Archiwa tagu: umieranie

Dwa miliardy podpisze na swoj膮 kampani臋!

Obraz mo偶e zawiera膰: ludzie siedz膮 i w budynku

Bodaj偶e wczoraj Kaczy艅ski spotka艂 si臋 z Adrianem w Biurze Bezpiecze艅stwa Narodowego p贸藕nym wieczorem, a spotkanie trwa艂o zaledwie 11 minut.

Mo偶na si臋 tylko domy艣la膰 po co, to spotkanie si臋 odby艂o.

Kaczy艅ski tupn膮 nog膮 swoj膮, jeszcze w kolanie schorowan膮 i nakaza艂 Adrianowi, 偶e kategorycznie ma podpisa膰 ustaw臋 o 2 miliardach, kt贸re maj膮 by膰 przekazane na „kurwizj臋” Kurskiego zamiast na onkologi臋.

Kaczy艅ski bardzo si臋 boi, 偶e Duda mo偶e przegra膰 wybory i dlatego ta kasa ma by膰 przeznaczona na kampani臋 tego marnego cz艂owieka, kt贸ry postrada艂 zmys艂y i nie jest w stanie rz膮dzi膰 samodzielnie.

Jutro, do p贸艂nocy Adrian ma czas na podj臋cie decyzji i mo偶na si臋 spodziewa膰, 偶e takie wielkie pieni膮dze przeznaczy na swoj膮 kampani臋 pod przykrywk膮 telewziji!

Po co maj膮 wspomaga膰 onkologi臋, kiedy tu chodzi tylko o utrzymanie w艂adzy w r臋kach prymityw贸w!

Dali 500+ na dzieci, ale co z tego?

Gdyby nie Jurek Owsiak i spo艂ecze艅stwo, s艂u偶ba zdrowia pad艂a by na pysk i tak te偶 si臋 dzia艂o za rz膮d贸w PO i nie oszukujmy si臋, 偶e PO d膮偶y艂o do uzdrowienia s艂u偶by zdrowia.

Jednak teraz, co si臋 dzieje, to jest eutanazja na pot臋g臋, bo,聽 w tym resorcie dziej膮 si臋 nieludzkie sprawy, a zw艂aszcza w konaniu starych ludzi w szpitalach, kt贸re s膮 ograbione z pieni臋dzy i niedoinwestowane!

Obiecywali w kampanii, 偶e to si臋 zmieni!

Ludzie umieraj膮 w szpitalach i nikogo nie obchodzi dyskrecja i empatia w odchodzeniu i traktuj膮 umieraj膮cego jako ulg臋!

Nie pozwalaj膮 si臋 rodzinie po偶egna膰 z umieraj膮cym z empati膮 i dyskretnie w osobnym pokoju odchodzenia.

W polskich szpitalach chorzy s膮 g艂odzeni, bo lepiej je艣膰 dostaj膮 wi臋藕niowie!

Kiedy艣 odchodzenie odbywa艂o si臋 z godno艣ci膮, a teraz tylko zawiesz膮 umar艂emu na palec nazwisko i wciskaj膮 do ch艂odni!

Przeczytajcie prosz臋, bo tak i my mo偶emy odchodzi膰 w warunkach nieludzkich!

„Bardzo d艂ugo zastanawia艂am si臋, czy ten post powinien si臋 w og贸le pojawi膰. Ale im d艂u偶ej o tym my艣l臋, tym bardziej utwierdzam si臋 w przekonaniu, 偶e nie chc臋 w tej kwestii milcze膰. Nie ma na to mojej zgody.

Miesi膮c temu po偶egna艂am swojego tat臋. Nie wiem kiedy ten czas min膮艂, ale min膮艂 bardzo szybko. Nawet nie wiem, czy nie za szybko.

Z ko艅cem stycznia Andrzej trafi艂 do szpitala na ulicy Lutyckiej w Poznaniu. Pogotowie zabra艂o go po 23:00, ca艂膮 noc sp臋dzili艣my na SORze. Ludzie w salach byli poupychani jak ma艂e chomiki w klatkach, lekarka zagin臋艂a na kilka dobrych godzin, recepcja szpitala spa艂a, a zg艂aszaj膮cy si臋 do szpitala ludzie albo chcieli wyj艣膰 na w艂asne 偶膮danie, albo szukali jej dobre p贸艂 godziny. Sufit z艂o偶ony z kaseton贸w by艂 w niekt贸rych miejscach dziurawy jak szwajcarski ser, pojedyncze buty by艂y rozrzucone na korytarzu, nikt nic nie wiedzia艂. Koszmar i ma艂o 艣mieszny 偶art obyczajowy.

O szpitalu na Lutyckiej mo偶na powiedzie膰 wiele. Tata, w ci臋偶kim stanie – z niewydolno艣ci膮 nerek, sp臋dzi艂 kilkana艣cie godzin le偶膮c na korytarzu. Trzeba by艂o czeka膰. Czeka膰 i czeka膰 i czeka膰. A on umiera艂 na naszych oczach. Podkre艣l臋 – na korytarzu. Takich ludzi, w ca艂ym tym czasie, kiedy w szpitalu przebywa艂am 70% swojego czasu, by艂o zdecydowanie wi臋cej. Starszych, schorowanych, pozbawionych godno艣ci i tak wa偶nego dla zdrowia spokoju. Prawa pacjenta? Zapomnij.

W dzie艅, w kt贸rym m贸j tata odszed艂, mia艂 wr贸ci膰 do domu. By艂y艣my gotowe na jego powr贸t. Ten dzie艅 mia艂 si臋 sko艅czy膰 zupe艂nie inaczej. Tego dnia wydarzy艂o si臋 wiele, 艂膮cznie z walk膮 o podanie morfiny zamiast pyralginy w kropl贸wce.

Na sali by艂o tak偶e trzech innych Pan贸w. Z moim tat膮 艂膮cznie by艂o ich czworo. I kiedy zbli偶a艂o si臋 najgorsze, oni w tym wszystkim byli z nami. Widzieli, co si臋 dzieje. W mi臋dzyczasie na sali by艂o nawet dziecko, kt贸re takiego widoku nie powinno ogl膮da膰. Pod wiecz贸r uda艂o nam si臋 w ko艅cu znale藕膰 na korytarzu ma艂y parawan, dzi臋ki kt贸remu na chwil臋 oddzielili艣my nasz smutek od szpitalnej publiczno艣ci.

Bardzo bym chcia艂a, 偶eby ta chwila mog艂a by膰 cho膰 w minimalnym stopniu intymna, rodzinna i nieskr臋powana, aby艣my ze swoimi 艂zami, emocjami i prze偶ywaniem ogromnej dla nas tragedii, mogli cho膰 na chwil臋 poczu膰 si臋 bezpiecznie, jakkolwiek mo偶na by艂o tam si臋 tak w og贸le wtedy poczu膰.

Ma艂y parawan i my. Spr贸bujcie to sobie chocia偶 wyobrazi膰.

Tego dnia na sali pojawi艂 si臋 tak偶e nowy pacjent. Wszysycy mieli za艂o偶one cewniki. I temu nowemu pacjentowi ten cewnik chyba p臋k艂. Najpierw, przez kilka godzin, pod jego 艂贸偶kiem powi臋ksza艂a si臋 plama kapi膮cego moczu. Po zwr贸ceniu uwagi personelowi, czy mo偶na co艣 z tym zrobi膰, naszym oczom ukaza艂 si臋 widok, kt贸ry naprawd臋 ci臋偶ko ogarn膮膰 rozumem.

W ka艂u偶臋 moczu zosta艂o rzucone prze艣cierad艂o. I tyle. Po kilku godzinach Pani przysz艂a zn贸w, zabra艂a nasi膮kni臋ty materia艂 i rzuci艂a nowy. I tak bez ko艅ca. Mojego tat臋 偶egna艂am schowana za ma艂ym parawanem, a w powietrzu unosi艂 si臋 zapach uryny.

Czy w艂a艣nie tak powinny wygl膮da膰 po偶egnania z najbli偶szymi w szpitalach? Czy tak wygl膮daj膮 prawa cz艂owieka-pacjenta w Polsce?

Strata rodzica to jedna z najwi臋kszych podr贸偶y emocjonalnych, jak膮 przechodzi si臋 w 偶yciu. Andrzej odszed艂 u艣miechni臋ty, a kilka chwil przed powiedzia艂, 偶e jest w domu. I by艂, bo wszystkie by艂y艣my z nim do samego ko艅ca.

