-tvp-o-demonstracjach-kobiet-stalem-i-myslalem-kto-to-rucha

Czy i kiedy uczyć dzieci – jak się robi dzieci? – autor – Dominik!

PiS-owski tygodnik „Do Rzeczy” – piszący zazwyczaj od rzeczy, doniósł o najnowszych odkryciach naukowców wg których:
„młodzież opowiada się za tym aby o seksie rozmawiać z nią MOŻLIWIE PÓŹNO!”
Dlatego program szkoły podstawowej ma uczyć dzieci tego co im się w życiu przyda – czyli głównie religii, a nie spraw męsko damskich!
Tak więc wg PiS-owskich naukowców – dzieci nie chcą wiedzieć jak się robi dzieci, ani nawet o tym słyszeć..  
Chłopaki wolą to robić z dziewczynkami – bez zawracania sobie głowy – PO CO TO ROBIĄ!
Dalsza PiS-owska edukacja, bierze już pod uwagę sprawy seksu i na podstawie podręcznka „„W blasku Bożej prawdy” – uczy licealistów m.in. że:
Obrazek
„masturbacja jest większym grzechem niż bomba atomowa, a prezerwatywa nieskuteczną zbrodnią”.
„poczęcie dziecka ma miejsce pod sercem”
„prezerwatywy to prosta droga do poważnych zapaleń prącia, a poza tym są nieskuteczne”
‚kobieta, która stosuje antykoncepcję „robi ze swojej macicy śmietnik”’
„do powstania dziecka potrzebne jest małżeństwo”
Nawet takie ankiety są przeprowadzane.
Obrazek
Osobiście uważam że ten stan rzeczy jak większość WYNALAZKÓW PiS-u jest chory..
Moim zdaniem dzieci wchodzące w wiek dojrzewania powinny wiedzieć czym jest seks, jakie niesie za sobą zagrożenia (ciąża, choroby), jakie ma znaczenie w życiu (w sensie psychologiczny i emocjonalny aspekt) itp. 
Ale PiS-owi i Kościołowi wydaje się że jak się o czymś nie mówi – to tego nie ma i nie ma problemu.
A potem zdziwienie że ich 14-15 latka zaszła w ciążę, bo nikt jej nie powiedział, że tak może być.
W efekcie nawet w PiS-owskiej Polsce w 2016 r. prawie 100 tysięcy dzieci na 370 tysięcy urodzonych – urodziło się w brew zasadzie że potrzebne do tego jest małżeństwo…
Tysiące małoletnich rodziców tych dzieci, nie miało pojęcia że robienie tego bez obrączki może mieć takie skutki..
No to jak w tytule – czy i kiedy uczyć dzieci – jak się robi dzieci?

Czy świat już wie, że Polska ciemnogrodem już stoi!

Kiedy byłam dziewczynką w szkole podstawowej, to w zasadzie nie było takiego przedmiotu jak „życie w rodzinie”, czy też innego, który wprowadzał w życie seksualne, dojrzewanie, dorastanie.

W domach też nie wiele się na ten temat mówiło, bo to był temat tabu, a rodzice byli często zapracowani i nie wiedzieli właściwie, że dzieci należy uświadamiać w domu, bo szkoła w tym temacie kulała.

Pamiętam, że z koleżankami dorwałyśmy książkę pt. „O dziewczętach dla dziewcząt” i z wypiekami na twarzy czytałyśmy ją na ogrodzie działkowym jednej z nas w altanie.

Książka ta odpowiedziała nam na wiele pytań, które w wieku nastoletnim zaczęły ciekawić.

Ta książka jest wciąż aktualna, a nam w sposób delikatny, przyswajalny wyjaśniła  wiele aspektów w temacie naszego ciała, seksualności i odpowiedziała na wiele dręczących pytań.

Jeśli macie Wnuczki w wieku dorastania, to podrzucie im tę książkę, a nie zrobicie nastolatce żadnej krzywdy.

„O dziewczętach dla dziewcząt”

 

Mamo, czy miesiączka zawsze boli? Czy można zajść w ciążę za pierwszym razem? Jak to jest u ginekologa? Chciałabyś zapytać, ale jest Ci głupio. I w ogóle nie radzisz sobie z tym okropnym dojrzewaniem. Z nieodwzajemnionymi miłościami…. zdradami przyjaciółek…. domowym rygorem…. nauczycielami, którzy się uwzięli…. niewiarą w siebie…. huśtawką nastrojów…. ciałem, które pęcznieje, miewa pryszcze, poci się i wygląda nie tak jak trzeba… Och, brakuje Ci kogoś, kto by wszystkie niepokoje i pytania potraktował poważnie, kto by O TYCH SPRAWACH fachowo i życzliwie POROZMAWIAŁ. Wiesz o seksie więcej niż mama, gdy była w Twoim wieku, ale ta wiedza wygląda jak rozrzucone elementy puzzli. Przeczytasz tę książkę – i puzzle się ułożą.

A teraz przystępuję do ataku.

Codziennie się budzę z myślą, że już w moim kraju nic mnie nie zaskoczy, ale niestety – zaskakuje.

Za rządów PiS durnota i ciemnota mnie zaskakuje, bo jak czytam poniższe, to krew mnie zalewa.

Ja chcę nowoczesnych, naukowych poglądów dla moich Wnuków, a nie kościelnych dyrdymałów.

Moje Wnuki rosną i rosną jak młode listki na drzewach wiosną i czeka je taka ciemnota!

Ja się z tym nie godzę, bo pragnę, by moje Wnuki wyrosły na światłych ludzi, ale czy uda się uciec od ciemnogrodu – oto jest pytanie?

Ekspertka MEN od edukacji seksualnej: „Stosowanie prezerwatywy POWODUJE RAKA PIERSI! Kobieta pozbawiona DOBROCZYNNEGO WPŁYWU NASIENIA choruje”

Podczas Czarnego Protestu walczono nie tylko o możliwość legalnej i bezpiecznej aborcji, ale także edukacji seksualnej, która miałaby zmniejszać liczbę niechcianych ciąż, a zwiększać wiedzę o zdrowiu i zagrożeniach przemocy seksualnej. Ministerstwo Edukacji Narodowej ma jednak własną koncepcję przeciwdziałania zagrożeniom. Na ekspertkę do spraw wychowania seksualnego powołano konserwatywną prof. Urszulę Dudziak, która uważa antykoncepcję za… „przejaw niedojrzałości”.

Urszula Dudziak, która uważa, że zabezpieczanie się przed niechcianą ciążą i chorobami przenoszonymi drogą płciową prowadzi do „uzależnienia od seksu”, pracuje właśnie nad nowym, oficjalnym podręcznikiem wychowania do życia w rodzinie. Wiadomo już, że szeroki temat edukacji seksualnej będzie zawężony do tematyki życia w tradycyjnym, katolickim małżeństwie. Choć treść podręcznika nie została jeszcze ujawniona, główne tezy autorki można już wywnioskować z jej wcześniejszych publikacji.

Marzył jej się podręcznik totalny. W stu procentach katolicki, z poradami na temat naturalnego planowania rodziny – tygodnik Polityka cytuje byłego doktoranta Dudziak. Próbowała go przeforsować, ale wciąż trafiała na opór MEN. Frustrowało ją to. Odżyła, kiedy PiS doszło do władzy i minister Anna Zalewska zaproponowała jej opracowanie nowej podstawy programowej.

