Archiwa tagu: Ojciec

Macierzyństwo wczoraj i dziś!

Obraz może zawierać: w budynku

Mam taki kolaż, który zrobiłam w gotowej ramce jakieś 30 lat temu.

Często na niego patrzę i tak sobie myślę, jakie było to moje macierzyństwo?

Zawsze chciałam mieć rodzinę, taką dobrą, lepszą od rodziny jaką stworzyli moi rodzice.

Zawsze sobie mówiłam, że będę dobrą matką, a mój Mąż lepszym ojcem dla swoich dzieci.

Oboje byliśmy poharatani przez rodziców, a zwłaszcza ojców i dlatego marzyła  mi się rodzina bez blizn, co różnie, niestety było.

Nie ma chyba małżeństwa na świecie, którym się układa jak po różach, bo niestety, ale zdarzają się kataklizmy i musimy wszyscy przez to przejść i chwała tym, którym się udaje.

Matką starałam się być na 100%, choć wiem, że popełniłam po drodze masę błędów jak każda matka zresztą.

Kiedyś może od swoich Dzieci my rodzice usłyszymy jakieś żale  i uwagi i weźmiemy to  na klatę, to tylko to już można zrobić.

Moje dzieci mają już swoje rodziny, dzieci i one też popełniają błędy, choć starają się swoje dzieci wychowywać książkowo, kiedy ja takich porad wychowawczych nie miałam i wychowywałam je intuicyjnie.

Znalazłam na Facebooku poniższy wpis o zmęczonej mamie, która płacze w ukryciu, bo jest  wyczerpana –  pełna obaw i się obwinia, czy jest dobrą matką.

Zaczęłam grzebać w pamięci, aby sobie przypomnieć kiedy płakałam z powodu dzieci.

Płakałam kiedy był Stan Wojenny, a ja nie miałam dla swoich dzieci nawet budyniu, kisielu, herbatników, jajka.

Nie miałam czym nakarmić  swoich dzieci, bo w sklepach stał tylko ocet.

Drugi raz płakałam, kiedy moja druga Córka zachorowała i znalazła się w szpitalu, bo lekarze zapisywali zbyt dużo antybiotyków i dziecko zachorowało na anemię.

Kochałam i kocham swoje dzieci, choć pamiętam, że byłam dość szorstką matką, bo musiałam trzymać się grafiku.

Budziłam je o 5 rano, by je nakarmić i odstawić do przedszkola oddalonego sporo od domu, a sama musiałam się stawić punktualnie w pracy na godz. 7.oo

My matki PRL- u nie miałyśmy łatwo, bo w każdej ciąży pracowałam do ostatnich dni, a mimo to, podołałam i nigdy nie żałowałam, że jestem matką!

Nie wyłam do księżyca, że mam dość!

Teraz trochę czytam w Internecie, że młode mamy są przemęczone, sfrustrowane macierzyństwem, choć mogą iść na zwolnienie od pierwszych dni ciąży.

Mają w sklepach wszystko, co potrzebują i nie muszą prać,  gotować pieluch, przecierać zupek, polować w sklepach niemal na wszystko.

Mimo to są zmęczone rolą matki i to jest chyba znak czasów, że wszystko powinno być łatwe i przyjemne, a jeszcze do tego psychologowie mieszają matkom w głowach!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i w budynku
DO ZMĘCZONEJ MAMY…

„Do zmęczonej mamy, która chowa się na kilka minut pod prysznicem, żeby trochę popłakać… Do mamy, która ukrywa się w łazience, bo potrzebuje kilku minut spokoju, kiedy z jej oczu płyną łzy. Do mamy, która jest tak zmęczona, że nie może już nic więcej zrobić i oddałaby wszystko za chwilę spokoju. Do mamy, która płacze cicho w pokoju, bo nakrzyczała na dzieci bez powodu i teraz ma poczucie winy.

Do mamy, która desperacko usiłuje wcisnąć się w dżinsowe spodnie, bo chce wyglądać ładnie i poczuć się lepiej. Do mamy, która zamawia pizzę na kolację, bo znowu nie miała czasu, żeby zrobić kolacji, tak jak się tego spodziewała.

Do mamy, która czuje się samotna, nawet kiedy nie jest sama.

Jesteś wartościowa. Jesteś ważna. Jesteś wystarczająco dobra.

To tylko etap, wymagający czas dla wszystkim mam. To wszystko okaże się jednak tego warte. Teraz jest ciężko. To trudne na wiele różnych sposobów dla każdej mamy. Nie zawsze o tym rozmawiamy, ale wszystkie walczymy. Nie jesteś sama. Dajesz z siebie wszystko.

Te małe oczy, które Cię obserwują, uważają Cię za idealną, myślą, że więcej niż doskonała. Te małe ręce, które proszą byś wzięła je w ramiona, myślą, że jesteś najsilniejszą osobą na świecie i możesz podbić świat.

Te małe usta, które jedzą to, co gotujesz, uważają, że jesteś najlepsza. Te małe serca, potrzebują Twojego, nie chcą nikogo oprócz Ciebie. Jesteś dla nich wystarczająca, jesteś więcej niż wystarczająca, mamo. Jesteś cudowna!

Źródło: The Mum Source”

Reklamy

Dzień Ojca!

Obraz może zawierać: 3 osoby, dziecko i niemowlę

Wykopałam to zdjęcie z pudła i nawet nie wiedziałam, że je mam.

Moi już nieżyjący Rodzice i tak patrzę na to zdjęcie i chce mi się wyć!

Byli  tacy ładni i na zdjęciu, tacy szczęśliwi,  pasujący do siebie, a ja w środku zadowolona i też uśmiechnięta.

Na zdjęciu mam chyba z 8 miesięcy, a więc to był 1957 rok.

Rodzice chyba się na tym etapie kochali i kochali mnie, skoro wybrali się razem do fotografa zrobić zdjęcie na wieczną pamiątkę.

