Archiwa miesi臋czne: Sierpie艅 2014

艢wi臋to Blogier贸w!

Pewnego dnia, tu偶 po wypiciu kawy,

pomys艂 wpad艂 mi do g艂owy 艂askawy.

B臋d臋 bloga w sieci pisa艂a

tak moja stara g艂owa sobie pomy艣la艂a.

Pierwsza notka taka niemrawa wysz艂a,

troch臋 dr偶膮ca, boj膮ca i nie艣mia艂a taka,

taka 聽od sasa do lasa, ni taka, ni siaka.

zupe艂nie bez pomys艂u pisana, ale za to,

聽nast臋pna ju偶 by艂a bardziej 艣mia艂a i przemy艣lana.

I tak od ponad roku si臋 ju偶 kr臋ci,

by pisa膰 聽codziennie – co艣 gna i n臋ci,

Kochani blogierzy, kt贸rych pozna艂am,

z okazji 艣wi臋ta blogiera, 偶ycz臋 Wam

bezkresnej weny i nie ograniczonych niczym temat贸w

i wspierajmy si臋, lubmy si臋, 聽czytajmy, komentujmy.

Do nast臋pnego 艣wi臋ta,

wszystkiego dobrego, 偶yczy

Ela u艣miechni臋ta 馃榾

Seks z osob膮 niepe艂nosprawn膮

Adam bardzo kocha艂 swoj膮 rodzin臋 i by艂 pe艂en po艣wi臋ce艅. Bra艂 po pracy fuchy, bo by艂 dobrym fachowcem i budowa艂 ludziom domy. Akurat w okolicy powsta艂o osiedle domk贸w jednorodzinnych, a wi臋c pracy by艂o moc.聽

Dzieci ros艂y i ich potrzeby tak偶e, a w mi臋dzyczasie zbudowa艂 dom dla swojej rodziny, aby 偶y艂o si臋 im wygodnie, bo w domu by艂a tr贸jka dzieci, a on marzy艂 zawsze o du偶ej rodzinie. Kocha艂 swoj膮 偶on臋, kt贸ra nie pracowa艂a, bo uwa偶a艂, 偶e jako m臋偶czyzna musi im zapewni膰 dostatnie 偶ycie, gdy偶 w ko艅cu jest m臋偶czyzn膮 z krwi i ko艣ci. Taki dumny z niego facet by艂.聽

呕ona mia艂a si臋 opiekowa膰 dzie膰mi, gotowa膰 im i opiera膰 i na to si臋 zgodzi艂a, cho膰 gdzie艣 tam z ty艂u marzy艂a by do pracy wr贸ci膰 jak najszybciej, by realizowa膰 si臋 zawodowo, ale p贸ki co, zgodzi艂a si臋 na taki uk艂ad.

Byli szcz臋艣liw膮 i wzorow膮 rodzin膮, podziwian膮 przez s膮siad贸w. Nikt im nie m贸g艂 niczego zarzuci膰, gdy偶 dom by艂 zadbany i wyj膮tkowo u艂o偶one dzieciaki. Ko艂o domu powsta艂 pi臋kny ogr贸d i to by艂o dzie艂o jego 偶ony. Lubi艂a grzeba膰 w ziemi, kiedy dzieci przebywa艂y w szkole. Ogr贸d by艂 jej pasj膮 i wci膮偶 co艣 przesadza艂a, albo przycina艂a. Kocha艂 j膮 za to i podziwi艂 jej zmys艂 ogrodniczy. By艂 z niej dumny i pragn膮艂 przynosi膰 do domu wi臋cej pieni臋dzy, a wi臋c pracowa艂 bardzo du偶o.

Zawsze czeka艂a na niego z gor膮c膮 kolacj膮 podczas, kt贸rej omawiali swoje sprawy i dzielili si臋 tym, jak min膮艂 dzie艅. Ich intymne 偶ycie by艂o bardzo sporadyczne, ale 艣miali si臋, 偶e kiedy艣 to nadrobi膮.聽

Jeden telefon zwali艂 jego 偶on臋 z n贸g. Jej m膮偶 mia艂 gro藕ny wypadek samochodowy i przebywa w szpitalu. Natychmiast uda艂a si臋 do szpitala, kiedy lekarze robili mu operacj臋, bo stan by艂 na tyle ci臋偶ki, 偶e natychmiast wymaga艂 pomocy lekarzy.

Po operacji lekarz j膮 powiadomi艂, 偶e by膰 mo偶e, ale jej m臋偶owi grozi w贸zek do ko艅ca 偶ycia. Obra偶enia by艂y na tyle gro藕ne, 偶e kr臋gos艂up dozna艂 wielu uraz贸w.

Nie wierzy艂a i mia艂a nadziej臋, 偶e to tylko takie gadanie. Min臋艂y miesi膮ce i jej m膮偶 poddany rehabilitacji zosta艂 jednak na w贸zku, a 膰wiczenia nie przynosi艂y 偶adnych efekt贸w.

Kiedy wr贸ci艂 do domu, wymaga艂 ca艂odobowej opieki, ale ich 偶ycie zamieni艂o si臋 w szpital. W贸zek, wyci膮gi i codzienna piel臋gnacja m臋偶a j膮 przerazi艂y. Przeros艂o j膮 to wszystko i si臋 za艂ama艂a. Nie mog艂a patrze膰 na swojego m臋偶a – inwalid臋. Nie mia艂a si艂 i odesz艂a od niego razem z dzie膰mi. Nie zatrzymywa艂 jej, gdy偶 jego duma mu na to nie pozwala艂a, cho膰 wy艂 z rozpaczy, 偶e nigdy ju偶 jej nie przytuli i nie nadrobi z ni膮 tego obiecanego seksu.

Sprzeda艂 ten du偶y dom i kupi艂 mniejszy na obrze偶ach miasta. To by艂 dom przystosowany dla osoby niepe艂nosprawnej i powoli do siebie dochodzi艂, t艂umacz膮c sobie, 偶e nie wolno si臋 za艂amywa膰.

Z czasem brakowa艂o mu kobiety. By艂 jeszcze m艂odym facetem i co z tego, 偶e na w贸zku. Siedzia艂 du偶o w sieci i przegl膮da艂 fora dla takich ludzi jak on. Dowiedzia艂 si臋, 偶e mo偶na zap艂aci膰 za towarzyszk臋 niedoli, kt贸ra przyjedzie i zrobi, co do niej nale偶y.

Zadzwoni艂 i przyjecha艂a do niego niepozorna blondynka, kt贸ra by艂a profesjonalistk膮. On nigdy nie zapomni tej nocy, kiedy zaj臋艂a si臋 nim, niepe艂nosprawnym z tak膮 delikatno艣ci膮 i czu艂o艣ci膮. Czu艂 si臋 jak dziecko prowadzone w krain臋 szcz臋艣liwo艣ci i pierwszy raz poczu艂 si臋 tak zaopiekowany i obs艂u偶ony. P艂aka艂 kiedy odchodzi艂a i prosi艂 o wi臋cej, bo dawno nikt nie zwr贸ci艂 takiej uwagi na jego potrzeby.

