Archiwa tagu: szpital

Dwa miliardy podpisze na swoj膮 kampani臋!

Obraz mo偶e zawiera膰: ludzie siedz膮 i w budynku

Bodaj偶e wczoraj Kaczy艅ski spotka艂 si臋 z Adrianem w Biurze Bezpiecze艅stwa Narodowego p贸藕nym wieczorem, a spotkanie trwa艂o zaledwie 11 minut.

Mo偶na si臋 tylko domy艣la膰 po co, to spotkanie si臋 odby艂o.

Kaczy艅ski tupn膮 nog膮 swoj膮, jeszcze w kolanie schorowan膮 i nakaza艂 Adrianowi, 偶e kategorycznie ma podpisa膰 ustaw臋 o 2 miliardach, kt贸re maj膮 by膰 przekazane na „kurwizj臋” Kurskiego zamiast na onkologi臋.

Kaczy艅ski bardzo si臋 boi, 偶e Duda mo偶e przegra膰 wybory i dlatego ta kasa ma by膰 przeznaczona na kampani臋 tego marnego cz艂owieka, kt贸ry postrada艂 zmys艂y i nie jest w stanie rz膮dzi膰 samodzielnie.

Jutro, do p贸艂nocy Adrian ma czas na podj臋cie decyzji i mo偶na si臋 spodziewa膰, 偶e takie wielkie pieni膮dze przeznaczy na swoj膮 kampani臋 pod przykrywk膮 telewziji!

Po co maj膮 wspomaga膰 onkologi臋, kiedy tu chodzi tylko o utrzymanie w艂adzy w r臋kach prymityw贸w!

Dali 500+ na dzieci, ale co z tego?

Gdyby nie Jurek Owsiak i spo艂ecze艅stwo, s艂u偶ba zdrowia pad艂a by na pysk i tak te偶 si臋 dzia艂o za rz膮d贸w PO i nie oszukujmy si臋, 偶e PO d膮偶y艂o do uzdrowienia s艂u偶by zdrowia.

Jednak teraz, co si臋 dzieje, to jest eutanazja na pot臋g臋, bo,聽 w tym resorcie dziej膮 si臋 nieludzkie sprawy, a zw艂aszcza w konaniu starych ludzi w szpitalach, kt贸re s膮 ograbione z pieni臋dzy i niedoinwestowane!

Obiecywali w kampanii, 偶e to si臋 zmieni!

Ludzie umieraj膮 w szpitalach i nikogo nie obchodzi dyskrecja i empatia w odchodzeniu i traktuj膮 umieraj膮cego jako ulg臋!

Nie pozwalaj膮 si臋 rodzinie po偶egna膰 z umieraj膮cym z empati膮 i dyskretnie w osobnym pokoju odchodzenia.

W polskich szpitalach chorzy s膮 g艂odzeni, bo lepiej je艣膰 dostaj膮 wi臋藕niowie!

Kiedy艣 odchodzenie odbywa艂o si臋 z godno艣ci膮, a teraz tylko zawiesz膮 umar艂emu na palec nazwisko i wciskaj膮 do ch艂odni!

Przeczytajcie prosz臋, bo tak i my mo偶emy odchodzi膰 w warunkach nieludzkich!

„Bardzo d艂ugo zastanawia艂am si臋, czy ten post powinien si臋 w og贸le pojawi膰. Ale im d艂u偶ej o tym my艣l臋, tym bardziej utwierdzam si臋 w przekonaniu, 偶e nie chc臋 w tej kwestii milcze膰. Nie ma na to mojej zgody.

Miesi膮c temu po偶egna艂am swojego tat臋. Nie wiem kiedy ten czas min膮艂, ale min膮艂 bardzo szybko. Nawet nie wiem, czy nie za szybko.

Z ko艅cem stycznia Andrzej trafi艂 do szpitala na ulicy Lutyckiej w Poznaniu. Pogotowie zabra艂o go po 23:00, ca艂膮 noc sp臋dzili艣my na SORze. Ludzie w salach byli poupychani jak ma艂e chomiki w klatkach, lekarka zagin臋艂a na kilka dobrych godzin, recepcja szpitala spa艂a, a zg艂aszaj膮cy si臋 do szpitala ludzie albo chcieli wyj艣膰 na w艂asne 偶膮danie, albo szukali jej dobre p贸艂 godziny. Sufit z艂o偶ony z kaseton贸w by艂 w niekt贸rych miejscach dziurawy jak szwajcarski ser, pojedyncze buty by艂y rozrzucone na korytarzu, nikt nic nie wiedzia艂. Koszmar i ma艂o 艣mieszny 偶art obyczajowy.

O szpitalu na Lutyckiej mo偶na powiedzie膰 wiele. Tata, w ci臋偶kim stanie – z niewydolno艣ci膮 nerek, sp臋dzi艂 kilkana艣cie godzin le偶膮c na korytarzu. Trzeba by艂o czeka膰. Czeka膰 i czeka膰 i czeka膰. A on umiera艂 na naszych oczach. Podkre艣l臋 – na korytarzu. Takich ludzi, w ca艂ym tym czasie, kiedy w szpitalu przebywa艂am 70% swojego czasu, by艂o zdecydowanie wi臋cej. Starszych, schorowanych, pozbawionych godno艣ci i tak wa偶nego dla zdrowia spokoju. Prawa pacjenta? Zapomnij.

W dzie艅, w kt贸rym m贸j tata odszed艂, mia艂 wr贸ci膰 do domu. By艂y艣my gotowe na jego powr贸t. Ten dzie艅 mia艂 si臋 sko艅czy膰 zupe艂nie inaczej. Tego dnia wydarzy艂o si臋 wiele, 艂膮cznie z walk膮 o podanie morfiny zamiast pyralginy w kropl贸wce.

Na sali by艂o tak偶e trzech innych Pan贸w. Z moim tat膮 艂膮cznie by艂o ich czworo. I kiedy zbli偶a艂o si臋 najgorsze, oni w tym wszystkim byli z nami. Widzieli, co si臋 dzieje. W mi臋dzyczasie na sali by艂o nawet dziecko, kt贸re takiego widoku nie powinno ogl膮da膰. Pod wiecz贸r uda艂o nam si臋 w ko艅cu znale藕膰 na korytarzu ma艂y parawan, dzi臋ki kt贸remu na chwil臋 oddzielili艣my nasz smutek od szpitalnej publiczno艣ci.

Bardzo bym chcia艂a, 偶eby ta chwila mog艂a by膰 cho膰 w minimalnym stopniu intymna, rodzinna i nieskr臋powana, aby艣my ze swoimi 艂zami, emocjami i prze偶ywaniem ogromnej dla nas tragedii, mogli cho膰 na chwil臋 poczu膰 si臋 bezpiecznie, jakkolwiek mo偶na by艂o tam si臋 tak w og贸le wtedy poczu膰.

Ma艂y parawan i my. Spr贸bujcie to sobie chocia偶 wyobrazi膰.

Tego dnia na sali pojawi艂 si臋 tak偶e nowy pacjent. Wszysycy mieli za艂o偶one cewniki. I temu nowemu pacjentowi ten cewnik chyba p臋k艂. Najpierw, przez kilka godzin, pod jego 艂贸偶kiem powi臋ksza艂a si臋 plama kapi膮cego moczu. Po zwr贸ceniu uwagi personelowi, czy mo偶na co艣 z tym zrobi膰, naszym oczom ukaza艂 si臋 widok, kt贸ry naprawd臋 ci臋偶ko ogarn膮膰 rozumem.

W ka艂u偶臋 moczu zosta艂o rzucone prze艣cierad艂o. I tyle. Po kilku godzinach Pani przysz艂a zn贸w, zabra艂a nasi膮kni臋ty materia艂 i rzuci艂a nowy. I tak bez ko艅ca. Mojego tat臋 偶egna艂am schowana za ma艂ym parawanem, a w powietrzu unosi艂 si臋 zapach uryny.

Czy w艂a艣nie tak powinny wygl膮da膰 po偶egnania z najbli偶szymi w szpitalach? Czy tak wygl膮daj膮 prawa cz艂owieka-pacjenta w Polsce?

Strata rodzica to jedna z najwi臋kszych podr贸偶y emocjonalnych, jak膮 przechodzi si臋 w 偶yciu. Andrzej odszed艂 u艣miechni臋ty, a kilka chwil przed powiedzia艂, 偶e jest w domu. I by艂, bo wszystkie by艂y艣my z nim do samego ko艅ca.

Jest taki smutek w ka偶dym z nas, kt贸ry trzeba prze偶y膰 samemu/samej. Jest to bardzo osobiste do艣wiadczenie, ucz膮ce pokory. Wielkim szcz臋艣ciem by艂o dla mnie to, 偶e mog艂am zda膰 si臋 z tat膮 na szczero艣膰, kt贸rej wielu si臋 boi albo nie chce. I za to dzi臋kuj臋 losowi – 偶e mog艂am powiedzie膰 i zapyta膰 Ci臋 o to, co chcia艂am. I nie by艂o na to za p贸藕no.

Ten post wrzucam, aby u艣wiadomi膰 wam, w jak wielkiej czarnej dziurze jeste艣my z naszym publicznym zdrowiem. Jest to wielka tragedia ka偶dego z nas. Pos艂anka partii rz膮dz膮cej swoim 艣rodkowym palcem dobitnie zobrazowa艂a sytuacj臋, w jakiej przysz艂o nam funkcjonowa膰. Nie ma ju偶 godno艣ci, nie ma humanitarno艣ci. Empatia staje si臋 s艂owem anonimowym. Mi艂o艣膰 do bli藕niego wydaje si臋 by膰 n臋kana jakimi艣 demonami.

Halo, czy leci z nami pilot?

W tym po艣cie chodzi o nas. Pacjent贸w i pracownik贸w szpitala. Bo tych wszystkich ludzi, kt贸rzy znajduj膮 si臋 po drugiej stronie „barykady”, te偶 rozumiem. Zaufanie do polskiej s艂u偶by zdrowia kuleje w ka偶dym obszarze. Zar贸wno pacjenta, jak i pracownika. Nie mam do nikogo zatem pretensji, bo narastaj膮ca z艂o艣膰 i irytacja dotyka ka偶dego z nas.

Jednak ci膮gle chodzi za mn膮 pytanie – co musi si臋 jeszcze wydarzy膰, co musi zosta膰 napisane, powiedziane, zobaczone, aby kto艣 w ko艅cu postara艂 si臋 ten system ratowa膰? Kampania prezydencka trwa w najlepsze, co dalej z palcem pos艂anki Lichockiej?

Jest wiele rzeczy, kt贸re chcia艂abym wykrzycze膰, ale nie mog臋. Najg艂o艣niej krzyczy si臋 bowiem w milczeniu i samotno艣ci z najbli偶szymi. Dbajcie przede wszystkim o siebie, bo nikt inny o was nie zadba. I tym zako艅cz臋.

PS

Sk艂adam podzi臋kowania dla ca艂ego personelu oddzia艂u Interny, kt贸ry w ostatnich dniach stara艂 si臋 nam pomaga膰 w opiece nad tat膮.

Nigdy nie prosz臋 o udost臋pnienia, ale teraz chyba musz臋. Niech co艣 si臋 w ko艅cu zmieni.

Doma Jarosz”

Pobrane z FB

Znalezione obrazy dla zapytania: 艣niadanie w szpitalu

Rodzi膰 po ludzku!

Dla ka偶dej kobiety urodzenie dziecka powinno by膰 wielkim wydarzeniem, a wi臋c tak偶e wielkim szcz臋艣ciem.

Wczoraj dokumentalny program „Czarno na bia艂ym” pokaza艂 jak偶e w wielu przypadkach jest to szok dla kobiety, kt贸ry b臋dzie kobieta pami臋ta艂a do ko艅ca 偶ycia.

Rodzi艂am swoje C贸rki pod koniec lat 70 – tych, a wi臋c w g艂臋bokim PRL-u.

Naprawd臋 nie wspominam tego mile i gdy po porodzie wraca艂am do domu z dzieckiem by艂am tylko聽 na szcz臋艣cie w lekkiej depresji!

Pierwsz膮 C贸rk臋 rodzi艂am do艣膰 d艂ugo i by艂am pozostawiona sama sobie w bole艣ciach, a po艂o偶na tylko powiedzia艂a, 偶e te pierwiastki, to s膮 histeryczki!

Kiedy w ko艅cu urodzi艂am dziecko zosta艂o automatycznie mi zabrane i nie by艂o tego, abym je przywita艂a na tym 艣wiecie i nawet mi nie pokazano jak wygl膮da!

Zabrali mi je i dopiero rano podano do karmienia i nawet nikt nie zainteresowa艂 si臋, 偶e moja C贸rka nie chce podj膮膰 piersi do karmienie! Siedzia艂am i p艂aka艂am.

Nawet mi nie powiedziano, 偶e nakarmili moje dziecko mlekiem innej kobiety!

Drug膮 C贸rk臋 rodzi艂am w grudniu 1979 roku i by艂a to zima stulecia w Polsce.

Urodzi艂am j膮 du偶o l偶ej o godzinie 12.20 i znowu zabrali mi dziecko bez mo偶liwo艣ci przywitania si臋!

Po艂o偶ono mnie pod nieszczelnym oknem w kusej koszulinie, na basenie pod prze艣cierad艂em i tak le偶a艂am obola艂a i dr偶膮ca z zimna do godziny 19 z minutami.

Po艂o偶ne 艣wi臋towa艂y jakie艣 imieniny i nie mia艂y czasu, aby przewie藕膰 mnie do ciep艂ej sali.

Dziecko ponownie dano mi dopiero rano, abym mog艂a je pozna膰 po wielu godzinach.

Dwa porody i dwie traumy, z kt贸rych wychodzi艂am wiele miesi臋cy po porodzie.

Reasumuj膮c, to 40 lat temu czu艂am si臋 na porod贸wce jak jaki艣 intruz, kt贸ry musi urodzi膰 bez s艂owa wsparcia i pomocy!

My艣la艂am, 偶e skoro min臋艂o tyle lat, to kobiety teraz rodz膮 w dobrych warunkach i czuj膮 si臋 zaopiekowane.

To jest ten czas, kiedy mog膮 skorzysta膰 z USG i innych technologii do bezpiecznego prowadzenia ci膮偶y, kiedy my kobiety PRL-u do ko艅ca ci膮偶y nie wiedzia艂y艣my jak膮 p艂e膰 nosimy w brzuchu i czy dziecko jest zdrowe.

Niestety, ale nadal polskie kobiety rodz膮ce s膮 traktowane jak z艂o konieczne na porod贸wkach i mimo specjalistycznego sprz臋tu s膮 poniewierane, 偶e wychodz膮 do domu z depresj膮 do tego stopnia, 偶e聽 nie potrafi膮 po traumie pokocha膰 swojego dziecka!

Dokument „Czarno na bia艂ym” obna偶y艂 bardzo dok艂adnie, 偶e od czas贸w PRL-u niewiele si臋 zmieni艂o, a mo偶e nawet po艂o偶ne jeszcze bardziej schamia艂y i czytamy:

„Nie drzyj si臋, tylko przyj!”. Trauma porodu mo偶e by膰 przyczyn膮 depresji.

Narodziny dziecka 鈥 moment tak samo pi臋kny, jak trudny, nie powinien by膰 okraszony przemoc膮, wyzwiskami czy krzykiem. 呕adna rodz膮ca kobieta nie powinna czu膰 strachu wobec lekarzy, niepotrzebnego b贸lu czy uprzedmiotowienia. Niestety wci膮偶 wiele matek z porod贸wek wychodzi nie tylko z noworodkiem, ale r贸wnie偶 traum膮.

Kolejne standardy opieki oko艂oporodowej, zmiany w przepisach i nag艂a艣nianie tych najgorszych przypadk贸w nie wiele zmieniaj膮 na polskich porod贸wkach. Ostatni raport Fundacji Rodzi膰 po Ludzku pozostawia wiele do 偶yczenia wzgl臋dem opieki nad rodz膮cymi kobietami. Blisko 17 proc. badanych do艣wiadczy艂o przemocy s艂ownej lub fizycznej, takiej jak krzyki, gro偶enie, rozk艂adanie n贸g na si艂臋 czy przywi膮zywanie do 艂贸偶ka.

1. Por贸d, o kt贸rym chc臋 zapomnie膰

Iwona bardzo 藕le wspomina opiek臋 podczas pierwszego porodu. Ju偶 na wej艣cie us艂ysza艂a, 偶e „pani si臋 za bardzo stresuje, jak si臋 pani tak b臋dzie stresowa膰 to nic z tego nie b臋dzie.” W trakcie porodu po艂o偶na dalej by艂a niemi艂a, teksty „nie drzyj si臋, tylko przyj!” pada艂y wielokrotnie.

Jednak to szycie krocza by艂o jej najwi臋ksz膮 traum膮.

 

– Do dzi艣 mi s艂abo, jak sobie przypomn臋. Nie dosta艂am znieczulenia, po艂o偶ne trzyma艂y mnie za nogi, krzycza艂am z b贸lu, wyrywa艂am si臋 na fotelu i b艂aga艂am, 偶eby przesta艂y. M贸wi艂y do mnie: „Dziewczyno, nie dajesz mi pracowa膰, przesta艅 si臋 rzuca膰! Musz臋 ci臋 pozszywa膰, 偶eby m膮偶 by艂 zadowolony, potem przyjdzie i b臋dzie mia艂 do nas pretensje!”聽– wspomina Iwona.聽– Potem dosta艂am gaz, poczu艂am si臋 jeszcze bardziej upodlona. Zdawa艂o mi si臋, 偶e obserwuj臋 ca艂膮 sytuacj臋 z za艣wiat贸w. S艂ysza艂am w艂asne krzyki, wyzwiska lekarki i p艂acz mojego synka, gdzie艣 w k膮ciku do wa偶enia. Pomy艣la艂am, 偶e umieram –聽podsumowuje. Wszystkiego do艣wiadczy艂a w Wojew贸dzkim Szpitalu Podkarpackim im. Jana Paw艂a II w Kro艣nie.

