Archiwa tagu: opowie艣膰

Ka偶dy ma prawo 偶y膰 jak chce!

Dokument ten realizuje Kimi Werner, mistrzyni 艂owiectwa podwodnego i zg艂臋bia tajniki 偶ycia z dala od cywilizacji. W nowym filmie odwiedza kobiet臋, kt贸ra wie, 偶e mniej znaczy wi臋cej. Jej rozm贸wczyni radzi sobie bez d贸br materialnych i nowinek technologicznych. Jest ambasadork膮 prostego 偶ycia blisko natury.

To jest bohaterka tego odcinka i tu przepraszam, 偶e nie zapami臋ta艂am jej imienia, bo zawsze mam problem z聽 zapami臋taniem imienia brzmi膮cego w innym j臋zyku. Przyznaj臋 si臋, 偶e to jest moja wada!

Powy偶sze zdj臋cie zrobi艂am z telewizora, bo w sieci nie ma jeszcze wzmianek o tym dokumencie, kt贸ry zaciekawia.

Nazwijmy pani膮 ze zdj臋cia wi臋c Doris!

Je艣li dobrze policzy艂am, to w chwili odwiedzin reporterki Doris ma ponad 60-tk臋.

A dlaczego tak licz臋, ano dlatego, 偶e Doris opu艣ci艂a wielkie miasto, kt贸rego nie lubi艂a w wieku 19 lat, a w lesie mieszka ponad 40 lat.

Dokument jest 艣wie偶y, a wi臋c Doris jest ju偶 seniork膮.

Doris wyjecha艂a ze swojego rodzinnego miasta w wieku 19 lat, bo zawsze j膮 poci膮ga艂o 偶ycie inne ni偶 wszystkich.

Od zawsze czu艂a si臋 pustelnic膮 i koniecznie chcia艂a tak 偶y膰 jak jej podpowiada艂a jej dusza.

Denerwowa艂 j膮 zgie艂k na ulicach i du偶o ludzi, a wi臋c wyjecha艂a do lasu i ponownie przepraszam, 偶e nie pami臋tam jaka to cz臋艣膰 globu, bo nie ogl膮da艂am od pocz膮tku tego dokumentu.

W tym lesie o bardzo wysokich drzewach mo偶na wnioskowa膰, 偶e mog艂aby to by膰 kraina o wiecznie ciep艂ym klimacie.

Nie wa偶ne, ale Doris w tym lesie pobudowa艂a zupe艂nie sama, swoj膮 chatk臋 z drzewa i wyposa偶y艂a j膮 tak偶e samodzielnie w sprz臋ty potrzebne jej do 偶ycia.

W chatce jest mas臋 p贸艂ek z ksi膮偶kami i s膮 to przewa偶nie poradniki dotycz膮ce uprawy ro艣lin, a tak偶e jak zajmowa膰 si臋 zwierz臋tami.

Na p贸lkach stoj臋 przetwory w s艂oikach.

呕yje w otoczeniu k贸z, kur, g臋si i kaczek. Ma par臋 ps贸w i co ciekawe – dwa konie, kt贸re pomagaj膮 jej w transporcie drzewa potrzebnego do palenia w piecu.

Wod臋 do chatki dostarcza jej ko艂o wodne zamontowane na krystalicznie czystej rzece obok chatki.

Doris jest samowystarczalna, bo uprawia warzywa, owoce, cytrusy i jest w stanie to wszystko przerobi膰.

Dokumentalistka mieszka艂a z Doris jaki艣 czas i dok艂adnie si臋 przyjrza艂a jej 偶yciu, pomagaj膮c w wielu bardzo trudnych zaj臋ciach. Zaprzyja藕ni艂y si臋 bardzo.

Doris ma malutk膮 powierzchni臋 s艂onecznych baterii i tym sposobem ma pr膮d, a od niedawna korzysta z Internetu i kiedy czego艣 potrzebuje od cywilizacji, to Internet jej w tym pomaga.

Kiedy jab艂ka obrodz膮, to je przerabia na sok jab艂kowy wchodz膮c na specjaln膮 maszyn臋 i kr臋ci peda艂ami, bo nie mo偶e sobie pozwoli膰 na sokowir贸wk臋, kt贸ra poch艂ania za du偶o pr膮du.