Rodzice mieszkali chyba w Pruszczu Gdańskim i w tym mieście, to zdjęcie zostało zrobione.

Patrzę więc na to zdjęcie i zadaję sobie pytanie – co poszło nie tak z moimi Rodzicami?

Będąc niemowlakiem nie mogłam sobie zdawać sprawy z tego, że się rozwiodą po 17 latach pożycia i to ja prosiłam Mamę, by złożyła pozew rozwodowy, bo Ojciec by nas wszystkie pozabijał.

Ojciec był kapitanem w Wojsku Ludowym i nagle system go zniszczył, a to przerodziło się w alkoholizm i znęcanie się nad rodziną.

To było istne piekło i naprawdę nie pamiętam dobrych chwil z Ojcem w tle, ale pamiętam agresję, bicie, awantury, znęcanie się!

O ile Mama sobie dobrze radziła jako rozwódka, to Ojciec kompletnie sobie nie radził, a więc wkraczałam, by mu pomóc wychodzić na prostą.

Walczyłam o to, aby umieścić go w dobrym Domu Spokojnej Starości i się udało.

Pewien Ordynator pomógł mi to załatwić i tak Ojcu przedłużyłam życie o 7 lat.

Miał świetną opiekę i przestał pić, ale coś się działo z jego psychiką i popełnił samobójstwo w 1998 roku.

Dziś obchodziliśmy Dzień Ojca i automatycznie włączyły mi się wspomiienia.

Kochałam go na swój sposób, chociaż w chwili amoku chciał mnie zadźgać nożem, co pamiętam bardzo dokładnie.

Minęło tyle lat, a ja biłam się z myślami, czy mu wybaczyć to, że mnie bił i wylewał na mnie swoją frustrację.

Zaczęłam z czasem rozumieć, że system w wojsku kompletnie go zniszczył i tak reagował na przegraną karierę wojskową.

Po kilkunastu latach wybaczyłam, bo zdałam sobie sprawę z tego, że był ambitnym facetem, ale przegrał z Kiszczakiem.

Ojciec miał jeszcze dwóch braci, którzy już także nie żyją.

Mama odeszła 1 lutego 2019 roku i z jej strony także wszyscy umarli i ja gdyby nie moje Córki i Mąż zostałabym na tym świecie samotna jak pies!

Moja Mama ze zdjęcia – kobieta o wielkich, pięknych,  oczach zadecydowała, że przepisze wszystko, co ma mojej Siostrze, a więc tym bardziej ostałam się sama z wieloma pytaniami, na które już nie otrzymam żadnej odpowiedzi.

A na zdjęciu było tak bosko!

26 maja 2019 – to bardzo ważna data dla Polski!

Podobny obraz

Za chwilę nastanie cisza wyborcza, a ja mam plan na wyborczą niedzielę.

Będzie to inny dzień dla mnie, bo trochę się zadzieje.

Wstanę gdzieś około 10 rano, bo teraz tak długo śpię i zacznę się szykować do wyjścia, aby zagłosować na zaufane nazwisko do Parlementu Europejskiego.

Kiedy spełnię z Mężem swój obywatelski obowiązek, to wybiorę się na cmentarz i z okazji Dnia Matki zapalę Matce i Ojcu światełko.

Mamy nie ma wśród nas już trzy miesiące, ale ja Jej przez ten czas nie odwiedziłam na cmentarzu, bo zostawiła we mnie wielki żal i do dziś się z tym nie pogodziłam.

Chce się wyć!

Okazało się, że nie byłam dla Niej ważna, bo posłała mnie po śmierci do Sądu, tak jakby miała tylko jedno dziecko.

Kiedy była na początku choroby, napisałam do Niej list od siebie i napisałam jak bardzo Ją podziwiałam przez całe, moje życie, ale list ten przepadł i stało się tak, że jakbym go nigdy nie napisała i zostało masę niedomówień.

Myślałam, że ten list w nas wzbudzi powód do wspomnień, czegoś sobie do wyjaśnienia, ale przepadł w maminej szufladzie.

Jest mi do dzisiaj strasznie przykro, ale muszę nauczyć się żyć z odrzuceniem.

Postanowiłam jednak, że pójdę na cmentarz i pokonam swój żal i to cholerne wydziedziczenie.

Tu nie chodzi o kasę, a o prawdę i odpowiedź na pytanie – dlaczego?

Opiekowałam się Nią i wiem, że chorowało Jej ciało, a głowę miała niesłychanie przytomną, a mimo to nie wyjaśniła mi niczego i zostawiła ze znakami zapytania.

Kiedy wieko trumny zakryło nieboszczkę, urwały się telefony i nastała rodzinna cisza!

Ale…

Potem będzie już tylko milej, bo moje Dziecko zaprasza nas na uroczysty obiad  z okazji Dnia Matki i to jest dobra nowina dla mnie i mojego Męża.

Posiedzimy sobie pewnie na tarasie, który jest piękny – w otoczeniu zieleni i kwiatów, bo na zachodzie Polski pogoda się klaruje i jest słonecznie, czego życzę Polsce południowej, w której powodzie i wichury unieszczęśliwły tyle rodzin i domostw.

Po powrocie do domu będę czekała na godzinę 21.oo, kiedy to zacznął spływać wyniki z wyborów.

I mam taki apel:

Ojczyzno

1. Nie oddajmy naszej Polski XXX
Nie oddajmy XXX naszych praw
Nie prowokuj Jarosławie swych rodaków
„By nie ostał ci się jeno …..

Między Moskwą a Brukselą jest Warszawa
W której żyją ludu sorty wrogie dwa
Jedni nie chcą dyktatury Jarosława
Drugim dyktatura jego „pasie, Gra”

2. Rządy PiS-u wiodą naród do upadku
Wiodą suwerena nad przepaści skraj
Dobry Boże nie zasypiaj, daj im mądrość
A nam siłę i odwagę ojcze daj.

