Archiwa tagu: kochanka

Ten tekst powinny przeczytać wszystkie kochanki, bo czasami karma wraca!

Oto mamy za sobą czas pojednań i wybaczania i chcemy wejść w Nowy Rok z czystym kontem, ale nie zawsze się da – niestety! 

Przeczytałam w sieci taki oto tekst, który wklejam poniżej i od razu napiszę, że tak się składa, iż moja koleżanka miała bardzo podobną sytuację, kiedy to kochanka jej męża  po latach ją przeprosiła za to, co jej wywinęła.

Napisała do niej list z wielkimi przeprosinami, że wdarła się z butami w jej życie, bo zakochała się w jej mężu i nie patrzyła na to, że on miał z żoną dwoje maleńkich dzieci.

On oszukiwał żonę, a ona szła w ten romans jak to się mówi, jak w dym i bez skrupułów, bo tak się zakochała, ale kiedy romans został zdemaskowany zawinęła kuper i wyjechała daleko, bo on do żony jednak wrócił i zostało mu wybaczone.

Jednak kochanka po latach napisała list do jego żony z ogromnymi przeprosinami i napisała, że założyła swoją rodzinę, ale jest po ciężkiej operacji i nie wiadomo jak dalej z jej zdrowiem będzie. Napisała, że przeprasza, że ma wyrzuty sumienia i poprosiła o przebaczenie, bo nigdy by nie chciała, aby to samo ją spotkało!

Bardzo podobną historię przeczytałam w sieci i pytam, co o tym myślicie?

„Droga Była Żono, przepraszam, że zniszczyłam Twoją rodzinę. Teraz on zostawił mnie i zrozumiałam co czułaś”

Mam 34 lata i jestem samotną matką. Nie z wyboru, ale ewidentnie na własne życzenie. Teraz wiem, że związek z Nim miał mnie nauczyć pokory. I nauczył. Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe? Już wiem co to oznacza.

Droga Była Żono Mojego (jeszcze) Męża, przepraszam Cię. Z całego serca przepraszam Cię za to, co Ci zrobiłam. Tobie i Twoim dzieciom. Co zrobiłam z Twoją rodziną, domem i marzeniami. Dostałam nauczkę, której zapewne życzyłaś mi każdego wieczoru, gdy samotnie utulałaś do snu swoje płaczące za ojcem dzieci.

Nie chciałam zrobić Ci nic złego. Byłam młoda i głupia, zakochałam się w Twoim mężu bez pamięci. Nie miałam wpływu na to, co się między nami zrodziło, ale przyznam, że nie dbałam o Twój los, a jedynie o własne szczęście. Bo przecież tak się dzieje. Czasem małżeństwo jest pomyłką, ludzie się rozchodzą, opłakują rozstanie i żyją dalej. Pamiętam jak dziś, gdy mówił do mnie „Jesteś miłością mojego życia. Olga jest pomyłką.”

Zawsze byłam dobra dla Twoich dzieci, gdy Nas odwiedzały. Lubiłam je, a nawet na swój sposób pokochałam, bo były częścią jego. Gdy sama urodziłam dziecko zrozumiałam jak wielka jest miłość matczyna i jak bardzo chce się dla swoich dzieci szczęścia. Zburzyłam Twój dom, choć jak widać musiał być zbudowany na piasku.

Tak jak i mój.

Sądziłam, że czekaliśmy na siebie całe życie i łudziłam się, że na tym Twoim nieszczęściu uda nam się zbudować dom. Teraz wiem, że to, co zrobimy innym wróci do nas z podwójną siłą.

Proszę, nie chowaj do mnie urazy. Jeśli nie ja, to odbiłaby Ci go inna. Najwyraźniej ten typ tak ma. Dla mnie zostawił Was, zapewniał o swojej miłości i założył ze mną nową rodzinę. Jak mogłam być tak głupia i naiwna, by zaufać człowiekowi, który oszukał inną kobietę, zniszczył gniazdo, które sam budował i odszedł do innej. Do mnie.

Płakałam tak jak Ty, gdy pakował walizki i mówił, że odchodzi. Nasze dziecko stało w progu i patrzyło na to, tak jak niegdyś Twoje dzieci. Byłam tak samo żenująca, gdy prosiłam go o jeszcze jedną szansę, terapię, wyjazd we dwoje. Wpadłam w taką samą furię, gdy zatrzasnął za sobą drzwi. Teraz to ja patrzę na dziecięce łzy i tęsknotę za ojcem. I podobnie jak Ty nie wiem, jak dalej żyć.

Dziś szanuję Cię i podziwiam. Jesteś i byłaś silną kobietą. Czy przesadą będzie, gdy powiem, że jesteś dla mnie przykładem i wzorem? Czy wolno mi? Wypada? Czy sama poradzę sobie z wychowaniem dziecka tak dobrze jak Ty, choć on zostawił Cię z dwójką? Wiele bym dała za krótką i szczerą rozmowę z Tobą.

Zdobyłam cenną lekcję. Jeśli facet raz złamał dane słowo (Tobie), to zrobi to ponownie (Mi). Mężczyzna, który porzuca jedną kobietę dla innej nigdy nie będzie wierny. Nie powinien być też godzien zaufania. Zawsze będzie niezaspokojonym i chętnym do romansów dupkiem.

Za nami już dwie sprawy rozwodowe. Zawsze czeka na niego ona. Jest młodsza ode mnie i od Ciebie, ładna i taka… zakochana. Widzę w niej siebie sprzed czterech lat. Pięknie los ze mnie zadrwił, nie uważasz?

Przepraszam Cię jak kobieta kobietę.
Nauczył mnie pokory ten Nasz Były Mąż.

http://mamadu.pl/123953,droga-byla-zono-przepraszam-ze-zniszczylam-twoja-rodzine-gdy-zostawil-i-mnie-zrozumialam-co-czulas

Reklamy

Różnica wieku między kobietą, a mężczyzną – to nie powinno nikogo interesować

Właściwie, to dobrej nocy, ale…

Dziś będąc na spacerze z mężem, w tak piękny, jesienny dzień zobaczyłam z daleka spacerującą parę, o której kiedyś w mieście było głośno.

Zaczęło się to tak, że on jako młody mężczyzna, lekko po trzydziestce był w związku z kobietą, którą nagle przestał kochać, a może nie kochał jej wcale, bo może to była małżeńska pomyłka.

Ona też po przejściach, związawszy się z bawidamkiem i lubiącym napoje wysokoprocentowe, ale mając z nim dwie córki, długo wahała się, by pogonić dziada i po wielu latach się jej to udało. Był przemocowcem, a więc sąd przychylił się do jej pozwu rozwodowego i w końcu, w wieku po czterdziestce z haczykiem była wolna.