Doloris nie ma telewizora, gdy偶 od rana do wieczora jest piekielnie zaj臋ta swoimi sprawami, ale trzeba przyzna膰, 偶e staruszka jest szcz臋艣liwa z powodu, i偶 takie sobie 偶ycie wybra艂a.

Sp臋dzi艂a w tym lesie 40 lat i tylko raz by艂a przera偶ona, kiedy wybra艂a si臋 na wycieczk臋 do lasu i skr臋ci艂a sobie kolano.

B贸l by艂 straszny, ale sama to kolano sobie nastawi艂a.

My ludzie na ziemi jeste艣my tacy r贸偶ni, bo jedni marz膮 o za艂o偶eniu rodziny i o dzieciach.

Inni wol膮 by膰 singlami, a jeszcze inni 偶yj膮 w konkubinacie i wszystkie wybory nale偶y chyba szanowa膰.

Ja mia艂am w przesz艂o艣ci tak膮 swoj膮 pustelni臋, ale wytrzymywa艂am w niej tylko weekend.

Pali艂am tam drzewem, pi艂owa艂am drzewo do pieca.

Chodzi艂am do lasu zbiera膰 grzyby, ale zawsze ch臋tnie wraca艂am do domu, kiedy na艂adowa艂am akumulatory po stresuj膮cej pracy!

Kto z Was by chcia艂 prze偶y膰 swoje 偶ycie w lesie ca艂e swoje 偶ycie?

 

Nie mia艂a pieni臋dzy dla ksi臋dza

聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽

Iwonka i Janek poznali si臋 w Domu Dziecka. Mieli po pi臋tna艣cie lat, kiedy poczuli, 偶e si臋 w sobie zakochuj膮 i pragn膮 sp臋dza膰 ze sob膮 ka偶d膮, woln膮 chwil臋. Iwonka nie pami臋ta艂a swoich rodzic贸w, gdy偶 oddali j膮 zaraz po urodzeniu i nie chcieli si臋 ni膮 nigdy zajmowa膰. Iwonka urodzi艂a si臋 z defektem i skazana by艂a na w贸zek przez ca艂e swoje 偶ycie i mo偶e dlatego rodzice j膮 od siebie odepchn臋li.

Janek pami臋ta swoich rodzic贸w jak przez mg艂臋 i wspomina, 偶e jego rodzice pili du偶o alkoholu i w domu by艂y wieczne libacje i awantury. Chcia艂by to wymaza膰 z pami臋ci, ale nie zawsze si臋 da艂o, a zw艂aszcza w chwilach kiedy t臋skni艂 za normalnym domem z mam膮 i tat膮. Zabrali go do domu dziecka kiedy mia艂 pi臋膰 lat i nigdy nie zanosi艂o si臋 na to, 偶e rodzice kiedy艣 sobie o nim przypomn膮,

Iwonka i Janek byli w jednym wieku i kiedy przyszed艂 czas na opuszczenie domu dziecka, postanowili zamieszka膰 razem w niewielkim mieszkanku za niewielkie pieni膮dze. Nie by艂o ich sta膰 na wiele, ale si臋 kochali i wiedzieli, 偶e jako艣 powoli b臋dzie si臋 im 偶y艂o coraz lepiej. Ale na razie dorabiali si臋 od jednej 艂y偶ki i talerza, bo nie mogli liczy膰 na 偶adn膮 pomoc.

Mija艂y lata i Iwonka urodzi艂a 艣liczn膮, zdrow膮 c贸reczk臋 – tak膮 s艂odk膮 i wyczekiwan膮 przez obojga. Cieszyli si臋, 偶e mimo, i偶 Iwonka by艂a na w贸zku, to wspaniale sobie radzi艂a ze wszystkimi czynno艣ciami jakie trzeba robi膰 przy dziecku, a Janek w tym czasie du偶o pracowa艂 na budowie i bra艂 dodatkowe prace. Chcia艂 zapewni膰 swoim kochanym dziewczynom coraz lepszy byt. Pragn膮, zarobi膰 na wi臋ksze mieszkanie, na now膮 lod贸wk臋 i meble, a tak偶e na zabawki dla swojej c贸reczki. Kocha艂 偶on臋 i kocha艂 swoje dziecko i przysi臋ga艂 sobie, 偶e nigdy nie doprowadzi do takiej sytuacji, 偶e jego dziecko by艂oby nieszcz臋艣liwe, bo ma z艂ych rodzic贸w. Dosta艂 ogromn膮 szko艂臋 偶ycia i wiedzia艂, 偶e tylko ci臋偶k膮 prac膮 mo偶e do czego艣 doj艣膰.