Byśmy mogli swą Ojczyznę uratować
Od faszyzmu, dyktatury, krwawych dni
Byśmy mogli suwerenność swą zachować
Byśmy nadal w wolnym kraju mogli żyć.

3. Mały poseł wraz ze świtą mu poddaną
Niszczy wszystko co się demokracją zwie
Najpierw TK, teraz sądów niezawisłość
Czego ten szaleniec od rodaków chce.

Nie pozwólmy na kolejne zniewolenie
Rozsiewanie nienawiści pośród nas
Nie pozwólmy aby przyszłe pokolenie
Otrzymało w spadku utracony czas.

4. Nie oddajmy naszej Polski XXX

Nie oddajmy XXX naszych praw
Nie prowokuj Jarosławie swych rodaków
„By nie ostał ci się jeno sznur lub staw”

BROM – Berlin 20.07.2017

Andrzej Klukowski

 

Warto być przyzwoitym!

Znalezione obrazy dla zapytania spadek

Pani Julia kiedy jej mama została wdową, to sprowadziła ją do swojego miasta i wzięła pod swój  dach.

Mama pani Julii przystała na taki układ, gdyż bała się samotności i chętnie się spakowała i zamieszkała u córki.

Była pełna werwy, a więc szykowała rodzinne obiady, kiedy pani Julia i jej mąż byli w pracy.

Dom był duży, a więc mama miała swój, osobisty pokój, gdzie mogła wypoczywać, oglądać telewizor, czy też poczytać.

Pani Julia z mężem pracowali bardzo ciężko i do późnych godzin, a więc dom ogarniała mama, ale nigdy się nie skarżyła i w domu nie było nigdy żadnych zatargów, a i mąż pani Julii nigdy nie wszedł w konflkt z teściową.

Mama pani Julii lubiła też latem pogrzebać w przydomowym ogródku, a także czuwała nad dziećmi pani Julii, które babcię bardzo szanowały i kochały.

Żyli w takiej symbioze ładne, parę lat i wszystko do siebie pasowało i się układało.

Mama pani Julii miała jeszcze dwie córki, mieszkające w innych miastach, ale to była zgrana rodzina i spotykali się na wspólne świętowanie i celebrację rodzinnch stosunków.

Ta rodzina stanowiła przykład dla innych, że można żyć w rodzinie zgodnie i się nie sprzeczać i nie drzeć pierza.

Minęło parę lat i nagle mama pani Julii zaczęła chorować.

Pakowali ją do samochodu i jeździli z nią po lekarzach, a także pilowali, aby brała systematycznie leki, ale niestety było coraz gorzej i w końcu mama pani Julii wylądowała w łóżku, nie mogąc pokonać swojej choroby.

Pani Julia zrezygnowała z pracy i opiekowała się swoją, chorą mamą, a więc wykonywała wszystkie zabiegi niezbęde przy chorym jak mycie, karmienie, pilnowanie higieny, a także towarzyszenie matce prawie przez 24 h.

Nie była w tym sama, bo w opiekę włączył się też mąż pani Julii i jej już dorosłe dzieci.

Mama w końcu odeszła otoczona troskliwymi i kochającymi bliskimi.

Na pogrzeb przyjechali wszyscy i okryci żałobą, po stypie – usiedli do wspólnego stołu i między sobą podzielili wszystko, co po mamie zostało – sprawiedliwie!

Mama pani Julii nigdy nie napisała żadnego testamentu, bo wiedziała, że jej córki są przyzwoitymi ludźmi i żadna z nich się nie wyłamie, a podział majątku odbędzie się w spokoju i zgodzie.

Nikt nie musiał się awanturować, że komuś się więcej należy, a także nie musiał iść się sądzić o spadek, bo po prostu warto być przyzwoitym.

Znam jeszcze drugą, bardzo podobną historię, że po śmierci mamy wszystkie dzieci po pogrzebie podzieliły spadek po matce tak, że z narady wyprosiły swoich małżonków i tylko we wspólnym gronie – jako dzieci rozdysponowały wszystko między sobą – sprawiedliwie.

Warto być przyzwoitym, tak, aby do końca życia móc sobie spojrzeć w lustro.

Jeśli rodzina się rozpada, to najczęściej przez wiarę, politykę i pieniądze!

Mój tragiczny Ojciec!

 

Znalezione obrazy dla zapytania jaromin

Zajęło mi to bardzo wiele lat, aby w końcu dowiedzieć (domyślić) się dlaczego?

Dlaczego mój ojciec w 1997 roku targnął się na swoje życie, rzucając się z okna w Domu Pomocy Społecznej w Jarominie  – blisko Trzebiatowa.

Nie zostawił żadnego listu wyjaśniającego, co go popchnęło do tak drastycznej decyzji.

Do dziś było, to dla mnie wielką zagadką i w końcu zrozumiałam!

Nie umarł od razu, a dopiero w szpitalu, kiedy go odwiedziłam, to poprosił mnie o papierosa, bo był palaczem, ale uważałam, że nie może zapalić na szpitalnej sali i żałuję tego do dziś!

Opuściłam szpital mając nadzieję, że przeżyje, ale on umarł tak po prostu!

Chciałam, aby go pochowano w moim mieście i wysłałam karawan, ale za parę godzin dzwoniła do mnie prokuratura, że muszą zbadać, czy ktoś mu nie pomógł i karawan wrócił bez ojca.

Sprawa się przeciągnęła i prokuratura wydała ciało, a ja ponownie musiałam wysłać karawan po ojca i organizować pogrzeb.

Ojciec nigdy nie opowiadał o swojej młodości i nie wiem prawie nic o tym, jakim był człowiekiem, a wiem jeno tylko to, że był dobrym synem i pomagał matce w wychowaniu jeszcze dwóch braci młodszych.

Zbierał węgiel na torach dla matki i organizował jedzenie, aby matce ulżyć, gdyż nie miał już ojca.

Potem wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego i tam dość szybko piął się po szczeblach kariery.

