Archiwa tagu: szkoła

Nasz charakter pisma mówi bardzo wiele o nas!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Udało mi się ocalić parę dokumentów  mojej, zmarłej Mamy, które były przeznaczone do spalenia.

Jestem sentymentalna i takie pamiątki mają dla mnie wartość wspomieniową i historyczną, a więc dlatego je ocaliłam.

Powyżej jest zaświadczenie o pracy mojej Mamy w Łodzi – w Zakładzie Przemysłu Dziewiarskiego, w którym pracowała przez dwa lata, a potem wyszła za mąż i to był początek mnie, gdyż dwa lata potem się urodziłam.

Mama na zawsze opuściła swoje, rodzinne miasto i pojechała w świat za mężem i nigdy do Łodzi nie wróciła.

Wiem z opowiadań, że często szła ulicą Piotrkowską, która wyglądała na kolorowej widokówce tak:

Znalezione obrazy dla zapytania stara łoż

Jednak chcę napisać o czym innym.

Wzięłam ten 64 –  letni dokument do ręki i od razu zauważyłam jakim pięknym i kształtnym pismem  został wypełniony i już nie raz zauważyłam, że kiedyś ludzie pisali z wielką starannością, co przez lata zanikło!

Mam parę zdjęć z tamtych lat i na odwrocie opisy są także wypełnione pięknym pismem, które zachwyca.

Być może, to wynika z faktu, że kiedyś dzieci uczyły się kaligrafii pisanej stalówką i atramentem, a może po prostu nauczyciele zwracali na to baczną uwagę.

Ja w młodości pisałam bardzo ładnie i w rodzinie się mówiło, że piszę tak jak mój wujek i to po nim odziedziczyłam charakter pisma.

Nigdy nie umiałam pisać szybko i dlatego robienie notatek w szkole było dla mnie trudne, bo nie radziłam sobie z bazgraniem.

Moje pismo jest proste, bez zakrętasów, zawijasów i ozdobników, a moje zeszyty szkolne były bardzo porządne  za co byłam chwalona.

Niestety, ale teraz z racji wieku moje pismo się popsuło, gdyż nie ćwiczę, a i okulary na nosie robią swoje.

Od kilku lat piszę przecież na klawiaturze, tak jak obecnie większość ludzi na tym Globie i dlatego nie wyrabiają sobie osobistego charakteru pisma.

Sms-y, telefony, tablety, laptopy, to powoduje zanik manualnego pisania i wyrabiania sobie ręki.

Mijały lata i dzieci dorwały się do długopisów – lekkich w pisaniu i przyjemnych i wydaje mi się, że ta rzecz nie sprzyja temu, by wyrobić sobie swój, indywidualny charakter pisma.

Poniżej podałam, aby każdy mógł sprawdzić swój charakter pisma i prawodpodobnie grafolog potrafi z naszego pisania wyczytać 5 tysięcy cech naszej osobowości – niesamowite!

 

Sprawdź, co mówi o tobie twoje pismo.

Business Insider rozmawiał z Kathi McKnight, znaną ekspertką od grafologii, która zdradziła, że analizując tylko pismo, można wskazać 5000 cech osobowościowych piszącego. Poniżej przykłady tego, czego możemy się dowiedzieć z pisma. Należy zaznaczyć, że są to tylko przykłady i nie sprawdzają się w każdym przypadku. Analiza grafologiczna to żmudny i długi proces. Ale jeśli macie chwilę czasu, warto odłożyć na moment smartfona czy myszkę i sprawdzić, co może mówić o nas nasze pismo. Wystarczy napisać jedno zdanie.

Foto: adaptacja – Mariusz Olszewski / Mike Nudelman/BI US

 

Foto: adaptacja – Mariusz Olszewski / Mike Nudelman/BI US

 

Foto: adaptacja – Mariusz Olszewski / Mike Nudelman/BI US

 

Foto: adaptacja – Mariusz Olszewski / Mike Nudelman/BI US

 

Foto: adaptacja – Mariusz Olszewski / Mike Nudelman/BI US

 

Foto: adaptacja – Mariusz Olszewski / Mike Nudelman/BI US

 

Foto: adaptacja – Mariusz Olszewski / Mike Nudelman/BI US

 

Foto: adaptacja – Mariusz Olszewski / Mike Nudelman/BI US

 

Foto: adaptacja – Mariusz Olszewski / Mike Nudelman/BI US

Wszystkie litery wychodzące spod naszej ręki tworzą razem nasz niepowtarzalny charakter pisma, który określa kim jesteśmy. Ale, czy można poznać osobowość człowieka badając jego pismo? Odpowiedź jest prosta – tak. Jednak potrzebna jest do tego wiedza z zakresu grafologii czyli psychologicznej analizy pisma.

Charakter pisma może zdradzić czy jesteśmy pewni siebie, czy raczej skryci i nie bardzo wierzący we własne możliwości. Czy mamy konkretne cele życiowe czy też żyjemy z dnia na dzień.

Poniżej przedstawiamy, jak zgodnie z zasadami grafologii zbadać własne pismo:

1. Pismo pochylone:

A. W prawo: Osoba ta jest otwarta na otaczający ją świat i innych ludzi, lubi nawiązywać nowe kontakty. Jeśli litery są bardzo mocno pochylone w prawo, mogą świadczyć o namiętności, silnym charakterze oraz skłonnościach przywódczych.

B. W lewo: Jeżeli osoba jest praworęczna, a jej pismo przechyla się na lewo, może to być oznaką buntu. Osoby pisząc tym stylem lubią podkreślać swoją inność, oryginalność.

C. Proste (bez pochylenia): Świadczy o zgodzie z obowiązującymi przepisami. Osoby piszące w ten sposób kierują się logiką. Trzymają emocje na wodzy. Mogą być jednak niestałe uczuciowo.

D. Mieszane: Świadczy o chwiejności charakteru. Osoby wiecznie niezdecydowane i kapryśne.

2. Wielkość liter:

A. Duże: Typowe dla osób śmiałych i dynamicznych. Osoby piszące litery w ten sposób mają silną osobowość, są towarzyskie i lubią znajdować się w „świetle reflektorów”.

B. Małe: Osoby które piszą małe litery łatwo się koncentrują. Mają tendencje do bycia nieśmiałymi i analizowania samego siebie.

C. Przeciętnej wielkości: Osoby zrównoważone i łatwo przystosowujące się do otoczenia (elastyczne).

D. Różnej wielkości: Osoby o artystycznym usposobieniu.

3. Szerokość liter:

A. Szerokie: Mówi o otwartości na otoczenie, towarzyskości.

B. Wąskie: Charakteryzuje osoby opanowane i ostrożne.

4. Odstępy między wyrazami:

A. Duże: Charakteryzuje osoby ceniące sobie samotność. Osoby te w ten sposób (poprzez duże odstępy miedzy wyrazami) informują, że potrzebują dla siebie „więcej przestrzeni”.

B. Małe: Osoby zawsze skore do pomocy. Potrzebujące bliskości innych.

5. Jeżeli litery górnego poziomu (l, t, h, itp.):

A. Sięgają wysoko ku górze: Cechuje to osoby ambitne. Jeśli litery te są przesadnie wysokie, oznacza to zbyt wysoko postawioną sobie poprzeczkę.

B. Są proporcjonalne w porównaniu do liter dolnego poziomu: Oznacza to, że ktoś lubi wszystko analizować i w rozsądny sposób korzystać z wyobraźni. Jeżeli osoby piszą takie litery jak np. „l” robiąc u góry szeroką pętelkę, oznacza to, że mają tendencję do wymyślania różnych oryginalnych rzeczy.

6. Jeśli litery dolnego poziomu (g, y, j, itp.) mają ogonki:

A. Proste: Oznacza to niecierpliwość w zakończeniu wykonywanego zadania.

B. Niedomknięte, w kształcie łuku: Oznaczają unikanie konfrontacji i agresji.

C. Napisane mocno i domknięte, tworzące pełną pętelkę: Oznacza to duże pokłady energii, zmysłowości i zdolności do zarabiania pieniędzy.

D. Napisane lekko i domknięte w pełną pętelkę: Oznaczają potrzebą bezpieczeństwa.

E. Mające różne kształty: Oznaczają niestabilność emocjonalną.

7. Litery środkowego poziomu (a, c, e, itp.)

(Litery środkowego poziomu reprezentują ego danego człowieka. Dzięki nim uzyskuje się informacje jak dana osoba zachowuje się i co odczuwa przebywając w miejscach publicznych).

Istotnym elementem charakteryzującym daną osobę jest krzywa, wzdłuż której układają się litery środkowego poziomu:

A. Litery położone na łuku zagiętym ku górze: Litery środkowego poziomu w każdym wyrazie coraz bardziej unoszą się ku górze tworząc kształt wklęsłego łuku. Osoby piszące w ten sposób są godne zaufania, lojalne. Jeśli zechcą mogą być również uparte i skryte.

B. Litery położone na łuku zaginającym się w dół: Litery tworzące poszczególne wyrazy wyginają się w łuk wypukły, opadający przy końcach. Osoby o takim charakterze pisma lubią służyć innym pomocą i angażować się w różne sprawy.

C. Litery na prostej lub pod katem: Litery w wyrazach nie są wygięte w łuk, ale ułożone wzdłuż nachylonej ku górze lub ku dołowi prostej. Taki charakter pisma jest typem analitycznym, oznacza osoby dociekliwe. Osoby te również na ogół nie przejawiają cech opiekuńczo – wychowawczych. Natomiast idealnie pasują do pracy nad różnego rodzaju projektami biznesowymi.

D. Litery na krzywej w kształcie fali: Jest to mieszanka pozostałych form i przeważnie charakteryzuje osoby dojrzałe umysłowo i z dużym zapasem umiejętności. Osoby takie potrafią dostosować się do każdej sytuacji.

8. Kropka nad „i” :

Miejsce postawienia kropki ma zdaniem grafologów znaczenie i mówi wiele o wyobraźni, zasobach pamięci i ewentualnej nerwowości.

A. Kropka wysoko w górze: Oznacza bogatą wyobraźnie.

B. Kropka po prawej stronie: Charakteryzuje osoby nerwowe i niecierpliwe.

C. Kropka po lewej stronie: Oznacza skłonność do analizowania wszystkiego, ostrożność, rozpamiętywanie przeszłości.

D. Kropka okrągła: Często dotyczy osób zainteresowanych głównie sobą, świadczy także o naturze artystycznej.

E. Kropka w kształcie pionowej kreski: Charakteryzuje osoby, które bardzo silnie oddzielają swój wewnętrzny świat od zewnętrznego.

F. Brak kropki: Sugeruje lenistwo i nieuporządkowanie.

9. Margines:

A. Lewy (odpowiada zachowaniom zewnętrznym człowieka):

Równy – Osoba zdyscyplinowana i silna.

Szeroki – Osoba tolerancyjna i hojna.

Wąski – Osoba oszczędna i niepewna swojej przyszłości.

Falujący – Osoba niezdecydowana, często wykorzystywana przez innych.

Rozszerzający się ku dołowi – Osoba skłonna do trwonienia pieniędzy, impulsywna.

Zwężający się ku dołowi – Osoba bojąca się ryzyka.

B. Prawy (odpowiada zachowaniom wewnętrznym):

Szeroki – Osoba niepewna, niewierząca we własne możliwości, nieśmiała.

Wąski – Osoba skłonna do przemyśleń, marzycielstwa.

C. Górny: Jeżeli forma danego tekstu nie wymaga pozostawienia górnego marginesu, a piszący i tak go zrobił, można to interpretować jako chęć pozostawiania miejsca dla kogoś ważniejszego. Jeżeli górnego marginesu nie ma, być może piszący chce podkreślić swoja wartość.