Kasia rodzi艂a w Szpitalu 艢l膮skim w Cieszynie. Kiedy pr贸bowa艂a przekona膰 personel, 偶e ma skurcze, us艂ysza艂a, 偶e ma si臋 uspokoi膰, dosta艂a leki na uspokojenie.

– P贸藕niej nie mia艂am skurcz贸w partych, nie umia艂am urodzi膰. Akcja si臋 przed艂u偶a艂a, pad艂y s艂owa: „No Kasia, nie starasz si臋, my nie mamy ca艂ego dnia, my艣lisz tylko o sobie.” Najwi臋kszym problemem by艂o bagatelizowanie tego, co m贸wi艂am, 偶e nie dam rady, 偶e nie wiem, jak to robi膰 –聽m贸wi.

Podczas ca艂ego pobytu w szpitalu Kasia us艂ysza艂a r贸wnie偶 komentarz o tym, 偶e nie ma m臋偶a, i 偶e fajnie tak sobie zrobi膰 dziecko i odpoczywa膰 w szpitalu.

Marta do Szpitala MSWiA w Warszawie trafi艂a jeszcze w ci膮偶y. Lekarza zaniepokoi艂y jej wyniki, wi臋c dosta艂a skierowanie na oddzia艂. Lekarz, kt贸ry j膮 bada艂 z obrzydzeniem poinformowa艂 j膮, 偶e istniej膮 golarki i on nie wie, jak mog艂a si臋 tak zapu艣ci膰.

Sylwia w zwi膮zku z silnym l臋kiem przed porodem leczy艂a si臋 u psychiatry. Z za艣wiadczeniem o strachu przed cesarskim ci臋ciem pojawi艂a si臋 na porod贸wce. Tam otrzyma艂a pseudonim psychiczna鈥 Przez ca艂y pobyt w Szpitalu Wojew贸dzkim w Bia艂ymstoku czu艂a si臋 wy艣miewana.

Ola us艂ysza艂a, 偶e nie potrafi prze膰, w og贸le tego nie robi.

– Po艂o偶na powiedzia艂a, 偶e zaraz udusz臋 dziecko i je m臋cz臋. T臋tno spada艂o, lekarze szeptali mi臋dzy sob膮. Zbieg艂o si臋 jeszcze kilka os贸b, lekarka przytrzymywa艂a mi brzuch, 偶eby syn nie cofa艂 si臋 po skurczu. Ostatecznie po艂o偶na naci臋艂a krocze, mimo 偶e g艂贸wka nie by艂a na kraw臋dzi. Bola艂o jak skurczybyk –聽opowiada.

Agat臋 do terapii sk艂oni艂 fakt, 偶e nie potrafi艂a nawet my艣le膰 o w艂asnym porodzie bez 艂ez:

– Na jego wspomnienie nie mog艂am z艂apa膰 oddechu. To, co wydarzy艂o si臋 na sali porodowej wp艂yn臋艂o na moje postrzeganie siebie, czu艂am, 偶e si臋 zawiod艂am. Wiem, 偶e gdyby to by艂 m贸j pierwszy por贸d, to mia艂abym tylko jedno dziecko –聽wraca do traumatycznych prze偶y膰 Agata.

Iwona po porodzie czu艂a si臋 jak 艣mie膰, nie potrafi艂a nawet karmi膰 piersi膮. Kolejny por贸d by艂 du偶o 艂atwiejszy, mimo to wszystkie emocje wr贸ci艂y 鈥 zdecydowa艂a si臋 na terapi臋 i dopiero ta pomog艂a jej zn贸w poczu膰 si臋 dobrze.

2. Trudny por贸d przyczyn膮 depresji poporodowej?

Blisko 30 proc. m艂odych mam dotyka depresja poporodowa. I cho膰 jej przyczyny nie s膮 do ko艅ca pewne, to trudny por贸d jest wymieniany jako jeden z czynnik贸w mog膮cych j膮 powodowa膰. Nie trudno dostrzec zwi膮zku mi臋dzy poni偶aj膮cym, pe艂nym przemocy porodem, a z艂ym stanem psychicznym kobiety, kt贸ra i tak znajduje si臋 w zupe艂nie nowej 偶yciowej roli.

Historie opisywane w artykule, s膮 pe艂ne przemocy. Wiele z nich nosi znamiona traumy, jest powodem ogromnego cierpienia m艂odych matek. Trauma ta jest tym dotkliwsza, bo wydarzy艂a si臋 w czasie wielkiej wra偶liwo艣ci i podatno艣ci na zranienie. Skutki traumatycznych wydarze艅 w tak delikatnym dla kobiecej psychiki okresie, jakim jest sytuacja porodu czy po艂ogu oraz brak wsparcia ze strony personelu i najbli偶szego otoczenia, mog膮 wp艂ywa膰 bezpo艣rednio na matk臋 –聽m贸wi psycholog i psychoterapeuta Magdalena Borkowska.

3. Depresja poporodowa – problem ca艂ej rodziny

Warto pami臋ta膰, 偶e depresja poporodowa to powa偶na choroba. Ma ona wp艂yw nie tylko na matk臋, ale r贸wnie偶 na dziecko. Badania nad relacjami potwierdzaj膮, 偶e kiedy wyst臋puje depresja, pomocy potrzebuj膮 dwie osoby 鈥 matka i dziecko. Z艂y stan psychiczny matki mo偶e negatywnie wp艂yn膮膰 na wi臋藕 tworz膮c膮 si臋 mi臋dzy ni膮 a dzieckiem oraz rozw贸j m艂odego cz艂owieka.

聽Nie nale偶y zapomina膰 tak偶e o wp艂ywie opisywanych traum na dziecko i relacj臋 partnersk膮 mi臋dzy rodzicami. Kobiety doznaj膮ce krzywdy i przemocy ze strony os贸b, kt贸re w za艂o偶eniu maj膮 si臋 nimi opiekowa膰, s膮 bardziej nara偶one na wyst膮pienie objaw贸w depresji poporodowej, a tak偶e zespo艂u stresu pourazowego 鈥撀t艂umaczy Magdalena Borkowska.

4. Por贸d to nie koniec

Traumatyczne do艣wiadczenia porodowe daj膮 o sobie zna膰 r贸wnie偶 w domu, kiedy mama z dzieckiem mo偶e ju偶 odetchn膮膰 od szpitalnej rzeczywisto艣ci. Nawet je艣li to, jak zosta艂a potraktowana, nie sko艅czy si臋 depresj膮, mo偶e mocno wp艂yn膮膰 na to, jakie b臋d膮 pocz膮tki jej macierzy艅stwa.

– Moment pojawienia si臋 dziecka na 艣wiecie, ale i ca艂e wczesne macierzy艅stwo 鈥 szczeg贸lnie pierwsze dni z dzieckiem s膮 dla matek chwil膮, kt贸r膮 zazwyczaj wyobra偶aj膮 sobie, jako co艣 pi臋knego. Zaniedbania personelu prowadz膮ce do brutalizacji chwili, kt贸ra mia艂a i mog艂a by膰 pi臋kn膮, mo偶e spowodowa膰 wielkie poczucie straty. Straty tego wymarzonego czasu, kt贸rego nie da si臋 przecie偶 powt贸rzy膰 鈥聽t艂umaczy psycholog.聽– Matka w takiej sytuacji mo偶e do艣wiadcza膰 procesu 偶a艂oby i potrzebowa膰 czasu, aby powr贸ci膰 do r贸wnowagi psychicznej.

Pozostaje mie膰 nadziej臋, 偶e nie tak du偶o czasu musi up艂yn膮膰, zanim na polskich porod贸wkach zmieni si臋 stosunek do rodz膮cych. W 偶adnym wypadku nie nale偶y traktowa膰 matek jako roszczeniowych, bo szacunek do drugiej osoby nie jest czym艣, o co powinni艣my walczy膰. Szczeg贸lnie w tak trudnym i wyj膮tkowym momencie, jak por贸d.

Trauma porodu

Depresja!

Wiele razy pisa艂am na blogu, 偶e chorowa艂am, a mo偶e i dalej choruj臋 na depresj臋 i mam ataki paniki.

Wczoraj wybra艂am si臋 na spacer. Pierwszy raz po 艣mierci matki, a min臋艂o ju偶 6 miesi臋cy.

Wiecz贸r by艂 cudny i ma艂o ludzi na ulicach, a ja po zrobieniu kilku zdj臋膰 czym pr臋dzej chcia艂am wr贸ci膰 do domu, do mojej oazy spokoju.

Zm臋czy艂am si臋, bo sz艂am szybkim krokiem, aby jak najszybciej by膰 w domu.

Zrozumia艂am, 偶e wci膮偶 mam w膮tpliwo艣ci, czy nadaj臋 si臋 do 偶ycia na zewn膮trz, skoro dopadaj膮 mnie l臋ki.

Rodzina mi zarzuci艂a, 偶e w pewnym momencie 4 lata nie odwiedzi艂am swojej matki, ale rodzina nie zainteresowa艂a si臋 ani na jot臋, dlaczego tak si臋 sta艂o?

Sta艂o si臋 wi臋c tak, 偶e mnie matka wydziedziczy艂a, bo mia艂a tylko jedn膮 c贸rk臋!

Nie zauwa偶y艂a, 偶e potrzebowa艂am pomocy!

Siedzia艂am w tamtym okresie w domu, albo le偶a艂am i zastanawia艂am si臋 jak mam dalej 偶y膰, skoro wszystkiego si臋 ba艂am.

Zawsze by艂am smutna, bo ojciec alkoholik wypra艂 ze mnie poczucie warto艣ci i czu艂am si臋 gorsza od swoich kole偶anek, kt贸re pyta艂y mnie w szkole 艣redniej dlaczego jestem taka smutna.

Tak by艂am smutna, bo czu艂am si臋 od nich gorsza po prostu – stygmatyzowana alkoholizmem ojca.

Potem w 偶yciu doros艂ym wiele rzeczy posz艂o nie tak i si臋 zwyczajnie za艂ama艂am.

Po艂o偶y艂am si臋 do 艂贸偶ka na wiele miesi臋cy i nie potrafi艂am si臋 pozbiera膰, by czerpa膰 z 偶ycia wszystko, co najlepsze.

Posz艂am do lekarza, bo mia艂am my艣li samob贸jcze, kt贸re si臋 dokona艂y, ale mnie uratowano.

Przepisywane leki by艂y 藕le dobrane i cierpia艂am jeszcze bardziej i czu艂am si臋 藕le wci膮偶.

Funkcjonowa艂am jako艣 tylko dlatego, 偶e mia艂am dzieci, ale faszerowa艂am si臋 psychotropem, kt贸ry przez 20 lat jako艣 trzyma艂 mnie w ryzach, ale organizm si臋 zbuntowa艂 i wyl膮dowa艂am na detoksie!

Przez 7 tygodni prze偶ywa艂am horror, ale jako tako z tego wysz艂am.

Potem pojecha艂am na 3 miesi臋czn膮 psychoterapi臋 i od razu zauwa偶y艂am tam, 偶e by艂y tam osoby faktycznie chore na depresj臋, ale i byli kombinatorzy, kt贸rym zale偶a艂o na papierku potrzebnym do uzyskania renty!

Nikomu na 艣wiecie nie 偶ycz臋 depresji, kt贸ra zbiera coraz wi臋ksze 偶niwo, bo nawet dzieci my艣l膮 o samob贸jstwie, gdy偶 tak bardzo s膮 zagubione we wsp贸艂czesnym 艣wiecie.

Z depresji nie mo偶na si臋 wyleczy膰, a co najwy偶ej j膮 zaleczy膰, co pozwala w miar臋 偶y膰!

Ja to wiem, bo wczorajsze uczucie l臋ku na spacerze uzmys艂owi艂o mi, 偶e jestem na pograniczu, kiedy w swojej ostoi jestem bezpieczna i nie wolno mi si臋 denerwowa膰, bo serce chce wyskoczy膰 i informuje, 偶e tylko spok贸j mo偶e mnie uratowa膰!

Przeczytajcie 艣wiadectwa ludzi dotkni臋tych depresj膮, bo ile b贸lu jest w tych zwierzeniach i nigdy nie mo偶na tym ludziom powiedzie膰 – we藕 si臋 w gar艣膰, bo to jest krzywdz膮ce!

Pisz臋 o tym tak szczerze, bo pisanie mi pomaga przetrwa膰!

„Chyba przeros艂o mnie zwyk艂e 偶ycie”. Historie depresji pokazuj膮, z czym mierz膮 si臋 ludzie na ca艂ym 艣wiecie.

  • Ludzie z depresj膮 musz膮 ca艂y czas mierzy膰 si臋 z tym, 偶e inni nie uznaj膮 ich za chorych. Tak jakby wymy艣lili sobie chorob臋, 偶eby przykry膰, 偶e s膮 po prostu smutni i leniwi. A to przecie偶 choroba, kt贸ra finalnie prowadzi do 艣mierci. Tyle, 偶e samob贸jczej – m贸wi Andrzej, jeden z bohater贸w naszej akcji #NOTJUSTAMOOD. Historie naszych czytelnik贸w z Polski, Serbii, W臋gier, Niemiec i S艂owacji pokazuj膮, 偶e depresja ma wiele wciele艅 i objaw贸w, a jej bagatelizowanie mo偶e mie膰 tragiczne skutki.

Lecz臋 si臋 z depresji, a jednocze艣nie bardzo kocham 偶ycie – Ewa, 25 lat, Polska聽聽

Prawdopodobnie jestem ostatni膮 osob膮, jak膮 ktokolwiek podejrzewa艂by o depresj臋. Jestem towarzyska, pe艂na energii i pomys艂贸w. Ale czasem tak si臋 zdarza, 偶e osoba, kt贸ra najwi臋cej si臋 u艣miecha, kryje w sobie najci臋偶sze tajemnice. Mia艂am na艣cie lat, gdy m贸j ojciec zacz膮艂 pi膰. Moja rodzina straci艂a dom, a ja na zawsze wewn臋trzn膮 r贸wnowag臋. Nawet psa musia艂am odda膰 do schroniska. Przez te wszystkie lata radzi艂am sobie z traumami dzieci艅stwa bez lek贸w i terapii, bo mia艂am ch艂opaka, kt贸ry by艂 dla mnie wsparciem. Rok temu odszed艂. Straci艂am nie tylko mi艂o艣膰, ale przede wszystkim jedyn膮 osob臋, przy kt贸rej czu艂am si臋 bezpiecznie, kt贸rej mog艂am si臋 wygada膰 i wyp艂aka膰. Gdy go zabrak艂o, nic ju偶 nie chroni艂o mnie przed „czarn膮 dziur膮”. Mimo 偶e mam wielu znajomych, nikomu nie mog艂am ju偶 powiedzie膰, jak podle si臋 czuj臋. Przesta艂am je艣膰 i spa膰, ale do psychiatry posz艂am dopiero, gdy zacz臋艂am mie膰 fantazje, 偶e rzucam si臋 z mostu. Wiem, 偶e tak naprawd臋 nie chc臋 si臋 zabi膰, 偶e to choroba we mnie podsuwa mi takie my艣li. Mam depresj臋 i lecz臋 si臋 na ni膮, a jednocze艣nie kocham 偶ycie i kocham to, co robi臋 w 偶yciu. Leki stabilizuj膮 mnie i daj膮 mi pewno艣膰, 偶e jestem bezpieczna sama ze sob膮. B臋d臋 bra膰 je tak d艂ugo, a偶 zyskam ca艂kowit膮 pewno艣膰, 偶e ch臋膰 偶ycia jest silniejsza ni偶 my艣li samob贸jcze.

Pomoc jest potrzebna, trzeba j膮 przyj膮膰 i zaakceptowa膰 siebie na nowo – Carmel聽Paradise, 21 lat, piosenkarka, S艂owacja

Nie mia艂am poj臋cia, 偶e to jest depresja, bo mia艂am tylko 12 lat. Czu艂am si臋 藕le, mia艂am ataki paniki. O tym, 偶e jestem w depresji dowiedzia艂am si臋, gdy jako 15-latka pr贸bowa艂am pope艂ni膰 samob贸jstwo. Gdy wychodzi艂am ze szpitala, w raporcie przeczyta艂am, 偶e mam depresj臋, zaburzenia l臋kowe, ataki paniki i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Mo偶e to dziwne, ale ucieszy艂am si臋 – w ko艅cu zrozumia艂am, kim jestem i dlaczego tak si臋 czu艂am, wiedzia艂am, jak nad tym pracowa膰. Pocz膮tkowo by艂am przera偶ona wizj膮 wyzdrowienia, lekarze powiedzieli, 偶e „to minie i b臋dzie lepiej”, ale nie wiedzia艂am co to znaczy i czy odnajd臋 si臋 w tej „nowej ja”. Dzi艣 wiem, 偶e pomoc jest potrzebna, trzeba j膮 przyj膮膰 i zaakceptowa膰 siebie na nowo.

