Archiwa tagu: ślub

Kościół i moralność!

Napiszcie i wytłumaczcie jak to jest możliwe?
Podobno ślub kościelny dany jest raz w życiu i na całe życie.
Czytam  w sieci, że córka śp. pary prezydenckiej – Marii i Lecha Kaczyńskiego znowu jest w ciąży i jeszcze przed porodem pragnie zawrzeć z ukochanym nr 3 ponownie ślub kościelny.
Puk, pukam się w głowę i nic nie pojmuję, bo inna para, której nie wyjdzie ma problem z uzyskaniem rozwodu kościelnego i czasami, to trwa bardzo długo.
Czy coś się zmieniło w temacie, że można wziąć więcej niż jeden ślub kościelny?
Wydaje mi się, że nie, ale w każdej regule podobno są wyjątki i kościół przymknie oko na taki drobiazg jak przysięga małżenska składana przed Bogiem i może Pan Bóg zrobił się mniej drobiazgowy.
Zachodzę w głowę, bo brałam ślub jeno w USC, gdyż bałam się, że w razie klapy w małżeństwie będę miała problemy z rozwodem i nie chciałam Boga oszukiwać!
Przyjmuję więc tezę, że za PiS-u można cudzołożyć, zdradzać, kłamać, a i tak kościół przygarnie taką owieczkę i ją uszczęśliwi!
Jedym słowem – sumując, to Marta Kaczyńska, co sobie pożyła i co sobie pożyła, to jej! 😀
Interesujące jest też to, że wciąż nosi nazwisko po ojcu, mimo, że już miała dwóch mężów. Powstaje pytanie, czy z trzecim mężem także zachowa słynne nazwisko po ojcu Prezydencie, bo to jest taki profit w razie wypłaty kolejnych transzy za zamach!
Niech Marta Kaczyńska żyje sobie jak „kce”, ale jak w tym wszystkim wygląda doktryna kościelna! 😀

Jeśli bóg istnieje, czekam na pierdolnięcie w czasie ślubu w wieżę kościelną.
Krzywoprzysięstwo stało się w PiSie normą.
Trzeci ślub. Drugi kościelny. Dwa rozwody. Jeden kościelny (dostaje sie go z powodu choroby psychicznej, nieskonsumowania małżeństwa czy „przymusu lub ciężkiej bojaźni”). Trzecie dziecko z innym. Zdrada w trakcie pierwszego małżenstwa i zajście w ciążę, co oznacza, że w trakcie małżeństwa miała romans. Wzięła ogromne odszkodowanie za śmierć rodziców w wypadku lotniczym, a nie zamachu na życie, jak chce PIS.
To ktoś, kto kreuje się na autorytet moralny i poucza innych, jak mają sie zachowywać i ubierać -felietony w „Sieci”, gdzie ostrzega przed masturbacją, pisze o seksie i o edukowaniu dzieci a także o nieodpowiednim stroju i nadmiernym korzystaniu z solarium.
Mnie nie obchodzi czyjeś życie. Ale dlaczego w czyimś oku widzi źdźbło a w swoim belki nie widzi? I jeszcze mnie poucza?
Bezczelna lewaczka
http://natemat.pl/244687,trzeci-slub-marty-kaczynskiej-ma-s…

Zdjęcie użytkownika Bezczelna lewaczka.

Nie dogadali się przed ślubem

Każda mama i każdy tata pragnie, by ich dziecko, albo dzieci były w dalszym życiu szczęśliwe, bo dobrzy i odpowiedzialni rodzice wychowują swoje dzieci po to, aby były ich przedłużeniem. Mają pragnienie, aby nie tylko zachowały ciągłość rodu, ale i aby się rozmnażały w szczęśliwych związkach. Każdy odpowiedzialny rodzic kiedyś tam pragnie zostać szczęśliwą babcią, albo dziadkiem, bo ten świat tak jest ułożony, że dzieci chowamy nie dla siebie.

Kiedy przychodzi nasze dziecko do domu i oświadcza, że się zakochało i pragnie małżeństwa, to następuje moment konsternacji, czy aby jest to dobry wybór. Czy ta druga osoba da szczęście i miłość naszemu dziecku i czy ono się sprawdzi w małżeństwie. Martwimy się, czy to jest dobry wybór i czy na całe życie. Taka troska jest naturalna, ale najczęściej staramy się akceptować wybór naszego dziecka, które uważamy za odpowiedzialne, mądre, empatyczne, bo tak je uczyliśmy przez całe swoje życie.

Planujemy więc ślub. Orkiestra, menu, sala i zapraszamy gości na ten najważniejszy dzień dla naszego dziecka i ten dzień ma być uroczysty, piękny i uwieczniony na filmach z wesela i zdjęciach i tu opowiem jedną z wielu historii i zacznijmy od ich chodzenia najpierw.

Marek i Paula spotkali się na jakieś dyskotece i od razu wpadli sobie w oko. Paula, śliczna dziewczyna z długimi, falującymi się włosami i pięknym, niebieskim spojrzeniu o skośnych oczach, a może to makijaż tak sprawiał. Marek wysoki, wyprostowany chłopiec, bardzo, bardzo przystojny, że dziewczyny za nim szalały, ale to Paula wpadła mu w oko i tak zaczęli ze sobą flirtować.

Owszem, potem trochę się kłócili, a kiedy Marek miał wątpliwości, co do tego związku, to Paula robiła wszystko, aby go przeprosić i chodziła za nim dotąd, aż jej przebaczył, bo to ona miała częstego focha.

