Archiwa tagu: nauka

Jan Zamoyski „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”

Mam w ciągu dnia parę chwil na to, aby czytać blogi, które mam w ulubionych, a Radar od razu wskazuje, kto coś na swoim blogu napisał nowego, a ja zostawiam komentarz.

Blogi piszą ludzie, którzy dbają o swoje blogi i zamieszczają na nich ciekawe treści, oraz dbają o piękną polszczyznę z zachowaniem ortografii i interpunkcji, gdyż zależy piszącym na swoim blogu i szanują czytających odbiorców.

Czytam blogi ludzi młodych i tych, troszkę starszych i z tych treści uczę się rozumieć piszącego, a także czegoś nowego się dowiaduję!

Wszyscy ludzie na naszej Ziemi mają inne spojrzenie na świat, ale warto dyskutować i się spierać na argumenty i pięknie się różnić, ale kulturalny człowiek nigdy nie zabawi się w hejt, aby jego racja była najmojsza!.

Staram się nawet zrozumieć sympatyków PiS, którzy dadzą się pokroić za tę partię, bo może na swój sposób marzą o wielkiej i bogatej Polsce, ale nie wchodzę z nimi w dyskusję, gdyż są w stanie zabić każdego, kto myśli inaczej.

Ja sobie zawsze to tłumaczę w ten sposób, że prawda zawsze zwycięży, a oni zostaną pokonani i sponiewierani.

Mamy nowe czasy i od trzech lat nasza Polska jest psuta każdego dnia przez ludzi bez wyobraźni i kiedy czytam, że w szkole jest więcej lekcji religii, aniżeli języka polskiego i wychowania fizycznego, to wpadam w furię.

Każde dziecko w Polsce jest objęte obowiązkiem nauczania i szkolnym, a w ostatnich czasach wypuszcza się ze szkół totalnych nieuków, którzy sadzą kardynale błędy w pisowni i tacy niedouczeni idą w świat!

Moja Mama skończyła tylko szkołę zasadniczą, tuż przed wojną, a mimo to nauczyła się poprawnej pisowni i nie sadziła kardynalnych błędów, bo nawet pisała wiersze.

Co się porobiło ze współczasną młodzieżą, że nie potrafi  zostawić w Internecie treści bezbłędnych, które na czerwono podkreśla je Goolgle i ta młodzież zostawia w sieci takie treści? (poniżej).

Pamiętam swoje wypracowanie w szkole średniej, kiedy napisałam słowo żucać, zamiast rzucać i nauczycielka podkreśliła mi to na czarwono, a ja spaliłam się ze wstydu!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba

Obraz może zawierać: tekst

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą, tabela i w budynku

Znalezione obrazy dla zapytania szkoła to nie kościół

Reklamy

Nie katujcie swoich dzieci i wnuków!

W sieci krąży mądry tekst – tak ja uważam i wkeiłam go poniżej.

Jednak zacznę od tego w związku z tym tekstem, bo przypomniały mi się czasy mojej wczesnej młodości.

W szkole podstawowej ogromnie lubiłam uczyć się języka polskiego, geografii, biologii, a nienawidziłam matematyki i historii.

Kochałam ćwiczyć na WF i byłam w tym naprawdę dobra.

Świetnie grałam w kosza, piłkę ręczną, a także biegałam i skakałam.

Miałam niezły głos, a więc należałam do chóru i zespołu „Stokrotki” i to było wszystko z własnej woli – bez presji rodziców!

Jednak najbardziej nie lubiłam matematyki, która spędzała mi sen z powiek.

Bałam się nauczycielki wykładającej, która według mnie matematyki nie nauczyła nikogo z kim czasem na ten temat rozmawiałam.

Jej nauki gdzieś do mnie nie trafiały i leciały gdzieś obok mojego, młodego mózgu i dlatego bałam się każdej klasówki, czy też wywołania do tablicy – masakra – słowo kiedyś nie używane!

Zbliżały się egzaminy do szkoły średniej i dopiero wówczas wpadłam w niesmaowitą panikę, bo przecież byłam w tym przedmiocie bardzo słaba.

Mama jak zwykle przyszła z pomocą i prowadzała mnie przez dwa tygodnie do swojego znajomego, który krok po kroku mi tłumaczył jak rozwiązywać równania i te wszystkie inne meandry i zahaczył też o geometrię.

