Archiwa tagu: sąsiad

Od kuchni nie tylko politycznej!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją, drzewo, na zewnątrz i przyroda

W zachodniej części Polski, czyli u mnie mamy totalną suszę, bo jakoś wszystkie zapowiadane deszcze omijają moje miasteczko!

Trochę czasami pokropi, ale to wszystko jest za mało, by rośliny miały dostateczną ilość wody!

Sąsiedzka umowa jest taka, że ratujemy podlewaniem wszystkie posadzone rośliny, by im po prostu ulżyć!

Mąż konewką podlał naszą choinkę, która została posadzona zaraz po Bożym Narodzeniu, a przedtem była ustrojona w bombki i lampki świąteczne.

Wielka radość, bo się przyjęła i wypuściła nowe, zielone pączki, a na imię jej daliśmy – Agnieszka!

Cd. na inny temat:

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, trawa, na zewnątrz i przyroda

Dzisiaj gotowałam leczo, bo mamy sezon na kabaczki i cukinię!

Każdy gotuje je po swojemu i ja eksperymentuję bez żadnego przepisu.

Co mam, to wrzucam, a więc miałam:

  • dwa młodziutkie kabaczki,
  • 5 żółtych papryk,
  • dwie czerwone,
  • cebulę dużą,
  • dwa pętka kiełbasy,
  • koper zielony, pietruszka zielona duże, młode ziemniaki,
  • 4 duże pomidory,
  • 4 średniej wielkości młode ziemniaki,
  • 4 liście laurowe,
  • 5 ziaren ziela angielskiego
  • pieprz mielony,
  • łyżkę mielonej papryki – słodkiej,
  • łyżka smalcu i tak:

W szerokim garnku roztopiłam smalec i na nim podsmażyłam cebulę pokrojoną w piórka i pokrojoną w kostkę kiełbasę.

Następnie dodałam liście laurowe, ziarna ziela i poddusiłam pokrojoną paprykę, aby puściła swój naturalny sok.

Potem dodałam pokrojone w kostkę kabaczki i one pod wpływem temperatury także uwolniły  swoją naturalną wodę!

Dodałam młode ziemniaki i to wszytko pitrasiło mi się bez dolewania ani grama wody!

Na samym końcu dodałam sparzone pomidory pokrojone w kostkę i koper oraz pietruchę!

Wyszło bardzo smacznie, że chce się w upalny dzień zjeść tak lekkie danie!

Cd. politycznie:

Obraz może zawierać: jedzenie

Obraz może zawierać: jedzenie

6 sierpień okazał się bardzo smutnym dniem dla mnie, a może tylko nie dla mnie!

Zgromadzenie Narodowe i fałszywa przysięga w Sejmie złożona przez łamacza Konstytucji naszej – świętej!

W Sejmie pojawił się Aleksander Kwaśniewski i nie tylko ja odczułam ogromy dyskomfort, bo Kwaśniewski swoją obecnością przyklepał wszystkie draństwa Adriana i nie ma to tamto.

Przyszedł dlatego, że chciał pokazać swój szacunek  dla „głowy państwa” i dla wyborców jego, ale mnie obraził swoją bytnością biorąc udział w tej farsie!

Zresztą nie tylko mnie, bo ludzie w sieci piszą zupełnie tak, jak ja myślę i jestem jego bytnością oburzona!

Uważam, że na tym fałszywym wydarzeniu nie powinno być wcale żadnej opozycji, bo kłapią w telewizji wciąż, że Adrian łamie notorycznie Konstytucję, a mimo to firmują swoją twarzą te draństwa!

Jedynym dobrym posunięciem był happening Lewicy, bo przyszła ubrana w kolorach tęczy i poniżej wklejam zdjęcie bardzo wymowne, bo kolorowa ideologia dała w Sejmie swój protest, tak, że media światowe o tym piszą!

Poniższe zdjęcie zostało zdjęte ze strony sejmowej, bo kuje w oczy, ale w Internecie nie ginie nic!

Czytamy więc protest Obywatelki Polski!

„Jola Barbara Majewska na FB.

Panie prezydencie Aleksandrze Kwaśniewski!

Piszę to, chociaż wiem że jest to bezcelowe i bez sensu.

Ale muszę, bo jestem zasmucona, zbulwersowana, i też muszę coś panu powiedzieć. Oczywiście to moje subiektywne zdanie ale wierzę że takich jak ja znajdzie się wielu.

Był pan moim idolem, wzorem, którego podziwiałam za mądrość, sztukę dyplomacji, po prostu kimś którego darzyłam ogromną sympatią i zaufaniem.

Na ogół podejmował pan dobre decyzje, wyważone, i korzystne dla naszego państwa, i narodu.

Ja wiem, że, taka szara mysz jak ja, może nawet nie powinna wdawać się w dyskusje polityczne, bo gdzież tam mnie do takich szczytów, ale w końcu jestem obywatelką, na sercu mi leży przyszłość kraju, naszego kraju, i wszystkich obywateli mojej Ojczyzny.

Głupio to może brzmi w dzisiejszym świecie, w dzisiejszych realiach i rzeczywistości, ale taka jest prawda.

Czy pamiętasz ten dzień, podniosły dla każdego Polaka, dzień Twojego zaprzysiężenia? Duma mnie rozpierała, było pięknie.

