Archiwa tagu: Polska

„Boli mnie Polska wisi mi krzyż” – autorka: Maria Peszek

Brzydzę się kłamstwem i hipokryzją, a także podwójnymi standardami i cierpię, kiedy ktoś mi próbuje wmówić, że białe jest czarne, a czarne jest białe.

Wymiotować mi się chce i miotam się jeśli ktoś jest w społeczeństwie, a gorzej w rządzie i stosuje wobec mnie praktyki pokrętne, kłamliwe, przeinaczone, a taki właśnie mamy obecny rząd!

Morawiecki mi imputuje, że jeśli nie kocham „Radyja Maryja”, to jestem zdrajcą, a ja mu wyjaśniam, że pierwsza pójdę w obronie Polski, kiedy te typy schowają swoje dupska i rodziny w Toruniu! Bestie!

Jestem Polką z dziada, pradziada i dla Polski urodziłam swoje dzieci, aby gdy się wykształcą będą pracowały dla Polski i tak też się dzieje.

Nigdy nie miałam zapędów, aby z Polski wiać, bo Ją kocham całym sercem i tu w Polsce chcę umrzeć, bo to jest moja ziemia – mój kraj.

Oboje z Mężem pracowaliśmy dla Polski i tutaj pobieramy emerytury wcale nie wysokie, ale jesteśmy szczęśliwi, że czasami możemy od czasu do czasu zwiedzić jakiś kawałeczek naszej Polski i robimy z tych miejsc zdjęcia.

Co jeszcze można zrobić dla Polski więcej jeśli nie opuszcza się żadnych wyborów, aby wybrać najlepszych, bo mi do głowy nic więcej nie przychodzi?

Polacy olali wybory w 2015 roku i zaledwie 18% Polaków dopuściło do władzy tych bydlaków, którzy rozkradają budżet i zadłużyli Polskę przez 3 lata „zaledwie” na horrendalną kwotę 6 bilionów!

W niedzielę ci bandyci zjawili się u Rydzyka i omodlili się i odśpiewali, bo mają w tym swój chytry plan, aby pozyskać elektorat Rydzyka, a ich jest bardzo dużo i to oni robią tej bandzie wynik!

Jestem ateistką i tylko jedyny kapłan na całym świecie do mnie trafia, bo jest to kapłan normalny, który powiedział:

Znalezione obrazy dla zapytania papież franciszek o ateistach

Papież Franciszek – cytaty

„Lepiej być ateistą niż katolikiem-hipokrytą. To skandaliczne, by mówić jedno, a robić drugie. To podwójne życie.”
– papież Franciszek

I tak ci faryzeusze z PiS-u mówią, co innego i postępują inaczej niż mówili!
Od niedzieli chodzę i myślę dlaczego ten bankier w okularkach odmawia mi patriotyzmu i tego, że nie kocham Polski, bo nie popieram Rydzyka i tej ferajny wyglądającej jak stado, bezwolnych baranów.
Na swoich wykrzywionych gębach niosą słowa – Bóg, Honor, Ojczyzna, ale to znaczy, że Boga mają po to aby się nachapać, honoru nie mają wcale, a Ojczyznę w dupie!
Kasa misiu, musi się przede wszystkim zgadzać!

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Reklamy

Wspólny obiad i wspomnienia!

Obraz może zawierać: dom, chmura, niebo, roślina i na zewnątrz

Zupełnie bez żadnej okazji pojechałam z Mężem do innej miejscowości na obiad.

Miejscowość oddalona od naszej o jakieś 20 kilometrów, a w niej ulubiony, ze smacznym jedzeniem „Big Bar”, w którym jedzą najczęściej kierowcy tirów, ale nie tylko.

Jedzenie jest iście domowe i dlatego lubimy kuchnię tego baru.

Obsługa bardzo miła i do tego nie czeka się na dania zbyt długo, a zamówiliśmy sobie zupę grzybową, a do tego placek cygański z warzywami.

Na stole stała świeczka i Mąż poprosił kelnerkę, aby dla nas ją zapaliła, a obserwowały nas dwie seniorki, które przyjechały na ciasto i kawę i obdarzyły nas przyjaznym uśmiechem, a mnie było strasznie miło.

Tak sobie myślę, że takie wyjazdy, tylko we dwoje są sprawdzianem dla nas, czy potrafimy wciąż ze sobą rozmawiać będąc 43 lata po ślubie.

Inaczej się zachowujemy we wspólnym zamieszkaniu, gdzie jest masę bieżących spraw do obgadania, a inaczej jest, kiedy jesteśmy na neutralnym gruncie i okazało się kolejny raz, że jest dobrze i wciąż mamy wspólne tematy do pogawędek.

Czekając na nasze zamówione dania zaczęliśmy wspominać nasze dzieciństwo i jak one nas ukształtowało?

To były lata 60-te, 70-te, kiedy to dorastaliśmy w Polsce siermiężnej, ponurej, szarej, a nasi rodzice robili wszystko, abyśmy wyszli na ludzi.

Mąż wspominał swoją Mamę, która latem przynosiła mu na plażę kanapki ze smalcem i posolony świeży ogórek oraz zsiadłe mleko.

Ja wspominałam swoje drzewo z innej plaży, pod którym czytałam książki, ale los tak chciał, że spotkaliśmy się, kiedy mój Mąż z rodzicami przeprowadził się do tej samej, blokowej klatki i tak się to wszystko potoczyło, że wciąż jesteśmy razem.

To były czasy, kiedy dzieci były podwórkowe z kluczem na szyi i żaden psycholog nie podpowiadał naszym rodzicom jak mają wychowywać swoje dzieci, a było to tak jak w tekście wklejonym z sieci – poniżej i także jak wyglądała Polska, kiedy my dzieci – wchodziliśmy w dorosłość i mieliśmy już swoje dzieci:

Zdjęcia pobrane z sieci ze strony facebookowej, które zatrzymały w kadrze moje życie w Polsce, kiedy Wałęsa wyrywał kraj spod buta Rosji.

