Archiwa tagu: szkoła

Do zakochania jeden krok!

Znalezione obrazy dla zapytania zakochani

Lubię czytać poezję i mam w ulubionych takiego bloga, na którym autorka zamieszcza od kilku lat, tylko wiersze.

Przeczytałam chyba wszystkie z tego bloga i ciekawa jestem codziennie, co nowego na blogu zamieściła.

Dziś przeczytałam zamieszczony tekst piosenki z repertuaru Urszuli Sipińskiej mówiący o szkolenej, niespełnionej miłości.

Obliczyłam ile lat jestem z moim Mężem i wyszło z wyliczenia, że 47 lat.

Chodziliśmy do tej samej podstawówki, tylko do innych klas i odbyła się szkolna zabawa, bodajże pod koniec 7 klasy!

Orkiestra zagrała kawałek i o dziwo to ja Jego poprosiłam do tańca, bo już miałam na Niego oko i żadni koledzy z klasy mi urodą nie imponowali.

Uciekł na schody i powiedział, że nie umie tańczyć, ale byłam nieustępliwa.

Na drugi dzień umówiliśmy się na pierwszą randkę i tak już zostało.

Chodziliśmy ze sobą prawie 4 lata, a potem się pobraliśmy, choć byliśmy bardzo młodzi i niedojrzali.

Piszę o tym dlatego, aby Was zapytać, czy przeżywaliście takie miłości szkolne, które mimo strzały Amora nigdy nie zostały sfinalizowane, bo może to były miłości platoniczne, iż druga osoba nie miała pojęcia o tym uczuciu.

Może tę miłość coś przerwało – jakieś zdarzenie losowe i dlatego nie mogliście być razem, a mimo to do dzisiaj macie uczucie, że wszystko w Waszym życiu, potoczyło by się inaczej, jeśli ta osoba była z Wami już na całe życie.

W styczniu minie nam 44 lata naszego pożycia i naprawdę nigdy w swoim życiu żaden mężczyzna mi się więcej nie spodobał!

W naszym małżeństwie zdarzyły się kataklizmy i byliśmy nie raz od rozstania, a mimo to wciąż trwamy razem i na stare lata jesteśmy jeszcze bardziej – jak nigdy do siebie przwiązani i nie jest to przyzwyczajenie, a wciąż się tli ta iskra i niech tak będzie do końca.

Miłość ze szkolnych lat

Przychodziłeś co dzień,
grałeś w szachy z moim Bratem.
Potrafiłeś godzinami z Nim grać – nie widząc mnie…
Przychodziłeś co dzień.

W naszym domu wisiał Twój płaszcz.
Nie mówiłeś nic, że kochasz mnie…
Milczałam też…
Dlaczego milczeliśmy tak???!!!

A teraz za późno jest już!
Nie znaliśmy słów, przepadła gdzieś nam
ta miłość ze szkolnych lat…
Pamiętam złych nocy strach.
Żabą mnie straszyłeś…
A teraz, choć tyle znam słów,
za późno jest już, za późno jest już,
za późno do tamtych dni!
Ty do mnie nie możesz przyjść…

Dokąd chodzisz co dzień?
W czyim domu wisi Twój szary płaszcz?
Czy Ty jeszcze lubisz w szachy grać – ciekawi mnie…
Dokąd chodzisz co dzień?

Komu dajesz Twoją wierną twarz?
Gdzie, Kochany, teraz możesz być?
Czy wszystko masz?
A może zacząłeś już pić?!

Teraz za późno jest już!
Nie znaliśmy słów, przepadła gdzieś nam
ta miłość ze szkolnych lat…
Pamiętam zielony sad.
Żabą mnie straszyłeś…
Teraz, choć tyle znam słów,
za późno jest już, za późno jest już,
za późno do tamtych lat!
Choć został w zeszycie kwiat…

Z repertuaru Urszuli Sipińskiej

Reklamy

Już za rok Matura!

 

Znalezione obrazy dla zapytania liceum ekonomiczne stargard 1975

Och – te wspomnienia dopadają mnie coraz częściej! Chyba naprawdę się starzeję.

Na powyższym zdjęciu jest moja klasa z roku 1974!

Uczęszczałam do Liceum Ekonomicznego w Stargardzie Szczecińskim – w klasie samych dziewcząt.

Na zdjęciu mnie nie ma, bo kiedy je zrobiono, to ja byłam wówczas chora!

W klasie było nas 32 dziewczyny – wybrane, najlepsze ze zdanego egzaminu do szkoły średniej i wymagano od nas więcej!

W dzienniku figurowałam na trzeciej pozycji z nazwiskiem na literę „B”.

Mam masę wspaniałych wspomnień z tego okresu, bo należałam do kółka sportowego i grałam dobrze w kosza, a także do chóru szkolnego!

Przez pierwszy rok mieszkałam w Internacie, ale źle się tam czułam i potem przez następne 3 lata dojeżdżałam codziennie do szkoły – pociągiem.

W pociągach traciłam czas, bo 2 x po 45 minut, co w ciągu trzech lat zamieniało się na szmat czasu!

Spójrzcie na zdjecie i zobaczcie jak my byłyśmy ubrane?

