Archiwa tagu: młodzi

To idzie młodość!

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Warszawie

Nie tak dawno oglądałam program o młodych Amerykanach, którzy zbudowali rakietę.

Rakieta ta z powodzeniem wzbiła się poza atmosferę i wylądowała z sukcesem w zaplanowanym miejscu.

Młodzi ludzie – dwudziestolatkowie cieszyli się i szaleli, że ich projekt się powiódł i będą ulepszać swoje dzieło, a z czasem może zbudują coś tak profesjonalnego, że ich dzieło zbada dokładnie kosmos.

To są młodzi ludzie, którzy chcą się kształcić i mają apetyt na więcej.

Widziałam w nich wielką radość i pomyślałam sobie, że oto idzie zmiana pokoleniowa i światem rządzić będą młodzi ludzie, a starsze pokolenia będą się im przyglądać z ciekawością.

Oto młodzi ludzie mają do perfekcji opanowane programy komputerowe, drukarki w 3D i dzięki temu tworzą roboty i inne bardzo dla mnie zadziwiające rzeczy.

My starzy oto schodzimy do podziemia, bo świat opanowują młodzi, zdolni ludzie i świat będzie się zmieniał na naszych oczach, bo to już jest zupełnie inna technologia i patrzenie na Świat i naukę.

Dziś się poryczałam, gdyż w wielu miastach na świecie i w Polsce też, odbyły się marsze klimatyczne.

Wychodzą na ulicę właśnie młodzi ludzie, którzy krzyczą, że potrzebne są działania w obronie klimatu, bo w takim przyjdzie im żyć, a więc w zatrutym, smogowym, kiedy topnieją lodowce, a oceany się podnoszą.

Młodzi ludzie walczą o naszą Planetę, bo zdają sobie sprawę ze skutków klimatycznych, co niesie za sobą powodzie, tornada, wichury i ocieplenie klimatu!

Jednak nie wszyscy ludzie zdają sobie z tego sprawę i dzisiaj w piątek w związku z obniżkami towarów walą masowo do sklepów, by kupić sobie dziesiąty płaszcz i setną koszulę oraz piąty telewizor.

Kupują, choć wcale tego nie potrzebują, a potem wywalają na śmietnik i nie zdają sobie sprawy z tego ile energii i wody potrzebne jest na uszycie dżinsów.

Staliśmy się społeczeństwem konsumpcji  i pazerności i dobrze, że inni, świadomi  – budzą się!

A tym czasem w Polsce stare pryki z polityki nie potrafią sobie poradzić  z mafią Banasia, który jest pancerny i nieusuwalny, gdyż jest skarbnicą wiedzy o tej mafijnej partii.

Zamiast walczyć ze smogiem w Polsce, to się kurna przepychają, ale mam nadzieję, że młodzi im wybiorą młode z gniazda!

To idzie młodość, młodość i śpiewa!

Ps. Kaczyńskiemu rozsypał się domek z kart!

GDY WIEJE WIATR HISTORII,
LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM
ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST
TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM.
K.I. Gałczyński!

 

Znalezione obrazy dla zapytania marsz klimatyczny

Babciu, dziadku nie wtrącajcie się!

Znalezione obrazy dla zapytania babcia w parku

Surfując po sieci czasami zaglądam na profil Doroty Zawadzkiej, tej słynnej w Polsce Super Niani.

Zamieszcza ona czasami zajawki, które piszą do niej ludzie i ona to poddaje pod dyskusję, a więc dziś było ostro pod wpisem nazwanym „Z serii ludzie listy Piszą” i przeczytałam to:

„Z serii ludzie listy PISZĄ:
„Jestem babcią. Działam w lokalnym klubie seniora. Wiele z nas nie jest babciami, bo nasze dzieci nie chcą mieć dzieci. Chciałabym zapytać u ciebie Dorotko, co zrobić, żeby ułatwić młodym ludziom decyzję o dziecku? Jak z nimi rozmawiać? Jak im pomóc? Co im potrzeba?”

Przeczytałam i wpadłam w konsternację, że w dzisiejszych, zwariowanych czasach wciąż pokujuje twierdzenie, że rodzina, to koniecznie muszą być w niej dzieci.

Moje Córki odeszły z domu, kiedy miały po 30 lat, gdyż  tak wyszło, ale nigdy nie usłyszały od nas – rodziców, że czas odejść z domu i założyć rodzinę.

