Archiwa tagu: aborcja

500+ to już za mało!

Obrazek

Warto było czekać dwa lata na tę jedną chwilę, kiedy to PiS zleciał w sondażu z 12 schodów i poobijał się okropnie, choć nie przyznają się ci ludzie do siniaków.

Spadło im z prostej przyczyny, bo po dwóch latach prosperity wpadli we własne sidła tak samo jak w 2005 – 2007 roku! Pamiętam tamtą klęskę, kiedy przez osiem lat nie mogli się otrzepać ze złej sławy.

Myśleli sobie po objęciu władzy w 2015 roku, że jak rzucą dla rodzin 500+, to im to da władzę do końca kadencji.

Na początku społeczeństwo było zachwycone i dlatego mieli świetne sondaże, ale to się już zmienilo.

500+ spowszechniało i ludzie uważają, że im te pieniądze należą się jak psu buda.

A co się stało, że im zleciało?

Odpowiedź jest prosta do wytłumaczenia w momencie wycia i pokazania pazurków przez Beatę Szydło w Sejmie, kiedy darła japę, że te pieniądze im się należały, a chodzi o wysokie nagrody i premie.

Szydło za przyzwoleniem swojego guru z Żoliborza zrobiła z siebie kobietę jarmarczną i pociągnęła swoją partię w dół – automatycznie.

Był też „Czarny Marsz” podczas, którego na ulicę wyszły przede wszystkim kobiety w walce o kompromis w sprawie aborcji.

Kobiety, to mocna siła i wiele z nich otoworzyło oczy na to, co ten rząd im szykuje.

Ten rząd ma w swoich szeregach cwaniaków, narkomanów i przestępców, którzy sprytem weszli w szeregi tej partii.

Dali 500+ na otarcie łez, a sami mają na stanie 1700 limuzyn i wożą swoje tyłki tak szybko, że kilka limuzyn trafiło do kasacji.

Ten rząd grodzi się wysokimi płotami i odgradza  od społeczeństwa, a także stawia nielegalne pomniki w całym kraju.

Ten rząd już zpałacił spadkiem sondży za to, że rozwalają pomniki poświęcone Armii Czerwonej, a ludzie tego nie lubią.

Ten rząd dalej dewastuje przyrodę i nadal trwają nielegalne wycinki w lasach, aby pozyskać pieniądze dla Rydzyka.

Ten rząd promuje prymitywne poglądy Kai Godek, którą promuje się na zabawczynię życia poczęstego – nawet takiego jak dzieci bez mózgu.

Uruchomiła się atomatycznie fala świadectw Matek i Ojców, którzy opiekują się dziećmi z wysokimi defektami i tu wklejam jeden z nich! (poniżej).

To są wstrząsające świadectwa, bo w tym kraju rodzina obciążona dzieckiem niepełnosprawnym pozostaje zupełnie sama.

PiS nie ma zamiaru nawet takim rodzinom pomóc i nie ma żadnego planu! PiS każe się bzykać jak króliki!

Zbliżają się wybory samorządowe i w tych wyborach Polacy podsumują odpowiednio hipokryzję tego rządu! Wierzę w to głęboko!

Panie Kaczyński i znowu się panu noga powinęła jak poprzednio i jest to kara za butę i pyszałkowatość.

Panie Kaczyński i niech pan ludziom wytłumaczy jak to jest, że pańska bratanica jest w kolejnej ciąży, a jej dzieci płodzone są przez trzech facetów po kolei. To takie katolickie i wzór do naśladowania – wrr!

Przygotujcie się na długie czytanie, ale warto! Takich matek są setki – zostawionych bez pomocy, choć Kaja Godek twierdzi, że trzeba rodzić nawet cyborgi!

 

Oczekuję z niecierpliwością na odpowiedź od Kai Godek

 

Skoro ośmiela się Pani decydować za wszystkie polskie kobiety i dokonywać wyborów za nie, proszę pójść o krok dalej. Proszę zaproponować, kiedy może nas Pani wesprzeć w opiece nad Olą. Może kilka tygodni w czasie wakacji? Ola żyje i oczekuje na pomoc.

 

Po przeczytaniu listu pana Bartłomieja Skrzynia Skrzyńskiego skierowanego do prezesa Kaczyńskiego napisałam ten list do pani Kai Godek.

Dzień dobry Pani Kaju,

nazywam się Monika Lewandowska, mam 46 lat. Jestem mamą trzech córek w wieku 18, 16,5 i 10 lat. Oboje z mężem mamy wyższe wykształcenie. Jesteśmy Polakami, katolikami. Mieszkamy w dużym mieście.

Prawie 17 lat temu urodziłam Olę, diagnoza: głębokie upośledzenie psychoruchowe pod postacią czterokończynowego porażenia mózgowego. Ola nie chodzi, nie siedzi, nie obraca się na boki, nie zgłasza potrzeb fizjologicznych, jest na pampersie, ma niesprawne ręce i nogi, nie mówi. Jej poziom rozwoju psychoemocjonalnego jest na etapie maksymalnie 2-letniego dziecka. Uśmiecha się.

Obowiązek

Od prawie 17 lat moje życie, życie mojego męża i zdrowych córek wygląda jak życie w wojsku. Wstajemy o świcie, bo Ola budzi się bardzo wcześnie. Musi być szybko przewinięta. Nie ma wylegiwania się! Jej pełen pampers nie wygląda jak pampers słodkiego noworodka. Zapewniam. Do tego dochodzi menstruacja. Jakiego patentu użyć, żeby włożyć podpaskę do pampersa i żeby było higienicznie? Nie wiem.

W pokoju unosi się dodatkowo odór potu: Ola jest spastyczna i pomimo codziennej wieczornej kąpieli rano budzi się zlana potem. Kąpiel – praca dla siłacza. Każda czynność zmieniająca jej położenie – jedna osoba nie daje rady. Potrzebna asysta, specjalistyczny sprzęt.

Domyśla się Pani, ile waży 17-letni bezwładny człowiek, pewnie niewiele mniej niż Pani. Następnie mycie zębów: dziewczyna, jak każdy 2-latek, stawia opór, jak umie: zaciska zęby, w złości próbuje ugryźć mamę lub tatę.

Potem śniadanie, obiad, kolacja – od 17 lat nie zjedliśmy żadnego posiłku na luzie i w spokoju, delektując się wspólnym byciem przy stole; bo ktoś z nas musi karmić Olę, zabawiać ją, aby coś zjadła, i zapewniam Panią, że trwa to wieki. Dzieci zdrowe zajmują się same sobą. Muszą. Siostra pochłania cały nasz czas. Dzieci zdrowe są od małego dorosłe, samowystarczalne.

Miłość

Ola ma swój zamknięty świat. Nie jest emocjonalnie związana z siostrami. Postrzega je jako zagrożenie. Denerwuje się, gdy rozmowa skupia się na kimś innym, np. na życiu szkolnym młodszej siostry. Woli spędzać czas z opiekunką, którą ma tylko dla siebie, niż z siostrami. Nie umie się dzielić sobą. Nie ma empatii, jest egocentryczna.

Ogląda przez cały dzień jedną ulubioną bajkę, słucha tej samej piosenki. Jak to dwulatek. Nie ma szans na zaakceptowanie zainteresowań innych domowników. I doskonale wiemy, że to nie jej wina, że nie robi tego specjalnie. Taka jest, taki jest jej mózg. Tylko co z tego? Jak Pani wytłumaczy to młodszej siostrze? Dyscyplina, zasady? Niestety nie mają zastosowania w przypadku Oli.

Nie przy tym stopniu upośledzenia. Miłość. Przez 17 lat wciąż czekam na jakikolwiek przejaw miłości ze strony Oli. Pewnie nas kocha – tylko inaczej. Ale za to kocha Eryka lub króla Trytona z „Małej Syrenki”.

Czasami porównuję nasz los do losu dorosłych dzieci, które opiekują się rodzicem z głęboko zaawansowaną chorobą Alzheimera. Zazdroszczę im jednak tego, że robią to, bo mają w pamięci wdzięczność za cudowne chwile, jakie przeżyli dzięki rodzicom. Ja cudownych chwil w związku z urodzeniem Oli jeszcze nie przeżyłam. Kocham ją, bo jest moim dzieckiem, bo nie ma nikogo poza nami na świecie, bo nie mam wyjścia.

Pieniądze

Od zawsze płacimy podatki, od zawsze jesteśmy Polakami, od zawsze Ola jest tylko z nami.

Od 17 lat płacimy za wszystko z własnych pieniędzy: opiekunki, rehabilitacja, wózki inwalidzkie, pampersy, lekarze, wakacje dla Oli. Od 17 lat trudno nam wyjść z domu, bo ktoś musi być z Olą. Płacimy, płacimy, płacimy – za wszystko.

Od 17 lat samotnie zmagamy się z chorobą Oli. W związku z tym, że mamy z czego żyć, nie interesuje się nami państwo, dla którego kryterium dochodowe jest jedynym wykładnikiem pomocy rodzinie z niepełnosprawnością.

Przez te 17 lat kilkakrotnie zmienialiśmy parafie – żaden proboszcz nigdy nawet nas nie zapytał, „co z Olą”, nie mówiąc o propozycji pomocy, choćby czysto duchowej (mieszkamy w kurorcie, obok domu zakonnego).

Od 17 lat nie zawitał do nas nikt z pomocy społecznej – bo przecież sobie radzimy. My zawitaliśmy więc do opieki społecznej. Dowiedzieliśmy się, że pomoc nam nie przysługuje, bo zarabiamy powyżej ustalonego minimum socjalnego. A pomoc niematerialna? Odciążenie od opieki choć na kilka godzin? Nie – bo stać nas na opiekunkę.

Zapewnienie Oli dodatkowych zajęć, warsztatów – nie, bo jest za bardzo „uszkodzona”. Nie pasuje do utworzonych grup: nie będzie lepić dzbanuszków i śpiewać z dziećmi z zespołem Downa – bo ma niesprawne ręce i schorzenie wymagające podnośnika, rampy itp., a do tego ma bardziej głębokie upośledzenie umysłowe niż większość niepełnosprawnych umysłowo dzieci – sorry, inne potrzeby spędzania wolnego czasu, potrzebny dodatkowy opiekun 1:1. Sorry.

