Archiwa tagu: list

IPN Kaczyńskiego!

Stało się tak, że mocno śpiąc nie usłyszałam pukania do drzwi przez listonosza.

W skrzynce znalazłam więc awizo i musiałam się zebrać, aby odebrać przesyłkę na Poczcie Polskiej.

Nie byłam w tym przybytku chyba z 10 lat, bo wszystko załatwiam elektronicznie i stwierdziłam jak bardzo ta instytucja się zmieniła!

Zobaczyłam na regałach masę książek katolickich i czasopism, a także stwierdziłam, że ta instytucja zamieniła się w mały market, gdzie można zaopatrzyć się w słodycze, katolicką prasę i książki i jakieś inne duperele!

Ja wiem, że każdy musi z czegoś żyć, ale dlaczego Poczta Polska zamieniła się w katolicką instytucję i trochę to wygląda groteskowo.

Skoro wylazłam z domu, to oczywiście zrobiłam kilka zdjęć mojego miasta, a zdjęcia zamieściłam poniżej! Wciąż twierdzę, że mieszkam w ładnym miejscu – dość zadbanym!

A teraz znowu trochę polityki!

W sieci krążą zdjęcia Kaczyńskiego w swoim przybytku na Nowogrodzkiej i tam właśnie ten pan ma zgromadzone teczki – podobno na nas wszystkich.

Mam założony profil na pewnym forum i tam mam bardzo dobrego znajomego, który pisze jak jest i poniższy tekst napisał „D”.

„Archiwum Jarosława Kaczyńskiego. :szok:
Obrazek
Prezes PiS w swoim biurze zgromadził tysiące teczek. Półki pod nimi dosłownie się uginają!
Obrazek
Opasłe tomy, miliony dokumentów, teczki z tajemniczymi adnotacjami … :boisie:
A to, co widać na zdjęciach, to tylko jedno pomieszczenie. Jest tego znacznie więcej!! :dziadek:
W archiwum prezesa są też tomy opatrzone etykietami: NBP, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, partie, fundacje. Czerwonym kolorem oznaczone są grube teczki z napisem „anonimy”.
– Każdy coś ma na każdego – a Prezes „wszystko to musi wiedzieć”. Dlatego politycy PiS-u do perfekcji opanowali sztukę pisania listów do szefa.
Prezes wszystkie takie dokumenty kolekcjonuje, by je w stosownym czasie wykorzystać. :zaciera: Bywa i tak, że nawet samemu podkapowanemu pokaże donos złożony na niego! – Taki delikwent zostaje wezwany nagle, widzi, że prezes jest zły, ma jakieś papiery na stole. Wtedy Kaczyński nagle wychodzi. A delikwent ma czas przeczytać donosik. Po chwili prezes wraca. No i co? Delikwent za przeproszeniem „robi w majty i sypie” … :ubaw:

W archiwach są zapewne teczki na każdego Polaka. Na każdego komentującego w internecie poczynania PiS-u (tak, szanowni państwo komentatorzy, zapewne wszyscy jesteśmy tam odnotowani), bo każdy taki komentator może w przyszłości stać się przywódcą jakiegoś strajku w jakiejś firmie, czy organizować demonstracje przeciwko władzy absolutnej w obronie innych ludzi, albo może zdecydować się wstąpić do partii opozycyjnej i startować w wyborach do samorządu lub parlamentu. Nawet, jak będzie się publicznie wypowiadał w jakiejś telewizji to zawsze wtedy będzie można wykorzystać zebrane materiały, żeby mu dokopać, shejtować, zrobić z niego wroga „prawdziwych Polaków, Polski i kościoła”. :grozi:
Wyborcy Kaczyńskiego są w stanie donosić mu na własną rodzinę: matkę, ojca, brata, siostrę, męża, żonę, dzieci – bo kiedyś taki może okazać się wielkim wrogiem partii. . :dziadek:

Pewnie pół budynku na Nowogrodzkiej to zajmuje, albo i jeszcze więcej. Nauki wujków Kaczyńskich, którzy od dzieciństwa przygotowywali bliźniaków do rządzenia Polską przez całe ich życie i trzymania za mordę Polaków, nie poszły w las.
Jeden wujek był prawą ręką samego Stalina, a drugi Berii.
I tego właśnie uczyli od małego bliźniaków.
 :naplacz:

Dobry Boże…(kimkolwiek jesteś) – czy to możliwe że to się dzieje naprawdę??? :szok:

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, kwiat, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, chmura, trawa, kwiat i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, buty i na zewnątrz

 

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, chmura, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, dom, chmura, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, niebo, chmura, kwiat, trawa, tabela, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, chmura i na zewnątrz

List do Joli!

Obraz może zawierać: niebo, chmura, drzewo i na zewnątrz

Dzisiaj jest niedziela, a więc pospałam sobie nieco dłużej i pierwsze, co robię po przebudzeniu, to kawa, a potem włączam komputer, aby sprawdzić, co dzieje się na świecie, w moim kraju i na moim blogu.

Pierwszy łyk kawy i nagle czytam taki komentarz zostawiony przez Jolę, dawną koleżankę i myślałam, że dostanę zawału, bo jak to się stało, że mieszkając 30 lat w Kandzie odnalazła mnie w sieci i skojarzyła fakty z mojego opowiadania pt. „Byłam nastolatką”.

Po przeczytaniu komentarza wyszłam na balkon, aby zaczerpnąć świeżego powietrza, a w głowie miałam jedno zdanie, że to nie może być prawdą!

Elu,czytajac twoje opowiadanie ciarki przeszly Po calym moim ciele.To ja jestem ta kolezanka ktora cie zranila tak dawno temu.Przepraszam,ale jak piszesz nie mialam o tym pojecia. Chce ci tylko powiedziec ze przez wszystkie te lata zawsze o tobie myslalam i wspominalam ciebie.Mieszkam od 30 lat w Kanadzie.Jaki zbiegokolicznosci.Wlasciwie to szukalam ciebie na internecie przez wiele lat”.

Minęło 30 lat, a Ty Jolu wyjechałaś najpierw do Bydgoszczy i pamiętam, że w latach 70-tych, będąc na kursie w tym mieście i ja Ciebie odnalazłam i piłyśmy u Ciebie w domu kawę.

Zobacz jaką moc ma Internet, że mnie odnalazłaś i ciekawi mnie jak trafiłaś na bloga, bo chyba przez moje udostępnianie na Facebooku.

Ja sobie piszę skromnego bloga, a tu taka niespodzianka, że wręcz niemożliwa.

Jeśli tu ponownie zajrzysz, to chcę Ci napisać, co pamiętam jeszcze z naszych dziecinnych czasów.

Pamiętam, że lubiłyśmy zakładać buty naszych mam na obcasach i odgrywałyśmy, że jesteśmy dorosłe.

Pamiętam, że masz Imieniny 17 września, ale muszę to sprawdzić.

Wiele razy opowiadałam swoim Córkom, że miałam taką koleżankę, ale straciłam z Nią kontakt.

W 1976 roku wyszłam za mąż za Leszka i wiesz gdzie mieszkamy?

Mieszkamy w bloku obok naszego, na którego podwórku grasowali nasi wrogowie i nas dzieci z bloku wojskowego nie lubili.

To w tym mieście pracowałam, urodziłam Dzieci i dotrwałam do emerytury i tak zaczęłam pisać bloga, aby jakoś zaznaczyć swoje życie i zapisywać ważne z niego momenty.

U mnie tak się stało, że zaczęłam wspominać, przeglądać zdjęcia i  chyba na te starsze lata wszyscy tak mamy.

Jak wygląda nasze miasto Jolu?

Nie wiele się zmieniło, ale trochę się zmieniło i szarość miasta zamieniła się w kolorowe bloki, ocieplone kolorem, a więc nie jest już tak ponuro.

Jak pamiętasz, to mamy w środku miasta jezioro i bardzo dużo zieleni na każdym kroku.

Miło się tu mieszka, bo miasto jest spokojne, wyciszone, a więc w sam raz dla emeryta.

Prowadzę fan-page mojego miasta i możesz sobie za pomocą moich zdjęć je zwiedzić:

https://www.facebook.com/pg/Choszczno-i-okolice-w-obiektywie-369684939841459/photos/?tab=album&album_id=369685596508060

Jest tam ponad 6 tysięcy zdjęć, a więc jest co oglądać.

