Archiwa tagu: podw贸rko

Gdzie si臋 podzia艂a rado艣膰 dzieci?

Wychowywa艂am si臋 w PRL-u w blokowiskach, kt贸re by艂y bezbarwne i brzydkie i ka偶dy w moim wieku pami臋ta jak to szaro i buro wygl膮da艂o.

W tych blokowiskach mieszka艂y rodziny, kt贸re mia艂y dzieci i naprawd臋 by艂o tych dzieci sporo, bo ka偶da rodzina mimo biedy te dzieci mie膰 chcia艂a.

Pami臋tam czasy, kiedy dzieciaki wylega艂y na podw贸rka, te偶 brzydkie, ale potrafi艂y sobie zaj膮膰 czas nie tylko podczas wakacjom przer贸偶nymi zabawami i jak偶e cz臋sto trudno by艂o je zwo艂a膰 przez rodzic贸w do domu – wieczorem.

Wpadali艣my do domu po jak膮艣 kanapk臋 i wracali艣my na podw贸rko, bo tam si臋 du偶o dzia艂o.

Nie mieli艣my profesjonalnych plac贸w zabaw, bo wystarczy艂 nam kawa艂ek trawnika, trzepak, kapsel, guma, kilka cegie艂 i pi艂ka.

Robili艣my raban na podw贸rkach graj膮c w dwa ognie, klasy, pi臋膰 cegie艂ek, zakl臋cia do chowanego po piwnicach i takie tam.

Potrafili艣my i艣膰 do parku i bawia膰 si臋 w podchody, chowanego, niewidzialn膮 r臋k臋 i naprawd臋 mieli艣my mas臋 innych zaj臋膰, a wieczorem padali艣my ze zm臋czenia jak kawki.

Kiedy moje Dzieci podros艂y w pocz膮tkowych latach osiemdziesi膮tych, to by艂o tak samo, kiedy ja dorasta艂am.

Co si臋 wi臋c sta艂o, 偶e oto na tym podw贸rku, gdzie szala艂am ja i moje Dzieci mimo wakacji, 艂adnej pogody na moim dawnym podw贸rku – dzieci brak.

Oberwuj臋 podw贸rko pod moim balkonem od rana do wieczora i nie ma na nim dzieci, kiedy dawnymi czasy ch艂opcy rozgrywali swoje pierwsze mecze, a dziewczynki gra艂y w gum臋, lub聽 bawi艂y si臋 paletkami i s艂ycha膰 by艂o dzieci臋ce emocje.

Nie ma teraz tego, cho膰 przecie偶 dzieci si臋 wci膮偶 rodz膮 i jest ich wcale nie mniej, ni偶 to by艂o kiedy艣!

Czasami widz臋 grupk臋 szkolnych dzieci siedz膮cych obok siebie i wszyscy gapi膮 si臋 w telefony wysokiej jako艣ci i w co艣 tam graj膮, albo przegl膮daj膮 Internet i to jest bardzo smutny widok.

Z du偶ego miasta przyjecha艂a dzi艣 moja C贸rka z Wnuczk膮 i spyta艂a mnie gdzie s膮 inne dzieci na placu, bo w du偶ych miastach trudniej jest to zjawisko zauwa偶y膰, a ja nie potrafi艂am sensownie tego zjawiska wyja艣ni膰.

Prawdopodobnie teraz nowododki z mlekiem matki wysysaj膮 obs艂ug臋 smartfona i tableta i kiedy nie chc膮 je艣膰, to mamy w艂膮czaj膮 im bajeczk臋 na telefonie i w ten spos贸b wychowuj膮 swoje dzieci.

Na naszych oczach zmienia si臋 wszystko, a dzieciaki zamiast szale膰 na podw贸rkach, integrowa膰 si臋, to wol膮 w samotno艣ci bawi膰 si臋 wirtualnie.

Dzi艣 Dorota Zawadzka – by艂a Super Niania zamie艣ci艂a taki tekst i tym razem – wyj膮tkowo si臋 z ni膮 zgadzam:

„Nieustannie zdumiewa mnie, jak cz臋sto rodzice nie ucz膮 manier.
Dzieci przy posi艂kach w czapkach, jedz膮 鈥瀓ak 艣winki鈥, czyli jedzenie na obrusie i pod艂odze, nie czekaj膮 a偶 rodzina usi膮dzie, nie czekaj膮 a偶 pozostali sko艅cz膮, ogadaj膮 na tabletach i smartfonach 鈥瀋o艣鈥 przy posi艂kach, nie korzystaj膮 z serwetek do wycierania ust, nie umiej膮 pos艂ugiwa膰 si臋 sztu膰cami.
Nie rozmawiaj膮 a krzycz膮 do siebie, albo co gorsza na siebie.
Albo w og贸le rodzice nie zwracaj膮 uwagi na dziecko…
I NIE mowi臋 o maluchach…”

 

 

Zdj脛聶cie u脜录ytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdj脛聶cie u脜录ytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

A jak by艂o kiedy艣?