10. Siła z jaką naciska się długopis podczas pisania:

A. Duża: Oznacza zaangażowanie i traktowanie rzeczy na poważnie. Jeżeli natomiast nacisk jest zbyt mocny, dana osoba może być bardzo spięta i reagować na wszystko, jako na przejaw krytyki pod jej adresem. Takie osoby są bardzo impulsywne i zdarza się, iż najpierw reagują, a potem myślą.

B. Mała: Oznacza wrażliwość na otoczenie i empatię w stosunku do innych. Może również oznaczać brak sił witalnych, jeśli nacisk jest nierówny.

Źródło: tipy.pl oraz serwis grafologiczny

 

Reklamy

I co mi zrobisz, stara krowo, czyli witaminy w polskiej szkole

Nauczyciele nie mają obowiązku życia w celibacie, więc i oni mogą korzystać z programu 500+ – ocenił w sobotę w „Śniadaniu w Trójce” Krzysztof Szczerski, szef gabinetu prezydenta RP.
Znalezione obrazy dla zapytania szczerski
Szef gabinetu prezydenta RP zaproponował polskim nauczycielom, aby płodzili więcej dzieci, to do portfela wpadnie im 500+ zamiast podwyżek, o jakie będą za chwilę strajkować nauczyciele!
Bezczelność tej władzy sięga szytów w Himalajach i obrazić tak szczytną grupę, społeczność, to dla nich jest codziennością.
Mam pytanie do tego głupca, czy 50 letni nauczyciel też ma płodzić dzieci, aby zarobić na to nędzne 500+?
Tak upodlić ludzi edukacji, to jest wielka sztuka i nawet ignorant tego by nie wymyślił, a tylko nieczuła kanalia!
Wszyscy – my starsi pamiętamy naszą naukę, którą zaczynalismy w czasach PRL-u i pamiętam, że nasi nauczyciele byli dla nas – zaraz po rodzicach, a szkoła stanowiła dla nas drugi dom, w którym staraliśmy się być grzeczni i dojrzali.
Mało było przypadków, że uczeń skakał do oczu nauczycielowi, a jeśli się takie coś zdarzało, to było marginalne.
Szkoła średnia i pamiętam jak zdawałam do niej egzaminy wstępne i trafiłam do klasy dziewczęcej, gdzie było nas 33 sztuk najlepszych uczennic, wyłonionych przez egzamin.
Wszystko szło bardzo dobrze, ale zdarzyło się coś dziwnego w klasie maturalnej.
Wszystkie prawie obniżyłyśmy loty, bo pierwsze milości, zakochania i nauka poszła w las.
Nasza wychowawczyni po sprawdzniu średniej bardzo się zdenerwowała i zagroziła, że jeśli się nie poprawimy do matury, to ona rezygnuje z wychowawstwa.
Położyłyśmy uszy po sobie i zabrałyśmy się ostro do nauki, a efekt był taki, że wszystkie zdałyśmy maturę – celująco. Było nam po prostu wstyd.
Taka kiedyś była młodzież, że wystarczyło wpłynąć nam na ambicję i od razu stawaliśmy do pionu i miło wspominam czas mojej edukacji i do dzisiaj mam w sercu moich nauczycieli.
Co dzieje się teraz w szkołach, to wystarczy przeczytać  poniższy felieton – dość długi, ale mrożący krew w żyłach.
Panie głuptaku Szczerski powinieneś to przeczytać i zaproponować nauczycielom nie rozdrodczość, ale wyższe pensje i do tego szkodliwy dla zdrowia dodatek do pensji –  zwykła kanalio!
Z polityki odejdziesz kiedyś, a smród zostanie!
„I co mi zrobisz, stara krowo, czyli witaminy w polskiej szkole.
Niektórzy nauczyciele wypracowują własne sposoby na radzenie sobie z dziećmi, ale najwrażliwsi po dwóch latach pracy z agresywnymi klasami zapadają na zespół stresu pourazowego. Jakby wrócili z wojny.
Kto ma strach na twarz wpisany, wojnę przegra. Kto ma miękkie serce, wojnę przegra. Kto nie umie być konsekwentny, wojnę przegra. Kto chce się zaprzyjaźnić z wrogiem, zdobyć go uśmiechem albo lizakiem, wojnę przegra. Kto jest słaby w mowie i głosie, wojnę przegra.
Najważniejsze są pierwsze dwa tygodnie każdego września. Wtedy rozstrzygają się decydujące bitwy na słowa, bąki, beknięcia i ogryzki. Jedna strona wojny ma nieograniczone możliwości, drugiej wolno najwyżej wpisać uwagę do dzienniczka.
Z góry na klęskę skazane są młode kobiety, tuż po studiach.
Stres weteranów wojennych
Tomasz Wojciechowski, psycholog z Fundacji na rzecz Bezpieczeństwa i Współpracy w Szkole „Falochron”, mówi, że nauczyciele utracili władzę w wielu szkołach. Tylko rok temu prawie połowa nauczycieli spotkała się z agresją ze strony uczniów (badania CBOS 2011). I wcale nie chodzi o to, że ktoś im włożył kosz na głowę. Wystarczyło, że uczniowie ignorowali ich polecenia do tego stopnia, że prowadzenie lekcji stało się niemożliwe. Albo używali wobec nich wulgarnego słownictwa. Albo tak długo prowokowali nauczycieli, aż wybuchali gniewem.
Wokół agresji wobec nauczycieli w polskich szkołach (podstawówkach, gimnazjach i liceach) panuje zmowa milczenia. Uczniowie przecież nie pochwalą się przed dorosłymi, że poniżają panią od polskiego czy biologii. Nauczyciele milczą, bo wstydzą się swojej bezradności.
Wojciechowski uważa, że nauczyciele nie potrafią sobie radzić z agresją uczniów, bo nikt ich do tego nie przygotowuje. Niektórzy wypracowują własne sposoby na radzenie sobie z dziećmi, ale najsłabsi, najwrażliwsi po dwóch latach pracy z agresywnymi klasami zapadają na zespół stresu pourazowego. – Ten sam, jaki dotyka weteranów wojennych – tłumaczy psycholog.
– Zachodzą w nich fizjologiczne zmiany. Nigdy się nie uspokajają. Wycofują się z relacji społecznych.
Tresura dzikich uczniów
Przemysław (lat 38), biolog z Gdańska, wie. że w jego mieście są elitarne szkoły średnie, gdzie uczniowie słuchają nauczycieli. Na lekcji panuje spokój. Jednak biolog Przemysław uczy w liceum i gimnazjum, które są na szarym końcu rankingu szkół w Trójmieście. Tu trafiają dzieci, które miały niską średnią w poprzedniej szkole. Biolog zauważył, że oznacza to także z reguły ich niską kulturę osobistą. W tych szkołach nauczyciel nie walczy o autorytet, tylko o godność i przetrwanie,
Uczenie było jego pasją. Kilka lat po studiach pracował na uczelni, ale wolał mieć kontakt z uczniami. Piętnaście lat temu trafił do nieistniejącego już liceum w okrytej złą sławą dzielnicy Stogi, gdzie rządził „Tygrys”, szef lokalnej mafii. Mówi, że praca w tamtej szkole wydawała mu się wtedy trudna, część uczniów pracowała dla „Tygrysa”, wielu miało na koncie wyroki. Ale dziś tęskni za tamtymi czasami, gdy nawet młodociani przestępcy znali granice.
Przemysław najbardziej żałuje, że daje się czasem wciągnąć uczniom w słowne, wulgarne potyczki. Takiej bitwy nauczyciel nie może przegrać, bo straci resztki szacunku u uczniów. Ale nie wolno mu jej też wygrać, bo przestanie szanować sam siebie. Dlatego czasem najlepiej udawać, że się nie słyszało rzuconego tekstu w swoją stronę: „Weź spierd**laj, ch**ju” albo „Idź, ssij pałę”. Kiedyś jednak biolog Przemysław nie wytrzymał. Na soczystą wiązankę od ucznia odpowiedział gwałtownie: „I vice versa”. Uczeń na chwilę zamilkł, potem odpowiedział: „Pan nie ma prawa mnie obrażać”.
Po czterech miesiącach prób uspokojenia na lekcji ucznia czwartej klasy szkoły podstawowej Agacie (lat 38), matematyczce z Warszawy, puściły nerwy. Kiedy poprosiła, żeby był cicho, a on się zaśmiał: „I co mi zrobisz, stara krowo?”, złapała go za ucho i wyprowadziła z klasy. Wyszarpała go za to ucho na korytarzu, pilnując jednocześnie, żeby nie wejść w zasięg oka kamery zawieszonej pod sufitem. Od tego dnia krnąbrne dziecko na jej lekcji milczy jak zaklęte, a na przerwie kłania się z daleka. Ale Agata nie jest dumna ze swojego zachowania. Poza tym gdyby chłopiec poskarżył się komukolwiek, miałaby kłopoty. Polski nauczyciel nie ma prawa tknąć ucznia. Ostatnio w jej szkole polonistka chciała przyspieszyć gimnazjalistki marudzące przy wejściu do klasy. Klepnęła jedną lekko w pośladki. Została oskarżona o naruszenie nietykalności uczennicy.
Zdaniem matematyczki Agaty jedyną skuteczną, choć absolutnie niepedagogiczną i nieksiążkową metodą wychowawczą w szkole jest pokazanie, kto ma władzę. Uczniowie muszą wiedzieć, kto na lekcji jest szefem. Mimo wszystko praca w szkole nadal sprawia Agacie frajdę, choć coraz mniejszą. Czasem myśli, że chciałaby już pracować gdzie indziej.
Wuefistka Mirosława (lat 55) z Poznania mówi, że gimnazjum, w którym uczy jest uważane za dobre i stabilne. Ale i tak nie ma dnia, żeby nauczyciele nie prosili jej o interwencję u uczniów z III klasy, której jest wychowawczynią. Ostatnio fizyk, starszy już człowiek powiedział jej: „Ja sobie nie życzę, żeby chłopcy z pani klasy, wchodząc na lekcję, wołali do mnie >>Hello, Kitty!<<„. W dzienniku szkolnym jej klasy roi się od uwag typu: „Uczeń nazwał mnie na lekcji kur**ą”.
Mirosława uczy w szkole już 30 lat i osobiście nie spotkała się z aktem agresji ze strony uczniów. Gwizdek, dres, mocny głos i nieustępliwość sprawiły, że przez lata w swoim gimnazjum zyskała szacunek. Ale wie, że postępowanie z uczniami jest jak tresura dzikich zwierząt. Nigdy nie wolno okazać strachu i słabości, nie wolno powiedzieć: „Nie mogę sobie dać rady”, nawet jeśli to prawda. Inaczej uczniowie, jak dzikie zwierzęta, odgryzą treserowi głowę. A przynajmniej zniszczą samochód, jak chemiczce, której zalali auto farbą olejną, bo nie wpuściła jednego z krnąbrnych uczniów na szkolną dyskotekę.
Oj, dobra, weź przestań
Agata, matematyczka z Warszawy, mówi: – Najważniejsze są dwa pierwsze tygodnie roku szkolnego. Przedstawiam im program na półrocze, wymagania i zasady. Jeśli w tym czasie zapowiem, że zrobię kartkówkę, a potem jej nie zrobię, jeśli zadam pracę domową, a jej nie sprawdzę, jeśli nie wpiszę zapowiedzianej uwagi, to koniec ze mną. Zniszczą mnie. Do końca roku będę miała hałas i niesubordynację na lekcji. Bedą mnie testować, posuwać się po kroczku do przodu, zbadają, gdzie są moje granice wytrzymałości.
Ale nigdy nie wolno opuszczać gardy, nawet po tych dwóch tygodniach. Nauczyciel musi być przebiegły i inteligentny przez cały rok. Ostatnio zwyciężyła ping-pong słowny z liderem