Jolu jeśli tu jeszcze kiedyś zajrzysz, to wiedz, że Ty też zawsze byłaś w mojej pamięci, a ostatnie zdjęcie, to jest nasz blok, w którym mieszkałyśmy

Mam jeszcze pytanie, czy Twoi Rodzice żyją, bo ja swoich już nie mam.

Mama umarła 1 lutego 2019 roku, a Ojciec popełnił samobójstwo w 1998 roku.

Pozdrawiam Ciebie serdecznie.

Odezwij się 🙂

 

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, roślina, chmura i na zewnątrz

Obraz może zawierać: chmura, niebo, drzewo, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, niebo, trawa, na zewnątrz i przyroda

Coś osobistego!

Znalezione obrazy dla zapytania pisanie
Los nie dał mi talentu do pisania wierszy, ale czasami mam jakieś przebłyski i przelewam na klawiaturę coś tam, coś tam.
Mam dziś melancholijny dzień i napisałam list do Męża, którego pewnie nie przeczyta, ale może kiedyś zdradzę mu swoje myśli spod klawiatury, a w realu staram się dla Niego, a On dla mnie!

Za chwilę będzie razem 43!

Podobny obraz
O betonowy chodnik rozbiłam swój żal,
jak nie potrzebny bibelot wdeptałam,
a za chwilę wystawiłam swą twarz
w stronę słońca i wieczorem do gwiazd.
Ulga zagościła w pani w kapeluszu.
Podobny obraz
Pada deszcz
i obmywa mnie z dawności.
Niech pada,
jestem coraz czystsza.
Podobny obraz
Umyłam okna i lśniły jak gwiazdy,
a świat stał się bardzo wyrazisty.
Weszłam na stołek, a nie jest mi łatwo.
Dziś  krople deszczu  zmyły mój trud – trudno.
Podobny obraz
Poeci nie zawsze rymują, bo często białe wiersze piszą
i taki ja chcę napisać o nas, choć nie jestem poetą!
Jesteśmy w tym mieście tylko we dwoje, skazani na siebie!
Gdzieś w świecie mamy nasze dzieci, ale one w zakamarkach
mają schowane swoje marzenia i nie będziemy im przeszkadzać.
Teraz jest ich czas – niech się realizują.
Budzę się jeszcze obok Ciebie i niech tak zostanie na długo,
bo to daje mi siłę.
Pytam rano niepotrzebnie, czy idziesz do pracy, choć wiem, że nie możesz
bez pracy żyć.
Pytam, co dzisiaj na obiad, a Ty czasami masz specjalną zachciankę,
którą z całej mocy chcę  spełnić, bo to sprawia mi przyjemność.
Czasami się złoszczę, że tak dużo pracujesz i zostawiasz mnie samą,
ale za chwilę uświadamiam sobie, że muszę dać Ci przestrzeń.
Pokornie czekam, aż wrócisz i podzielimy się tym – jak minął dzień.
Mówisz mi, że musisz pracować, gdyż trzeba do domu kupić coś nowego.
Dziś kupiłeś mi nową kanapę, na której siadam z laptopem i piszę ten wiersz.
Jesteśmy tacy sami, ale cieszymy się, że mamy siebie wciąż.
Kiedy wieczór przychodzi z satysfakcją zasypiamy obok siebie wsłuchując się w nasze oddechy.
Czasami tylko jeszcze przed snem wtrącę, że taki spokój jest w mieście,
kiedy z otwartym oknem wsłuchujemy się w odgłosy miasta.
Wtedy jest cisza. Samochody na parkingach, a my kochamy tę ciszę
po całym dniu. Wtulamy się w swoje poduchy i jest bezpiecznie.
Jutro rano znowu Cię spytam, czy idziesz do pracy i co mam ugotować na obiad.
Lubię tę naszą konwersację bez sensu, a może z sensem i walkę o każdy wspólny dzień razem.
I jeszcze taka drobnostka!
My się wciąż kochamy, choć sami jesteśmy w tym mieście.
Podobny obraz
Patrzę na niebo
i ono zawsze wisi
nad moimi rzęsami.
Patrzę na drzewo
i ono odradza się
z wiosną zielonymi listeczkami.
Patrzę na trawę świeżą
oplecioną mleczami.
Patrzę na nas
i nie wiadomym jest czy ona
zabierze ciebie pierwszego,
czy pierwszą mnie – na zawsze, 
bez możliwości odrodzenia!
Podobny obraz

Na moim osiedlu

wydeptała sobie ścieżkę

i kosi bez skrupułów.

Nie patrzy na wiek,

ani na wyznanie

i kosi jak oszalała

– stara wariatka.

Skosiła Panią Bożenkę,

która sprzedawała mi bułki latami,

a potem skosiła panią Marię,

która dzieciom zastrzyki dawała.

 One już wiekowe były,

ale dlaczego skosiła

młodego człowieka?

Bezlitośnie puka do drzwi,

a często nie puka

i wchodzi bezszelestnie,

aby kolejną duszę skosić,

bo ma taką zachciankę.

Wciąż jest nienasycona

i wciąż jest głodna

i zdarza się jej skosić

Matkę Dziecku, albo Ojca.

Wredna jest i nie przekupna

i nie przyjmuje modlitwy.

Ona kosi i kosić będzie

i tylko jednym daje

więcej czasu

na pożegnania,

a drugich zabiera

nocą,

albo z samego rana.

I tu ludzkość zadaje sobie pytanie,

kiedy przyjdzie

i, o której godzinie

i ja też się pytam

– często, coraz częściej!

Podobny obraz

Mocno oświetlam lustro
i przed nim staję.
Przyglądam się i wcale się nie dziwię.
Na mej twarzy są zmarszczki do zniesienia i są ładne.

Palcami grzebię we włosach szukając siwizny.
Jest na skroniach jeszcze nie pomalowana,
ale farba czeka na użycie.
Patrzę na szyję i widzę, że nie jest już łabędzia,
ale nie spędza mi to z oczu snu.
Poleciały te lata szalone i czas zrobił swoje,
co nie znaczy, że tam głęboko w duszy
nie mam wciąż osiemnastu lat.
Nie dziwcie się, że moje serce i dusza
się nie zestarzały, choć dziwię się sama i ja.

Wybaczcie mi dzieci i wybacz mężu, że nie jestem

nobliwą matroną, ale może się taką stanę, gdy

umierać przyjdzie mi.

 

Podobny obraz

Wszystko się zmienia,
moje marzenia
i spojrzenia moje też.
Nagle zauważam, że
ostatni listek
z drzewa spadł.
Widzę to teraz
bo też się zmieniam
i na drobne się
nie rozmieniam,
bo przyszedł czas
na wzruszenia.
Nagle zauważam
i nagle widzę
jak drzewa
poszarpał wiatr
i ostatni listek
z drzewa spadł.

 

Podobny obraz

Krawcowa kiedy szyje sukienkę,
a nici na szpulce się kończą,
zakłada nową, by skończyć dzieło.
Nasze życie też jest taką szpulką,
ale jakże rzadko możemy skorzystać
z zapasu nici, gdyż ostatni ich centymetr
nie pozwala już skończyć życia dzieła!

Podobny obraz

Nie mów nic kochany,
w naszym wieku słowa są zbędne.
Zamy się lat tyle, że wystarczy spojrzenie,
a wiemy nagle, co wpół drogi chcemy sobie przekazać.
Oszczędzajmy na słowach,
a zyskujemy na czasie, z powodu
trafnych odgadnięć i bez zaskoczenia,
bo znamy się jak łyse konie
i to jest nasza wielka miłość i siła na dalsze lata.

Podobny obraz

Frywolitka, utkana ze starej nici,
ma nadzieję na dalszy swój żywot,
ale stara nić już się strzępi,
więc trafiła na dno szuflady,
jako pamiątkowy, lecz nie potrzebny
już śmieć.
Tak z kobietą jest podobnie
i nie mówcie, że to kłamstwo
bo tylko młoda nić jest podziwiana,
a kiedy się strzępi
staje się jak ten pamiątkowy
i nie potrzebny śmieć?