Okazałam się pojętną uczennicą i egzaminy zdałam z matmy na piątkę!

W szkole średniej trafiłam na klasę złożoną z 33 dziewczyn – z nalepszymi ocenami.

Matematyki uczył nas pieruńsko przystojny profesor Sowa i kto by tam zważał na to, co pisał na tablicy, kiedy wszystkie do niego wzdychały ha ha.

Profesor  wiedział, że nas tego przedmiotu nie nauczył dobrze i dlatego każdej na maturze podciągnął oceny i wszystkie były szczęśliwe idąc w dorosłe życie.

Tak sobie przypominam kiedy ta matma była mi potrzebna w karierze zawodowej, bo chyba nigdy i dlaczego ja tak cierpiałam katusze przez ten przedmiot?

Współcześni rodzice teraz, jakże często katują swoje dzieci, bo mają być we wszystkim najlepsze.

Mają się świetnie uczyć, dobrze pływać, grać na instumencie, grać w piłkę, tańczyć i śpiewać itp.

A tymczasem ja – Seniorka wciąż czekam!

Znalezione obrazy dla zapytania sinus cosinus humor

A teraz zachęcam do przeczytania mądrego tekstu i pomyślcie o swoich dzieciach i wnukach!

Zdjęcie użytkownika Jarek Guc.

Dyrektor ds Szczęścia cytuje:
W sieci krąży list, ponoć skreślony ręką singapurskiego dyrektora szkoły…
Ktokolwiek go faktycznie napisał dotknął istoty sprawy:

„Drodzy Rodzice!

Już wkrótce rozpoczną się egzaminy. Wiem, że martwicie się, żeby Wasze dzieci zdały je jak najlepiej.

Jednak, proszę, pamiętajcie, że wśród uczniów zasiadających do testów, będzie artysta, który nie potrzebuje zrozumieć matematyki… Znajdzie się wśród nich także przedsiębiorca, któremu nie zależy na historii czy literaturze angielskiej… Jest tam też muzyk, dla którego ocena z chemii nie ma znaczenia… Jest i sportowiec, dla którego sprawność fizyczna jest ważniejsza niż fizyka…

Jeśli Wasze dziecko uzyska najlepsze noty, to wspaniale! Ale jeśli nie, proszę, nie pozbawiajcie go pewności siebie i poczucia godności. Powiedzcie: ‚W porządku, to tylko egzamin’.

Wasze dzieci stworzone są do o wiele większych rzeczy w życiu. Powiedzcie im, że nie ważne, ile zdobyli punktów, i tak ich kochacie i nie osądzacie.

Proszę, uczyńcie to. A kiedy tak zrobicie, zobaczycie, jak wasze dzieci podbijają świat.

Jeden egzamin czy niższa ocena nie odbierze im marzeń i talentów. I proszę, nie myślcie, że lekarze czy inżynierowie to jedyni szczęśliwi ludzie na świecie”

 

Obyś cudze dzieci uczył!

Chyba jeszcze nigdy nie pisałam o tym, że wychowywanie cudzych dzieci, to jest katorżnicza praca.

Nigdy nie miałam w sobie takich zapędów, żeby wychowywać i uczyć dzieci.

Kiedy jestem na imprezach w przedszkolach moich Wnucząt z okazji Dnia Babci i Dziadka, to podziwiam wielką cierpliwość Pań, które przygotowują Dzieci do występów.

Dzieci są różne, bo odważne i bardziej wstydliwe i często z tremą przed występem, a jednak te Panie muszą delikatnością wykrzesać z Dzieci odwagę.

Moja mowa więc będzie krótka i tu biję pokłony dla cierpliwości i profesjonalizmu Pań, które wykonują naprawdę ciężką robotę.

Dla mnie i mojego Męża występy Dzieci w przedszkolach naszych Wnucząt, dostarczają mnóstwo wrażeń emocjonalnych i za to dziękujemy.

Robicie naprawdę coś wielkiego!

Na poniższym filmiku jest dzieło Pań z Dziećmi – z okazji Dnia Mamy i Taty w 2017 roku! 🙂

 

Czy świat już wie, że Polska ciemnogrodem już stoi!