Zatapia艂am si臋 w nienawi艣ci do siebie – Carlotta聽Pollmann,聽21 lat, blogerka modowa, Niemcy

Historia mojej choroby zacz臋艂a si臋, gdy mia艂am 14 lat. Powoli zda艂am sobie spraw臋 z emocji, o kt贸rych wcze艣niej nie mia艂am poj臋cia: czu艂am albo pustk臋, albo b贸l. Zacz臋艂am wi臋c szuka膰 drogi wyj艣cia z tych dw贸ch stan贸w. Najpierw no偶yczki, potem si臋gn臋艂am po n贸偶, a w ko艅cu 偶yletki. Oczywi艣cie, nie by艂y to zdrowe sposoby radzenia sobie z moimi uczuciami, ale nie widzia艂am lepszego rozwi膮zania. Sta艂am si臋 zale偶na od b贸lu i uczucia ulgi, kt贸ra si臋 z nim wi膮za艂a. Z czasem ma艂e zadrapania sta艂y si臋 g艂臋bokimi ci臋ciami, a raz w tygodniu zamieni艂o si臋 w trzy razy dziennie. Samookaleczenie by艂o dla mnie jedynym sposobem na chwil臋 spokoju.聽Ci臋艂am si臋, gdy wpada艂am w pustk臋, bo b贸l i krew sprawia艂y, 偶e zn贸w czu艂am, 偶e 偶yj臋. Ci臋艂am si臋, gdy dopada艂 mnie wewn臋trzny b贸l, bo ten fizyczny 艂atwiej by艂o znie艣膰 ni偶 to, co dzia艂o si臋 we mnie. Samookaleczenie jest uzale偶nieniem i jak ka偶dy na艂贸g daje ulg臋 tylko na chwil臋, a potem jest tylko gorzej. 呕a艂owa艂am tych ci臋膰, zatapia艂am si臋 w nienawi艣ci do siebie i zn贸w si臋 ci臋艂am. To by艂o b艂臋dne ko艂o, z kt贸rego bardzo trudno by艂o mi si臋 wyrwa膰. Uda艂o si臋 dzi臋ki pomocy rodziny, przyjaci贸艂, niezliczonych terapii, ale przede wszystkim mojej w艂asnej woli. Od kilku lat jestem wolna od samookalecze艅 i akceptuj臋 swoje depresje. Nauczy艂am si臋 o tym rozmawia膰 i radzi膰 sobie z b贸lem w zdrowy spos贸b.

 

Depresja nie przysz艂a nagle, bardzo d艂ugo na ni膮 pracowa艂am – Marta, 38 lat, redaktorka Noizz, Polska

W swoje 35. urodziny nie wsta艂am z 艂贸偶ka, ale depresja nie przysz艂a nagle, bardzo d艂ugo na ni膮 pracowa艂am. Tego dnia moje cia艂o zrozumia艂o, 偶e nigdy sama niczego nie zmieni臋 i to ono zdecydowa艂o za mnie. Wcze艣niej zignorowa艂am wszystkie sygna艂y – trwaj膮c膮 dwa lata bezsenno艣膰, narastaj膮ce ataki paniki, natr臋tne my艣li samob贸jcze. Gdy nie mog艂am spa膰 – biega艂am, gdy my艣la艂am, 偶eby si臋 zabi膰 – zatapia艂am si臋 w pracy, gdy przesta艂am rozumie膰, co czytam – powtarza艂am jedno zdanie tyle razy, a偶 jego tre艣膰 dotar艂a. Czu艂am, 偶e jestem chora, ale robi艂am wszystko, 偶eby nie przyzna膰, 偶e mam depresj臋. To oznacza艂oby, 偶e nie jestem do艣膰 fajna, 偶e nie doceniam tego, co mam, 偶e nie daj臋 rady. Gdy z艂amiesz nog臋 – to wida膰, ale jak wyt艂umaczy膰 innym, 偶e 艂amiesz si臋 w 艣rodku? Gdy nie da艂o si臋 ju偶 dalej tego ukrywa膰, dziewczyna znalaz艂a mi psychiatr臋. Dosta艂am zwolnienie z pracy na miesi膮c i leki, po kt贸rych spa艂am ponad 12 godzin na dob臋 i czu艂am si臋 gorzej, ni偶 przed wizyt膮 u specjalisty. By艂am totalnie „odci臋ta” od rzeczywisto艣ci – nic nie mog艂o mnie ani zdenerwowa膰, ani ucieszy膰. Lekarz sam nie by艂 pewny czy to 鈥渮wyk艂a鈥 depresja, czy choroba afektywna dwubiegunowa. Zmienia艂 leki, a ja bra艂am kolejne zwolnienia. Mia艂am szcz臋艣cie, bo by艂am na etacie, a szefowa podesz艂a do mojej choroby z pe艂nym zrozumieniem. Co bym zrobi艂a, gdybym, jak wi臋kszo艣膰 moich znajomych, nie mia艂a takiego zabezpieczenia? Po 4 miesi膮cach wr贸ci艂am do pracy, leki odstawi艂am po ponad roku. R贸wnolegle z antydepresantami zacz臋艂am psychoterapi臋. To bardzo drogi spos贸b, ale po trzech latach nadal tam chodz臋, 偶eby nie straci膰 r贸wnowagi.

Zdrowia psychicznego nie odzyskuje si臋 z dnia na dzie艅聽– Sara, 40 lat, W臋gry

Nie by艂am pierwsz膮 osob膮 w rodzinie, kt贸ra zachorowa艂a na depresj臋, w艣r贸d moich bliskich by艂y nawet pr贸by samob贸jcze, wi臋c gdy pojawi艂y si臋 pierwsze objawy od razu posz艂am do psychoterapeuty. Na terapii przepracowa艂am traumy z dzieci艅stwa – anoreksj臋, z艂e relacje, ale przede wszystkim 艣mier膰 taty. My艣l臋, 偶e moja depresja jest silnie zwi膮zana z jego odej艣ciem.聽Ucieka艂am w alkohol, kt贸ry – mimo 偶e by艂 tylko substytutem – dodawa艂 mi energii i pomaga艂 przezwyci臋偶y膰 pustk臋. Nie chcia艂am 偶y膰, ale nie my艣la艂am o samob贸jstwie, bo sama mam dziecko i czu艂am si臋 za nie odpowiedzialna. Nie mog艂am go zawie艣膰. W ko艅cu zdecydowa艂am si臋 na leki antydepresyjne, ale to te偶 nie by艂o proste rozwi膮zanie, bo leki dobiera si臋 metod膮 pr贸b i b艂臋d贸w. Po niekt贸rych by艂am agresywna, inne za bardzo mnie usypia艂y. Min膮艂 rok zanim uda艂o nam si臋 z lekarzem dobra膰 odpowiednie tabletki. To wa偶ne, by chorzy mieli 艣wiadomo艣膰, 偶e zdrowia psychicznego nie odzyskuje si臋 z dnia na dzie艅. U mnie pierwsze pozytywne efekty pojawi艂y si臋 dopiero po kilku miesi膮cach farmakoterapii. Dzi艣 mog臋 ju偶 spotyka膰 si臋 ze znajomymi, cz臋sto si臋 艣miej臋, mniej martwi臋 si臋 o niepotrzebne sprawy i nie towarzyszy mi ci膮g艂y niepok贸j, ale to nie znaczy, 偶e jestem w pe艂ni zdrowa. Nadal obserwuje siebie, 偶eby mie膰 pewno艣膰, 偶e w przysz艂o艣ci poradz臋 sobie bez lek贸w.

Przez lata stara艂em si臋 by膰 kim艣, kim nie by艂em – Sebastian Goddemeier, 25 lat, dziennikarz Noizz, Niemcy

M贸j pierwszy atak paniki mia艂 miejsce w 2016 roku. Mia艂em 22 lata. Tego dnia zdiagnozowano u mnie guz w lewym p艂ucu. Obw贸d: osiem centymetr贸w.

Wieczorem siedzia艂em w barze z przyjaci贸艂mi, pi艂em tylko wod臋. W pewnym momencie 艣ciany wydawa艂y si臋 zbli偶a膰, muzyka sta艂a si臋 niezno艣nie g艂o艣na, nie mog艂em oddycha膰. Wyszed艂em na zewn膮trz, usiad艂em na chodniku i nie mog艂em uwierzy膰 w to, co si臋 ze mn膮 dzieje. Tak wygl膮da atak paniki.

Wr贸ci艂em do domu i t艂umaczy艂em sobie, 偶e to nic, tylko muzyka by艂a za g艂o艣na i zrobi艂o mi si臋 s艂abo. Ale gdy zasypia艂em, moje serce nagle zacz臋艂o bi膰 jak dzikie, 艣cisn臋艂o mnie w klatce piersiowej, a w g艂owie pojawi艂a si臋 natr臋tna my艣l, 偶e zaraz umr臋. Zadzwoni艂em po karetk臋, w szpitalu podano mi聽Tavor聽(Lorazepam聽– przyp. red.), silny lek聽przeciwl臋kowy, po kt贸rym czujesz si臋 jak pusta skorupa i 艣pisz ca艂y dzie艅.

W mi臋dzyczasie pomy艣lnie przeszed艂em operacj臋 p艂uc, guz wyci臋to, ale panika pozosta艂a.聽Przez dwa lub trzy lata zmaga艂em si臋 ze strachem.聽Ataki paniki聽pojawia艂y聽si臋 coraz cz臋艣ciej – w biurze, w metrze, w trakcie 膰wicze艅, w domu, w Bo偶e Narodzenie. W pewnym momencie ba艂em si臋 ju偶 nawet samego strachu. 呕eby go nie czu膰, odurza艂em si臋 alkoholem.聽Jednocze艣nie wstydzi艂em si臋 moich atak贸w i nie chcia艂em nikomu wyja艣nia膰 co si臋 ze mn膮 dzieje, zw艂aszcza w pracy.

Po operacji p艂uc zacz膮艂em psychoanaliz臋. Trzy razy w tygodniu le偶a艂em na kozetce聽i opowiada艂em o swoich stanach.聽Dzi臋ki terapii zda艂em sobie spraw臋,聽偶e przez lata stara艂em si臋 by膰 kim艣, kim nie by艂em. L臋k cz臋sto pojawia艂 si臋, gdy聽traci艂em kontakt ze聽sob膮 i odwraca艂em uwag臋 od swoich uczu膰 i nie s艂ucha艂em intuicji.聽By lepiej pozna膰 siebie w聽2018 roku przesta艂em pi膰 alkohol.

Dzi艣 mog臋 powiedzie膰, 偶e聽jestem bardziej sob膮 ni偶 kiedykolwiek, ale to nie znaczy, 偶e jestem ca艂kowicie wolny od l臋k贸w.聽Benedict Wells napisa艂: 鈥濼rudne dzieci艅stwo jest jak niewidzialny wr贸g: nigdy nie wiadomo, kiedy uderzy鈥. Tak聽samo聽jest z panik膮.

Samookaleczenie nie przynios艂o oczekiwanej ulgi – Judit, 25 lat, W臋gry

Mia艂am 22 lata, kiedy pojawi艂y si臋 pierwsze objawy depresji. Wszystko zacz臋艂o si臋 od poczucia samotno艣ci, a w艂a艣ciwie wyobcowania. Nie mog艂am spa膰, nie mog艂am je艣膰. Wykonanie codziennych czynno艣ci sprawia艂o mi olbrzymi膮 trudno艣膰. Depresja i paniczny l臋k doprowadzi艂y mnie do jedynego rozwi膮zania – zacz臋艂am sama siebie krzywdzi膰. My艣la艂am, 偶e fizyczny b贸l pozwoli 艂atwiej znie艣膰 to, co czuj臋 w 艣rodku. Ale samookaleczenie nie przynios艂o oczekiwanej ulgi. Czu艂am si臋 jeszcze gorzej, bo w ten spos贸b krzywdzi艂am nie tylko siebie, ale tak偶e ca艂膮 moj膮 rodzin臋. Dotar艂o do mnie, 偶e potrzebuj臋 pomocy. Psycholog skierowa艂 mnie do psychiatry, a ten da艂 mi leki psychotropowe. Farmakoterapia wzmocni艂a mnie na tyle, 偶e mog艂am odstawi膰 tabletki ju偶 po czterech miesi膮cach, ale na terapi臋 chodzi艂am ponad rok. Gdy czu艂am si臋 ju偶 w miar臋 stabilnie, postanowi艂am wyjecha膰 na trzy miesi膮ce do Stan贸w, zmiana otoczenia bardzo mi pomog艂a, wr贸ci艂am do domu silniejsza i spokojniejsza.

Przeros艂o mnie zwyk艂e 偶ycie – Olja, 17 lat, Serbia

Zacz臋艂o si臋 od b贸lu w klatce piersiowej i d艂awienia si臋, potem dosz艂y l臋ki, niepok贸j, b贸le mi臋艣ni, w ko艅cu my艣li samob贸jcze. Na pocz膮tku p艂aka艂am codziennie, potem ju偶 nawet na to nie mia艂am si艂y. Dlaczego? Chyba przeros艂o mnie zwyk艂e 偶ycie – k艂贸tnie z rodzicami, rozstanie z ch艂opakiem, pr贸ba gwa艂tu, 艣mier膰 babci. Do tego styl 偶ycia, kt贸remu nie obce by艂y alkohol i narkotyki. Depresja zacz臋艂a si臋 prawie rok temu. Rodzice od razu zauwa偶yli zmian臋 i zach臋cali mnie, 偶ebym posz艂a do psychologa. Na pocz膮tku ich nie s艂ucha艂am, nie zdawa艂am sobie sprawy, 偶e m贸j stan jest tak powa偶ny, ale te偶 nie wierzy艂am, 偶e kto艣 mo偶e mi pom贸c. Trafi艂am do lekarza, gdy nie mog艂am ju偶 zrobi膰 niczego ko艂o siebie, nawet wsta膰 z 艂贸偶ka. Psychiatra od razu da艂 mi leki. To by艂a dobra decyzja, bo do艣膰 szybko poczu艂am popraw臋. Zacz臋艂am trenowa膰 i sport do dzi艣 bardzo mi pomaga. Biegam, mam grono zaufanych os贸b, z kt贸rymi sp臋dzam czas. Nie powiedzia艂abym, 偶e jestem w pe艂ni zdrowa, ale kontynuuj臋 leczenie i czuj臋, 偶e jest mi o wiele lepiej.

Depresja poporodowa po prostu mnie 鈥渮艂ama艂a鈥 – Umelky艌a聽Denisa, S艂owacja

Odk膮d sko艅czy艂am 12 lat, by艂am 鈥渄ziwna鈥, spi臋ta, zdemotywowana, apatyczna. Dopiero w szkole 艣redniej pomy艣la艂am, 偶e to mo偶e by膰 depresja. My艣li, 偶e do niczego si臋 nie nadaj臋, 偶e nikt mnie nie lubi, 偶e nie mam 偶adnej warto艣ci sta艂y si臋 tak natarczywe, 偶e parali偶owa艂y mnie. Rodzice widzieli, 偶e mam problemy, ale ignorowali je. Sama je ignorowa艂am, a偶 do pojawienia si臋 dziecka. Depresja poporodowa po prostu mnie 鈥渮艂ama艂a鈥, wyl膮dowa艂am w szpitalu psychiatrycznym, gdy moje dziecko mia艂o zaledwie 2,5 miesi膮ca. Sp臋dzi艂am tam cztery tygodnie, lekarze zdecydowali, 偶e najlepsz膮 metod膮 dla mnie b臋d膮 elektrowstrz膮sy, bo one przynosz膮 najszybsz膮 popraw臋. Sze艣膰 zabieg贸w聽postawi艂o mnie na nogi.

Na terapi臋 poszed艂em o 5 lat za p贸藕no – Pawe艂, 25 lat, Polska

My艣l臋, 偶e pewna melancholia jest niejako „wbudowana” w m贸j system.聽W liceum jara艂em si臋 tym, 偶e jestem smutny. Pewnie ju偶 wtedy聽zamiast programowa膰 w sobie, 偶e smutek jest fajny i tw贸rczy,聽powinienem si臋 uda膰 na pierwsz膮 konsultacj臋 psychologiczn膮, bo z biegiem lat聽przesta艂em kontrolowa膰 moje l臋ki. Kryzysy przychodzi艂y falami, trwa艂y聽dwa-trzy miesi膮ce, a p贸藕niej jako艣 udawa艂o聽mi si臋聽wyj艣膰聽z do艂ka.聽O聽ile nie mia艂em problem贸w z聽codziennym聽funkcjonowaniem,聽coraz trudniej sz艂o mi kontaktowanie si臋 z otoczeniem: ludzie wydawali mi si臋 wrogami, panicznie ba艂em si臋 zabiera膰 g艂os na zaj臋ciach, mimo 偶e naprawd臋 mia艂em du偶o do powiedzenia. Zasypia艂em i budzi艂em si臋 z l臋kiem.

Cudem sko艅czy艂em studia;聽zacz膮艂em unika膰 imprez, bo zabawianie ludzi i ci膮g艂e zastanawianie si臋 czy jestem odpowiednio fajny by艂o dla mnie zbyt trudne. Pozwoli艂em, by parali偶uj膮cy stres zdominowa艂 moje 偶ycie, z czasem pojawia艂 si臋 ju偶 nawet wtedy, gdy聽teoretycznie znajdowa艂em si臋聽w bezpiecznych warunkach.聽Niedawno poszed艂em do lekarza, ale znalezienie odpowiedniego terapeuty te偶 zaj臋艂o聽mi聽bardzo du偶o czasu.聽Mo偶ecie si臋 domy艣li膰,聽偶e聽dzwonienie do przychodni聽i聽chodzenie po lekarzach聽to nie jest ulubiona czynno艣膰 osoby,聽kt贸ra聽jest w depresji. Szczeg贸lnie, gdy na terapi臋 zapisujecie si臋 jakie艣 5 lat za p贸藕no. Teraz chodz臋 prywatnie na terapi臋 indywidualn膮, a lekark臋 otrzyma艂em z polecenia od zaufanej osoby. Gdyby nie to polecenie,聽pewnie聽nadal by艂bym bez terapii.

Mam nerwic臋. Terapia mi pomaga, bo u艣wiadamia mi, 偶e nie jestem z moimi l臋kami sam.聽Terapeutka poleca mi 艣rodki farmakologiczne, my艣l臋, 偶e wkr贸tce skorzystam z jej rady, bo przeczyta艂em, 偶e permanentny stres聽i nerwica聽powoduje聽zmiany chemiczne w m贸zgu.