Podobny obraz
Jeannie Ebner
Wiersz o małżeństwie
Z tych wszystkich listów do ciebie —
żadnego nie otrzymałeś,
bo nie wysłałam ich nigdy,
nawet ich nie napisałam,
i tylko moje oczy przyrzekały,
zdradzały miłość,
tylko moja skóra dawała sygnały,
moje włosy wszeptywały tobie w ucho.
I wystarczało nam, co nasze ciała
miały sobie do powiedzenia.
Wypowiadały słowa-zaklęcia:
Ufność.
Połączenie.
Miłość.
A więc czy było trzeba,
Bym listy do ciebie pisała?
tłum. Krystyna Kamińska
A jednak napiszę list do Ciebie Mężu, bo to zdjęcie, do którego mi tak śmiesznie i zabawnie pozowałeś, dało mi wiele do przemyślenia, że wciąż mamy siebie.
Napiszę ten list, choć nie wiem, czy dam Ci go do przeczytania? Wiesz, że piszę bloga i popierasz to moje dziwne hobby, choć kompletnie nie wnikasz w treści tu zamieszczane. Wiesz tylko, że mnie to sprawia przyjemność i w związku z tym pogodziłeś się, że są takie chwile, że myślami jestem gdzie indziej i pochłania mnie klawiatura, przy pomocy, której przelewam swoje myśli. Istnieje jednak możliwość, że dam Ci do przeczytania ten list, którego nigdy nie wyślę, ale będzie on tu zamieszczony na wieki.
Wczoraj się na mnie wkurzyłeś, bo coś wspomniałam  o umieraniu i może to ja pierwsza opuszczę ten padół i zostawię Ciebie samego. Zganiłeś mnie, a wieczorem się przytuliłeś i powiedziałeś, że masz mnie teraz tylko jedną. Nasze córki już wiodą swoje życie gdzieś tam w świecie. Pracują i mają swoje obowiązki i rodziny. Ja Ci dziękuję, że dałeś mi tak wspaniałe dzieci, za które ani razu nie musieliśmy się wstydzić. Nasze dzieci, to nasz wielki kapitał i kiedy z domu odchodziły, każde z nas cierpiało na swój sposób.
Nagle w domu zrobiło się tak cholernie cicho. Cisza ta była bardzo nieprzyjemna, bo musieliśmy oboje się pogodzić, że oto nadeszła taka kolej w naszym życiu, że nagle zostajemy tylko we dwoje.
Nie udawało się to na początku. Ja się zamknęłam ze swoją tęsknotą, a Ty uciekłeś w pracę. Widywaliśmy się tylko o poranku i wieczorem, bo praca pomagała Ci uporać się z nieuchronnym i przemijaniem, a ja ze swoim bólem i syndromem pustego gniazda musiałam uporać się sama. Bywały dni, że nie chciało mi się wstawać z łóżka, bo ogarnął mnie bezsens tego wszystkiego, ale mnie motywowałeś i udało się. Obydwoje zrozumieliśmy, że inaczej już nie będzie i musimy wspierać nasze dzieci już na odległość i to przywróciło mi wiarę, że nie zostawiłeś mnie z tym wszystkim samą. 
Pamiętasz nasze młode lata, kiedy tuż po ślubie pojechałeś na dwa lata do wojska, a ja zajęłam się wychowaniem naszego pierwszego dziecka? Pisałeś do mnie listy, że tęsknisz, a list wówczas szedł z cztery dni. Ja przyjechałam do Ciebie na przysięgę wojskową i byłeś w tym mundurze taki piękny, bo bardzo Ci on pasował. Byłam dumna z Ciebie, ale liczyłam dni do Twojego powrotu.
A pamiętasz nasze randki, kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że jesteśmy sobie przeznaczeni? Ja pamiętam, że chodziliśmy na nie – nad jezioro i tam mieliśmy swoją ławeczkę, której już teraz nie ma. Pamiętam nasz pierwszy, niewinny pocałunek i ja nie zapomnę go do końca życia? Miałam Ciebie i czułam podświadomie, że jesteś tym jedynym i inni chłopcy mnie absolutnie nie interesowali. Zakochałam się szaleńczo w Tobie i tak mnie do dzisiaj trzyma.
Jak każde małżeństwo, mieliśmy swoje wzloty i upadki. Dochodziło czasami do bardzo ostrych spięć. Jak w każdym małżeństwie padało do straszne słowo – rozwód! Jak każde małżeństwo, mieliśmy ciche dni, których ja nie znosiłam, a wiem, że i Ty także, a więc czym szybciej się godziliśmy i dalej pchaliśmy ten wózek pod nazwą – rodzina.
Oj, nasze dzieci z pewnością mają w pamięci te nasze spienione burze i huragany. Wiem, że pamiętają, bo zdarza się w bezpośredniej rozmowie, po latach, że wspominają, iż czasami jako rodzicie przedobrzyliśmy. Jednak w każdej takiej rozmowie wspominkowej, ogromnie je przepraszam, że coś nam w życiu nie wyszło.
Najważniejsze, że przeszliśmy przez to wszyscy razem i wciąż jesteśmy wszyscy razem. Nasze dzieci realizują się zawodowo i są szczęśliwe. Mam nadzieję, że nie popełniają błędów swoich szalonych i ekspresyjnych rodziców. Mam nadzieję, że potrafią nam przebaczyć nasze błędy popełnione i widzę, że Tobie też na tym zależy, bo jesteś na każde ich zawołanie, kiedy proszą o cokolwiek. Potrafisz wszystko rzucić i pędzisz do nich, co mnie wciąż ogromnie cieszy.
Jesteśmy wciąż razem kochany i póki zdrowie jeszcze jako tako nam dopisuje, potrafimy się sobą cieszyć na nowo. Zmądrzeliśmy na starość i oboje wiemy, że będziemy ze sobą do momentu nieuniknionego. Nikt z nas nie wie, jak to się skończy i oboje boimy się, że coś się nam złego wydarzyć może, ale nie rozmawiamy o tym zbyt często, choć wiem, że masz też swoje przemyślenia. Jesteś bardzo skryty ze swoimi myślami i mało wylewny, ale ja Ciebie znam i wiem, kiedy na chwilę się zatrzymujesz i rozmyślasz. Ja to wszystko widzę i po tylu latach rozumiemy się już bez słów.
Chciałabym Ci podziękować, że jesteś dla mnie tak bardzo dobry. Tyle dobrego dla mnie teraz robisz, że nawet wyprzedzasz moje niewypowiedziane prośby, a choćby, że wiesz, że w domu kończy się chleb i trzeba dokupić proszek do prania, czego ja nie zauważyłam. Ile razy mnie prosisz, abyśmy gdzieś dalej sobie pojechali, choćby na zakupy do większego miasta. Ile razy robisz mi drobne prezenty, ot tak bez powodu.
Ja też staram się dbać o Ciebie. Lubię Ci ugotować coś smacznego i lubię patrzeć, kiedy po dobrym obiedzie robisz sobie 15 minutową drzemkę. Cieszę się, kiedy dostrzegasz moje starania, aby w domu było czysto. Pomagasz mi nawet w drobnych pracach domowych, a do tego potrafisz sam wszystko naprawić, że nie musimy wzywać żadnych fachowców.
Cieszę się, że Twoja praca daje Ci satysfakcję i w niej nadal się realizujesz. Pragnę, abyś robił, to co lubisz jak najdłużej, bo praca daje Ci ogromnego kopa do życia. Wiem, że bez pracy szybko byś zwiądł i się załamał, a więc wspieram Cię w tym, najlepiej jak potrafię.
A na koniec kochany mężu muszę Ci napisać, że jestem bardzo z Tobą szczęśliwa, a wiem, że i dla Ciebie ja jestem ważna. Dopiero teraz oboje zdajemy sobie sprawę, że los nie na darmo nas sobie przedstawił 39 lat temu.
Może kiedyś napiszę jeszcze inny list. Może przypomni mi się wiele innych szczegółów i zapragnę o tym napisać, a tymczasem się powtórzę – kocham Cię bardzo, bardzo. 🙂 Wiem, że Ty mnie też, bo nawet dziś mi o tym powiedziałeś. 🙂

Ludzie listy piszą – zwykłe – polecone!