Było pięknie dwa razy, bo i gdyby można było, to by było i trzeci raz.

Ale to rzeczywiście były uczciwe wybory, bez sztuczek, to naród Cię wybrał, zasłużyłeś na to, całą swoją działalnością na tym zaszczytnym stanowisku.

A jak to się ma do dzisiejszej „uroczystości”? Boże święty, jakiej uroczystości?

Toż to jawna paranoja!

Czuję tylko lęk i niesmak. I czy musiałeś tam być i to firmować?

Ty, wielki, największy i najlepszy ze wszystkich według mojego skromnego zdania?

Czy nie mogłeś wzorem prezydenta Wałęsy, Komorowskiego, i wielu innych znakomitości po prostu zbojkotować tej hucpy, tylko przyklepałeś, dałeś zgodę na to co było w poprzedniej kadencji, na jawne łamanie prawa, na łamanie konstytucji na którą znowu przysięgał?

Toż to granda!

Przecież on nie będzie inny.

Ludzie się nie zmieniają, a przynajmniej nie tak szybko, chyba że mocno dostaną po krzyżu, mocną nauczkę dostaną.

Widzisz co się dzieje w koło, masz świadomość zła które się dokonuje cały czas, powoli, po cichu, czołgające zło dookoła.

A tłumaczenie że to przez szacunek, zwłaszcza do wyborców Dudy, wybacz, ale to jest śmieszne i nie na miejscu, w obliczu wszystkich zdarzeń, w obliczu powolnego końca, agonii demokracji i nas.

Dziwię się też, że ulica nie zabiera głosu, tylko patrzy z otwartymi ustami. Jak się obudzi, będzie za późno i dojdzie do tragedii.

Podczas Twoich kadencji popełniłeś już jeden kardynalny błąd, ale rozumiałam dlaczego i w imię czego. Trudno go jednak wybaczyć, bo dzięki tej Twojej decyzji i podpisaniu tej fatalnej umowy mamy na swoje nieszczęście konkordat, który drenuje naszą kasę, i to już nie tylko przez Watykan, ale przez wszystkich oficjeli kościoła aż do wikarego skończywszy a może nawet przez kościelnych, katechetów itp.

To był Twój błąd!

A teraz dołożyłeś nowy błąd, wielki i ciężki, fatalny w skutkach dla nas i naszego państwa, który odciśnie się piętnem na życiu każdego.

Dla szacunku dla wyborców Dudy? Nieuczciwie zrobionych wyborów?

A kto ma szacunek dla nas, dla tych co na Dudę nie głosowali tylko na innych kandydatów panie prezydencie Kwaśniewski!? No kto?”

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie siedzą, tabela i w budynku

 

Dziś zadziało się dobro!

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina i na zewnątrz

Dziś w zachodniej Polsce był ładny, słoneczny dzień, choć trochę wietrzny.

Wyszłam na balkon, aby się trochę dotlenić i znowu w oczy rzuciły mi się  wstrętne, stare krzaki, na które od lat już nie mogłam patrzeć.

Mówię wiec do Męża, że czas coś z tym zrobić i należy je po prostu usnąć.

Była więc szybka akcja, bo Mąż zadzwonił do sąsiada mieszkającego pod nami i się umówili, że dziś te krzaki zostaną wykopane.

Mężczyźni źle znoszą kwarantannę i szukają sobie zajęć, a więc sąsiad sprowadził koparkę i dwoma ruchami krzaki zostały wykopane.

Teren został ładnie zagrabiony i na to miejsce planowane są sąsiedzkie zasadzenia szlachetnymi krzewami!

Stało się coś fajnego, bo mimo odległości dwóch panów zrobił się porządek i ład, a po posadzeniu nowości będzie pięknie!

Tej akcji przyglądali się pozostali sąsiedzi z balkonów i zrobiła się w tej akcji solidarność w dobie koronawirusa!

Czekałam dziś niecierpliwie na godzinę 20.00 gdyż o tej godzinie miał się rozpocząć „Koncert dla Bohaterów” na platformie Player pl. zorganizowany przez stację TVN i właśnie go słuchami i piszę do Was.

Koncert zorganizowała po łączach internetowych Fundacja TVN prowadzona przez Katarzynę Kolędę – Zalewską.

Zgłosiło się masę artystów, aby taką drogą internetową włączyć się w tę jakże piękną inicjatywę.

Zebraną kwotę Fundacja przekaże dla personelu medycznego, który walczy z całych sił o nasze zdrowie i za zebrane pieniądze zostanie zakupiony osprzęt potrzebny w szpitalach!

Minister Zdrowia – Szumowski zapewnia, że nie brakuje w Polsce maseczek, gogli, odzieży ochronnej, ale to jest propagandowe kłamstwo, bo lekarze i pielęgniarki krzyczą o pomoc!

Na miarę swojej emerytury sypnęłam groszem na tak szczytny cel i co się okazało?

Okazało się, że Polacy doceniają pracę tych ludzi, którzy ratują ludzkie życie i na tę porę zebrano już 3,5 miliona w zaledwie dwie godziny koncertu.

Rodacy jestem z Was dumna!

Wychodzi na to, że potrafimy się zjednoczyć w chwilach zagrożenia i niepewności jutra!

