Archiwa tagu: kobiety

Harpie i megiery w ataku!

W zachodniej Polsce gdzie mieszkam, nocne godziny wciąż są mroźne i dlatego na ten czas wynoszę moje kwiaty z balkonu, bo po prostu nie chcę ich stracić.

Mają już pączki i za chwilę zakwitną, bo w dzień mamy cudne słońce, które sprzyja roślinom.

To tak na marginesie, bo boli mnie coś innego o czym chcę napisać:

Otóż mam taki smutny życiorys, że nikt, ale to nikt nie chciałby się ze mną zamienić.

Moje Dzieci zawsze mówią – mamo jak ty dałaś radę i mnie wciąż wspierają, bo mam kochane i mądre Córki.

W marcu i kwietniu tego roku zostałam zaatakowana przez trzy osoby, a są nimi niestety kobiety!

Wykorzystały wiedzę o mnie z mojego bloga i nie tylko i tak zaczęły mnie kąsać, że do dziś się zastanawiam dlaczego ludzie są tak podli!

Nigdy mnie nie zaatakował mężczyzna i tak było zawsze i jest, a kobiety potrafią być bezpardonowe!

Jestem taka, że jeśli wiem cokolwiek z życia prywatnego kogoś, to nigdy, ale to nigdy tego dalej nie zdradzam, bo ktoś, kto mi o sobie napisał jest dla mnie świętością!

Najgorsze jest w tym wszystkim to, że ja nie potrafię się zwyczajnie bronić, bo skoro ktoś mnie atakuje, to powinnam się odszczeknąć i wyłuskać swoje argumenty i walić prosto w twarz.

Ja tego nie potrafię, ale po każdym takim ataku cierpię katusze i zadaję sobie pytanie – dlaczego ludzie bawią się moimi emocjami spisanymi na blogu, bądź też przekazanymi w prywatnej korespondencji.

Całe swoje życie przeżyłam w prawdzie i okropnie nienawidzę kłamstwa!

Nie pamiętam kiedy z kimś się skłóciłam, bo w realu i wirtualu staram się być prawdziwa, nie zakłamana i uczciwa, ale jednak trafiam na kanalie, które nie znając szczegółów z mojego życia dorabiają sobie swoją historię!

Najgorsze jest to, że są to kobiety w moim wieku!

Mój życiorys, to jest materiał na sztukę dramatyczną i żadna z tych kobiet nie ma o tym pojęcia, ale wyrwały z kontekstu bloga to, co im pasuje, aby mnie lżyć, atakować i zniesławiać!

Wszystko to spowodowało, że nie wierzę w ludzi!

Nie wierzę, bo 6 lat pisałam z kobietą, którą uważałam za boga mojego, któremu powierzałam swoje smutki i radości, a ona w marcu tego roku napisała do mnie strasznie bolesne słowa i to mi siedzi w sercu – dlaczego pytam?

Nie chcę się absolutnie skarżyć, ale jak napisałam – nie wierzę w ludzi już!

Wiem tylko ja, że po każdym tąpnięciu w moim życiu musiałam się długo podnosić, ale te trzy kobiety zrobiły sobie z mego życia używanie i happening!

Moje trudne życie mnie ukształtowało tak, że mimo razów jakie otrzymałam od innych nigdy się na innych nie odgrywam.

Szanuję siebie i swoje dobre samopoczucie, aby nikomu nie robić krzywdy jaką zrobiono mi i po każdym ataku próbuję się podnosić tak po ludzku z siłą jaką wciąż mam w sobie!

Po tym wszystkim zdaję sobie sprawę z tego, że dla mnie rodzina jest najważniejsza i tego się od lat trzymam!

Harpie i megiery nie spowodują, że będę chamska bo nie chce mi się z nimi walczyć ze względu na moją godność, którą nabrałam przez lata – mimo przeciwności.

Napiszę tylko jeszcze to, że skoro mnie harpie czytają, to będę uważała na to, co zdradzę ze swojego prywatnego życia!

Będę musiała więc pisać o polityce i takich tam, a szkoda wielka bo mi pijaczka z Krakowa napisała tak w komentarzu, który wpadł do Kosza!

„jesteś nikim, mamusia cie nie chciaiła, siostra cie chciała, siostrzenica cie niechcia pani z urzędu dla bezdąbnych zwierzt cię nie chicała , nkt cię nie chciał.”

Odpowiadam więc pijaczce z Krakowa, że to ja natrafiłam na ludzi bez kręgosłupa moralnego, kiedy mam sumienie czyste jak łza!