Na podstawie dotychczasowej działalności Dudziak na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i z wypowiedzi w Radiu Maryja jedyną akceptowaną przez nią formą „antykoncepcji” jest kalendarzyk, czyli w zasadzie metoda planowania ciąży, a nie zapobiegania jej. Uważa, że „płodność to nie choroba, żeby z nią walczyć”, a do tego kobieta… nie powinna rezygnować z „dobroczynnego działania spermy”:

Stosowanie prezerwatywy i stosunek przerywany powoduje raka piersi, a kobieta pozbawiona dobroczynnego wpływu nasienia choruje – twierdziła Dudziak.

Dobrodziejstwo to jest jednak zarezerwowane dla mężatek – pary do czasu obowiązkowego ślubu kościelnego powinny przejść etap „seksualnego milczenia”. Zaleca też wstrzemięźliwość, gdyż rozładowanie napięcia seksualnego przez masturbację jest „zubażające”.

Koncentracja na własnym narządzie nie zastąpi bogactwa osobowego kontaktu dwojga – zapewnia Dudziak. Żałosna próba dostarczenia sobie samemu przyjemności seksualnej ogranicza człowieka i zubaża.

Najważniejszą nowością, jaką proponuje Dudziak, jest… prześwietlanie nauczycieli w ramach wdrażania nowego programu nauczania. Według niej należy weryfikować życie prywatne zwłaszcza tych osób, które są „laickie” i głoszą odmienne poglądy obyczajowe.

Rozwiedziony albo żyjący w konkubinacie może negatywnie wpłynąć na postawy uczniów– twierdzi ekspertka MEN i radzi unikać nauczycieli z rodzin inteligenckich: więcej osób aprobujących katolicką moralność małżeńsko-rodzinną wywodzi się ze środowisk robotniczych i chłopskich.

Według Dudziak pomocny w weryfikacji byłby system donosicielstwa, bo życie prywatne nauczycieli powinno być przedmiotem zainteresowania nie tylko dyrektorów szkół, ale również innych nauczycieli oraz rodziców uczniów.

Wyobrażacie sobie „edukację seksualną” dzieci pod kierunkiem takiej profesor?

https://www.youtube.com/watch?v=odRS1I-kXNM

 

http://www.pudelek.pl/artykul/101496/ekspertka_men_od_edukacji_seksualnej_stosowanie_prezerwatywy_powoduje_raka_piersi_kobieta_pozbawiona_dobroczynnego_wplywu_nasienia_choruje/

Seks „starszaka” – temat tabu!

Seniorzy są w seksie coraz mniej pruderyjni.

Starsi ludzie są w jakiś sposób przez kulturę zmiażdżeni, kryją się ze swoją seksualnością – rozmowa z Alicją Długołęcką

Prowadzi pani zajęcia o seksie na uniwersytecie trzeciego wieku.Bardzo to lubię. Mam naturę społecznika, często więc robię wykłady dla różnych grup starszych osób. Przychodzi na nie bardzo dużo ludzi, są zainteresowani tematem i dość bezpruderyjni. Zresztą z moich obserwacji wynika, że najbardziej pruderyjni są ludzie młodzi. I bardzo oceniający. Starzy są bardziej refleksyjni i jeśli już przychodzą na takie zajęcia, to z pozytywnym nastawieniem i otwartym umysłem. Nie traktują takich spotkań jak propagandy, bo mają swoje zdanie. Chcą się czegoś dowiedzieć i wykorzystać tę wiedzę zgodnie ze swoimi potrzebami.
Ze starością kojarzymy pewien zestaw powinności seksualnych, głównie związanych z rezygnacją. To sprawia, że boimy się nawet użyć słowa „stara”. Jeśli powiem o sobie, że jestem starą kobietą, to oznacza, że dla mnie sfera seksualności przestaje być ważna. Czy rzeczywiście seksualność koniecznie musi się wiązać z młodością? Nie. Człowiek jest seksualny w każdej fazie życia.
Nie mówimy „stara”, bo rozciągnęła nam się młodość – czujemy się młodzieżowi do pięćdziesiątki.Zmienił się też model człowieka starego, starej kobiety. Pamiętam, jak zachwycały mnie stare kobiety za granicą. Ubrane na sportowo, jeżdżące na rowerach, zadbane. Siwi ludzie w knajpach patrzący sobie w oczy, pijący wino, trzymający się za ręce. Ludzie z pokolenia naszych dziadków tak się nie zachowywali. Na szczęście powoli to się zmienia, bo starzeją się ludzie z pokolenia dzieci kwiatów. Nie chcą siedzieć zamknięci w domu. Dla kobiet z tego pokolenia już nie jest takie oczywiste, że starość oznacza robienie przetworów, robótki na drutach, chociaż oczywiście nie mam nic przeciwko takim zajęciom.
To robią dziś młodzi hipsterzy.A starszych to nie rajcuje, musieli to robić w PRL-u, gdy byli młodzi, napatrzyli się na to u swoich rodziców i źle im się to kojarzy. Ważne jest też, że stan zdrowia emerytów dziś jest lepszy niż kiedyś, to również ma przełożenie na seksualność. Jeśli człowiek 60-, 70-letni ma w swój sposób życia wpisaną aktywność ruchową, myśli o zdrowym odżywianiu się, o wyglądzie – to czuje się atrakcyjny i jest atrakcyjny.
I interesuje się seksem.Oczywiście. To młodzi ludzie uważają, że starsi przestają z wiekiem interesować się seksem. Starsi ludzie, z którymi się spotykam, nic takiego nie deklarują.

Czy mówią, że ten seks na starość jest inny niż ten za młodu?
Tak, choć nie lubię generalizacji. Główna różnica, poparta badaniami naukowymi, jest taka, że są bardziej radośni. Młodzież silniej reaguje na ekspozycję negatywnych bodźców: smutku, nieszczęścia, okrucieństwa, i jest gwałtowna przy zawodach miłosnych. U starszych osób aktywność mózgu wzrasta przy obrazach pozytywnych, pełnych szczęścia. Doświadczenie robi swoje – z wiekiem coraz bardziej doceniamy to, że w ogóle obchodzimy innych ludzi. To, że ktoś zwraca na nas uwagę, że nas słucha. Coraz bardziej doceniamy rolę więzi.Kobiety często narzekają jednak na brak partnerów. Ma to związek, po pierwsze, z demografią – jest więcej kobiet w tym wieku. Po drugie, z krzywdzącym wzorcem kulturowym, że mężczyzna po sześćdziesiątce nadal jest atrakcyjny, a kobieta nie do końca. Panowie mają więc tendencję do wybierania młodszych partnerek. A tymczasem biologicznie właśnie w późniejszej fazie życia zbliżamy się do siebie seksualnie, co może bardzo pozytywnie wpłynąć na związek.
To znaczy?
Kobieta po pięćdziesiątce staje się bardziej świadoma siebie i rozbudzona seksualnie, mężczyzna zaś wychodzi z fazy seksualnego rozbuchania i ma większą potrzebę czułości, duchowości. Po prostu – wreszcie mogą się spotkać.To nieprawda, że kobiety starsze nie są zainteresowane seksem. Wręcz przeciwnie. Zwłaszcza te, które wcześniej miały udane życie seksualne, nadal chcą je mieć – zdają sobie bowiem sprawę z tego, jak to ważna energia, potencjał życiowy, który należy pielęgnować.Kobiety, które na starość z niego rezygnują, to zazwyczaj te, które nie zaznały w życiu radości z seksu. W okolicach 50. roku życia zaczynają więc się wycofywać z dziedziny, która jest dla nich nieistotna. Zakładają szary paltocik i buty na słonince. Uważają, że im stroić się i fryzować już nie wypada.