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi

Poślubił moją mamę i pojawiłam się na świecie ja i moja siostra, ale w jego karierze zawodowej nie działo się dobrze, bo system był okrutny i tylko twardziele przeżyli.

Ojciec się rozpił i w końcu moi rodzice rozwiedli się po 17 wspólnych latach.

Kompletnie sobie nie radził jako mężczyzna samotny i w końcu trafił do szpitala w Gorzowie Wlkp., a tam ja rozmawiałam z ordynatorem, aby pomógł mi przeniesć ojca do Domu Opieki Społecznej i się udało.

Był w tym domu 7 lat i go odwiedziałam z Mężem, ale niestety stał się człowiekiem wycofanym i trudno było z nim rozmawiać.

Dom Pomocy w Jarominie to piękny dom, wyremontowany, tak jak na zdjęciu powyżej.

Żyją tam ludzie, którymi nie ma się kto zająć,  a także Senorzy, ale ojciec się tam nigdy nie odnalazł i nie nawiązał żadnej przyjaźni, jako dumny oficer wojska.

Na stronie tego domu przeczytałam taką opinię ,napisaną przez jednego z mieszkańców:

„Tutaj jest jak u Pana Boga za piecem , jak w sanatorium , jak w ośrodku wczasowym ; wczasy dozgonne , rehabilitacja , opieka , blisko misto , sklepy , banki , 2 wiele szpitale w Gryficach i Kołobrzegu , fachowa opieka , wysoki standard wew. budynków , internet – tylko żyć i nie umierać i o takich warunkach socjalno – bytowych każdy marzy w chorobie i na starość . Piszę to jako tutejszy mieszkaniec od 7 lat .

Wiesław Jóźwik”

Mój ojciec nigdy tego nie poczuł i dziś mnie oświeciło, że samobójstwo popełnił w wyniku samotości, bo nagle zdał sobie sprawę z tego, że jest kompletne sam na tym świecie, bo bracia byli daleko i w nosie go mieli, a ja nie mogłam być u niego zbyt często.

Mój ojciec nie był chory psychicznie, ale się w życiu pogubił, a ja mogę być z siebie dumna, że przedłużyłam mu życie o siedem lat.

Na jego nagrobku kazałam wyryć, że – „naszym smutkiem było twoje cierpienie”.

Po tylu latach zdałam sobie sprawę z tego, że on na swój sposób cierpiał i zdał sobie sprawę z tego, że nie ma nikogo bliskiego – blisko – zresztą na własne życzenie.

Ja na swój sposób kochałam swoich rodziców, ale widzocznie było to niezauważone.

Okazało się , że matka mnie wydziedziczyła, a siostra okradła w białych rękawiczkach.

Poczułam w sercu ten smutek i gdyby nie mój Mąż, to może bym podzieliła z żalu los mojego ojca!

 

Kiedy matka nie kocha

Znalezione obrazy dla zapytania odrzucene

 

Zawsze byłam niekochanym dzieckiem swoich rodziców i do dziś odczuwam to niekochanie mnie, choć liczę sobie po 60-tce.

Ojciec bił mnie jak mokre żyto, szydził, wyzywał, poniżał kiedy byłam wrażliwą nastolatką, w której powinno powstawać poczucie wartości i wkraczanie w dorosłość.

Byłam brunetką, a więc dojrzewałam tak, że pojawił mi się pod nosem mały wąskik, którego tak bardzo się wstydziłam, a on to wyśmiewał i śmiał się z mojego dojrzewania.

Zawsze mówił, że nic dobrego ze mnie nie będzie i do niczego w życiu nie dojdę, a kiedy się broniłam, to łapał, co pod ręką i walił mnie tym po głowie. Cierpiałam w samotności, bo matka też była wystraszona i stłamszona.

Kiedy jej broniłam, to dostawałam jeszcze więcej razów i takie traktowanie odbiło się na moim, całym życiu i te obrazy wracają bardzo często!

Moja matka odeszła ponad miesiąc temu i zdałam sobie sprawę z tego, jak mnie nie lubiła, choć z pewnością na swój sposób kochała.

Zrobiła coś takiego, że na razie o tym pisać nie chcę, ale poczułam jak za grobu dała mi plaskacza, że od miesiąca chodzę prawie po ścianach, bo taki mi numer wywinęła.

Nagle zrozumiałam, że ja dla swoich rodziców byłam bardzo mało ważna, a matka udawała przed obcymi, że mne kocha, a w rzeczywistości tylko tolerowała i wykonywała przy mnie zabiegi, aby tylko je wykonać i być poprawną wobec ludzkich języków.

Owszem, bo wiele razy mi pomogła w życiu, ale bardziej z obowiązku, aniżeli z miłości, bo co by ludzie powiedzieli.

Podczas dwuletniej choroby, kiedy miała na początku jeszcze jasny umysł, ani razu mi nie powiedziała, że mnie kocha i przeprasza za krzywdę jaką mi zrobiła i nie próbowała nawet tego naprawić!

Byłam przy niej przez ten czas i czekałam na naprawienie błędu, ale się nie doczekałam i zostałam wyrzucona na aut, bez słowa przepraszam i niestety będę musała z tym żyć, choć  wiem, że będzie to wracało i drążyło, bo każde odrzucenie boli do końca naszego istnienia.

Mamo tak bardzo mnie skrzywdziaś, że jestem na etapie takim, że moja noga nie postanie przy Twoim grobie!

Tego się nie robi własnemu dziecku, które kochało Ciebie całym sobą i wiem, że o zmarłych źle sie nie mówi, ale są granice odrzucenia!