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, na zewnątrz i w budynku

Obraz może zawierać: roślina, kwiat i w budynku

Matki PRL-u

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, drzewo, roślina, tabela, na zewnątrz i przyroda

Żar się z nieba leje i u mnie na zachodzie było chyba najgoręcej w Polsce, a temparatury strzeliły na ponad 30 stopni.

Opuściłam w pokojach „aluzje”, aby było trochę cienia, gdyż nie sposób to wytrzymać, bez uszczerbku na zdrowiu, bo w końcu swoje lata mam.

Na chwilkę wyszłam na balkon, aby podlać kwiaty i w oczy mi się rzuciły sznurki, na których ktoś wywiesił starannie pranie.

Cyknęłam więc zdjęcie – powyżej!

Taki widok jest coraz rzadszy, bo wszyscy, prawie mamy w domach automatyczne pralki i swoje pranie wieszamy najczęściej na domowej suszarce, bądź jeśli ktoś ma, to na balkonie.

My Babcie jednak dostałyśmy po kościach, bedąc młodymi mamami, bo prałyśmy w pralce o nazwie „Frania”, a potem to się  wyżymało, płukało i dopiero wieszało.

Pamiętam, że tetrowe pieluszki dzieci gotowałam w metalowym kotle z dodatkiem mydła szarego, a potem się je płukało i wieszało. Były bielutkie, ale jeśli na początku dziecko potrzebowało mieć w wyprawce 30 pieluch tetrowych i z dziesięć flanelowych, to było roboty po kokardy.

Kiedyś kobiety białą pościel gotowały w garach, potem płukały i krochmaliły i na koniec to wszystko prasowały na blachę.

Pamiętam, że w latach 60-tych i dalszych na moim osiedłu, w każdym bloku była w piwnicy pralnia i suszarnia.

Kobiety rozpalały pod piecem i gotowały pościel płócienną, a po wypraniu wieszały pranie w suszarni i nie raz trzeba było szukać włascicielki prania, by swoje, suche zdjęła i dała miejsce na sznurach następnej.

Takie to były czasy, że jakże często kobiety pracujące musiały także uporać się ze skomplikowanym  procesem prania, bo tak wówczas myślałyśmy, że pościel wykrochmalona na blachę, to był szczyt pedanterii.

Jedno zdjęcie, a tyle wspomnień i pamiętam pojawienie się w domu pralki marki „Wiatka” – rosyjskiej i tak sobie siedziałam na podłodze i śledziłam proces prania w niej, a oczy wychodziły mi z orbit z podziwu nad postępem.

Stare suszarnie i pralnie w blokach zamieniły się w biura, zakłady fryzjerskie, a nawet w studia tatuażu i tak pożegnaliśmy relikt PRL-u.

Teraz młode gospodynie narzekają, że muszą wychowywać dzieci i roboty przy nich jest bez liku, tylko, że wyjdą do miasta i zakupią wszystko potrzebne dziecku, a więc pampersy, gotowe zupki, kaszki i itp.

Nigdy by się nie chciały z nami – kobietami  z tamtych lat, zamienić na role, bo pamiętam, że każdą zupkę dla Córek gotowałam samodzielnie!

W stanie wojennym nie miałam bardzo często czym swoje dzieci karmić i pamiętam polowanie z kartkami na mleko w proszku, budyń, ksiel, herbtniki i łzy z oczu płynęły, kiedy udało się kupić kaszę mannę!

Kurtyna!

 

Polityku i  biskupie – na ulicę wyszła młodzież i ma was w dupie!

Wczoraj Kobiety wyszły na ulicę w ramach „Czarnego piątku” domagając się prawa do samostanowienia o sobie w temacie – aborcja.

Ten nierząd i biskupi  chcą polskie Kobiety skazać na średniowiecze i odmawia im prawa do samodecydowania o własnym ciele i swojej rozrodczości.

Przeszkadza im kompromis wypracowany przez ostatnie lata i skazuje się Kobiety na potępienie i każe im rodzić uszkodzone płody, czyli potworki.

Małe, zgwałcone dziewczynki 12 letnie też według PiS mają rodzić!

Czy Kobieta, której ciąża zagraża, bo może umrzeć, też ma rodzić?

Wpędza się tymi zaostrzeniami lekarzy w poczucie winy i w to, że będą bali się podejmować lekarskie decyzje, bo klauzula sumienia.

Polityku i  biskupie – na ulicę wyszła młodzież i ma was w dupie!

Wczoraj na ulicach zjawiły się Kobiety i ich partnerzy i podobno w samej Warszawie było ich 55 tysięcy.

Wyszli młodzi przede wszystkim, ale też i starsi w trosce o swoje wnuki i dzieci.

Wyszli ludzie o kulach i na wózkach inwalidzkich, by wesprzeć te młode Kobiety w wieku rozrodczym.