Postanowili się pobrać i oznajmili to rodzicom, a więc zaczęły się przygotowania do ślubu, a ten ślub odbył się w kościele, a potem zaproszeni goście szaleli na weselu i było dużo tego gorzko, gorzko i wszyscy bawili się wspaniale.

Po uroczystościach młodzi się spakowali i wyjechali do Szwecji, bo Paula miała tam rodzinę, która miała możliwość wielką, aby się w Szwecji ustawili. Marek od razu miał pracę, jako dostawca towaru do dużych sklepów, ale Paula  przystąpiła do nauki, aby dostać się w Szwecji na studia  i to się jej udało.

Marek był trochę zawiedziony, bo nigdy Paula mu nie mówiła przed ślubem, że chce się dalej kształcić, ale kochał ją bezgranicznie i się na to zgodził. Ona studiowała, a on pracował. Wstawał codziennie o piątej rano, a kiedy wracał do domu, to nie zastawał w nim żony.

Nie gotowała mu i nie prała i jeśli chciał chodzić czysty i najedzony, to musiał robić to wszystko sam. Kiedy napomknął, że pragnie z nią dziecka, to ona autorytatywnie mu oświadczyła, że nie chce nigdy mieć dzieci i niech przestanie marudzić, a jak mu się nie podoba, to niech bierze rozwód, ale ona poda go o alimenty, bo będzie musiała finansować swoje studia. Oświadczyła dumnie, że  jak mu się nie podoba, to niech spływa do mamusi i tatusia.

Pojechał do mamusi i tatusia, ale się nie skarżył, choć rodzice widzieli, że schudł i jest przygnębiony, ale kazali mu jeszcze walczyć o związek, choć matka Marka wpadła w depresję z powodu nieszczęśliwego syna. Stwierdziła, że jedynym rozwiązaniem tego chorego związku będzie unieważnienie małżeństwa, gdyż Paula przed ślubem nie przyznała się, że nie będzie chciała zostać nigdy matką i żoną!

Kompletny misz masz dzisiaj – jestem nerwowa

Dzień dobry. 🙂

Tematów na bloga chyba nigdy nie zabraknie, bo wciąż coś się dzieje i wpadają do głowy różne myśli i przemyślenia, a także dlatego, że adrenalina wzrasta i aż chce się o tym klepnąć ze złością na blogu.

Od wczoraj borykam się z moim, ukochanym laptopem, który się na mnie wnerwił i nie wybija mi polskich literek z ogonkami, to znaczy ł,ą,ę,ś,ć i tak dalej, dlatego jestem wściekła, bo bardzo nie lubię, kiedy mi coś nawala.

Wpadłam w Google, ale wszystkie porady mi nie pomogły, to znaczy kombinacja klawiszy i takie tam. Wniosek z tego taki, że trzeba oddać sprzęt do naprawy, bo nie może tak być, że pisząc bloga trzeba kombinować jak koń pod górę.

Siedzę przy stacjonarnym komputerze i klepię, ale już się odzwyczaiłam od tej klawiatury i ciężko mi się pisze, ale przynajmniej mam niezbędne ogonki, bez kombinacji akrobatycznych i alpejskich.

Miałam się wiele razy pozbyć staruszka, ale coś mi podpowiadało, że może się przydać, bo te delikatne laptopy, choć wygodne tak kruche są. Często sama sobie radzę z usuwaniem problemów, ale tym razem mnie to przerosło i mam nerwa i niech idzie do lekarza!

Okej, naskarżyłam się tytułem wstępu, a teraz zmierzam do meritum.

Moje młodsze dziecko z mężem ma zaproszenie na wesela do brata męża. Wszyscy się cieszą, bo para młoda już nie jest taka młoda i sporo czasu zwlekali z tym uroczystym momentem, ale stało się i w sobotę powiedzą sobie sakramentalne „tak”.

Tylko wiecie ile kosztuje teraz to wszystko i nie tylko młodą parę, ale i gości, bo na przykład rodzina mojej córki już poniosła dość wysokie koszty, bo przecież trzeba kupić kieckę na okoliczność i nowy garnitur dla mężusia, bo ze swojego ślubnego wyrósł. Trzeba ubrać odświętnie też dzieciaki, które rosną jak na drożdżach. Oczywiście trzeba coś włożyć w kopertę, a więc koszty to są nie małe i jak średnio policzyłam, to na taką imprezę lekko już im poszło około 3 tysięcy złotych i nie ma to, czy tamto. Jakby nie oszczędzał, to w takiej sumie kalkuluje się i nie piszę tego z jakimś żalem, czy wyrzutem, a tylko dlatego, że takie mamy realia.

Wiem, że Córka za kieckę zapłaciła około 400 złotych, a i tak się za nią nachodziła, a mój zięć sprawił sobie garnitur taki, aby mu służył w przyszłości, a kosztował  około 1 tysiąca złotych. Ubranka dla dzieci i tak dalej, a więc chyba dobrze im te koszty policzyłam, ale co tam – żyje się raz, a młodej parze, którą znam, życzę szczęśliwego, miłego życia, bo jest tyle gór do zdobycia, a my rodzice z obu stron doszliśmy do wniosku, że młodych trzeba finansowo wspomóc, bo jeśli nie my, to kto? 😀

 

Myślał, że ożenił się z aniołem!

Andrzej zawsze po pracy biegł do domu jak szalony, aby przytulić swoją piękną żonę. Ada zawsze była pierwsza w domu i szykowała dla nich obiad, bo nie chcieli  się stołować  w mieście. Ada dbała o dietę, a więc też dietetycznie dla nich gotowała oraz strzegła, by ich wspólny posiłek był każdego dnia chwilą wyjątkową, tak jakby rytuał i za to Andrzej ją kochał z całych sił.