Jan nie mia艂 wiele czasu dla rodziny i jedyn膮 niedziel臋 jak膮 mia艂 dla 偶ony i c贸rki rozpoczynali od wsp贸lnego 艣niadania, a potem obowi膮zkowo wychodzili do ko艣cio艂a. Wierzyli oboje w Boga i zaszczepiali j膮 w swojemu dziecku, aby w ka偶dej z艂ej chwili, mogli modlitw膮 zwr贸ci膰 si臋 do najwy偶szego, bo przecie偶 nie mieli nikogo opr贸cz siebie i Pana Boga.

Zacz臋艂o im si臋 coraz lepiej uk艂ada膰 finansowo i Janek postanowi艂 kupi膰 swojej 偶onie komputer, gdy偶 z racji jej u艂omno艣ci nie mia艂a szerokich kontakt贸w towarzyskich i chcia艂, aby okienko komputera by艂o dla niej tak膮 namiastk膮 i oknem na 艣wiat.

Iwona szybko nauczy艂a si臋 obs艂ugi komputera i faktycznie szybko si臋 po艂apa艂a jak nawi膮za膰 kontakty z innymi lud藕mi, kt贸rzy mieli podobne k艂opoty ze zdrowiem, a wi臋c trafi艂a na forum ludzi z inwalidztwem, skazanych na samotno艣膰. Zawar艂a wiele znajomo艣ci wirtualnych i by艂a szcz臋艣liwa z tym swoim wirtualnym 艣wiecie, ale nie zaniedbywa艂a swojej c贸reczki. Zawsze mia艂a dla niej czas, bo by艂a troskliw膮 matk膮, pe艂n膮 mi艂o艣ci do swojego dziecka, zawsze oddana.

Zbli偶a艂y si臋 艣wi臋ta Bo偶ego Narodzenia i Janek chcia艂 zabra膰 swoje kobiety do pi臋knego o艣rodka wypoczynkowego, takiego z basenem i innymi atrakcjami. Z艂o偶y艂 rezerwacj臋 przez Internet i przela艂 prawie ostatnie swoje oszcz臋dno艣ci, aby tylko sp臋dzi膰 czas 艣wi膮teczny inaczej. Bardzo si臋 cieszy艂, 偶e to b臋dzie ich wsp贸lny czas sp臋dzony w innym otoczeniu i warunkach, a Iwona pakowa艂a powoli 聽rodzin臋 na ten wsp贸lny, wymarzony wyjazd.

Janek do ostatniego dnia przed wyjazdem pracowa艂 na budowie, ale Iwona by艂a jaka艣 poddenerwowana tego dnia. Jakby co艣 przeczuwa艂a, 偶e wydarzy si臋 co艣 strasznego. Nie wiedzia艂a sk膮d u niej pojawi艂 si臋 taki stan, tu偶 przed wyjazdem.

Zadzwoni艂 telefon i us艂ysza艂a smutny g艂os kolegi Janka, 偶e wydarzy艂 si臋 tragiczny w skutkach wypadek, gdy偶 nie wiadomo jak to si臋 sta艂o, ale Janek wpad艂 pod ci臋偶ar贸wk臋, kt贸ra wgniot艂a go w 艣cian臋 budynku i zgin膮艂 na miejscu. Powiedzia艂, 偶e 聽nie by艂a to wina kierowcy i nikt nie mo偶e sobie wyt艂umaczy膰 dlaczego jej m膮偶 znalaz艂 si臋 w tym miejscu. Co艣 przegapi艂, a mo偶e si臋 spieszy艂, 聽a Iwonie telefon wypad艂 z r臋ki.

Pogrzeb zorganizowa艂 zak艂ad pracy Janka, a ona musia艂a si臋 szybko pozbiera膰, bo przecie偶 mia艂a c贸reczk臋, kt贸rej nie wiedzia艂a jak powiedzie膰, 偶e taty ju偶 z nimi nie b臋dzie. Rozpacz rozsadza艂a j膮 od 艣rodka, ale musia艂a by膰 twarda jak ska艂a i chcia艂a jako艣 dalej 偶y膰 – dla dziecka.

