Archiwa tagu: lato

Pozostały wspomnienia!

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie

Już jestem stara niestety, bo w taki upał wolę siedzieć w domu, by nie narażać się na tak ostre słońce.

Serce odrobinę szwankuje, a więc lato tak gorące już nie jest dla mnie i wolę watrakiem na siebie dmuchać!

Nie ma co już szarżować, kiedy w cieniu jest 30 stopni, a było kiedyś tak inaczej, tak fajnie, ale się skończyło.

Kiedy Dzieci z nami mieszkały, to podczas wakcji i naszych urlopów nie musieliśmy jechać do ciepłych krajów, bo Majorkę mieliśmy u siebie.

Od samego rana szykowaliśmy się na plażowanie, a więc prowiant, picie i ciepły obiad w szybkowarze składający się z warzyw i odrobiny mięsa tzw. danie jednogarnkowe, ręczniki, parasole i kremy i tak spędzaliśmy całe dnie – do zachodu słońca.

Mieliśmy dostęp do hangaru i to w nim gotowalismy i szykowaliśmy jedzenie dla Dzieci i siebie.

Dzieci do woli pluskały się w wodzie, a także jeżdziliśmy motorówkami po jeziorach, bo nasze jezioro połączone jest kanałami z dwoma innymi – jaka to była radość.

Mieliśmy kawałak swojego pomostu i z zaprzyjaźnonymi małżeństwami siedzieliśmy na leżakach, pływaliśmy, usmażeni na brąz – wówczas nie wiedzieliśmy, że to jest groźne.

Słowami piosenki Haliny Kunickiej zamknę w klamrę, że:

„To były piękne dni,
Po prostu piękne dni,
Nie zna już dziś kalendarz takich dat.”

Na szczęście Mąż kultywuje wojaże i dzisiaj się plażował, ale mamy następne pokolenie w osobie mojej Wnusi, która będąc na plaży ze swoją drużyną harcerską podbiegła z koleżankami z drużyny i z daleka wołała – dziadek pływasz?

  • Powozisz nas?

Dziadek z chęcią, bo jak by śmiał odmówić swojej Wnusi.

A co robi babcia, czyli ja – dokumentuję to wszystko na blogu!

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, niebo, łódź, na zewnątrz, woda i przyrodaObraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą, na zewnątrz, woda i przyroda

Reklamy

Ogórek – zielony ma garniturek!

Oto mamy lato!

Bardzo gorące, ale trzeba przetrwać nie robiąc prawie nic, aby nie obciążać organizmu.

Najgorzej mają Seniorzy i to oni powinni najbardziej o siebie dbać i na siebie uważać.

Siedzę cały dzień z wiatrakiem i tylko od czasu do czasu coś w domu zrobię, a potem znowu odpoczywam.

Mamy lato i oto możemy sobie dogodzić kulinarnie, bo na rynku już mamy świeżą kapustę, truskawki, ogórki, botwinkę, czereśnie, bób, fasolkę i wiele innych owoców i warzyw, a więc jedzmy ile się da. ( Wiem, że  wszystko jest bardzo drogie).

Mimo wszystko róbmy zapasy witamionowe w organizmie, a najbardziej w taki upał smakuje mi zimny arbuz! 🙂

Już trzeci raz nastawiłam ogórki małosolne i w końcu one mi wychodzą.

Zawsze upychałam ściśle ogórki do szklannego słoja i często mi one się psuły, a ja szukałam doskonałego przepisu, by wychodziły smaczne i aromatyczne.

W tym roku zrobiłam je niedbale, bo wrzuciłam po umyciu ogórasy do plastikowego 3 litrowego wiaderka po kiszonej kapuście, dodałam koper, czosnek, chrzan i zalałam je 1,5 litem gorącej wody, w której rozpuściłam dwie łyżki soli.

Nawet nie obcinałm im dupek!

Kiedy woda lekko przesygła, to zalałam nią ogórasy i za trzy dni były gotowe do spożycia.

Ta niedbałość sprawiła, że woda w ogórkach jest krystalicznie czysta i bardzo smaczna.

Zjadamy więc chrupiące ogórki, ale i wypijamy z nich wodę, gdyż ma ona bardzo pozytywne właściwości, czyli:

„Najcenniejsze składniki wody po ogórkach

Zbawienny wpływ płynu, w którym kisiły się ogórki, na nasze zdrowie jest znany od lat, od kilku pokoleń. Zapytaj babcię na jakie dolegliwości polecano kiedyś picie wody po ogórkach, a z pewnością okaże się, że pokrywa się to z wynikami współczesnych badań.