Fartuszki z białymi kołnierzykami i raz w tygodniu mogłyśmy przyjść ubrane na kolorowo, a był to piątek ha ha i wtedy była widoczna rewia mody!

Nie pamiętam jaki miałam temat na Maturze z Języka Polskiego, ale chyba coś z Kraszewskiego i skoro poszło mi nieźle, to i przedmiot zaliczyłam.

Dziś polska młodzież zdawała Maturę z Języka Polskiego i tematy były wg. mnie dość łatwe, bo:

„Na maturze z języka polskiego w 2018 roku maturzyści mogli napisać rozprawkę na temat: „Tęsknota – siła niszcząca, czy budująca ludzkie życie? Uzasadnij swoje zdanie odwołując się do fragmentu „Lalki” i wybranego tekstu kultury”.

Jeśli jednak maturzyści nie zdecydowali się na wybranie tego tematu, mogli podjąć się interpretacji wiersza Ernesta Brylla „Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają”.
Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,156046,23355336,matura-2018-zakonczyl-sie-egzamin-z-jezyka-polskiego-znamy.html

Gdybym dziś miała pisać, to wybrałabym interpretację wiersza Ernesta Brylla, bo wydaje mi się, że poeta w swoim wierszu zawarł ponadczasowe, nasze borykanie się z historią.

Miałabym używanie na polityczne tematy i to, co dzieje się w Polsce od 2.5 roku pod rządami PiS.

Tego bym się uczepiła i pojechała po PiS-e – nie pomijając transformacji w Polsce!

 

Ps. 25 lat po zdaniu Matury wiele dziewcząt przyjechało na spotkanie klasowe – już wtedy się nie poznałyśmy, a teraz wszystkie jesteśmy babciami – jak ten czas zleciał.

Napiszcie swoje wspomnienia z tamtego czasu – powspominajcie! 🙂

Znalezione obrazy dla zapytania szlaczki ozdobne gify

Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają (wiersz klasyka)

Ernest Bryll

Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają
I co chwila nam ziemia pęka pod stopami
A te okrawki
Kraju na którym stoimy
Z hukiem od siebie w ciemność odpływają

Bądźmy dla siebie bliscy kiedy się boimy
Gdy byle kamyk może poruszyć lawiny
Bądźmy dla siebie bliscy kiedy ciemne góry
Odpychają nas nagle swoim ciałem zimnym

Bądźmy dla siebie wierni kiedy rosną mury
Bo tyle w nas jest siebie ile ciepła tego
Które weźmiemy od kogoś drugiego
A drugi od nas weźmie i w sobie zatai

Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają

12 V 1985

Nie katujcie swoich dzieci i wnuków!

W sieci krąży mądry tekst – tak ja uważam i wkeiłam go poniżej.

Jednak zacznę od tego w związku z tym tekstem, bo przypomniały mi się czasy mojej wczesnej młodości.

W szkole podstawowej ogromnie lubiłam uczyć się języka polskiego, geografii, biologii, a nienawidziłam matematyki i historii.

Kochałam ćwiczyć na WF i byłam w tym naprawdę dobra.

Świetnie grałam w kosza, piłkę ręczną, a także biegałam i skakałam.

Miałam niezły głos, a więc należałam do chóru i zespołu „Stokrotki” i to było wszystko z własnej woli – bez presji rodziców!

Jednak najbardziej nie lubiłam matematyki, która spędzała mi sen z powiek.

Bałam się nauczycielki wykładającej, która według mnie matematyki nie nauczyła nikogo z kim czasem na ten temat rozmawiałam.

Jej nauki gdzieś do mnie nie trafiały i leciały gdzieś obok mojego, młodego mózgu i dlatego bałam się każdej klasówki, czy też wywołania do tablicy – masakra – słowo kiedyś nie używane!

Zbliżały się egzaminy do szkoły średniej i dopiero wówczas wpadłam w niesmaowitą panikę, bo przecież byłam w tym przedmiocie bardzo słaba.

Mama jak zwykle przyszła z pomocą i prowadzała mnie przez dwa tygodnie do swojego znajomego, który krok po kroku mi tłumaczył jak rozwiązywać równania i te wszystkie inne meandry i zahaczył też o geometrię.

Okazałam się pojętną uczennicą i egzaminy zdałam z matmy na piątkę!

W szkole średniej trafiłam na klasę złożoną z 33 dziewczyn – z nalepszymi ocenami.

Matematyki uczył nas pieruńsko przystojny profesor Sowa i kto by tam zważał na to, co pisał na tablicy, kiedy wszystkie do niego wzdychały ha ha.

Profesor  wiedział, że nas tego przedmiotu nie nauczył dobrze i dlatego każdej na maturze podciągnął oceny i wszystkie były szczęśliwe idąc w dorosłe życie.

Tak sobie przypominam kiedy ta matma była mi potrzebna w karierze zawodowej, bo chyba nigdy i dlaczego ja tak cierpiałam katusze przez ten przedmiot?

Współcześni rodzice teraz, jakże często katują swoje dzieci, bo mają być we wszystkim najlepsze.

Mają się świetnie uczyć, dobrze pływać, grać na instumencie, grać w piłkę, tańczyć i śpiewać itp.

