Archiwa tagu: dzieciństwo

Dziecięce wspomnienia!

Dawniej, gdzieś w latach 60 – tych,  dzieciaki bawiły się na podwórkach do nocy i to niechętnie wracały do domu.

Wisieliśmy  na trzepakach i gadaliśmy do woli i dopiero mama z okna wołała, że czas wracać do domu.

My dzieci w PRL-u nie mieliśmy komputerów i tej całej technologii, a więc jedyną rozrywką, to byli rówieśnicy i blokowe podwórka.

Dziś sobie tak wspominałam te dziecięce lata i przypomniała mi się historyjka, która utkwiła w mojej głowie na zawsze.

Otóż było ciepłe lato i ciepły wieczór i zgrają siedzieliśmy sobie na ławkach, które stały pod blokowymi balkonami.

Na podwórku pojawił się sąsiad lekko wcięty, a że był wysokim gościem, to rzucał się w oczy

Na balkonie stała jego żona, która prosiła, aby ten zjawił się w końcu w domu!

Mieszkali oboje na trzecim piętrze, a wysoki pan rzucił się na kolana, złożył ręce jak do modlitwy i zakrzyknął doniośle – „Wyjdź na balkon piękna dziewico – nie zważaj na chłód, czy mróz – zobacz jak pięknie gwiazdy świcą”.

My dzieciaki o mało nie umarliśmy ze śmiechu i ta scenka rodzajowa na zawsze wryła się w moją głowę!

W  związku z tym jestem ciekawa, czy Wam też coś tak bardzo śmiesznego wryło się w pamięć z życia wzięte?

Może jakieś powiedzenia, anegdoty, wiersze, śmieszne i zabawne?

Kochani od jutra już nastanie jesień, a więc czekają nas nostalgiczne dni, ale miejmy nadzieję, że jesień będzie piękna ze swoimi kolorami – moje zdjęcia poniżej!

WSPOMNIENIA
Odwiedzaj swoje wspomnienia,
Uszyj dla niech płócienne pokrowce.
Odsłoń okna i otwórz powietrze.
Bądź dla nich serdeczny i nigdy
nie daj im poznać po sobie.
To są twoje wspomnienia.
Myśl o tym, kiedy płyniesz
w sargassowym morzu pamięci
i trawa morska zarasta ci usta.
To są twoje wspomnienia, których
nie zapomnisz aż do końca życia.

Adam Zagajewski

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, trawa, buty, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, trawa, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, na zewnątrz i przyroda

Uśmiechnijmy się!

Obraz może zawierać: niebo, chmura, drzewo, roślina, trawa, dom, na zewnątrz i przyroda

Na zdjęciu mojego autorstwa przedstawiam moje podwórko z lat dziecięcych.

Nie było 50 lat temu jeszcze tych budynków, ale plac istniał i na tym placu toczyło się życie dzieciaków mieszkających z rodzicami w dwóch blokach, których na zdjęciu nie widać.

Czasami tak patrzę z balkonu na plac i sobie przypominam małą dziewczynkę, która na tym właśnie placu szlifowała naukę jazdy na czerwonym rowerze, a także widzę, w którym miejscu grałam z koleżankami w gumę, klasy i w dwa ognie.

Pamiętam imiona koleżanek i kolegów i naprawdę to są strasznie miłe wspomnienia.

Dzieciaki z kluczem na szyi dawały radę!

Piszę to dlatego, ponieważ w sieci znalazłam świetny, wspominkowy wpis z tamtych czasów.

Przepraszam, że autorka zawarła dużo wulgaryzmów, ale czasami się nie da napisać tak dosadnie i przekląć trzeba!

Potem kiedy stałam się mamą i moje dzieci dorosły, to także okupowały ten sam plac z rówieśnikami.

Znalazłam ten wpis na FB i stwierdziłam, że autorka ma dobrą pamięć i mnie nawet rozśmieszyła.