Zawar艂 umow臋 z t膮 kobiet膮, 偶e zap艂aci ka偶de pieni膮dze, aby zawsze mia艂a dla niego czas i tak si臋 te偶 sta艂o, gdy偶 ta kobieta najbardziej na 艣wiecie rozumia艂a potrzeby niepe艂nosprawnego. By艂a na ka偶dy jego telefon, a po roku znajomo艣ci wzi臋li 艣lub, bo jemu nie przeszkadza艂o, 偶e jest prostytutk膮, a jej, 偶e on jest niepe艂nosprawny.

Ps. W Polsce 偶yje podobno 5,5 miliona os贸b niepe艂nosprawnych i jak my艣licie, kto zaspokaja ich potrzeby seksualne, kiedy opuszcza ich rodzina, albo nigdy jej nie mieli?

W Polsce zaczyna si臋 dopiero dostrzega膰 ten problem, kiedy w innych krajach istniej膮 agencje obs艂uguj膮ce tylko osoby niepe艂nosprawne i oby u nas w kraju ten problem, przesta艂 by膰 problemem, a normaln膮 kolej膮 偶ycia.

Nie zaszala艂am w tym 偶yciu :)

Dzie艅 dobry 馃檪

Tak sobie od rana my艣l臋, 偶e nie zaszala艂am w swoim 偶yciu, nic, a nic. Taka ze mnie spokojna kobieta by艂a i jest. Tylko tu i teraz i ani krok w bok. Zawsze taka zachowawcza, pouk艂adana, w miejscu stworzonym na swoje 偶yciowe potrzeby. Z tym samym partnerem 偶yciowym od prawie 40 lat – to chyba chore, co nie? Ha ha.

Kto porusza si臋 w sieci, ten wie jak zajrze膰 na strony portali plotkarskich i zna ich nazwy, jak cho膰by s艂awny „Pudelek”. Prosz臋 si臋 nie wymigiwa膰, bo ka偶dy tam zagl膮da, cho膰 nie wszyscy si臋 przyznaj膮, bo to niby wstyd podgl膮da膰 cudze 偶ycie i czyta膰, co tam u elit z wielkiego i rodzimego 艣wiata, s艂ycha膰. Lubimy wiedzie膰 i podgl膮damy, cho膰 nie we wszystko wierzymy.

Wchodzimy i czytamy, 偶e oto kto艣 si臋 rozsta艂 z d艂ugoletnim partnerem, czy partnerk膮 i niezale偶nie ile dzieci jest z tego zwi膮zku. Nagle dowiadujemy si臋, 偶e po dw贸ch tygodniach jakiej艣 znajomo艣ci z nowym partnerem, wybucha nami臋tna mi艂o艣膰 i poprzedni partner idzie w odstawk臋, a dzieci s膮 mi臋dzy m艂otem, a kowad艂em.

Zastanawia mnie z jak膮 艂atwo艣ci膮 ludzie si臋 rozstaj膮 i z jak膮 艂atwo艣ci膮 sprzedaj膮 swoje nowe mi艂o艣ci w tabloidach. Zastanawia mnie fakt, 偶e po drodze krzywdz膮 swoje dzieci, wpl膮tuj膮c je w nowe, zupe艂nie inne po艂o偶enie. Podam przyk艂ad, bardzo jeszcze g艂o艣ny, kiedy to Zbigniew Zamachowski zostawi艂 by艂膮 偶on臋 z dzie膰mi i poszed艂 do Moniki Richardson, kt贸ra te偶 swoje dzieci ma.聽

Takich przyk艂ad贸w jest wi臋cej oczywi艣cie, bo ludzie wci膮偶 si臋 rozstaj膮 i zakochuj膮, oraz bior膮 艣luby i korzystaj膮 z 偶ycia ile si臋 da.聽

Mamy jedno 偶ycie – wszyscy i my艣l臋 sobie, 偶e ja jaka艣 g艂upia jestem, b臋d膮c tyle lat z jednym partnerem, w kt贸rym jestem wci膮偶 zakochana, jak nastolatka. Nigdy mi do g艂owy nie przysz艂o, aby go zostawi膰 i poszuka膰 kogo艣 innego i 艣wie偶ego. Nie potrafi艂abym i艣膰 gdzie艣 indziej i zostawi膰 to wszystko, co uda艂o mi si臋 w 偶yciu zbudowa膰.

Moje 偶ycie chyba dla innych, to totalna nuda, bo znam panie, kt贸re za m膮偶 wychodzi艂y nie dwa razy, ale czasami i pi臋膰. Porzuca艂y starego m臋偶a i sz艂y w ramiona innych pan贸w i najlepiej, aby mieli zasobny portfel i co najwa偶niejsze sprawny „korze艅”.聽

R贸偶nie si臋 takie migracje ko艅czy艂y, bo cz臋sto kiedy przysz艂a staro艣膰, owe panie zostawa艂y z niczym, ale co si臋 na偶y艂y, nakocha艂y – to ich. 馃檪

A ja, spokojna prowincjuszka, 偶yj臋 sobie ze swoim staruszkiem i nie 偶a艂uj臋 niczego i niech dalej to moje spokojne 偶ycie si臋 toczy wiele lat, gdy偶 nie oczekuj臋 nic wi臋cej.

A inni, a co mnie oni obchodz膮! Czasami tylko pokiwam g艂ow膮 z ubolewaniem, 偶e tak potrafi膮 sobie to 偶ycie zagmatwa膰 i czasami po prostu – spieprzy膰.

Rodzi膰 trzeba z g艂ow膮!

Urodzi艂am dwoje dzieci z pe艂n膮 odpowiedzialno艣ci膮. Jako matce zale偶a艂o mi bardzo i mojemu m臋偶owi, aby m贸c zapewni膰 im to minimum, aby je nakarmi膰, ubra膰 i oczywi艣cie wykszta艂ci膰 w przysz艂o艣ci. Po to si臋 rodzi dzieci, aby po sobie co艣 fajnego zostawi膰, a tak偶e mie膰 kogo艣 do kochania.聽

Dla mnie dzieci to najwi臋ksza warto艣膰, jak膮 po sobie zostawi臋. Nie kariera zawodowa, kt贸ra jaka艣 tam by艂a, ale gdy przesta艂am pracowa膰, nagle wszyscy zapomnieli, 偶e kiedy艣 by艂am w tym zak艂adzie pracy, czy urz臋dzie. Nagle urywaj膮 si臋 telefony od kole偶anek z pracy i cz艂owiek zostaje sam na tej emeryturze, ale dzieci nie zapominaj膮 i dlatego warto je mie膰, gdy偶 od nich telefon nigdy nie milknie, je艣li nie maj膮 czasu wpa艣膰 do starszych rodzic贸w.

Nie chcia艂am mie膰 nigdy trzeciego dziecka, bo z dwojgiem czasami by艂o ci臋偶ko finansowo i trzeba by艂o dobrze g艂贸wkowa膰, aby starczy艂o na rachunki i przede wszystkim na podstawowe potrzeby dzieci.

