Archiwa tagu: Polska

Polskie sądownictwo będzie sądzone!

Znalezione obrazy dla zapytania wyrok norymberski

Obejrzałam dzisiaj film w reżyserii Stanleya Kramera produkcji USA z 1961 roku pt. „Wyrok norynberski”.

Film zrealizowany jest w tonacji czarno białej i jest to arcydzieło, które wydobywa z gry aktorskiej każdy grymas, zmarszczkę aktora poprzez zbliżeniom kamery.

Naprawdę jest to wyjątkowy film, a mamy w nim do czynienia z przewrotną sytuacją, gdzie przed Międzynarodowym Trybunałem w Norynberdze postawieni w stan oskarżenia zostają sędziowie, członkowie wymiaru sprawiedliwości, ale oskarżenia nie dotyczą czasu wojny, lecz czasów ją poprzedzających, gdy partia nazistowska dochodziła do władzy.

W stan oskarżenia zostało postawionych czterech sędziów, którzy poprzez swoje wyroki na ludności, pomagali ewidentnie dojść Hitlerowi do władzy, a w konsekwencji eliminacji przez wyroki wielu, niewygodnych Niemców.

Procesy były zwykle pokazowe, aby stanowiły przestrogę dla Niemców, że wszelkie kontakty z Żydami skończą się karą śmierci przez powieszenie.

Wydawali wyroki na ludzi, którzy się im kojarzyli z niepełnosprawnością umysłową i ich kastrowano w szpitalach, powodując bezpłodność.

Sędziowie owi doskonale wiedzieli, co dzieje się w polityce i na polityczne zlecenia dokonywali zbrodnii na ludzkości.

Ten proces odbył się w 1946 roku i amerykański Trybunał wydał wyrok na tych sędziów, skazując ich na dożywocie, bo przyczynili się do tego, że powstały obozy zagłady, w których zginęło ponad 6 milionów istnień.

Oglądając ten film automatycznie sobie skojarzyłam sądownictwo w Polsce, które od prawie 3 lat jest podporządkowane partii rządzącej!

Co my mamy!?

Spisuje się ludzi demonstrujących w legalnych demonstracjach i spisuje się ludzi, którzy wieszają koszulki na pomnikach z napisem „Konstytucja”.

Wkraczają do domów o 6 rano i robią przeszukania, budząc resztę rodziny, celem zastraszenia społeczeństwa, by za bardzo się nie wychylało.

W Warszawie spisywani są ludzie z białymi różami i też stawiane są im zarzuty!

Ale to dopiero początek, bo zaczną się procesy polityczne na zlecienie Ziobry i będzie tak jak w Niemczech w latach budowania się faszyzmu!

Idą ciężkie czasy, bo zwykły Obywatel będzie politycznie sądzony, a wyroki będą partyjne.

Tak sobie pomyślałam, że ja tego nie dożyję, ale ten cały PiS kiedyś władzę straci, a wtedy ci sędziowie, prokuratorzy będą mieli proces nie norynberski, a czysto sprawiedliwy – polski! Pod krypnonimem ci, którzy przyczynili się do rozpadu demokracji w Polsce!

Reklamy

Zaraz będą wakacje – dinozaury powspominajmy!

Znalezione obrazy dla zapytania dziwnów koszary

Zbliżają się wakacje i w związku z tym włączają mi się moje wakacyjne wspomniena z dzieciństwa.

Nie miałam żadnej babci, ani dziadka, bo pomarli bardzo szybko i dlatego nie miałam możliwości, aby wakacje spędzić u dziadków, czy to w mieście, czy to na wsi – tak jak to miały taką okazję inne dzieci.

Nie piłam więc wiejskiego mleka i nie jadłam chleba upieczonego przez babcię.

Jestem o te wspomnienia uboga, bo nigdy nie poznałam swoich babć i dziadków.

Kiedy byłam mała, to Mama posyłała mnie na kolonie do Dziwnowa i  tam spędzałam 7 razy w ciągu trwania szkoły podstawowej czas wakacyjny.

Mama pracowała w wojskowości, a w Dziwnowie były organizowane kolonie dla dzieci w wojskowych koszarach.

Naprawdę nie pamiętam wiele z tego czasu, ale pamiętam, że wszędzie dzieci chodziły parami, a więc na posiłki, na apel i na plażę.

Dwa razy w tygodniu chodziliśmy z piosenką na ustach – panie sierżancie, czerwona róża, biały kwiat, do innych koszar czerwonych beretów, aby się wykapać pod prysznicem.

Pamiętam, że wiele godzin spędzaliśmy na piaszczystej plaży i smarowałam się kremem Nivea, bo kto by tam marzył o olejkach z filtrem.

Będąc tyle razy nad Morzem Bałtyk, to wtedy pokochałam nasze polskie morze i do dziś mam do Bałtyku ogromny sentyment i wolę morze, aniżeli góry.

Nie pamiętam jak długo trwały te kolonie, bo czy dwa tygodnie, a może trzy, gdyż pamięć ludzka jest zawodna, ale wspominam to bardzo dobrze i od czasu, do czasu powracam do tamtych wspomnień.

Na jednym z turnusów była dziewczynka, która śpiewała wprost fenomenalnie i tak po latach kojarzę sobie ten głos i wydaje mi się, że to była przyszła, zdolniona muzycznie – Krystyna Prońko, ale to tylko są moje takie przypuszczenia.

Proszę napiszcie jak spędzaliście wakacje w czasach PRL-u?

Kto ma ochotę, to niech przeczyta poniższy tekst – jakże prawdziwy – o czasach kiedy to żyliśmy w czasach socjalizmu!

 „Spakuj namiot ważący 20 kilogramów, wbij się do pociągu przez okno, a potem relaksuj w ośrodku na wieczorku zapoznawczym. Wyjedź na handel do bratniego kraju albo uprawiaj „działking”. Sposobów na majówkę, wypoczynek, było w PRL-u kilka. Wielu z nich pewnie byśmy dzisiaj nie przetrwali.

Weekend w ośrodku wczasowym, ognisko na działce, opalanie na trawie przy jeziorze, wycieczka krajoznawcza z PTTK, woda sodowa i wata cukrowa na festynie, zagraniczna wyprawa z Orbisem – sposobów spędzania „majówek” w PRL-u było wiele. Najśmieszniejsze jest to, że na takie „majówki” przed laty wyjeżdżało się przed albo po weekendzie majowym. 1 maja trzeba było przecież uczestniczyć w pochodzie, obowiązkowo.