Kiedy byłam dziewczynką w szkole podstawowej, to w zasadzie nie było takiego przedmiotu jak „życie w rodzinie”, czy też innego, który wprowadzał w życie seksualne, dojrzewanie, dorastanie.

W domach też nie wiele się na ten temat mówiło, bo to był temat tabu, a rodzice byli często zapracowani i nie wiedzieli właściwie, że dzieci należy uświadamiać w domu, bo szkoła w tym temacie kulała.

Pamiętam, że z koleżankami dorwałyśmy książkę pt. „O dziewczętach dla dziewcząt” i z wypiekami na twarzy czytałyśmy ją na ogrodzie działkowym jednej z nas w altanie.

Książka ta odpowiedziała nam na wiele pytań, które w wieku nastoletnim zaczęły ciekawić.

Ta książka jest wciąż aktualna, a nam w sposób delikatny, przyswajalny wyjaśniła  wiele aspektów w temacie naszego ciała, seksualności i odpowiedziała na wiele dręczących pytań.

Jeśli macie Wnuczki w wieku dorastania, to podrzucie im tę książkę, a nie zrobicie nastolatce żadnej krzywdy.

„O dziewczętach dla dziewcząt”

 

Mamo, czy miesiączka zawsze boli? Czy można zajść w ciążę za pierwszym razem? Jak to jest u ginekologa? Chciałabyś zapytać, ale jest Ci głupio. I w ogóle nie radzisz sobie z tym okropnym dojrzewaniem. Z nieodwzajemnionymi miłościami…. zdradami przyjaciółek…. domowym rygorem…. nauczycielami, którzy się uwzięli…. niewiarą w siebie…. huśtawką nastrojów…. ciałem, które pęcznieje, miewa pryszcze, poci się i wygląda nie tak jak trzeba… Och, brakuje Ci kogoś, kto by wszystkie niepokoje i pytania potraktował poważnie, kto by O TYCH SPRAWACH fachowo i życzliwie POROZMAWIAŁ. Wiesz o seksie więcej niż mama, gdy była w Twoim wieku, ale ta wiedza wygląda jak rozrzucone elementy puzzli. Przeczytasz tę książkę – i puzzle się ułożą.

A teraz przystępuję do ataku.

Codziennie się budzę z myślą, że już w moim kraju nic mnie nie zaskoczy, ale niestety – zaskakuje.

Za rządów PiS durnota i ciemnota mnie zaskakuje, bo jak czytam poniższe, to krew mnie zalewa.

Ja chcę nowoczesnych, naukowych poglądów dla moich Wnuków, a nie kościelnych dyrdymałów.

Moje Wnuki rosną i rosną jak młode listki na drzewach wiosną i czeka je taka ciemnota!

Ja się z tym nie godzę, bo pragnę, by moje Wnuki wyrosły na światłych ludzi, ale czy uda się uciec od ciemnogrodu – oto jest pytanie?

Ekspertka MEN od edukacji seksualnej: „Stosowanie prezerwatywy POWODUJE RAKA PIERSI! Kobieta pozbawiona DOBROCZYNNEGO WPŁYWU NASIENIA choruje”

Podczas Czarnego Protestu walczono nie tylko o możliwość legalnej i bezpiecznej aborcji, ale także edukacji seksualnej, która miałaby zmniejszać liczbę niechcianych ciąż, a zwiększać wiedzę o zdrowiu i zagrożeniach przemocy seksualnej. Ministerstwo Edukacji Narodowej ma jednak własną koncepcję przeciwdziałania zagrożeniom. Na ekspertkę do spraw wychowania seksualnego powołano konserwatywną prof. Urszulę Dudziak, która uważa antykoncepcję za… „przejaw niedojrzałości”.

Urszula Dudziak, która uważa, że zabezpieczanie się przed niechcianą ciążą i chorobami przenoszonymi drogą płciową prowadzi do „uzależnienia od seksu”, pracuje właśnie nad nowym, oficjalnym podręcznikiem wychowania do życia w rodzinie. Wiadomo już, że szeroki temat edukacji seksualnej będzie zawężony do tematyki życia w tradycyjnym, katolickim małżeństwie. Choć treść podręcznika nie została jeszcze ujawniona, główne tezy autorki można już wywnioskować z jej wcześniejszych publikacji.

