Archiwa tagu: b贸l

Nie znasz historii 偶ycia kogo艣, to milcz!

Znalezione obrazy dla zapytania: dzie艅 depresji 23 luty

We藕 si臋 w gar艣膰. Zr贸b co艣 ze swoim 偶yciem.

Jeste艣 silny/a tylko ci si臋 nie chce.

Wszyscy ludzie cierpi膮, nie jeste艣 jedyny/a. Takie s艂owa s膮 najcz臋艣ciej kierowane do tego kogo艣, kto nagle traci ch臋膰 do 偶ycia.

Nie wiedzie膰 kiedy, zapada si臋 w siebie i nic go ju偶 nie cieszy.

Nagle pochyla si臋 i garbi, a przedmioty lec膮 mu z bezradno艣ci i braku si艂y na pod艂og臋.

Wyraz twarzy si臋 zmienia i wida膰 na nim ogromny smutek, bez cienia jakichkolwiek oznak ch臋ci do 偶ycia.

My艣li si臋 pl膮cz膮 i nagle chory na depresj臋 zatraca si臋 w swoim smutku i beznadziejno艣ci.

Nie umie wyt艂umaczy膰 otoczeniu, co mu dolega, a tylko sygnalizuje, 偶e nie ma ch臋ci dalej 偶y膰 i wszystko straci艂o dla niego sens.

Najcz臋艣ciej ucieka w sen, albo te偶 cierpi na wielkie pok艂ady bezsenno艣ci.

Cz臋sto pojawia si臋 nadmierne ob偶arstwo, albo kategoryczne odmawianie posi艂k贸w.

Jest wiele odmian depresji i zdiagnozowa膰 t臋 w艂a艣ciw膮, to dla lekarza jest wielk膮 sztuk膮, je艣li w og贸le pacjent zdecyduje si臋 na takie leczenie.

Wci膮偶 w naszym spo艂ecze艅stwie pokutuje przekonanie, 偶e pojawienie si臋 przed gabinetem psychiatrycznym, to jak wydanie na siebie wyroku 鈥 jestem chory psychicznie i za chwil臋 wszyscy b臋d膮 o tym gada膰.

B臋d臋 skre艣lony/a i nie nigdzie nie dostan臋 pracy, albo wszyscy si臋 ode mnie odsun膮.

Zostan臋 sam/a.

Jak pom贸c osobie chorej na chorob臋 duszy? Jak poprowadzi膰 i wyci膮gn膮膰 r臋k臋 ku drodze uzdrowienia , bo sam/a sobie nie pomo偶e.

Jakie uruchomi膰 mechanizmy, gdzie skierowa膰, aby zaj臋li si臋 nim, ni膮 specjali艣ci i wyci膮gn膮膰 z tego czarnego do艂ka.

Najcz臋艣ciej namawiamy do wizyty u dobrego psychiatry.

W dobie Internetu, wpadamy wi臋c do sieci i szukamy najlepszych lekarzy w naszym rejonie 鈥 chcemy pom贸c, bo zale偶y nam na nim, niej.

Na naszym dziecku, m臋偶u, 偶onie, czyli na 聽naszym bliskim.

Jeste艣my zdrowi, silni i robimy wszystko, aby pokierowa膰 tak chorym, aby do nas wr贸ci艂.

Je艣li uda nam si臋 nam贸wi膰 chorego do wizyty u lekarza, najcz臋艣ciej po wst臋pnym wywiadzie, otrzymuje chory recept臋 na leki, czyli tzw. antydepresanty.聽

Jest nadzieja, 偶e leki te od razu sprawi膮, 偶e chory poczuje si臋 lepiej i z艂apie pierwszy oddech od wielu miesi臋cy i zacznie patrze膰 optymistycznie na 艣wiat.

Jednak cz臋sto tak bywa, 偶e lekarz z lekiem nie trafi i chory zamiast czu膰 si臋 lepiej, wpada jeszcze w wi臋kszy d贸艂.

Druga i kolejna wizyta, a efekt贸w brak i w贸wczas lekarz rozk艂ada r臋ce i wypisuje skierowanie do szpitala.

Je艣li u chorego pojawiaj膮 si臋 my艣li samob贸jcze, tym szybciej nale偶y umie艣ci膰 chorego w plac贸wce zamkni臋tej, na obserwacji.

I tu zaczyna si臋 dramat.

Widzia艂am r贸偶ne szpitale w swoim 偶yciu.

Wielkie sale, zastawione kilkoma 艂贸偶kami i przy nich malutka szafeczka.

Nikt nie oddziela聽 ludzi bardzo chorych, niewyleczalne, ci臋偶kie przypadki, od ludzi z nadziej膮 na wyleczenie.

Pierwszy wywiad, zrobiony na szybko i wpisanie lek贸w do karty i tyle.

Nagle s艂yszy si臋 na korytarzu szpitalnym, wycie, przeklinanie i wi膮zanie w pasy.

Nagle chory nara偶ony jest na niewyobra偶alny stres sytuacyjny.

Nie mo偶e si臋 odnale藕膰, bo nie ma w tym miejscu cichego zak膮tka, gdzie m贸g艂by si臋 odizolowa膰.

Nie obchodzi to 偶adn膮 piel臋gniark臋 i nikt nie uchroni go od tego dodatkowego prze偶ywania.

Takie leczenie nie ma sensu i chory prosi rodzin臋, aby go jak najszybciej zabrano do domu, bo d艂u偶ej tego nie wytrzyma.

Widzia艂am te偶 szpital, gdzie jedyn膮 rozrywk膮 dla chorego jest palarnia i mocna kawa.

Gdzie spotykaj膮 si臋 ludzie, aby opowiedzie膰 sobie jak sp臋dzili noc.

Czy leki dzia艂aj膮, czy te偶 powoduj膮 wi臋ksze rozdra偶nienie.

Spotykaj膮 si臋 w tej palarni, aby pogada膰, pomilcze膰, pop艂aka膰.

Nikt z personelu tam nie zagl膮da i nikt nie wspomina o tym, 偶e w szpitalu pali膰 nie wolno.

Nikt nie jest w stanie zlikwidowa膰 palarni w szpitalach psychiatrycznych, gdy偶 palarnia dzia艂a jak pok贸j psychoterapeutyczny.

Widzia艂am jeszcze jeden szpital, chyba zbli偶ony najbardziej do cywilizowanych warunk贸w.

Pokoje 艂adnie udekorowane. Ka偶dy ma sw贸j kawa艂ek pod艂ogi.

Nie ma w nim przypadk贸w skrajnych.

Nikt nie wrzeszczy i nikogo nie zakuwa si臋 w pasy.

Chorzy s膮 pod ci膮g艂膮 opiek膮 lekarza i psychologa.

U艂o偶ony grafik zaj臋膰, sprzyja samodyscyplinie. Powstaj膮 grupy wsparcia.

Chorzy ucz臋szczaj膮 na zaj臋cia z muzyk膮, ta艅cem, a tak偶e musz膮 膰wiczy膰 na sali sportowej.

Psychoterapia w k贸艂ku, powoduje wi臋ksze otwarcie si臋 na problemy innych ludzi, co wywo艂uje r贸偶ne emocje, zmuszaj膮c chorego do wsp贸艂odczuwania, dyskusji i uwierzenia w siebie.

D艂ugie spacery po parku, rozmowy z zaprzyja藕nion膮 grup膮 i taki szpital z takim programem kieruje chorego na drog臋 ku uzdrowieniu.

Widzia艂am ludzi po takiej kuracji, 偶e na twarzach chorych pojawia艂a si臋 ch臋膰 do 偶ycia.

Dlaczego o tym pisz臋, ano dlatego, 偶e s膮 w Polsce jeszcze i dobrze si臋 maj膮, szpitale skostnia艂e, niczym z filmu CK Dezerterzy, gdzie chorego na depresj臋 podci膮ga si臋 pod chorob臋 psychiczn膮, najci臋偶szego gatunku.

Powinno si臋 to zmienia膰 i powinno si臋 o tym m贸wi膰 bardzo g艂o艣no!

W Polsce na depresj臋 choruje ju偶 ponad milion ludzi, kiedy chorzy wpadaj膮 w taki stan, 偶e nie chce si臋 im my膰, czesa膰, malowa膰.

Jest to tendencja wzrostowa i bije si臋 ju偶 na alarm.

Nie chce si臋聽 艂adnie wygl膮da膰 i sprz膮ta膰, bo nic si臋 nie chce, a najbardziej chce si臋 umrze膰 i sko艅czy膰 t臋 wegetacj臋.

Moja pani doktor wys艂a艂a mnie do tego dobrego szpitala, ca艂odobowego z psychoterapi膮 i dopiero tam ma艂ymi kroczkami otrze藕wia艂am i zrozumia艂am, 偶e jestem czego艣 tam warta i nie odstaj臋 niczym od ludzi zdrowych.

To by艂o moje ko艂o ratunkowe, z kt贸rego na si艂臋 skorzysta艂am, ale wyzdrowienie nie jest dane na zawsze, bo to dziadostwo czai si臋 znienacka i lubi ponownie za atakowa膰!

Jednak nie wszyscy chc膮 si臋 leczy膰 i i tkwi膮 latami w b贸lu i cierpieniu i tu zap艂acz臋 nad losem, kiedy艣 pi臋knej El偶biety Dmoch, kt贸ra 艣piewa艂a „Wind膮 do nieba”, a偶 nagle odci臋艂a si臋 od 艣wiata po prze偶yciach i odtr膮ca wszelk膮 pomoc.

Depresja, zaraz po raku jest najbardziej, okropn膮 chorob膮, ale rz膮dz膮cy nie chc膮 przeznaczy膰 2 miliard贸w na onkologi臋, albo na popraw臋 leczenia psychiatrycznego dla dzieci i doros艂ych, bo potrzebuj膮 tych pieni臋dzy na kampani臋 prezydenck膮 pod przykrywk膮聽 dotacji na swoj膮 k艂amliw膮 telewizj臋!

Tymczasem szpitale psychiatryczne s膮 wci膮偶 z czas贸w PRL-u, bo s膮 nie dofinansowane i brakuje personelu!

Chorzy „leczeni” s膮 w starych budynkach i le偶膮 na odrapanych 艂贸偶kach i nikt nie pilnuje, 偶e m艂odzi ludzie maj膮 przy sobie ostre narz臋dzia i si臋 tn膮!

A teraz mam apel do rodzic贸w, aby zwracali uwag臋 na zachowanie swoich dzieci, gdy偶 dzieje si臋 tak, 偶e na depresj臋 zapadaj膮 najm艂odsi i to nie zawsze jest z艂e zachowanie nastolatka,a bunt, kt贸ry mo偶e si臋 zmieni膰 w chorob臋 depresyjn膮!

Cd. ni偶ej!

Bolesne rozstanie

Po dawnej s艂awie nie zosta艂o nic. El偶bieta Dmoch na nowych zdj臋ciach nie przypomina zjawiskowej gwiazdy sprzed lat.

