Archiwa miesięczne: Wrzesień 2019

500+ już traci moc!

Obraz może zawierać: tekst

Ten sztandarowy program 500+ spowodował, że dorwali się do władzy i oto dowiadujemy się, że ten program może spowodować utratę władzy przez PiS!

Jest taka piosenka, że nic nie może wiecznie trwać i być może pusta kasa na 500+ spowoduje, że ludziom zaczną się otwierać oczy, bo nic więcej ludziom nie dali, a popsuli wszystko!

Dziś Kaczyński oskarżył Prezydenta Warszawy – Rafała Trzaskowskiego, że ten kłamie, kiedy ten ogłosił, iż w budżecie brakuje na 500 + do wypłaty w miesiącach – październiku, listopadzie i grudniu.

Nie ma powodu by nie wierzyć Rafałowi Trzaskowskiemu, bo to jest nad wyraz porządny człowiek, a Kaczyńskiemu wierzyć nie wolno, bo to krętacz, który widzi, że się wali, a więc kłamie.

Trzaskowski pyta Kaczyńskiego gdzie są te pieniądze, a odpowiedź jest prosta – u Rydzyka!

Moja Córka pracuje w szkole i jest zniesmaczona tym programem, bo brakiem nad nim kontroli, iż jakże w wielu wypadkach rodzice korzystają z tego 500+, kiedy ich dzieci chodzą w dziurawych spodniach i butach, gdyż 500+ zamieniane jest na alkohol!

Jakaś matka napisała na Facebooku, że żyje z dziećmi bardzo oszczędnie, gdyż 500+ wchłaniają coraz wyższe ceny i wniosek z tego taki, że 500+ już nie czaruje ludzi i to może być widoczne w wyborach do parlamentu!

Wydaje się, że sławetne 500+ chyli się ku upadkowi!

„TRZASKOWSKI PROSTUJE KŁAMSTWA KACZYŃSKIEGO WS. 500+

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zareagował na konferencję prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS atakował Trzaskowskiego ws. programu 500 plus.

  • Trzaskowski prowadzi operację, która zmierza do tego, żeby nie wypłacać 500+. To po prostu zapowiedź tego, co będzie się działo, jeżeli nasi przeciwnicy przejmą władzę, co będzie się działo z tym wielkim programem społecznym, który zrealizowaliśmy i który będziemy w dalszym ciągu kontynuować i rozwijać. Być może to jest w ogóle próba, która ma sprawdzić, w jaki sposób Polacy, polskie rodziny na to reagują – mówił Kaczyński.

Do nagonki na prezydenta Warszawy dołączyła się redakcja Teleexpressu”.

Warszawski ratusz to jedyne miejsce na mapie Polski, gdzie są problemy z wypłatą świadczenia Rodzina 500+”. Okazało się, że w miejskiej kasie brakuje środków. Resort rodziny poinformował, że pieniądze wpłynęły do ratusza, jak co miesiąc – mogliśmy dzisiaj usłyszeć w TVP.

  • Proszę nie kłamać, samorządy popierają i realizują 500+. Dotąd transze na 500+ były zapisane w rocznym planie, ale nie zaktualizowano go po rozszerzeniu programu na 1. dziecko. To jak z 13. emeryturą na 2020 – prezes obiecuje, a w budżecie nie ma. Gdzie są te pieniądze? – odpowiada prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Paweł Rabiej (wiceprezydent Warszawy): Czyżby rządowi kończyły się pieniądze na 500+, skoro Kaczyński wpada w panikę? Pieniądze na wrześniowe wypłaty przelali dopiero po trzykrotnych monitach i liście Trzaskowskiego  do Morawieckiego. Do końca roku na wypłaty 500+ w Warszawie potrzeba jeszcze ponad 482 mln zł.

Jacek Liberski (dziennikarz, magazyn Liberte„!): Przecież to było do przewidzenia. Problemy z wypłatą 500+ przerzucić na samorządy, bo to ostatnia dziedzina życia, na którą Kaczyński nie ma wpływu. Rozdmuchali oczekiwania, napompowali balon, który przepuszcza powietrze, a za chwilę pęknie.

Reakcje internautów:

„Jarosław Kaczyński, kreowany przez PiS na bohatera narodowego, zbawcę Polski i transcendecję, odważny tylko w asyście. Do debaty nie stanie i nie pokaże wyborcom, jak zwycięża w merytorycznej walce z przeciwnikiem politycznym.Macie 500, głosujcie i o nic nie pytajcie”.

„na 500+ już brakuje, doszła 13 – tka, doszło pierwsze dziecko. Kaczyński stara się zmusić samorządy do pokrycia kosztów. Samorządy tez nie mają, bo muszą pokrywać inne pomysły PiS, już zostali wystarczająco okradzeni przez rząd PiS”.

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

http://polityczek.pl/uncategorised/11729-trzaskowski-prostuje-klamstwa-kaczynskiego-ws-500?fbclid=IwAR1CXmOIiJGqyrh6Ufp3iJBOBRmdEeP-NEiMTMq1YM1A0-kGfHIaZH8tcxo

Reklamy

To i owo w mojej codzienności!

 

Obraz może zawierać: na zewnątrz, woda i przyroda

Powyższe zdjęcie, to zdjęcie mojego miasta wieczorową porą.

Nie jest to moje zdjęcie, gdyż ja nie posiadam drona. Zostało udostępnione ze strony poświęconej mojemu  miastu!

Zawsze piszę, że mieszkam w pięknym miejscu, którego ozdobą jest jezioro znajdujące się w środku  miasta.

A teraz coś na żołądek!

Mąż kupił sporą, wędzoną makrelę i poprosił abym zrobiła z niej pastę na chleb.

Zrobiłam tak:

  • makrelę obrałam ze skóry i ości i przepuściłam mięso rybie przez starą maszynkę, której się nie pozbywam,
  • pół cebuli też zmieliłam i  dodałam do makreli.
  • następnie wcisnęłam duży ząbek czosnku,
  • dodałam także drobno pokrojony ogórek odciśnięty z octu – konserwowy, a także dwa jajka ugotowane na twardo – drobno posiekane,
  • doprawiłam łyżką majonezu i ketchupu, a na koniec dodałam łyżeczkę musztardy i sporo pieprzu.

Pasta wyszła bardzo dobra – taka na śniadanie i kolację.

Każdy może sobie sam wymyślić przepis i dodawać składniki po swojemu, bo np. paprykę konserwową, albo suszone pomidory i zieleninę!

Poniższe zdjęcie jest z sieci, gdyż zapomniałam zrobić swoje!

Kochani za dwa tygodnie idziemy do Wyborów!

Jest w Polsce miliony ludzi, którzy zagłosują na PiS i nie ma się co łudzić, że Polacy zmądrzeli przez te 4 lata demolki i tu podaję przykład:

Joanna Kluzik Rostkowska w terenie rozmawia z ludem i:

„Przedziwna rozmowa dzisiaj na targu w Kozienicach. „Głosuję na PiS, bo PiS mi dużo dał”. Czyli? „13-tkę”. Ok, ale była jednorazowa. „No tak, ale 14 obiecali… zaraz, ale jak nie będzie „13”? Co jeszcze? „Bezpłatne leki, ale akurat te które biorę są płatne”. Co jeszcze? Cisza..”

Znalezione obrazy dla zapytania pasta z makreli

Droselklapę tandetnie zablindowano!

Znalezione obrazy dla zapytania kobuszewski

Młodzi ludzie z pewnością nie wiedzą kim był Jan Kobuszewski, który dzisiaj od nas odszedł.