My艣l臋, 偶e te 30 lat temu i tak by艂o 艂atwiej, bo dzieci nie mia艂y tak wiele pokus. Najcz臋艣ciej bawi艂y si臋 na podw贸rku z innymi dzie膰mi, a sklepy nie by艂y tak zasypane kolorowymi zabawkami jak jest to obecnie. Widz臋 po swoich wnukach ile maj膮 tych wszystkich kolorowych zabawek i przypominam sobie, 偶e moje dzieci ich tyle nie mia艂y, a je艣li, to by艂y to proste zabawki z drewna, jak kolorowe klocki i do tego kilka lalek. Dzieci obecnie bawi膮 si臋 zabawk膮 pi臋膰 minut, kt贸ra za chwil臋 idzie w k膮t, a moje dzieci bawi艂y si臋 zabawkami bardzo d艂ugo. Tak to sobie kombinuj臋, ale do rzeczy.

Premier Tusk zapowiedzia艂 w ostatnim wyst膮pieniu w Sejmie, 偶e b臋d膮 jakie艣 dodatki dla rodzin wielodzietnych i chwa艂a mu za to, cho膰 nie wiem, czy uda mu si臋 to wcieli膰 w 偶ycie i o jakich kwotach tu mowa.

Uwa偶a艂am zawsze, 偶e b臋d臋 mia艂a tyle dzieci, aby by艂o mnie sta膰 je utrzyma膰 razem z m臋偶em i abym nigdy nie musia艂a wyci膮ga膰 r臋ki do pomocy spo艂ecznej i abym nigdy nie oczekiwa艂a na pa艅stwow膮 mann臋 z nieba. To chyba by mi uw艂acza艂o i daleka by艂am, abym rodzi艂a kolejne dziecko, kiedy w portfelu 艣wieci pustkami.

呕yj膮 obok nas rodziny wielodzietne, kt贸re nie maj膮 cz臋sto, co w艂o偶y膰 do garnka, aby nakarmi膰 kolejne, przychodz膮ce na 艣wiat dziecko. Nie maj膮 na pocz膮tku na pieluchy, potem na ubrania i ksi膮偶ki i wi膮偶膮 z ledwo艣ci膮 koniec z ko艅cem i ogl膮daj膮 si臋 na pomoc ze strony instytucji do tego powo艂anych. Matka bez wykszta艂cenia, a ojciec popijaj膮cy, ale co rok to prorok i stawiam tu pytanie – dlaczego ludzie nie my艣l膮, gdy w dzisiejszych czasach mo偶na regulowa膰 swoj膮 p艂odno艣膰. Dlaczego ludzie nie interesuj膮 si臋 antykoncepcj膮 i powo艂uj膮 dzieci skazane na bied臋?聽

Nie mam nic do rodzin wielodzietnych i niech kobiety rodz膮 ich nawet dziesi臋膰 w swoim okresie rozrodczym, ale niech robi膮 to z odpowiednim zabezpieczeniem finansowym, bo kiedy w domu jest bieda, to 偶yj膮 w nim ludzie egoi艣ci. 馃槮

Nadmieni臋, 偶e wiara nie ma nic do 艣wiadomego rodzicielstwa – tak my艣l臋!

呕ony policjant贸w – dwie historie

A to by艂o tak:

W latach siedemdziesi膮tych w ma艂ym miasteczku si臋 pobrali. Na uroczysto艣膰 w Urz臋dzie Stanu Cywilnego przybyli najwi臋ksi oficjele tutejszej Milicji Obywatelskiej. Ona ubrana skromnie, ale bardzo elegancko. By艂a 艣liczn膮 dziewczyn膮 z burz膮 czarnych w艂os贸w, upi臋tych w najmodniejszy kok. On, wysoki brunet w mundurze ze sznurem, zapi臋ty na ostatni guzik, prezentowa艂 si臋 jak malowany. Pasowali do siebie i tworzyli prze艣liczn膮 par臋.

Po 偶yczeniach i lampce szampana wr臋czono im od milicyjnych go艣ci – sokowir贸wk臋. Na tamte czasy to by艂 ekstra prezent, z kt贸rego najbardziej cieszy艂a si臋 ona.

Czas na wesele, a wi臋c w wynaj臋tym lokalu gra艂a orkiestra w mundurach i wszyscy doskonale si臋 bawili. M艂odzi grajkowie nie mogli si臋 nadziwi膰, 偶e panna m艂oda jest taka 艣liczna i to powiedzieli matce panny m艂odej. Taka by艂a dystyngowana i taka inna od innych pa艅 m艂odych.

Potem nast膮pi艂a proza 偶ycia. On pracowa艂 w prewencji na zmiany, a wi臋c cz臋sto w nocy nie by艂o go w domu. Nie sprawdza艂a go i ufa艂a bezgranicznie. Czasami prosi艂a, aby przyjecha艂 w czasie s艂u偶by i j膮 przytuli艂, aby sen mia艂a spokojny.

Urodzi艂a mu dwoje dzieci w przerwie trzech lat. Dziewczynki ros艂y zdrowo, a ona zaj臋ta domem i dzie膰mi nie zauwa偶y艂a, 偶e on k膮pie si臋 i stroi przed ka偶d膮 nocn膮 s艂u偶b膮. Przecie偶 to takie naturalne, 偶e chce by膰 艣wie偶y na swoich s艂u偶bach, by koledzy nie pos膮dzili go o niechlujstwo.

Zacz膮艂 pracowa膰 wi臋cej i wi臋cej, ale dla niej by艂 to znak, 偶e skoro pracuje wi臋cej, to si臋 stara i przyniesie wi臋ksze pieni膮dze.

Przyszed艂 do domu dobrze wypity i kiedy ona na niego czeka艂a ju偶 w 艂贸偶ku robi膮c mu wyrzuty, 偶e nie powinien pi膰 w pracy, wyci膮gn膮艂 pistolet i luf臋 skierowa艂 w jej stron臋.

– Zabij臋 ci臋, bo jeste艣 zrz臋dliw膮 bab膮 – i w tym momencie pistolet si臋 rozsypa艂 mu w d艂oniach, a wi臋c usz艂a z 偶yciem. Wezwa艂a milicj臋, ale przyjechali jego kolesie i sprawie ukr臋cono 艂eb.

Pi艂 coraz wi臋cej i t艂umaczy艂, 偶e to z powodu stresu w pracy. Rozumia艂a i znosi艂a to wszystko, bo wci膮偶 go kocha艂a.

Dowiedzia艂a si臋, 偶e na tych nocnych s艂u偶bach zmajstrowa艂 jednej, takiej dziecko. Okaza艂o si臋, 偶e pani by艂a szeroka w kroku i ch臋tnie przyjmowa艂a w swoim domu milicjant贸w, kt贸rzy dowozili w nocy alkohol swoimi s艂u偶bowymi sukami. Balangom nie by艂o ko艅ca, a ten dom, tej pani ws艂awi艂 si臋 w mie艣cie jako przysta艅 milicjant贸w.

Zrozumia艂a, 偶e dlatego chcia艂 j膮 zastrzeli膰, aby i艣膰 do kochanki i rozpocz膮膰 nowe, rozrywkowe 偶ycie. Sta艂a mu na drodze do nowej mi艂o艣ci i szcz臋艣cia, a wi臋c chcia艂 si臋 jej pozby膰.