Marzenia i realia

Wojtek (16 lat) marzył o wycieczce dookoła świata. Maja (17 lat) marzyła o tym, by „wyjechać do Włoch i grać w tenisa z dobrymi partnerami”. Staś (12 lat) chciał pojechać do Danii i obejrzeć Legoland, a Robert (13 lat) „zwiedzić różne kraje Europy jeżdżąc TIREM”. Takie wypoczynkowe marzenia nastolatków opublikowała w 1989 roku młodzieżowa gazeta Razem. Brutalnie też zestawiła je z rzeczywistością. Ramka o wiele mówiącym tytule „Realia” informuje, że m. in.:

Andrzej: w lipcu siedzę u cioci w Gdyni, a w sierpniu w domu.

Sylwia: tydzień nad brudnym polskim morzem, siedem tygodni w domu.

Maja: pierwszy tydzień w Gdańsku, później Mazury i może Węgry.

Wiola: będę pomagać w ogrodzie, ścinać trawę i pielić kwiatki.

Niewielu miało takie możliwości

To dobrze pokazuje jak z grubsza wyglądał czas wolny w dekadzie saturatora i ortalionu. Jeszcze smutniejsze jest badanie OBOP przytoczone przez Witolda Szabłowskiego i Izabelę Meyzę w ich książce „Nasz mały PRL”, w której opisują jak na kilka miesięcy „przenieśli się” kilka dekad wstecz, próbując żyć jak kiedyś. W 1976 roku zadano respondentom pytanie: czy w tym roku spędził pan(i) jakąś niedzielę (lub inny wolny dzień) w sposób szczególnie miły dla siebie? Odpowiedź „wyjazd za miasto” wybrało tylko 15 procent ankietowanych.

Chcesz wypocząć? Kombinuj!

Szybki wypad nad jezioro, na działkę, festyn albo wycieczka do jakiegoś miasta z zabytkami nie był prosty. Wypoczynek trzeba było dobrze zaplanować. Najpierw trzeba było wybrać miejsce, potem się spakować, jakoś dojechać, odpocząć i wrócić. Na wczasy kierował wtedy szczęśliwców Fundusz Wczasów Pracowniczych. Z kolei na przykład PGR-y organizowały m.in. wycieczki do stolicy i wizyty w Powszechnych Domach Towarowych. Słynną akcję przeprowadziła także Spółdzielnia Turystyczno-Wypoczynkowa Gromada. To „wczasy pod gruszą”, w ramach których mieszkańcy miast poznawali wiejskie życie.

Najprościej było jednak wyjechać na działkę do babci i dziadka, na której można było zrywać papierówki prosto z drzewa, a wieczorem rozpalić ognisko. Raczej nie bawiono się wtedy w grillowanie. Największy rozkwit „działking” przeżywał w latach 70. i 80., a ogródki działkowe skupione w działkowych aglomeracjach o ładnych nazwach typu Stokrotka albo Leśna Polana, miały też praktyczny wymiar. Warzywa i owoce z nich uzupełniany domowe zapasy. O działkach w „Dramacie w ogródkach działkowych” Barbara Kraftówna śpiewała m. in.: „Co niedziela działkowiczów barwny tłum/ Z parcianego węża wodą sięgniesz wszędzie/ W szumie drzewek ledwie słychać ciche: bul… bul… bul…”.

Można też było odwiedzić znajomych w innym mieście. Pamiętam jak z rodzicami jeździłem do ich znajomych do Gdańska. Cieszyłem się bardzo, bo mieli dwóch synów, mniej więcej w moim wieku, i mogliśmy wspólnie szaleć. Mówię nie o szaleństwie przed komputerem, one pojawiły się szerzej dopiero w drugiej połowie lat 80. Na początku tej dekady, tak jak w kilku poprzednich, czas spędzało się przede wszystkim na podwórku i tam szaleliśmy. Cały dzień kopaliśmy pod domem piłkę, graliśmy w gry wyniesione z domu (na przykład sprężynowe piłkarzyki), w karty. Bawiliśmy się też na huśtawce zrobionej z opon i na metalowej ślizgawce, na której przynajmniej raz do roku jakieś dziecko traciło fragment palca. Super było też jednak wyjechać za miasto.

Wakacje pod namiotem

Ja najczęściej jeździłem z rodzicami nad jeziora na Kaszubach. Do naszej Dacii mama pakowała kuchenkę polową, tata znosił namiot czteroosobowy z przedsionkiem (namiot ważył jakąś tonę), ja z bratem braliśmy materace dmuchane (nie było karimat), śpiwory. Do tego koniecznie radio tranzystorowe, jakąś latarkę, finkę, karty, no i całe wyposażenie kuchni, bo przecież mama gotowała nam posiłki w przedsionku namiotu. A czas spędzało się różnie, ale głównie wylegując się na plaży przy jeziorku i kąpiąc się w nim.

fot. archiwum prywatne autora

Warto jednak pamiętać, że jeszcze w latach 70. samochód wcale nie był powszechnym środkiem transportu dla Polaków. Zresztą władza niespecjalnie wypuszczała do obrotu nie tylko własne środki transportu. Niechętnie dawano też ludziom wolny czas. Przecież wolne soboty zaczęto wprowadzać dopiero w latach 70. Strajkujący w lecie 1980 roku polscy robotnicy zażądali m. in., aby każda sobota była wreszcie wolna.

A jak już był czas wolny, to często ludzie nie mieli czym pojechać za miasto, żeby z niego skorzystać. W latach 50. i jeszcze 60. stan transportu publicznego był katastrofalny. Zapewne także z tego powodu, według badań Ośrodka Badania Opinii Publicznej z przełomu lat 50 i 60 na „majówki” decydowało się jedynie 14 procent pytanych. Co prawda wycieczki (autokarowe) organizowały zakłady pracy, ale te polegały głównie na spożywaniu alkoholu i to w duuuużych ilościach.

Jajko w pociągu

Ale przejdźmy do weselszych historii. Żeby wyjechać i skorzystać z wolnego czasu najczęściej wybieraliśmy pociągi. Po zakupie biletów, jeszcze takich prostokątnych, kartonowych z dziurką w środku, trzeba było poczekać na swój pociąg. Pamiętam wielokrotne, nawet kilkugodzinne, oczekiwanie na opóźnione pociągi, który miały nas zabrać na „majówkę”. Kiedy już udało się zająć miejsca w przedziale (czasami tata wsadzał mnie przez okno, żebym szybciej je zajął) następowało spożywanie. Nie mówię o alkoholu, oczywiście też był grany, ani paleniu papierosów (co było dozwolone), ale własnym prowiancie.

I w drogę!