Było smutno, ale byliśmy młodzi i pokonaliśmy transformację, o której ówcześni, młodzi nie mają zielonego pojęcia, ile nas kosztowało, aby przeżyć:

Ja, moi bracia i reszta naszej ulicy spędzaliśmy dzieciństwo na obrzeżach małego miasteczka—właściwie na wsi. Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny. Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominany z nostalgią nasze szalone lata 80.:
  • Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych w naszej okolicy budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy).
  • Nie chodziliśmy do przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.
  •  Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy.
  • Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, herbata ze spirytusem i pierzyna. Dzięki temu nigdy nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem.
  • Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
  • Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo—jak zwykle.
  • Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą do niej wracać.
  • Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.
  • Zimą ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy się trochę baliśmy. Dorośli nie wiedzieli do czego służą kaski i ochraniacze.
  • Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
  • Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy  pomocą dydaktyczną, a policja zajmowała się sprawami dorosłych.
  • Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.
  • W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać.
  • Pies łaził z nami—bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi.
  • Raz uwiązaliśmy psa na „sznurku od presy” i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze.
  • Mogliśmy dotykać innych zwierząt. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
  • Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie osikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył, po tej czynności, rąk.
  • Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić dzień dobry i nosić za nią zakupy.
  •  Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić dzień dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to dzień dobry wymusić.
  • Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.
  • Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo.
  • Do szkoły chodziliśmy półtorej kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.
  • Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.
  • Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.
  • Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
  • Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść.
  • Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.
  • Żuliśmy wszyscy jedną gumę, na zmianę, przez tydzień. Nikt się nie brzydził.
  • Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi. Nikt nie umarł.
  • Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.
  • Musieliśmy całować w policzek starą ciotkę na powitanie—bez beczenia i wycierania ust rękawem.
  • Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.
  • Nikt nas nie chronił przed złym światem. Idąc się bawić, musieliśmy sobie dawać radę sami.
  • Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.
  • Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy. Rodzice chętnie przyjmowali pomoc przypadkowych wychowawców.
Wszyscy przeżyliśmy, nikt  nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani.
My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas dobrze wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.
A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
Obraz może zawierać: 1 osoba, w budynku

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, jedzenie i w budynku

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą i w budynku

Obraz może zawierać: 2 osoby, na zewnątrz

Obraz może zawierać: 3 osoby, na zewnątrz

Obraz może zawierać: 1 osoba, na zewnątrz

Obraz może zawierać: 3 osoby, uśmiechnięci ludzie, ludzie stoją, dziecko i w budynku

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Obraz może zawierać: 1 osoba, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 2 osoby, na zewnątrz

Obraz może zawierać: ludzie stoją

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, śnieg i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 1 osoba, kapelusz, dziecko, na zewnątrz i zbliżenie

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, samochód i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, dziecko i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 3 osoby, ludzie stoją i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 17 osób, tłum i na zewnątrz

Obraz może zawierać: na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 6 osób, rower i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją i w budynku

Obraz może zawierać: 3 osoby, w budynku

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i w budynku

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 7 osób, ludzie stoją i w budynku

Obraz może zawierać: 1 osoba, motocykl i na zewnątrz

Miało być radośnie, a ja płaczę!

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, tekst i na zewnątrz

 

Moja Polsko kochana – składam Ci życzenia z okazji 100 – lecia Odzyskania Niepodległości, ale najpierw pogadajmy!

Kiedy się rodziłam – Tyś podnosiła się z pożogi wojennej.

Byłaś obtłuczona, zdruzgotana, brzydka i płacząca nad swoją, trudną historią, która obiła Ciebie i zrujnowała.

Rosłam mimo wszystko w Twoich granicach i ja się starzałam, a Tyś piękniała.

Uczyłam się Ciebie Polsko!

Uczyłam się o Twojej historii i uczyłam się podziwiać Twoje piękne pola, lasy,  rzeki, morze,  góry i polskie miasta oraz wioski.

Uczyłam się zarysu Twoich granic i uważam, że są piękne, bo prawie w kształcie serca, a nie jakiś tam włoski but.

Uczyłam się Ciebie Polsko i pokochałam to miejsce na Ziemi, uważając je za jedyne dla mnie.

Nigdy nie chciałam z Ciebie Polsko wyjechać, bo podobało mi się Twoje bohaterstwo i duma.

Pogoniłaś Polsko złe moce i w końcu wbiłaś się w swoje, nierozerwalne granice – stawałaś się piękną panną na wydaniu.

Ja się starzałam, a Ty piękniałaś z roku na rok –  stawałaś się jak młoda kobieta z wiankiem na głowie, plecionym z polnych kwiatów.

Twoje krajobrazy z wierzbą płaczącą, z żurawiami na polach i bocianami,  zawsze były inspiracją dla poetów i malarzy, bo jesteś piękna nawet wtedy, kiedy zasnuje Ciebie tajemnicza mgła.

Nagle zaczynały Ciebie Polsko przecinać cudowne autostrady, drogi, mosty, a miasta zaczynały błyszczeć blaskiem, kiedy słońce odbija się od dachów , gdy widzimy Ciebie Polsko z lotu ptaka.

Pokochałam Ciebie Polsko i w Tobie postanowiłam założyć Rodzinę i dla Ciebie wychować dobrze, swoje Dzieci, abyś była dumna z nowego pokolenia, które kiedyś będzie Twoją nadzieją.

Prawie mi się wszystko udało i ja się starzałam, a Tyś piękniała.

Byłam taka dumna, że masz Polsko tylu w swojej historii bohaterów narodowych i tylu mądrych, światłych ludzi, których z przyjemnością się słuchało w telewizji i w radio, aż tu nagle coś się z Tobą Polsko złego stało!

Z woli jakiegoś tam procenta wyborców,  wzięli Ciebie Polsko w łapy szubrawcy.

Ja się starzeję, a ty marniejesz,  jak kwiat, którego się nie podlewa.

Zbrunatniałaś, zbrzydłaś i wyglądasz jak kikut rośliny podczas suszy.

Płaczę nad Tobą Polsko!

„Czekam na wiatr, co rozgoni 
Ciemne skłębione zasłony 
Stanę wtedy na „RAZ!”
Ze słońcem twarzą w twarz”.

Olga Jackowska

 

Kapela z mojego miasta zrealizowała clip na 100 – lecie Odzyskania Niepodległości! Brawo, cudna produkcja!

 

Warszawa zapłonie krwawo – znowu!

Znalezione obrazy dla zapytania płonąca warszawa 11 listopada

Nie mieszkam w Warszawie, a na prowincji, ale gdybym była rodowitą, albo tylko słoikiem, to bym na ulicę nie wyszła, by świętować 100-lecie Odzyskania Niepodległości.

Po prostu bym się bała, aby nie dostać kostką brukową w łeb, bo to będzie się działo 11 listopada w Warszawie.

Oni, czyli ci wszyscy ONR-owcy po dzisiejszym zakazie marszu przez HGW skrzykują się w sieci i cała rzesza ich jedzie do Warszawy i grożą:

 

Polska PROWOKACJA! Hanna Gronkiewicz-Waltz zakazała organizacji Marszu Niepodległości! Przejdziemy nawet po głowach jej ubeckich urzędasów!