#NOTJUSTAMOOD – rozmawiajmy o depresji

W聽Noizz聽chcemy wyra藕nie powiedzie膰, 偶e depresja to powa偶ny temat, kt贸rego nie mo偶na ignorowa膰. Mamy nadziej臋, 偶e聽dzi臋ki akcji聽#NOTJUSTAMOOD聽zaczniemy rozmawia膰聽o leczeniu聽otwarcie: bez tabuizowania i stygmatyzowania chorych, bez porad w stylu 鈥渨e藕 si臋 w gar艣膰鈥 albo 鈥渟pr贸buj si臋 u艣miechn膮膰鈥. B臋dziemy pokazywa膰 temat zdrowia psychicznego z r贸偶nych perspektyw, m贸wi膰 o tym, 偶e warto si臋ga膰 po pomoc specjalist贸w. Przez nast臋pne miesi膮ce b臋dziemy rozmawia膰 z ekspertami oraz osobami cierpi膮cymi na depresj臋. B臋dziemy publikowa膰 wywiady oraz osobiste historie ludzi z Polski, Niemiec, S艂owacji, Serbii i W臋gier, czyli kraj贸w, w kt贸rych jeste艣my obecni. Je艣li chcesz si臋 podzieli膰 swoj膮 histori膮, opisa膰 swoje do艣wiadczenia ze zmaganiami z depresj膮 lub opisa膰 histori臋 znajomego, napisz na聽notjustamood@noizz.pl

*

Je艣li czujesz, 偶e jeste艣 w ci臋偶kiej sytuacji i potrzebujesz porozmawia膰 z psychologiem, nie czekaj i porozmawiaj ze specjalist膮 ca艂odobowego聽Centrum Wsparcia:聽800 70 2222. Numer jest bezp艂atny. Mo偶esz r贸wnie偶 wys艂a膰 maila lub porozmawia膰 na chacie. Je艣li jeste艣 dzieckiem zadzwo艅 pod (r贸wnie偶 bezp艂atny i anonimowy) numer przeznaczony dla nieletnich:聽116 111.

https://noizz.pl/not-just-a-mood/depresja-historie-ludzi-ktorzy-zachorowali-objawy-depresji-notjustamood/0bfkxxw

B臋d膮c m艂od膮 lekark膮!

Seniorka u lekarza, to ja!

Zesz艂ego lata, kiedy by艂y te偶 takie upa艂y, rozchorowa艂am si臋 i moje serce dawa艂o mi z艂e znaki.

Upa艂 i biega艂am do chorej Mamy, a wi臋c wszystko si臋 skumulowa艂o, bo stres i upiorne temperatury聽 robi艂y swoje.

Posz艂am do swojej Rodzinnej i ta po odczytaniu mojego EKG wypisa艂a mi skierowanie do szpitala.

By艂am przera偶ona, bo jeszcze nigdy nie le偶a艂am w szpitalu na oddzale, pr贸cz oczywi艣cie po艂o偶nictwa.

Od Rodzinnej wr贸ci艂am do domu i zacz臋艂am si臋 pakowa膰 do szpitala.

Spakowa艂am si臋 bardzo dok艂adnie i聽 M膮偶 zawi贸z艂 mnie na oddzia艂 chyba – wewn臋trzy.

Najpierw d艂ugo czeka艂am w poczekalni na pani膮 doktor, a kiedy si臋 zjawi艂a od razu zauwa偶y艂am jej niech臋膰 do mnie.

By艂a bardzo niemi艂a, bo jaka艣 seniorka zawraca jej g艂ow臋.

Robi艂a wywiad i kiedy mnie si臋 spyta艂a jak ja si臋 czuj臋, to jej powiedzia艂am, 偶e czuj臋, i偶 moje serce szaleje, a ona do mnie聽 – prosz臋 to okre艣li膰 bardziej szczeg贸艂owo, a wszystko podniesionym g艂osem – krzykiem wr臋cz!

Spyta艂am j膮 dlaczego tak na mnie krzyczy?

Po艂o偶y艂a mnie na sali i kaza艂a pod艂膮czy膰 kropl贸wk臋, a w mi臋dzy czasie robione by艂y moje wyniki, kt贸re wysz艂y z艂e.

Po odpi臋ciu mi kropl贸wek przysz艂a i bardzo ju偶 grzecznie powiedzia艂a, 偶e chce mnie mie膰 w szpitalu na obserwacji przez kilka dni, a ja si臋 zastanowi艂am dlaczego tak zmieni艂a ton?

Wiem dlaczego, ale o tym pisa膰 nie mog臋!

Popatrzy艂am na ni膮 i powiedzia艂am, 偶e nie chc臋 mie膰 doczynienia z ni膮 i tym szpitalem, gdzie senior jest traktowany jak g贸wno!

Zd膮偶y艂a mi tylko wypisa膰 recept臋 na lek od serca, na kt贸rym jestem do dzi艣.

Podzi臋kowa艂am,聽 chwyci艂am swoj膮 torb臋 i zwia艂am z tego szpitala.

Na drugi dzie艅 znalaz艂am si臋 u Rodzinnej i opowiedzia艂am jak mnie potraktowano.

Us艂ysza艂am – pisz skarg臋 – nie napisa艂am, bo nie chcia艂am m艂odej lekarce szkodzi膰.

Dosta艂am porad臋 od piel臋gniarki, kt贸ra sz艂ysza艂a jak mnie potraktowano, abym w takie upa艂y pi艂a jak najwi臋cej wody!

Stroni臋 od wizyt w s艂u偶bie zdrowia i jako seniorka nie chodz臋 po lekarzach, bo mi si臋 nudzi jak to kiedy艣 okre艣li艂a pos艂anka PO – Joanna Mucha.

Nie nawidz臋 tego przybytku, bo czuj臋 si臋 w nim jak pi膮te ko艂o u wozu.

Dosta艂am skierowanie do lekarza, kt贸ry powiedzia艂 mi, 偶e si臋 ob偶ar艂am, bo tak wynika z wynik贸w, a ja do niego, 偶e co? – Schud艂am 12 kilo odpar艂am i buzi臋 mu zamkn臋艂am, a wi臋c wyniki chyba te偶 k艂ami膮.

Czy ja k艂ami臋 skoro mamy takich lekarzy? Z g艂osem prosz臋!

U mnie od rana alerty pogodowe na zachodzie i tak biegam i zdejmuj臋 skrzynki z kwiatami, aby je 偶adna wichura i grad nie zniszczy艂y i jem truskawki, du偶o truskawek w taki upa艂.

Trzymajcie si臋 i dbajcie o siebie, bo jutro ponownie 偶ar z nieba!

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: kwiat i ro脜聸lina

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: owoc i jedzenie

 

To nie jest kraj dla starych ludzi!

Mojej Mamy nie ma ju偶 z nami dwa tygodnie, a b臋dzie, to jutro – 14 lutego.

Wszyscy jeste艣my w 偶a艂obie i zdaje si臋, 偶e ka偶de z nas wci膮偶 ma przed oczami t膮 jej wielk膮 walk臋 o 偶ycie, cho膰 mia艂a w ci膮gu dw贸ch lat par臋 kryzys贸w, 偶e chca艂a odej艣膰, bo tak bardzo by艂a um臋czona swoj膮 chorob膮.

Wszyscy dochodzimy do siebie, bo to by艂a karo艂omna robota, aby tylko nie cierpia艂a i czu艂a si臋 zaopiekowana i tak by艂o do samego ko艅ca.

艁api臋 si臋 na tym, 偶e ju偶 nie zanios臋 jej roso艂u, sa艂atki, albo innego dania, a posprz膮ta艂am kuchni臋 ze s艂oik贸w, pojemnik贸w, bo s膮 ju偶 zb臋dne.

Starzej臋 si臋 na pot臋g臋, bo moja g艂owa zaj臋ta jest tematem odchodzenia i wyobra偶am sobie jak to mo偶e by膰 ze mn膮 i czy stan臋 si臋 ci臋偶arem dla swoich Dzieci, Wnuk贸w, M臋偶a.

Niedawno kroi艂am cebul臋 w drobn膮 kostk臋 i tak si臋 stara艂am, 偶e si臋 no偶ykiem skaleczy艂am w palec i zobaczy艂am kropelk臋 krwi swojej.

Przerazi艂am si臋, przesta艂am prawie oddycha膰 i zrobi艂o mi si臋 tak mdlej膮co, a to tylko by艂a kropla krwi.

Nie mam wysokego progu na b贸l, na widok krwi i nie cierp臋 lekarzy, kt贸rych omijam szerokim 艂ukiem i wiem, 偶e robi臋 sobie sama krzywd臋.

Zda艂am sobie spraw臋 z tego, 偶e nigdy bym nie wytrzyma艂a takiego odchodzenia jak moja Mama i chcia艂abym, aby w Polsce by艂a legalna eutanazja i wiem, 偶e wielu starszych ludzi tak my艣li i tu nie ma nic do rzeczy wiara.

Widzia艂am kiedy艣 taki domument jak to聽 kobieta um臋czona 偶yciem – um臋czona, ale nie chora poprosi艂a o eutanazj臋 w Holandii.

Poza艂atwia艂a wszystkie swoje sprawy i po偶egna艂a si臋 z jedyn膮 przyjacio艂k膮, bo rodziny nie mia艂a.

Przyznano jej takie prawo i poinformowano, 偶e tego dnia i o takej godzinie zostanie jej podane lekarstwo. Umar艂a, a raczej zasn臋艂a spokojnie we w艂asnym 艂贸偶ku – w ci膮gu 5 minut.

Obci膮偶anie starszych ju偶 dzieci opiek膮 nad chorym rodzicem, kt贸rzy cz臋sto jeszcze pracuj膮 jest niechumanitarne, a pa艅stwo nie pomaga w niczym, a wi臋c niekt贸rzy pozbywaj膮 si臋 chorych rodzic贸w i umieszczaj膮 ich najcz臋艣ciej w szpitalach, w kt贸rych za tego rz膮du ma coraz mniej 艂贸偶ek na geriatrii.

Skoro teraz pa艅stwo jest sta膰 na 500+, cz臋sto dla rodzin patologicznych, to dlaczego nie ma pieni臋dzy na to, aby dofinasowa膰 rodziny, by mog艂y odda膰 rodzica do domu staro艣ci, albo do hospicjum! To nie jest kraj dla starych ludzi!

Jak偶e cz臋sto nie sta膰 jest rodziny, aby staruszka umie艣ci膰 w domach staro艣ci, bo to jest bardzo kosztowne.

Tak si臋 zastanawiam, po co ludziom tyle pieni臋dzy, 偶e tak goni膮 za kas膮, a politykom, po co tyle w艂adzy, kiedy wszyscy jeste艣my 艣miertelni i mo偶emy sko艅czy膰 w 艂贸偶kach, 偶yj膮c jak warzywa, bo 艣mier膰 nikogo nie oszcz臋dzi i o tym dzi艣 napisa艂a Krystyna Janda, kt贸ra ma w szpitalu chor膮 Mam臋, ale zaobserwowa艂a , co dzieje si臋 w polskiej s艂u偶bie zdrowia – felieton poni偶ej!

Panie Kaczy艅ski – po co panu te wie偶e i po co pani Szyd艂o ten mandat do Brukselii, kt贸rej pani nienawidzi, a politykom, po co te ogromne premie – ta chciwo艣膰 si臋聽 zem艣ci, tylko wy nie macie wyobra藕ni i my艣licie, 偶e jeste艣cie wieczni!

Jak偶e wiele czytam w sieci k艂贸tni na forach, gdzie starsi ludzie klepi膮 w klawiatur臋 obelgi wobec inaczej my艣l膮cych, o odmiennych pogl膮dach i tak si臋 zastanawiam po co?

呕yj臋 tak, aby nikogo nie rani膰 i mam zamiar cieszy膰 si臋 z ka偶dego, danego mi dnia, bo nigdy nie wiadomo, kiedy bym chcia艂a, aby podda膰 mnie eutanazji!

Po tym felietonie Krystyny Jandy –聽 jestem 3 x na tak – za eutanazj膮!

Gabuniu wybacz!

 

„Ludzie! Nie macie poj臋cia, 偶e tu偶 obok, niedaleko, jest taki straszny 艣wiat [FELIETON]
Ludzie! Moi Ludzie! Tak los zrz膮dzi艂, 偶e sp臋dzi艂am ponad tydzie艅, wiele godzin ka偶dego dnia, na oddziale geriatrycznym jednego ze szpitali. Co si臋 tam dzieje! Ludzie! Chodzicie ulicami, k膮piecie dzieci, robicie zakupy, gotujecie obiady, zjadacie kolacje, pracujecie, odprowadzacie dzieci do szk贸艂 i przedszkoli, ca艂ujecie si臋 i kochacie nocami, i nie macie poj臋cia, 偶e tu偶 obok, niedaleko, jest taki straszny 艣wiat, takie co艣, taki czas ostateczny! A mo偶e wiecie?
Krystyna Janda, fot. Adam K艂osi艅skiFoto: Materia艂y prasowe
Krystyna Janda, fot. Adam K艂osi艅ski

Mo偶e niekt贸rzy z Was wiedz膮, inni przeczuwaj膮, ale nie my艣l膮 o tym, jeszcze inni potrafi膮 sobie wyobrazi膰, ale bezpo艣rednio ich to nie dotyczy, nie musz膮 si臋 z tym mierzy膰. Mo偶e ty, m艂ody m臋偶czyzno, wyskakuj膮cy w biegu z tramwaju, czy ty, dziewczyno bez czapki, z sinymi kolanami z zimna w mini sp贸dniczce, nie wiesz, 偶e ci臋 to czeka. Prawdopodobnie.

Ja od kilku dni jestem w szoku, chodz臋 w depresji, nie mog臋 o tym wszystkim na co patrz臋 i czego s艂ucham zapomnie膰. Wracam tam jak bumerang, jak uzale偶niona, jak do swojego miejsca, najwa偶niejszego teraz dla mnie, paradoksalnie mi najbli偶szego. Lekarze! Piel臋gniarki, salowe, sanitariusze, kierowcy, opiekunowie medyczni… Wy tam ca艂e 偶ycie! Jeste艣cie chyba z 偶elaza!

Ju偶 przy wej艣ciu do szpitala wita wszystkich wielka plansza: SZPITAL TO NIE PRZECHOWALNIA!聽 Napis, kt贸rego zupe艂nie nie rozumia艂am na pocz膮tku wyda艂 mi si臋 nietaktowny, zbyt obcesowy, nieuprzejmy. Dzi艣 go rozumiem, a raczej rozumiem akt rozpaczy, kt贸ry kaza艂 go napisa膰 i wywiesi膰.

Trafi艂am tam noc膮 z pi膮tku na sobot臋, dwa tygodnie temu, po zagraniu weso艂ej „Shirley Valentine”, poszukuj膮c przywiezionej przez pogotowie ratunkowe mojej mamy. Przesz艂am nocny SOR z t艂umem nieszcz臋艣liwc贸w, od dzieci poczynaj膮c na staruszkach ko艅cz膮c. Maj膮c wra偶enie, 偶e wszyscy ci ludzie, za wszelk膮 cen臋 chc膮 si臋 dosta膰 na g贸r臋, na odzia艂y, do 艂贸偶ek z bia艂膮 po艣ciel膮, na badania, pod opiek臋, bo na parterze, a co nie daj Bo偶e w domu, czy na ulicy, czyha niebezpiecze艅stwo 艣mierci lub wielkiego b贸lu. Ale to nie takie proste. Selekcja jest bezwzgl臋dna. 艁贸偶ek na g贸rze wolnych nie ma, personelu nie ma, lekarzy ma艂o. Upragniony wjazd wind膮 do nieba czyli na oddzia艂 szpitalny przys艂uguje tylko ci臋偶kim stanom. My byli艣my w 艣pi膮czce cukrzycowej, cukier 700, 40 stopni temperatury, wi臋c wyboru nie by艂o.

Druga w nocy, nikt nie 艣pi, piel臋gniarki biegaj膮. Zza p贸艂uchylonych drzwi s艂ysz臋 krzycz膮c膮 kobiet臋: 鈥濲a chc臋 do domu! Zr贸bcie co艣, 偶eby mnie nie bola艂o! Pi膰! Wody! Ratunku!鈥 I tak na przemian. Przera偶ona chc臋 biec z pomoc膮, zatrzymuj膮 mnie. To pomylona staruszka, krzyczy, 偶eby zwr贸ci膰 na siebie uwag臋, jest tutaj sama od miesi膮ca, nie ma gdzie jej odwie藕膰, 偶aden zak艂ad nie chce przyj膮膰, emerytur臋 ma za ma艂膮 na dom opieki, a w domu nie ma si臋 kto ni膮 zaj膮膰, dzieci za granic膮. 鈥濴udzie, ludzieeeee! Ja chc臋 do domu! Wody!鈥 Na pokrzykiwania staruszki reaguje staruszek w malignie, z drugiego ko艅ca innej sali, kt贸rego co艣 dr臋czy, jaki艣 koszmar.

Po korytarzach, w neonowym 艣wietle snuj膮 si臋 bezsennie babcie i dziadkowie w beznadziei, inni le偶膮 w 艂贸偶kach nieprzytomni z pootwieranymi ustami, bezz臋bnymi dzi膮s艂ami co艣 偶uj膮, 艣wiszcz膮c. J臋ki, kaszel, co jaki艣 czas wyrwie si臋 komu艣 鈥濨o偶e! Bo偶e! O Bo偶e!鈥 Powykr臋cana kobieta z wywr贸conymi oczami piszczy, co jaki艣 czas jak kotek. Prawie wszyscy w pieluchach, wielu monitorowanych r贸偶nymi urz膮dzeniami, wymuszanie wypr贸偶nie艅, bo jelita nie pracuj膮 鈥 wlewka na sz贸stk臋! Pojenie, nawadnianie kropl贸wkami, kaszel chorych na zapalenie p艂uc, jak diabelskie organy. 鈥濸ani odkaszlnie, tu, niech pani wypluje! No niech pani kaszlnie!鈥 Krew do badania, wenflony, bilans p艂yn贸w, rz臋偶enie.