Wchodzą w rolę osoby, która nie myśli już o sobie, tylko chce dogodzić wszystkim dookoła. Zostają służebnicami otoczenia. Robią zakupy, gotują dla całej rodziny. Stają się cieniem w życiu innych ludzi: wnucząt, swojej córki, swojego syna, sąsiadów. To oczywiście może być altruizm. Ale też może być to załatwianie swojej sprawy.
Badania przeprowadzone w 2007 roku w USA w grupie wiekowej 57-85 lat pokazują, jak aktywność seksualna zmienia się z wiekiem. Zmniejsza się.
Ale proszę zwrócić uwagę, że trzy czwarte ludzi powyżej 75. roku życia ma kontakty seksualne. Tylko dla co trzeciej kobiety i dla co dziesiątego mężczyzny seks nie jest bardzo ważny. To znaczy, że dla dwóch trzecich seniorek i dla 90 proc. seniorów seks jest nadal bardzo ważny! Czynnikami, które mają wpływ na zadowolenie z seksu, są zdrowie i poziom wykształcenia. Im jesteśmy zdrowsi i im wyższe mamy wykształcenie, tym lepiej. Dlaczego wykształcenie? Bo pozwala myśleć samodzielnie i nie wpadać w stereotypy.
Połowa seniorów ma stosunki seksualne dwa-trzy razy w miesiącu. Nieźle.
A co czwarty raz na tydzień. Proszę zwrócić uwagę, że masturbację stosuje 52 proc. seniorów i co czwarta seniorka. Pamiętam, jak rozmawiałyśmy kiedyś o gadżetach w sex-shopie i ekspedientka poinformowała nas, że grupą, która najczęściej kupuje różnego rodzaju wibratory, są właśnie starsze kobiety. Tylko że to temat tabu.
Te dane są bardzo ciekawe: 85 proc. 70-latków ma stałego partnera, 66 proc. ma z nim/nią udane życie seksualne. 5 proc. korzysta z usług prostytutek. 60 proc. ludzi po 65. roku życia ma kontakty seksualne częściej niż cztery razy w miesiącu.
59 proc. mężczyzn i 35 proc. kobiet twierdzi, że ma satysfakcjonujące lub bardzo satysfakcjonujące życie seksualne. 30 proc. ankietowanych przyznaje się do masturbacji, 88 proc. nigdy nie konsultowało się z lekarzem, a 9 proc. o problemach seksualnych rozmawiało z inicjatywy lekarza. I to są dane z badania osób powyżej 72. roku życia przeprowadzone przez zespół katalońskich lekarzy w 2007 roku.U nas w tym samym roku badania robił profesor Zbigniew Izdebski – z nich również wynikało, że 73 proc. ludzi po 50. roku życia lubi seks. A 65 proc. podkreśla, że seks stał się lepszy, odkąd nie chodzi o prokreację
.Bo to seks dla samej przyjemności.Tak. Dochodzi do tego jeszcze to, że kobiety dojrzałe są nie tylko bardziej świadome niż młode, ale też bardziej akceptują swoje ciało.

Znów wbrew stereotypom.
Tak. Cieszą się z tego ciała, że wygląda tak, jak wygląda, że mogłoby przecież gorzej. I doceniają to, że może ono być źródłem tak ogromnej przyjemności. Gdy mamy 20 lat, to niby to wiemy, ale tego nie doceniamy. Kobieta starsza jest też bardziej asertywna – lepiej potrafi określić, co lubi, czego potrzebuje. Ma więc szansę na o wiele bardziej udany seks. Jeśli nie włączy jej się ten makabryczny stereotyp, że w menopauzie przestaje jajeczkować, więc to już koniec seksualności i należy się wycofać. Mimo że wszystko w niej domaga się tego seksu.Inna rzecz – aktywność seksualna jest wskaźnikiem zdrowia: jeśli w starszym wieku nie mamy ochoty na seks, to może być syndrom tego, że mamy kłopoty zdrowotne. Albo że jesteśmy przygnębieni, w depresji – wtedy poziom energii życiowej opada. I w drugą stronę: miłość i aktywność seksualna świetnie działają na zdrowie. Niech pani rzuci okiem na informacje z mojej prezentacji dla seniorów.
„Ci, którzy czują się kochani, mają mniej blokad w arteriach serca. Miłość i seks pozytywnie korelują ze zmniejszeniem ryzyka anginy pectoris, wrzodów żołądka, ataku serca, udaru, chorób zakaźnych, nowotworów, alergii, artretyzmu, gruźlicy, chorób autoimmunologicznych, alkoholizmu, nadużywania leków, depresji”.
Generalnie, jak pani widzi, chodzi tu o kardiologię i wszystko, co wiąże się z układem odpornościowym. Każda aktywność, nie tylko ta seksualna, jest życiodajna. Dodam do tego pozytywne uczucia i bycie w relacjach z ludźmi, bo wszystko, co wiąże się z bliskością, powoduje, że chce się żyć.
Dane jednak mówią też, że co trzeci mężczyzna po 50. roku życia ma zaburzenia erekcji. Myślę, że to ich może blokować w kontaktach seksualnych.Problemy z erekcją również powinniśmy traktować jako sygnał problemów z układem krwionośnym. Warto zauważyć, że naczynia w penisie są niezwykle cienkie i delikatne.

Obliczono, że przeciętnie trzy lata przed pierwszym incydentem sercowym, przed zawałem, pojawiają się problemy z erekcją. Warto więc, by mężczyźni i ich partnerki zwracali na te zaburzenia uwagę.

W Polsce 72 proc. mężczyzn uważa problemy z erekcją za naturalną kolej rzeczy, a nie za zaburzenie, które wymaga leczenia. A powinni potraktować to jako sygnał, by zrobić sobie badania diagnozujące stan naczyń krwionośnych i wziąć się za siebie, przejść na dietę, rzucić palenie.

Jeśli zaś mężczyzna jest samoświadomy, otwarty i światły, to potraktuje zaburzenia erekcji jako wyzwanie, dzięki któremu może się bardzo rozwinąć seksualnie. To może być dla niego czas, by wyjść w myśleniu o seksie poza to, co wiąże się ze sprawnością – że stosunek polega na pełnej erekcji z dojściem do wytrysku. To może zmienić jego myślenie o seksie, poszerzyć perspektywę, zachęcić do eksperymentów i sprawić, że stanie się jeszcze atrakcyjniejszym kochankiem.

Czy można podjąć jakąś rehabilitację związaną z seksem?

Tak jak powiedziałam, w przypadku mężczyzn należy sprawdzić stan naczyń krwionośnych i podjąć leczenie kardiologiczne. Jeśli chodzi o same zaburzenia erekcji, to dobre rezultaty dają viagropochodne leki. Są też próby stosowania terapii testosteronem, ale nie chcę wchodzić teraz w akademicką dyskusję, bo niektórzy kwestionują zjawisko andropauzy. Zaznaczę jedynie, że przy znaczącym obniżeniu poziomu testosteronu taka terapia jest też możliwa.

A kobiety?

Analogicznie. Przypomnę – bo wiele osób o tym zapomina, nawet wielu moich studentów, a także lekarzy – że:

łechtaczka nie dość, że jest podstawowym narządem seksualnym, to jest olbrzymia. Tak olbrzymia jak penis, może nawet większa – nie będziemy się licytować – i też jest zbudowana z tkanki erekcyjnej.

Czyli jeśli kobieta ma zaburzenia kardiologiczne (a może mieć je podobnie jak mężczyzna), to będzie miała problemy z erekcją łechtaczki. Niestety, nikt nie prowadzi badań nad zaburzeniami erekcji łechtaczki, to sprawa absolutnie lekceważona. Informacji o zaburzeniach erekcji łechtaczki nie znajdzie pani w podstawowych podręcznikach medycznych, lekarze o tym się nie uczą. Ale niech nasze czytelniczki wiedzą, że tak samo jak u mężczyzn z wiekiem i u nich mogą nastąpić zaburzenia w tym obszarze.

