Archiwa tagu: sztuka

Moje kino na miarę Oscara

Ponownie udało mi się obejrzeć niesamowity film, który sprawił mi wielką przyjemność.

Film biograficzny i take filmy lubię najbardziej, a kiedy film zasługuje na Oscara, to tym bardziej jestem zachwycona.

Film pt. „Maudie” opowiada historię malarki kanadyjskiej, w którą wcieliła się Sally Hawkins, a towarzyszył jej – Ethan Hawke.

W tym filmie mamy opowieść o malarce ciężko chorej na artretyzm, kuśtykającej z lekkim garbem.

Rodzina się jej wyrzekła z powodu jej kalectwa i podrzuciła chorą kobietę pod skrzydła apodyktycznej ciotki, która była dla niej bardzo niemiła i też uważała, że trzydziestoletnia kobieta nie nadaje się do niczego i jest tylko obciążeniem i darmozjadem.

Kiedy szkocki rybak – wielki gbur i cham daje ogłoszenie, że potrzebuje pomocy domowej, to Maudie zgłasza się pierwsza, ale rybak bardzo źle ją traktuje.

Powiedział, że w jego domu najważniejszy jest on, potem psy, a na końcu Maudie.

Potrafił ją zwyzywać, zmieszać z błotem,  a nawet porządnie uderzyć.

Maudie cechowała jednak wielka zaleta, że kochała życie mimo swojej niepełnosprawności i uciekała w malowanie kiczowatych obrazków, które malowała na ścianach domu i to dawało jej siłę, aby trwać przy boku tyrana.

Pobrali się, ale ślub nie wiele zmienił, ale kiedy świat dostrzegł jej obrazy, to sytuacja się odwróciła, bo Maudie stała się niezależna finansowo.

Mąż był dla niej niedobry przez wiele lat, ale ta się nie poddawała i żyła z nim przez 30 lat w małym domku ozdobionym jej malunkami.

O obraz poprosił ją nawet Prezydent Nixon i tak ni z tego, ni z owego stała się sławna, a jej obrazy sprzedawały się jak świeże bułeczki.

I stał się cud, bo kiedy odeszła o męża, to ten zdał sobie sprawę z tego, że nie może bez niej żyć, gdyż nadała jego życiu jakiś sens.

Wyznał jej miłość tuż przed jej śmiercią!

Film jest cudownie zrobiony i życie Maudie zostało pokazane w filmie niemal, że identycznie jak Maudie je przeżyła.

Jest to uczta prawdziwa i polecam, bo warto obejrzeć tak dobre kino.

 

Znalezione obrazy dla zapytania maudie

Znalezione obrazy dla zapytania maudie

Znalezione obrazy dla zapytania maudie

 

Znalezione obrazy dla zapytania maudie

 

Podobny obraz

 

Znalezione obrazy dla zapytania maudie

 

Znalezione obrazy dla zapytania maudie

 

 

 

 

Szkoda, że nie jestem już małą dziewczynką – taka ciekawostka

Oglądając kanał BBC natknęłam się na program o Zamku Windsor. Prowadząca pani opowiadała o zamku bardzo ciekawe rzeczy. O tym jak zamek powstawał, od samego początku i o tym, jak rozkwitał w zależności kto akurat sprawował rządy, a także o tym, że czasami popadał w niełaskę i zaniedbanie. 

W związku z tym, kiedy opowiedziała o domku dla lalek wykonanym w skali 1:12, zaświeciły mi się oczy i doszłam do wniosku, że chyba już gdzieś przepadła ludzka kreatywność, aby z takim pietyzmem i dokładnością rzemieślnicy i artyści wykonali te malutkie przedmioty, toczka w toczkę, jakie były w rzeczywistości, kiedy przechadza się po strojnych salach i zakątkach królewskich. 

Oczy mi się zaświeciły i z podziwem patrzyłam na ten fragment programu, bo widać było wielkie zaangażowanie ówczesnych ludzi, oddanych tak bardzo swoim władcom. Podobno pracowało tysiąc osób nad urządzaniem tego domku, choć w sieci piszą, że 70, a więc są pewne rozbieżności i nie wiadomo komu wierzyć, ale niemniej domek dla lalek powstawał przez cztery lata, a więc to samo mówi za siebie, ileż pracy zostało włożone w wyposażenie tej niespotykanej już zabawki, a teraz kilka informacji z sieci, aby przybliżyć czytelnikowi o tej ekstra ciekawostce, a ja się cieszę, że dowiedziałam się czegoś nowego, choć nigdy nie zobaczę tego na własne oczy. 

Oceńcie sami kochani, czy nie mam racji, że mnie to zauroczyło.

