Archiwa tagu: starość

Odpieprzcie się od staruszki!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Przeczytajcie powyższe motto Coco Chanel i zapamiętajcie, że trzeba myśleć samodzielnie, ale najlepiej głośno.

Patrzę na naszych polityków – obojętnie z jakiej opcji i tak sobie myślę, że oni mają głowy jak sklep i wielką odporność psychiczną.

Czytam na FB, czy na TT komentarze skierowane do nich i gdybym ja była w polityce i takie bym otrzymywała komentarze i memy na swój temat, to bym tego nie wytrzymała psychicznie i wycofałabym się z polityki.

Ja wiem, że oni tam są wszyscy dla kasy, a nie z  troski o mnie i o Was, ale mają łby jak sklep – market i wszystko w tych głowach się pomieści, bo nawet najgorsze inwektywy kierowane do nich.

To samo dzieje się w rodzinach, że ktoś milczy i nie chce nikogo urazić, a ktoś inny wali w ciebie ile się da i z tego powodu nie ma ani grama skrupułów.

Jeśli chcesz jasności w rodzinie, to wal z grubej rury i wyłuszczaj draństwo, bo inaczej ciebie zjedzą jak piranie.

Nie można akceptować draństwa i wówczas trzeba myśleć głośno, a nie chować wszystko w sobie, bo wówczas dusza choruje i chce się wyć w samotności.

Nie wolno pozwolić sobie na to, że na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą, które twierdzą, że podczas choroby mamy, mnie nie było i dyskredytują mój wkład, bo dla nich to było takie nic!

Matka umarła i już nie mam szansy na zadanie pytania – dlaczego?

Co mi po mamie zostało:

  • stara patelnia,
  • płaszczyk, który jej kupiłam,
  • wazon wręczony na imieniny i dwie bluzki, kiedy tamci ludzie zgarnęli 79 tysięcy!

Uwierzcie, że nie chodzi mi o tą kasę, bo w  każdej chwili mogę z Sądu wycofać pozew, ale chodzi  o szacunek, że przez dwa lata byłam przy chorej i byłam na każde zawołanie!

W tym momencie czuję się oszukana, kiedy siostrzenica mi pisze, że nic dla matki nie zrobiłam i to boli mnie okropnie!

Byłam na tyle delikatna i niedociekliwa i nie spytałam, czy choć jakiś kąsek  matka zapisała na mnie, a teraz tamci ludzie mają wszystko w łapach i jeszcze mnie obrażają!

Powinnam już wówczas myśleć głośno, ale kultura osobista mi tego zabraniała i obudziłam się z ręką w nocniku.

Podczas choroby mamy miałam skierowanie do szpitala z powodu awarii serca, ale dla tych ludzi to była moja fanaberia!

Dziś ponownie od rodziny dostałam plaskacza i od południa chodzę i płaczę zamiast im powiedzieć – odpierdolcie się!

Mam swoje lata i nikt by nie chciał się zamienić ze mną na życiorys.

Przeżyłam tyle, że teraz mam prawo do swojego życia i odpoczynku, a wy zajmijcie się swoim życiem, swoją rodziną i dziećmi, gdyż mi się należy odpoczynek od życia i to ja powinnam być zapraszana na kawę w ramach wdzięczności, a nie odwrotnie – koniec, basta!

Nikt nie ma prawa dla swoich korzyści i wygody nas wykorzystywać, a tym bardziej, że mamy bliżej niż dalej!

Nikt z rodziny nie ma prawa obdzierać nas z naszych zasług – nikt!

Buntujcie się i myślcie głośno – nawet jeśli to będą wulgaryzmy.

Przez wiele lat byłam w depresji i wstawałam po nocy o 4 rano, a teraz śpię do 10 i nikt nie ma prawa mi tego zabierać, bo ani siostrzenica, ani córka!

Jeśli będą chciały, to opiszę mój życiorys i napiszę odpieprzcie się od staruszki!

Reklamy

Samotność!

Obraz może zawierać: roślina i jedzenie

Jutro będzie u mnie na obiad fasolka szparagowa – oczywiście z masłem i bułką tartą.

Moje Dziecko ma ogromną działkę, którą uprawia z Mężem i tym sposobem mamy na jutro obiad.

Moje dzielne Dziecko – takie pracowite – praca, dom rodzina i działka, ale ja kiedyś byłam taka sama.

Uczę się robić zdjęcia smartfonem i wybrałam taką opcję jak na zdjęcu powyżej.

Przeskoczę na inny temat, bo właśnie w telewizji usłyszałam, że w Polsce ludzie są coraz bardziej samotni i już prawie, co trzeci Polak żyje jako singiel z wyboru, albo z konieczności.

Najbardziej samotni są seniorzy, którym umarł małżonek i nie mają zamiaru szukać na stare lata partnera.

Seniorom żyć w pojedynkę  – z jednej emerytury jest bardzo ciężko, gdyż są one głodowe i dlatego nie stać ich na warzywa i owoce, które w tym roku są bardzo drogie.

Zazdroszczą emerytom żyjącym np. w Niemczech, gdzie emerytury są przyzwoite i stać ich jest nawet na zagraniczne wakacje.

U nas senior liczy każdy grosz i wybiera między jedzeniem, a wykupem leków!

Ludzie młodzi także wybierają samotne życie, bo chcą posmakować życia, zrobić karierę zawodową i coraz później wstępują w związki!

Na wsi sytuacja jest nie lepsza, bo młodzi uciekają do miasta, a ci co zostają nie mają szans założyć rodziny.

Podobno jest taka tendencja na całym świecie, że ludzie są bardzo samotni, a chyba najbardziej samotni są Japończycy, którzy pracują bardzo dużo i nie mają czasu na życie prywatne.

Jesteśmy społeczeństwem starzejącym się i obserwuję ludzi w moim mieście i stwierdzam, że tej starości jest coraz więcej.

Widać to wiosną, kiedy wychodzą ze swoich domów, aby pospacrować z laseczką, albo balkonikiem.

Każdego dnia cieszę się, że jesteśmy z Mężem wciąż razem, bo to nadaje życiu sens.

Nie tak dawno zrobiłam sejsę i zatytuowałam ją – Senior w mieście:

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją, drzewo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, na zewnątrz i przyroda

 

Przeczytajcie poniższe, wzięte z Facebooka. Łza w oku!

LEKCJA DLA NAS WSZYSTKICH 

Przyjechałem pod adres do klienta, i zatrąbiłem. Po odczekaniu kilku minut, zatrąbiłem ponownie. Był późny wieczór, pomyślałem że klient się rozmyślił i wrócę do „bazy”… ale zamiast tego zaparkowałem samochód, podszedłem do drzwi i zapukałem. „Minutkę!”, odpowiedział wątły, starszy głos. Usłyszałem odgłos tak jakby coś było ciągnięte po podłodze…
Po długiej przerwie, otworzyły się drzwi. Stała przede mną niska , na oko dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Miała na sobie kolorową sukienkę i kapelusz z dopiętym welonem; wyglądała jak ktoś z filmu z lat czterdziestych.
U Jej boku była mała nylonowa walizka. Mieszkanie wyglądało tak, jakby nikt nie mieszkał w nim od lat. Wszystkie meble przykryte były płachtami materiału.
Nie było zegarów na ścianach, żadnych bibelotów ani naczyń na blacie. W rogu stało kartonowe pudło wypełnione zdjęciami i szkłem.
„Czy mógłby Pan zanieść moją torbę do samochodu?”, zapytała. Zabrałem walizkę do auta, po czym wróciłem aby pomóc kobiecie.
Wzięła mnie za rękę i szliśmy powoli w stronę krawężnika.
Trzymała mnie za ramię, dziękując mi za życzliwość. „To nic”, powiedziałem, „Staram się traktować moich pasażerów w sposób, w jaki chciałbym aby traktowano moją mamę.”