Nie zawsze trzeba pisać o polityce, bo czasami życiu trzeba nadać inny, weselszy wymiar:

Teresa-Renata Żmuda-Krasek
Wizualny narrator · 30 min
Miałam już dzisiaj nic nie pisać ale się wkurwiłam jak nigdy!
Muszę odreagować.
Sorry za błędy i ogólny chaos, ale mam to w dupie. Niech to ch.j strzeli, jebany dr Oetker! No co mnie k….a podkusiło, żeby kupić budyń z tej zajebanej firmy? Siedziałam sobie w domu, czytałam to i tamto, aż mnie nagle złapała ochota na budyń. A z pięć lat już tego gówna nie jadłam. No i się wziąłam ubrałam, pobiegłam do sklepu. Poproszę budyń. Proszę. Dziękuję. Szybki powrót do domu.
Na opakowaniu napisane, że gotować mleko, potem wsypać, bla, bla, bla. Zrobiłam jak kazali. I co? I wyszło mi kakao! Rzadkie jak sraczka. Tego się nie da jeść. Jak te pieprzone chamy mogą nazywać to coś budyniem i jeszcze chwalić się nową recepturą?
Mam tego dość. Dość jebanej demokracji, kapitalizmu i całego tego ścierwa, które weszło do nas po ’89. Chce takich budyniów jak za komuny! W brzydkich opakowaniach, ale gęstych z takimi wkurwiającymi grudkami!
I kisieli też chcę! Niedawno na własne oczy widziałam jak moja znajoma PIŁA kisiel! Jak k….a można pić kisiel? Czy nasze dzieci już nie będą pamiętały, że to należy wyjadać łyżeczką, do której wszystko się lepi i na koniec trzeba oblizać?
Kto mi zabrał szklane litrowe butelki z koka kolą? Komu one przeszkadzały? I mleko w butelkach i śmietana, które kwaśniały bo były prawdziwe! A teraz po tygodniu stania na kaloryferze dalej jest ‚świeże’ – co to k…..a za mleko? A dzieci myślą, że
to mleczarnia mleko daje a krowa jest fioletowa.
A te butelki takie fajne kapsle miały, skoble do strzelania w dupę się z nich robiło!… A gumki się z szelek wyciągało Gdzie teraz takie szelki?
Dlaczego teraz nawet wafelki prince polo są w tych cudnych opakowaniach zachowujących świeżość przez pięćset lat? Ja chce wafelków w sreberkach! I nie tylko prince polo ale i Mulatków! Jaki dziad sk….ł się zachodnią technologią, dzięki której teraz wszystkie cukierki rozpływają się w ustach, a nie tak jak kiedyś, trzeba je gryźć było, tak normalnie jak ludzie!?
No pytam się, no!
Pierdolę mieć do wyboru setki rodzajów lodów i nie móc zdecydować się, na jaki mam ochotę!
Kiedyś były tylko bambino w czekoladzie i wszyscy byli szczęśliwi, a jak rzucili casatte to ustawiała się kolejka na pół kilometra.
Czy ktoś pamięta jak smakuje prawdziwa bułka? Nie, k….a, nie tak jak w waszych pierdolonych sklepach, napompowane powietrzem kruche gówna.
Prawdziwe bułki są twardawe, wyraziste w smaku, a najlepiej z prawdziwym masłem, które wyjęte z lodówki jest niemożliwe do rozsmarowania! O margarynie za komuny można było tylko pomarzyć, a jak była, to taka chujowa, chyba Palma się nazywała.
Wielkie p……..e koncerny wyjebały na amen z rynku moją ukochaną oranżadę, którą za młodu gasiłam pragnienie, a mordę przez pięć godzin miałam czerwoną. I jej młodszą siostrę – oranżadkę w proszku, której nikt nigdy nie rozpuszczał w wodzie, Bo służyła do wyjadania oblizanym palcem.
Nawet ukochane parówki mi zajebali, dziś już nie robi się takich dobrych jak kiedyś…
W telewizji dwa kanały, na każdym nic do oglądania. Teraz mamy sto kanałówi też nic nie ma. Możemy wpierdalać pomarańcze, banany i mandarynki, a kiedyś jak przyszedłeś z czymś takim do szkoły, to cię szefem nazywali.
Fast foodów też nie było i każdy żywił się w drewnianych budach i żarliśmy z aluminiowych talerzy i jakoś nikt sraczki nie dostał, a śmieci wokoło nie było bo nie było zasranych jednorazówek. A jak chcieliśmy ameryki to żywiliśmy się
zapiekankami z serem i pieczarkami i hod-dogami nabijanymi na metalowe pale. Buła, parówa, musztarda! Nic więcej do szczęścia nie potrzebowaliśmy.
Spierdalaj zasrana Ameryko. A taką k….a miałam ochotę na budyń

Chyba Was zanudzam!