Jest taki smutek w ka偶dym z nas, kt贸ry trzeba prze偶y膰 samemu/samej. Jest to bardzo osobiste do艣wiadczenie, ucz膮ce pokory. Wielkim szcz臋艣ciem by艂o dla mnie to, 偶e mog艂am zda膰 si臋 z tat膮 na szczero艣膰, kt贸rej wielu si臋 boi albo nie chce. I za to dzi臋kuj臋 losowi – 偶e mog艂am powiedzie膰 i zapyta膰 Ci臋 o to, co chcia艂am. I nie by艂o na to za p贸藕no.

Ten post wrzucam, aby u艣wiadomi膰 wam, w jak wielkiej czarnej dziurze jeste艣my z naszym publicznym zdrowiem. Jest to wielka tragedia ka偶dego z nas. Pos艂anka partii rz膮dz膮cej swoim 艣rodkowym palcem dobitnie zobrazowa艂a sytuacj臋, w jakiej przysz艂o nam funkcjonowa膰. Nie ma ju偶 godno艣ci, nie ma humanitarno艣ci. Empatia staje si臋 s艂owem anonimowym. Mi艂o艣膰 do bli藕niego wydaje si臋 by膰 n臋kana jakimi艣 demonami.

Halo, czy leci z nami pilot?

W tym po艣cie chodzi o nas. Pacjent贸w i pracownik贸w szpitala. Bo tych wszystkich ludzi, kt贸rzy znajduj膮 si臋 po drugiej stronie „barykady”, te偶 rozumiem. Zaufanie do polskiej s艂u偶by zdrowia kuleje w ka偶dym obszarze. Zar贸wno pacjenta, jak i pracownika. Nie mam do nikogo zatem pretensji, bo narastaj膮ca z艂o艣膰 i irytacja dotyka ka偶dego z nas.

Jednak ci膮gle chodzi za mn膮 pytanie – co musi si臋 jeszcze wydarzy膰, co musi zosta膰 napisane, powiedziane, zobaczone, aby kto艣 w ko艅cu postara艂 si臋 ten system ratowa膰? Kampania prezydencka trwa w najlepsze, co dalej z palcem pos艂anki Lichockiej?

Jest wiele rzeczy, kt贸re chcia艂abym wykrzycze膰, ale nie mog臋. Najg艂o艣niej krzyczy si臋 bowiem w milczeniu i samotno艣ci z najbli偶szymi. Dbajcie przede wszystkim o siebie, bo nikt inny o was nie zadba. I tym zako艅cz臋.

PS

Sk艂adam podzi臋kowania dla ca艂ego personelu oddzia艂u Interny, kt贸ry w ostatnich dniach stara艂 si臋 nam pomaga膰 w opiece nad tat膮.

Nigdy nie prosz臋 o udost臋pnienia, ale teraz chyba musz臋. Niech co艣 si臋 w ko艅cu zmieni.

Doma Jarosz”

Pobrane z FB

Znalezione obrazy dla zapytania: 艣niadanie w szpitalu

艢wi臋ta Bo偶ego Narodzenia i moje wspomnienia!

Zbli偶aj膮 si臋 艢wi臋ta Bo偶ego Narodzenia, kt贸re ja traktuj臋 tak偶e jako 艣wi臋ta rodzinne.

Zasi膮dziemy wi臋c do Wigilijnego sto艂u i w zadumie po pierogach, karpiu, zupie grzybowej i innych postnych daniach przejdziemy do rozdawania prezent贸w, a po euforii b臋dziemy wspomina膰 tych, kt贸rzy odeszli z naszego 偶ycia na zawsze.

1 lutego 2019 roku odesz艂a od nas Mama, kt贸ra po dwuletniej, ci臋偶kiej chorobie – po ogromnej walce spocz臋艂a w grobie.

Przeszpera艂am swojego bloga i w wielu notkach pisa艂am o tym jak si臋 Ni膮 opiekowa艂am przez dwa, ci臋偶kie lata.

Z powodu wspomnie艅 wklejam wpis dotycz膮cy opieki nad Mam膮, a takich notek mam wiele, w kt贸rych pisa艂am, ze czasami pada艂am na twarz i w konsekwencji sama znalaz艂am si臋 w szpitalu z powodu arytmii serca.

Kiedy Mama by艂a w szpitalu i po strasznej diagnozie napisa艂am do Niej list, a by艂 to listopad 2016 roku!

To by艂y bardzo trudne chwile, ale mam je na blogu i w ka偶dej chwili mog臋 je czyta膰 – ku pami臋ci!

M贸j blog ma nazw臋 „Lustro codzienno艣ci” i w nim zamieszcza艂am notki w sprawie opieki nad umieraj膮c膮 Mam膮 i nie 偶a艂uj臋, 偶e to udokumentowa艂am na wieczn膮 pami膮tk臋, bo to by艂y moje emocje dotycz膮ce umierania mojej Matki!

Twierdz臋, 偶e nie zapisane ulatuje na wieczne zapomnienie.

Wiecz贸r jest dla mnie, kiedy mog臋 co艣 skrobn膮膰 na blogu, bo mam chwil臋 dla siebie i dla swoich my艣li.

Pisz臋 na blogu, 偶e prawie聽 codziennie po艣wi臋cam czas dla mojej, 聽chorej na raka Mamie.

M贸j codzienny dzie艅 si臋 przewarto艣ciowa艂 i od rana my艣l臋, co by tu Mamie ugotowa膰 i zanie艣膰 ciep艂e i 艣wie偶e.

To jest burza m贸zgu, bo zale偶y mi na tym, 偶e kiedy po szpitalu odzyska艂a apetyt, to powinna je艣膰 zdrowo.

By艂 czas, 偶e jej organizm niczego nie przyswaja艂, a wi臋c to by艂a droga przez m臋k臋.

Kiedy si臋 tak patrzy艂o, 偶e si臋 okropnie m臋czy, to by艂 ogromny stres dla mnie.

Po szpitalu powoli stan si臋 poprawia i dzi艣 Mama mnie zaskoczy艂a.

Nie wiem sk膮d Ona czerpie si艂臋, 偶e mimo bole艣ci i strasznie mocnych lek贸w, potrafi si臋 sama z siebie 艣mia膰.

艢mieje si臋 z tego, 偶e zrobi艂a si臋 laska, bo wa偶y tyle, ile wa偶y艂a jako panienka.

艢mieje si臋 z tego, 偶e przerzedzi艂y si臋 jej w艂osy, ale nie ma ani jednego „siwulca”, mimo 86 lat – to ewenement.

艢mieje si臋 z tego, 偶e dupka zrobi艂a si臋 taka malutka i nie ma po czym poklepa膰.

S艂uchaj膮c Jej w obliczu choroby jestem zaskoczona ogromn膮 聽si艂膮, aby prze偶y膰 dzie艅 i kolejne dni.

Wci膮偶 sobie zadaj臋 pytanie – sk膮d bierze tak膮 rado艣膰 偶ycia w sobie?

Ale, ale – 聽dzi艣 to mnie zaskoczy艂a ogromnie.

Nigdy nie 艣piewa艂a, nam dzieciom piosenki, kt贸r膮 pami臋ta ze swoich m艂odych lat, a kiedy za艣piewa艂a, to stwierdzi艂am, 偶e to pere艂ka w Jej g艂owie, kt贸r膮 si臋 z nami nigdy nie podzieli艂a.

Zapami臋ta艂am s艂owo – rogaliki i zacz臋艂am szpera膰 w sieci. Znalaz艂am cudn膮 piosenk臋 z lat m艂odo艣ci mojej Mamy.

Pos艂uchajcie i wiem, 偶e tego utworu nie znacie.

Ja znam siebie, 偶e kiedy zapadnie u mnie diagnoza – rak, to si臋 totalnie rozsypi臋 i nie b臋d臋 tak mocna jak moja Mama.

 

Nie wiem, nie wiem
Jak to wyt艂umaczy膰 mam
Przecie偶, przecie偶
Ledwie par臋 godzin ci臋 znam
Pewnie, pewnie
Moje s艂owa zdziwi膮 ci臋
Mo偶e 艣mieszne
Troch臋 s膮 zmartwienia me, bo chc臋…

Rogaliki na 艣niadanie z tob膮 je艣膰
Wsp贸ln膮 szaf臋 na ubranie z tob膮 mie膰
Pantofle ranne dawa膰 ci przed snem
I wychodzi膰 na dw贸r z naszym psem
Razem g艂o艣no 艣mia膰 si臋 w kinie – ja i ty
Razem 艂yka膰 aspiryn臋 w mokre dni
Mie膰 z tob膮 wsp贸lny sufit, wsp贸lny piec
Czego wi臋cej mo偶na chcie膰?