Ponieważ tkanki nie nabrzmiewają na tyle, by w pełni odbierać bodźce, obniża się reaktywność seksualna. Na logikę powiedziałabym, że być może więc kobietom starszym potrzebne są mocniejsze bodźce, ale znów nikt się tym naukowo nie zajmuje.

Drugi problem, z którym zmagają się kobiety, to zdecydowanie mniejsze wydzielanie lubrykacji.

Tak zwana suchość pochwy.

Kobiety na to bardzo narzekają. To może być źródłem nieprzyjemnych wrażeń seksualnych. Ale rynek lubrykantów jest ogromny, jest to więc problem, który dość łatwo można rozwiązać. Warto znaleźć dobrego ginekologa, z którym będzie można o wszystkich problemach otwarcie rozmawiać. Takiego lekarza, który będzie potrafił rozmawiać o tym, jak seks się zmienia z wiekiem, przygotuje nas do przejścia przez menopauzę, opowie o zmianach w naszych odczuciach podczas seksu.

A uprawianie sportu? Czy to może być rehabilitacja pod kątem seksualnym?

Sport oczywiście podnosi witalność, nie pozwala skapcanieć. Widzę tę zależność na poziomie psychosomatycznym – nie wiem, co jest pierwsze, ale skądś musimy mieć energię, która nam każe podnieść tyłek i wyjść z domu na spacer, pojeździć na rowerze albo spotkać się z przyjaciółmi.

Ale nie o samą aktywność tu chodzi. Bo musimy mieć z kim. I po co. Myślę, że to nie przypadek, że starsi ludzie spotykają się w grupach – uprawiają nordic walking, aerobik w wodzie. To pełni też funkcję towarzyską. Czyli generalnie seksu nie będzie, jeśli skapcaniejemy życiowo. Tym samym wiąże się on ze sprawnością intelektualną, ruchliwością i tym, czy mamy kontakty z innymi ludźmi. No, w skrócie – z tym, czy chce się nam żyć. Nie przypadkiem filozofowie wpisują myślenie o seksualności w kategorie Erosa i Tanatosa.

Seks jest po stronie życia po prostu.

Tak, to energia życiowa.

A trening mięśni dna miednicy?

To coś, co bardzo polecam kobietom. Można je wykonywać samodzielnie, ale najfajniej, jak są włączone w ćwiczenia ogólnie usprawniające w jakiejś sympatycznej grupie.

Zasady są proste. Na początku wyczuwamy, rozpoznajemy te grupy mięśni, siadając na sedesie i zatrzymując strumień moczu. Robimy to po to, żeby je poczuć, i potem już tego nie robimy, bo na dłuższą metę grozi to zaleganiem moczu w pęcherzu. Ćwiczymy na materacu w pozycji leżącej, potem – w dowolnej, w seriach po dziesięć skurczów z przerwami na rozluźnienie dwa razy dłuższymi niż sam skurcz. Tak trzy razy dziennie i już po dwóch-trzech tygodniach widać efekty.

Przy znacznym osłabieniu tych grup mięśni stosuje się elektrostymulację.

Elektrostymulację?
Chodzi o to, że z wiekiem może dochodzić do obniżenia narządów rodnych, do nietrzymania moczu. Wtedy stosuje się fizykoterapię w postaci elektrostymulacji. Można też stosować kulki dopochwowe. Chodzi o wzmacnianie mięśni, które ulegają zwiotczeniu. Przy okazji mamy profilaktykę nietrzymania moczu. To bardzo skuteczne metody – 90 proc. pacjentek obserwuje poprawę statyki narządu rodnego i zwiększenie siły dna miednicy. Czyli naprawdę warto poćwiczyć.Na szczęście trening mięśni dna miednicy coraz częściej włączany jest w zajęcia fitness typu aerobik, pilates, zdrowy kręgosłup, jakieś tańce. Kobiety uczą się, które to są mięśnie, jak je wyczuć i jak ćwiczyć.Młodzi ludzie dziwią się, jak można pożądać starego ciała.

Ci, co tak mówią, niech się odwalą. Przepraszam za tę brutalność, ale niech się lepiej zajmą sobą. To jawna dyskryminacja. Jakim prawem? Każdy będzie stary. A prawda jest taka – co zawsze powtarzam – że na temat swojej seksualności to my najwięcej wiemy pod koniec życia. Bo życie nas zaskakuje i mając lat 20 czy 30, nie wymyśliłybyśmy tego, co może w tej sferze się dziać, jak będziemy mieć lat 40, 50 czy więcej. Z perspektywy 70-latki możemy coś na swój temat powiedzieć. Dlatego uważam, że warto rozmawiać ze starymi ludźmi o seksie i miłości. I słuchać ich uważnie.

Czy na spotkaniach z seniorami są jakieś pytania, które panią zaskakują?

Ja już jestem zbyt stara i już zbyt głęboko weszłam w temat, by mnie coś mogło zaskoczyć. Nie chcę przyjmować perspektywy osoby młodej czy osoby z zewnątrz. Dlatego tak ostro zareagowałam na uwagę o starym ciele. Myślę, że dzisiaj bardziej zaskakujące jest dla mnie to, że młode kobiety, dwudziestokilkuletnie, nie lubią swojego ciała albo go nie znają, co odkrywam na warsztatach. Nie dają sobie szans na to, żeby seks był prawdziwą wartością w ich życiu.

Ja mam dla tych starszych ludzi mnóstwo ciepłych uczyć. Uważam, że jest w nich mądrość, o której zapominamy, której nie szanujemy. A oni naprawdę więcej wiedzą. Jednak nie są ekshibicjonistyczni i ujawniają te swoje prawdy wyłącznie w bliskich relacjach. Nie chcę więc mówić o ich seksie w atmosferze sensacji. Robią takie same rzeczy, jakie robimy my jako 40-latki, 30-latki. A jeśli coś w ich sytuacji jest trudne, to to, że nie zawsze mają z kim to robić, a tęsknią za tym, i że często muszą się borykać z własnym ciałem.

W pani prezentacji jest dużo zdjęć osób starszych w erotycznych sytuacjach. I to jest wzruszający obrazek. Szkoda, że nie ma ich więcej w kulturze, bo przecież lubimy je oglądać.

Ale starsi ludzie są w jakiś sposób przez kulturę zmiażdżeni, kryją się ze swoją seksualnością. Ich seksualność uważana jest za wstydliwą.

Często spotykam się z tym, że młodzi ludzie, którzy zakładają rodziny albo wchodzą w pierwsze związki, bardzo radykalnie oceniają decyzje seksualne swoich 50-letnich rodziców. Zachowują się jak przyzwoitki. A jakie w tej sytuacji mogą być reakcje wobec zachowań seksualnych dziadków!

A nowi dziadkowie są inni niż ci kiedyś. Zestarzało się pokolenie dzieci kwiatów. To daje pewną nadzieję dla następnego pokolenia, że stworzy inny model starości, inny wzorzec dla nas.

To wcale nie jest łatwe, bo ktoś, kto był dzieckiem kwiatem, miał rodziców, którzy prawdopodobnie w ogóle nie ujawniali swojej seksualności. Nie mają więc wzorca. I wchodząc w wiek dojrzały, mogą stanąć przed wyborem i odbierać to jako sytuację trudną, są rozdarci. Lubią seks, są otwarci, ale w głowie mają stary model. I dylemat, czy się do niego dostosować, czy go przełamać. Zachęcam, by być sobą.