Pomoc

Od 17 lat nikt z osób, które żyją w naszym otoczeniu, społeczności katolickiej, która nas dobrze zna, nie zaproponował, że np. weźmie Olę na spacer, zabierze ją na dwie godziny do siebie, żeby i ona miała urozmaicenie i my wytchnienie. Nikt nie dostrzega Oli w społeczeństwie, nikt nie dostrzega nas. Radzimy sobie. Przecież mamy dom, samochody, wyglądamy na zadbanych. Dajemy radę!

Dyrektorzy szkół, pedagodzy, duchowieństwo, fundacje, obrońcy praw życia – gdzie są? Jak pomagają? Czego uczą młode pokolenia?

Od 17 lat z przerażeniem myślimy o przyszłości Oli. Kto zajmie się Olą, gdy nas zabraknie? Gdzie wyląduje? Kto za to zapłaci? Czy będzie miała dobrze? Czy będzie bezpieczna? Można jej przecież zrobić wszystko…

Nikt się nią teraz nie interesuje, więc może być tylko gorzej w tej kwestii. Niestety nie ma zespołu Downa, autyzmu. Z racji swojego stanu i potrzeb jest wykluczana nawet ze środowisk osób niepełnosprawnych, które skupiają podobnych sobie.

Strach

Nasze zdrowe dzieci są siłą rzeczy zawsze na drugim planie. I to nie dlatego, że nie zdajemy sobie sprawy z ich potrzeb, że są równie ważne itd. – nie, o tym wszystkim wiemy – aż za wiele. NIE WYRABIAMY SIĘ Z CZASEM. PRACA PRZY OLI TO SYZYFOWA PRACA, BEZ EFEKTÓW i PRZYSZŁOŚCI.

Nie mamy prawa obarczać zdrowych sióstr opieką nad Olą.

Ostatnio zapytaliśmy w DPS w Sopocie o możliwość zaklepania na przyszłość miejsca dla Oli w nowym domu pomocy społecznej w Sopocie. Mielibyśmy na stare lata blisko, a i Ola nie zmieniłaby otoczenia. Byłoby fajnie. Niestety – nie dla psa kiełbasa. Dom jest przewidziany dla osób starszych i z chorobami nieuleczalnymi. Nigdy nie będzie dedykowany Oli. Dlaczego? Od kiedy Ola będzie uważana za osobę starszą i schorowaną? Dostaliśmy informację, że pewnie gdzieś na południu Polski znajdzie się jakiś dom. Wykaz na stronie internetowej takiej i takiej.

Ustawa Za życiem – śmiech na sali. Ola jest w tym przypadku dzieckiem „za starym”. Poza tym jedynym kryterium pomocy w przypadku tej ustawy jest znowu kryterium dochodowe.

Przyszłość

Dlaczego do Pani piszę? Otóż dlatego, że mam wrażenie, że postrzega Pani rzeczywistość z punktu widzenia choroby Pani syna. Da się żyć, prawda? Syn zapewne chodzi o własnych siłach, przytula się do państwa? Uśmiecha się? Czuje się Pani kochana przez swoje dziecko? Zapewne tak.

Spędza Pani miłe chwile z dzieckiem na świeżym powietrzu? Dzieci lubią przebywać ze sobą? Syn będzie miał prawo do długoletniej nauki w placówkach państwowych, do warsztatów terapii zajęciowej. Chętnie zabierze go Pani do teatru, kina, na lodowisko? Może zostanie kimś ważnym? Może będzie miał zawód? Potem ma pewnie szansę na zamieszkanie we własnym mieszkaniu wspomaganym przez osoby trzecie. Jest ich coraz więcej. Super!

Dziecko z zespołem Downa to faktycznie nie koniec świata! Rodzice i dzieci skupiają się wokół siebie, jest was sporo. Dzieci są na plakatach, biorą udział w pokazach mody, fantastycznie. Chce się żyć!

Są jednak schorzenia, które nie pozwalają normalnie żyć, rozbijają życie rodziny, dzielą jej członków, wykańczają i ciało, i umysł rodziców oraz rodzeństwa. Życie staje się pasmem ciężkiej, niewdzięcznej pracy wykonywanej w całkowitej samotności, bez wsparcia państwa, Kościoła, bez nadziei na przyszłość, przez długie lata.

Decyzja

Co do Pana Boga to myślę, że każdy z nas ma indywidualną relację z Panem Bogiem. On dał nam wolną wolę, rozum, empatię i mnóstwo cech, które pozwalają KAŻDEMU CZŁOWIEKOWI NA WYBÓR. Nie chcę być w tym miejscu arogancka i niegrzeczna i wieszać na Pani działalności psów. Myślę jednak, że chce Pani wejść w kompetencje Pana Boga, ale bez żadnych konsekwencji.

Jako Polacy, katolicy powinniśmy się wspierać. Skoro ośmiela się Pani decydować za wszystkie polskie kobiety i dokonywać wyborów za nie, proszę pójść o krok dalej i pomóc przy opiece nad dziećmi już narodzonymi.

Proszę zaproponować, kiedy może nas Pani wesprzeć w opiece nad Olą. Może kilka tygodni w czasie wakacji? Szkoły specjalne zamknięte, obozy dla tak uszkodzonej młodzieży jak Ola w zasadzie nie są organizowane, a jeżeli są, wymagają odpłatności za dziecko i za opiekuna. Chętnie wyjechalibyśmy z mężem gdzieś sami, pierwszy raz od 17 lat. Przywieziemy Pani oczywiście pełny osprzęt do opieki nad Olą: łóżko inwalidzkie, podnośnik, sprzęt do kąpieli, spadochron do transportu z łóżka na wózek inwalidzki. Tylko proszę bardzo uważać na wózek. Kosztował ponad 15 tysięcy złotych (dofinansowanie w wysokości 3 tysięcy raz na kilka lat) i starcza na 2-3 lata, bo Ola wciąż rośnie. Z góry przepraszam za niedogodności związane z opieką nad Olą. Czasami ugryzie, czasami dostanie ataku złości, często obudzi się w nocy z płaczem.

Nie proponuję Pani opieki w porze zimowej, bo jest wielki problem, aby ubrać w tyle warstw odzieży osobę, która nie współpracuje w trakcie procesu ubierania. Sam spacer po śniegu też jest wielkim wyzwaniem przy takim obciążeniu wózka.

Myślę, że powinna Pani poprosić o pomoc także wszystkich zwolenników Pani akcji. Pomóżcie nam! Pomóżcie innym rodzinom! Jest to wprawdzie trochę inny rodzaj pracy niż wymachiwanie transparentami, ale dacie radę. My dajemy, to i wy dacie radę. Jesteśmy przecież wszyscy Polakami katolikami. Wiemy, co dla innych dobre! Ja wiem, że dla naszej Oli będzie to superprzeżycie, a dla Pani świetny czas!

Pozwolę sobie zdecydować za Panią.

Czekam na propozycję.

Z radością poinformuję społeczeństwo o chęci pomocy z państwa strony. Ola żyje i czeka na państwa pomoc.

Z góry dziękuję. Z poważaniem

****

Czekamy na Wasze listy@wyborcza.pl

Reklamy

Polityku i  biskupie – na ulicę wyszła młodzież i ma was w dupie!

Wczoraj Kobiety wyszły na ulicę w ramach „Czarnego piątku” domagając się prawa do samostanowienia o sobie w temacie – aborcja.

Ten nierząd i biskupi  chcą polskie Kobiety skazać na średniowiecze i odmawia im prawa do samodecydowania o własnym ciele i swojej rozrodczości.

Przeszkadza im kompromis wypracowany przez ostatnie lata i skazuje się Kobiety na potępienie i każe im rodzić uszkodzone płody, czyli potworki.

Małe, zgwałcone dziewczynki 12 letnie też według PiS mają rodzić!

Czy Kobieta, której ciąża zagraża, bo może umrzeć, też ma rodzić?

Wpędza się tymi zaostrzeniami lekarzy w poczucie winy i w to, że będą bali się podejmować lekarskie decyzje, bo klauzula sumienia.

Polityku i  biskupie – na ulicę wyszła młodzież i ma was w dupie!

Wczoraj na ulicach zjawiły się Kobiety i ich partnerzy i podobno w samej Warszawie było ich 55 tysięcy.

Wyszli młodzi przede wszystkim, ale też i starsi w trosce o swoje wnuki i dzieci.

Wyszli ludzie o kulach i na wózkach inwalidzkich, by wesprzeć te młode Kobiety w wieku rozrodczym.

Ja kalinaxa nie jestem za całkowitym dostępem do aborcji na życzenie i o tym już pisałam.

Jestem za kompromisem w ekstremalnych ciążach, które są zawarte tylko w trzech punktach, bo która mama by chciała, aby ją zmusić do urodzenia i wydania na świat takie dziecko?

Obrazek

Przepraszam za to zdjęcia, ale sieci są jeszcze gorsze.

To politycy i biskupi skazują Kobiety na tak tragiczny los.

Jest rok 1975 i ja zachodzę w ciążę z pierwszym dzieckiem.

Kto żył w tamtych czasach, to wie, że o USG można było tylko pomarzyć.

Co miesiąc chodziłam do lekarza, aby sprawdził moją ciążę i co miesiąc robiłam wyniki krwi i takie tam.

Lekarz przystawił do brzucha jakąś trąbkę i słuchał, czy ciąża żyje i czy bije serduszko dziecka.

Potem centymetrem mierzył obwód brzucha i zapisał jakieś tam witaminy i tak wyglądało prowadzenie ciąży.

Żadna z kobiet nie wiedziała jakiej płci urodzi dziecko i czy to dziecko będzie zdrowe – bo to była wielka niewiadoma.

Mnie udało się urodzić zdrowe Dzieci i miałam takie szczęście, ale mogłabym także urodzić dziecko niepełnosprawne i moje życie byłoby  podobne do poniższego świadectwa pewnej Mamy!

Która kobieta by się z tą Mamą zamieniła – może Kaja Godek weźmie tę Mamę w opiekę i pomoże Jej chociaż finansowo, bo wypięło się na Nią Państwo i politycy.

Każą rodzić za wszelką cenę, bo tak chcą księża i bezrefleksyjni politycy, ale o realnej pomocy takim rodzinom już zapominają – hipokryci!