A tymczasem ja – Seniorka wciąż czekam!

Znalezione obrazy dla zapytania sinus cosinus humor

A teraz zachęcam do przeczytania mądrego tekstu i pomyślcie o swoich dzieciach i wnukach!

Zdjęcie użytkownika Jarek Guc.

Dyrektor ds Szczęścia cytuje:
W sieci krąży list, ponoć skreślony ręką singapurskiego dyrektora szkoły…
Ktokolwiek go faktycznie napisał dotknął istoty sprawy:

„Drodzy Rodzice!

Już wkrótce rozpoczną się egzaminy. Wiem, że martwicie się, żeby Wasze dzieci zdały je jak najlepiej.

Jednak, proszę, pamiętajcie, że wśród uczniów zasiadających do testów, będzie artysta, który nie potrzebuje zrozumieć matematyki… Znajdzie się wśród nich także przedsiębiorca, któremu nie zależy na historii czy literaturze angielskiej… Jest tam też muzyk, dla którego ocena z chemii nie ma znaczenia… Jest i sportowiec, dla którego sprawność fizyczna jest ważniejsza niż fizyka…

Jeśli Wasze dziecko uzyska najlepsze noty, to wspaniale! Ale jeśli nie, proszę, nie pozbawiajcie go pewności siebie i poczucia godności. Powiedzcie: ‚W porządku, to tylko egzamin’.

Wasze dzieci stworzone są do o wiele większych rzeczy w życiu. Powiedzcie im, że nie ważne, ile zdobyli punktów, i tak ich kochacie i nie osądzacie.

Proszę, uczyńcie to. A kiedy tak zrobicie, zobaczycie, jak wasze dzieci podbijają świat.

Jeden egzamin czy niższa ocena nie odbierze im marzeń i talentów. I proszę, nie myślcie, że lekarze czy inżynierowie to jedyni szczęśliwi ludzie na świecie”

 

Niepełnosprawność = normalność!

Jestem dumna z mojego starszego Dziecka, bo zdecydowała się od 1 września 2017 roku rozpocząć pracę w szkole dla dzieci z lekkim upośledzeniem i niepełnosprawnością. Jest to Ośrodek Szkolno – Wychowawczy im. Kawalerów Orderu Uśmiechu w naszym województwie – zachodnio – pomorskim,

Praca jest inna niż w Gimnazjach i specyficzna, bo dzieciaki nie są łatwe i wymagają dużej uwagi i troski.

Jednak daje sobie doskonale radę i cieszę się, kiedy widzę na zdjęciach jak wspaniałe to są dzieci.

Oczywiście nie mogę mieć wyobrażenia ile uwagi potrzebują, ale na szczęście są tacy ludzie, którzy poprzez swoją pracę poprawiają los tych dzieci. Jest całe grono pedagogiczne, które dba o to, by dzieci rozwijały się w dobrych, szkolnych warunkach.

Córka do pracy dojeżdża i tu trochę się obawiam o nią, ale nie trzeba kusić losu negatywnymi myślami matki.

Dzieci w szkole się nie nudzą, bo troskliwe ciało pedagogiczne dba o to, aby zajęcia były urozmaicone i wartościowe.

Na poniższych zdjęciach „ukradzionych” z FB można obejrzeć relację z „Andrzejek” zorganizowanych dla dzieci przez ich szkolnych opiekunów.

Nie byłabym sobą, gdybym nie pojechała politycznie:

W nowej pisowskiej ordynacji wyborczej zostanie ludziom niepełnosprawnym zabrane głosowanie korespondencyjne i to jest hańba!

 A oto jakże piękny hymn tej szkoły:

 

I.

Dzień słoneczny żegluje po niebie,
Uczeń żyje szkołą swą.
Twoja szkoła chce liczyć na ciebie,
Przecież żyjesz razem z nią.

Ref.:
Wszędzie praca, w którą spojrzysz stronę,
W oknach kwiaty białe i czerwone.
A dokoła, jak Polska szeroka,
Płoną słońca szkolnych serc!

II.

Kawalerów Orderu Uśmiechu,
Szkoła takie imię ma.
Szukaj dobra, radości w człowieku,
Nam przyświeca prawda ta.

Ref.:
A nasz sztandar dumnie nam powiewa,
Bądźmy silni, mocni tak jak drzewa.
A dokoła, jak Polska szeroka,
Będzie płynąć nasza pieśń!

 

 

 

 

 

 

 

Film „Smoleńsk” będzie się śnił po nocach dzieciom, bo to jest horror!

 

A tak ocenia sytuację mój wirtualny znajomy. Dziękuję „B”. 🙂

I niech teraz któryś dzieciak powie że nie było RUSKIEGO ZAMACHU na Prezydenta Tysiąclecia PROFESORA ( .;smiech;. ) – Lecha Kaczyńskiego!! .;34;.
Jak obleje z polskiego i historii to się gówniarz nauczy że ZAMACH BYŁ, a rękę przyłożył do niego ten niedobry Tusk, co to razem z tym wstrętnym Putinem – w smoleńskich krzakach czatowali… a nasz Pan Prezydent z pogardą patrzył na nich z góry!! .;kaplan;.