Wybra艂a 偶ycie w samotno艣ci

„Ju偶 mi nios膮 sukni臋 z welonem, ju偶 Cyganie czekaj膮 z muzyk膮” 鈥 艣piewa El偶bieta Dmoch w s艂ynnym utworze „Wind膮 do nieba”. Piosenka o wielkim smutku i nieszcz臋艣liwej mi艂o艣ci sta艂a si臋 paradoksalnie hitem ka偶dego wesela. Dmoch nie mog艂a wiedzie膰, 偶e s艂owa tego utworu stan膮 si臋 dla niej prorocze.

Do sieci trafi艂y zdj臋cia paparazzi, na kt贸rych wida膰 El偶biet臋 Dmoch. To pierwsze zdj臋cia, odk膮d pojawi艂a si臋 wiadomo艣膰 o tym, 偶e zdecydowa艂a si臋 na 偶ycie w samotno艣ci. Nic dziwnego, 偶e wywo艂uj膮 sensacj臋. El偶biet臋 Dmoch wielu z nas pami臋ta jako pi臋kn膮 kobiet臋, kt贸ra pi臋艂a si臋 po szczeblach kariery. Ju偶 dawno wybra艂a dla siebie inn膮 drog臋. Z daleka od luksus贸w, s艂awy, medi贸w i zainteresowania dawnych fan贸w.

Dmoch sfotografowano podczas zakup贸w w osiedlowym sklepie spo偶ywczym. Gumowe klapki, przetarte rajstopy, wyci膮gni臋te spodnie i kr贸tki T-shirt, kt贸ry ods艂ania艂 brzuch. Na pierwszy rzut oka wygl膮da na zaniedban膮 kobiet臋, kt贸ra dawno przesta艂a przejmowa膰 si臋 swoim wygl膮dem. Potargane, niechlujnie u艂o偶one w艂osy dope艂niaj膮 obrazek nieszcz臋艣cia. Ale osoby, kt贸re j膮 widzia艂y, zwracaj膮 uwag臋 na zupe艂nie co innego. – Posz艂a do sklepiku mieszcz膮cego si臋 przy jej bloku. Wygl膮da艂a bardzo dobrze. By艂a w czystych ciuchach, a na jej twarzy pojawia艂 si臋 u艣miech. Pani El偶bieta zrobi艂a zakupy i wida膰 by艂o, 偶e polepszy艂o si臋 jej materialnie 鈥 m贸wi w rozmowie z „Super Expressem” jeden z klient贸w sklepu.

Kilkana艣cie lat temu El偶bieta Dmoch przesz艂a za艂amanie nerwowe, wpad艂a w g艂臋bok膮 depresj臋. Przesta艂a pracowa膰, wyst臋powa膰 na scenie, 偶y艂a jedynie z oszcz臋dno艣ci. Maria Szab艂owska, znana dziennikarka telewizyjna i radiowa, m贸wi艂a w wywiadach, 偶e Dmoch przesta艂a p艂aci膰 sk艂adki na ZUS. Nie przyjmowa艂a te偶 pieni臋dzy, kt贸re zbierali dla niej przyjaciele. Mieszka艂a sama w niewielkim mieszkaniu, kt贸re w ko艅cu musia艂a opu艣ci膰 ze wzgl臋du na to, 偶e nie p艂aci艂a czynszu. W 2005 roku jej losem zainteresowali si臋 dziennikarze Uwagi TVN.

Dmoch nie zgodzi艂a si臋 porozmawia膰 wtedy z dziennikarzami Uwagi. Od lat konsekwentnie unika medi贸w. Dziennikarze poinformowali, 偶e mieszka w fatalnych warunkach w male艅kim domu na wsi. Odizolowa艂a si臋 od 艣wiata, nie chce nikogo widywa膰, odmawia pomocy lekarzy i pracownik贸w opieki spo艂ecznej. 鈥 Dziwi si臋, czemu zak艂贸camy jej spok贸j. Pyta, czy zrobi艂a co艣 z艂ego, skoro do niej przychodzimy. Czy mamy jej pomaga膰 na si艂臋, czy zostawi膰 samej sobie, je艣li wybra艂a taki spos贸b 偶ycia? 鈥 m贸wi艂a El偶bieta Klimkowska z Gminnego O艣rodka Pomocy Spo艂ecznej w Tarczynie. Dmoch wielokrotnie oferowano pomoc finansow膮. Ze wszystkich pieni臋dzy rezygnowa艂a. Utrzymuje si臋 tylko i wy艂膮cznie z tantiem wyp艂acanych przez Stowarzyszenie Artyst贸w i Wykonawc贸w Utwor贸w Muzycznych. 鈥 Bardzo skrupulatnie sprawdza, czy s膮 to tantiemy, kt贸re jej si臋 nale偶膮, a nie pomoc, kt贸rej si臋 jej udziela. Dosz艂a do wniosku, 偶e niczego wi臋cej nie chce od 艣wiata i nie chce, by 艣wiat czego艣 od niej chcia艂 鈥 m贸wi艂 z kolei Jacek Skubikowski, prezes Stowarzyszenia.

By艂 koniec lat 60., gdy El偶bieta Dmoch zacz臋艂a wsp贸艂pracowa膰 z Januszem Krukiem. W 1971 roku na rynku muzycznych pojawi艂o si臋 ich wsp贸lnego dziecko 鈥 zesp贸艂 2 plus 1. Kr贸lowali na polskich estradach i to dos艂ownie. El偶bieta mia艂a wtedy 17 lat, Janusz 22. Oboje byli po przej艣ciach. Ich duet podbi艂 serce Polak贸w w zawrotnym tempie. Przeboje, koncerty, wielka s艂awa. 鈥 Sami ledwo to wytrzymywali艣my, a ona robi艂a dwa razy wi臋cej 鈥 wspomina Cezary Szl臋zak, by艂y wsp贸艂pracownik Dmoch, przyjaciel artystki w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim”. 鈥 W Niemczech mieli艣my w艂asne p贸艂ki w sklepach muzycznych. W Japonii byli艣my na listach przeboj贸w. Zagraniczni menad偶erowie dobijali si臋 bez przerwy. Jak jej zrobili sesj臋 zdj臋ciow膮, to na sze艣膰set fotografii 鈥 dodaje. Wspomina, 偶e 2 plus 1 mieli ju偶 zam贸wiony koncert w Iraku, ale wojna przekre艣li艂a wyst臋p artyst贸w.

To ona za艣piewa艂a „Wind膮 do nieba”, „Cho膰 pomaluj m贸j 艣wiat” czy „Czerwone s艂oneczko”. W 1974 roku El偶bieta otrzyma艂a tytu艂 Miss Obiektywu. Drugi raz ten tytu艂 przyznano jej w 1976 roku na Festiwalu w Opolu. By艂a zjawiskowa, hipnotyzuj膮ca, naturalnie pi臋kna i ludzie to doceniali. W 1979 roku Dmoch otrzyma艂a jedno z najbardziej wyj膮tkowych odznacze艅 鈥 Srebrny Krzy偶 Zas艂ug. By艂a na szczycie. Sta艂a si臋 legend膮 PRL-u. M贸wi艂o si臋, 偶e ona i Janusz Kruk tworz膮 najpi臋kniejsz膮 par臋 w艣r贸d polskich artyst贸w. Pobrali si臋 jeszcze w 1973 roku. On mia艂 ju偶 wcze艣niej 偶on臋 i dziecko. Dla El偶biety postanowi艂 zostawi膰 rodzin臋. Ale ich szcz臋艣cie nie trwa艂o d艂ugo.

 

Jak wspomina Szab艂owska w jednym z wywiad贸w: „Janusz by艂 rozrywkowym facetem. Drzwi si臋 nie zamyka艂y, przyjaciele do nich lgn臋li”. Kruk w ko艅cu postanowi艂 opu艣ci膰 piosenkark臋 dla innej kobiety. To by艂a druga po艂owa lat 80. Rozwiedli si臋 dok艂adnie w 1989 roku. Podobno pozostali w przyjacielskich stosunkach, ale w mediach kr膮偶y艂y liczne plotki o kolejnych romansach Kruka. El偶bieta wierzy艂a jednak, 偶e kiedy艣 do siebie wr贸c膮. Janusz by艂 jej najwi臋ksz膮 mi艂o艣ci膮. W 1992 roku m臋偶czyzna zmar艂 na zawa艂 serca. Wtedy wokalistka prze偶y艂a za艂amanie nerwowe i wycofa艂a si臋 z 偶ycia publicznego. Zaszy艂a si臋 na wsi i rzadko dopuszcza艂a do siebie ludzi. Wr贸ci艂a na scen臋 tylko raz 鈥 w 1998 roku. Publiczno艣膰 przyj臋艂a j膮 owacjami na stoj膮co. – Ela by艂a tak zachwycona, 偶e byli艣my pewni, i偶 j膮 odzyskali艣my. Niestety, choroba zn贸w da艂a o sobie zna膰 鈥 m贸wi艂a Szab艂owska w rozmowie z „Na 偶ywo”.

https://gwiazdy.wp.pl/po-dawnej-slawie-nie-zostalo-nic-elzbieta-dmoch-na-nowych-zdjeciach-nie-przypomina-zjawiskowej-gwiazdy-sprzed-lat-6299155448477313g/3

 

Nie przypomina dawnej siebie

Jestem, a jakby mnie nie by艂o!

Mam to po 艣p. Ojcu – sk艂onno艣膰 do depresji!

Depresja to nie jest wymys艂 ludzi, gdy偶 depresja atakuje znienacka i tylko kto j膮 prze偶y艂 i na jaki艣 czas pogoni艂, to wie, 偶e ona lubi wraca膰!

Mnie dopad艂a po 10 latach od psychoterapii i tak dekad臋 by艂am w jako takim dobrym stanie.

Psychoterapia bardzo mi pomog艂a uwierzy膰 przede wszystkim w siebie i uwierzy艂am, 偶e wszystko mog臋 i wszystko chc臋!

Jednak 偶ycie nie jest wolne od z艂ych zdarze艅.

Osoba sk艂onna do depresji w pewnym momencie upada i traci ch臋膰 偶ycia.

Nie tak dawno w moim 偶yciu wydarzy艂a si臋 bardzo z艂a historia i ja poczu艂am si臋 jak nic nie warte istnienie – jak g贸wno!

Jaki艣 czas sobie z tym radzi艂am, ale niestety mam w genach depresj臋 i rozpad艂am si臋 na milion kawa艂k贸w.

Najgorsze jest to, 偶e nie mam nikogo z kim mog艂abym to przegada膰!

Mam, ale to jest korespondencja, a powinnam w cztery oczy!

Sta艂o si臋 tak, 偶e tydzie艅 temu wsta艂am z 艂贸偶ka i poczu艂am si臋 jak nic nie warty 艣mie膰!

Inni ludzie w takiej sytuacji powiedzieliby sobie – pieprz臋, nic mnie to nie obchodzi, musz臋 偶y膰 dla siebie i by膰 siln膮, bo 偶ycie to nie jest bajka.

Ja si臋 zapad艂am niestety i przegrywam sama ze sob膮, gdy偶 czuj臋 si臋 jak trzcina na wietrze, kt贸r膮 potrafi z艂ama膰 z艂a, ludzka wola i z艂e s艂owo, oraz uczynek.