„Najsłynniejszym i najbardziej znanym domkiem jest angielski domek dla lalek królowej Marii. Przedstawia on XVIII-wieczny zamek Windsor. Wykonany jest w skali 1:12. Wewnątrz odwzorowano wyposażenie zamku z lat 20-tych XX wieku. Był on prezentem na urodziny królowej Marii, podarowanym w geście wdzięczności poddanych za jej postawę i poświęcenie podczas I wojny światowej. Jego pomysłodawczynią była księżniczka Maria Luiza, a projektantem Sir Edwin Lutyen. Wykonanie tej niezwykłej miniatury zajęło cztery lata. Wystrój wnętrza zachwyca precyzją i wiernością odwzorowania. Tapety na ścianach, dywany, zasłony i meble są wiernymi kopiami tych, jakie znajdowały się w prawdziwym zamku za czasów królowej Marii. Można tu znaleźć obrazy autorstwa ówczesnych artystów, 300 tomów książek pisarzy takich jak A. Conan Doyle, J. Conrad, R. Graves, i in., miniaturowy gramofon odtwarzający God save the King, albumy z fotografiami i wiele innych. W garażu stoją królewskie samochody z benzynowymi silnikami. W łazienkach wiszą maleńkie ręczniki, w piwnicach leżakują butelki z prawdziwym winem. Działa kanalizacja z bieżącą zimną i ciepłą wodą i instalacja elektryczna. Nad domkiem pracowało 70 osób: artyści rzemieślnicy, rzeźbiarze, malarze, pisarze, poeci. Obecnie znajduje się on w zamku Windsor.”

Chyba każda mała dziewczynka by się zachwyciła i chciałaby mieć taki domek dla lalek.

 

http://figurettes.blogspot.com/2013/01/quenns-mary-dollhouse-domek-dla-lalek.html

http://pl.wikipedia.org/wiki/Domek_dla_lalek_(zabawka)

http://www.boomini.com/historia-domkow-dla-lalek.html

Kochani ludzie – róbcie zdjęcia :)

Gorąco piekielnie, a więc ja starsza pani siedzę w chłodnym pokoju z zaciemnionymi oknami i dumam sobie tak, sama ze sobą. Nie odważę się wyjść na zewnątrz, bo starsi ludzie powinni już unikać ognia lejącego się z nieba. Przychodzi taki czas, że trzeba się przewartościować i przestać udawać chojraka, że nic mi nie będzie i moje serce zniesie w dobrej kondycji ten miejski skwar.

No więc sobie tak siedzę i przypominam jak to dawniej bywało ze zdjęciami, na których chcieliśmy uwiecznić jakąś chwilę. Z wakacji, z wypadów za miasto, czy też z imprezy, albo rodzinnych świąt, a więc biegło się do kiosku po – kliszę przecież. Już nie pamiętam dokładnie ile zdjęć można było zrobić na takiej kliszy, ale chyba 24 do maksymalnie 36 i jeśli się mylę, to proszę o poprawkę.

Kiedy już się klisza wypstrykała, trzeba było ją zanieść do zakładu fotograficznego i z bijącym sercem czekało się tydzień? Też dokładnie nie pamiętam, ale pamiętam frajdę, kiedy otwierałam firmowe opakowanie i przeglądałam to, co się uwieczniło i to była taka moja słodka chwila, kiedy potem wkładałam zdjęcia z opisem do albumu.

Co jakieś pół roku mam fazę na takie wspomnienia i dziś jest ten dzień, że mnie znów naszło i stwierdzam z żalem, że mam komplet zdjęć z naszych 38 lat, trwania naszej rodziny w albumach właśnie, ale końcówka tych lat siedzi w komputerze. Zmieniły się czasy i przestaliśmy chodzić, aby te zdjęcia wywoływać i mieć je w albumie. Poszliśmy na skróty i skupiamy się na ich wgrywaniu do tej piekielnej maszyny i chyba trochę szkoda.

Na starych zdjęciach można po kolei otworzyć sobie jak dorastały nasze dzieci i jak się z roku na rok zmieniały, a my z nimi oczywiście też. Mogę zobaczyć, jak zmieniało się moje mieszkanie po jakimś tam remoncie i jak wyglądał nasz kolejny piesek, domownik – także. 🙂 Można zobaczyć jak zmieniało się moje miasto i ludzie w nim mieszkający i to stanowi dla mnie największą frajdę,  gdyż pochylam się z uwagą nad każdym zdjęciem i uciekam we wspomnienia i tak błogo na serduchu się robi i dziękować, że te zdjęcia są i pozostaną dla przyszłych pokoleń i tu moja wnusia chłodzi się z mną i jej fotkę też pstryknęłam – na pamiątkę kiedy była u babci w dzień gorącego lata 😀

Kochani, czytałam porady wytrawnego fotografa, że wcale nie trzeba mieć ekstra sprzętu do robienia zdjęć za 3 tysiaki. Wystarczy mieć skromną cyfrówkę i robić, robić, robić zdjęcia i wyszukiwać fajne momenty, czyli patrzeć na świat z ciekawością i bystrym okiem i nie bać się nacisnąć i uwolnić migawkę. W sieci jest wiele programów do ulepszania zdjęć i naprawdę jest to przyjemna zabawa, a więc apeluję, abyście mieli zawsze aparat pod ręką, a ja sama uczę się wciąż, aby zdjęcia były w miarę ciekawe.