Czytaj więcej na: https://prawicowyinternet.pl/prowokacja-hanna-gronkiewicz-waltz-zakazala-organizacji-marszu-niepodleglosci-przejdziemy-nawet-po-glowach-jej-ubeckich-urzedasow/?fbclid=IwAR1mP6F5v6aTUqbCF__jKAhYq8dFgBGJt4Kbr0ArOiRSuImSmDVcnfeJgSc

Grożą, że przejdą ulicami Warszawy i nikt ich nie zatrzyma.

Będzie się działo i boję się, że w tym marszu poleje się krew, bo towarzystwo jest mocno nabuzowane i będą oczywiście wykrzykiwać te swoje hasła coś o Bogu, choć do Boga to oni są daleko. Chodzi o zadymę, którą popiera ta bandycka partia PiS.

Skrzyknęli się z innymi podobnymi w Europie i tamci szykują się na Warszawę, a więc może ich być nawet milion.

Tam gdzie w głowach budzi się ślepy patriotyzm, tam szykuje się wielkie niebezpieczeństwo i Warszawa zapłonie od tysięcy rac i tu  jest tylko krok od rozlewu krwi, a także zdemolowania miasta.

13 listopada przyjdzie nam zaśpiewać piosenkę z filmu „Zakazane piosenki – „Warszawo ma”, bo ją zdemolują mentalnie tak, jak to zrobili Niemcy w czasie II Wojny Światowej.

Nie jestem Warszawianką i powinnam mieć w tyle ten dzień, ale czuję się większą patriotką od tych, którzy mają na ustach fałszywe hasła i banery.

Jestem patriotką i bardzo mi zależy na normalnym, praworządnym kraju i dlatego 11 listopada wywieszę flagę, ale z czarną tasiemką, bo Polska umiera.

Ja wiem, że w ten jakże ważny dzień nie wielu ludzi to zrobi, ale ja mam moją Polskę w serduchu i może dożyję, że na nowo nastanie w niej normlaność i wszyscy Polacy staną się jedną rodziną, a faszyści będą siedzieć w więzieniach.

12 listopada na kolanie podpisano jako dzień wolny od pracy – na kolanie i ustawili pomnik na Placu Piłsudskiego – Lecha Kaczyńskiego,który jest niepodobny do nikogo, ale co się dziwić, że  czego się te gamonie nie dotkną, to wszystko spieprzą.

Ja to widzę tak:

I nie wiem, kto to jest
i nie wiem skąd go znam.
Na tym cokole jest
jesienny, śmieszny pan!

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi

Kocham moją Polskę i zawsze śpiewam sobie tak, wbrew temu jak obrzydza mi to PiS:

 

 

Polska odzyskała uśmiech!

„Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na „RAZ!”
Ze słońcem twarzą w twarz”.

Olga Jackowska – Kora

Od wczoraj cieszę się jak dziecko, które dostało w prezencie coś, co spełniło jego marzenia.

Od trzech lat, kiedy PiS doszedł do władzy byłam w politycznej depresji – dosłownie.

Nie mogłam znieść tych głosowań w sali kolumnowej, barierek na ulicach Warszawy i kordonów Policji wystawionej przeciwko godnym Polakom.

Nie mogłam znieść łamania polskiej Konstyucji, żarcia w Sejmie przez Pawłowicz i popychania innych posłów, oraz znieważania.

Nie mogłam znieść pogardy dla mnie i dla innych Polaków, którzy cenili sobie wolność i bycie w Unii Europejskiej.

Nie mogłam znieść marszów nazioli po warszawskich ulicach z podłymi hasłami obrażającymi nas Polaków, którzy są chronieni przez PiS.

Nie mogłam znieść arogancji i wyzywania mnie od komunistów i złodziei, gorszego sortu i mord zdradzieckich.

Nie mogłam znieść wycinki Puszczy Białowieskiej, zabijania leśnych zwierząt i konania koni w Stadninie w Janowie.

I tak bym mogła wymieniać i wymieniać, bo tych draństw jest tyle, że gdzie się nie wejdzie, to tam widać jak Polskę traktuje PiS.

Traktuje Polskę jak swój własny folwark i jak szmatę, którą płucze się we wiadrze, wykręca i na nowo szoruje się nią podłogę.

Nie mogę znieść tego w końcu, że PiS chce Polskę wyprowadzić z Unii Europejskiej i chce nasz kraj wykluczyć ze wszystkich struktur – dość!

Na Facebooku i na moim fan-page udzielałam ludziom porad, jak mają głosować, ale bez wskazania. Ludzi wciąż trzeba edukować jak mają głosować i ile krzyżyków trzeba postawić na każdej karcie.

Robiłam to dla dobra Polski, którą noszę w sercu, a byłam zła, że ludzie omamieni 500+ nie dostrzegają tego, że Polska idzie w niebyt na arenie europejskiej.

Prosiłam, aby Polacy ruszyli dupę i zaczęli decydować o swoich, małych Ojczyznach i robili tak też inni ludzie ze świata politycznego i artystycznego, oraz kulturalnego.

I zadziałało, bo Polacy do urn poszli i stał się cud, bo PiS dostał cięgi, gdyż utracił większe miasta i te mniejsze też!

Polska wczoraj odzyskała uśmiech i nadzieję, że PiS za dwa lata utraci swoją siłę, a w Polsce będzie jeszcze pięknie i normalnie po tym jak rozliczymy „Prezydenta” za łamanie Konstytucji, a inni staną w stan oskarżenia za demolkę w Polsce.

Od rana się cieszę, że w końcu coś drgnęło i Polacy zrozumieli, że wszystko jest w ich rękach, a nie tylko 500+ na koncie.

Zauważyłam, że szczury pisowskie zaryglowały swoje konta na Twitterze i usunęły z avatarów swoje facjaty! Niby wygrali, a jednak przegrali.

Mam radę dla opozycji, aby nie kopali leżącego, a wzięli się uczciwie do roboty, aby nie oddać sukcesu w następnych wyborach!

Na Nowogrodzkiej wielkie poruszenie i będzie ziemi trzęsienie, bo Kaczyński rozliczy swoich za błędy! 😀

Mojej kochanej Polsce dedykuję Walc skomponowany przez Anthoniego Hopkinsa, który nie jest tylko aktorem, ale i kompozytorem.

Jest tak piękny, że zasługuje na to, abym za każdym razem ryczała tak, jak płaczę nad Polską!

Obraz może zawierać: 1 osoba, garnitur

Będzie siedział!

I jeszcze taka wiadomość z kraju i ze świata, bo otóż:
„W raporcie Fundacji Bertelsmanna Polska znalazła się na 37. miejscu pod względem jakości demokracji. Miejsc było tylko 41 – gorzej wypadły Rumunia, Meksyk, Węgry i Turcja. Pokazujemy, na jakich informacjach oparli się badacze, według których w ostatnich 4 latach Polska demokracja spadła w rankingu aż o 29 miejsc:”
W naszym kraju jest wszystko nie tak i rządzi nami mafia, a ja mam nadzieję, że doczekam chwili, kiedy Adrian pójdzie siedzieć – nawet na kolanach, za łamanie Konstytucji!