Moja matka mnie chyba nie lubi …

– Ona mnie chyba nie lubi … – powiedziała do ślubnego przy okazji ostatniej wizyty w rodzinnym domu. – Jak może Cie nie lubić? Przecież to Twoja matka, ona Cię kocha! – odpowiedział, widząc smutek na jej twarzy. – Kochać kocha, nie wątpię, ale to nie oznacza, że lubi …. Tego wieczora coś w niej pękło, nie że bez powodu. Chyba jak zawsze za dużo spodziewała się po tej wizycie. Myślała, że usiądzie z matką przy gorącej herbacie i jej się po ludzku wygada … jakiś ciężki czas miała ostatnio, tak potrzebowała kogoś bliskiego – kobiety („rozmów” z facetami – krótkich i rzeczowych, miała aż zanadto), ale dostała kosza … Nie pierwszy raz zresztą.

Nigdy nie były ze sobą przesadnie blisko. Oczywiście matka swoje rodzicielskie obowiązki wypełniała bez najmniejszych zastrzeżeń, ale nie było w tym …hmmm… chemii? Tak, tak, wiedziała, że może też najlepszą córką nie była – nerwowa, krzykliwa, uparta, no cóż, może też nie o takiej córce rodzicielka marzyła? Miała jednak wybór, córek wszak miała i ma dwie. Drugiej też daleko do ideału, ale ta (może z racji pierwszeństwa pojawienia się na świecie) bardziej chyba do gustu maminego przypadła. Starsza lubiła porządek, oszczędna była, każdą złotówkę odłożyła, nie to co ONA – bałaganiara, rozrzutna – co dostała to „rozesrała” jak mawiano. Nieraz wypominała matce, to, że czuje się gorsza, jednak albo spotykało się to ze stanowczym zaprzeczeniem i  stwierdzeniem, że „głupoty wygaduje”, albo z wielkim żalem, że też dziecku w ogóle takie rzeczy do głowy przychodzą. Co jednak począć skoro tak czuła? W sumie czuje do dziś … Pamięta obecność matki jedynie jako kompana na wizytach lekarskich (chorowita wszak była bardzo), czuwającą przy niej w chorobie – tak, matka jej to bardzo troskliwa kobieta; nie pamięta jednak wspólnych zabaw, wspólnego odrabiania lekcji, rozmów o życiu czy współżyciu… Nie upiera się, że takich nie było, może to efekt pamięci wybiórczej. Wiele rzeczy robiła, by zwrócić uwagę matki. Pochwał za „dobre uczynki” doczekać się nie mogła, więc przeszła na złą stronę mocy. Szybko jednak zauważyła, że buntowniczą postawą jeszcze więcej traci. Postanowiła więc, że stanie się matczyną dumą – udział w konkursach, olimpiadach, ba nawet sukcesy … nie wywoływały one jednak takiego entuzjazmu jakiego oczekiwała. Wolała się matka na niedociągnięciach skupiać. Nie, nie jakoś przesadnie, po prostu poświęcała im więcej czasu i uwagi. Nie zraziła się jednak ONA i do dziś jako dorosła kobieta dzwoni do matki, gdy odniesie jakiś sukces. Czeka na fanfary … Może się jeszcze kiedyś doczeka. Być może dotychczasowe (w jej ocenie) osiągnięcia są zdaniem matki po prostu zwykłym należycie wykonanym zadaniem…?

Opuszczała dom bez przesadnego żalu; wizyty ograniczyła do świątecznych występów, z  czasem i te okroiła do niezbędnego minimum, wywoływały w niej bowiem niedosyt, a może  niesmak … Teraz sama jest matką. Jaką? Chyba nie najlepszą, a może wymagania co do matczynej instytucji ma zbyt wysokie? Dzieci ma co prawda jeszcze małe; dadzą jej na pewno wiele okazji, by się wykazać. Ona jednak czuje, że powieli wzorce. Chyba już zaczyna powielać… Łapie się na tym, że każde ze swoich dzieci darzy innym uczuciem. Pomińmy miłość, bo tak jak matka ją kocha tak i ona kocha bezwarunkowo swoich potomnych, ale … lubi inaczej, za coś innego. Zauważa, że traktuje ich czasem niesprawiedliwie. Powiecie, że przecież wie jakich relacji z matką pragnęła, więc niech wypielęgnuje takie we własnym ogródku. Taki zapewne ma plan, ale wzorować chciałaby mieć się na kim …

Czytaj więcej: https://kobietapo30.pl/matka-mnie-chyba-nie-lubi/

Sukces polskiej, pisowskiej Policji – buhaha

Widzieliście to zdjęcie słodkiego bobaska? 

Obrazek

To 3-letnia Amelka uprowadzona przez uzbrojonych po zęby zamaskowanych bandytów z maskami na twarzach!
Pewnie widzieliście , bo ja przez parę dni jakikolwiek kanał informacyjny otworzyłam na TV – zaraz ją widziałam i relacje na gorąco (przez 3 dni te same) z akcji dzielnej PiS-owskiej policji!
Potem tą tragedią żyła już cała Polska a komunikaty były powtarzane do znudzenia:
Obrazek
– aż dzielni policjanci odbili z rąk bandytów zarówno dziecko jak i jego matkę.
Zaraz potem ujawniono portret herszta bandy – Cezarego:
Obrazek

Na szczęście to tylko ZAINSCENIZOWANE NA POTRZEBY MOTŁOCHU PRZEDSTAWIENIE.

Historia z „porwaniem” jest w całości wymyślona przez babcię dziecka!
25-letnia matka Amelki (żona Cezarego !!!) – mieszkała wcześniej z Cezarym (ojcem dziewczynki !!!) w Niemczech. Wróciła jednak do Białegostoku zabierając dziecko – pod wpływem matki, która nie przepadała za zięciem.
Ojciec Amelki – Czarek nigdy, nie stosował przemocy psychicznej, ani fizycznej wobec matki dzieci.
Przyjechał do Polski aby odzyskać dziecko i przekonać do powrotu żonę.
Żona Cezarego – Natalia i jej córka Amelia wsiadły do wypożyczonego przez niego auta dobrowolnie, więc nie ma mowy o porwaniu.

Zresztą Natalia przekazała informację że jest z nią wszystko w porządku i że udają się do domu do Niemiec.