Nawet jak były wagony WARS to zasadniczo zapełniali je tylko palący amatorzy piwa. W przedziale, tuż po opuszczeniu pierwszej stacji, mama albo babcia wyjmowała termos z herbatą, kanapki, pomidory, no i obowiązkowo jajko na twardo zawinięte w folię. Do tego w małej folii była sól. Przy sympatycznych zapachach jedzenia i grach w karty, mastermind albo warcaby dojeżdżaliśmy do celu wakacji. Czasami jednak trwało to dłużej niż lot z Warszawy do Nowego Jorku dziś. Na przykład pociąg z Warszawy do Kołobrzegu jechał 14 godzin.

Na wypoczynek wolałem jednak jeździć samochodem. My mieliśmy to szczęście, że pakowaliśmy się do wspomnianej Dacii albo później do Poloneza, ale wielu moich kolegów musiało spakować się do malucha. Dla pięcioosobowej rodziny nie było to łatwe. Na drogę trzeba było również zabrać narzędzia, a wcześniej poznać wnętrze auta i nauczyć się prostych napraw. Nie było przecież czegoś takiego jak „assistance” w przypadku zepsucia się auta. A widok naprawianych na poboczach aut był równie normalny, jak widok kolejek po benzynę na stacjach CPN. Nie było również fotelików dziecięcych, dlatego często maluchy lądowały po prostu na kolanach starszych.

Kometka i rowery wodne

Kiedy już docieraliśmy do naszego ośrodka wczasowego zaczynała się zabawa. Najpierw postawienie namiotu, czyli koszmarne wbijanie śledzi i naciąganiem tego kilkudziesięciokilogramowego koszmaru o niepasującej do niego nazwie Ważka. Potem obowiązkowo ping-pong, kometka, pływanie na rowerach wodnych albo kajakach, grzybobranie i najważniejsze: wieczorki taneczne. Potem była już normalna codzienna, wieczorna zabawa przy dansingowych przebojach. Regularnie uczestniczyliśmy także w różnych zawodach organizowanych w ośrodku przez kaowców, czyli instruktorów kulturalno-oświatowych.

fot. archiwum prywatne autora

Część z wczasowiczów, jak ja z rodziną, gotowała sama posiłki przy namiocie, ale większość żywiła się w stołówce, wykupując trzy posiłki dziennie. Sami robiliśmy sobie również posiłki podczas tzw. obozów wędrownych, podczas których można było zdobyć różne odznaki PTTK albo podczas obozów harcerskich – dla tych, którzy lubili chodzić w mundurkach i zdobywać różne sprawności. Obóz harcerski marzenie pokazano w jednym z odcinków komiksowej serii o Kapitanie Żbiku. W „Wielorybie z peryskopem” wydanym po raz pierwszy w 1973 roku harcerze jadą na obóz na Mazury. Jadą eleganckim, nieprzepełnionym pociągiem. Wieczorami w obozie wesoło śpiewają przy ognisku, a w dzień chodzą na ryby, pływają łódkami. Inny zeszyt z cyklu, „Kryształowe okruchy” z 1970 roku, też pokazuje „wczasową” rzeczywistość. Mianowicie coś takiego jak biuro meldunkowe przy polu namiotowych, w którym meldowali się wczasowicze.

Jeszcze krótkie spojrzenie na inny kultowy komiks z tamtych lat, przygody Tytusa. Już w odcinkach drukowanych w Świecie Młodych w latach 60. Tytus wyruszał na „majówkę” i to, uwaga, wyjeżdżał przyczepą kempingową. To było wtedy marzenie: mieć własną przyczepę Niewiadów!

Nad morze czy czy za granicę?

Kiedy ośrodek wczasowy albo pole namiotowe mieściły się na wybrzeżu to oczywiście cały dzień spędzało się na plaży. Panie korzystały z koszy albo parasoli chroniących przed słońcem, panowie z piwka sprzedawanego przez cwaniaczków na plaży, a dzieciaki kupowały lody Bambino z drewnianych pojemników, które biedni sprzedawcy targali na plecach. Niestety te ośrodki często wyglądały koszmarnie, były to po prostu bloki z małymi pokojami. Były też ośrodki z domkami, ale tymi czasami były… wagony. I to w ośrodku dla kolejarzy. Tak było w Ustce. Ciekawe, że ci, którzy stawiali ten ośrodek pomyśleli, że kolejarze najchętniej wypoczną… w wagonach. Ciekawe również, że takie koszmarne ośrodki, sanatoria czy hotele lądowały na kartkach pocztowych.

Zasyłamy pozdrowienia!

Marzeniem były wyjazdy zagraniczne. Przede wszystkim do krajów demokracji ludowej. Popularne były wyjazdy do Turcji, Bułgarii czy Jugosławii. A po co się jeździło za granicę? Na przykład handlować. Sylwia Chutnik w swoim „Smutku cinkciarza” tak pisze o handlowych podróżach Polaków: „do Turcji jeździło się przede wszystkim po tanie ubrania. Do Rosji wyprawiało się po biżuterię, głównie złoto, do Niemiec po elektronikę. Do Czechosłowacji woziło się spirytus i dżinsy” – i jeszcze – „trzeba było mieć znajomości w Orbisie. Tam sprzedawali wycieczki, na które w sekundę było mnóstwo chętnych. Trzeba było więc wiedzieć, kiedy zwolni się miejsce i od razu się decydować na wyjazd”.

Ilość wyjazdów zagranicznych Polaków dramatycznie wzrosła w latach 70. Jak podaje Polityka w dodatku „Dekada Gierka”: „w 1965 roku za granicę wybrało się 780 tysięcy Polaków, w 1970 r. 870 tys., a w 1975 ponad 8 milionów”.

A wyjeżdżano głównie pociągami, często wagonami sypialnymi albo z miejscami do leżenia (kuszetkami). I były to bardzo wesołe pociągi, bo konduktor sprzedawał podróżnym piwo. Wagony pełne były też kontrabandy, bo Polacy jeździli nimi handlować. A jak wyglądała taka wycieczka? Mam program wycieczki do Jugosławii organizowanej w lipcu 1957 roku przez Orbis.

Jogo to było marzenie!

Przewodnik informuje, że bez opłat celnych można było wywieźć i wwieźć do kraju m. in. żywność i owoce o łącznej ilości do 10 kilogramów, jeden aparat fotograficzny z trzema rolkami błon oraz napoje alkoholowe do 2 litrów. Prawda, że mało. Dojazd też wyglądał koszmarnie. Wyjazd był pierwszego dnia wieczorem pociągiem z Warszawy, a przyjazd dopiero trzeciego dnia rano.

Po powrocie obowiązkowo cała rodzina i wielu znajomych odwiedzali wczasowiczów. Przecież przywozili prezenty i rzeczy na handel!

Kolonie i podwórko

Jak kogoś nie było stać albo (i) nie miał znajomości w Orbisie, to mógł wysłać dziecko  na kolonie międzynarodowe. W polskich ośrodkach wczasowych można było spotkać pionierów z Niemiec, Węgier a nawet Korei.