Ten trzydziestolatek w pewnym momencie zakochał się w tej, już dojrzałej kobiecie. Ludzie wiedzieli, że on całe noce siedzi pod drzwiami ukochanej, choć ona nie przyjmowała jego amorów i broniła się rękoma i nogami, aby sobie odpuścił, bo przerażała ją pewnie dość spora różnica wieku. Ludzie liczyli, że jest między nimi, co najmniej dwanaście lat różnicy, ale jemu to nie przeszkadzało.

Uparł się i błagał o względy ukochanej, ale ona nie chciała być jego kochanką, bo co by na to powiedziały jej już nastoletnie córki. 

Bała się też opinii publicznej, bo jako działaczka społeczna w mieście była dość znana w małym miasteczku, a więc nie chciała narazić się na plotki, że rozbiła jego małżeństwo.

Nie odpuszczał i jak sztubak wkradał się w jej życie i tam, gdzie była ona, tam był on. Kupował naręcza kwiatów i jak pies siedział pod jej drzwiami, aż w końcu wpuściła go do swojego domu, ale postawiła warunek, że ma się rozwieść, a potem się okaże, co się wydarzy.

Wzięli cichy, cichutki ślub i ludzie gadać przestali, bo stanowili bardzo udany związek, który się uzupełniał, a mnie rzucił się obraz ich dzisiaj. Zauważyłam, że ona – pani zbliżająca się do siedemdziesiątki, świetnie się trzyma. Zawsze była piękną kobietą, bardzo o siebie dbającą, a on mimo, że młodszy siedzi na wózku, ponieważ zmogła go jakaś choroba.

Ona tryskająca zdrowiem pchała ten wózek przed sobą, ale nie widać było po niej zmartwienia – ona go po prostu wciąż kocha i dba o niego, co było widać na naszym spacerze, kiedy okiem rzuciłam na tę parę, która kiedyś rozpalała w małomiasteczkowych plotkarach tyle emocji.

Cudnie było na nich patrzeć!

Zrobiłam kilka zdjęć po drodze, ale byłam zbudowana tym, że ludzie się w życiu odnajdują i są ze sobą na dobre i na złe, a publiczność plotkarska niech pomyśli zanim wyda wyroki.

 

 

 

 

 

Jak poskromić kochankę męża – proces długotrwały!

Kiedy się dowiedziała, że mąż po 35 latach wspólnego życia zdradza ją z młodszą o 14 lat kobietą – wpadła w szał. Zadawała sobie tysiące pytać – dlaczego? Co zrobiła źle, oprócz tego, że dbała o dom i dobre wychowanie dzieci, który wykształcone odleciały w świat na swoje, a ona przeżyła traumatyczny syndrom „pustego gniazda” nie  mogąc się pogodzić z tym, że zakończył się w jej życiu ważny okres.

Zawsze byli postrzegani jako wzorowa rodzina i bardzo dobre małżeństwo. Ona dom, praca i dzieci, a on też praca i tak pięknie wszędzie mówił o żonie, aż tu nagle miejscowość obległa wieść, że się rozchodzą.

Ludzie przecierali oczy ze zdumienia, ale tłumaczyli sobie, że ona jest dzielna, skoro prawdopodobnie pogoniła dziada, bo mu się młodszej zachciało!

Ludzie się dziwili, bo ona zawsze taka zadbana i ponętna kobieta, a więc nie wiedzieli, co mu odbiło!

Schowała się w domu, a od lekarza dostała pół roku zwolnienia na złapanie emocjonalnego oddechu, Nie wychodziła do ludzi, bo skręcało ją  ze wstydu, że zdrada dopadła i jej małżeństwo.

Wstydziła się też tego, że się zaniedbała i nie nie chciało się jej malować i czesać, a całe dni leżała w łóżku, albo ubierała się w niechlujne dresy, bo na nic więcej nie miała ochoty.

Dzieci wysłały ją na psychoterapię z nadzieją, że tam się oczyści, wygada i w końcu stanie na nogi.

Tak też się stało i po trzech miesiącach maglowania duszy wróciła i dokończyła sprawę rozwodową.

Wzięła się za siebie, zadbała o wizerunek, ale zaczęły się telefony niechciane i smsy od kochanki męża z opowieściami jaki to jej mąż był świetny w łóżku i jak to plotkował na nią, że w tych sprawach jest beznadziejna.

Jej mąż wyprowadził się z domu, ale z kochanką nie zamieszkał, a więc wściekła kochanka bombardowała ją co dzienne wiadomościami, mejlami i zdjęciami z tego romansu.

Jednak ona po psychoterapii już bardzo wzmocniona nie dała się mobbingowi i pewnego razu siedząc w parku usłyszała, jak dwie kobiety plotkują na jej temat, że taka z niej zdradzona kobieta i tak dalej.

Podniosła się z ławki i podeszła do plotkującej kobiety, że właśnie tak się złożyło, że spała z jej mężem, a tej kopara opadła. To było takie zagranie, aby plotkarze utrzeć nosa i ta metoda zawsze działała, kiedy usłyszała, że inna jeździ po jej nieszczęściu i tak zamykała usta wrednym plociuchom.

Czasem w komputerze robiła w programie fotomontaże i wysyłała do plotkar miastowych, jak się kocha z jej mężem – działało!  Kochanka męża nie przestawała jej dręczyć, a więc wpadła na pomysł i wydrukowała dziesiątki ogłoszeń, że oto pani taka i taka poszukuje sponsora i wbiła w ogłoszenie jej numer telefonu! Rozwiesiła w nocy te wszystkie  ogłoszenia na drzewach,  zaopatrzona w pinezki.  Podobno telefon kochani męża nie milknął, a tamta wiedziała czyja to sprawka i spasowała z jej dręczeniem. Zorientowała się, że ta ma masę pomysłów na to, aby zamknąć jej gębę!

Mąż często pukał do jej drzwi, prosząc o przebaczenie, a ona za każdym razem goniła go jak zbłąkanego psa!

Oddycha teraz spokojnie i żyje pełnią życia, oraz bez skrępowania porusza się z podniesioną głową w mieście. Jest w końcu szczęśliwa.

Lwa Starowicza zdziwko wzięło, ale On już jest chyba starej daty

Przypadek, którego nie zapomnę. Żona polubiła kochankę.