I, doprawdy, a偶 si臋 boj臋
To taki dziwny fakt
Starczy艂o tylko raz popatrze膰 w oczy twoje
A ju偶 marz臋 tak…

Rogaliki na 艣niadanie z tob膮 je艣膰
Wsp贸ln膮 szaf臋 na ubranie z tob膮 mie膰
W rado艣ciach i k艂opotach razem by膰
I ju偶 wi臋cej nie chc臋 nic
I ju偶 wi臋cej nie chc臋 nic

I, doprawdy, a偶 si臋 boj臋
To taki dziwny fakt
Starczy艂o tylko raz popatrze膰 w oczy twoje
A ju偶 marz臋 tak…

Rogaliki na 艣niadanie z tob膮 je艣膰
Wsp贸ln膮 szaf臋 na ubranie z tob膮 mie膰
W rado艣ciach i k艂opotach razem by膰
I ju偶 wi臋cej nie chc臋 nic
I ju偶 wi臋cej nie chc臋 nic

Wygenerowany tattoo: List do Mamy

Mamo, ja wszystko pami臋tam jak bardzo stara艂a艣 si臋 wychowa膰 nas na porz膮dnych ludzi, ale mo偶e od pocz膮tku opowiem Ci, co pami臋tam:

Babie Do艂y, rok 1959 bodaj偶e, kiedy ja, jako szkrab ucieka艂am Ci z domu nad morze i z艂azi艂am po stromych wydmach, albo znajdywa艂a艣 mnie w lesie na jaki艣 drzewie.

Ju偶 w贸wczas lubi艂am chodzi膰 swoimi drogami ku Twojej udr臋ce.

Pami臋tam, 偶e uszyte przez Ciebie porci臋ta, rwa艂am na gwo藕dziach i potem ba艂am si臋 do tego przyzna膰, a tak偶e jak przychodzi艂am zakrwawiona, posiniaczona, a Ty jecha艂a艣 na pogotowie, aby mi te szramy zaszyli.

Pami臋tam, gdy opowiada艂a艣 o czasach wojny i jak by艂a艣 g艂odzona jako dziecko, przez swoj膮 macoch臋, a potem jak zacz臋艂a艣 pracowa膰 w wieku 14 lat.

Jako ma艂a dziewczynka pracowa艂a艣 w szwalni i 聽przekrada艂a艣 si臋 聽po ulicach wojennej 艁odzi.

Jak Niemcy przychodzili i robili w domu przeszukania, a Radogoszcz poszed艂 z dymem poch艂aniaj膮c pracuj膮cych tam ludzi.

Po przeprowadzce do Ustki, pami臋tam jak gotowa艂a艣 bielizn臋 w kotle i strasznie si臋 oparzy艂a艣, a Ojca w domu nie by艂o d艂ugie miesi膮ce i wszystko by艂o na Twojej g艂owie.

Ja w艂a艣nie posz艂am do pierwszej klasy, a Ty w wolnych chwilach robi艂a艣 nam zabawki – takie mebelki dla lalek.

Pami臋tam, 偶e po po艂o偶eniu nas spa膰, pisa艂a艣 w kuchni wiersze w niebieskim zeszycie, albo d艂ugo rozmawia艂a艣 z Ojcem, kt贸ry przyjecha艂, a by艂 w domu go艣ciem z racji swojej pracy.

Pami臋tam, 偶e cz臋sto p艂aka艂a艣 w czasie tych rozm贸w, a do tego opiekowa艂a艣 si臋 bratem Ojca, kt贸ry nie mia艂 si臋 gdzie podzia膰.

Potem zwali艂 Ci si臋 na g艂ow臋 brat nast臋pny, bo te偶 nie mia艂 si臋 gdzie podzia膰 i to wszystko na Twoj膮 biedn膮 g艂ow臋.

Potem nast臋pna przeprowadzka i Ojciec ju偶 w domu, ale czasami sobie my艣l臋, 偶e lepiej nam by艂o bez niego.

Wieczne awantury i alkohol i tak min臋艂o 17 lat, w kt贸rych walczy艂a艣 jak lwica o nasz dom, pracuj膮c jednocze艣nie.

Pami臋tam, jak pomaga艂a艣 mi robi膰 do szko艂y zadania z plastyki i wszystko potrafi艂a艣.

Nie by艂 Ci obcy m艂otek, gw贸藕d藕, malowanie, remonty, poniewa偶 nie mog艂a艣 liczy膰 na nikogo, bo by艂a艣 przecie偶 jedynaczk膮.聽

Nasta艂 dzie艅, 偶e trzeba by艂o z domu ucieka膰, bo poziom awantur przybra艂 apogeum.

Wysz艂y艣my z domu z paroma ciuchami do zupe艂nie mi obcych ludzi.

Chcia艂a艣 mnie z siostr膮 uchroni膰 przed psychicznym zn臋caniem si臋, aby艣my wszystkie nie zwariowa艂y.

Mieszkanie poza domem przez p贸艂 roku i znowu wszystko by艂o na Twojej g艂owie.

Dorasta艂y艣my, uczy艂y艣my si臋 i trzeba by艂o nas ubra膰, zakupi膰 podr臋czniki, zeszyty i sama na to wszystko pracowa艂a艣.

D艂ugo by wymienia膰 i pisa膰 o Twojej dobroci, cierpliwo艣ci i pracowito艣ci, a do tego nigdy si臋 nie za艂ama艂a艣.

Zawsze Ci臋 podziwia艂am, zawsze by艂a艣 dla mnie wzorem i wybacz, 偶e kiedy odesz艂am z domu i za艂o偶y艂am swoj膮 rodzin臋, by艂o mnie mniej w Twoim 偶yciu.

W贸wczas to ja musia艂am zadba膰 o swoj膮 rodzin臋 i wychowa膰 swoje dzieci na porz膮dnych ludzi.聽

Zadanie wykona艂am i teraz Mamo jestem my艣lami bli偶ej Ciebie, bo mam teraz na to czas. Dzi臋kuj臋 Ci Mamo za wszystko i k艂aniam Ci si臋 w wielkiej atencji.

Jutro znowu odwiedz臋 Ci臋 w szpitalu. Z艂api臋 Ci臋 za r臋k臋 i tak sobie posiedzimy.聽

Kocham Ci臋.

Obraz mo偶e zawiera膰: 2 osoby, ludzie stoj膮, drzewo i na zewn膮trz

Nikt nie chce, aby umieranie odby艂o si臋 na jego oczach!

Opieka nad chorym rodzicem – bardzo chorym jest chyba najci臋偶szym obowi膮zkiem jaki spoczywa na dzieciach.

Kiedy chory jest ju偶 ca艂kowicie le偶膮cy i trzeba zrobi膰 ko艂o niego wszystko, to nie mo偶e robi膰 tego tylko jedna osoba ci膮gle, bo by si臋 wyko艅czy艂a fizycznie, ale chyba najbardziej psychiczne.

Mam za sob膮 dwu i p贸艂dniowy maraton przy chorej Mamie, kt贸ra jest le偶膮ca i nie zm臋czy艂y mnie zabiegi i to wszystko, co trzeba przy chorej zrobi膰.

Najbardziej mnie zm臋czy艂y dwie bezsenne noce, kiedy to nads艂uchiwa艂am, czy Mama oddycha!

Ka偶de jej st臋kni臋cie, czy dziwne chrapni臋cie by艂o dla mnie dzwonkiem, 偶e mo偶e przyszed艂 ten czas!

Kto si臋 opiekowa艂 chorym rodzicem, dla kt贸rego nie ma ratunku, to zdaje sobie spraw臋 z tego – o jakim ja pisz臋 strachu, bo nikt nie chce, aby umieranie odby艂o si臋 na jego oczach.

Pakuj膮c si臋 na dy偶ur mia艂am cholernie r贸偶ne wizje i wyobra偶a艂am sobie przedziwne sytuacje i to, 偶e Mama mi umrze.

Ten strach jest parali偶uj膮cy, ale trzeba wzi膮膰 si臋 w gar艣膰 i czyni膰 opiek臋.

Kiedy wstawa艂 poranek, to szybko robi艂am sobie kaw臋, aby z pomoc膮 kofeiny stan膮膰 na nowo na nogi, cho膰 fryzura zwichrzona.