Może jestem monotematyczna, ale dziś ponownie oglądałam zdjęcia i zeszło mi na to trzy godziny.

Karton po butach i chyba ponad tysiąc zdjęć, a ile wspomnień się pojawiło, że chyba będzie mi się to śniło.

Zdjęcia z młodych lat, dzieci malutkich i potem starszych. Zdjęcia ze świąt, spacerów, wycieczek, wyjazdów, naszych pupili domowych i takiego zwykłego życia jak gotowanie posiłków i bycia we własnym domu z dziećmi.

Wędrówka po domowych remontach, a więc zmian mebli, tapet, wystroju domu.

Wpadły mi w ręce dawno zapomniane zdjęcia z najfajniejszych, moich wakcji.

Moja Mama i przyszła Teścowa ( jeszcze wówczas o tym nie wiedziałam), zabrały nas na wieś do zaprzyjaźnionej Pani Danuty chyba, która wraz z mężem prowadziła gospodarstwo rolne na wsi oddalonej od naszego miasta jakieś 30 kilometrów.

Mama zabrała mnie i moją Siostrę, a także naszą koleżankę – Elę, a niedoszła Teściowa swoich synów i ich kolegę – Marka, który już bardzo dojrzale grał na gitarze –  Hey Joe.

Byliśmy tam chyba tydzień i spaliśmy na sianie w stodole, a nasze Mamy szykowały nam wiejskie posiłki.

Młode ziemniaczki, rosół z wiejskiej kury, mizera, buraczki, zsiadłe mleko i pachnący chleb.

Ja chyba miałem jakieś 13 lat, a moja Siostra i Ela liczyły sobie chyba po 11 .

Nie mieliśmy komórek, tabletów, komputerów, ale naprawdę nie pamiętam jak my spędzalismy całe dnie.

Pamiętam, że włóczyliśmy się po lesie z piosenką Czerwonych Gitar pt. „Droga, którą idę”.

Kąpalismy się w jeziorze, a rano robilismy toaletę przy pompie wiejskiej, co widać na zdjęciu.

Wymyślaliśmy scenki rodzajowe jak na zdjęciu, gdzie stoję z łopatą i wyglądało to groźnie, ale pomysł powstał chyba z jakiegoś filmu dla młodzieży, bo może to były „Wakacje z duchami”.

Kiedy wspominam swoje dzieciństwo i wakacje, to na pierwszym miejscu jest właśnie ten pobyt na wsi, gdzie uciekłam z Mamą od toksycznego ojca i tam naprawdę wypoczęłam.

Jeszcze raz namawiam – budujcie wspomnienia z rodzinnych zdjęć.

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 2 osoby, na zewnątrz

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

List do Joli!

Obraz może zawierać: niebo, chmura, drzewo i na zewnątrz

Dzisiaj jest niedziela, a więc pospałam sobie nieco dłużej i pierwsze, co robię po przebudzeniu, to kawa, a potem włączam komputer, aby sprawdzić, co dzieje się na świecie, w moim kraju i na moim blogu.

Pierwszy łyk kawy i nagle czytam taki komentarz zostawiony przez Jolę, dawną koleżankę i myślałam, że dostanę zawału, bo jak to się stało, że mieszkając 30 lat w Kandzie odnalazła mnie w sieci i skojarzyła fakty z mojego opowiadania pt. „Byłam nastolatką”.

Po przeczytaniu komentarza wyszłam na balkon, aby zaczerpnąć świeżego powietrza, a w głowie miałam jedno zdanie, że to nie może być prawdą!