„Ja, moi bracia i reszta naszej ulicy sp臋dzali艣my dzieci艅stwo na obrze偶ach ma艂ego miasteczka鈥攚艂a艣ciwie na wsi. Byli艣my wychowywani w spos贸b, kt贸ry psychologom 艣ni si臋 zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny. Na szcz臋艣cie, nasi starzy nie wiedzieli, 偶e s膮 patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieli艣my, 偶e jeste艣my patologicznymi dzie膰mi. W tej s艂odkiej niewiedzy przysz艂o nam sp臋dzi膰 nasz wiek dzieci臋cy. Wspominany z nostalgi膮 nasze szalone lata 80.:
  • Wszyscy nale偶eli艣my do bandy osiedlowej i mogli艣my bawi膰 si臋 na licznych w naszej okolicy budowach. Gdy w stop臋 wbi艂 si臋 gw贸藕d藕, matka go wyci膮gn臋艂a i odka偶a艂a ran臋 fioletem. Nast臋pnego dnia znowu szli艣my si臋 bawi膰 na budow臋. Matka nie dr偶a艂a ze strachu, 偶e si臋 pozabijamy. Wiedzia艂a, 偶e pasek uczy zasad BHZ (Bezpiecze艅stwo i聽Higiena Zabawy).
  • Nie chodzili艣my do przedszkola. Rodzice nie martwili si臋, 偶e b臋dziemy op贸藕nieni w rozwoju. Uznawali, 偶e wystarczy je艣li zaczniemy si臋 uczy膰 od zer贸wki.
  • 聽Nikt nie lata艂 za nami z czapk膮, szalikiem i nie sprawdza艂 czy si臋 spocili艣my.
  • Z chorobami sezonowymi walczy艂a babcia. Do walki z gryp膮 s艂u偶y艂 czosnek, herbata ze spirytusem i pierzyna. Dzi臋ki temu nigdy nie stwierdzano u nas zapalenia p艂uc czy anginy. Zreszt膮 lekarz u nas nie bywa艂, zatem nie mia艂 szans nic stwierdzi膰. Stwierdza艂a zawsze babcia. Dodam, 偶e nikt nie wsadzi艂 babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem.
  • Do lasu szli艣my, gdy mieli艣my na to ochot臋. Jedli艣my jagody, na kt贸re wcze艣niej nasika艂y lisy i sarny. Mama nie ba艂a si臋 ze zje nas wilk, zarazimy si臋 w艣cieklizn膮 albo zginiemy. Skoro za艣 tam doszli艣my, to i wr贸cimy. Oczywi艣cie na czas. Powr贸t po bajce by艂 nagradzany paskiem.
  • Gdy s膮siad z艂apa艂 nas na kradzie偶y jab艂ek, sam wymierza艂 nam kar臋. S膮siad nie obra偶a艂 si臋 o skradzione jab艂ka, a ojciec o zast膮pienie go w obowi膮zkach wychowawczych. Ojciec z s膮siadem wypijali wieczorem piwo鈥攋ak zwykle.
  • Nikt nie pomaga艂 nam odrabia膰 lekcji, gdy ju偶 znale藕li艣my si臋 w podstaw贸wce. Rodzice stwierdzali, 偶e skoro sko艅czyli ju偶 szko艂臋, to nie musz膮 do niej wraca膰.
  • Latem je藕dzili艣my rowerami nad rzek臋, nie pilnowali nas doro艣li. Nikt nie uton膮艂. Ka偶dy potrafi艂 p艂ywa膰 i nikt nie potrzebowa艂 specjalnych lekcji aby si臋 tej sztuki nauczy膰.
  • Zim膮 ojciec urz膮dza艂 nam kulig starym fiatem, zawsze przyspiesza艂 na zakr臋tach. Czasami sanki zahaczy艂y o drzewo lub p艂ot. Wtedy spadali艣my. Nikt nie p艂aka艂, chocia偶 wszyscy si臋 troch臋 bali艣my. Doro艣li nie wiedzieli do czego s艂u偶膮 kaski i ochraniacze.
  • Siniaki i zadrapania by艂y normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysy艂a艂 nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
  • Nikt nas nie poinformowa艂 jak wybra膰 numer na policj臋 (wtedy MO), 偶eby zakablowa膰 rodzic贸w. Oczywi艣cie, ch臋tnie skorzystaliby艣my z tej wiedzy. Niestety, pasek by艂 wtedy聽 pomoc膮 dydaktyczn膮, a policja zajmowa艂a si臋 sprawami doros艂ych.
  • Swoje sprawy za艂atwiali艣my regularn膮 bijatyk膮 w lasku. Rodzice trzymali si臋 od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafia艂 do poprawczaka.
  • W sobot臋 wieczorem zostawali艣my sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po ca艂ym dniu sp臋dzonym na dworze i tak szli艣my grzecznie spa膰.
  • Pies 艂azi艂 z nami鈥攂ez smyczy i kaga艅ca. Sra艂 gdzie chcia艂, nikt nie zwraca艂 nam uwagi.