Marzył jej się podręcznik totalny. W stu procentach katolicki, z poradami na temat naturalnego planowania rodziny – tygodnik Polityka cytuje byłego doktoranta Dudziak. Próbowała go przeforsować, ale wciąż trafiała na opór MEN. Frustrowało ją to. Odżyła, kiedy PiS doszło do władzy i minister Anna Zalewska zaproponowała jej opracowanie nowej podstawy programowej.

Na podstawie dotychczasowej działalności Dudziak na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i z wypowiedzi w Radiu Maryja jedyną akceptowaną przez nią formą „antykoncepcji” jest kalendarzyk, czyli w zasadzie metoda planowania ciąży, a nie zapobiegania jej. Uważa, że „płodność to nie choroba, żeby z nią walczyć”, a do tego kobieta… nie powinna rezygnować z „dobroczynnego działania spermy”:

Stosowanie prezerwatywy i stosunek przerywany powoduje raka piersi, a kobieta pozbawiona dobroczynnego wpływu nasienia choruje – twierdziła Dudziak.

Dobrodziejstwo to jest jednak zarezerwowane dla mężatek – pary do czasu obowiązkowego ślubu kościelnego powinny przejść etap „seksualnego milczenia”. Zaleca też wstrzemięźliwość, gdyż rozładowanie napięcia seksualnego przez masturbację jest „zubażające”.

Koncentracja na własnym narządzie nie zastąpi bogactwa osobowego kontaktu dwojga – zapewnia Dudziak. Żałosna próba dostarczenia sobie samemu przyjemności seksualnej ogranicza człowieka i zubaża.

Najważniejszą nowością, jaką proponuje Dudziak, jest… prześwietlanie nauczycieli w ramach wdrażania nowego programu nauczania. Według niej należy weryfikować życie prywatne zwłaszcza tych osób, które są „laickie” i głoszą odmienne poglądy obyczajowe.

Rozwiedziony albo żyjący w konkubinacie może negatywnie wpłynąć na postawy uczniów– twierdzi ekspertka MEN i radzi unikać nauczycieli z rodzin inteligenckich: więcej osób aprobujących katolicką moralność małżeńsko-rodzinną wywodzi się ze środowisk robotniczych i chłopskich.

Według Dudziak pomocny w weryfikacji byłby system donosicielstwa, bo życie prywatne nauczycieli powinno być przedmiotem zainteresowania nie tylko dyrektorów szkół, ale również innych nauczycieli oraz rodziców uczniów.

Wyobrażacie sobie „edukację seksualną” dzieci pod kierunkiem takiej profesor?

https://www.youtube.com/watch?v=odRS1I-kXNM

 

http://www.pudelek.pl/artykul/101496/ekspertka_men_od_edukacji_seksualnej_stosowanie_prezerwatywy_powoduje_raka_piersi_kobieta_pozbawiona_dobroczynnego_wplywu_nasienia_choruje/

O moja Polsko! Cóż oni ci robią?

Kiedy ponad rok temu toczyły się rozmowy, na kogo by tu oddać głos w wyborach ostrzegałam kogo tylko mogłam.

Czułam, że kiedy PiS dojdzie do władzy to zrobią w kraju armagedon na skalę światową. 

Wiedziałam, że te ich rządy do niczego dobrego nie doprowadzą, ale nie wiedziałam tylko, że nastąpi to tak szybko.

Już minął ponad rok tego nierządu, a Polska zamienia się w ruinę. 

Nie byłoby to takie bolesne, jeśli nie przeżyło się 25 lat z hakiem w miarę normalnym kraju.

Teraz przecieram oczy ze zdumienia każdego dnia z powodu draństwa, niekompetencji, mściwości tych ludzi, którzy do władzy się dorwali.

Boję się o moje Wnuki, bo czytam w sieci różne kwiatki.

To nie są zmyślone tematy, bo staram się czytać ludzi mądrych, których ta destrukcja boli tak samo jak mnie.

Przeczytajcie!

