Archiwa tagu: rozwód

Jak łatwo pogubić się w życiu?

Anna i Jan poznali się podczas upalnego lata nad naszym, cudownym Bałtykiem.

Leżała w bikini na kocu, czytając  książkę i nie za bardzo ją interesowało, co dzieje się wokół niej, tym bardziej, że rondo od kapelusza osłaniało ją od słońca.

Uwielbiała ten czas podczas urlopu, kiedy mogła zapomnieć o ciężkiej pracy w korporacji, gdzie pięła się po szczeblach kariery.

Pracowała bardzo często po 12 godzin i do domu przychodziła skonana, nadając się tylko pod prysznic i do łóżka.

Najlepiej jej się odpoczywało nad morzem, które uwielbiała. Lubiła usiąść nad brzegiem, gapiąc się w horyzont i oddając się medytacji, oraz wyciszeniu. Lubiła gorący piasek i morskie kąpiele. Mogła tak spędzać czas na plaży od wschodu do zachodu słońca.

Morze dodawało jej siły, a w oczach pojawiał się blask. Odpoczywała czytając zaległe lektury, co otrzepywało ją z wyrzutów sumienia.

Nagle spadła na nią piłka do siatkówki. Gdzieś tam młodzi mężczyźni grali na plaży, czego ona nie zauważyła i nie obserwowała.

Jeden z nich podbiegł do niej i zaczął przepraszać za zakłócenie jej spokoju.

Spojrzała na niego spod kapelusza i okularów i  mężczyzna od razu wpadł jej w oko.

Wysoki brunet, cudnie opalony, to był Jan właśnie, któremu i Anna od razu wpadła też w oko.

Anna była ślicznie opaloną blondynką o brązowych oczach, co rzadkie jest u blondynek.

Wydała mu się taka delikatna, jak nimfa wodna, której nikt nie powinien  w życiu skrzywdzić.

Spotkali się drugi raz na deptaku i Jan poprosił  bardzo nieśmiało o jej numer telefonu.

Nie miała zastrzeżeń i oboje zapisali swoje numery.

Na drugi dzień Jan zadzwonił i spytał, czy pójdzie z nim na dyskotekę.

Zgodziła się, bo Jan bardzo się jej spodobał.

Ubrała się zalotnie w sukienkę, a blond włosy fantazyjnie uczesała w koczek.

Spojrzała na siebie w lustro uznając, że wygląda pięknie i powinna się Janowi podobać.

Bawili się i wypili kilka drinków. Jan ją w tańcu przytulał i szeptał do ucha komplementy. Potrafił prowadzić ją lekko w tańcu, w którym flirtowali i Anna była Janem zauroczona.

To była ciepła, gwieździsta noc i nawet nie zauważyli kiedy wylądowali u Anny w pokoju i kochali się namiętnie długie godziny.

Urlop Anny dobiegał końca i przyszedł czas pożegnania. Jan pojechał do Gdańska gdzie miał pracę w wydawnictwie, a ona wróciła do Warszawy, by ponownie oddać się pracy w korporacji.

Dzwonili do siebie i byli w kontakcie.  Anna była w Janie zakochana, a on też deklarował wielkie uczucie do niej.

Anna po kilku tygodniach zorientowała się, że jest w ciąży. Przestraszyła się, bo nie miała pojęcia jak to Jan przyjmie.

Poprosiła go, by przyjechał do niej – do Warszawy, aby obwieścić mu nowinę.

Ucieszył się ja wariat i pobiegł do jubilera kupić pierścionek, by Annie się oświadczyć.

Przyjęła oświadczyny i zaczęli planować swoje dalsze życie.

Jan kupił w Warszawie duże mieszkania i znalazł w stolicy pracę.

Oboje świetnie zarabiali i stać było ich na wszystko.

Kiedy Anna urodziła zdrową córeczkę, to po odkarmieniu jej piersią – szybko wynajęła nianię i panią do sprzątania.

Wróciła do pracy, na której jej bardzo zależało, bo miała widoki na awans i wkrótce stała się szafową ważnego działu od sprzedaży nieruchomości. Zarabiała duże pieniądze i chciała więcej i więcej.

Jan pracował w domu z komputerem i robił strony dla klientów i też niezłe pieniądze z tego miał.

Mijali się, bo Anna o poranku szykowała się do pracy i szybko znikała z domu na wiele godzin.

Kiedy wracała, to nie miała siły by córce przeczytać bajeczkę na dobranoc, a męża przytulić i się z nim kochać.

Jan cierpiał, że żona go zaniedbuje i nie ma dla niego czasu. Ich seks był szybki, niedbały i wymuszony, a więc Jan odsunął się od Anny. Oddał się swojej pracy i córce, z którą miał lepszy kontakt niż Anna. Stał się milczący i zasmucony, bo czuł się bardzo samotny w tym związku.

Anna każdego poranka ubierała się elegancko, zakładając szpilki i biegła do pracy. Nie wiedziała, że córka oto poszła do szkoły, a mąż zrobił w domu gruntowny remont i go umeblował na nowo.

Ona tego nie widziała, albo jak przez mgłę nie zdawała sobie sprawy z tego, że wypadła z życia swojego męża, ojca, matki i w końcu swojej jedynej córki.

Pewnego razu obudziła się, a męża już przy niej nie było. Z jadalni dobiegały śmiechy jej dziecka i męża, którzy się ze sobą przekomarzali, że grzanki powinny być bardziej opieczone. Jan kochał córkę i robił dla niej wszystko. To on woził ją do szkoły i bywał na zebraniach rodzicielskich.

Anna siedziała na łóżku i nagle zdało się jej, że to nie jest jej dom i nie jej dziecko i nie ma żadnego męża.

Ta myśl ją dobiła, bo przestała liczyć się w życiu Jana, a jej córka w ogóle jej nie znała.

Wstała z łóżka i poszła do jadalni by ich przytulić Napotkała olbrzymi mur i wtedy właśnie zdała sobie sprawę, że musi zrobić wszystko, aby uratować swoje małżeństwo, gdyż wiedziała, że Jan na nią cierpliwie czeka!

Udało się, kiedy rozpłakana przyznała się do swoich błędów i egoizmu. Zdała sobie sprawę z tego, że popełniła masę błędów.

Wypiła drinka i Janowi powiedziała, że nigdy nie przestała go kochać, ale pochłonięta karierą, która wciągnęła ją niezdrowo, nachalnie straciła rozum. Na szczęście zdążyła zauważyć jak wiele!

Jan ją rozumiał i kiedy tak płakała, wyznając swoje winy – przytulił ją mocno i oto stali na nowo kochającym  małżeństwem.

Kupili domek na wsi, gdzie Anna zajęła się ogrodem z wielką pasją, a wieczorami na tarasie pili wino latem i dużo się kochali.