Ada była piękną brunetką, zawsze gustownie ubraną i umalowaną, a dbała o siebie dla niego, bo też widziała w nim mężczyznę przystojnego, schludnego, dla którego warto było się starać. Stanowili niezwykle udaną parę i kiedy wychodzili na spacer wzbudzali w przypadkowych przechodniach wiele sympatii i zainteresowania, bo tak wspaniale się dobrali i byli  niezłączną całością.

Nie mieli dzieci, choć wciąż się starali, ale jakoś im nie wychodziło. Andrzej po każdym teście uspokajał żonę i twierdził, że gdyby nie dane im będzie mieć dzieci, to jego uczucie będzie nie zmienne i dozgonne. Ada w takich chwilach przytulała się do niego i była bardzo milcząca.

Oboje mieli rodziców, których kochali, ale Ada częściej wyjeżdżała do swojej chorej matki, która wymagała jej opieki ze względu na fakt, że poruszała się o kulach. Ada od czasu do czasu sprzątała gruntownie jej mieszkanie i robiła większe zakupy. Mama Ady nie chciała, aby się tak dla niej poświęcała, bo miała pomoc społeczną, ale Ada nie mogła sobie odmówić, by z matką być nadal blisko, gdyż bardzo ją kochała. Po odejściu ojca do drugiej kobiety, matka wychowała ją sama i była jej za to wdzięczna.

Mijały lata, a dziecka jak nie było tak nie było i Andrzej pogodził się już z tym, a Ada mówiła, że wciąż się leczy i lekarz wciąż każe im próbować. Dobiegali oboje już do czterdziestki, ale wciąż się mocno kochali wspierając we wszystkim. Andrzej uważał, że znają się od zawsze jak łyse konie i mogą sobie w każdej kwestii ufać. Ada opowiedziała mu o swojej pierwszej miłości, którą był Robert, ale ten po dwóch latach znajomości ją zdradził i wybrał jej koleżankę jako partnerkę do życia. Andrzej miał dwie miłości, ale żadna nie przetrwała próby czasu i dlatego tak bardzo celebrował  miłość swoją do Ady.

Wyjechali na wakacje do Hiszpanii, bo zawsze tak robili, kiedy mieli urlop. Ada kochała słońce i godzinami potrafiła czytać na pięknej plaży, opalając się jednocześnie.  Andrzej biegał brzegiem morza i robił dużo wspólnych zdjęć. Odpoczywali i kochali się namiętnie, aż pewnego razu zadzwonił telefon i usłyszeli mrożącą w żyłach krew wiadomość, że matka Ady umarła w szpitalu z powodu zapalenia płuc.

Spakowali się i czym prędzej pojechali organizować pogrzeb, na który zjawiła się ich niewielka rodzina, a potem szykowali mieszkanie mamy do sprzedaży, gdyż nie mieli zamiaru go zatrzymać dla siebie. Mieli swój apartament, a więc sprawa była pilna. Postanowili sprzedać mieszkanie z meblami, a co nie potrzebne chcieli  uprzątnąć. Ada zajęła się dwoma, dużymi pokojami, a Andrzej zobowiązał się do uprzątnięcia piwnicy, a tam znalazł kilka, dużych kartonów, gdzie złożone były niepotrzebne książki i biuletyny.

Zaczął to wszystko przeglądać, aż natchnął się na pewien stary pamiętnik, zapisany charakterem pisma  jego żony. Im bardziej wgłębiał się w zapisane treści, tym bardziej kulił się ze zdumienia i czytał:

– Dawid to mój pierwszy kochanek. Straciłam z nim cnotę na wycieczce szkolnej. Było tak sobie.

– Kamil był moim kochankiem i kochaliśmy się na sianie. Nie wspominam tego dobrze, bo byliśmy kompletnie pijani.

– Z Jerzym zaszłam w ciążę, ale on nie chciał tego dziecka – (usunęłam i lekarza powiedział, że już nigdy nie zajdę w ciążę)

Andrzej zdębiał, bo czytając policzył, że jego żona przed ślubem przespała się z pięćdziesięcioma chłopcami, spotkanymi w różnych sytuacjach. Nie znał jej z tej strony, bo wiedział z opowiadań tylko o jednej nieudanej miłości i myślał, że jego żona jest kobietą aniołem.

Minęło kilka tygodni, a Andrzej nie mógł się pogodzić z tym czego się dowiedział o swojej, jak dotąd nieskazitelnej żonie, a kiedy go dotykała, kulił się z wstrętem i nie mógł się przełamać. Pewnego dnia, o poranku położył na stole, tuż przy porannej kawie zrobionej dla Ady, znaleziony pamiętnik i wyprowadził się z domu na zawsze!

Nasze 39 lat :)

 24 stycznia 1976 r. w mroźną zimę, bo nie taką jak tego roku, poszliśmy sobie ślubować i tak oto minęło nam 39 lat razem. Tak, tak to było, że szczeniakom zachciało się pobawić w małżeństwo, a dlaczego szczeniakom, ponieważ mieliśmy zaledwie po 20 lat. 

Było różnie, bo prosto i podłużnie, ale dziś daliśmy sobie całusa wdzięczności obopólnej, że wciąż razem trwamy i ciągniemy ten wózek jakoś, a czego sobie życzyliśmy? Tego, że jeśli uda się nam dotrwać do 40 rocznicy naszego ślubu, to zrobimy ogólne tańce i hulanki dla całej rodziny, a więc koniecznie to uczcimy. 