„Och, jesteś takim dobrym chłopcem” , odrzekła. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, dała mi adres, a potem zapytała: „Czy mógłbyś pojechać przez centrum miasta?

„To nie jest najkrótsza droga”, odpowiedziałem szybko, włączając licznik opłaty.
„Och, nie mam nic przeciwko temu”, powiedziała. „Nie spieszę się. Jestem w drodze do hospicjum.”
Spojrzałem w lusterko. Jej oczy lśniły. „Nie mam już nikogo z rodziny”, mówiła łagodnym głosem. „Lekarz mówi, że nie zostało mi zbyt wiele…”

Wyłączyłem licznik… „Którędy chce Pani jechać?”

Przez kilka godzin jeździliśmy po mieście. Pokazała mi budynek, gdzie kiedyś pracowała jako operator windy.

Jechaliśmy przez okolicę, w której żyli z mężem jako nowożeńcy. Poprosiła abym zatrzymał się przed magazynem meblowym który był niegdyś salą balową, gdzie chodziła tańczyć jako młoda dziewczyna.

Czasami prosiła,by zwolnić przy danym budynku lub skrzyżowaniu, i siedziała wpatrując się w ciemność, bez słowa.

Gdy pierwsze promienie Słońca przełamały horyzont, powiedziała nagle „Jestem zmęczona. Jedźmy już proszę”. Jechaliśmy w milczeniu pod wskazany adres. Był to był niski budynek z podjazdem, tak typowy dla domów opieki.

Dwaj sanitariusze wyszli na zewnątrz gdy tylko zatrzymałem się na podjeździe. Musieli się jej spodziewać. Byli uprzejmi i troskliwi.
Otworzyłem bagażnik i zaniosłem małą walizeczkę kobiety do drzwi. Ona sama została już usadzona na wózku inwalidzkim.

„Ile jestem panu winna?” Spytała, sięgając do torebki.

„Nic”, odpowiedziałem.

„Trzeba zarabiać na życie”, zaoponowała.

„Są inni pasażerowie,” odparłem.

I nie zastanawiając się kompletnie nad tym co robię, pochyliłem się i przytuliłem Ją. Objęła mnie mocno.

„Dałeś staruszce małą chwilę radości”, powiedziała. „Dziękuję”.

Uścisnąłem jej dłoń, a następnie wyszedłem w półmrok poranka. Za mną zamknęły się drzwi – był to dźwięk zamykanego Życia.

Tego ranka nie zabierałem już żadnych pasażerów.Jeździłem bez celu, zagubiony w myślach. Co jeśli do kobiety wysłany zostałby nieuprzejmy kierowca, lub niecierpliwy aby zakończyć jego zmianę? Co gdybym nie podszedł do drzwi, lub zatrąbił tylko raz, a następnie odjechał?

Myśląc o tym teraz, nie sądzę, abym zrobił coś ważniejszego w całym swoim życiu.

Jesteśmy uzależnieni od poszukiwania emocjonujących zdarzeń i pięknych chwil, którymi staramy się wypełnić nasze życia.

Tymczasem Piękne Chwile mogą przydarzyć się nam zupełnie nieoczekiwanie, opakowane w to, co inni mogą nazwać rutyną.
NIE PRZEGAPMY ICH..  💫💞😃💞💫

Starość w Polsce!

Domestic violence

Wielu z nas, a może nawet wszyscy z mojego pokolenia nie mieliśmy łatwo.

Po skończeniu szkół najczęściej zaczynaliśmy pracę zawodową, a między wierszami zakładaliśmy rodziny i rodziły się nasze dzieci.

Biegliśmy więc przez życie z wywieszonym ozorem, ledwo żywi, zmęczeni, ale bardzo ambitni, bo przecież tak trzeba było – pracować dla Polski i aby utrzymać swoje rodziny.

Walczyliśmy o mieszkania, miejsca pracy, miejsca w żłobkach i przedszkolach dla dzieci.

W końcu przpracowaliśmy po 40 lat w jednym miejscu, a czasami w kilku, ale praca, to była taką naszą ambicją, że jeśli pracujemy, to jesteśmy coś warci i zostanie nam to wynagrodzone!

Wynagrodzone przez ustrój w państwie, przez zakład pracy i ubezpieczenia, a stało się tak, że w każdym systemie Senior  był i jest niczym i na stare lata dostaje od państwa torbę i kij.

Przeliczenie emerytury i od razu wielki zawód, bo dlaczego tak mało i na co ma to nam starczyć?

Jakże często polski emeryt musi wybierać między kupnem chleba, a zrealizowaniem recepty w aptece.

Jakże często starość w Polsce, to izolacja przez wychowane przez siebie dzieci, które na starość swoich rodziców wywalają ze swojego życia jak zdarte bambosze.

Jakże często rodzice są w chorobie i w  starości  poniżani, szturchani, wyśmiewani przez bliskich, a tylko dlatego, że są kłopotem i zawadą.

Z dnia na dzień zbliżam się do takiej starości i bardzo bym nie chciała, abym jako warzywo była obsługiwana przez własne dzieci!

Wolałabym umrzeć na własne życzenie, ale w tym kraju jest to niemożliwe, ale za to jest możlwie otwieranie kolejnych domów dla seniora, których państwo nie kontroluje i nie ma  opracowanych żadnych procedur i przepisów.

Te domy robią ze straością co chcą i nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności i dlatego starość w Polsce jest śmierdząca i bezdusznie traktowana.

Starość w Polsce jest kłopotem i opieka nad starym człowiekiem jest go poniżająca, uwłaczająca godności schorowanego człowieka, a oni z trybun w Sejmie ryczą, że te nagrody im się należą!

Bardzo często już myślę o swojej starości i o tym jak skrócić swoją mękę, by nie być kłopotem!

„Poniżani, izolowani, leżący w kale. Dlaczego dziadkowie i babcie tak często są ofiarami przemocy?

Starzy, słabi, bezradni – idealne ofiary przemocy. Nikomu się nie poskarżą. Nawet, jeśli będą mieć kupę w majtkach, świerzb i odleżyny.