Wszystko potoczyło się swoim torem i przyszedł czas na małżeństwa i na urodzenie się moich Wnuków – bez nacisku i bez spinki.

Kiedy odeszły, to byłam trzy lata w dołku, bo musiałam się przyzwyczaić do „pustego gniazda” i było mi ciężko.

Do dzisiaj gotuję więcej zupy, bo nie umiem gotować tylko dla dwojga, a minęło już ponad 10 lat.

To w naszych czasach trzeba było szybko się pobierać i szybko mieć dzieci, a teraz wszystko się zmieniło.

Młodzi chcą robić karierę zawodową i nie mają czasu na śluby, małżeństwa, bo często mają potężne kredyty w bankach i zwyczajnie nie stać jest ich na dzieci, ale nie generalzuję oczywiście.

Bardzo często żyją w konkubinacie i mają na życie zupełnie inne priorytety i nie konecznie jest to prokreacja.

Wyszłam za mąż mając 20 lat i dugo czekałam na wnuki, a babcią zostałam w wieku mając ponad 50 lat i już w moim przypadku okazało się, że ukończenie szkół było ważniejsze niż założenie rodziny przez moje Córki.

Seniorzy nie powinni naciskać na swoje dzieci względem modelu życia, bo on się zmienia, a ich naciski są frustrujące dla młodych ludzi.

Dzisiaj z Tatulem sobie pisaliśmy, że jakie to szczęście, że opanowaliśmy obsługę komputera i siedzimy w sieci i się wciąż czegoś nowego uczymy, miast siedzieć na parkowych ławeczkach. Piszemy blogi!

Polecam blog Tatula:

https://tatulowe.wordpress.com/2019/06/16/laweczka-bajeczka/

A teraz przyznaję się bez bicia, bo oglądam Opole Kurskiego w tej znienawidzonej przeze mnie stacji, ale wykonawcy są moi – z dawnych lat i ich piosenki też!

Znalezione obrazy dla zapytania logo opole festiwal

Niezrozumiana starość!

Dobry wieczór 🙂

Trochę udzielam się na pewnym forum – od niedawna zostałam tam zaproszona. 

Piszą tam ludzie w różnym wieku i o różnym światopoglądzie religijnym, politycznym i obyczajowym.

Pani w moim wieku, bardzo wrażliwa, oceniając, to co pisze i nazwijmy ją Panią A, założyła dla mnie interesujący wątek o ludziach, którzy z racji starszego wieku spędzają dużo czasu w oknach. Pani A widocznie ma takie spostrzeżenia, jako i ja mam takie.

Sama dość często siedzę może nie w oknie, a na balkonie i obserwuję z niego życie toczące się na zewnątrz, tym bardziej, że jest teraz tak piękna pogoda. 

Za oknem mam dużo drzew i zieleni, co koi moje oczy zmęczone od wpatrywania się w komputer.

Na forum wywiązała się dyskusja, w której wzięła udział osoba o wiele lat młodsza i nazwijmy ją Panią B.

Jej wypowiedzi mnie zszokowały lekko i dlatego postanowiłam ten temat podnieść na moim blogu.

Jak widzą tą naszą starość osoby, które mają przed sobą jeszcze tyle lat życia. 

Można zadać sobie pytanie takie, że dlaczego jest tyle złych intencji w osobach młodszych, które kompletnie starości nie rozumieją i tak to leciało:

Pani A pisze:

Widuję je codziennie – każdego dnia.
Twarze w oknie wypełniają sobą całą przestrzeń, rysy , kolor włosów, o losie mówią, o doświadczeniach.
To życie za oknem jest ciekawsze, od tego, co wewnątrz, tu nic już nie może zaskoczyć, zadziwić.
Wszystko jest takie oczywiste, wystrój, meble, wyznaczają codzienność.
Tam za szklaną szybą jest ruch, rytm dnia wyznacza wędrówkę, intensywny bardziej,
bywają godziny , że zanika niemalże.
Paleta barw zmieniających się kolorów pór roku, gama kolorów ubrań przechodniów,
przyciąga uwagę twarzy z okna, z pietyzmem ilustruje każdego, kto przechodzi, kto jest w zasięgu wzroku,
tyle musi wystarczyć, dalszych traktów nie może przecież dojrzeć.
Gdy znikała jedna postać, pojawiała się inna,zastanawiała rytmem swych kroków, wiekiem lub urodą.
Twarz w oknie, wsparta często na łokciach, śledzi śpieszących się gdzieś lub snujących ludzi.
Gdy padał deszcz, śnieg, osoby stawały się mniej widoczne, ukryte pod parasolem,
może utożsamiała się twarz z okna z nimi, z pamięci przywołując swą młodość.
Teraz pozostała jej mały fragment przestrzeni, który programuje każdy kolejny dzień.
Czas realizuje swój program, nawet w ramie okiennej.
Sceny przypominające monodram jednego aktu, wraz z pojawieniem się zasłony,
zakończą tego swoistego ulicznego spektaklu.