A ci, którzy nigdzie nie mogli wyjechać na wczasy, obozy czy majówki bawili się na podwórku. Nie dziwiły namioty rozstawione przy blokach, w których w biwakowanie bawiły się dzieci. Zawsze można było skorzystać również z porad nieocenionego Adama Słodowego i samemu zbudować indiański wigwam, namiot turystyczny, mebelki campingowe i dodatkowe wyposażenie namiotu: chłodziarkę, oświetlenie albo wiszący stolik. Wszystko zależało od nas, od naszej wyobraźni. A tej nam nie brakowało, szczególnie na podwórku. Jak zachciało się nam wody, to nie trzeba było jeździć nad morze czy jezioro. Wchodziliśmy do fontanny w ogródku jordanowskim albo jeździło się na baseny w mieście. W Gdyni był taki na Polance Redłowskiej, w Warszawie chodziło się m .in. na baseny Legii.

Często jednak naszą zabawę w majówkę kończyliśmy przeglądaniem atlasu geograficznego albo kręceniem globusem. Wyobrażaliśmy sobie, gdzie pojedziemy jak kiedyś będzie można tak po prostu wyjechać za granicę…

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!”

Wojciech Przylipiak

WOJCIECH PRZYLIPIAK

Dziennikarz, przede wszystkim muzyczny. Zbieracz zabawek, komiksów i innych przedmiotów z epoki Commodore i Składnic harcerskich. Wszystko trzyma w domu – nie jest łatwo. Prowadzi bloga Bufet PRL.

Polska jak wrzód na mapie Europy!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Pamiętam jak z rozdziawioną buzią – dwa lata temu,  słuchałam w kampanii prezydenckiej, a potem walki PiS o władzę – pięknych słów i obiecanek złożonych – jak to będzie dobrze w Polsce, kiedy oni dojdą do władzy.

Kurcze o mało się nie dałam nabrać, bo to było takie wzniosłe i ambitne, że ja sceptyczka o mało nie uwierzyłam.

To były piękne dni – takie zakrojone na szybki dobrobyt w Polsce, bo obiecywali, że nastanie szybka poprawa  i na początek dali „ludziskom” 500+ i tak zatkali im gęby.

Dali te 500+, a potem sami na tych stołkach zaczęli się urządzać.

Oto mamy efekty, że kroją publiczne pieniądze, aby żyć komfortowo i aby przyspawać się do stołków i urządzać w dobrobycie swoje rodziny i znajomych, a miało tego nie być! Prawda?

Przeżyjmy to jeszcze raz, jak to Beata darła się z mównicy sejmowej, że wystarczy nie kraść!

Nie chce mi się wymieniać tego, co zepsuli w zaledwie dwa lata, a zepsuli wszystko, co było cenne dla Polski – kraju przyjętego do Unii Europejskiej.

Nagle zaczęto od Polski się odwracać i traktują nas jak zakałę Europy – kraj niebezpieczny.

Oni tego nie widzą, bo zajęci są tym, by się nachapać, aż do porzyganienia i mają nas głęboko w de…

Ja się tylko spytam niewinnie – ile kilometrów dróg oni wybudowali, gdyż nigdzie nie mogę się doczytać.

Nepotyzm pełną gębą przedstawiam na podstawie byłego Ministra Szyszki, który zatrudnił w swoim resorcie 40 osób ze swojej rodziny i swoich znajomych.

Myślę, że w innych resortach jest tak samo, a miało być inaczej!

Jak się czujecie Polacy, którzy na nich głosujecie i słupki im rosną zaraz do 90%! 😀

Wierzę, że karma wraca, ale jeszcze trochę musimy na to poczekać.

Kiedy Ameryka wycofa z Polski swoje wojska, to będzie ich koniec!

 

 

LISTA Szyszki. Minister dał pracę prawie 40-stu krewnym i znajomym. NAZWISKA.

Jan Szyszko został odwołany ze stanowiska ministra środowiska. W czasie ponad dwuletniej kandencji szefa resortu środowiska zasłynął przede wszystkim walką z kornikiem drukarzem atakującym Puszczę Białowieską, polegającej na wycince drzew. W wielu sondażach Szyszko był wskazywany jako minister do wymiany. W końcu tak się stało, a jego miejsce zajął Henryk Kowalczyk. Jak podaje oko.press.pl, w czasie kierowania ministerstwem Szyszko zatrudnił dziesiątki krewnych i znajomych. Oto nazwiska z „Listy Szyszki”.

Minister Jan Szyszko zostanie zapamiętany jako ten, który walczył z kornikiem i nie chciał postępować zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej w sprawie wycinki w Puszczy Białowieskiej. Slynna była też sprawa córki leśniczego, która stała się hitem. Dzień po dymisji Jana Szyszki, portal oko.press.pl opublikował pełną listę nazwisk osób, które były zatrudnione w Ministerstwie Środowiska i podległych mu instytucjach w czasach ministra Szyszki, a są z nim spokrewnione lub są jego znajomymi. „Lista Szyszki” jest imponująca, bo znalazło się na niej prawie 40 nazwisk.

„LUDZIE SZYSZKI W RESORCIE ŚRODOWISKA I PODLEGŁYCH MU INSTYTUCJACH” – czytamy na stronie oko.press.pl. Wśród osób, które znalazły się na liście Szyszki, są: z rodziny – córka Katarzyna Szyszko-Podgórska, córka Patrycja Szyszko, bratanek Piotr Szyszko, zięć Karol Podgórski, ze współpracowników: Lucjan Bednarz, Magdalena Bodzenta (wcześniej Jaźwiecka), Sebastian Bodzenta – mąż Magdaleny Bodzenty, Andrzej Borowiec, Zofia Chrempińska, Andrzej Deres, ks. Tomasz Duszkiewicz, Izabela Dymitryszyn, Anna Jakubowska, Agata Jojczyk, Leszek Karski, Kazimierz Kujda, Adam Kwiatkowski, Stanisław Majdański, Andrzej Matysiak, Sławomir Mazurek, Krzysztof Melka, Artur Michalski, Mateusz Mroz, Paweł Mucha, Beata Nowosielska, Adam Płaksej, Marek Ryszka, Paweł Sałek, Axel Schwerk, Marek Szary, Joanna Szczepańska, Andrzej Szweda- Lewandowski, Kazimierz Tobolski, Konrad Tomaszewski, Stefan Traczyk, Michał Wiśniewski, Witold Zakościelny, Tomasz Zygmont, Tadeusz Żarski. Osoby wymienione na liście  pracowały m.in. na stanowiskach dyrektorskich, czy jako doradcy.