Anna za jakiś czas urodziła ślicznego syna, któremu oddała się całkowicie – już bez niani.

Jan był szczęśliwy, bo wiedział, że kiedy zamknie się w swoim gabinecie pracy,  Anna zajmie się domem, dziećmi i ogrodem.

Często myśli, że warto było czekać na Annę i miłość do niej dodawała mu siły! Na nowo!

Reklamy

Kochajcie starszych panów. Mądre dziewczyny. Będzie wam zapisany dobry uczynek

 

Zabawię się w taką trochę plotkarę, ale może dlatego, że znowu zrobiło się głośno o byłym Premierze Kaziu Marcinkiewiczu i jego nieudanej miłości z Izabel Marcinkiewicz.

Kilka lat temu poznali się i zakochali, bo miłość to normalna sprawa i  się przydarza.

Kaziu dla Izabel zostawił swoją żonę, która walczyła z rakiem i spłodzone z nią dzieci w ilości sztuk cztery.

No trudno – zdarza się, choć hejt jaki spadł na tą parę był niewyobrażalny  i aż mi się zrobiło ich żal.

Miłość to jest taka choroba, która zakochanych wpędza na długie miesiące do łóżka i każe zapomnieć tych, którym zrobiło się krzywdę.

Zakochani pojawiali się na okładkach, bankietach i wszystkim pokazywali jak się kochają i wara od nich wszelkim plotkarzom, tabloidom i szmatławcom.

No w sumie to zaczęłam im kibicować, bo ona młoda i głupia, ale zakochana, a on chciał się w swoim środowisku pochwalić młodą dupką. Imponowało mu to, że mimo różnicy wieku ma przy sobie taki towar.

Jak to w życiu bywa, to wszystko, co piękne kiedyś się kończy i karma wraca.

Zaczęli się kłócić i w konsekwencji doszło do rozwodu, a zraniona Isabel napisała książkę o związku z Kaziem.

Kaziu się zdenerwował i wydał oświadczenie, które brzmi:

W obronie własnej

W związku z kolejnym, kłamliwym atakiem mojej żony Izabeli Olchowicz na mnie, jestem zmuszony przedstawiać fakty.

Z Izą żyłem od 2009 roku. Od 2010 roku Iza nie pracuje i jest na moim wyłącznym utrzymaniu. Odszedłem od Izy cztery lata temu, w marcu 2013 roku, po wielu miesiącach kłótni. Iza nie mogła zaakceptować moich dobrych relacji z dorosłymi już dziećmi. W grudniu 2015 roku Iza spowodowała wypadek. Zaopiekowałem się nią. Okazało się jednak, że tę sytuację skomercjalizowała współpracując z najgorszym szmatławcem, zwanym tabloidem.

Wszystkich, których powinienem, za swoje błędy przeprosiłem. Od siedmiu lat nie wypowiadam się na temat moich spraw osobistych. Przepraszam jednak także Państwo za ciągłą, bezsensowną i kłamliwą obecność mojego życia osobistego w przestrzeni publicznej.

Kazimierz Marcinkiewicz

W książce podobno Isabel ujawniła wiele ciekawych szczegółów i może dlatego Kaz się tak wkurzył.

Jednak reasumując, to szkoda, że im się nie udało, bo to mogła być piękna miłość młodej kobiety z podstarzałym mężczyzną. Mogli żyć długo i szczęśliwie, a tak wyszła z tego brzydka i niesmaczna historia i tylko pierwszej żony Kaza mi żal i jego dzieci.

Czy ktoś zna taką parę, z taką różnicą wieku, której się udało razem zestarzeć?

List Elżbiety – znalezione w sieci

Kocham moją córkę, ale jeśli dojdzie do rozwodu, stanę po stronie zięcia!

Powinnam stać po stronie córki, choćby nie wiem co? Może. Ale ja tak nie zrobię. W tym konflikcie poprę mojego zięcia.

PRZYSŁAŁA ELŻBIETA, 50 LAT (PRAWDZIWE ŻYCIE) /

Moja córka, Kinga, zawsze była egoistką. Myślała przede wszystkim o sobie, o swoich potrzebach i szczęściu. Inni ludzie nigdy się dla niej specjalnie nie liczyli. Często zastanawiałam się, dlaczego tak jest. No i w końcu doszłam do wniosku, że to w dużej mierze moja wina. Mam ją jedną i od maleńkiego starałam się spełniać jej zachcianki, dawać wszystko, co najlepsze. I w pewnym momencie ona uznała, że jest najmądrzejsza i najpiękniejsza, wszystko jej wolno i wszystko się jej należy… Kiedy to zrozumiałam, próbowałam naprawić swoje błędy wychowawcze, ale było już na to zdecydowanie za późno.

Przez swoje zachowanie córka nie miała zbyt wielu przyjaciół. Ani w szkole, ani na studiach. Ludziom nie podobało się, że traktuje wszystkich z góry, że idzie do przodu po trupach. Chłopcy też szybko od niej odchodzili. Kiedyś niechcący podsłuchałam, jak jeden wykrzyczał jej prosto w twarz, że chce spotykać się z normalną dziewczyną, a nie z rozkapryszoną księżniczką. Byłam zdruzgotana. Bałam się, że już zawsze będzie sama. Aż wreszcie…

 

Szczęściara – ten facet kocha ją do szaleństwa

Artur był pierwszym mężczyzną, który wytrzymał z nią dłużej niż trzy miesiące. Polubiłam go już po naszym pierwszym spotkaniu. Wydawał się taki mądry, odpowiedzialny. I był zakochany w córce do szaleństwa. Przez następne miesiące ze stoickim spokojem znosił jej humorki i fochy, a w końcu poprosił ją o rękę. Kiedy się o tym dowiedziałam, to aż podskoczyłam z radości.
– Zgodziłaś się, prawda? – dopytywałam Kingę.
– No, pewnie… Wreszcie spotkałam faceta który potrafi docenić to, że jestem wyjątkowa – odparła.
Nie podobała mi się za bardzo ta odpowiedź, ale jednak odetchnęłam z ulgą. Łudziłam się, że gdy córka wyjdzie za mąż, urodzi dzieci, to wreszcie zrozumie, że nie jest pępkiem świata, że zmieni się na lepsze…

Na początku wyglądało na to, że moje marzenie się spełniło. Rok po ślubie Kinga urodziła synka, Piotrusia. Nie widywałam często wnuka, bo młodzi ze względu na pracę Artura, przeprowadzili się na drugi koniec Polski. Gdy jednak tylko miałam kilka dni wolnego, jechałam do nich w odwiedziny. Wydawało mi się, że świetnie im się układa. Córka czule zajmowała się maleństwem, a zięć ją wspierał. Niestety, wkrótce miałam się przekonać, że to tylko pozory.