Niekochani. Samotni. Nikt ich nie chce, nikt si臋 nimi nie opiekuje, pobyt na tym oddziale w szpitalu to 艣wi臋to. Rano do niekt贸rych przychodz膮 dzieci, siwi m臋偶czy藕ni i kobiety, te偶 ledwo chodz膮, czasem wnuk, wnuczka, s膮siadka, znajoma. Do nielicznych.

– Cieszy si臋 pani, 偶e idzie pani do domu? – pytam urocz膮 pani膮 z siniakami na szyi. 鈥 Tak – u艣miecha si臋. Syn pomo偶e i dam rad臋. K艂ad膮 j膮 w pi偶amie, w czapce, obejmuj膮c膮 du偶ego 偶贸艂tego pluszowego misia, na noszach do transportu. 鈥 Tak, do domu – m贸wi z u艣miechem. Sanitariusz pochyla si臋 do mnie – A sk膮d! Ja j膮 wioz臋 do domu opieki, rodzina jej nie zabiera. Wraca do domu opieki. Oszukali j膮. Kamieniej臋.

鈥濷j pani Krysiu, posiedzi tu pani jeszcze z nami troch臋, to zrozumie pani jaki 艣wiat jest z艂y, jacy ludzie okrutni鈥 鈥 u艣miecha si臋 do mnie piel臋gniarka. 鈥濪zieci bez serca, inne powyje偶d偶a艂y za granic臋, a nikt obcy nie pomo偶e. Jeszcze jak maj膮 jak膮 tak膮 emerytur臋, to na dom opieki starczy, ale tak鈥 s膮siedzi tylko po pogotowie umiej膮 zadzwoni膰 i tyle. Pani patrzy na t臋 kobiet臋, to by艂 taaaaki lekarz! Tysi膮ce ludzi uratowa艂a, leczy艂a najci臋偶sze przypadki, nikomu nigdy nie odm贸wi艂a, niech pani patrzy jak umiera! Ludziom 偶ycie odda艂a! Oj, to 偶ycie!鈥

鈥濿ody! Wody! Wody!鈥 鈥 krzyczy ta z izolatki. Zrywam si臋. 鈥濶iech pani nie prze偶ywa, ona ma wod臋, poimy j膮, ona tak miesi膮c ci膮gle krzyczy, 偶eby kto艣 do niej wszed艂. Wie pani teraz ich du偶o, bo ferie, ludzie chc膮 wyjecha膰, to pogotowie wzywaj膮 i ich tu zostawiaj膮. Przechowalnia. Przecie偶 oni nie do wyleczenia.鈥

Chodz膮 studenci, m艂odzi lekarze, rezydenci. Jedna dziewczyna bardziej empatyczna od innych, podnosi, oklepuje, poi, zwil偶a usta, sprawdza pieluchy, smaruje kremem. Potem po po艂udniu, widz臋 jak p艂acze w k膮cie. 鈥 Co艣 si臋 sta艂o? – pytam. Kiwa k艂ow膮 zaprzeczaj膮c, oczy ma spuchni臋te i czerwone.

– Czego艣 trzeba? 鈥 pyta salowa? Jak nie, to id臋. Mamy zgon na jedynce. Tu le偶膮 tacy ludzie! 呕eby pani wiedzia艂a, o z t膮 pani膮, z t膮 co nieprzytomna, pracowa艂am na noworodkach – pokazuje mi zwini臋t膮 w k艂臋bek 艂ys膮 kupk臋 nieszcz臋艣cia. Obok, przy s膮siednim 艂贸偶ku, stoi m艂ody ch艂opak, pyta le偶膮c膮 na nim pani膮: 鈥濨abciu, mama pyta艂a czy trzeba ci czego艣? Przynie艣膰 ci co艣?鈥 Staruszka odpowiada co艣 szeptem, patrz膮c na niego z mi艂o艣ci膮. 鈥濩o? Co chcesz?鈥 Nie rozumie. Piel臋gniarka pomaga mu, pyta krzycz膮c: 鈥濩zego pani chce!? Wnuk pyta!鈥 Pada odpowied藕: 鈥濸og艂aska膰.鈥 Ch艂opak u艣miecha si臋, my艣li, 偶e to 偶art. Nie wie, co ma zrobi膰. Wychodzi z sali, wstydzi si臋. Po jakim艣 czasie widz臋, jak stoi nad 艂贸偶kiem i jakby nie swoj膮 r臋k膮 g艂aszcze babci臋 po w艂osach, rozgl膮daj膮c si臋 ukradkiem, czy kto艣 to widzi. Ta u艣miecha si臋 z zamkni臋tymi oczami. Wchodzi piel臋gniarka: 鈥濸an wyjdzie, bo b臋d臋 zmieni膰 babci pampers.鈥

Przechodz臋 korytarzem.

鈥 Chod藕 no tu! – wo艂a do mnie kobieta z 艂贸偶ka w innej sali.

鈥 Kupisz mi paluszki z sezamem w kiosku?

鈥 Tak. Zaraz pani przynios臋.

鈥 Ale ja nie mam pieni臋dzy!

鈥 Nie szkodzi – odpowiadam.

鈥 Ja ci臋 znam z Ogrodowej. Kojarz臋 ci臋. Pami臋tasz ksi臋dza Krzysztofa? Tego, co by艂 taki nerwus?

鈥 Nie, bo ja nie jestem z Ogrodowej.

鈥 Wiesz, ludzie mu m贸wili, niech ksi膮dz nie b臋dzie taki nerwowy i go przenie艣li. Oj, ile ja mu pieni臋dzy nadawa艂am, prawie ca艂膮 emerytur臋, a go teraz podobno przenie艣li. Podoba艂 mi si臋. Pami臋tasz go? 艁adnie 艣piewa艂. Ale ksi膮dz nie mo偶e by膰 taki nerwowy. A jutro mi przynie艣 gazet臋.

鈥濩zy pani wie, 偶e jest coraz wi臋cej stulatk贸w, a wszyscy oni potrzebuj膮 opieki? A opiekun贸w profesjonalnych nie ma, ma艂o.鈥 Wchodz臋 z ciekawo艣ci do Internetu – kurs na opiekuna medycznego os贸b starszych, niesamodzielnych, niepe艂nosprawnych. Kurs umo偶liwia podj臋cie pracy w domach opieki spo艂ecznej, hospicjach, plac贸wkach opieki paliatywnej, domach samopomocy, tak偶e umo偶liwia sprawowanie indywidualnej opieki w domach prywatnych w Polsce i za granic膮 鈥 cena od 699 z艂. Dyplom. Uprawnienia. Kurs 80 godzin. 200 godzin. Praktyki. Reklama. Agencja opiekunek os贸b starszych. Dzwoni臋. 鈥瀂a godzin臋 osoba z praktyk膮 30 z艂otych鈥 – m贸wi膮. Ukrainki 80 z艂otych za dob臋, Polki 120, 130 z艂otych za dob臋. Tak偶e opieka nad lud藕mi w 艣pi膮czce.

Starsza pani bije piel臋gniark臋 po r臋kach: 鈥濨oli! Ty 艣winio! Wyno艣 si臋!鈥 Ta odpowiada: 鈥濵usz臋 pod艂膮czy膰 kropl贸wk臋. Basia, uspok贸j si臋!鈥 Basia bije s艂abo nie ma si艂y, potem p艂acze.

Moja mama le偶y cichutko, wybudzona, pod kropl贸wkami.

鈥 Jak si臋 pani czuje? 鈥 pyta lekarz. 鈥

Bardzo dobrze – odpowiada z u艣miechem.

39 stopni temperatury, nie ma si艂y podnie艣膰 r臋ki, ale grzecznie odpowiada, 偶e bardzo dobrze si臋 czuje.

鈥 Co艣 pani膮 boli?

鈥 Nic nie boli – u艣miecha si臋.

– Jak ma pani na imi臋?

鈥 Zosia 鈥 odpowiada mama bez namys艂u.

鈥 Mamo, przecie偶 ty nie masz na imi臋 Zosia – m贸wi臋 zdumiona.

– Mama jest spl膮tana – m贸wi do mnie lekarz. Ale ju偶 jest prawie w kontakcie.

鈥 Czy wie pani, gdzie pani jest? – pyta zn贸w. Mama patrzy na mnie.

鈥 W domu 鈥 odpowiada.

鈥 Nie, jest pani w szpitalu – m贸wi lekarz.

鈥 A czy wie pani, co to szpital?

Mama d艂ugo milczy, po czym m贸wi z u艣miechem:

– Magiczne Miejsce.”

https://kobieta.onet.pl/ludzie-nie-macie-pojecia-ze-tuz-obok-niedaleko-jest-taki-straszny-swiat-felieton/v3hfht8?fbclid=IwAR3hd_BBpGodkr8t2d8DGHqMUB8HlNzvrrUaXgUJqOaFw7AYE27if5jl6N0

Depresja – czyli we藕 si臋 w gar艣膰!

We藕 si臋 w gar艣膰. Zr贸b co艣 ze swoim 偶yciem.

Jeste艣 silny/a tylko ci si臋 nie chce.

Wszyscy ludzie cierpi膮, nie jeste艣 jedyny/a. Takie s艂owa s膮 najcz臋艣ciej kierowane do tego kogo艣, kto nagle traci ch臋膰 do 偶ycia.

Nie wiedzie膰 kiedy, zapada si臋 w siebie i nic go ju偶 nie cieszy.

Nagle pochyla si臋 i garbi, a przedmioty lec膮 mu z bezradno艣ci i braku si艂y na pod艂og臋.

Wyraz twarzy si臋 zmienia i wida膰 na nim ogromny smutek, bez cienia jakichkolwiek oznak ch臋ci do 偶ycia.

My艣li si臋 pl膮cz膮 i nagle chory na depresj臋 zatraca si臋 w swoim smutku i beznadziejno艣ci.

Nie umie wyt艂umaczy膰 otoczeniu, co mu dolega, a tylko sygnalizuje, 偶e nie ma ch臋ci dalej 偶y膰 i wszystko straci艂o dla niego sens.

Najcz臋艣ciej ucieka w sen, albo te偶 cierpi na wielkie pok艂ady bezsenno艣ci.

Cz臋sto pojawia si臋 nadmierne ob偶arstwo, albo kategoryczne odmawianie posi艂k贸w.

Jest wiele odmian depresji i zdiagnozowa膰 t臋 w艂a艣ciw膮, to dla lekarza jest wielk膮 sztuk膮, je艣li w og贸le pacjent zdecyduje si臋 na takie leczenie.

Wci膮偶 w naszym spo艂ecze艅stwie pokutuje przekonanie, 偶e pojawienie si臋 przed gabinetem psychiatrycznym, to jak wydanie na siebie wyroku 鈥 jestem chory psychicznie i za chwil臋 wszyscy b臋d膮 o tym gada膰.

B臋d臋 skre艣lony/a i nie nigdzie nie dostan臋 pracy, albo wszyscy si臋 ode mnie odsun膮.

Zostan臋 sam/a.

Jak pom贸c osobie chorej na chorob臋 duszy? Jak poprowadzi膰 i wyci膮gn膮膰 r臋k臋 ku drodze uzdrowienia , bo sam/a sobie nie pomo偶e.

Jakie uruchomi膰 mechanizmy, gdzie skierowa膰, aby zaj臋li si臋 nim, ni膮 specjali艣ci i wyci膮gn膮膰 z tego czarnego do艂ka.

Najcz臋艣ciej namawiamy do wizyty u dobrego psychiatry.

W dobie Internetu, wpadamy wi臋c do sieci i szukamy najlepszych lekarzy w naszym rejonie 鈥 chcemy pom贸c, bo zale偶y na na nim, niej.

Na naszym dziecku, m臋偶u, 偶onie, czyli na 聽naszym bliskim.

Jeste艣my zdrowi, silni i robimy wszystko, aby pokierowa膰 tak chorym, aby do nas wr贸ci艂.

Je艣li uda nam si臋 nam贸wi膰 chorego do wizyty u lekarza, najcz臋艣ciej po wst臋pnym wywiadzie, otrzymuje chory recept臋 na leki, czyli tzw. antydepresanty.聽

Jest nadzieja, 偶e leki te od razu sprawi膮, 偶e chory poczuje si臋 lepiej i z艂apie pierwszy oddech od wielu miesi臋cy i zacznie patrze膰 optymistyczniej na 艣wiat.

Jednak cz臋sto tak bywa, 偶e lekarz z lekiem nie trafi i chory zamiast czu膰 si臋 lepiej, wpada jeszcze w wi臋kszy d贸艂.

Druga i kolejna wizyta, a efekt贸w brak i w贸wczas lekarz rozk艂ada r臋ce i wypisuje skierowanie do szpitala.

Je艣li u chorego pojawiaj膮 si臋 my艣li samob贸jcze, tym szybciej nale偶y umie艣ci膰 chorego w plac贸wce zamkni臋tej, na obserwacji.

I tu zaczyna si臋 dramat. Widzia艂am r贸偶ne szpitale w swoim 偶yciu.

Wielkie sale, zastawione kilkoma 艂贸偶kami i przy nich malutka szafeczka.

Nikt nie oddziela ludzi bardzo chorych, niewyleczalne, ci臋偶kie przypadki, od ludzi z nadziej膮 na wyleczenie.

Pierwszy wywiad, zrobiony na szybko i wpisanie lek贸w do karty i tyle.

Nagle s艂yszy si臋 na korytarzu szpitalnym, wycie, przeklinanie i wi膮zanie w pasy.

Nagle chory nara偶ony jest na niewyobra偶alny stres sytuacyjny.

Nie mo偶e si臋 odnale藕膰, bo nie ma w tym miejscu cichego miejsca, gdzie m贸g艂by si臋 odizolowa膰.

Nie obchodzi to 偶adn膮 piel臋gniark臋 i nikt nie uchroni go od tego dodatkowego prze偶ywania.

Takie leczenie nie ma sensu i chory prosi rodzin臋, aby go jak najszybciej zabrano do domu, bo d艂u偶ej tego nie wytrzyma.

Widzia艂am te偶 szpital, gdzie jedyn膮 rozrywk膮 dla chorego jest palarnia i mocna kawa.

Gdzie spotykaj膮 si臋 ludzie, aby opowiedzie膰 sobie jak sp臋dzili noc.

Czy leki dzia艂aj膮, czy te偶 powoduj膮 wi臋ksze rozdra偶nienie.

Spotykaj膮 si臋 w tej palarni, aby pogada膰, pomilcze膰, pop艂aka膰.

Nikt z personelu tam nie zagl膮da i nikt nie wspomina o tym, 偶e w szpitalu pali膰 nie wolno.

Nikt nie jest w stanie zlikwidowa膰 palarni w szpitalach psychiatrycznych, gdy偶 palarnia dzia艂a jak pok贸j psychoterapeutyczny.

Widzia艂am jeszcze jeden szpital, chyba zbli偶ony najbardziej do cywilizowanych warunk贸w.

Pokoje 艂adnie udekorowane. Ka偶dy ma sw贸j kawa艂ek pod艂ogi.

Nie ma w nim przypadk贸w skrajnych.

Nikt nie wrzeszczy i nikogo nie zakuwa si臋 w pasy.

Chorzy s膮 pod ci膮g艂膮 opiek膮 lekarza i psychologa.

U艂o偶ony grafik zaj臋膰, sprzyja samodyscyplinie. Powstaj膮 grupy wsparcia.

Chorzy ucz臋szczaj膮 na zaj臋cia z muzyk膮, ta艅cem, a tak偶e musz膮 膰wiczy膰 na sali sportowej.

Psychoterapia w k贸艂ku, powoduje wi臋ksze otwarcie si臋 na problemy innych ludzi, co wywo艂uje r贸偶ne emocje, zmuszaj膮c chorego do wsp贸艂odczuwania, dyskusji i uwierzenia w siebie.

D艂ugie spacery po parku, rozmowy z zaprzyja藕nion膮 grup膮 i taki szpital z takim programem kieruje chorego na drog臋 ku uzdrowieniu.

Widzia艂am ludzi po takiej kuracji, 偶e na twarzach chorych pojawia艂a si臋 ch臋膰 do 偶ycia.

Dlaczego o tym pisz臋, ano dlatego, 偶e s膮 w Polsce jeszcze i dobrze si臋 maj膮, szpitale skostnia艂e, niczym z filmu CK Dezerterzy, gdzie chorego na depresj臋 podci膮ga si臋 pod chorob臋 psychiczn膮, najci臋偶szego gatunku.

Powinno si臋 to zmienia膰 i powinno si臋 o tym m贸wi膰 bardzo g艂o艣no!

Pisz臋 o tym te偶 dlatego, 偶e ostatnio us艂ysza艂am zarzut, kt贸ry uderzy艂 we mnie jak m艂ot.

Us艂ysza艂am, 偶e nie by艂am u swojej Mamy przez 4 lata w jakim艣 tam okresie mojego 偶ycia.

Odpowiedzia艂am, 偶e mog艂o tak by膰, ale te 4 lata kosztowa艂y mnie walk臋 o siebie i nikt, kto nie chorowa艂 na depresj臋 nie zdaje sobie sprawy z tego, 偶e cz臋sto to trwa latami.

Wpada si臋 z taki stan, 偶e nie chce si臋 cz艂owiekowi my膰, czesa膰, malowa膰.