My ludzie starsi pamiętamy jego aktorskie poczynania, bo w tym, jakże smutnym PRL-u nas bawił do łez!

My ludzie PRL-u nie mieliśmy za wiele rozrywek i dlatego gapiliśmy się w czarno – białe telewizory i zdarzyło się, że władze ówczesne pozwalały na emisję kabaretu, teatru, czy też filmu, gdzie grał Pan Jan z innymi, naszymi, wspaniałymi aktorami, którzy zaczynają nas opuszczać.

Nagle gaśnie jakaś epoka złożona z wybitnych osobowości!

Pan Jan był nie tylko świetnym aktorem, ale także cudownie, ciepłym i przyzwoitym człowiekiem.

Postawił w swoim życiu na sztukę, a nie na komercję, żyjąc skromnie ze swoją żoną 50 lat.

Nie pchał się na afisz, a robił wszystko to, co umiał najlepiej i za to był szanowany, a starsi ludzie pamiętają jego twórczość i często ja wracam na YT, by sobie powtórzyć tamte role kabaretowe.

Nie będę wklejała dorobku Pana Jana, bo to można sobie samemu w Google sprawdzić, a wkleiłam jeno jego zaangażowanie w skeczu napisanym przez Juliana Tuwima pt. „Ślusarz” z bezbłędną interpretacją Kobuszewskiego.

W tym poniższym tekście Google nieustająco podkreśla na czerwono, bo nie zna tego, dawnego warszawskiego języka!

Już nie ma takich aktorów, bo tamta liga pomału od nas odchodzi i zostaje nam tylko ich pamiętać!

Kocham Pana – Panie Janku – spoczywaj w spokoju!

Odszedł Jan Kobuszewski [*] i przypomnijmy sobie skecz J. Tuwima, w którym Jan Kobuszewski wystąpił!
„Ślusarz
Julian Tuwim
W łazience co się zatkało, rura chrapała przeraźliwie, aż do przeciągłego wycia, woda kapała ciurkiem. Po wypróbowaniu kilku domowych środków zaradczych (dłubanie w rurze szczoteczką do zębów, dmuchanie w otwór, ustna perswazja etc.) – sprowadziłem ślusarza.
Ślusarz był chudy, wysoki, z siwą szczeciną na twarzy, w okularach na ostrym nosie. Patrzył spode łba wielkiemi niebieskiemi oczyma, jakimś załzawionym wzrokiem. Wszedł do łazienki, pokręcił krany na wszystkie strony, stuknął młotkiem w rurę i powiedział:
Ferszlus trzeba roztrajbować.
Szybka ta diagnoza zaimponowała mi wprawdzie, nie mrugnąłem jednak i zapytałem:
– A dlaczego?
Ślusarz był zaskoczony moją ciekawością, ale po pierwszym odruchu zdziwienia, które wyraziło się w spojrzeniu sponad okularów, chrząknął i rzekł:
– Bo droselklapa tandetnie zblindowana i ryksztosuje.
– Aha, – powiedziałem – rozumiem! Więc gdyby droselklapa była w swoim czasie solidnie zablindowana, nie ryksztosowała by teraz i roztrajbowanie ferszlusu byłoby zbyteczne?
– Ano chyba. A teraz pufer trzeba lochować, czyli dać mu szprajc, żeby tender udychtować.
Trzy razy stuknąłem młotkiem w kran, pokiwałem głową i stwierdziłem:
– Nawet słychać.
Ślusarz spojrzał doć zdumiony:
– Co słychać?
– Słychać, że tender nie udychtowany. Ale przekonany jestem, że gdy pan mu da odpowiedni szprajc przez lochowanie pufra, to droselklapa zostanie zablindowana, nie będzie już więcej ryksztosować i, co za tym idzie ferszlus będzie roztrajbowany.
I zmierzyłem lusarza zimnem, bezczelnem spojrzeniem. Moja fachowa wymowa oraz nonszalancja, z jaką sypałem zasłyszanemi poraz pierwszy w życiu terminami, zbiła z tropu ascetycznego ślusarza. Poczuł, że musi mi czem zaimponować.
– Ale teraz nie zrobię, bo holajzy nie zabrałem. A kosztować będzie reperacja – wyczekał chwilę, by zmiażdżyć mnie efektem ceny – kosztować będzie… 7 złotych 85 groszy.
– To niedużo, – odrzekłem spokojnie – myślałem, że co najmniej dwa razy tyle. Co się za tyczy holajzy, to doprawdy nie widzę potrzeby, aby pan miał fatygować się po nią do domu. Spróbujemy bez holajzy.
Ślusarz był blady i nienawidził mnie. Uśmiechnął się drwiąco i powiedział:
– Bez holajzy? Jak ja mam bez holajzy lochbajtel kryptować? Żeby trychter był na szoner robiony, to tak. Ale on jest krajcowany i we flanszy culajtungu nie ma, to na sam abszperwentyl nie zrobię.
– No wie pan, – zawołałem, rozkładając ręce – czegoś podobnego nie spodziewałem się po panu! Więc ten trychter według pana nie jest zrobiony na szoner? Ha, ha, ha! Pusty śmiech mnie bierze! Gdzież on na litoć Boga jest krajcowany?
– Jak to, gdzie? – warknął ślusarz – Przecież ma kajlę na uberlaufie!
Zarumieniłem się po uszy i szepnąłem wstydliwie:
– Rzeczywiście. Nie zauważyłem, że na uberlaufie jest kajla. W takim razie zwracam honor: bez holajzy ani rusz.
I poszedł po holajzę. Albowiem z powodu kajli na uberlaufie trychter rzeczywiście robiony był na szoner, nie za krajcowany, i bez holajzy w żaden sposób nie udałoby się zakryptować lochbajtel w celu udychtowania pufra i dania mu szprajcy przez lochowanie tendra, aby roztrajbować ferszlus, który źle działa, że droselklapę tandetnie zablindowano.”

Chce się wyć!

Znalezione obrazy dla zapytania symon hołowni

Jak to leciało?

Kaczyński grzmi na ostatniej prostej przed wyborami, że wara od polskich dzieci, bo rodzina, to mamusia, tatuś i dziecko!

Skąd ma ten model rodziny, gdy jego bratanica jest w trzecim związku i każde dziecko jest innego tatusia! Taka to jest ta pisowska hipokryzja pana posła szarego, który ma Polaków za durniów.

Kiedy dzisiaj o poranku włączyłam telewizor i usłyszałam, że ten rząd nie będzie wspierał Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży, to zachciało mi się wyć – dosłownie łzy mi płynęły po policzkach, a głos mi się załamał i zabrakło mi oddechu!

Potrzebowałam czasu, aby ochłonąć!

Rozumiecie o co mi chodzi?

Otóż w Polsce rośnie zastraszająco liczba samobójstw wśród dzieciaków i ten telefon jakże często był ostatnią deską ratunkową!

Jakże często ten jedyny tatuś i mamusia tworzą domową patologię i dzieci z takich rodzin są poranione i nie mają znikąd pomocy!

Jakże często są one gnębione w szkołach przez rówieśników za wygląd, za ubiór, za intelekt i orientację seksualną!

Jakże często spada na nich hejt w sieci, z którym nie potrafią sobie poradzić i ty Kaczyński śmiesz ględzić, że wara od polskich dzieci?

To wam w tym rządzie wara od polskich dzieci, którzy zabroniliście w szkołach edukacji seksualnej, bo religia jest ważniejsza.

Młodzi ludzie więc nie mając zielonego pojęcia o seksie płodzą dzieci  w wieku 12 lat.

Wara wam od polskich dzieci, kiedy gwałcą i molestują ich księża, a z waszej strony nie ma żadnej reakcji!