Dzień niby jak co dzień, a jednak inny, ponieważ włącza się proces wspomnień automatycznie i albumy poszły w ruch, a w nich jakże wiele uchwyconych chwil na pamiątkę dla potomnych. 

Chcę wesoło spędzić ten dzień, a więc na blogu też będzie wesoło i wkleiłam bardzo adekwatny clip do kabaretu, abyście i Wy uśmiechnęli się w dzień naszej radości.

To tyle i aż tyle 🙂

 

Józef Baran

Bajka o małżeństwie

tak długo płyną już tą łodzią
a wokół
wciąż ten sam krajobraz morski
i słowa jak mewy
przysiadają na rufie łodzi
na włosach rękach ramionach

budzą się o świcie
on zajmuje
miejsce z przodu
ona tuż za nim
siedzą tak blisko siebie że
co chwilę zapominają o swym istnieniu

wyrwani jak ze snu
znów siebie widzą słyszą
by po chwili zgubić z oczu
tak mija im dziesięć… dwadzieścia
trzydzieści lat

słychać tylko rytmiczny plusk wioseł
poruszanych ich rękami

Nigdy, ale to nigdy nie wiemy, komu przysięgamy, aż do śmierci

Mirek miał żonę i dwoje, bardzo udanych dzieci w wieku 6 i 4 lat. Tworzyli udaną rodzinę i wszystko się im dobrze układało. Żona Mirka pracowała i robiła to co lubi. Zawsze chciała być nauczycielką i uczyła młodsze dzieciaki w podstawówce. Mirek pracował na budowie i nieźle też zarabiał. Wiodło im się dość dobrze, a dzieci rosły zdrowo, a więc żyć i nie umierać. Tworzyli szczęśliwe małżeństwo, ale żona Mirka miała jeden kompleks.

Oglądała  siebie w lustrze i zawsze twierdziła, że ma tu i ówdzie za dużo. Obfite piersi i oponki bardzo ją denerwowały. Uważała, że pupa też jest zbyt duża, co eliminowało wszelkie sukienki, jakie miała w szafie. Ubierała się w zbyt duże rzeczy, aby zakryć te wszystkie niedoskonałości. Ubolewała i zazdrościła szczupłym kobietom, mogących sobie pozwolić na swobodny i kobiecy styl.

Wpadła na pomysł, że skoro urodziła już dwoje dzieci i po ciążach zostało jej za dużo, ma okazję, aby coś w swoim wyglądzie zmienić. Zaczęła się inaczej odżywiać i jeść mniej tłusto, a mieć w diecie  warzyw. Zapisała się na fitness i pilnie uczęszczała na zajęcia i dodała jeszcze zajęcia na basenie, raz w tygodniu. Po miesiącu zauważyła, że chudnie i zgubiła szybko pięć kilogramów. Była przeszczęśliwa, że swoją determinacją mogła na nowa wbić się w swoje, dawno nie noszone sukienki, a najbardziej cieszyło ją, że jej mała czarna już tak nie opinała jej ciała i wszystko wyglądało całkiem nieźle. Była szczęśliwa, choć trochę ją martwiło, że mąż milczał na temat jej odmiany i jej nie wspierał.

Postanowiła zrobić mu cudowny wieczór i pewnej spokojnej niedzieli, ubrała się w seksowną bieliznę i otworzyła ich ulubione wino i przy zapalonych świecach zaciągnęła męża do łóżka. Chciała mu pokazać, że zgubiła swoje kilogramy dla niego i uważała, że taka szczuplejsza będzie dla niego atrakcyjna i bardziej zwinna i gibka w małżeńskim łożu. Czuła, że żadna pozycja nie będzie dla niej już trudna i w pełni zadowoli swojego kochanka.

Po wszystkim jej mąż orzekł, że nie jest zadowolony, że schudła, bo wolał ją bardziej krągłą i kochał ją taką jaką była przed odchudzaniem i nie powinna więcej się odchudzać, bo go zawiedzie.

Po tych słowach w jej oczach pojawiły się łzy i wybiegła z pokoju łkając, że nie docenił jej wysiłku, a przecież ona się odchudziła nie tylko na siebie, ale i dla niego. Chciała być dla niego ponętną i zmysłową, a on ją skrytykował. Bolało ją to jak diabli, ale życie toczyło się dalej i nie chciała z tego powodu psuć ich małżeńskich relacji, a więc milczała. Odchudzała się dalej, ale już tylko dla siebie, bo tak lepiej się czuła – w tej swojej nowej skórze, a koleżanki z pracy też zauważyły, że tak bardzo się zmieniła – na korzyść.

Mirek dostał propozycję pracy za granicą. Miał budować ogromną tamę w Kanadzie i długo dyskutowali, czy powinien przyjąć ten kontrakt. Rozłąka żonie Mirka się nie podobała, ale ją przekonał, że dobre pieniądze pozwolą im na nowe życie. Miał w planie budowę nowego domu dla rodziny i chciał mieć pieniądze na kształcenie ich dzieci. Marzyły mu się zagraniczne wakacje i podróże w przyszłości, aby nie zgnuśnieć w szarym bloku i bez żadnych perspektyw.

Zgodziła się pełna niepokoju, bo wychowanie dzieci i cała codzienność spadłaby tylko na nią, ale czego się nie robi dla tego, aby kiedyś odbić sobie i żyć na bogato i bez problemów finansowych. Najbardziej podobał jej się pomysł własnego domu z ogrodem i odcięcie się od miejskiego chaosu. Może mąż ma rację – myślała, że warto poświęcić kilka lat wspólnego życia na rozłąkę. Cieszyło ją, że Mirek myśli o ich przyszłości i tak bardzo się stara.