Ja kalinaxa nie jestem za całkowitym dostępem do aborcji na życzenie i o tym już pisałam.

Jestem za kompromisem w ekstremalnych ciążach, które są zawarte tylko w trzech punktach, bo która mama by chciała, aby ją zmusić do urodzenia i wydania na świat takie dziecko?

Obrazek

Przepraszam za to zdjęcia, ale sieci są jeszcze gorsze.

To politycy i biskupi skazują Kobiety na tak tragiczny los.

Jest rok 1975 i ja zachodzę w ciążę z pierwszym dzieckiem.

Kto żył w tamtych czasach, to wie, że o USG można było tylko pomarzyć.

Co miesiąc chodziłam do lekarza, aby sprawdził moją ciążę i co miesiąc robiłam wyniki krwi i takie tam.

Lekarz przystawił do brzucha jakąś trąbkę i słuchał, czy ciąża żyje i czy bije serduszko dziecka.

Potem centymetrem mierzył obwód brzucha i zapisał jakieś tam witaminy i tak wyglądało prowadzenie ciąży.

Żadna z kobiet nie wiedziała jakiej płci urodzi dziecko i czy to dziecko będzie zdrowe – bo to była wielka niewiadoma.

Mnie udało się urodzić zdrowe Dzieci i miałam takie szczęście, ale mogłabym także urodzić dziecko niepełnosprawne i moje życie byłoby  podobne do poniższego świadectwa pewnej Mamy!

Która kobieta by się z tą Mamą zamieniła – może Kaja Godek weźmie tę Mamę w opiekę i pomoże Jej chociaż finansowo, bo wypięło się na Nią Państwo i politycy.

Każą rodzić za wszelką cenę, bo tak chcą księża i bezrefleksyjni politycy, ale o realnej pomocy takim rodzinom już zapominają – hipokryci!

 

Przygody Mikołajka
Wczoraj o 14:38 ·

„Dlaczego piszę dziś ten tekst?

Dlatego, że jestem mamą nieuleczalnie chorego dziecka i nie mogę dziś wyjść na ulicę razem z innymi kobietami. Ktoś w tym czasie musi się zająć moim chorym synem. Miko wymaga specjalistycznej opieki, której nie umożliwia państwo, więc muszę z nim zostać.
Piszę, bo nic więcej nie​ mogę zrobić.

Wydaje mi się, że właśnie o to tu chodzi. O szacunek do życia. Mojego życia jako matki nieuleczalnie chorego dziecka, zamkniętej w więzieniu domu, bez możliwości wyjścia i załatwienia jakichkolwiek spraw bez z bezinteresownej pomocy osób trzecich, od leczenia własnych zębów po zakupy na codzienne żywienie, ubranie, całkowicie nie mówiąc już o kulturze jak kino, teatr, koncert czy książka. Bez prawa do choroby własnej, bez prawa do urlopu – ustawa o opiece nad ON tego nie zapewnia.

Piszę najpierw o matce, bo ktoś zapomniał, że żeby było dziecko, musi być matka. Taki jest porządek Wszechświata.

Na równi chodzi też o szacunek do dziecka.
Nie, nie jestem zwolenniczką aborcji. Nie mogę o niej pisać, bo jej nie doświadczyłam. Straciłam dziecko w inny sposób i jest to strata, która kładzie się cieniem na życiu wielu rodzin, kończy związki i życie w spokoju.

Mamy rodzić chore i niezdolne do życia dzieci.
Nie mówi się o tym, ale organizm kobiety wie, że ciąży zagraża choroba. Organizm kobiety wie, stąd tyle wczesnych poronień. W zależności od źródeł szacuje się je nawet do 70% ciąż, jak powiedział mi ginekolog.
Ale często leki tłumią te objawy lub z jakiegoś powodu płód przeżywa pierwszy trymestr i my, matki nieuleczalnie chorych dzieci dowiadujemy się pierwszy raz o zagrożeniu życia naszego dziecka czasem dopiero w drugim trymestrze. Czasem w trzecim. A czasem po porodzie…..

Uwierzcie mi, byłam w trzech szpitalach położniczych i zwiedziłam najbardziej referencyjne oddziały w Polsce. Póki dziecko jest w łonie, jest święte. Robi się wszystko, aby uratować ciążę, często nie licząc się z kosztami matki. W tym czasie matka traci swoje wszystkie prawa, staje się inkubatorem. Jej samopoczucie jest ważne tylko dlatego, że wpływa na zdrowie dziecka.