Mogę przeżyć upolitycznienie sądów, prokuratury, policji itd., ale nie jestem w stanie godzić się na rezygnację z młodych ludzi, jakże często zagubionych we współczesnym świecie!

Nie macie prawa takiego, by młody człowiek, wchodzący w dorosłe życie, chorujący na depresję musiał czekać miesiącami na miejsce do psychiatry, czy też do szpitala na leczenie!

Rozwaliliście szpitale psychiatryczne, bo w nich czekają na młodych łóżka na korytarzach i nie ma w nich lekarzy i obsługi, bo na wszystko jest brak kasy!

Co zrobiliście z dziećmi każąc im się uczyć w szkołach do godziny 19, bo przecież taką zrobiliście im reformę szkolnictwa.

Takie przeciążenie młodych ludzi prowadzi do depresji i zaburzeń, ale wy wyjecie – wara od naszych dzieci!

Gdybym na swojej drodze spotkała zagorzałego pisowca, który na nich zagłosuje, to bym mu plunęła prosto pod nogi!

  • Dzwoni dziewczynka na  telefon zaufania i mówi, że ojciec ją molestuje.
  • Dzwoni i mówi, że popełni zaraz samobójstwo, bo nie może tego znieść.
  • Telefon zaufania prowadzi z nią rozmowę, aby jak najdłużej być z nią na linii,
  • a w tym samym czasie namierza się jej telefon i wysyła pod adres karetkę i policję w celu zapobieżenia nieszczęściu i w  wielu przypadkach to się udaje!

I znowu trzeba będzie robić społeczną zbiórkę na funkcjonowanie Telefonu Zaufania o czym pisze Szymon Hołownia!

Wpis Hołowni o obecnej sytuacji w Polsce hitem internetu!

Szymon Hołownia znany jest z akcji charytatywnych, które prowadzi m.in. na swoim facebookowym profilu. Tym razem zorganizował zbiórkę pt. „Rząd nie dał na telefon ratujący nasze dzieci, więc zbierzemy sami”. Nie zabrakło z jego strony mocnych słów pod adresem obecnego rządu. Dlaczego zbieram pieniądze – pyta Facebook? Zbieram, bo trafia mnie szlag. Wspaniała fundacja prowadząca wspaniałą rzecz – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (116 111), działający 7 dni w tygodniu (od 12.00 do 2.00), na który codziennie dzwoni średnio prawie dwadzieścia dzieciaków chcących popełnić samobójstwo (i mnóstwo innych mających problemy z samooceną, akceptacją, agresją w grupie, z rodziną, które – jeśli się nie dodzwonią, nie znajdą pomocy, mogą też pójść w stronę samobójstwa). Ten numer uratował życie setkom z nich (w ciągu dekady – 1538 interwencji w rodzaju: na miejsce jedzie policja i karetka a psycholog z telefonu trzyma dziecko na linii). – zaczął popularny dziennikarz. 

Otóż na ten telefon po raz kolejny nie znalazły się pieniądze w budżecie rządu (a konkretnie MEN). Wniosek konkursowy fundacji został odrzucony, bo zabrakło mu 2,75 pkt, a uzasadnienia są po prostu idiotyczne. I to się dzieje w Polsce, która jest na drugim miejscu w Europie gdy idzie o liczbę samobójstw dzieci. I w której psychiatryczna opieka dzieci i młodzieży na skutek zaniedbań państwa zaraz przestanie istnieć. Na durne grające ławeczki, na wożenie się samolotami do Rzeszowa, objazdowy teatr Poety po kraju, dotacje na kolejne toruńskie deale, i propagandowe kampanie – to mają. Na to, by wesprzeć absolutnie każdego, kto chce (i umie) zrobić cokolwiek, żeby najsłabsi spośród nas – dzieci, nie wytrzymujące tempa, jakie narzuca dziś świat nas, dorosłych – środków brak. – kontynuuje Hołownia.

Dla mnie sprawa jest prosta: wspólnota jest tak silna, jak najsłabszy we wspólnocie. I jeśli państwo, które podobno teraz ma mnóstwo pieniędzy, bo pokonało mafie VAT-owskie i w ogóle jest okres dobrobytu i esktazy, a nie ma na najsłabsze dzieci, to ja bardzo chętnie to państwo wyręczę, bo – z całym szacunkiem – ale wyobrażam sobie Polską politykę bez tych, którzy dziś puchną od władzy, nie wyobrażam zaś sobie Polski bez żadnego z tych dzieciaków, które nie będą mogły się jutro dodzwonić na ten telefon, a pojutrze ich już z nami nie będzie.

Dość jęczenia. Zmieńmy dziś ten chory kraj stawiając rzeczy, które stoją na głowie, znów na nogi. Pokażmy, że możemy. I zacznijmy od tego właśnie. Od naszych dzieciaków. Kto do mnie dołączy? – zakończył.

Źródło: Facebook.com Szymon Hołownia

Znalezione obrazy dla zapytania telefon zaufania

Rodzić po ludzku!

Dla każdej kobiety urodzenie dziecka powinno być wielkim wydarzeniem, a więc także wielkim szczęściem.

Wczoraj dokumentalny program „Czarno na białym” pokazał jakże w wielu przypadkach jest to szok dla kobiety, który będzie kobieta pamiętała do końca życia.

Rodziłam swoje Córki pod koniec lat 70 – tych, a więc w głębokim PRL-u.

Naprawdę nie wspominam tego mile i gdy po porodzie wracałam do domu z dzieckiem byłam tylko  na szczęście w lekkiej depresji!

Pierwszą Córkę rodziłam dość długo i byłam pozostawiona sama sobie w boleściach, a położna tylko powiedziała, że te pierwiastki, to są histeryczki!

Kiedy w końcu urodziłam dziecko zostało automatycznie mi zabrane i nie było tego, abym je przywitała na tym świecie i nawet mi nie pokazano jak wygląda!

Zabrali mi je i dopiero rano podano do karmienia i nawet nikt nie zainteresował się, że moja Córka nie chce podjąć piersi do karmienie! Siedziałam i płakałam.

Nawet mi nie powiedziano, że nakarmili moje dziecko mlekiem innej kobiety!

Drugą Córkę rodziłam w grudniu 1979 roku i była to zima stulecia w Polsce.

Urodziłam ją dużo lżej o godzinie 12.20 i znowu zabrali mi dziecko bez możliwości przywitania się!

Położono mnie pod nieszczelnym oknem w kusej koszulinie, na basenie pod prześcieradłem i tak leżałam obolała i drżąca z zimna do godziny 19 z minutami.

Położne świętowały jakieś imieniny i nie miały czasu, aby przewieźć mnie do ciepłej sali.

Dziecko ponownie dano mi dopiero rano, abym mogła je poznać po wielu godzinach.

Dwa porody i dwie traumy, z których wychodziłam wiele miesięcy po porodzie.

Reasumując, to 40 lat temu czułam się na porodówce jak jakiś intruz, który musi urodzić bez słowa wsparcia i pomocy!

Myślałam, że skoro minęło tyle lat, to kobiety teraz rodzą w dobrych warunkach i czują się zaopiekowane.

To jest ten czas, kiedy mogą skorzystać z USG i innych technologii do bezpiecznego prowadzenia ciąży, kiedy my kobiety PRL-u do końca ciąży nie wiedziałyśmy jaką płeć nosimy w brzuchu i czy dziecko jest zdrowe.

Niestety, ale nadal polskie kobiety rodzące są traktowane jak zło konieczne na porodówkach i mimo specjalistycznego sprzętu są poniewierane, że wychodzą do domu z depresją do tego stopnia, że  nie potrafią po traumie pokochać swojego dziecka!