Nie chce si臋聽 艂adnie wygl膮da膰 i sprz膮ta膰, bo nic si臋 nie chce, a najbardziej chce si臋 umrze膰 i sko艅czy膰 t臋 wegetacj臋.

Moja pani doktor wys艂a艂a mnie do tego dobrego szpitala, ca艂odobowego z psychoteriapi膮 i dopiero tam ma艂ymi kroczkami otrze藕wia艂am i zrozumia艂am, 偶e jestem czego艣 tam warta i nie odstaj臋 niczym od ludzi zdrowych.

To by艂o moje ko艂o ratunkowe, z kt贸rego na si艂臋 skorzysta艂am i jestem od kilku lat w艣r贸d 偶ywych.

Jednak nie wszycy tak post臋puj膮 i tkwi膮 latami w b贸lu i cierpieniu i tu zap艂acz臋 nad losem, kiedy艣 pi臋knej El偶biety Dmoch, kt贸ra 艣piewa艂a „Wind膮 do nieba”, a kt贸ra odci臋艂a si臋 od 艣wiata po prze偶yciach i odtr膮ca wszelk膮 pomoc.

Depresja, zaraz po raku jest najbardziej, okropn膮 chorob膮.

Bolesne rozstanie

Po dawnej s艂awie nie zosta艂o nic. El偶bieta Dmoch na nowych zdj臋ciach nie przypomina zjawiskowej gwiazdy sprzed lat.

Wybra艂a 偶ycie w samotno艣ci

„Ju偶 mi nios膮 sukni臋 z welonem, ju偶 Cyganie czekaj膮 z muzyk膮” 鈥 艣piewa El偶bieta Dmoch w s艂ynnym utworze „Wind膮 do nieba”. Piosenka o wielkim smutku i nieszcz臋艣liwej mi艂o艣ci sta艂a si臋 paradoksalnie hitem ka偶dego wesela. Dmoch nie mog艂a wiedzie膰, 偶e s艂owa tego utworu stan膮 si臋 dla niej prorocze.

Do sieci trafi艂y zdj臋cia paparazzi, na kt贸rych wida膰 El偶biet臋 Dmoch. To pierwsze zdj臋cia, odk膮d pojawi艂a si臋 wiadomo艣膰 o tym, 偶e zdecydowa艂a si臋 na 偶ycie w samotno艣ci. Nic dziwnego, 偶e wywo艂uj膮 sensacj臋. El偶biet臋 Dmoch wielu z nas pami臋ta jako pi臋kn膮 kobiet臋, kt贸ra pi臋艂a si臋 po szczeblach kariery. Ju偶 dawno wybra艂a dla siebie inn膮 drog臋. Z daleka od luksus贸w, s艂awy, medi贸w i zainteresowania dawnych fan贸w.

Dmoch sfotografowano podczas zakup贸w w osiedlowym sklepie spo偶ywczym. Gumowe klapki, przetarte rajstopy, wyci膮gni臋te spodnie i kr贸tki T-shirt, kt贸ry ods艂ania艂 brzuch. Na pierwszy rzut oka wygl膮da na zaniedban膮 kobiet臋, kt贸ra dawno przesta艂a przejmowa膰 si臋 swoim wygl膮dem. Potargane, niechlujnie u艂o偶one w艂osy dope艂niaj膮 obrazek nieszcz臋艣cia. Ale osoby, kt贸re j膮 widzia艂y, zwracaj膮 uwag臋 na zupe艂nie co innego. – Posz艂a do sklepiku mieszcz膮cego si臋 przy jej bloku. Wygl膮da艂a bardzo dobrze. By艂a w czystych ciuchach, a na jej twarzy pojawia艂 si臋 u艣miech. Pani El偶bieta zrobi艂a zakupy i wida膰 by艂o, 偶e polepszy艂o si臋 jej materialnie 鈥 m贸wi w rozmowie z „Super Expressem” jeden z klient贸w sklepu.

Kilkana艣cie lat temu El偶bieta Dmoch przesz艂a za艂amanie nerwowe, wpad艂a w g艂臋bok膮 depresj臋. Przesta艂a pracowa膰, wyst臋powa膰 na scenie, 偶y艂a jedynie z oszcz臋dno艣ci. Maria Szab艂owska, znana dziennikarka telewizyjna i radiowa, m贸wi艂a w wywiadach, 偶e Dmoch przesta艂a p艂aci膰 sk艂adki na ZUS. Nie przyjmowa艂a te偶 pieni臋dzy, kt贸re zbierali dla niej przyjaciele. Mieszka艂a sama w niewielkim mieszkaniu, kt贸re w ko艅cu musia艂a opu艣ci膰 ze wzgl臋du na to, 偶e nie p艂aci艂a czynszu. W 2005 roku jej losem zainteresowali si臋 dziennikarze Uwagi TVN.

Dmoch nie zgodzi艂a si臋 porozmawia膰 wtedy z dziennikarzami Uwagi. Od lat konsekwentnie unika medi贸w. Dziennikarze poinformowali, 偶e mieszka w fatalnych warunkach w male艅kim domu na wsi. Odizolowa艂a si臋 od 艣wiata, nie chce nikogo widywa膰, odmawia pomocy lekarzy i pracownik贸w opieki spo艂ecznej. 鈥 Dziwi si臋, czemu zak艂贸camy jej spok贸j. Pyta, czy zrobi艂a co艣 z艂ego, skoro do niej przychodzimy. Czy mamy jej pomaga膰 na si艂臋, czy zostawi膰 samej sobie, je艣li wybra艂a taki spos贸b 偶ycia? 鈥 m贸wi艂a El偶bieta Klimkowska z Gminnego O艣rodka Pomocy Spo艂ecznej w Tarczynie. Dmoch wielokrotnie oferowano pomoc finansow膮. Ze wszystkich pieni臋dzy rezygnowa艂a. Utrzymuje si臋 tylko i wy艂膮cznie z tantiem wyp艂acanych przez Stowarzyszenie Artyst贸w i Wykonawc贸w Utwor贸w Muzycznych. 鈥 Bardzo skrupulatnie sprawdza, czy s膮 to tantiemy, kt贸re jej si臋 nale偶膮, a nie pomoc, kt贸rej si臋 jej udziela. Dosz艂a do wniosku, 偶e niczego wi臋cej nie chce od 艣wiata i nie chce, by 艣wiat czego艣 od niej chcia艂 鈥 m贸wi艂 z kolei Jacek Skubikowski, prezes Stowarzyszenia.

By艂 koniec lat 60., gdy El偶bieta Dmoch zacz臋艂a wsp贸艂pracowa膰 z Januszem Krukiem. W 1971 roku na rynku muzycznych pojawi艂o si臋 ich wsp贸lnego dziecko 鈥 zesp贸艂 2 plus 1. Kr贸lowali na polskich estradach i to dos艂ownie. El偶bieta mia艂a wtedy 17 lat, Janusz 22. Oboje byli po przej艣ciach. Ich duet podbi艂 serce Polak贸w w zawrotnym tempie. Przeboje, koncerty, wielka s艂awa. 鈥 Sami ledwo to wytrzymywali艣my, a ona robi艂a dwa razy wi臋cej 鈥 wspomina Cezary Szl臋zak, by艂y wsp贸艂pracownik Dmoch, przyjaciel artystki w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim”. 鈥 W Niemczech mieli艣my w艂asne p贸艂ki w sklepach muzycznych. W Japonii byli艣my na listach przeboj贸w. Zagraniczni menad偶erowie dobijali si臋 bez przerwy. Jak jej zrobili sesj臋 zdj臋ciow膮, to na sze艣膰set fotografii 鈥 dodaje. Wspomina, 偶e 2 plus 1 mieli ju偶 zam贸wiony koncert w Iraku, ale wojna przekre艣li艂a wyst臋p artyst贸w.

To ona za艣piewa艂a „Wind膮 do nieba”, „Cho膰 pomaluj m贸j 艣wiat” czy „Czerwone s艂oneczko”. W 1974 roku El偶bieta otrzyma艂a tytu艂 Miss Obiektywu. Drugi raz ten tytu艂 przyznano jej w 1976 roku na Festiwalu w Opolu. By艂a zjawiskowa, hipnotyzuj膮ca, naturalnie pi臋kna i ludzie to doceniali. W 1979 roku Dmoch otrzyma艂a jedno z najbardziej wyj膮tkowych odznacze艅 鈥 Srebrny Krzy偶 Zas艂ug. By艂a na szczycie. Sta艂a si臋 legend膮 PRL-u. M贸wi艂o si臋, 偶e ona i Janusz Kruk tworz膮 najpi臋kniejsz膮 par臋 w艣r贸d polskich artyst贸w. Pobrali si臋 jeszcze w 1973 roku. On mia艂 ju偶 wcze艣niej 偶on臋 i dziecko. Dla El偶biety postanowi艂 zostawi膰 rodzin臋. Ale ich szcz臋艣cie nie trwa艂o d艂ugo.

 

Jak wspomina Szab艂owska w jednym z wywiad贸w: „Janusz by艂 rozrywkowym facetem. Drzwi si臋 nie zamyka艂y, przyjaciele do nich lgn臋li”. Kruk w ko艅cu postanowi艂 opu艣ci膰 piosenkark臋 dla innej kobiety. To by艂a druga po艂owa lat 80. Rozwiedli si臋 dok艂adnie w 1989 roku. Podobno pozostali w przyjacielskich stosunkach, ale w mediach kr膮偶y艂y liczne plotki o kolejnych romansach Kruka. El偶bieta wierzy艂a jednak, 偶e kiedy艣 do siebie wr贸c膮. Janusz by艂 jej najwi臋ksz膮 mi艂o艣ci膮. W 1992 roku m臋偶czyzna zmar艂 na zawa艂 serca. Wtedy wokalistka prze偶y艂a za艂amanie nerwowe i wycofa艂a si臋 z 偶ycia publicznego. Zaszy艂a si臋 na wsi i rzadko dopuszcza艂a do siebie ludzi. Wr贸ci艂a na scen臋 tylko raz 鈥 w 1998 roku. Publiczno艣膰 przyj臋艂a j膮 owacjami na stoj膮co. – Ela by艂a tak zachwycona, 偶e byli艣my pewni, i偶 j膮 odzyskali艣my. Niestety, choroba zn贸w da艂a o sobie zna膰 鈥 m贸wi艂a Szab艂owska w rozmowie z „Na 偶ywo”.

https://gwiazdy.wp.pl/po-dawnej-slawie-nie-zostalo-nic-elzbieta-dmoch-na-nowych-zdjeciach-nie-przypomina-zjawiskowej-gwiazdy-sprzed-lat-6299155448477313g/3

 

Nie przypomina dawnej siebie

Depresja – we藕 si臋 w gar艣膰!

Zdj脛聶cie u脜录ytkownika El脜录bieta Maria Saga.

We藕 si臋 w gar艣膰. Zr贸b co艣 ze swoim 偶yciem. Jeste艣 silny/a tylko ci si臋 nie chce.
Wszyscy ludzie cierpi膮, nie jeste艣 jedyny/a. Takie s艂owa s膮 najcz臋艣ciej kierowane do tego kogo艣, kto nagle traci ch臋膰 do 偶ycia.
Nie wiedzie膰 kiedy, zapada si臋 w siebie i nic go ju偶 nie cieszy.
Nagle pochyla si臋 i garbi, a przedmioty lec膮 mu z bezradno艣ci i braku si艂y na pod艂og臋.
Wyraz twarzy si臋 zmienia i wida膰 na nim ogromny smutek, bez cienia jakichkolwiek oznak ch臋ci do 偶ycia.
My艣li si臋 pl膮cz膮 i nagle chory na depresj臋 zatraca si臋 w swoim smutku i beznadziejno艣ci.
Nie umie wyt艂umaczy膰 otoczeniu, co mu dolega, a tylko sygnalizuje, 偶e nie ma ch臋ci dalej 偶y膰 i wszystko straci艂o dla niego sens.
Najcz臋艣ciej ucieka w sen, albo te偶 cierpi na wielkie pok艂ady bezsenno艣ci.
Cz臋sto pojawia si臋 nadmierne ob偶arstwo, albo kategoryczne odmawianie posi艂k贸w.
Jest wiele odmian depresji i zdiagnozowa膰 t臋 w艂a艣ciw膮, to dla lekarza jest wielk膮 sztuk膮, je艣li w og贸le pacjent zdecyduje si臋 na takie leczenie.
Wci膮偶 w naszym spo艂ecze艅stwie pokutuje przekonanie, 偶e pojawienie si臋 przed gabinetem psychiatrycznym, to jak wydanie na siebie wyroku 鈥 jestem chory psychicznie i za chwil臋 wszyscy b臋d膮 o tym gada膰.
B臋d臋 skre艣lony/a i nie nigdzie nie dostan臋 pracy, albo wszyscy si臋 ode mnie odsun膮. Zostan臋 sam/a.
Jak pom贸c osobie chorej na chorob臋 duszy? Jak poprowadzi膰 i wyci膮gn膮膰 r臋k臋 ku drodze uzdrowienia , bo sam/a sobie nie pomo偶e.
Jakie uruchomi膰 mechanizmy, gdzie skierowa膰, aby zaj臋li si臋 nim, ni膮 specjali艣ci i wyci膮gn膮膰 z tego czarnego do艂ka.
Najcz臋艣ciej namawiamy do wizyty u dobrego psychiatry.
W dobie Internetu, wpadamy wi臋c do sieci i szukamy najlepszych lekarzy w naszym rejonie 鈥 chcemy pom贸c, bo zale偶y na na nim, niej. Na naszym dziecku, m臋偶u, 偶onie, czyli na 聽naszym bliskim.
Jeste艣my zdrowi, silni i robimy wszystko, aby pokierowa膰 tak chorym, aby do nas wr贸ci艂.
Je艣li uda nam si臋 nam贸wi膰 chorego do wizyty u lekarza, najcz臋艣ciej po wst臋pnym wywiadzie, otrzymuje chory recept臋 na leki, czyli tzw. antydepresanty.聽
Jest nadzieja, 偶e leki te od razu sprawi膮, 偶e chory poczuje si臋 lepiej i z艂apie pierwszy oddech od wielu miesi臋cy i zacznie patrze膰 optymistyczniej na 艣wiat.
Jednak cz臋sto tak bywa, 偶e lekarz z lekiem nie trafi i chory zamiast czu膰 si臋 lepiej, wpada jeszcze w wi臋kszy d贸艂.
Druga i kolejna wizyta, a efekt贸w brak i w贸wczas lekarz rozk艂ada r臋ce i wypisuje skierowanie do szpitala.
Je艣li u chorego pojawiaj膮 si臋 my艣li samob贸jcze, tym szybciej nale偶y umie艣ci膰 chorego w plac贸wce zamkni臋tej, na obserwacji. I tu zaczyna si臋 dramat.
Widzia艂am r贸偶ne szpitale w swoim 偶yciu. Wielkie sale, zastawione kilkoma 艂贸偶kami i przy nich malutka szafeczka.
Nikt nie oddziela ludzi bardzo chorych, niewyleczalne, ci臋偶kie przypadki, od ludzi z nadziej膮 na wyleczenie.
Pierwszy wywiad, zrobiony na szybko i wpisanie lek贸w do karty i tyle.
Nagle s艂yszy si臋 na korytarzu szpitalnym, wycie, przeklinanie i wi膮zanie w pasy.
Nagle chory nara偶ony jest na niewyobra偶alny stres sytuacyjny. Nie mo偶e si臋 odnale藕膰, bo nie ma w tym miejscu cichego miejsca, gdzie m贸g艂by si臋 odizolowa膰.
Nie obchodzi to 偶adn膮 piel臋gniark臋 i nikt nie uchroni go od tego dodatkowego prze偶ywania.
Takie leczenie nie ma sensu i chory prosi rodzin臋, aby go jak najszybciej zabrano do domu, bo d艂u偶ej tego nie wytrzyma.
Widzia艂am te偶 szpital, gdzie jedyn膮 rozrywk膮 dla chorego jest palarnia i mocna kawa. Gdzie spotykaj膮 si臋 ludzie, aby opowiedzie膰 sobie jak sp臋dzili noc. Czy leki dzia艂aj膮, czy te偶 powoduj膮 wi臋ksze rozdra偶nienie. Spotykaj膮 si臋 w tej palarni, aby pogada膰, pomilcze膰, pop艂aka膰.
Nikt z personelu tam nie zagl膮da i nikt nie wspomina o tym, 偶e w szpitalu pali膰 nie wolno. Nikt nie jest w stanie zlikwidowa膰 palarni w szpitalach psychiatrycznych, gdy偶 palarnia dzia艂a jak pok贸j psychoterapeutyczny.
Widzia艂am jeszcze jeden szpital, chyba zbli偶ony najbardziej do cywilizowanych warunk贸w.
Pokoje 艂adnie udekorowane. Ka偶dy ma sw贸j kawa艂ek pod艂ogi. Nie ma w nim przypadk贸w skrajnych.
Nikt nie wrzeszczy i nikogo nie zakuwa si臋 w pasy. Chorzy s膮 pod ci膮g艂膮 opiek膮 lekarza i psychologa.
U艂o偶ony grafik zaj臋膰, sprzyja samodyscyplinie. Powstaj膮 grupy wsparcia.
Chorzy ucz臋szczaj膮 na zaj臋cia z muzyk膮, ta艅cem, a tak偶e musz膮 膰wiczy膰 na sali sportowej.
Psychoterapia w k贸艂ku, powoduje wi臋ksze otwarcie si臋 na problemy innych ludzi, co wywo艂uje r贸偶ne emocje, zmuszaj膮c chorego do wsp贸艂odczuwania, dyskusji i uwierzenia w siebie.
D艂ugie spacery po parku, rozmowy z zaprzyja藕nion膮 grup膮 i taki szpital z takim programem kieruje chorego na drog臋 ku uzdrowieniu.
Widzia艂am ludzi po takiej kuracji, 偶e na twarzach chorych pojawia艂a si臋 ch臋膰 do 偶ycia.
Dlaczego o tym pisz臋, ano dlatego, 偶e s膮 w Polsce jeszcze i dobrze si臋 maj膮, szpitale skostnia艂e, niczym z filmu CK Dezerterzy, gdzie chorego na depresj臋 podci膮ga si臋 pod chorob臋 psychiczn膮, najci臋偶szego gatunku.
Powinno si臋 to zmienia膰 i powinno si臋 o tym m贸wi膰 bardzo g艂o艣no!