W pewnym momencie doszło jednak do dziwnego incydentu, gdyż człowiek, który był z Cezarym wynajęty jako ochroniarz przez niego, prawdopodobnie przestraszył się wrzawy podniesionej w tej sprawie w mediach – zmienił jakby front, zmienił zdanie, po czym zaatakował gazem pana Czarka.
Potem udał się z dzieckiem i matką w kierunku Łomży, gdzie oddali się w ręce policji.

No to jak to jest naprawdę z tym … PORWANIEM DZIECKA (własnego zresztą)?

Autor: „D”

Mój świętej pamięci Ojciec!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Dziś obchodziliśmy „Dzień Ojca” i automatycznie włączyły mi się wspomienia z mojego dzieciństwa.

Nie da się w takim dniu nie wspominać swojego dzieciństwa, gdyż te wspomnienia same pojawiają się w głowie i nijak je odtrącić, czy też wyrzucić.

Z traumy dzieciństwa  leczyłam się sama przez, co najmniej 30 lat po wejściu w dorosłość i rozdrapywałam rany, które wryły się w moją psychikę.

Nie mogłam zrozumieć, że facet najpierw płodzi dzieci, a potem się nad nimi systematycznie znęca.

Przez Ojca byłam wiele lat wycofana, nieśmiała i czułam się po prostu gorsza.

Byłam smutna w szkole i byłam smutna w pracy, bo wyprał ze mnie poczucie własnej wartości bijąc mnie i rodzinę, a także wyzywał od najgorszych.

Mijały lata, a ja analizowałam dlaczego był tak złym człowiekiem, który nie potrafił się cieszyć, że ma kochającą go żonę i dobrze poukładane dzieci, z którymi nie było żadnych problemów.

Obie z Siostrą uczyłyśmy się bardzo dobrze, mimo, że w domu nie było do tego warunków, bo wszystko było rozbite w drobny mak, a w drzwiach nie było szyb.

W domu – w swoim pokoju założył sobie fermę kur i jakiegoś innego drobiu, a smród rozchodził się na całe mieszkanie.

Ojciec był słaby psychicznie i z tego po latach zdałam sobie sprawę.

Był oficerem LWP w stopniu kapitana i naprawdę doszedł daleko, a mimo to był w życiu nieporadny i kiedy zaczął zaglądać do kielicha, to w domu było tylko gorzej.

Mama wystąpiła w końcu o rozwód i myślała, że będąc sam w końcu zdejmie z siebie tą opowiedzialność za rodzinę i się otrzepie, a więc zacznie żyć już tylko dla siebie.

Jednak tak się nie stało, bo było tylko gorzej i gorzej, że kompletnie się załamał i zadał  z mętami, które go okradały z dość dużych pieniędzy.

Mój Ojciec nie potrafił żyć z nami i nie potrafił żyć sam!

Nie będę się dalej wgłębiała w temat, bo od 5 lat w końcu doszłam ze sobą do porozumienia i po prostu mu wybaczyłam, że tak skopał życie mojej całej rodzinie.

Ojciec sam odebrał sobie życie równo 20 lat temu i obiecuję sobie, że to będzie ostatni wpis na temat trudnego dzieciństwa, bo takie rozdrapywanie ran nie robi mi dobrze.

Wystarczy, że zapalę mu światełko kilka razy w roku i wspomnę, ale już nic nie napiszę.

Znalezione obrazy dla zapytania ty panie tyle czasu masz

 

Czy muszę się opiekować schorowanym rodzicem?

„Myślałam że zawsze będziemy młodzi, że świat poczeka. Nic nie poczekało.. Nie odkładajcie na później ani piosenek, ani egzaminów, ani dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości. (Agnieszka Osiecka)”

Nie jesteśmy wiecznie młodzi, bo z roku na rok – z sekundy, na sekundę się starzejemy i nie ma na to żadnej rady, aby ten proces zatrzymać!

Na moim blogu dużo miejsca poświęcam starości, bo sama już jestem w słusznym wieku i doskonale pojmuję, co spotkać mnie może:

– Mogę umrzeć we śnie i tak byłoby najlepiej,

– Mogę zachorować i stać się warzywem oraz męczarnią dla swoich Dzieci i Męża,

– Mogę w końcu wylądować w domu spokojnej starości,

– Mogę sama skrócić swoje cierpienie – sposoby są różne.

Niestety, ale w moim wieku myśli się bardzo często o starości i jaka czeka mnie alternatywa.

Jak to się potocznie mówi, że Panu Bogu starośc się nie udała i to jest wielka racja!

Dlatego my, jeszcze nie powaleni chorobą – cieszmy się z każdego, danego nam dnia. Próbujmy nie zgnuśnieć i nie zdziwaczeć, tylko dlatego, że w niedalekiej przyszłości czeka na nas niewiadome.

Na świecie żyje miliony ludzi, którzy są skazani na opiekę nad starymi Rodzicami i jedni sobie radzą lepiej, a drudzy gorzej.

Niedawno usłyszałam takie stwierdzenie pewnej kobiety – przed 60-tką, która ma chorą Matkę na raka, iż nie zamierza przestać rezygnować ze swojego, dotychczasowgo życia – tylko dlatego, że Matka choruje!

Można i tak, ale gdzie podziało się sumienie u tej kobiety, która w czasie choroby swojej  Matki wczasuje, jeździ do spa, oraz w odwiedziny i zwala w pakiecie opiekę na swoją – jedyną siostrę, która jest po zawale serca!