Sprawdź: Rekonstrukcja rządu. Byli ministrowie wezmą nawet po 42 000 zł odprawy

http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/lista-szyszki-minister-dal-prace-40-krewnym-i-znajomym-nazwiska_1035429.html

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Wraca do Polski faszyzm!

Znalezione obrazy dla zapytania duma i nowoczesność

Znam wirtualnie kobietę, której udało się przeżyć Oświęcim.

Kiedy przychodzi kolejna rocznica wyzwolenia obozu, to ona przypomina swoją historię i pisze – nigdy więcej!

Kobieta ta opuściła Polskę jakieś 30 lat temu i osiadła w ciepłym kraju.

Stamtąd komunikuje się z użytkownikami pewnego forum i gorąco dyskutuje na temat polskiej polityki.

Krytykuje ostro poprzednie rządy jak to był socjalizm, a potem rządy Platformy Obywatelskiej.

Uważa, że nic lepszego Polsce nie mogło się przydarzyć, jak dojście do władzy Prawa i Sprawiedliwości.

Upaja się tym wszystkim, co ta partia robi dla Polski i wierzy, że za rządów PiS czeka Polskę tylko sama dobroć i dostatek, oraz prawdziwa demokracja.

Tymczasem od dwóch lat śmiało w Polsce powstają ruchy faszystowskie, które za przyzwoleniem PiS-u wychodzą ze sfasykami na ulicę z okrzykiem – „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.

PiS te hasła akceptuje i taki np. poseł Tarczyński uważa, że: „”Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” skandowane podczas marszu ONR w rocznicę Powstania Warszawskiego to piękne hasło, które zostało zapisane w historii Polski przez organizacje walczące z sowiecką zarazą.

Dzisiaj w telewizji – w programie „Superwizjer” pokazano jak i gdzie swobodnie czują się ruchy pod hasłem „Duma i niepodległość” w skład, której należą neofaszyści popierający retorykę Hitlera i w 128 rocznicę urodzin tego zbrodniarza założyli hitlerowskie mundury i hajlowali jak niegdyś Niemcy faszystowskie.

Tak, tak te grupy mają się dobrze w Polsce i od dwóch lat nikt im nie stawia zarzutów, a prokuratura oddala wszelkie zaskarżenia i oni czują się w Polsce nietykalni.

W parlamencie toczy się dyskusja nad powszechnym dostępem do broni i istnieje duże prawdopodobieństwo, że te grupy dostaną broń i będą mogli strzelać do Polaków jak do kaczek – za przyzwoleniem Kaczyńskiego, Błaszczaka, Brudzińskiego.

Kto mi powie jak się czują ci ludzie, którym udało się przeżyć Oświęcim, a jest ich już niewiele.

Może tej pani z ciepłego kraju trzeba przesłać link do programu „Superwizjera”, aby otworzyły się jej oczy na to – kogo popiera, bo popiera faszyzm w Polsce za przyzwoleniem jej ukochanej partii!

Mnie to przeraża, bo nie takiej Polski pragnę dla moich Dzieci i Wnuków!

 

 

PiS niczym mnie nie przekupi!

 

Mamy miesiąc grudzień i dziś przypadła 36 rocznica ogłoszenia Stanu Wojennego.

To był straszny czas, którego młodzi ludzie oczywiście nie pamiętają!

Byłam młodą kobietą z dwójką Dzieci, a Męża powołano i nie wiadomo gdzie przebywał.

Tamten grudzień był mroźny, a po ulicach chodzili żołnierze uzbrojeni i pojawiły się wojskowe wozy bojowe.

Wszyscy byli zmobilizowani, a w domach zostały takie, właśnie kobiety jak ja.

Pamiętam swoje przerażenie i niepokój o to, co będzie dalej.

Bieda z nędzą – kartki na artykuły pierwszej potrzeby i ogromne kolejki po wszystko.

Jednocześnie strach w oczach jak to wszystko dalej się potoczy.

Przeżyliśmy i dziś wiele obrazów z tamtych dni się zamazały, ale wiele też zostało i do dziś pamiętam jak przechodziliśmy transformację i wkraczaliśmy do Państwa demokratycznego.

Przez ostatnie 27 lat, za rządów PO – Polska przepięknie rozkwitła.

Zmieniły się miasta i wioski, ale także przybyło wiele, wspaniałych autostrad i naprawdę widać było ten niesłychany rozkwit Polski.

Niestety, ale dwa lata temu Polacy zaprzedali się 500+ i władzę przejęło PiS.

Jest 2017 rok – miesiąc maj!

Siedzę sobie o poranku z kawą i nagle słyszę, że dzwoni domofon!

Słyszę – policja!

Myślałam, że to do kogoś z budynku, ale nie – oni pukają do moich drzwi!

Otwieram i słyszę, że mają nakaz do przeszukania mojego domu i konfiskatę moich komputerów.

Pisałam bloga na platformie Onetu – Blog, pl i tam umieściłam cytat dotyczący katastrofy smoleńskiej i działań Antoniego Macierewicza.

Cytat był na blogu oznaczony jako cytat, a mimo to, taka jedna zrobiła zrzuty i posłała to do Prokuratury.

Moje komputery przeglądał biegły i nic  wrogiego wobec Państwa nie znalazł.

Komputery oddano mi po 5 tygodniach, gdyż byłam czysta jak łza.

Złożyłam zażalenie na działanie Policji i Prokuratury, ale już Sądy były zastraszone i moje zażalenie zostało oddalone.

Do tej pory nikt mnie za bezprawną konfiskatę nie przeprosił i muszę do końca życia z tym żyć, że nowa władza tak potraktowała mnie – szarą Obywatelkę tego kraju.

Do czego ja zmierzam?

Otóż za tej nowej, dobrej zmiany rosną im słupki jak szalone.

Dziś już mają 50% poparcia, a ja się pytam – dlaczego Polacy oddali władzę w ręce tak złego rządu. Rządu szemranego i cwanego.

Dlaczego Polacy godzą się na polityczne sądy i rzucanie ich na glebę w Warszawie?

Dziś 13 grudnia 2017 roku Polacy zostali pozbawieni niezwisłych sądów, bo będą polityczne tak jak w 1981 roku.

Od dwóch lat Warszawa otoczona jest barierkami, a na ulicach stoją radiowozy i setki policjantów.

W Prokuraturach i Sądach jest ponad 600 doniesień na Zwykłego Obywatela.

Ludzie są legitymowani i spisywani za to, że chcą legalnie manifestować wobec tego burdelu jaki zrobił w Polsce taki, jeden małego wzrostu.

Mamy powtórkę z rozrywki ze Stanu Wojennego, ale to nie przeszkadza tym, którzy dostali te nieszczęsne 500+.