Właściwości probiotyczne – w naturalnym procesie fermentacji uczestniczą pożyteczne bakterie, których jak najwięcej powinniśmy mieć w naszych jelitach, gdyż działają na nie zbawiennie. Wspomagają w ten sposób naszą naturalną odporność.

Sok z ogórków wymieszany z octem i miodem zapobiega rozwojowi problemów z przewodem pokarmowym. Ponadto to usuwa toksyny i chroni przed grzybicami.


Zawiera bowiem sporo wapnia, potasu, magnezu, cynku oraz żelaza, czyli tych mikroelementów, które wypłukał nam alkohol. Zresztą ma także spore dawki witamin z grupy B oraz witaminę C, A, E i K.

Pomaga schudnąć. Tak, to prawda, gdyż w wyniku fermentacji powstaje kwas mlekowy, a jego spożycie wspomaga metabolizm lipidów i glukozy w organizmie. Pijąc go regularnie, będziemy szybciej czuli się syci, pobudzeni i prędzej spalimy kalorie. Rewelacyjnie pomaga też pozbyć się nadmiaru wody z organizmu, czyli likwiduje obrzęki.

Od dawna woda po ogórkach jest polecana zamiast napojów izotonicznych. Trenerzy proponują wypicie ¼ szklanki soku trochę rozcieńczonej wodą. Pomaga to naszemu organizmowi pozbyć się toksyn i uzupełnić mikroelementy (także sód). Właśnie dlatego blogerka przestała odczuwać skurcze w mięśniach nóg po kilkudniowym, regularnym piciu wody po ogórkach.

Osobom chorym na cukrzycę, sok z ogórków kiszonych pomaga regulować poziom cukru, zwłaszcza w cukrzycy typu 2.

Na koniec dodamy jeszcze, że płyn ten ma właściwości odświeżające oddech (dzięki zawartości octu), zawiera przeciwutleniacze, które opóźniają starzenie i chronią przed chorobami… czas więc najwyższy na wyprawę do sklepu po zapas kiszonych ogórków!”

https://www.familie.pl/artykul/Woda-z-ogorkow-kiszonych-dlaczego-warto-ja-pic,12714,1.html

Obraz może zawierać: roślina i jedzenie

 

 

Nie ma jak u Mamy!

Uważam z całą mocą, że polska kuchnia jest urozmaicona i najbardziej pyszna na świecie.

Piszę to nie dlatego, że smakowałam inne kuchnie, ale kiedy widzę w mediach jak jadają Japończycy, Chińczycy i inne nacje, to mi to nie pasuje, bo jedzą robaki i mięso z psów.

Jakże często wrzucają żywe homary na gorącą wodę, w której te stworzenia konają.

Nie lubię też ostrej kuchni podobnej jak w Tajlandii, czy Hiszpanii, ale nie znam się za bardzo na kuchni innych narodów, tyle, co z mediów.

Kiedy byłam młodą dziewczyną nie potrafiłam gotować, ale krok po kroku, jako tako się uczyłam i moje Córki mówią, że gotuję najlepsze zupy w Polsce i chyba przyznam im rację.

Nie zaliczam się do wytrawnych kucharek, ale jeśli podejmuję się ugotować coś, to szukam w Internecie przypisów i na ich podstawie spełniam się w kuchni.

Wyszłam za mąż i zależało mi na tym, aby gotować pod gust świeżo poślubionego Męża i dużo nauczyłam się od jego Mamy.

Rodzicielka mego Męża gotowała po poznańsku, a więc w jej kuchni było dużo makaronu, klusek i knedli, a ja jestem od zawsze zimniaczana – tak jakby też poznańska, choć urodziłam się na Kaszubach.

Nastapił więc między mną, a Mężem konsensus i do dzisaj się dogadujemy w kwestii obiadów i kuchni.

Mam w starym zeszycie zapisane kilka potraw mojej Teściowej i do dzisiaj staram się dogadzać kulinarnie Mężowi i gotuję tak jak gotowała dla Niego Mama.

Oto mamy prawie lato i pojawiły się truskawki.

Pamiętam, że Mama Męża w tym okresie smażyła naleśniki i miksowała truskawki i ja do dzisiaj to pielegnuję!

U mnie na zachodzie żar z nieba, a więc organizm odrzuca mięso, a dopomina się czegoś lekkiego i tak:

Naleśniki:

  • jedna szkalnaka mąki pszennej,
  • jedna szklanka mleka,
  • 3/4 szklanki wody gazowanej,
  • 2 jajka i odrobina soli, oraz cuker waniliowy (łyżeczka),
  • odrobina soli.