Za chwil臋 budzi艂a si臋 Mama i trzeba by艂o si臋 Ni膮 zaj膮膰 i stara艂am si臋 to robi膰 jak najlepiej umiem.

Nigdy si臋 nie spodziewa艂am, 偶e do艣膰 szybko naucz臋 si臋 pewnych zachowa艅 przy chorym, bo nigdy nie mia艂am w sobie genu piel臋gniarki.

Jednak jest tak, 偶e trzeba si臋 spi膮膰 i pomaga膰 prze偶y膰 choremu kolejny dzie艅 w cywilizowanych warunkach i tu jestem z siebie dumna, 偶e podo艂a艂am kolejny raz.

Opieka nad chorym jest zawyczaj samotna, bo kiedy wszyscy wiedz膮, 偶e chory ma opiek臋, to 艣wietnie i nawet nikt nie zadzwoni jak leci i czy dajemy sobie rad臋.

Mnie towarzyszy艂 tylko M膮偶, kt贸ry stan膮艂 na wysoko艣ci zadania i przy mnie by艂 w kontakcie telefonicznym i fizycznym.

Pyta艂, czy i jak mo偶e mi pom贸c i za to Mu wielkie dzi臋ki.

W ci膮gu dnia Mama podsypia艂a sobie i wtedy czuje si臋 najbardziej t膮 samotno艣膰, bo co robi膰 i jak zape艂ni膰 sobie czas – nie tylko przed telewizorem.

Zabra艂am ze sob膮 komputer, kt贸ry by艂 mi przyjacielem i pozwoli艂 na to, bym nie straci艂a kontaktu ze 艣wiatem.

Wzi臋艂am ze sob膮 te偶 m贸j ukochany aparat foto i cykn臋艂am wierzb臋 z balkonu, kt贸ra zacz臋艂a budzi膰 si臋 do 偶ycia, a tak偶e 艣licznego pieska s膮siada, kt贸ry te偶 poczu艂 wiosn臋.

I tylko pogoda zrobi艂a mi pi臋kn膮 niespodziank臋, bo na dy偶ur sz艂am prawie zim膮, a po dw贸ch dniach wraca艂am wiosn膮 – bo zacz臋艂o si臋 wszystko na nowo odradza膰 w przyrodzie i tylko cz艂owiek nie ma takiej szansy – niestety.

Bloga pisz臋 zawsze wieczorem, ale b臋d膮c z Mam膮 by艂am tak zm臋czona, 偶e 偶adne my艣li i pomys艂y na nast臋pn膮 notk臋 si臋 nie pojawia艂y, bo zm臋czenie robi艂o swoje.

Moja kochana „A” – jak偶e ja Ci si臋 odwdzi臋cz臋 za wirtualne wsparcie – nie wiem!

I taki wiersz zostawi臋, jak偶e adekwatny do mojej sytuacji!

 

Kochanie

Kocham twoje siwe w艂osy
I ka偶d膮 twoj膮 zmarszczk臋.
Tw贸j reumatyzm i pokas艂ywanie,
Dr偶enie twoich d艂oni
Gdy przekr臋caj膮 strony
Gazet i ksi膮偶ek
Albo dotykaj膮 moich w艂os贸w.
Kocham je gdy podnosz膮 do ust
Fili偶ank臋 herbaty,
I kiedy spoczywaj膮 na kolanach,
Lub g艂askaj膮 psa w nogach.
Kocham te偶 twoje stopy
W domowych pantoflach
Z艂膮czone razem,
Kocham je kiedy wlok膮 si臋 jedna za drug膮
Po dywanie i po li艣ciach,
Tak jak latami wlok膮 si臋 we mnie.
Kocham tw贸j dr偶膮cy g艂os
Kiedy zwraca si臋 do mnie wspominaj膮c,
Lub kiedy zwraca mi uwag臋
Na jaki艣 wiersz.
Twoje zachodz膮ce bielmem oczy te偶 kocham
Gdy mrugaj膮 i patrz膮 na mnie,
I twoje okulary na czubku nosa,
I twoj膮 sztuczn膮 szcz臋k臋 w szklance
Kocham
Ju偶 teraz
Wiele lat wprz贸d.
Radmila Lazi膰

Zdj脛聶cie u脜录ytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdj脛聶cie u脜录ytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Rozsypa艂am si臋 na milion kawa艂k贸w!

聽Rozmowa z matk膮

Nie odchod藕 jeszcze wiem 偶e
jeste艣 ju偶 gotowa
codzienn膮 modlitw膮 obmyta聽
ze wszystkiego
co wstydliwe czekaj膮ca聽
na swego m臋偶a
b艂膮kaj膮cego si臋 w ob艂okach
ufna 偶e mo偶e tam聽
b臋dziesz z nim szcz臋艣liwa
k艂adziesz si臋 co wiecz贸r mi臋dzy
zm臋czenie b贸l a niepok贸j聽
co b臋dzie ze mn膮聽
potem
z mi艂o艣ci膮 bezsiln膮 by pokona膰
czas i przeznaczenie
z trwog膮
i nie艣mia艂o艣ci膮 jak si臋 zachowasz
gdy zobaczysz t臋 twarz najja艣niejsz膮
i us艂yszysz z nieogarni臋tej dali
chod藕 tu c贸rko droga
czas odpocz膮膰 pomy艣le膰 wreszcie
o sobie zatrze膰聽
wszystkie ziemskie wspomnienia

Kiedy m贸wi臋 do ciebie
s艂abn膮cej w oczach聽
anio艂 zst臋puje z g贸r i gra hejna艂聽
wieczorny na tr膮bce
czy s艂yszysz matko t臋 pie艣艅
moje nie-
pogodzone s艂owa

03. 09. 2009

z tomiku: Ryszard Mierzejewski „Zraniony r贸偶膮”, 2013

 

Trzyma艂a mam臋 za r臋k臋, gdy ta umiera艂a. „By艂a dla mnie wszystkim. Moim sercem, przyjacielem…”

https://kobieta.wp.pl/trzymala-mame-za-reke-gdy-ta-umierala-byla-dla-mnie-wszystkim-moim-sercem-przyjacielem-6115418655225473a

– Zastanawiam si臋, w jaki spos贸b pisa膰. Co mog臋, co mi wypada? Czy dozwolone jest u偶ywanie s艂贸w mi臋so, ka艂, od贸r? Czy wolno mi pisa膰 o b贸lu, czopkach doodbytniczych i hektolitrach kropl贸wek? – pisze Ma艂gorzata Friedel. Dwa lata temu jej mama zmar艂a na raka. To by艂a okrutna walka.

To by艂 taki miko艂ajkowy prezent. 6 grudnia 2010 roku rodzina Ma艂gorzaty dowiedzia艂a si臋, 偶e jej mama Gra偶yna (M.) jest chora na raka. Zacz臋艂o si臋 od piersi, kt贸rej nie mo偶na by艂o usun膮膰. Guz r贸s艂 na 偶ebrach. Byli przekonani, 偶e walka z nowotworem potrwa miesi膮c. B臋dzie radioterapia, chemioterapia, potem rehabilitacja i po sprawie. Tyle 偶e rak by艂 z艂o艣liwy.

Szybko pojawi艂y si臋 kolejne przerzuty. Na ko艣ciach, na w膮trobie.

Zacz臋艂o si臋 od b贸lu

Zdrowa do niedawna kobieta z ka偶dym tygodniem traci艂a kontrol臋 nad swoim cia艂em.

– Stan 偶eber uniemo偶liwia艂 normalne funkcjonowanie. M. nie mog艂a si臋 odwr贸ci膰 na bok, a nawet przeci膮gn膮膰 albo unie艣膰 r膮k do g贸ry. Siedzia艂a w fotelu taka ma艂a i bezbronna, kiedy kt贸re艣 z nas zak艂ada艂o jej ubrania – pisze Ma艂gorzata w pami臋tniku „Moja mama jest anio艂em”. – Potem przysz艂a kolej na mycie i inne czynno艣ci higieniczne. W bardzo szybkim tempie T. sta艂 si臋 prawdziwym znawc膮 tematu. Silny, zdecydowany, a jednocze艣nie bardzo delikatny. M. poddawa艂a si臋 jego ruchom. Woda, g膮bka, woda, wycieranie r臋cznikiem. Z ka偶dym dniem wzrasta艂 we mnie podziw do T. Facet, kt贸ry dot膮d wydawa艂 mi si臋 raczej s艂oniem w sk艂adzie porcelany, sta艂 si臋 doskona艂ym opiekunem. (…) Nigdy nie zapomn臋 dnia, kiedy T. wykona艂 M. manicure – opisuje.