Dokument „Czarno na białym” obnażył bardzo dokładnie, że od czasów PRL-u niewiele się zmieniło, a może nawet położne jeszcze bardziej schamiały i czytamy:

„Nie drzyj się, tylko przyj!”. Trauma porodu może być przyczyną depresji.

Narodziny dziecka – moment tak samo piękny, jak trudny, nie powinien być okraszony przemocą, wyzwiskami czy krzykiem. Żadna rodząca kobieta nie powinna czuć strachu wobec lekarzy, niepotrzebnego bólu czy uprzedmiotowienia. Niestety wciąż wiele matek z porodówek wychodzi nie tylko z noworodkiem, ale również traumą.

Kolejne standardy opieki okołoporodowej, zmiany w przepisach i nagłaśnianie tych najgorszych przypadków nie wiele zmieniają na polskich porodówkach. Ostatni raport Fundacji Rodzić po Ludzku pozostawia wiele do życzenia względem opieki nad rodzącymi kobietami. Blisko 17 proc. badanych doświadczyło przemocy słownej lub fizycznej, takiej jak krzyki, grożenie, rozkładanie nóg na siłę czy przywiązywanie do łóżka.

1. Poród, o którym chcę zapomnieć

Iwona bardzo źle wspomina opiekę podczas pierwszego porodu. Już na wejście usłyszała, że „pani się za bardzo stresuje, jak się pani tak będzie stresować to nic z tego nie będzie.” W trakcie porodu położna dalej była niemiła, teksty „nie drzyj się, tylko przyj!” padały wielokrotnie.

Jednak to szycie krocza było jej największą traumą.

 

– Do dziś mi słabo, jak sobie przypomnę. Nie dostałam znieczulenia, położne trzymały mnie za nogi, krzyczałam z bólu, wyrywałam się na fotelu i błagałam, żeby przestały. Mówiły do mnie: „Dziewczyno, nie dajesz mi pracować, przestań się rzucać! Muszę cię pozszywać, żeby mąż był zadowolony, potem przyjdzie i będzie miał do nas pretensje!” – wspomina Iwona. – Potem dostałam gaz, poczułam się jeszcze bardziej upodlona. Zdawało mi się, że obserwuję całą sytuację z zaświatów. Słyszałam własne krzyki, wyzwiska lekarki i płacz mojego synka, gdzieś w kąciku do ważenia. Pomyślałam, że umieram – podsumowuje. Wszystkiego doświadczyła w Wojewódzkim Szpitalu Podkarpackim im. Jana Pawła II w Krośnie.

Kasia rodziła w Szpitalu Śląskim w Cieszynie. Kiedy próbowała przekonać personel, że ma skurcze, usłyszała, że ma się uspokoić, dostała leki na uspokojenie.

– Później nie miałam skurczów partych, nie umiałam urodzić. Akcja się przedłużała, padły słowa: „No Kasia, nie starasz się, my nie mamy całego dnia, myślisz tylko o sobie.” Największym problemem było bagatelizowanie tego, co mówiłam, że nie dam rady, że nie wiem, jak to robić – mówi.

Podczas całego pobytu w szpitalu Kasia usłyszała również komentarz o tym, że nie ma męża, i że fajnie tak sobie zrobić dziecko i odpoczywać w szpitalu.

Marta do Szpitala MSWiA w Warszawie trafiła jeszcze w ciąży. Lekarza zaniepokoiły jej wyniki, więc dostała skierowanie na oddział. Lekarz, który ją badał z obrzydzeniem poinformował ją, że istnieją golarki i on nie wie, jak mogła się tak zapuścić.

Sylwia w związku z silnym lękiem przed porodem leczyła się u psychiatry. Z zaświadczeniem o strachu przed cesarskim cięciem pojawiła się na porodówce. Tam otrzymała pseudonim psychiczna… Przez cały pobyt w Szpitalu Wojewódzkim w Białymstoku czuła się wyśmiewana.

Ola usłyszała, że nie potrafi przeć, w ogóle tego nie robi.

– Położna powiedziała, że zaraz uduszę dziecko i je męczę. Tętno spadało, lekarze szeptali między sobą. Zbiegło się jeszcze kilka osób, lekarka przytrzymywała mi brzuch, żeby syn nie cofał się po skurczu. Ostatecznie położna nacięła krocze, mimo że główka nie była na krawędzi. Bolało jak skurczybyk – opowiada.

Agatę do terapii skłonił fakt, że nie potrafiła nawet myśleć o własnym porodzie bez łez:

– Na jego wspomnienie nie mogłam złapać oddechu. To, co wydarzyło się na sali porodowej wpłynęło na moje postrzeganie siebie, czułam, że się zawiodłam. Wiem, że gdyby to był mój pierwszy poród, to miałabym tylko jedno dziecko – wraca do traumatycznych przeżyć Agata.

Iwona po porodzie czuła się jak śmieć, nie potrafiła nawet karmić piersią. Kolejny poród był dużo łatwiejszy, mimo to wszystkie emocje wróciły – zdecydowała się na terapię i dopiero ta pomogła jej znów poczuć się dobrze.

2. Trudny poród przyczyną depresji poporodowej?

Blisko 30 proc. młodych mam dotyka depresja poporodowa. I choć jej przyczyny nie są do końca pewne, to trudny poród jest wymieniany jako jeden z czynników mogących ją powodować. Nie trudno dostrzec związku między poniżającym, pełnym przemocy porodem, a złym stanem psychicznym kobiety, która i tak znajduje się w zupełnie nowej życiowej roli.

Historie opisywane w artykule, są pełne przemocy. Wiele z nich nosi znamiona traumy, jest powodem ogromnego cierpienia młodych matek. Trauma ta jest tym dotkliwsza, bo wydarzyła się w czasie wielkiej wrażliwości i podatności na zranienie. Skutki traumatycznych wydarzeń w tak delikatnym dla kobiecej psychiki okresie, jakim jest sytuacja porodu czy połogu oraz brak wsparcia ze strony personelu i najbliższego otoczenia, mogą wpływać bezpośrednio na matkę – mówi psycholog i psychoterapeuta Magdalena Borkowska.

3. Depresja poporodowa – problem całej rodziny

Warto pamiętać, że depresja poporodowa to poważna choroba. Ma ona wpływ nie tylko na matkę, ale również na dziecko. Badania nad relacjami potwierdzają, że kiedy występuje depresja, pomocy potrzebują dwie osoby – matka i dziecko. Zły stan psychiczny matki może negatywnie wpłynąć na więź tworzącą się między nią a dzieckiem oraz rozwój młodego człowieka.

 Nie należy zapominać także o wpływie opisywanych traum na dziecko i relację partnerską między rodzicami. Kobiety doznające krzywdy i przemocy ze strony osób, które w założeniu mają się nimi opiekować, są bardziej narażone na wystąpienie objawów depresji poporodowej, a także zespołu stresu pourazowego – tłumaczy Magdalena Borkowska.

4. Poród to nie koniec

Traumatyczne doświadczenia porodowe dają o sobie znać również w domu, kiedy mama z dzieckiem może już odetchnąć od szpitalnej rzeczywistości. Nawet jeśli to, jak została potraktowana, nie skończy się depresją, może mocno wpłynąć na to, jakie będą początki jej macierzyństwa.