Smażymy na dobrze rozgrzanym oleju.

Mus truskawkowy:

  • 1 kg truskawek,
  • 2 łyżki cukru trzcinowego,
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego,
  • 1/2 litra maślanki, kefiru, zsadłego mleka i zmiksować – pycha.

Cekawa jestem, czy w Waszej kuchni znajdują się potrawy wzięte od Waszych Rodziców, oparte na kuchni regionalnej i czy dogadzacie bliskim znaną, dawną kuchnią, która bije rekordy na rodzinnym stole i nigdy się nie znudzi!

Ps. PiS na nasze stoły wprowadza bobra,  którego płetwa jest afrodyzjakiem – kto się pokusi zjeść płetwę bobra?

Kurde, co się w tym państwie wyrabia?

 

Obraz może zawierać: jedzenie

Obraz może zawierać: jedzenie i w budynku

Wspomnień czar!

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, niebo, chmura, łódź, góra, ocean, na zewnątrz, przyroda i woda

Tak sobie słucham Festiwalu w Sopocie i jestem zadowolona, bo naprawdę jest to duży format i trzyma pozom.

Zawsze słuchałam i oglądałam wszelkie festiwale, bo sprawia mi to ogromną przyjemność, ale ja nie na ten temat chciałam.

Mój Mąż, notoryczny paracocholik postanowił tego lata więcej odpoczywać i co jakiś czas spędza kilka godzin nad naszym, pięknym jeziorem, co mnie bardzo cieszy, że uczy się relaksu!

Mamy w mieście taki komfort, że jezioro jest w środku miasta i jest połączone kanałami z dwoma, innymi jeziorami.

Jakieś 20 lat temu te kanały były drożne i wpływaliśmy łodziami, jakby przez amazońską dżunglę i przeprawialiśmy się z namiotami, materacami i całym ekwipunkiem na naszą wyspę, gdzie spędzialiśmy czas – biwakując dwa tygodnie.

To były piękne czasy, kiedy dzieci z nami były, a ja wędkowałam i łowiłam ryby na kolację.

Mieliśmy tam wszystko, bo nawet maszynkę do mielenia ryb na kotlety, a także butle gazowe, na których gotowaliśmy dania jednogarnkowe.

Teraz te kanały są zawalone połamanymi drzewani i nikt o nie nie dba, a więc pewna epoka się skończyła.

Mamy w tym roku cudne lato! Termometry się grzeją na maksa, ale niestety minęło tyle lat, kiedy  znosiłam wysokie temperatury i mogliśmy z Rodziną spędzać na plaży całe dnie.

Dzieci były pod opieką i mogły się moczyć w jeziorze, a my Rodzice szykowaliśmy jedzenia tyle, aby wystarczyło do wieczora.

Pamiętam, że miasto miało awarię sieci wodociągowej i w kranach nie mieliśmy wody, ale uratowało nas jezioro i hangar WOPR, gdzie nabieraliśmy wodę i się kapaliśmy, a więc byliśmy uratowani.

Wszystko, co piękne kiedyś się kończy, ale pozostają cudowne wspomnienia i zdjęcia z wypraw i biesiadowania nad jeziorami.

My naprawdę nie musieliśmy jechać do Chorawcji, aby poczuć bryzę, bo mieliśmy i mamy ją nad naszym jeziorem.

Potrafiliśmy zorganizować wszystko tak, aby nasze Dzieci były szczęśliwe i my dorośli, którzy kiedy Dzieciaki poszły spać, rozpalaliśmy ognisko i sobie  biesiadowaliśmy – rozmawiając, żartując.

Mieliśmy na stanie wojskowy samochód – Gaza 69 i tym samochodem odbywał się transport naszego ekwipunku – było cudownie, a polityka nie zajmowała nas wcale.

Gdybym była młodsza, gdybym była, to bym ten scenariusz spędzania wolnego czasu powtórzyła, bo byłam szczęściarą w spędzaniu urlopu z naturą.

Mąż teraz na plaży spotyka się ze swoimi, dawnymi kolegami i nazywam ich dinozaurami i o zgrozo jeden z nich od wczoraj leży na onkologii z poderzeniem raka płuc, a więc kochani chwytajcie chwile, chwytajcie dzień – carpe diem!