Nie wiem, co by mnie – jako Seniorce obiecali – to mnie nie przekupią – nawet teraz, kiedy mamy nowego Premiera,

Ja myślę, bo dostałam od tej władzy po dupie!

 

Jak widzą Polskę za granicą?

Na Facebooku przeczytałam wpis Pana Piotra Czuban, który niezmiernie mnie zasmucił.
Przez ostatnie 27 lat Polska pod rządami PO (jakie by nie były to rządy), to jednak szła do przodu jak burza, a przez ostatnie dwa lata PiS cofnął rozwój Polski do tyłu z szybkością błyskawicy!
Wpis brział tak:
Piotrek ✈ Czuban‏
Przyleciałem z Rumunii do Paryża (non-schengen). Policjant prosi o paszport. Daję dowód. On, że paszport.
Ja: jestem obywatelem UE, mogę dać ID.
On: Jeszcze jesteś…
Zwykli Francuzi wiedzą, dokąd zmierzamy.
Smutne prawda? Tak nas widzą za granicą i nie boją się tego głosić. 
Na moim zaprzyjaźnionym forum założyłam nowy wątek pt. „Jak nas widzą za granicą”.
Nie czekałam długo i mój forumowy znajomy odpowiedział na mój post w te zdania i zgadzam się z nim w pełni:

Cóż.. Francja wespół z Niemcami nadaje ton Europie, a Emanuel Macron, prezydent Francji niedawno powiedział: – Polska podjęła decyzję o samoizolacji w Europie. Polacy zasługują na więcej –
Można się obrażać, ale nie da się udowodnić że wszyscy się w Europie zawzięli na to PiS a tylko ono ma rację..
Dla tej garstki prostaków z PiS-u – to nawet jakby Bóg się źle wypowiedział o ich ignorancji, to też by znaleźli epitety na niego – tak jak znaleźli na papieża Franciszka.
Nigdy nie używają rzeczowych, merytorycznych argumentów – jedynie plucie, wyzwiska, niszczenie, upodlenie każdego kto ma inne od nich zdanie.
Już w tej chwili w sądach jest wiele tysięcy procesów karnych, wytoczonych ludziom którzy spełniali swój obywatelski obowiązek – PROTESTUJĄC PUBLICZNIE przeciwko łamaniu prawa i niszczeniu kraju!!
PROTESTUJĄC Z BIAŁĄ RÓŻĄ W RĘKU!!I z okrzykiem „WOLNOŚĆ – RÓWNOŚĆ – DEMOKRACJA”
Wszystkich co mają inne zdanie – CAŁY CYWILIZOWANY ŚWIAT, według nich – WSZYSCY SIĘ MYLĄ!!
Tylko oni mają rację!!

Przez 2 lata zniszczyli TEN POZYTYWNY WIZERUNEK POLSKI – KTÓRY POLACY BUDOWALI OD 1980 r.
Ile lat trzeba będzie go odbudowywać? 20?.. 30? .. 40???

Nigdy bym dla Polski się nie podpaliła, bo niech się palą ze wstydu ci, którzy Polską rządzą!

Jak ja się cieszę kiedy natrafiam na wpaniały i wartościowy film, który opowiada do tego prawdziwą historię.

Mam w głowie wiele tytułów, których nie zapomnę do końca swoich dni.

Lubię kino i lubię takie perłki jak film pt. „Niepokonani”.

Podzieliłam sobie ten film na dwie części, gdyż w pewnych momentach drżałam z emocji i musiałam zrobić sobie przerwę na dojście do siebie.

„Niepokonani”, to film poświęcony nam – Polakom, którzy zawsze byli uznawani w trudnych chwilach za wybitnych bohaterów i takim bohaterem okazał się Janusz – polski żołnierz posądzony niesłusznie o szpiegostwo i w konsekwencji wysłany do gułagu na Syberii.

Janusza na Syberię wysłała własna żona, która pod wpływem tortur zeznała nieprawdę i tak trafił do gułagu na 20 lat.

Janusz – Polak skupia w okół siebie odważnych i gotowych na ucieczkę i to im się udaje.

Pokonali z wielkim trudem mroźną Syberię i potem gorącą bez wody pustynię. Nie wszyscy dotarli do celu, czyli do Indii, ale Januszowi się udało. Przeszli podnad 6 tysięcy kilometów w ciężkim terenie i różnorodnych warunkach atmosferycznych. To było piekło!

Wiecie kiedy Janusz wrócił do Polski? Wiecie kiedy wrócił do żony, która go wydała? Wrócił wówczas kiedy w Polsce obalili komunizm!

W tym momencie się spłakałam, bo w Polsce komunizm obalili, ale teraz mamy takie rządy, że są gorsze od komunizmu, kiedy Polską trzęsie Rydzyk i wyłudza od rządu kolejne miliony!

Może Januszowi udało się pożyć trochę w wolnej Polsce i jeśli już go nie ma, to ma szczęście, gdyż teraz w tym kraju dzieją się na nowo niewyobrażlane draństwa!

Nigdy bym dla Polski się nie podpaliła, bo niech się palą ze wstydu ci, którzy Polską rządzą!

 

„Niepokonani”. Peter Weir w hołdzie Polakom.

Jeden z najwybitniejszych reżyserów świata Peter Weir, twórca „Stowarzyszenia umarłych poetów” i „Truman Show”, wyreżyserował film o Polaku uciekającym z gułagu – „Niepokonani” („The Way Back”). Polska premiera obrazu odbyła się 8 kwietnia 2011 roku.

Film opowiada historię bohatera, który wraz z grupą współwięźniów pokonał pieszo ponad 6,5 tysiąca kilometrów zanim ostatecznie dotarł do Indii. Po drodze uciekinierzy musieli pokonać pustynie, góry i lasy kilku krajów. Role w filmie zagrali Ed Harris i Colin Farrell. Głównym bohaterem jest jednak Janusz, polski oficer kierujący ucieczką do Indii – w tę rolę wcielił się Jim Sturgess. Jego bohater to ucieleśnienie najpiękniejszych cech, jakie chcielibyśmy uważać za element naszego narodowego charakteru – odważny, honorowy, zaradny i inteligentny i przystojny.

„Więźniowie łagru, do którego trafia bohater mojego filmu, nie buntują się, bezwolnie czekają na śmierć – mówi Weir w wywiadzie z Wojciechem Orlińskim („Gazeta Wyborcza”, 09.01.2011). – Mój bohater tak nie potrafi, aranżuje ucieczkę, ciągle idzie naprzód. I to jest w was, Polakach, piękne. Nawet to, że narzekacie. Bo tylko ludzie ze złamanym duchem nie narzekają.”