 

ppłk Adam Mazguła – pisze:

Młodzież nie ma swoich bohaterów i wzorców wartości!
Dwa ostatnie dni spędziłem wśród młodzieżowych liderów organizacji pozarządowych. Opowieści ze szkoły zatrważają!
Przekazała mi pewna nauczycielka informację, że na lekcji szkolnej w gimnazjum, omawiano bohaterów narodowych. Młodzież burzyła wszystkie autorytety narodowe. Okazało się, że Tadeusz Kościuszko to zdrajca bo walczył z biskupami, za co Polska popadła w niewolę. Lech Wałęsa to komunistyczny „Bolek” , a Józef Piłsudski to lewak, który na dodatek zorganizował przewrót majowy. Skąd więc ta wiedza spytacie? Od pani katechetki z lekcji religii. 
To nie odosobniony przypadek. Młodzież jest zagubiona. Politycy, których jest najwięcej w mediach udowadniają, że kłamstwo się opłaca, a oszustwo pozostaje bez konsekwencji. Opluwa się autorytety, niszczy wartości. W domach, na podwórkach szkolnych i w kościołach karmi się dzieci propagandą podziału społecznego i walki z wszystkimi i o wszystko. 
Młodzież ucieka w świat wirtualny. Wartością stały się pokemony, wzorcem bohaterowie kreskówek, czy gier wojennych. Wojna stała się grą przygodową w zabijanie. Słabsi uciekają w dopalacze i narkotyki. 
To się dzieje naprawdę. 
To my dorośli odpowiadamy za upadek wzorców naszych wartości, co w konsekwencji powoduje, że młodzież wzrasta obok społeczeństwa. 
Jak się bronić? Polecam zaangażowanie w harcerstwo, w kluby sportowe, muzykę, koła naukowe. Wszystko to, co odciągnie uwagę dzieci od telewizora i ulicznych staczy w bramach. Na uspokojenie nastrojów społecznych i modę na odpowiedzialność za czyny i słowa, które to, mogły by stać się wzorcem dla młodzieży, w obecnym czasie nie liczę! . 
I jeszcze jedno ! Musimy pogonić ze szkoły katechetów, którzy niszczą dziecięce umysły.

Moje wnuczęta na służbie, ale pamiątki zostały :)

Dobry wieczór. 🙂 Zimno już się zrobiło, ale nie narzekam. Cieplejszy sweter i jest dobrze, ale ja nie o tym:

Spotkałam dzisiaj na spacerze młodą mamę, której dawno nie widziałam, gdyż z rodziną wyprowadziła się do większego miasta z racji lepszej pracy i lepszych szkół dla dzieci. Przyjechała, by odwiedzić rodziców już nie młodych.

Usiadłyśmy na dłuższą pogawędkę w parku  i młoda mama mi się poskarżyła, że ma kłopot ze swoją córeczką, która zaczęła właśnie edukację szkolną.

Powiedziała mi, że córeczka po trzech tygodniach uczęszczania do szkoły, nagle zaczęła marudzić i nie za bardzo chce się jej do tej szkoły chodzić. Młoda mama jest bardzo tym faktem zmartwiona, bo nie tak sobie wyobrażała początki szkoły swojego dziecka. Każdego ranka musi mocno przekonywać córkę, że szkoła jest ważna i nie może tak marudzić i się mazać.

W jednej klasie są dzieci z rocznika 2008 i 2009. W jednej klasie są dzieci, które uczęszczały do przedszkola, gdzie nauczono dzieci liczyć i pisać, a te dzieci, które wychowywane były w domu już niekoniecznie posiadają te umiejętności i co się okazało?

Córeczka mojej znajomej po prostu nudzi się w tej klasie. Potrafi sprawnie już posługiwać się kredką, ołówkiem i innymi rzeczami. Potrafi w trzy minuty zrobić pięć szlaczków, kiedy te młodsze o parę miesięcy dzieci nieporadnie to wykonują i młoda mama uważa, że jej córeczka faktycznie traci tylko czas. Według niej córka posiada umiejętności dzieci z drugiej klasy podstawowej.

Mała nie chce chodzić do szkoły, bo na świetlicy przed lekcjami nie ma praktycznie żadnych dodatkowych zajęć i dzieci siedzą w tej świetlicy i się nudzą kompletnie. Takie wynudzone bezczynnością i zmęczone idą na lekcje, gdzie dzieci prezentują tak skrajny poziom.

Pamiętam moją pierwszą klasę, do której trafiły dzieci nie wychowywane przez przedszkole. Byliśmy wszyscy na jednym poziome. Pamiętam, że uczyliśmy się pisać najpierw ołówkiem, a potem obsadką i stalówką maczaną w atramencie, ale to było kiedyś.