Ja już tylko w tak gorące lato mam za przyjaciela – wiatrak!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi, chmura, niebo, okulary przeciwsłoneczne, na zewnątrz, przyroda, zbliżenie i woda

 

Kochajmy wakacje, bo tak szybko odejdą!

Dzisiaj, chyba od miesiąca – pierwszy raz zrobiło się naprawdę ciepło.

U nas termometr wskazywał w cieniu 28 stopni, a w słońcu 33.

Upał i ludzie w całej Polsce wylegli na plażę – spragnieni ciepła i słońca.

Tak i u nas więc było i na szczęście nasi mieszkańcy mają plażę w środku miasta nad, naszym przepięknym jeziorem „Klukom”.

Moje Wnuki przyjechały na wakacje do Dziadków, gdyż ich Rodzice mają urlop dopiero w sierpniu i  wtedy zabiorą Dzieciaki nad morze.

Na szczęście  – moje Wnuki mają wciąż dwóch Dziadków i dwie Babcie, a więc opieką dzielimy się tak, by Dzieciaki się nie nudziły i zapamiętały te pobyty u nas.

Słońce to najlepszy przyjaciel dla Dzieci, a więc pluski w jeziorze i spacery motorówką, to dla nich frajda.

Kochajmy lato, bo tak szybko odejdzie!

Ps. Jedna paniusia 70 – letnia w pewnym miejscu nazwała mojego bloga – badziewiem!

Ja się więc pytam – po co tu wchodzi regularnie i czyta! 😀

Mam program, że widzę! 😀

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak dobrze mieć sąsiada!

Na naszym osiedlu dokonuje się zmiana pokoleniowa.

Ludzie starsi powoli odchodzą, a wprowadzają się ludzie młodzi i młode małżeństwa.

Nie znam wszystkich nowo przybyłych, ale jako tako znam młodych w swojej klatce.

Nie tak dawno wprowadził się Pan Karol – świetny gość z małżonką i synkiem, który ma teraz jakieś 8 lat.

Nie wiadomo jak to się stało, ale mój Mężuś zaprzyjaźnił się z Panem Karolem, choć mógłby być Jego synem.

Mój Mąż jest wciąż młody duchem i razem z Panem Karolem grają na jednych falach! Tak się dobrali ha ha.

Mamy sąsiada, na którego  zawsze można liczyć, bo pomaga nam wnieść choćby na piętro nową kanapę ha ha.

Dwaj Panowie kupili na spółkę działkę ogrodową, która raczej jest rekreacyjna i tam też razem pracują, a od czasu do czasu grillują.

Tam mnie jeszcze nie widziano, ale dziś napierano na mnie, bym przybyła razem z Mężem na Urodziny Pana Karola.

Tak bardzo sobie cenię prywatność, a do tego jestem śmiertelnie nieśmiała, że postanowiłam zostać ponownie w domu.

Na Facebooka przyszła wiadomość do mnie, że fajnie się bawią i grillują, ale brakuje im mnie.

Miło mi się na sercu zrobiło, bo ten młody Człowiek, to do mnie napisał.

Odpisałam, że następnym razem się zjawię, bo jeśli mile jestem widziana, to nie mogę strzelać focha i zasłaniać się nieśmiałością, która jest do pokonania wszak!

Spotkanie znajomych na działce stało pod znakiem zapytania, gdyż w tym roku miesiąc lipiec jest niesłychanie kapryśny.

Nagrałam filmik jak rozszalała się deszczowa chmura, a za 15 minut wyszło słońce i tak jest do teraz.

Co to za lato, kiedy trzeba zakładać ciepłe skarpety – ja się pytam ha ha.

Ps. Pan Karol jest świetnym kucharzem, że ja przy nim mogę tylko się zaczerwienić – takiego mamy Sąsiada!

 

 

Czasami z kwiatami to jak z dzieckiem!

 Lubię mieć kwiaty na balkonie i zawsze je miałam i dopóki starczy mi sił, to będę je sadziła.

Zawsze to przyjemnie usiąść na balkonie z kawą poranną i pogapić się na kolorowe kwiaty.

Jednak w tym roku miałam z nimi nie lada problem, a było to tak:

Już w marcu, tuż przed Świętami Wielkanocnymi posadziłam szczepki do skrzynek, ale były bardzo malutkie.

Skrzynki stały w domu, ale wzrost szczepek był bardzo powolny. Brakowało im naturalnego światła.

Kiedy się ociepliło, to ochoczo wystawiłam je na balkon, ale noce były u mnie zimne i dni pochmurne, a więc wciąż byłam niezadowolona ze swoich kwiatów.