Kręcenie filmu było dla całej ekipy jak obóz survivalowy. Zdjęcia kręcone były w Tajdze, Tundrze Syberyjskiej, nad jeziorem Bajkał, w Tybecie, na pustyni Gobi.

„Dla nas wszystkich kręcenie tego filmu było doznaniem ekstremalnym. Tu nie ma efektów specjalnych. Gdzie bohaterowie są po kolana w śniegu, tam wszyscy byliśmy po kolana w śniegu. Sceny w górach kręciliśmy w górach, sceny na pustyni kręciliśmy na pustyni. Doszliśmy na kraniec własnej wytrzymałości i przekroczyliśmy go.” („Gazeta Wyborcza”, 09.01.2011)

Konsultantem Petera Weira przy realizacji Niepokonanych była Anne Applebaum, amerykańska dziennikarka nagrodzona Pulitzerem za książkę „Gułag”.

Wspomnienia ucieczki z gułagu Sławomir Rawicz zawarł w wydanej w 1955 roku po angielsku książce „The Long Walk” (polskie wydanie „Długi marsz” ukazało się w 2001 roku). Książka odniosła duży sukces, wywołała też jednak spore kontrowersje co do prawdziwości zawartego w niej świadectwa. Wydaje się, że autor wspomnień mógł przywłaszczyć sobie historię innego więźnia gułagu Witolda Glińskiego.

Film wszedł do kin w Wielkiej Brytanii 26 grudnia 2010 (czytaj…).

Źródło: www.wyborcza.pl 

 

 

 

Opozycjo pokaż wreszcie, że masz „jaja’!

Trzeba stanąć w prawdzie!
Jeśli opozycja nie zaproponuje sensownego planu na Polskę, to w tym momencie wykorzystuje Obywateli!

 

Tak, tak i to jest moje spostrzeżenie po dzisiejszej manifestacji w obronie sądownictwa w Polsce.

Jeśli opozycja się nie zjednoczy i nie usiądzie JUŻ! – do rozmów jak przy Okrągłym Stole, to PiS przeprowadzi już wszystko i My Obywatele znajdziemy się w „Czarnej Dupie”!

Jutro do Polski przyjeżdża Katie i William i Oni przykryją dzisiejszą manifestację.

PiS sprytnie usypia naszą czujność takimi duperelemi.

Opozycja od dzisiaj powinna myśleć jak wyrwać Polskę z więzienia, do którego  wsadził nas Prezes Kaczyński.

Jeśli PiS rozgrywa Polskę nocą, to opozycja powinna też nocą pracować i być czujną.

Żadnych wakacji na Maderze dla opozycji – żadnych!

Tu jest walka o Polskę i to trzeba wygrać, bo w przeciwnym razie będą nas wsadzać do więzienia za każde słowo napisane w Internecie i wypowiedź w pracy, czy do sąsiada.

Polaku – nie czuj się bezpieczny i żądaj od opozycji konkretnych planów na Polskę!

Nie pozwólmy, aby liderzy opozycji ocieplali się i swoje partie w twarzach tysięcy Polaków, którzy zjechali dziś pod Sejm!

Nasz los zależy od psychicznego PiS, ale też od liderów poszczególnych partii opozycyjnych.

Jeśli opozycja straciła prawie dwa lata na czcze gadanie, to jest ten moment, by  znalazła złoty środek, by PiS pozbawić władzy!

Jeśli to się nie uda, to za parę miesięcy PiS może pozbawić Ciebie Polaku mieszkania, dorobku życiowego, praw autorskich do Twojego dorobku artystycznego. Wymaże Cię z historii. Zabierze Ci dziecko, bo dałaś/eś mu klapsa! Wsadzi do więzienia kobietę, mężczyznę, bo nie spodoba się władzy. Zwolni Cię z pracy i zlikwiduje Ci firmę. Pozbawią Cię stopnia naukowego itp. PiS będzie mógł wszystko, a raczej Zbigniew Ziobro wraz z Jarosławem Kaczyńskim.

Mało?

Opozycjo do roboty!

Rozmowa Matki z Córką!

 

Nie radzę sobie z emocjami!

Bardzo mnie martwi, to, co dzieje się w Polsce od niespełna dwóch lat.

Wiedziałam, że tak będzie, ale mi ludzie nie wierzyli!

Nawet Prezes Sądu Najwyższego stwierdziła w wywiadzie, że nie spodziewała się takich reżimowych rozwiązań i tu się na tę wypowiedź bardzo zdziwiłam.

Jeśli ja szara mysz to przewidziałam, to dlaczego ludzie wykształceni – NIE!

Już wiem jedno, że urodziłam się w komunie, a umrę w reżimie i to stało się faktem!

Jak każdego dnia chodzę do chorej Mamy, aby odgrzać Jej obiad, czy też zanieść,  co ugotowałam sama.

Bardzo mi zależy na tym, by jadła świeże i treściwe posiłki, a kiedy zjada ze smakiem to wstępuje we mnie radość.

To bardzo ważne, by chory człowiek dobrze się odżywiał, bo to daje siłę do walki z chorobą.

Dziś Mama zauważyła, że jestem smutna i mniej rozmowna.

Mama się więc pyta, co mi jest!

Po namyśle odpowiedziałam, że boję się żyć w moim kraju i to spala mnie od środka. Emocje są duże i martwię się o to, jak moje Wnuki będą się rozwijały w tym kraju!

Mama lubi rozmawiać o polityce i mimo choroby jest dobrze zorientowana.

Huknęła na mnie, że nie powinnam się tak przejmować, bo szkoda mojego zdrowia i powinnam sobie odpuścić.

Zaskoczyła mnie, ale po chwili odpowiedziałam Mamie, że całe życie mi wpajała, że trzeba w życiu kierować się prawdą i miłością do własnej Ojczyzny.

Szkoła też drenowała, że Ojczyzna jest najważniejsza i trzeba pamiętać, że nasi dziadowie i ojcowie walczyli o Polskę i przelała się krew w hektolitrach.

Jak mam się więc nie martwić – no jak?

Najbardziej martwią mnie fanatycy, którzy piszą na portalach same peany na to, co PiS robi z Polską i przeczytałam coś mniej więcej tak:

„Nawet jeśli PiS przyjdzie do mojego domu i skopie mi tyłek, to i tak zagłosuję na PiS, bo nigdy na PO”.

A więc:

Dziś zrobiłam sobie dzień dobroci dla siebie i wyłączyłam TV na wiele godzin.

W tym czasie obejrzałam  film o Annie Parker, która pokonała w swoim życiu trzy rzuty raka!

Podobno jeśli chce się bardzo żyć, to trzeba mieć niesłychanie silną wolę, ale ja nie do końca się z tym zgadzam!