Na jedną z wizyt przyszła do mnie para, której źródłem wszystkich problemów była niewierność męża. Żona odkryła romans przez przypadek, odczytując e-maile swojego partnera. Bardzo często tak żony dowiadują się o zdradzie. Moja pacjentka zaczęła wypytywać męża, od kiedy ją zdradza i kim jest kochanka.
Związek małżeński pacjentów trwał już dwa i pół roku. Mężczyzna bardzo nie chciał go zakończyć. Żona jednak była zła, rozżalona, miała wiele pretensji do męża i nie potrafiła mu już zaufać. Postawiła mu ultimatum: rozstanie nie będzie konieczne, jeśli poddadzą się terapii małżeńskiej.Para zaczęła sesje, na których analizowaliśmy ich relację od momentu poznania aż do chwili, gdy żona odkryła zdradę. Jednak wciąż czułem, że nie przebiegają one tak, jak powinny. Dwie strony deklarowały przecież potrzebę utrzymania związku, wydawało się, że terapia powinna pomóc parze. Postanowiłem porozmawiać z każdą ze stron osobno, zwłaszcza z żoną. Nieoczekiwanie okazało się, że pacjentka porozmawiała z kochanką męża. Dodatkowo kobiety się zaprzyjaźniły. Rozmawiały wiele razy o mężczyźnie, którego obie kochały, wymieniając się wieloma szczegółami. Zaczęły wręcz współpracować, omawiając wspólnie tematy, jakie miały się pojawić na sesji.Najważniejsze jest to, że zarówno kochanka, jak i żona nie chciały wcale „zniszczyć” swojego ukochanego, tylko wręcz przeciwnie, planowały, jak doprowadzić do tego, by obie mogły z nim mieszkać. Stwierdziły, że nie warto toczyć wyniszczającej walki, której skutkiem może być depresja.

Do dziś mam kontakt z parą i wiem, że plan się ziścił: żona, kochanka i mąż mieszkają razem z trójką dzieci. Dwójkę mężczyzna ma z żoną, trzecie zaś z kochanką. Oczywiście zdarzają się kłótnie między kobietami, ale wiedzą, że muszą szukać kompromisów, ponieważ żadna nie jest w stanie zrezygnować z bliskiej relacji z tym mężczyzną.

Bardzo rzadko spotykam się z takim przebiegiem i wynikiem terapii małżeńskiej. Myślę, że nie warto naśladować tej pary, ale trzeba pamiętać, że ludzie czasami niestandardowo rozwiązują swoje problemy.

*prezes Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego 

http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,18932611,przypadek-ktorego-nie-zapomne-zona-polubila-kochanke.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza

Myślę, że w dzisiejszych, wyzwolonych czasach o wiele więcej mogłoby zdziwić naszego naczelnego seksuologa, bo dzieje się, oj dzieje się o wiele gorszych i zdumiewająch rzeczy i może kiedyś postaram się o tym napisać. ! 😀

Myślisz, że nie wszystko wiesz, to Facebooka śledź!

 

Wczoraj wyszłam na spacer, aby zrobić kilka fotek mojego miasta, a był już prawie wieczór, co widać po zapalonych latarniach miejskich.

Nagle usłyszałam znajomy z przed lat głos mojej dawnej koleżanki, z którą nie widziałam się sporo czasu. Bożena wyjechała po ślubie na wieś i tam kompletnie się zakopała.

Co ja wiedziałam o Bożenie? Wiedziałam, że wiele, długich lat pracowała na rzecz swojej wsi, jako Sołtys i była wielce zaangażowana w sprawy wsi. Poświęcała ludziom swój, cenny czas i była naprawdę skutecznym Sołtysem i bardzo lubianym, że wygrywała wybory za każdym razem, bo się sprawdzała na tym stanowisku. Ludzie jeśli tylko mieli kłopoty, to wiedzieli, że Bożena zrobi wszystko, aby im pomóc, a wieś pod jej nadzorem, co roku piękniała.

Wiedziałam, że Bożena ma rodzinę i dwie cudne i mądre córki, ale kiedy zaprosiła mnie do nowo otwartej w mieście pizzeri, to okazało się, że nie wiem o niej wszystkiego.

Poszłyśmy więc na pogaduchy, bo czułam, że musi się komuś wygadać, a więc przystałam na miejsce i poszłyśmy na kawę i lampkę wina, bo to było też w karcie oprócz pizzy.

Zauważyłam, że Bożena jest w niezbyt dobrej kondycji, bo posuwała nogami, a było to spowodowane chorym biodrem, bo w końcu obie mamy już swój wiek.

Usiadłyśmy i Bożena mi powiedziała, że przyjechała do koleżanki, aby pobyć z dala od domu i męża i tu zaczęła swoją opowieść.

– Elu, bardzo Cię zawsze szanowałam, bo wiem, że to, co usłyszysz zostanie między nami, bo zawsze taka byłaś dyskretna, a więc mam do Ciebie zaufanie i weź mi coś poradź i tu zaczęła swoją opowieść i pozwoliła mi na jej publikację, bo poprosiłam:

– Poznałam Janusza jeszcze w szkole podstawowej i od razu coś między nami zaiskrzyło. Chodziliśmy ze sobą cztery lata i po dwóch zaczęliśmy współżycie, kiedy oboje mieliśmy zaledwie dwadzieścia lat.

Zakochałam się w nim jak wariatka i świata nie widziałam bez niego i kiedy zaszłam w pierwszą ciążę, to nastąpił szybki ślub i skromne wesele. Matka mi mówiła, że to nie jest facet dla mnie, bo jakby czuła, że zrani mnie i po 30 latach wspólnego życie wiem, że miała absolutną rację, której ja, jako młoda dziewczyna kompletnie nie przyjmowałam.

Urodziłam pierwszą córkę i kiedy byłam zagoniona, zapędzona między pracą, a żłobkiem, to po trzech latach się dowiedziałam, że zrobił dziecko innej kobiecie, a ja  byłam w ciąży z drugim dzieckiem.

– Rozchorowałam się i rozsypałam na cząsteczki. Wylądowałam na oddziale psychiatrycznym, a dziećmi zajęła się moja mama, za co jej dozgonnie dziękuję.

– Elu, wróciłam z tego szpitala mocniejsza i nie wiem dlaczego w tym momencie nie wywaliłam go z domu i nie założyłam sprawy rozwodowej, ale wiesz jak to jest, kiedy kocha się za bardzo i ma się nadzieję, że to więcej się nie powtórzy. Nadzieja jednak jest matką głupich, bo dochodziły mnie słuchy, że romansował z Grażynką, Renatką i chyba naliczyłam ich z dziesięć, ale nie miałam na to żadnych dowodów, a on zawsze mi mówił, że kocha tylko mnie i nie mam prawa posądzać go o jakieś romanse.

– Nasze życie było podzielone między moim wizytami na psychoterapii, a jego wmawianiem mi, że jest czysty i zrobi wszystko, bym była najszczęśliwszą kobietą pod słońcem.

– Dowiedziałam się dziesięć lat temu, że sypia z niejaką Jolą i wiesz co? Opadały mi ręce i nie miałam już chęci żyć. Targnęłam się po raz drugi na swoje życie i nie myślałam kompletnie o dzieciach, a o swojej zranionej po raz wtóry – mojej kobiecej godności.