Zawsze stara艂am si臋 偶y膰 tak, aby nikogo nie krzywdzi膰, ale teraz czuj臋 si臋 jak niechciane istnienie i zosta艂y przekre艣lone wszelkie moje zas艂ugi dla innych ludzi!

Budz臋 si臋 rano z pieczeniem w klatce piersiowej jak zranione zwierz臋 i znowu padam na 艂贸偶ko i chcia艂abym przespa膰 dzie艅 i noc i nast臋pny dzie艅 i noc, bo tak mnie moja egzystencja boli.

Potem g艂owa zaczyna pracowa膰 i zadaj臋 sobie tysi膮ce pyta艅 – dlaczego?

Resztami si艂 robi臋 cokolwiek w domu i wiem, 偶e powinnam uda膰 si臋 do lekarza, ale nie mam kompletnie si艂y!

Nie wiem ile mnie to potrzyma, bo mo偶e d艂ugo, ale walcz臋 sama ze sob膮, by nie pojawi艂y si臋 najgorsze my艣li!

Nie jest to 偶ycie, bo pisa艂am bloga z wielk膮 ch臋ci膮 i rado艣ci膮 偶ycia, a teraz pisz臋, bo mo偶e mi to pomo偶e oczy艣ci膰 si臋!

Jest mnie mniej na Facebooku, bo nie mam ochoty na komentowanie np. polityki i nie mam ochoty na nic!

Zmuszam si臋 do pisania, bo pisanie oczyszcza艂o zawsze moj膮 dusz臋, ale jak ten stan potrwa du偶ej, to boj臋 si臋 o siebie!

Osob臋, kt贸r膮 dopad艂a depresja zrozumie tylko kto艣, to to prze偶y艂.

Inni tylko m贸wi膮 we藕 si臋 w gar艣膰, nie udawaj, podnie艣 si臋, to minie i si臋 wyprostuje – 偶yj!

Jednak to tak nie dzia艂a!

Jutro czeka mnie kolejny dzie艅 walki o siebie i napisz臋 Wam, czy b臋d臋 si臋 ponownie czu艂a jak 艣mie膰, czy powoli dam sobie rad臋 prze偶y膰 dzie艅 jako – tako!

W tym wpisie chc臋 Wam zwr贸ci膰 te偶 uwag臋 na to, 偶e polskie dzieci zaraz po Niemcach pope艂niaj膮 w Europie najwi臋cej samob贸jstw z powodu nie akceptacji przez otoczenie.

Zosta艂 napisany bardzo wa偶ny artyku艂 o tam jak spo艂ecze艅stwo szykanuje inno艣膰 z czym nie radz膮 sobie nastolatki.

Kiedy w Polsce ksi膮dz brzmi:

Marek J臋draszewski jak mantr臋 powtarza艂 has艂o o t臋czowej zarazie.

Ca艂y artyku艂 pod linkiem:

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/milosc-w-czasach-zarazy/nbqxxwm?utm_source=t.co_viasg_wiadomosci&utm_medium=social&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs&utm_v=2

Znalezione obrazy dla zapytania: depreja"

Wchodzi膰 w Nowy Rok – 2019

 

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Nigdy nie robi艂am z wej艣ciem w Nowy Rok 偶adnych postanowie艅, bo znaj膮c siebie 偶adnego bym nie dotrzyma艂a, a wi臋c po co si臋 katowa膰!

Dzi艣 pierwszy raz od dw贸ch lat si臋 sp艂aka艂am, kiedy moja Mama le偶y w 艂贸偶ku jak warzywo.

Przepraszam, 偶e ja tak ci膮gle o tym, ale zda艂am sobie spraw臋 z tego, 偶e te dwa lata Jej choroby up艂yn臋艂y mi na pstryk palcami i wszystkie dni mi si臋 zla艂y w jeden dzie艅 i stanowi膮 jedn膮 ca艂o艣膰, a nie 偶aden miks prze偶ytych dni.

Przepraszam, 偶e wyp艂akuj臋 si臋 Wam w r臋kaw, ale tak naprawd臋 mog臋 tylko na blogu si臋 wykrzycze膰 i opisa膰 swoje emocje zwi膮zane z chorob膮 Matki.

Ludzie si臋 ciesz膮 z nadej艣cia Nowego Roku, a ja jestem jednym wielkim smutkiem, bo w ka偶dej chwili Mama mo偶e umrze膰, a wi臋c takie czekanie jest bardzo wyczerpuj膮ce i wyniszczaj膮ce.

Kiedy rano kto艣 do nas zadzwoni, to umieram, bo mo偶e to by膰 decyduj膮ca wiadomo艣膰 i tak jest przez ca艂y dzie艅, kiedy ws艂uchuj臋 si臋 w telefon.

Uspokoj臋 si臋 w贸wczas, kiedy Mama odejdzie, bo to ci膮g艂e napi臋cie mnie zabija i nie potrafi臋 si臋 cieszy膰 ze zwyk艂ych, codziennych zdarze艅.

Sprz膮tam w napi臋ciu, gotuj臋 w napi臋ciu, odpoczywam w napi臋ciu i wci膮偶 towarzyszy mi pot臋偶ny stres, powoduj膮cy arytmi臋 serca i rozdra偶nienie.

Im jestem starsza, tym mniej mnie cieszy Sylwester i wchodzenie w Nowy Rok, bo zdaj臋 sobie spraw臋 z tego, 偶e ten Nowy Rok jest wielk膮 niewiadom膮 i mo偶e sta膰 si臋 wszystko!

Mog臋 ja si臋 rozchorowa膰, albo m贸j M膮偶, bo nie jeste艣my ju偶 m艂odzieniaszkami.

Moja Te艣ciowa te偶 ju偶 wiekowa i mo偶e by膰 r贸偶nie, albo nie daj Bo偶e mo偶e sta膰 si臋 co艣 z艂ego moim bliskim!

Wiem, sama si臋 nakr臋cam, ale ka偶dy nowy dzie艅 niesie niespodzianki nie zawsze przyjemne i nie zawsze optymistyczne.

Pisz臋 w艂a艣nie o dziwnym dniu jaki prze偶y艂am tu偶 przed Wigili膮!

Zadzwoni艂a do mnie kole偶anka, kt贸rej nie widzia艂am 25 lat, bo by艂a w Ameryce.

Wr贸ci艂a do Polski i przypomnia艂a sobie o mnie.

Spotka艂y艣my si臋 i wydawa艂o si臋, 偶e jest mi 偶yczliwa, tak jak kiedy艣.

Zadzwoni艂a z 偶yczeniami weso艂ych 艣wi膮t i nagle spyta艂a, co u mnie!

Odpowiedzia艂am, 偶e mam chor膮 Mam臋 i te 艣wi臋ta absolutnie mnie nie ciesz膮 i nagle ona si臋 roz艂膮czy艂a nie z powodu braku zasi臋gu, bo oddzwoni艂a i sko艅czy艂a swoje 偶yczenia!

Nie chcia艂a s艂ucha膰 przykrych wiadomo艣ci – przygn臋biaj膮cych i dlatego jest tak, 偶e swoje bol膮czki zatrzymuj臋 dla siebie, bo ludzie chc膮 偶y膰 w 艣wiecie tylko dobrych wiadomo艣ci i nie lubi膮 cudzych opowie艣ci o tym, 偶e co艣 ich trapi i sp臋dza sen z oczu.

A teraz co艣 innego w temacie bal贸w Sylwestrowych, bo pasuje 艣wietnie do mnie!

Sylwestrowe porady Michela Houellebecqa:

鈥濿ystarczy zaplanowa膰 zabaw臋, aby mie膰 pewno艣膰, 偶e si臋 cz艂owiek 艣miertelnie wynudzi. Kilka poni偶szych rad powinno pozwoli膰 na unikni臋cie najgorszego:
– Z g贸ry mie膰 艣wiadomo艣膰, 偶e zabawa sko艅czy si臋 fiaskiem. Przypomnie膰 sobie przyk艂ady poprzednich pora偶ek. Pogodzenie si臋 ze zbiorow膮 katastrof膮, pokornie i z u艣miechem, mo偶e pozwoli膰 na sukces, przekszta艂caj膮c nieudan膮 zabaw臋 w banalnie przyjemne prze偶ycie.
– Zawsze zak艂ada膰, 偶e b臋dzie si臋 wraca膰 taks贸wk膮 i samotnie.
– Przed zabaw膮: napi膰 si臋.
– Podczas zabawy napi膰 si臋, ale zmniejszaj膮c dawki. Lepiej we w艂a艣ciwym momencie wzi膮膰 p贸艂 pastylki lexomilu. Mo偶na si臋 spodziewa膰 szybkiego zapadni臋cia w drzemk臋, co jest stosown膮 chwil膮 to wezwania taks贸wki. Dobra zabawa to kr贸tka zabawa.
– Po zabawie zadzwoni膰 z podzi臋kowaniami.
I na koniec pocieszaj膮ca perspektywa: wraz z wiekiem mija poczucie obowi膮zku zabawy, a zwi臋ksza si臋 potrzeba samotno艣ci. Prawdziwe 偶ycie bierze g贸r臋鈥.

Cytat dzi臋ki聽Justyna Sobolewska
(Interwencje 2, prze艂. Beata Geppert)

Do siego roku wszyscy, kt贸rzy tu zab艂膮dzili, a poznali艣my si臋 dok艂adnie rok temu, kiedy na WP przenios艂am mojego bloga!

Ciesz臋 si臋, 偶e Was pozna艂am i dzi臋kuj臋 za komentarze i wsp贸ln膮 konwersacj臋!

I jeszcze chc臋 napisa膰, 偶e w ka偶dego Sylwestra i przed – cierpia艂am z moj膮 suczk膮, kt贸rej nie ma ju偶 z nami dwa lata, ale ka偶dy Sylwester by艂 dla niej traum膮 mimo 艣rodk贸w uspokajaj膮cych.

Tylko durnie i pajace odpalaj膮 race!

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: w budynku

Chc臋 jeszcze napisa膰, 偶e ten Nowy Rok b臋dzie fatalny dla polskiej polityki i na ulic臋 wyjd膮 wszystkie grupy spo艂eczne i b臋d膮 domaga膰 si臋 swojego, ale co ja tam wiem!

Dzi艣 dotar艂a do Polak贸w wiadomo艣膰, 偶e narodowiec dosta艂 stanowisko w Ministerstwie Cyfryzacji, a to oznacza, 偶e mog膮 nam zamkn膮膰 portale spo艂eczno艣ciowe!

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: 1 osoba, tekst

„Droga do zapomnienia” – moje kino

Dzie艅 dobry! Upa艂. Wiatrak chodzi na okr膮g艂o. U Was pewnie te偶 jest tak samo, a mo偶e nawet prze偶ywacie burze, bo zapowiadano w poszczeg贸lnych regionach.

Macie chwil臋 wolnego czasu i lubicie dobre kino, to mam dla Was propozycj臋 niezwyk艂ego filmu z serii takich wyj膮tkowych. Lubi臋 sama takie kino, po kt贸rym nast臋puje moment konsternacji i chwila do zastanowienia si臋 nad tym, 偶e najlepsze scenariusze pisze samo 偶ycie.