w jednej z klas gimnazjalnych. Poprosiła go, żeby nie jadł na lekcji. Odparł, że nie je, tylko ssie lizaka. Liczył, że się zaczerwienię, spuszczę oczy. – A ja mu dałam paranaukowy wykład, że ssanie z punktu widzenia fizjologicznego też jest jedzeniem – opowiada. – Obśmiałam go w ten sposób, klasa miała radochę, a on odłożył lizak. Od dawna nie mam złudzeń, że nauczyciel może przyjaźnić się z uczniem, być jego przewodnikiem, autorytetem, tutorem. Ja im mówię: „Nie musicie mnie szanować ani lubić. Macie się uczyć”. Są klasy, gdzie się trochę rozluźniam. Nawet jeśli łobuzują, to są dowcipni, inteligentni. Ale przed lekcjami w tych najgorszych czuję dyskomfort psychiczny. Tam zachowuję się inaczej, wbrew swojej naturze. Zamieniam się w sztywniarę, nauczycielkę z PRL. Dzwonek, sprawdzam obecność, pracę domową, żadnych pobocznych, robię swoje i modlę się o dzwonek. To mnie bardzo męczy i wyczerpuje, bo na co dzień jestem miłą i ciepłą kobietą.
Przemysław, biolog z Gdańska: – Wchodzę na lekcję do klasy, gdzie nie jest dobrze. Nie zacznę, jeśli nie wstaną, żeby się przywitać. To zajmuje kilka minut, bo kończą rozmowy, wyłączają empetrójki, w końcu siadamy. Mówię, czym zajmiemy się dziś na lekcji i zawsze jest jęk: „A do czego nam się to przyda?”. Na każdej lekcji stosuję rzutnik multimedialny, żeby uatrakcyjnić zajęcia. Ale to nieważne, cokolwiek bym mówił i pokazywał, zaczyna się harmider. W klasie jest 36 uczniów. Podchodzę do jednego i go uspokajam, ale reszta już gada na całego. Rzucają papiery, gumki, ogryzki, jak dzidzie. Podobnie jest na sprawdzianie. Zwracam uwagę, że ktoś ściąga. Ale 15 innych robi to samo. Nie do opanowania. Najgorsi są klasowi podkręcacze. Czasem udaje się ich spacyfikować, jednak przeważnie zaczynają testowanie. Bekną. Stukną. Rzucą mięsem albo chociaż powiedzą do mnie: „Oj, dobra, weź przestań”. Podchodzę do nich i zastanawiam się, co zrobić, jak zareagować, żeby go nie poniżyć, nie złamać jego praw, ale nie stracić też twarzy. A lekcja ucieka. Bywają jednak momenty, gdy obojętnieję na ich zachowanie. Nazywam to zamykaniem się w słoiku edukacyjnym. Odrywam się, czuję, że nie dam już więcej rady, jestem z nimi, ale mnie nie ma. Najbardziej współczuję młodym nauczycielom, tuż po studiach, szczególnie kobietom. Dla nich pierwszy rok pracy w gimnazjum jak moje to walka o życie. Nauka spada na plan dalszy. One po dzwonku na lekcję mają strach w oczach. Idą do klasy powoli, widać, że się modlą o siły, potem płaczą na przerwie w pokoju nauczycielskim. Często zdarza się, że rezygnują po roku z pracy, idą do podstawówek, bo myślą, że tam bezpieczniej. Albo w ogóle odchodzą z zawodu.
Bezradny funkcjonariusz
Nauczyciele Przemysław, Mirosława i Agata mówią, że są bezradni, bo nie mają żadnych narzędzi dyscyplinujących uczniów.
Polski nauczyciel może: dać uczniowi uwagę do dzienniczka, wpisać uwagę do dziennika szkolnego, zawiadomić wychowawcę, pedagoga, dyrektora, rodziców.
Polski nauczyciel nie może: obrazić ucznia słowami, dotknąć go fizycznie, wyprosić z klasy, nie wpuścić do klasy, jeśli się spóźnił, wybiec za nim z klasy, jeśli uczeń wyszedł z lekcji trzaskając drzwiami, bo nie może na sekundę zostawić uczniów samych w klasie.
Biolog Przemysław tłumaczy, że nie może zrobić karnej kartkówki rozwydrzonej klasie, bo uczniowie mogą się poskarżyć rodzicom na jego niehumanitarne zachowanie. Czasem najbardziej rozrabiających uczniów zostawia po lekcji, bo chce ich zapytać, dlaczego się tak zachowują. Przeważnie milczą obrażeni. Bywa, że o zachowaniu klasy na lekcji zawiadamia dyrektora szkoły. Ten musi powiadomić rodziców i zorganizować zebranie w sprawie zachowania się ich dzieci. Najbardziej straci na tym biolog, który będzie musiał zostać w szkole.
Polski nauczyciel jest funkcjonariuszem państwowym. Obrażony przez ucznia może zawiadomić policję. Ale rzadko nauczyciele korzystają z tego prawa. Wuefistka Mirosława zna przypadek wyzwanej nauczycielki, która zawiadomiła policję. Uczeń stanął przed sądem rodzinnym, trafił do ośrodka opiekuńczego i wyleciał ze szkoły. Ale biolog Przemysław mówi: „Przecież na każdej lekcji spotykam się z kilkunastoma przypadkami agresji słownej. Do każdego mam wzywać policję? Już widzę, jak pędzą na sygnale”. Agresywnego ucznia można ostatecznie wyrzucić ze szkoły. Będzie przerzucany jak gorący kartofel do kilku placówek, aż w końcu nigdzie go nie będą chcieli”. Jeśli szkoła, z której wyleciał pierwszy, była jego rejonową, będzie musiał do niej wrócić.
Wyrzucanie uczniów nie jest jednak dobrze widziane. W szkołach panuje niż demograficzny, dyrektorzy obniżają poziom edukacyjny, żeby zgarnąć jak największą liczbę uczniów. Żeby dostać się do liceum, w którym uczy biolog
Przemysław, na egzaminie gimnazjalnym wystarczy przekroczyć próg 50 punktów. Do najbardziej prestiżowego liceum w Gdańsku próg wynosi 150 punktów. Biolog: – Tak naprawdę, żeby móc normalnie pracować, próg u nas powinien wynieść 100 punktów. Ale musimy brać każdego, bo inaczej polecimy na bruk. Problem tylko w tym, że taki uczeń z progiem 50 punktów nie jest się w stanie nauczyć niczego. Nawet jeśli chciałby. Więc, żeby nie wyjść na tępe pośmiewisko klasy, staje się agresywny, bo chociaż w tym jest najlepszy.
Zlizywał własną krew
Dorota, pedagog w jednym z warszawskich gimnazjów, które uchodzi za przyjazne dziecku, pokazuje mi wpisy nauczycieli na temat ucznia x. Pochodzą z jednego roku szkolnego.
„Dzisiaj podczas lekcji biologii X, uczeń II klasy naszego gimnazjum, wyjął z plecaka zapalniczkę i zapałki. Nie chciał ich oddać ani schować. Podpalił kartki w swoim zeszycie oraz ulotkę reklamową. Nie mając innej możliwości, zgasiłam płomień, zamykając zeszyt, przy czym oparzyłam sobie prawą dłoń”.
„X chodzi za dziewczynką ze szkoły podstawowej, nazywając ją przez całą przerwę „łajzą” <<. Nie reaguje na żadne perswazje nauczyciela i odpowiada: >> Co mi może pani zrobić? <<„.
„X całą lekcję żuł kartkę z papieru. Wychodząc na przerwę, opluł tym drzwi”.
„W czasie lekcji matematyki przedrzeźniał nauczyciela. Słuchał głośno muzyki, bryłą mokrego papieru rzucił w tablicę, na której w danej chwili pisałam. Komentował moje uwagi, używając wulgaryzmów”.
„Dziś na lekcji polskiego X w obecności nauczyciela i uczniów wyjął z kieszeni żyletkę i okaleczył swoją rękę, wielokrotnie naciskając skórę przedramienia. Potem próbował ochlapać krwią kolegów i koleżanki, zlizywał własną krew. Nie reagował na prośby i łagodną perswazję nauczyciela. Uciekł na boisko szkolne”.
Dorota: – „Nogi na stole, głośna muzyka na lekcji to była u X norma. Był nieprzewidywalny, to budziło u nauczycieli lęk. Brzydko pachniał, więc uczniowie nazywali go „Śmierdzielem”. Postanowiliśmy wspólnie popracować nad nim. Byliśmy wobec niego łagodni, ale stanowczy. Nasza wuefistka zaopiekowała się nim, pilnowała, żeby się mył, miał klapki i kąpielówki na basen. Mieliśmy dla niego serce, mieszkał w altance działkowej z wiecznie pijaną matką, która nie zamierzała współpracować z nami. Ale lekceważył wszystkich, mnie, nauczycieli, dyrektora, kuratora. Kiedy wchodziłam na lekcję i mówiłam, że będę musiała zadzwonić po policjantkę do spraw nieletnich, mówił do mnie: „Dobra, tylko włącz tryb głośnomówiący, to też posłuchamy”.
Po dwóch latach starań szkoła się poddała. X przeszedł badania psychiatryczne, okazało się, że jest inteligentnym, zdrowym chłopcem, tylko bardzo zdemoralizowanym. Sąd rodzinny nakazał umieszczenie X w młodzieżowym ośrodku wychowawczym. Ale to rzadkie przypadki. Przeważnie tacy uczniowie są odsyłani od wychowawcy do pedagoga, od psychologa szkolnego do dyrektora, przepycha się ich z klasy do klasy, byle jak najszybciej się ich pozbyć.
Dziwak i outsider
Nauczyciele, z którymi rozmawiam, biją się w pierś Polskich Nauczycieli, którzy nie potrafią zapanować nad agresją w szkole, ale trochę sami są temu winni.
Biolog Przemysław: – Nie jesteśmy konsekwentni ani wobec siebie, ani wobec uczniów. Niby mamy jakiś wewnątrzszkolny system, jakieś zasady postępowania z dziećmi, ale prawie nikt się do nich nie stosuje.
Wuefistka Mirosława: – Jeden z trudnych uczniów w mojej klasie niszczy wszystko, co ma pod ręką. Maże ściany, wykręca śrubki z szafek. Nie robi tego, jeśli siedzi w środkowym rzędzie z przodu. Wypisałam w dzienniku apel do wszystkich nauczycieli, żeby go tak sadzali na lekcji. Zrobiłam to przy nim, żeby wiedział, co go czeka. I co? I nic. Żaden z nauczycieli nie respektuje mojego zalecenia. Chłopiec wie, że nic mu nie grozi.
Matematyczka Agata: – Jestem wymagającym, konsekwentnym nauczycielem. Ale klasa przychodzi do mnie po lekcji u nauczyciela Y, gdzie wolno im wszystko. Więc połowę lekcji zajmuje mi zwykle ustawienie ich na właściwe tory.
Biolog Przemysław: – To ja w oczach szkoły jestem dziwakiem i outsiderem. Bo to ja nie pozwalam sobie podskoczyć. I mam przeciwko sobie uczniów, bo wymagam, ich rodziców, bo stawiam jedynki, przez co poniżam ich dzieci, i nauczycieli, bo to przeze mnie ci najgorsi zostaną na drugi rok.
Matematyczka Agata: – Prawda jest też taka, że połowa nauczycieli nie powinna iść do tego zawodu. Nie radzą sobie ze sobą, a co dopiero z uczniami. Wielu wpada w depresję albo agresję.
Choć biolog i matematyczka nie popierali działań byłego ministra edukacji Romana Giertycha, to przyznają, że za jego panowania był największy porządek w szkolnictwie.
Matematyczka Agata: – Porządki Katarzyny Hall były świetne. Nakazała na przykład indywidualizować nauczanie, inaczej mówiąc, pochylać się nad każdym uczniem z osobna. Ale to się może udać tylko w małych grupach, 10-15-osobowych klasach. Jak mam indywidualizować nauczanie w 36-osobowej klasie?
Nauczyciele, z którymi rozmawiam, biją się też w pierś Polskich Rodziców.
W szkole wuefistki Mirosławy pod koniec gimnazjum organizuje się bal. Każdego roku rodzice angażowali się w pomoc. Mirosława: – W tym roku żaden ojciec ani żadna matka nie zgłosiła się do pomocy. Nasze gimnazjum w tym roku kończy 150 uczniów. Mam wrażenie, że rodziców mało obchodzi, co się dzieje w szkole.
Agata: – Jeszcze w podstawówce chodzą, pytają, współpracują. A w gimnazjum nagle następuje cięcie. Jakby myśleli, że ich dzieci kupiły w sklepie dorosłość i odpowiedzialność.
Biologa Przemysława śmieszą rodzice, którzy pytają go, jak mają sobie poradzić z własnymi dziećmi. „Co ja mam państwu powiedzieć? – odpowiada im. – To od was oczekuję rady. Szkoła nie jest od wychowywania, tylko od wspierania”.

