Archiwa tagu: Demarczyk

Odesz艂a Ewa Demarczyk – poma艂u scena wielkich pustoszeje [*]

Dzisiaj dotar艂a do nas bardzo smutna wiadomo艣膰!

Oto w wieku 79 lat opu艣ci艂a nas wielka posta膰 sceny – Ewa Demarczyk.

Pami臋tam jej wyst臋py w telewizji, cho膰 by艂am m艂od膮 dziewczyn膮, ale Jej tw贸rczo艣ci artystycznej nie da艂o si臋 nie zauwa偶y膰.

Frapowa艂a mnie jej posta膰, bo taka zawsze by艂a tajemnicza, ubrana na czarno, a do tego ten jej g艂os!

Odesz艂a ze 艣wiata artystycznego w 1972 roku, kiedy ja rozpoczyna艂am szko艂臋 艣redni膮, ale nigdy Jej nie zapomn臋 mimo, 偶e wycofa艂a si臋 ze 艣wiata sceny i tak trudno by艂o potem do Niej dotrze膰!

Odsun臋艂a si臋 i nie udziela艂a 偶adnych wywiad贸w i tak jakby zosta艂a pustelnic膮, 偶yj膮c膮 tylko w swoim 艣wiecie.

Wielu pr贸bowa艂o do Niej dotrze膰 – nam贸wi膰 na powr贸t, ale tak naprawd臋 nikomu si臋 to nie uda艂o!

Pozosta艂a wi臋c wielk膮 zagadk膮 dla Jej wielbicieli, s艂uchaczy, odbiorc贸w, dziennikarzy i wszystkich medi贸w!

Istniej膮 r贸偶ne hipotezy dlaczego odesz艂a i jedni m贸wi膮, 偶e straci艂a sw贸j, charyzmatyczny g艂os – za艣 inni m贸wi膮, i偶 chcia艂a za艂o偶y膰 w艂asny teatr, ale ze wzgl臋d贸w finansowych, to si臋 Jej nie uda艂o!

Nie wiemy o Niej prawie nic, bo nic o Jej 偶yciu prywatnym, ale najwa偶niejsze, 偶e pozostawi艂a po sobie cudown膮 poezj臋 艣piewan膮 i jak dot膮d nikt jej nie dor贸wna艂.

Pozostanie w naszej pami臋ci t膮 jedyn膮, kt贸ra聽 zostawi艂a nam cudowne pie艣ni w mistrzowskim wykonaniu.

Dla mnie ten dzie艅 by艂 bardzo smutny, a kiedy w telewizji by艂o o Niej wspomnienie, to tak po ludzku si臋 zrycza艂am,聽 bo oto odchodzi moja m艂odo艣膰 i fascynacja!

Kt贸偶 mo偶e o Niej wi臋cej wiedzie膰 – jak nie Tomasz Raczek, kt贸ry tak J膮 dzisiaj wspomnia艂!

„Tomasz Raczek
2 godz.