Wklejam kr贸tko o czym jest ten fantastyczny film. Szuka艂am go 聽dwa lata i w ko艅cu si臋 doszuka艂am w sieci.

„Zdobywcy Oscar贸w Colin Firth i Nicole Kidman w ekranizacji bestsellerowej powie艣ci o odwadze i nadzwyczajnej sile mi艂o艣ci. Eric Lomax (Firth) jest tajemniczym, nieco melancholijnym m臋偶czyzn膮, kt贸ry w poci膮gu poznaje pi臋kn膮 nieznajom膮, Patti (Kidman). Mi艂o艣膰 od pierwszego wejrzenia prowadzi par臋 do szybkiego 艣lubu. Szcz臋艣cie Patti zak艂贸ca jednak niepokoj膮ca tajemnica zwi膮zana z przesz艂o艣ci膮 Erica. Jako m艂ody brytyjski oficer, Eric zosta艂 pojmany przez Japo艅czyk贸w podczas IIwojny 艣wiatowej. Osadzony w obozie jenieckim, zmuszany by艂 do wycie艅czaj膮cej pracy przy budowie os艂awionej Kolei 艢mierci (Kolei Birma艅skiej). Podczas d艂ugich i brutalnych przes艂ucha艅 otar艂 si臋 o 艣mier膰. Teraz, wspierany przez niezwykle odwa偶n膮 Patti, wyrusza na poszukiwanie swojego japo艅skiego oprawcy.”

Filmweb.pl – Droga do zapomnienia

Zar臋czam, 偶e warto obejrze膰 ten film, kt贸ry jest oparty na autentycznych zdarzeniach. Kto jest wra偶liwszy, to film wbije go dos艂ownie w ziemi臋.

 

Kiedy Babcia skacze wy偶ej ni偶 wnuczka

Ka偶d膮 Seniork臋 i Seniora co艣 tam w pewnym wieku bole膰 zaczyna. Podobno jak boli, to znaczy, 偶e jeszcze si臋 偶yje.

Bol膮 stawy, kr臋ci co艣 w ko艣ciach, czy nawala kr臋gos艂up, bo maj膮 te cz臋艣ci i inne ju偶 prawo nas bole膰, wszak nosi艂y nas przez tyle lat, kiedy w p臋dzie 偶ycia nie zwa偶ali艣my na nic, bo przecie偶 nas nie bola艂o.

殴le si臋 schylali艣my, za du偶o podnosili艣my, zbyt szybko wchodzili艣my po schodach, czasami po dwa stopnie i tak si臋 sta艂o, 偶e co艣 si臋 wytar艂o, a w ko艣ciach brakuje smarowid艂a i tr膮 si臋 kostki o siebie i 艣cieraj膮. Kr臋gos艂up te偶 daje do wiwatu, bo wchodz膮 lata pracy w pozycji siedz膮cej przy biurku, czy te偶 stoj膮cej w fabryce.

Nie ma mocnych kochani i na ka偶dego z nas przyjdzie pora na Telesfora i trzeba si臋 pogodzi膰 z up艂ywaj膮cym czasem, cho膰 czasami bierze jasny gwint, 偶e tak nagle zabrak艂o sprawno艣ci i wiele rzeczy wykonuje si臋 o wiele wolniej, a niekt贸rych to ju偶 wcale.

Trzeba i艣膰 do lekarza i u niego si臋 wyspowiada膰, 偶e ju偶 nie jest si臋 t膮 sarenk膮 sprzed lat i z ci臋偶kim b贸lem, cho膰 nadziej膮 wykupi膰 leki, kt贸re ul偶膮 w portfelu, a mo偶e i pomog膮.

Dzi艣 to ja si臋 u艣mia艂am do rozpuku, kiedy babcia w reklamie Dohespan max skacze po tym leku jak sarenka w bia艂ych spodenkach. Skacze wy偶ej ni偶 w艂asne wnuczki, a wi臋c drodzy Seniorzy – czerpmy si艂臋 z reklam, kt贸ra cuda czyni, a nigdy nie zgnu艣niejemy i niechaj zawsze w nas dziecko b臋dzie.

Chyba te偶 musz臋 si臋 tak jako艣 przebra膰, by wr贸ci膰 do dzieci艅stwa i wystawi膰 si臋 na FB, tylko moje dzieci musia艂yby mnie chyba zablokowa膰 ze wstydu, a mo偶e ja przesadzam? 馃榾

Choroba, prze偶ycia i wielka przyja藕艅

Wszystko by艂o przygotowane do ceremonii 艣lubnej. Rozes艂ane zaproszenia, kupiona suknia 艣lubna i garnitur dla pana m艂odego, zam贸wiona sala i om贸wione menu, bo oto Magda lat 31 i Romek, lat 32 w pewn膮 sobot臋 mieli powiedzie膰 sobie sakramentalne TAK!

Go艣cie zjawili si臋 przed ko艣cio艂em pi臋knie ubrani z nar臋czami kwiat贸w i oto podjecha艂a limuzyna, a z niej wysiad艂a para m艂oda i 艣wiadkowie, ale nikt si臋 nie spodziewa艂 dalszego ci膮gu.

Kiedy ksi膮dz zapyta艂 Magd臋, czy oto Magdo bierzesz sobie tego Romana za m臋偶a, ta po d艂ugim namy艣le i ze 艂zami w oczach, szlochaja odpowiedzia艂a, 偶e NIE i wybieg艂a czym pr臋dzej z ko艣cio艂a zostawiaj膮 os艂upionego pana m艂odego, rodzic贸w i go艣ci.

Bieg艂a ulicami miasta wzbudzaj膮c ogromne zainteresowanie przechodni贸w, potykaj膮c si臋, ale mia艂a jeden cel – schowa膰 si臋 gdzie艣, aby nikt nie zadawa艂 jej zb臋dnych pyta艅. Nie mia艂a si艂y nikomu nic t艂umaczy膰, bo chcia艂a by膰 zupe艂nie sama.

Resztkami si艂 dobieg艂a do dzia艂ek, gdzie jej matka uprawia艂a warzywa i kwiaty, a tam wiedzia艂a gdzie znajduje si臋 klucz od altany i tam w ko艅cu znalaz艂a dla siebie schronienie. Nie szukano jej d艂ugo, poniewa偶 matka jej wiedzia艂a, 偶e nie mia艂a dok膮d uciec i to by艂o jedyne miejsce, gdzie mo偶na by艂o j膮 znale藕膰.

Nie min膮艂 miesi膮c od tego fatalnego zdarzenia, a matka wysoko postawiona w mie艣cie umie艣ci艂a Magd臋, swoj膮 c贸rk臋 w szpitalu psychiatrycznym i tak pozby艂a si臋 jej na d艂ugie miesi膮ce, a dlaczego?

Magda w szpitalu nie odzywa艂a si臋 do nikogo tygodniami, ale w ko艅cu trafi艂a do jej serca Ola, troch臋 od niej m艂odsza, kt贸ra le偶a艂a w szpitalu z powodu nawracaj膮cej anoreksji. Wpad艂y sobie w oko te dwie kobiety i tak z dnia na dzie艅 sta艂y si臋 przyjaci贸艂kami. Magda si臋 przed Ol膮 otworzy艂a, ale nie do ko艅ca. By艂a nieufna i wiele w sobie t艂umi艂a, ale pewnego dnia odwiedzi艂a j膮 matka, wysoko postawiona, a po wizycie Ola stwierdzi艂a, 偶e ma bardzo opieku艅cz膮 mam臋 i tak膮 bardzo zadban膮, 艂adn膮 i troskliw膮.

Magda zamilk艂a po tych s艂owach kole偶anki, ale nagle z p艂aczem wybuch艂a i Ola us艂ysza艂a, 偶e jej Matka chcia艂a pozby膰 si臋 Magdy z domu, poniewa偶 Magda choruje na rzadk膮 chorob臋 ko艣ci, zwan膮 toczeniem i lekarzom opadaj膮 r臋ce w ratowaniu jej zdrowia, a wi臋c kiedy chcia艂a j膮 wyda膰 za m膮偶, to mia艂a nadziej臋, 偶e raz na zawsze pozb臋dzie si臋 c贸rki z domu i pozb臋dzie si臋 k艂opotu w postaci jej choroby.

Kiedy nie uda艂o si臋 jej wyda膰 za m膮偶, to umie艣ci艂a j膮 z premedytacj膮 w psychiatryku i tylko stwarza艂a pozory, 偶e si臋 o ni膮 troszczy, bo robi艂a to wszystko dla ludzi, a og贸lnie nienawidzi艂a Magdy i jej choroby. Lekarzom opowiedzia艂a, 偶e Magda nadu偶ywa lek贸w przeciwb贸lowych i w zwi膮zku z tym musi le偶e膰 w szpitalu dla psychicznie chorych.

Ola widzia艂a cz臋sto, 偶e Magda cierpi, ale zawsze otrzyma艂a pomoc ze strony lekarzy i piel臋gniarek i Ola nie zauwa偶y艂a, aby Magda nadu偶ywa艂a lek贸w. Siedzia艂a cz臋sto skulona na 艂贸偶ku cierpi膮ca, ale nie wymusza艂a nigdy wi臋cej lek贸w, ni偶 to by艂o niezb臋dne i tym bardziej Ola nie rozumia艂a matki Magdy, kt贸ra j膮 skaza艂a na widok ludzi naprawd臋 psychicznie chorych, wyj膮cych chorych, ale z b贸lu duszy, a nie cia艂a.

Min臋艂o par臋 miesi臋cy i lekarze Ol臋 skierowali do zupe艂nie innego szpitala na psychoterapi臋, aby tam jeszcze si臋 wzmocni艂a psychicznie i zacz臋艂a panowa膰 nad anoreksj膮. Kiedy si臋 rozsta艂y, to obieca艂y sobie, 偶e ich kontakt dalej b臋dzie trwa艂 kiedy tylko opuszcz膮 mury szpitali i Ola odjecha艂a.

Utrzymywa艂y ze sob膮 kontakt telefoniczny i semesowy i jakie偶 by艂o zdziwienie Oli kiedy przeczyta艂a, 偶e Magda b臋dzie na tej samej psychoterapii. Okaza艂o si臋, 偶e Magda ponownie szuka艂a schronienia, bo matka jej nie mog艂a zdzier偶y膰, 偶e zn贸w ma si臋 ni膮 opiekowa膰 i patrzy膰 na jej chorob臋. Uciek艂a zn贸w od matki, aby nie wchodzi膰 jej w oczy i zej艣膰 jej z drogi zn贸w na kilka miesi臋cy.

Zn贸w by艂y razem, a wi臋c du偶o ze sob膮 rozmawia艂y i spacerowa艂y, a Magda wtula艂a si臋 w Ol臋 coraz bardziej. Potrzebowa艂a bratniej duszy i ciep艂a, kt贸rego matka jej nigdy nie da艂a. Zaprzyja藕ni艂y si臋 ze sob膮 bardzo, ale przyszed艂 moment rozstania i znowu Ola wyjecha艂a pierwsza.