Kiedy hejt w sieci zabija ludzi!

Obejrzałam dzisiaj dokument opowiadający o 5 szkołach najdziwniejszych i trafiłam do Bangladeszu, gdzie dzieciaki pobierają naukę na pływających łodziach.

W Bangladeszu często występują powodzie i w ramach eksperymentu wymyślono takie właśnie, pływające szkoły.

Dzieciaki pochodzą przeważnie z bardzo biednych rodzin, ale są głodne wiedzy i chętnie do szkoły chodzą.

W domach nie mają prądu, a więc nie mają komputerów, a korzystają tylko z jednego komputera w szkole dzięki bateriom solarnym zamontowanym na dachu łodzi.

Ten komputer służy nie do zabawy, a do nauki.

Dzieci większość czasu przebywają na świeżym powietrzu i są bardzo grzeczne i rozsądne.

Wiedzą, że aby do czegoś w życiu dojść, to trzeba się uczyć,  aby sprawić rodzicom radość, to biorą udział w przeróżnych konkursach, bo na przykład w pływackich maratonach i konkurują ze sobą, ale to jest zdrowa konkurencja.

Chłopiec, który wygrał maraton pływacki wywalczył dla swojej rodziny baterię solarną i tym sposobem będą mieli w domu prąd.

Na twarzych tych dzieci nie widać smutku, bo są wychowywane w natrulalnym środowisku w zgodzie z przyrodą, a nie ma mowy, aby tak jak w innych krajach siedziały przy komputerach.

Od 2002 roku, kiedy fundacja zaczęła działać, w szkołach na łodziach uczyło się ponad 70 tysięcy dzieci.

Pływające szkoły:

Piszę o tam dlatego, bo jakże inny, zdrowszy jest świat dla dzieci z Bangladeszu, a jakże inny jest w krajach bogatych, gdzie dzieci wychowuje się bezstresowo i żyją one w świecie wirtualnym, a rodzice bardzo często nie sprawdzają, co ich dzieci robią w sieci.

Robią różne rzeczy i jakże często zamieniają się w istne bestie, zdolne od gnębienia, wyzywania, pomawiania, straszenia, wyszydzania.

Jakże wiele dzieci gnębi inne dzieci i zaszczuwa, a są to dzieci, którym nie brakuje ptasiego mleczka, ale są tak podłe, że potrafią zabić inną, słabszą osobę. (Artykuł poniżej).

Nie jestem dzieckiem, ale doskonale wiem jak się czuje zaszczuty człowiek – obojętnie w jakim jest wieku.

Pisałam nie raz, że paniusia Maria Pałac zgotowała mi w sieci piekło przez 5 lat.

Nie raz wstawałam w nocy z lękiem, włączałam komputer, by sprawdzić, co nowego wysmażyła.

Nie popełniłam samobójstwa tylko dlatego, że strasznie kocham swojego Męża i moje Dzieci i Wnuki i sobie tłumaczyłam, że ta kanalia mnie nie zmiecie z powierzchni ziemi i się nie dam.

Mam nadzieję, że kiedyś zapomnę to piekło i nigdy więcej o tej bestii pisać nie będę!

Hejterka ma córkę pisarkę, którą prosiłam grzecznie, aby matkę powstrzymała.

Hejterka ma wnuka, który nigdy się nie dowie jaką kanalą jest jego babcia, ale ja hejterce nigdy nie zapomnę, że małam przez nią myśli samobójcze.

O swojej traumie nie mówiłam bliskim, bo ani Dziecom, ani Mężowi i cierpiałam samotnie, aż w końcu poszłam na Policję, która za rządów PiS miała mnie w tyle i kanali się upiekło.

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, okulary

Nie jestem gołosłowana i mam zapisane wszystkie jej draństwa, bo potrafiła napisać tak w roku 2016 i powielić w 2017, a mamy 2019 rok.

 

[22.04.2017] 22:24

art. kk
/-/ (16.10.2016.16 22:08):
co ci do tego pijaczko (16.10.2016.15 17:27):
pilnuj swoich zdechlaków na cmentarzu! zaraz znicze im zapalisz pier..dolnięty swirze.
Mam wszystkie jej wpisy zapisane, a wyszłaby z tego pokaźna książka i o mało mne nie zabiła, a co dopiero się dzieje, kiedy hejt dopada dziecko, któremu trudno się pogodzić, gdyż dziecka psychika jest dużo słabsza i taka ofiara nie potrafi sobie wytłumaczyć dlaczego musi tak cierpieć z powodu rozwydżonych rówieśników.

Chce się krzyczeć, co stało się z ludźmi małymi i dużymi, bo kiedy powstawał Internet,  miał łączyć ludzi, a sprawia, że dzięki niemu doświadczamy słowa pisanego, które zabija.

Mam trójkę Wnucząt szkolnych i już jedno dopadł hejt w szkole i na szczęście moje Wnuki mają mądrych rodziców, którzy reagują i edukują, oraz wspierają.

O tym nie mówi się głośno. Mama dziewczynki, która popełniła samobójstwo przerywa milczenie.
Wstrząsająca historia młodej dziewczyny.

Wstrząsająca historia młodej dziewczyny. Zrzut z ekranu Facebook/Linda Trevan

22 miesiące walki z demonami, wspomnieniami, strachem, nocnymi koszmarami. Droga donikąd.

Tak trudno czasem pomóc najbliższej osobie
Dla każdego rodzica przeżycie śmierci swojego dziecka jest najbardziej traumatycznym przeżyciem. Zwłaszcza gdy dziecko umiera nie z powodu nieuleczalnej choroby, a z powodu depresji i smutku – konsekwencji gwałtu. Ta mama milczała dwa lata, starając się ze wszystkich sił przywrócić dziecku chęć do życia. Nie udało jej się… 15-letnia córka Cassidy zmarła. Posłuchajcie.

„Trzymałam to zbyt długo w tajemnicy…”
Cass miała dopiero 13 lat, kiedy stała się ofiarą bestialskiego ataku kolegów. Te dzieciaki miały 13-15 lat i dokonały obrzydliwych, nienawistnych zbrodni wobec mojej córki. Spędziłam blisko dwa lata, desperacko utrzymując ją przy życiu, ale nigdy nie zapomniała. Nawet wtedy, gdy zabrałam ją daleko od dawnej szkoły, nawet wtedy, gdy nie widziała więcej tych ludzi, którzy ją skrzywdzili, nie potrafiła zacząć życia na nowo. Do tego stopnia, że nawet krótki spacer do sklepu budził w niej przerażenie.

22 miesiące walki z demonami, bo ona cały czas obawiała się, że ją znajdą i będą znowu gnębić. I udawało im się przez social media albo przez wspólnych znajomych. Cierpiała na bezsenność, lęki, ataki paniki, miała koszmary, aż wszystko przerodziło się w chorobę psychiczną. Musiałam być z nią całymi dniami, patrzeć jak cierpi. Aż w końcu coraz rzadziej wstawała z łóżka i któregoś dnia odeszła. Nie mogła dłużej znieść cierpienia i samej siebie.

Wiem, kim jesteście. Wy też wiecie, kim jesteście. Policja też wie. Mam nadzieję, że wiedza o tym, co zrobiliście, będzie wam towarzyszyć do końca życia i pewnego dnia, kiedy będziecie mieli już własne dzieci, przypomnicie sobie, co zrobiliście mojej córce. Może wtedy będziecie sobie umieli wyobrazić co czułam patrząc na cierpienia Cass.

Ona była moim całym światem i pozostanie nim. Teraz jednak nie mam nic, cały czas staram się znaleźć powód, by żyć bez niej. I to nie tylko dlatego, że moje dziecko, dziecko, które kochałam z całych sił przez prawie 16 lat, umarło, ale dlatego też, że zabraliście mi przyszłość. Nigdy nie zobaczę jak Cass będzie wychodzić za mąż, nigdy nie doczekam się wnuków.

Zniszczyliście nie jedno a wiele żyć swoim głupim, samolubnym, złośliwym działaniem. To nie była gra, to nie była jedna zabawna noc, zabraliście mojemu dziecku niewinność, a potem zniszczyliście ją pomówieniami i zastraszaniem. Zabraliście jej prawo do godnego życia, do normalności, aż w końcu odebraliście jej życie. Nie jestem mściwa i zła, ale nie mogę spokojnie patrzeć na to, co dzieciaki robią sobie nawzajem. Macie krew na rękach, bo zastraszanie może zabijać, trzeba traktować to bardzo poważnie”.

Cassidy napisała list przed śmiercią
Matka Cass, Linda Trevan postanowiła też upublicznić list, który pozostawiła po sobie jej córka. Napisała w nim, że wie, co piszą i mówią o niej ludzie, że wiele razy słyszała, że jest „k…”, „dz…”. Prawda jest jednak taka, że została zgwałcona przez chłopców ze szkoły, którzy potem rozpuścili na jej temat plotki, które zniszczyły jej życie. Zamęczali ją, wyszydzali, zastraszali do tego stopnia, że straciła chęć do życia.

Ta historia jest niezwykle smutna, tym bardziej że nie odosobniona. Pomijamy fakt gwałtu, bo to historia wyjątkowo trudna, ale warto wspomnieć o coraz częściej spotykanym linczu wśród młodzieży, ostracyzmu wobec każdego, kto jest choć trochę inny.

W mediach społecznościowych można dziś napisać wszystko o wszystkich. Kilka zdań może zniszczyć bezpowrotnie czyjąś reputację. Dla osoby nieodpornej na ataki ludzkie, o słabej psychice, może to być zbyt trudne do podźwignięcia. Obserwacja dzieci jest ogromnie ważna, musimy bacznie przyglądać się ich zachowaniu. Musimy rozmawiać z nimi o „potędze” wyrażania publicznie swoich przekonań, o szacunku dla innych i nieczynienia innym tego, czego sami nie chcielibyśmy doświadczyć.

 

 

 

Współczesne dzieci i młodzież myślą o samobójstwie!

Kiedy chodziłam do czwartej klasy w szkole podstawowej, to doznałam gnębienia mnie przez inną uczennicę.

Za każdym razem, kiedy otrzymałam lepszą ocenę, ta siedząc za mną waliła mnie pięścią w plecy o czym oczywiście powiedziałam swojej Mamie i ta interweniowała, a odzyskałam spokój.

Obecnie w szkołach jest strasznie, bo wkradł się do niej hejt, stalking i nie tylko w realu, ale i w sieci.

Dzieci się nawzajem dręczą i jakże często rodzice nie wiedzą, co je w tej szkole spotyka, bo dzieci bardzo często o tym nie mówią i się nie skarżą.

Rodzice często są zapracowani i nie mają czasu na głębsze rozmowy ze swoimi dziećmi nie mając pojęcia jaką ich dzieci przechodzą traumę.

Dzieciaki uzbrojone w smartfony z dostępem do Internetu potrafią być bardzo okrutne, czego kiedyś nie było.

Pamiętam w szkole była „ośla ławka” i tam siedziało dwóch gagatków, którym nie chciało się uczyć i trochę podskakiwali do nauczycieli i więcej burd nie pamiętam, a klasy były złożone z naprawdę przyjaznych sobie uczniów.