Pani B odpowiada:

 

Faktycznie – często widuje się ludzi przesiadujących w oknach i obserwujących to, co się dzieje na ulicy. Są wśród nich tacy, którzy nie potrafią znaleźć sobie ciekawszego zajęcia, nie mają pomysłu na swoje życie. Tych mi żal, bo w oknie życie im przecieka przez palce. Ale są też tacy, którzy wymyślili sobie zajęcie polegające na tym, że z okna obserwują np. źle parkujących, dzwonią po policję i potem obserwują akcję wręczania mandatów czy zakładania blokad

Pani A broni się: 

Zgadza się,są tacy.
Powiem po prostu co było inspiracją a właściwie kto.
Mój sąsiad z 4 piętra, jest chory, wyjście na zewnątrz, to dla niego takie Himalaje , Mount Everest,
windy u nas nie ma, więc pozostaje okno.
Tak, jest też wielu ciekawskich,by nie rzec wścibskich, by donieść na policję, to prawda, i takich jest chyba najwięcej.

Wtrąca się Pan C:

A cóż złego jest w gapieniu się na ulicę? Czyżby lepiej było by gapić się w ekran telewizora?

Pan D też włącza się w dyskusję: 

A cóż złego jest w gapieniu się na ulicę?

Pani B twarda i nieustępliwa młoda osoba:

 

Złego nie ma nic, ale moim zdaniem szkoda na to życia, bo czas leci szybko i chyba szkoda go tracić na siedzenie w oknie .:bezradny:. Czy nie lepiej spotykać się z przyjaciółmi lub choćby czytać książki? Dla mnie gapienie się przez okno ma taki sam sens jak położenie się na łóżku i czekanie na śmierć. A gdy na końcu życia zadamy sobie pytanie – co z tego życia mieliśmy, to co sobie odpowiemy? Że mieliśmy z tego tyle, że się pogapiliśmy? Trochę mało .;035;. No ale to jest moje zdanie, natomiast jeśli ktoś lubi marnować czas na tzw. „nic”, to jego sprawa.

 Pani A odpiera atak Pani B:

Wiesz co, kto był inspiracją moją do napisania „Twarze z okna? Mój sąsiad, chory od ponad 20 lat, dla niego wyjście na zewnątrz to wyprawa na najwyższe szczyty świata, mieszka na 4 pietrze, bez windy.

Pani B twardo stoi na stanowisku:

Wiadomo, że takiemu człowiekowi trudno wyjść do ludzi, ale przecież ludzie mogą do niego przychodzić, no chyba że nie jest lubiany. Można czytać książki, można pisać pamiętniki, można też gadać na forum.

Dyskusję zamyka Pani D, która chyba chciała dać lekcję pokory Pani B – nastała cisza i wątek spadł:

 

Społeczeństwo się starzeje w zastraszającym tempie i ludzie starsi, często bardzo schorowani siedzą w domach, a okno jest im oknem na świat! Często nikt ich nie odwiedza, bo młodzi są zajęci swoimi sprawami. Starsi ludzie w dużym procencie nie potrafią obsługiwać komputera, a i nie mają pieniędzy na taki sprzęt. Domy Opieki są w Polsce bardzo drogie, co powoduje, że ludzie starsi są skazani na ten luksus, jakim jest okno, czy kawałek balkonu.

 

 

 

Polsko, otwórz się na młodych, bo kraj pustoszeje i kto będzie pracował na Seniora?

Kasia i Tomek pobrali się w latach osiemdziesiątych. Stworzyli typową, polską rodzinę, gdyż rok po roku urodziły się im dwie dziewczynki. Jakimś cudem dostali mieszkanie, całkiem niewielkie o metrażu do 45 metrów kwadratowych.