A Starosta z Jarocina na wypadek jakby któreś dziecko nie chciało iść na ten kłamliwy film – już kupił 2 tysiącom uczniów bilety na Smoleńsk. ZA PUBLICZNE PIENIĄDZE!!! .;ranting;.
Obecność na filmie nie jest obowiązkowa – ale potem będą sprawdziany z treści filmu.. .;34;.
.;smiech;. .;smiech;. .;smiech;.
Tego nawet w PRL-u nie było… .;20;.

Moja mądra babcia uczyła mnie:
„Jeżeli się na czymś nie znasz, nie masz o tym pojęcia – to się najlepiej NIE WYPOWIADAJ WCALE, BO OD RAZU POZNAJĄ ŻEŚ GŁUPI!!..” .:bezradny:.

Obejrzałem sobie TEN FILMIK z wypowiedziami ludzi tworzących film „Smoleńsk”, a w szczególności z wypowiedzią jego reżysera Krauze’go i żal mi się zrobiło tych ludzi – że żadna z ich babć (a ma się dwie!) – NIE BYŁA MĄDRA.. !! .:dash:.

>Przecież „oni nie mogli chcieć lądować we mgle”<… .:boisie:, DEBIL….
Nie, panie Krauze, oni nie chcieli lądować we mgle. ONI MUSIELI LĄDOWAĆ WE MGLE! Dlaczego? To pytanie będzie mógł pan zadać Błasikowi, jeżeli piekło rzeczywiście istnieje. .;ranting;.

Taka dziwna rozmowa i osłupienie moje!

Powiedzcie mi co jest nie tak w sprawie uświadamiania młodzieży odnośnie seksualności i oczywiście zapobiegania niechcianej ciąży?

Co tutaj w Polsce nie gra? Czy to rodzice nie potrafią swoich latorośli odpowiednio przygotować do dorosłego i odpowiedzialnego życia w tej sferze, czy też lekcje religii zabierają czas na uświadamianie młodzieży w szkole, by wiedziały, że seks to nie jest tylko przyjemność i zabawa, ale poważna sprawa?

Jakże często młodzież w gronie rówieśników pragnie zaimponować, że ten pierwszy raz ma się już za sobą!

Młodzież uważa, że jest już dorosła, ku mojemu ubolewaniu, bo już 14 letnie dziewczynki zakochują się w swoich rówieśnikach i cierpią zawody miłosne jak dorosła młodzież. Mają swoje dylematy sercowe i w zasadzie jest to normalne w dobie Internetu, portali społecznościowych i tym całym dostępem do filmów porno, które o wiek nie pytają.

Widziałam trzy, a może cztery razy odcinki paradokumentu na TVN pt. „Szkoła” i wiecie co? Przeraziłam się, ponieważ wachlarz problemów młodzieży pokazany w tych odcinkach odbierało mi często mowę. Kiedy usłyszałam, że dziewczynka 15 letnia postarała się, aby do picia kolegi wlać krew miesięczną, co miało sprawić, że się w niej zakocha – zdębiałam!

Nie wiem komu służą takie seriale, bo z pewnością nie młodzieży je oglądającej. Robi się papkę w mózgu jakże jeszcze niedoświadczonej dzieciarni i uczy się ich tym sposobem ogromnej głupoty. Ręce opadają, że telewizja w XXI wieku bierze udział w ogłupianiu młodzieży, zamiast pokazywać im zdrowe zachowania.

Zmierzam do tego, że dziś wyszłam z moim pieskiem na siusiu, a że mój pies nigdy nie załatwia się obok miejsca zamieszkania, to wyprowadzamy ją za sklep na obrzeżach miasta, za którym jest wielkie pole, a więc nie obsikuje podwórka i nikt nie ma do nas pretensji, bo z ludźmi różnie to bywa. Tak jest od 11 lat i nikomu się nie naraziliśmy, że nasz pies obsrywa blokowe trawniki!

Wyszłam więc z moim psiakiem, którego odpięłam ze smyczy i stanęłam pod daszkiem sklepowym, bo trochę padało, a tu nagle usłyszałam rozmowę dwóch nastolatek, którą mimo woli usłyszałam.

Kurzył się dymek i pannice paliły papierosy, a więc może uciekły ze szkoły na wagary, bo była to wczesna godzina, albo do szkoły nie dotarły choć obie miały plecaki szkolne.

Nie chciałam rzecz jasna podsłuchiwać, ale się nie dało, bo dziewczyny były dość głośnie i dotarła do mnie rozmowa:

– Kaśka, a wiesz co? – Boję się, że jestem w ciąży, bo od trzech tygodni nie mam ciotki. – Boję się, że jestem w ciąży!

– Hej nie panikuj – uspokajała koleżanka. 

– Ty Kaśka powiedz mi, czy ja mogłam zajść w ciążę z Bartkiem, skoro kochaliśmy się w fotelu, a ja byłam dziewicą i to wszystko wypłynęło ze mnie? – To chyba nie możliwe, bo zachodzi się w ciążę chyba tylko w łóżku, a my to zrobiliśmy w fotelu jego ojca, a więc chyba nie mogę być w ciąży co?

Dziewczyny dalej dyskutowały, ale mój pies przyleciał mnie zabrać.