– Moment pojawienia się dziecka na świecie, ale i całe wczesne macierzyństwo – szczególnie pierwsze dni z dzieckiem są dla matek chwilą, którą zazwyczaj wyobrażają sobie, jako coś pięknego. Zaniedbania personelu prowadzące do brutalizacji chwili, która miała i mogła być piękną, może spowodować wielkie poczucie straty. Straty tego wymarzonego czasu, którego nie da się przecież powtórzyć – tłumaczy psycholog. – Matka w takiej sytuacji może doświadczać procesu żałoby i potrzebować czasu, aby powrócić do równowagi psychicznej.

Pozostaje mieć nadzieję, że nie tak dużo czasu musi upłynąć, zanim na polskich porodówkach zmieni się stosunek do rodzących. W żadnym wypadku nie należy traktować matek jako roszczeniowych, bo szacunek do drugiej osoby nie jest czymś, o co powinniśmy walczyć. Szczególnie w tak trudnym i wyjątkowym momencie, jak poród.

Trauma porodu

Poplątanie z pomieszaniem!

 

Obraz może zawierać: jedzenie

Na zdjęciu to już ostatnia partia grzybów przywiezionych przez Męża, bo co za dużo, to nie zdrowo.

W tym roku na moich terenach bardzo ładnie sypnęło grzybem i o dziwo nie ma prawie robaczywych!

Grzyby są śliczne, zdrowe, jędrne i dają w domu obłędny zapach, który chyba wszyscy lubią.

Obraz może zawierać: w budynku

A teraz drugi temat:

Trochę się już boję poruszania tematów politycznych, gdyż wszyscy możemy być prześwietleni przez obecną władzę systemem „Pegasus”.

Może oni nie tylko śledzą nasze smartfony, bo może także nasze wpisy na różnych portalach i także nasze blogi.

Zaczyna być coraz groźniej i nigdy nie wiadomo, czy nie zapukają do naszych drzwi o 6 rano, czyli strach się bać.

Może już trzeba pisać tylko o de… Maryni, aby się nie narażać systemowi za miliony złotych!

Po to zakupili ten program, aby mieć nas pod kontrolą i zakładają nam na buzie kaganiec!

Ciekawe jak się obecnie czują reporterzy, dziennikarze i inni ludzie publiczni, którzy załatwiają wiele spraw przez telefon właśnie!

Miałam nalot Policji na moje komputery i doskonale sobie zdaję sprawę z ogromnego zagrożenia i muszę wszystkich uprzedzić, aby zrozumieli wielkie niebezpieczeństwo czyhające na piszących blogi o tematyce politycznej – już to nie są żarty!

Mój blog na Onet trafił do kartoteki policyjnej i prokuratorskiej za sprawą sygnalistki z Krakowa, a komputery były przeglądane przez biegłego sześć tygodni, a więc doświadczyłam na własnej skórze, że ta władza ma instrumenty, by każdego mieć na widelcu!

Na szczęście nic nie znaleźli, a mnie się marzy, aby byli ścigani ci, którzy bezczelnie popierają tą jakże zdradziecką władzę i plują na przyzwoitych ludzi, którzy bonią resztek demokracji w Polsce!

Aby jednak nie było tak minorowo, to napiszę taką ciekawostkę.

Otóż zadzwoniłam dzisiaj do mojej rodzinnej i poprosiłam o receptę na moje stałe leki.

Zawsze to jest dla mnie stres, bo ja tak bardzo nie lubię lekarzom zaprzątać sobą im głowę!

Zostałam poinformowana, że już nie muszę prosić rodzinnej o receptą, gdyż został mi podany „Nr Recepty”, którą będę mogła załatwić w każdej aptece w Polsce – hurra – wreszcie coś budującego, co skraca kolejki do lekarza!

Jeden stres mniej!

Rodzeństwo!

Znalezione obrazy dla zapytania skłócone rodzeństwo

Kiedy tworzyłam rodzinę, zresztą w bardzo młodym wieku, to obiecałam sobie, że moje przyszłe dzieci nigdy nie będą traktowane inaczej, bo moje serce mi podpowiadało, że muszę być sprawiedliwą matką.

Przysięgłam sobie, że nigdy nie uderzę swojego dziecka, tak jak czynił to mój ojciec odbijający swoje niepowodzenia życiowe na mnie.

Kiedy urodziłam pierwszą Córkę, to uważałam ją za najpiękniejszą na świecie, bo tak chyba ma każda, świadoma matka.

Tak samo traktowałam swoją drugą – urodzoną trzy lata później.

Wychowywaliśmy nasze dzieci tak, aby żadna z nich nie czuła się gorsza, choć z czasem było tak, iż różniły się od siebie mimo, iż pochodziły z tej samej matki i ojca.

Kiedy rozrabiały i się kłóciły, to najczęściej ich tata latał ze ścierą, aby je uspokoić i pojednać. Taki był groźny!

Minęło już sporo od kiedy się wyprowadziły z rodzinnego domu i mieszkają z dala od siebie, ale ja zawsze proszę, by nie pogubiły się w tych kilometrach i utrzymywały ze sobą kontakt, aby nie się nie stały sobie obce.

Tylko czasami interweniuję, kiedy czuję, że coś jest nie tak, ale staram się robić to bardzo delikatnie i subtelne.

Jako matka i babcia nie wkraczam w życie moich dzieci, bo są mądre i wychowują swoje dzieci nie budząc u mnie żadnych uwag.

Wydaje mi się, że w tej sferze mi się udało i mogę spać spokojnie, a także cieszę się, że udało mi się wychować dzieci w miłości i przyjaźni.

Jestem szczęściarą, ale jakże w wielu domach rodzinach rodzeństwo się nienawidzi i nie chce kompletnie ze sobą utrzymywać kontaktów żadnych.

Nie wyobrażają sobie, by razem spędzić święta, czy też normalnie wyjaśnić sobie różne sprawy.

Jakże często, to ich rodzice doprowadzili do tej nienawiści faworyzując tylko jedno ze swoich dzieci, bo reszta jest mało warta i się zawiedli.

Jakże często rodzice doprowadzają do tej nienawiści nierówno dzieląc swój spadek i odcinają resztę pozbawiając ich praw i prowadzą je na ścieżkę sądową.

Jakie to przykre jest, kiedy własny rodzic nie potrafił w swoim życiu pokochać wszystkie swoje dzieci!

Czytaj felieton więc, a może zrozumiesz dlaczego tak się dzieje, bo może też doświadczyłeś odrzucenia i kłótni w rodzeństwie nie do naprawienia!

Relacje między rodzeństwem w wieku dorosłym.

Podobnie jak zdarzają się szczęśliwe i udane małżeństwa, tak też istnieją zgodne i zgrane rodzeństwa. Tyle tylko, że dla większości z nas to raczej wirtualna rzeczywistość. Nieumiejętność lub niemożność dogadania się zwykle oznacza
jakiś nierozwiązany problem z przeszłości. Ale można przyjrzeć się mu dzisiaj.

Mój brat… właściwie słabo go znam. Pamiętam, że kiedy mama była w ciąży, powiedziałam, że chcę mieć brata albo psa. Urodził się ktoś zupełnie niespełniający moich wyobrażeń, za to w pełni zawłaszczający uwagę rodziców i ich miłość. Dziś kocham go, bo jest moim bratem, ale w sercu nadal wybrzmiewają mi słowa mamy: „Ustąp mu, jest młodszy”.

„Gdyby nie była moją siostrą, pewnie w ogóle byśmy się do siebie nie odzywali”; „Kocham go, ale nie z rodzeństwem łączy nas najsilniejsza więźlubię i ciągle się kłócimy”; „Jest dla mnie ważny, ale jego żona nie pozwala nam się przyjaźnić. Broni do niego dostępu zupełnie jak kiedyś nasza matka” – słyszę od moich pacjentów. Jak widać, w innych relacjach siostrzano-braterskich wcale nie wygląda to różowo.