Elu,czytajac twoje opowiadanie ciarki przeszly Po calym moim ciele.To ja jestem ta kolezanka ktora cie zranila tak dawno temu.Przepraszam,ale jak piszesz nie mialam o tym pojecia. Chce ci tylko powiedziec ze przez wszystkie te lata zawsze o tobie myslalam i wspominalam ciebie.Mieszkam od 30 lat w Kanadzie.Jaki zbiegokolicznosci.Wlasciwie to szukalam ciebie na internecie przez wiele lat”.

Minęło 30 lat, a Ty Jolu wyjechałaś najpierw do Bydgoszczy i pamiętam, że w latach 70-tych, będąc na kursie w tym mieście i ja Ciebie odnalazłam i piłyśmy u Ciebie w domu kawę.

Zobacz jaką moc ma Internet, że mnie odnalazłaś i ciekawi mnie jak trafiłaś na bloga, bo chyba przez moje udostępnianie na Facebooku.

Ja sobie piszę skromnego bloga, a tu taka niespodzianka, że wręcz niemożliwa.

Jeśli tu ponownie zajrzysz, to chcę Ci napisać, co pamiętam jeszcze z naszych dziecinnych czasów.

Pamiętam, że lubiłyśmy zakładać buty naszych mam na obcasach i odgrywałyśmy, że jesteśmy dorosłe.

Pamiętam, że masz Imieniny 17 września, ale muszę to sprawdzić.

Wiele razy opowiadałam swoim Córkom, że miałam taką koleżankę, ale straciłam z Nią kontakt.

W 1976 roku wyszłam za mąż za Leszka i wiesz gdzie mieszkamy?

Mieszkamy w bloku obok naszego, na którego podwórku grasowali nasi wrogowie i nas dzieci z bloku wojskowego nie lubili.

To w tym mieście pracowałam, urodziłam Dzieci i dotrwałam do emerytury i tak zaczęłam pisać bloga, aby jakoś zaznaczyć swoje życie i zapisywać ważne z niego momenty.

U mnie tak się stało, że zaczęłam wspominać, przeglądać zdjęcia i  chyba na te starsze lata wszyscy tak mamy.

Jak wygląda nasze miasto Jolu?

Nie wiele się zmieniło, ale trochę się zmieniło i szarość miasta zamieniła się w kolorowe bloki, ocieplone kolorem, a więc nie jest już tak ponuro.

Jak pamiętasz, to mamy w środku miasta jezioro i bardzo dużo zieleni na każdym kroku.

Miło się tu mieszka, bo miasto jest spokojne, wyciszone, a więc w sam raz dla emeryta.

Prowadzę fan-page mojego miasta i możesz sobie za pomocą moich zdjęć je zwiedzić:

https://www.facebook.com/pg/Choszczno-i-okolice-w-obiektywie-369684939841459/photos/?tab=album&album_id=369685596508060

Jest tam ponad 6 tysięcy zdjęć, a więc jest co oglądać.

Jolu jeśli tu jeszcze kiedyś zajrzysz, to wiedz, że Ty też zawsze byłaś w mojej pamięci, a ostatnie zdjęcie, to jest nasz blok, w którym mieszkałyśmy

Mam jeszcze pytanie, czy Twoi Rodzice żyją, bo ja swoich już nie mam.

Mama umarła 1 lutego 2019 roku, a Ojciec popełnił samobójstwo w 1998 roku.

Pozdrawiam Ciebie serdecznie.

Odezwij się 🙂

 

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, roślina, chmura i na zewnątrz

Obraz może zawierać: chmura, niebo, drzewo, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, niebo, trawa, na zewnątrz i przyroda

Smaki dzieciństwa!

Znalezione obrazy dla zapytania zupa szczawiowa

Pamiętacie smaki z dzieciństwa, kiedy gotowały nam nasze mamy, babcie, ciotki?

Ja pamiętam smak masła pachnącego na kromce chleba i już nic więcej na niej.

Masło było pyszne i takiego teraz już się nie uświadczy!

Albo zsiadłe mleko – takie mleko prosto od krowy było chyba w każdym domu.