Dziecko się rodzi. Wraz z jego przyjściem na świat czar pryska. Nikt już nie pyta, jak się czujesz, czy krwawisz, czy spałaś, czy piersi bolą. Tak przynajmniej wygląda opieka medyczna nad matką w Polsce. Urodziłaś. Jeśli masz szczęście, po kilku dniach wychodzisz z dzieckiem ze szpitala. Nie wiesz jeszcze, że system Cię właśnie opuścił.
Jeśli Twoje dziecko jest zdrowe, masz szczęście. Jeśli jest chore, możesz się modlić, jednak wkrótce odkryjesz, że Bóg również Cię opuścił.

Jesteś dorosła. Jesteś matką. Musisz sobie poradzić.

Nie ma żadnych systemów wsparcia po porodzie. Położnej środowiskowej najczęściej zależy tylko na tym, żeby pilnować szczepień. Czasem trafi się na dobrą duszę, która będzie tych kilka razy z matką, więc jeśli masz zdrowe dziecko, masz szczęście. Przy chorym najczęściej usłyszysz „nie wiem”.

Pierwszy szok to to, że przy chorobach rzadkich (Program został zamknięty w 2017 roku) NIKT NIC NIE WIE. Nie wie, gdzie Cię kierować. Jak już mniej więcej trafisz na dobry kierunek, okazuje się, że terminy są w przyszłym roku. Liczba godzin terapii dla dziecka jest śmieszna i o ile ktoś już na nią skieruje Twoje dziecko, musisz wywrócić Internet do góry nogami, żeby dołożyć liczbę godzin wczesnego wspomagania za własne pieniądze, żeby to w ogóle miało sens. A jeśli ktoś mieszka w małym mieście, na wsi, nie ma samochodu i jest samotną matką, to jej życie i życie tego dziecka się skończyło.
Nikt nie pomaga matce (pomoc psychologiczna, pomoc wytchnieniowa).
Jeśli masz szczęście i ojciec dziecka Cię nie opuścił, pomoc wytchnieniowa spada na niego.
Leczenie i terapia zwykle są niewystarczające.
Nic nie działa systemowo. Nawet program wszesnego wspomagania wygląda w wielu ośrodkach jak maszynka do robienia pieniędzy, ale nie zawsze służy dzieciom i odpowiada na ich potrzeby.

Twoje nieuleczalnie chore dziecko rośnie, choroba staje się członkiem rodziny, ale wciąż nie ma ani pomysłu na wsparcie rodziny, w której najczęściej matka porzuca swoje dotychczasowe życie, pracę i pasję, żeby poświęcić się służbie w chorobie dziecka. Odchodzi jedno źródło dochodu. Leki kosztują, pieluchy kosztują, rehabilitacja kosztuje. Sprzęt kosztuje. Niestety jedno źródło dochodu odeszło i pozostaje liczyć na serca dobrych ludzi (zbiórki publiczne – które chciano dopiero co objąć kontrolą ministra i 1%, który po prostu nam, matkom nieuleczalnie chorych dzieci, ratuje życie​.)
Rząd wycenia naszą całodobową pracę przy chorym dziecku, bez prawa do urlopu i do wolnych niedziel!!! na 1447 zł (całodobowa opieka przy rezygnacji z pracy zawodowej).
Drodzy panowie i panie z ulicy Wiejskiej, czy chcecie być na moim miejscu? Czy za tę kwotę można przeżyć mając specjalne potrzeby?

Dopóki nie zapewni się godnych warunków życia dzieciom nieuleczalnie chorym i ich rodzinom, nikt nie ma prawa mówić kobiecie, co ma robić. Życie nieuleczalnie chorego i jego matki kończy się w godzinie jego porodu. Jeśli nie będzie wyboru – muszą być warunki do życia. Matki nieuleczalnie chorych nie żyją wiecznie, co stanie się z naszymi niezdolnymi do życia dziećmi po naszej śmierci? Kto zapłaci za ich biedny, pełen tęsknoty żywot w ośrodku?
Serce, które uwięzło mi w gardle, nie pozwala mi dalej pisać. Mamy prawo do godnego życia w chorobie. Dlatego mamy też prawo do wyboru.
I dlatego ja mówię NIE dla zaostrzenia przepisów dotyczących aborcji.
Stanowcze NIE! Wiem, bo życia z nieuleczalnie chorym człowiekiem od urodzenia doświadczam osobiście.


Możesz pomóc Miko, przekazując mu 1% podatku na jego leczenie i poprawę funkcjonowania.

KRS 0000037904
Cel szczegółowy:
Mikołaj Troy Pietras 8579

Lub przekazując darowiznę:

Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”
Nr konta:
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994 Alior Bank
Z dopiskiem: ” Mikołaj Troy Pietras 8579″

Może nie wszystko stracone!