Dr Alicja Długołęcka – edukatorka seksualna. Od lat zajmuje się doradztwem partnerskim i promowaniem zdrowia seksualnego. Pracuje na Wydziale Rehabilitacji AWF i w Centrum Terapii Lew Starowicz w Warszawie

Bo w życiu trzeba mieć priorytety!

Płakała na ulicy i nikt z przechodniów się nie zorientował, czy to deszcz pada na jej twarz, czy też zalewają ją łzy.

Potykała się o wystające kafle chodnikowe i niczego nie widziała, co przed nią. Lampy zamglone jakieś takie i tysiące myśli w głowie.

Nie wiedziała, czy płacze ze szczęścia, czy też z powodu wyrzutów sumienia, bo stało się.

Spotkała w galerii swoją pierwszą miłość, której nie widziała 10 lat. Prawie udało się o nim zapomnieć, ale dzisiejszego wieczora wszystko do niej wróciło. Wciąż był taki męski i przystojny z jednodniowym zarostem, taki pociągający.

Rozstali się, ponieważ on wyjechał studiować w innym mieście i oboje nie widzieli sensu, by to ciągnąć. Kochali się, ale odległość i czas podpowiadały im, że to się nie utrzyma i w końcu miłość wygasła, albo im się tylko tak wydawało. Byli młodzi i nawet nie skonsumowali swojego związku, a więc tym łatwiej im było.

Wyszła za mąż za mężczyznę przystojnego, opiekuńczego i pracowitego. Pobrali się dość szybko i zaczęli budować swoje życie i wić gniazdko.

On ciężko pracował jako budowlaniec, a ona oddała się korporacji. Mieli całkiem dobre z tego pieniądze, a więc postanowili wybudować sobie duży dom dla przyszłych dzieci.

Pojawiły się dzieci dość szybko, a więc wpadli w kierat budowy i wychowania dzieci. To był bardzo intensywny czas, ciągle w biegu i wzajemnym się mijaniu.

Dom był gotowy do zamieszkania i nagle coś się popsuło. Popsuło się w łóżku, bo jemu zawodził instrument, a do lekarza nie chciał się wybrać, bo się wstydził. Viagra nie pomagała i tak minęło im 6 lat bylejakości w łóżku.

Cierpiała, ale kochała męża i nawet do głowy jej nie przyszło, że może go zdradzić. Była by ostatnią szmatą, by szukać czegoś innego, czyli przygody, a miała swoje zasady i zasypiała każdego wieczora w jego ramionach.

Aż spotkała swoją dawną miłość i od słowa do słowa znaleźli się w pokoju hotelowym. Wszystko potoczyło się błyskawicznie i  na tej ulicy płakała i nie wiedziała, czy płacze z powodu zdrady i złamania swoich zasad, czy dlatego, że to był jej najwspanialszy seks w życiu?

Weszła do domu kiedy mąż czytał bajkę ich dzieciom i otarła łzy. Oto zrozumiała, że to się nie może więcej powtórzyć i nigdy więcej nie spotka się ze swoim wspaniałym kochankiem!

Rozejrzała się po swoim pięknym i wyposażonym we wszystko domu i kiedy dzieci zasnęły, wtuliła się w mocne, męskie ramiona swojego męża i wiedziała, że on nigdy jej nie zdradzi. Czuła się bezpiecznie.

Seks tabu dla pokolenia 50+

Zbliżał się weekend i Monika nie miała pomysłu na spędzenie piątkowego wieczoru. Nie spieszyła się do domu, bo jako singielka nie miała żadnych obowiązków rodzinnych, a mieszkanie swoje ogarniała na bieżąco.

Postanowiła, że nigdy za mąż nie wyjdzie, ponieważ nie czuła potrzeby wiązania się z kimś na wiele, długich lat. Tak było dobrze, a od czasu do czasu spotykała się z kolegą ze studiów po prostu na seks. Oboje się tak umówili i był to dla obojga wygodny układ.

Zauważyła, że w kinie grają najnowszy film „45 lat” z cudowną Charlotte Rampling, którą wprost uwielbiała, a więc skierowała się w stronę kina i zakupiła bilet z nadzieją, że nie będzie to czas stracony.

Sala kinowa była dość gęsto już zaludniona, a więc film budził w ludziach ciekawość. Byli to przeważnie ludzie młodzi, ale gdzie nie gdzie widziała siedzących Seniorów, którzy przyszli obejrzeć film o swoim pokoleniu.

Wcisnęła się wygodnie w fotel i zaczął się za chwilę seans.

W pewnym momencie w filmie pokazano scenę seksu między małżeństwem już przecież niemłodym. Wszak przeżyli ze sobą 45 lat, a więc ich ciała były już niezbyt apetyczne, choć wciąż piękne. W chwili tej sceny, kino opanowała taka cisza, że można było usłyszeć przysłowiowe brzęczenie muchy.

Nastała konsternacja, a ludzie autentycznie zamilkli i chyba w każdej głowie kołatała się myśl, że chyba w takim wieku, to seksu się już nie uprawia. Pewnie byli zniesmaczeni, że oto pokazano im nadgryzione zębem czasu, stare ciała. Pewnie każdy pomyślał, że jego rodzice, to już tego nie robią, a dziadkowie, to już wcale.

Monika zauważyła tą dziwną konsternację i pomyślała sobie, że pewnie każdy chce uprawiać seks do końca życia, ale ludzie nie tolerują takich  scen i tu pomyślała o swojej mamie.

Mama Moniki dwa lata temu pochowała swojego ukochanego męża, z którym przeżyła 40 lat. To było bardzo dobre i zgodne małżeństwo, które całe życie się wspaniale wspierało.

Jeszcze jak mieszkała z rodzicami, to tata Moniki czasami żartował, że żona jego ma wysokie libido i jest kochliwą osobą. Monika pamięta, że często czas jej nieobecności w domu, rodzice wykorzystywali na miłosne igraszki.

Po obejrzeniu tego filmu Monika zdała sobie sprawę, że jej mama została sama i już trochę otrząsnęła się po śmierci męża.  Pomyślała, że jak każdy człowiek od czasu do czasu potrzebuje rozładować napięcie. Zrozumiała, że chyba musi o swoją rodzicielkę zadbać, a że zbliżały się urodziny mamy, to postanowiła zrobić jej niespodziankę, ale najpierw zrobiła z mamą wywiad.

Kupiła ciasto i dobre wino i w niedzielę wybrała się na pogawędkę do swojej mamy. Miały ze sobą doskonały kontakt i zawsze mogły ze sobą o wszystkim porozmawiać. O tych sprawach też!

Spytała wprost więc, jak sobie mama radzi z tymi sprawami, bo przecież kiedyś była kochliwą kobietę i seks był dla niej bardzo ważną sferą.

Mama się uśmiechnęła nieznacznie i odpowiedziała, że jak wszyscy, którzy są samotni i nie mają partnera do tych spraw, a więc Monika już wszystko wiedziała.

Wpadła w Internet i zakupiła śliczny i kolorowy, a kiedy w eleganckim opakowaniu wręczyła mamie prezent, poprosiła, by ta rozpakowała paczuszkę.

Na twarzy matki pojawił się uśmiech i po prostu schowała, to coś do szuflady i bez słów odbyło się podziękowanie dla Moniki, że o matkę zadbała.

Monika była zadowolona, że mama się nie obraziła, a do życzeń dodała, że może to tylko tymczasowe rozwiązanie, bo życzy jej nowej miłości, która może gdzieś tam na nią czeka.