Min膮艂 miesi膮c od wypadku, a jej dodatkowo zacz臋艂o brakowa膰 pieni臋dzy. Uszczuplony bud偶et, o 艣wi膮teczn膮 rezerwacj臋 do o艣rodka, kt贸rej nie odm贸wi艂a i pieni膮dze przepad艂y. Trzeba by艂o op艂aci膰 czynsz i inne rachunki i Iwona ogl膮da艂a ka偶dy banknot kilka razy, zanim go wyda艂a, a dziecku przecie偶 je艣膰 musia艂a da膰. Pomoc spo艂eczna przydzieli艂a jej ma艂e wsparcie i na szcz臋艣cie, bo przysz艂oby im g艂odowa膰.

Przyszed艂 czas kol臋d, a Iwona tak bardzo wstydzi艂a si臋 swojej biedy. Nie godzi艂o si臋 przyj膮膰 ksi臋dza i nie mie膰 co w艂o偶y膰 do koperty dla niego i dlatego postanowi艂a, 偶e tego roku nie przyjmie ksi臋dza, cho膰 bardzo nad tym ubolewa艂a. Powiedzia艂a c贸reczce, 偶e gdy kto艣 zapuka do drzwi, ta ma by膰 cichutko jak myszka i ma nie otwiera膰 nikomu, ale malutka zapomnia艂a i kiedy rozleg艂o si臋 pukanie, ochoczo pobieg艂a do drzwi.

Ksi膮dz przyszed艂 i po艣wi臋ci艂 jej smutny dom i powiedzia艂 kilka ciep艂ych s艂贸w, ale bardzo si臋 zdenerwowa艂, kiedy Ilona oznajmi艂a, 偶e nie ma tym razem koperty, gdy偶 wi膮偶e ledwie koniec z ko艅cem.

Ksi膮dz si臋 zdenerwowa艂 i powiedzia艂 jej, 偶e nast臋pnym razem ma od progu go poinformowa膰, 偶e nie ma czym przyj膮膰 ksi臋dza, a on potrzebuje pieni臋dzy na remont ko艣cio艂a, a tak jest to strata czasu dla niego!

Iwona zaniem贸wi艂a i przysi臋g艂a sobie, 偶e ju偶 nigdy do ko艣cio艂a nie trafi, cho膰by nie wiadomo co si臋 dzia艂o, a wi臋c tak ksi膮dz os艂abi艂 w niej jej wypiel臋gnowan膮 wiar臋 i jednym momencie postanowi艂a, 偶e c贸rka b臋dzie chodzi艂a do ko艣cio艂a, bo tego jej zabroni膰 nie mo偶e, ale ona ju偶 nigdy.

To by艂 dla Iwony zimny kube艂 wody wylany na jej biedn膮 g艂ow臋. Nie mo偶e dopu艣ci膰 do podobnej sytuacji i mimo wielkiej 偶a艂oby po m臋偶u wiedzia艂a, 偶e musi zarabia膰 jakie艣 pieni膮dze, by nikt ju偶 ni膮 tak nie pogardzi艂.

Usiad艂a do komputera i zacz臋艂a pisa膰. Pisa艂a wieczorami, kiedy c贸reczka jej ju偶 spa艂a i sama nie wiedzia艂a sk膮d bra艂y si臋 w jej g艂owie historie dla dzieci w postaci optymistycznych i pouczaj膮cych bajek. Pomys艂y na bajki bra艂y si臋 nie wiadomo sk膮d i odkry艂a w sobie talent do ich pisania. Wymy艣la艂a zabawne postaci, nadawa艂a im 艣mieszne imiona i umieszcza艂a w zabawnych i ciekawych sytuacjach.

Wys艂a艂a swoje prace do wydawcy i wielkim biciem serca i nie spodziewa艂a si臋, 偶e jej bajki komu艣 si臋 spodobaj膮, a jaka rado艣膰 w ni膮 wst膮pi艂a, kiedy wydawca zgodzi艂 si臋 na wydanie jej wyobra藕ni. Jej bajki zosta艂y zilustrowane przepi臋knymi obrazami i wspania艂膮 ok艂adk膮, a ona szala艂a ze szcz臋艣cia, 偶e si臋 jej uda艂o i w tym momencie podzi臋kowa艂a ksi臋dzu, 偶e tak j膮 upokorzy艂.