Narodowy Fundusz Zdrowia pod has艂em – „Czekaj sobie cz艂owiecze”!

Znalezione obrazy dla zapytania szpital gif

To by艂 ostatni dzwonek, abym po latach lekcewa偶enia swojego zdrowia – posz艂a wreszcie do lekarza i si臋 przebada艂a oraz zrobi艂a w ko艅cu podstawowe wyniki.

Moja rodzinna – ukochana zreszt膮, trzy razy w ci膮gu dw贸ch lat prosi艂a mnie, abym w ko艅cu zrobi艂a wyniki i nawet nas艂a艂a na mnie piel臋gniark臋 艣rodowiskow膮.

Niestety, ale odezwa艂o si臋 serce i zrobi艂am dzi艣 ekg, a kiedy rodzinna na nie spojrza艂a, to natychmiast skierowa艂a mnie do szpitala.

Moje 偶ycie tak up艂ywa艂o, 偶e nigdy nie by艂am w szpitalu ze wzgl臋du na swoje zdrowie, bo los by艂 dla mnie 艂askawy.

Pr贸cz porod贸wek mnie szpitale omija艂y szerokim 艂ukiem i my艣la艂am, 偶e tak b臋dzie zawsze.

Niestety, ale dzi艣 dosta艂am pierwsze w moim 偶yciu skierowanie do szpitala i by艂am naprawd臋 przera偶ona.

Jednak innego wyj艣cia nie widzia艂am, jak przyj艣膰 z przychodni i zacz膮膰 si臋 pakowa膰.

Usiad艂am przy Izbie Przyj臋膰 z artytmi膮 serca i trzeba by艂o d艂ugo czeka膰 – najpierw na piel臋gniark臋, a potem nast臋pne p贸艂 godziny na lekarza!

Lekarka by艂a cholernie nieprzyjemna i na mnie krzycza艂a!

Zada艂a mi pytanie jak ja si臋 czuj臋 z t膮 arytmi膮, bo mo偶e mdlej臋, s艂aniam si臋 i to wszystko z podniesionym g艂osem.

Spyta艂am j膮 grzecznie dlaczego na mnie tak krzyczy i domy艣li艂am si臋, 偶e moj膮 osob膮 tnie koszty szpitala zniech臋caj膮c mnie!

Spokornia艂a, bo my艣la艂a, 偶e ma przed sob膮 star膮 idiotk臋!

Nie od razu przyj臋艂a mnie na oddzia艂, a poleci艂a dwie kropl贸wki i jak膮艣 ma艂膮 tabletk臋 i znowu czeka艂am na piel臋gniark臋, kt贸ra mi te kropl贸wki podepnie!

Kiedy pacjentowi podepn膮 kropl贸wk臋, to znikaj膮 nagle wszystkie piel臋gniarki i zostawiaj膮 pacjenta samego, czekaj膮cego na reakcj臋 z podpi臋ciem drugiej kropl贸wki.

Potem czeka si臋 na wyniki z krwi i moczu – d艂ugo si臋 czeka!

Na wszystko si臋 czeka, bo s艂u偶ba zdrowia pracuje w 偶贸艂wim tempie i zawalona jest papierkami w dobie komputer贸w.

Po tym jak uzyska艂am komplet bada艅 z聽 i moczy mia艂am krwipropozycj臋 od lekarki nieprzyjemnej, 偶e we偶mie mnie jednak na obserwacj臋 – tym razem by艂a mi艂a!

Wzi臋艂am wyniki i poprosi艂am o wolno艣膰 zniech臋cona traktowaniem i wr贸ci艂am do domu, a jutro zaczynam leczenie ambulatoryjne, a nie w umieralni!

Dzi艣 ponownie by艂am w przychodni i znowu czeka艂am w kolejce, a potem si臋 czeka do specjalisty i z tego wynika, 偶e polska s艂u偶ba zdrowia powinna by膰 pod has艂em – czekaj.

W korytarzu przychodzni siedzia艂am obok pana o kulach. Opowiedzia艂 mi jak wygl膮da leczenie w Niemczech.

By艂 trakotowany jak cz艂owiek, 偶e piel臋gniarki nie spuszczaj膮 z oczu chorych na oddziale.

Kiedy si臋 dowiedzieli, 偶e jest Polakiem, to chcieli mu zafundowa膰 nawet t艂umacza na j臋zyk polski!

Taka to jest r贸偶nica!

 

 

Panie Ministrze Zdrowia – mam pewnego „pomys艂a”!

Ka偶dy z nas ma takie chwile, albo b臋dzie mia艂, 偶e trzeba b臋dzie codziennie mie膰 styczno艣膰 ze s艂u偶b膮 zdrowia 聽– 聽szpitalem.

Ka偶dy z nas ma swoje do艣wiadczenia w zwi膮zku z tym i obserwacje.

Codziennie biegamy do chorej Mamy we dwie, kt贸r膮 trzeba dogl膮da膰 i odwiedza膰.

Wiemy, 偶e nie mo偶emy jej pozostawi膰 tylko piel臋gniarkom, bo One nie daj膮 sobie rady ze wszystkim.

Nie nad膮偶aj膮 zw艂aszcza na oddziale, gdzie le偶膮 chorzy, beznadziejnie starsi ludzie, bo obowi膮zk贸w jest tak du偶o, 偶e to powoduje wiele zaniedba艅.

Nie nakarmi膮 chorego i nie poprawi膮 po艣cieli. Nie zmieni膮 pampersa i nie od艂膮cz膮 kropl贸wki, kiedy ta si臋 sko艅czy.

Nie czarujmy si臋, ale taki chory bez pomocy rodziny skazany jest na upokorzenie i wielk膮 niemoc.

Moje obserwacje s膮 takie, 偶e nie wiem jak by si臋 piel臋gniarki nie stara艂y, to nie ogran膮 tego wszystkiego w takim stopniu, aby stary cz艂owiek nie by艂 pozostawiony sam sobie.

Z moich obserwacji wynika, 偶e tego personelu na oddzia艂ach, na kt贸rych le偶y 30 starych ludzi jest po prostu za ma艂o!

Te kobiety nie s膮 w stanie ogarn膮膰 ogromnych potrzeb ludzi odchodz膮cych, kt贸rym nale偶y si臋 ludzkie odchodzenie i wiem, 偶e szpital, to nie hospicjum, a jednak ludzie w szpitalu umieraj膮!

Uwa偶am, 偶e na ka偶dym takim oddziale powinna by膰 zatrudniona dodatkowa pomoc na etacie, albo w formie wolontariuszki, albo dw贸ch.

Takie dodatkowe osoby mog艂yby, co godzin臋 zagl膮da膰 do wszystkich sal i monitorowa膰 potrzeby ludzi beznadziejnie chorych.

Mog艂yby sprawdza膰 puste kropl贸wki i je od艂膮cza膰. Mog艂yby poprawia膰 po艣ciel i 聽karmi膰 chorego, a nawet zrobi膰 zakup butelki wody, czy prasy.

To by艂oby 艣wietne wyj艣cie i wiele rodzin by艂oby o wiele spokojniejsze, 偶e ich Matka, czy Ojciec s膮 w wi臋kszej mierze pod opiek膮 i empati膮.

Niestety, ale tak nie ma i gdyby nie rodziny, to chorzy nawet nie s膮 poddani higienie, co jest wielkim upokorzeniem.

Mam dobrego „pomys艂a”, ale wiem, 偶e to jest wo艂anie na puszczy.

W ramach odstresowania si臋 po godzinach sp臋dzonych w szpitalu – wysz艂am z aparatem, by sfotografowa膰 w mojej miejscowo艣ci obiekty szpitalne i stwierdzam, 偶e akurat to jest na poziomie.

Obiekty szpitalne po艂o偶one s膮 na wzniesieniu z widokiem na jezioro. Wszystkie kompleksy s膮 w jasnych barwach, co cudnie si臋 komponuje z wszechogarniaj膮c膮 zieleni膮. Jest naprawd臋 przyjemnie, a do tego w moim mie艣cie jest o艣rodek rehabilitacyjny chwalony w ca艂ej Polsce.

Sumuj膮c nie mam zastrze偶e艅 wi臋kszych i tylko dlaczego w Polsce piel臋gniarki zarabiaj膮 tak n臋dzne pieni膮dze.

Nie dziwi, 偶e uciekaj膮 nasze, wyszkolone kadry za granic臋!

Za nowych rz膮d贸w mia艂o by膰 lepiej, ale nie b臋dzie, bo bud偶et jest okrojony 聽jeszcze bardziej ni偶 dwa lata temu.

Przykre i b臋dzie jeszcze gorzej! Oto dow贸d:

Mniej mleka, owoc贸w i warzyw dla dzieci. Rz膮d po cichu tnie obiecane wsparcie dla szk贸艂

https://oko.press/mleka-owocow-warzyw-dla-dzieci-rzad-cichu-tnie-obiecane-wsparcie-dla-szkol/

Rozsypa艂am si臋 na milion kawa艂k贸w!

聽Rozmowa z matk膮

Nie odchod藕 jeszcze wiem 偶e
jeste艣 ju偶 gotowa
codzienn膮 modlitw膮 obmyta聽
ze wszystkiego
co wstydliwe czekaj膮ca聽
na swego m臋偶a
b艂膮kaj膮cego si臋 w ob艂okach
ufna 偶e mo偶e tam聽
b臋dziesz z nim szcz臋艣liwa
k艂adziesz si臋 co wiecz贸r mi臋dzy
zm臋czenie b贸l a niepok贸j聽
co b臋dzie ze mn膮聽
potem
z mi艂o艣ci膮 bezsiln膮 by pokona膰
czas i przeznaczenie
z trwog膮
i nie艣mia艂o艣ci膮 jak si臋 zachowasz
gdy zobaczysz t臋 twarz najja艣niejsz膮
i us艂yszysz z nieogarni臋tej dali
chod藕 tu c贸rko droga
czas odpocz膮膰 pomy艣le膰 wreszcie
o sobie zatrze膰聽
wszystkie ziemskie wspomnienia

Kiedy m贸wi臋 do ciebie
s艂abn膮cej w oczach聽
anio艂 zst臋puje z g贸r i gra hejna艂聽
wieczorny na tr膮bce
czy s艂yszysz matko t臋 pie艣艅
moje nie-
pogodzone s艂owa

03. 09. 2009

z tomiku: Ryszard Mierzejewski „Zraniony r贸偶膮”, 2013

 

Trzyma艂a mam臋 za r臋k臋, gdy ta umiera艂a. „By艂a dla mnie wszystkim. Moim sercem, przyjacielem…”

https://kobieta.wp.pl/trzymala-mame-za-reke-gdy-ta-umierala-byla-dla-mnie-wszystkim-moim-sercem-przyjacielem-6115418655225473a

– Zastanawiam si臋, w jaki spos贸b pisa膰. Co mog臋, co mi wypada? Czy dozwolone jest u偶ywanie s艂贸w mi臋so, ka艂, od贸r? Czy wolno mi pisa膰 o b贸lu, czopkach doodbytniczych i hektolitrach kropl贸wek? – pisze Ma艂gorzata Friedel. Dwa lata temu jej mama zmar艂a na raka. To by艂a okrutna walka.

To by艂 taki miko艂ajkowy prezent. 6 grudnia 2010 roku rodzina Ma艂gorzaty dowiedzia艂a si臋, 偶e jej mama Gra偶yna (M.) jest chora na raka. Zacz臋艂o si臋 od piersi, kt贸rej nie mo偶na by艂o usun膮膰. Guz r贸s艂 na 偶ebrach. Byli przekonani, 偶e walka z nowotworem potrwa miesi膮c. B臋dzie radioterapia, chemioterapia, potem rehabilitacja i po sprawie. Tyle 偶e rak by艂 z艂o艣liwy.

Szybko pojawi艂y si臋 kolejne przerzuty. Na ko艣ciach, na w膮trobie.

Zacz臋艂o si臋 od b贸lu

Zdrowa do niedawna kobieta z ka偶dym tygodniem traci艂a kontrol臋 nad swoim cia艂em.

– Stan 偶eber uniemo偶liwia艂 normalne funkcjonowanie. M. nie mog艂a si臋 odwr贸ci膰 na bok, a nawet przeci膮gn膮膰 albo unie艣膰 r膮k do g贸ry. Siedzia艂a w fotelu taka ma艂a i bezbronna, kiedy kt贸re艣 z nas zak艂ada艂o jej ubrania – pisze Ma艂gorzata w pami臋tniku „Moja mama jest anio艂em”. – Potem przysz艂a kolej na mycie i inne czynno艣ci higieniczne. W bardzo szybkim tempie T. sta艂 si臋 prawdziwym znawc膮 tematu. Silny, zdecydowany, a jednocze艣nie bardzo delikatny. M. poddawa艂a si臋 jego ruchom. Woda, g膮bka, woda, wycieranie r臋cznikiem. Z ka偶dym dniem wzrasta艂 we mnie podziw do T. Facet, kt贸ry dot膮d wydawa艂 mi si臋 raczej s艂oniem w sk艂adzie porcelany, sta艂 si臋 doskona艂ym opiekunem. (…) Nigdy nie zapomn臋 dnia, kiedy T. wykona艂 M. manicure – opisuje.

Rak w偶yna艂 si臋 w ko艣ci. Du偶o pisze si臋 o r贸偶nych historiach ludzi choruj膮cych na nowotwory. Rak piersi, rak w膮troby, prostaty鈥 Nic jednak nie jest w stanie przygotowa膰 cz艂owieka na starcie z rakiem w rzeczywisto艣ci. Ma艂gorzata nie mia艂a poj臋cia, 偶e w艂a艣nie tak b臋dzie wygl膮da膰 偶ycie jej mamy.

Z nowotworem walczy艂a prawie pi臋膰 lat.

聽Gdy s艂ysza艂am has艂o nowotw贸r, w艂a艣ciwie wyobra偶a艂am sobie tylko jedno – zasadnicz膮 chorob臋, kt贸ra wyniszcza i powoduje b贸l. Nikt mi nie powiedzia艂, 偶e nowotw贸r jest jak trucizna i 偶e nawet je艣li dzia艂a powoli, to bardzo sprawnie i systematycznie. 呕e krok po kroku, kom贸rka po kom贸rce zajmuje ca艂y organizm, 偶e niszczy… Niszczy tak, 偶e cz艂owiek zostaje ju偶 tylko samym cierpieniem – wspomina.

Osoby, kt贸re do艣wiadczy艂y choroby bliskich, a mo偶e i swojej, doskonale wiedz膮, co ma na my艣li. – Rak to taki ogromny worek bez dna, do kt贸rego stopniowo wk艂ada si臋 偶yciowe niedogodno艣ci i dolegliwo艣ci wsp贸艂wyst臋puj膮ce. To miejsce na ca艂y syf i g贸wna tego 艣wiata. Przekl臋te ciemno艣ci, do kt贸rych nikt nie powinien zagl膮da膰. Jaskinia, z kt贸rej nie ma ju偶 powrotu – pisze Ma艂gorzata.

M贸wi si臋 wi臋c o wymiotach. – G贸wno prawda. Nie by艂o ich. M. dostawa艂a skuteczne leki przeciwwymiotne, dzia艂a艂y. A przecie偶 bohaterowie w filmach puszczaj膮 pawia po chemii. Ot, taka niespodzianka – wymienia Gosia.

I dalej: a czy w mediach powiedz膮 ci co艣 o wypr贸偶nianiu si臋? Pacjent nie sra艂 od siedmiu dni? Oddawanie ka艂u nie ma ko艅ca? Powiedz膮 ci to? A przecie偶 to ca艂kowicie normalne. Nadmiar lek贸w i coraz trudniejsze przyswajanie pokarm贸w – to wszystko ma swoje konsekwencje.

艁ysienie – to normalne, 偶e po chemii wypadaj膮 w艂osy. Ale nikt nie u艣wiadomi艂 jej, 偶e mamie wypadn膮 te偶 inne w艂oski. – Pewnego dnia M. zacz臋艂y wypada膰 rz臋sy i brwi, potem nie zosta艂o z nich zupe艂nie nic. I co? To niewa偶ne, racja. Nie ma brwi, nie ma rz臋s i tyle. Nie zdawali艣my sobie sprawy z tego, jak powa偶ne b臋dzie to mia艂o konsekwencje. Ka偶dy py艂ek, kurz, okruszek stanowi艂y dla niej zagro偶enie. Nie osadza艂y si臋 na rz臋sach, od razu w臋drowa艂y do ga艂ki ocznej, powoduj膮c silne infekcje – wspomina.

Pami臋tnik Ma艂gorzaty to wyj膮tkowo poruszaj膮ce wspomnienie tego, jak 偶yje si臋 z chorob膮. Niczego nie ukrywa. Otwarcie opisuje wszystko, co dzia艂o si臋 w trakcie leczenia. S膮 przecie偶 dni dobre, ale s膮 takie, gdzie nic nie pomaga, a b贸l wype艂nia ca艂y dom. Przyznaje te偶, 偶e w takich chwilach cz艂owiek jest zdolny do wszystkiego, nawet do zmiany swoich osobistych przekona艅. Gdy tradycyjne rozwi膮zania zawodz膮, jeste艣 w stanie uwierzy膰 we wszystko.