Jeśli uczeń zachowywał się nagannie, to wystawiał rękę i otrzymał porcję linijką i tak nauczyciele walczyli z niepokornymi.

W domach też nie zawsze było wesoło, bo ojciec alkoholik wymierzał karę pasem, ale z tego powodu nikt nie mścił się na rówieśniku, a swary załatwiane były po cichu, że nikt o tym nie wiedział.

Przyszły nowe czasy i stało się modne bezstresowe wychowanie i to, że klaps to też bicie, ale nie wiem czy to wychodzi na zdrowie współczesnym, młodym pokoleniom, bo są one coraz słabsze i czują się opuszczone przez dorosłych.

Wpadają więc do sieci i tam zjednują sobie zainteresowanie i znajomości.

Nie potrafią sobie radzić ze stresem, kiedy my w tamtych latach, zmuszeni byliśmy walczyć o swoje i często bez pomocy rodziców, by wyrosnąć na przydatnych, samodzielnych, silnych ludzi.

Aby nie zabrzmiało, że jestem za biciem dzieci, ale należy je odrywać od ekranów komputerów, tabletów i nakazać wyniesienie śmieci, zmycie podłogi i naczyń, a także starcia kurzy z mebli, aby poczuły się odpowiedzialne za wspólne z rodzicami zamieszkanie!

Kiedy moje Dzieci mieszkały z nami i zauważyłam w ich pokoju nieporządek, którego nie chciały sprzątnąć, to jednym ruchem wszystko lądowało na podłodze!

Nie były to częste praktyki, ale się zdarzały.

Rośnie liczba samobójstw dzieci i młodzieży w Polsce i jak to wytłumaczyć?

Teraz w szkołach jest wiele godzin religii zamiast przedmiotu kształtującego kręgosłup młodego człowieka, a więc więcej sportu, kółek pozalekcyjnych, wyjazdów na obozy harcerskie, a kiedy tego brakuje dzieciaki nie dostają wzorca do uwierzenia w siebie i budowania poczucia własnej wartości!

Nie jestem oczywiście psychologiem, ale sądzę, że bezstresowe wychowanie robi wiele zła!

Smutne to jest!

Rekordowa liczba samobójstw wśród dzieci w Polsce. To przerażające, ale jest gorzej, niż wskazują statystyki.

To nie są krótkie rozmowy. W 5 minut nie da się rozstrzygnąć problemów tak bolesnych, że młodzi ludzie są pogrążeni w beznadziei. Tak dogłębnej, że nie widzą sensu, by dalej żyć.

Z danych Eurostatu wynika, że Polska jest na drugim miejscu w Europie pod względem liczby samobójstw osób do 19. roku życia, tuż za ponad 80-milionowymi Niemcami. Za Odrą odnotowano w 2014 r. 224 samobójstwa zakończone zgonem, u nas 209. W tej smutnej statystyce przeganiamy znacznie liczniejsze od nas kraje, jak Francja czy Wielka Brytania.

Dane krajowe wypadają nieco inaczej, bo obejmują osoby do 18. roku życia. Ale i z nich płyną wnioski bardzo niepokojące. W 2017 r. znacznie wzrosła liczba prób samobójczych wśród nieletnich – z 475 do 730. W 116 przypadkach zakończyły się one śmiercią, to o 13 więcej niż przed rokiem. Nieco bardziej optymistycznie brzmi to, że spadła liczba samobójstw w grupie tych najmłodszych w przedziale wiekowym od 7 do 12 lat. W roku 2016 r. takich przypadków zakończonych zgonem odnotowano dziewięć, w kolejnym roku tylko jedno. Tu przyczyną najczęściej jest przemoc ze strony otoczenia.

Tak naprawdę jest o wiele gorzej
– Ten znaczny wzrost liczby odnotowanych prób samobójczych wynika ze zmiany w sposobie zbierania tych danych. Ale i tak te dane w niewielkim stopniu oddają to, jaka naprawdę jest skala zjawiska – wyjaśnia w rozmowie z naTemat Lucyna Kicińska, koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111. Jak mówi, WHO szacuje, iż liczby z oficjalnych statystyk należy przemnożyć razy sto lub nawet razy dwieście.

LUCYNA KICIŃSKA

koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę

Większość prób samobójczych nie trafia do oficjalnych statystyk. W statystykach mogą to np. wielonarządowe uszkodzenia ciała, zatrucia czy wypadki komunikacyjne. W rzeczywistości jednak ktoś rzuca się z 10. piętra, łyka leki popijając alkoholem, rzuca się pod samochód. Dlatego sądzę, że znacznie prawdziwsze byłoby stwierdzenie, że rocznie wśród dzieci i nastolatków dochodzi do ponad 100 tysięcy prób samobójczych.

Te przerażające szacunki potwierdza zarówno niedawno przeprowadzona przez FDDS „Ogólnopolska diagnoza skali i uwarunkowań krzywdzenia dzieci„, w której aż 7 proc. respondentów w wieku 11-17 lat zadeklarowało, że podjęło w swoim życiu próbę odebrania sobie życia, jak i to, co słychać na co dzień 116 111.

Średnio każdego dnia na Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży dzwoni 14 osób, które przyznają, że mają myśli samobójcze i zamierzają je zrealizować. Ba – już je realizowały.

Ale kiedy konsultanci pytają, czy ktoś dziecku pomógł po wcześniejszej próbie samobójczej, to pada odpowiedź, że nie, bo nikt o niej nie wiedział. Bo samochód wyhamował. Bo zwyciężył strach przed bólem, gdy zaczęło się ciąć. Bo gdy nałykało się leków nasennych i w sobotę obudziło się popołudniu, to wszyscy w domu się cieszyli, że nastolatek się w końcu wyspał, bo przecież za nim taki ciężki tydzień nauki. A on wie, że już nie powinien żyć. Tyle że nikomu tego nie powie.

Nawet jeśli dziecko się zwierza
Bo dzieci bardzo często nie mówią nikomu o swoich problemach. Wchodzą w rolę „opiekuna” – przecież rodzic i tak ma dużo własnych problemów. Albo tłumaczą, że mama nigdy nie zachęcała, by się jej z czegoś zwierzać.

– Z drugiej strony, gdyby zapytać mamę, czy dziecko do niej przyjdzie, jeśli będzie miało kłopoty, to odpowie, że oczywiście. Ale gdyby dopytać: „Czy kiedyś pani powiedziała swojemu dziecko – jakby się coś działo, to do mnie przyjdź”, to ona powie: „Po co? Przecież to jest oczywiste”. Niestety – nie jest. Mało tego – trzeba to dziecku mówić wiele razy i z przekonaniem – tłumaczy Lucyna Kicińska.

Ale nawet jeśli dziecko decyduje się powiedzieć rodzicom o problemie, to jest bardzo ostrożne, nie mówi wszystkiego. Na przykład mówi tak: „Mamo, jest mi smutno”. I mama proponuje: „Może idź do kina, spotkaj się z koleżankami” albo rzuca tylko coś w stylu „Uśmiechnij się”, „Będzie lepiej” lub „Weź się w garść”.

– Tymi sposobami na pewno nie da się poradzić z myślami samobójczymi. W dziecku zaś tylko rośnie ogromne poczucie niezrozumienia, braku wsparcia, braku zainteresowania. I bardzo często z tym do nas dzwonią – wyjaśnia koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży.

„Naprawdę nie mam już siły”
Przez 10 lat istnienia w Fundacji Dajemy Dzieciom telefon 116 111 odebrano ponad milion razy. I gdyby nie ten telefon, setki prób samobójczych zakończyłyby się skutecznie. Nie ma w tym ani trochę przesady.

Bo bywa tak, że w czterdziestej minucie rozmowy telefonicznej nastolatka oświadcza do słuchawki, że teraz to już na wszystko jest za późno. Że zanim zadzwoniła, wzięła jakieś leki, popiła alkoholem i już czuje, że się z nią coś dzieje. Raczej nie zdarza się, żeby zadzwonił ktoś i powiedział: „Proszę mnie uratować”. Częściej w słuchawce pada: „Naprawdę nie mam już siły”.

W zdecydowanej większości kontaktów z Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 wystarcza rozmowa, wsparcie, wspólne szukanie rozwiązań. Rozmowy dotyczą relacji rówieśniczych, kłopotów rodzinnych, problemów z zaakceptowaniem własnego wyglądu, kłopotów w nauce. Nawet w rozmowach z nastolatkami w obniżonym nastroju, czy takim którym towarzyszą myśli samobójcze, udaje się znaleźć bezpieczne wyjście z kłopotów. Jednak jeśli życie lub zdrowie dziecka jest zagrożone, konsultanci wchodzą w rolę interwentów kryzysowych.

– Tylko w 2018 roku podjęliśmy 346 interwencji w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia. Część z tych interwencji dotyczyło osób, które były już w trakcie podejmowania próby samobójczej. Gdyby te osoby nie dodzwoniły się do nas na czas, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że one już do nikogo więcej by nie zadzwoniły – przyznaje w rozmowie z naTemat Lucyna Kicińska, koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111. W sumie przez 10 lat istnienia telefonu takich interwencji podjęto ok. 1200.

Na rząd nie ma co liczyć
To jasne, że Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przeciwdziała samobójstwom – wprost: interweniując, ale też zapewniając możliwość anonimowego i bezpłatnego kontaktu z psychologiem w każdej ważnej dla dziecka sprawie. Kiedyś robiła to dzięki wsparciu państwa. Od 2018 r. na środki z rządu nie ma co liczyć.

Telefon funkcjonuje od 10 lat. Do końca 2016 r. działał między innymi dzięki środkom z konkursów organizowanych przez MSWiA oraz MEN. Odkąd rządzi PiS, tego typu konkursy w tych ministerstwach nie są organizowane, więc FDDS nawet nie ma jak ubiegać się o środki z tej puli.

Zresztą czasem można wątpić, czy w ogóle jest sens starać się o pieniądze z budżetu. Resort sprawiedliwości bowiem wprawdzie konkursy na środki z Funduszu Sprawiedliwości organizuje, ale największa organizacja pozarządowa w Polsce niosąca pomoc dzieciom, czyli właśnie FDDS, na pieniądze z tego Funduszu liczyć nie może.

Przed rokiem Fundacja ubiegała się o środki na inną działalność niż funkcjonowanie Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży. Wtedy chodziło o pomoc dla dzieci, które padły ofiarą przestępstw – wsparcie psychologów, terapeutów, korepetytorów pomagających odrabiać lekcje, ale także pomoc polegającą na wykupywaniu bonów żywnościowych.

Dotacje z Funduszu Sprawiedliwości otrzymały liczne jednostki OSP, fundacja Lux Veritatis,milion skapnął na remont sali gimnastycznej w mieście ówczesnego zastępcy Zbigniewa Ziobry, a Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę w ministerialnym konkursie przepadła.

Wzruszające wsparcie
Aby telefon mógł funkcjonować, pomogli sponsorzy. Najwięcej emocji wzbudziło wsparcie, jakie 116 111 otrzymało od Fundacji Ludzki Gest. Gdy rząd nie poczuł się odpowiedzialny za pomoc dzieciom, do akcji wkroczył Kuba Błaszczykowski – piłkarz, który sam nie miał łatwego życia w dzieciństwie. Gdy miał 11 lat na ojciec zabił jego mamę wychowywała go babcia, pomagał wujek, Jerzy Brzęczek. Piłkarz jak mało kto wie, jak wiele znaczy pomoc dzieciom, które znalazły się w dramatycznej sytuacji.

Dzięki wsparciu Kuby Błaszczykowskiego, a także Kulczyk Foundation, Fundacji Benefit Systems i Orange Polska, darczyńców indywidualnych i biznesowych, Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 działa codziennie od 12.00 do 2.00. Ale wszyscy w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę zdają sobie sprawę, że to o wiele za mało wobec potrzeb.