 

Znalezione obrazy dla zapytania list

Otrzymałam dzisiaj list z wieloma zarzutami, że nie dość dobrze opiekowałam się i opiekuję swoją, chorą Mamą i biorę to na klatę.

Jednak z jednym zarzutem się kompletnie nie zgadzam, a brzmi on, że nigdy nie podziękowałam Mamie za to, co dla mnie zrobiła!

Podziękowałam i tu się będę broniła!

Rok temu, kiedy Mama leżała w szpitalu już z diagnozą – napisałam do Niej list w geście podziękowania i po to, żeby wiedziała ile dobrego dla mnie zrobiła.

W  szpitalu wręczyłam Mamie ten list z nadzieją, że go przeczyta, ale tak się nie stało.

Powiedziała, że list przeczyta na spokojnie, kiedy zostanie wypisana ze szpitala do domu.

Do dzisiaj nie wiem, czy go przeczytała, bo ani słowem –  nigdy mi nie dała znaku o tym – jak ten list przyjęła.

Miałam nadzieję, że kiedy ten list przeczyta, to się uściskamy, powspominamy, czy złapiemy w geście zrozumienia za rękę – chociaż!

Nie wiem gdzie teraz ten list się znajduje i nie wiem wcale, czy go Mama przeczytała i wiecie co? Jest mi cholernie przykro, że ten list, w którego włożyłam tak dużo serca i miłości został bez echa!

A napisałam w te słowa:

„Mamo, ja wszystko pamiętam jak bardzo starałaś się wychować nas na porządnych ludzi, ale może od początku opowiem Ci, co pamiętam:

Babie Doły, rok 1959 bodajże, kiedy ja, jako szkrab uciekałam Ci z domu nad morze i złaziłam po stromych wydmach, albo znajdywałaś mnie w lesie na jakimś drzewie. 

Już wówczas lubiłam chodzić swoimi drogami ku Twojej udręce. Pamiętam, że uszyte przez Ciebie porcięta, rwałam na gwoździach i potem bałam się do tego przyznać.  

Przychodziłam zakrwawiona, posiniaczona, a Ty jechałaś na pogotowie, aby mi te szramy zaszyli.

Pamiętam, gdy opowiadałaś o czasach wojny i jak byłaś głodzona jako dziecko, przez swoją macochę.

Opowiadałaś jak zaczęłaś pracować w wieku 14 lat, jako mała dziewczynka w szwalni i  skradałaś się  po ulicach wojennej Łodzi.

Opowiadałaś jak Niemcy przychodzili i robili w domu przeszukania, a Radogoszcz poszedł z dymem pochłaniając pracujących tam ludzi. 

Po przeprowadzce do Ustki, pamiętam jak gotowałaś bieliznę  w kotle i strasznie się oparzyłaś. 

Ojca w domu nie było długie miesiące i wszystko było na Twojej głowie, a ja właśnie poszłam do pierwszej klasy.

Ty w wolnych chwilach robiłaś nam zabawki – takie mebelki dla lalek.

Pamiętam, że po położeniu nas spać, pisałaś w kuchni wiersze w niebieskim zeszycie, albo długo rozmawiałaś z Ojcem, który przyjechał, a był w domu gościem z racji swojej pracy.

Pamiętam, że często płakałaś w czasie tych rozmów, a do tego opiekowałaś się bratem Ojca, który nie miał się gdzie podziać.

Potem zwalił Ci się na głowę brat następny, bo też nie miał się gdzie podziać i to wszystko na Twoją biedną głowę spadło.

Potem następna przeprowadzka i Ojciec już w domu, ale czasami sobie myślę, że lepiej nam było bez niego.

Wieczne awantury i alkohol i tak minęło 17 lat, w których walczyłaś jak lwica o nasz dom, pracując jednocześnie.

Pamiętam, jak pomagałaś mi robić do szkoły zadania z plastyki i wszystko potrafiłaś.

Nie był Ci obcy młotek, gwóźdź, malowanie, remonty, ponieważ nie mogłaś liczyć na nikogo, bo jesteś przecież jedynaczką, a mąż się na tym nie znał.

Nastał dzień, że trzeba było z domu uciekać, bo poziom awantur przybrał apogeum.

Wyszłyśmy z domu z paroma ciuchami do zupełnie mi obcych ludzi.

Chciałaś mnie z siostrą uchronić przed psychicznym znęcaniem się, abyśmy wszystkie nie zwariowały.

Mieszkanie poza domem przez pół roku i znowu wszystko było na Twojej głowie.

Dorastałyśmy, uczyłyśmy się i trzeba było nas ubrać, zakupić podręczniki, zeszyty i sama na to wszystko pracowałaś i długo by wymieniać i pisać o Twojej dobroci, cierpliwości i pracowitości, a do tego nigdy się nie załamałaś.

Pamiętam oczywiście o tym, jak mi pomagałaś w wychowaniu mojej pierworodnej Córki.

To Ty pierwsza Ją wykąpałaś i pokazałaś jak to się robi.

Kiedy biegłam do pracy, to Ty zostawałaś z Wnuczką i sprawowałaś nad Nią swoją, babciną opiekę i tego Ci Mamo nigdy nie zapomnę.

Zawsze Cię podziwiałam, bo zawsze byłaś dla mnie wzorem i wybacz, że kiedy odeszłam z domu i założyłam swoją rodzinę, było mnie mniej w Twoim życiu. Wówczas to ja musiałam zadbać o swoją rodzinę i wychować swoje dzieci na porządnych ludzi. Zadanie wykonałam i teraz Mamo jestem myślami bliżej Ciebie, bo mam teraz na to czas. Dziękuję Ci Mamo za wszystko i kłaniam Ci się w wielkiej atencji”.

 

 

 

List do Świętego Mikołaja!

Dzieci już pewnie napisały Listy do Świętego Mikołaja, w których poprosiły o spełnienie swoich najskrytszych marzeń.

Może te listy już dotarły, albo są w drodze, ale kto powiedział, że my dorosli nie możemy takiego listu też napisać! 😀

Ja seniorka postanowiłam napisać do Mikołaja w te oto słowa:

„Drogi Mikołaju – ja osoba dorosła mam tylko jedno marzenie natury bardzo osobistej.

Piszę do Ciebie Mikołaju pierwszy raz w życiu!

W życiu moim układa się dość dobrze i nie mam prawa  narzekać, gdyż niczego mi praktycznie nie brakuje.

Mam dom i mam w koło siebie kochane osoby, a więc czego mi więcej trzeba – no może lepszego zdrowia dla mnie i moich bliskich. Jeśli nie ma zdrowia, to i pieniądze nie cieszą!

Proszę Ciebie Mikołaju o to, abyś podczas podrzucania prezentów pod choinkę – porozmawiał z dorosłymi ludźmi dla dobra mojego kraju – Polski.

Ja wiem, że przez to będziesz miał więcej pracy, ale to ważne!

W Polsce nie dzieje się dobrze od dwóch lat, gdyż rządzący nam robią w kraju rozróbę i wszystko niszczą – demokrację też.

Pogadaj Mikołaju z dorosłymi, aby w wyborach samorządowych, które odbędą się za rok – głosowali mądrze i nie oddali naszych Małych Ojczyzn w ręce złodzieji i desperatów!

Pogadaj z nimi, że zależy Ci, aby Polska wróciła na drogę demokracji, spokoju i mądrych rządów.

Mikołaju! Czy mogę na Ciebie liczyć, że pomożesz nam Polakom wrócić na szczęśliwą ścieżkę?

Z góry dziękuję i mam nadzieję, że i Tobie zależy na mądrej Europie – zjednoczonej Europie!

Abyśmy nie musili w sieci pisać podobnych tekstów – jak niżej!