Tamta urodzi艂a mu c贸rk臋, ale nie odszed艂, gdy偶 nagle pukn膮艂 si臋 w 艂eb, 偶e ta jego kochanka to latawica i dawa艂a jego kolegom te偶. B艂aga艂 o przebaczenie, ale stres go zjad艂 na tyle, 偶e dosta艂 zawa艂u serca i opu艣ci艂 偶on臋 i kochank臋. Kwiaty nosi na gr贸b tylko 偶ona, bo kochanka bawi si臋 dalej.

Kilkana艣cie lat po tym Katarzyna te偶 wysz艂a za m膮偶, ale ju偶 za policjanta. Wszyscy j膮 ostrzegali, 偶e policjant, to cholernie z艂a partia, bo to jest specyficzna grupa zawodowa, kt贸ra kompletnie nie nadaje si臋, by rodzin臋 zak艂ada膰. Nie s艂ucha艂a i wierzy艂a, 偶e jej si臋 uda i kole偶anki bredz膮 i jej zazdroszcz膮 tak przystojnego m臋偶czyzny.

Poznali si臋 na dom贸wce jej kole偶anki i od razu wpadli sobie w oko. Przeta艅czyli ze sob膮 ca艂膮 noc i przegadali. By艂a wniebowzi臋ta, 偶e maj膮c oko艂o trzydziestki wreszcie trafi艂a na tak interesuj膮cego faceta.

Po roku wzi臋li 艣lub i otrzymali s艂u偶bowe mieszkanie. On je藕dzi艂 na akcje, bo pracowa艂 w kryminalnym. Wiele widzia艂 i szczyci艂 si臋 w艣r贸d koleg贸w tym, i偶 by艂 najbardziej skutecznym. By艂 dobry w swojej robocie, ale to by艂a praca bardzo stresuj膮ca, a wi臋c cz臋sto zbierali si臋 w zakamarkach komisariatu i chlali na um贸r, a Komendant udawa艂, 偶e nic nie widzi. Tolerowa艂 to, bo ch艂opakom nale偶y si臋 odskocznia i kiedy przysz艂a na skarg臋, 偶e jej m膮偶 pije na terenie, obieca艂, 偶e wezwie go na rozmow臋, ale raczej nie wezwa艂, bo jej m膮偶 chla艂 coraz wi臋cej, pod przykrywk膮 w艂asnego szefa.

Kiedy robi艂a mu wym贸wki i bi艂a si臋 o jego godno艣膰, ten przychodzi艂 i od progu wali艂 j膮 pi臋艣ci膮 w twarz. Twierdzi艂, 偶e ma si臋 zamkn膮膰 i nie fika膰, bo nie takie numery on w pracy widzia艂 i ma by膰 pos艂uszn膮.

Przychodzi艂 do domu i ok艂ada艂 j膮 ile wlezie. Mia艂 pretensje o wszystko i cho膰 nie mieli dzieci, to ona s艂u偶y艂a mu za worek treningowy za przyzwoleniem kolesi z pracy, kt贸rzy udawali, 偶e nic si臋 nie dzieje.

Chowa艂a przed 艣wiatem te swoje siniaki i tak prze偶y艂a z nim dziesi臋膰 lat. Nie mog艂a dobi膰 si臋 sprawiedliwo艣ci, bo wszyscy wiedzieli, 偶e j膮 bije, ale wszyscy chronili 艣wietnego policjanta.

Pewnego razu nie wytrzyma艂a i uzbroi艂a si臋 w kuchenny n贸偶 i wbi艂a go mu prosto w serce. Nagle sta艂a si臋 wolna od przemocowca i agresora, ale s膮d postanowi艂, 偶e zamordowa艂a m臋偶a, nie daj膮c jej cienia na obron臋. Odsiaduje kar臋 25 lat za kratami za to, 偶e jej m膮偶 j膮 chcia艂 zaszczu膰 i zrobi艂 z niej ofiar臋 ci臋偶kiej pracy w policji.

Podsumowanie: Praca jak praca, ale kochane kobiety – nigdy nie wychod藕cie za policjant贸w, gdy偶 jest to najbardziej stresogenna grupa zawodowa, nie radz膮ca sobie z emocjami i od lat siedemdziesi膮tych nic si臋 nie zmieni艂o i nie zmieni. To jest grupa, wypasionych osi艂k贸w, kt贸rzy id膮c w t臋 s艂u偶b臋 uwa偶aj膮, 偶e wszystko im wolno i zatracaj膮 si臋 w swojej w艂adzy, rani膮c, bij膮c, maltretuj膮c, bo sami nie radz膮 sobie z alkoholem, kochankami, k艂amstwami, a najbardziej ze sob膮!

Je艣li si臋 myl臋, to sorry.

Dzi艣 jest moje 艣wi臋to :)

Urodzi艂am si臋 28.08. – ale roku nie nie zdradz臋 he he. Tak sobie my艣l臋, 偶e moja data urodzenia nie jest szcz臋艣liwa z powodu tego, co dzieje si臋 si臋 na 艣wiecie, cho膰 ja ciesz臋 si臋, 偶e na nim jestem, mimo, 偶e starsza o rok, ale mo偶e i m膮drzejsza?

Wsta艂am dzi艣 rano, w艂膮czy艂am telewizor i od razu dosta艂am po uszach, bo niezale偶ny obserwator powiadomi艂 mnie, i偶 wojska rosyjskie wykroczy艂y na Ukrain臋 i zajmuj膮 ukrai艅skie wioski. Pokazali, 偶e gin膮 niewinni ludzie, a ich domostwa p艂on膮, a za chwil臋 og艂oszono, 偶e w艂a艣nie zacz臋艂a si臋 trzecia wojna 艣wiatowa!

Wiecie jak zrobi艂o mi si臋 przykro, 偶e zamiast szykowa膰 si臋 do 艣wi臋towania, to zadr偶a艂am ze strachu o to, co mo偶e si臋 jeszcze wydarzy膰, bo z Rosji pop艂yn臋艂y rozkazy, by zabija膰 ludzi i zdobywa膰 nowe tereny, a wi臋c mo偶e i zahaczy膰 nied艂ugo o Polsk臋!

Wszystko jest mo偶liwe i mamy prawo si臋 ba膰 i ja si臋 autentycznie boj臋 tego nieobliczalnego cz艂owieka.聽

Wczoraj jad膮c na grzyby tak mimochodem sobie rzek艂am, 偶e chyba po naszych lasach nie b臋d膮 je藕dzi艂y ruskie wojska, tak jak kiedy艣 je藕dzili Niemcy, ale ju偶 dzi艣 nie jestem tego taka pewna. Oblecia艂 mnie blady strach i dlaczego na stare lata kto艣 ka偶e mi si臋 ba膰? Dlaczego ludzie s膮 tacy pazerni, jakby mieli zamiar ze sob膮 to wszystko zabra膰 do grobu!

Nie pojmuj臋 i nigdy nie pojm臋, a wojny boj臋 si臋 okropnie, jak chyba wszyscy, ale postanowi艂am otrzepa膰 si臋 z tego strachu i mimo wszystko 艣wi臋towa膰. 馃檪

Pada komenda – jedziemy na grzyby!