– Wegetują. Wyciągani z łóżek na siłę, sadzani na krzesłach, jak za karę. Posiedzą, zjedzą i znów do łóżka – mówi Bartosz Kitowski, redaktor naczelny portalu Kartuzy.info. Od ubiegłego roku dopomina się o prawa osób leżących w podkartuskim domu seniora.
Ten dom – jak opowiadały dziennikarzom opiekunki – bardziej przypomina ciężki obóz, niż miejsce spokojnej starości. Nie chce staruszek pić? Musi. Nie chce jeść? Musi (jak komuś podawały papkę przez sondę, to tak, że aż sonda się zapychała). Kąpanie? Rzadko, raz na dwa tygodnie. Każdy szorowany tą samą gąbką. Pampersów mało – dwa na dzień. Jak zabrakło, to trudno, muszą leżeć w kale i moczu.
Wśród leżących: pani pisarka, pani prawniczka, były nauczyciel wuefu, były wojskowy… Patent na to, żeby nie śmierdzieli: spryskać ich K2 – odświeżaczem do samochodu o zapachu cytrynowym. W sumie, na 25, a czasami 28 pensjonariuszy, były dwie opiekunki (w dzień) i jedna (w nocy). Nie wyrabiały. Powiedziały dziennikarzom szczerze, jak jest w takim domu i przy takim obłożeniu: karmi się jedną łyżką trzy osoby. W jednych rękawiczkach (bo trzeba oszczędzać) podaje jedzenie, sprząta fekalia, przeciera pęknięte wrzody. Opatrunki na odleżyny (też z oszczędności) robi się z podpasek. Żeby nie było widać, że paznokcie od nóg są aż pozawijane od nieobcinania, i że tam się już rozwinęła grzybica, to się nakłada wszystkim skarpety. Najgorsze, że u niektórych były już trudne do wygojenia wrzody i chyba już u wszystkich świerzb. W każdym razie wszyscy się drapali, wielu aż do krwi. Jednak był zakaz mówienia, że to świerzb. Trzeba było mówić, że alergia.

15 czerwca, to Światowy Dzień Świadomości Znęcania się nad Osobami Starszymi.

Przypadek spod Kartuz pokazuje, jak kiepsko jest u nas z tą świadomością.

– Nie ma wielkiego zainteresowania tym, co się dzieje w tym domu. Co prawda urzędnicy wojewódzcy przeprowadzili kontrole, w sumie trzy. Potwierdziły, że jest źle. Jednak trzeba było aż roku, żeby jakoś ukarać właścicielkę. Musiała zapłacić 5,5 tys. zł. To wszystko. Dom wciąż działa, tyle że zmienił nazwę – mówi Bartosz Kitowski.

Liczył na to, że będzie postępowanie prokuratorskie. Tymczasem prokuratura sprawę umorzyła. – Gdyby chodziło o dzieci, to zapewne reakcje byłyby inne. Wszyscy by się oburzali, bo nie ma społecznego przyzwolenia na to, by dzieci były krzywdzone i zaniedbywane. Ale jeśli rzecz dotyczy osób starych, które są przecież tak samo bezbronne, to już mało kogo obchodzi. Miałem nadzieję, że państwo stanie po ich stronie, będzie te osoby chroniło. Niestety, widać, że w takich sytuacjach państwo zawodzi – mówi Kitowski. Denerwuje go, że nie ma systemowych rozwiązań: dobrego nadzoru, właściwych procedur, jasnych wymagań dotyczących organizacji opieki.

Justyna Smolińska (publikuje na portalu strajk.eu) dostała kiedyś karę za niezapłaconą grzywnę: popracować trochę w warszawskim zakładzie opiekuńczo–leczniczym, sprzątała na oddziale zamkniętym. Było tam 65 kobiet, na ogół z demencją, miażdżycą, niektóre z Alzheimerem. Pierwsze, co ją uderzyło, to zapach: taniej stołówki, brudnych ubrań, niemytych ciał i fekaliów. Drugie: przerażający smutek, bezradność i samotność. A trzecia rzecz, której nie sposób było nie zauważyć, zbyt mała liczba pielęgniarek i salowych. Pieluchy zmieniano hurtowo, wszystkim po kolei, a nie wtedy, gdy była potrzeba. Jak któraś z pacjentek nie mogła się doczekać zmiany, wytrząsała zawartość pieluchy na podłogę. Ktoś kupę schował pod paprotką. Nawet te, które czuły się na siłach, żeby skorzystać z toalety, to już po wszystkim nie mogły skorzystać z papieru toaletowego (bo brak). Nie mogły umyć rąk mydłem (bo brak). Ani nawet opłukać wodą pod kranem (bo brak kranu).

Reżyser Andrzej Saramonowicz zamieścił wiosną na swoim profilu na Facebooku wstrząsający list przyjaciela, prof. Witolda Jacórzyńskiego, którego mama trafiła do jednego z podwarszawskich zakładów opiekuńczych. Prof. Jacórzyński, badacz kultur indiańskich, mieszka w Meksyku. Gdy przyjechał odwiedzić mamę, załamał się. Choć z zewnątrz dom ładny, w stylu szlacheckiego dworku, to jednak już w drzwiach uderzył go odór uryny. Rażący był też język personelu. Polecenia, nakazy, nigdy prośby. Pielęgniarka mówiąca o matce, że „chuda chociaż je”. I że podejrzewa u niej „jakiś nowotwór”, ale „my tu nie mamy diagnostyki.” Stan szybko się pogarszał. Gdy mama była już umierająca i syn chciał być przy niej, usłyszał, że regulamin zabrania wizyt po godzinie szóstej. Kazano mu wyjść, straszono, że wezwą policję i zostanie wyniesiony w kajdankach.

Sam, już wcześniej, podjechał na policję, złożyć skargę, powiedzieli: Mamy już na nich kilka skarg. Był więc ktoś jeszcze, kogo raziło to, co się dzieje w tym ładnym domku w stylu szlacheckiego dworku. Większość jednak nadal chciała trzymać tam swoją mamę. Albo ojca. Albo ciocię.

Gdy Bartosz Kitowski opisał na portalu warunki w podkartuskim domu, zaczął odbierać telefony od oburzonych rodzin: po co było to wszystko pisać? Nie chcieli albo wygodniej im było nie wierzyć w to, że ich bliscy mają złą opiekę, jedzenie nędznej jakości, leki podawane bez umiaru, byleby byli spokojni. – Tylko kilka rodzin zabrało stamtąd swoich bliskich. Reszta zostawiła. Jedni być może dlatego, że im wszystko jedno i pomyśleli, że jakby mieli zabrać, to dokąd? Drudzy wolą myśleć, że to dobre miejsce. Nie trzeba mieć wtedy wyrzutów sumienia – mówi Kitowski.

Gdy naukowcy z Instytutu Psychologii PAN kilka lat temu badali zachowania Polaków wobec osób starszych okazało się, że najbardziej popularna jest izolacja, zamykanie.

I to nie musi być zamknięcie w domu opieki. W rodzinnym domu też się udaje.

Ratownik medyczny (pracuje w Małopolsce, jeździ w karetce od 10 lat) mówi, że jeśli jest wezwanie do starszej, leżącej osoby, to raczej pewne, że leżeć będzie w najdalszym kącie domu. Jeśli dom piętrowy, to na górze, a nie na dole, gdzie toczy się życie rodziny. – Wolą tego leżącego nie widzieć, nie słyszeć. Przed świętami wypychają do szpitala. Bardzo często też wypychają, gdy chcą wyjechać na wakacje. Nie dają mu pić, wzywają nas, mówią: zobaczcie, odwodnił się.

Stefania Chabowska z Legnicy (w pogotowiu pracuje 14 lat) najbardziej ze wszystkich przykrych przypadków pamięta wezwanie do 90–letniej kobiety, która była przyklejona do wersalki tym wszystkim, co z siebie wydaliła. Syn jej nie przewijał, nie zmieniał pościeli.

Z badań dotyczących traktowania starszych wynika, że są nie tylko zaniedbywani. Często też poszturchiwani, szarpani, popychani (40 proc. Polaków twierdzi, że dostrzega ten problem w innych rodzinach, ale w swojej rodzinie, oczywiście dużo rzadziej). To samo jest z przemocą psychiczną czy ekonomiczną. Wielu przyznaje, że starsi są wyzywani, ośmieszani, często im się grozi, zabiera pieniądze (ale oczywiście te skandaliczne zachowania częściej widzi się w obcych rodzinach, niż w swojej).