Dwa niewielkie pokoje, niezbyt duży przedpokój i malutka kuchnia, ale cieszyli się, że mają to swoje M.

Dziewczynki rosły w jednym pokoju, a rodzice mieli swoje lokum w drugim z telewizorem i niewielkim balkonem i tak żyli wiele lat. Dobrze, że mieli dwie córki, które godziły się ze sobą na tej małej przestrzeni, bo inaczej by z pewnością było, gdyby mieli syna i córkę.

Dziewczynki porosły i ukończyły szkołę średnią i zaraz potem związały się ze swoimi sympatiami i szybko jedna z nich wyszła za mąż i urodziła dwoje dzieci. Zaraz po niej druga córka zaszła w ciążę i urodziła do tej pory jedno dzieciątko.

Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że na tej malutkiej przestrzeni mieszkają wszyscy razem, a więc dwóch zięciów, dwie córki i trójka małych dzieci.

Pani Kasia ma swoją, skromną działalność gospodarczą, a Pan Tomek jako budowlaniec samorodny remontuje ludziom od czasu do czasu mieszkania. Zbija tynki i kładzie kafelki, a więc żyją bardzo skromnie, ale biedy u nich nie ma.

Opłacają regularnie czynsz i stać jest ich na utrzymanie samochodu, ale nie stać ich na kupienie swoim córkom osobnych mieszkań, bo one nie pracują, a rodziców nie stać jest na spłacanie wieloletniego kredytu.

Będą z pewnością się tak gnieździli, na kupie w dwóch pokojach, dopóki może zięciowie nie dostaną dobrze płatnej pracy i sami się odważą na zaciągnięcie kredytu. Póki co, pracują na umowach śmieciowych.

Inna, młoda para małżeńska z dwoma synami w wieku przedszkolnym pomieszkuje także w maleńkim mieszkanku. Dwa małe pokoje zagracone są zabawkami dla chłopaków i matka upycha wszystkie rzeczy tak, aby choć środek pokoju był wolny, ale sprawia jej to coraz więcej trudności. Za chwilę trzeba będzie kupić biurka dla chłopaków, ale nie wie gdzie je ustawi.

Nie chciała brać następnego kredytu, bo dopiero spłacili pierwszy, ale mąż jej się uparł i stwierdził, że muszą się wybudować, a więc na początek pożyczyli dość dużą kwotę od rodziców, aby kupić działkę pod budowę. Zaplanowali domek na sto metrów kwadratowych, bo na więcej nie jest ich stać. Pieniądze szybko się skurczyły, a więc wzięli następny kredyt na 30 lat i oboje teraz drżą, aby żadne z nich nie utraciło pracy, bo przecież spłacać trzeba.

Budowa odbywa się po najniższych kosztach, bo młody mąż zaraz po pracy biegnie na budowę i wszystko robi sam, a więc od fundamentów, po elektrykę, aby tylko wzięte pieniądze z banku im wystarczyły.

Wprowadzą się do swojego gniazda za jakieś dwa lata, ale będzie wisiało nad nimi widmo kredytu i tu pytanie – czy będą szczęśliwi w tym nowym domu?

Tu trzeba sobie zadać podstawowe pytanie – dlaczego młodzi wieją z kraju, a wspaniale napisała o tym pewna blogerka:

Dlaczego wyjeżdżają z kraju ?http://zyciepo40.blog.onet.pl/2015/01/15/nie-dziwie-sie-juz-wcale-ze-mlodzi-ludzie-wyjezdzaja-z-kraju/

 

Nie dziwię się już wcale, że młodzi ludzie wyjeżdżają z kraju.