No i nasta艂 sezon grzybowy, a wi臋c pada komenda i jedziemy na grzyby? Odpowied藕 – jedziemy! Wskakujemy w ciuchy do lasu, szykujemy koszyki i ma艂e no偶yki i wyruszamy w tras臋 dobrze nam znan膮 od lat.聽

Jeste艣my szcz臋艣ciarzami, bo mieszkamy w okolicy, 偶e las贸w nie brakuje, a wi臋c za p贸艂 godziny jeste艣my w naszym lesie, kt贸ry pami臋ta nasze wszystkie eskapady, jeszcze, kiedy nasze dzieci by艂y ma艂e, co uwiecznione jest na zdj臋ciach.

Jedziemy i wspominamy jak nasze wyprawy wygl膮da艂y, a wi臋c koniecznie szykowali艣my danie jednogarnkowe w szybkowarze, butl臋 gazow膮 i jaki艣 materac, aby po grzybobraniu zrobi膰 sobie rodzinn膮 biesiad臋.

Mieli艣my Gaza – 69, a wi臋c jechali艣my godzin臋 do lasu, kiedy dzi艣 jechali艣my oko艂o p贸艂 godzinki i byli艣my na miejscu, ale ju偶 bez dzieci i bez te艣cia, kt贸ry uwielbia艂 zbiera膰 grzyby, ale ju偶 nie ma go z nami.

W艂膮cza nam si臋 nuta wspominkowa i jednog艂o艣nie stwierdzamy, 偶e kiedy min臋艂y te wszystkie, nasze szalone lata – no kiedy? Jedziemy i przypominamy sobie jak to bywa艂o i poznajemy stare miejsca. Nic si臋 nie zmieni艂o, bo las ro艣nie w tym samym miejscu, a tylko my si臋 zmienili艣my i komu to przeszkadza艂o?

Niestety, ale grzyb贸w jak na lekarstwo, ale za tydzie艅 b臋dzie wysyp, to jest pewne, bo 艣ci贸艂ka jest do艣膰 mokra, a noce ciep艂e, a wi臋c wed艂ug naszych przewidywa艅 b臋dziemy jechali z wielkimi koszami po niedzieli. Wycieczka by艂a przednia i rozpoznanie terenu te偶. 馃檪

Specyficzna mi艂o艣膰 m臋偶a!

Przypar艂 j膮 do okna, mocno 艣cisn膮艂 za gard艂o i zasycza艂 – spierdalaj!

Pobrali si臋 dwa miesi膮ce temu, bo byli w sobie bardzo zakochani. Ca艂a rodzina przyklasn臋艂a na ten ich 艣lub, gdy偶 uwa偶ali, 偶e pasuj膮 do siebie idealnie. Wesele by艂o huczne i zjecha艂a si臋 ca艂a rodzina, kt贸ra bawi艂a si臋 do bia艂ego rana po艣r贸d bia艂o – r贸偶owych balonik贸w. Orkiestra wynaj臋ta, najlepsza w okolicy gra艂a najlepsze, weselne kawa艂ki.

Po weselu wprowadzili si臋 do w艂asnego mieszkania, kt贸re dostali w prezencie od rodzic贸w – 偶y膰, kocha膰 si臋 i nie umiera膰. M艂oda kobieta czu艂a si臋 wspaniale, mog膮c zaj膮膰 si臋 urz膮dzaniem domu, aby jej dom by艂 przytulny i robi艂a to dla nich. On wnosi艂 te wszystkie sprz臋ty i meble zadowolony, 偶e na starcie maj膮 prawie wszystko.

Oboje pracowali, a wi臋c nie powodzi艂o im si臋 藕le i mogli pozwoli膰 sobie na wi臋cej, ni偶 inne m艂ode pary, kt贸re dorabiaj膮 si臋 od 艂y偶ki i talerza.

Wr贸ci艂 zm臋czony do domu i ona poda艂a mu obiad. Ugotowa艂a mu to, co lubi, a wiedzia艂a od swojej te艣ciowej, czym uraczy膰 jego podniebienie.

– Co za 艣wi艅stwo mi tu poda艂a艣 – krzycza艂 z nad talerza, kt贸ry za chwil臋 wyl膮dowa艂 z jedzeniem na pod艂odze.

Przestraszy艂a si臋, ale nie poj臋艂a, o co mu chodzi.

– Nie gotujesz jak moja matka i jeste艣 do niczego – nie ustawa艂 w pretensjach.

Posz艂a do pokoju i 艂zy nie chcia艂y przesta膰 lecie膰. Przecie偶 tak bardzo si臋 stara艂a, a wi臋c nie wie, o co mu w艂a艣ciwie chodzi.

Na drugi dzie艅 przyni贸s艂 bukiet kwiat贸w i j膮 przeprosi艂, obiecuj膮c, 偶e wi臋cej nie zrobi jej 偶adnych wym贸wek.

Kwiaty przyj臋艂a i si臋 uspokoi艂a, gdy偶 taki jednorazowy wybryk nie powinien zak艂贸ci膰 ich szcz臋艣cia. Postara si臋 bardziej przyk艂ada膰, aby tylko wi臋cej si臋 to nie powt贸rzy艂o. Zrobi wszystko, aby go zadowoli膰, bo kocha go nad 偶ycie.

Min臋艂o par臋 miesi臋cy i pewnego dnia, wybieg艂 z 艂azienki zarzucaj膮c jej, 偶e wanna jest brudna i on nie b臋dzie tego tolerowa艂, bo w syfie mieszka膰 nie b臋dzie.

– Przepraszam, nie zd膮偶y艂am – pr贸bowa艂a si臋 t艂umaczy膰, kiedy nagle dosta艂a pi臋艣ci膮 w twarz, a偶 odbi艂a si臋 od szafek kuchennych i spad艂a kolanami na pod艂og臋 pod wp艂ywem ciosu.

– Ty cholerny brudasie, ty wyw艂oko, ty niedorajdo – wrzeszcza艂, 偶e z niczym sobie nie radzi i zmarnowa艂a mu 偶ycie, 偶e j膮 spotka艂 na swojej drodze. – Nigdy nie dor贸wnasz mojej matce – i zacz膮艂 wylicza膰 przymioty swojej rodzicielki.

Kiedy si臋 pozbiera艂a, zagrozi艂a, 偶e go opu艣ci i wyjedzie do rodzic贸w, a na jej twarzy pojawi艂 si臋 wielki siniak i podbite oko, co widzia艂a w lustrze przez morze 艂ez.

– Spierdalaj i szybko pakuj manatki, 偶ebym ci臋 tu nie widzia艂 – wrzeszcza艂 na ca艂膮 kamienic臋.

Nie wyjecha艂a, bo nie chcia艂a pokaza膰 si臋 rodzicom w takim stanie.

Nadesz艂a noc, a on kl臋cza艂 przy ich 艂贸偶ku i b艂aga艂 o przebaczenie. P艂aka艂, 偶e nie wie dlaczego tak si臋 zachowa艂 i przysi臋ga艂, 偶e nigdy wi臋cej nie podniesie na ni膮 r臋ki. P艂aka艂a i ona z 偶alu, 偶e tak j膮 potraktowa艂, cho膰 tak bardzo si臋 stara, aby nie da膰 mu powod贸w do rozdra偶nienia i aby dor贸wna膰 jego matce, bo tak bardzo go kocha.