Proszę przyczytać list pewnej kobiety, która oddała Matkę do domu spokojnej starości i jej dylematy związane z tym, że w Polsce jest to wciąż nagannym czynem:

 

„Oddałam mamę do domu opieki. Zrobiłam to dla mojej rodziny, dzieci i męża”

 

Oddałam matkę do domu opieki. Tak, do domu starców. Zanim mnie ocenisz, przeczytaj. Mój ojciec zachorował, gdy miałam 25 lat. Nowotwór złośliwy i 5 miesięcy życia – tak brzmiał wyrok. Jeśli będzie miał szczęście, dożyje roku. Miał pecha, zmarł po 4 miesiącach. Miesiącach pełnych bólu i cierpienia. Patrzyłam jak gaśnie w oczach, jak z silnego niegdyś mężczyzny zamienia się w faceta, który nie ma siły utrzymać w ręku szklanki.

Byłam jego córką
Moim obowiązkiem było więc być przy nim i trzymać go za rękę. To ja dodawałam mu otuchy, to ja przekonywałam, że wszystko będzie dobrze, to ja ocierałam z jego twarzy łzy. Było mi ciężko, a nawet bardzo ciężko. Nigdy nie myślałam, że jestem z nim aż tak związana, że jego odejście aż tak mnie zaboli. Ojciec niewiele miał wspólnego z tatusiami, którzy sadzają swoje córki na kolana, chodzą z nimi na spacery, bawią się wspólnie i przytulają, gdy te wrócą do domu z rozbitym kolanem. Mój ojciec był twardym człowiekiem, nie okazywał uczuć. Facet, który okazuje emocje? To nie facet. Tak twierdził.

Nawet wtedy, gdy leżał w szpitalnym łóżku, nie usłyszałam od niego dobrego słowa. Byłam jego dzieckiem, musiałam więc przy nim trwać. Tak twierdził. Nie dyskutowałam, nie spierałam się. Zresztą, ja też tak myślałam.

Była jeszcze mama
Choć „była” to za duże słowo. Gdy usłyszała, że ojciec umiera, po energicznej, trochę przemądrzałej i ciekawskiej starszej pani, nie było już śladu. Nie, nie dlatego, że kochała ojca do szaleństwa. O miłości już dawno nie było mowy. Wielokrotnie chciała spakować walizkę, wziąć mnie za rękę i odejść. Nigdy tego nie zrobiła. Bała się. Wcale nie chodziło o to, że sobie nie poradzi. Bała się samotności.

To ja zajęłam się organizacja pogrzebu i podtrzymywaniem mamy na duchu. Miałyśmy już tylko siebie. Rodzina? Była, ale nie utrzymywałyśmy z nimi bliskiego kontaktu. Musiałam stanąć na wysokości zadania, zająć się mamą, domem, pracą. To ja musiałam zadbać o domowy budżet, choć miałam dopiero 25 lat. Z jednej, maminej pensji, nie dałybyśmy rady.

10 lat później miałam już swoją rodzinę
Męża, fantastyczną córeczkę i wiernego psa. Mama nie chciała z nami zamieszkać. Zawsze twierdziła, że dzieci powinny żyć swoim życiem. Pod jednym dachem z rodzicami? To kiepski pomysł. Kiedy zachorowała, wspomnienia powróciły. Znów miałam przed oczami cierpiącego ojca i płaczącą matkę. Znowu musiałam zakasać rękawy i stanąć na wysokości zadania. Najpierw niedowierzanie, potem łzy i strach. Przejdziemy przez to, damy radę – myślałam. Znów najbliższą mi osobę musiałam przekonywać, że wszystko będzie dobrze.

Chemia, operacja, oczekiwanie na wyniki. Nowotwór, który pozbawił moją mamę piersi, dał za wygraną. Myślałam, że wygrałyśmy, że wszystko będzie już dobrze. Jednak mama, coraz słabsza i coraz starsza, miała problemy z pamięcią. Zdarzało się, że nie wyłączyła kuchenki, zapominała gdzie jest, nie wiedziała, jak trafić do domu.

Alzheimer
Kiedy obcy człowiek w białym fartuchu przekazywał mi tę wiadomość pomyślałam: „Nie, teraz już nie dam rady. Nie mam tyle siły”. Jak mam ją w sobie znaleźć? Jak mam to wszystko zorganizować? Nie wiedziałam. Byłam pewna tylko jednego – moja mama nie może już być sama.

Sprzeciwiała się, płakała, prawie histeryzowała, gdy pakowałam jej walizki. Musiała z nami zamieszkać, to była jedyna możliwość. Mąż niechętnie, ale zaakceptował nową sytuację. Nasze nowe życie w niczym nie przypominało tego dawnego, dobrze znanego. Namiętność między mną a moim mężem dawno wygasła. „Mam się kochać z tobą, gdy twoja matka śpi za ścianą?!” krzyczał odpychając mnie. Bolało.

Kiedy były lepsze dni, a mama była dawną mamą, uśmiechałam się i cieszyłam, że wszyscy jesteśmy razem. Było dobrze. Tak normalnie. Takich dni było jednak coraz mniej, a my…powoli zaczęliśmy się od siebie oddalać. „Powinniśmy porozmawiać. Jakoś rozwiązać tą sytuację. Dłużej tak być nie może. Chcę, żeby było jak dawniej” – powiedział mąż pewnego zimowego poranka. Ja też tego chciałam, ale…co mogę zrobić? To moja matka.

-A dom opieki? Tam będzie miała profesjonalną opiekę, towarzystwo, nie będzie sama – zapytał mój mąż.
-Tutaj też nie jest sama. Przecież jest opiekunka…
-Opiekunka, która zabiera całą twoją pensję. Żyjemy z mojej pensji, oszczędności i marnej emerytury twojej matki. Chcieliśmy Zosię zapisać na kurs językowy. Skąd mamy wziąć pieniądze? Nie możemy nigdzie wyjechać, nie możemy wyjść do kina, do restauracji. Nie możemy normalnie żyć. Dobrze wiesz, że są lepsze dni, ale i gorsze. Gdy przychodzą te złe, boję się wrócić do domu. Nie chcę słyszeć krzyku, płaczu…Wiem, że to twoja matka. Zadbajmy o nią ale…inaczej.