– Walczyłam ze sobą i wypierałam, że skoro mnie nie zostawił i przez dziesięć lat nie zdecydował się, by z tamtą zamieszkać, to widocznie wciąż mnie kocha i chce naprawić swoje błędy. Zrobił się bardzo troskliwy, jeszcze bardziej troskliwy. Mnie z chorym biodrem trudno było robić zakupy, a więc on to robił nienagannie. Po urzędach też chodził i chodzi nadal, a więc opiekuje się mną.

– Wiesz co? Już myślałam, że zerwał z tą swoją kochanką, bo w końcu ma na karku sześćdziesiąt lat i pragnie przy mnie do końca się zestarzeć, ale wiesz co go zgubiło?

– Elu! Zgubił go Facebook. Pewnego dnia poprosił mnie, abym dała mu komplet szklanek, których nie używamy, a stoją bezużyteczne, bo koledzy po pracy nie mają w czym wypić drinka. Odświeżyłam je i mu je zapakowałam, pełna dobrej woli.

– Byłam przekonana, że owe naczynka trafią do jego kolegów, ale otworzyłam profil córki jego „niby” dawnej kochanki, a tam wiszą zdjęcia z urodzin córki synka – 7 letniego, a obok tortu stoją moje, śliczne i charakterystyczne szklanki i miałam już wszystkiego dość!

– Kiedy to zobaczyłam, to kazałam mu się spakować i wynieść w końcu do tamtej, ale on nie chce, a ja jestem w totalnej rozsypce i dlatego wyjechałam z domu, aby to przemyśleć, bo wiesz co? On jest dla mnie bardzo dobry i nie mam z nim źle, ale ciągnie go do tamtej. Nie chcę się znaleźć w szpitalu, ale jestem bliska załamaniu. Nie dam sobie rady finansowo bez niego, ale kusi mnie, aby go spakować i wywieźć jego ciuchy pod drzwi tamtej i niech mnie oboje wreszcie nie oszukują i co mi Elu radzisz?

Zdębiałam naprawdę, bo nie wiem, co poradzić tej mojej koleżance, która wciąż go kocha, a jednocześnie nienawidzi. Nie wiem, co poradzić tak wrażliwej i schorowanej kobiecie, która być może nie da sobie sama rady, ze względu na chorobę, bo każda porada może okazać się niewypałem, a więc może kolejny raz zacisnąć zęby i żyć dalej?

Córki Bożenę wspierają, ale już same się pogubiły w tych dziwnych relacjach i wiedzą, że w razie rozstania będą musiały matkę wspierać w każdym względzie i wiedzą też o tym, że tych dwoje nie może bez siebie żyć, bo znają ich od podszewki, choć ojcu nie wybaczyły chuci i same są bezradne. Nie wiedzą, jak mają matce doradzić!

Zakochała się w kochance swojego męża

To miał być cudowny wieczór pełen gości, rodziny i dobrego wina, oraz żartów i luźnej atmosfery. Emilia była piękną kobietą – szatynka o pięknie wykształconych policzkach i mocno zielonych oczach. Wysoka o długich i zgrabnych nogach oraz biuście takim akurat.

Emilia właśnie kończyła równe czterdzieści lat i na tę okoliczność ubrała małą czarną z czerwonymi dodatkami. Wyglądała olśniewająco, tak, że mężowi zabrakło tchu na jej widok.

Zeszli się goście i zapowiadała się dobra zabawa, ale kiedy Emilia poszła do toalety, aby poprawić jeszcze włosy, nagle zabrakło jej lakieru pod ręką, a zapasowy miała w najwyższej półce, po który sięgnęła i nagle zamarła.

Na półce była mała paczuszka, a w środku zamiast pięć prezerwatyw, to była tylko jedna. Nigdy z mężem nie używali tego i tym bardziej wprawiło ją to w  konsternację i już wszystko wiedziała.

Opanowała się i tę ostatnią prezerwatywę nadmuchała i z nią poszła do gości.

Wszyscy zamarli, a jej mąż po prostu zbladł. Uśmiechnęła się do niego i kazała nalać sobie wina.

Ten wieczór skończył się tragicznie, bo goście się szybko rozeszli z powodu niezręcznej sytuacji, a kiedy mąż jej chciał wmówić, że to są prezerwatywy jego kolegi, to zaśmiała mu się w twarz i poszła spać, ale nie z mężem.

Nie odzywała się do niego, choć on wciąż chciał się tłumaczyć, ale na próżno.

Emilia była dobrym lekarzem kardiologii, a jej mąż wykładał filozofię i zawsze podobał się kobietom. Emilia o tym wiedziała, ale wierzyła, że  jest jej wierny.

Udało się jej wejść do komputera męża i po kolei wszystko sprawdziła. Okazało się, że korespondował z jedną ze swoich studentek i tak trafiła na jej ślad. Była ładną, szczupłą blondynką o prowokującym spojrzeniu. Na swoim profilu ogłaszała się jako trenerka fitness, a więc Emilia wiedziała już o niej prawie wszystko.

W sklepie sportowym kupiła strój do treningów i zapisała się na lekcje kochanki swojego męża. Nie zdradziła się niczym, gdyż podała fikcyjne dane i w klubie fitness przedstawiła się jako Barbara.

Kiedyś kochance męża zepsuł się samochód i Emilia, a może Barbara zaproponowała, że odwiezie ją do domu. Kochanka męża polubiła Barbarę i dobrze się im rozmawiało, choć Barbara starała się niczym nie zdradzić. Gotowało się w niej, ale starała się, by kochanka męża na niczym jej nie złapała.

Ich kontakt był coraz częstszy. Umawiały się na kawę dość często, kiedy to Barbara opowiadała, że jest świeżo po rozwodzie i dochodzi do siebie. Kochanka męża wierzyła w jej każde słowo i ich zażyłość zacieśniała się coraz bardziej.

Ze wspólnych rozmów Emilia/Barbara dowiedziała się, że mąż zdradzał ją zawsze. Zdradzał ją tuż przed ślubem i tuż po ślubie i potem dużo razy, ale tak była w nim zakochana, że się niczego nie domyślała. To kochanka męża otworzyła jej oczy na postać jej męża.

Doszły do wniosku, że obie go opuszczają, bo pewnego wieczoru doszło między nimi do intymnego kontaktu i zakochały się w sobie, a kochanka męża odkryła, że oto związuje się z żoną swojego kochanka znajdując fotografie swojego kochanka na dnie szafy w domu Emilii.

Mąż Emilii tracąc grunt pod nogami chciał pojednać się z żoną, ale jadąc samochodem zbyt szybko, wpadł w poślizg i zabił się na miejscu.