Mój syn szukał jesienią pracy. Nie było to łatwe, ale w któryś lipcowy piątek mówi z triumfem- znalazłem! Na razie na czarno, ale za 10 zł za godzinę, gdzieś przy torach. Ok., myślę, niech idzie i spróbuje, choć przy torach to pewnie jakaś ciężka praca, rozbiórka, czy budowa nowych, nie wiem. On też nie wiedział. Pracę załatwił im ojciec jego przyjaciela, więc tak bardzo się nie martwię, znam ich. Rano jadą do pracy. Pytam wieczorem- zrobić Ci kanapki? Nie, jestem dorosły, dam sobie radę, uszykuje sobie rano, żeby były świeże. Boooszeeee, dziecko, jeszcze Ci ta dorosłość bokiem będzie wychodzić i zatęsknisz za szkołą, młodością, brakiem obowiązków. Ale dobra, niech będzie dorosły, już czas na to….
Wstał rano o 5, zrobił kanapki, zjadł śniadanie i pojechał. Wrócił o godzinie 20.30, straszliwie brudny, zmęczony, spalony słońcem, głodny i zły. Mówi, że rano kierownik mówił, że płacą 10 zł za godzinę, ale po południu zmienił wersję, że będzie 80 zł za dniówkę. A pracowali 14 godzin. Na szczęście dali im obiad, więc jakoś przeżył. Demontowali tory, praca ciężka, harówka wręcz. I mówi, że jutro i w niedzielę też jedzie, ale wrócą wcześniej. Umył się, zjadł i padł na łóżko. Kanapki już pozwolił mi uszykować. W sobotę i niedzielę pojechał przed 6, wrócił o 21.30, pracowali po 15 godzin. Pod prysznicem stał z pół godziny a i tak nie zmył całego brudu. Już im nie dali obiadu. Jak jadł to co mu uszykowałam, to się popłakałam.
Mówię – synu, zrezygnujcie, Ty i twój przyjaciel, tym bardziej, że uczestniczysz w kursie, przepadnie i kurs i pieniądze, które wpłaciłeś i masz jeszcze egzaminy, musisz się uczyć. Sam wiem, mama, że muszę zrezygnować, tak się żyć nie da. I jeszcze się boję, że nam nie zapłacą. Ale chociaż zobaczyłem, jak można harować, nabyłem jakieś doświadczenie. Ten ojciec mojego przyjaciela, co nam załatwił tę pracę, namawia nas, żebyśmy zrezygnowali, bo widzi, jak nas wykorzystują.
A działa to tak. Firma, która wygrała przetarg na budowę nowych torów, zatrudnia podwykonawców, małe, lokalne firmy. Taka mała firma rozbiórkowa zatrudnia legalnie wykwalifikowanych robotników, płacąc im niezłą stawkę. A na ich miejsce młodych chłopaków, płacąc im połowę stawki, resztę dzieląc między siebie i kierownika, bo właściciel firmy nawet nie musi wiedzieć o tym, że pracują inni za tych, których zatrudnił. Więc legalnie zatrudniony pracownik ma połowę stawki, ZUS, podatek, ubezpieczenie, wszystko za siedzenie w domu, a na jego miejscu pracuje młody chłopak, dla którego 80 zł jest już jakimś zarobkiem. Nikt tego przecież nie sprawdza, kto przyjedzie sprawdzić gdzieś w pola i lasy, kto tam pracuje?
A po pieniądze do kierownika jeździli chyba z 10 razy, zanim im wypłacił stawkę za tydzień pracy.
To było w lipcu. Potem pracował jeszcze w magazynach, teraz  jest zatrudniony jeszcze gdzie indziej, ale o tym kiedyś napiszę.
Nie dziwię się już wcale, że młodzi ludzie wyjeżdżają z kraju.

Wybory, wyborami, a oni się spakowali i wyjechali!

Anna Komorowska, Pierwsza Dama (jeszcze!) w rozmowie z dziennikarką spytana o emigrację z Polski odpowiedziała tak i spadł na nią grad ciężkiego hejtu:

„Świat stał się bardzo bliski. Ja bym emigracji za pracą nie traktowała w kategorii dramatu. To jest też jakaś szansa”.

I ja się w zasadzie z tym zgadzam, bo jeśli mamy takie czasy, że sobie można wyjeżdżać i jeździć wte i wewte, to dlaczego z tego nie korzystać, by podnieść swój status jeśli grupom społecznym wiedzie się w kraju źle.

Gdyby moje dzieci musiały by jechać za granicę, bo w Polsce żyło by się im źle, bez pracy i widoków na przyszłość, to jako matka poparłabym ich decyzję bez mrugnięcia okiem.

Oczywiście, że bym tęskniła, a jakże, ale cieszyłabym się, że są zaradne i chcą mieć lepiej niż ja mam w moim kraju.