Teraz do szkoły trafiają dzieci różnie przygotowane i uważam, że powinno się je weryfikować na samym starcie przez psychologów, aby układać klasy na tym samym poziomie, bo te bardziej już wykształcone po prostu się uwsteczniają.

Młoda mama zaznaczyła mi, że nie należy do histerycznych matek, ale pragnie tego, aby jej dziecko szkołę uważało za coś dobrego i aby  z chęcią do tej szkoły szło. Bez mazgajenia się i bez focha i dlatego po dłuższej dyskusji stwierdziłyśmy, że skoro mała po południu, trzy razy w tygodniu uczęszcza do szkoły muzycznej, to mama postara się o miejsce w tej szkole na swojej córki, w której od godziny ósmej rano są zajęcia z podstawowego programu, ale i są zajęcia dodatkowe, za które trzeba zapłacić, ale przynajmniej dziecko będzie miało czas wypełniony aktywnie do godziny 16.

Tak bardzo niektórzy psychologowie obstawiali za przyjęciem ustawy o sześciolatkach, ale uważam, że ten program ma wielkie luki ze szkodą dla małego dziecka i jego rodziców.

Ciekawa jestem jak tam Wasze wnuczęta się odnalazły w szkolnych klasach, na samym początku edukacji.

Z serii – może jeszcze o tym nie wiecie?

Na Facebooku, a potem na YT poznałam młodziutką Paulinę Mikułę, która prowadzi swojego videobloga na YT i powiem Wam, że jestem mile zaskoczona.

Pani Paulina opowiada w bardzo przystępny sposób o naszym języku ojczystym i popełnianych bardzo często błędach językowych.

Jest świetna w tym co robi i ma już na swoim kanale 50 filmików, które bardzo przyjemnie się słucha.

Zachęcam, abyście wpadli na jej kanał i posłuchali, bo mówi płynnie, bardzo zabawnie i przede wszystkim uczy.

To miłe, że młodzi ludzie biorą się za propagowanie języka, że aż buzia się uśmiecha.

 

 

Profil Pani Pauliny na Facebooku

Komputer, to świetny sposób na samotność Seniora

Pamiętacie chyba swoje młode lata, kiedy to biegaliśmy do pracy, a z pracy do domu, bo do dzieci trzeba było jak najprędzej. Wszystko w biegu, a więc zakupy, pranie, gotowanie i jeszcze często biegaliśmy na swoje działki, które też wymagały naszej opieki.

Kiedyś działka to wybawienie, gdyż świeże warzywa i owoce dla naszych dzieci, to było to coś dla rodziny i zawsze się coś na zimę zawekowało. Ja pamiętam, że na działkę biegłam w niedzielę, bo w tygodniu nie było już czasu. Wyrywałam te chwasty, które w tydzień urosły, a jak była susza, to się podlewało późnym wieczorem, kiedy złapało się ciśnienie w ogrodowym wężu. 🙂

Skonani kładliśmy się spać, a warto było się starać. Czas wypełniony po brzegi, ale powtarzam, że warto było się starać, gdyż tu chodzi o czyste sumienie, że tak wiele udało się zrobić dla przyszłych pokoleń, a naszych dzieci.

Ale czas szybko płynie i nagle znaleźliśmy się na wytęsknionych emeryturach i tu chcę dojść do pomysłu na ten wpis.

Pisałam, że moja Mama jest już wiekową Panią i tak ją obserwuję i stwierdzam, że jest bardzo dzielna w spędzaniu wolnego czasu. Często się zastanawiam jak Ona ten czas spędza, bo przecież nie jestem w stanie być z nią przez wiele godzin. Mam swoje życie i męża, a więc i obowiązki.

Kiedyś zaproponowałam jej, że kupimy jej małego laptopa i bym jej pomogła odnaleźć się w sieci, aby ten czas sobie urozmaiciła. Pomogła bym oczywiście poznać meandry poruszania się w sieci i podpowiedziałabym ciekawe strony. Może bym ją zalogowała na jakieś forum dla Seniora i tak dalej. Wiem, że sobie by poradziła, bo obsługę telefonu pojęła w lot, ale niestety nie był to dobry pomysł.