Wybielamy się. Nie przyznajemy do stosowania przemocy.

– Mówi się, że to podziemie. Wiadomo, że jest, ale nikt nie wie, jak duże. Trudno szacować skalę choćby dlatego, że osoby starsze mają ograniczone możliwości szukania pomocy. To często ludzie uwięzieni w domu. Nawet jeśli się poruszają, to nie na tyle, żeby zejść z czwartego piętra. Niektórzy nie korzystają z telefonu, a jeśli potrafią, to nie wiedzą, gdzie zadzwonić, żeby zgłosić, że jest im źle. Poza tym sprawcami przemocy najczęściej są ich opiekunowie. Trudno skarżyć się na kogoś, od kogo tak bardzo się zależy – mówi Tomasz Majewski, psycholog, członek Stowarzyszenia na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia.

Przez rok pracował w specjalistycznym zespole, który zajmował się właśnie sytuacją tej grupy.

– Chodziliśmy do domów, w których – jak wynikało z docierających do nas sygnałów – krzywdzone były osoby starsze i niepełnosprawne. To, co rzucało się w oczy zaraz po wejściu, to wielka ich zależność od opiekunów – mówi Tomasz Majewski.

To uzależnienie, ta ogromna nierównowaga sił, potwornie blokuje ofiary. Raczej nie żalą się, nie skarżą. Dobrze wiedzą, że gdyby powiedziały coś złego o swoich opiekunach, to by się później obróciło przeciw nim.

Na ich bezradność patrzymy inaczej, niż na bezradność dzieci zależnych od rodziców. Nawet jeśli są wyraźne sygnały, że dzieje im się krzywda, jakoś mniej się tym przejmujemy.

– Wynika to z wielu czynników, także ze stereotypów związanych ze starością. O starszych mówi się, że są nieznośni, marudzą, stwarzają problemy. I że ze starości już im się miesza w   głowie, więc nawet jeśli się skarżą, to nie bierze się tego serio, przymyka się oko – tłumaczy Majewski.”

https://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/osoby-starsze-dlaczego-dziadkowie-i-babcie-tak-czesto-sa-ofiarami-przemocy/84jgt1p?fbclid=IwAR0ZLji-BQsj4OrY5G4Zwl6xoKwDerolmxVyW_j7cgBrgaUpYXfs0_AGEsU

Warto być przyzwoitym!

Znalezione obrazy dla zapytania spadek

Pani Julia kiedy jej mama została wdową, to sprowadziła ją do swojego miasta i wzięła pod swój  dach.

Mama pani Julii przystała na taki układ, gdyż bała się samotności i chętnie się spakowała i zamieszkała u córki.

Była pełna werwy, a więc szykowała rodzinne obiady, kiedy pani Julia i jej mąż byli w pracy.

Dom był duży, a więc mama miała swój, osobisty pokój, gdzie mogła wypoczywać, oglądać telewizor, czy też poczytać.

Pani Julia z mężem pracowali bardzo ciężko i do późnych godzin, a więc dom ogarniała mama, ale nigdy się nie skarżyła i w domu nie było nigdy żadnych zatargów, a i mąż pani Julii nigdy nie wszedł w konflkt z teściową.

Mama pani Julii lubiła też latem pogrzebać w przydomowym ogródku, a także czuwała nad dziećmi pani Julii, które babcię bardzo szanowały i kochały.

Żyli w takiej symbioze ładne, parę lat i wszystko do siebie pasowało i się układało.

Mama pani Julii miała jeszcze dwie córki, mieszkające w innych miastach, ale to była zgrana rodzina i spotykali się na wspólne świętowanie i celebrację rodzinnch stosunków.

Ta rodzina stanowiła przykład dla innych, że można żyć w rodzinie zgodnie i się nie sprzeczać i nie drzeć pierza.

Minęło parę lat i nagle mama pani Julii zaczęła chorować.

Pakowali ją do samochodu i jeździli z nią po lekarzach, a także pilowali, aby brała systematycznie leki, ale niestety było coraz gorzej i w końcu mama pani Julii wylądowała w łóżku, nie mogąc pokonać swojej choroby.

Pani Julia zrezygnowała z pracy i opiekowała się swoją, chorą mamą, a więc wykonywała wszystkie zabiegi niezbęde przy chorym jak mycie, karmienie, pilnowanie higieny, a także towarzyszenie matce prawie przez 24 h.

Nie była w tym sama, bo w opiekę włączył się też mąż pani Julii i jej już dorosłe dzieci.

Mama w końcu odeszła otoczona troskliwymi i kochającymi bliskimi.

Na pogrzeb przyjechali wszyscy i okryci żałobą, po stypie – usiedli do wspólnego stołu i między sobą podzielili wszystko, co po mamie zostało – sprawiedliwie!

Mama pani Julii nigdy nie napisała żadnego testamentu, bo wiedziała, że jej córki są przyzwoitymi ludźmi i żadna z nich się nie wyłamie, a podział majątku odbędzie się w spokoju i zgodzie.

Nikt nie musiał się awanturować, że komuś się więcej należy, a także nie musiał iść się sądzić o spadek, bo po prostu warto być przyzwoitym.

Znam jeszcze drugą, bardzo podobną historię, że po śmierci mamy wszystkie dzieci po pogrzebie podzieliły spadek po matce tak, że z narady wyprosiły swoich małżonków i tylko we wspólnym gronie – jako dzieci rozdysponowały wszystko między sobą – sprawiedliwie.

Warto być przyzwoitym, tak, aby do końca życia móc sobie spojrzeć w lustro.

Jeśli rodzina się rozpada, to najczęściej przez wiarę, politykę i pieniądze!

Mój tragiczny Ojciec!

 

Znalezione obrazy dla zapytania jaromin

Zajęło mi to bardzo wiele lat, aby w końcu dowiedzieć (domyślić) się dlaczego?

Dlaczego mój ojciec w 1997 roku targnął się na swoje życie, rzucając się z okna w Domu Pomocy Społecznej w Jarominie  – blisko Trzebiatowa.

Nie zostawił żadnego listu wyjaśniającego, co go popchnęło do tak drastycznej decyzji.

Do dziś było, to dla mnie wielką zagadką i w końcu zrozumiałam!

Nie umarł od razu, a dopiero w szpitalu, kiedy go odwiedziłam, to poprosił mnie o papierosa, bo był palaczem, ale uważałam, że nie może zapalić na szpitalnej sali i żałuję tego do dziś!

Opuściłam szpital mając nadzieję, że przeżyje, ale on umarł tak po prostu!

Chciałam, aby go pochowano w moim mieście i wysłałam karawan, ale za parę godzin dzwoniła do mnie prokuratura, że muszą zbadać, czy ktoś mu nie pomógł i karawan wrócił bez ojca.

Sprawa się przeciągnęła i prokuratura wydała ciało, a ja ponownie musiałam wysłać karawan po ojca i organizować pogrzeb.

Ojciec nigdy nie opowiadał o swojej młodości i nie wiem prawie nic o tym, jakim był człowiekiem, a wiem jeno tylko to, że był dobrym synem i pomagał matce w wychowaniu jeszcze dwóch braci młodszych.

Zbierał węgiel na torach dla matki i organizował jedzenie, aby matce ulżyć, gdyż nie miał już ojca.

Potem wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego i tam dość szybko piął się po szczeblach kariery.