KOCHANIUTKI DUDO, BĘDZIESZ SIEDZIAŁ!
ANDRZEJ RODAN bez żadnego trybu tako rzecze: Andrzej Duda, rezydent pałacu namiestnikowskiego, na pytanie Kamila Durczoka (Polsat), czy nie boi się, że będzie siedział – odpowiedział, że nie boi się, bo nie łamie konstytucji ani prawa. Kochaniutki Dudo, poniżej podaję ci nazwiska tych, którzy też tak uważali: Sarcozy – prezydent Francji siedzi w areszcie domowym. Mursi – prezydent Egiptu siedzi, dostał wyrok 20 lat. Temer – prezydent Brazylii przygotowuje się do odsiadki. Kuczyński – prezydent Peru czeka na proces. Saakaszwili – prezydent Gruzji ratował się ucieczką z kraju. Janukowycz – prezydent Ukrainy, ratował się przed linczem ucieczką do Rosji. Koczarian – prezydent Armenii, siedzi w areszcie śledczym i czeka na proces za… łamanie konstytucji. Correi – prezydent Ekwadoru, uciekł przed wydanym nakazem aresztu do Belgii.

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi

 

Flaga Unii, to nie jest szmata wg. polityki PiS

Oglądałam dzisiaj w TVN program dokumentalny „Superwizjer”, w którym przedstawiono nielegalne wydobywanie bursztynu w zachodniej Ukrainie.

Bursztynowe wojny na Ukrainie. „W sąsiedztwie Polski wyrasta groźna strefa bezprawia oraz ekologiczna pustynia”.
• Zachodnie obwody Ukrainy ogarnęła gorączka nielegalnego wydobycia bursztynu
• Skala procederu jest ogromna i powoduje poważne szkody ekologiczne.
• W wydobycie wmieszana jest nie tylko mafia, ale i lokalne władze, policja i oligarchowie.
• Nielegalny eksport bursztynu rodzi pytania o bezpieczeństwo granic UE, w tym Polski, do której przemyca się ogromne ilości tego kamienia.
Ludzie tam żyją w nędzy i mieszkają często w domach krytych słomą i nie mają często, co wsadzić do garnka.
Jest bieda i to skłania ludzi do takiego zarobkowania, aby utrzymać swoje rodziny.
Co to jest burszytyn, a więc:
„Według Anny Sado, redaktor naczelnej portalu Amber.com.pl, bursztyn jest skamieniałą żywicą, która liczy sobie ponad 40 milionów lat i już sam ten fakt sprawia, że jest wyjątkowy. Ekspertka dodaje, że jesteśmy przyzwyczajeni do piwnego odcienia tego ozdobnego kamienia, dlatego, że swego czasu panowała moda na bursztyn tak zwany „koniakowy”. Okazuje się jednak, że ma on szerokie spektrum kolorów. – Bursztyn ma mnóstwo odmian barwnych. Może być mleczny, żółty, zielonkawy, czy niebieskawy – wyjaśnia Sado”.
Na Ukrainie znajduje się największe skupisko tego, jakże pięknego kamienia, który wydobywa się w ogromnych ilościach, co przekłada się na miliony dolarów.
Polacy mają w tym procederze ogromny udział, bo dostarczają Ukraińcom specjalne pompy do wypłukiwania tego żywiczego kamienia i czerpią także ogromne zyski z przmytu.
Kupując więc pierścionek, korale, bransoletkę musimy mieć świadomość, że ten przedmiot pochodzi z ciężkiej pracy Ukraińcw, którzy narażają swoje życie, aby przeżyć.
Piszę o tym dlatego, że Polska gospodarczo stoi wyżej od biednej Ukrainy, bo przez ostatnie 30 lat – wypiękniała i zbliżyliśmy się do cywilizowanej Europy.
Ja wiem, że wielu Polaków jedzie za pracą do Europy i tam ciężko pracują, ale mają taką możliwość.
Jednak kiedy PiS wyprowadzi Polskę z Europy, to wielu ludzi znajdzie się w sytuacji Ukraińców i będą zdychali z głodu. Do tego dąży PiS, by Polaków upokorzyć i zabrać Polakom możliwość lepszego życia.
Dziś oglądałam także „Drugie śniadanie mistrzów” i w tym programie zaporoszony gość –  Zbigniew Preisner powiedział znamienną prawdę, że jadąc po ekstra autostradami, wybudowanymi z funduszów unijnych podziwia jak Polska rozkwitła.
Ja widzą to także, jadąc autostradą do Szczecina i podziwiam rozkwitające, piękne wioski, gdzie ludzie dbają o swoje domostwa, ogródki i jest we mnie duma.
Dziś wyszłam z domu na spacer, bo pogoda była cudna i zrobiłam rekonesans mojego miasta, oraz zrobiłam kilka jesiennych zdjęć!
Może jeszcze trzeba wiele naprawić, bo chodniki są dziurawe, ale i tak jestem dumna z mojego miasta, bo przez ostanie 30 lat moje miasto z szarości przemieniło się w kolorowe, zadbane miasto.
Mamy śliczną ścieżkę spacerową wokół jeziora, oraz dwa widokowe pomosty nad jeziorem, a to wszystko z funduszy unijnych, a teraz PiS chce mi zabrać te fundusze i wpędza Polskę w niebyt europejski!
Napiszcie co się u Was zmieniło w związku z funduszami z Unii!

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, buty i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, tabela, buty, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: niebo, roślina, drzewo, buty i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, niebo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, trawa, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: ludzie stoją, roślina, drzewo, niebo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, kwiat, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, trawa, na zewnątrz, woda i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, buty, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, tabela i na zewnątrz

 

Jestem zniesmaczona Adrianem!

Jeszcze się udaje wstać o poranku i nie zemrzeć we śnie, choć była by to komfortowa śmierć bez bólu i leżenia miesiącami w łóżku, obarczając sobą rodzinę.

Mam tak, że kiedy się obudzę, to mam jeden cel, bo jestem uzależniona od wiadomości z kraju i ze świata!

Włączam komputer, aby się zalogował, a w kuchni robię sobie pobudzającą kawę i tak jest od lat.

Ja wiem, że nie powinno się pić kawy na pusty żołądek, ale mam taki na nią apetyt, bo mnie skutecznie budzi.

Z kawą robię więc przegląd prasy i dopiero potem biorę się za inne czynności, czyli jest prysznic, śniadanie i małe sprzątanie, a potem lecę do chorej Mamy!