Teraz mamy mleko w kartonie, które przez miesiąc się nie psuje w lodówce!

Chleb też był pyszny, bo pieczony na zakwasie i pamiętam taką pajdję chleba posmarowanego smalcem i do tego kiszony ogórek.

Nie wiem dlaczego te smaki się zmieniły i tak trudno jest teraz je odtworzyć.

Pewnie nawozy i konserwanty popsuły nam te smaki i produkcja na wyskoką skalę powodują zatarcie się danych, prostych pyszności.

Teraz nawet tak samo nie smakuje nawet oradżada, ale może ja grymaszę!

Jedynie, co udaje mi się odtworzyć z maminych przepisów, to zupa szczawiowa i gotuję ją tak jak nauczyłam się w domu rodzinnym.

Gotuję ją tak i tak podaję jak moja Mama, a mianowicie:

  • robię bazę tak jak na rosół, a więc wlewam do garnka jakieś 2  litry wody i dodaję pokrojone warzywa, liść laurowy i ziele angielskie,
  • kiedy wszystko jest miękkie na patelni duszę z czosnkiem na maśle – szpinak,
  • dodaję do bazy dwa słoiczki szczawiu i chwilkę gotuję i dodaję uduszony szpinak,
  • nie dodaję do zupy śmietany, bo dopiero na talerzu,
  • osobno gotuję ziemniaki i kiedy są miekkie – tłuczkiem je traktuję,
  • gotuję kilka jajek na twardzo, bo zupa szczawiowa kocha jajka,
  • na patelni smażę drobno posiekaną cebulę  z pokrojonym boczkiem, albo kiełbasą do okraszenia ziemniaków.

A jak podaję?

Dla siebie na talerzu głębokim kładę jakieś trzy łyżki ziemniaków na brzegu, w których robię łyżką wgłębienie i polewam je skwarkami z cebuli i boczku.

Obrane jajko podzielone na dwie połówki,  zalewam obok zupą i dodaję kleks śmietany.

Pamiętam, że jako dziecko robiłam na swoim talerzu takie studnie i bawiłam się jednocześnie smakując takie pomerdane na talerzu – mniam!

Mężowi zaś nakładam ziemniaki na osobny talerz, a zupę podaję w misce  z jajkiem i śmietaną, bo Mąż tak lubi sobie mieszać smaki.

Ciekawa jestem jakie macie wspomnienia z dzieciństwa i co Wam smakowało z kuchni rodziców, czy to w mieście, czy na wiosce.

Podzielcie się tym, co pamiętacie ze swojejgo dzieciństwa i młodości, bo jestem ogromnie ciekawa.

Zdjęcie jest z sieci, bo nie zrobiłam autorskiego.

Morze, nasze morze – wiernie ciebie będziem strzec!

Tak się już porobiło, bo wiek skoczył na plecy, że coraz częściej wspominam dawne lata.

Mówią, że nie pamięta się wczesnego dzieciństwa, ale to nie jest prawdą.

Od trzeciego roku życia mam bardzo jasny obraz mojego dzieciństwa i pamiętam bardzo dużo z niego.

Mąż był z wycieczką nad morzem i zrobił kilka fotek, które prezentuję.

Wróciły w związku ze zdjęciami wspomnienia, kiedy to mieszkałam nad morzem i każde lato spędzałam z Mamą na ciepłym, morskim piasku.

Potem były wyjazdy kolonijne nad morze –  przeważnie i też mam zachowane to w pamięci.

Morze jest dla mnie bardzo ważne i do dzisiaj mam do morza wielki szacunek i je uwielbiam.

Byłam w swoim życiu tylko 2 razy w górach, ale ich nie pokochałam i nigdy więcej mnie w tamte strony nie ciągnęło. 

To nad morzem czuję się wolna, lepsza, lekka, delikatniejsza i łagodna. 

Mogłam siedzieć godzinami – gapiąc się w horyzont, bo tak mnie morze wycisza.

Może jeszcze w tym roku tam pojadę, choćby na jeden dzień. 

 

 

 

 

 

 https://www.youtube.com/watch?v=6AxPyiHRf34

Byłam dzieckiem podwórka i przeżyłam!