Nie można się dodzwonić
Aby pomoc była skuteczna, niezbędne jest zbudowanie poczucia bezpieczeństwa i zaufania, pomoc dziecku w obniżeniu napięcia, wspólne szukanie rozwiązań. Dlatego rozmowy trwają długo. I dlatego też tak wielu dzwoniących słyszy po wybraniu numeru 116 111 – niestety, w tej chwili wszyscy konsultanci prowadzą rozmowy. I dlatego w internecie pojawiają się komentarze wypowiadane z ogromnym żalem: „dzwoniłam do was, kiedy potrzebowałam pomocy, ale się nie dodzwoniłam”.

Niestety – aktualnie Telefon 116111 obsługiwany jest przy maksymalnie 5 jednocześnie dostępnych stanowiskach. Lucyna Kicińska szacuje, że aby w godzinach szczytu potrzebujący mogli się dodzwaniać bez większych przeszkód, takich stanowisk powinno być 35-40. I oczywiście najlepiej byłoby, aby telefon mógł funkcjonować całodobowo. Stąd właśnie pomoc o wsparcie – można wysłać darowiznę przez wspierajtelefon.pl lub przekazać FDDS 1 proc. podatku.

Na szczęście istnieje, oprócz linii telefonicznych, kanał pomocy on-line przez stronę internetową 116111.pl. W 2017 r. tą drogą przyszło do FDDS 7 tys. wiadomości z prośbą o pomoc. W 2018 r. – już ponad 9 tys. Widać więc, jak bardzo dzieciom i młodzieży potrzebne jest to wsparcie.

Żeby się nie skończyło tragicznie
– Nie jesteśmy telefonem alarmowym, ratowniczym czy interwencyjnym. Jesteśmy od tego, żeby zapewnić dzieciom poczucie bezpieczeństwa, zrozumienie, wsparcie emocjonalne i żeby w każdej sytuacji, kiedy jest to potrzebne, odbudować u dziecka wiarę w świat dorosłych. Żeby to dziecko nigdy nie weszło na taką drogę, która może się skończyć tragicznie – podsumowuje Lucyna Kicińska.

Bo możemy się tylko ze smutkiem zastanawiać – ile z tych dzieci, które targnęły się na swoje życie, nie zdołało się dodzwonić pod 116 111.

Reforma Zalewskiej jest zbrodnią na polskiej edukacji!

Znalezione obrazy dla zapytania nauczyciel

Nie tak dawno rozmawiałam z kimś, kto blisko widzi, co zrobiła reforma szkolnictwa podczas rządów Anny Zalewskiej.

Jest horror, gdyż nauczyciele uczący do niedawna tylko w jednej szkole i będący na etacie, teraz biegają od szkoły do szkoły i łapią godziny, aby jakoś zarobić na chleb.

Jest ogólny rozgardiasz, co przekłada się na stosunki nauczyciela z dyrekcjami szkół, które nie przejmują się rozdarciem tych ludzi i nakładają na nich obowiązki ponad zdrowy rozsądek.

Nauczyciele zarabiają mało i dlatego strajkują, ale to co zrobiła Zalewska z tymi ludźmi jest zbrodnią na żywym człowieku.

Dochodzi do tego fakt, że teraz uczniowie są strasznie roszczeniowi, niegrzeczni, rozwydrzeni i jak często zapominają, że ten człowiek, który chce ich czegoś nauczyć ma swoje życie poza szkołą i nie jest ono często różowe.

Nie sprowadza się tylko do sprawdzenia kartkówek, testów, wypracowań, bo nauczyciel ma masę swoich problemów, często na ostrzu noża!

Wszyscy chodziliśmy do szkół i mało kto z nas wiedział o problemach swoich nauczycieli poszczególnych przedmiotów, bo oni przychodzili do pracy i nie epatowali swoimi nimi.

Pamiętam, że w szkole podstawowej mieliśmy nauczycielkę od języka polskiego, o której chodziły pogłoski, że jej mąż jest przemocowcem, ale ona nigdy nie dała tego po sobie poznać.

Przychodziła do szkoły nienagannie ubrana i uczesana z lekkim makijażem – była piękną osobowością i ja ją kochałam za jej charakter, wiedzę i podejście do każdego ucznia.

Z pewnością i inni nauczyciele mieli swoje problemy po szkole, ale byli oddani swojej pracy i im zależało!

Jakże często teraz bywa, że dzieciarnia nie szanuje swoich nauczycieli i na lekcjach robi różne akcje poniżej pasa i pewien nauczyciel napisał list do dzieci i młodzieży, a także do jej rodziców.

Wszyscy powinni to przeczytać, bo jest to nauka o tym, że każdy nauczyciel – to człowiek!

Ps. Czasami wspominam swoich nauczycieli i wszyscy byli wspaniali, pełni pasji i wykonywali swój zawód nienagannie. Szanowałam każdego z nich i do dziś są w moim sercu, bo kiedyś szkoła, to nie był przymus, a przywilej!

Trzeba też mocno podkreślić, że nie mieliśmy komórek, smartfonów, tabletów, bo te przedmioty zastępowali nam wspaniali ludzie!

 

„Dwa etaty, chora matka, mąż alkoholik”. List nauczyciela otwiera oczy”.

Nie wystarczy powiedzieć, że „nauczyciel to też człowiek”, żeby dziecko to zrozumiało. Jeśli jednak powie mu się, że być może opiekuje się chorą mamą, że zarabia marne grosze i ledwo wiąże koniec z końcem, że boi się czy uczennica z równoległej klasy nie popełni samobójstwa – empatia rośnie. I współpraca uczeń-nauczyciel zaowocuje.

Krystian Ostrowski jest jednym z tych nauczycieli, którzy wciąż „chcą zmienić świat”. Uczy języka angielskiego i prowadzi facebookowy profil „School Sucks”, na którym pojawia się co jakiś czas pisany z serca list – najpierw do nauczycieli, potem do rodziców.

Teraz pojawił się list, który powinien przeczytać każdy uczeń – ze szczególnym wskazaniem na tych nastoletnich. Nauczyciel przypomina o tym, co każdy uczący się wie doskonale: że nie jest fajnie zwlekać się z łóżka skoro świt, że nie jest niczym miłym „uczenie się miliona pierdół”, że w szkole bywa nudno, a nauczyciele częściej niż mili i kompetentni okazują się zdenerwowanymi i zmęczonymi służbistami, którzy nie traktują ucznia jak człowieka.

„Dwa etaty, chora matka, mąż alkoholik”
– To prawda, że nauczyciel jest w szkole z własnego wyboru, a Ty musisz do niej chodzić. To prawda, że on jest dla Ciebie, bo to jego praca. Pomyśl jednak, że on też jest człowiekiem. Że też jest mu czasem cholernie ciężko, bo wykonując jeden z najważniejszych zawodów, dostaje za to marną zapłatę i aby utrzymać rodzinę, pracuje na dwóch etatach albo w kilku szkołach, i musi na to znaleźć siłę. Że też musi walczyć ze sobą o 7:30, aby poprowadzić lekcję, która z powodu wczesnej pory nie ma większego sensu, ale nie ma na to wpływu.

„Może wymiotuje na samą myśl”
I wykłada to, co nieraz niewidoczne: że nie każdy nauczyciel z entuzjazmem zgadza się wykonywać swoje obowiązki. Że widzi „jak głupi jest system i jak przeładowany jest program”, ale niewiele może z tym zrobić.– Jak nie przerobi narzuconego z góry materiału, to dostanie opierdziel najpierw od dyrektora, potem od kuratora, a na deser jeszcze od rodziców, może nawet Twoich, że jest beznadziejnym nauczycielem, bo nie daje rady.Może wymiotuje na samą myśl, jaka atmosfera panuje w pokoju nauczycielskim i ma dyrektora, któremu zwisa to, jak się czują jego pracownicy i jakie mają problemy. Jeśli zarzuca Cię sprawdzianami co dwa tygodnie, pomyśl, że nie potrafi inaczej, bo nikt go tego nie nauczył. Może wpisuje uwagi częściej, niż się uśmiecha, bo sobie nie radzi, bo musi pracować w ponad dwudziestoosobowej klasie, co nie jest normalne – pisze anglista.„Nie ma żadnego eksperta, z którym mógłby pogadać”
I opisuje oczywistość, którą czasem trudno dostrzec – że nauczyciel też jest człowiekiem, który ma prywatne życie. A jego prywatne życie nie zawsze układa się rewelacyjnie, co ma wpływ na wszystko, co robi.– Cierpisz, bo rzuciła Cię dziewczyna albo zdradził chłopak? A czy wiesz, że Twojego nauczyciela od chemii rzuciła żona i mimo tego musi iść do pracy i udawać, że wszystko jest ok, bo nie ma nikogo, z kim mógłby o tym pogadać? Czy wiesz, że Twoja polonistka jest taka zgorzkniała czy może nawet wredna, bo jej mąż znowu puścił się z młodszą i po raz kolejny zawalił się jej świat?Czy masz świadomość, że nauczyciel, który sobie nie radzi w pracy, nie ma nikogo, z kim mógłby o tym porozmawiać? Żadnego doradcy, eksperta, psychologa, trenera? Że nie rozumie Twojego języka, bo jego znajomi to tylko ludzie w jego wieku – tłumaczy.– Nie możesz zasnąć, bo wciąż myślisz jak pomóc swojemu chłopakowi, którego ojciec nie akceptuje jego niskich ocen. Pomyśl, że Twój nauczyciel kładzie się spać, próbując wymyślić, jak pomóc tej Klaudii, która nie radzi sobie z życiem i dwa razy już próbowała popełnić samobójstwo i Michałowi, który zaczynał od marihuany, a teraz regularnie wciąga amfę. I jeszcze Kacprowi, którego rodzice się rozwodzą, a on płacze na każdej lekcji, bo sobie z tym nie radzi. I Gosi, nad którą koleżanki z klasy znęcają się psychicznie tylko dlatego, że jest gruba.„Bądź takim uczniem, którego Twój nauczyciel kiedyś miło wspomni”
– Czy widzisz w swoim nauczycielu człowieka? Człowieka, któremu czasem potrzeba wsparcia, dobrego słowa, zapytania „co słychać?” – pisze założyciel profilu „School Sucks”.I zachęca, żeby dać nauczycielowi szansę. Uśmiechnąć się i powiedzieć „dzień dobry”, nawet bez czekania na odpowiedź. Pochwalić, kiedy przeprowadzi ciekawą lekcję albo wykaże się zrozumieniem dla uczniowskich wybryków.– Traktuj nauczyciela tak, jak sam chciałbyś być traktowany. To bardzo trudne, wiem, ale trudne rzeczy mają sens w życiu. Jeśli jest dla Ciebie autorytetem, nie traktuj go jako kogoś doskonałego. Ludzi doskonałych nie ma. On ma prawo się pomylić, ma prawo nie wiedzieć (nie jest Wikipedią).– Pokaż, że można inaczej. Że można być człowiekiem. Że można kochać. Rozumieć i wybaczać. Że szkoła nie musi być do du*y. Bądź takim uczniem, którego Twój nauczyciel kiedyś wspomni i pomyśli: „Ale to był zaje*isty koleś. Gdyby nie on, nie byłbym teraz tym, kim jestem”. Dobro za dobro. Miłość za miłość. Szacun za szacun – kończy swój list Ostrowski, niewątpliwie skłaniając do refleksji.

Dziecięca cyberprzemoc!

 

Podobny obraz

Dzisiaj, od miesiąca gościłam w domu moje Wnuki i ich Rodziców.

Zobaczyłam jak przez ten czas podrosły i niedługo, bardzo niedługo, staną się nastolatkami, ku mojemu zdziwieniu, że czas leci jak szalony, a przecież niedawno były niemowlakami.

Urosły, dojrzały i tak patrzę na nie i słucham, to stwierdzam jakże inne mają dzieciństwo od dzieci urodzonych w czasach słusznie minionych.