Czasami sobie myślę, że kiedy zaniemogę na tyle, że stracę władzę nad Internetem, to będę bardzo nieszczęśliwa, odcięta od wiadomości i ich komentowania.

Może się tak stać, bo nikt nie wie w starszym wieku, co odbierze mu choroba!

Jednak udaje się jeszcze logicznie mysleć i mieć swoje, własne zdanie na dany temat i mózg pozwala na samodzielne myślenie i wyciąganie wniosków!

To taki wstęp do starości, ale póki co – chyba jest ze mną jeszcze dość dobrze!

Kiedy Adrian jechał do USA na zaproszenie Donalda Trumpa, to rzekłam do Męża, że z tej wizyty wyjdą niezłe jaja i wyszły!

Pojechał zupełnie nie przygotowany i robił gafę za gafą i to wyszło kompletnie śmiesznie, czy raczej żałośnie!

Tak więc wracając do poranka z kawą, obejrzałam sobie zdjęcie, które zamieścił na Twitterze sam Prezydent Trump, na którym widzimy stojącego Adriana w Gabinecie Owalnym podpisującego pewne uzgodnienia!

Widok jest taki, że Adrian na stojąco ten dokument podpisuje, kiedy  Trump w najlepsze się rozsiadł w fotelu przy biurku!

Przejrzałam zdjęcia z Gabinetu Owalnego na Google Grafika i żaden z dygnitarzy nie podpisywał żadnych dokumentów w Gabinecie Owalnym, a tylko naszego Adriana upokorzono i Polskę też nie oddając żadnego szacunku.

Nawet wódz Korei Północnej dostał miejsce siedzące, a nasz Adrian dostał kopa w de… i Polska też, bo to był czas stracony dla Trumpa!

Ja nie mam Prezydenta, bo mam figlarnego, mimcznego faceta, który co rusz pogrąża ten urząd!

Ja miałam Prezydenta, a był to Aleksander Kwaśniewski, któremu wybaczam chorbę filipińską, bo każdy chłop napić się musi, ale takich cyrków nie wyprawiał jak ten człowiek z nadania PiS-u!

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie siedzą i w budynku

 

Polskie sądownictwo będzie sądzone!

Znalezione obrazy dla zapytania wyrok norymberski

Obejrzałam dzisiaj film w reżyserii Stanleya Kramera produkcji USA z 1961 roku pt. „Wyrok norynberski”.

Film zrealizowany jest w tonacji czarno białej i jest to arcydzieło, które wydobywa z gry aktorskiej każdy grymas, zmarszczkę aktora poprzez zbliżeniom kamery.

Naprawdę jest to wyjątkowy film, a mamy w nim do czynienia z przewrotną sytuacją, gdzie przed Międzynarodowym Trybunałem w Norynberdze postawieni w stan oskarżenia zostają sędziowie, członkowie wymiaru sprawiedliwości, ale oskarżenia nie dotyczą czasu wojny, lecz czasów ją poprzedzających, gdy partia nazistowska dochodziła do władzy.

W stan oskarżenia zostało postawionych czterech sędziów, którzy poprzez swoje wyroki na ludności, pomagali ewidentnie dojść Hitlerowi do władzy, a w konsekwencji eliminacji przez wyroki wielu, niewygodnych Niemców.

Procesy były zwykle pokazowe, aby stanowiły przestrogę dla Niemców, że wszelkie kontakty z Żydami skończą się karą śmierci przez powieszenie.

Wydawali wyroki na ludzi, którzy się im kojarzyli z niepełnosprawnością umysłową i ich kastrowano w szpitalach, powodując bezpłodność.

Sędziowie owi doskonale wiedzieli, co dzieje się w polityce i na polityczne zlecenia dokonywali zbrodnii na ludzkości.

Ten proces odbył się w 1946 roku i amerykański Trybunał wydał wyrok na tych sędziów, skazując ich na dożywocie, bo przyczynili się do tego, że powstały obozy zagłady, w których zginęło ponad 6 milionów istnień.

Oglądając ten film automatycznie sobie skojarzyłam sądownictwo w Polsce, które od prawie 3 lat jest podporządkowane partii rządzącej!

Co my mamy!?

Spisuje się ludzi demonstrujących w legalnych demonstracjach i spisuje się ludzi, którzy wieszają koszulki na pomnikach z napisem „Konstytucja”.

Wkraczają do domów o 6 rano i robią przeszukania, budząc resztę rodziny, celem zastraszenia społeczeństwa, by za bardzo się nie wychylało.

W Warszawie spisywani są ludzie z białymi różami i też stawiane są im zarzuty!

Ale to dopiero początek, bo zaczną się procesy polityczne na zlecienie Ziobry i będzie tak jak w Niemczech w latach budowania się faszyzmu!

Idą ciężkie czasy, bo zwykły Obywatel będzie politycznie sądzony, a wyroki będą partyjne.

Tak sobie pomyślałam, że ja tego nie dożyję, ale ten cały PiS kiedyś władzę straci, a wtedy ci sędziowie, prokuratorzy będą mieli proces nie norynberski, a czysto sprawiedliwy – polski! Pod krypnonimem ci, którzy przyczynili się do rozpadu demokracji w Polsce!

Zaraz będą wakacje – dinozaury powspominajmy!

Znalezione obrazy dla zapytania dziwnów koszary

Zbliżają się wakacje i w związku z tym włączają mi się moje wakacyjne wspomniena z dzieciństwa.

Nie miałam żadnej babci, ani dziadka, bo pomarli bardzo szybko i dlatego nie miałam możliwości, aby wakacje spędzić u dziadków, czy to w mieście, czy to na wsi – tak jak to miały taką okazję inne dzieci.

Nie piłam więc wiejskiego mleka i nie jadłam chleba upieczonego przez babcię.

Jestem o te wspomnienia uboga, bo nigdy nie poznałam swoich babć i dziadków.

Kiedy byłam mała, to Mama posyłała mnie na kolonie do Dziwnowa i  tam spędzałam 7 razy w ciągu trwania szkoły podstawowej czas wakacyjny.

Mama pracowała w wojskowości, a w Dziwnowie były organizowane kolonie dla dzieci w wojskowych koszarach.

Naprawdę nie pamiętam wiele z tego czasu, ale pamiętam, że wszędzie dzieci chodziły parami, a więc na posiłki, na apel i na plażę.

Dwa razy w tygodniu chodziliśmy z piosenką na ustach – panie sierżancie, czerwona róża, biały kwiat, do innych koszar czerwonych beretów, aby się wykapać pod prysznicem.

Pamiętam, że wiele godzin spędzaliśmy na piaszczystej plaży i smarowałam się kremem Nivea, bo kto by tam marzył o olejkach z filtrem.