Zaufała mu i Mirek pojechał, ale co dwa miesiące zjawiał się w domu i wpłacał duże pieniądze na konto, aby niedługo realizować ich marzenia o dobrym życiu we własnym, dużym domu.

Po trzech latach rozłąki nalegała, aby już zjechał na stałe do domu, bo pieniędzy jest dość, aby spełnić swoje marzenia. Tęskniła za stabilizacją, tym bardziej, że była zmęczona samotnością i pustym łóżku, gdzie zasypiała samotnie już tak długo.

Mirek się wymigiwał i prosił o jeszcze jeden rok, bo szkoda stracić tak dobrego kontraktu i takich wielkich pieniędzy. Ulegała mu i wciąż kochała, choć ubolewała, że nie jest obecny w jej życiu i dorastaniu ich dzieci.

Pewnego razu weszła na swoje konto na Facebooku i odebrała wiadomość od osoby zupełnie jej nie znanej. Ten ktoś nic jej nie mówił, ale ta wiadomość ścięła ją z nóg, a najbardziej zdjęcie kobiety, jakie jej przesłał:

Dalej z drżącym sercem przeczytała, że jej mąż jest feedersem i odczuwa satysfakcję seksualną w dokarmianiu kobiety sobie wybranej, aby wciąż ją tuczyć, by była coraz bardziej grubsza i podnieca go każda nowa fałda i cellulit. Jest to jego fetysz, z którego czerpie ogromne zadowolenie, namawiając kobietę do spożywania coraz więcej jedzenia.

Ten ktoś przepraszał, że zburzył jej poukładany świat, ale nie może znieść, że jest tak okłamywana i nagle ona zrozumiała, dlaczego jej mąż nie był zadowolony z jej odchudzania i boczył się, kiedy gubiła kolejne kilogramy.

Nie miała nic do stracenia, tylko spakowała wszystkie rzeczy i zabrała dzieci do zupełnie innego miasta, mówiąc im, że ojciec znalazł sobie inną kobietę. Było jej trudno, ale nie chciała już więcej mieć do czynienia z mężczyzną, który żył w innym wymiarze i ją permanentnie okłamywał.

Rozwód i alimenty otrzymała szybko, a mąż jej przyznał, że ma defekt i mimo wielkich starań nie może uwolnić się od tego fetyszu i nie doszłoby do tego, gdyby jego żona się chorobliwie nie odchudzała.

Udawana depresja?

Zbyszek nie pił wcale alkoholu. Nie palił papierosów i nie spotykał się z kumplami na żadne mecze w pubie i nie gadał z nimi o kobietach. Nie bywał i nie łowił ryb, ani nie pasjonował się motoryzacją, bo Zbyszek chodził tylko do pracy i był dobrym księgowym. Kochał swoją robotę i wolał, aby nikt mu w niej nie przeszkadzał.

Kiedy poznał kobietę swego życia Elę, wiedział, że to jest ta jedyna i żadna inna. Prężył się jak prawdziwy facet, aby tylko zaprowadzić ją do ołtarza. Nie chciał marnować swojego czasu na poszukiwanie innej kobiety, bo Ela była dla niego idealną partnerką.

Ela też zauważyła w nim same pozytywy, bo nie pił i nie palił, a kumple dla niego nie istnieli. Spodobało się jej w nim, że jest skromnym człowiekiem, pragnącym rodziny, a więc żony i dzieci.

Ślub był po roku od poznania, bardzo skromny, na który zaproszono najbliższą rodzinę i kilkoro przyjaciół. Wesele też bardzo skromne, bez pompy.

Ela nie chciała tych wszystkich zabaw po północy, tych oczepin, bo do niczego nie było jej to potrzebne. Kupiła sukienkę na ślub, bardzo praktyczną, aby mogła w niej się pokazać gdzieś jeszcze. Najważniejsza dla niej była jej miłość do męża, a także jego czułość.

Po dwóch latach od ślubu nastąpił wielki dzień, bo Ela urodziła bliźnięta – chłopca i dziewczynkę, bardzo do siebie podobnych. Skakali oboje z radości i choć ich mieszkanie nie było za wielkie, wiedzieli, że sobie poradzą i dzieci będą miały najlepszą matkę i ojca.

Dzieci rosły zdrowo, ale w pewnym momencie Ela zauważyła duże zmiany w zachowaniu swojego męża. Nagle stał się jakby nieobecny i wciąż zamyślony. Zauważyła jego oddalenie od domowych spraw i wycofanie się z domowych obowiązków.

Poszedł do lekarza, który stwierdził u niego głęboką depresję. Dostał dawkę leków, które musiał zażywać do końca życia. Tak zalecił lekarz, bo depresja nie leczona prowadzić może do bardzo destrukcyjnych zachowań.

Po latach przyznał się Eli, że zawsze miał skłonności do obniżonego nastroju, ale nie wiedział, co mu właściwie jest.

Była dla niego psychiatrą i psychoterapeutką. Wspierała go i chodziła wkoło niego na paluszkach. Robiła sama wszystko w domu i jak mogła go wspierała, podając do łóżka śniadanie. Była gotowa na więcej. Kiedy dzieci dokazywały w domu, uciszała je, aby nie denerwowały ojca.

On często wyjeżdżał do sanatorium, aby leczyć swoje skołatane nerwy. Czekała na niego, a w między czasie zajmowała się swoim ukochanym ogrodem, bo ogrodniczka z niej była przednia. Uwielbiała swój ogród, w którym zapominała o wszystkim. Dzieci poszły do szkół,  a Ela, aby zapomnieć o pustym gnieździe uciekała w sadzenie i przesadzanie, kiedy jej mąż odpoczywał na tarasie ją obserwując.