Lądowanie na planecie rodzina

„To twoja siostra, musicie się kochać”, „Kiedy nas zabraknie, będziecie dla siebie najbliższą rodziną” – jak często od dzieciństwa słyszałaś podobne zdania? To prawda, z rodzeństwem łączy nas najsilniejsza więź – geny. Relacja z bratem czy siostrą jest prymarna (pierwotna, podstawowa, najważniejsza) w stosunku do innych związków, jest też całkiem odmienna od więzi z rodzicami. To jak burza z piorunami – miłość, bliskość, poczucie totalnego zrozumienia przeplatają się z antypatią, złością i rywalizacją. Psychologowie twierdzą, że tak właśnie ma być. Arena siostrzano-braterskich porachunków to cenne źródło nauki dla przyszłych dorosłych. Bezcenne doświadczenie w procesie socjalizacji: możliwość wspólnej zabawy, posiadania świata odmiennego od świata dorosłych, dzielenia tajemnic, trosk i radości, wsparcia i uczenia się od siebie nawzajem.

Jednak to również układ, który dostarcza silnych uczuć: zazdrości, bezradności, żądzy krwi i walki o swoje. Tak czy siak twarda szkoła życia, jaką dostajemy w dziecięcym pokoiku, w dużym stopniu decyduje o tym, kim jesteśmy w dorosłym życiu: o naszym samopoczuciu, zdrowiu i rozwoju, spełnianiu się w relacjach zawodowych, przyjaźni i miłości. Gdyby nie twój brat czy siostra, dziś byłabyś zupełnie innym człowiekiem. Nić historycznej ciągłości, jaką tworzy związek z rodzeństwem, może być ważnym źródłem wsparcia. Jednak czasami trudno w to uwierzyć.

Czy na pewno myślisz samodzielnie?

Magda dziś jest dorosła, ma męża i dzieci, ale jej zazdrość o brata wcale nie zmniejszyła się od czasów dzieciństwa, jedynie wściekłość na rodziców, głównie na matkę, zmieniła obiekt. – Mój brat to idiota, ciągle uczepiony maminej spódnicy. Z byle drobiazgiem dzwoni do niej, a ona świata nie widzi poza ukochanym syneczkiem. Nawet jego syn jest dla niej ważniejszy od moich córeczek, i to mnie najbardziej boli – opowiada.

Kilka tygodni temu Magda miała z bratem kolejną kłótnię. Wygarnęła mu, że przez niego matka nie ma czasu zajmować się jej córkami. Tym razem brat zareagował inaczej niż zwykle. Nie obraził się, nie rzucił słuchawką, tylko spokojnie powiedział: – Pomyśl czasem o tym, że ja mam już dość ingerencji matki w moje życie. Chętnie bym się z tobą zamienił. Do opieki nad synem zatrudniłbym opiekunkę i dzięki temu przestałbym wreszcie słuchać tych wszystkich „mądrych” rad naszej mamusi.

Po tej rozmowie Magda pomyślała, że może ten jej „głupkowaty” brat nie jest taki całkiem do niczego.

Iwona jest wściekła na Izę, swoją siostrę, o to, że ta ciągle absorbuje uwagę schorowanych rodziców. – To absurd, żeby dorosła kobieta dzwoniła do rodziców z najmniejszym katarem. Ojciec wozi ją do lekarzy, mama gotuje jej obiadki. Na dodatek obydwoje oczekują, że ja również będę skakać koło Izuni. Czy ty wiesz, że parę lat temu ojciec kazał mi obiecać, że po ich śmierci zajmę się siostrą? Ja, młodsza od niej o 8 lat – skarży się Iwona. Kiedy w terapii pracowałyśmy nad tym problemem, okazało się, że Iza zaczęła chorować, kiedy urodziła się Iwona. Myślę, że w ten sposób chciała zwrócić na siebie uwagę matki i ojca. Z czyjej winy ten sposób zabiegania o rodziców utrwalił się w jej dorosłym życiu?

Kamila była najmłodszym dzieckiem i na dodatek jedyną dziewczynką spośród trzech braci. W dzieciństwie rozpieszczana przez całą rodzinę jednocześnie została obsadzona w roli opiekunów rodziców. Wiele razy słyszała z ust matki: „Bóg mi cię zesłał na stare lata”. Kamila tuż po skończeniu studiów dostała rodzinny dom. Bracia nie mieli nic przeciwko temu, byli już dorośli, mieli swoje domy, rodziny. Rzadko odwiedzali rodziców, a kiedy któreś z nich chorowało, oczywiste było, że to Kamila się nimi zajmie: załatwi lekarza, wykupi lekarstwa. – Dlaczego i dla kogo jest to takie oczywiste? – pytałam podczas jej pierwszej wizyty. – No wiesz, to z dzieci, które przejmuje rodzinny majątek, ma obowiązek zająć się rodzicami, a poza tym na tych idiotów nie można liczyć – odpowiedziała zdenerwowana. – Czy to twoje zdanie, sprawdziłaś to? A może to opinia twoich rodziców? – spytałam wtedy. Kiedy Kamila przeżyła bolesne rozstanie z mężem, który na dodatek chciał ograbić ją z całego majątku, to właśnie jej najstarszy brat – prawnik – stanął w jej obronie.

Nierozwiązany problem między rodzeństwem

Jeśli twierdzisz, że twój brat czy siostra nie są dla ciebie ważni, wcale ich nie lubisz, nie rozumiesz sposobu, w jaki żyją, nie dogadujesz się z ich partnerami, spotykacie się tylko wtedy, kiedy musicie (najczęściej w obecności rodziców), to często dowodzi właśnie siły waszego związku. Co jest w nim tak ważnego, że musicie trzymać się daleko od siebie? Co dzieje się z twoim „ja”, kiedy jesteś z rodzeństwem? Chęć zerwania siostrzano-braterskich relacji oznacza, że istnieje pomiędzy wami jakiś ważny nierozwiązany problem, który prawdopodobnie ciągnie się od dzieciństwa. Rodzice nie są w stanie pomóc go wam rozwiązać, bo mniej lub bardziej świadomie utrzymują was w rolach, w których obsadzili was przed laty.

Dorosłe kłótnie pomiędzy rodzeństwem często przypominają awantury z dziecięcego pokoiku. Choć jesteście już dorośli i macie swoje rodziny, w waszych sercach drzemią dawne urazy. Najgorsze jest to, że pamiętacie je tak, jak widzieliście je w przeszłości.

Relacje dorosłych

Kiedy przyglądasz się swojemu rodzeństwu, jedyną prawdą o waszych relacjach jest to, co pamiętasz. Brat czy siostra nie mogą się z tobą zgodzić, bo mają własną wersję wydarzeń. Oni także trzymają się osobistej prawdy, by chronić samych siebie. Jednak dziś jesteście już dorośli i w każdym momencie życia możecie nawiązać kontakt na nowo, na dorosłych zasadach. Nie musicie powielać relacyjnych scenariuszy z dziecięcego pokoju. Możecie w pełni świadomie popatrzeć na to, co dziś jest między wami. Jak? Na przykład spróbujcie stworzyć bank miłych wspomnień. Jeśli odłożycie na bok pretensje i urazy, okaże się, że przeżyliście razem sporo fajnych chwil. To całkiem niezła baza do rozpoczęcia nowej relacji, tym razem na dorosłych zasadach. Z kolei raniące doświadczenia możecie opisać osobno, każdy ze swojego punktu widzenia. To pokaże wam, jak zapamiętało je każde z was. Może się okazać, że obydwoje czuliście się pokrzywdzeni. Może dziś jest właśnie ten moment, żeby sobie wybaczyć? Pamiętaj, że wiele bolesnych sytuacji mogło być źle rozwiązanych bądź zlekceważonych przez waszych rodziców.