Jadą młodzi, bo nie widzą widoków na lepsze życie i to powinno być głównym priorytetem w kampanii, aby tych młodych, często wykształconych w kraju zatrzymać. Z tego, co słyszałam mamy w kraju coraz starszych lekarzy, gdyż młoda kadra dała z kraju dyla.

Lekarze, to tylko przykład, bo pewnie opuszczają nas i inne grupy zawodowe. Wyjeżdżają budowlańcy, rzemieślnicy i pielęgniarki. Wyjeżdżają, bo tam gdzieś lepiej zarabiają i nie martwią się o rachunki. Ostatnio rozmawiałam ze swoim byłym sąsiadem, który sześć lat temu wyjechał do Paryża i tam urodziły mu się dzieci. Pracuje w rzeźni i sobie chwali. Napisał mi, że nie wróci do Polski tak szybko, bo w kraju nie byłoby mu tak dobrze. Zagląda na moją stronę ze zdjęciami mojego miasta i pisze, że tęskni, ale nie wróci.

Wklejam dość długi film wyjaśniający dlaczego młodzi wyjeżdżają z kraju i kto ma cierpliwość niechaj zerknie i spróbuje zrozumieć, że jadą po lepsze życie, by w lodówce coś było, a nie samo światło jak z pensji tysiąc dwieście!

Film nie był emitowany w telewizji publicznej, ale myślę, że rządzący go oglądali, ale co z tego, kiedy kampania omija temat emigracji jak ognia.

„Wreszcie pokazano prawdę o tym, dlaczego wyjechaliśmy”, „chcemy tylko godnego życia” – czytamy w komentarzach, które pojawiły się pod każdą wzmianką o wyemitowanym niedawno w polskiej telewizji filmie dokumentalnym „Tam, gdzie da się żyć”. Obraz opowiada o Polakach, którzy wybrali życie na Wyspach – w Irlandii i Wielkiej Brytanii. Został wyprodukowany przez „Gazetę Polską”.

„To świetny dokument pokazujący prawdziwe realia emigracji. Zapewne nie ukaże się nigdy w mediach głównego nurtu. Zbyt mocno podważa mit zielonej wyspy jaką podobno jest Polska. Każdy z nas ma dziesiątki znajomych za granicami kraju i dokładnie wie jak jest. Ten dokument świetnie to ukazuje” – z takim podpisem film jest rozpowszechniany w sieci.

Ale kochani nie tylko młodzi hurtem jadą po lepsze życie, bo nagle ruszyli w świat też Seniorzy, którzy uciekają od polskiej biedy. Ci biedni jadą do dzieci, które gdzieś się tam już ustawiły, bo nie mają na czynsz i na lekarstwa. Uciekają, bo nie widzą swojej starości w Polsce i jeśli mają do kogo jechać, to też się pakują i jadą w świat do lepszego życia.

Nie jest łatwo Seniorowi wyżyć z marnej emerytury, czy też renty i dlatego idą po rozum do głowy i dają nogę i czort z tym, że patriotyzm, że tęsknota i to, że starych drzew się nie przesadza.

A ja nie mam do kogo jechać, choć zastanawiam się, co mnie tu trzyma? No jak to co? Mój kraj i moja rodzina, bo mam ją na miejscu i wiem, że mogę na nią liczyć – zawsze.

Seniorzy się zwierzają, że nie ma tutaj życia i też pakują walizki. To jest bardzo smutne, bo nie wklejam zwierzeń bogatszych Seniorów, którzy decydują się jechać wygrzać stare kości i pozwiedzać świat.

„Jestem wdzięczna Wielkiej Brytanii za to, że mogę tutaj mieszkać – mówi drżącym głosem Maria z Katowic, lat 65, dziś mieszkająca w Birmingham. – Nie muszę wybierać, czy kupić chleb, czy lekarstwa, czy może raczej zbierać na trumnę.”

O tym, że zjawisko emigracji polskiego emeryta narasta, świadczą nie tylko obserwacja rzeczywistości, tego, co się dzieje u bliskich i znajomych, lecz także liczby. Choćby te, jakie można wyczytać w statystykach ZUS. Jeśli w 2009 r. z jego kont przelewano za granicę 25 tys. rent i emerytur, to pod koniec zeszłego roku było ich już 43 tys. Jedenaście lat temu, kiedy wchodziliśmy do struktur Wspólnoty, takich przelewów było tylko 18,8 tys. Jednak i te dane nie oddają wielkości i złożoności tej rzeki siwych głów opuszczających Polskę, gdyż wiele osób – ile dokładnie, nie wiadomo – nie korzysta z możliwości bezpośredniego przelewania ich świadczeń z kont ZUS na te, które założyli w krajach, gdzie teraz mieszkają. Korzystają z innych możliwości transferu, np. pośrednictwa w przelewach prywatnych firm – choćby takich jak England.pl. Gdyż zanim dostaną swoje grosze tam, muszą wcześniej pospłacać zaciągnięte tutaj długi.