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi

Poślubił moją mamę i pojawiłam się na świecie ja i moja siostra, ale w jego karierze zawodowej nie działo się dobrze, bo system był okrutny i tylko twardziele przeżyli.

Ojciec się rozpił i w końcu moi rodzice rozwiedli się po 17 wspólnych latach.

Kompletnie sobie nie radził jako mężczyzna samotny i w końcu trafił do szpitala w Gorzowie Wlkp., a tam ja rozmawiałam z ordynatorem, aby pomógł mi przeniesć ojca do Domu Opieki Społecznej i się udało.

Był w tym domu 7 lat i go odwiedziałam z Mężem, ale niestety stał się człowiekiem wycofanym i trudno było z nim rozmawiać.

Dom Pomocy w Jarominie to piękny dom, wyremontowany, tak jak na zdjęciu powyżej.

Żyją tam ludzie, którymi nie ma się kto zająć,  a także Senorzy, ale ojciec się tam nigdy nie odnalazł i nie nawiązał żadnej przyjaźni, jako dumny oficer wojska.

Na stronie tego domu przeczytałam taką opinię ,napisaną przez jednego z mieszkańców:

„Tutaj jest jak u Pana Boga za piecem , jak w sanatorium , jak w ośrodku wczasowym ; wczasy dozgonne , rehabilitacja , opieka , blisko misto , sklepy , banki , 2 wiele szpitale w Gryficach i Kołobrzegu , fachowa opieka , wysoki standard wew. budynków , internet – tylko żyć i nie umierać i o takich warunkach socjalno – bytowych każdy marzy w chorobie i na starość . Piszę to jako tutejszy mieszkaniec od 7 lat .

Wiesław Jóźwik”

Mój ojciec nigdy tego nie poczuł i dziś mnie oświeciło, że samobójstwo popełnił w wyniku samotości, bo nagle zdał sobie sprawę z tego, że jest kompletne sam na tym świecie, bo bracia byli daleko i w nosie go mieli, a ja nie mogłam być u niego zbyt często.

Mój ojciec nie był chory psychicznie, ale się w życiu pogubił, a ja mogę być z siebie dumna, że przedłużyłam mu życie o siedem lat.

Na jego nagrobku kazałam wyryć, że – „naszym smutkiem było twoje cierpienie”.

Po tylu latach zdałam sobie sprawę z tego, że on na swój sposób cierpiał i zdał sobie sprawę z tego, że nie ma nikogo bliskiego – blisko – zresztą na własne życzenie.

Ja na swój sposób kochałam swoich rodziców, ale widzocznie było to niezauważone.

Okazało się , że matka mnie wydziedziczyła, a siostra okradła w białych rękawiczkach.

Poczułam w sercu ten smutek i gdyby nie mój Mąż, to może bym podzieliła z żalu los mojego ojca!

 

Starzeć się trzeba z godnością!

„Niech nikt nie pozbawia mnie zmarszczek z czoła uzyskanych przez zachwyt nad pięknem życia, ani tych z moich warg, które pokazują, ile się śmiałam i ile całowałam, ani worków pod oczami – w nich jest pamięć o tym, ile płakałam. Należą do mnie i są piękne”

Meryl Streep

Obraz może zawierać: 1 osoba, zbliżenie

Bardzo spodobała mi się wypowiedź słynnej i bardzo dobrej aktorki, którą uwielbiam w każdym jej filmie.

Tak sobie pomyślałam, że mogłabym pomajstrować przy swojej twarzy, bo pieniądze by się znalazły, ale właściwie po co?

Mąż nigdy mi nie powiedział, że powinnam coś poprawić, zmienić, ostrzyknąć się i skoro podobam mu się taka jaka jestem i to jak się starzeję, to nie ma sensu nad tym się zastanawiać.

Pamiętam aktorki, które teraz są już seniorkami i były piękne bez tych poprawek.

Teraz w dobie medycyny estetycznej kobiety zamiast być naturalnie piękne mimo upływającego czasu, to się oszpecają.

Starzeć trzeba się umieć z godnością i każda zmarszczka ma swoją wartość i żeby nie było, to popieram delikatną ingerencję medycyny estetycznej, ale niektóre panie jak zaczną, to nie wiedzą kiedy skończyć i zamieniają się monstum, co widać na pierwszy rzut oka.

Pamiętam piękną Sofię Loren, czy też Claudię Cardinale, albo naszą cudowną Polę Raksę i wiele innych pań, które są piękne, bo są po prostu sobą!

Rozumiem, że można sobie coś poprawić, bo na przykład garbaty nos, czy wypełnić  delikatnie usta, ale każda przesada powoduje, że te wszystkie, zwłaszcza młode kobiety są do siebie podobne, jakby operował je ten sam chirurg.

Kobiety robią sobie nowe piersi i funkcjonują z tym sztucznym coś, kiedy te implanty często trzeba poprawiać, bo się przemieszczają i tu rozumiem plastykę piersi u kobiety, która pierś straciła z powodu raka, albo z powodów dysproporcji, co zakłóca kobiecie życie seksualne.

Podobno wszystkie kobiety są piękne, ale wiele jest niedoinwestowanych – tak się powiada.

Wiele kobiet  hurtem jadą do Tajlandii, aby w sposób urogający higienie, za małe pieniądze, robią sobie tam wszystko, a zaraz po zabiegu muszą sobie radzić same z bólem, a często z infekcją.

Czego to teraz kobieta nie zrobi dla siebie, aby wyglądać jak mumia z ostrzyknętą twarzą, z wystającymi policzkami, czy też nieruchomym czołem, co widać na poniższych zdjęciach.

 

Znalezione obrazy dla zapytania ostrzyknięte

 

Znalezione obrazy dla zapytania ostrzyknięte aktorki

Znalezione obrazy dla zapytania ostrzyknięte aktorki

 

Znalezione obrazy dla zapytania szulim ostrzyknięta

Znalezione obrazy dla zapytania siwiec ostrzyknięta

Kiedy córka nie kocha swojej matki! Opowiadanie!

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pani Celina liczy sobie obecnie dobrze po 60-tce i zaczęła podupadać na zdrowiu, będąc na emeryturze.

Nie są to jeszcze bardzo niepokojące schorzenia, ale trochę dają się już we znaki pani Celinie.

Urodziła dwie córki, które starała się wychowywać najlepiej jak tylko umiała i podpowiadała jej intuicja.

Pracowała przez całe życie, a także jej mąż, aby tylko dzieciom niczego nie brakowało, choć bywało różnie, ale dzieci wiedziały, że rodzice bardzo się starają.

Kiedy córki były małe, to pani Celina odstawiała je do przedszkola i je odbierała, a po pracy starała się ogarnąć dom,a więc prała, gotowała, sprzątała.

Dzieci rosły zdrowo i wszyscy zazdrościli pani Celinie tak ułożonych i grzecznych dzieci, bo faktycznie nie miała z nimi żadnych kłopotów wychowawczych.

Były to grzeczne dziewczynki, które dobrze się uczyły i przynosiły do domu tylko dobre oceny z czego pani Celina była dumna.

Życie pani Celiny nie było kolorowe, bo w pewnym momencie dowiedziała się, że jej mąż ją zdradza i ma na boku dziecko.

Pani Celina się wówczas załamała i chorowała wiele lat na depresję, co skutecznie odbilo się na jej zdrowiu i jest skazana do końca swojego życia na leki p/depresyjne.