 

Przygody Mikołajka
Wczoraj o 14:38 ·

„Dlaczego piszę dziś ten tekst?

Dlatego, że jestem mamą nieuleczalnie chorego dziecka i nie mogę dziś wyjść na ulicę razem z innymi kobietami. Ktoś w tym czasie musi się zająć moim chorym synem. Miko wymaga specjalistycznej opieki, której nie umożliwia państwo, więc muszę z nim zostać.
Piszę, bo nic więcej nie​ mogę zrobić.

Wydaje mi się, że właśnie o to tu chodzi. O szacunek do życia. Mojego życia jako matki nieuleczalnie chorego dziecka, zamkniętej w więzieniu domu, bez możliwości wyjścia i załatwienia jakichkolwiek spraw bez z bezinteresownej pomocy osób trzecich, od leczenia własnych zębów po zakupy na codzienne żywienie, ubranie, całkowicie nie mówiąc już o kulturze jak kino, teatr, koncert czy książka. Bez prawa do choroby własnej, bez prawa do urlopu – ustawa o opiece nad ON tego nie zapewnia.

Piszę najpierw o matce, bo ktoś zapomniał, że żeby było dziecko, musi być matka. Taki jest porządek Wszechświata.

Na równi chodzi też o szacunek do dziecka.
Nie, nie jestem zwolenniczką aborcji. Nie mogę o niej pisać, bo jej nie doświadczyłam. Straciłam dziecko w inny sposób i jest to strata, która kładzie się cieniem na życiu wielu rodzin, kończy związki i życie w spokoju.

Mamy rodzić chore i niezdolne do życia dzieci.
Nie mówi się o tym, ale organizm kobiety wie, że ciąży zagraża choroba. Organizm kobiety wie, stąd tyle wczesnych poronień. W zależności od źródeł szacuje się je nawet do 70% ciąż, jak powiedział mi ginekolog.
Ale często leki tłumią te objawy lub z jakiegoś powodu płód przeżywa pierwszy trymestr i my, matki nieuleczalnie chorych dzieci dowiadujemy się pierwszy raz o zagrożeniu życia naszego dziecka czasem dopiero w drugim trymestrze. Czasem w trzecim. A czasem po porodzie…..

Uwierzcie mi, byłam w trzech szpitalach położniczych i zwiedziłam najbardziej referencyjne oddziały w Polsce. Póki dziecko jest w łonie, jest święte. Robi się wszystko, aby uratować ciążę, często nie licząc się z kosztami matki. W tym czasie matka traci swoje wszystkie prawa, staje się inkubatorem. Jej samopoczucie jest ważne tylko dlatego, że wpływa na zdrowie dziecka.

Dziecko się rodzi. Wraz z jego przyjściem na świat czar pryska. Nikt już nie pyta, jak się czujesz, czy krwawisz, czy spałaś, czy piersi bolą. Tak przynajmniej wygląda opieka medyczna nad matką w Polsce. Urodziłaś. Jeśli masz szczęście, po kilku dniach wychodzisz z dzieckiem ze szpitala. Nie wiesz jeszcze, że system Cię właśnie opuścił.
Jeśli Twoje dziecko jest zdrowe, masz szczęście. Jeśli jest chore, możesz się modlić, jednak wkrótce odkryjesz, że Bóg również Cię opuścił.

Jesteś dorosła. Jesteś matką. Musisz sobie poradzić.

Nie ma żadnych systemów wsparcia po porodzie. Położnej środowiskowej najczęściej zależy tylko na tym, żeby pilnować szczepień. Czasem trafi się na dobrą duszę, która będzie tych kilka razy z matką, więc jeśli masz zdrowe dziecko, masz szczęście. Przy chorym najczęściej usłyszysz „nie wiem”.

Pierwszy szok to to, że przy chorobach rzadkich (Program został zamknięty w 2017 roku) NIKT NIC NIE WIE. Nie wie, gdzie Cię kierować. Jak już mniej więcej trafisz na dobry kierunek, okazuje się, że terminy są w przyszłym roku. Liczba godzin terapii dla dziecka jest śmieszna i o ile ktoś już na nią skieruje Twoje dziecko, musisz wywrócić Internet do góry nogami, żeby dołożyć liczbę godzin wczesnego wspomagania za własne pieniądze, żeby to w ogóle miało sens. A jeśli ktoś mieszka w małym mieście, na wsi, nie ma samochodu i jest samotną matką, to jej życie i życie tego dziecka się skończyło.
Nikt nie pomaga matce (pomoc psychologiczna, pomoc wytchnieniowa).
Jeśli masz szczęście i ojciec dziecka Cię nie opuścił, pomoc wytchnieniowa spada na niego.
Leczenie i terapia zwykle są niewystarczające.
Nic nie działa systemowo. Nawet program wszesnego wspomagania wygląda w wielu ośrodkach jak maszynka do robienia pieniędzy, ale nie zawsze służy dzieciom i odpowiada na ich potrzeby.

Twoje nieuleczalnie chore dziecko rośnie, choroba staje się członkiem rodziny, ale wciąż nie ma ani pomysłu na wsparcie rodziny, w której najczęściej matka porzuca swoje dotychczasowe życie, pracę i pasję, żeby poświęcić się służbie w chorobie dziecka. Odchodzi jedno źródło dochodu. Leki kosztują, pieluchy kosztują, rehabilitacja kosztuje. Sprzęt kosztuje. Niestety jedno źródło dochodu odeszło i pozostaje liczyć na serca dobrych ludzi (zbiórki publiczne – które chciano dopiero co objąć kontrolą ministra i 1%, który po prostu nam, matkom nieuleczalnie chorych dzieci, ratuje życie​.)
Rząd wycenia naszą całodobową pracę przy chorym dziecku, bez prawa do urlopu i do wolnych niedziel!!! na 1447 zł (całodobowa opieka przy rezygnacji z pracy zawodowej).
Drodzy panowie i panie z ulicy Wiejskiej, czy chcecie być na moim miejscu? Czy za tę kwotę można przeżyć mając specjalne potrzeby?

Dopóki nie zapewni się godnych warunków życia dzieciom nieuleczalnie chorym i ich rodzinom, nikt nie ma prawa mówić kobiecie, co ma robić. Życie nieuleczalnie chorego i jego matki kończy się w godzinie jego porodu. Jeśli nie będzie wyboru – muszą być warunki do życia. Matki nieuleczalnie chorych nie żyją wiecznie, co stanie się z naszymi niezdolnymi do życia dziećmi po naszej śmierci? Kto zapłaci za ich biedny, pełen tęsknoty żywot w ośrodku?
Serce, które uwięzło mi w gardle, nie pozwala mi dalej pisać. Mamy prawo do godnego życia w chorobie. Dlatego mamy też prawo do wyboru.
I dlatego ja mówię NIE dla zaostrzenia przepisów dotyczących aborcji.
Stanowcze NIE! Wiem, bo życia z nieuleczalnie chorym człowiekiem od urodzenia doświadczam osobiście.


Możesz pomóc Miko, przekazując mu 1% podatku na jego leczenie i poprawę funkcjonowania.

KRS 0000037904
Cel szczegółowy:
Mikołaj Troy Pietras 8579

Lub przekazując darowiznę:

Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”
Nr konta:
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994 Alior Bank
Z dopiskiem: ” Mikołaj Troy Pietras 8579″

Kaja Godek – mam dla niej propozycję!

Dzisiejsza „Kropka nad i” prowadzona przez Monikę Olejnik i dzisiejsi jej zaproszeni goście, to Joanna Wielgus z Nowoczesnej i Kaja Godek, ślepa obrończyni wadliwych płodów.

Dyskusja o tym, czy kobiecie wolno podjąć decyzję o aborcji dziecka z mózgiem na wierzchu, z czterema rękoma i nogami i o takim dziecku, które po porodzie będzie żyło godzinę po porodzie, a może tylko kilka dni.

PiS i Kaja Godek uważają, że matka powinna taką ciążę donosić mimo, że badania prenatalne jasno i wyraźnie mówią, że takie dziecko ma małe szanse na przeżycie.

W dzisiejszej :Kropce na i” – Kaja Godek miała swój monolog, że nawet Monice Olejnik trudno było się przebić.

Ta kobieta ma tak wyprany mózg, że staje się wręcz żałosna. Zachowuje się jak dr Mengele i skazuje polskie kobiety na wielkie męczarnie i nie tylko fizyczne, ale przede wszystkim psychiczne.

Nie dopuszcza do siebie tego, że to K o b i e t a – przede wszystkim decyduje o tym, czy urodzi takie dziecko z mózgiem na wierzchu – cyborga, czy też się poświęci i donosi taką ciążę do końca.

Dlaczego też kościół i księża się w to wtrącają skoro wiadomo, że to nie Kobiety są w ich kręgu zainteresowań, a raczej małe dzieci!

Kaczyński, który nigdy nie społodził dziecka wypowiada się, że takie chore dziecko należy urodzić i je ochrzcić i pochować!

Ta nawiedzona kobieta uważa, że Polki idą na aborcję tak często, jak chodzą do kosmetyczki i nie dopuszcza do siebie tego, że taki zabieg jest ogromną traumą dla każdej Kobiety.

Popiera biedna doktora Chazana, który na starość się nawrócił, kiedy w okresie swojej lekarskiej praktyki wykonał tysiące aborcji, a mimo to, dla Godek jest on autorytetem.

Moja Córka dwukrotnie urodziła swoich Synów, którzy w Jej łonie byli nie do końca zdrowi. Lekarze mówili, że nie dają szans na przeżycie i tylko od Niej zależało, czy te ciąże donosi.

Nikt nawet nie zająknął się, aby dokonała aborcji, bo to był Jej i tylko Jej wybór.

Chłopcy żyli tylko godzinę po porodzie, ale gdyby przeżyli, to tylko z respiratorem.

Chcę podkreślić, że  do Kobiety należy decyzja o aborcji, a nie do polityków do jasnej cholery.

Nie będę tu – na blogu prezentowała uszkodzone płody, bo to jest traumatyczny widok i nie chcę nikomu popsuć śniadania, obiadu, kolacji!

Jedno chcę podkreślić, że nawet kiedy urodzi się wadliwe dziecko z wielkim uszkodzeniami i przeżyje, to ta partia będzie miała w nosie takie dziecko i jego matkę. Nie otrzymają od państwa żadnej pomocy!