Zapięłam smycz, ale po drodze brzmiały mi w uszach słowa jakże niedoświadczonej dziewczyny i ten fotel i ta niechciana ciąża i ten brak miesiączki, oraz utracone dziewictwo – od trzech tygodni.

Pomyślałam sobie, że kiedy byłam nastolatką, to uczyłam się seksualności i planowania rodziny z jedynej książki, która krążyła pod ławką w szkole średniej i wszystkie się tak w klasie edukowałyśmy, a teraz? 

No właśnie, a teraz nawet Internet i kupa wiedzy w nim nie uczy i nie edukuje, a więc co tu jest grane?

Moje wnuczęta na służbie, ale pamiątki zostały :)

Dobry wieczór. 🙂 Zimno już się zrobiło, ale nie narzekam. Cieplejszy sweter i jest dobrze, ale ja nie o tym:

Spotkałam dzisiaj na spacerze młodą mamę, której dawno nie widziałam, gdyż z rodziną wyprowadziła się do większego miasta z racji lepszej pracy i lepszych szkół dla dzieci. Przyjechała, by odwiedzić rodziców już nie młodych.

Usiadłyśmy na dłuższą pogawędkę w parku  i młoda mama mi się poskarżyła, że ma kłopot ze swoją córeczką, która zaczęła właśnie edukację szkolną.

Powiedziała mi, że córeczka po trzech tygodniach uczęszczania do szkoły, nagle zaczęła marudzić i nie za bardzo chce się jej do tej szkoły chodzić. Młoda mama jest bardzo tym faktem zmartwiona, bo nie tak sobie wyobrażała początki szkoły swojego dziecka. Każdego ranka musi mocno przekonywać córkę, że szkoła jest ważna i nie może tak marudzić i się mazać.

W jednej klasie są dzieci z rocznika 2008 i 2009. W jednej klasie są dzieci, które uczęszczały do przedszkola, gdzie nauczono dzieci liczyć i pisać, a te dzieci, które wychowywane były w domu już niekoniecznie posiadają te umiejętności i co się okazało?

Córeczka mojej znajomej po prostu nudzi się w tej klasie. Potrafi sprawnie już posługiwać się kredką, ołówkiem i innymi rzeczami. Potrafi w trzy minuty zrobić pięć szlaczków, kiedy te młodsze o parę miesięcy dzieci nieporadnie to wykonują i młoda mama uważa, że jej córeczka faktycznie traci tylko czas. Według niej córka posiada umiejętności dzieci z drugiej klasy podstawowej.

Mała nie chce chodzić do szkoły, bo na świetlicy przed lekcjami nie ma praktycznie żadnych dodatkowych zajęć i dzieci siedzą w tej świetlicy i się nudzą kompletnie. Takie wynudzone bezczynnością i zmęczone idą na lekcje, gdzie dzieci prezentują tak skrajny poziom.

Pamiętam moją pierwszą klasę, do której trafiły dzieci nie wychowywane przez przedszkole. Byliśmy wszyscy na jednym poziome. Pamiętam, że uczyliśmy się pisać najpierw ołówkiem, a potem obsadką i stalówką maczaną w atramencie, ale to było kiedyś.

Teraz do szkoły trafiają dzieci różnie przygotowane i uważam, że powinno się je weryfikować na samym starcie przez psychologów, aby układać klasy na tym samym poziomie, bo te bardziej już wykształcone po prostu się uwsteczniają.

Młoda mama zaznaczyła mi, że nie należy do histerycznych matek, ale pragnie tego, aby jej dziecko szkołę uważało za coś dobrego i aby  z chęcią do tej szkoły szło. Bez mazgajenia się i bez focha i dlatego po dłuższej dyskusji stwierdziłyśmy, że skoro mała po południu, trzy razy w tygodniu uczęszcza do szkoły muzycznej, to mama postara się o miejsce w tej szkole na swojej córki, w której od godziny ósmej rano są zajęcia z podstawowego programu, ale i są zajęcia dodatkowe, za które trzeba zapłacić, ale przynajmniej dziecko będzie miało czas wypełniony aktywnie do godziny 16.

Tak bardzo niektórzy psychologowie obstawiali za przyjęciem ustawy o sześciolatkach, ale uważam, że ten program ma wielkie luki ze szkodą dla małego dziecka i jego rodziców.

Ciekawa jestem jak tam Wasze wnuczęta się odnalazły w szkolnych klasach, na samym początku edukacji.

Polacy, to zakompleksiony Naród

Łoj, łoj ileż to zachwytów wyczytałam, że w podczas wizyty Prezydenta Andrzeja Dudy w Anglii, rozmawiał On z Davidem Cameronem po angielsku, a się pytam, a niby dlaczego nie?

Młody Prezydent, który odebrał bardzo dobre wykształcenie, bo czytamy, że:

Młodość i wykształcenie:

Duda ma 43 lata i, jak sam pisze, jest krakowianinem w pierwszym pokoleniu. Jego rodzice osiedlili się w Krakowie po studiach, oboje pracują na Akademii Górniczo-Hutniczej. Matka zajmuje się chemią, ojciec jest automatykiem.