Rak w偶yna艂 si臋 w ko艣ci. Du偶o pisze si臋 o r贸偶nych historiach ludzi choruj膮cych na nowotwory. Rak piersi, rak w膮troby, prostaty鈥 Nic jednak nie jest w stanie przygotowa膰 cz艂owieka na starcie z rakiem w rzeczywisto艣ci. Ma艂gorzata nie mia艂a poj臋cia, 偶e w艂a艣nie tak b臋dzie wygl膮da膰 偶ycie jej mamy.

Z nowotworem walczy艂a prawie pi臋膰 lat.

聽Gdy s艂ysza艂am has艂o nowotw贸r, w艂a艣ciwie wyobra偶a艂am sobie tylko jedno – zasadnicz膮 chorob臋, kt贸ra wyniszcza i powoduje b贸l. Nikt mi nie powiedzia艂, 偶e nowotw贸r jest jak trucizna i 偶e nawet je艣li dzia艂a powoli, to bardzo sprawnie i systematycznie. 呕e krok po kroku, kom贸rka po kom贸rce zajmuje ca艂y organizm, 偶e niszczy… Niszczy tak, 偶e cz艂owiek zostaje ju偶 tylko samym cierpieniem – wspomina.

Osoby, kt贸re do艣wiadczy艂y choroby bliskich, a mo偶e i swojej, doskonale wiedz膮, co ma na my艣li. – Rak to taki ogromny worek bez dna, do kt贸rego stopniowo wk艂ada si臋 偶yciowe niedogodno艣ci i dolegliwo艣ci wsp贸艂wyst臋puj膮ce. To miejsce na ca艂y syf i g贸wna tego 艣wiata. Przekl臋te ciemno艣ci, do kt贸rych nikt nie powinien zagl膮da膰. Jaskinia, z kt贸rej nie ma ju偶 powrotu – pisze Ma艂gorzata.

M贸wi si臋 wi臋c o wymiotach. – G贸wno prawda. Nie by艂o ich. M. dostawa艂a skuteczne leki przeciwwymiotne, dzia艂a艂y. A przecie偶 bohaterowie w filmach puszczaj膮 pawia po chemii. Ot, taka niespodzianka – wymienia Gosia.

I dalej: a czy w mediach powiedz膮 ci co艣 o wypr贸偶nianiu si臋? Pacjent nie sra艂 od siedmiu dni? Oddawanie ka艂u nie ma ko艅ca? Powiedz膮 ci to? A przecie偶 to ca艂kowicie normalne. Nadmiar lek贸w i coraz trudniejsze przyswajanie pokarm贸w – to wszystko ma swoje konsekwencje.

艁ysienie – to normalne, 偶e po chemii wypadaj膮 w艂osy. Ale nikt nie u艣wiadomi艂 jej, 偶e mamie wypadn膮 te偶 inne w艂oski. – Pewnego dnia M. zacz臋艂y wypada膰 rz臋sy i brwi, potem nie zosta艂o z nich zupe艂nie nic. I co? To niewa偶ne, racja. Nie ma brwi, nie ma rz臋s i tyle. Nie zdawali艣my sobie sprawy z tego, jak powa偶ne b臋dzie to mia艂o konsekwencje. Ka偶dy py艂ek, kurz, okruszek stanowi艂y dla niej zagro偶enie. Nie osadza艂y si臋 na rz臋sach, od razu w臋drowa艂y do ga艂ki ocznej, powoduj膮c silne infekcje – wspomina.

Pami臋tnik Ma艂gorzaty to wyj膮tkowo poruszaj膮ce wspomnienie tego, jak 偶yje si臋 z chorob膮. Niczego nie ukrywa. Otwarcie opisuje wszystko, co dzia艂o si臋 w trakcie leczenia. S膮 przecie偶 dni dobre, ale s膮 takie, gdzie nic nie pomaga, a b贸l wype艂nia ca艂y dom. Przyznaje te偶, 偶e w takich chwilach cz艂owiek jest zdolny do wszystkiego, nawet do zmiany swoich osobistych przekona艅. Gdy tradycyjne rozwi膮zania zawodz膮, jeste艣 w stanie uwierzy膰 we wszystko.

– Na oddziale onkologicznym trwaj膮 w艣r贸d pacjentek nieustanne debaty na temat wszelakich mo偶liwo艣ci leczenia. Chemia i radioterapia, to mamy. Ale co jeszcze mo偶emy zrobi膰? Ile pacjentek, tyle opinii i pomys艂贸w. Usi膮d藕 w艣r贸d nich, a zrozumiesz, jak ogromna jest wola 偶ycia, jak wa偶na jest walka – przekonuje Gosia.

Razem z tat膮 i siostr膮 szuka艂y dla mamy jakiego艣 alternatywnego leczenia. Z lekarzy nie zrezygnowa艂y, ale pr贸bowa艂y jako艣 pom贸c. Nap贸j z ostrych papryczek, proszek z pestek moreli, jagody goi – nie zaszkodzi艂y, ale i nie pomog艂y. Pom贸g艂 za to znachor – u艣mierza艂 b贸l, a po takich „seansach” jej mama by艂a odpr臋偶ona, mia艂a apetyt. Znachor nigdy nie obiecywa艂, 偶e wyleczy raka. Nie bra艂 te偶 od rodziny pieni臋dzy. Dawa艂 za to nadziej臋.

Pod koniec 2013 roku pojawi艂 si臋 guz na piersi. Na pocz膮tku lekarze m贸wili, 偶e to tylko naro艣l. A pier艣 z ka偶dym dniem wygl膮da艂a coraz gorzej. Zrobi艂a si臋 ogromna, czerwona, gor膮ca i bolesna.

– Nigdy nie zapomn臋 wzroku m艂odego lekarza, kt贸ry bada艂 mam臋 w szpitalu. By艂 przera偶ony, poprosi艂 o zgod臋 na wykonanie zdj臋cia telefonem kom贸rkowym i przes艂anie go do艣wiadczonemu koledze. Znali艣my go, by艂 jednym z lepszych specjalist贸w i od tamtej pory nasze drogi si臋 po艂膮czy艂y – wspomina Ma艂gorzata.

Potw贸r

Diagnoza? Mi臋sak. Atakowa艂 ze zdwojon膮 si艂膮. Konieczne by艂o usuni臋cie piersi. Po miesi膮cu guz zacz膮艂 odrasta膰. Jak opisuje to Ma艂gorzata, stawa艂 si臋 przera偶aj膮cym potworem.

– M. nazywa艂a mi臋saka wielkim skurw…nem (cenzura pochodzi od redakcji). Wydawa艂o si臋, 偶e ro艣nie ka偶dego dnia. Zgodnie z przypuszczeniami lekarzy sk贸ra na klatce piersiowej zacz臋艂a p臋ka膰. Najpierw powoli, ale zauwa偶alnie, a potem po prostu pojawi艂a si臋 otwarta rana. Z ka偶d膮 偶y艂k膮 i mi臋sem na wierzchu. By艂am przera偶ona, nie wiedzia艂am, co teraz zrobimy. Przecie偶 wszystko wychodzi艂o na zewn膮trz, widzia艂am bia艂e niteczki, ca艂膮 偶yw膮 tkank臋. Nadal mam w g艂owie ten widok, nie potrafi臋 si臋 go pozby膰 – pisze w pami臋tniku.

Sta艂o si臋 dla niej jasne, 偶e mama ju偶 z tego nie wyjdzie. Guz w najgorszym momencie przypomina艂 rozmiarem kalafiora.

– Moim celem 偶yciowym sta艂o si臋 bycie przy niej. Inaczej nie potrafi艂am. Powroty do domu na weekendy, kiedy T. nie pracowa艂, powodowa艂y u mnie wyrzuty sumienia, kompletnie nie potrafi艂am znale藕膰 sobie miejsca, nie b臋d膮c z ni膮. Efekt by艂 taki, 偶e wisia艂am na telefonie, zapominaj膮c o tym, 偶e sama ju偶 przecie偶 za艂o偶y艂am rodzin臋 – wspomina.