Bywały momenty, że się zrywał i i biegł do łazienki i wymiotował. Wymiotował, bo bał się życia i przyszłości i potem się kulił i zwijał w kłębek i leżał tak godzinami, wpatrując się w sufit. Nie docierały do niego żadne argumenty, że powinien wziąć swoje życie w garść i się nie poddawać.

Nastał czas, że poczuł się po nowych lekach bardzo dobrze i zbliżała się ich 25 rocznica ślubu. Ela wpadła na pomysł, aby to jakość fajnie uczcić. Chciała odmiany i chciała być blisko swojego męża. Pragnęła czułości i bliskości.

Znalazła w internecie bardzo interesującą propozycję, bo masaże, basen i wieczór przy świecach z muzyką na skrzypcach. Potem wymarzyła sobie namiętną noc, bez dzieci i telefonów. Spokój i namiętność z mężczyzną swojego życia. Bardzo tego pragnęła po tylu latach wspólnych zmaganiach z chorobą męża.

Kiedy mu oznajmiła, że wyjeżdżają, bo ona wszystko zapięła na ostatni guzik i pragnie z nim spędzić miłe chwile, jej mąż znalazł tysiące wymówek, aby tylko nie jechać. 

Twierdził, że boi się, bo może znów poczuje się źle, a może lepiej zostać z dziećmi, a po co wydawać tyle pieniędzy itp.

Minęły dwa tygodnie, kiedy Ela odwołała ten ośrodek z masażami. Trochę straciła finansowo, ale to  nie było ważne. Nagle spostrzegła, że jest niczym obok tego mężczyzny miłości jej życia. Nagle go znienawidziła i stwierdziła. że straciła swoje życie obok kogoś, kto nią manipulował i wykorzystywał. Poczuła się podle i źle i już go nie chciała. Obojętne było jej to, czy ta depresja była prawdziwa, czy to był raczej udawany spektakl, że jej nigdy nie kochał.

Po roku otrzymała rozwód. Dzieci sobie świetnie radzą, a Ela wciąż poszukuje smaków życia, bywając często w kinie, teatrze, bo może tam spotka prawdziwą miłość.

Chodzą słuchy, że mąż Eli też odkrywa nowe życie i poszukuje nowej, życiowej miłości, ale czy nabierze ją na swoją depresję – któż to wie.

Kocham cię, ale tylko mnie nie bij!

Poznali się całkiem przypadkowo. Oboje byli entuzjastami wszelkiej sztuki i kiedy tylko czas pozwalał odwiedzali w mieście wszystkie wystawy i galerie. Beata niespodziewanie na niego wpadła, potrącając delikatnie  łokciem, a on się uśmiechnął znacząco, że zrobiła mu przyjemność i poszedł po dwa kieliszki szampana, aby wyrazić w ten sposób, że wpadła mu w oko. Nie zamierzał utracić okazji, aby się do niej nie zbliżyć. Beata odwzajemniła uśmiechem i pomyślała,  że ten szampan  to dobre posunięcie, bo i jej Zbigniew się spodobał.

Pasowali do siebie jak mało, która para. Ona wysoka blondynka, o filigranowych kształtach i spojrzeniu spod błękitnych tęczówek. Delikatny makijaż rozświetlał jej piorunujące i zalotne oczy. Takich oczu nie spotyka się często i ten wzrok poraził Zbigniewa.

On, wysoki i przystojny brunet, ubrany w sportowe ciuchy, podszyte wielką elegancją i smakiem. Twarz oprószona delikatnym zarostem, współgrającym z lekką siwizną, taką jaka podoba się płci przeciwnej. Miał w sobie ten urok, jaki Beacie zawsze imponował i jakiego w mężczyźnie szukała.

Umówili się następnego dnia, aby zjeść wspólnie obiad w dobrej restauracji, za który zapłacił Zbyszek. Spodobało się jej, że mieli ze sobą o czym rozmawiać, bo łączyła ich wspólna pasja do sztuki. Mogli o niej rozmawiać godzinami i nigdy w swoim towarzystwie się nie nudzili.

Mijały tygodnie, a potem miesiące na wspólnych randkach, pełnych miłosnych uniesień. Pasowali do siebie w łóżku i stanowili jedną całość. Oboje bez żadnych zobowiązań mogli cieszyć się  sobą do upadłego i do zatracenia. Beata była taka szczęśliwa, a Zbyszek nie spuszczał jej z oczu. Wszędzie bywali razem. Na bankietach, spotkaniach z przyjaciółmi – wszędzie nierozłączni i imponowało jej to, że nie odstępował jej na krok, a także, że inni postrzegali ich jako wzorową i przepiękną parę. Oboje byli dowcipni i towarzyscy i żadne spotkanie towarzyskie nie mogło być bez nich udane. Ich szczęście, było szczęściem ich przyjaciół, a Beata była coraz bardziej zakochana.

Pojechali do Paryża, aby uciec trochę od swojej pracy i odetchnąć innym powietrzem. Mieli w planie zwiedzanie galerii i paryskich wystaw, na co Beata bardzo się cieszyła. Pewnego wieczoru, przy kolacji w paryskiej kafejce, Zbigniew oświadczył się Beacie. Wino, romantyczna muzyka i wspaniałe jedzenie, tak to sobie zaplanował – w  Paryżu właśnie. Ależ oczywiście, że zauroczona Beata oświadczyny przyjęła ze łzami szczęścia.