Dziś nie ma już sensu obwiniać mamy i taty za wszystkie błędy z przeszłości, ale można postawić im granicę. Zacznij od tego, by delikatnie, ale stanowczo powiedzieć im, że nie masz zamiaru dłużej wysłuchiwać ich skarg na brata czy siostrę. A do brata lub siostry możesz napisać list wdzięczności, w którym podziękujesz za wszystko, co było ważne w waszej relacji. W końcu fajnie jest, jeśli kochacie się nie tylko z obowiązku, ale także lubicie i wiecie, że zawsze możecie liczyć na siebie nawzajem.

Ewa Klepacka-Gryz: psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet.

https://zwierciadlo.pl/psychologia/relacje-miedzy-rodzenstwem-w-wieku-doroslym

Nie rozmawiaj z wyznawcą PiS!

Obraz może zawierać: jedzenie

Słuchałam dzisiaj na TVN w programie „Fakty po Faktach” wypowiedź niejakiego „Osła” Żalka, który zaciekle bronił tego sutenera z Krakowa – Mariana Banasia – szefa Najwyższej Izby Kontroli w Polsce!

Był to występ tak żałosny, żenujący, masakryczny, że zastanawiam się co oni biorą w tej partii.

Krzyczał na ekranie i nerwowo się śmiał, podskakiwał, aż prawie się opluł ze złości i kompletnie nie potrafił odpowiadać na pytania dziennikarza!

Ludzie w tej partii są tak zepsuci i patologiczni, że nie potrafią prowadzić rzetelnej debaty, a zakrzykują wszystkich, którzy mają inne zadanie i to jest nagminne.

Patologiczni są także wyznawcy tej partii, bo nie potrafią logicznie myśleć, analizować, a tylko łykają co ten rząd im znowu da!

Wierzą z każde kłamstwo „Premiera” i łykają każdą wypowiedzianą bzdurę Kaczyńskiego.

Nie widzą tego, że:

4 lata minęły i się pytam – gdzie te ich autostrady, mosty, bo zdaje się tylko im się udało to:

Rachunek który zapłaci Polska po rządach PiS.
Za niszczoną armię.
Za demolowany system edukacji.
Za rozwalane szpitale.
Za wycięte puszcze i drzewa w miastach.
Za popsute relacje międzynarodowe.
Za 27:1.
Za największe w historii zadłużania państwa.
Za mianowanie kuzynów, pociotków, kolegów bez żadnych kompetencji do spółek skarbu państwa.
Za niszczoną Konstytucję.
Za anarchię prawną.
Za brutalizację Policji.
Za podzielenie społeczeństwa.
Za upartyjniane sądy.
Mało?
Roman Gertych!

A to nie wszystko przecież, bo czego się nie tkną, to schrzanią, a potem się tłumaczą, że przez 8 lat Polki i Polacy – tamta władza zrobiła gorzej od nich!

Dość powoływania się na 8 tamtych lat, bo teraz wy rządzicie i przez 4 lata rozwaliliście ten kraj!

Czytam tu i ówdzie wypowiedzi fanatyków PiS i włos się na głowie jeży, bo ten rząd omamił na zawsze patologię o wielkości jakieś 5 milionów Polaków, którzy mimo draństwa da się ta patologia – pokroić.

Staram się być sprawiedliwa w ocenach i znajduję w tej partii tylko jeden punkt, który zrobili dobrze, a jest to 500+ na każde dziecko i nie zrobili nic więcej dla tego kraju, a wręcz przeciwnie – ośmieszyli Polskę na cały świat i przede wszystkim Europę.

Doszło do tego, że nie mamy „Prezydenta”, „Premiera”, bo Polską rządzi ta mała cholera!

W 2015 roku ostrzegałam wszystkich, by nie głosowali na PiS, bo ta partia upolityczni wszystkie nasze instytucje i tak się stało!

Można już przez rządzących prowadzić burdele i nikomu z głowy włos z głowy nie spadnie.

Można powoływać na najwyższe stanowiska ciotki i pociotki i ten nepotyzm także nikomu nie zaszkodzi choć to jest paraliż wszystkiego już!

Boże jak wiele jeszcze można pisać i tu się zastanawiam nad tym, że oto wielkimi krokami zbliżają się święta.

Jeśli w rodzinie macie zwolenników tej kłamliwej partii, to nie siadajcie z nimi do wspólnego stołu, bo się poróżnicie na śmierć i życie – oni nie odpuszczają, a atakują ze zdwojoną siłą.

Nie radzę wdawać się w dyskusję z pisorem na forum społecznościowym, czy innych portalach, bo oni mają opracowaną taktykę i zeszmacą, zdepczą, oplują, gdyż nie mają żadnych zahamowań, bo są otumanieni ideologią Kaczyńskiego, tego konusa bezzębnego w podartych i schodzonych butach i garniturze!

Doszło do tego, że oni są w stanie zabić w imię swojej partii, tak jak groził posłance Katarzynie Lubnauer  – funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej!

Otrzymała pogróżki, w których została wyzwana od suk i zostanie zabita jak Prezydent Adamowicz w Gdańsku!

Funkcjonariusz  miał  ostrą broń!

Proszę zauważyć jak zostaliśmy podzieleni przez gnoma Kaczyńskiego, że można domniemywać, że będziemy mordowani za przekonania!

Jeśli wygrają, to grozić nam będzie wojna domowa!

Aby odlecieć trochę od zła – prezentuję mego Męża w lesie, na łonie natury z koszykiem grzybów! W domu cudny zapach!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją, drzewo, na zewnątrz i przyroda

 

Dziecięce wspomnienia!

Dawniej, gdzieś w latach 60 – tych,  dzieciaki bawiły się na podwórkach do nocy i to niechętnie wracały do domu.

Wisieliśmy  na trzepakach i gadaliśmy do woli i dopiero mama z okna wołała, że czas wracać do domu.

My dzieci w PRL-u nie mieliśmy komputerów i tej całej technologii, a więc jedyną rozrywką, to byli rówieśnicy i blokowe podwórka.

Dziś sobie tak wspominałam te dziecięce lata i przypomniała mi się historyjka, która utkwiła w mojej głowie na zawsze.

Otóż było ciepłe lato i ciepły wieczór i zgrają siedzieliśmy sobie na ławkach, które stały pod blokowymi balkonami.

Na podwórku pojawił się sąsiad lekko wcięty, a że był wysokim gościem, to rzucał się w oczy

Na balkonie stała jego żona, która prosiła, aby ten zjawił się w końcu w domu!

Mieszkali oboje na trzecim piętrze, a wysoki pan rzucił się na kolana, złożył ręce jak do modlitwy i zakrzyknął doniośle – „Wyjdź na balkon piękna dziewico – nie zważaj na chłód, czy mróz – zobacz jak pięknie gwiazdy świcą”.

My dzieciaki o mało nie umarliśmy ze śmiechu i ta scenka rodzajowa na zawsze wryła się w moją głowę!

W  związku z tym jestem ciekawa, czy Wam też coś tak bardzo śmiesznego wryło się w pamięć z życia wzięte?

Może jakieś powiedzenia, anegdoty, wiersze, śmieszne i zabawne?

Kochani od jutra już nastanie jesień, a więc czekają nas nostalgiczne dni, ale miejmy nadzieję, że jesień będzie piękna ze swoimi kolorami – moje zdjęcia poniżej!