Listki begonii jakby przymarzły, a główki pelargonii nie chciały się rozwijać – byłam wściekła, bo u innych na balkonach było już kolorowo.

Nagle zauważyłam, że moje kwiaty są porażone tajemniczą chorobą i dlatego tak się gramoliły,

Kupiłam preparat na mszyce, tarczniki, mączliki itp. i w odpowiedniej proporcji rozcieńczony z wodą traktowałam swoje kwiaty.

Odżyły dość szybko i już mogę się cieszyć cudnymi, dużymi pelargoniami i obficie kwitnącą begonią – uf.

Raz na tydzień zasilam je „Plantonem” – nawozem do kwiatów kwitnących i tak moja praca nie poszła na marne.

Mąż kupił mi wiszącą surfinię i też z nią walczyłam. Pani sprzedająca powiedziała, że trzeba codziennie ją podlewać, a więc podlewałam, ale zaczęła mi więdnąć i znowu byłam załamana. 

Okazało się, że surfinia to „pijaczka”, bo codziennie trzeba w nią wlać 1.5 litra wody – codziennie!

Raz w tygodniu trzeba ją też zasilać i tak po nitce do kłębka mogę cieszyć swoje oczy kwiatami.

 

 

 

Wakacje wczoraj i dziś!

Było skromnie, ale każdy się cieszył, że jest na wakacjach. Do szczęścia wystarczyło jezioro, paprykarz szczeciński i świeże powietrze.

Teraz ludziska jadą na wakacje do Egiptu, Turcji, Grecji, a w najgorszym wypadku nad Bałtyk.

My starsi pamiętamy nasze wakacje, kiedy każda rodzinka miała na stanie namiot i niezbędne akcesoria, aby przeżyć w terenie. 

Moja rodzina często tak spędzała letnie dni, a więc nad jeziorem.

Mieliśmy na stanie namiot, materace, łóżka polowe, koce i butlę gazową, oraz patelnię i szybkowar.

Co my robiliśmy?

Wędkowaliśmy, a potem robiliśmy rybne kotlety – jaka pycha.

Złapane okonie w zalewie octowej – niezapomniany smak.

W szybkowarze gotowało się danie jednogarnkowe z warzyw i odrobiny mięsa – pamiętam ten smak i zapach!

A wieczorem, kiedy słońce nagrzało wodę, kąpałam dzieci przy zachodzie słońca. Nigdy tego nie zapomnę i tych promieni odbijających się w wodzie, bo to były cudowne, wolne od trosk wakacje z korzyścią dla dzieci.

Myślę, że też macie takie wspomnienia.

 

 

 

 

Sezon na truskawki rozpoczęty!

 

Mama mojego Męża pochodzi z Poznania i nie wiem, czy tam była taka kuchnia, że z chwilą pojawienia się truskawek – robiła swoim dzieciom naleśniki i mus z truskawek ze śmietaną.

Taka tradycja, którą ja kultywuję od 41 lat, aby przywołać Mężowi dziecięce smaki i sama też polubiłam.

Truskawki myję i obieram.

Sypię na 1 kilogram 1.5 łyżki cukru i odrobinę cukru waniliowego, oraz dodaję 3 łyżki śmietany.

Gniotę to tłuczkiem do ziemniaków i przykrywam.

Kiedyś wszystko miksowałam, ale ułatwiłam sobie pracę z tłuczkiem ha ha.

 

Naleśniki robię wg. przepisu Magdy Gessler i tak:

Składniki:

– 2 jajka,

– dwie szklanki mąki,

– 1.5 szklanki mleka,

– 1.5, szklanki wody sodowej,

– szczypta soli.

Jajka ucieram z odrobiną soli i dodaję resztę składników i smażę na oleju do zbrązowienia.

Moja Mama jest chora na raka, ale codziennie staram się ją dopieszczać, by zjadła coś sezonowego, aby zrobić Jej przyjemność. 🙂

Mężowi też smakowało kolejny 41 raz! 🙂

Cała przyjemność po mojej stronie.

Wróćmy nad jeziora!

 Moja Rodzina pojechała dziś z Dziadkiem poślizgać się na dużym jeziorze, oddalonym od naszej miejscowości o 25 kilometrów.

Lato jeszcze trwa i jest bardzo gorąco, a więc ja sobie odpuściłam taką eskapadę.

Zdjęcia nie są mojego autorstwa, gdyż robił je kolega mojego Męża, a więc zapraszam na wycieczkę po wielkim jeziorze w województwie zachodniopomorskim 🙂