Ma艂gorzata, kiedy jej mama zachorowa艂a, dopiero co sko艅czy艂a licencjat na filologii polskiej, zaczyna艂a studia magisterskie. Wysz艂a za m膮偶, znalaz艂a prac臋. Ale choroba zatrzyma艂a jej 偶ycie prywatne. Po艣wi臋ci艂a si臋 opiece nad mam膮.

By艂a dla mnie wszystkim. Moim sercem, przyjacielem, centrum wszech艣wiata. Kim艣, bez kogo 偶ycie po prostu nie by艂o dla mnie mo偶liwe. Zazwyczaj stara艂am si臋 by膰 silna, robi艂am dobr膮 min臋 do z艂ej gry. Nie pokazywa艂am M. jak bardzo jestem nieszcz臋艣liwa, jak bardzo si臋 boj臋 – pisze.

– Role w moim 偶yciu zmieni艂y si臋 zupe艂nie. Nagle by艂am odpowiedzialna za M., kt贸ra w moich oczach poniek膮d sta艂a si臋 dzieckiem. Bo przecie偶, drogie matki Polki, czy swojego dziecka si臋 nie ubiera, nie myje, nie g艂aska, nie pociesza, nie zmienia mu pieluch? I kocha艂am M. tak, jak mog艂abym kocha膰 swoje dziecko, gdybym tylko je mia艂a. Nie potrafi艂am przynale偶e膰 ju偶 do kogo艣 innego, a tym bardziej do samej siebie. Nie mog艂am by膰 ju偶 偶on膮, przyjaci贸艂k膮, siostr膮. Sta艂am si臋 chyba tylko c贸rk膮 – dodaje.

Umiera si臋 tydzie艅

27 czerwca 2014 roku jej mama po raz ostatni wysz艂a z domu „dla przyjemno艣ci”. By艂y to siedemnaste urodziny starszego syna jej c贸rki. W po艂owie sierpnia 2014 roku mi臋sak odkry艂 swoje najgorsze oblicze. Przerzuty by艂y ju偶 tak rozleg艂e, 偶e nie mo偶na by艂o nic zrobi膰.

– Odpadaj膮ce kawa艂ki cia艂a powodowa艂y, 偶e ka偶da zmiana opatrunku by艂a niezwykle stresuj膮ca. M. nie widzia艂a go ju偶 od dawna. Nie chcia艂a patrze膰 w lustro, czeka艂a tylko, a偶 jak najszybciej go zakryjemy. (鈥) Na zu偶ytych gazach wida膰 by艂o coraz wi臋cej krwi, czego艣 w rodzaju bia艂ka i kawa艂ki mi臋sa. Smr贸d by艂 okropny. Robili艣my wszystko, co zaleca艂 lekarz z hospicjum domowego. Srebro w teorii mia艂o 艂agodzi膰 nieprzyjemny zapach, nie by艂o jednak sposobu, aby go zniwelowa膰. Niewa偶ne, 偶e w艂a艣nie umy艂am M., za艂o偶y艂am czysty opatrunek i ubranie. Skur…yn (cenzura redakcji) rozk艂ada艂 si臋 i sprawia艂, 偶e M. po prostu 艣mierdzia艂a – opisuje Ma艂gorzata.

Nied艂ugo p贸藕niej stan jej mamy by艂 krytyczny. Z domu, kt贸ry od jakiego艣 czasu przypomina艂 hospicjum, trzeba by艂o zabra膰 j膮 na pogotowie.

– Nawet kiedy mia艂a na sobie podkoszulek, mo偶na by艂o zauwa偶y膰, 偶e jej klatka piersiowa nieco si臋 zmniejszy艂a, a jednocze艣nie jakby rozesz艂a. Guz nie by艂 ju偶 tak wysoki, ale za to szeroki. Po zdj臋ciu opatrunku okaza艂o si臋, 偶e sku…el po prostu si臋 rozla艂. Nagle zmiany obj臋艂y ca艂膮 klatk臋 piersiow膮 i przestrze艅 pod pach膮. 艢rodek by艂 ca艂kowicie zapadni臋ty. Wola艂abym nie pami臋ta膰 tego, co w贸wczas zobaczy艂am. Wola艂abym zamyka膰 oczy i widzie膰 dzisiaj co艣 innego. Widz臋 jednak 偶ebra, tak, ko艣ci. Widz臋 sku…syna, kt贸ry zjad艂 moj膮 M. 偶ywcem, bez znieczulenia, bez zawahania. Widz臋 potworn膮, 艣mierdz膮c膮 g贸r臋 mi臋sa, a mi臋dzy ni膮 ko艣ci – wspomina.

Gra偶yna nie wysz艂a ju偶 ze szpitala. Umar艂a tydzie艅 p贸藕niej. Z ka偶dym dniem mi臋sak wygl膮da艂 coraz gorzej. Wreszcie Ma艂gorzata razem z piel臋gniarkami zdecydowa艂a, 偶e nie pozwoli tacie patrze膰 ju偶 na cia艂o mamy. Nie chcia艂a, by tak膮 j膮 zapami臋ta艂.

Jej wspomnienie pokazuje, jak bardzo rak wyniszcza cz艂owieka. Bo jak przyznaje, nagle twoje cia艂o staje si臋 po偶ywk膮 dla choroby.

Tak wygl膮da艂a ostatnia noc jej mamy: Spostrzeg艂am, 偶e co艣 p艂ywa w moczu, jakby br膮zowe kawa艂ki. Pomy艣la艂am, 偶e pewnie dosz艂o do jakiego艣 zaka偶enia, bo przecie偶 w karcie wyra藕nie napisali, 偶e nerki s膮 niewydolne. Posz艂am wi臋c do piel臋gniarki. (鈥) Podesz艂a ze mn膮 do 艂贸偶ka, spojrza艂a na worek i po艂o偶y艂a swoj膮 r臋k臋 na moim ramieniu. Zacz臋艂a m贸wi膰 nie do ko艅ca zrozumia艂e dla mnie rzeczy, 偶e to prawdopodobnie kawa艂ki rozk艂adaj膮cej si臋 w膮troby lub innych narz膮d贸w. Je鈥 skur鈥. Zabierasz j膮, gdy jeszcze 偶yje, gdy jeszcze oddycha.

Wojownicy nie poddaj膮 si臋 szybko

Tej nocy Gosia trzyma艂a mam臋 ca艂y czas za r臋k臋. Co chwila zachodzi艂y zmiany w wygl膮dzie mamy. Najpierw zacz臋艂a si臋 poci膰, potem wsz臋dzie czu膰 by艂o zapach amoniaku. Chwil臋 p贸藕niej twarz mamy wygl膮da艂a, jakby kto艣 na艂o偶y艂 na ni膮 ton臋 kremu. Mia艂a ataki kaszlu. Po kt贸rym艣 Gosia zobaczy艂a w maseczce do oddychania „kawa艂ki przypominaj膮ce w膮tr贸bk臋 drobiow膮”, by艂y „br膮zowe i 艣mierdz膮ce”.

– Kiedy艣 przeczyta艂am, 偶e po 艣mierci cia艂a m贸zg 偶yje nawet do siedmiu minut. 呕e warto by膰 jeszcze wtedy z bliskimi, 偶e warto do nich m贸wi膰. Nie wiedzia艂am, czy to prawda, nie obchodzi艂o mnie to. Potok s艂贸w p艂yn膮艂 z moich ust. Obieca艂am M., 偶e b臋d臋 偶y艂a tak, 偶eby by艂a ze mnie dumna, 偶e spe艂ni臋 swoje marzenia, 偶e zaopiekuj臋 si臋 tat膮. Po oko艂o 10 minutach posz艂am do piel臋gniarki. Powiedzia艂am tylko: Moja mama umar艂a – wspomina Ma艂gorzata.

Pisanie mia艂o by膰 dla mnie form膮 terapii. Przelaniem na papier tego, co wydawa艂o jej si臋 niemo偶liwe do wypowiedzenia. Pr贸b膮 zrozumienia, a przede wszystkim pogodzenia si臋 z losem.

– Z perspektywy czasu uwa偶am, 偶e M. by艂a prawdziw膮 wojowniczk膮 i bohaterk膮.

Kilkadziesi膮t sesji chemioterapii, kilkana艣cie na艣wietla艅, skomplikowane operacje, strach o w艂asne 偶ycie, b贸l, cierpienie i smr贸d. Podziwiam ka偶dego, kto zmierzy艂 si臋 z t膮 okropn膮 chorob膮, bez wzgl臋du na to, czy j膮 wygra艂, czy nie. To prawdziwi bohaterowie swojego 偶ycia, rycerze w zbroi z w艂asnego cia艂a, id膮cy na krucjat臋 z nieznanym wrogiem – pisze.

