Archiwa tagu: przygotowania

Polki to wariatki jednak

Polskie kobiety to jednak są wariatkami, czy może kobietami ambitnymi trzymającymi się ściśle polskiej tradycji. Matki Polki, jak to jest popularne określane. Matki oddane rodzinie i jej się poświęcające przede wszystkim.

Nasza tradycja przed każdymi świętami nakazuje polskim kobietom je przygotować najlepiej jak umiemy. Biegamy między pracą, a domem i próbujemy to wszystko pogodzić i połączyć w jedną całość, aby nikt nam nie zarzucił, że coś tam, coś tam nie zagrało.

Przed każdymi świętami polskie kobiety dostają gorączki sprzątania, zakupów i potem pitraszenia. Jesteśmy przynajmniej dwa tygodnie przed świętami bardziej nerwowe i układamy sobie plan działania. Piszemy na kartkach co, kiedy i jak i trzymamy się tego wytyczonego planu, a w nocy często cierpimy na bezsenność, bo się martwimy czy wszystko uda się zrealizować.

Pewnie młode kobiety już inaczej do tego szaleństwa podchodzą, ale te starsze pokolenia, kiedy jeszcze jako tako zdrowie pozwala, wciąż trzymają się polskiej tradycji i stają na rzęsach, aby przygotować dom i stół na przyjazd dzieci i rodziny, aby na stole jadła nie zabrakło, a dom świecił czystością.

Zbliżają się święta Wielkanocne i szaleństwo przed świąteczne ma swoje apogeum. Osoby starsze czekają na okazję, kiedy to znów zasiądą ze swoimi dziećmi i ich rodzinami przy wspólnym stole, aby się spotkać i sobą nacieszyć. Kobiety polskie niezależnie od wieku kultywują taką tradycję, aby nikt ich nie posądził, że poszły na łatwiznę i gości swoich nie są w stanie ugościć. Panie siedzą wiele godzin w kuchni pitrasząc, bo w Polsce jest zasada, postaw się i zastaw się, bo na święta musi być na stole żurek, bigosik, biała kiełbaska, mazurki i malowane jajka i oczywiście dom przystrojony akcentami wiosennymi.

Młode Polki, te zapędzone, pracujące być może posłużą się cateringiem, ale starsze pokolenie sobie tego nie wyobraża i wszystko musi być domowe, smaczne i pachnące. Doprawione po swojemu, a przepisy pochodzą ze starych zeszytów zgromadzonych przez lata.

Starsze pokolenie nie wyobraża sobie, aby iść po najmniejszej linii oporu, by zaprosić swoich bliskich do restauracji, a poza tym ich na to nie stać, a więc kombinują, aby małymi pieniędzmi przyszykować te święta, ale starają się, aby było smacznie –  jak u mamy.

Nie wiem, czy byłabym w stanie zaproponować swoim dzieciom, że wybieramy się do knajpy, by tam spędzić kilka godzin świąt. Nie wyobrażam sobie, że mimo uciekającego zdrowia nie wlazłabym na drabinę, aby samodzielnie umyć okna. Mogłabym poprosić kogoś o pomoc, ale wciąż walczę dzielnie ze swoimi ułomnościami i tym razem mi się udało, a co będzie na następne święta, to któż to wie. Jednak póki jeszcze mam trochę siły, to staram się jak jasna cholera i czekam na ten moment, kiedy się wszyscy spotkamy przy wspólnym stole, bo lubię, bo chcę, bo chcę pokazać, że jeszcze mogę.

Na szczęście w tych przygotowaniach nie jestem sama, bo mąż już ze sklepu dostarcza potrzebne produkty, a nawet się zebrał, by kupić stół rozsuwany z większą ilością krzeseł, bo przecież rosną nam wnuki i miejsca potrzeba przy stole już więcej. 

Jak będzie w przyszłości, to któż to jest w stanie przewidzieć, ale póki co, moje święta już się szykują z troską o nie – moją i męża. Może nie będzie dużo potraw, bo nie chcemy wariować, ale będzie wystarczająco i przygotowane własnoręcznie, z miłością do rodziny, bo my matki Polki takie właśnie jesteśmy – rodzinne.

Przeczytałam wpis na jednym z forum pewnej kobiety, Polki,  mieszkającej w Hiszpanii od wielu lat i jakże inaczej święta są postrzegane przez nią. Lajtowo i bez spinki, a może jestem za surowa, bo po co Polki tak się świętami przejmują skoro gdzieś tam w świecie idzie się po najmniejszej linii oporu i jajka ktoś inny może ugotować i pomalować w knajpie, a inne potrawy może podać przystojny Hiszpan. 🙂

Pisownia oryginalna.

 „Witam samotnych wszysciutkich bez wyjatku. Wczoraj mnie nie bylo bo wpadl mi pomysl -„przestawienia” troche mebli. Niezawodna Marie-Carmen pomogla. Potem bylam na targu – swieze kwiaty, jarzynki i koniecznie szczypiorek i kopereczek plus mlode ziemniaczki. Swieta – wyobrazcie sobie, ze nie robie zadnych planow. Dzieciaki przyjezdzaja – synciowie to urodzeni szefowie w kuchni. Nawet nie probuje z nimi konkurowac. A restauracje to od czego? Mycie okien, zwlaszcza oszklonej werandy to zadanie bojowe Marie-Carmen. Robi to dzielnie raz w miesiacu. U nas na poludniu duzo kurzu, ktory nam przylatuje z Sahary…wiec okna trzeba myc czesciej. Nawet samochod nalezy myc minimum raz w tygodniu. Cale szczescie, ze sa automatyczne myjnie. Pozdrowionka dla wszystkich – hurra, mamy sloneczko”.  

Pracowity dzień

 

 

Kwiatki posadzone na balkonie, a więc i u mnie już jest wiosna. W kuchni unoszą się zapachy i codziennie inne. Bigos wyszedł wspaniały, mięsko zapieczone, a jutro dalsze prace, bo wszystko mam zaplanowane. Mieszkanie lśni czystością wiosenną, a więc utwierdzam się, że znów starszej pani się udało dużą część zrobić samodzielnie, choć niestety z roku na rok sił jakby mniej. Pojechaliśmy z mężem do sklepów meblowych i jutro przywiozą nam nową kanapę, taką przed telewizor.

Na śniadanie niedzielne jesteśmy zaproszeni do Teściów córki i pewnie nam zejdzie długo, a w lany poniedziałek u mnie będzie pełna chata. Posiedzimy, pojemy i co najważniejsze – spotkamy się wszyscy razem. 

I co by tu nie pisać i myśleć, jak zwykle zaraz powiem, że święta, święta i już po świętach.