  • Raz uwi膮zali艣my psa na 鈥瀞znurku od presy鈥 i poszli艣my z nim na spacer, udaj膮c szanowne pa艅stwo z pudelkiem. Ojciec powi膮za艂 nas na sznurkach i te偶 wyprowadzi艂 na spacer. Zwr贸cili艣my wolno艣膰 psu, na zawsze.
  • Mogli艣my dotyka膰 innych zwierz膮t. Nikt nie wiedzia艂, co to s膮 choroby odzwierz臋ce.
  • Sikali艣my na dworze. Zim膮 trzeba by艂o sika膰 ty艂em do wiatru, 偶eby si臋 nie osika膰 lub 鈥瀟am鈥 nie zazi臋bi膰. Ka偶dy dzieciak to wiedzia艂. Oczywi艣cie nikt nie my艂, po tej czynno艣ci, r膮k.
  • Stara s膮siadka, kt贸r膮 nazywali艣my wied藕m膮, goni艂a nas z lask膮. Ci膮gle chodzi艂a na nas skar偶y膰. Rodzice nadal kazali si臋 jej k艂ania膰, m贸wi膰聽dzie艅 dobry聽i nosi膰 za ni膮 zakupy.
  • 聽Wszystkim starym wied藕mom musieli艣my m贸wi膰聽dzie艅 dobry. A ka偶dy doros艂y mia艂 prawo na nas to聽dzie艅 dobry聽wymusi膰.
  • Dziadek pozwala艂 nam zaci膮gn膮膰 si臋 swoj膮 fajk膮. Potem si臋 g艂o艣no 艣mia艂, gdy powykrzywia艂y si臋 nam g臋by. Trzymali艣my si臋 z daleka od fajki dziadka.
  • Skakali艣my z balkonu na odleg艂o艣膰. 艁omot spu艣ci艂 nam s膮siad. Ojciec postawi艂 mu piwo.
  • Do szko艂y chodzili艣my p贸艂torej kilometra piechot膮. Ojciec twierdzi艂, 偶e mieszkamy zbyt blisko szko艂y, on chodzi艂 pi臋膰 kilometr贸w.
  • Nikt nas nie odprowadza艂. Ka偶dy wiedzia艂, 偶e nale偶y i艣膰 lew膮 stron膮 ulicy i nie wpa艣膰 pod samoch贸d, bo b臋dzie 艂omot.
  • Wsp贸艂czuli艣my koledze z naprzeciwka, on codziennie musia艂 chodzi膰 na lekcje pianina. Mia艂 pi臋膰 lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My r贸wnie偶.
  • Czasami mogli艣my je藕dzi膰 w baga偶niku starego fiata, zw艂aszcza gdy byli艣my zbyt umorusani, by siedzie膰 wewn膮trz.
  • Gotowali艣my sobie obiady z deszcz贸wki, piasku, trawy i sarnich bobk贸w. Czasami pr贸bowali艣my to je艣膰.
  • 呕arli艣my placek dro偶d偶owy babci do nieprzytomno艣ci. Nikt nam nie liczy艂 kalorii.
  • 呕uli艣my wszyscy jedn膮 gum臋, na zmian臋, przez tydzie艅. Nikt si臋 nie brzydzi艂.
  • Jedli艣my niemyte owoce prosto z drzewa i pili艣my wod臋 ze strugi. Nikt nie umar艂.
  • Nikt nam nie m贸wi艂, 偶e jeste艣my 艣licznymi anio艂kami. Doro艣li wiedzieli, 偶e dla nas, to wstyd.
  • Musieli艣my ca艂owa膰 w policzek star膮 ciotk臋 na powitanie鈥攂ez beczenia i wycierania ust r臋kawem.
  • Nikt si臋 nie bawi艂 z babci膮, opiekunk膮 lub mam膮. Od zabawy mieli艣my siebie nawzajem.
  • Nikt nas nie chroni艂 przed z艂ym 艣wiatem. Id膮c si臋 bawi膰, musieli艣my sobie dawa膰 rad臋 sami.
  • Mieli艣my tylko kilka zasad do zapami臋tania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolno艣膰 by艂a nasz膮 w艂asno艣ci膮.
  • Wychowywali nas s膮siedzi, stare wied藕my, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy. Rodzice ch臋tnie przyjmowali pomoc przypadkowych wychowawc贸w.
Wszyscy prze偶yli艣my, nikt 聽nie trafi艂 do wi臋zienia. Nie wszyscy sko艅czyli studia, ale ka偶dy z nas zdoby艂 zaw贸d. Niekt贸rzy pozak艂adali rodziny i wychowuj膮 swoje dzieci wed艂ug zalece艅 psycholog贸w. Nie odwa偶yli si臋 zosta膰 patologicznymi rodzicami. Dzi艣 jeste艣my o wiele bardziej ucywilizowani.
My, dzieci z naszego podw贸rka, kochamy rodzic贸w za to, 偶e wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak nale偶y nas dobrze wychowa膰. To dzi臋ki nim sp臋dzili艣my dzieci艅stwo bez ADHD, bakterii, psycholog贸w, znudzonych opiekunek, 偶艂obk贸w, zamkni臋tych plac贸w zabaw i lekcji baletu.
A nam si臋 wydawa艂o, 偶e wszystkiego nam zabraniaj膮!”
http://www.eioba.pl/a/2voj/my-dzieci-tamtych-rodzicow