Wci膮偶 ze sob膮 pisa艂y i utrzymywa艂y kontakt, a偶 pewnego dnia Ola zauwa偶y艂a, 偶e Magda zamilk艂a, a jej profil na portalu spo艂eczno艣ciowym znik艂, a wi臋c si臋 powa偶nie zaniepokoi艂a. Pomy艣la艂a, 偶e co艣 si臋 musia艂o z艂ego sta膰, a wi臋c wsiad艂a w poci膮g i pojecha艂a do miasta, gdzie mieszka艂a Magda z matk膮.

Odnalaz艂a ulic臋 i trafi艂a pod drzwi z nazwiskiem Magdy. Otworzy艂 jej starszy m臋偶czyzna, szalenie przystojny i zaprosi艂 j膮 do mieszkania. Powiedzia艂, 偶e jest drugim m臋偶em matki Magdy i zawsze nie m贸g艂 poj膮膰 dlaczego jego 偶ona tak 藕le traktowa艂a swoj膮 c贸rk臋. Opowiedzia艂, 偶e ojciec Madzi 藕le traktowa艂 jej matk臋, bo j膮 bi艂, a wi臋c w domu by艂a przemoc, a z tej przemocy zrodzi艂a si臋 niech臋膰 do c贸rki, a teraz jest ju偶 za p贸藕no, aby to wszystko naprawi膰. 聽Madzia umar艂a, gdy偶 pokona艂a j膮 choroba i lekarze ju偶 nic nie byli w stanie zrobi膰.

Ola posz艂a na cmentarz i pomy艣la艂a sobie, 偶e Madzia ju偶 nie cierpi, a matka ma k艂opot z g艂owy. Po艂o偶y艂a kwiaty na grobie, zapali艂a znicz i obieca艂a Madzi, 偶e ka偶dego roku j膮 odwiedzi, cho膰by nie wiadomo co by si臋 sta艂o w jej 偶yciu poniewa偶 anoreksja zn贸w si臋 odezwa艂a, a ona nigdy nie skrzywdzi 偶adnego faceta swoj膮 chorob膮, podobnie jak to uczyni艂a Magda uciekaj膮c ze swojego 艣lubu!

A kiedy policjant, okaza艂 si臋 oprawc膮 i k艂amc膮!

Inka i Rafa艂 byli r贸wnolatkami. Oboje liczyli sobie po 27 lat. Inka sko艅czy艂a studia i znalaz艂a prac臋 w miejscowym urz臋dzie. Rafa艂 zawsze marzy艂, by pomaga膰 innym ludziom i po szkole policyjnej natychmiast zatrudni艂 si臋 w miejscowej komendzie. Dosta艂 si臋 do wydzia艂u kryminalnego i od razu 艂apa艂 du偶o punkt贸w za skuteczno艣膰, a wi臋c kierownictwo komisariatu szybko go awansowa艂o. Zakocha艂 si臋 w tej pracy i najlepiej, to by po艣wi臋ca艂 jej ca艂y sw贸j czas, a Inka?

Inka na niego cierpliwie czeka艂a, a,偶e nie mieli dzieci, to popo艂udnia sp臋dza艂a w domu. Nadrabia艂a w gotowaniu i sprz膮taniu, a wieczorem, zm臋czona k艂ad艂a si臋 do 艂贸偶ka i zasypia艂a z ksi膮偶k膮, bo uwielbia艂a czyta膰.

Rafa艂 przychodzi艂 p贸藕nym wieczorem, k艂ad艂 si臋 obok niej sk艂adaj膮c poca艂unek na jej twarzy i zasypia艂 jak kamie艅. W贸wczas przez sen wreszcie czu艂a si臋 bezpieczna i wtula艂a si臋 niego jak najmocniej, aby si臋 nim nacieszy膰.

Niestety, ale bywa艂o cz臋sto tak, 偶e kiedy si臋 budzi艂a, to m臋偶a ju偶 w domu nie by艂o, bo obowi膮zki s艂u偶bowe go wzywa艂y. Taki z niego pracoholik – my艣la艂a z dum膮 i sz艂a do swojej pracy. Ufa艂a Rafa艂owi i wierzy艂a, 偶e kiedy艣 tam b臋dzie mia艂 dla niej wi臋cej czasu i mo偶e wreszcie wybior膮 si臋 razem na mi艂y weekend i w ko艅cu skonsumuj膮 go w 艂贸偶ku, bo Rafa艂 na seks nie mia艂 czasu. Raz nawet, my艣l膮c, 偶e Rafa艂 w ko艅cu b臋dzie mia艂 wolne, zam贸wi艂a dwa dni w SPA, ale si臋 strasznie zawiod艂a, gdy偶 Rafa艂 dosta艂 nag艂e wezwanie na piln膮 akcj臋 i Ince by艂o bardzo przykro, ale stara艂a si臋 by膰 dla jego pracy bardzo wyrozumia艂a i wspiera艂a go najlepiej jak umia艂a.

Wype艂nia艂a sobie czas, ale w skryto艣ci ducha ju偶 marzy艂a o dziecku. Marzy艂a o malutkiej istotce, kt贸ra zast膮pi jej nieobecno艣膰 m臋偶a, a ona pokocha je nad 偶ycie. By艂a ju偶 gotowa na dziecko i zacz臋艂a coraz cz臋艣ciej namawia膰 Rafa艂a na potomstwo i wymieni艂a mu powody, 偶e ju偶 powinni si臋 o nie stara膰, ale…

Rafa艂 si臋 wymigiwa艂, t艂umacz膮c 偶onie, 偶e jeszcze nie teraz, bo on wci膮偶 jest nieobecny w domu, a 聽nie chce, aby ich dziecko nie zna艂o swojego ojca. Przedstawi艂 jej swoje warunki, 偶e mo偶e nied艂ugo przenios膮 go do takiej pracy, 偶e b臋dzie mia艂 wymierny czas i b臋dzie si臋 w domu pojawia艂 cz臋艣ciej. Napomina艂, 偶e maj膮 mu w ramach awansu da膰 robot臋 w papierach, a wi臋c nie b臋dzie wzywany na akcje.

C贸偶 innego Ince zosta艂o, jak tylko uzbroi膰 si臋 w cierpliwo艣膰. Kocha艂a Rafa艂a nad 偶ycie, ale liczy艂a si臋 z jego zdaniem, cho膰 nie jedn膮 godzin臋 wyp艂aka艂a w poduch臋 z racji, 偶e mia艂 dla niej ma艂o czasu, a po drugie zegar jej tyka艂, a ona nawet nie jest w ci膮偶y.

Pewnego dnia Rafa艂 zapowiedzia艂, 偶e b臋dzie szybciej z pracy, a wi臋c przygotowa艂a, sprytny, kobiecy fortel. Elegancka bielizna, wino, 艣wiece i co najwa偶niejsze mia艂a dni p艂odne, a wi臋c…

Kiedy j膮 tak膮 zobaczy艂, bardzo si臋 zdziwi艂 i powiedzia艂, 偶e jest cholernie zm臋czony i niech mu da spok贸j, bo chce si臋 po艂o偶y膰. Kiedy zacz臋艂a go podnieca膰 i u偶y艂a swojego uroku uwodzenia – uderzy艂 j膮 i z impetem pchn膮艂 na 艣cian臋 krzyc膮c, 偶e dawno nie widzia艂 takiej nachalnej baby i niech偶e zrozumie, 偶e on ma w pracy tyle stresu, 偶e nie ma ochoty na 偶adne figle migle,

Inka nie spa艂a ca艂膮 noc i usun臋艂a si臋 z ma艂偶e艅skiego 艂o偶a, a kiedy rano si臋 obudzi艂a, bola艂a j膮 g艂owa z rozpaczy, ale przecie偶 musia艂a si臋 zebra膰 i i艣膰 do swojej pracy. Nie powiedzia艂a nikomu, co si臋 wydarzy艂o. Nie powiedzia艂a 偶adnej ze swoich kole偶anek, a sw贸j b贸l zdusi艂a w sobie.

Rafa艂 zacz膮艂 przychodzi膰 do domu coraz p贸藕niej i cz臋sto by艂 pod wp艂ywem alkoholu. T艂umaczy艂, 偶e mieli ostr膮 akcj臋, bardzo stresuj膮c膮 i musia艂 z kumplami odreagowa膰 i tak zdarza艂o si臋 coraz cz臋艣ciej. Zacz臋li si臋 rozmija膰 i Inka koniecznie chcia艂a ratowa膰 swoje ma艂偶e艅stwo, bo wci膮偶 go kocha艂a.

Posz艂a do szefa swojego m臋偶a i przedstawi艂a mu swoje obawy i troski. Powiedzia艂a, 偶e m膮偶 jej du偶o pracuje, za du偶o i przy tym pije w nadmiarze. Szef obieca艂, 偶e zdyscyplinuje Rafa艂a, ale okaza艂o si臋 to tylko pustymi s艂owami, bo Rafa艂 pi艂 coraz wi臋cej i cz臋艣ciej.

Pewnego wieczoru podesz艂a pod komend臋 i ukry艂a si臋 tak, aby nikt jej nie widzia艂. Obserwowa艂a policjant贸w wychodz膮cych z komendy, kt贸rzy patrolowali miasto i tych, kt贸rzy wzywani byli na interwencj臋, ale nagle us艂ysza艂a g艂os swojego m臋偶a, kt贸ry m贸wi艂 do kolegi, 偶e musi odwiedzi膰 swojego syna!

Inka zamar艂a i nie wierzy艂a w to, co s艂yszy, ale opanowa艂a si臋 i po kryjomu pod膮偶y艂a za Rafa艂em, kt贸ry wszed艂 do pobliskiego domu, obok komendy. Widzia艂a, 偶e wszed艂 do kamienicy i znik艂 jej na jej parterze. Ba艂a si臋, ale po cichu wesz艂a po schodach i nacisn臋艂a klamk臋.Okaza艂o si臋, 偶e mieszkanie nie by艂o zamkni臋te.

W 艣rodku krz膮ta艂a si臋 kobieta, troch臋 zaniedbana, a obok 艂贸偶eczka siedzia艂 jej m膮偶 i g艂adzi艂 g艂贸wk臋 jakiego艣 dziecka.

Inka najpierw nie zauwa偶ona w przedpokoju, zrobi艂a delikatny krok do przodu i zauwa偶y艂a, 偶e na stole stoi flaszka w贸dki i dwa kieliszki, a kobieta robi艂a zak膮sk臋 i ju偶 wszystko wiedzia艂a, 偶e jej m膮偶 prowadzi podw贸jne 偶ycie. Wiedzia艂a z kim si臋 upija i gdzie! Wiedzia艂a tak偶e dlaczego nie chce z ni膮 mie膰 dzieci. Wiedzia艂a, 偶e jej ma艂偶e艅stwo ju偶 jest sko艅czone i nie wiedzia艂a jak sobie z tym poradzi膰, z tym, co zobaczy艂a?