Teraz dzieci są bystrzejsze, bardziej mądrzejsze i po prostu inne ode mnie, kiedy byłam dziewczynką, a to chyba za sprawą nowoczesnej technologii, w której siedzą, czyli w samrtfonach i tabletach.

Ja w wieku moich Wnuków każdą wolną chwilę spędzałam na podwórku, czyli na świeżym powietrzu, często z kluczem na szyi.

Nikt się w tamtych czasach nie przejmował zagrożeniami, pedofilią, bo rodzice pracowali, a my – dzieci żyliśmy w grupach podwórkowych i musieliśmy sobie sami dawać radę!

Nikt nas nie odprowadzał do szkoły i pamiętam, że sama codziennie pokonywałam trasę do szkoły po 2 kilometry tam i z powrotem w słońcu i w deszczu i musiałam sobie radzić, kiedy Mama była w pracy.

Do dzisiaj na swoim ciele mogę odnaleźć 7 blizn, bo szlałam na podwórku spadając z roweru, drzewa, albo potykałam się o podwórkowe przeszkody.

Nikt specjalnie nie kontrolował tego, co miałam zadane do domu i lekcje odrabiałam bez pomocy, a teraz rodzice trzęsą się na swoimi dziećmi i w wielu sprawach są blisko – na wyciągnięcie ręki, aby tylko je chronić.

Faktycznie w sieci czyta się teraz wiele ile zagrożeń czyha ma małe dzieci i może dlatego rodzice są wyczuleni i pilnują, aby tylko zło tego świata nie dopadło ich latorośli.

Czasy się zmieniły i dzieciaki mają smartfony, tablety, laptopy i wcale ich nie trzeba uczyć obsługi tego sprzętu, bo rodzą się z tym, jakby wyssały to z mlekiem matki.

Moje też mają taki sprzęt, bo rodzice chcą mieć kontakt ze swoimi dziećmi i tak je kontrolują i sprawdzają, czy nie dzieje się coś złego.

Można się opierać temu, żeby swojemu dziecku nie kupić smartfona, by je chronić przed głupotami znajdujących się w sieci, jak durnowane filmiki na YT.

Nie kupisz dziecku takiego telefonu skazuje się je na pogardę rówieśników, a kiedy kupisz, to musisz sprawdzać, co to dziecko w sieci robi i dawkować mu siedzenie z Wi-fi.

Dziś się dowiedziałam, że 9 letnie dzieci spotykają się w grupach na jakimś portalu i wymieniają między sobą opinie na temat wyglądu, ubierania się i dochodzi tam do ostrej rywalizacji, a kiedy ktoś się nie spodoba, to zbiera straszne opinie i jest hejtowany.

Jeden z chłopców ostrzelany i hejtowany napisał, że nie ma po co żyć!

Takich sytuacji jest coraz więcej i nastolatki popełniają samobójstwa, bo są zastraszane przez równolatów:

 

Zabiła się, bo była prześladowana przez koleżanki. Rodzice pozywają szkołę.
– Mamy nadzieję, że nasz pozew zwróci szerszą uwagę na epidemię cyberprzemocy – mówi rodzina ofiary. Dwunastolatka z New Jersey popełniła samobójstwo, bo była atakowana przez rówieśników w szkole i mediach społecznościowych.
Mallory Grossman z Rockford w stanie New Jersey miała 12 lat, kiedy w czerwcu ub.r. popełniła samobójstwo. Wcześniej przez dziewięć miesięcy była wyśmiewana i prześladowana przez kolegów z klasy w szkole i w mediach społecznościowych.
„Zabij się, wszystkim nam ulży”
Dziś rodzice dziewczynki, Dianne i Seth Grossman, pozywają Copeland Middle School, czyli szkołę, do której chodziła ich córka, a także miejscowe władze edukacyjne. Przekonują, że nie dopełniły swoich obowiązków, choć powinny były chronić ich dziecko przed prześladowaniem.
Państwo Grossman przypominają, że wielokrotnie alarmowali szkołę, że ich córka jest celem niewybrednych żartów i docinków ze strony koleżanek, które przy każdej okazji obrażały ją, wyśmiewały się z jej wyglądu, a nawet sugerowały samobójstwo. „Dlaczego się nie zabijesz, wszystkim nam by wreszcie ulżyło” – miały do niej pisać.
– Nie chodzi tylko o Mallory, ale o dzieci czy wnuki każdego z nas – przekonuje cytowana w „New York Post” matka dziewczynki, która publicznie oskarżyła dyrektora szkoły, Alfonso Gonnellę, że ma „krew na rękach”.
Szkoła dba o testy, nie o emocje
Ponoć zamiast wystąpić zdecydowanie w obronie Mallory, dyrektor kazał dziewczynce „pogodzić się” z koleżankami, które ją prześladowały – została nawet zmuszona, żeby na znak zgody uściskać jedną z nich. Kiedy prześladowania trwały, a matka ponawiała skargi, dyrekcja sugerowała, że dziewczynka powinna unikać koleżanek, które ją wyśmiewają, na przykład jadając lunch poza stołówką.
– Szkoła, zamiast skupiać się wyłącznie na wynikach testów, powinna bardziej dbać o emocjonalną inteligencję dzieci – przekonywała matka Mallory w rozmowie z lokalną telewizją News 12. – Nie chciałam zabierać Mallory z zajęć chóru. Chciałam, żeby to dziewczyny, które ją wyzywały, zostały usunięte, nie ona – tłumaczy.
Szkoła i miejscowe władze edukacyjne nie poczuwają się do odpowiedzialności. Już w sierpniu ub.r. wydały oświadczenie, że „oskarżenia, jakoby dystrykt szkolny Rockaway ignorował rodzinę Grossman i nie zajął się problemem prześladowania, są bezpodstawne”.
Smartfon jak śmiertelna broń
Bruce Nagel, prawnik rodziny, nie zgadza się z tą oceną. – Wszelkie skargi ze strony rodziców Mallory były ignorowane w sposób niesłychany – przekonuje. Dodaje jednocześnie, że „smartfon w rękach nieodpowiedniego dziecka to śmiertelna broń”.
– Mamy nadzieję, że ten pozew zwróci szerszą uwagę na epidemię cyberprzemocy i że unikniemy dzięki temu kolejnych pogrzebów uczniów, którzy padli jej ofiarami – mówił na konferencji prasowej.
To pierwsza sprawa o cyberprzemoc w szkołach w New Jersey. Rodziny dziewczynek oskarżonych o prześladowanie Mallory zostały poinformowane o pozwie rodziców zmarłej dwunastolatki i uprzedzone, że także wobec nich mogą zostać podjęte kroki prawne.
http://wyborcza.pl/7,75399,23580122,zabila-sie-bo-byla-przesladowana-przez-kolezanki-rodzice-pozywaja.html

Jan Zamoyski „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”

Mam w ciągu dnia parę chwil na to, aby czytać blogi, które mam w ulubionych, a Radar od razu wskazuje, kto coś na swoim blogu napisał nowego, a ja zostawiam komentarz.

Blogi piszą ludzie, którzy dbają o swoje blogi i zamieszczają na nich ciekawe treści, oraz dbają o piękną polszczyznę z zachowaniem ortografii i interpunkcji, gdyż zależy piszącym na swoim blogu i szanują czytających odbiorców.

Czytam blogi ludzi młodych i tych, troszkę starszych i z tych treści uczę się rozumieć piszącego, a także czegoś nowego się dowiaduję!

Wszyscy ludzie na naszej Ziemi mają inne spojrzenie na świat, ale warto dyskutować i się spierać na argumenty i pięknie się różnić, ale kulturalny człowiek nigdy nie zabawi się w hejt, aby jego racja była najmojsza!.

Staram się nawet zrozumieć sympatyków PiS, którzy dadzą się pokroić za tę partię, bo może na swój sposób marzą o wielkiej i bogatej Polsce, ale nie wchodzę z nimi w dyskusję, gdyż są w stanie zabić każdego, kto myśli inaczej.

Ja sobie zawsze to tłumaczę w ten sposób, że prawda zawsze zwycięży, a oni zostaną pokonani i sponiewierani.

Mamy nowe czasy i od trzech lat nasza Polska jest psuta każdego dnia przez ludzi bez wyobraźni i kiedy czytam, że w szkole jest więcej lekcji religii, aniżeli języka polskiego i wychowania fizycznego, to wpadam w furię.

Każde dziecko w Polsce jest objęte obowiązkiem nauczania i szkolnym, a w ostatnich czasach wypuszcza się ze szkół totalnych nieuków, którzy sadzą kardynale błędy w pisowni i tacy niedouczeni idą w świat!

Moja Mama skończyła tylko szkołę zasadniczą, tuż przed wojną, a mimo to nauczyła się poprawnej pisowni i nie sadziła kardynalnych błędów, bo nawet pisała wiersze.

Co się porobiło ze współczasną młodzieżą, że nie potrafi  zostawić w Internecie treści bezbłędnych, które na czerwono podkreśla je Goolgle i ta młodzież zostawia w sieci takie treści? (poniżej).

Pamiętam swoje wypracowanie w szkole średniej, kiedy napisałam słowo żucać, zamiast rzucać i nauczycielka podkreśliła mi to na czarwono, a ja spaliłam się ze wstydu!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba

Obraz może zawierać: tekst

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą, tabela i w budynku

Znalezione obrazy dla zapytania szkoła to nie kościół

Na pomieszanie dobrego i złego!

Tak się moje życie plecie, że mam w nim smutki i radości, a więc na pomieszanie dobrego i złego!

Złem jest choroba mojej Mamy, która od diagnozy już 10 miesięcy jest unieruchomiona w łóżku i wymaga całodobowej opieki.

Złem jest, że Mama mojego Męża trafiła do szpitala z podejrzeniem zawału serca i miała dzisiaj zabieg wszczepienia stentu i leży w szpitalu w Szczecinie.

Dobrze, że Mąż w porę zareagował, bo nie chciała iść do szpitala, mimo bólu w klatce piersowej!

Tym sposobem Mama mojego męża ma szansę jeszcze na parę lat życia, bo zabieg się udał i z dnia na dzień powinna czuć się coraz lepiej.

Nasze Mamy, to już strasze panie po 80 – tce i przyszedł ten czas, że chorują.

Powiedziałam do Męża, że zaraz przyjdzie czas na nasze chorowanie i my jesteśmy już w kolejce następni, którymi będą musiały zająć się nasze Dzieci i oby to nie nadeszło zbyt szybko!

Dziś dzieciaki w całej Polsce poszły do szkoły, bo oto mamy wrzesień i zaczyna się nowy rok szkolny 2018/19 i tak szybko minął czas od Ich urodzenia, bo do szkoły poszły moje Wnuki i tu się zakręciła w babcinym oku łza wzruszenia.

I to jest dobra wiadomośc, bo był czas mojej totalnej rozsypki, kiedy wydawało mi się, że nie dożyję tego momentu, kiedy Wnuczęta przekroczą pierwszy raz progi szkoły. Dożyłam, a teraz zadaję sobie pytanie, czy dożyję ich matury i potem ich ślubów – czas pokaże, czy dożyję 80 lat!

Automatycznie włączają się wspomienia, bo każdy z nas kiedyś zaczynał naukę w szkołach i wydaje mi się, że bardzo się różniliśmy od współczesnych dzieci, które idąc do szkoły przeważnie potrafią już pisać i czytać.

Ja jako dziecko nie chodziłam do przedszkola i pisać oraz czytać nauczyłam się dopiero w szkole i pierwsze literki i cyfry pisaliśmy ołówkiem, aby wyrobić sobie charakter pisma.

Teraz dzieci rodzą się z umiejętnością obsługi tableta i smartfona i to robi się plagą, bo zamiast spędzać czas z rówieśnikami, to ślęczą nad tymi zabawkami i często są od nich uzależnione, a psychologowie biją na alarm!

Pamiętam, że kiedy przyszło mi iść do szkoły, to byłam bardzo zestresowana, a moje Wnuki poszły śmiało i odważnie, bo chodziły do przedszkola i nie straszne im są inne dzieci i nauka, bo już dużo potrafią!