Obie rozpaczały, bo obie go kochały, ale miały siebie. Zamieszkały w wielkim domu Emilii z wygodami i nagle się okazało, że kochanka męża Emilii nosi w sobie jego dziecko i kiedy się urodziło zdrowe, to obie miały prezent od niewiernego męża i niewiernego kochanka. Emilia była przeszczęśliwa z powodu narodzin dziecka, ponieważ nigdy nie mogła mieć swojego.

Całkowite przyzwolenie na zdradę!

W pewną niedzielę zadzwonił do Anny telefon, kiedy robiła sobie i mężowi śniadanie. Wytarła ręce w ściereczkę i spojrzała na wyświetlacz. Dzwoniła Krystyna, która bardzo dawno się nie odzywała, a Anna myślała, że dawne znajomości ze szkoły, to już przeszłość.

Kiedy jej klasa miała trzydziestolecie swojej szkoły, to te dawne dziewczyny, bardzo przez czas zmienione powymieniały się telefonami. Anna miała zapisaną w komórce właśnie Krystynę, którą najbardziej lubiła ze wszystkich dziewczyn w klasie.

Zawsze trzymały się razem i przez cztery lata siedziały w jednej ławce na wszystkich przedmiotach. Jak to się mówi potocznie, odbierały na tych samych falach. Mieszkały w Internacie w jednym pokoju i wiedziały o sobie dosłownie wszystko. Takie z nich były dwie wariatki, które lubiły robić innym psikusy, ale najbardziej poważnie traktowały sport i grę w szkolnej grupie koszykarek. Odnosiły na tym polu sukcesy, bo obie wysokie, doskonale rozgrywały piłkę. Jeździły na zawody sportowe i to bardzo je do siebie zbliżyło.

Czas leciał jak szalony i po balu maturalnym ich drogi się rozeszły. Obie poznały fajnych chłopaków i za chwilę obie wzięły ślub, a więc każda z nich pojechała za mężem. Obiecały do siebie pisać i tak faktycznie było, aż ograniczyły się z czasem, do zwykłych świątecznych kartek. Przez te 30 lat nigdy się nie spotkały, bo dzieliła ich granica ze wschodu na zachód.

W tym czasie Anna zdążyła wychować dwie, cudowne córki, a Krystyna urodziła tylko jednego syna. Ich dzieci z czasem, jak to bywa, opuściły gniazdo rodzinne i kiedy się spotkały na szkolnych obchodach miały sobie wiele do powiedzenia. Każda z nich była dumna z dzieci, ale nie koniecznie z mężów.

Krystyna coś napomknęła Annie, że jej małżeństwo trochę się chwieje i oddaliła się od męża. Nie mogła dokładnie sprecyzować, co działo się w jej małżeństwie, ale była smutna, bo mąż jej bardzo się zmienił, a ona nie wiedziała, co jest tego powodem. Kochała go bardzo i on wciąż o nią dbał, ale coś jej mówiło intuicyjnie, że dzieje się coś nie tak.

Anna ją pocieszała, ale nic więcej nie mogła zrobić dla smutnej Krystyny i zatroskanej o losy swojego związku.

Minęły trzy lata i oto Krystyna zadzwoniła:

– Anno, będę za tydzień w Twojej miejscowości przejazdem, – Jadę do sanatorium i po drodze bym chciała się z Tobą spotkać, a więc masz na to ochotę?

Anna się bardzo ucieszyła i podała miejsce, gdzie w malutkiej kawiarence z widokiem na jezioro będą mogły się spotkać, bez świadków i spokojnie porozmawiać przy kawie i lampce wina. Anna czuła, że coś złego się w życiu Krystyny wydarzyło.

Anna była pierwsza w kawiarni i czekała na koleżankę. Po jakieś chwili weszła Krystyna podpierając się kulą. Tego się Anna nie spodziewała.

Uściskały się jak za dawnych lat i musiały się ze sobą oswoić, ale nie trwało to długo.

Łyk wina i rozmowa powoli się zaczęła kleić.

– Anno, chcę ci coś opowiedzieć, bo potrzebuję twojej przyjaźni i wsparcia. Nie chcę obarczać tym syna, który i tak zmartwiony jest moją sytuacją.

– Trafiłam dwa lata temu na psychoterapię, bo odkryłam, że on prowadzi podwójne życie. – Ona jest ode mnie młodsza o 15 lat, a więc sama wiesz. – Odkryłam to całkiem przypadkowo i się całkowicie rozsypałam. Moje zdrowie z roku na rok ze stresu tak poleciało, że sama widzisz moją towarzyszkę – kulę. Straciłam władzę w jednej nodze i nabyłam się wielu innych chorób, ale da się z tym żyć.

– Prosiłam, aby odszedł ode mnie i mnie uczciwie zostawił, ale nie chce i przysięga, że wciąż mnie kocha. – Pomaga mi to fakt i jest na każde moje zawołanie. Odwiedzał mnie w szpitalu z kwiatami i przysięgał, że tamto jest już skończone. Prosił o wybaczenie i choć nie wierzyłam, to nie potrafiłam przestać go kochać i wciąż nie potrafię, a on odejść nie chce. 

– Z psychoterapii wróciłam wzmocniona i postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę, ale wiesz co? – On nie sypia ze mną wcale, bo mi mówi, że już nie musi mieć żadnej kobiety. Twierdzi, że seks może dla niego nie istnieć, ale ja mu nie wierzę.

– Mam dowody na to, że sypia z tamtą – wciąż i umawiają się kiedy tylko nadarzy się okazja. – Przecież ja o tej kuli nie jestem w stanie go śledzić, ale jestem pewna, że oni wciąż to robią, a wiesz dlaczego? – Pewnej nocy we śnie i na głos wymawiał jej imię i mnie już więcej dowodów nie trzeba.

Krystyna wyjęła list z torebki i podała go Annie. Poprosiła o szczerą opinię dawnej koleżanki, która zawsze ją rozumiała w lot.

Na kopercie było zaadresowane:

Szanowna Pani

Cichodajka XXXX

ul. XXXXX

kod: XXXXX

miasto: XXXXX

Oświadczenie:

Oświadczam, że jako żona XXXX,  wyrażam zgodę na ten związek i na to, że mój mąż z cichodajką sypia tyle lat. Oświadczam, że wyrażam  zgodę na to, że cichodajka sypia z żonatym facetem, dużo starszym od cichodajki. Wiem jedno, że cichodajka musi się niezmiernie męczyć, kiedy mój mąż spędza ze mną każde święta, ale taki jest los cichodajki.

Nie chce mnie zostawić, bo mnie kocha i jakoś tam cichodajkę, a więc współczuję tej męki i chwil wyczekiwanych, ale proponuję, abyście się już nie ukrywali, bo przygotowałam specjalny pokój schadzek w moim domu.