My dzieci – z kluczem na szyi!

W jakim艣, swoim wpisie na blogu pyta艂am o to, gdzie podzia艂y si臋 dzieci?

Umartwia艂am si臋, 偶e nie wida膰 ich na podw贸rkach, mimo, 偶e mamy wiosn臋 i trawa si臋 zazieleni艂a.

I oto wczoraj moje serce si臋 uradowa艂o, bo zobaczy艂am z balkonu fajnie bawi膮ce si臋 dzieciaki w wieku tak do 8 lat.

Gra艂y w pi艂k臋 tam, gdzie jakie艣 50 lat temu i ja z gromad膮 gra艂am.

Natychmiast w g艂owie pojawi艂y si臋 wspomnienia z moich dzieci臋cych lat i zabawach odbywaj膮cych si臋 na tym samym podw贸rku.

Tworzy艂am zgran膮 paczk臋 z Jol膮, Markiem, Bogdanem i z wielu innymi dzie膰mi, kt贸re zosta艂y tylko ju偶 w mojej pami臋ci, bo si臋 rozjechali艣my po sko艅czeniu szko艂y podstawowej.

https://www.youtube.com/watch?v=yHtw46oKNFA&feature=youtu.be

Dzieci, kt贸re uwieczni艂am na kr贸tkim filmiku nie maj膮 mo偶e jeszcze tablet贸w i kom贸rek i dlatego bawi膮 si臋 na podw贸rku i niech zostanie im w pami臋ci takie dzieci艅stwo, bo:

 

DAJCIE DZIECIOM S艁O艃CE

Kiedy dziecko 艣piewa 鈥
艣piewa ca艂y 艣wiat.
Ca艂y 艣wiat piosenk膮 jest,
艣piewa kot i 艣piewa pies,
ptak na niebie, wiatr na drzewie,
艣wierszcz na 艂膮ce鈥
Nawet kiedy pada deszcz,
to ten deszczyk 艣piewa te偶,
偶e po deszczu, 偶e po deszczu
b臋dzie s艂o艅ce.

Kiedy dziecko ta艅czy 鈥 ta艅czy ca艂y 艣wiat.
Z rudym kundlem czarny kot,
drzewa z niebem, z ziemi膮 p艂ot,
ptak z ob艂okiem, wiatr z motylem,
艣wierszcz na 艂膮ce鈥
Ca艂y 艣wiat ma tyle lat,
ile dzieci maj膮 lat,
te dzieciaki, co do ta艅ca聽
wzi臋艂y s艂o艅ce.