Noworoczna opowie艣膰

Miniony ju偶 rok by艂 dla Aleksandry do艣膰 stresuj膮cy, a zw艂aszcza jego ko艅c贸wka. 呕y艂a ju偶 my艣l膮, 偶e oto nadejdzie pismo z ZUS-u, kt贸re brutalnie jej przypomni, 偶e czas zbiera膰 dokumenty na komisj臋 lekarsk膮, bo ko艅czy艂 jej si臋 dwuletni czas pobytu na rencie.

Choruje na przewlek膮 depresj臋 od 20 lat, kt贸ra skutecznie wyeliminowa艂a j膮 z 偶ycia w spo艂ecze艅stwie, gdy偶 jej depresja jest drapie偶na i nie wiadomo kiedy zaatakuje. Aleksandra jest przez wiele lat na lekach i tylko dzi臋ki nim mo偶e jako tako funkcjonowa膰, ale najwa偶niejsze jest to, 偶e dzi臋ki lekom jest w stanie przesypia膰 swoje samotne noce.

Jej 偶ycie nie by艂o us艂ane r贸偶ami, bo zrani艂 j膮 ogromnie m臋偶czyzna, kt贸rego po艣lubi艂a z wielkiej mi艂o艣ci i kiedy dowiedzia艂a si臋 o zdradzie, to jej 艣wiat run膮艂. Przysi臋ga艂, 偶e zrobi艂 to z czystej g艂upoty i prosi艂 o wybaczenie, a wi臋c po jakim艣 czasie, pe艂nym b贸lu i rozpaczy – wybaczy艂a. Wiedzia艂a, 偶e zwi膮zek po zdradzie jest jak p臋kni臋ty wazon, poniewa偶 po sklejeniu nadaje si臋 tylko na suche kwiaty, ale zaryzykowa艂a, bo kocha艂a nad 偶ycie swego m臋偶a. Bywaj膮 takie mi艂o艣ci, bez kt贸rych nie wyobra偶amy sobie 偶ycia i Aleksandra wpad艂a jak w sie膰 w tak膮 w艂a艣nie mi艂o艣膰. Czu艂a, 偶e m膮偶 j膮 te偶 kocha po swojemu i st膮d ta decyzja, aby zwi膮zek ratowa膰 i tak 偶yli ze sob膮 kilka lat.

Jednak ta zdrada odbi艂a na niej pi臋tno, co spowodowa艂o, 偶e czu艂a si臋 w swojej sk贸rze bardzo 藕le. Czu艂a si臋 obdarta z kobieco艣ci i nie mog艂a w sobie poszuka膰 pe艂nokrwistej kobiety z wysokim poczuciem w艂asnej warto艣ci. Czu艂a si臋 wybrakowana i to j膮 m臋czy艂o w 艣rodku, a wi臋c mia艂a wiele bezsennych nocy, co j膮 wypala艂o doszcz臋tnie, ale si臋 nie skar偶y艂a nikomu, a i m膮偶 nie wiedzia艂, 偶e ona prze偶ywa katusze. By艂a 艣wietn膮 aktork膮, bo w pracy te偶 nikt nie domy艣la艂 si臋, 偶e ona tak cierpi, a i przed dzie膰mi ukrywa艂a sw贸j bardzo z艂y stan.

Min臋艂o kilka lat, a ona si臋 ratowa艂a biegaj膮c do psychiatry, kt贸ry od pocz膮tku szpikowa艂 j膮 z艂ymi lekami, po kt贸rych omdlewa艂a i zacz臋艂a siebie nie poznawa膰, a tu jeszcze wiadomo艣膰 spad艂a na ni膮 jak grom z jasnego nieba.

Jej m膮偶 zrobi艂 sobie z inn膮 kobiet膮 w terenie dziecko! Dowiedzia艂a si臋 bardzo przypadkowo, pods艂uchawszy rozmow臋 z kolejce po bu艂ki. Us艂ysza艂a jak dwie kobiety wymieniaj膮 sobie 艣wie偶e ploteczki i zacz臋艂a kojarzy膰, 偶e jej m膮偶 wcale nie by艂 w pracy na nocnych dy偶urach, a bywa艂 u tamtej.