Dziś będę spała spokojnie, bo zadziało się dobro!

Obraz może zawierać: 1 osoba

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi i gitara

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Jedenaste przykazanie – Nie bądźcie obojętni – Marian Turski!

Mam w swojej małej kuchni sporą torbę, w której trzymam słoiki większe i mniejsze, a  także plastikowe pojemniki, a dlaczego, to napiszę później!

Najpierw napiszę o tym, co ugotowałam z tego, co miałam w lodówce!

Miałam pół główki białej kapusty, marchew, cebulę, a w pojemniku ziemniaki.

Nie miałam pomysłu na obiad, a więc wykorzystałam te składniki, by ugotować zupę krem, którą uwielbiamy od czasu do czasu!

  • na oleju podsmażyłam cebulę pokrojoną w piórka i pokrojone, obrane 4 ziemniaki,
  • do tego dodałam talarki marchewki i tak chwilę to smażyłam,
  • dodałam łyżkę jarzynki, odrobinę kminku, soli, pieprzu i to zalałam niewielką ilością wody,
  • na koniec dodałam posiekaną kapustę i tak mi się to pitrasiło pół godziny!

Kiedy warzywa były miękkie, to wszystko zmiksowałam i tak oto powstała pyszna, pożywna zupa podana z przysmażonym, pokrojonym w kostkę chlebem na suchej patelni.

Taką zupę można ugotować z każdego warzywa, bo z pomidora, cukinii, kabaczka, pora itp.

A teraz wrócę do słoików i pojemników, bo na co to trzymam?

Pamiętam, że kiedy byłam młodą kobietą ,mającą dwoje dzieci, to w czasie wakacji, kiedy ja musiałam biegać do pracy, to moimi dziećmi opiekowała się moja Teściowa.

Zawsze miała doskonałe podejście do dzieci i co najważniejsze gotowała dla dzieciaków obiady!

Nie musiałam się martwić, że dzieci są głodne i nie dopilnowane i za to zawsze będę jej wdzięczna!

Nie wiadomo kiedy minęło ponad 40 lat i mama mojego Męża stała się osobą nie radzącą sobie!

Już nie gotuje dla siebie, a Mąż codziennie robi jej zakupy i pilnuje, aby brała regularnie leki, a także  wozi po lekarzach na spółkę z bratem.

Staram się dawać jej zupy w słoikach, bo łatwiej jest jej to sobie podgrzać!

Cieszę się, że mogę się tak po latach odwdzięczyć, choć ubolewam, że pamięć jej już mocno szwankuje!

Słoiki i pojemniki przydają się także, kiedy szykuję posiłek dla naszego, chorego na raka sąsiada.

 

Znalezione obrazy dla zapytania: zupa krem kalinaxa

Dobro przeplata się ze złem!

Najpierw napiszę o złu, bo za oknem już zaczynają się wybuchy petard i rac hukowych, a ten kto ma wrażliwego pieska w domu, to wie, co te zwierzaki przeżywają!

Dwa lata temu odeszła od nas sunia – 16 letnia i pamiętam, że u weterynarza  kupowaliśmy środki uspokajające, a bidulka przeczekiwała ten czas w brodziku ledwo żyjąc.

Bardzo była wrażliwa i pieski tak się boją, że nawet dochodzi do zawału serduszek naszych przyjaciół mniejszych.

Wdziałam na FB zdjęcie pieska, który rozbił szybę w oknie i strasznie się pokaleczył.

Tyle się mówi, abyśmy nie strzelali i nie robili pieskom traumy, ale niestety wciąż jest znieczulica i tak „walą” jeszcze po Sylwestrze, a pieski przeżywają grozę!

Uważam, że fajerwerki z okazji Sylwestra też powinny być zakazane, bo cierpi z tego powodu środowisko i biedne, ogłuszone ptactwo.

Zaraz będzie puszczane światełko do nieba WOŚP i to też powinno zginąć z przestrzeni!

Jest teraz tyle możliwości by pożegnać Stary Rok, bo choćby festiwale światła w oprawie muzycznej, ale na zmianę mentalności jeszcze długo poczekamy, bo ludzie lubią głośnie igrzyska.

Australia płonie i dopiero w obliczu takiej tragedii ludzie domagają się, by zaprzestać z fajerwerkami, bo dopiero pożary ludziom otwierają oczy – zaczynają myśleć pragmatycznie i ekologicznie!

Teraz napiszę o dobru!

Mieszkamy z Mężem ponad 30 lat w jednej klatce i nigdy nie było takiej integracji między lokatorami jaka jest teraz.

Wielu lokatorów przez te lata odeszło ze wspólnoty i pojawili się młodsi i o dziwo ci młodsi zintegrowali się ze starszymi.

Jakoś tak wyszło, że doskonale się rozumiemy i wspieramy i to jest cudowna sprawa.

Sąsiadka mieszkająca najwyżej – schorowana pani może liczyć na wniesienie jej zakupów!

Młodszy sąsiad z rodziną – świetny kucharz dzieli się jedzeniem, kiedy mu się zrobi za dużo.

Telefon o godzinie 21 – dzisiaj!

  • Mam za dużo pieczonych ziemniaczków i kuraków – przyjdź sąsiedzie i tak mamy obiad na jutro.

Na święta zapakowałam w pojemniki jedzenie z kolei ja i poczęstowaliśmy tym naszego sąsiada chorego na raka.

Pomogliśmy mu finansowo, by mógł wykupić okulary, bo choroba zabiera mu wzrok.

W naszej klatce nie marnujemy po prostu jedzenia i to jest cudowna współpraca.

Nie ma tu plotek, obgadywania, a jest po prostu sąsiedzka pomoc i troska.

Taki akcent udało mi się napisać na koniec roku!

Obraz może zawierać: jedzenie

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Sąsiedzka pomoc!

 

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, dom, na zewnątrz i przyroda

Pokazuję w jakim bloku mieszkam od ponad 40 lat.

Za balkonem mam dużo zieleni i naprawdę mieszaka się tutaj bardzo przyjemnie, bo drzewa i inne budynki oddzielają nas, mieszkańców od ulicy głównej, po której jeździ  dużo samochodów.

W bloku żyje 36 rodzin, a w każdej klatce po 12, a w mojej klatce przeważają seniorzy, gdyż młodych jest bardzo mało.

Spytałam Męża czy mogę napisać o naszej klatce i sąsiedzkiej pomocy?

Mąż się zgodził i nie widzi w tym nic złego, że pomagamy sąsiadowi chorym na raka, aby po prostu go wspomóc, bo pieniędzy on nie ma za wiele, choć pracował.

Kilkanaście notek  poniżej napisałam o pomocy sąsiedzkiej, ale nie wiedziałam, że czyta mnie siostra sąsiada i tak mnie na Facebooku ochrzaniła, że zajmuję się plotami, a więc wpis ukryłam, choć całkiem niepotrzebnie.

Nie wiedziałam, że mój blog ma taki zasięg, a po drugie we wpisie nie było ani grama kłamstwa, a napisałam jak jest!

Sąsiad ma trzy siostry i między tym rodzeństwem toczy się bój o mieszkanie, ale żadna z nich bratem się nie interesuje, a wszystko dlatego, że rodzice nie podzielili swego majątku równo między dziećmi.

Kiedy rodzice odeszli zaczęła się sądowa walka o schedę.

Niech chcę wnikać zbyt głęboko, bo to nie moja sprawa, ale zastanawia mnie to, że gdyby nie sąsiedzi, to sąsiad by padł z głodu!

Nie boję się już o tym pisać, bo nie zmyślam i nie koloryzuję, a piszę samą prawdę jak jest!

Bardzo często nawet gotuję więcej, aby zapakować sąsiadowi słoik zupy, czy też innego dania.

To samo robi mój drugi sąsiad, który jest świetnym kucharzem i także sąsiada nie omija.

Inny sąsiad zmieniał meble, a więc swoje dobre oddał choremu sąsiadowi.

Inna sąsiadka także wspomaga jak może i wiecie co?

Cieszę się, że mieszkam w klatce z ludźmi pełnych empatii, co przyznacie rzadko się teraz zdarza.

Mój Mąż bardzo często pożycza jakąś kwotę, by ten kupił sobie cokolwiek do jedzenia i opłacił światło i gaz, a jedna z sióstr na święta ofiarowała mu 100 złotych.

Siostry raczej nie pomagają, bo wszyscy są tak skłóceni, że przykro na to patrzeć.

Jakże często to rodzice skłócają swoje dzieci nie zdając sobie sprawy z tego, że walka o spadek je podzieli do końca życia.

Jestem tego ofiarą i skoro matka mnie nie uważała, że jestem jej dzieckiem, to naprawdę nie spieszy mi się na cmentarz, aby zapalić jej znicz!

 

Polska anegdotą stała, a teraz smuteczki!

Na wielu amerykańskich filmach jest taka scenka, że ktoś wprowadza się do nowej dzielnicy i piecze ciasto, z którm obchodzi swoich sąsiadów w celu zapoznania się.

To ich słynne, słodkie hello w progu i chciał nie chciał trzeba wpuścić do domu, bo taka jest tam tradycja, a przynajmniej tak pokazywano na filmach, najczęściej obyczajowych.

Teraz jest tak, że mieszkamy wiele lat obok sąsiadów, a nie znamy nawet ich nazwisk i imion i staliśmy się społeczeństwem hermetycznym, zamkniętym w domach z domofonami i szlabanami, a wszystko na PIN i pilota, co jakże często utrudnia dojazd karetki pogotowa do chorego.

Już nie pożyczamy od sąsiadki szklanki cukru, czy mąki, bo nagle zabrakło do placka i już ze sobą nie rozmawiamy, a co najwyżej się kłaniamy bez słowa dobrego, gdyż czmychamy do swoich spraw.

Dziś tak pisałam ze Stasiem z bloga „Warto wierzyć” i oboje stwierdziliśmy, że stalismy się strasznym społeczeństwem i każdego obchodzi tylko własny czubek nosa i zdaje się, że będzie jeszcze gorzej.

Sama się złapałam na tym, że nie znam nazwisk trzech lokatorów w mojej klatce, ale może dlatego, że są to młode rodziny i być może to mnie rozgrzesza, bo nie jestem wścipska.

Być może ludzie bardziej się znają na wsiach, bo tam podobno wszyscy, wszystko o sobie wiedzą, ale może teraz, to też jest już mit.

Skłaniam się do tego, że kiedyś ludzie mieli poczucie humoru i posługiwali się inteligentym dowcipem.

Potrafili śmiać się z samych siebie, a my teraz osaczeni technologią gadamy z ludźmi w sieci, a w realu jesteśmy niedostępni i to jest przykre, bo poszło w złą drogę!

Poczytajcie i uśmiechnijcie się,  a może poprawię i Wam humor:

Znalezione obrazy dla zapytania szlaczek

Anegdota opowiedziana przez Pana Marka Kondrata:
– Próby „Hamleta” w Teatrze Dramatycznym, na scenie Piotr Fronczewski szlifuje „być albo nie być”, a w grobie dwaj Grabarze – Wiesław Gołas i Czesław Lasota – znudzeni oczekiwaniem na swoją kolej i już lekko podchmieleni – zaczęli rozpraszać Hamleta wychylaniem się z grobu, wołaniem „a kuku”, pokazywaniem mu głupich min itp. Na to z widowni zagrzmiał reżyser, czyli Gustaw Holoubek :
– Gołas, Lasota, wypierdalać z grobu!!!

Obraz może zawierać: 1 osoba
Znalezione obrazy dla zapytania szlaczek

W siedzibie PKOL-u, na spotkaniu z olimpijczykami, prezydent Lech Kaczyński dostał koszulkę w narodowych barwach, taką w jakich nasza reprezentacja jechała do Pekinu. Na plecach był numer „1” i nazwisko „Kaczyński”. Prezydent obejrzał prezent i powiedział: „Dobrze, że na koszulce nie ma imienia. Będzie dla brata”.

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie, drzewo i na zewnątrz
Znalezione obrazy dla zapytania szlaczek

Policja aresztowała redaktorów „Miesięcznika Literackiego”: poetów Władysława Broniewskiego i Aleksandra Wata oraz publicystów Andrzeja Stawara i Jana Hempla. Wszystkich osadzono w więzieniu przy Daniłowiczowskiej, gdzie trzymano wrogów państwa. Pewnego dnia naczelnik więzienia wezwał zatrzymanych:
– Panowie, pan pułkownik Wieniawa – Długoszowski przysłał dla panów trochę prowiantów. Były to dwa litry wódki, wędzony łosoś, kawior. Naczelnik musiał znaleźć wolną celę, gdzie zatrzymani mogli cieszyć się podarunkiem.

Obraz może zawierać: 1 osoba, zbliżenie
Znalezione obrazy dla zapytania szlaczek

Hrabia Kazimierz Badeni zaprosił do siebie hrabiego Wojciecha Dzieduszyckiego, a pod zaproszeniem dopisał: U. S. O. P. P. (uprasza się o punktualne przybycie).
Hrabia Dzieduszycki, w odpowiedzi, wysłał liścik o treści: D. U. P. A.
Hrabia Badeni zażądał od hrabiego Dzieduszyckiego, aby wytłumaczył się z takiego grubiaństwa.
Hrabia Dzieduszycki rozszyfrował skrót: „dziękuję uprzejmie, przybędę akuratnie”.

Obraz może zawierać: 1 osoba
Znalezione obrazy dla zapytania szlaczek

Aktor Wiesław Gołas ma słabość do płci pięknej. Kiedyś zapytano go, jakie dziewczyny podobają mu się najbardziej? Wiesław Gołas odpowiedział:
– Mogą mieć nawet szesnaście lat, byleby młodo wyglądały…!

Obraz może zawierać: 2 osoby
Znalezione obrazy dla zapytania szlaczek

– Piję ze Zdzisławem Maklakiewiczem wódeczkę – wspomina aktor Andrzej Zaorski – a on:
– A jednak ten alkohol to jest wróg ludzkości. Ile on istnień pochłonął…. No, bo tak: Iredyński – wódka, Hłasko – wódka, Przybyszewski – wódka, Rej – wódka, Szekspir… whisky…

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, zbliżenie

Znalezione obrazy dla zapytania szlaczek

Autor „Lalki” i „Faraona” Bolesław Prus na kilka dni zatrzymał się w Krakowie. Miejscowy dziennikarz zapytał go, jak mu się podoba miasto:
– Ładne miasto, dobre powietrze, można przyzwoicie zjeść – odrzekł pisarz – tylko wyspać się nie można, bo co godzinę jakiś wariat gra na trąbie.

Obraz może zawierać: 1 osoba, okulary

Znalezione obrazy dla zapytania szlaczek

Do Tadeusza Fijewskiego zwróciła się młoda aktorka w delikatnej sprawie:
– Pan jest taki doświadczony, panie Tadeuszu, to może mi pan coś poradzi. Ile razy umówię się z moim narzeczonym na randkę, zastaję go zawsze nie ogolonym. Nie chciałabym mu robić przykrości ciągłymi wymówkami, ale jakoś tę sprawę trzeba w końcu załatwić. Czy według pana jest na to jakaś rada?
– Owszem, niech pani przychodzi na randki punktualnie…

Obraz może zawierać: 1 osoba, zbliżenie i w budynku

Znalezione obrazy dla zapytania szlaczek

Aktor i reżyser Ludwik Solski wracał do domu późnym wieczorem z żoną, gdy zastąpiła mu drogę mocno umalowana panna lekkich obyczajów i klepnąwszy mistrza po ramieniu, zawołała:
– Jak się masz, Ludwiczku, ptaszku miły!
Solski zdrętwiał, ale jego przysłowiowa już przytomność umysłu nie zawiodła. Uśmiechnąwszy się do napotkanej, ruszył naprzód ze swoją oburzoną małżonką, mówiąc:
– Widzisz duszko, do czego doprowadza ta przeklęta popularność.

Obraz może zawierać: 1 osoba, okulary i zbliżenie
Znalezione obrazy dla zapytania szlaczek

Aktorzy Andrzej Szczepkowski i Gustaw Holoubek obserwowali zawody lekkoatletyczne. Gdy na bieżnię przed skokiem wzwyż weszła słynąca z urody Jarosława Bieda, Szczepkowski westchnął:
– Taką biedę, to ja zawsze chciałbym klepać…

Obraz może zawierać: 1 osoba

Znalezione obrazy dla zapytania szlaczek

Ksiądz Józef Tischner twierdził, że podczas II Soboru Watykańskiego biskupi amerykańscy opowiadali się za zniesieniem celibatu, niemieccy – za jego utrzymaniem, a polscy, żeby zostało tak, jak jest.

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, zbliżenie

Jak dobrze mieć sąsiada!

Na naszym osiedlu dokonuje się zmiana pokoleniowa.

Ludzie starsi powoli odchodzą, a wprowadzają się ludzie młodzi i młode małżeństwa.

Nie znam wszystkich nowo przybyłych, ale jako tako znam młodych w swojej klatce.

Nie tak dawno wprowadził się Pan Karol – świetny gość z małżonką i synkiem, który ma teraz jakieś 8 lat.

Nie wiadomo jak to się stało, ale mój Mężuś zaprzyjaźnił się z Panem Karolem, choć mógłby być Jego synem.

Mój Mąż jest wciąż młody duchem i razem z Panem Karolem grają na jednych falach! Tak się dobrali ha ha.

Mamy sąsiada, na którego  zawsze można liczyć, bo pomaga nam wnieść choćby na piętro nową kanapę ha ha.

Dwaj Panowie kupili na spółkę działkę ogrodową, która raczej jest rekreacyjna i tam też razem pracują, a od czasu do czasu grillują.

Tam mnie jeszcze nie widziano, ale dziś napierano na mnie, bym przybyła razem z Mężem na Urodziny Pana Karola.

Tak bardzo sobie cenię prywatność, a do tego jestem śmiertelnie nieśmiała, że postanowiłam zostać ponownie w domu.

Na Facebooka przyszła wiadomość do mnie, że fajnie się bawią i grillują, ale brakuje im mnie.

Miło mi się na sercu zrobiło, bo ten młody Człowiek, to do mnie napisał.

Odpisałam, że następnym razem się zjawię, bo jeśli mile jestem widziana, to nie mogę strzelać focha i zasłaniać się nieśmiałością, która jest do pokonania wszak!

Spotkanie znajomych na działce stało pod znakiem zapytania, gdyż w tym roku miesiąc lipiec jest niesłychanie kapryśny.

Nagrałam filmik jak rozszalała się deszczowa chmura, a za 15 minut wyszło słońce i tak jest do teraz.

Co to za lato, kiedy trzeba zakładać ciepłe skarpety – ja się pytam ha ha.

Ps. Pan Karol jest świetnym kucharzem, że ja przy nim mogę tylko się zaczerwienić – takiego mamy Sąsiada!

 

 

Teraz już nie ma żadnych stosunków sąsiedzkich!

Kiedy byłam dziewczynką, to pamiętam, że w miejscu zamieszkania były bardzo poprawne stosunki sąsiedzkie. Ludzie jakoś byli siebie bliżej i chyba każda kobieta w moim wieku pamięta moment, kiedy nasze mamy szyły do sąsiadki obok, by pożyczyć szklankę cukru, albo mąki, bo akurat do czegoś zabrakło, ale nie było to na wieczne oddanie, bo pożyczka była zawsze honorowa.

Pamiętam, że w naszym bloku mieszkała dobra krawcowa, która tanio szyła dla sąsiadek sukienki i ubrania dla dzieciaków. Pamiętam panią która robiła cudnie na drutach i potrafiła wyczarować fajny sweterek dla dziecka, czy zimową czapkę.

To były czasy, że ludzie nie zamykali się na siebie i ze sobą po prostu rozmawiali. Ktoś rzucił hasło, że wie, gdzie kupić dobre i tanie ziemniaki, albo gdzie najlepiej kupić świeżutkie jajka. To była informacja wymienna z korzyścią dla wszystkich sąsiadek i mieszkańców.

Można było w wyjątkowej sytuacji poprosić sąsiadkę o przypilnowanie dziecka, albo w razie wyjazdu podrzucić klucze, by sąsiadka podlała kwiaty w domu i nikt niczego się nie obawiał i nikt niczego się nie bał.

Dzieciaki w wakacje z tego samego bloku, szalały na podwórkach do późnego wieczora, a kiedy chciało im się jeść, czy pić, to matki wisiały na oknach i po prostu tym sposobem dokarmiały dzieciaki wiecznie zaganiane za piłką, czy wiszące na trzepakach. Nikt nie bał się pedofila i nikt nie zakładał monitoringu, by pod blokiem i w bloku było bezpieczniej.

To były czasy, kiedy ludzie ze sobą rozmawiali i sobie ufali, a teraz?

Opowiem krótką historyjkę, jako przykład, że tamte czasy już nie wrócą:

Moja Mama uparła się, że sama kupi sobie dużą butlę wody, taką pięciolitrową, choć przeważnie rodzina jej donosi, ale się uparła.

Wchodząc po schodach, ta nieszczęsna butla wymsknęła się jej z rąk i poturlała się po schodach z wielkim hukiem, odbijając się o każdy stopień.

Nikt nie wyszedł, choć w klatce mieszkają przeważnie osoby już nie pracujące. Nikt nie wyszedł sprawdzić, że to może człowiek zleciał ze schodów i może potrzebuje pomocy, Nikt nie uchylił drzwi i nie wychylił nosa, by to sprawdzić.

To jest właśnie znak naszych czasów, a tamte, dobre lata przyjaźni sąsiedzkiej już idą w zapomnienie. Przykre.

A kiedy człowiek, człowiekowi wilkiem jest!

Moja Mama staruszka, lat 83 przyszła dziś do mnie, bo się „letko” ochłodziło na zachodzie, a więc wyszła na swoją ulubioną ławeczkę, tuż przy fontannie, aby złapać trochę ochłody, a potem wdrapała się do mnie.

Tak sobie siedzimy i rozmawiamy, a moja Mama ogłasza mi, że skończyła właśnie przyjaźń z klatkową sąsiadką. Pytam oczywiście o szczegóły, a więc Mama niechętnie opowiada, że sąsiadka klatkowa pozazdrościła jej małego remontu w małym pokoju, gdzie zostały odnowione ściany i położona została nowa podłoga, a także zakupione nowe łóżko.

Sąsiadka zarzuciła mojej Mamie staruszce, że kłamie, bo znalazła pieniądze na ten remont nie wiadomo skąd, a więc moja Mama staruszka, bardzo oszczędna kobieta, bo do nikogo nie wyciągająca ręki oznajmiła sąsiadce klatkowej, że jej mieszkanie i jej pieniądze i sąsiadce klatkowej nic do tego!

Sąsiadka klatkowa poszła jak zmyta, a ja się cieszę, że moja Mama staruszka w końcu pogoniła babsko, które miało czelność liczyć mojej Mamie staruszce kasę, a ja sama podziwiam moją Mamę staruszkę jak Ona to robi, że sobie z tej emeryturki radzi. Nigdy nie miała tych pieniędzy za dużo, a więc opanowała do perfekcji plan wpływów i wydatków, że nie jedna młoda osoba by jej mogła zazdrościć.

Tak sobie rozmawiałyśmy, że skończyły się przyjaźnie klatkowo – blokowe, bo ludziska zakładają zamki i podłączają alarmy, aby tylko odgrodzić się od innych ludzi. Na osiedlach powstają szlabany, otwierane na sygnał pilota, a śmietniki posiadają zamki i każdy upoważniony dostaje doń klucz.

Potem ludzie piszą na forach, że są samotni i chętnie by się z kimś spotykali w realu, a ja nie wierzę, że chcą naprawdę. Ja wiem, że mieszkańcy blokowi są sobie wilkiem i zwracają uwagę, ukradkiem na każde potknięcie sąsiada, aby mieć o czym gadać. Już nikt nie pożycza od sąsiadki szklanki cukru, czy też soli. Nie pukamy do siebie, nie kłaniamy się sobie i jesteśmy dzikim i wyalienowanym społeczeństwem i jeśli się mylę, to proszę o reprymendę.

Ludzie na wsiach może i są blisko siebie, ale i tam widać rywalizację i brak ludzkiej życzliwości i tak koło się zamyka, bo z kościoła wszyscy zapierdzielają do domu, aby szybko zamknąć bramkę i wypuścić groźne psy.

Boimy się złodziei i cwaniaków i uruchamiamy wszelkie dostępne urządzenia, jak alarmy i domofony, aby odgrodzić się od innego człowieka. Nie obchodzi nas, co dzieje się za miedzą, czy też za ścianą. Nie reagujemy na podejrzany płacz dziecka, czy też bicie żony. Wolimy się nie wtrącać, bo po co nam kontakt z policją, czy prokuraturą. Tak jest lepiej i bezpieczniej, ale do czego to wszystko nas zaprowadziło – do znieczulicy i cholernej bezduszności.

Jesteśmy coraz bardziej nerwowi. Jesteśmy zamknięci. Jesteśmy otumanieni przez media i Internet. Wolimy udzielać się na portalach i tam wylewać swoje żale na politykę i polityków. Jesteśmy często zwykłymi hejterami i trollami, bo pisanie w sieci uważamy za bezpieczne, a w realu chowamy się za firankami i obserwujemy, aby potem donieść gdzie trzeba, a ja?

Ja się wyciszam, bo mam dość durnych ludzi w sieci, z którymi kiedyś rozmawiałam, a teraz są albo milczącymi tworami, albo podglądają mego bloga, aby gdzieś tam wyśmiać moje poglądy, choć nikomu w miedzę staram się nie wchodzić i dziś na wieczór zaserwowałam sobie muzę relaksacyjną, wyłączywszy telewizor i nagle zrobiło mi się tak strasznie fajnie.

