Archiwa tagu: życiorys

Przetrzepać swój życiorys!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Kiedy byłam młodą mamą, to kiedy ułożyłam Dzieci wieczorem do snu – miałam czas tylko dla siebie.

Wówczas siadałam w PRL – wskim fotelu i robiłam na drutach czapeczki, szaliczki dla Dzieci.

Dziegałam też swetry dla Dzieci i dla siebie także.

Brałam często szydełko i obrabiałam koronką płócienne chusteczki do nosa, albo ozdobne serwetki, dziergane z cieńkiego kordonka.

Naprawdę mi to nieźle wychodziło i lubiłam to robić, bo tym bardziej, kiedy w sklepach nie było żadnego wyboru.

Wzory na serwetki i robienie na drutach czerpałam z czasopism dostępnych wówczas, albo od koleżanek z pracy, które też dziergały i się tym bawiły.

Moim ulubionym zajęciem po godzinach po pracy, była uprawa działki, gdzie produkowałam z Mężem ekologiczną żywność.

Pamiętam jak pewnego, udanego lata wychodowaliśmy pomidory tak cudne i tak dużo, że nie nadążałam z ich przetwarzaniem.

Tak samo udały się pachnące truskawi, marchew i inne jarzyny.

W ten sposób ratowaliśmy swój budżet domowy, a Dzieci jadły świeże warzywa i owoce.

U nas w środku miasta jest jezioro i dostałam nagle olśnienia, że przecież mogę stać się wedkarzem i spędziłam wiele godzin na kładce i wędkowałam. Nauczyłam się obsługi wędek i moim największym trofeum był 4 kilogramowy – lin bodajże.

Kiedy straciłam pracę i w mojej mieścinie nie mogłam jej znaleźć – otworzyłam własną działalność i sprzedawałam używane ciuchy, po które z Mężem jeździliśmy do hurtowni.

Kiedy urosła konkurencja, to się przebranżowiłam i otworzyłam sklepik szkolno – chemiczny i prowadziłam go 3 lata.

Jeździłam też za granicę, a więc do Berlina i do Wiednia i tam się kupowało to, czego u nas na rynku nie było.

Sprzedawałam to jak wielu innych na ulicy i zawsze jakiś grosz się zarobiło.

Czasy się zmieniały i dostałam pracę na naszym Urzędzie Miejskim i tak zleciało mi kolejne 10 lat.

Na rynku można już było kupić prawie wszystko, a więc zaniechałam robienia na drutach i uprawy działki.

Zawsze w swoim życiu coś robiłam i starałam się o dodatkowe pieniądze, ale cieszyłam się kiedy dostałam pracę na pełen etat, Wówczas byłam spokojniejsza i była zabezpieczona finansowo moja Rodzina, bo Mąż też miał stałą pracę.

Przyszła emerytura i teraz na niej piszę bloga, bo nie umiem nic nie robić.

Poznaję tu na blogu interesujących ludzi i im dziękuję za zainteresowanie i komentarze.

Uwielbiam robić zdjęcia i dziś złapałam w obiektyw – zachód słońca.

Emerytura, to jest czas na spełnianie swoich marzeń i jeśli zdrowie jako tako dopisuje, to można być aktywnym w sieci.

Jeśli trafi się na ciekawych ludzi, to jest to czysta przyjemność.

Opiszcie jakie macie zainteresowania i co Was kręci. Napiszcie, co robicie poza pracą i co sprawia Wam radość?

 

 

Reklamy

Kiedy Ona śpiewa – płacze cały świat!

Dzisiaj w telewizji „Polsat” trafiłam całkiem niechcący na wywiad ze wspaniałą kobietą, aktorką filmową i teatralną, a także  piosenkarką, choć to chyba głupio brzmi.

Pani Stanisława Celińska nie śpiewa, a celebruje słowa i melodię w swoich piosenkach.

Nie będę wklejała Jej biografii, gdyż jest dostępna w sieci, a wkleję kilka Jej utworów!

Jej życiorsys był nezmiernie tragiczny, ponieważ przeżyła okres w swoim życiu bardzo niechlubny – była alkoholiczką!

Jak opowiada, to wyzwania i wielka ambicja wpędziły Ją w ten nałóg i nie umiała sobie w życiu jakoś wszystkiego poukładać.

Ucierpiał mąż i ucierpiały dzieci, bo wiele lat zaniedbywała swoją rodzinę, a najbardziej syna i córkę.

Zorientowała się w pewnym momencie, że oto znalazła się na dnie i postanowiła się ponieść oraz naprawić wyrządone krzywdy.

Poprosiła po wielu latach o wybaczenie, a najbardziej zależało Jej, aby to dzieci jej wybaczyły, że była tak złą matką.

Powoli się podnosiła i postanowiła napisać autobiograficzną książę pt. „Wiele przeszłam”.

Oficjalnie przyznała się do swojej chorby alkoholowej, gdyż w ten sposób próbuje pomóc innym ludziom z takim problemem – z chorobą alkoholową. Mówi, że miała uczulenie na alkohol, tak jak inni mają uczulenie na kurz, czy pyłki brzozy.