Jawi się więc hipokryzja tej partii i ogromne zakłamanie.

W każdym zakątku świata, kiedy rodzą się dzieci odbiegające od normy, to są one szykanowane, mordowane, opuszczone i na wstępie wkleiłam clip Martyny Wojciechowskiej, która zrobiła reportaż o dzieciach – albinosach, odsuniętych od swojego środowiska, rodzin i skazane na samotność.

Niech mi tu Kaja Godek przestanie pitolić, że takie dzieci są otoczone opieką!

Przeczytajcie, co czują kobiety, które wiedzą, że ich dziecko umrze!

Na to Kaja Godek i PiS skazują polskie Kobiety!

Kaja Godek ma pretensje do losu, że urodziła dziecko z zespołem Downa i mści się na innych kobietach,

Mam dla niej propozycję, aby przygarnęła wszystkie takie odrzucone dzieci i niech poprosi partię PiS o dofinasowanie takiego domu dla niechcianych dzieci!

Ciekawe, czy dostałaby od tej partii jakiekolwiek pieniądze – figa z makiem i znalazłaby się z ręką w nocniku!

W końcu ktoś napisał to dosadnie –

 

Z lampy Alladyna wypuszczono Dżinna!

Zdjęcie użytkownika Marcin Szczygielski.

Żyję w tym kraju już dostatecznie długo i takiego bandytyzmu jak od dwóch lat nie widziałam i nie czytałam

Oto w sobotę zeszłą, pojawiła się okładka „Wysokich Obcasów” – dodatku do „Gazety Wyborczej” promującą aborcję w Polsce.

Okładka przedstawia trzy, młode kobiety, które na koszulce mają napis, że aborcja jest okej i w zasadzie, co trzecia kobieta jej dokonała.

Jestem stara i nic nie powinno mnie dziwić, a jednak jestem wściekła, bo w Polskę poszedł przekaz, że jeśli kobieta zajdzie w niechcianą ciążę, to ta okładką rozgrzeszy ją z dokonanej aborcji, bo jest okej.

Po co mieć wyrzuty sumienia, skoro poważny tytuł mówi, że to nic takiego i nie powinno się wpaść we frustrację, wyrzuty sumienia, bo prawie wszystkie kobiety tak robią i to jest okej.

Ten barbarzyński przekaz pokazuje, że po jaką cholerę potrzebna jest edukacja seksualna w szkołach, kiedy się wpadnie w niechcianą ciążę, to się zrobi aborcję i po kłopocie.

Dokąd to zmierza, skoro lekarze ginekolodzy boją się dokonywać aborcji, a tabletki są na receptę i dokonanie aborcji jest w Polsce coraz trudniejsze, ale okładka mówi, że to jest okej!

W Polsce dopuszczalna jest aborcja w trzech przypadkach, kiedy płód jest wysoce uszkodzony, ciąża pochodzi z gwałtu, albo ciąża zagraża życiu kobiety – koniec i kropka.

Bogate kobiety wiedzą gdzie dokonać aborcji, a te mniej majętne pójdą do babki z szydełkiem, bo okładka im mówi, że aborcja jest okej.

Jestem zniesmaczona średniowieczem jakie w Polsce na nowo powstało, bo nie uczy się młodych dziewczyn i kobiet odpowiedzialności za swoje życie seksualne, a wmawia się im, że aborcja jest okej.

Dokąd zmierzasz Polsko?

Mam wrażenie, że obudziły się w umysłach ludzi w Polsce najgorsze instynkty, bo czytamy głos buntu, a to tylko pojedynczy!

 

To chyba jakaś skaza w genach. Jest w nas Polakach coś takiego, co sprawia, że zawsze posuwamy się o krok za daleko – i to w najróżniejszych kierunkach. Sobotnia okładka Wysokich Obcasów wkracza w strefę absurdu równie zdecydowanie, jak ustawa o IPN, tak jak ona osiągając skutek odwrotny od zamierzonego 😦 — przygnębiony.
I jeszcze jeden przykład, że ten Naród zdziczał, schamiał dokumentnie:
Kto popiera politykę tego rządu – niech się do mnie nie odzywa!
Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Aborcja za seks – moje kino!

Amerykańscy krytycy wybrali 50 najlepszych filmów wszech czasów i ja staram się je w miarę swojego czasu obejrzeć.

Dziś obejrzałam trudne, rumuńskie kino, które znalazło się na tej znakomitej liście. Tytuł filmu to „4 miesiące, trzy tygodnie i dwa dni”.

Rumunia – rok 1984 i ostatnie chwile panowania Nicolae Ceaușescu.

W kraju panuje niesamowity reżim i Obywatele są pod wielką presją, bo w zasadzie za wszystko można było być skazanym na długoletnie więzienie, albo na śmierć.

Wszyscy się boją, a najbardziej chyba kobiety, którym za aborcję groziło więzienie!

Zaznaczę od razu, że nie jestem za aborcją jak leci, a tylko w wyjątkowych sytuacjach i tu chodzi o polskie prawo!

W tamtych czasach w Rumunii była wielka bieda i kobiety zachodziły w niechciane ciąże.

W tym filmie pokazana była taka wyjątkowa sytuacja, że biedna studentka zachodzi w ciążę i zdaje sobie sprawę z tego, że nie wychowa samotnie tego dziecka, bo chce skończyć studia i dostać pracę! Boi się też opinii swojej rodziny!

Ma jedyną koleżankę w akademiku, która deklaruje, że zorganizuje nielegalną aborcję dla swojej przyjaciółki.

Rezerwuje więc pokój w hotelu na trzy doby, a następnie umawia koleżankę z mężczyzną, który ma jako takie pojęcie o aborcji.

Podczas oglądania tego filmu bolał mnie każdy członek w moim ciele, bo film jest tak bardzo wstrząsający!

Facet przychodzi na umówione miejsce i nie chce pieniędzy za aborcję, gdyż żąda seksu – od tej ciężarnej także.

Po wszystkim wprowadza ciężarnej jakąś sondę i informuje, że krwawienie może nastąpić po dwóch godzinach, ale może i po dwóch, trzech dniach, oraz informuje, że może umrzeć i wychodzi!

Spowodował poronienie ciąży w fazie 4 miesięcy i trzech tygodni. Poinstruował także jak pozbyć się płodu, aby policja nigdy nie wpadła na trop. Stosował te swoje metody na warunkach – aborcja za seks.

W tym filmie bohaterka nie umarła i jej się  udało, ale strach pomysleć ile jego pacjentek straciło życie?

Oglądając ten film pomyślałam sobie, że obecne, zaostrzone prawo aborycjne w Polsce będzie takie samo jak w Rumunii, że kobiety będą pozbywały się ciąż w takich właśnie, podziemnych warunkach!

Brawo PiS! Brawo Radziwiłł!

 

 

 

Czarny pijar dla „Czarnego Marszu”

I po jaką cholerę się wyrwała przed szereg.
W tym temacie – morda w kubeł, a nie na aborcji
promować swoją tfórczość!
Ohydne!

https://www.youtube.com/watch?v=owZAKdfgOt4

Pewna piosenkarka – Natalia Przybysz, której tfórczości nie znałam, tuż przed jutrzejszym „Czarnym Marszem” wyznała, że aborcji dokonała! na Słowacji!

Zapłaciła tysiąc złotych za przejazd busem, który jednocześnie zabrał kilka kobiet w celu dokonania aborcji.

Czy to była ciąża z gwałtu? Otóż Nie!

Czy ciąża, to był wysoce uszkodzony płód? Otóż Nie!

Czy ciąża zagrażała jej życiu? Otóż Nie!

Czy mąż jej był pijakiem? Otóż Nie!

Czy nie miała pieniędzy na wychowanie trzeciego dziecka? Otóż Nie!

Czy jej mąż ją zgwałcił, a ona nie byłaby w stanie pokochać tego dziecka? Otóż Nie!

Dlaczego więc usunęła dziecko poczęte w wyniku wpadki z własnym, kochanym mężem?

Dlatego, że ma za małe mieszkanie, o powierzchni 60 metrów kwadratowych, gdzie swoje miejsce mają dwoje dzieci, książki i poukładany świat, a więc to dziecko zaburzyłoby ten wygodny świat i nie było dla niego po prostu miejsca!

Dlatego usunęła, bo nie miała w planach trzeciego dziecka z własnym mężem i dlatego w pięć minut w klinice na Słowacji pozbyła się balastu i odetchnęła, bo pozbyła się kłopotu!

Czarny Marsz i tysiące kobiet skandujących, że moje ciało, to moja sprawa i owszem, ale na Boga po co szczekać w podminowanej Polsce, że dokonało się aborcji z czystego wyrachowania i wygodnictwa.

Paniusia piosenkarka wyznając ten fakt nie zdaje sobie sprawy z tego, że kiedyś jej dzieci dorosną i znajdą ten wywiad i oskarżą własną matkę, że zabiła im braciszka, czy siostrzyczkę.

Paniusia zrobiła czarny pijar – „Czarnemu Marszowi”, gdzie kobiety domagają się kompromisu zdobytego przez lata, a nie aborcji na życzenie.

Paniusia zrobiła czarną robotę przy okazji promując swoją tfórczość i to jest ohydne!

A hejt leje się strumieniem i sądzę, że zostanie znienawidzona za chwilę swojej szczerości, czy też głupoty!

Zastraszyli wszystkich! Państwo policyjne!

Zastraszyli:

– Trybunał Konstytucyjny, Policję, Sędziów, Prokuratorów, Burmistrzów, Prezydentów Miast, Nauczycieli, Lekarzy, Farmaceutów, Samorządy i wiele innych grup zawodowych!

Obrazili się na Unię Europejską i żaden z nich nie pojedzie, kiedy toczą się rozmowy na temat łamania praw w Polsce.

Dlaczego nikt nie pojedzie?

– Ano dlatego, że skończyły się kłamstwa z rękawa i nie ma żadnych argumentów na obronę!

Zerwali przetarg z Francją na śmigłowce i z tego wynika, że biorą jakieś resztki amerykańskich śmigłowców w zamian za milczenie odnośnie ostatniej rozmowy braci K.

Śmieje się z Polski cały świat, a Putin pije szampana i zawija w sreberka, że polskie wojsko będzie latało na drzwiach od stodoły!