Maria dziękuje Bogu, wszystko jedno, jakiemu

Maria Chamiga z Katowic, kiedy wreszcie państwo polskie przyznało jej świadczenia jako osobie niezdolnej do pracy, załamała się. Bo jej renta wyniosła 400 zł, a czynsz za mieszkanie opiewał na 500 zł. Można się śmiać, buntować, albo w łeb sobie palnąć.

W jej przypadku było to tak, że przez całe życie pracowała jako księgowa – za komuny, za wolnej Polski, w dziale księgowości materiałowej, a więc głównie w magazynach. Socjalistyczną firmę szlag trafił, poszukała nowej pracy. Potem były kolejne. Traciła robotę i dostawała następną, sama się zwalniała, potem znów szła do pracy. Dobrego fachowca, a takim jest, każdy chętnie weźmie. Jak zdarzały się przestoje w tej jej księgowej robocie, to brała posadę niańki: kocha dzieci. Zwłaszcza że swojego jedynaka, po śmierci męża, wychowywała sama, tak wyszło. Różnie było, ale dawała radę. Ostatnia praca w Polsce to było tak, jakby Pana Boga złapała za nogi: świetna firma, superludzie, co z tego, że dzieciaki, ale sympatyczne, dobre zarobki, nagrody, nawet za granicę na wczasy wysyłali, żeby człowiek złapał oddech i zapał do pracy. Ale popsuło się zdrowie. Najpierw tarczyca, operacja, potem udar mózgu. I lewostronny paraliż. Może by i wróciła do zdrowia, gdyby opieka medyczna była lepsza. Ale pielęgniarki ją ignorowały, jak chciała się napić, to musiała sama, bo żaden dzwonek nie był w stanie przywołać pomocy.

– Syn kończył studia, a ja robiłam wszystko, żeby stanąć na nogi – opowiada. Dostała rentę, która nie wystarczała na nic. Michał obronił się z najwyższymi ocenami, ale firma, w której się zaczepił, nie płaciła. Żyli z pożyczek i kredytów, dopóki się dało. Jak już nie było skąd brać gotówki, młody wyjechał do Wielkiej Brytanii. Ściągnął najpierw psa, ze schroniska wzięli zwierzaka, więc nieludzko byłoby go zostawić, a zaraz za psem ona pojechała. Mieszkanie w Katowicach sprzedali, by pospłacać długi.

Najważniejsze jest pozostać sobą

W poprzednim życiu, w każdym razie tym zawodowym, Renata była kimś ważnym: nauczycielką, dyrektorką szkoły, wizytatorką kuratoryjną wreszcie. Kiedy przeszła na emeryturę, była zadowolona: odpocznie, poczyta, poogląda filmy i seriale, na które brakowało jej czasu. Ale minęło zaledwie parę miesięcy tej wymarzonej wolności, kiedy poczuła, że jej czegoś brakuje. Czego? Bycia niezbędną. No i jeszcze jedna sprawa: trudno cieszyć się wolnym czasem, kiedy w portfelu pustki. – Aby pracować i być jeszcze komuś potrzebna, postanowiłam wyjechać do pracy za granicę. Najlepiej do krajów niemieckojęzycznych, ponieważ znam ten język. Chcę pracować, pomagać innym, ale też chcę zarabiać. Moja emerytura po 30 latach pracy dla ojczyzny nie jest wysoka, nie wystarcza na najpotrzebniejsze rzeczy, a nie wspomnę już o częstszym wyjściu do kina czy teatru. Poczytałam na różnych portalach o pracy w Niemczech jako opiekunka osoby starszej i po konsultacji z rodziną podjęłam decyzję o wyjeździe. Znalazłam adres jednej z firm zatrudniającej opiekunki i poszłam na osobistą rozmowę. Wyjechałam.

http://forsal.pl/artykuly/871520,emigracja-emerytow-najpierw-z-polski-wyjechali-mlodzi-teraz-walizki-pakuja-seniorzy.html

https://www.youtube.com/watch?v=XcAVzLoTw1U

A może młodzi ludzie mają rację?