Pragnęła, aby być najpiękniejszą panną młodą. Wybrała suknię, w której wyglądała jak księżniczka i zabrali się za listę gości na wesele i ślub, na który nie szczędzili grosza. Oboje świetnie zarabiali, a więc nie będą sobie na nic żałować.

Ślub i wesele odbyło się w cudownej oprawie i wszyscy życzyli im długich lat w szczęściu i zdrowiu z gromadką wspaniałych dzieci. Czuli się jakby wygrali los na loterii, bo mieli siebie, a kiedy Zbigniew wręczył jej klucz do ich mieszkania,  znajdującego się w luksusowym apartamentowcu z widokiem na miasto, nie posiadała się ze szczęścia. Nie wierzyła, że ta bajka jej się w życiu przydarzyła i kochała jeszcze bardziej swojego wybranka na całe życie.

Pewnego poranka obudziła się, kiedy promienie słońca zaglądały do wielkich okien. Zbyszka już przy niej nie było. Poszedł do pracy, a więc postanowiła, że spędzi ten dzień na domowych zajęciach. Posprząta i ugotuje Zbyszkowi obiad, bo kochała tak bardzo, że robienie mu przyjemności, uważała za coś zupełnie normalnego. Pragnęła go codziennie uszczęśliwiać, a wiec poszła do miasta i kupiła bukiet świeżych kwiatów, bo tak lubił i poczyniła zakupy, aby  ugotować mu posiłek, gdyż nie uznawał jedzenia poza domem.

Krzątała się po ich luksusowej kuchni, a w tle leciała jej ulubiona muzyka. Kroiła, siekała, mieszała i dosmaczała, aby tylko mu smakowało. Następnie ubrała się elegancko i zrobiła makijaż, bo chciała mu się podobać każdego dnia i o każdej porze. Oboje byli estetami i dbali o swój elegancki wizerunek, a Zbigniew też potrafił się ubrać i nie szczędzili pieniędzy na ubrania w najlepszej jakości. Było ich na to stać, gdyż Zbigniew bardzo dobrze zarabiał. Beata zrezygnowała z pracy, bo tak chciał Zbyszek, twierdząc, że póki co, jego żona nie musi się przemęczać. Beata zgodziła się na taki układ, ponieważ starali się o dziecko, a więc powinna być wypoczęta i zrelaksowana.

Usłyszała, że Zbigniew wszedł do domu, w którym unosił się zapach obiadu. Rozejrzał się po mieszkaniu i zauważył w wazonie, świeże kwiaty. Na przywitanie pocałował i przytulił Beatę, tak jak robił po powrocie z pracy każdego dnia.

Kiedy rozkładała na talerze przygotowany posiłek, nagle poczuła uderzenie w plecy, tak silne, że podkurczone z bólu nogi, zwaliły ją z nóg. Upadła na podłogę nie zdając sobie sprawy, co się wydarzyło. Straciła na chwilę świadomość, by z trudem się podnieść i nagle na swoim brzuchu poczuła mocne kopnięcie. Bił ją tak, że nie miała szans, aby stanąć do pionu i tylko słyszała, że kurze są na meblach i pewnie cały dzień się leniła i go zdradzała.

– Wymagam bezwzględnej czystości – wrzeszczał i kopał ją coraz mocniej, a ona nie wiedziała dlaczego tak mocno ją kopie i katuje. Nie poznawała swojego męża , który w jednej chwili obdarł ją z godności i poświęcenia jakie mu pragnęła zapewnić  – wszystko z miłości przecież!

Kiedy przestał ją katować, mocno posiniaczona doczołgała się do łazienki, aby zmyć z siebie bestialstwo i obejrzeć serię siniaków na swoim ciele.

Płakała tak bardzo, że nie usłyszała, kiedy wszedł za nią i pociągnął za włosy tak silnie, że nie miała żadnej szansy na wyzwolenie, a następnie powalił na podłogę i ją perfidnie zgwałcił. Zgwałcił bez żadnych skrupułów, a kiedy skończył, oznajmił, że nigdy się od niego nie uwolni i stanowią jedną całość i jest mu przypisana do końca jego dni, a więc niech się nie waży,  mu się przeciwstawiać, bo jest jego własnością i ma robić wszystko, tak jak on chce.

Tej nocy nie spała, nie mogąc pozbierać myśli. Nie mogła zrozumieć, że jej ukochany mąż zamienił się w takiego potwora. Nie docierało do niej, że wcale go nie zna i nie wie jak dalej będzie wyglądało jej życie.

Kiedy się rano pozbierała, zauważyła, że jest uwięziona i zabrał jej telefon. Zabrał jej klucze od domu i odciął od wszelkiego kontaktu ze światem, wyrywając kable od telefonu stacjonarnego. Nie miała już nic swojego. Nie miała jak uciec i obolała przeleżała kilka godzin do jego powrotu.

Przyszedł z wielkim bukietem czerwonych róż i założył jej na szyję drogi naszyjnik na znak zgody, a potem ponownie ją zgwałcił. To był dla Beaty koniec jej małżeństwa i już wiedziała, że grozi jej niebezpieczeństwo przy boku tego człowieka, dla którego stała się zabawką i bezwolną kobietą.

Nie zamierzała się jednak poddać i pewnego razu, stanęła na parapecie okna, wysokiego piętra i zaczęła krzyczeć, że rzuci się z okna i chce popełnić samobójstwo.