Kiedy dziecko p艂acze 鈥
p艂acze ca艂y 艣wiat.聽
Kot ma oczy pe艂ne 艂ez,
na podw贸rku p艂acze pies,
wiatr w kominie, mysz pod miot艂膮,
艣wierszcz na 艂膮ce.
O, jak s艂ono od tych 艂ez,
nawet cukier s艂ony jest,
o, jak ciemno, o jak zimno 鈥
gdzie jest s艂o艅ce?

Dajcie dzieciom s艂o艅ce, 偶eby 艂ez nie by艂o,
Dajcie dzieciom s艂o艅ce, dajcie dzieciom mi艂o艣膰.
Dajcie dzieciom s艂o艅ce, ca艂e s艂o艅ce z nieba,
呕eby mog艂y ta艅czy膰, mog艂y 艣piewa膰.

Wanda Chotomska

My, urodzeni w聽latach 50-60-70-80 tych, wszyscy byli艣my wychowywani przez rodzic贸w patologicznych.

Na szcz臋艣cie nasi starzy nie wiedzieli, 偶e s膮 patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieli艣my, 偶e jeste艣my patologicznymi dzie膰mi. W聽tej s艂odkiej niewiedzy przysz艂o nam sp臋dzi膰 nasz wiek dzieci臋cy. Wspominamy z聽nostalgi膮 lata 60-70- 80. Wszyscy nale偶eli艣my do bandy osiedlowej i聽mogli艣my bawi膰 si臋 na licznych budowach. Gdy w聽stop臋 wbi艂 si臋 gw贸藕d藕, matka go wyci膮gn臋艂a i聽odka偶a艂a ran臋 fioletem. Nast臋pnego dnia znowu szli艣my si臋 bawi膰 na budow臋. Matka nie dr偶a艂a ze strachu, 偶e si臋 pozabijamy. Wiedzia艂a, 偶e pasek uczy zasad BHZ (Bezpiecze艅stwo i聽Higiena Zabawy). Nie chodzili艣my do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili si臋, 偶e b臋dziemy op贸藕nieni w聽rozwoju. Uznawali, 偶e wystarczy, je艣li zaczniemy si臋 uczy膰 od zer贸wki.

Nikt nie lata艂 za nami z聽czapk膮, szalikiem i聽nie sprawdza艂 czy si臋 spocili艣my. Z聽chorobami sezonowymi walczy艂a babcia. Do walki z聽gryp膮 s艂u偶y艂 czosnek, mi贸d, spirytus i聽pierzyna. Dzi臋ki temu nie stwierdzano u聽nas zapalenia p艂uc czy anginy. Zreszt膮 lekarz u聽nas nie bywa艂, zatem nie mia艂 szans nic stwierdzi膰. Stwierdza艂a zawsze babcia. Dodam, 偶e nikt nie wsadzi艂 babci do wariatkowa za smarowanie dzieci spirytusem. Do lasu szli艣my, gdy mieli艣my na to ochot臋. Jedli艣my jagody, na kt贸re wcze艣niej nasika艂y lisy i聽sarny. Mama nie ba艂a si臋 ze zje nas wilk, zarazimy si臋 w艣cieklizn膮 albo zginiemy. Skoro za艣 tam doszli艣my, to i聽wr贸cimy. Oczywi艣cie na czas. Powr贸t po bajce skutkowa艂 bezwzgl臋dnie karami.

Gdy s膮siad z艂apa艂 nas na kradzie偶y jab艂ek, sam wymierza艂 nam kar臋. S膮siad nie obra偶a艂 si臋 o聽skradzione jab艂ka, a聽ojciec o聽zast膮pienie go w聽obowi膮zkach wychowawczych. Ojciec z聽s膮siadem wypijali wieczorem piwo 鈥 jak zwykle. Nikt nie pomaga艂 nam odrabia膰 lekcji, gdy ju偶 znale藕li艣my si臋 w聽podstaw贸wce. Rodzice stwierdzali, 偶e skoro sko艅czyli ju偶 szko艂臋, to nie musz膮 ju偶 do niej wraca膰. Latem je藕dzili艣my rowerami nad rzek臋, nie pilnowali nas doro艣li. Nikt nie uton膮艂. Ka偶dy potrafi艂 p艂ywa膰 i聽nikt nie potrzebowa艂 specjalnych lekcji aby si臋 tej sztuki nauczy膰.