Od ponad 1.5 roku, kiedy o poranku włącza się telewizor, aby posłuchać wiadomości, to można zakrztusić się kawą, bo takie kury/w – cisną się na usta.

Chce się wyć i przy tej kawie można zejść na zawał. Przynajmniej ja tak reaguję, ale podejrzewam, że tak reaguje 80% naszego, polskiego społeczeństwa, a i za granicą też.

Nie da się znieść, kiedy w Unii Europejskiej wystawia się Polaka przeciwko drugiemu Polakowi na zasadzie – a bo tak mi się zamarzyło. Piszę o Kaczyńskim rzecz jasna.

Doprawdy w obecnym życiu tak mało jest radości, które powinny towarzyszyć każdemu człowiekowi w jeszcze wolnym kraju.

Kiedy jednak pewna grupa oszalałych ludzi dorwała się do władzy, to mamy, tak jak mamy i praktycznie nic z tym nie możemy zrobić. Bandycka wycinka drzew w Polsce przyprawia mnie o palpitacje serca, a inne draństwa powodują, że coraz częściej odcinam się od wiadomości.

Chcę jeszcze trochę pożyć, a więc ignorowanie polityki na jakiś czas w ciągu dnia dobrze mi robi.

Jutro, w Dniu Kobiet – 8 marca Kobiety wyjdą na ulicę w obronie swoich praw. Nie mam pojęcia, co ten kobiecy strajk da  Kobietom, ale uważam, że  powinny domagać się cywilizowanego traktowania.

Uważam, że blokowanie in vitro spowoduje, iż surogatki będą rodziły za wielkie pieniądze i powstanie podziemie, które będzie przestępstwem. W ten sposób zmusza się Kobiety do popełnienia przestępstwa właśnie.

Polki już masowo wyjeżdżają za granicę, aby dokonywać aborcji. Tego chce ten rząd, blokując tabletkę dzień „po”?

Kobieta w Polsce już jest zniewolona i nie ma żadnej ochrony i pomocy od państwa, bo wszystko zaczyna być Jej zabierane.

Z gwałtu też będą rodzić, bo tak nakazuje ta „dobra zmiana” i tym sposobem zwiększy się liczba zabójstw dzieci. 

Czeka nas armagedon w świecie kobiet. Zobaczycie, że tak się stanie.

Dość tego wstępu i zmierzam do tego, że mimo strasznej polityki w moim kraju, dziś stało się w moim życiu coś bardzo budującego.

Chcieli Owsiaka wysłać w kosmos za wszelką cenę, a tu padł rekord i oto na liczniku pojawiło się ponad 105 milionów. Liczba rekordowa i kosmiczna. Ojciec Rydzyk i cały ten PiS gryzie w tej chwili pazury!

Kiedy zobaczyłam taką kwotę, to się ze szczęścia „zryczałam”, że nadal Polacy, to są wspaniali ludzie i potrafią się zjednoczyć.

Drugim szczęściem była impreza w przedszkolu mojej Wnusi z okazji opóźnionego Dnia Babci  i Dziadka.

Byłam na imprezie z moim Mężem i nieźle się wzruszyliśmy, a wszystko zostało udokumentowane zdjęciami i filmikami.

Jednak muszę stwierdzić, że w naszym życiu pojawiają się jeszcze iskierki radości, choć drzewa pokotem padają z ręki bandytów!

W moim mieście też rżną zdrowe drzewa – ratunku!

#wosp2017 z kosmiczną kwotą 1⃣0⃣5⃣ 5⃣7⃣0⃣ 8⃣0⃣1⃣,4⃣9⃣ ‼‼‼ Dziękujemy! ❤❤❤

https://www.youtube.com/watch?v=-2Uf94DSyLk&feature=youtu.be

https://www.youtube.com/watch?v=vQpaTYW8wfo&feature=youtu.be

 

https://www.youtube.com/watch?v=XG5JXJLVSsY&index=1&list=UUFJ4j2X7jBtaZNb3W8UhqMQ