Teraz spokojna i wyciszona ma wiele koncertów,  na których ludzie płaczą, bo i ja płaczę słuchając jej utworów.

Te jej piosenki sięgają bardzo głęboko we wrażliwe dusze i drążą i wiercą rozpierając, sięgając do najbardziej ukrytych tajemnic ludzkiego istnienia.

Nie ma mowy, aby nie płakać słuchając jej, gdyż ona potrafi rozłożyć na kawałki nawet najbardziej twarde serducho, bo dotyka naszych trosk i kłopotów w życiu codziennym.

Pani Stanisława twierdzi, że powstać pomógł Jej Pan Bóg i wiara. Twierdzi, że pisząc teksty do kolęd świątecznych – to Bóg jej dyktuje słowa. Można i tak wychodzić z uzależnienienia.

Ja Jej dziękuję za Jej twórczość, którą na nowo odkryłam dzięki temu wywiadowi.

Odsłuchując Jej songi po moim licu spływały łzy, bo znalazłam w jej twórczości kawał swojego życia nie zawsze usłanego róźami!

Kto ma ochotę, to niech posłucha!

https://www.youtube.com/watch?v=F045E_yrxCM&index=5&list=PLxsBwxT0vz01HCWwvk7f9PWCwYq7cWcBi

 

https://www.youtube.com/watch?v=VqYcAKYsWgs

 

https://www.youtube.com/watch?v=Ksd6J1X6AA8

 

https://www.youtube.com/watch?v=jTMJesfFNo4

 

https://www.youtube.com/watch?v=Zgdyx6b9QVM

 

https://www.youtube.com/watch?v=JO_b4vq96ss

Odszedł bardzo charyzmatyczny człowiek!

Wszyscy umrzemy niestety i na każdego przyjdzie ten czas pożegnania ziemskiego padołu. Umierają zwykli ludzie i umierają ludzie, którzy coś znaczą i znaczyć będą, bo swoim całym życiem przyczynili się do tego, że się o nich mówi za życia i mówić się będzie po śmierci. Wpisali się w naszą historię po porostu.

Wczoraj odszedł od nas prof. Władysław Bartoszewski i w godzinach wieczornych ta smutna wiadomość zalała media i Internet. Dziennikarze i zaproszeni goście wspominali tego, jakże zasłużonego człowieka dla naszej demokracji. Człowieka, który całe swoje życie poświęcił, by mówić i pisać, abyśmy nie zapomnieli skąd jesteśmy i chciał byśmy zmierzali w dobrym kierunku, Byśmy byli godnym narodem i aby Polska w świecie zaczęła się liczyć, a świat nas widział jako kraj po przejściach, zmierzający w stronę – do wolności.

Nie jestem historykiem, bo jestem zwykłą seniorką, ale zdolna jestem do samodzielnego myślenia i takich ludzi jak Władysław Bartoszewski, kiedy odchodzą powinniśmy szanować ze wszech miar. Odchodzą tytani i jest ich coraz mniej. Odchodzą ludzie z wielkimi życiorysami, których dokonania można przeczytać choćby w Wikipedii i tam dzisiaj zajrzałam. Zobaczyłam szeroki wachlarz, jaki Bartoszewski oferował jako człowiek posługujący się językiem szybszym niż karabin maszynowy. Pisał książki i artykuły. Wykładał, uczył, dzielił się swoimi przemyśleniami i walczył o Polskę.

W okresie swoich 93 lat miał jeszcze wielkie plany, ale nawet taki tytan jak Bartoszewski nie  obronił się przed śmiercią.

Taka jest kolej rzeczy, że śmierć dopada nie wiadomo kiedy i jak szybko żył, tak szybko, w biegu umarł i pozostawił po sobie wyrwę nie do zapełnienia.

Dziennikarze zastanawiają się w niektórych miejscach, czy nie powinien być pochowany na Wawelu, jako zasłużony Polak, a ja pod jednym z nich napisałam, że prof. Bartoszewski za bardzo kochał ludzi, by go wyalienowano w ciemnych murach.

Prof. powiedział, że warto być przyzwoitym i w tych trzech słowach zawarta jest cała filozofia życia i ja tak staram się żyć, aby po mojej śmierci ktoś, choć jeden człowiek mnie wspomniał, że to była przyzwoita osoba.

Jednak prof. naraził się wielu i nie minęło kilka godzin, by w Internecie przeczytać słowa niepochlebne i kierowane wprost, kiedy prof. Bartoszewski jeszcze nie ostygł.

Jeśli ktoś wejdzie na fan-page kandydata na Prezydenta – Janusza Korwin Mikke, to natknie się na szaleństwo hejtu na profesora i daję poniżej tylko jeden wybrany komentarz z całej dyskusji i włos się jeży na głowie, że ludziom takie słowa, tak łatwo wychodzą spod klawiatury!

Bartoszewski? Polski inteligent, nie żartujmy. Antypolska gnida.

Ludzie zapominają o tym, że po śmierci wszyscy będziemy sądzeni, a co zostawimy w sieci, to zostanie na zawsze, a więc ściek i plugastwo także.

Warto być przyzwoitym!