Będąc tyle razy nad Morzem Bałtyk, to wtedy pokochałam nasze polskie morze i do dziś mam do Bałtyku ogromny sentyment i wolę morze, aniżeli góry.

Nie pamiętam jak długo trwały te kolonie, bo czy dwa tygodnie, a może trzy, gdyż pamięć ludzka jest zawodna, ale wspominam to bardzo dobrze i od czasu, do czasu powracam do tamtych wspomnień.

Na jednym z turnusów była dziewczynka, która śpiewała wprost fenomenalnie i tak po latach kojarzę sobie ten głos i wydaje mi się, że to była przyszła, zdolniona muzycznie – Krystyna Prońko, ale to tylko są moje takie przypuszczenia.

Proszę napiszcie jak spędzaliście wakacje w czasach PRL-u?

Kto ma ochotę, to niech przeczyta poniższy tekst – jakże prawdziwy – o czasach kiedy to żyliśmy w czasach socjalizmu!

 „Spakuj namiot ważący 20 kilogramów, wbij się do pociągu przez okno, a potem relaksuj w ośrodku na wieczorku zapoznawczym. Wyjedź na handel do bratniego kraju albo uprawiaj „działking”. Sposobów na majówkę, wypoczynek, było w PRL-u kilka. Wielu z nich pewnie byśmy dzisiaj nie przetrwali.

Weekend w ośrodku wczasowym, ognisko na działce, opalanie na trawie przy jeziorze, wycieczka krajoznawcza z PTTK, woda sodowa i wata cukrowa na festynie, zagraniczna wyprawa z Orbisem – sposobów spędzania „majówek” w PRL-u było wiele. Najśmieszniejsze jest to, że na takie „majówki” przed laty wyjeżdżało się przed albo po weekendzie majowym. 1 maja trzeba było przecież uczestniczyć w pochodzie, obowiązkowo.

Marzenia i realia

Wojtek (16 lat) marzył o wycieczce dookoła świata. Maja (17 lat) marzyła o tym, by „wyjechać do Włoch i grać w tenisa z dobrymi partnerami”. Staś (12 lat) chciał pojechać do Danii i obejrzeć Legoland, a Robert (13 lat) „zwiedzić różne kraje Europy jeżdżąc TIREM”. Takie wypoczynkowe marzenia nastolatków opublikowała w 1989 roku młodzieżowa gazeta Razem. Brutalnie też zestawiła je z rzeczywistością. Ramka o wiele mówiącym tytule „Realia” informuje, że m. in.:

Andrzej: w lipcu siedzę u cioci w Gdyni, a w sierpniu w domu.

Sylwia: tydzień nad brudnym polskim morzem, siedem tygodni w domu.

Maja: pierwszy tydzień w Gdańsku, później Mazury i może Węgry.

Wiola: będę pomagać w ogrodzie, ścinać trawę i pielić kwiatki.

Niewielu miało takie możliwości

To dobrze pokazuje jak z grubsza wyglądał czas wolny w dekadzie saturatora i ortalionu. Jeszcze smutniejsze jest badanie OBOP przytoczone przez Witolda Szabłowskiego i Izabelę Meyzę w ich książce „Nasz mały PRL”, w której opisują jak na kilka miesięcy „przenieśli się” kilka dekad wstecz, próbując żyć jak kiedyś. W 1976 roku zadano respondentom pytanie: czy w tym roku spędził pan(i) jakąś niedzielę (lub inny wolny dzień) w sposób szczególnie miły dla siebie? Odpowiedź „wyjazd za miasto” wybrało tylko 15 procent ankietowanych.

Chcesz wypocząć? Kombinuj!

Szybki wypad nad jezioro, na działkę, festyn albo wycieczka do jakiegoś miasta z zabytkami nie był prosty. Wypoczynek trzeba było dobrze zaplanować. Najpierw trzeba było wybrać miejsce, potem się spakować, jakoś dojechać, odpocząć i wrócić. Na wczasy kierował wtedy szczęśliwców Fundusz Wczasów Pracowniczych. Z kolei na przykład PGR-y organizowały m.in. wycieczki do stolicy i wizyty w Powszechnych Domach Towarowych. Słynną akcję przeprowadziła także Spółdzielnia Turystyczno-Wypoczynkowa Gromada. To „wczasy pod gruszą”, w ramach których mieszkańcy miast poznawali wiejskie życie.

Najprościej było jednak wyjechać na działkę do babci i dziadka, na której można było zrywać papierówki prosto z drzewa, a wieczorem rozpalić ognisko. Raczej nie bawiono się wtedy w grillowanie. Największy rozkwit „działking” przeżywał w latach 70. i 80., a ogródki działkowe skupione w działkowych aglomeracjach o ładnych nazwach typu Stokrotka albo Leśna Polana, miały też praktyczny wymiar. Warzywa i owoce z nich uzupełniany domowe zapasy. O działkach w „Dramacie w ogródkach działkowych” Barbara Kraftówna śpiewała m. in.: „Co niedziela działkowiczów barwny tłum/ Z parcianego węża wodą sięgniesz wszędzie/ W szumie drzewek ledwie słychać ciche: bul… bul… bul…”.

Można też było odwiedzić znajomych w innym mieście. Pamiętam jak z rodzicami jeździłem do ich znajomych do Gdańska. Cieszyłem się bardzo, bo mieli dwóch synów, mniej więcej w moim wieku, i mogliśmy wspólnie szaleć. Mówię nie o szaleństwie przed komputerem, one pojawiły się szerzej dopiero w drugiej połowie lat 80. Na początku tej dekady, tak jak w kilku poprzednich, czas spędzało się przede wszystkim na podwórku i tam szaleliśmy. Cały dzień kopaliśmy pod domem piłkę, graliśmy w gry wyniesione z domu (na przykład sprężynowe piłkarzyki), w karty. Bawiliśmy się też na huśtawce zrobionej z opon i na metalowej ślizgawce, na której przynajmniej raz do roku jakieś dziecko traciło fragment palca. Super było też jednak wyjechać za miasto.

Wakacje pod namiotem

Ja najczęściej jeździłem z rodzicami nad jeziora na Kaszubach. Do naszej Dacii mama pakowała kuchenkę polową, tata znosił namiot czteroosobowy z przedsionkiem (namiot ważył jakąś tonę), ja z bratem braliśmy materace dmuchane (nie było karimat), śpiwory. Do tego koniecznie radio tranzystorowe, jakąś latarkę, finkę, karty, no i całe wyposażenie kuchni, bo przecież mama gotowała nam posiłki w przedsionku namiotu. A czas spędzało się różnie, ale głównie wylegując się na plaży przy jeziorku i kąpiąc się w nim.

fot. archiwum prywatne autora

Warto jednak pamiętać, że jeszcze w latach 70. samochód wcale nie był powszechnym środkiem transportu dla Polaków. Zresztą władza niespecjalnie wypuszczała do obrotu nie tylko własne środki transportu. Niechętnie dawano też ludziom wolny czas. Przecież wolne soboty zaczęto wprowadzać dopiero w latach 70. Strajkujący w lecie 1980 roku polscy robotnicy zażądali m. in., aby każda sobota była wreszcie wolna.