Zmar艂a EWA DEMARCZYK, najwi臋ksza interpretatorka polskiej piosenki aktorskiej. By艂a tak skoncentrowan膮 doskona艂o艣ci膮, 偶e jej piosenki mo偶na by艂o smakowa膰 latami, bez obawy 偶e utrac膮 swoj膮 si艂臋 i intensywno艣膰. Je藕dzi艂em za ni膮 po Polsce, byle tylko dosta膰 si臋 na jej koncert. Bywa艂o, 偶e siedzia艂em na scenie, wpuszczony przez ni膮 za kulisy.
Pisa艂em o niej wielokrotnie. Raz nawet mia艂em zaszczyt podpisywa膰 razem z ni膮 swoj膮 ksi膮偶k臋 „Karuzela z madonnami”, w kt贸rej by艂 po艣wi臋cony jej rozdzia艂. Podpisywa艂a go, bo uzna艂a, 偶e uda艂o mi si臋 uchwyci膰 prawd臋 o niej. To by艂 wspania艂y moment – we Wroc艂awiu. Dosta艂em wtedy tak偶e od niej numer telefonu, jej p艂yty z autografem i obietnic膮, 偶e si臋 kiedy艣 jeszcze spotkamy, nagramy d艂ugi wywiad, mo偶e film dokumentalny. Ale tak si臋 nie sta艂o. Dzwoni艂em, pr贸bowa艂em. Moment min膮艂 a Ewa Demarczyk 艣wiadomie pogr膮偶a艂a si臋 w odm臋tach zapomnienia.
Dzi艣 zn贸w wszyscy o niej m贸wi膮. Tak bywa w chwili 艣mierci. Dop贸ki chcecie si臋 jeszcze czego艣 o niej dowiedzie膰, przypominam m贸j tekst o niej z ksi膮偶ki. Ten tekst, kt贸ry sama uzna艂a za sprawiedliwy wobec jej sztuki.
Ciemno艣膰. Po chwili punktowiec o艣wietla drobn膮, kobiec膮 sylwetk臋 przy mikrofonie. Demarczyk stoi skupiona, w czarnej prostej sukni bez 偶adnych ozd贸b. Za ni膮 o艣miu muzyk贸w ubranych w czarne garnitury, pod much膮, dyskretnie eleganckich. Pierwsze d藕wi臋ki. Stare piosenki mieszaj膮 si臋 z nowymi. S艂owa polskich wierszy – z obcymi, czasem odbieranymi tylko emocjonalnie, bez rozumienia tre艣ci.
Demarczyk 艣piewa poemat Goethego „N盲he des Geliebten”, a za chwil臋 pi臋kny wiersz niezwyk艂ego poety z Salzburga, Georga Trakla („Muzyka w Ogrodzie Mirabel”). Ciep艂e i pi臋kne rosyjskie „Do babuni” Mariny Cwietajewej granicz膮 o moment tylko z rytmem „Ognia nocy 艣w. Jana” chilijskiej laureatki Nagrody Nobla, Gabrieli Mistral. Wreszcie delikatne, nierzeczywiste s艂owa rodem jakby z jakiego艣 niespokojnego snu, poezji Roberta Desnosa. Wszystko to dociera do nas jednym strumieniem niezwyk艂o艣ci.
Na scenie: czarne kotary, na czarno ubrani muzycy i w czarnej, prostej sukni Ewa Demarczyk. Muzyka jest gdzie艣 mi臋dzy nimi, r贸wnie elegancka jak oni i tak偶e pogr膮偶ona w mroku. Kilka reflektor贸w czasem tylko rozjarzy si臋 rosn膮c膮 emocj膮. Ale twarz Ewy Demarczyk jest przez ca艂y czas wyra藕na: wykrzywione w grymasie usta i nieprzytomne oczy szalonej spirytystki. To za jej spraw膮 w naszych my艣lach pojawiaj膮 si臋 r贸偶noj臋zyczni bohaterowie nieszcz臋艣liwych mi艂o艣ci.
Rebeka. Twarz Demarczyk opowiada smutn膮 histori臋 偶ydowskiej dziewczyny. Zahipnotyzowani, wpatrujemy si臋 w jej oczy, a tam 鈥 stara studnia, zrozpaczona kochanka i.. odje偶d偶aj膮ca limuzyna. Tylko chwila ca艂kowitej ciemno艣ci oddziela ten obraz od nast臋pnego. Znowu punktowiec o艣wietla twarz Demarczyk i znowu odczytamy z niej inn膮 opowie艣膰: o dawnym balu, „Grand Valse Brillante”.
W jej 艣piewie nie s艂ycha膰 wysi艂ku. Obrazy malowane s膮 p贸艂g艂osem; tylko w kulminacjach piosenek Demarczyk pozwala sobie na wykorzystanie jego ca艂ej mocy. Wtedy (poemat Goethego, „Taki pejza偶”) s艂ycha膰 jak wspania艂y to g艂os i z jak膮 maestri膮 si臋 nim pos艂uguje. Rozumie si臋 ka偶de s艂owo, co ja m贸wi臋 鈥 ka偶d膮 sylab臋, w najtrudniejszych, nawet najbardziej karko艂omnych piosenkach („Karuzela z madonnami”). „Taki pejza偶” to wr臋cz 艣piewanie poszczeg贸lnych fonem贸w; koncert d藕wi臋k贸w, kt贸re nie maj膮 ju偶 prawie znaczenia s艂贸w. Taki pejza偶.
Zn贸w ciemno艣膰. Publiczno艣膰 bije brawo i brzmi to jak niedelikatno艣膰. By艂 sobie skrzypek鈥 Muzyka staje si臋 tak sentymentalna, 偶e a偶 nie mo偶na si臋 przed ni膮 obroni膰. Demarczyk patrzy przed siebie: jakby wspomina czy rozmawia z kim艣, potem oddala si臋 a ko艂o nas pojawia si臋 skrzypek Sercowicz. Metr dalej prawdziwy skrzypek wykonuj膮 swoj膮 parti臋. Kierownik zespo艂u muzycznego i zarazem kompozytor wi臋kszo艣ci piosenek, Andrzej Zarycki, podchodzi do piosenkarki. Razem z ni膮 za艣piewa o „Ogniu w noc 艣w. Jana” i za ka偶dym razem w refrenie powita go 艣piewny u艣miech Ewy.
„Tomasz贸w”, „Pie艣艅 nad pie艣niami”, „Sur le Pont d’Avignon”, „Wiersze Baczy艅skiego”, „Cyganka”. A potem Demarczyk gwa艂townie odwraca si臋 i zbiega ze sceny. U szczytu muzycznej emocji. Pozostaje nienasycone apogeum, kt贸re zamiera. Na sali elektryczno艣膰. Mi臋dzy scen膮 i widowni膮 jest takie napi臋cie, 偶e mo偶na by zapali膰 偶ar贸wk臋. Oklaski trwaj膮 d艂ugo, ale nie ma bisu. Tych mi艂osnych „Dziad贸w”; teatru, w kt贸rym muzyka spe艂nia rol臋 medium wywo艂uj膮cego duchy kochank贸w, nie da si臋 powt贸rzy膰. Demarczyk uk艂oni si臋 sztywno i zbiegnie ze sceny. Seans sko艅czony. Niech nienasycenie czyni legend臋. Niech wraca wspomnienie nie powt贸rzonego.
Kiedy艣 uda艂o mi si臋 podejrze膰 Ew臋 Demarczyk podczas pr贸by. Ze zdumieniem s艂ucha艂em znanych sobie piosenek, 艣piewanych zupe艂nie „na zimno”, bez emocji. Nie by艂o napi臋cia, nie by艂o oprawy, tylko misternie uk艂adane d藕wi臋ki. Spokojnie i dok艂adnie. Podczas koncertu wydawa艂o si臋 to takie naturalne, niesamowite samo przez si臋. Ale przecie偶 to inscenizacja, teatr.
Ten efekt Demarczyk starannie wypracowa艂a. Najpierw posiad艂a technik臋 aktorsk膮 i muzyczn膮 (szko艂a teatralna i muzyczna). Do niej doda艂a intuicj臋, dzi臋ki kt贸rej potrafi艂a zaprojektowa膰 nieomylnie trafn膮 inscenizacj臋 ka偶dego utworu. Wiedzia艂a kiedy wzmocni膰 艣wiat艂o reflektor贸w, kiedy si臋 odwr贸ci膰 i wreszcie kiedy 鈥 wykorzystuj膮c emocj臋 chwili 鈥 nag艂ym ruchem, nieoczekiwan膮 ucieczk膮 ze sceny podkre艣li膰 jej wymow臋. 艢piewane przez ni膮 wiersze czasem by艂y wyrafinowane a czasem banalne jak s艂owa jarmarcznej piosenki. Wy艂aniaj膮ce si臋 z nich chmurne postacie, rysowane g艂osem i nastrojem, z艂o偶y艂y si臋 na sp贸jn膮 wizj臋 pos臋pnego 艣wiata, pe艂nego daremnej tkliwo艣ci, samotno艣ci, buntu i nie艣mia艂ej nadziei. To nieprawda, 偶e Demarczyk by艂a Czarnym Anio艂em polskiej piosenki. Ona ca艂kiem 艣wiadomie gra艂a rol臋 Czarnego Anio艂”.