S艂oiki pe艂ne z艂ota!

Nie napisz臋 nic odkrywczego, 偶e kiedy przyjdzie po nas „Kostucha”, to po tamtej stronie ju偶 nic nie b臋dzie nam potrzebne.

Ostatnio 偶yj臋 z widmem 艣mierci w mojej rodzinie i najlepszego humoru, to ja nie miewam.

Przypomnia艂a mi si臋 historia z mojego otoczenia, kt贸ra zdarzy艂a si臋 kilka lat temu, a nawi膮zuje do tego, 偶e po drugiej stronie t臋czy dobra materialne nie maj膮 ju偶 偶adnego znaczenia.

Pewna kobieta mia艂a m臋偶a, z kt贸rym 偶y艂a jak pies z kotem. Ona taka troch臋 hetera, a on ucieka艂 z domu do kumpli.

Prze偶yli jednak ze sob膮 na tyle d艂ugo, a偶 dzieci ich doros艂y i posz艂y w 艣wiat, aby budowa膰 swoje 偶ycie.

Nied艂ugo po tym on zmar艂 i ona zosta艂a sama.

W pewnym momencie rozesz艂a si臋 plotka, 偶e zapozna艂a m臋偶czyzn臋 ju偶 w wieku seniora, kt贸ry m贸wi艂 jej, 偶e jest bogaty i ma w s艂oikach du偶o z艂ota.

Wysz艂a za niego, cho膰 go nie kocha艂a, a tego z艂ota nigdy nie ujrza艂a.

I znowu dar艂a koty z m臋偶em, 偶e j膮 oszuka艂, ale sama sobie by艂a winna, 偶e po艂asi艂a si臋 na b艂yskotki. Dosz艂o do tego, 偶e aby prze偶y膰, to musia艂a zaci膮gn膮膰 wysoki kredyt.

Nied艂ugo po 艣lubie staruszek umar艂, a j膮 spotka艂o nieszcz臋艣cie, gdy偶 wpad艂a pod samoch贸d i teraz le偶y prawie samotna w domu, zdana jedynie na pomoc c贸rki.

Pazerno艣膰 nigdy nie pop艂aca, bo i pieni膮dze szcz臋艣cia nie daj膮.

Wci膮偶 si臋 dziwi臋 ludziom, 偶e dla pieni臋dzy zdolni s膮 do wszystkiego. Uwa偶aj膮, 偶e s膮 co艣 warci, je艣li op艂ywaj膮 w dobrobyt i niczego im nie brakuje.

P臋dz膮 przez 偶ycie za pieni臋dzmi, najlepszymi samochodami, wielkimi domami, zagranicznymi wycieczkami, a zapominaj膮, 偶e wszyscy jeste艣my 艣miertelni i kiedy艣 przyjdzie nam to wszystko zostawi膰.

Po co tak si臋 stara膰, aby mie膰 wszystkiego w nadmiarze? Po co rani膰 innych? Po co, kiedy cz艂owiekowi do 偶ycia godnego naprawd臋 – nie wiele potrzeba.

Dzi艣 ws艂ucha艂am si臋 w piosenk臋 z nutk膮 g贸ralsk膮, zespo艂u „Zakopower”, w kt贸rej Karpiel Bu艂ecka dok艂adnie t艂umaczy ludzko艣ci, 偶e przyjdzie czas, 偶e zostawimy na tej ziemi wszystko!

M艂odzi tego jeszcze nie pojmuj膮, ale my starsi wiemy, o czym jest ta piosenka i nie o tym, 偶e „Zakopower” namawia nas do chodzenia boso!

Nieu偶yty frak
Dziurawy p艂aszcz
Znoszony but

Zapomniany szal
Zaszy艂 si臋 w k膮t
Niemodny ju偶

Ka偶da rzecz
O czym艣 艣ni
Odstawiona
Jeszcze chce
Modna by膰
Zanim cicho skona

I dopiero gdy zawo艂a B贸g
To po偶egnam wszystkie te rzeczy i zn贸w
P贸jd臋 boso
P贸jd臋 boso
P贸jd臋 boso
P贸jd臋 boso

Zagubiony gdzie艣
Parasol, z nim
Czekam na deszcz

Zegar nie wie jak
Bez moich r膮k
Ma 偶ycie wie艣膰

W wielki stos
Pi臋trz膮 si臋
Od艂o偶one
Ka偶da chce
呕eby j膮
Wzi膮膰 na drug膮 stron臋

I dopiero gdy zawo艂a B贸g
To po偶egnam wszystkie te rzeczy i zn贸w
P贸jd臋 boso
P贸jd臋 boso
P贸jd臋 boso
P贸jd臋 boso

Zamkn膮 za mn膮 drzwi (p贸jd臋 boso)
Nie zabior臋 nic (p贸jd臋 boso)
Zamkn膮 za mn膮 drzwi (p贸jd臋 boso)
Nie zabior臋 nic

I dopiero gdy zawo艂a B贸g
To po偶egnam wszystkie te rzeczy i zn贸w
P贸jd臋 boso
P贸jd臋 boso
P贸jd臋 boso
P贸jd臋 boso

https://www.youtube.com/watch?v=csSefjNCXn0

„Moje c贸rki krowy” – to bardzo dobry, polski film

Kiedy doros艂e dzieci wyfruwaj膮 z domu w 艣wiat, jak偶e cz臋sto z powodu 偶yciowych spraw te dzieci trac膮 ze sob膮 kontakt.

Jedynie ich trzyma dom rodzinny, w kt贸rym Matka i Ojciec tworz膮 ostoj臋 dla rodze艅stwa, aby chocia偶 w 艣wi臋ta poby膰 razem.

Jak偶e cz臋sto te dzieci zapominaj膮 o sobie nawzajem, biegn膮c przez 偶ycie, cz臋sto niewdzi臋czne. Robi膮 kariery, maj膮 swoje niepowodzenia i stresy.

Jednak kiedy nagle jedno z rodzic贸w zachoruje, to te dzieci zjawiaj膮 si臋 w obliczu ci臋偶kiej choroby i walcz膮 z t膮 chorob膮 na r贸wni z lekarzami.

Mam awersj臋 do polskiego kina, bo zawsze w nim jest co艣 nie tak, co mnie dra偶ni, ale dzi艣 zrobi艂am wyj膮tek.

Obejrza艂am polski film pt, „Moje c贸rki krowy” ze 艣wietn膮 obsad膮 i nie 偶a艂uj臋, 偶e si臋 zdecydowa艂am na ten film.

Ludzie w sieci pisz膮, 偶e to marne kino, wymuszone dialogi i po prostu jedna wielka nuda.

Tylko dlaczego ja ogl膮da艂am ten film na jednym, wielkim 艂kaniu, a 艂zy co chwil臋 zalewa艂y mi oczy. Musia艂am robi膰 sobie przerwy, by doj艣膰 do siebie, bo to jest po prostu prawdziwy film o umieraniu i odchodzeniu.

Mo偶e opinie o filmie pisali m艂odzi ludzie, kt贸rym 艣mier膰 jeszcze w oczy nie zagl膮da! Mo偶e!

 

Staro艣膰 jest sprawiedliwa – moje kino

Staro艣膰 jest sprawiedliwa, poniewa偶 dotyka ka偶dego cz艂owieka, bez wzgl臋du na to, kim byli艣my i jeste艣my. Niezale偶nie, czy jeste艣my skromnymi lud藕mi, 偶yj膮cymi w swoim ma艂ym 艣wiecie, nie znanymi wi臋kszej publice, czy ludzi, kt贸rzy swoj膮 twarz pokazali w wielu filmach i w swojej artystycznej pracy. Ludzi, kt贸rzy dostarczali nam emocji poprzez granie najr贸偶niejszych r贸l w swoim 偶yciu na planie filmu, czy te偶 deskach teatru. Mowa jest tutaj o wielkich, polskich aktorach, kt贸rzy powoli odchodz膮 od nas, pozostawiaj膮c po sobie wielkie, swoje role.