A jak już był czas wolny, to często ludzie nie mieli czym pojechać za miasto, żeby z niego skorzystać. W latach 50. i jeszcze 60. stan transportu publicznego był katastrofalny. Zapewne także z tego powodu, według badań Ośrodka Badania Opinii Publicznej z przełomu lat 50 i 60 na „majówki” decydowało się jedynie 14 procent pytanych. Co prawda wycieczki (autokarowe) organizowały zakłady pracy, ale te polegały głównie na spożywaniu alkoholu i to w duuuużych ilościach.

Jajko w pociągu

Ale przejdźmy do weselszych historii. Żeby wyjechać i skorzystać z wolnego czasu najczęściej wybieraliśmy pociągi. Po zakupie biletów, jeszcze takich prostokątnych, kartonowych z dziurką w środku, trzeba było poczekać na swój pociąg. Pamiętam wielokrotne, nawet kilkugodzinne, oczekiwanie na opóźnione pociągi, który miały nas zabrać na „majówkę”. Kiedy już udało się zająć miejsca w przedziale (czasami tata wsadzał mnie przez okno, żebym szybciej je zajął) następowało spożywanie. Nie mówię o alkoholu, oczywiście też był grany, ani paleniu papierosów (co było dozwolone), ale własnym prowiancie.

I w drogę!

Nawet jak były wagony WARS to zasadniczo zapełniali je tylko palący amatorzy piwa. W przedziale, tuż po opuszczeniu pierwszej stacji, mama albo babcia wyjmowała termos z herbatą, kanapki, pomidory, no i obowiązkowo jajko na twardo zawinięte w folię. Do tego w małej folii była sól. Przy sympatycznych zapachach jedzenia i grach w karty, mastermind albo warcaby dojeżdżaliśmy do celu wakacji. Czasami jednak trwało to dłużej niż lot z Warszawy do Nowego Jorku dziś. Na przykład pociąg z Warszawy do Kołobrzegu jechał 14 godzin.

Na wypoczynek wolałem jednak jeździć samochodem. My mieliśmy to szczęście, że pakowaliśmy się do wspomnianej Dacii albo później do Poloneza, ale wielu moich kolegów musiało spakować się do malucha. Dla pięcioosobowej rodziny nie było to łatwe. Na drogę trzeba było również zabrać narzędzia, a wcześniej poznać wnętrze auta i nauczyć się prostych napraw. Nie było przecież czegoś takiego jak „assistance” w przypadku zepsucia się auta. A widok naprawianych na poboczach aut był równie normalny, jak widok kolejek po benzynę na stacjach CPN. Nie było również fotelików dziecięcych, dlatego często maluchy lądowały po prostu na kolanach starszych.

Kometka i rowery wodne

Kiedy już docieraliśmy do naszego ośrodka wczasowego zaczynała się zabawa. Najpierw postawienie namiotu, czyli koszmarne wbijanie śledzi i naciąganiem tego kilkudziesięciokilogramowego koszmaru o niepasującej do niego nazwie Ważka. Potem obowiązkowo ping-pong, kometka, pływanie na rowerach wodnych albo kajakach, grzybobranie i najważniejsze: wieczorki taneczne. Potem była już normalna codzienna, wieczorna zabawa przy dansingowych przebojach. Regularnie uczestniczyliśmy także w różnych zawodach organizowanych w ośrodku przez kaowców, czyli instruktorów kulturalno-oświatowych.

fot. archiwum prywatne autora

Część z wczasowiczów, jak ja z rodziną, gotowała sama posiłki przy namiocie, ale większość żywiła się w stołówce, wykupując trzy posiłki dziennie. Sami robiliśmy sobie również posiłki podczas tzw. obozów wędrownych, podczas których można było zdobyć różne odznaki PTTK albo podczas obozów harcerskich – dla tych, którzy lubili chodzić w mundurkach i zdobywać różne sprawności. Obóz harcerski marzenie pokazano w jednym z odcinków komiksowej serii o Kapitanie Żbiku. W „Wielorybie z peryskopem” wydanym po raz pierwszy w 1973 roku harcerze jadą na obóz na Mazury. Jadą eleganckim, nieprzepełnionym pociągiem. Wieczorami w obozie wesoło śpiewają przy ognisku, a w dzień chodzą na ryby, pływają łódkami. Inny zeszyt z cyklu, „Kryształowe okruchy” z 1970 roku, też pokazuje „wczasową” rzeczywistość. Mianowicie coś takiego jak biuro meldunkowe przy polu namiotowych, w którym meldowali się wczasowicze.

Jeszcze krótkie spojrzenie na inny kultowy komiks z tamtych lat, przygody Tytusa. Już w odcinkach drukowanych w Świecie Młodych w latach 60. Tytus wyruszał na „majówkę” i to, uwaga, wyjeżdżał przyczepą kempingową. To było wtedy marzenie: mieć własną przyczepę Niewiadów!

Nad morze czy czy za granicę?

Kiedy ośrodek wczasowy albo pole namiotowe mieściły się na wybrzeżu to oczywiście cały dzień spędzało się na plaży. Panie korzystały z koszy albo parasoli chroniących przed słońcem, panowie z piwka sprzedawanego przez cwaniaczków na plaży, a dzieciaki kupowały lody Bambino z drewnianych pojemników, które biedni sprzedawcy targali na plecach. Niestety te ośrodki często wyglądały koszmarnie, były to po prostu bloki z małymi pokojami. Były też ośrodki z domkami, ale tymi czasami były… wagony. I to w ośrodku dla kolejarzy. Tak było w Ustce. Ciekawe, że ci, którzy stawiali ten ośrodek pomyśleli, że kolejarze najchętniej wypoczną… w wagonach. Ciekawe również, że takie koszmarne ośrodki, sanatoria czy hotele lądowały na kartkach pocztowych.

Zasyłamy pozdrowienia!