Dorastaliście w latach sześćdziesiątych, 
lub siedemdziesiątych …??? 
Jak, do cholery, udało się wam przeżyć???!!!

Samochody nie miały 
pasów bezpieczeństwa, 
ani zagłówków, 
no i żadnych airbagów!!!

Na tylnym siedzeniu było wesoło, 
a nie niebezpiecznie

Łóżeczka i zabawki były kolorowe 
i z pewnością polakierowane 
lakierami ołowiowymi 
lub innym śmiertelnie groźnym gównem

Niebezpieczne były puszki, 
drzwi samochodów.

Butelki od lekarstw i środków czyszczących 
nie były zabezpieczone. 
Można było jeździć na rowerze bez kasku. 
A ci, którzy mieszkali 
w pobliżu szosy na wzgórzu 
ustanawiali na rowerach rekordy prędkości, 
stwierdzając w połowie drogi, 
że rower z hamulcem 
był dla starych chyba za drogi… 
…. Ale po nabraniu pewnej wprawy 
i kilku wypadkach… 
panowaliśmy i nad tym (przeważnie)!

Szkoła trwała do południa, 
a obiad jadło się w domu.

Niektórzy nie byli dobrzy w budzie 
i czasami musieli powtarzać rok.

Nikogo nie wysyłano do psychologa. 
Nikt nie był hiperaktywny 
ani dyslektykiem.

Po prostu powtarzał rok 
i to była jego szansa.

Wodę piło się z węża ogrodowego 
lub innych źródeł, 
a nie za sterylnych butelek PET

Wcinaliśmy słodycze i pączki, 
piliśmy oranżadę z prawdziwym cukrem 
i nie mieliśmy problemów z nadwagą, 
bo ciągle byliśmy na dworze i byliśmy aktywni

Piliśmy całą paczką oranżadę z jednej butli 
i nikt z tego powodu nie umarł.

Nie mieliśmy Playstations, 
Nintendo 64, X-Boxes, 
gier wideo, 99 kanałów w TV, 
DVD i wideo, Dolby Surround, 
komórek, komputerów ani chatroom’ów w
Internecie… 
… lecz przyjaciół !

Mogliśmy wpadać do kolegów 
pieszo lub na rowerze,

zapukać i zabrać ich na podwórko 
lub bawić się u nich, 
nie zastanawiając się, czy to wypada.

Można się było bawić do upojenia, 
pod warunkiem powrotu do domu przed nocą.

Nie było komórek…

I nikt nie wiedział gdzie jesteśmy i co
robimy!!! 
Nieprawdopodobne!!!

Tam na zewnątrz, w tym okrutnym świecie!!! 
Całkiem bez opieki! 
Jak to było możliwe?

Graliśmy w piłę na jedną bramę, 
a jeśli kogoś nie wybrano do drużyny, 
to się wypłakał i już. 
Nie był to koniec świata ani trauma.

Mieliśmy poobcierane kolana i łokcie, 
złamane kości, czasem wybite zęby, 
ale nigdy, NIGDY, 
nie podawano nikogo z tego powodu do sądu! 
NIKT nie był winien, tylko MY SAMI!

Nie baliśmy się 
deszczu, śniegu ani mrozu. 
Nikt nie miał alergii 
na kurz, trawę ani na krowie mleko. 
Mieliśmy wolność i wolny czas, 
klęski, sukcesy i zadania. 
I uczyliśmy się dawać sobie radę!

Pytanie za 100 punktów brzmi: 
Jak udało się nam przeżyć??? 
A przede wszystkim: 
Jak mogliśmy rozwijać swoją osobowość???

Też jesteś z tej generacji?

Jeśli tak, wyślij tego maila 
do twoich rówieśników. 
(Ale nie musisz, nic się nie stanie jak go
olejesz ☺) 
Niech sobie przypomną, jak było. 
A inni niech zobaczą jak było

Pewnie, 
można powiedzieć, 
że żyliśmy w nudzie, ale… kujwa, 
przecież byliśmy szczęśliwi !!!

autor nieznany, a szkoda!