Wybieg艂a stamt膮d jak oparzona i od tej chwili nie przespa艂a wiele nocy i nie zdrzemn臋艂a si臋 w ci膮gu dnia. By艂a jak zranione zwierz臋, wyj膮ce w b贸lu i kiedy w swojej niemocy po艂kn臋艂a za du偶o tabletek i zas艂ab艂a, Rafa艂 wezwa艂 karetk臋, bo akurat by艂 w domu. Kiedy lekarz wys艂a艂 j膮 na leczenie zamkni臋te, bo Inka dar艂a si臋 w niebo g艂osy, 偶e 偶y膰 ju偶 nie chce.

Szpital zamkni臋ty i wiele historii ludzi zranionych. Terapia i rozmowy z psychologiem, powoli stawia艂y j膮 na nogi, cho膰 nie mia艂a poj臋cia, do czego ma wraca膰. Rafa艂 j膮 odwiedza艂, ale serce Inki by艂o wci膮偶 dla niego zamkni臋te i okropnie chore. Nie wyobra偶a艂a sobie, 偶e ma wr贸ci膰 do niego, czy te偶 sk艂ada膰 wniosek o rozw贸d – by艂a wci膮偶 za bardzo zraniona i niezdecydowana.

Kiedy wr贸ci艂a, bo psycholog stwierdzi艂, 偶e jest gotowa na podj臋cie nowego 偶ycia, to si臋 myli艂, ale pewnego dnia wysz艂a po szampon do w艂os贸w i us艂ysza艂a rozmow臋 dw贸ch m艂odych kobiet. – Widzisz j膮, to ta, co z wariatkowa wr贸ci艂a, bo m臋偶u艣 zrobi艂 sobie z inn膮 dziecko. Popatrz, jak 偶a艂o艣nie ona wygl膮da, taka naiwna i g艂upia, kt贸ra uwierzy艂a, 偶e policjant, to jest uczciwy facet, co to nadaje si臋 na m臋偶usia – ha ha.

To Ince wystarczy艂o! Wpad艂a do domu i spakowa艂a swoje rzeczy. Klucze zostawi艂a pod wycieraczk膮. Wsiad艂a w autobus i pojecha艂a na zawsze do swojej ukochanej matki, kt贸r膮 wci膮偶 chroni艂a i m贸wi艂a jej przez telefon, 偶e jest szcz臋艣liw膮 kobiet膮!

Rafa艂 zgin膮艂 w wypadku, jad膮c z synem na pogotowie, pod wp艂ywem alkoholu i zgi臋li on i jego dziecko wpadaj膮c na przydro偶ne drzewo i cho膰 wszyscy wiedzieli o jego osobistych k艂opotach, nie pom贸g艂 mu nikt, bo lepiej jest zatai膰 grzeszki policjanta, ni偶 go ratowa膰!

Kiedy m臋偶czyzna staje si臋 wielk膮 pomy艂k膮

聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽

W niewielkim miasteczku mieszka艂o sobie ma艂偶e艅stwo w niewielkim mieszkaniu. To by艂 pok贸j z wn臋k膮 i osobn膮 kuchni膮. Ona, to pani Lola, wzi臋ta piel臋gniarka w miejskim szpitalu, kt贸r膮 wszyscy szanowali za profesjonalizm, bo czasami by艂a lepsza od lekarzy, a tak偶e za du偶膮 dawk臋 empatii w stosunku do potrzebuj膮cych.

Pani Lola by艂a 艣liczn膮 kobiet膮, a jej znakiem rozpoznawczym by艂a burza g臋stych w艂os贸w, kt贸re upina艂a w charakterystyczny, wysoki kok. Zawsze by艂a ciekawie ubrana i mia艂a sw贸j styl, a do tego na jej ustach nigdy nie zabrak艂o krwistoczerwonej pomadki. Mia艂a ciekaw膮 urod臋, a oczy podkre艣la艂a zawsze dopracowan膮 kresk膮 i by艂a podobna do Bardotki.

Pan Wac艂aw, m膮偶 pani Loli, to taki zwyk艂y pan, kt贸ry pracowa艂 w bran偶y naprawy samochod贸w i by艂 dobrym fachowcem, bo je艣li zepsu艂 si臋 komu艣 samoch贸d, to pan Wac艂aw tylko pos艂ucha艂 pracy silnika, a wiedzia艂, co samochodowi dolega.

Pani Lola nie mog艂a mie膰 dzieci i oboje nad tym ubolewali, ale najbardziej ubolewa艂 nad niep艂odno艣ci膮 swojej 偶ony pan Wac艂aw, poniewa偶 kiedy spotyka艂 si臋 w Banderosie, miejscowej knajpie z kolegami, to pi艂 i p艂aka艂, 偶e 偶ona nie daje mu upragnionego potomka. Pi艂,a potem przychodzi艂 do domu i 偶on臋 bi艂 i wyzywa艂 od najgorszych.

Nie raz s膮siedzi s艂yszeli jak pani Lola p艂aka艂a z rozpaczy przez uchylone okno, bo echo jej rozpacz nios艂o. Nie raz krzycza艂a, aby si臋 wynosi艂 i przesta艂 zatruwa膰 jej 偶ycie i nie raz kto艣 wzywa艂 policj臋, bo tam u nich w domu cuda si臋 dziej膮.

A potem nast臋powa艂a cisza i nikt ju偶 nie zastanawia艂 si臋, czy pani Lola cierpi i czy pan W艂adek ju偶 wi臋cej jej nie zrani i nie dotknie, bo wizyta policji na troch臋 studzi艂a jego zap臋dy do nast臋pnego razu.

Pan W艂adek kocha艂 pani膮 Lol臋, bo kiedy by艂 trze藕wy robi艂 w domu porz膮dki i s膮siedzi widzieli, 偶e myje okna bardzo dok艂adnie jak na m臋偶czyzn臋. Robi艂 zakupy i gotowa艂 dla nich obiady, ale to by艂y takie zrywy opami臋tania, bo potem wszystko wraca艂o do stanu upojenia alkoholowego. Pani Lola te偶 kocha艂a swojego m臋偶a, ale by艂a to mi艂o艣膰 przez 艂zy.

Nie potrafili si臋 rozsta膰 i tak przez wiele d艂ugich lat ze sob膮 si臋 szargali. Przez wiele lat godzili si臋 i k艂贸cili na oczach ciekawskich s膮siad贸w, kt贸rzy byli kompletnie zdezorientowani.

Pani Lola by艂a ju偶 w s艂usznym wieku i nagle mocno przyty艂a i pewnego razu id膮c objuczona zakupami niebezpiecznie upad艂a i zbi艂a sobie kolana, a zakupy rozlecia艂y si臋. Od tego momentu nikt wi臋cej nie widzia艂 pani Loli, gdy偶 ta na zawsze zamkn臋艂a si臋 w domu i nigdy wi臋cej tego domu nie opu艣ci艂a. Nikt nie wiedzia艂 dlaczego i w艂a艣ciwie nikt nie wnika艂 dlaczego pani Lola wybra艂a taki spos贸b na 偶ycie. Gadali po k膮tach, 偶e mo偶e ten upadek tak j膮 zawstydzi艂, a mo偶e jest tak bardzo chora, 偶e choroba j膮 odci臋艂a od 艣wiata zewn臋trznego.

Bywa艂y dalej jazdy pana W艂adka i s膮siedzi czasami s艂yszeli ja pani Lola rozpacza, bo czy zim膮, czy latem okno mieli uchylone, ale nikt nie odwa偶y艂 si臋 ju偶 zg艂asza膰 tego na policj臋. Wszyscy wiedzieli, 偶e jak pan W艂adek wytrze藕wieje, to wszystko jako艣 si臋 u艂o偶y u nich.

S膮siedzi byli ciekawi, co dzieje si臋 z pani膮 Lol膮, kt贸ra z osiedla znikn臋艂a, ale nie byli w stanie niczego si臋 dowiedzie膰, bo w ich oknach wisia艂y bardzo g臋ste firany. Czasami kto艣 zauwa偶y艂 jak odchyla si臋 firana i pani Lola podlewa kwiaty na parapecie i poza tym niczego o pani Loli nikt nic nie wiedzia艂. Domys艂om nie by艂o ko艅ca, bo mo偶e pani Lola jest le偶膮ca, a mo偶e rozum jej odj臋艂o. Byli ciekawi, ale nie w艣cipscy, gdy偶 uwa偶ali, 偶e ka偶dy 偶yje jak chce.

Nagle pan W艂adek zdj膮艂 te g臋ste firany i w oknach zrobi艂o si臋 pusto, bo nikt nie zauwa偶y艂 i nie wiedzia艂, 偶e pani Lola 聽umar艂a i w艂a艣ciwie nikt nie poszed艂 na cmentarz j膮 po偶egna膰. Odesz艂a tak cicho, 偶e pochowano j膮 w obecno艣ci tylko jej m臋偶a i kilku jego kumpli. Po pogrzebie wyprowadzi艂 si臋 z ich mieszkania i jak ludzie m贸wili, przesta艂 pi膰 i wzi膮艂 si臋 w gar艣膰, gdy偶 na jego drodze stan臋艂a nowa, du偶o m艂odsza mi艂o艣膰, kt贸ra mia艂a nie艣lubne, czteroletnie dziecko. Mieszka艂a w niewielkim domu na wsi i tam pan W艂adek si臋 zakotwiczy艂 i pokocha艂 jak swoje, dziecko nowej mi艂o艣ci. Ludzie szepcz膮, 偶e to nie jest ten sam cz艂owiek!

Nie wolno lekcewa偶y膰 pierwszych symptom贸w depresji!

Jadwiga siedzia艂a w fotelu i ukry艂a w trz臋s膮cych si臋 d艂oniach swoj膮 zap艂akan膮 twarz. Nie mog艂a ju偶 tego wszystkiego znie艣膰, a wydawa艂o si臋 jej, 偶e zrobi艂a ju偶 wszystko dla swojej jedynej c贸rki, kt贸r膮 kocha艂a nad 偶ycie. Ratuje j膮 wraz z lekarzami od roku i nie ma 偶adnych efekt贸w.

Monika le偶a艂a od roku 聽w 艂贸偶ku z przerwami na toalet臋 i wymuszone posi艂ki, bo na nic wi臋cej nie mia艂a si艂y. Opu艣ci艂a j膮 偶yciowa energia z dnia na dzie艅 i niczego takiego si臋 nie spodziewa艂a. Zawsze energiczna i pe艂na pomys艂贸w na 偶ycie, usiad艂a po pracy pewnego dnia i wylecia艂o z niej powietrze. Nagle wyda艂o si臋 jej, 偶e to co robi i jak 偶yje jest bez sensu.