Niech cichodajka przyjmie do wiadomości, że on zawsze będzie mnie kochał i finansował nasze gospodarstwo, a ja go tak szybko nie wypuszczę, a on tego nawet nie chce.  On spełnia wszystkie moje zachcianki i jest bardzo hojny, za co jestem mu wdzięczna. Ty cichodajko jesteś tylko do jednego i nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, że to ja przy nim się zestarzeję, a on przy mnie i nic tego nie zmieni. Pewnego dnia zdasz sobie sprawę, że przegrałaś swoje życie, jako i ja przegrałam, ale jest między nami jedna różnica, bo on swoich pieniędzy na mnie nie żałuje, a tobie kapią ochłapy.

Powtarzam raz jeszcze, że mnie nie przeszkadza to, iż się kryjecie po kątach. Mnie nie przeszkadza, że ma cię za kobietę do jednego celu. Niech sobie używa i macie na to moją zgodę.

Powodzenia.

Annie zadrżały ręce po przeczytaniu tego szaleńczego listu, który wypadł jej z ręki. Nastała cisza, ale za chwilę Anna zadała Krystynie pytanie.

– Jak ty chcesz z tym żyć? – Nie dasz rady z tym przyzwoleniem na jawną zdradę. – Jesteś szalona i się wykończysz!

– Nie wykończę się Anno, bo ja sobie to wszystko już poukładałam i jestem w tym bardzo silna. – On mnie nigdy nie zostawi i tego jestem pewna, a tropienie zdrady już nie wchodzi w grę, bo wiesz co? – Ta psychoterapia zrobiła ze mnie zimną kobietę, która musi zacząć o siebie dbać, a po drugie, to fakt, że z mojej emerytury byłoby mi bardzo ciężko, a więc nich płaci za moje leki i moje potrzeby. – Niech opłaca mieszkanie i wyżywienie, a mnie niczego nie zabraknie. – Jestem silna Anno, a pragnę od ciebie tylko przyjaźni, abym nie była w tym wszystkim sama. – Wiem, że mnie rozumiesz, bo przecież pamiętasz, że zawsze byłam szalona i doskonale się rozumiałyśmy.

Anna odprowadziła Krystynę na dworzec, gdzie się mocno uściskały i obiecała, że na każde wakacje Krystyna ma u niej pokój, bo wiedziała, że ich przyjaźń już teraz będzie na zawsze.

Po miesiącu Anna otrzymała na swoim Facebooku wiadomość od Krystyny:

– Anno, wstrzymaj oddech moja kochana. – Odpisała mi na mój list i wiesz co? – Napisała mi, że ma go w nosie i mam sobie go już wziąć na zawsze, bo ona ze staruchem sypiać nie będzie. – On nie jest załamany specjalnie i zaczął na nowo o mnie zabiegać, ale ja mu nigdy nie wybaczę!

– Całusy i będę u ciebie w lipcu, to może pojedziemy nad morze.

Depresja kobiety po stracie dziecka

Czesław i Joanna byli siedem lat po ślubie i przez ten cały czas starali się o wymarzone dziecko. Na dziecko bardziej napierała Joanna, bo czuła w sobie niesamowity instynkt macierzyński i dlatego uczyła się, by być przedszkolanką. Kochała dzieciaki, zwłaszcza takie najmniejsze i dlatego pragnęła mieć swoje.

Kiedy zaszła po latach w upragnioną ciążę, to cieszyła się jak wariatka, że oto w końcu się udało. Była bardzo skrupulatna i chodziła w terminie na wszystkie badania wyznaczone przez lekarza.

Oglądała się w lustrze i sprawdzała jak dzieciątko rośnie w jej brzuchu i była taka szczęśliwa, a lekarz zapewniał ją, że wszystko przebiega prawidłowo, a więc nie ma się czym martwić. Każde badanie usg utwierdzało ją, że dziecko rozwija się i rośnie w jej brzuchu, a z czasem lekarz oznajmił jej, że będzie to syn.

Czesław dużo pracował, ale to nie przeszkadzało jej, bo wiedziała, że teraz pieniądze będą bardziej potrzebne, a więc sama chodziła po sklepach i szykowała wyprawkę dla malucha i każdy malutki kaftanik i każde malutkie śpioszki wprawiały ją w znakomity nastrój.

Układała do wszystko w pokoju dla malucha, gdzie przywieziono jej łóżeczko i niezbędne sprzęty, by wszystko miało mieć swoje miejsce. Czesław odświeżył pokój i nalepił na ścianach zabawne, bajowe zwierzątka i tak powoli szykowali się na przyjście swojego, wymarzonego dziecka.

Joanna w siódmym miesiącu ciąży stwierdziła, że czas iść na zwolnienie lekarskie, aby przygotować się w spokoju do porodu i nabierać sił. Chciała odpocząć od pracy i pragnęła zadbać bardziej o siebie, by przygotować się  do tego ważnego dnia.

Przed porodem miała wyznaczone ostatnie usg i badanie u ginekologa. Lekarz długo ją badał, a jej serce podchodziło do gardła, bo czuła, że chyba coś nie jest w porządku z jej dzieckiem. Kiedy lekarz drżącym głosem oznajmił jej, że jej syn jest martwy w jej brzuchu, zaczęła na niego wrzeszczeć i poleciła zrobić badanie powtórnie, bo przecież godzinę temu czuła ruchy w swoim brzuchu.

Niestety, ale dziecko obumarło i Joanna rozsypała się na kawałki. Kiedy ją mąż przywiózł do domu, jej pierwszym ruchem było trzaśnięcie przed nim drzwiami i ukryła się w ich sypialni, z której nie wychodziła tygodniami. Była zrozpaczona, wściekła na męża i na świat. Nie chciała z nim rozmawiać i nie chciała rozmawiać ani z rodzeństwem, ani z rodzicami. Chciała być sama ze swoją wielką traumą i nie mogła pojąć, że tuż przed porodem jej dziecko umarło. 

Obwiniała za to siebie i swoją macicę i była wściekła na męża, że spłodził jej dziecko z jakąś wadą genetyczną i za to ona musi teraz tak cierpieć , że nigdy nie będzie jej dane przytulić swojego synka do piersi.

Popadła w stan odrętwienia i depresji i odrzucała każde zaloty męża. Nie pożądała go już i czuła do niego obrzydzenie. Chodziła po domu w rozciągniętych dresach, zaniedbana i zbolała, a on nie mógł na nią taką patrzeć. Zaprowadził ją do psychiatry, a leki jakie brała jeszcze bardziej oddaliły ich od siebie, bo spała całymi dniami zaniedbując jego i dom.