Chcą zamknąć do więzienia Donalda Tuska tylko dlatego, że to Kaczyński ma krew na rękach 96 ofiar!

Wychodzą z założenia, że winien, czy nie winien, ale siedzieć powinien i tak oto zaczęła się nagonka na wszystkich, ale daje się fory księżom pedofilom!

Kobieta może być zgwałcona przez własnego  męża, bo dziecko z gwałtu nie jest przestępstwem!

Lekarz nie będzie mógł pomóc kobiecie, bo będzie się bał dotknąć jej brzucha, a o badaniach i antykoncepcji – zapomnijmy.

Kiedy kobieta będzie nosiła w sobie małego potworka, to dziś Kaczyński wydał na nią wyrok jak jakiś talib, a nie katolik! Taca ma być pełna nawet kosztem zdrowia psychicznego Matki Polki!

Kaczyński! Czytaj – oprawco kobiet!

Ani katolik, ani Polak, ani nikt inny, nie mogą mieć w państwie większych praw, niż ma człowiek. ks. Józef Tischner

 

 

Takie dzieci chce, by Polki rodziły, bo trzeba je ochrzcić i nadać im imię, a tylko dlatego, by taca była pełna! Innego wytłumaczenia nie znajduję!

 

Warto było czekać na te piękne czasy
I na własne oczy jaja te zobaczyć
Aż z uciechy westchnął osłupiały świat.
Warto było czekać klepiąc biedę tyle lat. 

Prosto w twarz politykom!

Nie liczę na komentarze, bo ludzie w takich tematach są tchórzliwi, ale ja mam w sercu różne alternatywy, by nie krzywdzić nikogo, bo niezbadane są ludzkie losy!

JESTEM NIEPEŁNOSPRAWNA. Ciężko. Jest to choroba psychiczna, której nie widać na zdjęciach więc często byłam oskarżana o udawanie i „wymyślanie”. Choroba na tyle utrudnia mi życie, że liceum robiłam 4 lata mając jednocześnie indywidualny tok nauczania a teraz nie jestem w stanie utrzymać żadnej pracy. Bo jestem zbyt inteligentna i wygadana żeby ktoś mi w tę chorobę uwierzył. Mało tego, do końca życia będę brać końskie dawki leków, które bardzo obciążają mi organizm (nie mam już woreczka żółciowego – wycięty zaraz po liceum) i WYKLUCZAJĄ możliwość zdrowej ciąży, dopóki je biorę. Co oznacza, że żeby zajść w ciążę musiałabym je odstawić zanim zacznę się starać o dziecko. A jeśli wpadnę to musze usunąć bo leki powodują ciężkie uszkodzenia płodu. Plus, ciąża nieprowadzona od 1 tygodnia mogłaby mnie zwyczajnie zabić. Mój organizm mógłby tego nie wytrzymać. Ponadto, przez CAŁĄ ciążę, musiałabym być w szpitalu psychiatrycznym (kto był, ten wie jak tam jest), nie do końca świadoma otoczenia, z atakami lęku i autoagresji. Wiele kobiet w tej sytuacji popełniło samobójstwo. Po konsultacji z psychiatrą, ginekologiem i endokrynologiem zdecydowałam się na sterylizację. Dlaczego? Nie mogłam stosować normalnej antykoncepcji. Każdy rodzaj powodował u mnie powikłania. Od prezerwatyw po tabletki. W desperacji, znalazłam kogoś (znajomy), kto z dobrego serca mi za tę sterylizację zapłacił. Dlaczego? Bo w Polsce mi jej konsekwentnie odmawiano. Mimo, że to przemyslana decyzja, poparta wskazaniami medycznymi i prawem. Ciągle mówiono mi „że to tylko przejściowe i na pewno mi się odwidzi, bo dzidziusie takie słodkie”. Każde takie stwierdzenie rani mnie jak nóż wbity w placy. Bo ja bym chciała. Ale nie skażę swojego dziecka na bycie na drugim miejscu (bo na pierwszym niestety jest choroba), na urodzenie się w kompletnie nieogarniętej życiowo rodzinie (nie mam pracy, z mieszkaniem ciężko – bo nie mam pracy). Zapadła decyzja – Niemcy. Zabieg udało się „nagrać” w niecałe 2 tygodnie. Oczywiście za niemałe pieniądze. Pojechaliśmy do Szczecina, stamtąd do Prenzlau. Kochany Profesor, który założył tę klinikę specjalnie dla Polek (też Polak), wszystko ze mną dokładnie omówił, kazał jeszcze raz się zastanowić bo to ostatnia chwila a zabieg nieodwracalny i posłał do poczekalni. I tutaj chciałabym Wam opowiedzieć dwie nie moje historie, potem wrócę do własnej. W tejże klinice spotkałam tego dnia ok. 10 kobiet które miały aborcję. Wszystkie były Polkami. Co do jednej. Każda miała trochę inny powód, ale schemat ten sam: antykoncepcja zawiodła, nie chcemy więcej dzieci/ partenr, rodzice postawili ultimatum. Kiedy po zabiegu leżałam na sali pooperacyjnej, koło mnie leżała dziewczyna po aborcji. Młodziutka, przyjechał z nią partner. Mieli już jedno dziecko. W zaufaniu powiedziała mi, że partner postawił jej następujące ultimatum: albo usuniesz, albo to z Ciebie wytłukę. Uśmiechała się przez łzy, że teraz przynajmniej jej synek bedzie miał oboje rodziców, bo inaczej musiałaby odejść.
Dla mnie to niepojęte, ale niektóre kobiety nie mają sił by odejść, naprawdę. Po zabiegu okazało się że boli mnie dużo bardziej niż się spodziewali, ale miejsca w klinice ograniczone i trzeba zwolnić łóżko następnej zdesperowanej. Próbowałam dojść do stacji kolejowej czy przystanku, ale nie dałam rady. Widząc mnie zgiętą w pół na chodniku, kolejna Polska para (już po zabiegu), zgarnęła nas i zawiozła do Szczecina. Ta Pani też miała aborcję. Kochani ludzie, młode małżeństwo ok. 30- tki. Zawiodła antykoncepcja i wpadli. A mieli już dwójkę dzieci, z czego jedno bardzo chorowite i zwyczjanie nie daliby sobie rady z trójką (ani finansowo ani organizacyjnie). Chcieli tej dwójce dać równe szanse na sukces, więc zdecydowali się na aborcję. Na zabieg zrobili zrzutkę dziadkowie, czyli rodzice tego małżeństwa. Jak się z nimi rozstawaliśmy to się o mnie martwili, czy na pewno wszystko ok, bo ona nie miała takich bóli. Wytłumaczyłam że to przecież zupełnie inny zabieg i mnie musieli troszkę pokroić. Pojechali. I tak zostałyśmy wszystkie bez opieki lekarskiej i bez nadzoru. Jeszcze tego samego dnia wracałam samolotem do Warszawy (nie dałabym rady pociągiem), musiałam sobie podłożyć poduszkę i złożony polar pod pas, żeby nie zdechnąć z bólu. Pilot prawie mnie wysadził z samolotu, udało się go jednak ubłagać. W Warszawie na lotnisku, przy gejcie czekała już na mnie dwójka ratowników z ketonalem. Zapytali czy chcę do szpitala dzisiaj, czy jutro. Wolałam jutro. W końcu spać też kiedyś trzeba. Powiedzieli że to częsta sytuacja. Notorycznie są wzywani do kobiet wracających zza granicy po aborcji. Następnego dnia rano pojechaliśmy na Inflandzką (niby taki nowoczesny szpital), gdzie zostałam wyśmiana i zmieszana a z błotem jako głupia baba, która sobie zrobiła nieodwracalną krzywdę. Kobiety po aborcji traktowane są jeszcze gorzej. I teraz powiedzcie mi, że nie ma po co legalizować sterylizacji dla kobiet i abocji do 12tc.
Zapraszam do udostępniania oraz pytań, chętnie rozwieję wszelkie wątpliwości.

 

Brawo polskie Kobiety, Dziewczyny! „Czarny Poniedziałek” bez popeliny! :)

3 października 2016 roku kobiety, okropnie wkurzone wyszły na ulicę w wielu miastach większych i mniejszych!

Zaczęła się Rewolucja – „Czarny Poniedziałek” i jak mój kolega fejsbukowy napisał:  – „TO POCZĄTEK REWOLUCJI! One pójdą po was. Wyciągną was z Sejmu, z Nowogrodzkiej, z Żoliborza, z kościołów. ONE PÓJDĄ PO WAS! Boicie się?!”.

Gdzieś po kątach się pisze, w zagranicznej prasie, że wyszło 6 milionów okropnie zdenerwowanych kobiet i ja od siebie napiszę, że: – „Lawina ruszyła, bo w kobietach jest siła”.

Od razu na blogu zakrzyczę, że nie jestem za aborcją na życzenie i mniemam , że te kobiety, które dziś wyszły na ulicę też nie są za aborcją na pstryk!

Polskie kobiety wyszły, bo wkurw maksymalny je wziął, kiedy usłyszały, że za poronienie będzie czekał na nie Prokurator!

Wyszły, bo chcą być zaopiekowane przez Państwo i leczone zgodnie z osiągnięciami medycyny.

Wyszły, bo domagają się badań prenatalnych.

Wyszły, bo domagają się zgody na in vitro.

Wyszły, bo chcą tego, aby żaden ginekolog nie bał się dotknąć ich brzucha i aby się nie obawiał zrobić ciężarnej kobiecie usg, bo wiąże go klauzula sumienia!

Czy One tak wiele wymagają?

Dlaczego Państwo grozi kobiecie więzieniem?

Dlaczego Ona się ma bać Policji, czy Prokuratora, że nagle poroniła, a jej dziecko wpadło do muszli klozetowej i być może życzliwy doniesie to do organów ścigania?

Dlaczego po cichu się mówi, że rząd chce zakazać antykoncepcji?

Dlaczego nie edukuje się młodzieży w temacie prokreacji i świadomego macierzyństwa?

Dlaczego dziewczynka, albo kobieta zgwałcona przez zwyrodnialca ma rodzić niechciane dziecko

i w końcu!