Zim膮 kt贸ry艣 ojciec urz膮dza艂 nam kulig starym fiatem, zawsze przyspiesza艂 na zakr臋tach. Czasami sanki zahaczy艂y o聽drzewo lub p艂ot. Wtedy spadali艣my. Nikt nie p艂aka艂, chocia偶 wszyscy troch臋 si臋 bali艣my. Doro艣li nie wiedzieli, do czego s艂u偶膮 kaski i聽ochraniacze. Siniaki i聽zadrapania by艂y normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysy艂a艂 nas z聽tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformowa艂 jak wybra膰 numer na policj臋 (wtedy MO), 偶eby zakablowa膰 rodzic贸w. Oczywi艣cie, ch臋tnie skorzystaliby艣my z聽tej wiedzy. Niestety, pasek by艂 wtedy pomoc膮 dydaktyczn膮, a聽Milicja zajmowa艂a si臋 sprawami doros艂ych.

Swoje sprawy za艂atwiali艣my regularn膮 bijatyk膮 w聽lasku. Rodzice trzymali si臋 od tego z聽daleka. Nikt z聽tego powodu, nie trafia艂 do poprawczaka. W聽sobot臋 wieczorem zostawali艣my sami w聽domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po ca艂ym dniu sp臋dzonym na dworze i聽tak szli艣my grzecznie spa膰. Pies 艂azi艂 z聽nami 鈥 bez smyczy i聽kaga艅ca. Sra艂 gdzie chcia艂, nikt nie zwraca艂 nam uwagi. Raz uwi膮zali艣my psa na sznurku i聽poszli艣my z聽nim na spacer, udaj膮c szanowne pa艅stwo z聽pudelkiem. Ojciec powi膮za艂 nas p贸藕niej na sznurkach i聽te偶 wyprowadzi艂 na spacer. Zwr贸cili艣my wolno艣膰 psu, na zawsze. Mogli艣my dotyka膰 inne zwierz臋ta. Nikt nie wiedzia艂, co to s膮 choroby odzwierz臋ce.

Sikali艣my na dworze. Zim膮 trzeba by艂o sika膰 ty艂em do wiatru, 偶eby si臋 nie obsika膰 lub 鈥瀟am” nie zazi臋bi膰. Ka偶dy dzieciak to wiedzia艂. Oczywi艣cie nikt nie my艂 po tej czynno艣ci r膮k. Stara s膮siadka, kt贸r膮 nazywali艣my wied藕m膮, goni艂a nas z聽lask膮. Ci膮gle chodzi艂a na nas skar偶y膰. Rodzice nadal kazali si臋 jej k艂ania膰, m贸wi膰 Dzie艅 Dobry i聽nosi膰 za ni膮 zakupy. Wszystkim starym wied藕mom musieli艣my m贸wi膰 Dzie艅 Dobry. A聽ka偶dy doros艂y mia艂 prawo na nas to Dzie艅 Dobry wymusi膰. Dziadek pozwala艂 nam zaci膮gn膮膰 si臋 swoj膮 fajk膮. Potem si臋 g艂o艣no 艣mia艂, gdy powykrzywia艂y si臋 nam g臋by. Trzymali艣my si臋 z聽daleka od fajki dziadka. Za to potem robi艂 nam ba艅ki mydlane z聽dymem fajki w聽艣rodku. Fajnie si臋 dym p贸藕niej rozchodzi艂 po pod艂odze jak ba艅ka p臋k艂a.

Skakali艣my z聽balkonu na odleg艂o艣膰. 艁omot spu艣ci艂 nam s膮siad. Ojciec postawi艂 mu piwo. Do szko艂y chodzili艣my p贸艂tora kilometra piechot膮. Ojciec twierdzi艂, 偶e mieszkamy zbyt blisko szko艂y, on chodzi艂 pi臋膰 kilometr贸w. Musieli艣my zna膰 tabliczk臋 mno偶enia, pisa膰 bezb艂臋dnie (za 3 b艂臋dy nie zdawa艂o si臋 matury z聽polaka). Nikt nie zna艂 poj臋cia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i聽kto wie jakiej tam jeszcze dys鈥 Nikt nas nie odprowadza艂. Ka偶dy wiedzia艂, 偶e nale偶y i艣膰 lew膮 stron膮 ulicy i聽nie wpa艣膰 pod samoch贸d, bo b臋dzie 艂omot. Wsp贸艂czuli艣my koledze z聽naprzeciwka, on codziennie musia艂 chodzi膰 na lekcje pianina. Mia艂 pi臋膰 lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w聽tym wieku. My r贸wnie偶.