Niechaj Im się wiedzie i niech nie zaznają żadnych porażek, a nauka okazała się samą przyjemnością i tego Im babcia i dziadek życzą.

Póki Mama mojego Męża jest w szpitalu, przyszło nam karmić Jej koty, które tęsknią za swoją panią, ale mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia i do swoich podopiecznych.

Wszystkie dwa koty zostały wydarte złym ludziom i jeden z nich nazywa się „Bidula”, którą trzeba  było ratować!

Życie jest nieprzewidywalne i każdy dzień niesie nam swoją historię, z którą trzeba się zmierzyć – póki zdrowie pozwala i tak to się kręci na pomieszanie dobrego i złego!

Obraz może zawierać: 6 osób, ludzie stoją

Obraz może zawierać: 1 osoba, na zewnątrz

Do zakochania jeden krok!

Znalezione obrazy dla zapytania zakochani

Lubię czytać poezję i mam w ulubionych takiego bloga, na którym autorka zamieszcza od kilku lat, tylko wiersze.

Przeczytałam chyba wszystkie z tego bloga i ciekawa jestem codziennie, co nowego na blogu zamieściła.

Dziś przeczytałam zamieszczony tekst piosenki z repertuaru Urszuli Sipińskiej mówiący o szkolenej, niespełnionej miłości.

Obliczyłam ile lat jestem z moim Mężem i wyszło z wyliczenia, że 47 lat.

Chodziliśmy do tej samej podstawówki, tylko do innych klas i odbyła się szkolna zabawa, bodajże pod koniec 7 klasy!

Orkiestra zagrała kawałek i o dziwo to ja Jego poprosiłam do tańca, bo już miałam na Niego oko i żadni koledzy z klasy mi urodą nie imponowali.

Uciekł na schody i powiedział, że nie umie tańczyć, ale byłam nieustępliwa.

Na drugi dzień umówiliśmy się na pierwszą randkę i tak już zostało.

Chodziliśmy ze sobą prawie 4 lata, a potem się pobraliśmy, choć byliśmy bardzo młodzi i niedojrzali.

Piszę o tym dlatego, aby Was zapytać, czy przeżywaliście takie miłości szkolne, które mimo strzały Amora nigdy nie zostały sfinalizowane, bo może to były miłości platoniczne, iż druga osoba nie miała pojęcia o tym uczuciu.

Może tę miłość coś przerwało – jakieś zdarzenie losowe i dlatego nie mogliście być razem, a mimo to do dzisiaj macie uczucie, że wszystko w Waszym życiu, potoczyło by się inaczej, jeśli ta osoba była z Wami już na całe życie.

W styczniu minie nam 44 lata naszego pożycia i naprawdę nigdy w swoim życiu żaden mężczyzna mi się więcej nie spodobał!

W naszym małżeństwie zdarzyły się kataklizmy i byliśmy nie raz od rozstania, a mimo to wciąż trwamy razem i na stare lata jesteśmy jeszcze bardziej – jak nigdy do siebie przwiązani i nie jest to przyzwyczajenie, a wciąż się tli ta iskra i niech tak będzie do końca.

Miłość ze szkolnych lat

Przychodziłeś co dzień,
grałeś w szachy z moim Bratem.
Potrafiłeś godzinami z Nim grać – nie widząc mnie…
Przychodziłeś co dzień.

W naszym domu wisiał Twój płaszcz.
Nie mówiłeś nic, że kochasz mnie…
Milczałam też…
Dlaczego milczeliśmy tak???!!!

A teraz za późno jest już!
Nie znaliśmy słów, przepadła gdzieś nam
ta miłość ze szkolnych lat…
Pamiętam złych nocy strach.
Żabą mnie straszyłeś…
A teraz, choć tyle znam słów,
za późno jest już, za późno jest już,
za późno do tamtych dni!
Ty do mnie nie możesz przyjść…

Dokąd chodzisz co dzień?
W czyim domu wisi Twój szary płaszcz?
Czy Ty jeszcze lubisz w szachy grać – ciekawi mnie…
Dokąd chodzisz co dzień?

Komu dajesz Twoją wierną twarz?
Gdzie, Kochany, teraz możesz być?
Czy wszystko masz?
A może zacząłeś już pić?!

Teraz za późno jest już!
Nie znaliśmy słów, przepadła gdzieś nam
ta miłość ze szkolnych lat…
Pamiętam zielony sad.
Żabą mnie straszyłeś…
Teraz, choć tyle znam słów,
za późno jest już, za późno jest już,
za późno do tamtych lat!
Choć został w zeszycie kwiat…

Z repertuaru Urszuli Sipińskiej

Już za rok Matura!

 

Znalezione obrazy dla zapytania liceum ekonomiczne stargard 1975

Och – te wspomnienia dopadają mnie coraz częściej! Chyba naprawdę się starzeję.

Na powyższym zdjęciu jest moja klasa z roku 1974!

Uczęszczałam do Liceum Ekonomicznego w Stargardzie Szczecińskim – w klasie samych dziewcząt.

Na zdjęciu mnie nie ma, bo kiedy je zrobiono, to ja byłam wówczas chora!

W klasie było nas 32 dziewczyny – wybrane, najlepsze ze zdanego egzaminu do szkoły średniej i wymagano od nas więcej!

W dzienniku figurowałam na trzeciej pozycji z nazwiskiem na literę „B”.

Mam masę wspaniałych wspomnień z tego okresu, bo należałam do kółka sportowego i grałam dobrze w kosza, a także do chóru szkolnego!

Przez pierwszy rok mieszkałam w Internacie, ale źle się tam czułam i potem przez następne 3 lata dojeżdżałam codziennie do szkoły – pociągiem.

W pociągach traciłam czas, bo 2 x po 45 minut, co w ciągu trzech lat zamieniało się na szmat czasu!

Spójrzcie na zdjecie i zobaczcie jak my byłyśmy ubrane?

Fartuszki z białymi kołnierzykami i raz w tygodniu mogłyśmy przyjść ubrane na kolorowo, a był to piątek ha ha i wtedy była widoczna rewia mody!

Nie pamiętam jaki miałam temat na Maturze z Języka Polskiego, ale chyba coś z Kraszewskiego i skoro poszło mi nieźle, to i przedmiot zaliczyłam.

Dziś polska młodzież zdawała Maturę z Języka Polskiego i tematy były wg. mnie dość łatwe, bo:

„Na maturze z języka polskiego w 2018 roku maturzyści mogli napisać rozprawkę na temat: „Tęsknota – siła niszcząca, czy budująca ludzkie życie? Uzasadnij swoje zdanie odwołując się do fragmentu „Lalki” i wybranego tekstu kultury”.

Jeśli jednak maturzyści nie zdecydowali się na wybranie tego tematu, mogli podjąć się interpretacji wiersza Ernesta Brylla „Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają”.
Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,156046,23355336,matura-2018-zakonczyl-sie-egzamin-z-jezyka-polskiego-znamy.html

Gdybym dziś miała pisać, to wybrałabym interpretację wiersza Ernesta Brylla, bo wydaje mi się, że poeta w swoim wierszu zawarł ponadczasowe, nasze borykanie się z historią.

Miałabym używanie na polityczne tematy i to, co dzieje się w Polsce od 2.5 roku pod rządami PiS.

Tego bym się uczepiła i pojechała po PiS-e – nie pomijając transformacji w Polsce!

 

Ps. 25 lat po zdaniu Matury wiele dziewcząt przyjechało na spotkanie klasowe – już wtedy się nie poznałyśmy, a teraz wszystkie jesteśmy babciami – jak ten czas zleciał.

Napiszcie swoje wspomnienia z tamtego czasu – powspominajcie! 🙂

Znalezione obrazy dla zapytania szlaczki ozdobne gify

Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają (wiersz klasyka)

Ernest Bryll

Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają
I co chwila nam ziemia pęka pod stopami
A te okrawki
Kraju na którym stoimy
Z hukiem od siebie w ciemność odpływają

Bądźmy dla siebie bliscy kiedy się boimy
Gdy byle kamyk może poruszyć lawiny
Bądźmy dla siebie bliscy kiedy ciemne góry
Odpychają nas nagle swoim ciałem zimnym

Bądźmy dla siebie wierni kiedy rosną mury
Bo tyle w nas jest siebie ile ciepła tego
Które weźmiemy od kogoś drugiego
A drugi od nas weźmie i w sobie zatai

Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają

12 V 1985

Mała Wściekła Blondyna

Mam 21 lat, 156 cm wzrostu, blond kłaki.. Jestem idealistką, stąd mam wiele częstych bólów dupy. Denerwuje mnie wiele, od zamkniętych głów przez dziwne ogólnie przyjęte zasady bytowania na naszej Planetce. Stąd Mała Wściekła Blondyna. Palę fajki, mam tatuaże i bluźnię, więc jeśli Cię to gorszy istnieje możliwość, że się nie polubimy. Jeśli zaś nie przeszkadza Ci to, masz chęć poczytać wypociny młodej autystycznej duszyczki, zainteresowanej zagadnieniami z dziedzin motywacji, nauki, literatury ... ZAPRASZAM! Oczywiście na blogu pojawiają się również tematy beauty, czy miłe proste, przyjemne babskie pier*olenie! MIŁEJ LEKTURY!

w drodze

gazeta domowa.

Piotrek

Zdrada - tak to można określić, chciałbym się wygadać o swoich zdradach, uzależnieniu od kobiet, etc.

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Roma Carlos

I'm not sure what I did last time

Wiedźmowisko

Dzień po dniu

365 dni w obiektywie LG

365 days a lens LG

Program PIT 2019

Programy do rozliczenia PIT

michael ogazie's blog

blogging , Love, Google, Seo, Relationship, Faith, Life, 2019 blogger Award

ulotnechwile

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

blogcaffe.wordpress.com/

z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia *

Sport News

Blood Sport

Free gold bird

No one let you down, we can move the mounds/mount

Wrzosy

O tym co było, co jest i czasem trochę marzeń

Myśli (nie)banalne Joanny

czyli spostrzeżenia, refleksje, moje spojrzenie na świat.

Alek Skarga Poems

Poezja w słowach i obrazach

ZLEPEK KLEPEK ALBO BECZKA ŚMIECHU

BLOG TADEUSZA HAFTANIUKA

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

Walcz zawsze do końca

Osobiste zapiski z mojego życia

Życie jest piękne , uśmiech dodaje mu blasku :)

Rozważ , jak trudno jest zmienić siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmienić innych. "(Wolter)

Tatulowe opowieści

Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył

sasza4

Subskrybuj moją twórczość.

Związek niesakramentalny

my bez żadnego trybu

mysz galaktyczna

prywatny blog prywatnej osoby o zmianie na lepsze. välkommen.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O życiu, podróżach i spełnianiu marzeń

wzzw.wordpress.com/

strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

alina-ala

... na swą słabość patrząc postaraj się zrozumieć innych...

Sześćdziesiąt równa się dwadzieścia

Wiek nie ogranicza człowieka w działaniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Mając 8 lat narysowałam swój pierwszy obraz. Po długiej przerwie znów powróciłam do kartki i ołówka. Cały czas się uczę i dążę do perfekcji

Niepełnosprawny Świat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna głębia Oceanu, czasem zmącona przez wzburzone fale Życia ...

życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

paulainstyle.com

Blog lifestylowy

ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Zapisz.org

Poetów, pisarzy, eseistów i publicystów zainteresowanych publikacją na naszych łamach zapraszamy do przesyłania propozycji tekstów na adres magazynzapisz@gmail.com

#2latado30charyszka - 2 lata do 30 charyszka

Zbiór myśli mniej lub bardziej nieuporządkowanych. Składnica uczuć, pomników pamięci, ludzkich sylwetek. Światem, który migotliwie zachęca do uczestnictwa w nim i komentowania jego cudów i porażek.