Choć mężowi wybaczyła, to po tych lekach nabrała kilka kilogramów za dużo, co odbiło się na jej wyglądze.

Przyszedł czas, że dzieci odeszły z domu i założyły swoje rodziny, porodziły dzieci i tu w pewnym momencie coś się między matką, a jedną z córek popsulo.

Usłyszała z ust swojego dziecka, że ta brzydzi się starością i pani Celina wiedziała, że to się tyczy jej, bo już nie była smukłą, młodą matką, a kobietą z bagażem życiowym i wątpliwą urodą, gdyż leki też zmieniły jej rysy twarzy, sylwetkę, a także to, że spowolniała i stała się trochę niezdarna.

Usłyszała od córki – a co ty taka głucha jesteś!

Zaczęła obserwować swoje dziecko i nagle poczuła, że jest w jej towarzystwie okropnie skrępowana i nerwowa, bo córka ją prześwietla na wskroś.

Córka nie obdarza swojej matki uśmiechem i dobrym słowem, a wpada od czasu do czasu i wytyka matce jakieś niedoróbki w domu i  każdy pyłek kurzu, czy też niedomyty zlew, albo umywalkę.

Przestała  się zwracać do matki słowem „mamo”, a wali jej na „ty” wyniośle i z lekceważeniem, a pani Celina drętwieje na każdą jej wizytę, bo wie, że niczego dobrego od niej nie usłyszy i cieszy się, kiedy córka opuszcza jej dom.

Na szczęście druga córka pani Celiny, jeśli ją odwiedza, to zawsze znajdzie dla niej czas i mogą ze sobą rozmawiać godzinami i teraz jest taka sytuacja, że jeśli pani Celina mocno zachoruje i stanie się bezbronną staruszką, to będzie się bała opieki ze strony córki jej nie kochającej, bo nie chciałaby być dla niej balastem, aby do końca z obrzydzeniem się nią opiekowała!

Wyznaczyć sobie datę śmierci!

Znalezione obrazy dla zapytania samobójstwo tabletki

Kiedy się tak siedzi godzinami z chorą Mamą i obserwuje, czy jeszcze żyje, czy oddycha.

Kiedy jesteś na telefonie i każdy dźwięk przeraża, że może właśnie umarła.

Kiedy budzisz się ze strachem takim, że serce chce od rana wyskoczyć z piersi.

Kiedy opada stres i nagle wszystkie członki wiotczeją i nagle chce się spać, bo napięcie spada.

Kiedy się tak siedzi obok chorej, to do głowy napływa setki pytań o tym czy chciałabym tak leżeć miesiącami i być zdaną na pomoc rodziny, Córek, hospicjum

Dlaczego hospicjum, a no dlatego, że każdy ma swoje życie, swoje zmartwienia i dlatego mogę zostać oddana w obce ręce.

W opiekę nad moją Mamą włączone jest pięć osób i się wymieniamy, ale przez te 28 miesięcy padamy na twarz – zmęczeni i okradzeni z własnego życia – zrezygnowani, ale walczymy, choć łykam prochy na serce.

W pewnym momencie znika współczucie dla chorej, bo przecież ile można, a co dzieje się w innych przypadkach, kiedy opieka spada tylko na jedną osobę – lepiej sobie nie wyobrażać, a jeśli jest osobą pracującą, to jest wielki dramat.

Jestem na antydepresantach i postanowiłam z każdego opakowania zatrzymać dla siebie, na przyszłość – listek z tabletkami na wszelki wypadek, abym miała wyjście.

Może uda mi się zebrać nawet 100 sztuk!

Nie zniosę jak moja Mama tego bólu, bo mam bardzo na ból – niską odporność.

Nie zniosę sadzenia kup w pampers, aby moje Dzieci to robiły i tej całej ceremonii, aby mi ulżyć morfiną!

W Polsce nie ma żadnej pomocy dla rodzin obarczonych opieką nad śmiertelnie chorymi i to rodziny są obarczone przeżywaniem w odchodzeniu, opieką, kiedy nie ma się sumienia oddać bliskiego do hospicjum.

Nikt nie poleci opiekunki na godziny, aby rodzina mogła odpocząć i złapać oddech, a te opiekunki trzeba szukać we własnym zakresie.

Moja Mama, to stara,  przedwojenna osoba  – zahartowana, ale to, co wyrabia z tym apetytem na życie jest już przesadą i sama nie wiem, czemu to służy i co chce nam wszystkim udowodnić?

Nasze życie jest podporządkowane bycia z Nią, ale padamy na pysk i nie okłamujmy się, ale czekamy na koniec.

Umierała kilka razy, a na drugi dzień była żywa jak żywczyk, a nam opadały kopary.

Jeśli zachoruję na raka, to nie przyjmę chemii wzorem mojej Mamy, którą chemia by dawno zabiła.

Wezmę te tabletki i odejdę w cichości, robiąc przestrzeń rodzinie, która odetchnie, że nie zabiorę jej cennego życia, bo życie jest piękne, a rodzina nie będzie obarczona kupami w pampers.

Sama wyznaczę sobie datę śmierci i piszę o tym śmiertelnie poważnie.

Choruje na nowotwór, sama wybrała datę śmierci. „Rak nie zrobi ze mnie niewolnicy”

Kiedy u 29-letniej Brittany Maynard zdiagnozowano raka mózgu, dawano jej kilka lat życia. Prognoza się jednak zmieniła – lekarze powiedzieli, że przeżyje pół roku. Chora jednak postanowiła inaczej. – Umrę pierwszego listopada – powiedziała Maynard, która walczy, by nieuleczalnie chorzy mogli zadecydować, kiedy chcą umrzeć.

W poniedziałek na YouTube zostało zamieszczone wideo, w którym 29-letnia Maynard opowiada swoją historię i mówi o planowanej dacie śmierci. – Po miesiącach badań, nadszedł bolesny moment dla mnie i mojej rodziny. Dowiedziałam się, że nie istnieje żadna metoda leczenia, która mogłaby uratować moje życie – mówi.

Diagnoza jak wyrok

U kobiety w styczniu zdiagnozowano raka mózgu. Na początku lekarze dawali jej kilka lat życia, jednak po szczegółowych badaniach okazało się, że jej stan się pogarsza i przeżyje najwyżej pół roku. – Rak się rozwija, zaczyna doprowadzać do bólu, którego nic nie jest w stanie uśmierzyć. Mam młode, zdrowe ciało, ale nowotwór zaczyna je zjadać. Musiałabym iść do hospicjum na kilka tygodni, może nawet miesięcy, a moja rodzina musiałaby oglądać moje cierpienie – mówi.

Trudna decyzja

By zrealizować swoje plany, Brittany razem z mężem i rodziną przeprowadziła się z Kalifornii do stanu Oregon, w którym dopuszcza się stosowanie środków przyspieszających śmierć.

Kobieta datę śmierci zaplanowała na 1 listopada, kilka dni po urodzinach swojego męża. Zaznacza jednocześnie, że nie jest to samobójstwo, że bardzo chciałaby żyć, ale nie ma dla niej lekarstwa. – Czuje ulgę, wiedząc, że mam możliwość umrzeć na własnych warunkach i chcę, aby inni w podobnej sytuacji również mieli tę opcję – mówi.

– Rak nie zrobi ze mnie niewolnicy – podkreśla. Głosy poparcia i sprzeciwu

Wideo z wyznaniem chorej na raka 29-latki zostało wyświetlone już ponad 6,5 mln razy. I jak zwykle bywa przy tak kontrowersyjnych tematach – wzbudziło zainteresowanie mediów, a także pobudziło do zagorzałej dyskusji zwolenników i przeciwników stosowania leków pozwalających przyspieszyć śmierć.