Monika by艂a zawsze ambitna. W szkole podstawowej dostawa艂a 艣wiadectwa z czerwonym paskiem, a potem w szkole 艣redniej nie mia艂a sobie r贸wnych w wygrywaniu wszystkich olimpiad. By艂a dum膮 dla nauczycieli, jako wyj膮tkowo zdolna uczennica. Zdoby艂a wiele nagr贸d i dyplom贸w i zosta艂a przyj臋ta bez egzaminu na studia, kt贸re uko艅czy艂a z wyr贸偶nieniem. By艂a pani膮 architekt i ze znalezieniem pracy nie mia艂a 偶adnego problemu. Od razu przyj臋to j膮 do korporacji, w kt贸rej dosta艂a stanowisko w obrocie nieruchomo艣ciami i przystosowaniem ich do sprzeda偶y. Remontowa艂a te mieszkania i urz膮dza艂a, aby potem je sprzeda膰 po intratnej cenie. By艂a bardzo dobra w tym, co robi i zbiera艂a wiele pochwa艂 od szefa, kt贸ry by艂 bardzo wymagaj膮cy, ale wci膮偶 stawia艂 przed ni膮 coraz wy偶sz膮 poprzeczk臋, a ona stara艂a si臋 robi膰 tak, aby swojego szefa zadowoli膰. Pracowa艂a po dwana艣cie godzin dziennie, bez wytchnienia z wyrywanymi chwilami na szybk膮 kaw臋 i z艂apanie oddechu. 殴le si臋 od偶ywia艂a przez kilka lat, bo jad艂a w biegu i ma艂o odpoczywa艂a. Kiedy mia艂a chwil臋 na odpoczynek, to i tak wci膮偶 my艣la艂a o pracy i wpad艂a w taki stan, 偶e przesta艂a umie膰 w ko艅cu odpoczywa膰.

Kilka razy mia艂a okazj臋 na mi艂o艣膰, poniewa偶 podoba艂a si臋 p艂ci przeciwnej, ale odk艂ada艂a takie uczucia na p贸藕niej. Mo偶e kiedy艣 b臋dzie mia艂a czas na to 聽– nie teraz! Musi si臋 wyrobi膰 i nadrobi膰, bo tego oczekuje od niej kierownictwo zak艂adu, a ona mia艂a we krwi, aby nie zawodzi膰 i by膰 zawsze najlepsz膮.

Nadszed艂 ten dzie艅, 偶e si臋 nie poznawa艂a. Dozna艂a ogromnego uczucia pustki i osamotnienia. Nagle wch艂on臋艂a j膮 czarna dziura, w kt贸rej zobaczy艂a ciemny i niesko艅czony tunel nie widz膮c w nim promienia 艣wiat艂a. Ze strachu nie widzia艂a jak si臋 z tego wydosta膰.

Posz艂a na drugi dzie艅 do pracy, do kt贸rej z ledwo艣ci膮 si臋 przyszykowa艂a. Nie mia艂a si艂y na poranny prysznic i makija偶. Zrobi艂a to jakby w jej ciele by艂a zupe艂nie inna istota. Jakby kto艣 inny namydla艂 jej cia艂o i wk艂ada艂 na nie ubrania. By艂a poza tymi czynno艣ciami, wykonywanymi nie jej r臋koma i nie jej 艣wiadomo艣ci膮 swoich ruch贸w i czynno艣ci.

W pracy poczu艂a, 偶e r臋ce jej dr偶膮, serce chce wylecie膰 z piersi, a ludzie j膮 otaczaj膮cy s膮 jacy艣 obcy i jej nie znani. Poczu艂a si臋 jak w obcym miejscu, bo to nie by艂 jej komputer i jej pok贸j pracy. Przesta艂y dociera膰 do niej wszelkie bod藕ce i nie widzia艂a kiedy zemdla艂a.

Znalaz艂a si臋 na pogotowiu i pierwsza diagnoza brzmia艂a – przem臋czenie i stres. Dosta艂a leki wzmacniaj膮ce i jakie艣 proszki na uspokojenie. Lekarz kaza艂 jej odpocz膮膰 聽dwa tygodnie na nic nie robieniu. Mia艂a odpoczywa膰, du偶o spacerowa膰 i dobrze si臋 od偶ywia膰. M贸wi艂, 偶e powinna wyjecha膰 gdzie艣, najlepiej nad morze by z艂apa膰 dobr膮 energi臋 z szumi膮cego morza i wdychania najwi臋kszej dawki jodu.

Na zwolnieniu lekarskim bra艂a lekarstwa, a proszki na uspokojenie j膮 tylko usypia艂y, a wi臋c spa艂a dzie艅 i noc, pozostawiwszy ca艂e t臋tni膮ce 偶ycie za oknem, kt贸re by艂o szczelnie zas艂oni臋te. Nie mia艂a ochoty wychyla膰 nosa do dawnego 艣wiata. Ba艂a si臋 przebudze艅, ku zmartwieniu swojej mamy, kt贸ra otacza艂a j膮 trosk膮, ale Monika nie chcia艂a 偶adnej pomocy. Odrzuca艂a matk臋 i zamyka艂a przed ni膮 drzwi. Chcia艂a by膰 sama ze swoim strachem, kt贸ry zaw艂adn膮艂 j膮 w ca艂o艣ci. Ca艂e cia艂o by艂o zdr臋twia艂e i czu艂a b贸l ka偶dej swojej kosteczki. Przejmuj膮cy b贸l duszy m贸wi艂 jej, 偶e wszystko, co robi艂a do tej pory by艂o bez sensu i kompletnie przesta艂o j膮 interesowa膰.

Gdzie i kim ja jestem – my艣la艂a w oszala艂ych my艣lach i mia艂a wra偶enie, 偶e chyba zwariowa艂a, nie mog膮c posk艂ada膰 my艣li i ich poskromi膰. Mia艂a tysi膮c my艣li na minut臋 i by艂y tak popl膮tane, 偶e ju偶 nie rozr贸偶nia艂a, kt贸re s膮 racjonalne, a kt贸re j膮 obezw艂adniaj膮. Czu艂a si臋 tak 藕le, 偶e nie chcia艂a aby ktokolwiek j膮 odwiedza艂, kiedy jej twarz skr臋ca艂a si臋 z b贸lu duszy, a cia艂o by艂o niew艂adne i nie s艂ucha艂o 偶adnych przeb艂ysk贸w, 偶e tak nie mo偶na 偶y膰!

Jadwiga szuka艂a dla c贸rki najlepszych lekarzy, a wi臋c ka偶da kolejna wizyta u psychiatry i kolejne leki, coraz nowszej generacji w nadziei, 偶e Monika w ko艅cu stanie na nogi. Koleje terapie i kolejne spotkania z psychologiem nie dawa艂y po偶膮danych oczekiwa艅, a lekarze rozk艂adali r臋ce i kazali czeka膰, a偶 leki zadzia艂aj膮 i uwolni膮 Monik臋 od wyj膮tkowo paskudnej depresji.

Przysz艂a pi臋kna jesie艅 ze wszystkimi swoimi kolorami i Monika rzuci艂a okiem na te barwne drzewa za jej oknem. Dawno si臋 tak nie zachwyci艂a. Chcia艂a by膰 bli偶ej tego widoku i zapragn臋艂a wyj艣膰 do parku i nasyci膰 oczy tymi barwami. Je艣li pojawi艂 si臋 taki impuls, jedyny od wielu miesi臋cy, postawi艂a go wykorzysta膰. Za艂o偶y艂a ciemne okulary i wysz艂a z domu w kierunku du偶ego parku w 艣rodku miasta. Po drodze postanowi艂a w akcie odwagi kupi膰 now膮 parti臋 lek贸w, aby odci膮偶y膰 matk臋. 聽Potem chcia艂a jak najszybciej dotrze膰 do parku. Chcia艂a, aby nie widzieli jej ludzie, aby by艂o ich jak najmniej na jej drodze, a wi臋c w wielkim strachu i pop艂ochu mija艂a ich i zauwa偶y艂a, 偶e si臋 ich boi. Boi si臋 ludzi i j膮 denerwuj膮, bo z pewno艣ci膮 widz膮, 偶e jest chora psychicznie i si臋 z niej 艣miej膮. Mia艂a wra偶enie, 偶e pukaj膮 si臋 w g艂ow臋 i kiwaj膮 g艂owami z politowaniem na jej widok.

W parku wzi臋艂a wszystkie lekarstwa jakie wykupi艂a w aptece. Nie mia艂a si艂y i nie chcia艂a ju偶 tak 偶y膰. Usiad艂a na ustronnej 艂awce, tak aby nikt jej nie zauwa偶y艂 i zasn臋艂a spokojnym snem bez b贸lu i cierpienia.

Kto艣 wezwa艂 karetk臋, ale by艂o ju偶 na p贸藕no!

Kiedy m臋偶czyzna skopie 偶ycie kobiety!

Ju偶 by艂a wolna. Sprawa rozwodowa kosztowa艂a j膮 wiele nerw贸w, poniewa偶 wytoczy艂 przeciw niej najci臋偶sze dzia艂a. M贸wi艂 na kolejnych sprawach, 偶e by艂a niegospodarna i 藕le wychowywa艂a ich dzieci. M贸wi艂, 偶e w 艂贸偶ku by艂a do niczego, co spowodowa艂o, 偶e ich po偶ycie seksualne mo偶na w艂o偶y膰 mi臋dzy bajki. Sypa艂 zmy艣lonymi przyk艂adami, oczerniaj膮c j膮 w obliczu s膮du, a wszystko mia艂 to spisane na kartkach, aby czego艣 nie pomin膮膰.

Zosta艂a w s膮dzie zbrukana i 聽na ka偶dej sprawie nie potrafi艂a powstrzyma膰 艂ez, bo przecie偶 byli ze sob膮 25 lat, a kiedy dowiedzia艂a si臋, 偶e j膮 zdradza z m艂odszym modelem, to ona za艂o偶y艂a mu spraw臋 rozwodow膮, wiedz膮c, 偶e nigdy mu tej zdrady nie wybaczy. A teraz, wszystko obr贸ci艂o si臋 przeciwko niej, bo cz艂owiek, z kt贸rym 偶y艂a okaza艂 si臋 draniem bez klasy i by艂 got贸w zmiesza膰 j膮 z b艂otem i wykr臋ci膰 jak brudn膮 艣cierk臋. Tyle by艂y warte te wszystkie zmarnowane lata, 偶e walczy艂 jak lew, by po rozwodzie zostawi膰 j膮 ze 艣wiadomo艣ci膮 ca艂kowitej winy za rozpad ich ma艂偶e艅stwa.

By艂a wolna, ale nie mog艂a si臋 pozbiera膰 po tym cyrku, jaki jej zafundowa艂. Wyprowadzi艂 si臋 do tamtej, zabieraj膮c najwarto艣ciowsze rzeczy z ich mieszkania. Zostawi艂 szaf臋, 艂贸偶ko do spania i st贸艂 z krzes艂ami. Zabra艂 telewizor, pralk臋, lod贸wk臋, uwa偶aj膮c, 偶e robi jej nied藕wiedzi膮 przys艂ug臋, bo spa膰 b臋dzie mia艂a na czym. Nie mia艂a si艂y protestowa膰!