Gotowali艣my sobie obiady z聽deszcz贸wki, piasku, trawy i聽sarnich bobk贸w. Czasami pr贸bowali艣my to je艣膰. Jedli艣my te偶 koks, szare myd艂o, Akron z聽apteki, gumy Donaldy, chleb z聽mas艂em i聽sol膮, chleb ze 艣mietan膮 i聽cukrem, oran偶ad臋 do rozpuszczania oczywi艣cie bez rozpuszczania, kred臋, traw臋, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, sma偶one kanie z聽lasu i聽pieczarki z聽艂膮ki, podp艂omyki, kartofle z聽parnika, surowe jajka, plastry s艂oniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizali艣my kwiatki od 艣rodka. Jak kogo艣 u偶ar艂a przy tym pszczo艂a to pi艂 2 szklanki mleka i聽przyk艂ada艂 sobie zimn膮 patelni臋.

Ojciec za pomoc膮 gwo藕dzia pokaza艂, co to jest pr膮d w聽gniazdku. To nam wystarczy艂o na ca艂e 偶ycie. Czasami mogli艣my je藕dzi膰 w聽baga偶niku starego fiata, zw艂aszcza gdy byli艣my zbyt umorusani, by siedzie膰 wewn膮trz. Jak si臋 kto艣 skaleczy艂, to ran臋 poliza艂 i聽przyk艂ada艂 li艣膰 babki. Jedli艣my niemyte owoce prosto z聽drzewa i聽pili艣my wod臋 ze strugi, ciep艂e mleko prosto od krowy, kran贸wk臋, czasami syropy na alkoholu za 艣mietnikiem 偶eby mama nie widzia艂a, lizali艣my zaparowane szyby w聽autobusie i聽por臋cze w聽bloku. Nikt si臋 nie brzydzi艂, nikt si臋 nie rozchorowa艂, nikt nie umar艂. 呕arli艣my placek dro偶d偶owy babci do nieprzytomno艣ci. Nikt nam nie liczy艂 kalorii.

Nikt nam nie m贸wi艂, 偶e jeste艣my 艣licznymi anio艂kami. Doro艣li wiedzieli, 偶e dla nas, to wstyd. Nikt si臋 nie bawi艂 z聽babci膮, opiekunk膮 lub mam膮. Od zabawy mieli艣my siebie nawzajem. Bawili艣my si臋 w聽klasy, podchody, chowanego, w聽dwa ognie, grali艣my w聽wojn臋, w聽no偶a (oj krew si臋 la艂a), skakali艣my z聽balkonu na kup臋 piachu, grali艣my w聽nog臋, dziewczyny skaka艂y w聽gum臋, ch艂opaki te偶 jak nikt nie widzia艂. Oparzenia po opalaniu smarowali艣my kefirem. Jak si臋 g艂臋boko skaleczy艂o to mama odka偶a艂a jodyn膮 albo wod膮 utlenion膮, szorowa艂a ran臋 szczoteczk膮 do z臋b贸w i聽przykleja艂a plaster. I聽tyle. Nikt nie umar艂.

W wannie k膮pa艂o si臋 ca艂e rodze艅stwo na raz, p贸藕niej tata w聽tej samej wodzie. Te偶 nikt nie umar艂. Podr臋czniki szanowali艣my i聽wpisywali艣my na ostatniej stronie imi臋, nazwisko i聽rocznik. Im starsza ksi膮偶ka tym lepiej. Jak si臋 poskar偶y艂e艣 mamie na nauczyciela to jeszcze w聽艂eb dosta艂e艣. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieli艣my tylko kilka zasad do zapami臋tania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolno艣膰 by艂a nasz膮 w艂asno艣ci膮. Wychowywali nas s膮siedzi, stare wied藕my, przypadkowi przechodnie, koledzy ze starszej klasy, pani na 艣wietlicy albo wo藕na jak ju偶 艣wietlica by艂a zamkni臋ta. Nasze mamy rodzi艂y nasze rodze艅stwo normalnie, a聽po powrocie ze szpitala nie prze偶ywa艂y szoku poporodowego 鈥 codzienne obowi膮zki im na to nie pozwala艂y. Wszyscy prze偶yli艣my, nikt nie trafi艂 do wi臋zienia. Nie wszyscy sko艅czyli studia, ale ka偶dy z聽nas zdoby艂 zaw贸d. Niekt贸rzy pozak艂adali rodziny i聽wychowuj膮 swoje dzieci wed艂ug zalece艅 psycholog贸w. Nie odwa偶yli si臋 zosta膰 patologicznymi rodzicami.