PS. Mam z dzieciństwa pamiątkę w ilości 7 blizn, które z wiekiem przybladły, ale mówią mi o tym, że moje dzieciństwo było intensywne i bogate w przygody. Lubię te swoje blizny, bo przypominają mi o moim pełnych wrażeń dzieciństwie. Spędziłam je w gronie swoich równolatków, którzy rozjechali się po świecie, a wielu już nie ma pośród żywych. 

Wczoraj i dziś – to przepaść!

Jesteśmy z tego pokolenia, kiedy to wychowywało nas podwórko. Nasze wakacje były skupione na naszych podwórkach, albo gdzieś na kolonii, czy obozie ZHP w czasach PRL. Niektóre dzieciaki miały szczęście, że jeździły na wakacje do babci i dziadka na wieś.

Bawiliśmy się z rówieśnikami w różne zabawy i często zabawką był kij, kamień, szkiełko, a wszystko to było przydatne i potrzebne.

Nasza fantazja nie miała sobie równych i byliśmy bardzo kreatywni. Stał rower pod blokiem, to się go pożyczało i hajda z górki na pazurki. Byliśmy pomysłowi i szczerzy. Lubiliśmy się na tych podwórkach i od rana do wieczora się działo. Kiedy mama skrzykiwała wieczorem do domu, to nie mieliśmy jeszcze dość i krzyczeliśmy, że jeszcze trochę!

Piłka była w ruchu, rower nie odpoczywał, a także wszystkie parki były nasze.

Mój Mąż nie wychodził z pobliskiego lasku, gdzie z chłopcami bawili się w wojnę gdzie robili okopy, a ostrzeliwali się z karabinów zrobionych z patyków. Prawie nie było go w  domu, a na plażę matka donosiła mu kanapki ze smalcem i ogórkiem małosolnym.

Opaleni i kompletnie wykończeni zasypiali, a rano odbywało się wszystko od nowa.

A teraz?

Teraz wygląda to tak jak na załączonych zdjęciach. Teraz dzieci na podwórkach nie ma praktycznie. Jeśli widzę dzieci, to te najmniejsze, które nie wsiąkły jeszcze w elektronikę i jest to miły widok.

Starsze dzieciaki, choć są wakacje siedzą w domu przy komputerach niestety, albo szukają Pokemonów GO.

Ja już nie raz na blogu ubolewałam nad współczesnym dzieciństwie, ale podjęłam kolejny raz ten temat, a dlaczego?

Filmik jest już usunięty z YT, który nagrała 10 letnia dziewczynka i wpuściła do sieci.

Po jego obejrzeniu włos mi się zjeżył na głowie, bo 10 letnią dziewczynkę uważam za dziecko.

Mała bardzo śmiało chciała dorównać starszym dziewczynom z YT i swoje nagrane skierowała do rówieśniczek na temat „makijaszu”.

Stwierdziła, że matka, która nie pozwala się malować innej dziewczynce, to czysta patologia i jest kompletnie porąbana.

Oznajmiła, że ona się już maluje i nikt tego jej nie zabroni i ma wszystkich w tyle, bo ona i tak to robić będzie.

Na filmiku widać jej matkę, która łapką zabija muchy i kompletnie nie reaguje na to, co jej dziecko w sieci robi.

I wiecie co jest najgorsze? Na to dziecko spadł niesamowicie, wulgarny hejt, a niektórzy nawet napisali, żeby się zabiła, albo powiesiła!

Chcę zaznaczyć fakt, że czasy nam się zmieniły i wcale nie idzie to wszystko w dobrym kierunku. Chce się zakrzyknąć – gdzie są rodzice, którzy kompletnie nie kontrolują tego, co ich dzieci w sieci wyprawiają i to jest cholernie smutne. Smutne jest nawet dla mnie – seniorki, która ma Wnuki i boję się, aby nie wpadły w taką kompletnie pozbawioną sensu działalność w sieci.

Wiem, że rodzice moich Wnucząt, to kontrolują, choć z czasem będzie to coraz trudniejsze!

 

 

 

 

Gdzie są dzieci!