Min臋艂y dwa lata ich ma艂偶e艅stwa i na 艣wiat przysz艂o 聽dziecko. Ci臋偶ko znosi艂a t臋 ci膮偶臋, gdy偶 by艂a zagro偶ona i musia艂a du偶o le偶e膰, aby t臋 ci膮偶臋 utrzyma膰. Wiele miesi臋cy le偶a艂a w szpitalu, a on o ni膮 dba艂 najtroskliwiej jak tylko mo偶na sobie wyobrazi膰. Codziennie przychodzi艂 do szpitala, przynosz膮c 艣wie偶e owoce i soki. Obsypywa艂 j膮 kwiatami, a偶 wszystkie kobiety w szpitalu zazdro艣ci艂y jej tak kochanego i troskliwego m臋偶a, a i jej imponowa艂o, 偶e tak o ni膮 dba. By艂a szcz臋艣liwa, 偶e dziecko przysz艂o na 艣wiat zdrowe i da艂a mu upragnionego syna.

Ch艂opczyk r贸s艂 jak na dro偶d偶ach i by艂 oczkiem w g艂owie ca艂ej rodziny, a dziadkowie rozchwytywali go, jako pierwszego wnuka i nie posiadali si臋 z rado艣ci, a ona by艂a taka dumna, 偶e w ko艅cu wszystko jest tak, jak sobie wymarzy艂a.

Pewnego dnia wysz艂a z synem na spacer i nie wiedzie膰 kiedy, ma艂y si臋 przewr贸ci艂 i nabi艂 sobie guza na czole. Nic mu si臋 nie sta艂o i nie grozi艂o, ale kiedy jej m膮偶 to zobaczy艂, wyci膮gn膮艂 swoje 艂apy po ni膮, ok艂adaj膮c pi臋艣ciami tak, 偶e nie pozna艂a si臋 w lustrze. Bi艂 mocno i d艂ugo, aby sobie zapami臋ta艂a, 偶e dzieci nale偶y pilnowa膰, a nie rozgl膮da膰 si臋 nie wiadomo za czym i da艂 jej do zrozumienia, 偶e nie nadaje si臋 na matk臋 i ma si臋 to wi臋cej nie powt贸rzy膰, bo j膮 zabije.

Chwyci艂a dziecko w ramiona i w chwili nieuwagi oprawcy, wybieg艂a na ulic臋 taka posiniaczona. Pobieg艂a na policj臋 i zg艂osi艂a pobicie, robi膮c od razu obdukcj臋.

Postanowi艂a, 偶e nigdy wi臋cej jej nie uderzy i nie pozwoli na zmarnowanie ich dziecka. Nie pozwoli, aby ten tyran by艂 jej m臋偶em, bo sobie niczym nie zas艂u偶y艂a, aby kto艣 zrobi艂 z jej 偶ycia – piek艂o.

Doprowadzi艂a do sprawy rozwodowej, mieszkaj膮c k膮tem u swoich rodzic贸w dochodz膮c do siebie po latach b贸lu i strachu u boku nieobliczalnego cz艂owieka.

Usiad艂a do komputera i wydrukowa艂a dziesi膮tki og艂osze艅, w kt贸rych zawar艂a jego imi臋 i nazwisko, dat臋 urodzenia, jego wizerunek i napisa艂a, 偶e oto jest cz艂owiek, kt贸ry bije kobiety i pewnej nocy tymi plakatami obwiesi艂a ca艂e miasto, maj膮c nadziej臋, 偶e d艂ugo w tym mie艣cie 偶adna kobieta na zwi膮偶e si臋 z psychopat膮!

Siostrzana mi艂o艣膰

Nina by艂a naukowcem i pracowa艂a ze swoim zespo艂em opracowuj膮c szczepionki na tropikalne choroby. Tworzyli grup臋 ludzi zdolnych z ca艂ego 艣wiata. By艂a bardzo zapracowana, ale kocha艂a swoj膮 prac臋 i oddawa艂a si臋 jej bez reszty.

Jednak przyszed艂 taki czas, 偶e zapragn臋艂a mie膰 rodzin臋. Pozna艂a m臋偶czyzn臋, kt贸ry by艂 lekarzem w krajach afryka艅skich. Spotykali si臋 najpierw rzadko, bo tylko na sympozjach naukowych, a potem on przeni贸s艂 si臋 do Polski, by by膰 blisko ukochanej. Kiedy si臋 pobrali, za rok urodzi艂a si臋 im 艣liczna c贸reczka, podobna do matki – taka s艂odka blondyneczka.

Cieszyli si臋 ogromnie i dziecko by艂o ich oczkiem w g艂owie, a Nina po艣wi臋ci艂a dziecku trzy lata swojej kariery. Kocha艂a swoj膮 prac臋, ale dziecko by艂o dla niej najwa偶niejsze.

Kiedy ich c贸reczka podros艂a, zatrudnili bardzo dobr膮 opiekunk臋, kt贸ra by艂a z ich dzieckiem, kiedy oni musieli wyje偶d偶a膰 za granic臋, bo pragn臋li wci膮偶 si臋 kszta艂ci膰. Praca dla nich by艂a bardzo wa偶na i wymaga艂a ci膮g艂ych wyjazd贸w. Ona jecha艂a, by pracowa膰 ze swoim zespo艂em, a on jecha艂 na misj臋, by nie艣膰 pomoc najbiedniejszym.

Pewnego dnia Nina otrzyma艂a telefon, 偶e jej m膮偶 zgin膮艂 w wypadku samolotowym, co by艂o dla niej wielkim szokiem i odczu艂a wielk膮 strat臋, gdy偶 kocha艂a swego m臋偶a nad 偶ycie. D艂ugo nie mog艂a podnie艣膰 si臋 z 偶a艂oby i wci膮偶 op艂akiwa艂a swoj膮 wielk膮 mi艂o艣膰. Pracowa艂a du偶o, bo praca pomaga艂a jej odrobin臋 zapomnie膰.

Min臋艂y trzy lata i na jej drodze stan膮艂 przystojny m臋偶czyzna, w kt贸rym nie od razu si臋 zakocha艂a, ale przypomina艂 jej pierwszego m臋偶a. By艂 bardzo do niego 聽podobny w wielu aspektach i Nina to zauwa偶y艂a. By艂 wykszta艂conym cz艂owiekiem i wyk艂ada艂 na uczelni polonistyk臋. Troch臋 czasu min臋艂o i Nina zauwa偶y艂a, 偶e ten m臋偶czyzna staje si臋 dla niej coraz wa偶niejszy. Wzi臋li 艣lub i zn贸w za rok Nina urodzi艂a dziewczynk臋, tym razem podobn膮 do ojca. Mia艂a czarn膮 czuprynk臋 i 艣niad膮 cer臋 i wygl膮da艂a jak zdarta sk贸ra z ojca. Byli szcz臋艣liwi, 偶e pierwsza c贸reczka zaakceptowa艂a swoj膮 siostrzyczk臋 i nie odst臋powa艂a jej na krok. Ogromnie si臋 cieszy艂a, 偶e pojawi艂 si臋 kto艣, z kim b臋dzie nied艂ugo mog艂a si臋 bawi膰.