Niebo z艂ote ci otworz臋,
w kt贸rym ciszy bia艂a ni膰
jak ogromny d藕wi臋k贸w orzech,
kt贸ry p臋knie, aby 偶y膰
zielonymi listeczkami,
艣piewem jezior,
zmierzchu graniem,
a偶 uka偶e j膮dro mleczne ptasi 艣wit.
Jeno wyjmij mi z tych oczu
szk艂o bolesne – obraz dni,
kt贸re czaszki bia艂e toczy
przez p艂on膮ce 艂膮ki krwi.
Jeno odmie艅 czas kaleki,
zakryj groby p艂aszczem rzeki,
zetrzyj z w艂os贸w py艂 bitewny,
tych lat gniewnych
czarny py艂.Kto mi odda moje zapatrzenie
i m贸j cie艅, co za tob膮 odszed艂?
Ach, te dni jak zwierz臋ta mrucz膮c,
jak ro艣liny s膮 – coraz m艂odsze.I nied艂ugo ju偶 – tacy male艅cy,
na 艂upinie z orzecha stoj膮c,
pop艂yniemy porom na opak
jak na przek贸r wodnym s艂ojom.i tak w wod臋 si臋 chyl膮c na przemian
pop艂yniemy nieostro偶nie w zapomnienie,
tylko p艂aka膰 b臋d膮 na ziemi
zostawione przez nas nasze cienieZiemi臋 tward膮 ci przemieni臋
w mlecz贸w mi臋kkich p艂ynny lot,
Wyprowadz臋 z rzeczy cienie,
kt贸re pr臋偶膮 si臋 jak kot,
Futrem iskrz膮c zwin膮 wszystko
W barwy burz,
w serduszka listk贸w,
w deszczu siwy splot.Jeno wyjmij mi z tych oczu
szk艂o bolesne – obraz dni,
kt贸re czaszki bia艂e toczy
przez p艂on膮ce 艂膮ki krwi.
Jeno odmie艅 czas kaleki,
zakryj groby p艂aszczem rzeki,
zetrzyj z w艂os贸w py艂 bitewny,
tych lat gniewnych
czarny py艂.
D艂uga wij膮c膮 si臋 wst臋g膮 g艂os ciep艂y w powietrzu stygnie,
a偶 jego dosi臋gnie w zmroku i szept przy ustach us艂yszy.
„Kochany” – szumi piosenka i g艂ow臋 owija mu, dzwoni
jak w艂os贸w mi臋kkich smug膮, lilie z niej pachn膮 tak mocno,
偶e on, pochylony nad 艣mierci膮, zaciska palce na broni,
i wstaje i jeszcze czarny od py艂u bitwy – czuj臋,
偶e skrzypce graj膮 w nim cicho, wi臋c idzie ostro偶nie powoli,
jakby po nici 艣wiat艂a, przez morze szumi膮ce zmroku
i coraz bli偶sza jest mi臋kko艣膰 podobna do bia艂ych ob艂ok贸w,
a偶 si臋 dope艂nia przestrze艅 i czuje jej g艂os mi臋kki
stoj膮cy w ciszy olbrzymiej na wyci膮gniecie r臋ki.
„Kochany” – szumi piosenka, wi臋c wtedy obejm膮 ramionaLas noc膮 ro艣nie.
Otch艂a艅 otwiera聽
usta ogromne, ch艂onie i ssie.Przeszli, przepadli; dym tylko dusi
i krzyk wysoki we mgle, we mgle.Jeno wyjmij mi z tych oczu
szk艂o bolesne – obraz dni,
kt贸re czaszki bia艂e toczy
przez p艂on膮ce 艂膮ki krwi.
Jeno odmie艅 czas kaleki,
zakryj groby p艂aszczem rzeki,
zetrzyj z w艂os贸w py艂 bitewny,
tych lat gniewnych
czarny py艂.
K.K Baczy艅ski
Obraz mo偶e zawiera膰: 1 osoba, noc i zbli偶enie