To było tydzień temu. Właśnie szykowałam się do snu, gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. W progu stał Artur i trzymał w ramionach trzyletniego Piotrusia.
– Mamo, przepraszam, że nie uprzedziłem o wizycie, ale nie miałem do tego głowy… Czy mogę zostawić u ciebie małego na jakiś czas? Dwa, trzy tygodnie, nie dłużej… – zapytał, gdy weszli do środka.
– Oczywiście, że możesz. Ale czy coś się stało? – przestraszyłam się.
– Nic takiego. Muszę po prostu wyjaśnić kilka spraw z Kingą – odparł.
– Jakich spraw? – wykrztusiłam.
– Może najpierw położyłbym Piotrka spać? – popatrzył na mnie znacząco.

– A tak, oczywiście – zrozumiałam, że nie chce rozmawiać przy dziecku.

Pościeliłam łóżko w gościnnym pokoju, poczekałam aż zięć utuli małego do snu a potem zaciągnęłam go do salonu.
– Mów, co się dzieje – zażądałam.
– Nie wiem, od czego zacząć… – zięć westchnął smutno.
– Najlepiej od początku – odparłam.
Czułam, że to nie będą dobre wiadomości, bo inaczej nie przyjeżdżałby z synem, ale takiego horroru się nie spodziewałam.

Artur mówił przez prawie godzinę. Słuchałam go i niemal czułam, jak przybywa mi siwych włosów. Okazało się, że moja córka od ponad roku prawie nie zajmuje się synkiem i domem. Znika na całe dnie, a nawet noce, imprezuje. Artur musiał wynająć opiekunkę, żeby mały, gdy on jest w pracy, nie siedział w domu sam.
– Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? – jęknęłam.
– Miałem nadzieję, że to przejściowe kłopoty, że Kinga jest zmęczona macierzyństwem, że potrzebuje oddechu. Że w końcu się opamięta… – zawiesił głos
– Nie opamiętała się?
– No nie… A na dodatek ostatnio dowiedziałem się, że ma kochanka… – znowu zamilkł.
– Niemożliwe – pokręciłam głową z niedowierzaniem.
– Też w to nie wierzyłem. Myślałem, że to głupie plotki. Ale wczoraj ją o to zapytałem. I wiesz co? Przyznała się.
– ???
– A tak. Powiedziała, że w naszej sypialni wieje nudą, że potrzebuje odmiany. I że to nic takiego, tylko seks. Wiele rzeczy jej wybaczałem, ale tego nie mogę. Nie potrafię – pokręcił głową.
– Co zamierzasz? – wykrztusiłam.
– Chcę poważnie porozmawiać z Kingą. Albo natychmiast zerwie z kochankiem i zacznie zachowywać się jak żona i matka albo z nami koniec. Wnoszę sprawę o rozwód i całkowitą opiekę nad Piotrusiem. A ona niech znika z naszego życia – odparł.

Nogi się pode mną ugięły. Dobrze znam córkę i wiem, że jeśli zięć postawi jej ultimatum, to ona tylko nadmie usta i powie, żeby robił, co chce.
– A może najpierw ja spróbuję przemówić jej do rozumu? – zaproponowałam.
– Wybacz, mamo, ale nie chcę, żebyś się wtrącała. Sami musimy załatwić nasze sprawy. Obiecaj więc, że do niej nie zadzwonisz. Jak będzie wszystko jasne, to sam się odezwę – poprosił.

 

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ona to robi?

Obiecałam, ale nie dotrzymałam słowa. Nie potrafiłam zrozumieć, jak Kinga może krzywdzić tak wspaniałego męża. Może to dziwne, ale wierzyłam Arturowi. Gdy więc następnego dnia wyruszył do domu, natychmiast skontaktowałam się z córką. Zapytałam wprost, czy to prawda, że znalazła sobie kochanka. Nie zaprzeczyła. Stwierdziła, że życie rodzinne ją już znużyło, że chce czegoś więcej… Rozpłakałam się z bezsilności i żalu.

Nie wiem, co będzie dalej z ich małżeństwem, bo na razie nie mam żadnych wiadomości. Zięć milczy, córka też… Może próbują się jednak jakoś dogadać? Jeśli jednak dojdzie do rozwodu, stanę po stronie Artura. Bo to on jest ten dobry, a moja córka zła…

http://polki.pl/po-godzinach/z-zycia-wziete,moja-dorosla-corka-jest-egoistka-prawdziwa-historia-elzbiety,10420193,artykul.html?utm_source=SG&utm_medium=Post&utm_campaign=http%3A%2F%2Fpolki.pl%2Fpo-godzinach%2Fz-zycia-wziete%2Cmoja-dorosla-corka-jest-egoistka-prawdziwa-historia-elzbiety%2C10420193%2Cartykul.html

Świat wstrzymał dzisiaj oddech!

Nie miałam dzisiaj za dużo czasu na Internet, bo real też ma swoje, bardzo ważne prawa i trzeba się przenieść do swoich obowiązków dla rodziny.

Jednak kiedy wieczorem odpaliłam komputer i zajrzałam oczywiście na Facebooka, to od razu zauważyłam, że świat wstrzymał oddech. Wstrzymał oddech i to nie z powodu ataku terrorystycznego, czy też kolejnej, okropnej wojny, a z powodu rozwodu najpiękniejszej pary świata, czyli Angeliny Jolie i Brada Pitta.

A wszystko zaczęło się tak:

Angelina Jolie i Brad Pitt poznali się w 2004 roku na planie filmu Pan i Pani Smith. Aktor był wtedy mężem Jennifer Aniston – oboje przez lata zapewniali, że ich romans zaczął się już po rozstaniu z gwiazdą Przyjaciół, jednak ostatecznie przyznali, że „trochę się pospieszyli”. Mają razem szóstkę dzieci: 15-letniego Maddoxa, 11-letnią Zaharę, 10-letnią Shiloh, 9-letniego Paxa oraz 8-letnie bliźniaki, Vivienne i Knoxa.

W sierpniu 2014 roku, dość niespodziewanie, postanowili zalegalizować swój związek. Słowa małżeńskiej przysięgi pomagały im pisać dzieci, które udekorowały też swoimi rysunkami suknię Angeliny.

Dzisiaj świat obiegła informacja, że w poniedziałek Jolie wystąpiła do sądu z pozwem rozwodowym, powołując się na „niemożliwe do pogodzenia różnice”. Domaga się wyłącznej opieki nad dziećmi, z możliwością sądownie ustalonych spotkań z Pittem.

Przez ostatnie 12 lat Angelina i Brad uchodzili za najważniejszą i „idealną” parę światowego show biznesu.