Dzi艣 jeste艣my o聽wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z聽naszego podw贸rka, kochamy rodzic贸w za to, 偶e wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas nale偶y 鈥瀌obrze” wychowa膰. To dzi臋ki nim sp臋dzili艣my dzieci艅stwo bez ADHD, bakterii, psycholog贸w, znudzonych opiekunek, 偶艂obk贸w, zamkni臋tych plac贸w zabaw i聽lekcji baletu.

A nam si臋 wydawa艂o, 偶e wszystkiego nam zabraniaj膮!

Jaszczurka

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9813

Pierwsza ilustracja pochodzi z聽serialu dla m艂odych聽Urwisy z聽Doliny M艂yn贸w

Gdzie s膮 dzieci!

Tak mi si臋 w艂膮cza nutka wspomnieniowa. Pewnie ju偶 za progiem staro艣膰, albo tylko melancholia spowodowana deszczow膮 pogod膮, kt贸ra ogarn臋艂a niemal ca艂膮 Polsk臋.

Niech sobie idzie ju偶 ten deszcz, bo ziemia ju偶 jest do艣膰 na razie nawil偶ona, a ro艣liny strzeli艂y do samego nieba. 聽馃檪

Przygl膮dam si臋 du偶emu 聽placowi jaki mam za oknem i tak si臋 zastanawiam, gdzie podzia艂y si臋 polskie dzieci?

Nie ma ich, po prostu jakby zapad艂y si臋 pod ziemi臋. Jakby dzietno艣膰 w Polsce spad艂a do zera, bo w dzisiejszych czasach ju偶 na podw贸rkach nie rozbrzmiewaj膮 dzieci臋ce odg艂osy. Cisza! Potworna cisza, a dzieciaki pewnie siedz膮 w domach przy komputerach, albo telefonach. Je艣li tak jest faktycznie, to jest to edukacyjna katastrofa i wychowawcza te偶!

Pami臋tam, 偶e moje Dzieci buszowa艂y po podw贸rku i bawi艂y si臋 z r贸wie艣nikami i cz臋sto ci臋偶ko by艂o je 艣ci膮gn膮膰 do domu.

Pami臋tam swoje dzieci艅stwo, a by艂o pe艂ne przer贸偶nych przyg贸d podw贸rkowych z bliznami na nogach w艂膮cznie.聽

Pami臋tam, 偶e w艂azi艂am na drzewa, wisia艂am na trzepaku i goni艂am za pi艂k膮. To by艂 wspania艂y czas przyja藕ni i kole偶e艅stwa na podw贸rku w艂a艣nie.聽

My艣l臋 sobie nie raz, 偶e kiedy nastanie weekend i pogoda dopisuje, to podw贸rko wype艂ni si臋 dzie膰mi, ale srogo si臋 nie raz zawiod艂am.

Je艣li s膮 dzieci, to tylko pod opiek膮 mam, czy tatusi贸w. Upominane bez przerwy, aby tylko nie nabi艂y sobie guza. Pilnowane i wychowywane pod kloszem, bezstresowo. Smutny to widok, ale wida膰 takie czasy nasta艂y i ka偶dy rodzic z ty艂u widzi pedofila i porywacza dzieci.

Ciekawa jestem, co b臋d膮 mia艂y te dzieci do wspominania, kiedy stan膮 si臋 doros艂ymi lud藕mi?聽

Leopold Staff opisa艂 w wierszu swoje dzieci艅stwo, bardzo podobne do mojego.

DZIECI艃STWO – Leopold Staff

Poezja starych studni, zepsutych zegar贸w,

Strychu i niemych skrzypiec p臋kni臋tych bez grajka,

Z偶贸艂k艂a ksi臋ga, gdzie usch艂a niezapominajka

Drzemie – by艂y dzieci艅stwu memu lasem czar贸w…

Zbiera艂em zardzewia艂e, stare klucze… Bajka

Szepta艂a mi, 偶e klucz jest dziwnym darem dar贸w,

Ze otworzy mi zamki skryte w tajny par贸w,

Gdzie wejd臋 – blady ksi膮偶臋 z obrazu Van Dycka.

Motyle-m potem zbiera艂, magicznej latarki

Cuda wywo艂ywa艂em na 艣ciennej tapecie

I gromadzi艂em d艂ugi czas pocztowe marki…

Bo by艂o to jak podr贸偶 szalona po 艣wiecie,

Pe艂ne przyg贸d odjazdy w wszystkie 艣wiata cz臋艣cie…

Sen s艂odki, niedorzeczny, jak szcz臋艣cie… jak szcz臋艣cie…