W Tobie Mikołaju jedyny ratunek dla mojego kraju!”. 😀

Andrzej Rodan

ZNASZ LI TEN KRAJ?!
ANDRZEJ RODAN tako rzecze: jest taki kraj w Europie, z którego śmieje się cały świat z wyjątkiem Korei Północnej. W kraju tym rządzi Kościół, a konkretnie setka starych szamanów zwanych episkopatem – na czele z tłustawym, obleśnym, najbogatszym zakonnikiem świata, który w innym, normalnym kraju już dawno by siedział w pierdlu. Przy pomocy swoich żałosnych sługusów-obszczymurów rządzi także tym krajem konusowaty mlaskający gargamel, bezzębny, złośliwy, zawistny, mściwy, zgorzkniały, ksenofob, lodołamacz konstytucji i prawa, boksujący się z Unią Europejską i Puszczą Białowieską, kryptogej, nie posiadający konta bankowego, prawa jazdy, żony, dzieci, nie potrafiący posługiwać się komputerem, internetem, nienawidzący kobiet, Tuska, wypełniony jadem, żólcią i innymi substancjami trującymi w stosunku do wszystkiego i wszystkich. Znasz li ten kraj? Jak żyć w kraju nagiej głupoty, bezczelnej podłości, dominacji zakrystii? Biorę więc akordeon (na zdjęciu) i gram poloneza „Pożegnanie ojczyzny”. Młodości, ty nad poziomy wylatuj i spierdalaj stąd póki czas! Ostatni gasi światło!

 

Zdjęcie użytkownika Andrzej Rodan.

Prezes pachnie naftaliną, ale i tak go wybrali!

Już wcześniej pisałam, że szarakowi strach w tym kraju oceniać teraźniejszą politykę, bo można trafić za kraty!

Niektórzy się nie boją, a więc ich cytuję, jeśli z tekstem się zgadzam (pójdę siedzieć, pójdę siedzieć)!

Taki list napisano do Jarosława Kaczyńskiego!

Szanowny Pan Jarosław Kaczyński

Poseł ”specjalnej troski”

Prezes partii stanowiącej parodię zarówno prawa jak i sprawiedliwości

Słuchając Pana wywiadu Radiu Łódź po raz kolejny przekonałem się, że granica, której nie byłby Pan w stanie przekroczyć, zwyczajnie nie istnieje. Wydawało mi się, że z Pana lub innych Wybrańców Suwerena ust słyszeliśmy już wszystko. Komuniści, złodzieje, gorszy sort, gestapo, posiadacze genu zdrady, świnie oderwane od koryta, antypolacy, targowiczanie. Kolejny raz jednak Pana nie doceniłem. Teraz poznaliśmy kolejne określenie dla ludzi, którzy nie zawsze zgadzają się z polityką prowadzoną przez Prawo i Sprawiedliwość. Według teorii Pana Prezesa posiadają oni ”twarze osób specjalnej troski”. Z ludzkiej twarzy rzeczywiście można czasem wyczytać całkiem sporo, ale umiejętności odtwarzania np. kariery zawodowej (ze szczególnym naciskiem na pracę peerelowskich organach bezpieczeństwa) na podstawie rysów twarzy, nie posiada zapewne nikt inny na świecie, poza Panem. Można by przyjąć, że mówiąc o twarzach specjalnej troski nie miał Pan na celu obrażenia osób niepełnosprawnych umysłowo, gdyby nie zdanie, które padło z pańskich chwilę później: ” Nie będę tego precyzował, bo wszyscy wiedzą, co to znaczy”. Tak Panie Prezesie, myślę, że chyba wiemy co to znaczy.

Zastanawiam się tylko jak osobnik definiujący swoich oponentów ludźmi specjalnej troski, określiłby poszczególnych członków swojej partii, w stosunku do których Pan Bóg nie był przesadnie szczodry w chwili dawania rozumu? Na przykład pani posłanka wyrażająca pogląd, że ateiści, prawosławni, czy muzułmanie mający czelność zamieszkiwać na terenie katolickiej, Najjaśniejszej Rzeczypospolitej powinni wydawać oświadczenia, ”że znają i w pełni respektują polską Konstytucję oraz wartości uznane w Polsce za ważne”. Jak Pan Prezes określiłby gdańską radną, p. Annę Kołakowską, która w stosunku do posłanki opozycji użyła języka miłości następującej treści: ”trzeba to coś złapać i ogolić na łyso”? Co takiego Pan Jarosław Kaczyński wyczytałby z szyderczo uśmiechniętej twarzy byłego peerelowskiego prokuratora, a obecnie legendarnego opozycjonisty, walczącego o wolną i niepodległą Polskę, przywracającego ład konstytucyjny w Polsce, drącego się w Sejmie ”precz z komuną!” posła Stanisława Piotrowicza? I jestem ciekawy jak Pan Prezes Jarosław Kaczyński określiłby wobec tego twarz tzw. eksperta podkomisji ds. katastrofy smoleńskiej, który wpadł na pomysł przeprowadzenia eksperymentu, polegającego na doprowadzeniu do zderzenia tupolewa oraz pędzącego samochodu z przytwierdzoną do dachu brzozą? Przecież tego nie byłby w stanie wymyślić chyba nawet Robert Górski na potrzeby ”Ucha Prezesa”. Jaki rodzaj schorzenia jest Pan w stanie zdiagnozować u Pana Antoniego Macierewicza na podstawie wyrazu jego twarzy w chwili, kiedy ”pewne źródła” informują go o ”wyprzedaży mistrali” po niewyobrażalnie wręcz niskiej cenie jednego dolara za sztukę? Co Pana zdaniem rysuje się na twarzy tego samego ministra, który na antenie Telewizji Trwam z pełnym przekonaniem i powagą informuje, że tzw. okupacja sali plenarnej w Sejmie zakończyła się dzięki modlitwom kierownictwa partii i wstawiennictwu Pani Jasnogórskiej? Jak określiłby Pan wyraz twarzy złotego medalisty, studenta ”prawa normalnego” na wydziale politologiczno-prawniczym Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, Pana Bartłomieja Misiewicza? Co Panu mówi twarz pisowskiego radnego, który porównał dzieci zapłodnione w wyniku in vitro do truskawek bez smaku, współczując jednocześnie rodzicom ”normalnych” dzieci, że zmuszane są do funkcjonowania obok ”eksperymentów genetycznych”? A twarz arcybiskupa twierdzącego, że wina za molestowanie leży w znacznej części po stronie wykorzystywanego dziecka, lub Tomasza Terlikowskiego wyrokującego, że kobieta zażywająca ”pigułkę dzień po” jest nawet gorsza od księdza molestującego pięcioletnie dziecko? Jak skomentowałby Pan minę ministra Witolda Waszczykowskiego frunącego na spotkanie z szefem dyplomacji San Escobar? Albo wyraz twarzy osoby odpowiedzialnej za wypuszczenie na ulice Szczecina skrzydlatych policjantów – aniołków? O buzię Joachima Brudzińskiego nawet Pana nie pytam. Jeśli w ogóle można puszczać tego Pana między ludzi, to tylko i wyłącznie w kagańcu. I na możliwie najkrótszej smyczy.

Ja również spróbuję wyczytać coś z twarzy Pana Prezesa. Chociaż mam oczywiście świadomość, że na pewno nie mam do tego tak samo wysokich jak Pan kwalifikacji. Niemniej spróbuję. To co prawda tylko domysł, ale patrząc na pańską twarz obawiam się, że Pan szczerze nienawidzi ludzi. Zwyczajnie nimi gardzi. Wliczając w to także swoje koleżanki i swoich kolegów z partii. Może z nielicznymi tylko wyjątkami. Patrząc na facjatę Pana Prezesa widzę nieszczęśliwego, sfrustrowanego, zakompleksionego, mściwego człowieczka. A obserwując ją np. w trakcie każdej kolejnej miesięcznicy smoleńskiej odnoszę wrażenie, że znajduje się Pan wtedy w stanie jakiejś dziwnej psychozy, uniemożliwiającej Panu realistyczny odbiór otaczającej go rzeczywistości. Ale to oczywiście tylko moje domysły.

Z wyrazami szacunku
Bartłomiej Ożóg

http://kaczyzm.info/polityka/list-otwarty-do-jaroslawa-kaczynskiego/

Napisałam list do Mikołaja :)

List do Świętego Mikołaja


Szanowny Panie święty Mikołaju
Piszę do Pana, choć lat mam niemało
Już kiedyś też list wysłałem
Za straż i łyżwy dziękuję, dostałem.Świat jest pełen racjonalnych teorii
Ponoć od małpy są ludzkie dzieje
Wiele uczonych bzdur mi wpajali
A ja wciąż wierzę, że Pan istnieje.
Znajomi dyskretnie stukają się w czoło
I za plecami stroją miny
Że ja tak zwracam się na piśmie
Do Mikołaja jak do gminy.