Rozwód

Kurcze blade dlaczego? Tak sobie pomyślałam od razu. Oczywiście prawda gdzieś jest pośrodku, ale bardzo zrobiło mi się dziwnie, bo z przyjemnością na nich patrzyłam  w filmach i prywatnie, kiedy media pokazywały ich fotosy. Jakaż Ona piękna i jakiż piękny On. Blask od nich bił z każdego zdjęcia.

Uważałam ich za bardzo udaną parę świata, taką, której nie jest w stanie nic rozłączyć, bo miłość przede wszystkim, a tu masz!

Rozwód i koniec związku i z tego można wnioskować, że miłość nie jest wieczna, a pieniądze też szczęścia nie dają – przykre!

A ja ze swoim Bradem już jestem 40 lat i przetrwaliśmy burze i oceany, tsunami i wciąż się kochamy! 😀

A Ty inna kobieto co byś zrobiła?

Mam 44 lata i trójkę dzieci. Pół roku temu poznałam prawdę, która wywróciła mój świat do góry nogami.

 

Na początku niczego nie podejrzewałam. Mój mąż później wracał z pracy, zaczął się umawiać z kolegami na piwo, chociaż wcześniej robił to bardzo rzadko.

Pewnego dnia mąż zostawił telefon na stole w kuchni, a sam poszedł na spacer z psem. Nie, nie zaczęłam przeglądać jego wiadomości. Po prostu odebrałam telefon.

Dzwoniła ONA. Powiedziała do słuchawki coś w rodzaju ” Część kotku, widzimy się dzisiaj wieczorem?” Kiedy to usłyszałam, wszystkie elementy układanki złożyły się w całość. Nie rozłączyłam się, nie zaczęłam histerycznie krzyczeć. Zwyczajnie się przedstawiłam. Kobieta po drugiej stronie telefonu była zdziwiona, ale również zachowała spokój.

Okazało się, że to jego koleżanka z pracy, młodsza od niego o 10 lat. Wiedziała, że ma żonę i dzieci. Powiedziała, że czuła się samotna po własnym rozwodzie i zagłuszyła wyrzuty sumienia. Spotykali się od miesiąca. W jej głosie było słychać poczucie winy.

Rozłączyła się, a ja zdałam sobie sprawę, że nie wiem co dalej. Nie powiedziała, że zakończy ten związek. Ja też o tym nie wspomniałam. Co teraz? Nie mogłam wyobrazić sobie rozwodu, ale nie byłam w stanie myśleć, że będę spała z tym człowiekiem w jednym łóżku.

Dlaczego mnie zdradził? Wiem, że nie wyglądam już tak jak kiedyś. Przez lata przybyło mi parę zmarszczek i kilogramów. Często chodziłam zmęczona, łącząc obowiązki domowe z pracą i z wychowaniem dzieci. Przestaliśmy rozmawiać, oddaliliśmy się od siebie.

Uświadomiłam sobie, że mimo wszystko go kocham i chcę walczyć o ten związek. Poza tym były jeszcze nasze dzieci. Wprawdzie nasz najstarszy syn właśnie zdawał maturę, niedługo wyfrunie z gniazda, ale młodsze córki potrzebują obojga rodziców.

Mąż po powrocie ze spaceru zastał mnie we łzach. Długo tego dnia rozmawialiśmy. Przepraszał mnie co chwila. Kolejne miesiące były bardzo ciężkie. On szukał nowej pracy, żeby odciąć się od byłej kochanki. Zapisaliśmy się na terapię małżeńską. Dużo się kłóciliśmy, parę razy miałam ochotę wystawić jego walizki za drzwi. Nie zrobiłam tego. W końcu rozmowy i wspólnie spędzany czas zaczęły przynosić rezultaty.

Poszliśmy na randkę. Taką prawdziwą, do restauracji, na kolację przy świecach. Na przeciwko siebie znowu dostrzegłam osobę, w której się zakochałam. Wtedy on klęknął na jedno kolano, wyjął z kieszeni pierścionek i zapytał, czy chcę odnowić przysięgę małżeńską. Popłakałam się ze szczęścia.

Jutro w obecności rodziny i przyjaciół, znowu wyznamy sobie miłość. A potem będziemy tańczyć do białego rana!

Wiem, że dla wielu z Was to może być głupie i naiwne, ale pamiętajcie, że życie nie jest czarno białe. Nigdy nie zapomnę tego, co czułam, kiedy poznałam prawdę, ale wiem, że o to uczucie i naszą rodzinę warto jest walczyć do końca!


Ta historia naszej Czytelniczki daje do myślenia. Trzymamy kciuki za jej małżeństwo!

http://niezwykle.pl/niezwykle/1,144981,20067808,mam-44-lata-i-trojke-dzieci-pol-roku-temu-poznalam-prawde.html

Kiedy kobiecie seks odbiera rozum!

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia – kolejne od dwudziestu lat w jej małżeństwie. Wiedziała, że musi się do nich przygotować, bo przecież jest żoną i matką, a więc jak każdego roku zrobiła sobie plan i przystąpiła do działania – krok po kroku realizując, to co zaplanowała.

Beata nigdy nie pracowała, a więc mąż zarabiał na wszelkie wydatki w ich gospodarstwie i na szczęście przynosił do domu bardzo dobre pieniądze z etatu inżyniera. Nie brakowało im nigdy na nic i Beata starała się gospodarować oszczędnie, a więc mąż nigdy nie miał do niej pretensji, że szasta kasą.

Jednak tego roku jakoś opornie jej szyły zakupy i sprzątanie domu. Nagle opuściły ją siły i werwa, a zbliżające święta kompletnie ją nie cieszyły.

Owszem zrobiła prezenty pod choinkę dla swoich trzech mężczyzn, ale w głowie kołatała się jej myśl – co dalej?

Nie kochała już swojego męża, bo w łóżku żar już dawno wygasł, a i maż lekko przytył i widziała w nim leniwego misia, który po pracy wchodził w kapcie i nie miał jej nic ciekawego do zaoferowania. Nudziła się ze swoim mężem, choć darzyła szacunkiem, że nie pije, nie pali i ciężko pracuje na rodzinę.

Przy mężu zaoszczędziła pieniądze w dość sporej kwocie i to dawało jej siłę.

Miała postanowienie, że w Sylwestra wszystko mężowi opowie i wyjaśni, ale miała tak wiele wątpliwości, że oblewał ją zimny pot na chwilę, kiedy będzie musiała odkryć karty.

Zakochała się jak młódka w bardzo przystojnym facecie, z którym spotykała się w hotelach od roku. To były jej chwile i to był ten mężczyzna, który na nowo obudził w niej kobietę. Pędziła na te spotkania jak łania i syciła się seksem ze swoim kochankiem. Pasowali do siebie jakby połączyła ich wielka nić porozumienia i zgodności. Była przy nim wreszcie pożądaną kobietą i to z tym drugim pragnęła się zestarzeć.