Syn nie poszedł jednak w ich ślady. Trafił do klasy humanistycznej w prestiżowej „dwójce”, jednym z najlepszych krakowskich ogólniaków. W tym czasie działał już w harcerstwie, był także ministrantem. Koledzy zapamiętali go jako bardzo religijnego.

Przepustką do kariery – najpierw akademickiej, a potem także politycznej – stały się dla Dudy studia na Wydziale Prawa UJ. Po obronieniu pracy magisterskiej w 1996 r. został na uczelni, specjalizował się w prawie administracyjnym, dorabiał wykonując zlecenia dla kancelarii prawnych. W 2004 r. obronił doktorat. Jego praca nosiła tytuł „Interes prawny w polskim prawie administracyjnym”.

http://polska.newsweek.pl/andrzej-duda-kim-jest-duda-nowy-prezydent-rp-przeczytaj-syylwetke-newsweek-pl,artykuly,358435,1.html

Chyba, by było bardzo dziwne, że tak młody człowiek, pobierający nauki w najlepszych szkołach tego angielskiego, zresztą już bardzo popularnego języka w Polsce,  nie znał! Oznacza to tylko, że był pilnym uczniem a z metryki  wynika, że nie uczył się w komunistycznej Polsce, w której w szkołach obowiązkowy był język rosyjski. Starsze pokolenia to pamiętają zresztą. Inne języki pojawiły się dopiero w szkołach średnich, a potem na studiach jeśli ktoś takowe sobie wybrał.

Nie rozumiem tego zachwytu, że Prezydent potrafi się dogadać po angielsku, skoro to młody byczek jest. Nie rozumiem tego, że Polacy są tacy wciąż wycofani i zachwycają się oczywistością, skoro moje wnuki już całkiem dobrze rozumieją i czytają oraz mówią w tym języku.

Spuśćmy zasłonę milczenia nad tym, kiedy to Prezes Kaczyński spotkał się z Cameronem i bez tłumacza ani be, ani me po angielsku, ale przecież Prezes jest z tej starej szkoły i talentów do nauki języków obcych brak, ale wybaczmy starszemu Panu!

https://www.youtube.com/watch?t=10&v=qNNX_k9cNrE

Ja się zachwycę umiejętnościami Prezydenta w dogadywaniu się w obcym języku, ale jeśli pojedzie z wizytą do Chin, albo Japonii i też nie będzie musiał korzystać z usług tłumacza. W takiej chwili wydam z siebie bardzo szczere łał, a tak nie ma czym się zachwycać, bo to już powinno być normalką.

Polacy, dziennikarze wszelacy – uwierzcie w swoich Obywateli! 😀

Jutro jest moje, wielkie święto – list do wnusi

Kochana moja wnusiu!  Wnusiu pierworodna i długo wyczekiwana. Urodziłaś się w Sylwestra prawie 7 lat temu. Kiedy się dowiedzieliśmy, że przyszłaś na świat, to rozświetliło się sylwestrowe niebo, bo taka radość w nas wstąpiła.

Czas leci i z pewnością nie zdajesz sobie z tego jeszcze sprawy, bo jesteś jeszcze za malutka, by rozumieć upływający czas i masz do tego prawo skarbie.

Jutro – 1 września przekroczysz pierwszy raz progi szkoły i zostaniesz zapisana jako uczennica. Już nie będziesz jakimś tam przedszkolakiem, a będziesz ważną osobą w szkole, bo wszyscy uczniowie są ważni i tego też pewnie nie rozumiesz, ale za parę lat zrozumiesz, że szkoła jest bardzo ważna w życiu każdego człowieka na ziemi. W szkole kształtuje się człowiek poprzez naukę różnych przedmiotów i ta szkoła wypuszcza wszystkich w dorosłe życie.

Twoja Babcia Ela wciąż pamięta moment, kiedy poszła do pierwszej klasy. Twoja Babcia się bardzo bała, ponieważ nigdy nie chodziła do przedszkola tak jak TY, a więc nie wiedziała jak się jej uda za klimatyzować w klasie z innymi, zupełnie nieznanymi jej dziećmi. Miała po prostu pietra, ale nie było tak bardzo źle i poszło jej dobrze. Potem w pół roku rodzice się przeprowadzili i ponownie Twoja Babcia poszła w innym mieście, do innej klasy i innych dzieci, ale i tam sobie jakoś poradziła.

Ty skarbie mój jesteś dzieckiem przedszkolnym, a więc starym wiarusem i Babcia sądzi, że sobie poradzisz doskonale w nowej dla Ciebie sytuacji. Jestem tego pewna moja kochana, mądra wnusiu.

Babcia wie, że umiesz już płynnie czytać i liczyć, a więc niczego się nie bój i pamiętaj, że od jutra Twoja szkoła będzie dla Ciebie drugim domem prawie. Pani nauczycielka przez wiele godzin będzie zastępowała Ci rodziców, bo tak to już kochanie jest, że większość dnia będziesz spędzała w szkole.

Pamiętaj, że w chwili jakiegoś zwątpienia, czy kłopotów zawsze się zwracaj do swoich kochanych rodziców, bo masz ich najbardziej wyjątkowych pod słońcem. Zawsze możesz się zwrócić do swojej Pani Nauczycielki i ona też zawsze Ci pomoże. Nie bój się swojej Pani, bo ona jest po to w szkole, aby Ci pomóc i w razie czego obronić.