A ja piszę do Pana i proszę
By został Pan u nas Prezydentem
Bo z tym to mamy poważny problem
Co kandydat, to… lepiej wspominać nie będę.

Człowiek wybiera i go uwiera
Myśl, że może już dość tego
Bo Polska przecież zasługuje
Na rządy kogoś porządnego.

A Pan spełnia wszystkie wymogi
Niby czerwony, ale święty
Przeszłość czysta, na majątek nie łasy
Och, Prezydentem byłby Pan świetnym.

I choć nie tylko Pan jest z etosu
Czegoś, co życie czyni mniej szorstkie
Ale pałace i limuzyny ludzi zmieniają
A Pan skromnie z workiem.

I jeszcze proszę na zakończenie
O rozpatrzenie pozytywne
Tej mojej prośby wyrażonej
Tym może niezbyt zgrabnym listem.

Ale gdy tylko śnieg i grudzień
Złączą swe siły, słyszę z oddali
Stuk kopyt reniferów o gwiazdy
I dzwonią dzwonki z zimnej stali.

I łatwiej wierzyć, że Urząd Najwyższy
Weźmie ktoś mądry, prawy, chwacki
I spełnią się moje marzenia
Jak kiedyś łyżwy i wóz strażacki.


z repertuaru kabaretu OTTO

I zapraszam na grudniowy spacer po moim mieście:

 

 

 

 

 

 

 

 

Pożegnalny list matki do dzieci

 

Kochane moje córki!

Piszę do Was moje kochane dzieci ten pierwszy i ostatni list, a zacznę od tego, że pamiętam ten dzień, a było to lato w 1959 roku.

Wasz ojciec porzucił mnie kiedy Was urodziłam za jednym zamachem. Jesteście bliźniaczkami i od razu mieć dwoje dzieci, to było dla mnie duże wyzwanie. Porzucił mnie Wasz ojciec, bo się wystraszył, a do tego miał zapędy w politykę, a  rodzina nie była mu na rękę, a więc uciekł jak szczur. Dobrze chociaż, że zabezpieczył mi mieszkanie, abyście miały dach nad głową i bieżącą wodę w kranie.

Jak napisałam na początku, było mi okropnie ciężko. Was dwie i jakieś grosze od Waszego ojca, płacone nieregularnie. Nie na wiele mi to starczało, a więc musiałam iść szybko do pracy, aby mieć na bieżące potrzeby.

Dostałam pracę w wydawnictwie kobiecym i ta praca była dla mnie bardzo ważna. Musiałam jej poświęcać sporo, własnego czasu, a więc wynajęłam opiekunkę, aby się Wami zajmowała.

Wiem, że nie poświęcałam Wam swojego czasu, bo wsiąkłam w pracę i ona całkowicie mnie pochłonęła. Nie miałam też czasu na żadną miłość, a więc wciąż chowałyście się bez męskiej ręki i nie wiedziałyście, że w domu może być jakiś mężczyzna, bo ja już nie potrafiłam żadnemu zaufać.

Rosłyście zdrowo na szczęście i nie miałam żadnych z Wami kłopotów w temacie zdrowia, oprócz drobnych katarów i chorób dziecięcych, ale i to cedowałam na opiekunkę, a sama wracałam z pracy skonana z myślą jedyną, aby czym prędzej się położyć spać.

Dawałam Wam buziaka na dobranoc i na dzień dobry i znikałam na całe dnie i miałyście prawo mieć do mnie pretensje, że tak mało z Wami jestem.

Jednak zdarzał się czas wakacji, kiedy to chciałam w Wami pobyć, ale byłam niedobrą matką i wiem, że byłam despotyczną matką, którą dzieci denerwowały i Wy to czułyście.

Kiedy byłyście już panienkami, to ja zlecałam Wam domowe zadania i żądałam bezwzględnego ich wykonywania. Potrafiłam rozwalić źle pościelone łóżko, albo posypać mąką źle wytarte kurze. Wiem, że robiłam Wam wiele złego, a pewnego dnia w wielkiej złości oświadczyłam, że żadnej z Was nie kocham i abyście poszły sobie do diabła.

Zapamiętałyście te słowa na całe swoje życie i kiedy tylko weszłyście w dorosłość, to każda z Was poszła swoją drogą. Wiedziałyście, że ze mną nie ma o czym rozmawiać, bo Was nie słuchałam, a nawet Wam powiedziałam, że zmarnowałyście mi życie i to też zapamiętałyście na zawsze. Dlatego tak rzadko mnie odwiedzałyście, ale ja lubiłam swoje samotne życie i to, że już mam swój czas tylko dla siebie.

Przyjeżdżałyście, ale kurtuazyjnie tylko na święta, a i w czasie Bożego Narodzenia potrafiłam Wam zrobić awanturę i wyszydzałam Wasze życiowe wybory.

Wiem, że doznałyście z mojej strony tylko wielkich upokorzeń i czułyście się odepchnięte przeze mnie, a teraz pragnę  w tym jedynym liście Was przeprosić.

Kiedy przeszłam na emeryturę i pozostałam całkowicie sama w czterech ścianach, bez tej adrenaliny z pracy, zrozumiałam, że przez całe swoje życie krzywdziłam najbardziej swoje dzieci.

Zrobiłam rachunek sumienia i wyszło na to, że całe swoje życie przegrałam, bo nie potrafiłam pokochać Was i dać Wam matczyną miłość, ale jest jeszcze coś.

Zostałam zupełnie sama w czterech ścianach i zauważyłam, że zaczynam zapominać. Lekarz mi powiedział, że to są początki Alzheimera i mimo leków będę coraz bardziej niezdarna, a Was nie chciałam prosić o pomoc, po tym, co Wam w życiu zrobiłam.

Jeszcze w miarę świadoma chodziłam do swojego lekarza po środki na sen. Okłamywałam go, że źle sypiam i tym sposobem zgromadziłam sporą dawkę leku, który zbierałam miesiącami.

Mój stan się pogarszał z tygodnia na tydzień i nie raz przypaliłam garnek, czy zgubiłam pieniądze, a zakupy robiłam w nadmiarze, jakby miała wybuchnąć wojna. Bywają dni, że czuję się w miarę dobrze, ale i takie bywają, że jestem totalnie nieobliczalna i nieracjonalna.

Ten list piszę w lepszej formie, ale kiedy on do Was dojdzie, to ja już nie będę żyła, bo zażyję 400 tabletek i proszę Was tylko o jedno. Pochowajcie mnie, moje kochane dzieci i wybaczcie to też, że nie chcę już dłużej żyć.

Wasza Mama, która za późno zrozumiała tak wiele.

 

Nieudolny list do męża :)

Jeannie Ebner

Wiersz o małżeństwie

Z tych wszystkich listów do ciebie —
żadnego nie otrzymałeś,
bo nie wysłałam ich nigdy,
nawet ich nie napisałam,

i tylko moje oczy przyrzekały,
zdradzały miłość,
tylko moja skóra dawała sygnały,
moje włosy wszeptywały tobie w ucho.
I wystarczało nam, co nasze ciała
miały sobie do powiedzenia.
Wypowiadały słowa-zaklęcia:
Ufność.
Połączenie.
Miłość.

A więc czy było trzeba,
Bym listy do ciebie pisała?

tłum. Krystyna Kamińska

A jednak napiszę list do Ciebie Mężu, bo to zdjęcie, do którego mi tak śmiesznie i zabawnie pozowałeś, dało mi wiele do przemyślenia, że wciąż mamy siebie.

Napiszę ten list, choć nie wiem, czy dam Ci go do przeczytania? Wiesz, że piszę bloga i popierasz to moje dziwne hobby, choć kompletnie nie wnikasz w treści tu zamieszczane. Wiesz tylko, że mnie to sprawia przyjemność i w związku z tym pogodziłeś się, że są takie chwile, że myślami jestem gdzie indziej i pochłania mnie klawiatura, przy pomocy, której przelewam swoje myśli. Istnieje jednak możliwość, że dam Ci do przeczytania ten list, którego nigdy nie wyślę, ale będzie on tu zamieszczony na wieki.