Marzeniem były wyjazdy zagraniczne. Przede wszystkim do krajów demokracji ludowej. Popularne były wyjazdy do Turcji, Bułgarii czy Jugosławii. A po co się jeździło za granicę? Na przykład handlować. Sylwia Chutnik w swoim „Smutku cinkciarza” tak pisze o handlowych podróżach Polaków: „do Turcji jeździło się przede wszystkim po tanie ubrania. Do Rosji wyprawiało się po biżuterię, głównie złoto, do Niemiec po elektronikę. Do Czechosłowacji woziło się spirytus i dżinsy” – i jeszcze – „trzeba było mieć znajomości w Orbisie. Tam sprzedawali wycieczki, na które w sekundę było mnóstwo chętnych. Trzeba było więc wiedzieć, kiedy zwolni się miejsce i od razu się decydować na wyjazd”.

Ilość wyjazdów zagranicznych Polaków dramatycznie wzrosła w latach 70. Jak podaje Polityka w dodatku „Dekada Gierka”: „w 1965 roku za granicę wybrało się 780 tysięcy Polaków, w 1970 r. 870 tys., a w 1975 ponad 8 milionów”.

A wyjeżdżano głównie pociągami, często wagonami sypialnymi albo z miejscami do leżenia (kuszetkami). I były to bardzo wesołe pociągi, bo konduktor sprzedawał podróżnym piwo. Wagony pełne były też kontrabandy, bo Polacy jeździli nimi handlować. A jak wyglądała taka wycieczka? Mam program wycieczki do Jugosławii organizowanej w lipcu 1957 roku przez Orbis.

Jogo to było marzenie!

Przewodnik informuje, że bez opłat celnych można było wywieźć i wwieźć do kraju m. in. żywność i owoce o łącznej ilości do 10 kilogramów, jeden aparat fotograficzny z trzema rolkami błon oraz napoje alkoholowe do 2 litrów. Prawda, że mało. Dojazd też wyglądał koszmarnie. Wyjazd był pierwszego dnia wieczorem pociągiem z Warszawy, a przyjazd dopiero trzeciego dnia rano.

Po powrocie obowiązkowo cała rodzina i wielu znajomych odwiedzali wczasowiczów. Przecież przywozili prezenty i rzeczy na handel!

Kolonie i podwórko

Jak kogoś nie było stać albo (i) nie miał znajomości w Orbisie, to mógł wysłać dziecko  na kolonie międzynarodowe. W polskich ośrodkach wczasowych można było spotkać pionierów z Niemiec, Węgier a nawet Korei.

A ci, którzy nigdzie nie mogli wyjechać na wczasy, obozy czy majówki bawili się na podwórku. Nie dziwiły namioty rozstawione przy blokach, w których w biwakowanie bawiły się dzieci. Zawsze można było skorzystać również z porad nieocenionego Adama Słodowego i samemu zbudować indiański wigwam, namiot turystyczny, mebelki campingowe i dodatkowe wyposażenie namiotu: chłodziarkę, oświetlenie albo wiszący stolik. Wszystko zależało od nas, od naszej wyobraźni. A tej nam nie brakowało, szczególnie na podwórku. Jak zachciało się nam wody, to nie trzeba było jeździć nad morze czy jezioro. Wchodziliśmy do fontanny w ogródku jordanowskim albo jeździło się na baseny w mieście. W Gdyni był taki na Polance Redłowskiej, w Warszawie chodziło się m .in. na baseny Legii.

Często jednak naszą zabawę w majówkę kończyliśmy przeglądaniem atlasu geograficznego albo kręceniem globusem. Wyobrażaliśmy sobie, gdzie pojedziemy jak kiedyś będzie można tak po prostu wyjechać za granicę…

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!”

Wojciech Przylipiak

WOJCIECH PRZYLIPIAK

Dziennikarz, przede wszystkim muzyczny. Zbieracz zabawek, komiksów i innych przedmiotów z epoki Commodore i Składnic harcerskich. Wszystko trzyma w domu – nie jest łatwo. Prowadzi bloga Bufet PRL.
Sport News

Blood Sport

365 dni w obiektywie LG

365 days a lens LG

Free gold bird

No one let you down, we can move the mounds/mount

Wrzosy

O tym co było, co jest i czasem trochę marzeń

Zapiski Joanny

Myśli (nie) banalne - czyli moje spojrzenie na świat.

Alek Skarga Poems

Poezja w słowach i obrazach

ZLEPEK KLEPEK ALBO BECZKA ŚMIECHU

BLOG TADEUSZA HAFTANIUKA

Polka Polce

Życie przeplatane szczegółami

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie.

Walcz zawsze do końca

Osobiste zapiski z mojego życia

Życie jest piękne , uśmiech dodaje mu blasku :)

Rozważ , jak trudno jest zmienić siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmienić innych. "(Wolter)

Tatulowe opowieści

Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył

sasza4

Subskrybuj moją twórczość.

Związek niesakramentalny

my bez żadnego trybu

mysz galaktyczna

prywatny blog prywatnej osoby. välkommen.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O życiu, podróżach i spełnianiu marzeń

wzzw.wordpress.com/

strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

Burza-Tumblemind

~Myślodsiewnia~ Ten blog jest dla ludzi, którzy lubią zastanawiać się nad tym, co w dzisiejszym materialnym i sceptycznym świecie jest łatwo zapominane i odchodzi w cień. Sny, miłość, honor, wzajemny szacunek i ciekawość świata- o tym jest ten blog.

alina-ala

... na swą słabość patrząc postaraj się zrozumieć innych...

Sześćdziesiąt równa się dwadzieścia

Wiek nie ogranicza człowieka w działaniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Mając 8 lat narysowałam swój pierwszy obraz. Po długiej przerwie znów powróciłam do kartki i ołówka. Cały czas się uczę i dążę do perfekcji

Niepełnosprawny Świat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna głębia Oceanu, czasem zmącona przez wzburzone fale Życia ...

życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

paulainstyle.com

Blog lifestylowy

ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Zapisz.org

Poetów, pisarzy, eseistów i publicystów zainteresowanych publikacją na naszych łamach zapraszamy do przesyłania propozycji tekstów na adres magazynzapisz@gmail.com

#2latado30charyszka - 2 lata do 30 charyszka

Zbiór myśli mniej lub bardziej nieuporządkowanych. Składnica uczuć, pomników pamięci, ludzkich sylwetek. Światem, który migotliwie zachęca do uczestnictwa w nim i komentowania jego cudów i porażek.

HANIAKO

blog jak ciepły koc

Tata Szymona Blogujący

Codzienny pamiętnik Taty

Księga Myśli

Cytaty, cytaty w formie graficznej, myśli, sentencje, aforyzmy, książki, ciekawostki. Daj się zainspirować.

Blues napisał już wiele historii...

"Jeśli go nie znałeś to nie żałuj, nie..." Podróż po zakamarkach kobiecej duszy. Moje eseje, wiersze, luźne przemyślenia, czyli refleksyjne, poetycko-lekkofilozoficzne miejsce.

Myśli (nie)banalne Joanny

Moje spojrzenie na świat