„Czarny anio艂” wywiad贸w nie udziela!

Dobry wiecz贸r. 馃檪

Pami臋tam te czasy, kiedy Ewa Demarczyk 艣piewa艂a w telewizji, a ja siedzia艂am jak wryta, s艂uchaj膮c jej talentu. By艂am i jestem zakochana w jej tw贸rczo艣ci i nigdy mi nie minie.

Oto dzisiaj Ewa Demarczyk ko艅czy 75 lat i w zasadzie tylko tyle o niej wiemy, bo jest niedost臋pna dla medi贸w i jakby tajemniczo znikn臋艂a z nich.聽

Ostatni koncert po偶egnalny da艂a prawdopodobnie w 1999 roku i od tego czasu nie udziela 偶adnych wywiad贸w, ani nie chcia艂a autoryzowa膰 ksi膮偶ki o sobie, kt贸ra zosta艂a niedawno wydana.

Nie b臋d臋 tutaj wkleja艂a tego, co kto艣, gdzie艣 o niej powiedzia艂, czy te偶 wspomina艂, a nie by艂y to zawsze s艂owa ku chwale Demarczyk. Wielu ludzi zna艂o j膮 z tego, 偶e by艂a trudna, uparta i nieust臋pliwa, a wi臋c daruj臋 sobie na blogu takie niepochlebne o niej s艂owa.聽

Mnie wystarcza to, 偶e zawsze mnie pi臋knie wzrusza艂a swoimi piosenkami i przede wszystkim dawa艂a przekaz, kt贸ry zmusza艂 do przemy艣le艅 i na chwil臋 si臋 przystawa艂o podczas p臋dz膮cego 偶ycia.