Tego ju偶 by艂o za wiele dla niej. Nie wytrzyma艂a i targn臋艂a si臋 na swoje 偶ycie, ale bardzo nieskutecznie, bo dzieci szybko sprowadzi艂y karetk臋 i j膮 odratowano, a ona kl臋艂a – po co?

Nie wiedzia艂a jak ma dalej 偶y膰. Nie mia艂a si艂y za艂o偶y膰 sprawy rozwodowej, bo nie mia艂a si艂y 偶y膰. Telefon do kliniki wykonany przez dzieci i zawieziono j膮 do szpitala na psychoterapi臋. Decyzja dzieci by艂a nieodwo艂alna, a ona pakowa艂a si臋 i wy艂a z rozpaczy, bo tak bardzo czu艂a, 偶e ju偶 nikt nie postawi jej na nogi.

Przepracowa艂a z psychologiem dziesi膮tki godzin, kt贸ry u艣wiadomi艂 jej, 偶e musi wzi膮膰 swoje 偶ycie w swoje r臋ce i musi zrobi膰 porz膮dek w swoim 偶yciu i uwierzy膰 w siebie i tak te偶 si臋 sta艂o. Po powrocie wzi臋艂a si臋 za rozw贸d, cho膰 kosztowa艂o j膮 to powrotem z艂ego samopoczucia i zn贸w bezsenno艣ci膮.

Otrzyma艂a rent臋, ale nie by艂y to wielkie pieni膮dze, ale musia艂a jako艣 dalej 偶y膰 i sobie radzi膰. Niewielkie alimenty i tak skleja艂a swoje 偶ycie do kupy, bo cho膰 biednie, to z godno艣ci膮 tylko, 偶e ju偶 nigdy nie pozby艂a si臋 stan贸w depresyjnych i walczy艂a jak lwica o ka偶dy dany jej dzie艅.

Przysz艂o powiadomienie, 偶e ma si臋 stawi膰 na komisji 30 grudnia i to j膮 dobi艂o, ale nie mia艂a innego wyj艣cia jak wsi膮艣膰 w poci膮g i jecha膰 po nie znany jej werdykt lekarza orzecznika. Tyle si臋 nas艂ucha艂a, 偶e odbiera si臋 rent臋 ludziom na w贸zkach. Tyle si臋 nas艂ucha艂a, 偶e lekarze nie maj膮 lito艣ci nad lud藕mi o kulach, a ona niby zdrowa, tylko ta cholerna depresja. Czu艂a podsk贸rnie, 偶e obleje ten egzamin, mimo mocnych papier贸w od lekarzy, a mimo to dr偶a艂a przed drzwiami jak osika i mia艂a najczarniejsze my艣li w g艂owie, bo jak trafi na jakiego艣 lekarza, kt贸ry lubi odrzuca膰 renty, bo ma z tego pono膰 profity?

Siedzia艂a i si臋 trz臋s艂a, 偶e trzy lata przed uprawnieniem do emerytury mog膮 zabra膰 jej te par臋 groszy i wy艣l膮 j膮 do pracy. Mia艂a z艂e przeczucie, 偶e los mo偶e jej sp艂ata膰 paskudnego figla i psikusa, a偶 rozbola艂o j膮 serce po ukrytym zawale. Nagle otworzy艂y si臋 drzwi i zosta艂a zaproszona przez lekark臋 w jej prawie wieku. Blondynka, bez fartucha, w bia艂ym sweterku. Przejrza艂a pobie偶nie jej dokumenty, co艣 tam pozaznacza艂a, podkre艣li艂a i spyta艂a j膮 tylko czy je藕dzi na wakacje od czasu do czasu, a potem kaza艂a poczeka膰 na decyzj臋 podan膮 elektronicznie.

Wysz艂a z gabinetu i nie wiedzia艂a co ma my艣le膰 o tym wszystkim, a czekanie na decyzj臋 trwa艂o wieki i wr贸ci艂 strach, 偶e j膮 zdyskwalifikuj膮.

Jaki艣 mi艂y g艂os poprosi艂 j膮 do rejestracji i pan powiadomi艂 j膮, 偶e ju偶 mo偶e spa膰 spokojnie, bo otrzyma艂a rent臋 do ko艅ca przyznania jej wieku emerytalnego.