Za chwilę służby wszelkie postawione w stan gotowości zjawiły się w jej mieszkaniu, wywarzając drzwi i  w ten sposób stała się  wreszcie wolna. Zabrała z domu kilka rzeczy i zaoszczędzone pieniądze. Wsiadła w pierwszy, lepszy pociąg, aby  pojechać jak najdalej od miejsca, w którym spotkało ją tyle zła. Uciekła przed swoim oprawcą, nie wiedząc gdzie trafi i jak się otrząśnie po traumie, oraz wyleczy z fatalnego związku.

Minęło kilka lat i ponownie związała się bez ślubu z człowiekiem, który podał jej dłoń i starał się wyciągnąć  z depresji po poprzednich zdarzeniach. Był to bardzo dobry człowiek i jemu urodziła dwoje dzieci. Była bardzo szczęśliwa, wiodąc spokojne i bezpieczne życie.

Wciąż, gdzieś tam z tyłu głowy miała wrażenie, że Zbigniew gdzieś tam za nią jest. Nie raz łapała się na tym, że się go boi i nigdy od niego nie uwolni, gdyż miała wrażenie, że się  zjawi  nieoczekiwanie, by zmusić ją do powrotu, zgodnie z groźbami, iż należy tylko do niego.

Pewnego dnia wzięła gazetę do ręki i przeczytała notatkę, że pewien, bogaty prezes korporacji targnął się na swoje życie w związku z chorobą psychiczną!

Poczuła się wolna!

Był niepotrzebnym meblem, a teraz chodzi na smyczy!

Aktor Zbigniew Zamachowski ma nową żonę- Monikę Richardson
tfu, Zamachowską już, która wszelkimi sposobami kreuje swój nowy związek jak jej wielkie, życiowe zwycięstwo nad pierwszą żoną Zbigniewa. Na lewo i prawo opowiada, że Zbysiu był w tamtym związku nieszczęśliwym człowiekiem i był jak ten niepotrzebny mebel. To ona dopiero, jak wzięła go pod swoje skrzydła, zrobiła z niego prawdziwego mężczyznę z krwi i kości. Nie szkodzi, że ten mebel – antyk spłodził sobie czworo dzieci. Nie szkodzi, że wszystkie są do niego podobne i nie wyprze się ich za Chiny Ludowe, a jednak się wyparł. Nie szkodzi, że teraz choć nie jest meblem, to Monisia założyła mu na szyję smycz i prowadzi go za sobą jak pokojowego pieska. Założyła także kaganiec, aby nie przerywał jej w obsmarowywaniu jego dawnej rodziny i byłej żony, bo to zarezerwowała tylko dla siebie i lata po mediach uskrzydlona nową miłością i opowiada, że seks poranny ze Zbyszkiem jest lepszy niż poranna kawa. Nie szkodzi, że dzieci Zamachowskiego są już na tyle dorosłe i czytają, że ich ukochany tata stał się w rękach macochy narzędziem do wypromowania upadającej gwiazdy.

Jest taka piosenka, że ludzie listy piszą, ale tym razem to dzieci Zamachowskiego wystosowały poprzez szybkie łącza takie sobie ostrzeżenie, bo inaczej sprawa skończy się w sądzie.

„Moniko, jestem zmuszona wreszcie zareagować na Twoje publiczne wypowiedzi. Gdyby te wypowiedzi, m.in. ta sprzed dwóch dni w gazecie „Viva” dotyczyły tylko Ciebie i Twojego szczęśliwego małżeństwa, nie miałabym nic do powiedzenia. Jednak Ty nierozważnie, już któryś raz wypowiadasz się na temat nasz – mnie i mojego rodzeństwa oraz naszej mamy. Nie wiem kto dał Ci prawo i pozwolenie na wspominanie o nas w wywiadach. Co więcej, informacje, które podajesz są nieprawdziwe, dobrze wiem o tym ja i dobrze wiesz o tym Ty – pisze 20-letnia Maria. Chcę tutaj, publicznie zaznaczyć, że nieprawdą jest, że dzieci Zbyszka nie mają zgody na kontakty ze mną. To, że nie chcemy Ciebie oglądać jest naszym własnym, świadomym podjętym wyborem. I to Ty sama do tego doprowadziłaś, właśnie między innymi udzielając wywiadów i wspominając w nich o nas i naszej mamie. Nie wiem też z jakiej racji piszesz na łamach prasy, ze mamy szóstkę dzieci. Nie macie szóstki dzieci – Ty masz dwójkę a tata ma czwórkę, tak to rozdzielmy. Nie jesteśmy żadną patchworkową rodziną. To, że od paru dni nosisz to samo nazwisko co my, nie robi z nas rodziny. Wreszcie chcę Cię poprosić żebyś nie robiła publicznie z naszej mamy tyrana, który zniszczył psychikę Twojego nowego męża a nam nie pozwala się z Tobą widywać. Po co Ci to? Kończąc już ta wypowiedź, następnym razem jak będziesz miała potrzebę opowiedzenia o sobie jakiejś ambitnej gazecie, skup się proszę na swoim życiu, swoich dzieciach, swojej matce i jak to potrafisz robić najlepiej – na sobiePozdrawiam. Maria Antek Tadzio Bronia.” źródło? Piszą wszędzie!

Pan Zamachowski trochę się wzdryga, że alimenty na dzieci, podobne do niego jak dwie krople wody, są stanowczo za wysokie, co nie przeszkodziło mu i jego nowemu nabytkowi wydać na stroje ślubne 20 tys. 

Punkt patrzenia, zależy od punktu siedzenia, a taki dobry aktor z niego był, a obecnie został pajacem w rękach rywalizującej i infantylnej kobiety, bez grama empatii, która przez życie idzie po trupach, e, niewinnej żonie i niewinnych dzieciach. Tfu.