Bioetyk Arthur Caplan uważa, że przypadek Brittany Maynard ma potencjał, aby zmienić sposób, w jaki wielu ludzi – zwłaszcza młodych Amerykanów – postrzega ten problem. – Wielu z nich śledzi teraz tę historię i zastanawia się, dlaczego ich stan nie dopuszcza możliwości skorzystania z takich leków. Decyzja Brittany ma duży wpływ na to, co będzie się dalej działo w sprawie legalizacji tych środków – powiedział.

Z kolei Matt Walsh, dziennikarz „The Blaze”, jest „przerażony wizją debaty publicznej na temat dostępu do środków przyspieszających śmierć”. – Nie chce myśleć, że moje dzieci będą dorastać w kulturze, która otwarcie pozwala na samobójstwo. Jeśli uważasz, że to godne i odważne dla chorego na raka, który decyduje się zabić, to ciekawe, co mówisz o tych, którzy decydują się z tym żyć – zapytał Walsh.

https://www.tvp.info/17213869/choruje-na-nowotwor-sama-wybrala-date-smierci-rak-nie-zrobi-ze-mnie-niewolnicy

Rodzice się starzeją – choroby – opieka!

 

Podobny obraz
„Nienawidzę swoich rodziców. Nie będę się nimi opiekować” Czy zawsze jesteśmy winni starszemu pokoleniu pomoc?

Pierwszy SMS był krótki: „Marcin, z tatą gorzej. Przyjedź, proszę”. Drugi, trzeci, czwarty już dłuższe. „Będziesz żałował, a jeśli on umrze? Nigdy nie porozmawiacie. Po co ta złość? To w końcu nasz ojciec. Nawet dla mamy tego nie zrobisz?!”.

To ten, na którego Marcin odpisał. Wiedział, że jego siostra wypiła za dużo wina. Tylko wtedy mówiła, co myśli: Jesteś egoistą. Wiem, że cię skrzywdzili, mnie też. Ale jestem inna niż ty”. „Właśnie. Inna. Ty rób co chcesz. Wolisz zapomnieć? Twoja sprawa” napisał.
W końcu wiadomość od ojca: „Przyjedź”
Żona Marcina, matka jego dzieci: „Kochanie, ja tego nie rozumiem. Powinniśmy opiekować się rodzicami, to nasz obowiązek”.

Marcin: „Każda dobra pamięć jest wybiórcza. Podobno. Traumy się zapomina. Nie zapomniałem swoich. Nie jestem nic winny rodzicom, mogą umrzeć. Mam znajomych z toksycznych domów. Znajomi mają po trzydzieści, czterdzieści lat. Silni, niezależni. W środku dygot. Bo mama powiedziała „be”, bo tata powiedział „fe”. Bo ojciec pije, bo matka płacze. Wykładają na rodziców kasę, znoszą pretensje i manipulacje. Wyrzucają kasę na psychologów. A rada jest jedna: odciąć gówno.

„Źle się uczysz? Zajeb….Cię”
„Po co Ci okrucieństwo?” piszę.
Marcin: „To nie okrucieństwo. Nie oceniaj mnie”.
Chłopiec ma 8 lat. Brzydko pisze: „Ale ma kota”. Szlaczków ładnych też nie potrafi robić. „Przyjdzie ojciec, to zobaczysz” mówi matka. Chłopiec się boi. Kroki na schodach, szuranie butów, odgłos płaszcza, który ląduje na wieszaku. I matka; „Kochanie, tu masz ziemniaki, kotlet, coś jeszcze?”. I: „Nie mam do niego siły, on w ogóle nic nie potrafi”.

Marcin: W moim domu śmierdziało strachem. Jej. Moim. Naszym. Nie bił tylko siostry. „Jesteś taką moją blondyneczką” powtarzał. Nienawidziłem jej.

„Jak napisałeś tę literkę? Jak ją, ku….a napisałeś?! ” wrzeszczy ojciec.
„Normalnie napisałem” mówi cicho chłopiec. Mocny cios. Czasem jest to deska. Twarda i długa. Część boazerii tak wtedy modnej. Trwa remont. Czasem jest to pas, który ojciec ściąga powoli patrząc chłopcu w oczy. Czasem ręka.
Marcin po latach zapisze: „Chodzi o ból, który pociąga cię na dno, o nieprzewidywalność, niesprawiedliwość. I upokorzenie, bo ktoś bije cię wszędzie. I wszystkim. Przecież ja miałem osiem lat, nie wiedziałem jak się pisze literki. I nie rozumiałem dlaczego ktoś wali mnie deską po głowie. Jest 1986 rok. Nie ma policji, nie ma mediów. Przemoc toczy się w większości domów. Nikt o tym nie mówi. Matki nas nie bronią”.

„Odchodzę od Twojej matki. To dziwka”
Z szafy wylatują krawaty i skarpetki. Ojciec wrzuca rzeczy do czarnej, podniszczonej walizki. Słychać odgłos otwieranego piwa. Marcin uczy się: piwo daje lekkość, daje chwiejny krok, daje krzyk, ale i miękkość. Po piwie ojciec nie jest agresywny. Nawet jeśli się zamachnie, nie zawsze trafia. Marcin lubi piwo.
Gdy rzeczy lądują na podłodze i ojciec upycha je do walizki, Marcin jest bezpieczny. Mówi więc głośno: „Ale co ty robisz, tato?”. Słyszy: „Wyprowadzam się, twoja matka to dziwka”. Podbiega i syczy: Dziwka, kurwa, szmata. Zdechniecie razem. Drzwi trzaskają, ktoś coś słyszy.
Marcin: Cierpiałem, gdy odszedł. Pokaż mi dziecko, które nie cierpi po stracie rodzica. Siadałem przed pustą szafą. Zaklinałem: niech tata przestanie pić, niech mnie kocha, niech tata przestanie pić, niech kocha.

„Zadzwonię. Obiecuję”
Chłopiec ma 10 lat. Często jada obiady u rodziców kolegów z klasy. Tam ojcowie też czasem biją, i piją też. Albo matki. Ale chociaż na obiad jest zupa pomidorowa. I rosół.
Marcin lubi smak marchewki. Jego matka nie gotuje. Wciąż za to płacze. „Ojciec nas skrzywdził, skrzywdził, zostawił” mówi. W białej szafce w kuchni są tabletki. Ona łyka je garściami, bo po nich się śpi. Marcin któregoś dnia łyka je wszystkie. Koleżanka:  Możesz zasnąć na zawsze”. Marcin się cieszy, bo chciałby umrzeć. A potem jest szpital, i płukanie żołądka, i panie w białych fartuchach. „Jemu nic się nie stało, to taka pomyłka” tłumaczy matka. Dzwoni do męża, on już mieszka z inną kobietą. „Zadzwonię, zadzwonię, obiecuję” słyszy.
Marcin: Do dziś nienawidzę słabych kobiet, to udawanie, że nic się nie stało. I miliony obietnic ojca. Że przyjdzie, że zadzwoni, że będzie. Nie przyszedł nigdy.