Wczoraj się na mnie wkurzyłeś, bo coś wspomniałam  o umieraniu i może to ja pierwsza opuszczę ten padół i zostawię Ciebie samego. Zganiłeś mnie, a wieczorem się przytuliłeś i powiedziałeś, że masz mnie teraz tylko jedną. Nasze córki już wiodą swoje życie gdzieś tam w świecie. Pracują i mają swoje obowiązki i rodziny. Ja Ci dziękuję, że dałeś mi tak wspaniałe dzieci, za które ani razu nie musieliśmy się wstydzić. Nasze dzieci, to nasz wielki kapitał i kiedy z domu odchodziły, każde z nas cierpiało na swój sposób.

Nagle w domu zrobiło się tak cholernie cicho. Cisza ta była bardzo nieprzyjemna, bo musieliśmy oboje się pogodzić, że oto nadeszła taka kolej w naszym życiu, że nagle zostajemy tylko we dwoje.

Nie udawało się to na początku. Ja się zamknęłam ze swoją tęsknotą, a Ty uciekłeś w pracę. Widywaliśmy się tylko o poranku i wieczorem, bo praca pomagała Ci uporać się z nieuchronnym i przemijaniem, a ja ze swoim bólem i syndromem pustego gniazda musiałam uporać się sama. Bywały dni, że nie chciało mi się wstawać z łóżka, bo ogarnął mnie bezsens tego wszystkiego, ale mnie motywowałeś i udało się. Obydwoje zrozumieliśmy, że inaczej już nie będzie i musimy wspierać nasze dzieci już na odległość i to przywróciło mi wiarę, że nie zostawiłeś mnie z tym wszystkim samą. 

Pamiętasz nasze młode lata, kiedy tuż po ślubie pojechałeś na dwa lata do wojska, a ja zajęłam się wychowaniem naszego pierwszego dziecka? Pisałeś do mnie listy, że tęsknisz, a list wówczas szedł z cztery dni. Ja przyjechałam do Ciebie na przysięgę wojskową i byłeś w tym mundurze taki piękny, bo bardzo Ci on pasował. Byłam dumna z Ciebie, ale liczyłam dni do Twojego powrotu.

A pamiętasz nasze randki, kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że jesteśmy sobie przeznaczeni? Ja pamiętam, że chodziliśmy na nie – nad jezioro i tam mieliśmy swoją ławeczkę, której już teraz nie ma. Pamiętam nasz pierwszy, niewinny pocałunek i ja nie zapomnę go do końca życia? Miałam Ciebie i czułam podświadomie, że jesteś tym jedynym i inni chłopcy mnie absolutnie nie interesowali. Zakochałam się szaleńczo w Tobie i tak mnie do dzisiaj trzyma.

Jak każde małżeństwo, mieliśmy swoje wzloty i upadki. Dochodziło czasami do bardzo ostrych spięć. Jak w każdym małżeństwie padało do straszne słowo – rozwód! Jak każde małżeństwo, mieliśmy ciche dni, których ja nie znosiłam, a wiem, że i Ty także, a więc czym szybciej się godziliśmy i dalej pchaliśmy ten wózek pod nazwą – rodzina.

Oj, nasze dzieci z pewnością mają w pamięci te nasze spienione burze i huragany. Wiem, że pamiętają, bo zdarza się w bezpośredniej rozmowie, po latach, że wspominają, iż czasami jako rodzicie przedobrzyliśmy. Jednak w każdej takiej rozmowie wspominkowej, ogromnie je przepraszam, że coś nam w życiu nie wyszło.

Najważniejsze, że przeszliśmy przez to wszyscy razem i wciąż jesteśmy wszyscy razem. Nasze dzieci realizują się zawodowo i są szczęśliwe. Mam nadzieję, że nie popełniają błędów swoich szalonych i ekspresyjnych rodziców. Mam nadzieję, że potrafią nam przebaczyć nasze błędy popełnione i widzę, że Tobie też na tym zależy, bo jesteś na każde ich zawołanie, kiedy proszą o cokolwiek. Potrafisz wszystko rzucić i pędzisz do nich, co mnie wciąż ogromnie cieszy.

Jesteśmy wciąż razem kochany i póki zdrowie jeszcze jako tako nam dopisuje, potrafimy się sobą cieszyć na nowo. Zmądrzeliśmy na starość i oboje wiemy, że będziemy ze sobą do momentu nieuniknionego. Nikt z nas nie wie, jak to się skończy i oboje boimy się, że coś się nam złego wydarzyć może, ale nie rozmawiamy o tym zbyt często, choć wiem, że masz też swoje przemyślenia. Jesteś bardzo skryty ze swoimi myślami i mało wylewny, ale ja Ciebie znam i wiem, kiedy na chwilę się zatrzymujesz i rozmyślasz. Ja to wszystko widzę i po tylu latach rozumiemy się już bez słów.

Chciałabym Ci podziękować, że jesteś dla mnie tak bardzo dobry. Tyle dobrego dla mnie teraz robisz, że nawet wyprzedzasz moje niewypowiedziane prośby, a choćby, że wiesz, że w domu kończy się chleb i trzeba dokupić proszek do prania, czego ja nie zauważyłam. Ile razy mnie prosisz, abyśmy gdzieś dalej sobie pojechali, choćby na zakupy do większego miasta. Ile razy robisz mi drobne prezenty, ot tak bez powodu.

Ja też staram się dbać o Ciebie. Lubię Ci ugotować coś smacznego i lubię patrzeć, kiedy po dobrym obiedzie robisz sobie 15 minutową drzemkę. Cieszę się, kiedy dostrzegasz moje starania, aby w domu było czysto. Pomagasz mi nawet w drobnych pracach domowych, a do tego potrafisz sam wszystko naprawić, że nie musimy wzywać żadnych fachowców.

Cieszę się, że Twoja praca daje Ci satysfakcję i w niej nadal się realizujesz. Pragnę, abyś robił, to co lubisz jak najdłużej, bo praca daje Ci ogromnego kopa do życia. Wiem, że bez pracy szybko byś zwiądł i się załamał, a więc wspieram Cię w tym, najlepiej jak potrafię.

A na koniec kochany mężu muszę Ci napisać, że jestem bardzo z Tobą szczęśliwa, a wiem, że i dla Ciebie ja jestem ważna. Dopiero teraz oboje zdajemy sobie sprawę, że los nie na darmo nas sobie przedstawił 39 lat temu.

Może kiedyś napiszę jeszcze inny list. Może przypomni mi się wiele innych szczegółów i zapragnę o tym napisać, a tymczasem się powtórzę – kocham Cię bardzo, bardzo. 🙂 Wiem, że Ty mnie też, bo nawet dziś mi o tym powiedziałeś. 🙂

List na dnie przepastnej szuflady

Ewa i Joanna odnalazły się po 40 latach na Facebooku. Obie już były na emeryturze, a więc miały obie nadmiar czasu i postanowiły spotkać się w realu. Joanna dawno temu zachorowała na stwardnienie rozsiane i była skazana od wielu lat na wózek. Dlatego też Ewa wskoczyła w pociąg i za sześć godzin była w Warszawie, gdzie mieszkała jej dawna koleżanka.

Taksówka zawiozła ją na ulicę, gdzie stała wysoka, piękna kamienica. Joanna mieszkała na ostatnim piętrze, ale dobrze chociaż, że funkcjonowała winda, bo Ewa sobie nie wyobrażała, aby musiała pokonać tyle schodów. To musi być uciążliwe dla Joanny – pomyślała.

Otworzyła jej zadbana kobieta o dojrzałych rysach twarzy. Umalowana i ślicznie ubrana, siedziała na wózku i z uśmiechem zaprosiła Ewę do mieszkania. Tyle miały sobie do opowiedzenia, bo tyle się w ich życiu wydarzyło. Ewa wychowała dwójkę dzieci, rozwiodła się z mężem w międzyczasie, ale była szczęśliwą babcią dwóch wnuków, które motywowały ją, aby o siebie wciąż dbać i być dla swoich dzieci i wnuków jak najdłużej. Swój wolny czas spędzała na spacerach i często siadała w parku na ławce, aby poczytać ciekawą książkę. Chodziła na wszelkie kulturalne wydarzenia i nawet na emeryturze wróciła do zarzuconego malowania obrazów, co zaowocowało małą galerią w jej mieście. Ewa była pełna życia, zawsze uśmiechnięta i miała dla kogo żyć.