Nina po roku wr贸ci艂a do pracy, a dziewczynki by艂y pod opiek膮 wci膮偶 tej samej opiekunki, do kt贸rej Nina mia艂a ogromne zaufanie. Ona i m膮偶 du偶o pracowali, aby ich dzieciom niczego, nigdy nie zabrak艂o, a do tego dochodzi艂a ich pasja do wykonywanych zawod贸w.

Powodzi艂o si臋 im bardzo dobrze i starali si臋 by膰 jak najcz臋艣ciej ze swoim dzie膰mi, zabieraj膮c je na wakacje i w ka偶dej wolnej chwili wyje偶d偶ali zabieraj膮c c贸reczki ze sob膮.

Dziewczynki nie widzia艂y za sob膮 艣wiata. Wsz臋dzie razem i gdy jedna nabi艂a sobie guza, druga razem z ni膮 cierpia艂a i p艂aka艂a. Kiedy jedna nie mog艂a zasn膮膰, to druga tuli艂a j膮 do snu, czytaj膮c bajeczki i g艂adz膮c j膮, aby si臋 wyciszy艂a. Kiedy jedna mia艂a k艂opoty w szkole, to ta druga pomaga艂a jej z nich wyj艣膰 i razem z ni膮 si臋 uczy艂a.

Dorasta艂y ze sob膮 i by艂y prawie nieroz艂膮czne, co cieszy艂o ich rodzic贸w, 偶e tak si臋 kochaj膮 i uzupe艂niaj膮. Martwi艂o jednak od czasu, do czasu, 偶e dziewczynki nie szuka艂y innych r贸wie艣nik贸w i wystarczy艂a im siostrzana przyja藕艅, ale ten fakt nie sp臋dza艂 z oczu snu rodzicom. Podziwiali swoje dzieci i byli z nich dumni, bo dziewczynki ros艂y na pi臋kne i m膮dre nastolatki, a do tego by艂y bardzo zdolne i nie by艂o z nimi 偶adnych wychowawczych k艂opot贸w. Do tego dochodzi艂a ich towarzysko艣膰 i ca艂a dalsza rodzina by艂a w nie wpatrzona na wszystkich rodzinnych 艣wi臋tach i spotkaniach.

Kiedy osi膮gn臋艂y pe艂noletno艣膰 posz艂y na te same studia i bywa艂y w tym samym towarzystwie, a wi臋c znowu by艂y nieroz艂膮czne. W gronie r贸wie艣nik贸w by艂y postrzegane za idealne rodze艅stwo, kt贸re by艂o dusz膮 towarzystwa, gdy偶 potrafi艂y rozkr臋ci膰 ka偶d膮 imprez臋, kt贸ra bez nich wiele traci艂a.

Nina mia艂a z nimi sta艂y kontakt telefoniczny i internetowy i cieszy艂a si臋, 偶e dobrze im idzie na tych studiach i tak wspaniale si臋 wpasowa艂y w inne, z dala od domu 偶ycie. Rodzice wynaj臋li c贸rkom du偶e mieszkanie, by nie musia艂y mieszka膰 w akademiku. W ko艅cu po艣wi臋cili dla swoich dzieci lata ci臋偶kiej pracy i nie szcz臋dzili pieni臋dzy.

M艂ode kobiety wiod艂y szcz臋艣liwe 偶ycie, sp臋dzaj膮c czas na nauce i od czasu, do czasu na rozrywkach. 艁膮czy艂o je wszystko. Te same ksi膮偶ki, to samo kino i ten sam pogl膮d na wszystkie otaczaj膮ce je sprawy. Zgadza艂y si臋 ze sob膮 w ka偶dym aspekcie i nigdy nie dochodzi艂o mi臋dzy nimi do sprzeczek i niedom贸wie艅.

Pewnego wieczoru, jedna z nich po obejrzeniu horroru, tak si臋 ba艂a, 偶e poprosi艂a siostr臋, aby ta z ni膮 spa艂a, bo trz臋sie si臋 ze strachu i boi, 偶e b臋dzie mia艂a koszmarne sny.

Po艂o偶y艂y si臋 obok siebie i zacz臋艂y si臋 ca艂owa膰 i pie艣ci膰. W pewnym momencie odskoczy艂y od siebie, 偶e nie powinny tego robi膰, bo p艂ynie w nich jedna krew i poczu艂y wyrzuty sumienia i ogromne zawstydzenie. Zacz臋艂y o tym rozmawia膰, ale 偶膮dza by艂a tak ogromna, 偶e przewa偶y艂a zdrowy rozs膮dek. Kocha艂y si臋 ca艂膮 noc i by艂o im tak dobrze, 偶e przesta艂y 偶a艂owa膰, 偶e do tego dosz艂o i nie zastanawia艂y si臋 jak to ukryj膮 przed 艣wiatem i rodzicami.

Ich mi艂o艣膰 rozkwita艂a z dnia na dzie艅 i pewnego dnia zar臋czy艂y si臋 w restauracji przy szampanie i 艣wiecach. To by艂 dla nich bardzo wa偶ny wiecz贸r, podczas kt贸rego om贸wi艂y, 偶e nikt, nigdy si臋 nie dowie o ich mi艂o艣ci i faceci nie maj膮 u nich 偶adnych szans, bo maj膮 siebie i b臋d膮 o siebie dba艂y do ko艅ca swoich dni.

Mija艂y lata, rodzice odeszli 聽i nikt, niczego si臋 nigdy nie domy艣li艂. Nikomu do g艂owy nie przysz艂o, 偶e oto dwie ju偶 doros艂e, wykszta艂cone kobiety 艂膮czy tak wielkie uczucie i sp臋dzaj膮 ze sob膮 ka偶dy wolny czas. Czasami dziwiono si臋 dlaczego 偶adna z nich nie wysz艂a za m膮偶, ale one ucina艂y takie rozmowy, t艂umacz膮c, 偶e obie s膮 po traumatycznych prze偶yciach z facetami i powiedzia艂y sobie, 偶e nigdy wi臋cej.

Mo偶e nie uda膰 si臋 z m臋偶em, ale dlaczego nie uda艂o si臋 z dzie膰mi?