Jeszcze przed Sylwestrem kochanek pokazał jej swoje mieszkanie, które dla nich kupił, aby miała pewność, że odchodząc od męża będzie miała gdzie mieszkać. Pokazał jej firmę, gdzie naprawiano samochody, a on jest jej właścicielem, a więc ona będzie miała stabilność i bezpieczeństwo przy swoim mężczyźnie.

Przyszedł Sylwester. Dzieci poszły ze swoimi znajomymi bawić się, a ona oznajmiła mężowi, że odchodzi.

Spojrzał na nią,  podszedł do szafy i podał jej walizki. Kazał ze stoickim spokojem się jej spakować.

Odeszła, choć miała ogromne wyrzuty sumienia w stosunku do dzieci, bo mąż kazał jej zabrać, co tylko chce, ale dzieci nie pozwolił sobie zabrać.

Płakała, ale i była szczęśliwa, że oto tak łatwo już na zawsze będzie ze swoim ukochanym. Liczyła na to, że dzieci z czasem jej wybaczą.

Jej życie toczyło się z kochankiem między domem, a eleganckimi kolacjami w restauracjach i uniesionym seksem. Była tak szczęśliwa, że w końcu zmieniła swoje życie.

Minęło parę miesięcy, kiedy kochanek poprosił ją, aby zainwestowała swoje pieniądze w jego firmę, która nagle przechodzi kłopoty. Kochanek zapewnił ją, że kiedy kupi potrzebną maszynę, szybko stanie na nogi i wszystko z czasem jej odda.

Uwierzyła rzecz jasna i wypłaciła z konta 5o tysięcy i przelała je na konto kochanka.

Pewnego dnia, po zakupach chciała wejść do domu, ale zamki były zmienione, a kochanek się ulotnił.

Wpadła w panikę, bo oto znalazła się na burku. Kiedy zgłosiła sprawę na policję, to okazało się, że nie ona pierwsza została oszukana przez tego pana, bo oto na policję zgłosiły się jeszcze dwie kobiety, które mu zaufały.

Beata znalazła się w potrzasku, bo bez dachu nad głową, bez pieniędzy i nie wiedziała, co ma ze sobą robić.

Poprosiła męża o to, by ją przyjął do domu, ale ten spokojnie jej oznajmił, że już jest mężczyzną zajętym, a jego nowa kobieta właśnie po niej pozbywa się wszystkiego.

Wynajął jej kawalerkę w wątpliwej dzielnicy i załatwił pracę w piekarni, by miała chleb i coś na chleb.

Czy karma wraca?

Dzień dobry. 🙂 Już jesiennie. 🙂

Może nie powinna mnie ta sprawa obchodzić, ale z racji takiej, że każda kobieta należy raczej do osób empatycznych, to postanowiłam, że wtrącę swoje trzy grosze.

Poznali się w 2008 roku, a więc siedem lat już minęło od pierwszego zauroczenia i wybuchu wielkiej i namiętnej miłości.

Były Premier Kazimierz Marcinkiewicz zostawia swoją żonę i czwórkę dzieci i idzie w ramiona kobiety młodszej o 22 lata.

Ogłaszają swoją miłość na łamach prasy i mediów i biorą szybko ślub. Po tym cała Polska potępiła ten związek, tym bardziej, że Kazimierz zostawił podobno chorą żonę i nieletnie dzieci jako zdeklarowany katolik.

Młoda para pojawia się na okładkach, na zdjęciach z cudownych wakacji, a także z imprez i restauracji, bo paparazzi im nie odpuszczali.

Stali się sławni, kiedy na ekranie telewizyjnym Kaz wyznaje miłość swojej, pięknej i młodej żonie. Szok normalnie i na jego bloga zbiegła się fala hejterów, którzy uprzykrzyli im życie tak, że Kaz bloga zamknął, ponieważ nie zniósł krytyki, a ta popłynęła lawinowo.

Ja zapomniałam o tej parze w nadziei, że żyje im się dobrze i uwili swoje gniazdko, a nawet miałam nadzieję, że pojawi się śliczne bejbi, ale tak się niestety nie stało!

Minęło siedem lat i nagle coś zaczęło się między nimi psuć. Izabel ulega wypadkowi i uszkadza sobie lewą rękę. Kaz nie odwiedza jej w szpitalu i nagle paparazzi wypatrzyli oboje w sądzie. Oto Kaz stracił zainteresowanie młodą żoną, a ona domaga się od niego ogromnych alimentów. Kaz ląduje w szpitalu z podejrzeniem o zawał serca. Izabel nadal ma niewładną rękę, a rehabilitacja nie daje oczekiwanych rezultatów, a więc co?

Dlaczego tych dwoje ludzi, tak bardzo w sobie zakochanych, nagle się tak destrukcyjnie wyniszczyli? O co tu mogło pójść?

Czy uczucie się wypaliło? A może chodzi już tylko o walkę o pieniądze dla niepracującej Izabell. Może po prostu wróciła karma za zmarnowane życie pierwszej żonie byłego Premiera i ich opuszczonych przez ojca dzieci, w momencie, kiedy najbardziej go potrzebowały?

Co Wy na to?

Co drugi mężczyzna zdradził swoją żonę – statystyki!

Pobrali się z Julią pięć lat temu z wielkiej i pełnej namiętności miłości. Szalał za Julką, bo wydawała mu się taka zabawna i mądra, a do tego niezwykle piękna. Zawsze lubił blondynki o długich nogach i Julka taka właśnie była. Mogła mieć każdego faceta, ale wybrała właśnie niego i z tego powodu nosił głowę wysoko jak paw, a kumple mu zazdrościli takiej laski.

Szybko kupili mieszkanie w bardzo dobrej dzielnicy, dużego miasta i urządzali ochoczo to swoje gniazdko, a kiedy napomknął Julce, że może już czas na dziecko, to go ofuknęła ostro, że jeszcze nie czas, bo dla niej ważniejsza była kariera w korpo, gdzie wysoko już stała. Wciąż jej było mało, a więc pracowała bardzo ciężko po 12 godzin dziennie.

Marek był dumny z zapędów swojej żony, że jest tak bardzo ambitna i ma w firmie poważanie. Zresztą rodzice Marka wychwalali synową pod niebiosa, że taka piękna i pracowita i zarabia duże pieniądze. Julka była lubiana i stawiana za wzór kobiety nowoczesnej i niesłychanie ambitnej.

Marek przychodził do domu i brał się za robotę w domu. Robił zakupy, sprzątał i prał, aby tylko odciążyć swoją żonę, która wracała z pracy skonana. Nauczył się gotować i nawet piekł ciasta i często z gorącą kolacją czekał na Julkę, bo wiedział, że po pracy potrzebny jest jej relaks i oddech od codzienności.