Inaczej było u Joanny, ponieważ nigdy za mąż nie wyszła i nigdy nie chciała mieć dzieci. Nie marzyła o rodzinie i uważała, że rodzina do niczego nie jest jej potrzebna. Joanna skupiła się na wielkiej karierze zawodowej i dobrze jej szło, bo była parę lat dyrektorką szkoły średniej, ale kiedy choroba dała o sobie znać, wszystko dla niej wywróciło się do góry nogami. Wiele lat walki o zdrowie i rehabilitacji nie wróciło Joannie sprawności i tak była skazana na siebie w czterech ścianach dość wygodnego mieszkania.

Usiadły obie i stęsknione opowiadały o swoim życiu i kiedy Ewa rozpromieniona pokazywała zdjęcia swoich dzieci, ich rodzin i wnuków – Joanna się rozpłakała.

– Wiesz Ewo, ja popełniłam największy błąd w swoim życiu, że nie urodziłam ani jednego dziecka, bo teraz jestem kompletnie samotna i opuszczona i nie ma mi kto podać tej przysłowiowej szklanki wody. Nie wiem dlaczego nie potrafiłam kiedyś myśleć perspektywicznie i tak panicznie bałam się macierzyństwa. Głupia byłam i samolubna i teraz pluję sobie w brodę, że nie mam nikogo do kochania i nikt nie kocha mnie.

Ewa długo słuchała, co ma do powiedzenia jej dawna koleżanka i długo się namyślała, co ma jej powiedzieć i jak pocieszyć. Postanowiła więc z Joanną  pobyć trochę dłużej, niż to zaplanowała i przez kilka dni obie wybierały się „na miasto”, aby wypić najlepszą kawę w mieście, pójść do kina, czy też zwiedzić okoliczne wystawy i galerie. Joanna była prze szczęśliwa, że Ewa zafundowała jej tak kompletnie inne dni w jej smutnym życiu.

Jednak Ewa musiała wracać do siebie, bo wzywały ją obowiązki. Trzeba było przypilnować chorą wnusię, a więc wsiadła do pociągu i podczas podróży myślała o Joannie. Myślała, że na własne życzenie zgotowała sobie taki los, że pies z kulawą nogą jej nie odwiedza i nie pomoże, kiedy znalazła się w tak nieciekawym położeniu. Było Ewie bardzo smutno, ale nie mogła nic więcej dla niej zrobić.

Kiedy Ewa była już w domu, sięgnęła do przepastnej szuflady, wbudowanej głęboko w szafie z korespondencją zgromadzoną na pamiątkę z bardzo wielu lat. Chciała w wolnym czasie przypomnieć sobie jak to dawniej komunikowała się listownie ze swoimi przyjaciółmi i nagle wpadł jej list, który leżał sobie spokojnie na samym dnie. List był od Joanny, z czasów kiedy ich drogi szkolne się rozeszły i każda z nich podążyła inną drogą w poszukiwaniu swojego szczęścia.

Ewa założyła okulary i czytała, co też miała jej do zakomunikowania jej koleżanka sprzed ponad 30 lat:

„Kochana Ewo, muszę się ci zwierzyć, że wprost nienawidzę dzieci. Nienawidzę ich do tego stopnia, że kiedy moi sąsiedzi wchodzą, czy schodzą po schodach z dzieciakami, ja stoję i czekam aż przejdą, bo mnie roznosi na widok tych larw. Pewnie napiszesz mi tu zaraz, że „zmienisz zdanie, jak będziesz miała własne”, albo „Co Ty wiesz, masz dopiero 20 lat i nic nie wiesz o życiu”. Zgoda, mało wiem o życiu, ale coś tam wiem, między innymi jestem pewna, że nigdy, przenigdy nie będę matką.

Podziwiam kobiety, które zdecydowały się na dzieci, urodziły, zarywały nocki na zmiany pieluch i karmienie, oraz miliard innych drobiazgów. Muszą  mieć dobre serca, instynkty naturalne, żeby mieć maluchy itd. Nie mówię, że to jest złe, w żadnym wypadku. Dla mnie jednak posiadanie dziecka to tylko wyrzeczenia, stres, nieprzespane noce, obsrane pieluchy i zarzygane ubranka. To koszmar, nie wspominając o utracie życia osobistego, a seks z mężem cholernie pewnie traci na atrakcyjności. W swojej głowie widzę obraz bladej kobiety w powyciąganym dresie z podkrążonymi oczami, wokół wszędzie pieluchy, kaszki i sraczka, a na rękach krzycząca ludzka larwa. Może jestem tępa i egoistyczna z zaledwie 20-letnim stażem i faktycznie nic nie wiem. Od najmłodszych lat byłam przeświadczona o swoich racjach/poglądach, a teraz się z tego śmieję, bo zdanie zmieniłam już dawno. Teraz też mam jakieś poglądy, ale podchodzę do nich z dystansem, bo wiem, że za jakiś czas mogą odejść w niepamięć. Natomiast tę decyzję o dożywotniej bezdzietności mam zapisaną na stale w swoim etosie. Ewo żadnych dzieci, nigdy w życiu. I tego nie zmienię. A dlaczego? Moja mama, może nie święta kobieta, ale powiedziała mi jak wygląda, (a przynajmniej jak wyglądało u niej) wychowanie dzieciaka. Rodzice się szybko pobrali, zaledwie po roku znajomości. Wzięli ślub, bo trendy było wziąć ślub w wieku 20 lat, modne też było szybkie zrobienie bachora. Nie dlatego, że takie pragnienie, wielka miłość i potrzeba wydania na świat potomstwa, lecz zwykły szał na szybkie zakładanie rodziny. Koleżanki mamy też już były zamężne i zapylone, więc presja, presja! I taka jest de facto geneza mojego powstania. Resztę już widziałam na zdjęciach. Mój ojciec wychodził do pracy na cały dzień, matka zostawała sama. Nie miała wtedy żadnej pracy. Chodziła po domu w powyciąganych portach, w szlafroku, każdy jej włos sterczał w innym kierunku. Po jej  twarzy na zdjęciach widziałam co myśli – „po co ja sobie to zrobiłam??”. Larwa wrzeszczy, sra, sika, nie chce spać, je w nieskończoność, ale gęby nie zamyka. I tak przez kilkanaście miesięcy. Bez pomocy męża, który prosto z pracy uwielbiał pójść na piwko, czy na imprezę. Strasznie Ewo jej współczuję, że musiała mnie ciągle nosić na rękach, gdy wrzeszczałam z nieznanego istniejącego powodu, że cały dom nie mógł spać przez jedno małe gówno. Setki obsranych pieluch, kaszek, nocnych pobudek. To istny koszmar. I też wiele razy usłyszałam od mamy, że dzieci to dopust boży, że człowiek jest na wykończeniu nerwowym. No cóż, jedyna moja odpowiedź to taka, że na świat się NIE prosiłam. A każdy człowiek był takim stworzeniem, wiem, i rodzice musieli się poświęcać. Nigdy bym nie mogła czegoś takiego zrobić, przenigdy.. Straciłabym cierpliwość, dziecko by cierpiało i miałoby usrane dzieciństwo. Być może nie każda matka tak ma, zdaję sobie Ewo sprawę, że są wyjątki, ale jednak większość jest zdewastowana, zmęczona i znerwicowana”.

Przepraszam Ewo za te wynurzenia, ale tak mam, że nienawidzę dzieci i nigdy się na nie nie zdecyduję – nigdy!”

Ewa długo trzymała ten list w dłoniach i nie wiedziała, co ma o tym myśleć, ale z letargu wybudził ją dzwonek do drzwi – to przyszły jej dzieci. Stały z wielkim bukietem róż w drzwiach, bo Ewa zapomniała, że dziś obchodzi swoje kolejne urodziny, a oni wszyscy pamiętali!