Jestem daleka od wchodzenia z butami w cudze 偶ycie i d艂ugo si臋 zastanawia艂am, czy ten temat poruszy膰, bo mo偶na kogo艣 skrzywdzi膰. Pani Dorota Zawadzka powiedzia艂a sporo w mediach o swoim 偶yciu, mo偶e nawet za du偶o i zbiera teraz tego plony.聽

Nie ukrywam, 偶e 艣ledz臋 jej fan – page na Facebooku i w niekt贸rych jej wpisach dostrzegam straszn膮 niesp贸jno艣膰 i okropny fa艂sz. Przeczyta艂am chyba wszystkie jej wywiady, w kt贸rych opowiedzia艂a o swoim pierwszym ma艂偶e艅stwie i nast臋pnie o drugim. Pozna艂a w sieci m臋偶czyzn臋, z kt贸rym jest obecnie, kt贸ry zrezygnowa艂 z kariery zawodowej i robi teraz za szofera swojej 偶ony. Na 聽lewo i prawo chwal膮 si臋 t膮 mi艂o艣ci膮 – no i na zdrowie, bo ka偶dy cz艂owiek na tej ziemi zas艂uguje na szcz臋艣cie. Nie szcz臋dzi 聽swoim czytelnikom zdj臋膰 z nowym m臋偶em i jako zaanga偶owana i uzale偶niona od Facebooka, co troch臋 wkleja dowody swojej ma艂偶e艅skiej mi艂o艣ci. Ciesz臋 si臋 razem z ni膮, 偶e w ko艅cu jest szcz臋艣liwa, ale niechaj na Boga, przestanie gwiazdorzy膰, bo jej aura celebrytki ju偶 dawno zgas艂a i robienie czego艣 na si艂臋, staje si臋 zwyczajnie 艣mieszne.聽

Ja wiem, 偶e ci臋偶ko zej艣膰 z piedesta艂u Super Niani, ale na jej miejscu tak bym w艂a艣nie zrobi艂a i ukry艂a si臋 w swoim szcz臋艣liwym 偶yciu, bo przesta艂o by膰 ju偶 ciekawe – wszystko na pokaz.聽

Okej, nie rozumiem, 聽偶e szokiem jest, i偶 coraz mniej ludzi i telewizji chce ze mn膮 gada膰, ale aby zachowa膰 resztki przyzwoito艣ci, tak bym zrobi艂a i wtuli艂a bym si臋 w swojego m臋偶a, usuwaj膮c si臋 i ju偶. Ale nie Zawadzka. Ona walczy o resztki popularno艣ci i czytam takie komentarze!

~Stefan聽-07.08聽(09:00)

Dorota Zawadzka, czyli prowadz膮ca program 鈥濻uperniania”, straci艂a swoj膮 szans臋 na karier臋 medialn膮 przez… margaryn臋. Wyst臋p w reklamie tego produktu spowodowa艂 to, 偶e medialna kariera Doroty Zawadzkiej ostatecznie dobieg艂a ko艅ca. Podpad艂a te偶 popieraj膮c reform臋 nakazuj膮c膮 wysy艂anie do szk贸艂 sze艣ciolatk贸w. Jaki艣 czas temu odesz艂a z TVN-u. Potem na chwil臋 zaczepi艂a si臋 w Polsacie w programie 鈥濻tudio weekend”. Producenci szybko jednak z niej zrezygnowali. Potem Dorota Zawadzka podpad艂a TVP za krytyk臋 serialu Rodzinka.pl. Wiadomo, jak mocna jest pozycja Hanny i Tomasz Lis贸w, a Zawadzka pozwoli艂a sobie na g艂upie docinki wobec Hanny. Na Facebookowym profilu psychoterapeutki Ma艂gorzaty Ohme pojawi艂 si臋 link do bloga Hanny Lis, na kt贸rym prezenterka zwierza艂a si臋, 偶e cho膰 je jak Francuzka, wa偶y jak Amerykanka. Linka skomentowa艂a Superniania. „A dlaczego wygl膮da jak topielica?” – napisa艂a pod artyku艂em Zawadzka. „Te偶 si臋 nad tym zastanawiam” – odpowiedzia艂a jej Ohme, kt贸ra jest przyjaci贸艂k膮 Kingi Rusin, pierwszej 偶ony Tomasza Lisa. Zawadzka okaza艂a si臋 pazerna do granic nieprzyzwoito艣ci. Oworzy艂a gabinet psychologiczny. Wynaj臋艂a pomieszczenia w warszawskim Sheraton Plaza. Cen臋 konsultacji ustalila na 350 z艂, co mia艂o jej dawac za 4 dni pracy w m-cu…10 tys. z艂otych. Szajba odbi艂a jej ca艂kowicie, kiedy po 20 latach ma艂偶e艅stwa matka dw贸jki dzieci rozwiod艂a si臋, znajduj膮c sobie partnera za po艣rednictwem internetu. Dodaj膮c do tego skandal, jakim by艂 udzia艂 w jej programie dzieci znajduj膮cych si臋 pod wp艂ywem lek贸w psychotropowych, dalsza kariera Zawadzkiej posz艂a w ch(…)! PS: A teraz do urz臋du pracy! Za jaki艣 czas dowiemy si臋, 偶e jest w depresji, popad艂a w alkoholizm (to jest ostatnio modne – ju偶 sie nie m贸wi pija艅stwo tylko choroba, dzi臋ki celebrytkom, kt贸rzy normalnie chlej膮, a nie s膮 rownie偶 zwyczajnymi k(…), tylko nimfomankami, bo to 艂adnie brzmi – tak dostojnie)! PS: To medialne wyst膮pienie ju偶 nic nie pomo偶e. Do urzedu pracy!

Czytaj wi臋cej na http://www.pomponik.pl/plotki/news-dorota-zawadzka-karci-zachowanie-polskich-rodzicow-na-wakacj,nId,1480855,strona,2#commentsZoneListutm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Powiecie, a co mnie to obchodzi, ano obchodzi, bo razi mnie diabelnie, 偶e mo偶na si臋 rozwie艣膰, ale kiedy m艂odociane dzieci opuszczaj膮 matk臋 i id膮 z ojcem, to mi tu zgrzyta. Dorota Zawadzka doradza rodzicom jak wychowywa膰 swoje dzieci. Prowadzi na Facebooku ostre dyskusje na temat wychowania dzieci i cz臋sto dochodzi tam do 聽jatki. Dorota Zawadzka cz臋sto poni偶a swoje rozm贸wczynie i ka偶e im czyta膰 ze zrozumieniem je艣li one neguj膮 i si臋 nie zgadzaj膮. Poni偶a je i nie s艂ucha ich argument贸w, co stawia j膮 w szeregu z kobietami wszystko wiedz膮cymi, nie daj膮cymi sobie podskoczy膰. Ten jej profil to jedna, wielka pomy艂ka w dyskusji, bo musi wyj艣膰 na jej, koniec i kropka.

Czytaj膮c jej prowokacyjne wpisy dochodz臋 do wniosku, 偶e z Dorot膮 Zawadzk膮 jest co艣 nie tak. Prowokuje dyskusj臋, a potem zje偶d偶a swoje rozm贸wczynie i sprowadza je do szamba i nie daje za wygran膮. To takie smutne jest, 偶e psycholog rozwojowy niszczy pogl膮dy tych 聽m艂odych matek, bo ona musi by膰 g贸r膮!

Okej, niech si臋 tak bawi dalej, ale mnie 艣mieszy, 偶e jej synowie musieli si臋 do niej zrazi膰, 偶e w choler臋 j膮 zostawili. Co z ni膮 by艂o nie tak, 偶e w艂asne dzieci posz艂y do ojca. Ja bym umar艂a z rozpaczy!

Wiem, czepiam si臋 i jestem wredna, ale s膮dz臋, 偶e tej kobiecie brakuje klasy 馃槮