Nie gniewał się kiedy odmawiała mu upojnego wieczoru, choć czasami zasypiał niespełniony jako mężczyzna i wspominał czas, kiedy ich igraszki w łóżku, to było czyste szaleństwo uniesień.

Kokietował żonę niczym nastroszony kogut i kupował jej kwiaty oraz drobne upominki na znak miłości, ale Julka podczas kolacji o niczym innym nie mówiła, jak tylko o pracy. Najdrobniejsze niepowodzenie przeżywała i opowiadała Markowi wszystko ze szczegółami, a on spuszczał coraz częściej głowę i udawał, że jej słucha.

Coraz częściej bolała ją głowa i coraz częściej zasypiali obok siebie odwróceni plecami. Marek cierpiał, ale kochał żonę wciąż i czekał, aż coś się wreszcie zmieni i wróci dawny seks i zaufanie.

Poznał  Martę, którą zatrudniono jako księgową w jego zakładzie pracy. Marta była mężatką i miała dwoje dzieci w wieku przedszkolnym. Coś między nimi się zadziało i zaiskrzyło. Od razu się polubili i dużo czasu spędzali ze sobą w pracy. Śmiali się i żartowali najpierw całkiem niewinnie, ale w końcu się umówili na kawę w kawiarni i potem już poszło błyskawicznie.

Rok czasu umawiali się w hotelu, który wynajmuje pokoje na godziny. Kiedy byli razem nie mogli się od siebie odkleić. Marta rozumiała Marka, że żona jest taka dla niego obojętna, a i ona w małżeństwie czuje się niedoceniona i niespełniona, ale oboje trwają w tym, że nie chcą rozwalać swoich związków.

Marek pokochał swoją kochankę i porównuje ją z Julką, która tylko w towarzystwie, jakby na pokaz darzy go uczuciem gładząc po włosach i po policzku, wychwalając jego zalety, a w domu jest zimna i zamknięta w sobie.

Marta jest inna i Marek wie, że może się jej z wszystkiego zwierzyć i może po niesamowitym seksie,  leżeć obok niej i ani mu się nie spieszy do domu, ani do żony i to samo czuje Marta, choć musi gnać chociaż do dzieci.

W pewnym momencie oboje się zreflektowali, że to jest nieuczciwe i zaprzestali spotkań, aby nie ranić bliskich, bo wyrzuty sumienia rozrywały im serca, ale to trwało zaledwie dwa tygodnie. Ponowie wrócili do ukradkowych spotkań, bo żyć bez siebie już nie mogą!

Najnowsze badania donoszą, że co drugi mężczyzna zdradza swoją żonę, a co trzecia kobieta zdradza swojego męża, a więc wniosek z tego taki, że możemy żyć w nieświadomości, że jesteśmy w tej statystyce niczego nie podejrzewając. Współczujemy zdradzonej koleżance, czy też koledze. Taki jest świat kochani!

Najbardziej mnie śmieszy fakt, że trolle, które mnie wyśmiewają w różnych miejscach są nieświadome, że też są zdradzane, albo były. Ot, taka dygresja, choć ja o zdradzie wiem i miałam czas na wybaczenie, a te kanalie nie mają o tym pojęcia i umrą w nieświadomości, ale to chyba wyjdzie im tylko na zdrowie. Niektórzy zdradzacze już nie żyją, a więc tym bardziej już wszystko jest zamiecione pod trumnę, a one z uwielbieniem palą te znicze i kładą kwiaty na grobach. Naiwniaczki!

” W Polsce do zdrady przyznaje się co drugi mężczyzna i 1/3 kobiet. Z powodu zdrady rozwodzi się 1/4 małżeństw. Temat postanowiła zgłębić Marta Szulawiak-Turska. W 3. odcinku Seksu bez tajemnic spotka się z kobietą, która po 6 latach związku została zdradzona, tuż przed ślubem. Dziś sama uwodzi mężczyzn przez Internet, aby dowieść teorii, że każdy facet jest gotów „skoczyć w bok”.

 

– Te wyniki były dla nas dużym zaskoczeniem – mówi we „Wprost” Natalia Hipsz, socjolożka z CBOS. Najnowsze badanie pokazało, że 52 proc. mężczyzn i 33 proc. kobiet w Polsce ma za sobą zdradę lub romans z osobą będącą w związku. Jak pisze tygodnik, dotychczas do zdrady przyznawało się 14 proc. Polaków. Jednak CBOS zapewnia, że zastosował nową metodę eliminującą przekłamane odpowiedzi.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14170882,CBOS__Co_drugi_Polak_i_co_trzecia_Polka_maja_za_soba.html

Dar od losu, rozwodu już nie będzie!

Olka i Jowita nie widziały się przez 30 lat, bo ostatni raz widziały się na balu maturalnym. Lubiły się w szkole średniej, choć pochodziły z różnych miejscowości, ale pomieszkiwanie we wspólnym pokoju w internacie bardzo je do siebie zbliżyło.

Każda z nich po maturze poszła w swoją stronę i każdego roku pamiętały o sobie w okresie świąt, imienin, kiedy to wysyłały sobie okolicznościowe kartki.

Kiedy dowiedziały się, że ich szkoła organizuje imprezę z okazji rocznicy istnienia szkoły i zaproszone zostały na uroczystość starsze roczniki nie wahały się. Obie się wybrały, aby spotkać się z innymi, powspominać i po prostu  zrelaksować.

 Olka i Jowita były już po pięćdziesiątce, takie dojrzałe panie, a panowie, czyli koledzy z klasy także się zmienili, bo siwizna i brzuszki się przez te lata pojawiły, ale wszyscy się rozpoznali i śmiechu było co nie miara.

Odbyła się część oficjalna, taka wspomnieniowa, na której byli nauczyciele, którzy uczyli  ich w tamtych czasach, ale wielu już zabrakło. Były kwiaty i podziękowania i oczywiście lampka szampana z życzeniami, aby za pięć lat spotkać się znowu w niezmienionej i tak licznej ilości absolwentów, którzy mieli w sobie sentyment do szkoły, która wypuściła ich w dorosły świat.

Jowita i Olka nie poszły na studia, gdyż obie bardzo szybko wyszły za mąż, ale nic nie wiedziały o sobie i o tym jak potoczyło się ich życie. Mieszkały od siebie oddalone o setki kilometrów i tylko łączyły je te kartki kilka razy w roku i były siebie spragnione, gdyż okazało się na imprezie, że wciąż są sobie bliskie. Te lata absolutnie niczego nie zmieniły.

Po części oficjalnej zaproszono wszystkich na wielki bal, na którym przygrywała orkiestra grająca stare kawałki z młodości. Wiara rzuciła się na parkiet i wszyscy byli zachwyceni organizacją tego spotkania.

Jowita i Olka miały inny plan i zamówiły dwie butelki czerwonego wina ukrywając  się w pobocznej salce, którą rozświetlały świece i było bardzo kameralnie. Chciały być same i obie jakoś wiedziały, że mają sobie wiele do powiedzenia.