Wkurzył się i spakował swoje rzeczy. Wyniósł się do kobiety, która z czasem stała się jego kochanką. Kochanka zawsze zadbana, chętna na seks i na wyjście do kina, oraz na  drinka. Kobieta, nie marudząca z dużym apetytem na bliskość i tak Czesław zostawił żonę wciąż odrzucającą jego pomoc i zaloty.

Były Joanny urodziny, o których on nie zapominał. Wymknął się kochane i kupił śliczny naszyjnik dla Joanny i z kwiatami przybył, by pokazać jej, że wciąż o niej pamięta i myśli. O dziwo była na swoje urodziny prześliczna. Ubrała się w seksowną, czerwoną sukienkę. Upięła fantazyjnie swoje czarne, kręcone włosy i założyła wysokie szpilki. Wyglądała obłędnie i po kilku kieliszkach wina poszli do łóżka i kochali się tak, jakby nic złego między nimi się nie wydarzyło. Czesław był szczęśliwy, ale rano, kiedy oprzytomnieli z namiętności znów go pogoniła z domu, twierdząc, że już go nie kocha i niech spada do tej swojej kochanicy.

Po kilku tygodniach zaczęła intensywnie wymiotować. Myślała, że ma grypę żołądkową, ale te wymioty pojawiały się z każdym kęsem czegokolwiek. Zrobiła test i okazało się, że jest znów w ciąży.

Popadła w panikę i chciała w pierwszych myślach usunąć to dziecko. Bardzo się bała, że umrze jej kolejne dziecko i wszystko wróci ze zdwojoną siłą!

Biła się z myślami, ale postanowiła urodzić to dziecko i wychować je sama, ale nie pragnęła wiedzieć jaka będzie jego płeć.  Całą ciążę przechodziła w dobrej formie i lekarze znów ją zapewniali, że dziecku nic nie jest i wkrótce będzie szczęśliwą matką.

Kiedy leżała na sali przed porodem, wysłała do Czesława sms-a, że właśnie zaraz będzie rodziła jego dziecko. Nie spodziewała się, że rzuci wszytko i będzie przy niej, ale w głębi duszy tego pragnęła i była skłonna wybaczyć mu tę kochanicę, bo zdała sobie sprawę, że wciąż go kocha.

Był przy porodzie, bo przyleciał do szpitala jak na skrzydłach, a kiedy urodziła się jego śliczna córeczka, to tulił ją w ramionach, a łzy zalewały mu twarz. Poczuł, że odzyskał Joannę i w końcu będzie miał prawdziwą rodzinę, która po cichu mu szepnęła, że jest oto matką drugiego ich dziecka, bo synek wciąż jest w jej sercu i nigdy go nie zapomni.

Czesław zrozumiał swoją żonę i zrozumiał, że zawsze ją kochał i kocha, a kochanka była tylko odskocznią od problemów, której właściwie nigdy nie kochał!

Interesowna kochanka

Jerzy mężczyzna 50 letni, dyrektor dużego przedsiębiorstwa, mąż i ojciec dwójki już dorosłych dzieci. Zawsze elegancki i pachnący najlepszą wodą kolońską. Ogolony i ostrzyżony, a do tego mimo wieku cholernie przystojny z lekką, ponętną siwizną

Jego żona Justyna dobrze zarabiająca główna księgowa, dla której praca miała wielkie znaczenie. Elegancka kobieta często udająca się do fryzjera i kosmetyczki, a lubiła o siebie dbać. Justyna była bardzo lubiana w swoim środowisku, gdyż była bardzo interesującą kobietą, która miała swoje zdanie i potrafiła się zachować, a także miała w sobie wysokie pokłady empatii. Potrafiła współczuć biedniejszym i dlatego założyła w miasteczku taką kobiecą organizację dzięki, której zbierano pomoc dla chorych dzieci. Organizowała aukcje, namawiała sponsorów do pomocy, a także dzięki występom i różnym akcjom charytatywnym nie jedno dziecko otrzymało potrzebny wózek, czy też specjalistyczną opiekę lekarską.

Całkowicie wsiąkła w tę swoją działalność i często gęsto wracała do domu skonana, ale szczęśliwa. Lubiła opowiadać Jerzemu o swojej pracy i on był z niej bardzo dumny. Szczycił się nią w towarzystwie na bankietach, gdzie prezentował swoją żonę idealnie ubraną i elokwentną. Był z niej dumny.

Mieszkali w apartamencie wysokiej klasy i nie marzyli jeszcze o domku z ogrodem, gdyż wciąż byli aktywnie zajęci. Dzieci były na najlepszych uczelniach w kraju i właściwie wszystko w ich życiu układało się idealnie, bo mieli dobrą pracę i tryskali dobrym zdrowiem.

Lubili spędzać czas w swojej sypialni, kiedy w wielkim łożu małżeńskim ona pisała w swoim laptopie opowiadania dla dzieci, a on kochał czytać wybrane dla siebie książki i tak mijały im wieczory, przerywana o czasu małżeńskim, udanym seksem.

Justyna niczego nie zauważyła, bo mąż zachowywał się bez zarzutu, choć zdarzało mu się wracać czasami trochę później do domu, ale zawsze się sensownie wytłumaczył, a więc nie drążyła, a wręcz odwrotnie, bo bardzo mu współczuła nawału pracy i odpowiedzialności za zakład pracy i jego pracowników.

Pewnego razu znalazła na swojej skrzynce mejlowej dużo zdjęć. Były to zdjęcia samochodu jej męża, który stał przy ekskluzywnym hotelu i pary udającej się do tegoż hotelu. Rozpoznała męża, ale kobiety nie rozpoznała wcale. Była to buściata, niewysoka blondynka, taka ponętna, co facetom może się spodobać. Nie wiedziała, co to za kobieta, ale w następnym mejlu życzliwy ją poinformował, że jest to nowa sekretarka jej męża, a więc była już w domu, tylko dlaczego jej nie powiedział, że zmienia sekretarkę?

Znalazła biuściatą sekretarkę na facebooku i przesłała jej zdjęcia proponując rozmowę na temat – co dalej? Nie czekała długo, bo prawie natychmiast dostała odpowiedź, że tamta kobieta chętnie się z nią spotka w restauracji takiej i takiej, o tej godzinie, a więc:

Justyna na odwagę nie wypiła kilku drinków, a zapaliła marihuanę, którą oboje palili z Jerzym przed seksem. Tak na odwagę i poszła na wyznaczoną godzinę.