Dzieci rozes艂ane po szko艂ach, bardzo si臋 o ni膮 martwi艂y. Dzwoni艂y i wspiera艂y duchowo, ale jej by艂o 藕le w tych czterech 艣cianach i nie mia艂a si艂y, aby zacz膮膰 偶y膰 na nowo i si臋 pozbiera膰. Le偶a艂a ca艂e dnie z wbitym wzrokiem w sufit. Le偶a艂a i nie mog艂a swoim umys艂em ogarn膮膰 swojego, zmarnowanego 偶ycia. Opu艣ci艂y j膮 si艂y i mimo rocznego urlopu zdrowotnego nie potrafi艂a odnale藕膰 si臋 w sytuacji bez wyj艣cia, bo m臋偶czyzna, kt贸remu niegdy艣 ufa艂a, wycisn膮 z niej sok jak z cytryny. By艂o jej ci臋偶ko i wpad艂a w depresj臋, przestaj膮c ca艂kowicie interesowa膰 si臋 艣wiatem. Zastyg艂a w tym b贸lu i nie odbiera艂a 偶adnych telefon贸w – od dzieci te偶.

Pewnego dnia przyjecha艂a jej c贸rka i si艂膮 zaprowadzi艂a do psychiatry. Nie mog艂a d艂u偶ej patrzy膰, jak jej matka pogr膮偶a si臋 w b贸lu i tonie emocjonalnie w swojej rozpaczy.

Lekarz zapisa艂 leki, kt贸re mia艂y j膮 uwolni膰 od b贸lu, a tak偶e w rozmowie z c贸rk膮, zasugerowa艂, 偶e konieczna b臋dzie psychoterapia, przynajmniej p贸艂 roczna. Napisa艂 zlecenie o przyj臋cie swojej pacjentki do o艣rodka leczenia depresji i zaburze艅 nerwicowych.

Bra艂a leki i spa艂a. Wstawa艂a tylko, by si臋 umy膰 i co艣 od niechcenia zje艣膰 i tak wygl膮da艂y jej kolejne dni. Wci膮偶 oderwana od 艣wiata, nie mia艂a bladego poj臋cia, co si臋 na tym 艣wiecie dzieje. Nie odbiera艂a telefon贸w od kole偶anek z pracy, kt贸re si臋 o ni膮 szczerze martwi艂y, bo znikn臋艂a w swojej nico艣ci, a wi臋c wci膮偶 by艂o z ni膮 藕le. Leki tylko j膮 otumania艂y i przesypia艂a ca艂e dnie, a noc膮 mia艂a koszmary z przesz艂ego 偶ycia. Wci膮偶 nie mog艂a si臋 pogodzi膰 z tym, jak sko艅czy艂o si臋 jej ma艂偶e艅stwo – co za wstyd i nies艂awa – my艣la艂a.

Ale obudzi艂a si臋 pewnego poranka i powiedzia艂a sobie, 偶e ma do艣膰 takiego 偶ycia. Musi si臋 podnie艣膰 i odnale藕膰. Spakowa艂a walizk臋 i wsiad艂a do autobusu, kt贸ry zawi贸z艂 j膮 do szpitala.

Po rozmowie z lekarzem i niezb臋dnym wywiadzie, otrzyma艂a pok贸j jednoosobowy i grafik z codziennymi zaj臋ciami. Wesz艂a do przyjemnego pokoju i rozpakowa艂a rzeczy, a tak偶e zmieni艂a ubranie na wygodny dres. Nie wiedzia艂a, co j膮 tutaj b臋dzie czeka艂o i by艂a pe艂na obaw na nowych ludzi, kt贸rych min臋艂a na korytarzu. Siedzieli te偶 w salonie, ogl膮daj膮c telewizj臋, a gdzie艣 w k膮cie, kto艣 uk艂ada艂 samotnie puzzle, By艂o cicho i spokojnie.

Na drugi dzie艅 zaprowadzono j膮 na psychoterapi臋, kt贸ra mia艂a za zadanie wyspowiadanie si臋 z tego, co boli. Grupa by艂a mieszana i do艣膰 liczna. Siedz膮ce w okr臋gu osoby by艂y w jej wieku, co troch臋 j膮 uspokoi艂o i ciekawa by艂a tego, dlaczego oni tu s膮 i co ich tu przywiod艂o. Jakie mieli problemy – 聽ci ludzie w wieku 50+?

Zosta艂a poproszona o z艂o偶enie przysi臋gi, 偶e wszystko, co us艂yszy w tym gronie, powinna zachowa膰 tylko dla siebie,a wi臋c z艂o偶y艂a tak膮 klauzul臋 lojalno艣ci wobec grupy i zostawiono j膮 w spokoju, bo na tym spotkaniu opowiada艂 o sobie Ryszard.聽

Ryszard d艂ugo opowiada艂 o tym, 偶e po 艣mierci swojej 偶ony, kt贸ra zmar艂a na raka, nie potrafi si臋 podnie艣膰 i pogodzi膰 z jej odej艣ciem. Opowiada艂 o pustym domu i strachu przed samotno艣ci膮, a wi臋c grupa go wspiera艂a i wywi膮za艂a si臋 dyskusja, kt贸ra j膮 odci膮gn臋艂a my艣lami od swoich spraw. Poczu艂a si臋 pewniej i ju偶 wiedzia艂a na czym owa psychoterapia b臋dzie polega艂a.

Jej leczenie by艂o przewidziane na p贸艂 roku, ale czas szybko mija艂, gdy偶 do po艂udnia odbywa艂y si臋 liczne zaj臋cia i spotkania ze specjalistami, a popo艂udnia sp臋dza艂a przewa偶nie w swoim pokoju. Nie mia艂a 艣mia艂o艣ci wej艣膰 w jak膮艣 grup臋 ludzi si臋 znaj膮cych, bo zawsze cechowa艂a j膮 nie艣mia艂o艣膰. Je艣li wychodzi艂a, to spacerowa艂a sama po przyszpitalnym parku i rozmy艣la艂a o tym, co to leczenie jej da.

Przyszed艂 dzie艅, 偶e poproszono j膮 na terapii, aby opowiedzia艂a o sobie, a wi臋c nie mia艂a wyj艣cia i ze 艂zami w oczach opowiedzia艂a jak posypa艂o si臋 jej ma艂偶e艅stwo. Opowiada艂a niech臋tnie, ale taki jest wym贸g tego leczenia i musia艂a si臋 zastosowa膰. Nie chcia艂a stroi膰 foch贸w, 偶e nie b臋dzie si臋 obcym zwierza艂a.

Po艣wi臋cono jej w grupie bardzo du偶o czasu, a dyskusje by艂y bardzo 偶arliwe, bo zahaczaj膮ce o temat zdrady i klasy przy rozstaniach. Grupa da艂a jej du偶膮 dawk臋 wsparcia i z dnia na dzie艅 czu艂a si臋 silniejsza i bardziej rozumia艂a siebie. Dowiedzia艂a si臋, 偶e mia艂a prawo si臋 za艂ama膰, ale musi si臋 teraz otrz膮sn膮膰 i 偶y膰 dalej.

Nie 偶a艂owa艂a, 偶e zdecydowa艂a si臋 na przyjazd do szpitala, cho膰 na pocz膮tku mia艂a wra偶enie, 偶e to b臋dzie zmarnowany czas. Terapia by艂a jej potrzebna, bo powoli uwalnia艂a si臋 od z艂ych emocji i pogodzi艂a si臋 z tym, 偶e 偶y艂a tyle lat z obcym sobie cz艂owiekiem.聽

Terapia sprawi艂a, 偶e otworzy艂a si臋 na ludzi i kiedy jej grupa spotyka艂a si臋 po zaj臋ciach, ch臋tnie do nich do艂膮czy艂a, bo czu艂a si臋 z nimi dobrze i bezpiecznie. Ta grupa bardzo j膮 wzmocni艂a i uwolni艂a z poczucia winy.

Ryszard cz臋sto siada艂 obok niej i ch臋tnie razem pili porann膮 kaw臋. Jeszcze przed zaj臋ciami, w szlafrokach wszyscy szli na sto艂贸wk臋 rozbi膰 sobie porann膮 kaw臋, rozczochrani po nocy, w kapciach i nikomu to nie przeszkadza艂o. Oddzia艂 sta艂 si臋 ich drugim domem i cz臋sto by艂o gwarnie i weso艂o. Du偶o rozmawiali, albo kto艣 siada艂 do pianina, a pozostali 艣piewali, albo ta艅czyli. Grupa ros艂a w si艂臋 i z dnia na dzie艅 si臋 scala艂a i wzmacnia艂a – wolna od plotek i niesnasek.

Czu艂a, 偶e powzi臋艂a bardzo dobr膮 decyzj臋, decyduj膮c si臋 na to leczenie. Ryszard zabiera艂 j膮 na spacery, kt贸re bardzo j膮 cieszy艂y, bo w艂a艣nie budzi艂a si臋 wiosna, a ona nie czu艂a si臋 taka sama. Delikatnie szuka艂 je d艂oni, kiedy siedzieli na 艂awce przy rzece. Mia艂 taki delikatny i czu艂y g艂os i bardzo lubi艂a go s艂ucha膰. Czu艂a si臋 w jego towarzystwie bardzo bezpiecznie i jego towarzystwo sprawia艂o jej przyjemno艣膰.

Nasta艂a pewna noc i kiedy oddzia艂 ca艂kowicie zasn膮艂, us艂ysza艂a, 偶e kto艣 wszed艂 do jej pokoju i delikatnie wsun膮艂 si臋 pod jej ko艂dr臋. Tylko pragn臋 ci臋 przytuli膰 – us艂ysza艂a szept Ryszarda. Zgodzi艂a si臋 i sama wtopi艂a si臋 w jego oddech. By艂o jej tak dobrze.

Na drugi dzie艅 zosta艂a wezwana do ordynatora, kt贸ry kaza艂 jej si臋 spakowa膰 i opu艣ci膰 szpital, gdy偶 z艂ama艂a obowi膮zuj膮cy regulamin, bo przyj臋艂a m臋偶czyzn臋 do swojego pokoju, co jest kategorycznie zabronione. Ryszard nie otrzyma艂 偶adnego upomnienia i m贸g艂 kontynuowa膰 leczenie, ale ju偶 be z niej.聽

By艂o jej tak przykro, bo do ordynatora nie trafi艂y 偶adne t艂umaczenia, 偶e to tylko by艂a niewinna ch臋膰 pobycia z drugim cz艂owiekiem i do niczego nie dosz艂o, ale ordynator s艂ucha膰 jej nie chcia艂.

Wr贸ci艂a do domu, ale na tyle silniejsza, 偶e ta sytuacja jej nie z艂ama艂a. Nauczono j膮, 偶e musi o siebie dba膰 i walczy膰, a tym bardziej, 偶e zn贸w j膮 pos膮dzono za niewinno艣膰. M膮偶 by艂y j膮 oczerni艂, a tak偶e szpital, a wi臋c drugi raz jej nikt nie z艂amie, co to, to nie!

Nie zd膮偶y艂a si臋 jeszcze rozpakowa膰, kiedy us艂ysza艂a dzwonek do drzwi. Otworzy艂a zdziwiona, a w drzwiach sta艂 Ryszard z baga偶em i spyta艂, czy mo偶e doko艅czy膰 to przerwane przytulanie?

Wyjecha艂a z Ryszardem do jego miejscowo艣ci, zostawiaj膮c za sob膮 z艂膮 przesz艂o艣膰, z dala o z艂ego m臋偶a i przykrych wspomnie艅 i s膮 ju偶 razem – bardzo szcz臋艣liwi. 馃檪