Kobiety będą jeździły za granicę, by dokonać aborcji. Obce kliniki już oferują swoje usługi, ale stać na to będzie tylko kobiety majętne. Biedniejsze będą to robić w podziemiu aborcyjnym w kraju, a ile z ich umrze?

Taki los szykują naszym kobietom rządzący, ale nasze kobiety nagle się obudziły i wyszły na ulicę. 

I u mnie w małym miasteczku wyszły. Wyszły, choć miasteczko jest raczej miejscem dla starych ludzi!

Wyszły i bardzo mnie to cieszy, że jeszcze nie mieszkam w umieralni i kibicuję młodym kobietom, by te walkę wygrały!

„Brawo polskie Kobiety, Dziewczyny!
Czarny Poniedziałek bez popeliny! :)”

 

 

 

Chcę wiedzieć od autorytetów, a nie od paniuś z ondulacją na głowie i panów zaczadzonych hipokryzją!

Dębski: Prowadziłem ciążę po in vitro w rodzinie biskupa. Jak to ich dotyczy, nagle zmieniają poglądy

Michał Gostkiewicz
– Według konserwatystów matka ma być worem na urodzenie zapłodnionej komórki jajowej. Chronią komórkę, zapominają o prawach kobiety – tak ginekolog prof. Romuald Dębski kwituje projekt zaostrzenia ustawy aborcyjnej.

Jadąc do pana pomyślałem sobie tak: dwóch facetów będzie gadać o tym, że inni faceci chcą ograniczyć prawa kobiet. Znowu.

– Zgadza się. A kobiety w wieku rozrodczym mają najmniej do powiedzenia. To, co leży w Sejmie – projekt zaostrzenia przepisów aborcyjnych – to jest ograniczenie ich praw. Forsują je ludzie, których to osobiście nigdy nie dotyczyło albo już nie dotyczy.

To znaczy?

– W skład ruchów pro-life wchodzą – według mojej oceny – w ogromnej mierze mężczyźni i panie, które już nie będą rodzić. W pewnym programie telewizyjnym jakaś pani skomentowała, że miała pięć aborcji i teraz już wie, że to dramatyczna sytuacja. Zapytałem, czy do tego wniosku doszła po pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej czy piątej przerwanej ciąży. Czy też może dopiero wtedy, gdy już była w wieku menopauzalnym.

Punkt widzenia zmienia się, gdy ktoś z ich rodziny ląduje na fotelu ginekologicznym?

– A jakże! Ja miałem u siebie ludzi, którzy agitują przeciwko aborcji czy in vitro. Ale gdy sprawa dotyczyła członków ich rodzin, to nagle się im poglądy zmieniły.

 

I jeszcze pewnie miał pan być dyskretny.

– Oczywiście. A przychodzili posłowie, lekarze. Znajomy profesor, guru od zapłodnienia pozaustrojowego opowiadał, jak zadzwonił do niego biskup. Zapytał, czy może w jego rodzinie „by się nie dało?”. I dodał: „po znajomości taniej”, bo to w końcu rodzina.

 

Pan żartuje?

– Nie. Proszę pana, ja sam prowadziłem ciążę po zapłodnieniu pozaustrojowym w rodzinie jednego z naszych biskupów. Dziecko po in vitro. Urodziłem tego dzieciaka, a ksiądz biskup go chrzcił. Ale oficjalnie nauka Kościoła jest inna.

 

Ładnie to pan powiedział: Rodziłem to dziecko.

– Mnóstwo dzieci urodziłem.

 

Tak się mówi w tej branży?

– Jak najbardziej. Abstrahując od faktu, że jeśli się robi cesarskie cięcie – a dziś w Polsce to połowa porodów – to rzeczywiście ja rodzę.

 

Dlaczego w Polsce nadal jest tak, że gdy dziewczyna przyjdzie do ginekologa, to się boi, bo nie wie, czy lekarz nie odmówi jej pomocy?

– Za mną po Polsce jeżdżą protesty. Często pojawia się osoba na wózku, która obiera marchewkę. W jakimś wywiadzie powiedziałem, że nie każdy musi być lekarzem i nie każdy lekarz – ginekologiem. A jeżeli ktoś ma takie, a nie inne poglądy, to może być np. dermatologiem. Albo może sprzedawać marchewki.

To gorzki humor. Jeszcze bardziej gorzkie jest, że trzeba robić wywiad środowiskowy, jaką opcję reprezentuje lekarz, do którego się chce iść.

– W Wielkiej Brytanii rozwiązano to prosto: żeby otworzyć specjalizację ginekologiczno-położniczą, trzeba złożyć deklarację, że się będzie postępowało zgodnie z wiedzą medyczną, a nie z innymi uwarunkowaniami.

 

Czyli można?

– Można. I dla mnie to jest kluczowa sprawa. Problem mojego pacjenta czy pacjentki rozpatruję przez pryzmat wiedzy medycznej. Przez pryzmat moralny to mogę sobie rozpatrywać mój własny stosunek do samego siebie. Tu jest sytuacja lekarz – pacjent. I jeżeli pacjent deklaruje, że chce wybrać takie czy inne rozwiązanie, to moim obowiązkiem jest postępować zgodnie z polskim prawem i wiedzą medyczną, a nie zasłaniać się klauzulą sumienia.

Zadziałał pan kiedyś zgodnie z wiedzą medyczną, a wbrew sobie?

– Trudne pytanie.

 

Dlaczego?

– Każda sytuacja, w której dochodzi do podjęcia decyzji o akceptacji prośby pacjenta o zabieg przerywania ciąży, jest dla lekarza trudna. Proszę mi uwierzyć – to nie jest przyjemne, to nie jest ulga ani dla matek, ani dla lekarzy. To naprawdę jest wybór mniejszego zła. Bo nie ma dobrego rozwiązania. Każde rozwiązanie jest złe…

Wie pan, kiedy ja jestem najszczęśliwszym człowiekiem i lekarzem? W tej chwili. Przed chwilą zakończyłem zabieg cięcia cesarskiego, urodziłem piękną zdrową dziewczynkę. Prawie 4 kg. U pacjentki, która ma trombofilię, czyli nadkrzepliwość. Dziecko z jej poprzedniej ciąży żyje, ale było ciężkim wcześniakiem i do dziś ma problemy. Dlatego urodzenie tego zupełnie zdrowego dziecka dziś to największa frajda i radość.

A gdy przychodzi pacjentka z takimi wskazaniami, że będzie potrzebna decyzja o przerwaniu ciąży, to proszę mi wierzyć, że nikt z nas tego nie lubi robić. Naprawdę. Nikt.

 

Wiem, że nie potrafiłbym takiej decyzji podjąć. Nie mógłbym być lekarzem ginekologiem.

– Nie mógłby pan. Ale też trzeba znać drugi koniec.

 

Tego kija?

– Tak.

A jak ten drugi koniec wygląda?

– Jak poród z ciąży akranialnej, gdy płód nie ma kości pokrywy czaszki. Jak poród z ciąży z agenezją (brakiem – przyp. red.) nerek. Jak konsekwencje zespołu Pataua (m.in. wady narządu wzroku, rozszczep wargi lub podniebienia, anomalie kończyn, wady sercowo-naczyniowe i inne – przyp. red.). Jak konsekwencje zespołu Downa.

 

Powiedzmy jakie.

– W ogromnej większości są to dzieci na pewnym etapie bardzo kochane. Dzięki postępowi medycyny całkiem długo żyją. A potem umiera babcia. A potem umiera mama. A potem umiera tata – jeśli jest. Rodziny się rozpadają, bardzo często niestety nie wytrzymują tego mężczyźni, często mama zostaje sama z dzieckiem. Albo zostaje samo dziecko. Trafia wtedy do ośrodków, gdzie obcy się niby nim zajmują.

 

Bardzo kontrowersyjne jest to, co pan mówi.

– Jako dziecko mieszkałem piętro niżej od naszych przyjaciół, którzy mieli synka z zespołem Downa. Ja Wojtusia przez 12 lat uczyłem zawiązywać buty. Po godzinie wiązania Wojtuś zakładał pierwszą pętelkę. Następnego dnia zaczynaliśmy od nowa. On był szczęśliwym dzieckiem, dopóki żyła jego babcia. Gdy zmarła, Wojtuś się przestał zupełnie się rozwijać. Przestał mieć gdzie żyć.

 

Tylko wie pan, że dla zwolenników całkowitego zakazu aborcji nie jest to argument.

– Ale ja mam do nich jedną, prostą prośbę. Niech ktoś z nich przyjdzie i zadeklaruje: adoptuję dziecko pana pacjentki z zespołem Downa. Natychmiast namówię tę pacjentkę do tego, żeby ona to dziecko urodziła i oddała do adopcji. Do tej pory nikt z ruchów pro-life czegoś takiego nie zrobił. Czekam na listę posłów pro-life, które adoptują dziecko z zespołem Downa. Natychmiast będziemy walczyli, żeby te dzieci się urodziły. A teraz mogę tylko poinformować pacjentów, że ich dziecko będzie miało to schorzenie.

Odsyłałem kiedyś przyszłych rodziców, którym miało się urodzić dziecko z zespołem Downa, do przedszkoli integracyjnych – żeby poznali i zrozumieli, na czym to polega. Przestałem to robić. Wie pan, dlaczego? Bo miałem poczucie, że pośrednio namawiam tych rodziców do aborcji. Każda osoba, która zobaczyła gromadkę takich dzieci, przychodziła z decyzją o przerwaniu ciąży. Bo ogromna większość kobiet ciążę z downem przerywa.

 

Dlaczego?

– Nie widzą możliwości opieki nad takim dzieckiem. Bo to jest tak naprawdę totalne wywrócenie im życia.

 

Ale motywują swoją decyzję swoim życiem? Że to ich, a nie dziecka, życie będzie ciężkie?

– Oczywiście są osoby, które takie zobowiązanie podejmą. Ale jest ich mało. Gdy ludzie mają świadomość, że to decyzja na całe życie, często oznaczająca dla jednego z rodziców rezygnację z pracy… Wie pan ile zasiłku dostaje miesięcznie kobieta, gdy decyduje się rzucić pracę, by opiekować się dzieckiem?

 

Chyba wolę nie wiedzieć.