Marsz Wolności! Ja dziękuję! Ja wysiadam!

https://www.youtube.com/watch?v=PsyaBYxgUlI&t=4s

Zrobiłam dziś taki myk i kiedy zaczynał się Marsz Wolności, to z telewizora nagrałam początek tego wydarzenia.

Wstawiłam na YT i nie wiedzieć czemu, wielu ludzi wchodzi i ogląda video z telewizora, a nawet więcej, bo komentują – różnie zresztą. Zatwierdzam wszystkie komentarze, bo mi wisi i powiewa, co ludzie wypisują. Najważniejsze, że ja mam swoje zdanie.

Najbardziej wzrusza mnie do łez, śpiewany hymn Polski przez masy i na tym mój zachwyt się kończy!

Jestem zdegustowana tym marszem i uważam, że nie powinien być pod hasłem Marsz Wolności, a raczej pod kryptonimem Marsz Wściekłości.

Takie tiu, tiu, tiu pod patronatem PO, PSL, Nowoczesnej już na mnie nie działa. Te partie nie powinny organizować już niczego i nie angażować tysięcy ludzi, którzy ufają tym ugrupowaniom, które same w sobie są skompromitowane.

Schetyna przewodzi PO i ja już tej partii nie toleruję od dłuższego czasu. Nie ufam tym ludziom, którzy pod koniec swojej kadencji nie potrafili niczego Polakom zaproponować. Arogancja władzy wypchnęła ich na aut.

PSL, jak każdy wie, to sprytna przystawka, której chodzi jeno o przetrwania i tylko patrzeć jak zawiąże koalicję z PiS-em jak Kukiz 15!

W końcu Nowoczesna z Rysiem na czele, którego Amor zniszczył, a wczoraj jego żona złożyła pozew do sądu o rozwód jest totalnie przez Rysia pogrzebana!

Jak można było siusiakiem pogrążyć tak obiecującą partię?

Albo jak mam uwierzyć Hannie Gronkiewicz Waltz, która uwikłana jest w warszawskie kamienice?

Jak mam zaufać Lisowi, któremu świetnie się wiodło za PO, a teraz jęczy w mediach?

Zwolennicy PiS-u piszą, że odsunięci od koryta teraz wrzeszczą i to w pewnym sensie jest prawda.

Piszą, że wychodzą na ulicę ci, którym odebrano koryto i trochę prawdy w tym też jest choć do cholery nie do końca!

Nie chcę powrotu PO do władzy, bo to partia bez pomysłu na Polskę i blade to takie, niemrawe jak rodząca się wiosna.

Nie chcę ponownie widzieć jak ta partia umiera, bo nie ma na siebie zupełnie pomysłu,bo wybierają lidera bez jaj!

Poprę taki marsz mentalnie, bo uczestniczyć nie zamierzam, gdyż zbyt daleko – kiedy objawi się lider nieskompromitowany w żadne alimenty nie płacone i inne one, one!

Wszyscy krzyczą, że trzeba oderwać PiS od władzy, ale tylko krzyczą. Frasyniuk też krzyczy, ale tylko w mediach, bo dziś na marszu go nie widziałam!

Jeśli nikt się nie odważy i nie będzie miał charyzmy, by Nas wyzwolić, to czeka nas 30 lat rządów PiS, ale ja tego nie dożyję i tylko mi Wnuków żal!

Żaden Wałęsa nie poprowadzi już do zwycięstwa, choć oczyszczony, a jedynym człowiekiem, który powinien poprowadzić następny marsz jest to prof. Rzepliński w nic nie uwikłany, ale sorry – mogę się mylić!

Młodzież poszła w ONR i po ptokach, a PiS zrobi z nami, co tylko sobie Prezes zamarzy!

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie.

Wodospad Slow

Przemyslenia,wiersze,smutne,wesole./Wszelkie kopiowanie wierszy,tekstow bez mojej zgody zabronione.

Walcz zawsze do końca

Osobiste zapiski z mojego życia

toruniankapl.wordpress.com/

- jestem studentką z Torunia, opowiadam o tym jak nie udawać i cieszyć się normalnością -

Życie jest piękne , uśmiech dodaje mu blasku :)

Rozważ , jak trudno jest zmienić siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmienić innych. "(Wolter)

Tatulowe opowieści

Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył

sasza4

Subskrybuj moją twórczość.

Związek niesakramentalny

my bez żadnego trybu

mysz galaktyczna

o wędrówce.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O życiu, podróżach i spełnianiu marzeń

wzzw.wordpress.com/

strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

Wrzosy

O tym co było, co jest i czasem trochę marzeń

Burza-Tumblemind

~Myślodsiewnia~ Ten blog jest dla ludzi, którzy lubią zastanawiać się nad tym, co w dzisiejszym materialnym i sceptycznym świecie jest łatwo zapominane i odchodzi w cień. Sny, miłość, honor, wzajemny szacunek i ciekawość świata- o tym jest ten blog.

alina-ala

... na swą słabość patrząc postaraj się zrozumieć innych...

Sześćdziesiąt równa się dwadzieścia

Wiek nie ogranicza człowieka w działaniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Mając 8 lat narysowałam swój pierwszy obraz. Po długiej przerwie znów powróciłam do kartki i ołówka. Cały czas się uczę i dążę do perfekcji

Niepełnosprawny Świat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna głębia Oceanu, czasem zmącona przez wzburzone fale Życia ...

życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

paulainstyle.com

Blog lifestylowy

ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Zapisz.org

Magazyn literacko-społeczny pod redakcją Przemysława Piętaka. Poetów, pisarzy, eseistów i publicystów zainteresowanych publikacją na naszych łamach zapraszamy do przesyłania propozycji tekstów na adres magazynzapisz@gmail.com

#2latado30charyszka - 2 lata do 30 charyszka

Zbiór myśli mniej lub bardziej nieuporządkowanych. Składnica uczuć, pomników pamięci, ludzkich sylwetek. Światem, który migotliwie zachęca do uczestnictwa w nim i komentowania jego cudów i porażek.

HANIAKO

blog jak ciepły koc

Tata Szymona Blogujący

Codzienny pamiętnik Taty

Księga Myśli

Cytaty, cytaty w formie graficznej, myśli, sentencje, aforyzmy, książki, ciekawostki. Daj się zainspirować.

Blues napisał już wiele historii...

"Jeśli go nie znałeś to nie żałuj, nie..." Podróż po zakamarkach kobiecej duszy. Moje eseje, wiersze, luźne przemyślenia, czyli refleksyjne, poetycko-lekkofilozoficzne miejsce.

Myśli (nie)banalne Joanny

Moje spojrzenie na świat