https://www.youtube.com/watch?v=4vNBag5abTk&feature=youtu.be

https://www.youtube.com/watch?v=tDdzaYK6wyQ&feature=youtu.be

https://www.youtube.com/watch?v=opCNtg8zsyE&feature=youtu.be

Rzeczpospolita babska, to nie dla mnie :D

Pamiętam, kiedy jeszcze pracowałam, to jakoś wolałam pracować w mieszanym towarzystwie, niż tylko w zespole złożonym z samych kobiet, bo wiecie, że kobiety w towarzystwie mężczyzn zachowują się zupełnie inaczej, bardziej zwyczajnie i ze schowaną głęboko kobiecą naiwnością?
Jednak zdarzyło się, że kilka lat pracowałam tylko z kobietami i to nie było za bardzo miłe doświadczenie. Ja jestem okropną realistką i nie lubię się pieścić i roztkliwiać nad sobą, a babki, z którymi pracowałam od samego wejścia do gabinetu oznajmiały, że boli je głowa i się kompletnie nie wyspały i od razu biegły, aby zaparzyć sobie mocną kawuchę, bo bez niej nie żyją.
Potem były opowieści, że jest jedna z drugą przed miesiączką, albo ma, albo ma jajeczkowanie i cholernie boli ją krzyż  i takie babskie narzekania przez większość dnia trochę mnie wnerwiały, a czasami śmieszyły.
Były też opowieści o złych mężach i złych teściowych i o niesfornych dzieciach, a także, że są okropnie zmęczone, bo z pracy do domu i te obowiązki domowe i ogólnie to mają dość wszystkiego i są często niezadowolone z życia, a tu praca i dom tylko.
Pieściły się i obgadywały jedna drugą i zazdrościły lepszego ciucha, fryzjera i takie tam babskie fanaberie i dlatego.
Nie lubiłam jeździć na babskie zloty i spotkania, bo nigdy z tego nic dobrego nie wynikło, a jeno ploty z plecami i dlatego twierdzę, że kobiety mimo całego szacunku do płci żeńskiej omijałam szerokim łukiem, bo w towarzystwie męskim było konkretnie i bez tego pitu, pitu, a za plecami ostrze noża ha ha.
Opowiem taki przykład właśnie, dotyczący babskich spotkań i możecie mnie potępić, albo przyznać mi rację.
Przez dwa, a może więcej lat starsze panie pisały ze sobą na pewnym forum. Od rana same słodkości sobie prawiły i komplementowały. Od rana kawusia, ciasteczko, mądrość życiowa, wzajemne uprzejmości i pewnego dnia wpadły na pomysł, że się spotkają w realu. Było wiele zdjęć z tego spotkania, z kawiarenek, ze spacerów, ze zwiedzania pięknego miasta, że oglądając foty – no trochę im zazdrościłam tak pięknie zawiązanej przyjaźni. Pomyślałam sobie, że ze mną coś nie tak i nie korzystam z życia i nie jeżdżę i nie poznaję nowych ludzi, by czerpać z tego przyjemność i ładować akumulatory i wszystko ładnie i piękne, dopóki wyszło szydło z worka, że paniusie się pożarły i podzieliły na frakcje, ale nie wiem według jakiego kodu. Może na te szczupłe i chude, kontra grubsze – nie wiem.
Został niesmak, a ja się uderzyłam znowu w piersi, że z babami nie robi się zdjęć, a jak już to tak, aby się odciąć w każdej chwili, ale do czego zmierzam?
Zmierzam do tego, że im kobiety są starsze, często gęsto zamieniają się w totalne jędze, takie, że gaśnie we mnie wiara w kobiecość w ogóle. Wydawałoby się, że kobieta im starsza, to jest jak wino, a to guzik prawda i tu ponownie podam przykład:
Jędze siedzą na moim blogu od rana do późnej nocy i czytają to co chcą oczywiście przeczytać i wyciągają na innym forum moje wpisy i bawią się według swojego starczego, parszywego, nie ludzkiego widzi mi się. Ja sobie myślę, że to nieszczęśliwe babska są, ale myślę też, skąd w tych babskach wzięło się tyle zawiści i jadu jak u najgroźniejszych żmij na kuli ziemskiej i wiem. Żmija jak nie ma się czym pożywić, to połknie nawet człowieka i tak się dzieje z mózgach tych staruszek, niekochanych, nieprzytulanych, niechcianych, odepchniętych i zmurszałych, a do tego kurka wodna chorych na starość i dlatego cieszę się, że moja intuicja nigdy mnie nie zawiodła, że wolę towarzystwo mężczyzn z klasą, bo mężczyźni choć plotkować też lubią, a jakże, ale usiądą do kielicha i załatwiają swoje sprawy od ręki, a te słodkie babinki chlają jeno herbatę zieloną, a od tego humoru ni ma za grosz!