– Około 1700 zł miesięcznie na utrzymanie siebie i dziecka. Znacznie częściej spotykam się z podejmowaniem decyzji o kontynuacji ciąży z potężnym uszkodzeniem, gdy wiadomo jest, że to dziecko dość szybko umrze. Dla ludzi decyzja w tę czy w tamtą stronę jest bardzo trudna. A tu – choć to, przyznaję, brutalne – wiadomo, że natura prędzej czy później zadziała sama.

 

Załóżmy, że Sejm klepnie całkowity zakaz aborcji. Jak będzie?

– Kochany, ja będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

 

Jak to?!

– Niech będzie całkowity zakaz. Myślisz pan, że moi pracownicy są szczęśliwi, że dokonują takich zabiegów? Ile ja pytań usłyszałem od moich położnych: „panie profesorze, dlaczego my to musimy robić?„. Więc ja będę najszczęśliwszym facetem. Wiesz, dlaczego? Dlatego, że gdyby taka potrzeba zaistniała w mojej rodzinie, to ja wiem, gdzie za granicą bezpiecznie wykonać zabieg przerwania ciąży. Ja sobie poradzę. Gorzej z resztą społeczeństwa. Nikt sobie nie poradzi. Prawie żadna kobieta. Ale tak społeczeństwo zagłosowało. Dało mandat, który może zostać wykorzystany przeciwko polskim kobietom. Mam nadzieję, że następnym razem polskie kobiety trochę się opamiętają.

 

Ostro.

– Ale taka jest prawda.

 

Jakby były same sobie winne.

– To społeczeństwo, głosując, doprowadziło do tego, że może zostać w Polsce zmienione prawo na takie, które ogranicza prawa kobiet. Tylko, że dla wielu ludzi to, jak się dokonuje w Polsce w tej chwili zabiegu przerywania ciąży, jest wiedzą tajemną. Widzą rozklejane przez działaczy pro-life zdjęcia porozrywanych płodów.

 

To jak to dziś wygląda?

– Podaje się lek, który wywołuje poród. Szyjka macicy rozwiera się, rodzi się płód niezdolny do samodzielnego życia. Najczęściej w efekcie tego porodu płód obumiera. Nikt go nie rozrywa na kawałki. To jest normalnie urodzone dziecko – tak, jakby samoistnie matka poroniła w tym okresie ciąży.

Oczywiście są kobiety, które powiedzą: „tak, ja będę wychowywała, ja będę kochała„. Ale inne tak nie powiedzą. Czy my mamy prawo, jako społeczeństwo, zmuszać je do podjęcia innej decyzji, niż kobieta chce i czuje? Co to jest, nasza decyzja czy jak? Każdy odpowiada sam za siebie. A my próbujemy w tej chwili odebrać kobietom prawa absolutnie podstawowe.

 

Instytut Ordo Iuris, który przygotował projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej,zarzuca panu, że mówi pan nieprawdę w filmie, w którym wieszczył pan koniec badań prenatalnych.

 

– A co mówią?

 

Odsyłają do swojego projektu. Tam nie jest wprost napisane, że akurat tych badań się zakaże.

– Ale jest napisane, że jeżeli dojdzie do niezamierzonego zgonu płodu, czyli na przykład w wyniku działań terapeutycznych dojdzie do zgonu wewnątrzmacicznego, lekarz może dostać do dwóch lat więzienia.

Czyli pod „działania terapeutyczne” łatwo da się podciągnąć diagnostykę prenatalną?

– Oczywiście! A każde działanie inwazyjne ma swoje ryzyko. Transfuzja dopłodowa na przykład ma stopień ryzyka taki, że co 50. kończy się zgonem. To niech mi pan pokaże kogoś, kto będzie te transfuzje robił, jeśli wie, że ma dwa procent ryzyka tego, że pójdzie na dwa lata do więzienia?

 

Ciężko będzie takiego znaleźć.

– Właśnie. Ja prowadzę jeden z największych w Polsce zespołów terapii prenatalnej. Zajmuję się tym prawie 40 lat. Zabiegów prenatalnych zrobiłem w życiu kilka tysięcy. Myślę, że ładnych kilkaset dzieci dzięki temu żyje.

 

Rachunek wychodzi na pana korzyść?

– Może wyjdzie, że nie jestem zbyt skromny, ale wiem, że na pewno jestem na dużym plusie. W prowadzonej przeze mnie klinice robi się w tej chwili najwięcej w Europie zabiegów na sercach płodów.

 

Jak duże jest serce płodu?

– Wielkości 20-groszówki.

 

Jakie zabiegi robi się na takim sercu?

– Na przykład poszerza zastawkę dwudzielną, mitralną, tak aby był odpływ z lewej komory. Bardzo szybko dogoniliśmy pod tym względem Zachód, moje Panie, specjalistki, uczyły się w Linzu. A dlaczego dogoniliśmy? Otóż dlatego, że w Polsce jest na szczęście duża grupa kobiet, dzielnych kobiet, które chcą o dziecko walczyć. Czyli, gdy dowiadują się, że jest chore, to chcą próbować je leczyć. Ta wada serca w zachodniej Europie, w Czechach, na Węgrzech, w Skandynawii jest podstawą do terminacji. Bo to przeżywa niewiele dzieci. A u nas dziewczyny walczą. Dlatego w ciągu czterech lat zrobiliśmy tyle zabiegów.

 

Niedawno rozmawiałem z dr Anitą Olejek z bytomskiego szpitala, zajmującą się głównie rozszczepami kręgosłupa płodu. Jak mi opisała, jak taki zabieg wygląda, to brzmiało jak cud.

– Bo to jest prawdziwy cud. Cud medycyny! A wie pan dzięki czemu możliwy? Dzięki diagnostyce prenatalnej! Warunkiem, żeby zacząć leczyć, czy jeszcze w trakcie ciąży, czy po porodzie, jest dobre rozpoznanie. A jeśli w szpitalu nie zrobią badań i nie rozpoznają wady, to zanim zorientują się, w czym rzecz, biedny dzieciak umrze. A wcale tak nie musiało być.

Ale to są sytuacje, gdzie jest co ratować. Ja niestety wiem, że są sytuacje, gdzie nie ma co ratować.

 

Na przykład?

– Na przykład jak dziecko nie ma nerek. W skali rocznej mam u siebie przynajmniej 10 takich ciąż. Dziecko rośnie sobie ładnie w macicy mamy, bo w okresie ciąży za jego nerki pracuje łożysko. A gdy się rodzi, to natychmiast niemal umiera. Wcale nie na niewydolność nerek, tylko dlatego, że nie ma wykształconych płuc. Skoro łożysko pełni funkcję nerek, to ono nie wydala moczu. Nie produkuje moczu, to nie ma płynu owodniowego. A jak nie ma płynu owodniowego, to nie wykształcają się płuca. I jak się rodzi, to umiera w ciągu godziny.

Więc ja muszę uczciwie kobiecie powiedzieć, jak to będzie wyglądało, jeśli zdecyduje się takie dziecko urodzić. Muszę powiedzieć, że jak się dziecko urodzi, to będzie ważyło 3 kg. Normalna ciąża, normalny poród – i dziecko zasypia. Bo ma niewydolność oddechową. I co jakiś czas spotykam się z mądrym, choć dramatycznym pytaniem: „Niech mi pan powie, kiedy ono się będzie mniej męczyło? Czy jak w tym 18. tygodniu przerwiemy ciążę, czy jak poczekamy do 40. tygodnia i ono się udusi?”.

Jak zrobić, żeby w Polsce było mniej aborcji?

– Których?

 

Wszystkich.

– A to już na starcie mamy problem. Bo są dwie zupełnie odmienne sytuacje: przerwanie ciąży ze względów społecznych i ze względów medycznych. Pierwsza ma miejsce, gdy kobieta nie zadbała o antykoncepcję, jest w ciąży, której nie chce i przychodzi ją przerwać. To jest dziś nielegalne. Na tych kobietach zarabia aborcyjne podziemie. Jakaś furtka powinna być, ale rzeczywistość taka, że „przychodzę sobie przerwać ciążę, bo nie chcę w niej być” – tak być nie powinno. Ja nigdy w życiu nie zrobię zabiegu przerwania ciąży za pieniądze. I ludzie to wiedzą, bo nikt nie przyszedł z tym do mojego prywatnego gabinetu przez ostatnie 20 lat. Żeby zminimalizować częstotliwość takich aborcji, potrzebne jest coś, czego obecnie w Polsce nie ma.

 

Czyli?

– Pełny, szeroki dostęp do antykoncepcji i porządna edukacja seksualna, oczywiście.

 

Widziałem ostatnio na Facebooku wpis rodzica, dumnego, że sprzeciwił się wprowadzeniu edukacji seksualnej w szkole dziecka.

– Dopóki córka nie przyjdzie w niepożądanej ciąży. Wie pan, gdy Trybunał Konstytucyjny zakazał przerywania ciąży ze względów społecznych, to kilka miesięcy później powinien być chociaż mały boom w liczbie urodzeń. A tu nic, zero. To, przepraszam, ludzie przestali współżyć? Nagle zaczęli stosować antykoncepcję? Ani w jedno, ani w drugie nie uwierzę. Wytworzyło się podziemie i turystyka aborcyjna. Nasze państwo tak naprawdę nie walczy z aborcją. Gdyby chciało, wzięłoby jakąkolwiek gazetę i przeczytało ogłoszenia pt. „AAA bezbolesne wywoływanie miesiączki”. Przecież to są ukryte reklamy prywatnych gabinetów, gdzie przerywa się ciążę.

 

A jak jest poza Polską?

– Dwa lata temu ukazało się badanie ze Szwecji. W niektórych regionach na próbę zapewniono pełny, bezpłatny dostęp do antykoncepcji. W innych regionach pozostawiono ograniczenie w postaci dostępu po wizycie u lekarza. Efekt? Liczba aborcji w tych regionach, gdzie dano dostęp, spadła trzykrotnie. W Szwecji natychmiast zmieniono przepisy. W Polsce, jak pan dobrze wie, dostęp do antykoncepcji jest zły, a najwybitniejszymi jej znawcami są członkowie Episkopatu Polski. Edukacji seksualnej też nie ma, bo ciągle słyszę, że zapłodnienie in vitro nie leczy niepłodności, bo nie przywraca płodności. A ja tu odpowiem: nie leczy się niepłodności, tylko się ją eliminuje przez to, że się posiada potomstwo! Jak się posiada potomstwo, to chyba się już nie jest bezpłodnym, prawda? Czy mi logika gdzieś szwankuje? Bo chyba nie.