Bądź zawsze sobą. Bądź mądrą i uczynną dziewczynką, a zawsze to zostanie dostrzeżone i nie pytaj swojej Mamy, czy jesteś wystarczająco ładna, bo wiem, że masz taki już dylemat. Jesteś śliczna i kochana przez rodziców, brata i dziadków, a więc kochamy Cię wszyscy i wiemy, że sobie świetnie poradzisz i pokochasz swoją szkołę, tak jak pokochałaś swoje przedszkole, z którym rozstawałaś się ze łzami.

Pewnie rodzice kupią Ci telefon komórkowy, bo takie teraz mamy czasy, że dzieci po prostu mają telefony, a więc pamiętaj, że zawsze możesz zadzwonić do Babci i Babcia zawsze Cię wysłucha i coś tam poradzi.

Pamiętaj, że jutrzejszy dzień jest dla Babci wielkim świętem, a więc kochana – głowa do góry i przemy do przodu.

Trzymaj się moja perełko.

I jeszcze dla Ciebie skarbie piosenka:

Potwory w szkołach bez tarczy i fartuszka

Dzień dobry. 

Kochani! Jest czasami tak, że nie można obojętnie przejść obok jakiegoś tekstu i ja nie mogłam przejść obok niżej wklejonego. Muszę mieć ten tekst na blogu ponieważ treść tego artykułu pokazuje, jak bardzo zmienia się świat i obyczaje. 

Pamiętacie z pewnością swoje lata w szkole podstawowej, a potem średniej i myślę, że uczyliśmy się w kryształowych czasach, kiedy przestrzegaliśmy podstawowych zasad, iż nauczyciel był zaraz po rodzicach. Byliśmy karni i zdyscyplinowani i w zasadzie nikomu do głowy nie przyszło, aby znieważyć swojego nauczyciela, czy też wychowawcę klasy.

Czasy się zmieniają, a młode pokolenia chamieją i niech mi tu nikt nie mówi, że takie zachowania spowodowane są problemami w rodzinie i tym, że rodzice się rozwodzą.

Za naszych czasów też rozpadały się rodziny. Był w domu obecny alkohol, bo ojciec pił na umór, a matka z ledwością wiązała koniec z końcem, a jednak mimo różnych problemów nie zachowywaliśmy się w taki sposób jak jest to opisane.

Według mnie to bezstresowe wychowanie jest powodem, że już nikt nie potrafi zapanować nad zubożeniem mentalnym nowego pokolenia. Uczeń się nie boi nauczyciela, a rodzic nauczycielowi powierza wychowanie swojego dziecka i rodzic wymaga bezwzględnie i obarcza szkołę za niepowodzenia.  Poplątanie z pomieszaniem stworzyło potworów bez tarczy i fartuszka.

Agata: Pięć lat temu, z dyplomem polonistyki trafiła do gimnazjum. Marzyła: będę pedagogiem, jak z filmu „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”. Spotkała zblazowanych, agresywnych uczniów. Słowo „spier….aj” na porządku dziennym.

Dziś mówi: – Myślałam: „To moja wina”. Jestem za młoda, za słaba psychicznie, nie mam autorytetu. Gdzieś popełniam błąd. A potem rozmowy w pokoju nauczycielskim: „Ta klasa to koszmar”, „Bez rewolwera nie podchodź. Co się dzieje z tymi dziećmi? Co się dzieje z rodzicami? Dlaczegoagresję nazywają umiejętnością walki o swoje? Dlaczego mówią dziecku:„Twój nauczyciel to piz…, nie przejmuj się”.

Agata. : W torbie nosi hydroksyzynę. Drążą jej ręce. Najgorzej jest w weekend. Sama myśl o poniedziałku: dreszcze. Jeszcze miesiąc, byle do wakacji. Potem odchodzi ze szkoły. Nie ze szkoły beznadziejnej, w małej miejscowości. Z jednej z lepszych szkół w dużym mieście. Wysoko w rankingach, ceniona.

Opowiada: – Klasa. Większość chłopaków. Wyrośnięci. Testosteron i adrenalina w powietrzu. Kilka zahukanych, grzecznych dziewczynek i jedna liderka. 13 lat, długie tlenione włosy, piersi, kręcenie biodrami, makijaż.„Lolitka” pomyślałam, jak ją zobaczyłam. Obcisłe spodnie, wystające stringi. Chłopcy przez całą lekcje chichoczą: „Miau, ale cipeczka”. Po klasie krążą karteczki. „Popchnąłbym ją dziś w d…”. Łapię jedną z nich. Myślę: „Nie będę rozkręcać awantury, to upokarzające i dla nich, i dla mnie”. Na przerwie proszę Anię, żeby została. „Aniu, nie ubieraj się tak do szkoły….”. Ania żuje gumę, patrzy w podłogę. „Aniu…” powtarzam. Znudzone „Dobrze”. Tego samego wieczoru maile: „Zazdrościsz jej macioro, bo sama masz wielką d….”. „Odpier… się od naszej Anki”.

Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1FTapn3]Blink Ofanaye[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/2.0/]CC BY-NC-SA[/url]
Fot. Flickr / Blink Ofanaye / CC BY-NC-SA

„Może autor chciał się bzykać?”
Początki nie były złe. To ambitne dzieci, inteligentne. Pomysłowe. Ale nie respektujące żadnych zasad. Jeden z chłopców w trakcie lekcji wyciąga kanapki. Mówię: „Nie jemy podczas lekcji”. On: „A kto mi zabroni”. Wzywam matkę. Proszę i tłumaczę. Ona: A czy może pani respektować wolność mojego syna?!

Trudno pracować z dziećmi, które uczą się od rodziców: szanuj tylko siebie, walcz, mów co chcesz, nikt nie ma prawa cię ograniczać.

Początek lekcji. 10 minut uciszania, a potem 15 sprawdzania obecności. Bo trwa kabaret. Temat X. „Co autor chciał przez to powiedzieć”. W klasie rechot: „Może chciał się bzykać?” „Może się naćpał i bredził?”. „Czy mogę prosić o ciszę?” pytam. Znów rechot: „Prosić zawsze możesz, s…”.

Rozmawiam z innymi nauczycielkami. Obwiniam się. „Kochana, mój ośmiolatek napisał na tablicy – ch… i d…. Wzywam rodziców. A pani nie umie sama wytłumaczyć, ze słowa ch… i d… są normalne?” – słyszę. Tłumaczę; „Może normalne, ale z jakiś powodów ludzie nie chodzą bez majtek. Ja im to wytłumaczyłam. Teraz proszę państwa. Oni nie mogą się tak zachowywać”. Wzruszenie ramion.

Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1KDLiHH]Vlastimil Ott[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/]CC BY-SA[/url]
Fot. Flickr / Vlastimil Ott / CC BY-SA

„No taki wiek” słyszę.Proszę o spotkanie z naszą dyrektorką. Brak wsparcia. „Pani klasa jest wyjątkowo rozwydrzona, rozumiem. Rodzice są straszni, wiem. Ale pani musi umieć radzić sobie z tym sama. Potrzeba siły, stawiania granic. Przecież nie rozwiążę klasy”. To tyle. Żadnej innej pomocy.

Tak, zgadzam się. W klasie jest lider. Kuba. To on dyktuje warunki. Rodzice po rozwodzie. Walczący ze sobą. On po środku, bezradny. Przecież ja to widzę. Pośrodku lekcji dostaję samolotem z papieru w plecy. „Zamilcz, kur…”. Po lekcji pękam, jestem okrutna. „Kuba, bardzo cię boli, że twoi rodzice się tobą nie zajmują?”. Nie powinnam. Kuba ma łzy w oczach. Czuję się podła. A potem myślę: to nie dziecko, to potwór. Ale w gruncie rzeczy wiem, że to tylko dziecko.

Spokojne dziewczynki nie mogą się uczyć, bo chłopcy na lekcji bekają, śmieją się, tarzają po podłodze. Wyrzucam ich z klasy, grożę jedynkami, wpadają rodzice: „Niech pani znajdzie inne metody, to skandal”. „Debilka, a nie pedagog”.

Kolejne spotkania z psychologiem szkolnym. Dzieci wbijają wzrok w buty, żują gumę. A potem rozpadają się przy mocniejszych pytaniach psychologa. O miłość, rodzinę, samotność. Albo reagują agresją. Jedna z matek: „Czy pani jest popie….ona, że wypytuje syna o męża?”. A psycholog o nic nie wypytywała. Chciała tylko zrozumieć skąd u chłopca taka agresja.

Rodzice, gdzie jesteście?
Rodzice, gdzie jesteście z tym waszym brakiem miłości? Zajęciem sobą, narcyzmem? Gdzie? Rodzice mówią: To nauczyciel musi mieć autorytet i dać radę.

A ja się pytam: Jak mamy dać radę, jak nie stawiacie im granic? Bo jesteście zajęci, zmęczeni pracą, bo was nie ma, rozstajecie się. I w porządku. Ale proszę, weźcie też za swoje dzieci odpowiedzialność. Bo to jest cholernie niesprawiedliwe! Nauczcie wasze dzieci, że ważne są zasady. Jak one mają poradzić sobie w świecie, kiedy myślą, że mogą wszystko i zawsze? Bo mogą. Nie kochacie ich jak trzeba, więc pozwalacie na wszystko, żeby uśpić wyrzuty sumienia.

Jedna z dziewczynek podchodzi do mnie: „Niech pani się nie złości na Maćka. Tata od nich odszedł, mama wciąż pracuje. Jego życie to gry komputerowe”.

Agata: „Pamiętam reportaż o przemocy w szkole. Matematyczka z wrocławskiego liceum leży na OIOM- ie. Podłączona do kroplówki, liczne opatrunki. Uczeń zaatakował ją siekierą, straciła palce u rąk. Sąd skazał go na kilka lat więzienia. Chociaż był nieletni, za czyn odpowiadał jako dorosły.

http://mamadu.pl/119073,ty-macioro-swinio-piz-o-nie-nudz-umyj-sie-smierdziuchu-szokujace-wyznanie-nauczycielki-przesladowanej-przez-trzynastolatkow