– Na oddziale onkologicznym trwaj膮 w艣r贸d pacjentek nieustanne debaty na temat wszelakich mo偶liwo艣ci leczenia. Chemia i radioterapia, to mamy. Ale co jeszcze mo偶emy zrobi膰? Ile pacjentek, tyle opinii i pomys艂贸w. Usi膮d藕 w艣r贸d nich, a zrozumiesz, jak ogromna jest wola 偶ycia, jak wa偶na jest walka – przekonuje Gosia.

Razem z tat膮 i siostr膮 szuka艂y dla mamy jakiego艣 alternatywnego leczenia. Z lekarzy nie zrezygnowa艂y, ale pr贸bowa艂y jako艣 pom贸c. Nap贸j z ostrych papryczek, proszek z pestek moreli, jagody goi – nie zaszkodzi艂y, ale i nie pomog艂y. Pom贸g艂 za to znachor – u艣mierza艂 b贸l, a po takich „seansach” jej mama by艂a odpr臋偶ona, mia艂a apetyt. Znachor nigdy nie obiecywa艂, 偶e wyleczy raka. Nie bra艂 te偶 od rodziny pieni臋dzy. Dawa艂 za to nadziej臋.

Pod koniec 2013 roku pojawi艂 si臋 guz na piersi. Na pocz膮tku lekarze m贸wili, 偶e to tylko naro艣l. A pier艣 z ka偶dym dniem wygl膮da艂a coraz gorzej. Zrobi艂a si臋 ogromna, czerwona, gor膮ca i bolesna.

– Nigdy nie zapomn臋 wzroku m艂odego lekarza, kt贸ry bada艂 mam臋 w szpitalu. By艂 przera偶ony, poprosi艂 o zgod臋 na wykonanie zdj臋cia telefonem kom贸rkowym i przes艂anie go do艣wiadczonemu koledze. Znali艣my go, by艂 jednym z lepszych specjalist贸w i od tamtej pory nasze drogi si臋 po艂膮czy艂y – wspomina Ma艂gorzata.

Potw贸r

Diagnoza? Mi臋sak. Atakowa艂 ze zdwojon膮 si艂膮. Konieczne by艂o usuni臋cie piersi. Po miesi膮cu guz zacz膮艂 odrasta膰. Jak opisuje to Ma艂gorzata, stawa艂 si臋 przera偶aj膮cym potworem.

– M. nazywa艂a mi臋saka wielkim skurw…nem (cenzura pochodzi od redakcji). Wydawa艂o si臋, 偶e ro艣nie ka偶dego dnia. Zgodnie z przypuszczeniami lekarzy sk贸ra na klatce piersiowej zacz臋艂a p臋ka膰. Najpierw powoli, ale zauwa偶alnie, a potem po prostu pojawi艂a si臋 otwarta rana. Z ka偶d膮 偶y艂k膮 i mi臋sem na wierzchu. By艂am przera偶ona, nie wiedzia艂am, co teraz zrobimy. Przecie偶 wszystko wychodzi艂o na zewn膮trz, widzia艂am bia艂e niteczki, ca艂膮 偶yw膮 tkank臋. Nadal mam w g艂owie ten widok, nie potrafi臋 si臋 go pozby膰 – pisze w pami臋tniku.

Sta艂o si臋 dla niej jasne, 偶e mama ju偶 z tego nie wyjdzie. Guz w najgorszym momencie przypomina艂 rozmiarem kalafiora.

– Moim celem 偶yciowym sta艂o si臋 bycie przy niej. Inaczej nie potrafi艂am. Powroty do domu na weekendy, kiedy T. nie pracowa艂, powodowa艂y u mnie wyrzuty sumienia, kompletnie nie potrafi艂am znale藕膰 sobie miejsca, nie b臋d膮c z ni膮. Efekt by艂 taki, 偶e wisia艂am na telefonie, zapominaj膮c o tym, 偶e sama ju偶 przecie偶 za艂o偶y艂am rodzin臋 – wspomina.

Ma艂gorzata, kiedy jej mama zachorowa艂a, dopiero co sko艅czy艂a licencjat na filologii polskiej, zaczyna艂a studia magisterskie. Wysz艂a za m膮偶, znalaz艂a prac臋. Ale choroba zatrzyma艂a jej 偶ycie prywatne. Po艣wi臋ci艂a si臋 opiece nad mam膮.

By艂a dla mnie wszystkim. Moim sercem, przyjacielem, centrum wszech艣wiata. Kim艣, bez kogo 偶ycie po prostu nie by艂o dla mnie mo偶liwe. Zazwyczaj stara艂am si臋 by膰 silna, robi艂am dobr膮 min臋 do z艂ej gry. Nie pokazywa艂am M. jak bardzo jestem nieszcz臋艣liwa, jak bardzo si臋 boj臋 – pisze.

– Role w moim 偶yciu zmieni艂y si臋 zupe艂nie. Nagle by艂am odpowiedzialna za M., kt贸ra w moich oczach poniek膮d sta艂a si臋 dzieckiem. Bo przecie偶, drogie matki Polki, czy swojego dziecka si臋 nie ubiera, nie myje, nie g艂aska, nie pociesza, nie zmienia mu pieluch? I kocha艂am M. tak, jak mog艂abym kocha膰 swoje dziecko, gdybym tylko je mia艂a. Nie potrafi艂am przynale偶e膰 ju偶 do kogo艣 innego, a tym bardziej do samej siebie. Nie mog艂am by膰 ju偶 偶on膮, przyjaci贸艂k膮, siostr膮. Sta艂am si臋 chyba tylko c贸rk膮 – dodaje.

Umiera si臋 tydzie艅

27 czerwca 2014 roku jej mama po raz ostatni wysz艂a z domu „dla przyjemno艣ci”. By艂y to siedemnaste urodziny starszego syna jej c贸rki. W po艂owie sierpnia 2014 roku mi臋sak odkry艂 swoje najgorsze oblicze. Przerzuty by艂y ju偶 tak rozleg艂e, 偶e nie mo偶na by艂o nic zrobi膰.

– Odpadaj膮ce kawa艂ki cia艂a powodowa艂y, 偶e ka偶da zmiana opatrunku by艂a niezwykle stresuj膮ca. M. nie widzia艂a go ju偶 od dawna. Nie chcia艂a patrze膰 w lustro, czeka艂a tylko, a偶 jak najszybciej go zakryjemy. (鈥) Na zu偶ytych gazach wida膰 by艂o coraz wi臋cej krwi, czego艣 w rodzaju bia艂ka i kawa艂ki mi臋sa. Smr贸d by艂 okropny. Robili艣my wszystko, co zaleca艂 lekarz z hospicjum domowego. Srebro w teorii mia艂o 艂agodzi膰 nieprzyjemny zapach, nie by艂o jednak sposobu, aby go zniwelowa膰. Niewa偶ne, 偶e w艂a艣nie umy艂am M., za艂o偶y艂am czysty opatrunek i ubranie. Skur…yn (cenzura redakcji) rozk艂ada艂 si臋 i sprawia艂, 偶e M. po prostu 艣mierdzia艂a – opisuje Ma艂gorzata.

Nied艂ugo p贸藕niej stan jej mamy by艂 krytyczny. Z domu, kt贸ry od jakiego艣 czasu przypomina艂 hospicjum, trzeba by艂o zabra膰 j膮 na pogotowie.

– Nawet kiedy mia艂a na sobie podkoszulek, mo偶na by艂o zauwa偶y膰, 偶e jej klatka piersiowa nieco si臋 zmniejszy艂a, a jednocze艣nie jakby rozesz艂a. Guz nie by艂 ju偶 tak wysoki, ale za to szeroki. Po zdj臋ciu opatrunku okaza艂o si臋, 偶e sku…el po prostu si臋 rozla艂. Nagle zmiany obj臋艂y ca艂膮 klatk臋 piersiow膮 i przestrze艅 pod pach膮. 艢rodek by艂 ca艂kowicie zapadni臋ty. Wola艂abym nie pami臋ta膰 tego, co w贸wczas zobaczy艂am. Wola艂abym zamyka膰 oczy i widzie膰 dzisiaj co艣 innego. Widz臋 jednak 偶ebra, tak, ko艣ci. Widz臋 sku…syna, kt贸ry zjad艂 moj膮 M. 偶ywcem, bez znieczulenia, bez zawahania. Widz臋 potworn膮, 艣mierdz膮c膮 g贸r臋 mi臋sa, a mi臋dzy ni膮 ko艣ci – wspomina.

Gra偶yna nie wysz艂a ju偶 ze szpitala. Umar艂a tydzie艅 p贸藕niej. Z ka偶dym dniem mi臋sak wygl膮da艂 coraz gorzej. Wreszcie Ma艂gorzata razem z piel臋gniarkami zdecydowa艂a, 偶e nie pozwoli tacie patrze膰 ju偶 na cia艂o mamy. Nie chcia艂a, by tak膮 j膮 zapami臋ta艂.

Jej wspomnienie pokazuje, jak bardzo rak wyniszcza cz艂owieka. Bo jak przyznaje, nagle twoje cia艂o staje si臋 po偶ywk膮 dla choroby.

Tak wygl膮da艂a ostatnia noc jej mamy: Spostrzeg艂am, 偶e co艣 p艂ywa w moczu, jakby br膮zowe kawa艂ki. Pomy艣la艂am, 偶e pewnie dosz艂o do jakiego艣 zaka偶enia, bo przecie偶 w karcie wyra藕nie napisali, 偶e nerki s膮 niewydolne. Posz艂am wi臋c do piel臋gniarki. (鈥) Podesz艂a ze mn膮 do 艂贸偶ka, spojrza艂a na worek i po艂o偶y艂a swoj膮 r臋k臋 na moim ramieniu. Zacz臋艂a m贸wi膰 nie do ko艅ca zrozumia艂e dla mnie rzeczy, 偶e to prawdopodobnie kawa艂ki rozk艂adaj膮cej si臋 w膮troby lub innych narz膮d贸w. Je鈥 skur鈥. Zabierasz j膮, gdy jeszcze 偶yje, gdy jeszcze oddycha.

Wojownicy nie poddaj膮 si臋 szybko

Tej nocy Gosia trzyma艂a mam臋 ca艂y czas za r臋k臋. Co chwila zachodzi艂y zmiany w wygl膮dzie mamy. Najpierw zacz臋艂a si臋 poci膰, potem wsz臋dzie czu膰 by艂o zapach amoniaku. Chwil臋 p贸藕niej twarz mamy wygl膮da艂a, jakby kto艣 na艂o偶y艂 na ni膮 ton臋 kremu. Mia艂a ataki kaszlu. Po kt贸rym艣 Gosia zobaczy艂a w maseczce do oddychania „kawa艂ki przypominaj膮ce w膮tr贸bk臋 drobiow膮”, by艂y „br膮zowe i 艣mierdz膮ce”.

– Kiedy艣 przeczyta艂am, 偶e po 艣mierci cia艂a m贸zg 偶yje nawet do siedmiu minut. 呕e warto by膰 jeszcze wtedy z bliskimi, 偶e warto do nich m贸wi膰. Nie wiedzia艂am, czy to prawda, nie obchodzi艂o mnie to. Potok s艂贸w p艂yn膮艂 z moich ust. Obieca艂am M., 偶e b臋d臋 偶y艂a tak, 偶eby by艂a ze mnie dumna, 偶e spe艂ni臋 swoje marzenia, 偶e zaopiekuj臋 si臋 tat膮. Po oko艂o 10 minutach posz艂am do piel臋gniarki. Powiedzia艂am tylko: Moja mama umar艂a – wspomina Ma艂gorzata.

Pisanie mia艂o by膰 dla mnie form膮 terapii. Przelaniem na papier tego, co wydawa艂o jej si臋 niemo偶liwe do wypowiedzenia. Pr贸b膮 zrozumienia, a przede wszystkim pogodzenia si臋 z losem.

– Z perspektywy czasu uwa偶am, 偶e M. by艂a prawdziw膮 wojowniczk膮 i bohaterk膮.

Kilkadziesi膮t sesji chemioterapii, kilkana艣cie na艣wietla艅, skomplikowane operacje, strach o w艂asne 偶ycie, b贸l, cierpienie i smr贸d. Podziwiam ka偶dego, kto zmierzy艂 si臋 z t膮 okropn膮 chorob膮, bez wzgl臋du na to, czy j膮 wygra艂, czy nie. To prawdziwi bohaterowie swojego 偶ycia, rycerze w zbroi z w艂asnego cia艂a, id膮cy na krucjat臋 z nieznanym wrogiem – pisze.

365 dni w obiektywie LG/Samsunga

365 days a lens LG/Samsung

WikaKos czyta

Bardzo mi艂o Mi go艣ci膰 was na moim blogu馃槉馃槏. B臋d臋 tu dodawa艂a recenzje ksi膮偶ek馃摎 i opisywa膰 wra偶enia, kt贸re dotyczy艂y mi podczas ich czytania. Przeka偶e wam ich minusy 馃憥i plusy馃憤. Aby艣cie mogli zobaczy膰 jak wygl膮da ksi膮偶ka pokazywa膰 b臋d臋 ok艂adki i w postach umieszcz臋 fragmenty馃棬锔弅si膮偶ek. Nast臋pnym zadaniem mojego blog jest zach臋cenie ludzi (najlepiej m艂odzie偶y馃懃) do czytania ksi膮偶ek. Mam ju偶 wiele pomys艂贸w na posty z tym zwi膮zane. 馃Zapraszam na mojego blog WikaKosczyta! mam ju偶 umieszczone na nim kilka recenzji

Travel N Write

Travel, Poetry & Short Stories

Wrzosy

O tym co by艂o, co jest i czasem troch臋 marze艅

Szufladkowe poezyjki

Wiersze, poezja, skryte my艣li. Jestem s艂owem.

Ma艂a W艣ciek艂a Blondyna

Mam 21 lat, 156 cm wzrostu, blond k艂aki.. Jestem idealistk膮, st膮d mam wiele cz臋stych b贸l贸w dupy. Denerwuje mnie wiele, od zamkni臋tych g艂贸w przez dziwne og贸lnie przyj臋te zasady bytowania na naszej Planetce. St膮d Ma艂a W艣ciek艂a Blondyna. Pal臋 fajki, mam tatua偶e i blu藕ni臋, wi臋c je艣li Ci臋 to gorszy istnieje mo偶liwo艣膰, 偶e si臋 nie polubimy. Je艣li za艣 nie przeszkadza Ci to, masz ch臋膰 poczyta膰 wypociny m艂odej autystycznej duszyczki, zainteresowanej zagadnieniami z dziedzin motywacji, nauki, literatury ... ZAPRASZAM! Oczywi艣cie na blogu pojawiaj膮 si臋 r贸wnie偶 tematy beauty, czy mi艂e proste, przyjemne babskie pier*olenie! MI艁EJ LEKTURY!

w drodze

gazeta domowa.

Piotrek

Zdrada - tak to mo偶na okre艣li膰, chcia艂bym si臋 wygada膰 o swoich zdradach, uzale偶nieniu od kobiet, etc.

U st贸p Benbulbena

poczt贸wki z Irlandii

Roma Carlos

I'm not sure what I did last time

Wied藕mowisko

Dzie艅 po dniu

Program PIT 2020 pobierz

Programy do rozliczenia PIT

welcome to my blog

blogging, travel, advertising, christianity, google, life, blog,

ulotnechwile

Kiedy艣 malowa艂am p臋dzlem, teraz s艂owem, nigdy nie by艂am w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczu膰. Jednak dobry jest ka偶dy spos贸b 偶eby je z siebie wyrzuci膰. Zanim ci臋 udusz膮.

Blog Caffe

M贸j punkt widzenia / My point of view

Sport News

Blood Sport

Free gold bird

No one let you down, we can move the mounds/mount

My艣li (nie)banalne Joanny

czyli spostrze偶enia, refleksje, moje spojrzenie na 艣wiat.

Alek Skarga Poems

Poezja w s艂owach i obrazach

ZLEPEK KLEPEK ALBO BECZKA 艢MIECHU

BLOG TADEUSZA HAFTANIUKA

Ka艂u偶e i R贸偶e.

Szukam sensu w Krakowie

Wodospad Slow

Przemyslenia,wiersze,smutne,wesole./Wszelkie kopiowanie wierszy,tekstow bez mojej zgody zabronione.

Walcz zawsze do ko艅ca

Osobiste zapiski z mojego 偶ycia

呕ycie jest pi臋kne , u艣miech dodaje mu blasku :)

Rozwa偶 , jak trudno jest zmieni膰 siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmieni膰 innych. "(Wolter)

sasza4

Subskrybuj moj膮 tw贸rczo艣膰.

Zwi膮zek niesakramentalny

my bez 偶adnego trybu

mysz galaktyczna

nieporadnik prywatnej osoby o Irlandii, Polsce, wieczorach filmowych, ksi膮偶kach, ludziach, muzyce, zwierz臋tach i zmianie na lepsze.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O 偶yciu, podr贸偶ach i spe艂nianiu marze艅

wzzw.wordpress.com/

strona by艂ych dzia艂aczy 禄Wolnych Zwi膮zk贸w Zawodowych Wybrze偶a芦

alina-ala

... na sw膮 s艂abo艣膰 patrz膮c postaraj si臋 zrozumie膰 innych...

Sze艣膰dziesi膮t r贸wna si臋 dwadzie艣cia

Wiek nie ogranicza cz艂owieka w dzia艂aniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Maj膮c 8 lat narysowa艂am sw贸j pierwszy obraz. Po d艂ugiej przerwie zn贸w powr贸ci艂am do kartki i o艂贸wka. Ca艂y czas si臋 ucz臋 i d膮偶臋 do perfekcji

Niepe艂nosprawny 艢wiat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna g艂臋bia Oceanu, czasem zm膮cona przez wzburzone fale 呕ycia ...

偶ycie umys艂owe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych