Archiwa tagu: zaduma

Nie wszyscy mogą zapalić światełka pamięci!

Dobry wieczór 🙂

Wczoraj na moim Facebooku ktoś zastukał do mnie z wiadomością. Od czasu do czasu wymieniam z tą Panią komentarze, ale Ona miała do mnie prośbę.

Mieszka od 20 lat gdzieś tam daleko od Polski, a kiedyś mieszkała w moim mieście.

– Mam prośbę, aby Pani zapaliła światełko pamięci moim dzieciom, które zostały w Polsce na tym właśnie cmentarzu.

Posłałam Jej link do skatalogowanego cmentarza i już byłyśmy w domu, bo władze miasta wykonały gigantyczną robotę, aby na stronie umieścić wszystkie nagrobki i nazwiska z podziałem na kwatery.

Nie szukałam długo, bo bardzo blisko złożone są moje wnuki na dziecięcym cmentarzu.

Zrobiłam zdjęcie i posłałam na znak, że spełniłam jej życzenie.

Podziękowaniom nie było końca i sporo łez Matki, którą los rzucił bardzo daleko od Ojczyzny.

A ja? Ja mam satysfakcję, że mogłam komuś zrobić przyjemność i spełnić kogoś marzenie oraz światełkiem wskrzesić pamięć o utraconych dzieciach tej Pani.

A oto mój ulubiony wiersz na to święto:

Andrzej Dąbrówka

+++

Przyjadą
albo nie przyjadą

Przyniosą kwiaty
albo nie przyniosą

Zabiorą wnuki
albo nie zabiorą

Przyjadą, jeśli nie będzie strasznie padać
Przyniosą kwiaty, jeżeli trafią na kwiaciarnię
Wnuki się zjawią, jeśli nie będą miały imprez

Jednym słowem wszystko będzie tak
jak za życia

 

 

 

 

 

 

 

Dni Zadumy, a więc i ja mało napiszę

Wybrałam się dzisiaj na cmentarz i tak sobie pomyślałam, że mam komfort, bo nie muszę daleko jechać w Polskę i czuć się niebezpiecznie w natłoku pędzących samochodów na cmentarze. Dojście do cmentarza zajmuje mi co najwyżej 10 minut, a więc powolutku, wolnym krokiem i jestem przy grobach moich bliskich. 

Na cmentarzu dzisiaj jeszcze niektórzy robili porządki przy grobach, a inni już je pięknie ogarnęli. Umyli pomniki, wyrwali jakieś tam chwasty i zagrabili, aby było świątecznie, bo przecież jutro przy grobach spotka się cała rodzina i oby nie było tak, jak na poniższym obrazku.

Dzisiaj na zupełnym luzie przeszłam się po cmentarzu, bo ludzi nie było zbyt wiele, ale jutro będzie tłok i na szczęście zapowiadają przepiękną pogodę, co jest ważne, kiedy tak ludzie czasami raz w roku się spotykają przy grobach, bo na co dzień nawet rodziny się nie nie spotykają i ze sobą nie rozmawiają. Jest to okazja więc, aby się spotkać i chwilę ze sobą pobyć. 

Mam tak, że wolę dzień wcześniej odwiedzić groby i podumać chwilę o tym wszystkim, o sensie życia, w ciszy i wspomnieć tych, których z nami już nie ma.

Idę więc do swojego taty i teścia, ale najdłużej to bym postała nad grobkiem moich dwóch wnuków, którym nie dane było nas wszystkich spotkać i być tu z nami. Nie myślę o tym codziennie, ale są chwile, że jest mi bardzo z tym źle i smutno.

Idźcie jutro na cmentarze, bo Oni na Was czekają. 

Andrzej Dąbrówka

+++

Przyjadą
albo nie przyjadą

Przyniosą kwiaty
albo nie przyniosą

Zabiorą wnuki
albo nie zabiorą

Przyjadą, jeśli nie będzie strasznie padać
Przyniosą kwiaty, jeżeli trafią na kwiaciarnię
Wnuki się zjawią, jeśli nie będą miały imprez

Jednym słowem wszystko będzie tak
jak za życia

Dziś jestem trochę bledsza, trochę bardziej milcząca

Mam w głowie tyle tematów, aby napisać kolejną notkę, ale mi się prawdę powiedziawszy  – nie chce! Może to ta pogoda, może to ten deszcz i czarne chmury na niebie to spowodowały? Nie wiem!

https://www.youtube.com/watch?v=byoYcp2qUn8

Chyba każdy człowiek ma takie momenty, że sobie odpuszcza, bo coś sprawia, że opadają na jakiś czas skrzydełka i pragnienie wycofania się jest na tyle silne, że sobie darujemy. Nauczyłam się nie walczyć z takim stanem i jeśli mi się w danej chwili nie chce, to się nie zmuszam. Wiem, że to stan przemijający i nagle w głowie pojawi się nowa myśl i chęć do działania i pisania oczywiście. 

Moja sobota dzisiaj mija mi sennie, ale czy jest stracona? Pewnie nie, bo prowadzę ze sobą rozmowy i myślę i analizuję, a więc jest to sobota filozoficzna.:D Dochodzę do jakiś wniosków i je akceptuję, a inne wywalam z głowy, albo się dziwię, że w ogóle się pojawiły.

Nasze myśli, to nieodgadniona kopalnia ludzkich emocji i dopóki ich nie ujawnimy w mowie, czy też w piśmie, są naszą największą tajemnicą i są tylko nasze, jak najcenniejszy skarb. 

A więc taka wyciszona, może za przyczyną, że mąż sobie pojechał na zlot militarny, czego ja nie znoszę i mnie to nie jara, tak bardzo się w siebie zagłębiłam. Można powiedzieć, że taki dzień, tylko ze sobą, chyba każdemu jest potrzebny i można naładować swoje akumulatory na resztę dni.

Informuję, że co roku odbywa się zlot militarny w Bornym Sulinowie, gdzie zjeżdżają się pasjonaci dawnych, jak to napisać, hm… gratów?  😀  Podziwiam ich, że chce im się dłubać wciąż przy tych samochodach i są one na chodzie. Jako kobieta, trochę innym okiem patrzę na to szaleństwo, bo tego sprzętu mam po kokardy z doniesień ze wschodu. Mam prawo mieć dość żołnierzy i tej całej oprawy, ale mąż uwielbia, a więc co ja mu tam bronić będę!

 „Z biegiem lat Zlot stawał się coraz sławniejszy i dostrzegany – w roku 2008 otrzymał od  Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego statuetkę  i tytuł „Najlepsze wydarzenie turystyczne promujące region zachodniopomorski w roku 2008”, a w 2011 roku tytuł „Mocarz Gospodarczy Powiatu Szczecineckiego”.

 

Święta tuż tuż

Dzień dobry 🙂

Dzisiaj jestem o wiele później na swoim blogu, ponieważ życie realne wymusza, aby w nim pobyć też, co z wielką przyjemnością czynię. Obudziłam się i po porannej kawie zaświeciło w moje okna  słońce, pierwsze od wielu koszmarnych, zapadanych dni. Spojrzałam i stwierdziłam, że czas przygotowywać się do świąt, a więc firany czas wyprać, okna umyć i zajrzeć w kąty trochę na co dzień zaniedbywane trochę z lenistwa, a trochę, że jako tako, nie jest źle. Cieszę się, że wykorzystałam ten dzień na domowe prace, a teraz napawam się świeżością i mogę oddać się klikaniu. Podczas prac domowych zazwyczaj moje myśli skupione są na czynnościach zakodowanych od lat, a więc okna (oj brudne były), potem wstawienie firan do prania na funkcję firany, a następnie odkurzacz idzie w ruch dokładnie w każdy kąt. Poodsuwałam kanapy, wydobyłam kurz spod mebli, wytrzepałam dywaniki, a na sam koniec zakładam pachnące firany. To jest  ten moment, kiedy ogarniam okiem mieszanie i jestem z siebie dumna, że kolejny raz dałam sobie sama radę. Coraz trudniej wspinam się na wysokości, ale pomalutku się wspinam , aby nie połamać sobie gnatów i nie być ciężarem dla najbliższych, bo Oni mają swoje kłopoty i troski. Muszę się jednak przyznać, że podczas mycia okna balkonowego, spojrzałam w okna mojego znajomego, mieszkającego naprzeciwko, którego bardzo lubię, bo to porządny człowiek. Jest sam w dość dużym mieszkaniu. Jeszcze niedawno widziałam jak mył okna, co nie jest częstym widokiem, że facet myje okna. Z rozrzewnieniem go obserwowałam przez wiele długich lat. Nie wiedziałam, że jego okropnie przystojna żona, którą kochał nad życie – odeszła. Jak to się plecie, jak to się kręci, że nigdy nie wiemy, co może nas spotkać. Mój znajomy nie szuka innej kobiety, bo pamięć po swojej ukochanej żonie jest w nim na zawsze.  Skąd to wiem? Pracowaliśmy razem i opowiadał, że żona wyjechała do Stanów  Zjednoczonych, aby odwiedzić córkę. Nie było jej parę miesięcy, a On opowiadał o niej ze łzami w oczach  i czułam jak strasznie za nią tęskni. Jestem zwolenniczką takich małżeństw do grobowej deski. Czy to się jeszcze zdarza wśród młodych? Czy Oni potrafią tak jeszcze kochać? Nie wiem, ale kibicuję wszystkim, zawierającym związki małżeńskie na dobre i na złe.Zbliżają się święta, czas rodzinnych spotkań, a pracownik mojego męża wczoraj stracił życie w wypadku samochodowym. Jak to się plecie, jak to się kręci? Nie warto kopać się z koniem ( wierzgać przeciw ościeniowiporywać się z motyką na słońcewalić głową w murpłynąć pod prądbić się z gównem) bo życie mamy jedno!