I jeszcze polecam:

Madonna trzyma się nieźle. Ale mama mojego kolegi – jej równolatka – jeszcze lepiej. Bez operacji plastycznych i profesjonalnego makijażu wygląda po prostu baaardzo ładnie, kobieco i atrakcyjnie. Podobnie jak wiele kobiet 50+. Naprawdę, nie rozumiem, jak i kiedy to się stało, że kobiety 50+ nazywamy „seniorkami”? W tym słowie nie ma ani krzty seksapilu! Może nie każda kobieta „się trzyma” i wpisuje się w kanony obecnej urody, ale każda, będąc 50-latką, jest seksualna.

Bycie seksualną nie ma wiele wspólnego ani z wyglądem, ani z wiekiem. Seksualność jest nam przydana z natury i ani etykietki, ani wiek metrykalny nam jej nie odbiorą. Na adres naszej redakcji pisały także kobiety i 50+ i 60+, które czytają Seksualność Kobiet i prowadzą udane życie erotyczne. A dziennikarka Beata Znamirowska w książce „Teraz mogę wszystko” przedstawiła portrety kilku pięćdziesięciolatek, które przełamują ten „seniorski” wizerunek Polki-babci, której „takie sprawy jak seks już dawno z głowy wywietrzały”. Ba, niektóre z tych babć wymawiają się grypą, żeby mieć wolny wieczór i wyrwać się ze znajomymi potańczyć do klubu, zamiast robić coś, co „przystaje im w ich wieku”. A wiele mężatek, którzy mężowie przestali zauważać, że ich żony to kobiety, po prostu znalazło sobie atrakcyjnych, często też młodszych kochanków.

Czytając książkę Znamirowskiej o Polkach 50+, miałam wrażenie, że czytam po prostu o Polkach, a nie o szczególnym „gatunku seniorskim”, który nadaje się już tylko do przejścia na emeryturę i pielenia ogródka. „Ja lubię się bawić, lubię seks. Głupieję bez niego, mimo że przybywa mi lat” – stwierdza jedna z bohaterek, Jolanta. A co mówią pozostałe?

Izabela:

Pocałował mnie. Dotknął delikatnie wargami moich ust. Zamurowało mnie, nie odsunęłam się, więc ośmielony sprawił, ze pocałunek stał się namiętniejszy, głębszy. Padał deszcz. Staliśmy przed najelegantszą kawiarnią w mieście, w której spotkaliśmy się po piętnastu latach rozłąki, wypiliśmy kawę i odbyliśmy szczerą rozmowę. Przyciągnął mnie do siebie i mocno objął. Zatraciliśmy się w pocałunku. Dwoje bardzo dojrzałych ludzi. Po dłuższej chwili chyba uzmysłowiliśmy sobie, jak możemy wyglądać z boku. Pięćdziesięcioletnia kobieta i starszy od niej mężczyzna. Oderwaliśmy się od siebie. Przez kolejną długą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Świat nie istniał. Tylko jego błękitne, czułe spojrzenie.

  • Już nigdy nie stracimy kontaktu, obiecaj mi.

  • Obiecuję – wyszeptałam, cała drżąc. – Zobaczymy się jutro.

Otworzył drzwi mojego samochodu.

  • Do jutra. Jedź ostrożnie.

Są takie przełomowe chwile, pozornie drobne gesty, które kierują nasze życie w zupełnie nową stronę. Ten pocałunek był dla mnie rewolucją. Nagle ja, pięćdziesięciolatka, z dużą nadwagą, pozbawiona intymnego życia od wielu lat, w jednej chwili stałam się godną pożądania kobietą, atrakcyjną w jego oczach, przebudzoną królewną.

I tak się czułam. Piękna, młoda i uskrzydlona.

Maria

Patrząc sobie w oczy stwierdziłam, że po prostu potrzebuję seksu! Ale jak to zrobić, będąc nieatrakcyjną?

Muszę od czegoś zacząć.

Zastanowiłam się, czy zmiana wyglądu wpłynie na zmianę mojego nastawienia do życia, na pobudzenie energii. Pewnie tak, w końcu nowy wizerunek od razu rzuca się w oczy. […]

Cztery miesiące później – 75 kilogramów. Mąż zauważył, że się zmieniłam. Po raz pierwszy do BARDZO dawna w ogóle mnie zauważył. Spytał, czy jestem chora. Potem przyjrzał mi się uważniej i powiedział:

Nie wyglądasz na chorą, ale jakoś inaczej. Jesteś taka radosna.

Zobaczyłam światełko w tunelu. Przez ostatnie tygodnie tak się skupiłam na swoim celu, że przestałam się zastanawiać nad sensem życia. Dodatkowe zajęcia na basenie, wędrówki i spacery wypełniły mi pusty czas, byłam nawet u kosmetyczki i fryzjera. Przejrzałam szafę. Zrobiłam badania krwi. I odnowiłam kilka starych znajomości i koleżankami szkolnymi i ze studiów. Okazało się, że kilka dziewczyn spotyka się w tygodniu w parku i uprawiają nordic walking. Dołączyłam do nich. Potem plotkujemy, idziemy na herbatę. To takie odświeżające. I Dzięki temu zupełnie zapomniałam, że jestem meblem dla męża.

I nagle ON mnie zauważył.

Zrobiłam kawę i po raz pierwszy od dawna usiedliśmy tak, w zwykły dzień, przy stole wspólnie i on nie wziął do ręki gazety ani pilota od telewizora. Zapytał, jak w firmie. Dobre i to. Ja spytałam, jak u niego. W końcu przeszłam do meritum.

  • Jaką zmianę we mnie widzisz?

  • No, jakoś cię mniej.

  • Zrzuciłam ostatnio dziesięć kilogramów.

-Ile?!

-DZIESIĘĆ.

  • Jak? – zainteresował się. Opowiedziałam mu nie tylko o diecie. O moich przemyśleniach, o tym, że mi go brakuje.

  • Ja nie wiedziałem. Co ty mówisz? Przecież jestem codziennie w domu, to ty się nie odzywasz, zamykasz z książką albo piszesz jakieś papiery do pracy. Myślałem, że masz mnie dosyć.

Zaniemówiłam. Czy tak trudno, mieszkając pod jednym dachem, zauważyć, że ta druga osoba cię potrzebuje? Tak trudno przełamać codzienność? Wyciągnęłam do niego rękę. Chwycił ją. Od dawna nie czułam jego ręki w swojej. Przeniknęło mnie ciepło. Elektryczna iskra. Dotknęłam jego twarzy. Ogorzałe od zarostu policzki, pulchniejsze niż dawniej, gdy go dotykałam. Spojrzeliśmy sobie w oczy i nagle poczułam, że na mnie patrzy. Nie przeze mnie lub w moim kierunku. NA MNIE. Czas jakby się zatrzymał.

Oczy ci się nie zmieniły – wyszeptał. Wstał. Ja wstałam. Przytulił mnie, niezgrabnie, jakbyśmy się dotykali pierwszy raz w życiu, a nie byli rodzicami trójki dorosłych dzieci.

Odchylił moją głowę i delikatnie pocałował. To był najsłodszy pocałunek świata. Nasze usta pachniały kawą. Od delikatności szybko przeszliśmy do gwałtowności i w końcu nasze małżeńskie łóżko już nie było tylko miejscem odpoczynku, snu, polem podzielonym na dwa obszary niewidzialną miedzą, której żadne z nas od lat nie przekraczało.

I okazało się, że nie muszę nic więcej robić. Uwierzyłam, że mogę stać się dawną sobą – oczywiście moje ciało miało jeszcze sporo nadwagi, ale jemu to nie przeszkadzało. Nagle zobaczył we mnie to, co dawniej. To ja przestałam się godzić na bycie rozlazłą kurą domową bez ambicji. To ja postanowiłam się zmienić. I on to docenił. Chyba teraz będzie już dobrze. Chyba nam się udało, chociaż jeszcze wczoraj taka romantyczna sytuacja wydawała się niemożliwa.