Moja Mama przeszła dwa zabiegi na oczy i w związku z tym źle widzi, a więc pomysł upadł, a po drugie gdybym może wcześniej wyszła z taką propozycją, to by złapała bakcyla. Niestety, ale ludzie starsi boją się komputerów, a do komputera trzeba poczuć bluesa, bo inaczej nikogo się nie zmusi do jego używania.

Pamiętam swoje początki z komputerem i choć stał on w kącie zostawiony przez dzieci dla Matki, która nagle nie musiała już biegać do pracy, to się go też bałam. Pamiętam, że stroiłam się do niego dłuższy czas, bo nie wiedziałam jak i co i z czym to się je.

Pamiętam, że pewnego dnia miałam dość długich dni rozłożonych między domowymi czynnościami i się odważyłam go włączyć. Dostałam kilka wskazówek od dzieci i wiecie co? Na początku wpisywałam w wyszukiwarkę tak jak bym pisała w zeszycie. Polska z dużej litery, a przecież wyszukiwarka znajdzie i z małej. Byłam taka strasznie akuratna i przestraszona, że cieszyłam się, kiedy znalazłam w sieci program telewizyjny – jak jakaś głupia.

Potem drogą prób i błędów jestem i piszę na blogu. Sama się wszystkiego nauczyłam, bo na przykład wgrywanie zdjęć do komputera, czy ich wklejanie na Facebooku. Niby nic, a jednak kiedy zdarzy mi się awaria komputera, to szukam osobiście recepty na jego naprawienie i kilka razy mi się udało, bez pomocy fachowców.

Czasami, a może dość często widzę siebie na łóżku, że już ani ręką, ani nogą, ale umysł jeszcze sprawny i sobie wyobrażam moje życie bez komputera – masakra – mówię Wam. Spędzam przy komputerze dużo czasu, bo jestem uzależniona, a z komputera wiele się ciekawych rzeczy dowiaduję, a także są miejsca, gdzie wyrażam swoje zdanie i nagle mi ten tlen odcinają!

Męczę się psychicznie w takim momencie, że choroba pozbawiła mnie przyjemności i to jest dla mnie straszne uczucie. Wiem, że kiedyś nadejdzie taka chwila i nastąpi koniec przygody z komputerem i ze wszystkim!

W swoim otoczeniu znam kilka Pań, które są dzielne w sieci, ale i znam takie, które boją się tego ustrojstwa jak diabli i nie oszukujmy się, ale komputer pomaga bardzo znosić smutną samotność, choć ja samotna jeszcze nie jestem. Mimo to, ja i mąż mamy swoje maszynki do zapełniania wolnego czasu i póki co – jest fajnie.

Opiszcie swoje początki z komputerem. 🙂

Uśmiech Mony Lizy – moje kino

Amerykańskie miasteczko w latach pięćdziesiątych, do którego przybywa młoda nauczycielka wykładająca historię sztuki na uczelni dla dziewcząt. 

Opowiadam od filmie raczej dla kobiet, które chciałyby zamiast powtórek w telewizji oddać się filmowi pt. „Uśmiech Mony Lizy” , a w roli głównej zobaczyć Julię Roberts jako młodą nauczycielkę właśnie.

Konserwatywne wychowanie młodych kobiet nie spodobało się młodej nauczycielce i próbowała obudzić w dziewczętach poczucie własnej wartości, bo nie podobało się jej, że dziewczęta były wychowywane w sposób poddańczy mężczyźnie, domowi, a potem rodzeniem dzieci. Chciała wykrzesać w nich więcej ambicji, że nauka i wykształcenie tak samo, a nawet bardziej powinno im przyświecać i w zasadzie jej się to udało, ale nie do końca.

Takie były czasy, że kobieta w tamtych czasach, aby być poważaną to musiała wyjść dobrze za mąż, a jeśli w jej małżeństwie źle się działo, to powinna znosić to z pokorą i nie wypadało nawet się rozwieźć z niewiernym mężem.

A dlaczego tytuł filmu „Uśmiech Mony Lizy”? Chyba dlatego, że jeszcze nikt nie odgadł, czy Mona Liza, mimo uśmiechu na twarzy, była szczęśliwa, czy to tylko przyklejony uśmiech. 🙂

Polecam ten film na długi wieczór, a może na wolny poranek, bo czy to ważne 🙂