Musiały się po latach ze sobą oswoić, a wino im w tym pomogło bardzo. Olka zaczęła pierwsza po pierwszej lampce wina i oznajmiła Jowicie, że złożyła pozew o rozwód, gdyż musi odzyskać po tych traumatycznych latach swoją twarz.

Wyciągnęła coś z torebki i podała Jowicie jakiś list do przeczytania, aby ta zrozumiała w mig, że jej rozwód to nie jest żadna fanaberia.

Jowita założyła okulary i w świetle świec zaczęła lekturę i czytała:

– Drogi mój mężu, muszę z tobą wziąć rozwód, bo już nie zniosę tych wszystkich kłamstw i matactw. Myślałam, że wyszłam za mąż za prawego człowieka, a okazałeś się zwykłą świnią i tchórzem. Wydało się na samym początku naszego związku, że będziesz miał dziecko z tą lafiryndą, co to ją bzykało pół miasta i to ci wybaczyłam. Przepłaciłam to swoim zdrowiem i utratą kobiecości. Chciałam to wszystko jakoś poskładać, bo przecież mieliśmy już swoje dzieci, a ja starałam się z całych sił, by nasze dzieci miały ojca. Nie przyznałeś się nigdy, że ten dzieciak jest twój i nie miałeś na tyle odwagi, by mnie opuścić i iść do tego NIC! Okej, po próbie samobójczej uznałam, że od tej pory będziesz dobrym mężem i ojcem i będziemy już żyli długo i szczęśliwie, ale za chwilę dowiaduję się, że masz romans z salową w naszym szpitalu. Nie przyznałeś się oczywiście, ale po rozmowie z tą kobietą po dwóch miesiącach, otrzymałam od niej list, że mnie przeprasza, iż zrobiła mi bałagan w moim życiu i wyprowadza się, bo wychodzi za mąż. Ty ten list podarłeś w złości i znów się wszystkiego wyparłeś. Okej, przeszłam do porządku dziennego i dalej biegałam do pracy, prałam i prasowałam, aby ten dom wyglądał na zadbany, a nasze dzieci nie odczuły, że cierpię.

Kochałam cię i wyciągałam z każdej opresji w nadziei, że wyjdziemy na prostą i w końcu będę spokojna, że żadna baba mi już nie zagrozi, ale to był znowu błąd. Po latach dowiedziałam się, że pykasz babsko z jakieś ze sklepu, co to jej mąż się powiesił i tak ją pocieszałeś przez osiem lat. Kurcze, dlaczego ja tego nie zauważyłam, bo nasz seks też był satysfakcjonujący. Uśpiłeś moją czujność posuwając i mnie, tak, że czułam się spełniona.

Kiedy się dowiedziałam, że posuwasz nas dwie, zaczęłam zaglądać do kieliszka i piłam na umór, bo nie mogłam się z tym pogodzić. Co zrobiłeś? Nasłałeś na mnie lekarza psychiatrę, aby mnie zamknął do psychiatryka, a ja wywrzeszczałam, że to ciebie powinni leczyć jako seksoholika, bo to ty zrobiłeś z mojego życia piekło i w sądzie wygrałam.

Niby się uspokoiłeś, ale nagle dowiaduję się, że idziesz na ślub córki swojej kochanki i robisz tam zdjęcia, co zostaje wstawione do sieci, a potem oświadczasz mi, że idziesz na komunię do syna swojej nieślubnej córki, to szlag mnie trafił i powiedziałam dość!

Nadmienię, że gdyby nie ja i moja determinacja i moje leczenie w siedmiu szpitalach byłbyś już nikim. Kochanki patologiczne by zapiły ciebie na śmierć i dawno byś leżał w grobie, albo w rowie. To ja zawsze wyciągałam w stosunku do ciebie pomocną dłoń. Tłumaczyłam, że to moja rodzina, stworzona na gruzach jest najważniejsza, ale nagle mnie olśniło i doszłam do wniosku, że jesteś nie reformowalny i mimo prawie sześćdziesiątki na karku niczego nie pojąłeś. Idź precz z mojego życia. Idź i legalnie pieprz kogo tam chcesz. Opuść mój dom, który starałam się stworzyć. Idź bzykać swoje kochanki, a mnie to już zwisa i powiewa, bo ja byłam całe życie szczera i lojalna, a ty śmieciu jak zdradzałeś, tak będziesz to robił i w końcu to zrozumiałam. W ciągu jednego dnia otrzeźwiałam i mnie olśniło.

Ile miałeś tych kochanek – 8,9,10, pewnie sam już się nie możesz doliczyć, ale ja o wielu wiedziałam, a jednak zaciskałam zęby, bo nie raz klęczałeś i błagałeś o przebaczenie, że już nigdy więcej. W końcu dojrzałam do tego, że szkoda jest resztki mojego życia dla ciebie. Dzieci są już duże i doskonale sobie w życiu radzą, a ja też sobie dam radę, bo jestem teraz bardzo silna.

Zostaniesz sam jak palec na stare lata, bo ja już ci nie podam szklanki wody, a dzieci się na ciebie wypięły, bo też zrozumiały, że jesteś kawał drania.

Czekaj na pozew rozwodowy i to jest moje ostatnie zdanie w temacie naszego małżeństwa!

Jowita przeczytała ten dramatyczny list i łzy lały się jej po twarzy.

– Boże ile ty przeżyłaś i nigdy mi się nie poskarżyłaś przez te lata – wyszeptała.

– Musiałaś go kochać nad życie, a on okazał się nie wart tej miłości, a my z Jankiem wciąż się kochamy i nie wyobrażam sobie, bym miała przejść przez takie piekło i wiesz…

Nagle zadzwonił telefon Olki, który przerwał rozmowę koleżanek.

– Mamo, to ja. Nie chcę psuć ci zabawy, ale mam przykrą wiadomość. Ojciec biegał jak każdego poranka i znaleziono go martwego na ścieżce. Zawał mamo!

Kiedy Olka usłyszała taką wiadomość polała wino do kieliszków i oznajmiła Jowicie, że mają co oblewać, bo rozwodu już nie będzie.

Trauma dwóch kobiet

Katarzyna wyszła za mąż mając niespełna 20 lat. Zakochała się jak wariatka w chłopaku poznanym na wakacjach. Była z koleżanką nad morzem za ciężko uskładane pieniądze, ponieważ rodzice jej byli bardzo biedni. Pracowała dorywczo imając się różnych prac i po zdaniu matury, chciała pojechać gdzieś w ciekawe miejsce..