Nie ucieszy艂a si臋 i nie spad艂 jej kamie艅 z serca, bo nie wierzy艂a, 偶e to by艂a jej ostatnia komisja i ju偶 nigdy w 偶yciu nie b臋dzie si臋 musia艂a t艂umaczy膰 ze swojego 偶ycia, ze swoich wzlot贸w i upadk贸w. Ju偶 nigdy nie b臋dzie pytana o pr贸b臋 samob贸jcz膮 i nie b臋dzie si臋 spowiada艂a jak sobie radzi po rozwodzie i po tym wszystkim czego do艣wiadczy艂a z艂ego w 偶yciu. By艂a wolna, ale si臋 nie potrafi艂a cieszy膰, gdy偶 dopiero w Nowym Roku uwierzy艂a, 偶e jest oto wolna i zaprzyja藕niona ze swoj膮 depresj膮 i b臋d膮ca na lekach do ko艅ca 偶ycia.

Przyjecha艂a do domu i swoj膮 obszern膮 dokumentacj臋 wieloletniego leczenia schowa艂a w najni偶szej szufladzie jako pami膮tk臋 dla potomnych i przewodnik po jej smutnym 偶yciu. Odetchn臋艂a z ulg膮. i postanowi艂a 偶y膰 jak najpi臋kniej ju偶 bez strachu 馃檪

Niepe艂nosprawno艣膰, to nie koniec 艣wiata :)

To by艂a taka malutka wioseczka w Beskidach. Daleko od wszystkiego, jakby za g贸rami za lasami, sta艂o sobie dwadzie艣cia domk贸w, tworz膮cych pewn膮 spo艂eczno艣膰, kt贸ra trzyma艂a si臋 razem, gdy偶 jej mieszka艅cy musieli liczy膰 tylko na siebie. Robili wi臋c list臋 zakup贸w, aby jednym wyjazdem do miasta zaopatrzy膰 wszystkich w potrzebne artyku艂y. Tutaj szli spa膰 zaraz po zachodzie s艂o艅ca i tu budzili si臋 z pianiem koguta. Cicha spo艂eczno艣膰, kt贸ra zawsze walczy艂a, aby przetrwa膰. Troch臋 uprawiano tutaj ziemi臋 i troch臋 hodowano zwierz臋ta, aby mie膰, co do garnka wrzuci膰. Byli w zasadzie szcz臋艣liwi, bo 偶yli z dala od miejskiego zgie艂ku i za 偶adne skarby by tego nie zamienili. 呕yli tak z dziada, pradziada i ho艂ubili ten sw贸j male艅ki skrawek na ziemi. Kochali to miejsce i tutaj si臋 rodzili i tutaj umierali, ale oczywi艣cie zak艂adali rodziny, pojmuj膮c za 偶ony panny z drugiego domu, uwa偶aj膮c, 偶e tak jest najlepiej, bo po co przyprowadza膰 obce panny, skoro swoja ju偶 wie, jak tutaj si臋 偶yje.

Nie by艂o mi臋dzy nimi specjalnych zatarg贸w, o nic, a je艣li si臋 pojawi艂y, to starszyzna to rozwi膮zywa艂a i wszystko wraca艂o do normy. Kochali si臋 i szanowali, jak nigdzie indziej na ziemi.

Pewnego dnia na 艣wiat przysz艂a male艅ka Ania. Dano jej imi臋 po Ani z Zielonego Wzg贸rza, bo akurat jej mama przeczyta艂a kiedy艣 t臋 ksi膮偶k臋 i tak jej si臋 spodoba艂a, 偶e postanowi艂a, 偶e je艣li kiedy艣 zrodzi c贸reczk臋, to tak j膮 w艂a艣nie nazwie.

Ani臋 urodzi艂a si臋 w domu, przy pomocy akuszerki i por贸d przebiega艂 bez 偶adnych komplikacji. Aneczka ros艂a zdrowo, ale w pewnym momencie zorientowano si臋, 偶e Ania nie m贸wi i nie s艂yszy. Tak, urodzi艂a si臋 jako g艂ucho – niema i je艣li taka si臋 urodzi艂a, tak膮 j膮 wszyscy przyj臋li i zaakceptowali. Przychodzi艂a do niej pani nauczycielka, aby nauczy膰 j膮 czyta膰 i pisa膰. Pani nauczycielka przyje偶d偶a艂a z miasta i mia艂a do艣wiadczenie z takimi dzie膰mi, a Ania by艂a bardzo poj臋tn膮 dziewczynk膮 i szybko nauczy艂a si臋 czyta膰 i pisa膰, ale na tym jej edukacja si臋 zako艅czy艂a, bo rodzice uznali, 偶e to powinno jej wystarczy膰. Nie chcieli jej goni膰 w 艣wiat, bo sami byli z ledwo艣ci膮 edukowani, ale Ani to nie wystarczy艂o.