A druga i następna sprawa, to, że siedzą tu bez przerwy miłośniczki mojego bloga, to ja czuję się jak jakaś gwiazda, która ma swoich psychofanów. Czuję się dowartościowana, że to, co tutaj piszę jest dla nich takie ważne i warte wyniesienia na inne miejsca, a więc jestem dość ciekawa i kontrowersyjna, że babinki posiłkują się tylko moim blogiem, bo od siebie nic nie mogą, albo bardzo niewiele. Jestem celbytką, albo nawet nie zniszczalną królową Elżbietą, która mimo przeciwności, trwa do dzisiaj, jako i ja będę trwała, dopóki mi zdrowie pozwoli. Najważniejsze jest to, że nie należy mieszać się z motłochem i być sobą do końca swoich dni i spojrzeć w lustro od czasu do czasu i powiedzieć sobie – jesteś okej, tak trzymaj.
Dlaczego podjęłam temat kobiet dzisiaj? Dlatego, że przeczytałam dziś felieton Doroty Wellman, której gdybym mogła, to dałbym jej buziola i zaprosiła na kawę, a więc polecam, bo Dorota Wellman, to moja krew, ostra, bezkompromisowa i niczego się nie boi ha ha.
A teraz trolle do boju, tylko kaputków nie pogubcie, bo macie nową pożywkę, a we mnie mimo szronu na głowie i nie to zdrowie wciąż mieszka w duszy maj, czy jakoś tak. 😀
„Dziewczynki zrobią kolacje, a my pójdziemy na taras”. Nic mnie tak nie wyprowadza z równowagi, jak mówienie do dojrzałych kobiet „dziewczynki”. Nie ma w tym ani czułości ani żartu. Jest za to dużo lekceważenia. I tak dobrze, że nie niuńce, nie cipulki, nie laseczki. Wkurzają też mnie żabki, kotki i słoneczka. Toleruje określenie „nasze dziewczyny”, bo przywraca młodość, takie sformułowanie partyzancko – narzeczeńskie
Artykuł otwarty
Gdy Ewa Kopacz objęła funkcję premiera, pomyślałam – nareszcie. Kobieta pokaże, jak się rządzi. To wielka, może jedyna szansa na nadanie właściwego miejsca kobietom w polityce. Gdy Ewa Kopacz powołała do rządu inne kobiety, pomyślałam – dobrze. I miałam nadzieję, że zostały powołane do pełnienia funkcji publicznych, bo są fachowcami, a nie krewnymi i znajomymi Królika. Teraz mówię sprawdzam i czekam na rezultaty ich pracy.Premier Kopacz nominuje coraz więcej kobiet i promuje kobiety w polityce. Partyjni koledzy Pani Premier wymyślili nazwę tej kobiecej frakcji – „dziewczynki”. Panie same prowokują i wyplatają androny: „Siedzimy przy słodkościach. Do tego kawka, herbatka. Alkoholu nie ma, chyba że któraś z dziewczyn ma imieniny. Wtedy symbolicznie wypijamy po lampce. Dzielimy się przepisami, plotkujemy, że ta się niestosownie ubiera, a tamta nie umie się zachować. Są też dziewczyny, które robią razem zakupy”.Nie żądam, żeby mówiły tylko o Polsce i o globalnej polityce, ale opowiadanie takich pierdół nie pomoże kobietom w polityce. Nadal będziemy ozdobnymi paprotkami, krzykliwymi babonami sterowanymi przez facetów, nic nie znaczącymi miejscami na listach wyborczych, głupimi kurami. Pani Premier zamiast mówić o tym, co robi, jak rozwiązuje narastające problemy, jak przygotuje partię do wyborów opowiada o wysokich obcasach, które nie męczą, wykładzinie i ćwiczeniu brzuszków. A kiedy narasta problem z lekarzami znika, jak sen jakiś złoty. I przeczekuje w norze.Do roboty miłe Panie. To nie kółko różańcowe i nie babskie pletu pletu. Nie ważne, czy to Premiera czy Ministra. Pokażcie fachowość, konsekwencje, umiejętności i odwagę. Wtedy nikt nie powie o Was „dziewczynki”. A jak powie to dostanie w mordę. Ode mnie.