Jutro pójdę kupić jakiś poradnik – jak kiedyś, piętnaście lat temu kupiliśmy „Kamasutrę”. Teraz pewnie przyda nam się coś innego. Bo kontakt z nim jest jak powrót do domu, ale ma też w sobie coś nowego, świeżego, gwałtownego. Ogień rozpala się na nowo.

Renata:

Pewnego dnia uległam i dałam zaprosić się na spacer. Przywitał one sak uroczyście, wręczył pachnącą różę. Tak jakby chciał się oświadczyć – taka pełna wzniosłości chwila Długo rozmawialiśmy i wyznał, że ciągle nie jestem mu obojętna. Od ponad dwudziestu lat! Że to nie tylko seks, ile cała jako zjawisko go fascynuję. Że nigdy nie spełnił się z żadną mną kobietą tak jak ze mną. Zaczął wspominać nasz romans. Pamiętał najdrobniejsze szczegóły! Wzruszyło mnie to i ogrzało moje zamrożone serce. A potem, na pożegnanie, pocałował. Pierwszy raz od wielu lat. Namiętnie, szczerze. Za krótko. Świat przestał dla nas istnieć. Zatraciliśmy się w tej chwili. I nagle to poczułam. Jak stwardniał pod wpływem tylko tego pocałunku!

I wtedy zrozumiałam, że nieważne, ile mamy lat i jakie doświadczenia w sobą. Zawsze możemy być dla kogoś atrakcyjni, ważni. Ktoś może nas pożądać i my kogoś możemy pożądać. Tylko często to przegapiamy. In przegapiłam wiele lat. Jednak być może dzięki temu zobaczyłam siebie w nowym świetle.

Od czasu, gdy się poznaliśmy, dwadzieścia lat wcześniej, moja figura się mieniła. Mam wałki tłuszczu na plecach i brzuchu, który jest moją zmorą. Nie mówiąc o biodrach i tłustym tyłku. Coś tam jednak z resztek dawnej mnie pozostało. Włosy, gładka cera, drobne ręce i stopy.

A tu się okazuje, że mój dawny kochanek uważa mnie za ósmy cud świata! Nic mu nie przeszkadza, mało tego, to, co ja uważam za wady mojego ciała, jemu się podoba. Mówi, że mam piękną, podniecającą pupę. Że urosły mi piersi i są śliczne. Podnieca się wyłącznie pod wpływem mojego spojrzenia i bliskości. I ja jestem nieatrakcyjna?

On też się nie zmienił w moich oczach. Przybyło mu trochę zmarszczek wokół oczu i włos się lekko przerzedził, trochę posiwiał, ale to tylko dodaje mu uroku. Ma nadal piękne, zmysłowe usta i głębokie błękitne spojrzenie. A jego delikatny, lecz zdecydowany dotyk rozpala mnie do szaleństwa.

Seks smakuje mi teraz o wiele bardziej niż kiedyś. Wypełnia każdą przestrzeń mojego ciała. Jesteśmy o wiele śmielsi erotycznie niż dawniej. Wtedy było doskonale, a teraz to prawdziwe niebo.Próbujemy nowych doznań, mamy dla siebie więcej czasu. Rozmawiamy o tym, co odczuwamy, jak reaguje nasze ciało. Gdy byliśmy młodsi, takie rozmowy nas krępowały, nie mieliśmy na nie czasu. Dzięki gorącym słowom głębiej i pełniej przeżywamy spełnienie, poznajemy, jakie rządzą nami emocje. Jestem ponownie zakochana. Bez reszty. A jednak potrafię nad tym panować, bo jestem osobą dojrzałą i mam dystans do różnych spraw. i Bardziej doceniam to, co czuję. Szalejemy – wszędzie. Zahamowania zostały daleko z tyłu.”

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Beaty Znamirowskiej-Soczawy „Teraz mogę wszystko”.

http://seksualnosc-kobiet.pl/tozsamosci/seks_piecdziesieciolatek

Taka dziwna rozmowa i osłupienie moje!

Powiedzcie mi co jest nie tak w sprawie uświadamiania młodzieży odnośnie seksualności i oczywiście zapobiegania niechcianej ciąży?

Co tutaj w Polsce nie gra? Czy to rodzice nie potrafią swoich latorośli odpowiednio przygotować do dorosłego i odpowiedzialnego życia w tej sferze, czy też lekcje religii zabierają czas na uświadamianie młodzieży w szkole, by wiedziały, że seks to nie jest tylko przyjemność i zabawa, ale poważna sprawa?

Jakże często młodzież w gronie rówieśników pragnie zaimponować, że ten pierwszy raz ma się już za sobą!

Młodzież uważa, że jest już dorosła, ku mojemu ubolewaniu, bo już 14 letnie dziewczynki zakochują się w swoich rówieśnikach i cierpią zawody miłosne jak dorosła młodzież. Mają swoje dylematy sercowe i w zasadzie jest to normalne w dobie Internetu, portali społecznościowych i tym całym dostępem do filmów porno, które o wiek nie pytają.

Widziałam trzy, a może cztery razy odcinki paradokumentu na TVN pt. „Szkoła” i wiecie co? Przeraziłam się, ponieważ wachlarz problemów młodzieży pokazany w tych odcinkach odbierało mi często mowę. Kiedy usłyszałam, że dziewczynka 15 letnia postarała się, aby do picia kolegi wlać krew miesięczną, co miało sprawić, że się w niej zakocha – zdębiałam!

Nie wiem komu służą takie seriale, bo z pewnością nie młodzieży je oglądającej. Robi się papkę w mózgu jakże jeszcze niedoświadczonej dzieciarni i uczy się ich tym sposobem ogromnej głupoty. Ręce opadają, że telewizja w XXI wieku bierze udział w ogłupianiu młodzieży, zamiast pokazywać im zdrowe zachowania.

Zmierzam do tego, że dziś wyszłam z moim pieskiem na siusiu, a że mój pies nigdy nie załatwia się obok miejsca zamieszkania, to wyprowadzamy ją za sklep na obrzeżach miasta, za którym jest wielkie pole, a więc nie obsikuje podwórka i nikt nie ma do nas pretensji, bo z ludźmi różnie to bywa. Tak jest od 11 lat i nikomu się nie naraziliśmy, że nasz pies obsrywa blokowe trawniki!

Wyszłam więc z moim psiakiem, którego odpięłam ze smyczy i stanęłam pod daszkiem sklepowym, bo trochę padało, a tu nagle usłyszałam rozmowę dwóch nastolatek, którą mimo woli usłyszałam.

Kurzył się dymek i pannice paliły papierosy, a więc może uciekły ze szkoły na wagary, bo była to wczesna godzina, albo do szkoły nie dotarły choć obie miały plecaki szkolne.

Nie chciałam rzecz jasna podsłuchiwać, ale się nie dało, bo dziewczyny były dość głośnie i dotarła do mnie rozmowa:

– Kaśka, a wiesz co? – Boję się, że jestem w ciąży, bo od trzech tygodni nie mam ciotki. – Boję się, że jestem w ciąży!

– Hej nie panikuj – uspokajała koleżanka. 

– Ty Kaśka powiedz mi, czy ja mogłam zajść w ciążę z Bartkiem, skoro kochaliśmy się w fotelu, a ja byłam dziewicą i to wszystko wypłynęło ze mnie? – To chyba nie możliwe, bo zachodzi się w ciążę chyba tylko w łóżku, a my to zrobiliśmy w fotelu jego ojca, a więc chyba nie mogę być w ciąży co?