Zacz臋艂a czyta膰 ksi膮偶ki, kt贸re by艂y w domu, a nie by艂o tego wiele, a wi臋c kto艣 tam przywozi艂 jej ksi膮偶ki z miejskiej biblioteki. Poch艂ania艂a wszystko bez sk艂adu i 艂adu, a najbardziej lubi艂a czyta膰 latem pod wielkim drzewem, kiedy pas艂y si臋 konie i krowy. Mia艂a takie drzewo, wielkie i roz艂o偶yste, kt贸re latem chroni艂o j膮 przed upa艂em. Kiedy by艂a zima, siada艂a przy piecu i poch艂ania艂a ksi膮偶ki, a najbardziej interesowa艂y j膮 pozycje historyczne i autobiograficzne, a pami臋膰 mia艂a niebywa艂膮 i szybko kodowa艂a w g艂owie nazwiska i daty. Nie mog艂a m贸wi膰 i nie s艂ysza艂a, ale za to pami臋膰 jej nie zawodzi艂a.

Pewnego razu w jakie艣 gazecie przeczyta艂a, 偶e jest konkurs na felieton o codzienno艣ci ludzi nie b臋d膮cych nikomu znanymi. 聽O codzienno艣ci w r贸偶nych warunkach spo艂ecznych i ekonomicznych i Ania napisa艂a ten felieton, w ukryciu, aby nikt nic nie wiedzia艂. Poda艂a to komu艣, kto jecha艂 do miasta, aby kupi艂 znaczek i wys艂a艂 jej prac臋.

Po miesi膮cu otrzyma艂a gratulacje i wiadomo艣膰, 偶e oto sta艂a si臋 szcz臋艣liw膮 posiadaczk膮 komputera. Nie wiedzia艂a z czym to si臋 je – ta maszyna i bardzo si臋 ba艂a, 偶e nie da sobie rady, aby to uruchomi膰 i 聽tym si臋 porusza膰 po sieci. Owszem, co艣 tam wiedzia艂a, ale potrzebne by艂y jej instrukcje.

Znalaz艂 si臋 taki Jurek, co to kaza艂 jej kupi膰 modem, by tak si臋 po艂膮czy膰, a potem powolutku pokazywa艂 jej, jak ogarn膮膰 t臋 maszyn臋, a ona zn贸w szybko wszystko z艂apa艂a w lot.

Wesz艂a w 艣wiat sieci i czyta艂a i czyta艂a i szuka艂a sobie pokrewnych os贸b. Szuka艂a os贸b niepe艂nosprawnych, takich do niej podobnych i pewnego razu spotka艂a na forum Andrzeja.

Andrzej by艂 poet膮 i publikowa艂 swoje wiesze na swoim blogu, a tak偶e na forum i by艂 rozchwytywany, bo pod ka偶dym wierszem by艂o moc komentarzy. Jego blog tak偶e cieszy艂 si臋 ogromn膮 popularno艣ci膮 i tak odwa偶y艂a si臋 ona do niego napisa膰, 偶e jest zachwycona. Tak rozpocz臋艂a si臋 ich korespondencja, a Andrzeja zachwyci艂 w Ani jej wielki zas贸b s艂贸w i to, 偶e pisa艂a do niego najwspanialsze mejle.

Postanowili si臋 spotka膰 i o dziwo, Andrzej si臋 nie przestraszy艂, 偶e Ania jest g艂ucho 聽-niema. Nie wystraszy艂 si臋, 偶e mieszka w takiej ma艂ej spo艂eczno艣ci, a uzna艂 j膮 za nie odkryty diament, wyj膮tkow膮, intelektualn膮 per艂臋. Zakocha艂 si臋 bardzo szybko, bo poczu艂 pokrewn膮 dusz臋 i postanowi艂 z ni膮 si臋 zestarze膰. 馃檪