Mówi się, że starych drzew się nie przesadza, bo wrosły w naszą polską ziemię głęboko korzeniami. Stare drzewa nauczone są oddychać tym powietrzem, a nie innym. Kochają polski deszcz i wszystkie pory roku i jakoś sobie radzą w tym jakże różnorodnym klimacie. 

Jesienią gubią liście, a z wiosną, jak tylko szybko zaświeci słońce rozbuchają zielenią i mają w sobie nową energię, którą czerpią ze słońca.

Tak, drzewa przyrównuję do ludzi starszych, którzy nie wyobrażają sobie już emigracji, bo noszą w sercach naszą polskość i są mimo ciężkiej historii i różnych losów przywiązani do tej naszej ziemi i kraju. 

Budowali ten kraj od podstaw, potem zmieniali ustroje. To tu dorabiali się, zakochiwali i płodzili dzieci. To tu zmagali się z losem, często nieciekawym i to tu w Polsce zbudowali swoje gniazda i wypuścili z nich pisklęta w świat.

Ale czasy się zmieniły i to w młodych ludziach budzi się uzasadniony bunt. Młodzi zaczynają rozumieć, że w Polsce mają związane ręce jak ich rodzice i już tak nie chcą zaczynać. Chcą żyć godnie i szybko. Chcą mieć od razu prawie wszystko, bo nie chcą tracić czasu na jakieś tam dorabianie się od jednej łyżki i widelca. Chcą ładnie mieszkać, bez kredytów. Chcą mieć samochód i od razu pracę, bo oni nie mają czasu na pierdoły i jakże często biorą sprawy w swoje ręce, ale nie w Polsce!

Wyjeżdżają tam, gdzie według nich będzie się żyło lepiej. Chcą wyższego poziomu i od razu. Czytam w sieci takie zbuntowane wpisy nawołujące innych do wyjazdów do lepszego świata, byle z dala od nieudolnych rządów, które opieszale idą ku młodym ludziom, nie oferując im za wiele i czytamy:

Wpis jest oryginalny, napisany na szybko, co zachowuję. Młodzi nie zważają za bardzo na ortografię i gramatykę. Piszą szybko na smartfonach i mają w nosie podstawy polskiej pisowni. Oni nie mają czasu na takie niuanse. 

Osobiście ten wpis dał mi wiele do myślenia, a Wam? Może i Wasze dzieci wyjechały i żyją od starszych rodziców z dala, ale sobie chwalą taka zmianę?

  • XXX napisał: „U nas w Anglii tez jest social service i to surowy bez wyjatkow. Polska to dno. Tusk obiecal i nic nie zrobil, Komorowski jak gankster zasiada na tronie i tez nic nie musi. Wazne ze kasa wplywa na puzniej gdy jej zabraknie i nic sie nigy nie zmieni. Mowie wam Polacy jedzcie za granice nie placcie podatkow zlodziejom!!!! Jestem za wyjazdem i za lepszym zyciem nie musza byc to kokosy ale odkad mieszkam w uk niczego mi nie brakuje, lodowka pelna, dzieci nakarmione na czas paliwo na full no i te wyjazdy na odpoczynek w dupie z ta Polską, nic nie warta, tyle zachodu wojny, solidarnosc i nic z tego. Mogl Hitler przejac Polske teraz byly by to Niemcy i autostrady by byly a tak to mamy 1 czy tam 2. Sam nie wiem bo nigdy zadna nie jechalem nie w moim regionie hahaha. Naprawde jak kiedys na oczy spotkam jakiegos premiera albo kogos z rzadu bede plul na niego i darl lacha bezszczelnie tak samo jak oni sie zachowuja.”
  • „XXX napisała:  W Polsce placisz Zusy Srusy, jak jestes uczciwy to ledwo na rachunki starcza. Do tego układy, układziki i człowiek człowiekowi wilkiem. Do Zakopanego, gdzie mieszkam nikt juz jezdzic nie chce, nie ma zadnych atrakcji. Agonia! Kabze tylko nabija sobie kilku jegomosci, a reszta zyje w panstwie w panstwie.”