WSPOMNIENIA
Odwiedzaj swoje wspomnienia,
Uszyj dla niech płócienne pokrowce.
Odsłoń okna i otwórz powietrze.
Bądź dla nich serdeczny i nigdy
nie daj im poznać po sobie.
To są twoje wspomnienia.
Myśl o tym, kiedy płyniesz
w sargassowym morzu pamięci
i trawa morska zarasta ci usta.
To są twoje wspomnienia, których
nie zapomnisz aż do końca życia.

Adam Zagajewski

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, trawa, buty, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, trawa, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, na zewnątrz i przyroda

Nie bądź durny – idź do urny!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Niedawno moja znajoma z FB napisała, bardzo zawiedziona opozycją, że ma  w de.. i na wybory nie pójdzie, gdyż wg.  niej wszyscy obiecują niestworzone rzeczy i ona ma tego dość i rezygnuje z głosowania!

Dyskutowałyśmy więc i napisałam jej, że nawet niech zagłosuje na Korwina, by tylko swoim głosem odebrać szansę PiS na długoletnie psucie tego Państwa!

Obiecała, że zagłosuje chociaż w tym czasie będzie leżała w szpitalu, ale i tam będzie mogła zagłosować – tak jej napisałam.

Piszę do wszystkich, świadomych Polaków i Polek – nie oddajmy naszej Polski ponownie Kaczyńskiemu, bo obudzimy się w jeszcze większym szambie jakie leje się od 4 lat!

Dzisiaj odbyły się kolejne konwencje wszystkich partii i nie mogłam zdzierżyć kłamstw „Premiera” i szeregowego posła Kaczyńskiego, bo to co pieprzą jest niestrawne i dlatego wyłączyłam w telewizorze fonię, co widać na powyższym zdjęciu.

Idźmy na Wybory nawet jeśli będzie padał deszcz!

Idźmy na Wybory i zatroszczmy się o przyszłe pokolenia, o nasze dzieci i wnuki, aby żyły w normalnym, demokratycznym Państwie!

To jest moje hasło, które swego czasu było na pasku „Szkła Kontaktowego” i jest powielane w sieci!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Dzisiaj w programie „Super Wizjer” pokazano jak to szef Najwyższej Izby Kontroli zajmuje się sutenerstwem i w swojej kamienicy udostępnia pokoje na godziny, gdzie odbywają się spotkania ważnych ludzi w Państwie z prostytutkami!

Chwała TVN-owi, że dociera do draństw tych ludzi, tej partii szemranej, kłamliwej, która dużo gada o moralności, a wielu z tej partii ma na sumieniu draństwa okropne.

Czy w dalszym, ciągu chcemy takich ludzi na najwyższych stołkach?

Idźmy na Wybory, by tę szarańczę pozbawić władzy, bo tylko nas kompromitują na salonach europejskich i światowych!

Do Wyborów zostało 3 tygodnie i wciąż mam czas, aby przeanalizować na kogo oddam swój głos, ale z pewnością nie na PiS.

Nawet jeśli wygra PiS, to marzy mi się, aby nie miał większości w Sejmie, bo to będzie dowodziło, że wyborcy trzeźwieją i nie są zamuleni 500+.

Przez 4 lata zrujnowali Polskę, a ja się wciąż pytam ile kilometrów dróg i autostrad oni wybudowali?

Nie zrobili niczego, wartościowego dla mojego kraju, a zrujnowali prawie wszystko.

Idźcie na Wybory i sami zdecydujcie czy chcecie normalnej, spokojnej, wyważonej, ambitnej Polski!

Idź na Wybory, bo jesteś inteligentnym człowiekiem i chcesz mieć swój wpływ na Twoje Państwo – nie zmarnuj tej szansy!

Ludzie telewizji piszą o tym dlaczego tak ważne jest pójście do Wyborów i tu przestawiam głos dziennikarki Doroty Wellman – przeczytajcie!

Tekst poniżej:

PiS się doigrał! Wpis Wellman to prawdziwa petarda, powinni przeczytać go wszyscy Polacy.

Na facebookowym profilu „Być Kobietą Szczęśliwą” pojawił się wpis autorstwa Doroty Wellman. Prowadząca „Dzień Dobry TVN” zachęca w nim do pójścia na wybory, uderzając przy tym w rządy Prawa i Sprawiedliwości. Boże, jak to dobrze, że jestem stara. Nie muszę się martwić, że ktoś zdecyduje za mnie o antykoncepcji hormonalnej. I zasłaniając się klauzulą sumienia, nie sprzeda mi środków antykoncepcyjnych.
Nie muszę się martwić, co się stanie, gdy nie będę mogła mieć dzieci. Czy in vitro będzie legalne, czy nie.
Nie wyobrażam sobie, żeby jakakolwiek Izba decydowała o tym, ile chcę mieć dzieci. I jakiej płci. Mnie pozostaje już tylko HTZ i mam nadzieję, że ktoś nie wpadnie ma pomysł, żeby i jej zabronić. – możemy przeczytać na wstępie. 

Myślę za to o mojej przyszłej synowej. Będzie miała przechlapane.
Jakbym chciała żyć w państwie, które decyduje o wszystkim, to wybrałabym Państwo Islamskie, które narzuca reguły i zasady, a gdy ktoś im się nie podporządkuje, karze śmiercią i gwałtem. Wrogów zabija. Słyszę w snach, jak toczy się moja obcięta głowa. Stuk, stuk.
Chciałabym żyć w kraju, który nie wtrąca się do mojego życia prywatnego. W którym jakaś banda matołów w imię swojego politycznego interesu nie mówi i nie narzuca mi, co jest moralne, a co nie. Nie mówi mi, co jest dobre, a co złe, bo wie lepiej. I nie straszy mnie piekłem, grzechem i potępieniem wiecznym.
Zajmijcie się swoją moralnością, bo z nią chyba nie jest najlepiej. Kłamcy, krętacze, oszuści.
Sama stanę przed Bogiem z moim sumieniem. Kiedy spyta mnie, jak żyłam, odpowiem: nikogo nie zabiłam, nie kradłam, żyłam przyzwoicie, nie przynosząc wstydu swoim rodzicom, mam kilku dobrych przyjaciół, dobrze wychowałam dzieci.
Do kościoła chodziłam rzadko, bo bałam się, że spotkam arcybiskupa Wesołowskiego. Za to modliłam się często. – kontynuuje popularna polska dziennikarka.

Oglądaj telewizję wybiórczo (i mówię to ja, człowiek telewizji!). Wybieraj programy i nie doprowadź do tego, że telewizor gra bez przerwy i zastępuje rozmowy w domu.
Czytaj dużo – z tego są same korzyści!
Miej swoją pasję, która cię wciąga (nieważne, czy robisz pałace z zapałek, czy oglądasz kosmos) – dzięki temu jesteś kimś.
Nie słuchaj bezmyślnie innych ludzi – nie daj sobie narzucić zdania innych, nie bądź baranem w stadzie.
Słuchaj intuicji – ona najlepiej wie, co dla ciebie jest dobre.

Kobieta luksusowa to taka, która ma własne konto. Jest niezależna finansowo.

Ja jestem piękna inaczej. Mierzenie ludzi według piękności jest głupie, bo na to nie mamy wpływu. Za dobro należy nagradzać. I za mądrość.
Radzę kobietom, żeby poświęciły swoją uwagę czemuś ważniejszemu niż oponka na brzuchu.
*
Wychowanie syna to najpiękniejsza przygoda, jaka mi się zdarzyła. Kontakt z nim, nasze świetne relacje i rodzaj niezwykłego porozumienia to moje największe osiągnięcie. Syn jest moim Oskarem, Wiktorem i Noblem. – pisze Wellman.