Staro艣膰, to taki niemodny temat i w naszej kulturze i sztuce niech臋tnie pokazywany. Staro艣膰, ta obrzydliwa, omijana jest szerokim 艂ukiem, bo wsp贸艂czesny 艣wiat ma zapotrzebowanie na pi臋kno i perfekcyjn膮 urod臋, bez grama zmarszczek i niedoskona艂o艣ci. Ludzie nie lubi膮 brzydoty i umierania i takie obrazy s膮 oddalane na bardzo daleki plan, jakby nigdy mia艂yby nas 聽dotyczy膰. Jednak ona przychodzi i z dnia na dzie艅 straszy nas, 偶e mo偶emy nagle sta膰 si臋 chorzy i niedo艂臋偶ni, a obok nas nie ma nikogo, kto b臋dzie nam w tej staro艣ci towarzyszy艂.

Wczoraj, w te dni refleksji, telewizja wyemitowa艂a film pt. „Jeszcze nie wiecz贸r” – Jacka B艂awuta. Bohaterami filmu s膮 mieszka艅cy Domu Aktora w Skolimowie.聽

Obejrza艂am ze 艂zami w oczach, gdy偶 temat ju偶 mi jest bliski – niestety. Mamy wci膮偶 wspania艂ych aktor贸w, kt贸rzy bardzo realnie odegrali swoje role, tak jakby 聽wszyscy byli mieszka艅cami Domu Staro艣ci w Skolimowie. Film jest bardziej dokumentem, ani偶eli fabu艂膮 i ma si臋 wra偶enie, 偶e aktorzy s膮 realnymi mieszka艅cami tego domu i realnie ze sob膮 tworz膮 spo艂eczno艣膰, skazan膮 na zapomnienie i wegetacj臋, a偶 nie przyjdzie po nich 艣mier膰.

Ogl膮daj膮c, tak sobie pomy艣la艂am, 偶e ju偶 nigdy w jednym miejscu nie obejrzymy takiej plejady doskona艂ych aktor贸w – od Beaty Tyszkiewcz, po Nin臋 Andrycz. Nigdy ju偶 nie pojawi膮 si臋 oni razem, ze swoim doskona艂ym, aktorskim warsztatem i kunsztem starej szko艂y.

Prosz臋 prze艣ledzi膰 nazwiska aktor贸w, tych, kt贸rzy jeszcze 偶yj膮 i tych, kt贸rzy odeszli zaraz po premierze filmu, a od razu zauwa偶ymy, 偶e przychodzi taki czas, kiedy dana rola, jest rol膮 ostatni膮.

Polecam ten film, ka偶demu, kto chce chwil臋 poduma膰 i wiecie co? Przeczyta艂am gdzie艣 taki komentarz, 偶e aktor w pogoni za rol膮, za nagrodami, za docenieniem przez widza i wielkiej pasji grania, gdzie艣 tam po drodze nie potrafi艂 zbudowa膰 rodziny i wi臋zi z bliskimi i przychodzi taki moment, 偶e zostaje na staro艣膰 ca艂kiem sam. Mo偶e i co艣 w tym jest.

 

OBSADA:

呕yj膮ca:

Zmarli:

 

A kiedy trzeba b臋dzie po偶egna膰 si臋 z tym 艣wiatem?

Jako, 偶e latka moje lec膮 nieub艂aganie i w zastraszaj膮cym tempie, moj膮 g艂ow臋 zaprz膮ta coraz cz臋艣ciej s艂owo – eutanazja. Po przeczytaniu zw艂aszcza 偶yczenia naszego polskiego re偶ysera Krzysztofa Krauzego, kt贸ry jest ci臋偶ko chory na raka i pisze tak: „

Moje prawo do dobrej 艣mierci nie narusza niczyjej wolno艣ci
Jestem za: za eutanazj膮, za paszportem do „dobrej 艣mierci”.
W Polsce jest to niewykonalne, a 偶yj膮 po艣r贸d nas ludzie chorzy, bez 偶adnej nadziei na wyzdrowienie, ale nie dane im jest odej艣膰 z godno艣ci膮, bo r臋k臋 trzyma na tym ko艣ci贸艂, a rz膮dz膮cy boj膮 si臋 z ko艣cio艂em zadrze膰. W Polsce podobno 50 % spo艂ecze艅stwa jest za godnym odchodzeniem z tego 艣wiata i uwa偶aj膮, 偶e ka偶dy z nas ma mie膰 prawo do paszportu na tamt膮 stron臋.
Pewna kobieta, kt贸ra od lat opiekuje si臋 swoim nieuleczalnie chorym synem, kt贸ry jest ju偶 warzywem, ubolewa, 偶e ratowa艂a swojego syna trzy razy od samob贸jstwa, bo liczy艂a na to, 偶e syn jej wyzdrowieje, ale teraz patrz膮c na swojego dziecko, ogromnie tego 偶a艂uje. M臋czy si臋 Ona i m臋czy si臋 jej syn i nic z tym zrobi膰 si臋 nie da w naszym pa艅stwie.
Moje zdanie jest takie, 偶e kiedy ju偶 nie ma 偶adnego ratunku i lekarze orzekn膮, i偶 zrobili ju偶 wszystko, ka偶dy kontaktuj膮cy cz艂owiek ma prawo do tego, aby uwolni膰 siebie od cierpienia i uwolni膰 swoich bliskich, kt贸rzy cierpi膮 i nie mog膮 ju偶 na to cierpienie patrze膰.
Co mo偶na da膰 jeszcze osobie cierpi膮cej i co mo偶na opr贸cz podawania 艣rodk贸w przeciwb贸lowych zrobi膰? Umie艣ci膰 w hospicjum i patrze膰 jak w katorgach ich bliski poma艂u odchodzi. W m臋kach i niewyobra偶alnym odarciu z ludzkiej godno艣ci? Ile偶 by艂o by zg艂osze艅, gdyby w kraju dopuszczalna by艂a eutanazja. Z pewno艣ci膮 bardzo wiele, jestem tego pewna.
Przychodzi ksi膮dz i ka偶e si臋 modli膰 i modli膰, a modlitwa nie przynosi ukojenia, to co mo偶na jeszcze zrobi膰 dla osoby cierpi膮cej w m臋kach i katorgach? Powinno by膰 ustanowione prawo, i偶 ka偶dy z nas powinien mie膰 prawo do godnego odchodzenia, je艣li tylko jest przy zdrowych zmys艂ach i s膮dz臋, 偶e wcze艣niej, czy p贸藕niej i w naszym kraju to prawo zostanie ustanowione, bo jest coraz wi臋cej nacisk贸w.
Pan Krzysztof Krauze pisze:

Ja, kt贸ry chorob臋 terminaln膮 pr贸buj臋 zamieni膰 na chorob臋 przewlek艂膮, 偶膮dam takiego paszportu. I chc臋 go mie膰 u siebie w domu. Mam do艣膰 tyranii pa艅stwa i Ko艣cio艂a. Chc臋 by膰 sob膮. Bycie sob膮 to r贸wnie偶 prawo do niebycia. Prawo, aby odej艣膰 godnie – bez wysokich pi臋ter, tor贸w, wanien krwi. 艢mier膰 to czasami jedyne lekarstwo na 偶ycie. Chc臋 mie膰 do niego prawo. Chc臋 mie膰 na nie recept臋, niech le偶y przy 艂贸偶ku. I nie zawaham si臋 jej u偶y膰. Agonia w torturach z nagrod膮 w za艣wiatach? Pozostawiam ten radosny przywilej biskupom. I prosz臋 mnie nie mami膰, 偶e cierpienie uszlachetnia. 呕e jest 藕r贸d艂em m膮dro艣ci. Cierpienie jest bezcelowe, okalecza, odbiera rozum. Nawet na Krzy偶u. Nikt mnie nie nam贸wi, 偶eby w tym smutnym kraju, jakim jest Polska, dorzuca膰 do puli swoje cierpienie.”
Ile偶 racji jest w jego s艂owach i ile solidnych przemy艣le艅. To nie s膮 s艂owa rzucane na wiatr. To s膮 s艂owa b艂agalne, aby otworzy艂y si臋 w naszym kraju umys艂y przes艂oni臋te ko艂tu艅stwem i strachem, a ja ju偶 wiem, 偶e nie chc臋 si臋 w razie czego znale藕膰 w jakim艣 hospicjum i nie 偶ycz臋 sobie marnowania 偶ycia swoich dzieci, kiedy przyjdzie im si臋 opiekowa膰 star膮 matk膮 oplecion膮 w臋偶ami choroby, bo cho膰 ci臋偶ko b臋dzie si臋 偶egna膰 z tym pi臋knym 艣wiatem, to w imi臋 mojej godno艣ci te偶 bym chcia艂a odej艣膰 godnie.