Choć bardzo się tego wstydzę, przyznałam mu rację. Ja też tęskniłam za dawnym życiem. Za spokojem, bezpieczeństwem, miłością. Nie chcę już się bać. Nie chcę już dłużej zastanawiać się, czy moja matka jest bezpieczna, czy nic jej nie jest. Nie chciałam też sama podejmować tej decyzji. Porozmawiałam z mamą, wtedy, gdy był dobry dzień, gdy była „dawną mamą”. Nie krzyczała, nie protestowała. Zgodziła się. Pamiętam jej słowa: „Musisz żyć własnym życiem”.

Każdego dnia budzę się zlana potem. Sięgam po telefon, dzwonie do domu opieki, aby upewnić się, że moja mama ma się dobrze. Tylko wtedy mogę zacząć dzień. Czy mam wyrzuty sumienia? Każdego dnia. Gdy przekraczam próg domu opieki i widzę mamę siedzącą w kącie i próbującą przeczytać gazetę, łamie mi się serce. To ja powinnam siedzieć obok niej i jej czytać. Być przy niej. Trzymać ją za rękę. Jak kiedyś, gdy umierał ojciec… Zrobiłam to dla swojej rodziny. Dla mojego męża, dla mojej córki i dla…siebie. Musicie mnie oceniać?

http://mamadu.pl/125287,oddalam-mame-do-domu-opieki-zrobilam-to-dla-mojej-rodziny-meza-i-dzieci

Odrzucenie w rodzinie boli na zawsze!

Rodzina powinna być dla nas najcenniejszym azylem, gdzie możemy się schować, kiedy życie dorosłe nas smaga.

W rodzinie powinniśmy mieć oparcie, miłość, dobre słowo i bezpieczeństwo.

Niestety, ale często bywa tak, że w rodzinie mamy największych wrogów, którzy z różnych przyczyn  nas nie akceptują.

Potrzeba głębokiej analizy, aby dojść do tego, dlaczego jesteśmy w rodzinie czarną owcą – bez akceptacji.

Wydaje mi się, że jest mało takich rodzin, które byłyby idealne i nikt w takiej rodzinie nie był odrzucony.

Jakże często bywa tak, że jedno z dzieci jest szykanowane przez ojca, czy matkę.

Jakże często ich rodzone dziecko  jest dla rodziców mniej zdolne, brzydkie, koślawe i takie opinie dziecko słyszy w dzieciństwie.

Mój ojciec zawsze twierdził, że nie dojdę w swoim życiu do niczego, choć byłam wzorową uczennicą. Jakże często mnie poniżał, bo dojrzewałam, a kiedy się zestarzał, to tylko ja mu pomagałam.

Ten syndrom odrzucenia odczuwam do dzisiaj!

W każdej rodzinie – prawie – ktoś jest lepszy, a ktoś gorszy i dlatego jest odsunięty na boczny tor – pozostawiony sam sobie. Takie traktowanie bardzo boli i tkwi w danej osobie do końca jej dni!

Oto artykuł o tym jak sobie radzić z odrzuceniem:

 

Odrzucone dziecko może nie przeżyć i przeczuwa to. Strasznie się boi. W odrzuconym dorosłym jest ten sam lęk. Można go uleczyć, pracując wewnętrznie nad poczuciem własnej wartości. Kiedy poczucie odrzucenia zostanie uzdrowione pojawia się miłość własna.
Jak nauczyć się akceptować to, że czasem jesteśmy odrzucane? Jako kobiety, jako pomysłodawczynie nowych rozwiązań w pracy, jako córki, jako przyjaciółki? Jedyną radą jest pełna akceptacja siebie i kochanie siebiemimo wszystko. Kiedy uda nam się połączyć z niezmąconym niczym poczuciem własnej wartości, przestaniemy być wydane na pastwę cudzych opinii i zachowań. Przeżywanie odrzucenia jest potrzebne nam po to, żeby poczuć dawny ból i lęk. Uwolnić go i przekonać się, że energetycznie jesteśmy samowystarczalne. Wtedy dopiero nasze relacje nabiorą głębi i znaczenia. Będą prawdziwe, bo nikt nikogo nie będzie wykorzystywał z powodu lęku przed odrzuceniem. Jak z nim postępować, kiedy się ujawni?

1. Zaakceptuj fakt, że jest w tobie lęk przed odrzuceniem. Teraz, kiedy ktoś ciebie odrzucił, on się tylko ujawnił.

2. Skoncentruj się na sobie, a nie na sytuacji. To, co dzieje się w kimś, kto cię odrzucił, nie ma z tobą wiele wspólnego. Tyle, że masz poczuć swój ból z powodu odrzucenia. Nie analizuj dlaczego to się stało, nie próbuj wniknąć w psychikę drugiej osoby.

3. Zdefiniuj własną wartość. Poczuj wszystkie uczucia, które do ciebie przychodzą. Wysłuchaj głosu krytyka wewnętrznego, który będzie obwiniał za to odrzucenie. Obserwuj, co się w tobie dzieje. Oddzielaj prawdę od przekonań, które nie są twoje.

4. Podaruj sobie czas. Przeżycie bólu odrzucenia wymaga przestrzeni. Dlatego bądź cierpliwa, z życzliwością przyjmuj to, co się w tobie wydarza.

5. Otwórz się na nowe doświadczenia. Kiedy poczujesz, że ból już przemija, przenieś swoją uwagę z wnętrza na świat zewnętrzny. Rozejrzyj się, co nowego ma ci on do zaproponowania.

6. Otaczaj się życzliwymi ludźmi. Bolesny proces wewnętrzny zawsze jest trudny do przeżycia. Większość życiowej energii wykorzystywana jest właśnie na to przeżywanie. Dlatego potrzebujemy pomocy. Nie tylko tego, żeby ktoś cię wysłuchał, ale pomógł w codziennych obowiązkach.

 

http://zwierciadlo.pl/psychologia/zrozumiec-siebie/uzdrowienie-poczucia-odrzucenia