„Spier… nie mam pieniędzy”
Chłopiec ma 19 lat, zdał maturę, chce jechać do Londynu. Zaczynać wszystko od nowa. Odzywa się do ojca, prosi o pożyczkę. W końcu nie płacił alimentów. W mieszkaniu ojca śmierdzi. Już nie lękiem, ale niestrawionym alkoholem, przegraną. „Jeb się, synu, jeb się” . Kochanka ojca wpycha ojca do łóżka. Pościel jest brudna. Marcin wie. Nawet gdyby ojciec się na niego zamachnął bez trudu by się obronił. „Przepraszam, przepraszam, on ma takie problemy z pracą. Musisz zrozumieć, zrozumieć musisz” kochanka powtarza. Wciska chłopcu banknot, tłumaczy.
On myśli: Jest czulsza niż matka. I bardziej opiekuńcza.

Z maila: „Tych sytuacji było tysiące. Nic, ku… a nie jesteśmy winni swoim rodzicom, którzy się nami opiekowali. Nic nie jesteśmy winni pijakom, ludziom agresywnym, którzy nie dawali nam wsparcia, gdy byliśmy bezradni, mieliśmy kilka lat. Nawet jeśli to nasi rodzice. Dajesz miłość, dostajesz ją w zamian. Nie dajesz, nie dostajesz nic. To matematyka. Dzieciństwo bywa jak nóż w gardle. Nie umiem go wyjąć. Przemoc rodzi przemoc. Złość rodzi złość. Nieuwaga rodzi nieuwagę. W dupie mam rodziców. I to, że ktoś mówi: bądź mądrzejszy, i lepszy. Nie chcę. Mam swoje dzieci, pracuję na wzajemność”.

Odpowiedź: Rodzice pewnie też mieli swoją historię. Twój ojciec….
Marcin: Byłem bity, nikogo nie biję. Byłem zostawiony, nie zostawiam. Nie mam poczucia winy. Uwielbiam swoich synów. Tania ta psychologia. Znam setki ludzi, którzy czują jak ja. Ale trwają przy rodzicach. I marnują życie.

PS. Marcina ojciec umarł na początku sierpnia. Marcin nie pojechał na pogrzeb. Nie odezwał się też do matki.
P.S 2. Ojciec Marcina był inżynierem. Mama redaktorką w dużym wydawnictwie. O Marcinie mówili: „Bo ty jesteś z dobrego domu”.

https://mamadu.pl/120763,nienawidze-swoich-rodzicow-nie-bede-sie-nimi-opiekowac-czy-zawsze-jestesmy-winni-starszemu-pokoleniu-pomoc

W Polsce nikt nie chce rozmawiać o eutanazji!

Znalezione obrazy dla zapytania miłość film

Było sobie starsze małżeństwo.

Nazwijmy ją i jego, a więc On niech będzie Stanisław, a Ona Anna.

Łączyła ich przez całe życie pasja do muzyki klasycznej i wręcz godzinami mogli ze sobą rozmawiać o muzyce właśnie.

Ich rozrywką na starsze lata było chodzenie na wszystkie koncerty jakie odbywały się w ich mieście.

To była dla nich uczta, a po każdym koncercie wracali autobusem do swojego domu, pełnego książek, obrazów, starych bibelotów i pamiątek i oczywiście.

W salonie stał okazały fortepian, przy którym Anna często zasiadała, a dom ich rozbrzmiewał muzyką.

Stanisław siedział wtedy z herbatą w fotelu, zapatrzony i zasłuchany podziwiał jej grę.

Pewnego poranka usiedli w kuchni do wspólnego śniadania.

Anna ugotowała mężowi jajka na miękko, ale zapomniała podać soli.

Kiedy Stanisław podniósł się po przyprawę, wracając do stołu, zauważył, że z Anną dzieje się coś bardzo dziwnego.

Mówił do niej, pytał co jej jest, a Anna siedziała z nieruchomym wzrokiem, wpatrzona w jeden punkt.

Stanisław bardzo się wystraszył i zaczął Annie robić zimny okład.

O dziwo, Anna przemówiła i zaczęła się zupełnie normalnie zachowywać, nie pamiętałąc jednak nic, co się wydarzyło.

Czujny Stanisław zawołał lekarza, który Annę skierował na badania do szpitala.

Okazało się, że Anna musi być poddana operacji, w celu usunięcia skrzepu z żyły szyjnej.

Niestety, ale operacja się nie udała i po niej pozostał Annie paraliż, co wiązało się z wózkiem.

Niewładne nogi i prawa ręka, skazały ją na całkowitą pomoc ze strony Stanisława.

Kochający jak nikt, starał się, aby Anna w miarę normalnie funkcjonowała.

Opiekował się nią z całych sił, kąpał, mył włosy, czytał, gładził jej ręce, karmił i rehabilitował.

Wzbraniał się przed pomocą pielęgniarki, gdyż Anna, to był tylko jego, ukochany skarb.

Pewnego dnia Anna miała drugi atak i straciła zdolność mówienia i rozpoznawania.

Stanisław i Anna mieli jedną córkę, która mając swoje poważne kłopoty małżeńskie, wpadała do rodziców jak po ogień, współczując swojemu Ojcu.

Między wierszami sugerowała, aby oddać matkę do domu starców, ale Stanisław nie chciał o tym słyszeć.

Sam chciał opiekować się żoną, mimo, że coraz gorzej sobie z tym radził.

Zdecydował się wreszcie przyjąć pielęgniarkę, ale widząc jaka z niej szorstka i nieludzka kobieta w obchodzeniu się z jego żoną, wypędził ją na trzy wiatry.

Z Anną było już tylko gorzej i nie miała już żadnej szansy na powrót do zdrowia.

Leżała w łóżku jak roślina, robiąc pod siebie. Stanisław jednak wciąż się nią opiekował, choć kontakt z żoną już był żaden.

Sam zaczynał podupadać na zdrowiu i było mu coraz ciężej, patrząc, jak jego ukochana żona jest warzywem.

Pewnego dnia, goląc się, usłyszał jęki z pokoju żony.

Poszedł do niej i spytał, czy ma jej coś opowiedzieć ze swojego życia.

Opowiedział jej historię, której przez całe ich wspólne życie  nie zdążył opowiedzieć, a kiedy skończył, wziął poduszkę i zakrył twarz żony tak szczelnie, że za chwilę Anna skonała.

Następnie poszedł do kwiaciarni i kupił kwiaty.

Przebrał żonę w najpiękniejszą suknię, obsypał ją kwiatami, a potem zamknął w pokoju, oklejając drzwi szczelnie taśmą, aby nikt jej nie przeszkadzał już.

Tym razem opowiedziałam film z zakończeniem pt. „Miłość”.

Nie wiem jaki czort kazał mi oglądać ten film.

Nie wiem, co mnie podkusiło być przez dwie, bite godziny w domu Stanisława i Anny, podglądać ich małżeńską miłość i ogromną tragedię.

A może dlatego, że się ponownie utwierdziłam, że starość się Panu Bogu nie udała, a także, że starość, to gówniana sprawa.  

Gdybym kiedyś ja stała się taką bezbronną istotą, dla której nie ma już żadnego ratunku, to nie chcę za wszelką cenę, trzymania mnie na siłę przy życiu.

Może taka poduszka i odwaga kogoś bliskiego, to jest całkiem dobre rozwiązanie, skoro nikt w naszym kraju nie chce ze starymi ludźmi rozmawiać o eutanazji!

Smutny temat i adekwatnie zdjęca jesienne mojego autorstwa!

 

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, trawa, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, trawa, buty, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, trawa, na zewnątrz i przyroda