Trzymajcie się ciepło, hm… chyba przesadziłam, kiedy za oknem żar z nieba się leje. 🙂

 

Magda Czapińska

 

Czas zrobił swoje

Dziewczynka, którą kiedyś byłam,
Odwiedza mnie czasami w snach.
Częstuje dropsem lub agrestem
I patrzy na mnie, jakoś tak….
Z niedowierzaniem w piwnych oczach,
W zdumieniu tak dziecinnym trwa,
Jak by nie mogła w to uwierzyć,
Że … ja – to ja,
Że ja – to ja.

To czas, kochanie,
Zrobił swoje,
Dokładnie i solidnie.
Każda dziewczynka to przechodzi,
A potem… trochę brzydnie.
To czas, kochanie,
Zrobił swoje
I cofnąć go nie można.
Pamiętaj o tym,
Wróć do mamy.
Na przyszłość bądź ostrożna.

Z pożółkłej starej fotografii
Uśmiecha się znajoma twarz;
Zabawne jasne warkoczyki,
A w oczach ten bezczelny blask.
Pamiętasz? – pyta – tamte wiosny,
Wagary, flirty, pierwsze bzy,
I tego, który kochać nie chciał,
Więc dotąd się, za karę śni.

To czas, kochanie,
Zrobił swoje,
I depcze nam po piętach.
On jakoś nie zna się na żartach,
Na żadnych sentymentach.
To czas, kochanie,
Zrobił swoje
Najlepiej jak potrafił.
A ty – ty wiecznie uśmiechnięta
Na starej fotografii.

W codziennym życia kołowrotku,
Wciąż zrywa mi się jakaś nić,
Więc trzeba wiązać koniec z końcem
I mimo wszystko jakoś żyć.
W pośpiechu, podle, podle, bez nadziei…
Z dnia na dzień przeżyć byle jak,
A nocą pytać aż do świtu
I po co tak? I na co tak?

To czas, kochanie,
Robi swoje,
Traktuje nas jak gości,
On nie ma złudzeń, ani pytań
I żadnych wątpliwości.
Bo czas nie pyta
Tylko płynie
I twarze wokół zmienia,
Aż nagle widzisz
Jak go mało
Zostało do stracenia.

Miała być wspaniała sztuka na deskach teatru, a wyszedł kiepski skecz!

Aktorzy już przebrani w stroje kostiumowe z wyrytą na blachę swoją rolą, aby sztuka się udała niesłychanie, bo każdy aktor czeka na to, co jest dla niego najcenniejsze, czyli wdzięczność publiczności i wielkie brawa. Aktorzy do swojej roli szykowali się od dłuższego czasu, aby zaskoczyć i oczarować swoich widzów, a więc w przeddzień premiery przymierzali te stroje, czy wszystko pasuje i współgra z makijażem i perukami, bo ma być wszystko zapięte na ostatni guzik.

Jakie było zdziwienie i zaskoczenie w dzień premiery, kiedy to dowiedzieli się, że główny aktor, wiodącej roli – zachorował i nie powiadomił pozostałych, że leży w szpitalu, bo buźka mu spuchła od pyłków kwiatowych, albo od porażki x 8 🙂

W teatrze zapanowała panika i wielkie poruszenie, bo widzowie już się zjawili i rozsiedli na uroczystościach z okazji 25 lat wolności, a tu nie ma głównego bohatera. Panika była tak wielka, że aktorom pomyliły się role i każdy kłapał od rzeczy, że główny aktor leży w szpitalu, a może jednak NIE! 

Widzowie też się zaniepokoili, bo czekali na wspaniały artyzm i doznania, a otrzymali kiepski skecz, z marnymi aktorami, którzy przebrani w stroje sceniczne wyglądali jak clowny, bo im się te makijaże rozmyły i wyglądało to kiepsko i żałośnie.

Widzowie sobie natychmiast przypomnieli jak to było podczas ogłoszenia stanu wojennego, bo wówczas także zawiódł główny bohater, ponieważ po wypiciu kakałka i zwleczenia się z łóżka o 12 w południe, wyszedł do kościółka i tam mu się objawiło, iż widzowie na niego czekają, ale się nie doczekali, bo główny aktor był na tyle tchórzliwy, że wolał skryć się pod spódnicą mamusi, niż zagrać jakąkolwiek rolę.

I tak minęło 25 lat i mam nadzieję, że widzowie, mając doświadczenie już do tego teatru się nie wybiorą, bo mając doświadczenie 25 lecia, butów na darmo nie zedrą, aby pójść do teatru, na powtórkę z rozrywki.

Ten aktor z pewnością 10 czerwca pojawi się na Krakowskim Przedmieściu i to jest jedyna scena jaką uznaje, aby zebrać obok siebie klakierów i zagrać swoją rolę z łuczywem w ręku 😦