Tak mi się włącza nutka wspomnieniowa. Pewnie już za progiem starość, albo tylko melancholia spowodowana deszczową pogodą, która ogarnęła niemal całą Polskę.

Niech sobie idzie już ten deszcz, bo ziemia już jest dość na razie nawilżona, a rośliny strzeliły do samego nieba.  🙂

Przyglądam się dużemu  placowi jaki mam za oknem i tak się zastanawiam, gdzie podziały się polskie dzieci?

Nie ma ich, po prostu jakby zapadły się pod ziemię. Jakby dzietność w Polsce spadła do zera, bo w dzisiejszych czasach już na podwórkach nie rozbrzmiewają dziecięce odgłosy. Cisza! Potworna cisza, a dzieciaki pewnie siedzą w domach przy komputerach, albo telefonach. Jeśli tak jest faktycznie, to jest to edukacyjna katastrofa i wychowawcza też!

Pamiętam, że moje Dzieci buszowały po podwórku i bawiły się z rówieśnikami i często ciężko było je ściągnąć do domu.

Pamiętam swoje dzieciństwo, a było pełne przeróżnych przygód podwórkowych z bliznami na nogach włącznie. 

Pamiętam, że właziłam na drzewa, wisiałam na trzepaku i goniłam za piłką. To był wspaniały czas przyjaźni i koleżeństwa na podwórku właśnie. 

Myślę sobie nie raz, że kiedy nastanie weekend i pogoda dopisuje, to podwórko wypełni się dziećmi, ale srogo się nie raz zawiodłam.

Jeśli są dzieci, to tylko pod opieką mam, czy tatusiów. Upominane bez przerwy, aby tylko nie nabiły sobie guza. Pilnowane i wychowywane pod kloszem, bezstresowo. Smutny to widok, ale widać takie czasy nastały i każdy rodzic z tyłu widzi pedofila i porywacza dzieci.

Ciekawa jestem, co będą miały te dzieci do wspominania, kiedy staną się dorosłymi ludźmi? 

Leopold Staff opisał w wierszu swoje dzieciństwo, bardzo podobne do mojego.

DZIECIŃSTWO – Leopold Staff

Poezja starych studni, zepsutych zegarów,

Strychu i niemych skrzypiec pękniętych bez grajka,

Zżółkła księga, gdzie uschła niezapominajka

Drzemie – były dzieciństwu memu lasem czarów…

Zbierałem zardzewiałe, stare klucze… Bajka

Szeptała mi, że klucz jest dziwnym darem darów,

Ze otworzy mi zamki skryte w tajny parów,

Gdzie wejdę – blady książę z obrazu Van Dycka.

Motyle-m potem zbierał, magicznej latarki

Cuda wywoływałem na ściennej tapecie

I gromadziłem długi czas pocztowe marki…

Bo było to jak podróż szalona po świecie,

Pełne przygód odjazdy w wszystkie świata częście…

Sen słodki, niedorzeczny, jak szczęście… jak szczęście…


Przeżyjmy to jeszcze raz! :)

Dziś moje Dziecko przysłało mi zdjęcia wykorzystane do prezentacji na Jej Urodzinach. Przyznam się, że kompletnie nie wiedziałam jak je zapisać, bo to było umieszczone w nieznanym mi programie, a więc coś tam trzeba było rozpakować.

Jednak jestem dość uparta i w końcu mam je u siebie.

Na zdjęciach – nie wszystkie tu wkleiłam jest przekrój dorastania mojego Dziecka. Dobrze, że mam bloga i pewnie tylko ja zachowam na pamiątkę ten czas, gdyż młodzi pędzą przez życie i zapominają o takich szczegółach. Ockną się, kiedy za plecami będą mieć wiek emerytalny. 😀

Będą mogli tu zajrzeć i sobie powspominać, bo ten blog jest nie tylko dla mnie, ale na pamiątkę rodzinną też.

Mało tego, ale z tych zdjęć udało mi się zrobić filmik, ale to już niech zostanie w zakamarkach już tylko dla mnie.

Jestem z siebie dumna, że poradziłam sobie z trudnym zadaniem – jako nowość dla Seniorki.