Dwie kobiety, dwie zdrady – opowiadanie

Poszedł jak zwykle do pracy na wieczorną służbę i kiedy układała się do snu, położywszy dzieci, nagle zadzwonił telefon. Zdziwiła się, że o tej porze ktoś do niej dzwoni.

– Halo jesteś? – Tak, a co chodzi, spytała poznawszy, że dzwoni ciotka plotkara.

– Posłuchaj uważnie, bo już dłużej nie mogę milczeć. Wiem, że twój mąż przebywa często, gęsto u tej, co mieszka na głównej ulicy. Oni się tam wspaniale zabawiają, no wiesz alkohol i oczywiście seks i mówię ci o tym dlatego, że to trwa już dłuższy czas. Tam odbywają się orgie i czas temu postawić kres – słuchasz mnie, grzmiało z słuchawki,bo ciotka się nie hamowała nigdy, gdy jakąś plotkę dorwała.

– Że co? Wyjąkała w słuchawkę zdenerwowanym głosem. – Gdzie jest to mieszkanie, spytała.

– Poczekaj, mam zapisany adres, a więc nr domu 34b/6 i idź tam prędko, bo może nie jest jeszcze na późno i pamiętaj, że nic ci nie mówiłam, no to cześć i działaj kochana. Dobrej nocy.

Zdjęła z wieszaka pierwszy lepszy ciuch i nie przebierając nawet dolnej pidżamy poszła pod wskazany adres. Nie było to daleko i na szczęście ulica była pusta, a więc nikt nie widział, że jest w pidżamie. Podeszła pod okna i z pierwszego piętra dopływała muzyka, było dość głośno. Poznała rozweselony głos swojego męża i ją sparaliżowało. Nie wiedziała, co ma począć. Iść i zrobić awanturę, czy sama nie wiedziała co? Usiadła na stopniu i zapaliła papierosa, który miał ją uspokoić, a u góry było coraz głośniej i słychać było, że towarzystwo świetnie się bawi.

Nie weszła na górę, bo się wstydziła, a może nie ręczyła za siebie. Wróciła do domu i do rana nie zmrużyła oka. Kiedy sięgała w łazience po zapasowe mydło, z kubeczka wyleciały prezerwatywy, a ona przecież zabezpieczała się tabletkami. Wszystko ułożyło się jej w całość i już wszystko wiedziała.

Kiedy wrócił, zaczął kręcić i się tłumaczyć, że to tylko koleżanka, której załatwił ważną sprawę i dlatego go zaprosiła,  ona w to nie uwierzyła, albo chciała uwierzyć.

Ogarnęła się i poszła do tej kobiety, a kiedy zapukała, otworzyła jej brunetka w ciąży, lekko jeszcze wstawiona.

– Musimy porozmawiać, kategorycznie zażądała i proszę mi powiedzieć, czyje to będzie dziecko.

– To nie pani sprawa, śmiało i z impetem wypowiedziane słowa, mocno ją uderzyły.

– Proszę napisać mi oświadczenie, że nie jest to dziecko mojego męża i za kilka miesięcy nie będzie miał mój mąż sprawy o alimenty. Tak chcę się zabezpieczyć, rozumie pani.

Odmówiła, a więc się bała i za kilka miesięcy jej mąż zawisł na wokandzie o alimenty na być może swoje dziecko.

Nie wywaliła go z domu, bo sama miała z nim dzieci, a wyprowadzić się nie chciał. Żyli jak pies z kotem, nie odzywając się do siebie, a tamta urodziła i dalej się świetnie bawiła z tym, że już bez jej męża.

Postanowiła dać mu szansę, ale nie mogła poradzić sobie z emocjami. Zaczęła pisać w sieci z pewną młodą kobietą, na babskim forum, która przeszła dokładnie to samo. U niej minęły cztery lata od zdarzeń i mimo, że strasznie to przeżyła dała mężowi szansę.

Było ciężko, bo przeszła szpital psychiatryczny i w czasie jej leczenia, mąż bardzo się o nią martwił i klękał, że nigdy więcej jej nie skrzywdzi, a teraz, po latach nie żałuje, że dała mu kredyt zaufania, bo jest najszczęśliwszą kobietą pod słońcem.

Pisały, a ona wylewała w jej rękaw wszystkie swoje zmory i wątpliwości, aż spotkały się w realu i długo trwało ich spotkanie, bo przegadały całą noc i cały dzień i opłaciło się, bo zrozumiała mechanizm męskich wyskoków. Tamta była młodsza, a jakby bardziej doświadczona, a może dlatego, że była po studiach psychologii i do tematu podeszła z innej strony, bardziej naukowej. Postawiła jej fundamentalne pytanie, czy nadal kocha męża i wiedziała, że kocha do granic wytrzymałości, a więc postaraj się zapomnieć, bo tamta tylko będzie się cieszyła, że do niej się przeprowadzi, a gdy zostanie z żoną, będzie gryzła pazury.

Minęły cztery lata i ten niewdzięczny mąż stara się jak głupi, aby zatrzeć ślady dawnej zbrodni i robi wszystko, aby była najszczęśliwszą kobietą pod słońcem i tak pozytywnie skończyła się sprawa, dwóch kobiet i dwóch zdrad.

Morał z tego taki, że kochani zazwyczaj zostają same, bez skradzionej miłości, bo żony cechuje większa mądrość i rozwaga i dlatego mężowe zostają przy tych mądrych, a najwyżej głupsze tylko pukają, ale jak świat, światem tak było i będzie, że pierwsza miłość nie rdzewieje, a te samotne kochanki zostają w każde święta same licząc na marny telefon  który nagle dzwonić przestaje i tym się różnią, bo kochanki gryzą tylko psy i wyrzuty sumienia, choć nie zawsze  he he.