Dziewczyny dalej dyskutowały, ale mój pies przyleciał mnie zabrać.

Zapięłam smycz, ale po drodze brzmiały mi w uszach słowa jakże niedoświadczonej dziewczyny i ten fotel i ta niechciana ciąża i ten brak miesiączki, oraz utracone dziewictwo – od trzech tygodni.

Pomyślałam sobie, że kiedy byłam nastolatką, to uczyłam się seksualności i planowania rodziny z jedynej książki, która krążyła pod ławką w szkole średniej i wszystkie się tak w klasie edukowałyśmy, a teraz? 

No właśnie, a teraz nawet Internet i kupa wiedzy w nim nie uczy i nie edukuje, a więc co tu jest grane?

Lwa Starowicza zdziwko wzięło, ale On już jest chyba starej daty

Przypadek, którego nie zapomnę. Żona polubiła kochankę.

Na jedną z wizyt przyszła do mnie para, której źródłem wszystkich problemów była niewierność męża. Żona odkryła romans przez przypadek, odczytując e-maile swojego partnera. Bardzo często tak żony dowiadują się o zdradzie. Moja pacjentka zaczęła wypytywać męża, od kiedy ją zdradza i kim jest kochanka.
Związek małżeński pacjentów trwał już dwa i pół roku. Mężczyzna bardzo nie chciał go zakończyć. Żona jednak była zła, rozżalona, miała wiele pretensji do męża i nie potrafiła mu już zaufać. Postawiła mu ultimatum: rozstanie nie będzie konieczne, jeśli poddadzą się terapii małżeńskiej.Para zaczęła sesje, na których analizowaliśmy ich relację od momentu poznania aż do chwili, gdy żona odkryła zdradę. Jednak wciąż czułem, że nie przebiegają one tak, jak powinny. Dwie strony deklarowały przecież potrzebę utrzymania związku, wydawało się, że terapia powinna pomóc parze. Postanowiłem porozmawiać z każdą ze stron osobno, zwłaszcza z żoną. Nieoczekiwanie okazało się, że pacjentka porozmawiała z kochanką męża. Dodatkowo kobiety się zaprzyjaźniły. Rozmawiały wiele razy o mężczyźnie, którego obie kochały, wymieniając się wieloma szczegółami. Zaczęły wręcz współpracować, omawiając wspólnie tematy, jakie miały się pojawić na sesji.Najważniejsze jest to, że zarówno kochanka, jak i żona nie chciały wcale „zniszczyć” swojego ukochanego, tylko wręcz przeciwnie, planowały, jak doprowadzić do tego, by obie mogły z nim mieszkać. Stwierdziły, że nie warto toczyć wyniszczającej walki, której skutkiem może być depresja.

Do dziś mam kontakt z parą i wiem, że plan się ziścił: żona, kochanka i mąż mieszkają razem z trójką dzieci. Dwójkę mężczyzna ma z żoną, trzecie zaś z kochanką. Oczywiście zdarzają się kłótnie między kobietami, ale wiedzą, że muszą szukać kompromisów, ponieważ żadna nie jest w stanie zrezygnować z bliskiej relacji z tym mężczyzną.

Bardzo rzadko spotykam się z takim przebiegiem i wynikiem terapii małżeńskiej. Myślę, że nie warto naśladować tej pary, ale trzeba pamiętać, że ludzie czasami niestandardowo rozwiązują swoje problemy.

*prezes Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego 

http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,18932611,przypadek-ktorego-nie-zapomne-zona-polubila-kochanke.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza

Myślę, że w dzisiejszych, wyzwolonych czasach o wiele więcej mogłoby zdziwić naszego naczelnego seksuologa, bo dzieje się, oj dzieje się o wiele gorszych i zdumiewająch rzeczy i może kiedyś postaram się o tym napisać. ! 😀

On jej tłumaczył, że to był tylko seks!

Kiedy 40 letnia Mirosława wkładała do pralki pranie, zawsze sprawdzała, czy nie ma czegoś w kieszeniach, a także segregowała wszystko kolorami. Zauważyła na spodniach męża długi, rudy włos, a kiedy powąchała męża koszulę to wyczuła damskie perfumy, ale to nie był jej zapach.

Zapaliła się jej czerwona lampka, jak to bywa u każdej kobiety, żony, której zaczęła układać się układanka jak w puzzlach. Zaczęła przeglądać w myślach, automatycznie ich ostatnie miesiące.

Kiedy chciała uprawiać z mężem seks wieczorem, to ten ostatnio wymigiwał się z prozaicznego powodu, że jest zmęczony, bo w pracy ma masę stresu i obiecywał, że to się zmieni, kiedy wyjadą w końcu na urlop, aby nadrobić, to, co tak jej umykało bezpowrotnie.

Zawsze kochali się w wielkiej radości i Mirce wydawało się, że ich seks po 20 latach małżeństwa nic nie stracił na fascynacji, ale ostatnio była bardzo zawiedziona, bo czuła się zaniedbana.

Mąż Mirki, to wysoko postawiony pracownik banku z własnym, świetnie wyposażonym gabinetem, a Mirka miała bardzo dobrze prosperujący salon fryzjerki. Powodziło się im świetnie finansowo, a i ich dzieciom, już prawie dorosłym – niczego nie brakowało, a więc żyć i nie umierać.

Kochała okropnie męża za jego spokój i roztropność życiową, a ludzie ich postrzegali za wyjątkowo udaną parę i z cicha niektórzy Mirce zazdrościli, że tak dobrze jej się ułożyło, a zwłaszcza koleżanki z pracy, które swoje związki określały jedynie za poprawne.

Ten włos i zapach tych perfum nie dawały jej spokoju. Otworzyła Internet i poszukała w swojej miejscowości firmy detektywistycznej od znajdowania dowodów zdrady.

Taka firma słono każe sobie płacić, ale zleciła zadanie, by szpiegowali jej męża, bo coś jej się nie zgadzało w związku. Oczekiwała szczerości, a jednak coś jej podpowiadało, że tej szczerości już nie ma.

Ekipa zabrała się za śledzenie i okazało się, że mąż Mirki udaje się często do pewnego mieszkania i zostaje tam na dwie, do trzech godzin. Ekipa swoimi znanymi sposobami zamontowała w owym mieszkaniu kamerki z podsłuchem i czekali na efekty.

Mąż Mirki uprzedzał swoją kochankę, że będzie za 15 minut, a potem sprawy rozgrywały się błyskawicznie. Ekipa dowiedziała się, że mąż Mirki sponsoruje młodą siksę i mieszkanie było jego, które wynajmował siksie za seks, a ta mimo, że miała narzeczonego w ten sposób dorabiała sobie i zgadzała się na warunki i sponsoring.

Kiedy Mirka otrzymała płytę z nagraniem tego, co jej mąż wyrabia z prostytutką, to natychmiast powiadomiła o tym dyrekcję banku, w którym pracował jej mąż, co skutkowało jego zwolnieniem.

Złożyła sprawę o rozwód z orzeczeniem o jego winie, a także wykopała go z domu i powiedziała o wszystkim narzeczonemu małej dziwki i jej rodzicom, którzy myśleli, że córka studiuje w dużym mieście.

Minął rok od sprawy, a Mirka wciąż się podnosi z traumy, ale jest silna i jej się uda, a mąż? Jest nadal bez pracy, jako skompromitowany koleś, od którego odwróciły się jego własne dzieci.

Koleś klęczał i przepraszał tłumacząc się głupio, że to był tylko seks, ale Mirka nie chce słyszeć już o niczym i otworzyły się jej oczy, że przez 20 lat żyła obok mężczyzny, który dobrze grał swoją rolę męża.