Podeszła spokojnie do stolika, gdzie biuściata już czekała i zamówiła sobie mocną kawę i kieliszek wina. Rozmowa była krótka, bo Justyna spytała, czy weźmie sobie jej męża i czy będzie o niego dbała tak jak ona o niego dbała przez trzydzieści lat małżeństwa. Usłyszała z ust roześmianych, że owszem i rozkładała nogi przed jej mężem, bo i owszem spotykali się i ona dawała mu rozkosz, ale miała z tego profity, bo Jerzy spłacił jej kilka kredytów, dawał wysokie premie, kupił jej mieszkanie i samochód i sam jest sobie winien, że uwierzył w jej miłość i rozwalił swoje małżeństwo. Powiedziała, że ona się nie prosiła o romans, bo sam za nią pełzał i prosił o chwile intymne, a teraz to ona jest już ustawiona i oddaje Justynie męża i wyszła dumna z restauracji wzdrygając lekceważąco ramionami.

Justyna zdębiała, ale kiedy przyszła do domu, gdzie już był jej mąż zrzuciła z półek wszystkie ich fotografie i kazała mu się spakować, a on klęczał u jej nóg i błagał o wybaczenie.

Nie wybaczyła, ale cierpiała okrutne męki na sprawie rozwodowej i potem jeszcze długo. Oboje wyrazili zgodę na sprzedaż mieszkania i ona wyniosła się w drugi koniec miasta, zamieszkując w niewielkiej kawalerce i tyle zostało jej po długoletnim małżeństwie. Rzuciła się w wir swojej pracy i działalności, a w prasie lokalnej napisali, że organizacja pod patronatem Justyny kupiła kolejny wózek  dla niepełnosprawnego dziecka w mieście!

Kochanki i ich córki!

Jerzy żałował, że zdradzał swoją żonę. Teraz żałował najbardziej, kiedy leżał w hospicjum i był podłączony rurkami to tych wszystkich kroplówek, które pozwalały mu przeżyć jeszcze jeden dzień.

Leżał na łóżku wpatrzony w okno, za którym kołysały się wesoło liście na drzewach już lekko zbrązowiałe i wiedział, że ta jesień będzie dla niego ostatnią jesienią. Czuł, że koniec się zbliża, bo lekarze zrobili już wszystko, by ratować mu życie.

Patrzył w okno i żałował, że był na tyle głupi i zachłanny na przeżywanie swojego życia wbrew wszystkim przykazaniom i przysiędze, jaką składał podczas ślubu swojej żonie. Przysięgał wierność i te ważne słowa, że nie opuszczę cię, aż do śmierci. Było wesele i był taki szczęśliwy, że spotkał na swojej drodze tak ładną i mądrą kobietę. Obsypywał ją pocałunkami, a wyglądała w pięknej białej sukni  tak niewinnie, a w jej oczach widać było wielką miłość do niego.

Urodziły im się dzieci i jego żona poświęciła się dla nich całkowicie. Była bardzo dobrą matką, która macierzyństwo przedłożyła nad karierę zawodową. Myślała sobie, że wróci do pracy kiedy już dzieci podrosną. Tak bardzo zaangażowana w rodzinę nie zauważyła, że…

Jerzy przychodził do domu coraz później. Nadmiernie zaczął ją okłamywać i nie raz i nie dwa wracał do domu z zapachem innej kobiety. Zaczął o siebie dbać bardziej i zmienił garderobę na taką bardziej wyluzowaną. Kłamał, że jedzie w delegację, a szedł do tamtej, a kiedy pytała, odpowiadał pokrętnie i plątał się.

W końcu się dowiedziała i ta wiadomość spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Miała żal, że była tak bardzo ślepa i tak długo dawała się oszukiwać.

Dziecko sobie zrobił z tamtą i to był gwóźdź do trumny, ponieważ tego nie była w stanie już wybaczyć. Mogła wybaczyć jednorazowy skok w bok, ale nie będzie się z nim dzieliła z tamtą i wniosła sprawę o rozwód i alimenty na dzieci.

Jerzy po rozwodzie nie związał się ze swoją kochanką, bo się wystraszył. Był ojcem jej trzeciego dziecka i nie miał w sobie siły, aby wychowywać nie swoje dzieci. Uciekł i nie brał udziału w wychowaniu swojej córki. Wyjechał i przesyłał alimenty regularnie, choć od czasu do czasu, spotykał się z córką na gruncie neutralnym i zdawało by się, że ma dobry kontakt z nią.

Mijały lata i Jerzy związał się z drugą kobietą. Ta też miała córkę z pierwszego małżeństwa. Mąż tej drugiej się powiesił, a więc była wolna. Spotykali się na seks i nie wiedział do końca, czy chce z nią się związać. Córka kochanki okazała się ćpunką i to też Jerzego wystraszyło. Nie chciał walczyć z nie swoim dzieckiem i nigdy nie zdecydował się, aby zamieszkać razem ze swoją kobietą. Przerosły go problemy i walka o córkę kochanki, która ćpała i uciekała z domu. Próbował do tego dziecka po męsku dotrzeć kilka razy i chyba dziewczyna go polubiła, ale mimo to, Jerzy wolał mieszkać sam.

Czasami spotkał się ze swoimi biologicznymi dziećmi, które były bardzo dobrze wychowane i zgadzały się na te spotkania, ale nigdy mu nie wybaczyły, że tak bardzo skrzywdził ich matkę, która z nikim innym się nie związała. Były już duże i świetnie się uczyły, bo zaraz po skończeniu średniej szkoły dostały się na studia mimo, że nie było im lekko z finansami. Jednak ich matka marzyła, aby jej dzieci wyrosły na wykształconych ludzi i wszystko robiła, aby tak się też stało. Pracowała ciężko, by jej dzieciom zapewnić dobry start w dorosłe życie.

Kiedy Jerzy zachorował, odwiedził go kolega. Jerzy się zwierzył, że będzie umierał sam, bo nikt go z pewnością nie odwiedzi. Mógł mieć obok siebie bliskich, ale to zniweczył i wszystko popsuł. Będzie umierał sam, ponieważ nikomu nie dał od siebie miłości i musi za to zapłacić. Podczas rozmowy wyszło, że córka jego pierwszej kochanki związała się ze złodziejem i robią skoki na sklepy i praktycznie z tego żyją. Żyją z kradzieży i towar sprzedają pokątnie za pół ceny. Natomiast córka jego drugiej kochanki jest prostytutką na niemieckim terenie, bo przecież, skoro nie skończyła żadnej szkoły, to z czegoś musi żyć!

Jerzy patrzył w to okno, za którym kołysały się brązowe liście, podłączony do tych wszystkich rurek i wiedział, że tej jesieni już nie przeżyje. Kiedy tak patrzył, do pokoju weszły jego biologiczne dzieci. Przyszły, aby się z nim pożegnać, a on ze łzami w oczach, prosił je o wybaczenie!

Na pogrzeb przyszła żona Jerzego i jego prawdziwe dzieci. Położyli na grobie trzy białe lilie i zapłakali na swoim losem. Nikt, nigdy nie widział, aby Jerzego grób odwiedziły jego, dwie kochanki.