Na plaży zapoznała Łukasza i nie minął tydzień, a stali się parą nierozłączną. Poszło bardzo szybko, gdyż Łukasz przyjeżdżał do niej w każdy weekend i zaczęli ze sobą sypiać. Uważali, aby niespodziewanie Kasia nie zaszła w ciążę, ale niestety. Po pół roku znajomości Kasia zauważyła, że z jej organizmem dzieją się dziwne rzeczy. Każdego poranka wymiotowała, straciła apetyt i w końcu zaczęła podejrzewać, że jest w ciąży.

Lekarz to potwierdził i Kasia wyszła od niego trochę szczęśliwa, a trochę załamana, bo Łukasz nie chciał mieć tak szybko dziecka i ona nie wiedziała jak mu to powiedzieć, że zostaną rodzicami.

Cóż stało się, a więc zaczęli planować ślub, choć nie mieli pieniędzy, ale Łukasz stanął na wysokości zadania i kiedy dostał pracę, to każdy grosz składali na uroczyste, choć skromne wesele, a także na wynajęcie jakiegoś kąta, by zamieszkać razem.

Kasia pracy nie mogła znaleźć, ponieważ nikt nie chciał zatrudnić kobiety w ciąży, ale Łukasz nie trwonił żadnego grosza i w końcu wesele się odbyło. Zamieszkali w bardzo skromnym pokoju z malutką kuchnią i wspólną ubikacją z innymi sąsiadami. Byli szczęśliwi, że są razem i oczekują na dziecko.

Alicja, bo tak dali na imię swojej córce przyszła na świat bez żadnych komplikacji i oboje się ogromnie cieszyli, że urodziła się taka śliczna i zdrowa.

Wszystko jakoś się układało i tworzyli rodzinę, ale Kasia trochę narzekała, że mąż mało jej pomaga przy dziecku, bo pracował bardzo dużo i wracał do domu skonany. Zaciskała zęby, choć całe dnie była sama z dzieckiem, a kiedy mąż wracał, to nadawał się tylko do spania i jakoś przestali się rozumieć i nie rozmawiali ze sobą praktycznie i tak było wiele miesięcy.

Pewnego dnia do Kasi przyszła koleżanka na kawę i między słowami dała jej do zrozumienia, że mąż Kasi ją zdradza i wcale nie pracuje tak długo, a ma inną kobietę w okolicznej wiosce, choć to nic pewnego, ale warto to sprawdzić.

Nie chciała w to wierzyć, ale pewnego dnia zostawiła córkę z koleżanką i śledziła go pod zakładem pracy i faktycznie jej mąż wsiadł do autobusu i pojechał w kierunku wioski, gdzie rzekomo miał spotykać się z tą drugą.

Wzięła taksówkę i na następny raz kazała kierowcy śledzić autobus. Faktycznie mąż Kasi wszedł do domu, a kiedy tam zapukała, to drzwi otworzyła jej kobieta, a jej mąż był wielce zdziwiony, że ją widzi. Wszystko się wydało, bo kobiety rzuciły się na siebie i każda z nich twierdziła, że jest jego kobietą.

Oczywiście po tym wszystkim złożyła pozew o rozwód i szybko go otrzymała. Nie chciała mieć z tym człowiekiem już żadnego kontaktu, a tylko potrzebowała od niego alimentów na ich córeczkę.

Musiała postarać się o pracę i otrzymała ją po kursie dla pomocy dla dentystów, gdzie nieźle zarabiała. Oddała się całkowicie wychowywaniu córki i robiła wszystko, aby małej niczego nie zabrakło. Rozpieszczała ją i pozwalała na wszystko.

Szybko jej kupiła komputer i była dumna, że kupiła go na raty i stać było ją, aby je spłacać. Córka rosła zdrowo i w zasadzie nie miała z nią kłopotów, bo uczyła się celująco i nauczyciele ją chwalili, a więc komputer tylko jej pomoże jeszcze bardziej w nauce – myślała.

Kiedy Alicja skończyła 15 lat, to Kasia siadła też do  komputera i dała ogłoszenie na portalu randkowym, bo w końcu chciała zrobić coś tylko dla siebie. Napisała, że szuka męża na dalszą drogę swojego życia, bo ma dość samotności i pragnie znaleźć się w męskich ramionach. Wstawiła swoje zdjęcie i obserwowała z zaciekawieniem swój profil.

Nie była brzydką kobietą i ze zdjęcia i w rzeczywistości podobała się mężczyznom. Codziennie dostawała wiele wiadomości od chętnych na spotkanie i Kasia się z tymi facetami umawiała. Testowała mężczyzn, aby wybrać tego kogoś, kto by odpowiadał jej oczekiwaniom.

Zaczęła biegać na randki i często się one kończyły w hotelu. Chciała sobie wynagrodzić złą młodość i sypiała z ledwie poznanymi mężczyznami. Bawiło ją to, że chcą z nią sypiać. Czerpała z tego wiele radości i satysfakcji, że się podoba i tak minęło wiele miesięcy, kiedy znikała z domu zostawiając córkę samą w domu. Ufała córce i wiedziała, że niczego głupiego nie zrobi.

Córka Kasi jednak czuła się osamotniona i rekompensowała sobie swoją samotność zawieraniem znajomości w sieci z chłopcami z miasta i okolic, z którymi od czasu do czasu spotykała się pod nieobecność matki. Zapraszała ich do domu, bo miała ku temu warunki.

Kasia flitowała na całego i straciła kompletnie kontrolę nad córką. Nie wiedziała, co ona w tej sieci robi i chciała wierzyć, że jest mądra i rozsądna.

Umówiła się z mężczyzną poznanym w sieci i ponownie wybrała się z nim do hotelu, by uprawiać seks, ale trafiła fatalnie. Facet od wejścia był agresywny i Kasię zgwałcił brutalnie, a po wszystkim tylko trzasną drzwiami z drwiącym uśmiechem. Leżała kilka godzin płacząc, bo nie mogła się pozbierać, ale to dało jej do myślenia, że postępowała bardzo lekkomyślnie i sama jest sobie winna.

Po paru tygodniach zaczęła wymiotować i źle się czuła, a co dziwne, że jej córka miała te same objawy i myślały, że się czymś zatruły, ale to co usłyszała od swojej córki, zwaliło ją z nóg.

Córka Kasi zaprosiła kolesia do domu i ten postąpił tak samo jak ten facet w hotelu i po zrobieniu testów okazało się, że obie są w ciąży!

Obie się zastanawiały, czy rodzić, czy szukać lekarza, który podejmie się aborcji, ale po wspólnej rozpaczy doszły do wniosku, że nie mogą tego zrobić, gdyż te nienarodzone jeszcze dzieci są świadectwem ich ogromnej nieodpowiedzialności.

Nikt w mieście nic nie wie, a one  spacerują z dwoma wózkami i kochają swoje dzieci, ale postanowiły, że koniec na długo  z facetami. Obie korzystają z terapii u psychologa.