Polecam takie wyciszenie, bo żaden polityk nie myśli o Tobie i Tobie, a jedynie o sobie, a jeśli sam, czy sama nie zadbasz o swój spokój psychiczny, to nikt Ci go nie da. Dbaj o siebie drogi czytelniku, bo świata nie naprawisz, który zbacza gdzieś, nie wiadomo jeszcze dokąd, ale nic dobrego z tego nie wyniknie  🙂

 

https://www.youtube.com/watch?v=gXdvBtZ7X-E

https://www.youtube.com/watch?v=ScXmmZ9EBa0

https://www.youtube.com/watch?v=WaW2ereT7b0

https://www.youtube.com/watch?v=2ABlQXmbcp8

https://www.youtube.com/watch?v=9J3aH_LvQQc

Polacy, lubmy się bardziej

Nim się sny poetów ziszczą,
nim się wina dzban utoczy,
zanim szczęściem nam zabłyszczą
umęczone nasze oczy,
nim nas głupcy brać przestaną
na wypranych słów taniochę,
ludzie, gdy wstaniemy rano,
lubmy się trochę!

Nim na czoła włożym wieńce,
zanim przejrzą ślepe kuchnie,
nim weźmiemy się za ręce,
nim dokoła radość buchnie,
nim mentora nadętego
zajmą kalambury płoche,
ludzie, w środku dnia szarego
lubmy się trochę!

Nim w dziecinną się grzechotkę
zmieni kpiarski kaduceusz,
nim się zrobi miny słodkie
na kolejny jubileusz,
nim szarlotkę się upiecze
i zaprosi pannę Zochę,
ludzie, w swojski nasz odwieczerz
lubmy się trochę!

Pocieszajmy tym lubieniem
skołowane nasze główki,
nie próbujmy go zamieniać
na zaszczyty czy złotówki,
ty nas, drogo życia, prowadź,
a my, twym pokryci prochem,
aby idąc, nie zwariować –
lubmy się trochę!

Tak pisał Wojciech Młynarski, abyśmy się tak zwyczajnie lubili trochę, no tak na co dzień w sklepie, u lekarza, na spacerze, albo na wczasach. A ja sobie tak z obserwacji wiem, że my Polacy się po prostu nie lubimy. Owszem, czasami się zdarzy, że ktoś do kogoś się uśmiechnie na ulicy, albo przepuści w drzwiach, ale to są jednak jakoś ostatnio rzadkie przypadki.

Niedawno znajoma spytała mnie, jak ludziska w mieście witają Nowy Rok, no tak po sąsiedzku najbardziej ją interesowało. Czy ludzie wychodzą przed blok i wiwatują na przyjęcie nowego. Czy składają sobie życzenia itd.

Odpisałam, że się nie praktykuje takiego rodzaju sąsiedzkiego zachowania, bo to byłoby za piękne , kiedy w poszczególnych klatach ludzie się często po prostu nie znają i gdyby nie nazwiska na domofonach, to byłaby pełna anonimowość i jakże często nie wiemy, kto chrapie nam za cienką ścianą. Tacy jesteśmy pozamykani i jakże często sąsiedzi są skłóceni ze sobą, że na dzień dobry odpowiadają pod nosem i szybko zamykają drzwi.

Dawniej pożyczenie soli, czy cukru nie stanowiło problemu, bo zawsze było można zapukać po sąsiedzku i zostać poratowanym, a teraz, ej, lepiej nie gadać.

Tacy jesteśmy na co dzień, ale jest jedna pocieszająca reakcja, że kiedy wybija godzina 24, w każdym mieście jest taki miejski plac, na którym zbierają się ludzie, zaopatrzeni najczęściej w bąbelki i pod wpływem tych bąbelków, można dostać zupełnie przypadkowego całusa od nieznanej osoby i to mi się podoba, że chociaż w takich momentach umiemy podzielić się z innymi swoją radością.

Także miłe jest, że kiedy trzeba komuś pomóc w niedoli, także potrafimy się skrzyknąć na forach i portalach społecznościowych i działamy cuda na rzecz wołającego o pomoc, jak w przypadku skradzionego ostatnio wózka niepełnosprawnej Tosi. To buduje mnie wewnętrznie, że są w nas jeszcze takie fajne uczucia i potrzeba niesienia pomocy.

Jesteśmy uczuleni na naszą historię i niech nikt nie próbuje jej podważać, ponieważ wzbudza się w nas narodowa tożsamość i to także buduje. Jednak tak w codziennym życiu postrzegani jesteśmy za ponuraków i smutaczy, a najbardziej za narzekaczy na wszystkich i wszystko. Szkoda, że mamy taką narodową cechę i tak wszystko bierzemy na poważnie i jakbyśmy coraz mniej się lubili. Jakże życie byłoby lepsze, gdybyśmy potrafili się ze sobą porozumiewać bez sarkazmu i podtekstów. Jakże często musimy komuś dowalić, aby swoją frustrację przelać na kogoś innego. Ja tak nie chcę i dlatego w nadchodzącym roku postaram się brać życie bardziej na wesoło, a kiedy będzie mi źle, to będzie źle, tylko mnie.