Zupełnie czym innym jest przerwanie ciąży ze względów medycznych. Czyli kiedy ciąża wiąże się z ciężkim uszkodzeniem płodu albo zagrożeniem życia kobiety. Nie da się zmniejszyć liczby takich aborcji.

 

Dlaczego?

– Nie da się ograniczyć liczby wad rozwojowych. Postęp medycyny sprawił, że będziemy mieli w ciąży coraz mniej zdrowe kobiety – w ciążę zachodzą nawet takie, które 20-30 lat temu nie miałyby na to szans. A przede wszystkim nie miałyby szans na jej donoszenie. Choroby nerek, ciężka cukrzyca, choroby układu oddechowego kiedyś oznaczały koniec ciąży. Już nie. Jest postęp, który, mam nadzieję, się utrzyma.

Nie da się też ograniczyć liczby wad rozwojowych dzieci. Tylko, że ja w tej chwili mam otwarte pole działania. Mam ciążę, 27 tygodni. Mam dziecko 500 gramów. Umierające. Bo powinno być dwa razy więcej. Ale mogę zrobić pacjentce cięcie, urodzić tego dzieciaka, dać neonatologom na OIOM noworodkowy i powiedzmy 60-70 proc. tych dzieci przeżyje. Ale 40 proc. umrze. I zgodnie z tym projektem ustawy ja za któreś z tych 40 proc. pójdę do więzienia, bo wyjąłem je z macicy „za wcześnie”. Konserwatyści chcą chronić prawa zapłodnionej komórki od pierwszego dnia, zapominając zupełnie o prawach matki. Ona ma być worem na urodzenie tej komórki i koniec. Obecnie mogę ratować pacjentkę, gdy bezpośrednio zagrożone jest jej życie. Jeśli zmieni się ustawa, nie będę mógł zrobić pacjentce z ciążą pozamaciczną laparoskopii, żeby do tego zagrożenia życia nie doszło – bo to już nie będzie działanie w sytuacji zagrożenia życia! To jest absurd!

 

Może to nie przejdzie? Nie wiadomo, czy większość rządząca poprze ustawę.

– Może zdają sobie sprawę, że jeśli się do niej przychylą, to w następnych wyborach ludzie ich wytupią. Jeśli to dotknie tysiąca kobiet w Polsce, każda ma 100 znajomych, a każda z tych 100 kolejnych 100, to pójdzie fala. Tym bardziej, że żyjemy w kraju paranoi położniczej.

To znaczy?

– Z publikacji medialnych dowie się pan, jaki jest dramatyczny stan polskiego położnictwa. Że dzieci umierają, bliźniaki umierają, że warunki straszne. Tylko jakoś nikt nie sprawdzi, nie porówna statystyk, liczb. Mówiłem to wielu dziennikarzom, a jeszcze nikt tego nie napisał.

 

To proszę mówić, ja napiszę.

– Napiszesz? Że Polska jest drugim krajem w Europie, gdzie jest najniższy wskaźnik przedwczesnych porodów? Niższy jest tylko w Szwecji. Ryzyko porodu dla kobiet? Mamy wskaźnik umieralności dwukrotnie niższy niż w UE. A media swoje: „strach rodzić”. Wie pan, co jest w efekcie? Dramatycznie napisane rozporządzenie dotyczące porodu fizjologicznego. Kilka razy miałem taką sytuację, że pisałem opinię lekarską dla sądu i napisałem, że postępowanie lekarzy co prawda było niezgodne z wiedzą medyczną, ale zgodne z tym cholernym rozporządzeniem! Więc winny jest ten kto takie rozporządzenie wprowadził.

 

Dlaczego tak jest?

– Bo minister sobie wymyślił, że „my wam tu k***a pokażemy, jak leczymy, jak dbamy o polskie społeczeństwo i napiszemy, jak należy leczyć nadciśnienie w ciąży”! Tylko minister napisał bardzo słusznie i bardzo mądrze, ale w odniesieniu do 60 proc. kobiet. A 40 proc. trzeba prowadzić inaczej. Nie każda kobieta reaguje tak samo na konkretne leki. Wielu lekarzy pójdzie schematem rozporządzenia. Kobieta, owszem, będzie gorzej leczona, może umrze, ale lekarz będzie bezpieczny. A to chyba naprawdę nie o to chodzi. Dlatego ja mam to rozporządzenie, przepraszam, w dupie. I może pan to napisać. Będę miał kolejną kontrolę, ale i tak będę postępował zgodnie z moją wiedzą medyczną. Będę postępował tak, jak postępuje lekarz.

Prof. Romuald Dębski. Lekarz ginekolog, nauczyciel akademicki, doktor habilitowany nauk medycznych. Kierownik Kliniki Położnictwa i Ginekologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Szpitalu Bielańskim w Warszawie. Autor lub współautor ponad 100 publikacji z zakresu położnictwa i ginekologii, endokrynologii ginekologicznej i diagnostyki ultrasonograficznej.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego „Dziennika” i działu społecznego „Newsweeka”. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze i Instagramie.

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,20721842,zakaz-aborcji-prof-debski-to-co-lezy-w-sejmie-to-roba.html

Joanna Pachla

6 godzin temu

tak, popieram #czarnyprotest

a do wszystkich zwolenników CAŁKOWITEGO zakazu aborcji, mam dzisiaj kilka pytań. sformułowanych w formie męskiej, ale panie zamienią sobie na odpowiednią dla siebie formę:

– ile razy dowiedziałeś się, że Twoja kobieta urodzi dziecko bez połowy czaszki, z mózgiem na wierzchu i wiszącą gałką oczną i powiedziałeś jej: spokojnie, to tylko kilka miesięcy, ponosisz je sobie w brzuchu, a później jakoś je przecież urodzisz?

– ile razy Twoja matka, siostra, żona była w ciąży pozamacicznej albo jakiejkolwiek innej, zagrażającej jej życiu, a Ty zabroniłeś lekarzom udzielać jej jakiekolwiek pomocy, bo przecież „życie”, które w sobie nosi, jest święte?

– ile razy Twoja matka, siostra, koleżanka ze studiów została zgwałcona i dowiedziała się o dziecku, a Ty powiedziałeś, że spoko, jakoś to będzie, pomogę Ci je wychować, a zimą będę zabierał na sanki?

– ile razy trzymałeś na rękach dorosłego człowieka, który od urodzenia przejawia czynności życiowe na poziomie sukulenta? ile razy pomogłeś jego matce go umyć, przewinąć, nakarmić?

– ile razy zrobiłeś przelew o wartości choćby 10 zł na dzieci przeraźliwie okaleczone, nieuleczalnie chore, których rehabilitacja pochłania miesięcznie kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt tysięcy złotych? ile razy matce takiego dziecka pomogłeś zrobić choćby zakupy?

– ilu spośród Twoich znajomych to ludzie sparaliżowani, przykuci do łóżek, zdeformowani, niezdolni do samodzielnej egzystencji? ilu z nich zdążyłeś już powiedzieć, że będziesz się nimi codziennie zajmował, gdy ich rodziców zabraknie?

bo jeśli ani razu, to mam jedną prośbę: milcz, bo mówiąc o całkowitym zakazie aborcji, tak naprawdę nie masz pojęcia, o czym mówisz.

ZLEPEK KLEPEK ALBO BECZKA ŚMIECHU

BLOG TADEUSZA HAFTANIUKA

Polka Polce

Życie przeplatane szczegółami

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie.

Walcz zawsze do końca

Osobiste zapiski z mojego życia

toruniankapl.wordpress.com/

- jestem studentką z Torunia, opowiadam o tym jak nie udawać i cieszyć się normalnością -

Życie jest piękne , uśmiech dodaje mu blasku :)

Rozważ , jak trudno jest zmienić siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmienić innych. "(Wolter)

Tatulowe opowieści

Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył

sasza4

Subskrybuj moją twórczość.

Związek niesakramentalny

my bez żadnego trybu

mysz galaktyczna

o wędrówce.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O życiu, podróżach i spełnianiu marzeń

wzzw.wordpress.com/

strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

Wrzosy

O tym co było, co jest i czasem trochę marzeń

Burza-Tumblemind

~Myślodsiewnia~ Ten blog jest dla ludzi, którzy lubią zastanawiać się nad tym, co w dzisiejszym materialnym i sceptycznym świecie jest łatwo zapominane i odchodzi w cień. Sny, miłość, honor, wzajemny szacunek i ciekawość świata- o tym jest ten blog.

alina-ala

... na swą słabość patrząc postaraj się zrozumieć innych...

Sześćdziesiąt równa się dwadzieścia

Wiek nie ogranicza człowieka w działaniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Mając 8 lat narysowałam swój pierwszy obraz. Po długiej przerwie znów powróciłam do kartki i ołówka. Cały czas się uczę i dążę do perfekcji

Niepełnosprawny Świat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna głębia Oceanu, czasem zmącona przez wzburzone fale Życia ...

życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

paulainstyle.com

Blog lifestylowy

ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Zapisz.org

Poetów, pisarzy, eseistów i publicystów zainteresowanych publikacją na naszych łamach zapraszamy do przesyłania propozycji tekstów na adres magazynzapisz@gmail.com

#2latado30charyszka - 2 lata do 30 charyszka

Zbiór myśli mniej lub bardziej nieuporządkowanych. Składnica uczuć, pomników pamięci, ludzkich sylwetek. Światem, który migotliwie zachęca do uczestnictwa w nim i komentowania jego cudów i porażek.

HANIAKO

blog jak ciepły koc

Tata Szymona Blogujący

Codzienny pamiętnik Taty

Księga Myśli

Cytaty, cytaty w formie graficznej, myśli, sentencje, aforyzmy, książki, ciekawostki. Daj się zainspirować.

Blues napisał już wiele historii...

"Jeśli go nie znałeś to nie żałuj, nie..." Podróż po zakamarkach kobiecej duszy. Moje eseje, wiersze, luźne przemyślenia, czyli refleksyjne, poetycko-lekkofilozoficzne miejsce.

Myśli (nie)banalne Joanny

Moje spojrzenie na świat